Zraniona.d - myślę, że cierpienie w końcu ich dopadnie, co jak co - ale ja wierzę jeszcze w sprawiedliwość na tym świecie. Często jest tak, że kiedy to przezywamy swoje piekło na ziemi, Oni mają Nas za nic, nasze cierpienie ich w ogóle nie obchodzi, nie istniejemy.. To takie bolesne, ale kurczę, daje taką nauczkę na przyszłość.. Ja już widzę zmianę po sobie. Kiedyś kobieta do rany przyłóż, teraz - nie ma już we mnie dawnej mnie. Czuję, jak wiele się zmieniło we mnie, jestem nieufna, bardziej podejrzliwa, chłodna i osowiała. Mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni, ale na dzień dzisiejszy nie potrafię być inna. To wszystko jego sprawka - ja głupia, wyhodowałam sobie żmiję na własnym łonie. Czekam cierpliwie, aż jemu usunie się grunt pod nogami, będzie musiał wszystko zaczynać od zera. Tak, mam nadzieję, że każdemu kto krzywdzi, należy się sowita nauczka.
Wieanna - nie rób tego! pod żadnym pozorem..... Ja tak zrobiłam 2 razy, i co? Zrobiłam z siebie tylko idiotkę.. Na spotkanie z nim jechałam z przekonaniem, że będę silna, ba.. ja byłam pewna, że jestem robocopem i nawet łezka mi nie poleci. Czułam wielką siłę w sobie, przekonywałam siebie i wszystkich wokół, że dam radę, że on mnie już nie złamie. A jednak..... Jak go zobaczyłam po 3 miesiącach, serce umierało na nowo, widziałam ten uśmiech, który kiedyś był dla mnie wszystkim, widziałam oczy,w których się zakochałam.. Widziałam człowieka, któremu ślubowałam miłość i wierność, na dobre i złe dni.... Zamiast widoku DRANIA, CHAMA - ja głupia znów ujrzałam tego człowieka, który bądź co bądź - był mi najbliższy na świecie. Na początku zgrywałam twardą, ale kiedy zaczęliśmy "normalnie" rozmawiać, musiałam wyjść bo łzy ciekły mi po policzkach, nogi miałam jak z waty, gula w gardle była tak wielka, jak bym połknęła co najmniej jabłko, ręce się trzęsły, i myślałam, że nie wytrzymam tego bólu w sercu.....On to widział, widział, że ciągle mimo wszystko należę do niego, że ma mnie na wyciągnięcie dłoni. To był wielki błąd. Teraz, z perspektywy czasu widzę, że mogłam postępować inaczej. Byc chłodna, szorstka, nie pokazywać tego co czuję. Ostatnio postanowiłam, że już nigdy nie usłyszy "wróć"....I wiesz co? Dziś rano, kiedy się obudziłam, zobaczyłam jego numer na wyświetlaczu, kiedy spałam, musiał dzwonić.. Nie będę kłamać, że serce nie zabiło mi mocno... Bo mimo wszystko, wciąż wiele dla mnie znaczy. Musiałabym skłamać, że jest mi całkowicie obojętny - ja po prostu nauczyłam się żyć bez niego.. Oddzwoniłam, i kiedy usłyszał szorstki ton, zaczął być miły w rozmowie jak nigdy przedtem.. Wcześniej kiedy dzwonił, byłam milutka (głupia ja), wtedy to on był obojętny.. A dziś kiedy mnie usłyszał, od razu zaczął wypytywać jak się czuję (mam chore gardło i było słychać mój skrzek heh), od kiedy jestem chora, czy byłam u lekarza, czy mam leki ( NIE WIERZĘ PO PROSTU!!!) hehe, taki milutki, jak by a prawdę obchodziło go jak się czuję - co za ironia.. Na dzień dzisiejszy zaczynam godzić, że wizja rozwodu jest nieunikniona i kiedyś te papiery nadejdą..
Uwierz, nie spotykaj się z nim. To zdecydowanie nic nie da, tylko pogorszy Twoje samopoczucie..ściskam Cię, uwierz, żeby zobaczyć tęczę, najpierw musi spaść rzęsisty deszcz...:)