netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

14 839 odpowiedzi786 473 wyświetleniazałożony przez hera.1, 24.02.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Strony Poprzednia 1 … 167 168 169 170 171 … 229 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 921 do 10 985 z 14 840 ]

10 921 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-10-03 22:34:56)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zraniona.d napisał/a:
wieanna napisał/a:

Macie rację... rozumiem to i już więcej się nie odezwałam, nic nie odpowiedziałam na to...

Bo tyle jest tekstów o tym Prawie Przyciągania na tym forum, że zebrałam sobie to wszystko do kupy razem z jakimiś strzępami jego wypowiedzi i ulepiłam sobie z tego nadzieję...

Wieanna ja cie rozumiem. Nadzieja nie pomaga ona sprawa, że żyjesz w zawieszeniu. Wiem po sobie. Po 1 rozstaniu miałam z Byłym kontakt, żyłam właśnie taka nadzieją. Ona sprawia, że myślisz a może jeszcze nic straconego ale przez nią nie ruszysz z miejsca rozumiesz ? Chcesz mieć więcej ran? Pisze ci to osoba co bawiła się w takie cyrki Jest ci cieżko, boli cię, cała się trzęsiesz, nie możesz oddychać ja to wiem jednak zanim coś zrobisz 40, 100, 400 razy zastanów się, czy warto? co ci to da? i ile cię to  będzie kosztowało?

Wiem, masz rację... zobaczenie go chyba zabiłoby mnie na miejscu. Dlatego nic nie odpisałam. Nie daje mi żadnej nadziei. Tylko dlaczego nie reagował, nie mówił, że jest coś nie tak, kiedy zaczynało się psuć... wytłumaczenie proste: nigdy tego nie czuł. Wiem, że nic na świecie nie zmieni jego zdania. Trudno jednak zabić tę nadzieję. Jednak po spotkaniu czułabym się znowu straszliwie opuszczona i porzucona, także choćbym chciała, chyba nie dam rady. Jest mi straszliwie źle, że nie sprostałam jego wyobrażeniu kogoś, z kim warto być i się w tę relację zaangażować.

Proszę, czy mogę liczyć na Wasze wsparcie, w razie gdybym...? sad

10 922

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zraniona.d napisał/a:

Żania myśle, że jesteś bardzo silną kobietą i poradzisz sobie smile.

...a ja? Jak myślicie, co ze mną będzie?...

10 923

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:
zraniona.d napisał/a:
wieanna napisał/a:

Macie rację... rozumiem to i już więcej się nie odezwałam, nic nie odpowiedziałam na to...

Bo tyle jest tekstów o tym Prawie Przyciągania na tym forum, że zebrałam sobie to wszystko do kupy razem z jakimiś strzępami jego wypowiedzi i ulepiłam sobie z tego nadzieję...

Wieanna ja cie rozumiem. Nadzieja nie pomaga ona sprawa, że żyjesz w zawieszeniu. Wiem po sobie. Po 1 rozstaniu miałam z Byłym kontakt, żyłam właśnie taka nadzieją. Ona sprawia, że myślisz a może jeszcze nic straconego ale przez nią nie ruszysz z miejsca rozumiesz ? Chcesz mieć więcej ran? Pisze ci to osoba co bawiła się w takie cyrki Jest ci cieżko, boli cię, cała się trzęsiesz, nie możesz oddychać ja to wiem jednak zanim coś zrobisz 40, 100, 400 razy zastanów się, czy warto? co ci to da? i ile cię to  będzie kosztowało?

Wiem, masz rację... zobaczenie go chyba zabiłoby mnie na miejscu. Dlatego nic nie odpisałam. Nie daje mi żadnej nadziei. Tylko dlaczego nie reagował, nie mówił, że jest coś nie tak, kiedy zaczynało się psuć... wytłumaczenie proste: nigdy tego nie czuł. Wiem, że nic na świecie nie zmieni jego zdania. Trudno jednak zabić tę nadzieję. Jednak po spotkaniu czułabym się znowu straszliwie opuszczona i porzucona, także choćbym chciała, chyba nie dam rady. Jest mi straszliwie źle, że nie sprostałam jego wyobrażeniu kogoś, z kim warto być i się w tę relację zaangażować.

Proszę, czy mogę liczyć na Wasze wsparcie, w razie gdybym...? sad

Oni nigdy nic nie mówią. Tak jak mój, ostatnie spotkanie miziu pyziu, wszystko pięknie a potem moje zderzenie ze ścianą.

10 924

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:
zraniona.d napisał/a:

Żania myśle, że jesteś bardzo silną kobietą i poradzisz sobie smile.

...a ja? Jak myślicie, co ze mną będzie?...

Jesteś na podobnym etapie ze mną. sad Tylko ja już nie walczę i mam świadomość tego, że nie wolno mi i nie mam po co się odzywać. Ty musisz sama do tego dojść. Nikt ci nie odpowie na tak postawione pytanie. Wiadome jest, że każdy jest kowalem swojego losu.
Mam nadzieje, że pewnego ranka wstaniesz i poczujesz się po prostu dobrze. Według mnie kluczem do sukcesu jest wymazanie eks z pamięci,  serca i duszy.

10 925

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Hej Kobietki,

ja tak jak Wy, codziennie próbuję zapomnieć o Mężu... Codziennie jest to walka z wiatrakami. Ale wiecie co? Po wielu próbach nawiązania z nim kontaktu, po wielu moich upokorzeniach, dochodzę do wniosku, że nie warto.. To On mnie zranił, to on mnie zdradził, a ja głupia chciałam to jeszcze naprawiać.. Chodziłam po ścianach, nie jadłam, nie spałam, ból i żal był nie do zniesienia.. Bywają takie dni, że jeszcze czuję ogromną pustkę.. ale coraz częściej łapię się po 6 miesiącach separacji, na tym, że chociaż serce jeszcze by chciało.. to rozum w końcu zaczyna działać.. pracować.. w końcu.. zaczyna do mnie powoli docierać CO ON MI ZROBIŁ. Nadchodzi czas by nie wypierać całego zła które mi uczynił, nie idealizować go, po po prostu nie jest tego wart... Chociaż na pewno przede mną wiele ciężkich dni.. To zaczynam mieć w sobie siłę na to, by chyba zacząć od nowa..Wiem, że jeszcze nieraz polecą mi łzy.. Ale nie o to chodzi w życiu, by być tylko marną opcją, kołem ratunkowym.. Musimy być silne, pokazać, że jesteśmy najbardziej wartościowymi Kobietami jakie istnieją i Oni znają. Niech cierpią potem, za to co nam uczynili. Uwierzcie, KAŻDA Z NAS JEST W STANIE UŁOŻYĆ SOBIE ZYCIE NA NOWO, NIE WAŻNE ILE MA LAT, to bez znaczenia smile)

10 926

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ja już chyba nie walczę, a już na pewno też wiem, że nie mam po co się odzywać.

Wzięłam garść uspokajających, spróbuję się położyć, ale czuję się, jakby się kładła na kolcach. Ta duszność, nie mogę oddychać, zupełnie jakby człowiek tonął. Boję się zgasić światło. Jutro idę do psychologa... a wieczorem do przyjaciółki. Przyjaciele praktycznie przekazują sobie mnie z rąk do rąk, jakby pełnili dyżury. Mam nadzieję, że kiedyś to dobro do nich powróci, tak jak i do Was, bo ogromnie mi pomagacie.

Wiem, że ludzie mają gorzej, ale przetrwają, ta myśl dodaje mi sił.

Zraniona.d, ile u Ciebie dni minęło? Ile masz lat?...

Ja nie wiem, co ze mną będzie. Rady i filmy w stylu "Sekretu" nie tyle mnie mobilizują, co jedynie pocieszają... ale nie mam siły na takie rzeczy, to jak mówienie komuś bez nóg: idź pobiegaj. Na razie żyję z godziny na godzinę. Bardzo pomaga mi pisanie tutaj. Dalszej perspektywy nie widzę...

10 927

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
nielegalna88 napisał/a:

Hej Kobietki,

ja tak jak Wy, codziennie próbuję zapomnieć o Mężu... Codziennie jest to walka z wiatrakami. Ale wiecie co? Po wielu próbach nawiązania z nim kontaktu, po wielu moich upokorzeniach, dochodzę do wniosku, że nie warto.. To On mnie zranił, to on mnie zdradził, a ja głupia chciałam to jeszcze naprawiać.. Chodziłam po ścianach, nie jadłam, nie spałam, ból i żal był nie do zniesienia.. Bywają takie dni, że jeszcze czuję ogromną pustkę.. ale coraz częściej łapię się po 6 miesiącach separacji, na tym, że chociaż serce jeszcze by chciało.. to rozum w końcu zaczyna działać.. pracować.. w końcu.. zaczyna do mnie powoli docierać CO ON MI ZROBIŁ. Nadchodzi czas by nie wypierać całego zła które mi uczynił, nie idealizować go, po po prostu nie jest tego wart... Chociaż na pewno przede mną wiele ciężkich dni.. To zaczynam mieć w sobie siłę na to, by chyba zacząć od nowa..Wiem, że jeszcze nieraz polecą mi łzy.. Ale nie o to chodzi w życiu, by być tylko marną opcją, kołem ratunkowym.. Musimy być silne, pokazać, że jesteśmy najbardziej wartościowymi Kobietami jakie istnieją i Oni znają. Niech cierpią potem, za to co nam uczynili. Uwierzcie, KAŻDA Z NAS JEST W STANIE UŁOŻYĆ SOBIE ZYCIE NA NOWO, NIE WAŻNE ILE MA LAT, to bez znaczenia smile)

Nielegalna88, ściskam Cię serdecznie...

10 928 Ostatnio edytowany przez zraniona.d (2013-10-04 00:35:06)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Wieanna 31 lat, minęło u mnie 2 miesiące.  Z tym, że Ja cierpię w milczeniu ,a on układa sobie życie z inna. A jak u Ciebie?
Masz fajnych przyjaciół.

10 929

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
nielegalna88 napisał/a:

Hej Kobietki,

ja tak jak Wy, codziennie próbuję zapomnieć o Mężu... Codziennie jest to walka z wiatrakami. Ale wiecie co? Po wielu próbach nawiązania z nim kontaktu, po wielu moich upokorzeniach, dochodzę do wniosku, że nie warto.. To On mnie zranił, to on mnie zdradził, a ja głupia chciałam to jeszcze naprawiać.. Chodziłam po ścianach, nie jadłam, nie spałam, ból i żal był nie do zniesienia.. Bywają takie dni, że jeszcze czuję ogromną pustkę.. ale coraz częściej łapię się po 6 miesiącach separacji, na tym, że chociaż serce jeszcze by chciało.. to rozum w końcu zaczyna działać.. pracować.. w końcu.. zaczyna do mnie powoli docierać CO ON MI ZROBIŁ. Nadchodzi czas by nie wypierać całego zła które mi uczynił, nie idealizować go, po po prostu nie jest tego wart... Chociaż na pewno przede mną wiele ciężkich dni.. To zaczynam mieć w sobie siłę na to, by chyba zacząć od nowa..Wiem, że jeszcze nieraz polecą mi łzy.. Ale nie o to chodzi w życiu, by być tylko marną opcją, kołem ratunkowym.. Musimy być silne, pokazać, że jesteśmy najbardziej wartościowymi Kobietami jakie istnieją i Oni znają. Niech cierpią potem, za to co nam uczynili. Uwierzcie, KAŻDA Z NAS JEST W STANIE UŁOŻYĆ SOBIE ZYCIE NA NOWO, NIE WAŻNE ILE MA LAT, to bez znaczenia smile)

Witaj. Wiele pozytywnych słów, miło się coś takiego czyta. Tylko jedna kwestia mnie nurtuje jak oni mają niby cierpieć potem?
Jak na razie to ja  męczę się za to on tańczy salsę i milo spędza czas z laska, z którą kręcił jak spotykał się ze mną. sad

10 930

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zraniona.d napisał/a:
Kal-El napisał/a:

Mi też spory kawał czasu zajęło zatrybienie tego, ale koniec końców zmądrzałem. I było mamienie słodkimi słowami, zmieszanymi czasem z dość chłodnymi frazami. Na sam koniec usiadłem do butelki wódki, przeanalizowałem i bingo - pani dużo gadała, a nic nie robiła. Po czynach ich poznasz, nie słowach. I na koniec nie było jej stać na ludzki odruch wobec tego co dla niej zrobiłem - to vaya con Dios i błagam - nigdy sobie o mnie nie przypomnij.

Mi także wiele osób mówiło on dużo mówi mało robi sad. Z tego co piszesz pewnego dnia przestałeś na nią patrzeć zakochanymi oczami. Tak bardzo chciałabym myśleć o nim jak Ty o swojej. Jak na razie czuje, że zniszczyłam wszystko i straciłam faceta mojego życia. Zmarnowałam szanse na bycie z nim.

Wręcz przeciwnie. Uczucie w ślepiach nawet ostatniego dnia widziały i koleżanki, ponoć tego nie dałem rady ukryć. Po prostu zmieniłem tok myślenia. Nie myślę o tym, jak sobie ze mną pogrywała i zachowała się jak zachowała - ale co ja robiłem. Pamiętam mój każdy najmniejszy gest, pamiętam jak prosiłem o rękę, pamiętam jej łzy na wieść o pierścionku. Pamiętam jak obiecałem że zajmę się nią i jej synem i mimo krzywych zagrywek długo nie dawałem za wygraną. I jestem z siebie cholernie dumny. smile

10 931

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Zraniona.d, ja mam prawie 29 lat. U mnie nie minął nawet tydzień... Tak, skontaktowałam się z nim, żeby zapytać, czy możemy porozmawiać, odpowiedź była że tak, ale nie ma mowy o powrocie, oraz nie będzie niczego tłumaczyć, bo już wytłumaczył (nie wytłumaczył). Jest mi ciężko, bo nie wiem co się stało, nie było zdrady, nie było innej osoby, nie było odległości fizycznej, nie było kłótni. Nikt nikomu nie zrobił nic złego. Dochodzę do wniosku, że po prostu nigdy mnie nie kochał, może było zauroczenie na początku, ale nigdy nic więcej. Bo jak inaczej to wytłumaczyć?... Dlaczego to dla niego takie trudne, skoro nic do mnie nie czuje?...

Dzisiaj znowu pobudka o 3 w nocy, strach, duszności, co ze mną będzie, a może skończyć ze sobą.

10 932 Ostatnio edytowany przez zraniona.d (2013-10-04 09:01:22)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

Zraniona.d, ja mam prawie 29 lat. U mnie nie minął nawet tydzień... Tak, skontaktowałam się z nim, żeby zapytać, czy możemy porozmawiać, odpowiedź była że tak, ale nie ma mowy o powrocie, oraz nie będzie niczego tłumaczyć, bo już wytłumaczył (nie wytłumaczył). Jest mi ciężko, bo nie wiem co się stało, nie było zdrady, nie było innej osoby, nie było odległości fizycznej, nie było kłótni. Nikt nikomu nie zrobił nic złego. Dochodzę do wniosku, że po prostu nigdy mnie nie kochał, może było zauroczenie na początku, ale nigdy nic więcej. Bo jak inaczej to wytłumaczyć?... Dlaczego to dla niego takie trudne, skoro nic do mnie nie czuje?...

Dzisiaj znowu pobudka o 3 w nocy, strach, duszności, co ze mną będzie, a może skończyć ze sobą.

To są początki. Ja w pierwszych dniach nie nosiłam tel. aby mnie nie kusiło. Wieczorem za to zamykałam go aby nie rzucał mi się w oczy. Przez miesiąc zniknełam prawie dla świata. Myśle, że może spotykał się z Toba dla miłego spędzania czasu. Pamietaj, że nie wiesz na pewno czy ktoś się nie pojawił. Dziwne, że tak nagle boom i zerwał. Ja mogabym podejrzewać, że kogoś poznał. Poza tym  jego reakcja jak zadzwoniłaś też dużo mówi. Trudne bo dla niego będzie to męczaca sytuacja.  Męzczyźni uciekają od takich rzeczy. Wydaje mi się, że nic taka rozmowa nie da. Wiem z własnego doświadczenia. Bardziej skup się na tym aby zapomnieć go. Zacznij od wykasowania jego nr...
.
Wszystkie obajwy jakie piszesz minąl. Ja mialam bóle w klacte, nie jadłam , nie spałam, byłam cieniem. W pierwszych dnia trenowałam fizycznie, bolało mnie ciało dzieki temui czułam mniejszy ból duszu. Myśłałam, że zwariuje. Dlatego katowałam się na siłowni. Płakałam ale ćwiczyłam. U mnie nie występowało tzw zjawisko endorfiny niestety. sad
Po czasie Twoje odczucia zmienią się na wielką pustke i przygaszenie, brak motywcji.itd Niestety mi już wysiłek fizyczny nie pomaga. Straciłam sens i radość swojego życia.

10 933

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Wiem, że taka rozmowa nic nie da i niczego nie zmieni, bo mi to podkreślał. Rozwali mnie tylko psychicznie i sprawi, że liczenie dni będę musiała zacząć od nowa. Tylko w takim razie po co powiedział, że porozmawiać możemy?

Ja nigdy nie czułam wielkiego uczucia z jego strony, nawet na początku. Zawsze starannie dobierał gesty i słowa, aby nie można było z nich wywnioskować, że to miłość. Tylko w takim razie dlaczego to musiało tyle trwać... To jest w moim życiu już naprawdę kolejna sytuacja, gdy ktoś sobie pobył, pobawił się, pospotykał, a kiedy ja się zaangażowałam, odszedł. Wszystko było ok, dopóki nie zaczęłam dawać sygnałów, że mi zależy i że oczekuję tego samego. On dawał sprzeczne sygnały, przez ostatnie 3 miesiące na okrągło zastanawiałam się, o co chodzi w tym wszystkim... Potem zaproponował wspólne zamieszkanie, ale pod wpływem rodziców wycofał się z tego pomysłu. I to już była droga w dół. Próbowałam wtedy rozmawiać, ale nie udało się. Moje zaangażowanie było coraz bardziej widoczne, podobnie jak jego niechęć do wspólnego spędzania czasu. I tak się skończyło...

Moi rodzice się niecierpliwią. Mają własne kłopoty, a tu jeszcze ja w czarnej dupie... uważają, że trzeba iść do przodu, uśmiechać się, zapomnieć bla bla i wszystko się ułoży. Ja się tnę w nocy, a oni mi doradzają zakładanie kolorowych ubrań...

Dzisiaj psycholog. Odliczam godziny i mam nadzieję, że przyjmie mnie znowu na psychoterapię. Zadręczam się myślą, że gdybym jej nie przerwała rok temu, może ten związek by przetrwał. Ale pamiętam, że myślałam, że miłość mnie uzdrowiła, że miłość wszystko zwycięży.

Szkoda słów...

A jak Wy się trzymacie dzisiaj?

10 934

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Wieanna moja mama też mówi było mineło i też mysli, że kolejny ciuch lub ubranie się w coś ładnego uzdrowi mnie tongue. Nikt kto tego nie przeżył nie zrozumie cię.

10 935

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Kal-El napisał/a:
zraniona.d napisał/a:
Kal-El napisał/a:

Mi też spory kawał czasu zajęło zatrybienie tego, ale koniec końców zmądrzałem. I było mamienie słodkimi słowami, zmieszanymi czasem z dość chłodnymi frazami. Na sam koniec usiadłem do butelki wódki, przeanalizowałem i bingo - pani dużo gadała, a nic nie robiła. Po czynach ich poznasz, nie słowach. I na koniec nie było jej stać na ludzki odruch wobec tego co dla niej zrobiłem - to vaya con Dios i błagam - nigdy sobie o mnie nie przypomnij.

Mi także wiele osób mówiło on dużo mówi mało robi sad. Z tego co piszesz pewnego dnia przestałeś na nią patrzeć zakochanymi oczami. Tak bardzo chciałabym myśleć o nim jak Ty o swojej. Jak na razie czuje, że zniszczyłam wszystko i straciłam faceta mojego życia. Zmarnowałam szanse na bycie z nim.

Wręcz przeciwnie. Uczucie w ślepiach nawet ostatniego dnia widziały i koleżanki, ponoć tego nie dałem rady ukryć. Po prostu zmieniłem tok myślenia. Nie myślę o tym, jak sobie ze mną pogrywała i zachowała się jak zachowała - ale co ja robiłem. Pamiętam mój każdy najmniejszy gest, pamiętam jak prosiłem o rękę, pamiętam jej łzy na wieść o pierścionku. Pamiętam jak obiecałem że zajmę się nią i jej synem i mimo krzywych zagrywek długo nie dawałem za wygraną. I jestem z siebie cholernie dumny. smile

Jeśli tak czujesz to Ja też jestem z Ciebie duma smile:):).

10 936

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ludzie Kochani, cały czas myślę nad tą ewentualną rozmową z nim... na pewno nie błagałabym o nic ani nie pytałabym o powody. Na pewno byłby zaskoczony, że tego nie robię. Ale zadręczam się, że może pójść, spotkać się, śmiać się, udawać, że u mnie już wszystko ok, rozmawiać z nim spokojnie, ale nie o nas, jak znajomi, powiedzieć po prostu, że brakuje mi rozmów z nim i tyle, ale nie mówić już nic więcej...

To też by niczego nie zmieniło, prawda?...

Może zrobić to, ale dopiero za jakiś czas?...

10 937 Ostatnio edytowany przez zraniona.d (2013-10-04 10:45:32)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

Ludzie Kochani, cały czas myślę nad tą ewentualną rozmową z nim... na pewno nie błagałabym o nic ani nie pytałabym o powody. Na pewno byłby zaskoczony, że tego nie robię. Ale zadręczam się, że może pójść, spotkać się, śmiać się, udawać, że u mnie już wszystko ok, rozmawiać z nim spokojnie, ale nie o nas, jak znajomi, powiedzieć po prostu, że brakuje mi rozmów z nim i tyle, ale nie mówić już nic więcej...

To też by niczego nie zmieniło, prawda?...

Może zrobić to, ale dopiero za jakiś czas?...

Wieana nic to nie da. Czemu znowu się nakrecasz ??? Taka rozmowa nie ma sesnu. Nie powie ci i tak prawdy. Ważne jest to co już ci dał do zrozumienia, że nie wróci. Czego Ty od niego chcesz?? Myślisz, że jak zobaczy cię to go coś ruszy? Nie, nic. Poza tym takie udawanie wesołą dużo cię bedzie kosztowało. Zobaczysz go, poczujesz sie lepiej na jakiś czas a potem znowu to wszystko wróci co teraz czujesz. Nie kierujesz się sercem i emocjami to są źli doradcy.

10 938

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Zraniona.d - myślę, że cierpienie w końcu ich dopadnie, co jak co - ale ja wierzę jeszcze w sprawiedliwość na tym świecie. Często jest tak, że kiedy to przezywamy swoje piekło na ziemi, Oni mają Nas za nic, nasze cierpienie ich w ogóle nie obchodzi, nie istniejemy.. To takie bolesne, ale kurczę, daje taką nauczkę na przyszłość.. Ja już widzę zmianę po sobie. Kiedyś kobieta do rany przyłóż, teraz - nie ma już we mnie dawnej mnie. Czuję, jak wiele się zmieniło we mnie, jestem nieufna, bardziej podejrzliwa, chłodna i osowiała. Mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni, ale na dzień dzisiejszy nie potrafię być inna. To wszystko jego sprawka - ja głupia, wyhodowałam sobie żmiję na własnym łonie. Czekam cierpliwie, aż jemu usunie się grunt pod nogami, będzie musiał wszystko zaczynać od zera. Tak, mam nadzieję, że każdemu kto krzywdzi, należy się sowita nauczka.


Wieanna - nie rób tego! pod żadnym pozorem..... Ja tak zrobiłam 2 razy, i co? Zrobiłam z siebie tylko idiotkę.. Na spotkanie z nim jechałam z przekonaniem, że będę silna, ba.. ja byłam pewna, że jestem robocopem i nawet łezka mi nie poleci. Czułam wielką siłę w sobie, przekonywałam siebie i wszystkich wokół, że dam radę, że on mnie już nie złamie. A jednak..... Jak go zobaczyłam po 3 miesiącach, serce umierało na nowo, widziałam ten uśmiech, który kiedyś był dla mnie wszystkim, widziałam oczy,w  których się zakochałam.. Widziałam człowieka, któremu ślubowałam miłość i wierność, na dobre i złe dni.... Zamiast widoku DRANIA, CHAMA - ja głupia znów ujrzałam tego człowieka, który bądź co bądź - był mi najbliższy na świecie. Na początku zgrywałam twardą, ale kiedy zaczęliśmy "normalnie" rozmawiać, musiałam wyjść bo łzy ciekły mi po policzkach, nogi miałam jak z waty, gula w gardle była tak wielka, jak bym połknęła co najmniej jabłko, ręce się trzęsły, i myślałam, że nie wytrzymam tego bólu w sercu.....On to widział, widział, że ciągle mimo wszystko należę do niego, że ma mnie na wyciągnięcie dłoni. To był wielki błąd. Teraz, z perspektywy czasu widzę, że mogłam postępować inaczej. Byc chłodna, szorstka, nie pokazywać tego co czuję. Ostatnio postanowiłam, że już nigdy nie usłyszy "wróć"....I wiesz co? Dziś rano, kiedy się obudziłam, zobaczyłam jego numer na wyświetlaczu, kiedy spałam, musiał dzwonić.. Nie będę kłamać, że serce nie zabiło mi mocno... Bo mimo wszystko, wciąż wiele dla mnie znaczy. Musiałabym skłamać, że jest mi całkowicie obojętny - ja po prostu nauczyłam się żyć bez niego.. Oddzwoniłam, i kiedy usłyszał szorstki ton,  zaczął być miły w rozmowie jak nigdy przedtem.. Wcześniej kiedy dzwonił, byłam milutka (głupia ja), wtedy to on był obojętny.. A dziś kiedy mnie usłyszał, od razu zaczął wypytywać jak się czuję (mam chore gardło i było słychać mój skrzek heh), od kiedy jestem chora, czy byłam u lekarza, czy mam leki ( NIE WIERZĘ PO PROSTU!!!) hehe, taki milutki, jak by a prawdę obchodziło go jak się czuję - co za ironia.. Na dzień dzisiejszy zaczynam godzić, że wizja rozwodu jest nieunikniona i kiedyś te papiery nadejdą..
Uwierz, nie spotykaj się z nim. To zdecydowanie nic nie da, tylko pogorszy Twoje samopoczucie..ściskam Cię, uwierz, żeby zobaczyć tęczę, najpierw musi spaść rzęsisty deszcz...:)

10 939

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ja właśnie teraz umieram... wiem, że nie powinnam się z nim spotkać teraz... może za jakiś czas... wiem, że umarłabym, gdybym go zobaczyła...

Gdyby mi ktoś obiecał i zagwarantował, że za rok, dwa, pięć - będę szczęśliwa, mogę czekać!!! Z radością bym poczekała!!!

Ale ja boję się, że juz nigdy nie będę, że już zawsze będę samotna i nieszczęśliwa, boję się, że to mnie naprawdę zabije

10 940

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Wiem kochana, wiem, że jest Ci źle, wiem, że nie chce Ci się żyć.. chyba każda z Nas to przechodziła lub przechodzi.. Na pewno byś nie umarła, gdybyś Go zobaczyła, ale na pewno bardzo byś cierpiała.. Pewnie jeszcze bardziej niż teraz. Po co Ci to? Musisz nauczyć się odbudowywać się siebie samą, nie pozwolić na to, by On zawładnął Tobą i całym Twoim życiem. Musisz nauczyć się i żyć dla siebie samej, nie dla niego - to do niczego nie prowadzi.

Ja w ciągu pierwszych dni, tygodni, miesięcy, tez tak jak Ty myślałam, że ZAWSZE będę samotna, ZAWSZE będę tęsknić i będę nieszczęśliwa.. Do dziś jest mi ciężko, ale wiesz co? Z każdym dniem jest chyba coraz lepiej..Łapię się na tym, że zaczynam się uśmiechać, że zaczynam dostrzegać, że nadeszła jesień (rozstaliśmy się z Mężem na początku wiosny, wtedy nawet nie wiedziałam, że jest ciepło, że przyszło lato..), ja nie wiedziałam co dzieje się wokół mnie, ja istniałam - nie żyłam. Wiesz, że złościło mnie nawet to, że świeci słońce? Byłam tak zrozpaczona, że nawet kiedy wyszłam sama do sklepu, kiedy wracałam, ciekły mi łzy - bo na zakupy zawsze razem chodziliśmy. A nagle muszę sama jeść, chodzić na zakupy, spać - nie mam się do kogo przytulić, i to tak we mnie godziło, że czasem nie chciałam się już obudzić. Ale nadszedł moment, w którym poczułam, że już dłużej tak nie mogę - z jakiej racji On sobie żyje, bawi się w najlepsze, ma mnie za nic, a ja mam przez niego tak cierpieć??

Uwierz, że nawet teraz kiedy myślisz, że nigdy nie pokochasz, że zawsze będziesz kochać tylko jego - mylisz się. Pokochasz, będziesz szczęśliwa. Gdyby ktoś mi to powiedział 3 miesiące temu - parsknęłabym śmiechem. Dziś zbudowałam w sobie coś takiego, że kiedy tylko poczuję, że On jest mi obojętny - zacznę układać swoje życie na nowo. Nie będę zamykać się przed mężczyznami, tak jak robiłam to do tej pory. Każda z Nas zasługuje na szczęście, i prędzej czy później ono do Nas wróci, ze zdwojoną siłą, tak jak do nich wróci zło, które wyrządzili Nam. Przytulam Cię :*

10 941

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Nielegalna88  masz rację we wszystkim co napisałaś. Jednak troszke jest inna sytuacja u was bo jesteście małżeństwem. Będziecie jeszcze nie raz rozmawiali.
U mnie to co innego. Mimo to z wielką przyjemnościa Ciebie czytam. Troszkę mi lepiej na duszy. Chciałabym wierzyć też w sprawiedliwość. Bardzo dużo wycierpialam i dalej się męcze. On nastomiast życie sobie układa zadowolony. Wszystko mu się układa. Wiem, że jestem mu obojętna i mało go to intersuje czy cierpie.


Wieanna ja też się boję. Pamietaj, że nie jesteś sama w swoich obawach.

10 942

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Zraniona.d - tak, wiem, że u Nas jest troszeczkę inna sytuacja, ale my już chyba nie mamy o czym rozmawiać, nie wyobrażam już sobie z nim rozmowy typu " o hej, co u Ciebie" itp. Nie potrafię już tak.. nauczyłam się tego, że nie mam ochoty już zadzwonić do niego, tak jak wcześniej.. Kiedyś chowałam telefon, żeby tylko nie zadzwonić, wielokrotnie naciskałam zieloną słuchawkę, po czym ze złością ciskałam biednym telefonem o ściany, podłogi. Była i jest we mnie taka złość wciąż nie do opisania, że jak On mógł mnie tak potraktować..

Wciąż jestem psychicznym wrakiem, wciąż jest we mnie dużo żalu, bólu - część tego wszystkiego co przeszłam, widziałam, usłyszałam - zostanie ze mną na zawsze.. To blizny na sercu..Które nigdy nie znikną. Zawsze będę o tym pamiętać.. Dziewczynki, nie jesteście same, ja też do dziś jeszcze wszystkiego się obawiam, ale wiem, że muszę iść na przód, bo już dłużej tak nie mogę. Albo skończę w szpitalu psychiatrycznym, albo podniosę się z samego dna. W tą, albo w tą stronę. Czuję, że te zawieszenie musi się skończyć.

Musimy być SILNE! smile

10 943 Ostatnio edytowany przez zraniona.d (2013-10-04 13:15:56)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
nielegalna88 napisał/a:

Wiem kochana, wiem, że jest Ci źle, wiem, że nie chce Ci się żyć.. chyba każda z Nas to przechodziła lub przechodzi.. Na pewno byś nie umarła, gdybyś Go zobaczyła, ale na pewno bardzo byś cierpiała.. Pewnie jeszcze bardziej niż teraz. Po co Ci to? Musisz nauczyć się odbudowywać się siebie samą, nie pozwolić na to, by On zawładnął Tobą i całym Twoim życiem. Musisz nauczyć się i żyć dla siebie samej, nie dla niego - to do niczego nie prowadzi.

Ja w ciągu pierwszych dni, tygodni, miesięcy, tez tak jak Ty myślałam, że ZAWSZE będę samotna, ZAWSZE będę tęsknić i będę nieszczęśliwa.. Do dziś jest mi ciężko, ale wiesz co? Z każdym dniem jest chyba coraz lepiej..Łapię się na tym, że zaczynam się uśmiechać, że zaczynam dostrzegać, że nadeszła jesień (rozstaliśmy się z Mężem na początku wiosny, wtedy nawet nie wiedziałam, że jest ciepło, że przyszło lato..), ja nie wiedziałam co dzieje się wokół mnie, ja istniałam - nie żyłam. Wiesz, że złościło mnie nawet to, że świeci słońce? Byłam tak zrozpaczona, że nawet kiedy wyszłam sama do sklepu, kiedy wracałam, ciekły mi łzy - bo na zakupy zawsze razem chodziliśmy. A nagle muszę sama jeść, chodzić na zakupy, spać - nie mam się do kogo przytulić, i to tak we mnie godziło, że czasem nie chciałam się już obudzić. Ale nadszedł moment, w którym poczułam, że już dłużej tak nie mogę - z jakiej racji On sobie żyje, bawi się w najlepsze, ma mnie za nic, a ja mam przez niego tak cierpieć??

Uwierz, że nawet teraz kiedy myślisz, że nigdy nie pokochasz, że zawsze będziesz kochać tylko jego - mylisz się. Pokochasz, będziesz szczęśliwa. Gdyby ktoś mi to powiedział 3 miesiące temu - parsknęłabym śmiechem. Dziś zbudowałam w sobie coś takiego, że kiedy tylko poczuję, że On jest mi obojętny - zacznę układać swoje życie na nowo. Nie będę zamykać się przed mężczyznami, tak jak robiłam to do tej pory. Każda z Nas zasługuje na szczęście, i prędzej czy później ono do Nas wróci, ze zdwojoną siłą, tak jak do nich wróci zło, które wyrządzili Nam. Przytulam Cię :*

Dobrze, że jesteś na tym wątku. To co opisałaś było u mnie. Płakałam dosłownie wszedzie..  Bardzo dużo zapłaciłam za miłośc do tego człowieka. Byłam lojalna, uczciwa za dobra, a najwieksza głupotą była wyrozumiałość.  On taki biedny a ja to co? Ja nie miałam prawa raz poczuć sie zagubioną? zrobić coś nie tak? To co mu zarzucałam lub proponowalam mu abyśmy coś zmienili w naszej reacji, aby było lepiej .. on zastosował  to z nową. Prosiłam go taki banał jakim jest kurs tanca, spędzimy inaczej czas itd, To nie miał czasu. Po zerwaniu, ze mną znalazł czas. Zapisał się z tamtą do tej szkoły, którą ja nawet proponowałam. Jak się dowiedzialam o tym poczułam się niegodna zapisania się ze mną na głupi kurs. Wiem to absurd ale tak czułam. Tuliłam tego człowieka jak chorował, jak się bał a w podziekowaniu zranił mnie jak nikt w moim całym życiu. Zjechal mi psychikę, pokazal  mi tylko jak być cwaniakiem.  Pisząc to mam łzy w oczach bo mimo krzywd jakie mi zrobił nadal tesknie. Nie potrafię tego zrozumieć. Może zaślepiają  mnie dobre chwile, które z nim miałam.

10 944

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ktoś kiedyś powiedział, że w chwili, kiedy zaczynasz zastanawiać się, czy kochasz kogoś, przestałeś go już kochać na zawsze...i to jest chyba prawda...

10 945 Ostatnio edytowany przez nielegalna88 (2013-10-04 13:32:32)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Kochana, żyjesz sentymentem, wyobrażeniem o nim, pamiętasz tylko te dobre chwile, złych nie chcesz dopuszczać do siebie. Miałam to samo. Wypierałam z siebie wszystko co się da. Myślałam, nie - to nie może być prawda. Nie, mój mąż by mi tego nie zrobił. Mówił mi, robił tak okropne rzeczy - za co? Za to, że byłam dobrą szanującą się żoną, że miał co chciał, że jeździłam z nim po szpitalach kiedy był chory, że zawsze miał gorący obiad kiedy wracał z pracy, że niczego mu nie zakazywałam, a to, że kłóciliśmy się o wyprowadzenie z domu teściów na własne - (on nie chciał, ja tak, bo chciałam mieć własny kąt) - przez to rozsypało się nasze małżeństwo. Paradoks, co?

Każda z NAS ma prawo popełniać błędy, nie wiń się - tylko człowiek, który nie umie się do nich przyznać jest słaby. Ja bardzo długo winiłam siebie samą, że może przesadzałam, że może trzeba było siedzieć cicho, że może wtedy do dziś bylibyśmy szczęśliwi.. Tylko wiesz co? Ja już tak dłużej nie mogłam.. Zrozumiałam to, że nie mogę mu się całkowicie podporządkowywać, z biegiem czasu uświadomiłam sobie, że ZAWSZE było tak jak On chciał, że zawsze chciałam by był zadowolony, a gdzie moje szczęście? Gdzie moje zdanie.. ?

Chciałyśmy naprawiać nasze relacje, to piękne - nie ma czego się wstydzić, każdy kto szczerze kocha, nie ma powodu do wstydu jeśli walczy o swoją miłość. Co do tego, że Twój mężczyzna robi teraz wszystko z inną, to co Ty mu proponowałaś to uwierz Kochana, wiem co to znaczy.. Wiem jak bardzo boli. Aż do szpiku kości. Wiesz, że mój mężulek, do obcej baby, z internetu, której nigdy nie widział na oczy zwracał się tak jak do mnie zawsze? wszystkie nasze zdrobnienia, wszystko co było "nasze" - przejęła ona.. Słyszałam jak przy mnie mówi jej, że jest najpiękniejsza, że ją kocha..Wiesz co czułam? Czułam się jak śmieć... A dziś? Dziś tylko chcę, bym zaczęła w końcu oddychać.. Tak po prostu..

Carpathia - zgadzam się w 100%.. Do mnie dochodzi, że kochałam go jako człowieka, jako męża jeszcze z okresu, kiedy wszystko było dobrze, bo teraz.. za co mam kochać tego okrutnego, bezlitosnego człowieka bez serca, który jednym palcem, jednym słowem przekreślił WSZYSTKO? Całe małżeństwo? Jakby Nas nigdy nie było, jak bym nigdy nie istniała...

10 946

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Nielegalna - podpisuje sie pod wszystkim co napisalas. Tez jestem jeszcze mezatka, porzucona wczesna wiosna.... dopiero teraz zaczynam zauwazac ile juz czasu minelo, ze pory roku sie zmienily juz 2 razy.... napisalam do Ciebie na priv.

10 947 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-10-04 15:14:40)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Zraniona.d, Nielegalna88, Carpathia, Rossanka, Bags, Fevers, nie wiem jak Wam dziękować, piszcie proszę, trzymacie mnie przy życiu...

Rodzina i przyjaciele moi już tracą cierpliwość, nie dlatego, że to już długo trwa, bo to dopiero tydzień, ale dlatego, że to już kolejny raz to samo... Każdy powtarza: nie wiem jak ci pomóc... Może gdybym nie miała tych 30 lat, byłoby to prostsze.

Za godzinę idę do psychologa. Wiem, że mnie to zmasakruje. Ironia losu: chodziłam do niego, kiedy to się zaczynało, i idę do niego, gdy się skończyło. Miałam roczną przerwę w psychoterapii, akurat na ten związek. Historia zatoczyła koło. Ale wtedy miałam nadzieję, bo coś wspaniałego się zaczynało, teraz idę jak na pogrzeb. Wtedy psycholog nawet doradzał w początkach tej miłości, ja miałam problemy, ale i nadzieję. Teraz pójdę i powiem: witam, wracam, bo znowu przegrałam.

10 948 Ostatnio edytowany przez Carpathia (2013-10-04 16:08:37)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

Zraniona.d, Nielegalna88, Carpathia, Rossanka, Bags, Fevers, nie wiem jak Wam dziękować, piszcie proszę, trzymacie mnie przy życiu...

Rodzina i przyjaciele moi już tracą cierpliwość, nie dlatego, że to już długo trwa, bo to dopiero tydzień, ale dlatego, że to już kolejny raz to samo... Każdy powtarza: nie wiem jak ci pomóc... Może gdybym nie miała tych 30 lat, byłoby to prostsze.

Za godzinę idę do psychologa. Wiem, że mnie to zmasakruje. Ironia losu: chodziłam do niego, kiedy to się zaczynało, i idę do niego, gdy się skończyło. Miałam roczną przerwę w psychoterapii, akurat na ten związek. Historia zatoczyła koło. Ale wtedy miałam nadzieję, bo coś wspaniałego się zaczynało, teraz idę jak na pogrzeb. Wtedy psycholog nawet doradzał w początkach tej miłości, ja miałam problemy, ale i nadzieję. Teraz pójdę i powiem: witam, wracam, bo znowu przegrałam.

Nie! Teraz pójdziesz i powiesz "Wracam, bo TYM RAZEM NIE ZAMIERZAM PRZEGRAĆ".
Kupiłam wodoodporny tusz i teraz możemy poważnie rozmawiać... big_smile
Zerknij na zdania z mojej sygnatury, myślę,że mają z Tobą coś wspólnego...
Trzymaj się ciepło, jesteśmy z Tobą.

EDIT:
Za słowami Św. Augustyna "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą"...niech każda z Was te słowa, rozpatrzy po swojemu...kochane wojowniczki.....

10 949

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

wieanna niestety nikt nie mówi,ze będzie łatwo.Ale takich jak Ty jest miliony.Tez przeżywają właśnie rozstanie.Może marna to pociecha,ale zawsze.Wszystko się jeszcze może odmienić.

10 950

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Kiedysbylam... tak, ja czytałam Twoją historię, nasze przeżycia są bardzo podobne, bardzo się z Tobą utożsamiam.. odpisałam na Twoją wiadomość smile

Kobietki kochane, musimy być silne! Wieanna, to nie jest przegrana! To tylko doświadczenie życiowe, które jest okropne, ciężkie.. Ale wiesz co? Myślę, że dzięki niemu wynosimy coś bardzo cennego. Ogromną siłę, mądrość życiową i nauczkę na przyszłe lata, na związki które są przed nami.. Będziemy bardziej czujne, ja już wiem, że nigdy nie będę komuś ufać bezgranicznie, nigdy nie dam swojego serca jak na dłoni.. Już nigdy nikt tak mnie nie zrani jak On...

psycholog to bardzo dobre wyjście, ja sama sobie dziwię się, że dałam radę bez niego.. Chociaż nie ukrywam, że do dziś jego pomoc jest mi potrzebna..

Jak ja bym chciała być całkowicie wyleczona, jak ja bym chciała, żeby jego imię nie wzbudzało we mnie emocji, żeby moje serce nie stawało, kiedy zobaczę jego numer na wyświetlaczu..

Dziś znów, usłyszałam Go, i wszystko wraca. Głupia chciałabym aby był obok, chciałabym go zobaczyć, dotknąć, przytulić. Ale nie mogę. Nie, nie mogę. Nie chcę. Tego potwora, tchórza, niedojrzałego emocjonalnie palanta.

Jeszcze kiedyś będziemy uśmiechać się szczerze, szeroko! Mówię Wam! I już nic i nikt nas nie złamie! No! smile

10 951

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

No! big_smile big_smile big_smile A jak nie, to urządzimy polowanie na złotą rybkę, a wtedy nie ma bata, nie wypuścimy, dopóki wszystkiego nam nie pospełnia! No!

10 952

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Trzymajcie się mocno kobietki.A "mój" wydzwania teraz codziennie, no i gadamy, jak znajomi,głupia sytuacja.
znowu zaczyna mi brakować wtulenia się w mężczyznę, którego kocham z wzajemnością.No ale cóż,mam psiaka przytulaka, a konkretnie suńkę, uratowaną przed złymi ludźmi.I tak się nawzajem pocieszamy i tulimy do siebie.Widzę, jaka jest teraz przeszczęśliwa,tylko czasami widzę jeszcze lęk w jej zachowaniu,że może na nią krzyknę, czy coś.Nigdy tego nie robię, choć nieraz narozrabia smile To miłe,że kogoś byłam w stanie uszczęśliwić:)

10 953

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zbytdelikatna napisał/a:

No ale cóż,mam psiaka przytulaka, a konkretnie suńkę, uratowaną przed złymi ludźmi.I tak się nawzajem pocieszamy i tulimy do siebie.Widzę, jaka jest teraz przeszczęśliwa,tylko czasami widzę jeszcze lęk w jej zachowaniu,że może na nią krzyknę, czy coś.Nigdy tego nie robię, choć nieraz narozrabia smile To miłe,że kogoś byłam w stanie uszczęśliwić:)

Zbytdelikatna, jesteś wielka!!!

Wszystkie jesteście, moje Kochane!!!

Ja właśnie wróciłam, ogarnę się i napiszę, jak było na tej pierwszej psychoterapii...

10 954

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

dziewczyny - dacie radę. Jestem już nieco dalej - od rozstania minęły 2 lata. Gehenna wreszcie zamieniła się w spokój... da się żyć dalej. bez osoby, którą się kocha... i można być szczęśliwym...
też szukałam tu odpowiedzi na pytanie dlaczego? teraz czasami czytam wątki i przypomina mi się to co przeżywałam tak niedawno... zdrada, porzucenie... upokorzenie...
uwierzcie, że będziecie silniejsze. Ja nigdy w życiu wcześniej nie wykonałam takiej pracy nad sobą. Ale warto było. pozdrawiam cieplutko i życzę wytrwałości.

10 955 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-10-04 22:23:42)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Dzięki Klopsik...

Hello
Is there anybody in there?
Just nod if you can hear me
Is there anyone at home?
Come on now
I hear you're feeling down
I can ease your pain
And get you on your feet again
Relax
I'll need some information first
Just the basic facts
Can you show me where it hurts?

There is no pain, you are receding
A distant ship smoke on the horizon
You are only coming through in waves
Your lips move but I can't hear what you're saying
When I was a child I had a fever
My hands felt just like two ballons
Now I've got that feeling once again
I can't explain, you would not understand
This is not how I am
I have become comfortably numb

O.K.
Just a little pinprick
There'll be no more aaaaaaaah!
But you may feel a little sick
Can you stand up?
I do believe it's working, good
That'll keep you going through the show
Come on, it's time to go.

There is no pain, you are receding
A distant ship smoke on the horizon
You are only coming through in waves
Your lips move but I can't hear what you're saying
When I was a child, I caught a fleeting glimpse
Out of the corner of my eye
I turned to look but it was gone
I cannot put my finger on it now
The child is grown
The dream is gone

10 956

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
nielegalna88 napisał/a:

Wieanna - nie rób tego! pod żadnym pozorem..... Ja tak zrobiłam 2 razy, i co? Zrobiłam z siebie tylko idiotkę.. Na spotkanie z nim jechałam z przekonaniem, że będę silna, ba.. ja byłam pewna, że jestem robocopem i nawet łezka mi nie poleci. Czułam wielką siłę w sobie, przekonywałam siebie i wszystkich wokół, że dam radę, że on mnie już nie złamie. A jednak..... Jak go zobaczyłam po 3 miesiącach, serce umierało na nowo, widziałam ten uśmiech, który kiedyś był dla mnie wszystkim, widziałam oczy,w  których się zakochałam.. Widziałam człowieka, któremu ślubowałam miłość i wierność, na dobre i złe dni.... Zamiast widoku DRANIA, CHAMA - ja głupia znów ujrzałam tego człowieka, który bądź co bądź - był mi najbliższy na świecie. Na początku zgrywałam twardą, ale kiedy zaczęliśmy "normalnie" rozmawiać, musiałam wyjść bo łzy ciekły mi po policzkach, nogi miałam jak z waty, gula w gardle była tak wielka, jak bym połknęła co najmniej jabłko, ręce się trzęsły, i myślałam, że nie wytrzymam tego bólu w sercu.....On to widział, widział, że ciągle mimo wszystko należę do niego, że ma mnie na wyciągnięcie dłoni. To był wielki błąd. Teraz, z perspektywy czasu widzę, że mogłam postępować inaczej. Byc chłodna, szorstka, nie pokazywać tego co czuję. Ostatnio postanowiłam, że już nigdy nie usłyszy "wróć"....I wiesz co? Dziś rano, kiedy się obudziłam, zobaczyłam jego numer na wyświetlaczu, kiedy spałam, musiał dzwonić.. Nie będę kłamać, że serce nie zabiło mi mocno... Bo mimo wszystko, wciąż wiele dla mnie znaczy. Musiałabym skłamać, że jest mi całkowicie obojętny - ja po prostu nauczyłam się żyć bez niego.. Oddzwoniłam, i kiedy usłyszał szorstki ton,  zaczął być miły w rozmowie jak nigdy przedtem.. Wcześniej kiedy dzwonił, byłam milutka (głupia ja), wtedy to on był obojętny.. A dziś kiedy mnie usłyszał, od razu zaczął wypytywać jak się czuję (mam chore gardło i było słychać mój skrzek heh), od kiedy jestem chora, czy byłam u lekarza, czy mam leki ( NIE WIERZĘ PO PROSTU!!!) hehe, taki milutki, jak by a prawdę obchodziło go jak się czuję - co za ironia.. Na dzień dzisiejszy zaczynam godzić, że wizja rozwodu jest nieunikniona i kiedyś te papiery nadejdą..

Podziwiam za taka postawę i znalezienie siły w sobie smile

10 957 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2013-10-05 19:24:22)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

...

10 958

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

A ja powiem tylko tyle,że cierpienie, jest jak rzeka-potrzebuje ujścia...nadzieją napawa jednak fakt,że każde źródełko kiedyś wysycha, także i dla NAS jest nadzieja smile Woda łez chroni serce przed ogniem bólu-bądźmy więc takim swoim osobistym Religą smile Trzymajcie się wszystkie zranione duszyczki.

10 959

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witajcie Kochane!
Przepraszam ze tak długo mnie tu nie było.

Od rozstania mija ponad 3 miesiące jak mnie zostawił. Od miesiąca mieszkam w Niemczech bo nie mogłam w Polsce sobie poradzic, wszystko mi go przypominało i nie dawałam rady, wiec postanowilam wyjechac na stałe. Pierwszy miesiac był ok, nowe otoczenie itd, mysli byly zajete czym innym ale teraz powraca znowu tesknota...on sie do mnie wogóle nie odzywa, wogóle...zero zainteresowania

10 960 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-10-05 11:39:14)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ja powiem tylko, że nie odpisałam nic na jego łaskawą zgodę na spotkanie i nie zamierzam się w żaden sposób kontaktować. Odpisałabym mu raczej coś takiego:

"Ja, ja, ja i jeszcze raz ja... Jak zwykle myślisz tylko o sobie, swojej wygodzie i swoim komforcie... Godzisz się na spotkanie pod warunkiem, żeby tylko niczego ci nie wypominać, żebyś z niczego nie musiał się tłumaczyć... A co ze mną, co z tym, że ja cierpiałam przez rok, czekając na najmniejszy objaw uczucia z twojej strony, będąc na każde zawołanie, zawsze gotowa pomóc i wesprzeć? A kiedy wyczerpana tym, odsłoniłam swoje słabości, i to, że jestem tylko zwykłym, małym człowiekiem, który też ma uczucia, też potrzebuje miłości i nie ma niewyczerpanych zasobów, wtedy mnie wyrzuciłeś jak śmiecia. W tej sytuacji rzeczywiście nie ma o czym rozmawiać."

Ale nie będę już nic pisać.

Wczorajsze spotkanie z psychologiem trochę mi pomogło. Martwi mnie tylko to, że on chce mnie nauczyć samotności, czyli czegoś, czego ja nie chcę w swoim życiu i czego się boję najbardziej na świecie...

10 961

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ja tez chodziłam dopsychologa po rozstaniu ale nicmi to nie pomogło, nie uzyskałam odpowiedzi na moje pytania. Trzeba szybko sobie pewne rzeczy uswiadomic i samemu sobie pomóc. Wiem, że łatwo sie mówi i pisze, samej mi tez nie jest łatwo, jestem swiadoma tego ze nie jestesmy juz razem ale nie akceptuje tego do dzisiaj sad

10 962

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

Wczorajsze spotkanie z psychologiem trochę mi pomogło. Martwi mnie tylko to, że on chce mnie nauczyć samotności, czyli czegoś, czego ja nie chcę w swoim życiu i czego się boję najbardziej na świecie...

To dobry pomysł.Przecież umiejętność samotności nie oznacza ze będziesz zawsze sama.

10 963

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Dziewczyny, ciężko jest wytrwać w tym, by do nich nie dzwonić, nie pisać, by przestali istnieć, by przestało nam zależeć. To trudny i żmudny proces. Jednak myślę, że jak najbardziej wykonalny. Ja po miesiącach łez, po miesiącach wrogich myśli, po tym kiedy czułam, że mam piekło na ziemi, poczułam, że dłużej tak nie mogę..

Wiecie co? Zaczęłam powolutku, małymi kroczkami robić rzeczy, które kiedyś sprawiały mi ogromną przyjemność. Na początku czułam się dziwnie, bo jak to tak.. cieszyć się, kiedy powinnam leżeć pogrążona "w żałobie" po nieudanym małżeństwie. Bo jak znów mogę odczuwać przyjemność? A jednak! Do mojego serca i duszy powoli, każdego dnia wkrada się słońce. To nie jest tak, że ja nie cierpię - to ciągle jest tak trudne, ciągle do końca nie mogę się z tym pogodzić, bo czuję, że to wszystko można było by naprawić.. Ale ja zaczynam powoli lubić na nowo swoje odbicie w lustrze, znów zaczynam się malować, i uśmiechać się na swój widok myśląc : "kurde! fajna i wartościowa babka z Ciebie, co to za palant, on kiedyś zrozumie kogo stracił, ale Ty już będziesz ponad tym, i słowa tego padalca nie zrobią na Tobie wrażenia!" big_smile. Polecam Wam wszystkim - serio działa! I przynajmniej troszkę lżej na duszy. Postanowiłam też, że ścinam moje włosy - długie kręcone loki, które On tak uwielbiał - ścinam się na krótko, a co, właśnie zapisałam się do fryzjera - zaszaleję! big_smile

Najbardziej nie lubię kiedy nadchodzi weekend. Nadchodzą czarne myśli. "Może On do niej pojechał, może są razem", " Boże, czemu go przy mnie nie ma, czemu muszę siedzieć tu sama jak palec a mam Męża".. to tylko przykłady moich wewnętrznych utrapień.. Ale muszę sobie właśnie sama z nimi radzić. Wiem, że muszę to wszystko przeżyć. Każdy etap. Płaczę, kiedy czuję, że muszę, krzyczę, kiedy wiem, że nie wytrzymam. Jeśli czuję, że zaraz do niego zadzwonię - oddaję telefon Mamie.. Wierzę, że w końcu dojdę do etapu, kiedy pomyślę o nim bez emocji.

Dziękuję Wam kochane za wszystkie ciepłe słowa, są dla mnie niezmiernie ważne. Wszystkie tu jesteśmy cudownymi, wartościowymi Kobietami. Pamiętajcie o tym! Życzę Wam dużo słoneczka i przesyłam buziaczki weekendowe ! :*

10 964

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Hej!Dziewczyny powróciłam po tygodniowej wycieczce.Jadąc tam wyobrażałam sobie że będę cieszyć się słońcem,widokami i innymi atrakcjami i nawet o nim nie pomyślę a tu zonk.Pierwsza wycieczka bez niego,w grupie małżeństwa,parki a ja z koleżanką.Przez 2 dni mały dolec a potem stwierdziłam że nie dam dupkowi zepsuć moich pierwszych tak fajnych wakacji.Zaczęłam cykać zdjęcia,rozmawiać z ludzmi i ogólnie cieszyć się pięknymi widokami.Przestałam martwić się tym że nawet tam o nim myslę a nie powinnam.Bylismy razem 5 lat i mam prawo troche teraz za nim tęsknić.Tylko wiecie co?Najbardziej zaskoczyło mnie moje własne zachowanie.Nie wiem co jest ale ja się niczego nie bałam ani przepaści kiedy autokar jechał na wycieczkę,ani tego że możemy nie zdążyć na autobus  z powrotem do domu,nowego miejsca i tego co może mnie spotkać.Normalnie znieczulica.Zero nerwów i stresu.Co ma być to będzie stwierdziłam.Przeraża mnie to.Co mi jest?To normalne?Kiedyś(czytajcie jak byłam z ex)martwiłam się o wszystko,stresowałam się i martwiłam na zapas.

10 965

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
paprotka85 napisał/a:

Tylko wiecie co?Najbardziej zaskoczyło mnie moje własne zachowanie.Nie wiem co jest ale ja się niczego nie bałam ani przepaści kiedy autokar jechał na wycieczkę,ani tego że możemy nie zdążyć na autobus  z powrotem do domu,nowego miejsca i tego co może mnie spotkać.Normalnie znieczulica.Zero nerwów i stresu.Co ma być to będzie stwierdziłam.Przeraża mnie to.Co mi jest?To normalne?Kiedyś(czytajcie jak byłam z ex)martwiłam się o wszystko,stresowałam się i martwiłam na zapas.

Ciekawe... Może reakcja obronna na zmęczenie permanentnym stresem? Ludzki umysł jest nieodgadniony...

10 966

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

wieanna
ja też sama siebie zadziwiam ;)w moim związku musiałam byc głową i szyją moze teraz zachowuje się tak jak powinna każda normalna osoba?a może powinnam iść do psychologa?hmmm ciekawe czy jestem jednorazowym'' wybrykiem'' smile po rozstaniu czy ktoś też miał podobnie

10 967

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Hej Paprotka ;-)
Podczytuję wątek cały czas i zaciekawił mnie Twój wpis odnośnie braku strachu.. Nie powiem Ci czy to normalne, ale ja również stałam się bardziej hmm decyzyjna..? Mniej bojaźliwa..? Bałam się wszystkiego od zawsze (pająki, burza, ciemność). Zawsze byli bracia, później przez dłuugi czas eks. I nagle, jak mnie porzucił zostalam sama w wielkim domu (mama w szpitalu, tata za granicą, bracia w pracy lub na wakacjach- swoją drogą piękny moment na porzucanie sobie wybrał, ale nieważne)... I co.. Nagle musiałam wszystko sama.. Sama zabić pająka w łazience, sama zasnąć w ciemnym i pustym domu, sama przeżyć letnią, wieczorną burzę. Wtedy był paraliżujący strach, ale z czasem zauważyłam, że się nie boję już.. Ze te pająki to bardziej mnie się boją, że na burzę fajnie się patrzy przez okno... Przestałam się martwić "pierdołami", tak jak pisałaś- że gdzieś nie zdążę, że mi się nie uda. Dosłownie dostałam wiatru w plecy... też wydawało mi się to dziwne. Ale wynika to pewnie z tego, ze mój eks to bardzo niedecyzyjna osoba- nie potrafił zdecydować się na kupno samochodu, na zmianę pracy, na zaręczyny, na wspólne zamieszkanie.. Udzieliło mi się i również stałam się nieporadna... Teraz wiem, że sama muszę o siebie dbać i o sobie decydować.

10 968

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
rossanka napisał/a:
wieanna napisał/a:

Wczorajsze spotkanie z psychologiem trochę mi pomogło. Martwi mnie tylko to, że on chce mnie nauczyć samotności, czyli czegoś, czego ja nie chcę w swoim życiu i czego się boję najbardziej na świecie...

To dobry pomysł.Przecież umiejętność samotności nie oznacza ze będziesz zawsze sama.

Strasznie się tego boję - i cholernie źle mi jest...

10 969

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Fragi20 napisał/a:

Hej Paprotka ;-)
Podczytuję wątek cały czas i zaciekawił mnie Twój wpis odnośnie braku strachu.. Nie powiem Ci czy to normalne, ale ja również stałam się bardziej hmm decyzyjna..? Mniej bojaźliwa..? Bałam się wszystkiego od zawsze (pająki, burza, ciemność). Zawsze byli bracia, później przez dłuugi czas eks. I nagle, jak mnie porzucił zostalam sama w wielkim domu (mama w szpitalu, tata za granicą, bracia w pracy lub na wakacjach- swoją drogą piękny moment na porzucanie sobie wybrał, ale nieważne)... I co.. Nagle musiałam wszystko sama.. Sama zabić pająka w łazience, sama zasnąć w ciemnym i pustym domu, sama przeżyć letnią, wieczorną burzę. Wtedy był paraliżujący strach, ale z czasem zauważyłam, że się nie boję już.. Ze te pająki to bardziej mnie się boją, że na burzę fajnie się patrzy przez okno... Przestałam się martwić "pierdołami", tak jak pisałaś- że gdzieś nie zdążę, że mi się nie uda. Dosłownie dostałam wiatru w plecy... też wydawało mi się to dziwne. Ale wynika to pewnie z tego, ze mój eks to bardzo niedecyzyjna osoba- nie potrafił zdecydować się na kupno samochodu, na zmianę pracy, na zaręczyny, na wspólne zamieszkanie.. Udzieliło mi się i również stałam się nieporadna... Teraz wiem, że sama muszę o siebie dbać i o sobie decydować.

W moim związku było podobnie.Nie czułam że on jest ze mną,że mogę na niego liczyć w 100 %.Jeśli zdarzały się napięte sytuacje on ustepował i nie umiał się nikomu przeciwstawić nawet w mojej obronie.Hmmmm......Może teraz po prostu jestem odpowiedzialna tylko sama za siebie i niech się dzieje wola nieba smile zamartwianie się przyszłością nie ma sensu.I tak stanie się to co ma się stać.Ja wierzę w to że każdy ma zapisane co ma go spotkać i to jest nieuniknione.Może więc jednak nie świruję tylko tak ma być może nabrałam większego dystansu do życia.Być może zakończenie tego związku pomogło mi dorosnąć? smile

10 970

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
paprotka85 napisał/a:

Hej!Dziewczyny powróciłam po tygodniowej wycieczce.Jadąc tam wyobrażałam sobie że będę cieszyć się słońcem,widokami i innymi atrakcjami i nawet o nim nie pomyślę a tu zonk.Pierwsza wycieczka bez niego,w grupie małżeństwa,parki a ja z koleżanką.Przez 2 dni mały dolec a potem stwierdziłam że nie dam dupkowi zepsuć moich pierwszych tak fajnych wakacji.Zaczęłam cykać zdjęcia,rozmawiać z ludzmi i ogólnie cieszyć się pięknymi widokami.Przestałam martwić się tym że nawet tam o nim myslę a nie powinnam.Bylismy razem 5 lat i mam prawo troche teraz za nim tęsknić.Tylko wiecie co?Najbardziej zaskoczyło mnie moje własne zachowanie.Nie wiem co jest ale ja się niczego nie bałam ani przepaści kiedy autokar jechał na wycieczkę,ani tego że możemy nie zdążyć na autobus  z powrotem do domu,nowego miejsca i tego co może mnie spotkać.Normalnie znieczulica.Zero nerwów i stresu.Co ma być to będzie stwierdziłam.Przeraża mnie to.Co mi jest?To normalne?Kiedyś(czytajcie jak byłam z ex)martwiłam się o wszystko,stresowałam się i martwiłam na zapas.

Takie bolesne przeżycia hartują duszę. Ja zauważyłam u siebie podobne zjawisko. Często myślę sobie, że skoro poradziłam sobie z tym rozstaniem (no może jeszcze nie do końca, ale robię postępy), to poradzę sobie w życiu ze wszystkim. W myśl zasady "co Cię nie zabije, to Cię wzmocni".

Trzymajcie się dziewczynki. Pozdrawiam.

10 971

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
porzucona85 napisał/a:
paprotka85 napisał/a:

Hej!Dziewczyny powróciłam po tygodniowej wycieczce.Jadąc tam wyobrażałam sobie że będę cieszyć się słońcem,widokami i innymi atrakcjami i nawet o nim nie pomyślę a tu zonk.Pierwsza wycieczka bez niego,w grupie małżeństwa,parki a ja z koleżanką.Przez 2 dni mały dolec a potem stwierdziłam że nie dam dupkowi zepsuć moich pierwszych tak fajnych wakacji.Zaczęłam cykać zdjęcia,rozmawiać z ludzmi i ogólnie cieszyć się pięknymi widokami.Przestałam martwić się tym że nawet tam o nim myslę a nie powinnam.Bylismy razem 5 lat i mam prawo troche teraz za nim tęsknić.Tylko wiecie co?Najbardziej zaskoczyło mnie moje własne zachowanie.Nie wiem co jest ale ja się niczego nie bałam ani przepaści kiedy autokar jechał na wycieczkę,ani tego że możemy nie zdążyć na autobus  z powrotem do domu,nowego miejsca i tego co może mnie spotkać.Normalnie znieczulica.Zero nerwów i stresu.Co ma być to będzie stwierdziłam.Przeraża mnie to.Co mi jest?To normalne?Kiedyś(czytajcie jak byłam z ex)martwiłam się o wszystko,stresowałam się i martwiłam na zapas.

Takie bolesne przeżycia hartują duszę. Ja zauważyłam u siebie podobne zjawisko. Często myślę sobie, że skoro poradziłam sobie z tym rozstaniem (no może jeszcze nie do końca, ale robię postępy), to poradzę sobie w życiu ze wszystkim. W myśl zasady "co Cię nie zabije, to Cię wzmocni".

Trzymajcie się dziewczynki. Pozdrawiam.

Hej porzucona85 smile
Co słychać i jak sobie radzisz?

10 972

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
nielegalna88 napisał/a:

Dziewczyny, ciężko jest wytrwać w tym, by do nich nie dzwonić, nie pisać, by przestali istnieć, by przestało nam zależeć. To trudny i żmudny proces. Jednak myślę, że jak najbardziej wykonalny. Ja po miesiącach łez, po miesiącach wrogich myśli, po tym kiedy czułam, że mam piekło na ziemi, poczułam, że dłużej tak nie mogę..

Wiecie co? Zaczęłam powolutku, małymi kroczkami robić rzeczy, które kiedyś sprawiały mi ogromną przyjemność. Na początku czułam się dziwnie, bo jak to tak.. cieszyć się, kiedy powinnam leżeć pogrążona "w żałobie" po nieudanym małżeństwie. Bo jak znów mogę odczuwać przyjemność? A jednak! Do mojego serca i duszy powoli, każdego dnia wkrada się słońce. To nie jest tak, że ja nie cierpię - to ciągle jest tak trudne, ciągle do końca nie mogę się z tym pogodzić, bo czuję, że to wszystko można było by naprawić.. Ale ja zaczynam powoli lubić na nowo swoje odbicie w lustrze, znów zaczynam się malować, i uśmiechać się na swój widok myśląc : "kurde! fajna i wartościowa babka z Ciebie, co to za palant, on kiedyś zrozumie kogo stracił, ale Ty już będziesz ponad tym, i słowa tego padalca nie zrobią na Tobie wrażenia!" big_smile. Polecam Wam wszystkim - serio działa! I przynajmniej troszkę lżej na duszy. Postanowiłam też, że ścinam moje włosy - długie kręcone loki, które On tak uwielbiał - ścinam się na krótko, a co, właśnie zapisałam się do fryzjera - zaszaleję! big_smile

Najbardziej nie lubię kiedy nadchodzi weekend. Nadchodzą czarne myśli. "Może On do niej pojechał, może są razem", " Boże, czemu go przy mnie nie ma, czemu muszę siedzieć tu sama jak palec a mam Męża".. to tylko przykłady moich wewnętrznych utrapień.. Ale muszę sobie właśnie sama z nimi radzić. Wiem, że muszę to wszystko przeżyć. Każdy etap. Płaczę, kiedy czuję, że muszę, krzyczę, kiedy wiem, że nie wytrzymam. Jeśli czuję, że zaraz do niego zadzwonię - oddaję telefon Mamie.. Wierzę, że w końcu dojdę do etapu, kiedy pomyślę o nim bez emocji.

Dziękuję Wam kochane za wszystkie ciepłe słowa, są dla mnie niezmiernie ważne. Wszystkie tu jesteśmy cudownymi, wartościowymi Kobietami. Pamiętajcie o tym! Życzę Wam dużo słoneczka i przesyłam buziaczki weekendowe ! :*

Nielegalna czytając Twój post czuje się jakbym czytała o sobie
Ale dziś akurat nikogo nie było w domu i po prostu wyłam i to głośno , zadawałam sobie pytanie jak on mógł po tylu latach powiedzieć koniec i  od razu  budować sobie nowe życie .... wyryczałam się trochę pomogło

10 973

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Żania napisał/a:

Ale dziś akurat nikogo nie było w domu i po prostu wyłam i to głośno , zadawałam sobie pytanie jak on mógł po tylu latach powiedzieć koniec i  od razu  budować sobie nowe życie .... wyryczałam się trochę pomogło

Żania, tak dobrze Cię rozumiem...

10 974

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Wiecie co? Ja tez siedzę i płaczę...
Dopadła mnie taka tęsknota, tak mi dziwnie na sercu..
Dziś nic mnie już chyba nie pocieszy..
Czemu te życie jest takie niesprawiedliwe sad(

10 975

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:
rossanka napisał/a:
wieanna napisał/a:

Wczorajsze spotkanie z psychologiem trochę mi pomogło. Martwi mnie tylko to, że on chce mnie nauczyć samotności, czyli czegoś, czego ja nie chcę w swoim życiu i czego się boję najbardziej na świecie...

To dobry pomysł.Przecież umiejętność samotności nie oznacza ze będziesz zawsze sama.

Strasznie się tego boję - i cholernie źle mi jest...

nie bój się- nauczyć się być samemu to odnaleźć siebie, pokochać właśnie siebie. jako wartościowego człowieka, na którym Ci zależy. zobaczysz, że z czasem będzie łatwiej spojrzeć z dystansu na swoje życie...
psycholog bardzo się przydaje, ale to Ty wykonujesz większość pracy nad sobą... nie poddawaj się.
Ja po rozstaniu myślałam, że to już koniec.. nic fajnego mnie nie spotka. wiele łez wylałam. taka naturalna kolej rzeczy - żałoba...
a teraz: mam dwoje dzieci - z tego jedno miało miesiąc jak zostałam sama... i dzisiaj znajduję czas dla dzieciaków, dla siebie- na ćwiczenia i spotkania, mam przyjaciela, który mnie szanuje, z którym mi jest dobrze..
ja nadal kocham mojego byłego już męża i właśnie dlatego pomimo tego, że jest draniem nie życzę mu źle... wybaczenie zwróciło mi wolność i niezależność. ale do tego potrzeba czasu.
daj sobie ten czas na pobycie ze sobą. miesiąc, trzy, pół roku, może dłużej... przecież życie nie kończy się. ono tylko się zmienia... skąd wiesz czy nie na lepsze?

10 976

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ja to wszystko wiem... ale ja potrzebuję miłości, nie samotności. Samotność mnie zabija. A miłości nigdy nie miałam, w ani jednym związku, zawsze tylko ja ją dawałam. Jak mam z tym żyć??? Z tą świadomością? Jak mogę mieć nadzieję, że to się kiedyś zmieni??? Jak mam czekać cierpliwie? Czekam cierpliwie od ponad 10 lat... Nie mam już siły

10 977

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

Ja to wszystko wiem... ale ja potrzebuję miłości, nie samotności. Samotność mnie zabija. A miłości nigdy nie miałam, w ani jednym związku, zawsze tylko ja ją dawałam. Jak mam z tym żyć??? Z tą świadomością? Jak mogę mieć nadzieję, że to się kiedyś zmieni??? Jak mam czekać cierpliwie? Czekam cierpliwie od ponad 10 lat... Nie mam już siły

Z czasem będzie lepiej. Momentami trudniej,potem łatwiej. Na razie  wycisz się,odpocznij. Niecierpliwosc nic Ci nie da. Po co się denerwowac.

10 978

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
paprotka85 napisał/a:
porzucona85 napisał/a:
paprotka85 napisał/a:

Hej!Dziewczyny powróciłam po tygodniowej wycieczce.Jadąc tam wyobrażałam sobie że będę cieszyć się słońcem,widokami i innymi atrakcjami i nawet o nim nie pomyślę a tu zonk.Pierwsza wycieczka bez niego,w grupie małżeństwa,parki a ja z koleżanką.Przez 2 dni mały dolec a potem stwierdziłam że nie dam dupkowi zepsuć moich pierwszych tak fajnych wakacji.Zaczęłam cykać zdjęcia,rozmawiać z ludzmi i ogólnie cieszyć się pięknymi widokami.Przestałam martwić się tym że nawet tam o nim myslę a nie powinnam.Bylismy razem 5 lat i mam prawo troche teraz za nim tęsknić.Tylko wiecie co?Najbardziej zaskoczyło mnie moje własne zachowanie.Nie wiem co jest ale ja się niczego nie bałam ani przepaści kiedy autokar jechał na wycieczkę,ani tego że możemy nie zdążyć na autobus  z powrotem do domu,nowego miejsca i tego co może mnie spotkać.Normalnie znieczulica.Zero nerwów i stresu.Co ma być to będzie stwierdziłam.Przeraża mnie to.Co mi jest?To normalne?Kiedyś(czytajcie jak byłam z ex)martwiłam się o wszystko,stresowałam się i martwiłam na zapas.

Takie bolesne przeżycia hartują duszę. Ja zauważyłam u siebie podobne zjawisko. Często myślę sobie, że skoro poradziłam sobie z tym rozstaniem (no może jeszcze nie do końca, ale robię postępy), to poradzę sobie w życiu ze wszystkim. W myśl zasady "co Cię nie zabije, to Cię wzmocni".

Trzymajcie się dziewczynki. Pozdrawiam.

Hej porzucona85 smile
Co słychać i jak sobie radzisz?

U mnie kiepsko... Było kilka lepszych dni, a dziś mega, mega dół. Nawet nie chce się żyć... sad Prawie cały dzień płaczę.
Mam nadzieję, że niedługo mi przejdzie.

10 979 Ostatnio edytowany przez Carpathia (2013-10-06 14:31:23)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Porzucona, Nielegalna, Wieanna, Żania i wszystkie inne kobietki....
Pomaga wam płacz-płaczcie!
Pomaga Wam spalenie starych zdjęć?-spalcie!
Pomaga Wam wyrzucenie na śmietnik wszystkich rzeczy, które Wam go przypominają?-wyrzućcie, chociażby byłaby to najdroższa bluza Adidasa, o którą będzie miał potem żal big_smile Skoro ktoś mógł i potrafił wyrzucić na śmietnik Wasze serce, uczucia i miłość-nie miejcie skrupułów zrobić tego samego!
Życie ma to do siebie,że jest przewrotne, lubi zaskakiwać, a może pomysleć w ten sposób? Przecierpiałam to co najgorsze, może teraz pora na nagrodę??!! A nóż siwy Pan na górze wysłucha?
Uśmiechu serca i pogody ducha życzę, po każdej burzy nastaje słońce, wierzę, że dla Nas również! Przecież to nie las tropikalny w porze deszczowej, wiecznie padać nie może big_smile big_smile big_smile

10 980

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Dzięki za dobre słowo smile Od razu się zrobiło trochę lepiej na duszy.

Ja niestety zrobiłam dziś coś za co na pewno dostanę od Was solidny opierdziel, no ale już nie mogłam wytrzymać i napisałam do byłego sad Napisałam mu o tym jak wykorzystana i skrzywdzona się czuję. Wiem, pewnie zaraz mi powiecie, że jestem głupia i tylko dałam mu satysfakcję ale mówi się trudno. Być może przeczyta to swojej nowej panience i będą mieli z tego niezły ubaw, a z drugiej strony może jednak weźmie sobie do serca to co mu napisałam i coś sobie przemyśli? (od razu uprzedzam pytania - nie, nie wspominałam nic o powrocie i o byciu znowu razem bo po tylu złych przejściach, po tym co mi zafundował to jest po prostu niemożliwe).

Ehh... Jutro pierwszy dzień w nowej pracy i powinnam się cieszyć, a tu taki dół sad


Ps. Carpathia, ukradłam sobie cytat z Twojej sygnatury wink

10 981

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
porzucona85 napisał/a:

Ps. Carpathia, ukradłam sobie cytat z Twojej sygnatury wink

Spokojnie, mam jeszcze sporo takich mądrych sentencji big_smile Nie krępuj się, jeżeli ma Ci to w jakiś sposób pomóc, to śmiało big_smile big_smile
Co do nowej pracy, potraktuj to, jako nową kartę w swoim życiu, tam nikt Cię nie zna (przynajmniej od tej strony związkowej), masz więc pole do manewru, możesz zapunktować i udowodnić sobie, że byle porażka Cię nie złamie, a byłemu nie daj satysfakcji, że o niego poniosłaś klęskę na niektórych obszarach swojego życia. Niedoczekanie!

10 982

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Pomóżcie, walczę ze sobą, żeby nie zadzwonić, ale jest coraz gorzej...

10 983

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Pomożecie? Pomożemy! Czy damy radę? Tak damy radę! Bob Budowniczy big_smile

A teraz krocząc drogą dedukcji, zakładam następujące scenariusze z przeprowadzonej rozmowy telefononicznej:
a) Będziesz pluła sobie w twarz, bo zrobiłaś to, co tak długo na forum próbowaliśmy Ci wyperswadować,
b) Stracisz jeszcze bardziej w jego oczach, bo przedstawisz się, jako desperatka,do której nie warto mieć szacunku, skoro nie pojmuje jego decyzji,
c) Jego słowa zranią Cię 1000 razy bardziej, tak,że nasza forumowa psychoterapia pójdzie się je....ć,
d) Udowodni Ci,że jesteś żałosna i nie masz nawet do siebie szacunku,
e) Będzie wiedział,że ma Cię w garści, bo zobaczy, jak słaba jesteś i jak silnym sentymentem go jeszcze darzysz

Mogę wymieniać dalej, chcesz??????

10 984

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Dziewczyny, to jakaś sądna niedziela.
Też odpierdzieliłam głupotę. Zadzwoniłam. Głupia, głupia ja.
Wymówką były moje rzeczy, które jeszcze u niego tkwią, żeby w końcu je spakował i wysłał kurierem.
Rozmawiał ze mną głosem takim jakby miał zaraz umrzeć, więc zapytałam się co się dzieje. Odparł , że od piątki bardzo boli go brzuch. Oczywiście zamiast udać, że mam na to wywalone, powiedziałam mu co ma zrobić, żeby przestało go boleć. Zawsze tak było, zawsze musiałam trzymac go za rączkę, mówić co jak, gdzie i w ogóle. Masakra.
Teraz czuję się jeszcze gorzej.

NIE DZWOŃCIE!... To nic nie da..

10 985

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
nielegalna88 napisał/a:

Masakra.
Teraz czuję się jeszcze gorzej.
NIE DZWOŃCIE!... To nic nie da..

Wieanna, masz tu żywy przykład tego, co się dzieje z człowiekiem,który postąpił, tak, jak Ty zamierzasz.
Trzeba coś więcej dodawać???? No właśnie!

Posty [ 10 921 do 10 985 z 14 840 ]

Strony Poprzednia 1 … 167 168 169 170 171 … 229 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026