Zbytdelikatna - dziękuję za komplement. Cieszę się, że pomogło Ci to wykształtować azymut.
Kiedysbylam - Po co być z kimś innym? Bo nie wolno z góry zakładać, że nic dobrego w życiu Ci nie jest pisane. Nie Tobie to oceniać i zakreślać. Inaczej każde z nas miałoby boską moc. Moim zdaniem jest coś takiego, jak energia, którą emanujemy i którą przyciągamy. Jeśli cały czas będziesz się dołować, będziesz nastawiona pesymistycznie i defetystycznie, to w jaki sposób masz skupiać wokół siebie ludzi radosnych, szczęśliwych i uśmiechniętych, których te cechy by się Tobie udzielały? Jaki człowiek radosny na dłuższą metę chciałby przebywać w towarzystwie kogoś, kto cały czas mówi, że nic nie ma sensu, że nic go nie cieszy itd? Spójrz na to z tej strony. To, czy będzie dobrze rok, 5 czy nawet 10 lat - w ogromnej części zależy od Ciebie. Jest to uwarunkowane poznaniem swojego własnego "ja", swojej psychiki, sposobów reagowania, przyczyn zachowań. To jest to, o czym pisałem w poprzedniej wypowiedzi.
Jest Tobie ciężko, bo zostałaś wyrzucona ze świata, który był dla Ciebie znany i oczywisty. Wyrzucono Cię w świat samotności, poczucia ogromnej pustej przestrzeni wokół Ciebie, konieczności wzięcia pełnej odpowiedzialności za swoje życie. Dlatego jest Tobie tak trudno. Bo boisz się tej odpowiedzialności. Chciałabyś, aby to ktoś za Ciebie podejmował decyzje. Błąd! Spadłaś z wysokiego konia prosto na glebę, jak większość nas tu, na forum. Upadek boli. Ale upadek pozwala wyciągnąć wnioski, co i jak robić, by ten koń nie wierzgnął już nigdy więcej i żebyś Ty nie spadła. Prawdziwą siłę człowieka poznaje się wtedy, kiedy zostaje się sam na sam ze sobą. Nie wiem, jak Ty i inni macie, ale mi ponadroczne obcowanie tylko ze sobą dało masę spokoju. Po prostu masę. I nie patrzę na ten okres jak na czas, który mi upłynął, ot tak, tylko jak na okres, do którego będę wracał w przyszłości jak do oazy spokoju ducha. A moim zdaniem to coś, czego wartości się nie da ocenić. Może warto, abyś pod tym kątem to przemyślała?
Wieanna - miło mi, że tak o mnie myślisz. Człowiek sam w sobie jest istotą niedoskonałą i ma prawo do popełniania błędów, do posiadania wad i słabości. Nie ma w tym nic złego. Ale aby to prowadziło do rozwoju własnego oraz relacji z partnerem, to moim zdaniem niezbędna jest bardzo dobra znajomość siebie i odpowiednio dojrzały i wrażliwy partner. Inaczej to jest tylko tymczasowe wsparcie. Wizyty u psychologa to dobry pomysł, ale według mnie znacznie lepszym rozwiązaniem jest psychoterapeuta lub psychiatra. Psycholog pomaga zrozumieć więzi międzyludzkie. Psychiatra pozwala poznać siebie i te wadliwe sfery, które prowadzą do nieprawidłowości w zachowaniach, w postrzeganiu, w reagowaniu. To jest moim zdaniem klu dojrzałości w związku - świadomość sfer, które są zaburzone. Bo znajomość tego otwiera przed nami możliwość skonfrontowania się z nimi, pracą u podstaw świadomości.
Scooby - być może dla Ciebie jeszcze nie minął okres największej burzy wewnętrznej, choć 8 miesięcy to spory kawałek czasu, ale błędem byłoby zakreślanie tego czasu jako wspólnego dla każdej osoby. Różni ludzie potrzebują innej ilości czasu na pierwsze przebłyski świadomości. U Ciebie widzę coś niepokojącego - zamiast iść w kierunku rzeczywistego rozwoju, Ty sam siebie próbujesz przekonać, że rozumiesz to co się stało i to co się dzieje wokół Ciebie i wewnątrz Ciebie. To bardzo ale to bardzo destrukcyjna droga, bo prowadzi do wejścia w kolejny związek na zasadzie ukojenia żalu po Twojej ex. To sprawia, że ryzyko kolejnego rozłamu jest bardzo prawdopodobne. Ty sam siebie blokujesz poprzez rozpamiętywanie ex. Nie jesteś gotowy na danie komuś miłości, nawet jeśli ten ktoś byłby gotowy, by tą miłość od Ciebie przyjąć. Żyjesz w umarłej klasie wspomnień, które cały czas starasz się pielęgnować i podlewać, zamiast pozwolić im samoczynnie i naturalnie uschnąć. Zrozum - czasu nie cofniesz. Nie cofniesz podjętych decyzji, nie cofniesz zdarzeń, które już zaistniały. Albo pozwolisz przeszłości Ciebie wyniszczyć i pozwolisz, byś żył w przeszłości, albo zamkniesz wszystkie miłe wspomnienia w szkatułce, której miejsce jest głęboko w szafie wspomnień. Z czasem pozwoliłoby to Tobie co jakiś czas, ale już z pełnym spokojem, zaglądać do tej szkatułki i wspominać to, co było dla Ciebie i dla Was dobre, co rozgrzewało Wasze serca. Ale nie byłoby w tym już nic patologicznego. Nie byłoby żalu, gniewu, niepokoju. Byłoby wspomnienie miłego czasu spędzonego z niegdyś kochaną przez Ciebie osobą. Ale jednocześnie żyłbyś w teraźniejszości, która dawałaby Tobie radość i szczęście. Nie wolno wyzbywać się przeszłości, bo ona kształtuje nas takimi, jakimi jesteśmy obecnie. Ale nie wolno też w tej przeszłości się zatapiać, bo w ten sposób niszczymy szczęście które nas otacza obecnie.
nie do końca szczęśliwa - jeśli chciałabyś, aby Twój ex żałował, to najlepszym sposobem jest nie próbowanie doprowadzenia do tego. Po prostu drogą do tego jest kreowanie własnego szczęśliwego życia. Ale weź proszę pod uwagę pewien aspekt - gdy znajdziesz już swoją ostoję radości i szczęścia, to może być tak, że wtedy dla odmiany Ty nie będziesz chciała, by Twój ex chciał do Ciebie wrócić. Wszystko, co piszesz, to pragnienie, jest spowodowane żalem, bezsilnością, utratą poczucia własnej wartości. Przekonaniem, że już z nikim nie będzie Ci tak dobrze. Człowiek jest na tyle wartościowy, na ile sam uważa siebie za wartościowego.