netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

14 839 odpowiedzi786 483 wyświetleniazałożony przez hera.1, 24.02.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Strony Poprzednia 1 … 165 166 167 168 169 … 229 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 791 do 10 855 z 14 840 ]

10 791

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

paprotka85


Ja rowniez jestem. Szczerze to rzadziej juz tu wchodze, ale staram sie sledzic. Twoj chociaz sie odezwal, a moj nic- Cisza:(. Juz trace nadzieje ze w ogole zacznie kiedykolwiek zalowac:(.


Porzucona85

Witaj:). A jak tam Twoje samopoczucie??. Jest lepiej??. Twoj jak czytalam rowniez sie odezwal, ze zaluje.. Kurcze, a moj?? bedzie kiedys zalowal?? Chyab nie:(
Buziaki dla Was:* Wierze w to ze bedziemy jeszcze kiedys szczesliwe !!!:)

10 792 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-09-30 14:15:52)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Zbytdelikatna - dziękuję za komplement. Cieszę się, że pomogło Ci to wykształtować azymut.

Kiedysbylam - Po co być z kimś innym? Bo nie wolno z góry zakładać, że nic dobrego w życiu Ci nie jest pisane. Nie Tobie to oceniać i zakreślać. Inaczej każde z nas miałoby boską moc. Moim zdaniem jest coś takiego, jak energia, którą emanujemy i którą przyciągamy. Jeśli cały czas będziesz się dołować, będziesz nastawiona pesymistycznie i defetystycznie, to w jaki sposób masz skupiać wokół siebie ludzi radosnych, szczęśliwych i uśmiechniętych, których te cechy by się Tobie udzielały? Jaki człowiek radosny na dłuższą metę chciałby przebywać w towarzystwie kogoś, kto cały czas mówi, że nic nie ma sensu, że nic go nie cieszy itd? Spójrz na to z tej strony. To, czy będzie dobrze rok, 5 czy nawet 10 lat - w ogromnej części zależy od Ciebie. Jest to uwarunkowane poznaniem swojego własnego "ja", swojej psychiki, sposobów reagowania, przyczyn zachowań. To jest to, o czym pisałem w poprzedniej wypowiedzi.
Jest Tobie ciężko, bo zostałaś wyrzucona ze świata, który był dla Ciebie znany i oczywisty. Wyrzucono Cię w świat samotności, poczucia ogromnej pustej przestrzeni wokół Ciebie, konieczności wzięcia pełnej odpowiedzialności za swoje życie. Dlatego jest Tobie tak trudno. Bo boisz się tej odpowiedzialności. Chciałabyś, aby to ktoś za Ciebie podejmował decyzje. Błąd! Spadłaś z wysokiego konia prosto na glebę, jak większość nas tu, na forum. Upadek boli. Ale upadek pozwala wyciągnąć wnioski, co i jak robić, by ten koń nie wierzgnął już nigdy więcej i żebyś Ty nie spadła. Prawdziwą siłę człowieka poznaje się wtedy, kiedy zostaje się sam na sam ze sobą. Nie wiem, jak Ty i inni macie, ale mi ponadroczne obcowanie tylko ze sobą dało masę spokoju. Po prostu masę. I nie patrzę na ten okres jak na czas, który mi upłynął, ot tak, tylko jak na okres, do którego będę wracał w przyszłości jak do oazy spokoju ducha. A moim zdaniem to coś, czego wartości się nie da ocenić. Może warto, abyś pod tym kątem to przemyślała?

Wieanna - miło mi, że tak o mnie myślisz.  Człowiek sam w sobie jest istotą niedoskonałą i ma prawo do popełniania błędów, do posiadania wad i słabości. Nie ma w tym nic złego. Ale aby to prowadziło do rozwoju własnego oraz relacji z partnerem, to moim zdaniem niezbędna jest bardzo dobra znajomość siebie i odpowiednio dojrzały i wrażliwy partner. Inaczej to jest tylko tymczasowe wsparcie. Wizyty u psychologa to dobry pomysł, ale według mnie znacznie lepszym rozwiązaniem jest psychoterapeuta lub psychiatra. Psycholog pomaga zrozumieć więzi międzyludzkie. Psychiatra pozwala poznać siebie i te wadliwe sfery, które prowadzą do nieprawidłowości w zachowaniach, w postrzeganiu, w reagowaniu. To jest moim zdaniem klu dojrzałości w związku - świadomość sfer, które są zaburzone. Bo znajomość tego otwiera przed nami możliwość skonfrontowania się z nimi, pracą u podstaw świadomości.

Scooby - być może dla Ciebie jeszcze nie minął okres największej burzy wewnętrznej, choć 8 miesięcy to spory kawałek czasu, ale błędem byłoby zakreślanie tego czasu jako wspólnego dla każdej osoby. Różni ludzie potrzebują innej ilości czasu na pierwsze przebłyski świadomości. U Ciebie widzę coś niepokojącego - zamiast iść w kierunku rzeczywistego rozwoju, Ty sam siebie próbujesz przekonać, że rozumiesz to co się stało i to co się dzieje wokół Ciebie i wewnątrz Ciebie. To bardzo ale to bardzo destrukcyjna droga, bo prowadzi do wejścia w kolejny związek na zasadzie ukojenia żalu po Twojej ex. To sprawia, że ryzyko kolejnego rozłamu jest bardzo prawdopodobne. Ty sam siebie blokujesz poprzez rozpamiętywanie ex. Nie jesteś gotowy na danie komuś miłości, nawet jeśli ten ktoś byłby gotowy, by tą miłość od Ciebie przyjąć. Żyjesz w umarłej klasie wspomnień, które cały czas starasz się pielęgnować i podlewać, zamiast pozwolić im samoczynnie i naturalnie uschnąć. Zrozum - czasu nie cofniesz. Nie cofniesz podjętych decyzji, nie cofniesz zdarzeń, które już zaistniały. Albo pozwolisz przeszłości Ciebie wyniszczyć i pozwolisz, byś żył w przeszłości, albo zamkniesz wszystkie miłe wspomnienia w szkatułce, której miejsce jest głęboko w szafie wspomnień. Z czasem pozwoliłoby to Tobie co jakiś czas, ale już z pełnym spokojem, zaglądać do tej szkatułki i wspominać to, co było dla Ciebie i dla Was dobre, co rozgrzewało Wasze serca. Ale nie byłoby w tym już nic patologicznego. Nie byłoby żalu, gniewu, niepokoju. Byłoby wspomnienie miłego czasu spędzonego z niegdyś kochaną przez Ciebie osobą. Ale jednocześnie żyłbyś w teraźniejszości, która dawałaby Tobie radość i szczęście. Nie wolno wyzbywać się przeszłości, bo ona kształtuje nas takimi, jakimi jesteśmy obecnie. Ale nie wolno też w tej przeszłości się zatapiać, bo w ten sposób niszczymy szczęście które nas otacza obecnie.

nie do końca szczęśliwa -  jeśli chciałabyś, aby Twój ex żałował, to najlepszym sposobem jest nie próbowanie doprowadzenia do tego. Po prostu drogą do tego jest kreowanie własnego szczęśliwego życia. Ale weź proszę pod uwagę pewien aspekt - gdy znajdziesz już swoją ostoję radości i szczęścia, to może być tak, że wtedy dla odmiany Ty nie będziesz chciała, by Twój ex chciał do Ciebie wrócić. Wszystko, co piszesz, to pragnienie, jest spowodowane żalem, bezsilnością, utratą poczucia własnej wartości. Przekonaniem, że już z nikim nie będzie Ci tak dobrze. Człowiek jest na tyle wartościowy, na ile sam uważa siebie za wartościowego.

10 793 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-09-30 14:31:30)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

O Ludzie jak mi źle... Współczuję Wam wszystkim i strasznie żal mi samej siebie.

Rossanka, myślę nad tym, myślisz, że faktycznie aż tyle błędów popełniłam? Jakieś na pewno, ale czy nie jest tak, że kiedy Ci na kimś zależy, to nie są to aż takie problemy? Typu: druga osoba potrzebuje mojej bliskości, pewności, że jestem w razie potrzeby obok, że może na mnie liczyć, że wszystko będzie dobrze. Nie do końca wiem, co było taką praprzyczyną tego wszystkiego. Może on mnie nie kochał, bo miałam ze sobą problemy, ale miałam te problemy, bo on mnie nie kochał i ja to czułam... Gubię się sad

Czasem myślę, że coś w tym jest, że ja, będąc nadwrażliwa, neurotyczna, niestabilna emocjonalnie, podświadomie wybieram facetów niewrażliwych, nieempatycznych, bez inteligencji emocjonalnej, takich, którzy na pewno nie dadzą mi tego, czego potrzebuję. Sama do siebie czuję taką niechęć, że ludzie podobni do mnie są dla mnie totalnie nieatrakcyjni. Dlatego faceci wrażliwi zupełnie mnie nie pociągają. Jakoś tak wyszło, że spotykałam się z tymi raczej "bezwzględnymi" (choć w rzeczywistości są to zwykli dobrzy ludzie, tylko brak im wrażliwości), ufając, że ich uczucie do mnie zmieni ich we wrażliwców. Nie wiem, jak to się dzieje za bardzo, bo przecież nie mają tego wypisanego na czole: jestem draniem i wykorzystam twoje uczucia a potem sponiewieram cię. A jednak mam takiego "nosa" do nich, że koniec. Dlaczego tak jest i jak to zmienić? To zadanie dla psychologa, do którego wybieram się w piątek.

Kiedyśbyłam, właśnie, taki głęboki smutek pozostaje...

Dzięki Wszystkim, że mogę się tu zwierzyć z tego, co mnie tak strasznie dręczy...

PS. Fevers, pisz, nawet nie wiesz, jak mi to pomaga, jak potrzebuję takiej mądrości, żeby rozjaśnić sobie to wszystko...

10 794 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2013-09-30 14:51:32)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

O Ludzie jak mi źle... Współczuję Wam wszystkim i strasznie żal mi samej siebie.




PS. Fevers, pisz, nawet nie wiesz, jak mi to pomaga, jak potrzebuję takiej mądrości, żeby rozjaśnić sobie to wszystko...

No i nie wpadaj w samouwielbienie Fevers smile Ale naprawdę twoje zdanie jest bardzo pomocne.

10 795 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-09-30 15:03:09)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zbytdelikatna napisał/a:

No i nie wpadaj w samouwielbienie Fevers smile

Spokojnie, nie grozi mi to. Za bardzo w tyłek dostałem od życia ostatnio, żeby teraz przyjmować buńczuczną postawę.

10 796

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Fevers napisał/a:
zbytdelikatna napisał/a:

No i nie wpadaj w samouwielbienie Fevers smile

Spokojnie, nie grozi mi to. Za bardzo w tyłek dostałem od życia ostatnio, żeby teraz przyjmować buńczuczną postawę.

Znając Feversa z innej strony niż Wasze i z innych wątków podpisuję się pod tym co mówi i mówił na swoim przykładzie.
Ja z Nim - i nie tylko - w innym wątku w tych sprawach i tematach klawiaturę zaklikałem na amen i dalej piszę smile.
Wy się poruszacie do przodu jadąc jak samochód jadący ciągle do przodu, tyle że na wstecznym; rozpamiętujecie i rozkładacie na czynniki pierwsze to, co było z nim. A gdzie w tej analizie jesteście Wy i tylko Wasze życie w związku po jego zakończeniu? Może problem warto by było od tej strony odrobić. Nie łypić i błądzić oczyma za kimś kogo JUŻ nie ma, a przyjrzeć się sobie?
Mówicie że nie poznacie nikogo innego, bo on....
A jak Was trafi amor z lewego sierpowego, postawi kogoś na Waszej drodze to co wtedy? Replay eksa i doszukiwanie się cech wspólnych obecnego partnera z nim. Ale za to Wy same ze sobą jesteście wtedy w czarnej doopie. Nigdy nie ma tak, by partner Was za Was uszczęśliwił. Przyciągacie wtedy tych samych partnerów, i dlaczego - to tu jest odpowiedź. Fevers ją poniekąd bardzo autobiograficznie przedstawił. Wy to wypieracie z uporem maniaka.

10 797

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Bags, mi się wydaje, że akurat analizy i refleksji nigdy za wiele. Właśnie nie chcę powielić schematu kolejny raz, dlatego tak to mielę w głowie. I jak widzisz głównie przyglądam się własnym wewnętrznym demonom. Sięgam do przeszłości aż do dzieciństwa, robię sobie psychoanalizę do bólu. Nie mam jeszcze kompletnego obrazu, rozjaśniają mi się dopiero jego fragmenty.

To dziwne, że miłość i bycie w związku nie powinno uszczęśliwiać, ale że trzeba najpierw samemu być szczęśliwym. Próbuję to ogarnąć. Co masz na myśli - jakich partnerów się wtedy przyciąga?

Pozdrawiam

10 798 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-09-30 16:07:59)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
bags napisał/a:

Ja z Nim - i nie tylko - w innym wątku w tych sprawach i tematach klawiaturę zaklikałem na amen i dalej piszę smile.

Czólko Bags smile

Oj tak smile Trochę się naklepaliśmy na klawiaturach, to fakt. I nie było to ślepe tłuczenie w klawisze. Zawsze wypływały z tego sensowne i ciekawe konkluzje. Przynajmniej moim zdaniem. Dlatego tu też sugeruję zastanowienie się nad tym, co Bags pisze, bo jest w tym naprawdę wiele prawdy. Prawdy nie zasłyszanej, a przerobionej na własnym grzbiecie.

Wieanna - człowiek szczery przyciąga ludzi szczerych. Wrażliwy - wrażliwych. Zakłamany - zakłamanych. Itd. Tu masz odpowiedź. Pewne osoby zawsze obracają się w towarzystwach odpowiadających ich charakterystyce wrażliwości, emocjonalności i osobowości.

10 799

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

Bags, mi się wydaje, że akurat analizy i refleksji nigdy za wiele. Właśnie nie chcę powielić schematu kolejny raz, dlatego tak to mielę w głowie. I jak widzisz głównie przyglądam się własnym wewnętrznym demonom. Sięgam do przeszłości aż do dzieciństwa, robię sobie psychoanalizę do bólu. Nie mam jeszcze kompletnego obrazu, rozjaśniają mi się dopiero jego fragmenty.
To dziwne, że miłość i bycie w związku nie powinno uszczęśliwiać, ale że trzeba najpierw samemu być szczęśliwym. Próbuję to ogarnąć. Co masz na myśli - jakich partnerów się wtedy przyciąga?
Pozdrawiam

Ale tą trzeźwość umysłu nigdy nie zaszkodzi mieć "na co dzień" by unikać rozchwianych emocjonalnie partnerów - wampirów emocjonalnych. Parę stron wstecz podałem Żani listę cech charakteru, których niestabilność w zakończonym związku u Nas, jest podatna na takie potłuczone ponowne relacje w przyszłości
Wielcy tego świata twierdzą - z czym się niestety zgadzam - że nie będziemy szczęśliwi tak do końca w związku dopóki sami ze sobą tego nie osiągniemy. i tu jest cały wic, gdy na siłę szukamy tego w partnerze "na klina"
Sekret PL na youtube warto obejrzeć w tej materii smile

10 800

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Bags, a mógłbyś przekleić tę listę tutaj? Szukam, ale cała roztrzęsiona jestem, chyba nie mogę znaleźć...

Myślę, że w tym związku to ja byłam chyba wampirem empocjonalnym... ale nie wiem, gubię się totalnie. Z jednej strony myślę, że ten mój ewentualny "wampiryzm emocjonalny" jest naturalną potrzebą bliskości drugiej osoby, którą zdrowy związek zaspokaja. To cienka granica, gdzie zaczyna się patologia, nie wiem czy ją przekroczyłam... Smutno mi, bo wiedząc już, że mam z tym problem, celowo chciałam tego uniknąć w tym związku, bardzo uważałam, żeby nie nalegać, nie naciskać, nie wymagać. Doszło właśnie do tego, że bałam się zadzwonić, wysłać smsa - byle nie robić tego za często, odpisywać zdawkowo, rozmawiać swobodnie, starałam się pilnować. Nie wiem, co było najpierw: brak uczucia z jego strony, czy moja pogłąbiająca się depresja, ale jej powodem był brak uczucia z jego strony!! Obłęd...

A ten film to już od dawna chcę obejrzeć...

10 801 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-09-30 16:24:25)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

Bags, a mógłbyś przekleić tę listę tutaj? Szukam, ale cała roztrzęsiona jestem, chyba nie mogę znaleźć...

Myślę, że w tym związku to ja byłam chyba wampirem empocjonalnym... ale nie wiem, gubię się totalnie. Z jednej strony myślę, że ten mój ewentualny "wampiryzm emocjonalny" jest naturalną potrzebą bliskości drugiej osoby, którą zdrowy związek zaspokaja. To cienka granica, gdzie zaczyna się patologia, nie wiem czy ją przekroczyłam... Smutno mi, bo wiedząc już, że mam z tym problem, celowo chciałam tego uniknąć w tym związku, bardzo uważałam, żeby nie nalegać, nie naciskać, nie wymagać. Doszło właśnie do tego, że bałam się zadzwonić, wysłać smsa - byle nie robić tego za często, odpisywać zdawkowo, rozmawiać swobodnie, starałam się pilnować. Nie wiem, co było najpierw: brak uczucia z jego strony, czy moja pogłąbiająca się depresja, ale jej powodem był brak uczucia z jego strony!! Obłęd...

A ten film to już od dawna chcę obejrzeć...

Wieanna, moim zdaniem w związku to Ty budowałaś swoją rolę na bazie poczucia bycia ofiarą. Ofiarą poprzednich związków, poprzednich partnerów. Stąd Twoja chęć przelewania uczuć na partnera na maxa. Stąd brak Twojej autonomii. Stąd lęk przed podejmowaniem zdecydowanych działań, na które Ty masz chęć i które TY uważasz za słuszne. Stąd chęć oddania się partnerowi w całości, zamiast - co powinno być naturalne - tworzyć relację partnerską.

10 802

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

bags pozwoliłam sobie wkleić "dekalog"

wieanna
Czy jest Wam (boleśnie) znajomy, któryś z poniższych symptomów?
1. Wszelkimi sposobami starasz się uświadomić partnerowi niewłaściwość jego zachowań, z których wynika Twoje rozgoryczenie, smutek i frustracja. Tłumaczysz, namawiasz do terapii, perswadujesz, piszesz, odwołujesz się do uczuć wyższych, posuwasz się do szantażu emocjonalnego, żeby tylko zostać przez niego usłyszaną i zrozumianą.
2 .Mimo zapewnień, nie doczekujesz się żadnych zmian, jakie ustaliliście i jakich słusznie oczekiwałaś i wbrew logice to Ty podejmujesz starania, żeby ?naprawić? siebie.
3. Wyświadczasz mu rozmaite ?przysługi?, żeby zasłużyć na jego uważność i żeby zobligować go do adekwatnych działań na rzecz Ciebie i waszego związku.
4.Tłumaczysz go przed otoczeniem i chronisz go przed konsekwencjami jego destrukcyjnych działań albo zaniedbań, karkołomnych posunięć finansowych, skutków jego uzależnienia itp.
5. W obawie przed jego złością (krytyką, nieprzychylnością, kolejnym ciągiem alkoholowym lub kolejnymi zdradami) znosisz z trwogą jego poirytowanie, albo wbrew sobie udajesz zachwyt, gdy przedstawi Ci kolejny pomysł na wasze życie, który z daleka pachnie problemami albo zwyczajnie Ci się nie podoba.
6. Ostatecznie poddajesz się w swoich próbach nawiązania komunikacji, gdy po raz kolejny wspólne ustalenia łamane są w krótkim czasie od ich podjęcia i, mimo Twoich wysiłków, wszystkie problemy, które starasz się zażegnać nie znikają, a wręcz się nasilają.
7. Głupiejesz na skutek coraz bardziej irracjonalnej i coraz bardziej agresywnej argumentacji w dowolnym sporze.
8. Doznajesz frustracji, kiedy pomimo kilku trafnych samokrytycznych spostrzeżeń partnera na temat błędów, jakie popełniał, i deklaracji zmian, błędy owe popełnia nadal i z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami, za które nie chce wziąć odpowiedzialności i winą obarcza Ciebie.
9. Z niedowierzaniem słuchasz wygłaszanych przez niego przy znajomych lub rodzinie historii o jego rzekomych sukcesach w pracy lub wizjach fenomenalnych transakcji, a każda Twoja realistyczna uwaga odnośnie nieprawdziwości bądź iluzoryczności owych osiągnięć traktowana jest jak napaść, upierdliwość i brak wiary w jego możliwości. W pewnym momencie przestajesz już oponować, bo nie dajesz już wiary własnemu osądowi sytuacji.
10. Jesteś zdezorientowana ciągłym wypieraniem jednych lub przekręcaniem innych faktów (od tych małej wagi po te kluczowe) oraz tym, że sieć jego większych i mniejszych kłamstw zatacza coraz szersze kręgi.
11. Czujesz się zmuszana do akceptowania jego irracjonalnych pomysłów.
12.Jesteś wyczerpana przemiennością jego euforii i stanów depresyjnych, miłości i zaraz potem pogardliwego chłodu, wizjonerstwa i kolejnych rażących potknięć.
13. Narasta w Tobie poczucie, że jesteś całkowicie lekceważona na każdym polu, a Twoje uwagi na ten temat traktowane są przez partnera pogardliwie i protekcjonalnie.
14. Swoje porażki partner usprawiedliwia ingerencją osób trzecich albo fatalnymi zbiegami okoliczności. Swoje naganne, obraźliwe, agresywne, lekceważące zachowania wobec Ciebie usprawiedliwia tym, co robisz Ty (?Zobacz, do czego mnie doprowadzasz.?)
15 .Zawsze znajduje ?logiczne? wytłumaczenie dla swojego braku zaangażowania w waszą relację i żerowania na Twoim zaangażowaniu, wymuszonym jego agresywną biernością (nadmiar pracy, choroba, zły nastrój, Twoje rzekomo niewłaściwe zachowanie).
16. Niektóre jego zachowania zaczynają Cię przerażać.
17. Odczuwasz, że nie masz kontroli nad swoim życiem, sferą finansową, emocjonalną, a Twój umysł nie odpoczywa, bo trwa w oczekiwaniu na kolejne ?atrakcje?.
18. Przeżywasz stres widząc, że partner stosuje podwójną moralność ? inne zasady głosi wobec otoczenia, inne stosuje w rzeczywistości oraz nakłania Cię do tego samego. Twój opór charakteryzuje jako brak elastyczności i wymierzoną przeciwko niemu zrzędliwość. Narasta rozdźwięk między tym, jak postrzegają go ludzie z zewnątrz, a tym, co widzisz Ty.
19. Czujesz się osamotniona i odizolowana od znajomych i rodziny na skutek jego ciągłego ich dyskredytowania i kpienia z Twoich relacji ze światem zewnętrznym.
20. Wyraźnie czujesz się wykorzystywana i zauważasz też interesowność cieplejszego stosunku partnera wobec Ciebie, gdy chce uzyskać od Ciebie pomoc i zaangażowanie w jakieś jego potrzeby.

10 803

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

Myślę, że w tym związku to ja byłam chyba wampirem empocjonalnym...

Co przez to rozumiesz, Wampiryzm czyli wbicie kłów w kogoś do wyssania energii - po drakulowemu krwi wink

Z jednej strony myślę, że ten mój ewentualny "wampiryzm emocjonalny" jest naturalną potrzebą bliskości drugiej osoby, którą zdrowy związek zaspokaja. To cienka granica, gdzie zaczyna się patologia, nie wiem czy ją przekroczyłam...

Jesli naturalna, to nie wampiryczna. Naturalna idzie w zgodzie z emocjonalnością i inteligencją Ciebie jako partnerki

bardzo uważałam, żeby nie nalegać, nie naciskać, nie wymagać. Doszło właśnie do tego, że bałam się zadzwonić, wysłać smsa - byle nie robić tego za często, odpisywać zdawkowo, rozmawiać swobodnie, starałam się pilnować. Nie wiem, co było najpierw: brak uczucia z jego strony, czy moja pogłąbiająca się depresja, ale jej powodem był brak uczucia z jego strony!! Obłęd...

Jeśli już to mógłbym - tak na sucho - stwierdzić, że to On angażował się za Was dwoje. Bo przesadne - i tu znowu wchodzi pojęcie patologicznego wampiryzmu smile - jest wręcz obsesyjne nękanie partnera; trzymanie jak na smyczy, że nawet z wc nie może skorzystać, już nie mówiąc o umyciu rąk. Banalne, śmieszne ale zarazem realne i prawdziwe.

A ten film to już od dawna chcę obejrzeć...

Siądź wygodnie w fotelu, zagospodaruj sobie 1,5h, odpal youtube i do dzieła smile
A to owa lista nieprzeredagowana:
Co masz w sobie takiego pozytywnego z cech charakteru jak:
- empatia,
- nadmierna tolerancyjność,
- jakiś zaburzony wzorzec wyniesiony z domu - DDA, DDR, DDD, "wresling" między rodzicami po boksersku,
- braki w poczuciu własnej wartości - potoczne kompleksy,
- opiekuńczy,
- o wysokim wartościach moralnych,
- perfekcjonista - nie koniecznie pedantyk,
- mający problem z odmawianiem, mówieniem "nie" nawet tym stanowczym,
- dobrze wykształcony "łeb na karku", ustawiony samodzielnie "fura, skóra i komóra",
- optymista,
- odporny na sztresa,
- człowiek orkiestra vel robot wielofunkcyjny - w myśl za Ireną Kwiatkowską "kobieta pracująca żadnej pracy się nie boi, wszystko w mig rozpier..."
- mieć problemy z rozróżnianiem wartości granicznych - dobro - zło; miłość nienawiść; seks - zdrada  big_smile
- przeskalowane poczucie obowiązku i winy,
- mistrz imaginacji i idealizacji - Kazik kiedyś śpiewał "na głowie kwietny ma wianek, w ręku zielony badylek...", panimajesz?
To jest menu najdroższej restauracji z Mariotta dla takich dziwnych osobników, dla których Ty/Wy jesteście łatwym kąskiem i co to mydlą Wam oczy w mig - bez wody i na sucho. A potem jesteś wykastrowany w imię miłości, bo się poświęciłeś.

10 804

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

ja już po rozmowie z mamą - żałuje ze nie powiedziałam jej wcześniej jedn mały kamyk spadł mi z serca i myślę że jak już się wszyscy dowidzą to będzie jeszcze lżej bo mam dość nakładania codziennie maski
Ale ogólnie to ból wypełnił całe moje ciało bo to już na bank koniec naszego małżeństwa

10 805 Ostatnio edytowany przez bags (2013-09-30 16:54:56)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Żania napisał/a:

bags pozwoliłam sobie wkleić "dekalog"

Jego rozwinięcie to blog "moje dwie głowy", a zdeka więcej o owym toksycznym(psychopatycznym vel psychofagowym) dekalogu, to moje posty na tym forum. Jak ktoś wie jak w nie wejść, to życzę miłej lektury smile

Zauważcie taką zależność. Mówicie o tym, czego się boicie, czego Wam żal, czego, czego, czeogo....; co zostało Wam odebrane i utracone przez ich - taki czy inny powód - odejścia.
Boicie się tego, że następny partner nie będzie taki jak eks i wolicie zostać już same, bo eks to nie to samo co "nowy model". I tak ze wszystkim. Bo on był taki amerykansky big_smile
Ja na takim analogicznym do tego typu forum, bo o tematyce rozstań i rozwodów w związkach sakramentalnych, dostałem liścia w pysk powiedzeniem, że: "Pokazujesz palcem na partnera a odwróć dłoń i co widzisz???
Trzy palce skierowane na Ciebie. To nie znaczy, żeś bardziej winny, ale 3-krotnie bardziej przyjrzyj się sobie i swoim kryzysie w związku".
I jechałem dalej, że "ale...". Tu znowu padł liść, że "pokazujesz na partnerkę, byle tylko nie przyjrzeć się sobie!"

Zauważcie, że Wasze posty idą w tą samą stronę. My Wam coś wskazujemy, a Wy co?
No tak, aleeeee...
Nie ma ale! Jesteście Wy i Wasz problem! Związku już nie ma! I z niego pora wyciągnąć wnioski, co było źle, gdzie dałyście się obrobić partnerowi, a  gdzie był Wasz błąd nadmiernej uległości - pal sześć tu o seks i inne tematy alkowy.
Jest to sławetne powiedzenie kobiet, że "on to po ślubie się zmieni, a ja się już o to postaram!" Tu jest cały wic problemu.
Problem był u Was z czymś na początku związku, ale przez wzgląd na "piękną resztę przymknęłyście na to oko, albo poszliście "na ugodę" spuszczając z tonu...

Może to i nie Wasza działka, ale przysłuchajcie się kazaniu o małżeństwie i 3 odc. śmiesznych anegdot ks. Pawlukiewicza. On to mówi w odniesieniu do małżeństw, ale tą analogię idzie odnaleźć wszędzie.

10 806

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Fevers napisał/a:
bags napisał/a:

Jak się podnieść?

Uświadomić sobie, że osoby, które kochacie już nie istnieją. Wy kochacie wspomnienia, którymi chcecie koniecznie żyć,  a nie realne osoby. Czy to, że hołubicie w głowach wizje swoich ex w taki sposób, jaki chcielibyście widzieć, sprawia, że posuwacie się w swoim rozwoju duchowym? A może odwrotnie? Może nie patrzycie obiektywnie? Ja podczas swojego rozwodu uświadomiłem sobie ( bo moja ex uparcie choć nieświadomie dążyła do udowodnienia mi, że stała się sprzedajną " ... " ), że osoby z którą żyłem już nie ma. Jest inna. Zdradliwa, podstępna i rozchylająca nogi przed fagasem, który był w naszym małżeństwie na spory kawałek przed rozpadem. A raczej jej przeskokiem na fagasa i prawie skuteczną próbą obarczenia mnie wyrzutami sumienia. Nie udało się to jej, bo kilka miesięcy wstecz, jeszcze w trakcie procesu olśniło mnie. Zobaczyłem na sali sądowej człowieka zawistnego, zaślepionego, bezwzględnego. Nie mającego nic wspólnego z osobą, która żyła niegdyś u mego boku. Tak więc drogie Panie i Panowie, czas, byście też otworzyli się na ten kierunek myślenia. Gwarantuję, że to przyniesie Wam w odpowiednim czasie spokój ducha. Ich już nie ma. Jesteście tylko Wy i Wasze życie. To, jak je spożytkujecie - zależy wyłącznie od Was. Albo życie będzie uciekać Wam przez palce, albo weźmiecie je za przysłowiowe jaja i to Wy zaczniecie je przekuwać.
" Jeśli nie chcecie dokonywać wyborów, to życie dokona ich za Was". A to nie musi być dla Was korzystne. Noski do góry kochani. Ja też mam za sobą rozwód z kimś, dla kogo kiedyś bym wyrwał serce ze swojej piersi. Dziś bym z tą osobą nie chciał ubić muchy w kiblu. Nie dlatego, że jestem mściwy. Ale dlatego, że odrazę we mnie budzi osoba, która w swojej samolubności była na tyle bezwzględna, wyrachowana i złośliwa, że chciała powalić mnie na kolana po to, aby jej romans nie był zagrożony.

Porzucona85, mylisz się. Nie jest tak, że niektóre kobiety przyciągają frajerów. Te kobiety nie dokonały żadnego rozwoju emocjonalnego po poprzednim związku. Nie odrobiły lekcji. Nie szukały w sobie tego wadliwego trybiku zwanego patologicznym mechanizmem i nie przerobiły go. Dlatego wybierają ciągle i nadal jednostki w pewien sposób patologiczne. Bo nie umieją zauważyć potencjalnego zagrożenia i w nich, i jednocześnie w sobie samej. Albo inaczej - wierzą, że bez przeorania własnej świadomości od płycizn do głębi, tym razem się uda. A figa. Wadliwa maszyna nigdy nie będzie pracowała ze stuprocentową sprawnością. Wiem to po sobie i ponadrocznej orce emocjonalnej. Dziś intuicyjnie omijam szerokim łukiem kobiety, które mają problemy emocjonalne. Ale zapewniam, że to był ponad rok łażenia po ścianach, walenia głową w mur, wycia do księżyca. Najłatwiej byłoby mi wtedy wbić się klinem w kolejny układ i utulić smutki w ramionach kobiety pragnąc dać jej moją niespełnioną miłość. Ale tu było zagrożenie. Po czasie bym ją przytłoczył sobą, jednocześnie nie miałbym swojej autonomii bo byłbym uzależniony od niej...i kolejna katastrofa gotowa. Warto poświęcić rok czy nawet dwa lata na rozwiązanie problemów ze sobą, aby zmaksymalizować prawdopodobieństwo wejścia w zdrowy układ poprzez rozumienie i ZAUWAŻANIE zagrożeń płynących ze strony osób emocjonalnie zachwianych.

Tylko jak przejść z tego etapu widzenia Byłego jako osobę, którą kochamy na gnidę bez serca, sumienia ... ? Jak to zrobić?

10 807 Ostatnio edytowany przez zraniona.d (2013-09-30 19:14:51)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

Bags, a mógłbyś przekleić tę listę tutaj? Szukam, ale cała roztrzęsiona jestem, chyba nie mogę znaleźć...

Myślę, że w tym związku to ja byłam chyba wampirem empocjonalnym... ale nie wiem, gubię się totalnie. Z jednej strony myślę, że ten mój ewentualny "wampiryzm emocjonalny" jest naturalną potrzebą bliskości drugiej osoby, którą zdrowy związek zaspokaja. To cienka granica, gdzie zaczyna się patologia, nie wiem czy ją przekroczyłam... Smutno mi, bo wiedząc już, że mam z tym problem, celowo chciałam tego uniknąć w tym związku, bardzo uważałam, żeby nie nalegać, nie naciskać, nie wymagać. Doszło właśnie do tego, że bałam się zadzwonić, wysłać smsa - byle nie robić tego za często, odpisywać zdawkowo, rozmawiać swobodnie, starałam się pilnować. Nie wiem, co było najpierw: brak uczucia z jego strony, czy moja pogłąbiająca się depresja, ale jej powodem był brak uczucia z jego strony!! Obłęd...

A ten film to już od dawna chcę obejrzeć...

Miałam identycznie. Podczas rozmowy bałam się powiedzieć pewnych rzeczy aby nie popsuć mu humoru abym nie wyszła na marudę. Starałam się pilnować do momentu jak już nie wytrzymałam to wyrzucałam z siebie wszystko co mnie gryzło. W pewnym momencie już nie wiedziałam kim jestem, jak mam sie zachowywać aby czegoś nie zniszczyć. On był tak zmienny, że ja nie nadążałam za nim.  Pisałam było źle, milczałam też było jakieś .....Jak miał zły dzień to robiłam wszystko aby chociaż na chwile poprawić mu humor. Moje samopoczucie zeszło na drugi plan.... Jak już była jakaś forma normalność to zerwał ze mną.

10 808

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zraniona.d napisał/a:
Fevers napisał/a:
bags napisał/a:

Jak się podnieść?

Uświadomić sobie, że osoby, które kochacie już nie istnieją. Wy kochacie wspomnienia, którymi chcecie koniecznie żyć,  a nie realne osoby. Czy to, że hołubicie w głowach wizje swoich ex w taki sposób, jaki chcielibyście widzieć, sprawia, że posuwacie się w swoim rozwoju duchowym? A może odwrotnie? Może nie patrzycie obiektywnie? Ja podczas swojego rozwodu uświadomiłem sobie ( bo moja ex uparcie choć nieświadomie dążyła do udowodnienia mi, że stała się sprzedajną " ... " ), że osoby z którą żyłem już nie ma. Jest inna. Zdradliwa, podstępna i rozchylająca nogi przed fagasem, który był w naszym małżeństwie na spory kawałek przed rozpadem. A raczej jej przeskokiem na fagasa i prawie skuteczną próbą obarczenia mnie wyrzutami sumienia. Nie udało się to jej, bo kilka miesięcy wstecz, jeszcze w trakcie procesu olśniło mnie. Zobaczyłem na sali sądowej człowieka zawistnego, zaślepionego, bezwzględnego. Nie mającego nic wspólnego z osobą, która żyła niegdyś u mego boku. Tak więc drogie Panie i Panowie, czas, byście też otworzyli się na ten kierunek myślenia. Gwarantuję, że to przyniesie Wam w odpowiednim czasie spokój ducha. Ich już nie ma. Jesteście tylko Wy i Wasze życie. To, jak je spożytkujecie - zależy wyłącznie od Was. Albo życie będzie uciekać Wam przez palce, albo weźmiecie je za przysłowiowe jaja i to Wy zaczniecie je przekuwać.
" Jeśli nie chcecie dokonywać wyborów, to życie dokona ich za Was". A to nie musi być dla Was korzystne. Noski do góry kochani. Ja też mam za sobą rozwód z kimś, dla kogo kiedyś bym wyrwał serce ze swojej piersi. Dziś bym z tą osobą nie chciał ubić muchy w kiblu. Nie dlatego, że jestem mściwy. Ale dlatego, że odrazę we mnie budzi osoba, która w swojej samolubności była na tyle bezwzględna, wyrachowana i złośliwa, że chciała powalić mnie na kolana po to, aby jej romans nie był zagrożony.

Porzucona85, mylisz się. Nie jest tak, że niektóre kobiety przyciągają frajerów. Te kobiety nie dokonały żadnego rozwoju emocjonalnego po poprzednim związku. Nie odrobiły lekcji. Nie szukały w sobie tego wadliwego trybiku zwanego patologicznym mechanizmem i nie przerobiły go. Dlatego wybierają ciągle i nadal jednostki w pewien sposób patologiczne. Bo nie umieją zauważyć potencjalnego zagrożenia i w nich, i jednocześnie w sobie samej. Albo inaczej - wierzą, że bez przeorania własnej świadomości od płycizn do głębi, tym razem się uda. A figa. Wadliwa maszyna nigdy nie będzie pracowała ze stuprocentową sprawnością. Wiem to po sobie i ponadrocznej orce emocjonalnej. Dziś intuicyjnie omijam szerokim łukiem kobiety, które mają problemy emocjonalne. Ale zapewniam, że to był ponad rok łażenia po ścianach, walenia głową w mur, wycia do księżyca. Najłatwiej byłoby mi wtedy wbić się klinem w kolejny układ i utulić smutki w ramionach kobiety pragnąc dać jej moją niespełnioną miłość. Ale tu było zagrożenie. Po czasie bym ją przytłoczył sobą, jednocześnie nie miałbym swojej autonomii bo byłbym uzależniony od niej...i kolejna katastrofa gotowa. Warto poświęcić rok czy nawet dwa lata na rozwiązanie problemów ze sobą, aby zmaksymalizować prawdopodobieństwo wejścia w zdrowy układ poprzez rozumienie i ZAUWAŻANIE zagrożeń płynących ze strony osób emocjonalnie zachwianych.

Tylko jak przejść z tego etapu widzenia Byłego jako osobę, którą kochamy na gnidę bez serca, sumienia ... ? Jak to zrobić?

To przyjdzie samo, ponieważ to naturalny mechanizm u osoby skrzywdzonej. Sęk w tym, by nie doszukiwać się tego na siłę. Nie tworzyć projekcji tej osoby jako gnidy. Zresztą, nie wykluczam, że jak do tego dojdzie, to będziesz pewne miłe wspomnienia związane z nim przywoływać z głębin pamięci. Ale to za jakiś czas smile

10 809 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-09-30 19:13:42)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
bags napisał/a:
wieanna napisał/a:

Myślę, że w tym związku to ja byłam chyba wampirem empocjonalnym...

Co przez to rozumiesz, Wampiryzm czyli wbicie kłów w kogoś do wyssania energii - po drakulowemu krwi wink

Z jednej strony myślę, że ten mój ewentualny "wampiryzm emocjonalny" jest naturalną potrzebą bliskości drugiej osoby, którą zdrowy związek zaspokaja. To cienka granica, gdzie zaczyna się patologia, nie wiem czy ją przekroczyłam...

Jesli naturalna, to nie wampiryczna. Naturalna idzie w zgodzie z emocjonalnością i inteligencją Ciebie jako partnerki

bardzo uważałam, żeby nie nalegać, nie naciskać, nie wymagać. Doszło właśnie do tego, że bałam się zadzwonić, wysłać smsa - byle nie robić tego za często, odpisywać zdawkowo, rozmawiać swobodnie, starałam się pilnować. Nie wiem, co było najpierw: brak uczucia z jego strony, czy moja pogłąbiająca się depresja, ale jej powodem był brak uczucia z jego strony!! Obłęd...

Jeśli już to mógłbym - tak na sucho - stwierdzić, że to On angażował się za Was dwoje. Bo przesadne - i tu znowu wchodzi pojęcie patologicznego wampiryzmu smile - jest wręcz obsesyjne nękanie partnera; trzymanie jak na smyczy, że nawet z wc nie może skorzystać, już nie mówiąc o umyciu rąk. Banalne, śmieszne ale zarazem realne i prawdziwe.

A ten film to już od dawna chcę obejrzeć...

Siądź wygodnie w fotelu, zagospodaruj sobie 1,5h, odpal youtube i do dzieła smile

Zrobię to...

Moje wyniki:

A to owa lista nieprzeredagowana:
Co masz w sobie takiego pozytywnego z cech charakteru jak:
- empatia, 100%
- nadmierna tolerancyjność, 100%
- jakiś zaburzony wzorzec wyniesiony z domu - DDA, DDR, DDD, "wresling" między rodzicami po boksersku, 0%
- braki w poczuciu własnej wartości - potoczne kompleksy, 100%
- opiekuńczy, 100%
- o wysokim wartościach moralnych, 100%
- perfekcjonista - nie koniecznie pedantyk, 100%
- mający problem z odmawianiem, mówieniem "nie" nawet tym stanowczym, 100%
- dobrze wykształcony "łeb na karku", ustawiony samodzielnie "fura, skóra i komóra", 40%
- optymista, 0%
- odporny na sztresa, 0%
- człowiek orkiestra vel robot wielofunkcyjny - w myśl za Ireną Kwiatkowską "kobieta pracująca żadnej pracy się nie boi, wszystko w mig rozpier..." 80%
- mieć problemy z rozróżnianiem wartości granicznych - dobro - zło; miłość nienawiść; seks - zdrada  big_smile 0%
- przeskalowane poczucie obowiązku i winy, 80%
- mistrz imaginacji i idealizacji - Kazik kiedyś śpiewał "na głowie kwietny ma wianek, w ręku zielony badylek...", panimajesz? 80%
To jest menu najdroższej restauracji z Mariotta dla takich dziwnych osobników, dla których Ty/Wy jesteście łatwym kąskiem i co to mydlą Wam oczy w mig - bez wody i na sucho. A potem jesteś wykastrowany w imię miłości, bo się poświęciłeś.

Dlatego właśnie nie wiem, czy przekroczyłam tę granicę, czy nie. Z jednej strony zdrowy rozsądek podpowiada mi, że po to jest związek, żeby zaspokajać (moją) naturalną potrzebę bliskości. Z drugiej strony czuję, że może odrobinę przegięłam, ale musiałby to potwierdzić obiektywnie naoczny obserwator. Ale wychodziłam z założenia, że póki jestem w związku, to mam święte prawo wymagać uwagi, zainteresowania, bliskości, czułości. Domagałam się uczciwości - albo jesteś ze mną i okazuj uczucie, albo skończ to.

Niby jak on się angażował??? On miał wyje...e na wszystko sad Właśnie mówię, że ja nie nękałam... starałam się nie narzucać, nie pisać, nie dzwonić. Pod koniec tylko może już to robiłam, bo za duży był ten rozdźwięk między tym, jak wyglądał związek, a jak powinien. Innymi słowy, wszyscy mówili: on ma cię w dupie. Natomiast jest trochę tak, że jeżeli ktoś Cię nie kocha, to Twoją troskę o siebie uważa za nękanie.

Twój blog poczytam na pewno, Twoje wypowiedzi na tym forum czytam od dawna.

Jednak to nie jest tak, że nie stawiałam wymagań. Ale kiedy uważałam, że mam prawo o coś racjonalnego, nieprzesadnego, naturalnego poprosić, otrzymywałam bardzo krótką, prostą, asertywną odmowę. Nie, bo nie. Wydaje mi się, że myliłam jego asertywność ze zwyczajnym olewem. I oczywiście godziłam się z tym. No bo co jeszcze mogłam zrobić, oprócz rozmowy i wyjaśnienia, dlaczego o coś proszę?

Ogólne moje wnioski powoli się formułują: na pewno moje za niskie poczucie własnej wartości. Ale również brak uczuć, poza początkową fazą, z drugiej strony, maskowany asertywnością, potrzebą niezależności, przestrzeni, swobody, wolności i tym podobnymi bzdetami sad

Sorry za długi i pokręcony post...

10 810 Ostatnio edytowany przez bags (2013-09-30 19:17:52)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zraniona.d napisał/a:

miałam identycznie. Podczas rozmowy bałam się powiedzieć pewnych rzeczy aby nie popsuć mu humoru abym nie wyszła na marudę. Starałam się pilnować do momentu jak już nie wytrzymałam to wyrzucałam z siebie wszystko co mnie gryzło. W pewnym momencie już nie wiedziałam kim jestem, jak mam sie zachowywać aby czegoś nie zniszczyć. On był tak zmienny, że ja nie nadążałam za nim.  Pisałam było źle, milczałam też było jakieś .....Jak miał zły dzień to robiłam wszystko aby chociaż na chwile poprawić mu humor. Moje samopoczucie zeszło na drugi plan.... Jak już była jakaś forma normalność to zerwał ze mną.

Jakiż to on ma apetyt na życie, że ciągle chodzi głodny. A jak głodny to zły i naburmuszony...
Jakiż to on nudny, skoro przy mnie aż tak bardzo się nudzi...
Jakiż to on napalony na mnie, że aż tak go kręcę...
A ja sama się nakręcam i chodzę na paluszkach urobiona po kokardę i mając dół wczesnoporonny "niech mnie ktoś przeleci, bo ocipieję", kiedy to On był tak zmienny, że ja już nie nadążałam za nim yikes
Partnerstwo to równe prawa czy dyktatura? Ja tu partnerstwa nie widzę... za to dyktaturę bliską podprogowego szantażu emocjonalnego na bazie sygnałów.

10 811

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zraniona.d napisał/a:
wieanna napisał/a:

Bags, a mógłbyś przekleić tę listę tutaj? Szukam, ale cała roztrzęsiona jestem, chyba nie mogę znaleźć...

Myślę, że w tym związku to ja byłam chyba wampirem empocjonalnym... ale nie wiem, gubię się totalnie. Z jednej strony myślę, że ten mój ewentualny "wampiryzm emocjonalny" jest naturalną potrzebą bliskości drugiej osoby, którą zdrowy związek zaspokaja. To cienka granica, gdzie zaczyna się patologia, nie wiem czy ją przekroczyłam... Smutno mi, bo wiedząc już, że mam z tym problem, celowo chciałam tego uniknąć w tym związku, bardzo uważałam, żeby nie nalegać, nie naciskać, nie wymagać. Doszło właśnie do tego, że bałam się zadzwonić, wysłać smsa - byle nie robić tego za często, odpisywać zdawkowo, rozmawiać swobodnie, starałam się pilnować. Nie wiem, co było najpierw: brak uczucia z jego strony, czy moja pogłąbiająca się depresja, ale jej powodem był brak uczucia z jego strony!! Obłęd...

A ten film to już od dawna chcę obejrzeć...

Miałam identycznie. Podczas rozmowy bałam się powiedzieć pewnych rzeczy aby nie popsuć mu humoru abym nie wyszła na marudę. Starałam się pilnować do momentu jak już nie wytrzymałam to wyrzucałam z siebie wszystko co mnie gryzło. W pewnym momencie już nie wiedziałam kim jestem, jak mam sie zachowywać aby czegoś nie zniszczyć. On był tak zmienny, że ja nie nadążałam za nim.  Pisałam było źle, milczałam też było jakieś .....Jak miał zły dzień to robiłam wszystko aby chociaż na chwile poprawić mu humor. Moje samopoczucie zeszło na drugi plan.... Jak już była jakaś forma normalność to zerwał ze mną.

Zraniona.d u mnie też było dokładnie tak jak mówisz. Dylematy typu: czy dwa smsy dziennie to już za dużo? Czy mam prawo mieć zły humor i być smutna? Czy muszę być zawsze wesoła i pogodna? Czy jeśli o coś poproszę, wyjdę na marudę i mendę? Czy kolejną rozmową w tym celu, aby mi też było w tym wszystkim dobrze, nie zniszczę tego? Czy wymagam zbyt wiele? I milion podobnych...

Tak mi przykro sad

10 812

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
bags napisał/a:
zraniona.d napisał/a:

miałam identycznie. Podczas rozmowy bałam się powiedzieć pewnych rzeczy aby nie popsuć mu humoru abym nie wyszła na marudę. Starałam się pilnować do momentu jak już nie wytrzymałam to wyrzucałam z siebie wszystko co mnie gryzło. W pewnym momencie już nie wiedziałam kim jestem, jak mam sie zachowywać aby czegoś nie zniszczyć. On był tak zmienny, że ja nie nadążałam za nim.  Pisałam było źle, milczałam też było jakieś .....Jak miał zły dzień to robiłam wszystko aby chociaż na chwile poprawić mu humor. Moje samopoczucie zeszło na drugi plan.... Jak już była jakaś forma normalność to zerwał ze mną.

Jakiż to on ma apetyt na życie, że ciągle chodzi głodny. A jak głodny to zły i naburmuszony...
Jakiż to on nudny, skoro przy mnie aż tak bardzo się nudzi...
Jakiż to on napalony na mnie, że aż tak go kręcę...
A ja sama się nakręcam i chodzę na paluszkach urobiona po kokardę i mając dół wczesnoporonny "niech mnie ktoś przeleci, bo ocipieję", kiedy to On był tak zmienny, że ja już nie nadążałam za nim yikes
Partnerstwo to równe prawa czy dyktatura? Ja tu partnerstwa nie widzę... za to dyktaturę bliską podprogowego szantażu emocjonalnego na bazie sygnałów.

Bags, ja Cię nie rozumiem... Jaka dyktatura? Ze strony Zranionej.d???

10 813

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Fevers napisał/a:
zraniona.d napisał/a:
Fevers napisał/a:

Uświadomić sobie, że osoby, które kochacie już nie istnieją. Wy kochacie wspomnienia, którymi chcecie koniecznie żyć,  a nie realne osoby. Czy to, że hołubicie w głowach wizje swoich ex w taki sposób, jaki chcielibyście widzieć, sprawia, że posuwacie się w swoim rozwoju duchowym? A może odwrotnie? Może nie patrzycie obiektywnie? Ja podczas swojego rozwodu uświadomiłem sobie ( bo moja ex uparcie choć nieświadomie dążyła do udowodnienia mi, że stała się sprzedajną " ... " ), że osoby z którą żyłem już nie ma. Jest inna. Zdradliwa, podstępna i rozchylająca nogi przed fagasem, który był w naszym małżeństwie na spory kawałek przed rozpadem. A raczej jej przeskokiem na fagasa i prawie skuteczną próbą obarczenia mnie wyrzutami sumienia. Nie udało się to jej, bo kilka miesięcy wstecz, jeszcze w trakcie procesu olśniło mnie. Zobaczyłem na sali sądowej człowieka zawistnego, zaślepionego, bezwzględnego. Nie mającego nic wspólnego z osobą, która żyła niegdyś u mego boku. Tak więc drogie Panie i Panowie, czas, byście też otworzyli się na ten kierunek myślenia. Gwarantuję, że to przyniesie Wam w odpowiednim czasie spokój ducha. Ich już nie ma. Jesteście tylko Wy i Wasze życie. To, jak je spożytkujecie - zależy wyłącznie od Was. Albo życie będzie uciekać Wam przez palce, albo weźmiecie je za przysłowiowe jaja i to Wy zaczniecie je przekuwać.
" Jeśli nie chcecie dokonywać wyborów, to życie dokona ich za Was". A to nie musi być dla Was korzystne. Noski do góry kochani. Ja też mam za sobą rozwód z kimś, dla kogo kiedyś bym wyrwał serce ze swojej piersi. Dziś bym z tą osobą nie chciał ubić muchy w kiblu. Nie dlatego, że jestem mściwy. Ale dlatego, że odrazę we mnie budzi osoba, która w swojej samolubności była na tyle bezwzględna, wyrachowana i złośliwa, że chciała powalić mnie na kolana po to, aby jej romans nie był zagrożony.

Porzucona85, mylisz się. Nie jest tak, że niektóre kobiety przyciągają frajerów. Te kobiety nie dokonały żadnego rozwoju emocjonalnego po poprzednim związku. Nie odrobiły lekcji. Nie szukały w sobie tego wadliwego trybiku zwanego patologicznym mechanizmem i nie przerobiły go. Dlatego wybierają ciągle i nadal jednostki w pewien sposób patologiczne. Bo nie umieją zauważyć potencjalnego zagrożenia i w nich, i jednocześnie w sobie samej. Albo inaczej - wierzą, że bez przeorania własnej świadomości od płycizn do głębi, tym razem się uda. A figa. Wadliwa maszyna nigdy nie będzie pracowała ze stuprocentową sprawnością. Wiem to po sobie i ponadrocznej orce emocjonalnej. Dziś intuicyjnie omijam szerokim łukiem kobiety, które mają problemy emocjonalne. Ale zapewniam, że to był ponad rok łażenia po ścianach, walenia głową w mur, wycia do księżyca. Najłatwiej byłoby mi wtedy wbić się klinem w kolejny układ i utulić smutki w ramionach kobiety pragnąc dać jej moją niespełnioną miłość. Ale tu było zagrożenie. Po czasie bym ją przytłoczył sobą, jednocześnie nie miałbym swojej autonomii bo byłbym uzależniony od niej...i kolejna katastrofa gotowa. Warto poświęcić rok czy nawet dwa lata na rozwiązanie problemów ze sobą, aby zmaksymalizować prawdopodobieństwo wejścia w zdrowy układ poprzez rozumienie i ZAUWAŻANIE zagrożeń płynących ze strony osób emocjonalnie zachwianych.

Tylko jak przejść z tego etapu widzenia Byłego jako osobę, którą kochamy na gnidę bez serca, sumienia ... ? Jak to zrobić?

To przyjdzie samo, ponieważ to naturalny mechanizm u osoby skrzywdzonej. Sęk w tym, by nie doszukiwać się tego na siłę. Nie tworzyć projekcji tej osoby jako gnidy. Zresztą, nie wykluczam, że jak do tego dojdzie, to będziesz pewne miłe wspomnienia związane z nim przywoływać z głębin pamięci. Ale to za jakiś czas smile

Za bardzo mnie zranił aby było cokolwiek miłego do wspominania. Tyle łez wylałam przez 3 lata przez jego wiecznie niezdecyowanie...Nawet kiedy zniknełam znowu pojawił się, a ja  co zrobiłam UWIERZYŁAM MU. W konkursie na głupotę zdobyłabym medal!
Mój największy problem jest taki, że kochałam tego człowieka, z jego wadami zaletami. Muszę zmienić swój sposób postrzegania jego oraz wyeliminować tą wkurzającą tęsknotę za kimś kto ma mnie gdzieś.

10 814

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:
zraniona.d napisał/a:
wieanna napisał/a:

Bags, a mógłbyś przekleić tę listę tutaj? Szukam, ale cała roztrzęsiona jestem, chyba nie mogę znaleźć...

Myślę, że w tym związku to ja byłam chyba wampirem empocjonalnym... ale nie wiem, gubię się totalnie. Z jednej strony myślę, że ten mój ewentualny "wampiryzm emocjonalny" jest naturalną potrzebą bliskości drugiej osoby, którą zdrowy związek zaspokaja. To cienka granica, gdzie zaczyna się patologia, nie wiem czy ją przekroczyłam... Smutno mi, bo wiedząc już, że mam z tym problem, celowo chciałam tego uniknąć w tym związku, bardzo uważałam, żeby nie nalegać, nie naciskać, nie wymagać. Doszło właśnie do tego, że bałam się zadzwonić, wysłać smsa - byle nie robić tego za często, odpisywać zdawkowo, rozmawiać swobodnie, starałam się pilnować. Nie wiem, co było najpierw: brak uczucia z jego strony, czy moja pogłąbiająca się depresja, ale jej powodem był brak uczucia z jego strony!! Obłęd...

A ten film to już od dawna chcę obejrzeć...

Miałam identycznie. Podczas rozmowy bałam się powiedzieć pewnych rzeczy aby nie popsuć mu humoru abym nie wyszła na marudę. Starałam się pilnować do momentu jak już nie wytrzymałam to wyrzucałam z siebie wszystko co mnie gryzło. W pewnym momencie już nie wiedziałam kim jestem, jak mam sie zachowywać aby czegoś nie zniszczyć. On był tak zmienny, że ja nie nadążałam za nim.  Pisałam było źle, milczałam też było jakieś .....Jak miał zły dzień to robiłam wszystko aby chociaż na chwile poprawić mu humor. Moje samopoczucie zeszło na drugi plan.... Jak już była jakaś forma normalność to zerwał ze mną.

Zraniona.d u mnie też było dokładnie tak jak mówisz. Dylematy typu: czy dwa smsy dziennie to już za dużo? Czy mam prawo mieć zły humor i być smutna? Czy muszę być zawsze wesoła i pogodna? Czy jeśli o coś poproszę, wyjdę na marudę i mendę? Czy kolejną rozmową w tym celu, aby mi też było w tym wszystkim dobrze, nie zniszczę tego? Czy wymagam zbyt wiele? I milion podobnych...

Tak mi przykro sad

MI też. sad(. Tylko ja zawsze starałam się być pogodna..... Walczyłam o nas. Jednak i tak wyszłam na kobietę co ma jakieś ale i wiecznie porusza nasz temat. Tak naprawdę wymagałam tylko szacunku, aby dopuścił mnie do swojego życia. Chciałam poczuć, że mu zależy.

10 815 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-09-30 19:59:28)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

Dlatego właśnie nie wiem, czy przekroczyłam tę granicę, czy nie. Z jednej strony zdrowy rozsądek podpowiada mi, że po to jest związek, żeby zaspokajać (moją) naturalną potrzebę bliskości. Z drugiej strony czuję, że może odrobinę przegięłam, ale musiałby to potwierdzić obiektywnie naoczny obserwator. Ale wychodziłam z założenia, że póki jestem w związku, to mam święte prawo wymagać uwagi, zainteresowania, bliskości, czułości. Domagałam się uczciwości - albo jesteś ze mną i okazuj uczucie, albo skończ to.

Sprowadzając to do partnerstwa, miałaś prawo wymagać i spełniać wymagania drugiej strony - dawać i brać. "Przez śmiech do lepszego małżeństwa" 10 min spot na youtube jest.

wieanna napisał/a:

Niby jak on się angażował??? On miał wyje...e na wszystko sad Właśnie mówię, że ja nie nękałam... starałam się nie narzucać, nie pisać, nie dzwonić. Pod koniec tylko może już to robiłam, bo za duży był ten rozdźwięk między tym, jak wyglądał związek, a jak powinien. Innymi słowy, wszyscy mówili: on ma cię w dupie. Natomiast jest trochę tak, że jeżeli ktoś Cię nie kocha, to Twoją troskę o siebie uważa za nękanie.

On miał Cię w odwłoku a Ty doszukiwałaś się sposobu na zdobycie jego zainteresowania. A potem rogal na buzi i heja do okoła świata za friko... sorry dekalog powyżźszych 20 pkt Ci się kłania, jak na większość odpowiesz "tak" z wampiryzmem się pożegnaj na amen. Ty, nie On.

wieanna napisał/a:

Twój blog poczytam na pewno

Nie mój Ci on smile, ale jednej z Naszych starych forumowiczek.

wieanna napisał/a:

Jednak to nie jest tak, że nie stawiałam wymagań. Ale kiedy uważałam, że mam prawo o coś racjonalnego, nieprzesadnego, naturalnego poprosić, otrzymywałam bardzo krótką, prostą, asertywną odmowę. Nie, bo nie. Wydaje mi się, że myliłam jego asertywność ze zwyczajnym olewem. I oczywiście godziłam się z tym. No bo co jeszcze mogłam zrobić, oprócz rozmowy i wyjaśnienia, dlaczego o coś proszę?

Pamiętasz debatę wyborczą Wałęsa vs Kwaśniewski? "Panu to ja mogę tylko Nogę podać", ta jego odpowiedź to jest to samo.
U mnie w małżeństwie "pod batutą" teściowej takie "nie bo nie" skończyło się krótko i szybko - słownikiem łacińskim. Nie było zmiłuj. To nie związek, to dyktatura, gdzie ja miałem robić pod ich dyktando. Ty miałaś paradoksalnie to samo. Twoje zdanie nie ważne, Ty masz robić po kokardę na jego zasadach. Paranoja z patologią, ot toksyczny facet.

wieanna napisał/a:

Ogólne moje wnioski powoli się formułują: na pewno moje za niskie poczucie własnej wartości. Ale również brak uczuć, poza początkową fazą, z drugiej strony, maskowany asertywnością, potrzebą niezależności, przestrzeni, swobody, wolności i tym podobnymi bzdetami sad

Poczucie wartości tak, umiejętność wyrażania uczuć; potrzeba niezależności, swobody i etc. to pojęcie partnerstwa wyjaśnia. W podbramkowych sytuacjach jest priorytetem rozmowa od deski do deski o bolączkach w związku.

Wielokropek napisał/a:

Asertywność polega na dbaniu o swoje prawa, ale tak, by nie naruszać praw innych osób. Asertywność nie jest brutalna. W asertywności nie ma miejsce na pogardę, poniżanie i obrażanie, które polecasz.

"Nie bo nie" odnosi się do tego ostatniego zdania, a tu już jest pole do popisu dla psychopatów/psychofagów.

Eugenia Herzyk napisał/a:

Toksyczne związki - nawet jeśli Twój takowych znamion nie miał, to schemat jest podobny - są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co Was od siebie uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadaje Twojemu życiu kierunek.

Jak to w toksykach bywa: toksyczny, oparty na uzależnieniu związek często się rozpada. Mężczyzna, albo nie mogąc znieść ciągłej dominacji kobiety i z chęci odzyskania kontroli nad własnym życiem, albo po tym, jak ją skutecznie upokorzył, odczuwając do niej niechęć i brak szacunku ? odchodzi. Inicjatorką rozstania bywa też kobieta, która nie może już dłużej wytrzymać zadawanych przez mężczyznę cierpień, rozczarowana tym, że jej całkowite poświęcenie się związkowi zostało niedocenione i że jej wysiłki, by partner się zmienił, nie przyniosły żadnych efektów.
    Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że po takiej nauczce kobieta, dotknięta syndromem ?kochania za bardzo? zdrowieje - nie ma mężczyzny, to nie ma uzależnienia. Niestety, tak nie jest. Po pierwsze, gdy toksyczny związek się rozpada, cierpienie kobiety trwa nadal. Teraz dopiero przeżywa prawdziwe katusze. Na przemian odczuwa złość, wręcz nienawiść do swojego ex oraz tęsknotę, połączoną z nadzieją, że znowu będą razem. Jej życie znów przepełnia mężczyzna, choć nieobecny ciałem, to obecny duchem. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, odczuwać żadnej przyjemności, robić żadnych planów - wciąż myśli o nim. Często jej obsesja prowadzi do prób nawiązywania kontaktu, różnych rodzajów agresji, śledzenia go, niekiedy do błagalnych próśb o powrót. Jeśli mężczyzna wciąż jest od kobiety uzależniony, bywa, że po jakimś czasie rozłąki ponownie do siebie wracają i na nowo rozpoczynają swój toksyczny ?taniec?.
            Jest też inny scenariusz ? kobieta, by przerwać swoje cierpienie, tworzy nowy związek. Niestety, jeśli nie zrozumiała swojego syndromu, to najprawdopodobniej znów w nim będzie ?kochać za bardzo? i uzależniać się od mężczyzny. Jej głód miłości wciąż przecież nie został zaspokojony, a lęk przed samotnością stłamszony. Nałóg nie rozwija się, tylko narkotyk zmienił swoją fizyczną postać.
           Kobieta, która uświadomiła sobie swoje uzależnienie od mężczyzny, zrobiła już pierwszy krok. Pojęła, dlaczego tak naprawdę jest nieszczęśliwa i że droga do wyzdrowienia jest tylko jedna ? mozolna praca nad sobą. Mozolna i bardzo trudna, ponieważ gdy na nią wstąpi, co i raz dopadają ją wątpliwości, czy jest ona słuszna.

Po raz kolejny proszę, byś wstawiając do swojego postu cudze teksty zaznaczał je w odpowiedni sposób. Przypisywanie sobie cudzych myśli, tekstów nie jest godnym zachowaniem.

10 816 Ostatnio edytowany przez zraniona.d (2013-09-30 19:47:41)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Fevers napisał/a:
bags napisał/a:

Ja z Nim - i nie tylko - w innym wątku w tych sprawach i tematach klawiaturę zaklikałem na amen i dalej piszę smile.

Czólko Bags smile

Oj tak smile Trochę się naklepaliśmy na klawiaturach, to fakt. I nie było to ślepe tłuczenie w klawisze. Zawsze wypływały z tego sensowne i ciekawe konkluzje. Przynajmniej moim zdaniem. Dlatego tu też sugeruję zastanowienie się nad tym, co Bags pisze, bo jest w tym naprawdę wiele prawdy. Prawdy nie zasłyszanej, a przerobionej na własnym grzbiecie.

Wieanna - człowiek szczery przyciąga ludzi szczerych. Wrażliwy - wrażliwych. Zakłamany - zakłamanych. Itd. Tu masz odpowiedź. Pewne osoby zawsze obracają się w towarzystwach odpowiadających ich charakterystyce wrażliwości, emocjonalności i osobowości.

Wybacz ale nie zgodzę się z Twoja opinią przyciągania odpowiednich ludzi. Manipulant wyszukuje wrażliwych, naiwnych ludzi. Mało spotykane zjawisko aby uczciwa osoba przyciągała uczciwą. Czy my żyjemy na tej samej planecie? Piszesz o jakieś nierealnej harmonii. Przeciwieństwa przyciągają się. Sztuka polega na tym aby nie dać się złowić nieodpowiednim osobnikom tongue.

10 817

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:
bags napisał/a:
zraniona.d napisał/a:

miałam identycznie. Podczas rozmowy bałam się powiedzieć pewnych rzeczy aby nie popsuć mu humoru abym nie wyszła na marudę. Starałam się pilnować do momentu jak już nie wytrzymałam to wyrzucałam z siebie wszystko co mnie gryzło. W pewnym momencie już nie wiedziałam kim jestem, jak mam sie zachowywać aby czegoś nie zniszczyć. On był tak zmienny, że ja nie nadążałam za nim.  Pisałam było źle, milczałam też było jakieś .....Jak miał zły dzień to robiłam wszystko aby chociaż na chwile poprawić mu humor. Moje samopoczucie zeszło na drugi plan.... Jak już była jakaś forma normalność to zerwał ze mną.

Jakiż to on ma apetyt na życie, że ciągle chodzi głodny. A jak głodny to zły i naburmuszony...
Jakiż to on nudny, skoro przy mnie aż tak bardzo się nudzi...
Jakiż to on napalony na mnie, że aż tak go kręcę...
A ja sama się nakręcam i chodzę na paluszkach urobiona po kokardę i mając dół wczesnoporonny "niech mnie ktoś przeleci, bo ocipieję", kiedy to On był tak zmienny, że ja już nie nadążałam za nim yikes
Partnerstwo to równe prawa czy dyktatura? Ja tu partnerstwa nie widzę... za to dyktaturę bliską podprogowego szantażu emocjonalnego na bazie sygnałów.

Bags, ja Cię nie rozumiem... Jaka dyktatura? Ze strony Zranionej.d???

Nie, ze strony faceta. Pogrubione zdanie na to odpowiada.

10 818

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zraniona.d napisał/a:
Fevers napisał/a:
bags napisał/a:

Ja z Nim - i nie tylko - w innym wątku w tych sprawach i tematach klawiaturę zaklikałem na amen i dalej piszę smile.

Czólko Bags smile

Oj tak smile Trochę się naklepaliśmy na klawiaturach, to fakt. I nie było to ślepe tłuczenie w klawisze. Zawsze wypływały z tego sensowne i ciekawe konkluzje. Przynajmniej moim zdaniem. Dlatego tu też sugeruję zastanowienie się nad tym, co Bags pisze, bo jest w tym naprawdę wiele prawdy. Prawdy nie zasłyszanej, a przerobionej na własnym grzbiecie.

Wieanna - człowiek szczery przyciąga ludzi szczerych. Wrażliwy - wrażliwych. Zakłamany - zakłamanych. Itd. Tu masz odpowiedź. Pewne osoby zawsze obracają się w towarzystwach odpowiadających ich charakterystyce wrażliwości, emocjonalności i osobowości.

Wybacz ale nie zgodzę się z Twoja opinią przyciągania odpowiednich ludzi. Manipulant wyszukuje wrażliwych, naiwnych ludzi. Mało spotykane zjawisko aby uczciwa osoba przyciągała uczciwą. Czy my żyjemy na tej samej planecie? Piszesz o jakieś nierealnej harmonii. Przeciwieństwa przyciągają się. Sztuka polega na tym aby nie dać się złowić nieodpowiednim osobnikom tongue.

Kazdy ma swoje obserwacje, swoje doswiadczenia, swoje wnioski. Moje sa takie i nie wziely sie z palca. Uwazam siebie za czlowieka dojrzalego z percepcja na wysokim poziomie. Byc moze po prostu patrzysz na to, co napisalem, zbyt powierzchniowo. Nie pisze o bajkowej harmonii, tylko o tym, ze ludzie zaklamani nie odnajda sie wsrod ludzi szczerych i odwrotnie. Bo co wspolnego maja te dwiekategorie ludzi, by mogly budowac wspolne wiezi, relacje? Wytlumacz mi to prosze.

10 819

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zraniona.d napisał/a:
Fevers napisał/a:
bags napisał/a:

Ja z Nim - i nie tylko - w innym wątku w tych sprawach i tematach klawiaturę zaklikałem na amen i dalej piszę smile.

Czólko Bags smile

Oj tak smile Trochę się naklepaliśmy na klawiaturach, to fakt. I nie było to ślepe tłuczenie w klawisze. Zawsze wypływały z tego sensowne i ciekawe konkluzje. Przynajmniej moim zdaniem. Dlatego tu też sugeruję zastanowienie się nad tym, co Bags pisze, bo jest w tym naprawdę wiele prawdy. Prawdy nie zasłyszanej, a przerobionej na własnym grzbiecie.

Wieanna - człowiek szczery przyciąga ludzi szczerych. Wrażliwy - wrażliwych. Zakłamany - zakłamanych. Itd. Tu masz odpowiedź. Pewne osoby zawsze obracają się w towarzystwach odpowiadających ich charakterystyce wrażliwości, emocjonalności i osobowości.

Wybacz ale nie zgodzę się z Twoja opinią przyciągania odpowiednich ludzi. Manipulant wyszukuje wrażliwych, naiwnych ludzi. Mało spotykane zjawisko aby uczciwa osoba przyciągała uczciwą. Czy my żyjemy na tej samej planecie? Piszesz o jakieś nierealnej harmonii. Przeciwieństwa przyciągają się. Sztuka polega na tym aby nie dać się złowić nieodpowiednim osobnikom tongue.

Zraniona sięgnij do wątku "umarł król, niech żyje królowa", przeczytaj choćby pierwszy post, sięgnij do blogu "apel do Pani ropuchoowej" a potem do "moje dwie głowy" i potem sama się przekonasz jak daleka jesteś od prawdy. Swojej nie Naszej - mojej  czy Feversa, popartej doktoratami z egzaminem w życiu i na własnej skórze.

10 820 Ostatnio edytowany przez zraniona.d (2013-09-30 20:01:49)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
bags napisał/a:
zraniona.d napisał/a:
Fevers napisał/a:

Czólko Bags smile

Oj tak smile Trochę się naklepaliśmy na klawiaturach, to fakt. I nie było to ślepe tłuczenie w klawisze. Zawsze wypływały z tego sensowne i ciekawe konkluzje. Przynajmniej moim zdaniem. Dlatego tu też sugeruję zastanowienie się nad tym, co Bags pisze, bo jest w tym naprawdę wiele prawdy. Prawdy nie zasłyszanej, a przerobionej na własnym grzbiecie.

Wieanna - człowiek szczery przyciąga ludzi szczerych. Wrażliwy - wrażliwych. Zakłamany - zakłamanych. Itd. Tu masz odpowiedź. Pewne osoby zawsze obracają się w towarzystwach odpowiadających ich charakterystyce wrażliwości, emocjonalności i osobowości.

Wybacz ale nie zgodzę się z Twoja opinią przyciągania odpowiednich ludzi. Manipulant wyszukuje wrażliwych, naiwnych ludzi. Mało spotykane zjawisko aby uczciwa osoba przyciągała uczciwą. Czy my żyjemy na tej samej planecie? Piszesz o jakieś nierealnej harmonii. Przeciwieństwa przyciągają się. Sztuka polega na tym aby nie dać się złowić nieodpowiednim osobnikom tongue.

Zraniona sięgnij do wątku "umarł król, niech żyje królowa", przeczytaj choćby pierwszy post, sięgnij do blogu "apel do Pani ropuchoowej" a potem do "moje dwie głowy" i potem sama się przekonasz jak daleka jesteś od prawdy. Swojej nie Naszej - mojej  czy Feversa, popartej doktoratami z egzaminem w życiu i na własnej skórze.

Czytałam już wcześniej  Umarł Król.......

10 821

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Gubię się w tych wszystkich analizach i zawiłościach...

W tej chwili po prostu wyję, drugi dzień wyję z tęsknoty, tylko tyle rozumiem

10 822

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
ontheroad napisał/a:

Kochane kobietki...
Do niczego na początku nie doszło, za to od razu złapaliśmy wspaniały kontakt, śmialiśmy się z siebie, że jesteśmy dla siebie jak odbicia lustrzane.

Jak to bywa w takich toksycznych związkach, na początku było cudownie, dogadywaliśmy się, w przypadku nieporozumień stawialiśmy na rozmowę. Do tej pory nie wiem, co takiego się stało, co w tego człowieka wstąpiło, albo jak to ja bardzo byłam ślepa.

Kilka 'aktywności' wampira emocjonalnego:
- deprecjonowanie waszych pasji, zainteresowań, dokonań, na początku w żartach, które z czasem stają się natarczywe
- próba zrzucenia win wynikających z jego strony na was - odwrócenie 'kota ogonem'
- dotkliwe, notoryczne uwagi na temat waszego wyglądu, stylu ubierania się, tzw. 'małe szpilki'
- nieumiejętność rozmowy, trzaskanie drzwami, a tym bardziej brak poczucia winy z jego strony
- ignorowanie, próby sił przy znajomych
- wieczne fochy i obrażanie się, nawet przy spokojnej rozmowie, którą on prowadzi do karczemnej awantury
- kompletny brak szacunku pod przykrywką 'nie umiem wyrażać uczuć'
- próby odciągnięcia od nabliższych
- granie na waszych emocjach, czasie i pieniądzach
- pozowanie na kochającego, dobrego partnera, który rzuca wszystko dla was, dopóki grozicie mu odejściem
- wszelkie pozostałe próby przemocy psychicznej, prowadzące do znacznego obniżenia pewności siebie, rezygnowania ze swoich zainteresowań, przyjaciół, prowadzące do przejęcia całkowitej kontroli nad waszymi emocjami

Jak wy czujecie się w związku z wampirem emocjonalnym?
- wykończone, śpiące, niekochane, nieakceptowane
- zaczynacie zwracać uwagę na bzdury i drobnostki w swoim wyglądzie, co często prowadzi do niskiej samooceny
- odcinacie się od ludzi wokół, gdyż zazwyczaj jemu osoby z waszego towarzystwa 'nie pasują'
- rezygnujecie z siebie kompletnie

Co zrobić:
Mówiąc brzydko sp...rzać od takiego człowieka, bo to tylko szkoda czasu, im szybciej tym mniejsze szkody wam wyrządzi. Nie bawcie się w Matkę Teresę, gdyż ona była tylko jedna, tacy ludzie NIGDY, PRZENIGDY się nie zmieniają, żerują na waszych negatywnych emocjach.
Zapewne łatwo jest mówić, ale wierzcie - sama przeżyłam taką sytuację i jedyne, co można zrobić to całkowicie urwać kontakt. Nie jest to łatwe, w szczególności gdy w grę wchodzą dzieci, czy małżeństwo... Ale jedno jest życie i błagam was, nie marnujcie go na kogoś, kto was kompletnie zniszczy! Będzie to trudne, gdyż takie osoby często po rozstaniu próbują nawiązać kontakt i kuszą obietnicami zmian, nie nabierajcie się na to! Nie dajcie się zgnoić tak jak ja, że z sympatycznej, pełnej energii kobiety stałam się wrakiem...
Trzymajcie się ciepło,
Ontheroad

Możecie się pod czymś z tego "podpisać"???

10 823 Ostatnio edytowany przez zraniona.d (2013-09-30 20:15:44)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

Gubię się w tych wszystkich analizach i zawiłościach...

W tej chwili po prostu wyję, drugi dzień wyję z tęsknoty, tylko tyle rozumiem

Ja przechodzę przez drugie rozstanie z Byłym. Nie ma recepty na to. Mimo cudownych krzepiących wypowiedzi, jak to  powinno się skupić na swoim życiu. Nie każdemu pomoże np. kolejny kurs językowy.  Jednak nadmiar zajęć może zagłuszyć  chociaż na chwile emocje kłębiące się w nas.    Ja też tęsknie i chodzę po ścianach próbując sobie wbić do swojej uroczej główki zdanie ,, on ma kogoś i nie chce cię  i co ci to da że myślisz" Jak miałam takie momenty jak Ty, wychodziłam z domu idąc przed siebie bez celu. Szukałam recepty na to jak mam dalej żyć. Wiem jedno inaczej przechodzi się rozstania w wieku 25 lat a po 30...

10 824

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zraniona.d napisał/a:
wieanna napisał/a:

Gubię się w tych wszystkich analizach i zawiłościach...

W tej chwili po prostu wyję, drugi dzień wyję z tęsknoty, tylko tyle rozumiem

Ja przechodzę przez drugie rozstanie z Byłym. Nie ma recepty na to. Mimo cudownych krzepiących wypowiedzi, jak to  powinno się skupić na swoim życiu. Nie każdemu pomoże np. kolejny kurs językowy.  Jednak nadmiar zajęć może zagłuszyć  chociaż na chwile emocje kłębiące się w nas.    Ja też tęsknie i chodzę po ścianach próbując sobie wbić do swojej uroczej główki zdanie ,, on ma kogoś i nie chce cię  i co ci to da że myślisz" Jak miałam takie momenty jak Ty, wychodziłam z domu idąc przed siebie bez celu. Szukałam recepty na to jak mam dalej żyć. Wiem jedno inaczej przechodzi się rozstania w wieku 25 lat a po 30...

Ja mam prawie 30 lat...

10 825

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zraniona.d napisał/a:

Ja przechodzę przez drugie rozstanie z Byłym. Nie ma recepty na to. Mimo cudownych krzepiących wypowiedzi, jak to  powinno się skupić na swoim życiu. Nie każdemu pomoże np. kolejny kurs językowy.  Jednak nadmiar zajęć może zagłuszyć  chociaż na chwile emocje kłębiące się w nas.    Ja też tęsknie i chodzę po ścianach próbując sobie wbić do swojej uroczej główki zdanie ,, on ma kogoś i nie chce cię  i co ci to da że myślisz" Jak miałam takie momenty jak Ty, wychodziłam z domu idąc przed siebie bez celu. Szukałam recepty na to jak mam dalej żyć. Wiem jedno inaczej przechodzi się rozstania w wieku 25 lat a po 30...

Wyjście na prostą z tej sytuacji wymaga przerobienia traumy zbliżonej do te po pogrzebie i jej 5 stanów:
gniew - dlaczego ja, dlaczego on,
zaprzeczenie - to co się teraz dzieje, to nie jest prawda,
negocjacje - szamotanina z samym sobą co jest prawdą a co mitem,
depresja - chęć powrotu za wszelką cenę do dawnego stanu,
akceptacja - jest tu i teraz z doświadczeniami z przeszłości.

Wiekowo inaczej, bo z większym bagażem doświadczeń, lecz nie każdemu jest to dane kilkakrotnie przejść. Ludziom się rozpadają różne związki z różnym stażem i pozycją w chierarhii zwiazkowej.

10 826

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
bags napisał/a:
ontheroad napisał/a:

Kochane kobietki...
Do niczego na początku nie doszło, za to od razu złapaliśmy wspaniały kontakt, śmialiśmy się z siebie, że jesteśmy dla siebie jak odbicia lustrzane.

Jak to bywa w takich toksycznych związkach, na początku było cudownie, dogadywaliśmy się, w przypadku nieporozumień stawialiśmy na rozmowę. Do tej pory nie wiem, co takiego się stało, co w tego człowieka wstąpiło, albo jak to ja bardzo byłam ślepa.

Kilka 'aktywności' wampira emocjonalnego:
- deprecjonowanie waszych pasji, zainteresowań, dokonań, na początku w żartach, które z czasem stają się natarczywe
- próba zrzucenia win wynikających z jego strony na was - odwrócenie 'kota ogonem'
- dotkliwe, notoryczne uwagi na temat waszego wyglądu, stylu ubierania się, tzw. 'małe szpilki'
- nieumiejętność rozmowy, trzaskanie drzwami, a tym bardziej brak poczucia winy z jego strony
- ignorowanie, próby sił przy znajomych
- wieczne fochy i obrażanie się, nawet przy spokojnej rozmowie, którą on prowadzi do karczemnej awantury
- kompletny brak szacunku pod przykrywką 'nie umiem wyrażać uczuć'
- próby odciągnięcia od nabliższych
- granie na waszych emocjach, czasie i pieniądzach
- pozowanie na kochającego, dobrego partnera, który rzuca wszystko dla was, dopóki grozicie mu odejściem
- wszelkie pozostałe próby przemocy psychicznej, prowadzące do znacznego obniżenia pewności siebie, rezygnowania ze swoich zainteresowań, przyjaciół, prowadzące do przejęcia całkowitej kontroli nad waszymi emocjami

Jak wy czujecie się w związku z wampirem emocjonalnym?
- wykończone, śpiące, niekochane, nieakceptowane
- zaczynacie zwracać uwagę na bzdury i drobnostki w swoim wyglądzie, co często prowadzi do niskiej samooceny
- odcinacie się od ludzi wokół, gdyż zazwyczaj jemu osoby z waszego towarzystwa 'nie pasują'
- rezygnujecie z siebie kompletnie

Co zrobić:
Mówiąc brzydko sp...rzać od takiego człowieka, bo to tylko szkoda czasu, im szybciej tym mniejsze szkody wam wyrządzi. Nie bawcie się w Matkę Teresę, gdyż ona była tylko jedna, tacy ludzie NIGDY, PRZENIGDY się nie zmieniają, żerują na waszych negatywnych emocjach.
Zapewne łatwo jest mówić, ale wierzcie - sama przeżyłam taką sytuację i jedyne, co można zrobić to całkowicie urwać kontakt. Nie jest to łatwe, w szczególności gdy w grę wchodzą dzieci, czy małżeństwo... Ale jedno jest życie i błagam was, nie marnujcie go na kogoś, kto was kompletnie zniszczy! Będzie to trudne, gdyż takie osoby często po rozstaniu próbują nawiązać kontakt i kuszą obietnicami zmian, nie nabierajcie się na to! Nie dajcie się zgnoić tak jak ja, że z sympatycznej, pełnej energii kobiety stałam się wrakiem...
Trzymajcie się ciepło,
Ontheroad

Możecie się pod czymś z tego "podpisać"???

Tak z radosnej kobiety stałam się przygaszonym wrakiem. Nigdy nie byłam krytykowana za wygląd bo zawsze starałam się być dla niego pociągającą wartą uwagi kobietą. Prawdziwy geniusz  ,, wampir"  zawsze wyjdzie na kulturalnego i rozegra wszystko tak aby osiągnąć to co zaplanował. Dlatego ja cały czas doszukuje się winy w sobie. Każdy mówi mi, że to drań a Ja widzę w nim miłość mojego życia. Jestem beznadziejnym przypadkiem.

10 827

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
bags napisał/a:
zraniona.d napisał/a:

Ja przechodzę przez drugie rozstanie z Byłym. Nie ma recepty na to. Mimo cudownych krzepiących wypowiedzi, jak to  powinno się skupić na swoim życiu. Nie każdemu pomoże np. kolejny kurs językowy.  Jednak nadmiar zajęć może zagłuszyć  chociaż na chwile emocje kłębiące się w nas.    Ja też tęsknie i chodzę po ścianach próbując sobie wbić do swojej uroczej główki zdanie ,, on ma kogoś i nie chce cię  i co ci to da że myślisz" Jak miałam takie momenty jak Ty, wychodziłam z domu idąc przed siebie bez celu. Szukałam recepty na to jak mam dalej żyć. Wiem jedno inaczej przechodzi się rozstania w wieku 25 lat a po 30...

Wyjście na prostą z tej sytuacji wymaga przerobienia traumy zbliżonej do te po pogrzebie i jej 5 stanów:
gniew - dlaczego ja, dlaczego on,
zaprzeczenie - to co się teraz dzieje, to nie jest prawda,
negocjacje - szamotanina z samym sobą co jest prawdą a co mitem,
depresja - chęć powrotu za wszelką cenę do dawnego stanu,
akceptacja - jest tu i teraz z doświadczeniami z przeszłości.

Wiekowo inaczej, bo z większym bagażem doświadczeń, lecz nie każdemu jest to dane kilkakrotnie przejść. Ludziom się rozpadają różne związki z różnym stażem i pozycją w chierarhii zwiazkowej.

To prawda. Obecnie  mój stan jest połączeniem wszystkich punków. Jak pogodzić się z myślą, że on ma inna, tuli inną, uśmiecha się do innej a o mnie zapomniał ? Ktoś wie? To tak strasznie boli.

10 828

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Zraniona.d, wiem że boli straszliwie, też wyję tu po prostu z bólu sad

10 829

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

http://www.netkobiety.pl/t44284.html

10 830 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-09-30 21:23:21)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
bags napisał/a:

http://www.netkobiety.pl/t44284.html

Dzięki Bags, bardzo to celne...

Wygląda na to, że robiłam wszystko, czego nie należało.

Zadręcza mnie jedno pytanie: czy gdyby mnie kochał, byłby ze mną, nawet gdybym mu się narzucała.

Widzę moją dużą winę w tym wszystkim, ale taką "winę niezawinioną", bo kochałam i miałam najlepsze intencje, a ja wciąż wierzę, że kto kocha, ten to docenia...

10 831

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
bags napisał/a:

http://www.netkobiety.pl/t44284.html

Dziękuje za ten wątek. Tylko połowę z wymienionych rzeczy popełniłam. Pozwoliłam sobie odebrać wszystko. W tym najważniejszą rzecz - radość z życia.

10 832

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:
bags napisał/a:

http://www.netkobiety.pl/t44284.html

Dzięki Bags, bardzo to celne...

Wygląda na to, że robiłam wszystko, czego nie należało.

Zadręcza mnie jedno pytanie: czy gdyby mnie kochał, byłby ze mną, nawet gdybym mu się narzucała.

Widzę moją dużą winę w tym wszystkim, ale taką "winę niezawinioną", bo kochałam i miałam najlepsze intencje, a ja wciąż wierzę, że kto kocha, ten to docenia...

Jesteś tak samo beznadziejnym przypadkiem jak Ja smile. Masz rację naszą winą było to, że KOCHAŁYŚMY. Tak z obserwacji wydaje mi się, że lepiej wychodzą w życiu ludzie co kochają tylko siebie.

10 833

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:


Zadręcza mnie jedno pytanie: czy gdyby mnie kochał, byłby ze mną, nawet gdybym mu się narzucała.

Widzę moją dużą winę w tym wszystkim, ale taką "winę niezawinioną", bo kochałam i miałam najlepsze intencje, a ja wciąż wierzę, że kto kocha, ten to docenia...

Domeną tego jest tzw. kochanie bezwarunkowe... przez wielu bardzo opatrznie rozumiane i interpretowane.

10 834

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zraniona.d napisał/a:
bags napisał/a:

http://www.netkobiety.pl/t44284.html

Dziękuje za ten wątek. Tylko połowę z wymienionych rzeczy popełniłam. Pozwoliłam sobie odebrać wszystko. W tym najważniejszą rzecz - radość z życia.

Masz już pierwszy powód na "nie" wobec eks partnera i pierwszą nauczkę na przyszłość. Kolejne masz już stopniowo przed oczami. Przyjrzyj się temu dokładniej wink

10 835 Ostatnio edytowany przez zraniona.d (2013-09-30 21:58:52)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
bags napisał/a:
zraniona.d napisał/a:
bags napisał/a:

http://www.netkobiety.pl/t44284.html

Dziękuje za ten wątek. Tylko połowę z wymienionych rzeczy popełniłam. Pozwoliłam sobie odebrać wszystko. W tym najważniejszą rzecz - radość z życia.

Masz już pierwszy powód na "nie" wobec eks partnera i pierwszą nauczkę na przyszłość. Kolejne masz już stopniowo przed oczami. Przyjrzyj się temu dokładniej wink

Próbuje odkochać się. Znając mój twórczy umysł, który pracuje 24 na dobę, Wymyśliłam, że może powinna zobaczyć go z inna. Nie uciekać od prawdy ale zobaczyć ją na własne oczy. Może to pozwoliłoby mi zrozumieć, że on ma mnie gdzieś. Istnieje też ryzyko, że obraz jaki ujrzę wbije  mnie w podłogę. Czy to jest dobry pomysł ??

10 836

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zraniona.d napisał/a:
bags napisał/a:
zraniona.d napisał/a:

Dziękuje za ten wątek. Tylko połowę z wymienionych rzeczy popełniłam. Pozwoliłam sobie odebrać wszystko. W tym najważniejszą rzecz - radość z życia.

Masz już pierwszy powód na "nie" wobec eks partnera i pierwszą nauczkę na przyszłość. Kolejne masz już stopniowo przed oczami. Przyjrzyj się temu dokładniej wink

Próbuje odkochać się. Znając mój twórczy umysł, który pracuje 24 na dobę, Wymyśliłam, że może powinna zobaczyć go z inna. Nie uciekać od prawdy ale zobaczyć ją na własne oczy. Może to pozwoliłoby mi zrozumieć, że on ma mnie gdzieś. Istnieje też ryzyko, że obraz jaki ujrzę wbije  mnie w podłogę. Czy to jest dobry pomysł ??

Zdecydowanie przejść na zasadę "zero kontaktu". konfrontacja z nowym modelem będzie jak powrót do punktu wyjścia. Przynajmniej na teraz, kiedy jesteś "przetrącona" i rozbita wewnętrznie.

10 837

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Bags, oglądam film...

Aż musiałam przerwać, żeby Ci napisać: fascynujący. Nawet jeśli tylko połowa z przekazu tego filmu ma jakiekolwiek odzwierciedlenie w rzeczywistości. Naprawdę inspirujący. Dzięki Ci.

10 838 Ostatnio edytowany przez bags (2013-09-30 22:23:02)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

Bags, oglądam film...
Aż musiałam przerwać, żeby Ci napisać: fascynujący. Nawet jeśli tylko połowa z przekazu tego filmu ma jakiekolwiek odzwierciedlenie w rzeczywistości. Naprawdę inspirujący. Dzięki Ci.

Ma i to w całości. On jest trochę egoistyczny w swoim przesłaniu, ale jak to wyłapiesz i przetworzysz na zdrowy egoizm, to wart jest oglądania w kółko przy spadku formy - poczucia własnej wartości.
Drugim takim jest "Spotkanie" a dla bardziej zaawansowanych "Ognioodporny". Kiedyś był na yt, teraz trzeba go przez chomika ciągnąć w wersji 2h.
Dla chcących czegoś więcej w tematach związkowych polecam seminarium na DVD "przez śmiech do lepszego małżeństwa". smile

10 839 Ostatnio edytowany przez zraniona.d (2013-09-30 22:46:06)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
bags napisał/a:
zraniona.d napisał/a:
bags napisał/a:

Masz już pierwszy powód na "nie" wobec eks partnera i pierwszą nauczkę na przyszłość. Kolejne masz już stopniowo przed oczami. Przyjrzyj się temu dokładniej wink

Próbuje odkochać się. Znając mój twórczy umysł, który pracuje 24 na dobę, Wymyśliłam, że może powinna zobaczyć go z inna. Nie uciekać od prawdy ale zobaczyć ją na własne oczy. Może to pozwoliłoby mi zrozumieć, że on ma mnie gdzieś. Istnieje też ryzyko, że obraz jaki ujrzę wbije  mnie w podłogę. Czy to jest dobry pomysł ??

Zdecydowanie przejść na zasadę "zero kontaktu". konfrontacja z nowym modelem będzie jak powrót do punktu wyjścia. Przynajmniej na teraz, kiedy jesteś "przetrącona" i rozbita wewnętrznie.

To już mam. Jak zrywał ze mną przez tel oczywiście zaproponował mi, że  chciałby mieć ze mną kontakt koleżeński ale decyzje pozostawia mi, zrozumie mnie... Taki dobry.  Moja reakcja była natychmiastowa, powiedziałam mu ... Na tylu znajomych co masz bez jednej osoby możesz sie obejść. Poza tym nie byłam tak zaangażowana w Twoje życie abyś odczuł tak mój brak...
Nie mam z nim kontaktu od dwóch miesięcy od zerwania.

10 840

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

A powiedzcie mi, bo jedna myśl nie daje mi spokoju... Ktoś w jakimś innym wątku napisał, że dobrych ludzi się nie kocha... takich miłych, pomocnych, kochanych, życzliwych, bo są zwykli, pospolici, nie wzbudzający emocji, nudni, przewidywalni. Tylko takich, co nami "bujają", olewają, rzucają ochłapy zainteresowania a potem znowu zlew. Wniosek logiczny, że trzeba być ch...m i zdzirą, to będą nas kochać. Czy naprawdę tak to działa? Czy gdy kogoś kocham, muszę go ranić, aby mnie kochał? Czy to naprawdę tak powinno być? Czy da się żyć w takim związku, gdzie trzeba partnerem nieustannie pomiatać, aby utrzymać jego zainteresowanie? Mi się wydaje, że z takim partnerem też byłby coś nie tak, jeśli faktycznie trzeba go zlewać, aby go intrygować.

Jak myślicie, to naprawdę tak jest?

10 841

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witam

We mnie dziś wielka złość na niego na nią i na los , klnę sobie w duchu najgorsze z możliwych epitetów pod jego osobą pod jej ......

Wieanna chyba żeby zadziałało i się udało to dobry musi połączyć się z dobrym a ch.m ze ździrą tak jak to wyszło u mnie ja dobra a związałam się z cha..m i nie wyszło , może ze ździrą mu wyjdzie

10 842

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Anka 33 lata  Malbork w związku 15 lat zdradzana chyba od zawsze ...zbieram się dopiero ,mieszkamy razem bo nie mam gdzie iść .

10 843 Ostatnio edytowany przez zraniona.d (2013-10-01 13:55:55)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

A powiedzcie mi, bo jedna myśl nie daje mi spokoju... Ktoś w jakimś innym wątku napisał, że dobrych ludzi się nie kocha... takich miłych, pomocnych, kochanych, życzliwych, bo są zwykli, pospolici, nie wzbudzający emocji, nudni, przewidywalni. Tylko takich, co nami "bujają", olewają, rzucają ochłapy zainteresowania a potem znowu zlew. Wniosek logiczny, że trzeba być ch...m i zdzirą, to będą nas kochać. Czy naprawdę tak to działa? Czy gdy kogoś kocham, muszę go ranić, aby mnie kochał? Czy to naprawdę tak powinno być? Czy da się żyć w takim związku, gdzie trzeba partnerem nieustannie pomiatać, aby utrzymać jego zainteresowanie? Mi się wydaje, że z takim partnerem też byłby coś nie tak, jeśli faktycznie trzeba go zlewać, aby go intrygować.

Jak myślicie, to naprawdę tak jest?

Tak, właśnie tak jest.  Zbyt dobra kobieta dla mężczyzny staje się zbyt nudna,  miłość im przechodzi jak na zawołanie. Oni lubią gonic króliczka. Najlepiej jak kobieta ich olewa wtedy to co nieosiągalne ich kreci. Musi być szalona. Uwielbiają to określenie. Przykre ale prawdziwe. Kobieta , która jest doskonała w grze damsko męskiej jest dla nich jak widać najlepsza. sad


Wieanna jak się dziś czujesz? Mniej łez?

10 844

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Żania napisał/a:

Witam

We mnie dziś wielka złość na niego na nią i na los , klnę sobie w duchu najgorsze z możliwych epitetów pod jego osobą pod jej ......

Wieanna chyba żeby zadziałało i się udało to dobry musi połączyć się z dobrym a ch.m ze ździrą tak jak to wyszło u mnie ja dobra a związałam się z cha..m i nie wyszło , może ze ździrą mu wyjdzie

Lepsza jest złość niż łzy i całkowite załamanie.

10 845 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-10-01 15:11:24)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Zraniona.d, dzięki, że pytasz... tak sobie, ryczę nadal, jestem na etapie nabierania pewności, że sama zniszczyłam ten związek moją przesadną uczuciowością... i ta świadomość rozdziera mi serce.

Psycholog pewnie powie to samo... tym bardziej, że już mnie zna.

A jak u Ciebie?

Przybita jestem tym, co napisałaś... chociaż sama czuję, że tak chyba faktycznie jest. Tylko że ja nie umiem grać w tę grę... a poza tym wydaje mi się to jednak jakąś patologią. Nie wiem jak jest naprawdę, ale myślę, że z kolesiami, których kręcą takie gierki, też jest coś nie tak...

A może to właśnie ja jestem nienormalna.

Źle jest.

10 846

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

takie mądre zdanie

Jeśli on był dostatecznie głupi żeby odejść bądź dostatecznie mądra , by mu na to pozwolić wink

coraz bardziej podoba mi się mój tok myślenia , ale po tej awanturze jaką urządził przy dzieciach coś we mnie pękło w stosunku do jego osoby

10 847

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

wieanna o jakim filmie mowa ??

10 848

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

Zraniona.d, dzięki, że pytasz... tak sobie, ryczę nadal, jestem na etapie nabierania pewności, że sama zniszczyłam ten związek moją przesadną uczuciowością... i ta świadomość rozdziera mi serce.

Psycholog pewnie powie to samo... tym bardziej, że już mnie zna.

A jak u Ciebie?

Przybita jestem tym, co napisałaś... chociaż sama czuję, że tak chyba faktycznie jest. Tylko że ja nie umiem grać w tę grę... a poza tym wydaje mi się to jednak jakąś patologią. Nie wiem jak jest naprawdę, ale myślę, że z kolesiami, których kręcą takie gierki, też jest coś nie tak...

A może to właśnie ja jestem nienormalna.

Źle jest.

Wieanna jeśli chodzi o  mnie to zamknęłam się w sobie. Uciekłam od świata, bólu i prawdy, że on mnie nie chce. Ciężko mi przestawić trybik w głowie, że byłam okłamywana, olana i on jest szczęśliwy z inną. Nadal analizuje co mogłam zrobić źle. Działam jak robot, wykonuje czynności w ciągu dnia jakie muszę zrobić, a potem siedzę i patrzę się martwym wzrokiem na coś.

10 849

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Żania napisał/a:

takie mądre zdanie

Jeśli on był dostatecznie głupi żeby odejść bądź dostatecznie mądra , by mu na to pozwolić wink

coraz bardziej podoba mi się mój tok myślenia , ale po tej awanturze jaką urządził przy dzieciach coś we mnie pękło w stosunku do jego osoby

Piękne zdanie. Powinnam je zapisać i czytać jak mantre. Tylko jak spojrzeć na rozstanie w ten sposób. Ja czuje się, jako ta głupia istota co zepsuła wszystko. Natomiast on - mądry facet co ułożył sobie życie, co tam że poranił kogoś. Liczy sie efekt końcowy - jest szczęśliwy.

10 850

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

zraniona.d napisał:
Piękne zdanie. Powinnam je zapisać i czytać jak mantre. Tylko jak spojrzeć na rozstanie w ten sposób. Ja czuje się, jako ta głupia istota co zepsuła wszystko. Natomiast on - mądry facet co ułożył sobie życie, co tam że poranił kogoś. Liczy sie efekt końcowy - jest szczęśliwy.

Kobieto jak możesz w ten sposób myśleć to on jest idiotą który nie zasługiwał na Ciebie i nie bądź pewna że jest szczęśliwy , bądź pewna tego że Ty będziesz kiedyś  szczęśliwa
Moja mama wczoraj mi takie zdanie powiedziała -tylko nie zadręczaj się że ty coś źle zrobiłaś , nie daj sobie tego wmówić to on jest winny , niedojrzały

10 851

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Żania napisał/a:

zraniona.d napisał:
Piękne zdanie. Powinnam je zapisać i czytać jak mantre. Tylko jak spojrzeć na rozstanie w ten sposób. Ja czuje się, jako ta głupia istota co zepsuła wszystko. Natomiast on - mądry facet co ułożył sobie życie, co tam że poranił kogoś. Liczy sie efekt końcowy - jest szczęśliwy.

Kobieto jak możesz w ten sposób myśleć to on jest idiotą który nie zasługiwał na Ciebie i nie bądź pewna że jest szczęśliwy , bądź pewna tego że Ty będziesz kiedyś  szczęśliwa
Moja mama wczoraj mi takie zdanie powiedziała -tylko nie zadręczaj się że ty coś źle zrobiłaś , nie daj sobie tego wmówić to on jest winny , niedojrzały

Mamy to mądre kobiety. Moja mi powtarza, że to wsza była. Nie był uczciwy wobec Ciebie. Ma racje tylko Ja już tak mam zrytą psychikę, że czuje się jakbym straciła coś tak cennego. Widzę w nim same zalety a przecież tyle czasu leciał na dwa fronty. Spotykał się ze ma i z nią.

10 852

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

hej ; >
nie wiem jak sobie mam z tym wszytkim poradzić.
byłam w związku 2.5 roku zdradzil mnie w sumie z 4 laskami( z 2 parokrotnie). Minal miesiac od rozstania a ja nie umiem normalnie funkcjonowac.

10 853

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
zraniona.d napisał/a:
Żania napisał/a:

zraniona.d napisał:
Piękne zdanie. Powinnam je zapisać i czytać jak mantre. Tylko jak spojrzeć na rozstanie w ten sposób. Ja czuje się, jako ta głupia istota co zepsuła wszystko. Natomiast on - mądry facet co ułożył sobie życie, co tam że poranił kogoś. Liczy sie efekt końcowy - jest szczęśliwy.

Kobieto jak możesz w ten sposób myśleć to on jest idiotą który nie zasługiwał na Ciebie i nie bądź pewna że jest szczęśliwy , bądź pewna tego że Ty będziesz kiedyś  szczęśliwa
Moja mama wczoraj mi takie zdanie powiedziała -tylko nie zadręczaj się że ty coś źle zrobiłaś , nie daj sobie tego wmówić to on jest winny , niedojrzały

Mamy to mądre kobiety. Moja mi powtarza, że to wsza była. Nie był uczciwy wobec Ciebie. Ma racje tylko Ja już tak mam zrytą psychikę, że czuje się jakbym straciła coś tak cennego. Widzę w nim same zalety a przecież tyle czasu leciał na dwa fronty. Spotykał się ze ma i z nią.

Zraniona to nie TY straciłaś tylko on !!!!! Jeśli ktoś Cię stracił i nie próbuje zrobić wszystkiego by to cofnąć, oznacza to tylko jedno - nie ma pojęcia co miał.!!!!
Zobaczysz że za chwile zaczniesz dostrzegać jego wady i pomyśl sobie że niech teraz ona będzie się z nim  męczyć big_smile

zielona09 ja olej go po prostu po tylu zdradach jeszcze potrafisz o nim dobrze myśleć ?

10 854

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Boże Ludzie ratujcie, ja z tego bólu zwariuję, naprawdę... odwiozą mnie do czubów... ból nie do opisania

10 855

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
wieanna napisał/a:

Boże Ludzie ratujcie, ja z tego bólu zwariuję, naprawdę... odwiozą mnie do czubów... ból nie do opisania

rozumiem Cie doskonale , a nie masz z kim o tym porozmawiać w relau , wypłacz się komuś w rękaw
jeszcze raz napisze to mądre zdanie

Jeśli on był dostatecznie głupi żeby odejść bądź dostatecznie mądra , by mu na to pozwolić !!!!

Posty [ 10 791 do 10 855 z 14 840 ]

Strony Poprzednia 1 … 165 166 167 168 169 … 229 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026