witajcie
Już po rozmowie z dziećmi , napiszę jutro bo dziś po prostu brak sił , dziś miałam mega dół zresztą jeszcze musimy to omówić z mężem a musiał pojechać na chwile do pracy
do jutra
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Strony Poprzednia 1 … 164 165 166 167 168 … 229 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
witajcie
Już po rozmowie z dziećmi , napiszę jutro bo dziś po prostu brak sił , dziś miałam mega dół zresztą jeszcze musimy to omówić z mężem a musiał pojechać na chwile do pracy
do jutra
Podobne tematy
witam wszystkich , zobacze co będzie i odezwę sie jescze , na razie brak sił , ale jestem w waszym klubie
Witam
Wczoraj był jeden z najgorszych dni w moim , naszym życiu , gdy zaczeliśmy rozmawiać z dziećmi ,powiedzieliśmy im że mamy problemy i musimy się zastanowić nie było tekstu że tata już nie kocha mamy że może będzie tak że tata wróci ale i tak że nie ,gdy tylko usłyszeli że się wyprowadza to oboje zaczęli płakać , mąż mówił a oni płakali a ja razem z nimi , mężowi też poleciała łezka , syn 14 lat nie nie powiedział nie miał żadnych pytań przyjął fakt do wiadomości a córcia 7 lat powiedziała mi na ucho (nie wiem czemu nie do taty) że nie chce żeby tata się wyprowadzał i że chce żeby nasza 4 była tak jak zawsze razem - jak powiedziała te słowa to myślałam że mi serce pęknie , potem mąż musiał pojechać do pracy , dzieci się chwilkę uspokoiły nawet powygłupiały razem , potem syn Poszedł jeszcze na kompa a córcia znowu zaczęła pytać i mówić , czy tata musi zrobić to co powiedział , kto teraz się będzie z nią bawił (chodzi o to gdy nie idzie do szkoły a tata jest w domu to się razem zawsze wygłupiali ) a kiedy tata wróci jak już się wyprowadzi , że wie że tata będzie jej tatą , powiedziałam jej że zawsze będzie jego ukochaną córeczką a ona na to a Ty jego ukochaną żoną , gdyby tylko wiedzieli sama wyprowadzka to dla nich szok a co dopiero gdyby wiedzieli że tata już mamy nie kocha bo pokochał inna panią .
Teraz 1 się wyprowadzi i będzie myślał , poprosiłam go aby naprawdę dobrze to wszystko przemyślał i zastanowił się czy warto dla niej ranić najbliższe mu istoty zaproponowałam mu że możemy zacząć wszystko z wymazaniem tego wszystkiego co było , powiedział że to przemyśli ale żeby wrócić to musi na jakiś czas odejść. jej jeszcze jakiś czas nie będzie w Gdańsku wiem że wczoraj rozmawiali i bardzo się przejęła tym jak dzieci zareagowały a ja mu mówię a co myślała że będą skakać z radości , Swoją decyzję będzie musiał podjąć w miarę szybko bo wiadomo nie można tego odciągać w czasie , i teraz trzeba czekać albo na jego decyzję albo na jej(bo skoro tak podobno przejmuję się naszymi dziećmi to ona to powinna zakończyć nim się jeszcze na dobre nic nie zaczęło)
Mąż twierdzi że nic i nikt nie będzie miał wpływu na jego decyzję że będzie to wyłącznie jego decyzja , wiecie wczoraj po raz pierwszy a było to jeszcze przed rozmową z dziećmi przyszedł i przytulił mnie sam od siebie , prasowałam i nagle zaczęłam ryczeć (taki miałam mega dół najpierw ta akcja w kościele potem świadomość że z dziećmi trzeba będzie rozmawiać)
Dzieci powinny wiedzieć prawdę. Oszukiwanie dzieci dla pozornie ich dobra to zło. Sprawę podczas rozstania powinno się załatwić tak, żeby dzieciom jasno dać do zrozumienia, że tata i mama mocno i bezwarunkowo je kochają i nigdy to się nie zmieni. JEDNAK trzeba też powiedzieć, że sami rodzice przestali się kochać, że ich miłość zniknęła i w związku z tym muszą się rozstać. Mówienie dzieciom "kochamy się ale się rozstajemy" jest robieniem wody z mózgu. Dziecko wtedy ma chaos, bo miłość kojarzy mu się z bliskością, a nie rozstaniem. Burzy się jego harmonia i rozumienie świata, wypaczają się wzorce, rzutuje to na całe jego życie, czasami w taki sposób, że samo nie będzie umiało tworzyć zdrowych relacji.
wierny_tomasz- daj mi imię i nazwisko, a udowodnię Ci, że będzie o krok od zdrady już po miesiącu max. Oczywiście do niej nie dojdzie, bo bym nie mogła z takim agentem. Przykro mi, ale każdy mężczyzna jest do tego zdolny, choć sam o ten fakt wypiera.
bugs - tak dla mnie przysięga małżeńska i obrączka znaczyły i znaczą nadal bardzo wiele to nie tylko formułka no ale cóż dla niego to widać był? tylko puste słowa
sluuu ja na razie nie biorę opcji drugiego faceta bo mimo wszystko wciąż wierzę ,,,, ale jeśli nie będziemy razem to wiem że nie będę potrafiła być sama tylko właśnie czy raz tak zadany cios nie sprawi że nikomu już nie zaufam w obawie że historia się powtórzy ...
nielegalna88 ws?łuczuję Ci podwójnie bo nie dość że mąż upokorzył Cie to jeszcze jakąś babsztyl bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia , ale zapamiętaj że oni nie zbudują swojego szczęścia na Twojej krzywdzie prędzej czy później dosięgnie ich sprawiedliwość , znam takie dwa przypadki w tym jeden mojego brata , ona zabrała bez skrupułów ojca mojemu bratankowi a w krótkim czasie straciła swoich rodziców w przerwie 3 miesięcznej , drugi przypadek tez zła kobieta rozbiła małżeństwo i potem urodziło im się chore dziecko
Nie wiem jaką decyzję podejmie mój mąż , ale wiem że nie przewidywał aż takiej reakcji dzieci a to dopiero przecież początek bo jeszcze mieszka z nami , okaże się czy jest tym człowiekiem którego pokochałam czy okaże się kimś obcym zmienionym przez życie , przez nią ... wczoraj mu wygarnęłam wszystkie możliwe epitety na jej temat ,a le nie oczywiście on jej broni że to nie ona rozpieprzyła mi nam życie ,a ja i tak wiem swoje i wiem że jak będzie z nią to nie będzie miała lekko może nie ze względu na mnie ale na dzieci
wierny_tomasz- daj mi imię i nazwisko, a udowodnię Ci, że będzie o krok od zdrady już po miesiącu max. Oczywiście do niej nie dojdzie, bo bym nie mogła z takim agentem. Przykro mi, ale każdy mężczyzna jest do tego zdolny, choć sam o ten fakt wypiera.
Naprawdę tak myślisz? Jestem skłonny to zrobić, będziesz mocno zdziwiona jak polegniesz? :-)
wierny_tomasz nie powiedzieliśmy dzieciom że się nadal kochamy (bo musielibyśmy powiedzieć tata nie kocha mamy ale mama kocha tatę ) a to byłoby chyba zbyt brutalne ,tylko że mam problemy które albo rozwiążemy i będziemy razem albo nie i tata nie wróci, zobaczymy co będzie , wiem że może kolejny raz się poniżam ale dla nich będę walczyła do samego końca .....
witaj stefan71 napisz co się dzieję a odrobinę Ci ulży
wierny_tomasz nie powiedzieliśmy dzieciom że się nadal kochamy (bo musielibyśmy powiedzieć tata nie kocha mamy ale mama kocha tatę ) a to byłoby chyba zbyt brutalne ,tylko że mam problemy które albo rozwiążemy i będziemy razem albo nie i tata nie wróci, zobaczymy co będzie , wiem że może kolejny raz się poniżam ale dla nich będę walczyła do samego końca .....
Nie musielibyście i w zasadzie nie możecie powiedzieć, że tata nie kocha a mama kocha. Trzeba powiedzieć, że przestaliście się kochać, żeby nie stawiać dzieci na pozycji sędziów, oceniających, który rodzic jest dobry, a który zły. Jako rodzice macie być dla nich równi, żeby nie musiały rozstrzygać dylematów moralnych w swoim wnętrzu. W innym wypadku będą się fatalnie czuć przebywając raz z mamą a raz z tatą, bo będą mieć wrażenie, że drugi rodzic wtedy cierpi, konkretnie to Ty będziesz w takim układzie ta cierpiąca. I mimo, że to prawda, to nie możesz obciążać dzieci tak trudnymi sprawami, których za cholerę nie ogarną. Nie ryjcie im psychiki. Może warto się przejść do psychologa?
wierny_tomasz napisze wieczorem na gg ??
Nie pytaj tylko się odezwij ;-)
wierny_tomasz- nie polegnę, NIESTETY.
coraz mniej tutaj chyba tych osob, ktore dolaczyly w tym okresie co ja, czyli kwiecien..... czy to oznacza ze juz 'wyzdrowially'? Duzo osob nowych calkiem, albo tych duzo starszych, ale tacy, 'podobni' stazowo do mnie, to cos nie widac... czyzbym tylko jak tak tkwila w tym dziedostwie..... mimo wszystko.... ?
Witaj kiedysbylam...
czytałam o spadku formy u Ciebie w wątku, przykro mi, że to w jakiś sposób wraca.. Ale sama znam to z autopsji... Zaakceptuj te gorsze dni, popłacz, a kolejne wzniesienie będzie już wyższe, już coraz rzadziej będziemy spadać, jestem przekonana... Dla mnie samej końcówka tamtego tygodnia była okropna, płakałam, tęskniłam... Ale przeszło. Od kilku dni znów czuję moc, że będzie dobrze, że się ułoży.. Że nie chcę go przy moim boku, wręcz bardzo awersyjnie o nim myślę..
Także chyba doskonale Cię rozumiem... Trzymaj się ciepło i godnie przeżyj ten kryzys ! :* Pozdrawiam ![]()
Hey, właśnie się zalogowałam i wlaściwie nie wiem co napisać. Normalnie wstydzę się tego co pozwoliłam sobie zrobić. Od maja walczę każdego dnia by odzyskać do męża zaufanie i poczucie własnej wartości. Nie wychodzi mi. Jestem już strasznie zmęczona.
Zania,
podziwiam Cie i jednoczesnie zazdroszcze Twojego piekna wewnetrznego, ktre po prostu "bije" z Twoich wpisow.
Niestety, porownuje Cie ze soba, a ja nie umialabym sie zachowac z taka klasa i honorem. A sytuacje mialam podobna i to nie raz - z tym samym mezem.
Jakos mi od tego smutno - ze tak marnie wypadam przy Tobie.
Mam nadzieje, ze Twoj maz sie opamieta.
kiedysbylam: jestesmy, spokojnie, nie jestes sama ![]()
tez przechodzę właśnie przez okres wzlotów i upadów. Raz jest dobrze a za chwile kryzys - pytanie że bez tej osoby nie dam rady...
dobija to strasznie człowieka. Mam nadzieje, że z czasem zacznie się to poprawiać ponieważ nie wiem jak długo wytrzymam te nie przespane noce i wahania w dzień.
Pozdrawiam
Widzę zatem, ze ten okres wzlotów i upadków to kolejny proces "zdrowienia" i każdy z nas taki też przechodzi.. Pocieszające, że mieszczę się w jakiś "normach".. Choć wieczory do najprzyjemniejszych nie należą... Ale nic to, zamierzam dać radę ![]()
Witam
Dziś dzień minął spokojnie chociaż gdy poszłam po córkę do szkoły pierwsze jej pytanie było czy tata będzie - eh
ja dziś na spokojnie bez westchnień i płaczu ale to nic nie znaczy po prostu maska założona
Miriamm dzięki Ci za Twoje słowa ale wierz mi że trzymam się tylko dla dzieci , no i nadzieja się troszeczkę tli chociaż po tym wszystkim sama się sobie dziwie ,ale zawsze byłam optymistka mimo że się waliło im paliło , jak to określiła moja koleżanka z liceum ode mnie zawsze taka radość biła , wiesz każdy zachowuje się tak jak to uznaje za słuszne , nie jesteś w niczym gorsza , my zranione i porzucone jesteśmy wszystkie takie same
babaga tu możesz pisać co tylko chcesz my tu wszyscy jedziemy na jednym wózku
tomek112 podobno czas leczy rany... podobno
wczoraj się zastanawiałam czy by mi ulżyło gdybym przyłożyła mojemu mężowi
ale kto by mi rękę rozbujał ....
Żania
Leczy, leczy ![]()
Nie przeczytałaś książki !
skarbonka nie przeczytałam ale juz mam więc lada chwilka przeczytam ![]()
coraz mniej tutaj chyba tych osob, ktore dolaczyly w tym okresie co ja, czyli kwiecien..... czy to oznacza ze juz 'wyzdrowially'? Duzo osob nowych calkiem, albo tych duzo starszych, ale tacy, 'podobni' stazowo do mnie, to cos nie widac... czyzbym tylko jak tak tkwila w tym dziedostwie..... mimo wszystko.... ?
Hej dziewczyny. Ja też jestem...
Nie piszę, ale czytam Was regularnie.
I niestety u mnie po lepszym okresie od kilku dni jest równia pochyła w dół
To chyba przez tą jesień...
Wczoraj rozmawiałam z niedoszłą teściową i dowiedziałam się, że mój były narzeczony pytał czy może wrócić do domu. A to znaczy, że w końcu opadły mu klapki z oczu i w końcu zorientował się, że jego "koleżanka" nie jest taka idealna jak mu się wydawało.
Teraz tylko czekać na to aż za mną zatęskni i będzie próbował wrócić. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie bo chyba bym tego nie przeżyła. Wystarczy, że już raz rozwalił moje serce na milion kawałków.
Hej dziewczyny ja też jestem i podobnie jak porzucona85 czytam codziennie ;p obecnie jestem zajęta pracą i przeprowadzką;pPozdrawiam
Żania dzieki za zauważenie nowej istoty:) Nie chciałam pisać o tym co mnie spotkało ale jak tego z siebie nie wyrzucę chyba eksploduję. Mój mąż od siedmiu lat zresztą poznał przez internet niewiastę z drugiego końca kraju. Mailowali, dzwonili i wysyłali sobie zdjęcia przez trzy miesiące. Znalazłam ponad 2000 postów na FB. Najwięcej było wyznań miłości w moje urodziny. Kiedy to wszystko znalazłam nie wypierał się. Tak pokochał ten wyidealizowany obraz kobiety której nawet osobiście nie poznał ze postanowił się wyprowadzić. Błagałam by został dla naszych dzieci. Nie mogę uwierzyć że był w stanie tak tanio nas sprzedać. Po 10 latach związku i 7 małżeństwa był gotów dla poprawianych graficznie zdjęć jakiejś... zostawić synów i mnie. Twierdził zawsze kiedy chciałam poważnie pogadać że on nie umie. Z nią na poważnych rozmowach spędził tyle czasu... Od maja staram się zapomnieć. Nie potrafię. Żyjemy w jednym domu ale ja widzę, że on mnie nie kocha a jedynie toleruje....
Posłuchałam mądrych ludzi .
Przeczytałam kilka wątków na forum i nie tylko .
Cofnęłam się myślami w czasie.
Popatrzyłam na Swoje życie z boku.
I doszłam do wniosku , że nie byłam szczęśliwa
Trzeba BEZWZGLĘDNIE ufać swojej intuicji
Co mnie nie zabiło to mnie wzmocniło.
Dziękuje ![]()
Fragi, Woytek, Porzucona, Z pozoru silna - fajnie ze jednak jestescie, ufff
)
ale juz tyle nie piszecie, wiec to tez chyba dobry objaw....
Porzucona - no to jak wraca do mamusi no to bardzo dobrze, fakt, moza za jakis czas i u mamusi mu nie pasowac wiec musisz byc ostrozna i przygotowana. Bo to byloby najgorsze, jakby angle Cie strasznie mocno 'pokochal' bo 'zrozumial' .......... taaaaa. bo zrozumial ze wygodniej mu bylo z Toba, tak by to bylo tak naprawde. Ale moze nie bedzie chcial powrotow....
Fragi - no chyba jestesmy w jakis normach, tylko ze Ty jestes duzo krocej od rozstania niz ja..... ja od polowy kwietnia tu koczuje
) u mnie w sumie chyba troche lepiej. Tylko przeraza mnie troche to co robie.... NORMALNIE, kiedys uznalabym najnormalniej w swiecie, po tym co laczy mnie z L., ze po prostu jestesmy razem. A teraz? Teraz traktuej to jak taki zwiazek bez zobowiazan...? zywie do niego jakies uczucia, emocje, spedzam bardzo fajnie czas, ale jakos tak mam z 2 strony nie rusza mnie to wszystko zbytnio.... w sensie, mam ochote to popisze z nim w ciagu dnia, nie mam ochoty, to mu nie odpisuje... i tak to wlasnie wyglada z mojej strony... takie bezplciowe troche, nie to, ze wcale nie ma emocji zadnych z mojej strony, bo sa, ale nie takie jakie bylyby w 'normalnej' sytuacji....
Bardzo to wszystko bolesne, ale stwierdzam ze:
1.nie warto mieć nadziei, bo jak się człowiek nie doczeka to boli jeszcze bardziej = znam z autopsji
2.rzadko się zdarza ze ta druga strona zrozumie błąd, jeśli to był błąd - na ogół przesiada się na "nowy" model, aby dostać to czego, ich zdaniem, nie mieli już/zawsze w starym związku, poczuć na nowo "motyle" w brzuchu
3.jeżeli po czasie przychodzi "opamiętanie" to najczęściej dlatego, bo nie wyszło w nowym związku
4. jeśli w nowym związku pojawiło się dziecko, to szanse na powrót są żadne
5. musimy zadać sobie pytanie czy chcemy być z kimś kto już nas nie kocha
6.ból jest nie do zniesienia, nie wiem jak żyć...ktoś kogo kochasz nie kocha ciebie...nie chce cie...myśli tylko jak się od ciebie uwolnić....koszmar...
7.codziennie wstaje rano i to kolejny dzień walki...staram się pamiętać ze to walka o moje życie, to jedyne co mamy...
8. trzymajmy się i wygadujmy się przed sobą, to mimo wszystko pomaga...
Bardzo to wszystko bolesne, ale stwierdzam ze:
1.nie warto mieć nadziei, bo jak się człowiek nie doczeka to boli jeszcze bardziej = znam z autopsji
2.rzadko się zdarza ze ta druga strona zrozumie błąd, jeśli to był błąd - na ogół przesiada się na "nowy" model, aby dostać to czego, ich zdaniem, nie mieli już/zawsze w starym związku, poczuć na nowo "motyle" w brzuchu
3.jeżeli po czasie przychodzi "opamiętanie" to najczęściej dlatego, bo nie wyszło w nowym związku
4. jeśli w nowym związku pojawiło się dziecko, to szanse na powrót są żadne
5. musimy zadać sobie pytanie czy chcemy być z kimś kto już nas nie kocha
6.ból jest nie do zniesienia, nie wiem jak żyć...ktoś kogo kochasz nie kocha ciebie...nie chce cie...myśli tylko jak się od ciebie uwolnić....koszmar...
7.codziennie wstaje rano i to kolejny dzień walki...staram się pamiętać ze to walka o moje życie, to jedyne co mamy...
8. trzymajmy się i wygadujmy się przed sobą, to mimo wszystko pomaga...
Czytam Twój post zalewając się łzami. Mój kochany "jeszcze mąż" podobno martwi się o moje zdrowie psychiczne, jednocześnie spotykając się z Inną, nową Miłością Swojego Życia. Pomoc czerpię czytając Wasze historie i liczę na opamiętanie i cud
gron napisał/a:Bardzo to wszystko bolesne, ale stwierdzam ze:
1.nie warto mieć nadziei, bo jak się człowiek nie doczeka to boli jeszcze bardziej = znam z autopsji
2.rzadko się zdarza ze ta druga strona zrozumie błąd, jeśli to był błąd - na ogół przesiada się na "nowy" model, aby dostać to czego, ich zdaniem, nie mieli już/zawsze w starym związku, poczuć na nowo "motyle" w brzuchu
3.jeżeli po czasie przychodzi "opamiętanie" to najczęściej dlatego, bo nie wyszło w nowym związku
4. jeśli w nowym związku pojawiło się dziecko, to szanse na powrót są żadne
5. musimy zadać sobie pytanie czy chcemy być z kimś kto już nas nie kocha
6.ból jest nie do zniesienia, nie wiem jak żyć...ktoś kogo kochasz nie kocha ciebie...nie chce cie...myśli tylko jak się od ciebie uwolnić....koszmar...
7.codziennie wstaje rano i to kolejny dzień walki...staram się pamiętać ze to walka o moje życie, to jedyne co mamy...
8. trzymajmy się i wygadujmy się przed sobą, to mimo wszystko pomaga...Czytam Twój post zalewając się łzami. Mój kochany "jeszcze mąż" podobno martwi się o moje zdrowie psychiczne, jednocześnie spotykając się z Inną, nową Miłością Swojego Życia. Pomoc czerpię czytając Wasze historie i liczę na opamiętanie i cud
Gron ma rację ![]()
http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY
Hej witam wszystkich mam 26 lat i dziewczyna po 4 latach związku zostawiła mnie dla innego miesiąc temu i jest z nim szczęśliwa. Jestem bardzo załamany i nie potrafię sobie z tym wszystkich poradzić bo bardzo ją kochałem i kocham nadal.
witajcie
kolejny dzień minął spokojnie, dziś postanowiłam już nie denerwować, marudzić i wkurzać mojego męża a tak zawsze mówił gdy tylko chciałam porozmawiać , dziwnie się tylko patrzy pewnie że go już nie męczę
Córcia śpiewała dziś wieczorem piosenkę Patti -nie ma nas .) słowa adekwatne do naszej sytuacji , chyba słuchał bo zapytał jej na co się uczy tej piosenki ![]()
babaga - nasze historie są identyczne co za ironia bo nie myślałam tylko mój mąż zakochał się w wirtualnej panience doskonale Cie rozumiem , tyle że ta jego chce wszystko dla niego rzucić i przyjechać tu gdzie mieszkamy . Od maja - kobieto jak Ty to wytrzymujesz
ja w takiej sytuacji od miesiąca i mam już po mału serdecznie dość tej sytuacji
skarbonka TAK TRZYMAJ ![]()
Gron z wielkim bólem przyznaje że masz racje co do wszystkich punktów ![]()
Ewa78 nie martwi się Tobą wcale , jakby się martwił to by nie zdradzał
a cuda raczej się nie zdarzają w tej materii ja w każdym razie w nie nie wierzę
Mateusz pisz tu o wszystkim a będzie Ci lżej
Witam
no i po dwóch dniach względnego spokoju dziś ogarnął mnie smutek ....
puk puk.....
porzucona85,nie do końca szczęsliwa,wierny_ tomaszu i inni gdzie jesteście? ![]()
Jestem ![]()
Czytam na bieżąco, tyle tylko że już się nie wypowiadam na bieżąco.
Chyba zamknęłam się w sobie i cierpię w samotności.
A co tam u Ciebie słychać Paprotko? Jak idzie "lizanie ran"?
Jestem
Czytam na bieżąco, tyle tylko że już się nie wypowiadam na bieżąco.
Chyba zamknęłam się w sobie i cierpię w samotności.A co tam u Ciebie słychać Paprotko? Jak idzie "lizanie ran"?
ja też czytam na bieżąco ale nie mam co napisać.Przez ten tydz.toczyła się we mnie walka z bólem i gniewem na exa z tęsknotą za nim.Doszłam do wniosku że skoro był tak nieszczęśliwy ze mną,zmuszałam go do dorosłości to niech teraz będzie szczęśliwy z nią.Pomału godzę się z tym.Przestał mnie kochać (nie wiem nadal jak można tak z dnia na dzień ) nic już na to nie poradzę.Muszę nauczyć się żyć bez niego dla siebie samej.Ciężko się wraca do pustego mieszkania nadal brakuje mi jego obecności,w głowie siedzą mi te fajne chwile.Ale jak tylko za dużo robię się sentymentalna od razu przypominam sobie te chwile których nigdy bym nie chciała z nim powtórzyć.To jak na niego patrzyłam i słuchałam i nie poznawałam swojego narzeczonego.Pomaga.Nic mi innego nie pozostaje jak pogodzić się z tym że już go nie ma i nie będzie.Życzę mu żeby był szczęśliwy i mam nadzieje że ja kiedyś też będę.Nie mam nawet już tak wielkiego żalu do niego że tak szybko o mnie zapomniał,bo nie życzę mu cierpienia jakie ja przechodziłam.Kochałam go i był mi najbliższą osobą.Wiem też już nie umiałabym mu zaufać i wierzyć w jego obietnice,nas już nie ma.Nawet przyjazń nie jest możliwa u nas,czas tego nie zmieni.Staram się mu wybaczyć sobie też ale nigdy mu tego nie zapomnę.Niestety taka prawda
Dziś wyjeżdzam z koleżanką na tydzień do Chorwacji.Nie czuje radości z tego wyjazdu.Nic nie czuję.Nawet się nie spakowałam.Mam nadzieje że wróce odmieniona,wypoczęta.Nabiorę dystansu do tej całej sytuacji.3majcie się cieplutko
Paprotka - jak ja to dobrze znam.....
jechac gdzies, gdzie normalnie byloby sie podekscytowanym, spakowanym 3 dni wczesniej, a teraz jechac gdzies i nie czuc nic... bylam, mialam kilka 'wyjazdow' juz po rozstaniu. Bylam we Wloszech w srodku lata na chrzcinach, bylam 2 razy w Polsce, bylam w senatorium z mama, bylam w krakowie i zakopanem..... i to wszystko takie bezplciowe bylo.... bo przeciez tylko z nim zycie mialo sens.... eh teraz sama ironizuje troche bo to naprawde zalosne jest, jak bardzo sie do niego przywiazalam, jakby wlasnie tak bylo, ze tylko kuzwa on i on.... a przeciez bez przesady...
do tego rozumiem o czym mowisz piszac ze przypominaja sie te dobre chwile, to jak ogolnie bylo. no ale wlasnie - trzeba zyc faktami, a nie wspomnieniami. fakty sa takie ze mnie np maz zdradzil i porzucil i mnie nie chce. fakty. to, ze kiedys bylo milo i pieknie - to juz tylko wspomnienia.... tyle w temacie....
Witajcie
U mnie nastrój w kratkę
Paprotka85 , kiedysbylam rozumie Was bardzo dobrze mnie też nic nie cieszy , mój mąż wyprowadza się 1 października do swoich rodziców , wiem że jej jeszcze na razie nie będzie , może wcale , też się zastanawiam jak to będzie bez niego chociaż będzie przyjeżdzał do dzieci kiedy tylko będą (i o ile nie będzie w pracy) chciały i dodatkowo jeszcze kończymy remont ale to też nie cieszy bo przecież razem mieliśmy tam mieszkać , wczoraj stwierdził że przecież się nic nie zmieni tylko tyle że nie będzie nocował
no i jeszcze będzie się zastanawiał nad powrotem - ale chwilami jak sobie przypomnę ta krzywdę jaka mi wyrządził ile bólu mi przyspożył ile słów wypowiedział zastanawiam się czy chce , kurde przecież go tylko kochałam i kocham i za to wszystko i tak mi podziękował , z bólem stwierdzam że nie on nie zasługuje na mnie , na żadne powroty i otwarte furtki , tak bardzo mi tylko szkoda dzieci...............
Pewnie będzie ciężko ale musi jakoś być a z czasem może będzie dobrze i znajdę swoje szczęście ........bo na nie zasługuję i WY dziewczyny także ![]()
Zania no ja kczytam, ze on bedzie sobie przyjezdzal i bedzie myslla jeszczeo pworocie no to szlag mnei trafia. nie pozwol na tkaie sytuacje. zeby on tak myslal, zeby on tak sie czul. Ze odszedl, ael kurcze,a 'zastanowie sie jeszcze, jak misie odwidzi to sobie wroce'. Bo to naprawde chore. Daj mu do zrozumienia, ze nie to nie, musicie sie dogadac, bo a dzieci, n oale skor owas nie ma, to nie ma i nie ma juz domu, ktory mial. jest dom, w ktorym beda mieszkac jego dzieci i jego byla zona, ale to nie powinien byc wciaz jego dom. takie jest moje zdanie. a jak sie wyprowadzi to najlpierw bedzie Ci bardzo ciezko, mimo wszystko, ja t ostrasznie wspominam ,sam ten okres oczekwinaia na jego wyporwadzke niz moze juz ja sama w sobie, ale potem bedzie Ci latwiej juz po wyprowadzce.... ja sobie nei wyobrazam jak ja z nim mieskzalam przez 3 miesiace, nie bedac juz razem, gdzie okresowo nie mowilismy sobie nawet 'czesc'. jak ja bardzo cierpialam i sie zadreczalam, masakra. to teraz jest jak jest, ale jest duuuuuzo lepiej jak dziadostwa nie ma....
A co powiecie moje drogie na takiego sms od exa:
''Przepraszam,szukałem chyba najszczęsliwszego związku i dlatego o nas nie walczyłem,teraz jest za pózno,kiedyś ci to wytłumacze.Kofam Cię" i jeszcze jeden:
''Kiedyś to zrozumiesz"
Palant do potęgi ntej.
A co powiecie moje drogie na takiego sms od exa:
''Przepraszam,szukałem chyba najszczęsliwszego związku i dlatego o nas nie walczyłem,teraz jest za pózno,kiedyś ci to wytłumacze.Kofam Cię" i jeszcze jeden:
''Kiedyś to zrozumiesz"
Palant do potęgi ntej.
Takie smsy są bardzo nie w porządku, bo budzą w Tobie nadzieję na to, że do siebie wrócicie
Teraz czeka Cię pewnie kilka ciężkich dni przez to. Ale przynajmniej Cię przeprosił ![]()
Mój narzeczony nawet po pół roku od rozstania nie ma na tyle jaj, żeby to zrobić. Do tej pory nie usłyszałam od niego przeprosin za to co zrobił
Jedyne co potrafił powiedzieć, to "że żałuje, że tak się stało ale już nic się nie da zrobić". A przecież skrzywdził mnie i zranił jak nikt inny... ![]()
Paprotka, baw się dobrze na wyjeździe, nie myśl o nim, poznawaj nowych ludzi i korzystaj z wakacji! ![]()
Buziaki
kiedyś byłam- ja to wszystko wiem tyle że go jeszcze kocham i ustaliliśmy że jeszcze pomyśli o powrocie oczywiście będzie też opcja że będzie myślał o tamtej, sama nie wiem przecież nawet jak wróci do mnie to i tak nie będzie tak samo ,nie zapomnę tych wszystkich jego słów które wypowiedział a przede wszystkim nie pokocha mnie więc to wszystko bez sensu bo nie wiem co by musiał zrobić żeby mógł wrócić chyba stanąć na .....i zakręcić się wokół własnej osi
no a jeśli spróbuje z nią i mu nie wyjdzie to oczywiście opcji powrotu nie będzie nigdy !!! Wniosek z tego jeden -definytywne rozstanie ??:(
na razie rozum mówi co innego a serce co innego -czas pokaże
paprotka oczywiście że palant i udanego wyjazdu ![]()
porzucona jesteśmy z Tobą , nier zamykaj się w sobie
paprotka85 napisał/a:A co powiecie moje drogie na takiego sms od exa:
''Przepraszam,szukałem chyba najszczęsliwszego związku i dlatego o nas nie walczyłem,teraz jest za pózno,kiedyś ci to wytłumacze.Kofam Cię" i jeszcze jeden:
''Kiedyś to zrozumiesz"
Palant do potęgi ntej.Takie smsy są bardzo nie w porządku, bo budzą w Tobie nadzieję na to, że do siebie wrócicie
Teraz czeka Cię pewnie kilka ciężkich dni przez to. Ale przynajmniej Cię przeprosił
Mój narzeczony nawet po pół roku od rozstania nie ma na tyle jaj, żeby to zrobić. Do tej pory nie usłyszałam od niego przeprosin za to co zrobiłJedyne co potrafił powiedzieć, to "że żałuje, że tak się stało ale już nic się nie da zrobić". A przecież skrzywdził mnie i zranił jak nikt inny...
Paprotka, baw się dobrze na wyjeździe, nie myśl o nim, poznawaj nowych ludzi i korzystaj z wakacji!
Buziaki
Zapomniałam dopisać że to było na mojej poczcie,do której rzadko zaglądam :)sprawdziłam datę,he he to było w poniedziałek a ja w piatek sie wyprowadziłam.Takie przeprosiny byłyby dobre gdybyśmy mieli po 10 lat.;)
On się nie odzywa do mnie już prawie 2 miesiące pomału dochodzę do siebie i każdego dnia jest mi troszke lepiej.A to daje nadzieję na przyszłość.
Witam, chyba wreszcie odnalazłam dział dla siebie
Poczytałam was i widzę,że tu ludzie sie rozumieją, bo przeszli gehennę.Mam teraz 50 lat, zostałam po raz pierwszy zdradzona, gdy miałam 29.Uparłam się, że dzieci muszą być wychowane w pełnej rodzinie i tak mimo kolejnych zdrad i poniewierki, a nawet znęcania się nade mną, dotrwałam.Chłopcy są już dorośli, zaczynają pracować, liżą swoje rany po ukochanym tatusiu tak samo jak ja, tylko podchodzą do tego po męsku, ale ja wiem jak bardzo cierpią.Na razie jestem zawieszona w próżni, nie wiem co z tym wszystkim robić.Dzisiaj leżałam do południa, bo nie chciało mi się wyjść na świat.Nieraz siedzę w łazience z zamkniętymi oczami, zwinięta w kłębek, bo tylko tam czuję się bezpiecznie.Nie jest ze mną dobrze, choć było mnie stać, żeby w końcu wysłać go do wszystkich diabłów, teraz to odchorowuję.To tak w skrócie. Cieszę się,że was znalazłam.
Witam
zbytdelikatna - witaj nie wiem jak tyle lat mogłaś znosić to wszystko , nie wiem co powiedzieć ja bym tak nie mogła nie potrafiła nawet dla dobra dzieci
dziś znowu mnie naszło że nie chce żeby odchodził ![]()
Pomóżcie - pierwsza noc po rozstaniu, trzęsę się, mam ochotę umrzeć, siedzę sama, w końcu zawsze zostaję sama i samotna, pomóżcie... Przepraszam za chaos ale nie wiem co zrobić, żeby nie czuć już tego bólu, żeby nie myśleć co będzie ze mną i z moim życiem, ten strach mnie paraliżuje, co mam zrobić, jak radzić sobie z moim zmęczonym umysłem, z miliardem myśli, ze strachem, bólem, rozpaczą, z chęcią cofnięcia czasu, z natłokiem pytań, z miotaniem się do kogo się zwrócić o pomoc, i kto mi może pomóc i jak??? Wariuję z bólu, czy mogę prosić Was o wsparcie?
Żania,dzięki za odzew.Moja odpowiedź jest w moim cytacie
Starałam się wszystko obracać w żart.Przyjmować dzień codzienny tak jak jest.Ale zapłaciłam to kilkoma epizodami depresji, teraz niestety też się leczę.Ale nie żałuję,jedno mnie już tylko martwi,że jestem bez pracy, bez dochodów, a nie chcę "wisieć"na rodzinie, która na razie mnie wspomaga.
wieanna spokojnie, opowiedz nam po kolei co i jak się stało.Szok po świeżym rozstaniu jest zawsze straszny, ale wierz mi czas zrobi swoje i ochłoniesz. Tylko spokojnie,jeśli ci to pomoże, to wywal z siebie te żale u nas, postaramy się pomóc.
Zbytdelikatna, dzięki, bardzo potrzebuję tego, bardzo chcę to z siebie wyrzucić... Z góry przepraszam za ten bełkot i dziękuję Tym, którzy to przeczytają.
W skrócie mówiąc, właśnie przeżywam kolejne setne odrzucenie w moim prawie 30-letnim życiu. Jestem wrakiem w rozsypce. Między innymi dlatego to jest takie trudne, że to już nie wiadomo który raz, wydaje się, że to ciągle to samo, według tego samego scenariusza porzucenia. Tym razem to trwało rok, zdążyłam się przywiązać i bardzo zakochać, myślałam, że to wreszcie ten jedyny, byłam pewna. Były dziwne i sprzeczne sygnały, które powinny mi dać do myślenia, ale ponieważ trwało to dalej, nie dopuszczałam do siebie myśli, że z drugiej strony nie ma uczuć. Bo wydawało mi się niemożliwe, być w związku przez rok, i nie wiedzieć, czego się chce. Że to to, lub nie to. Myślę, że 2-3 miesiące wystarczą do namysłu nawet najbardziej niezdecydowanym. Ale nie. Znowu byłam na jakimś pieprzonym okresie próbnym, i znowu jestem z niego wyrzucona. Znowu nie przeszłam testu, nie zdałam egzaminu. Starałam się, jak mogłam. Możecie wierzyć lub nie, ale dlatego że kochałam, nigdy nie zrobiłam celowo przykrości, no nie zrobiłam nic złego. Przeciwnie, chciałam dawać mnóstwo wsparcia, czułości, przyjaźni, śmiechu, wszystkiego. I dawałam. W zamian otrzymywałam ochłapy, przynajmniej ostatnio. Takie smutne wrażenie mam. Próbowałam rozmawiać, póki był czas, ale nie było jak. Nie dałam rady, nie było chęci rozmowy z drugiej strony. Obecnie obwiniam się o miliardy rzeczy. Nie wiem, gdzie był błąd, bo nie dostałam tej informacji, mimo że o nią prosiłam, i uważam, że należała mi się. Ale nie. Zawsze przychodziło to łatwo - odmawiać mi. Przepraszam, że się tak skarżę. Jestem w szoku, bo wiedziałam, że jest nienajlepiej, ale nie spodziewałam się, że to będzie koniec. Tak lekko. Jak wyrzucenie śmieci. Boli straszliwie. Wspomnienia na każdym kroku. Zadręczanie się. Jedynie kontaktować się nie mam ochoty, bo tak lodowatej odmowy się nie spodziewałam. Ale ludzie zamieniają się w bryłę lodu w ciągu godziny. Poprosiłam tylko o szansę, nie dostałam. Plany legły w gruzach. Boli straszliwie. Siedzę w totalnym otępieniu, nie jem, nie śpię. Boli ta lekkość, z jaką ze mną zerwano. Błyskawicznie, bez wahania. Oczywiście usłyszałam wszystkie żenujące teksty stosowne do sytuacji, ale boli samo ich wspomnienie. Boli to, że znowu coś się definitywnie zamknęło. Że to już któryś raz. Nie mogę uwierzyć ani zrozumieć. Że kochana osoba zmienia się w ciągu godziny w obcego człowieka. Wszystko boli, gdzie się nie spojrzy. Nie wiem, jak dalej żyć. Wiem, że z drugiej strony nie ma nic, pustka, żadnej tęsknoty, a jedynie ulga. Źle mi jest straszliwie, nie mam siły zaczynać znowu. Boję się samotności, najbardziej się jej bałam, i znowu przyszła. Ciężko było mi się zakochać, ale w końcu się udało. Myślałam, że złapałam Boga za nogi. Ale mówiłam sobie, że to moja ostatnia próba w życiu. Że na więcej już nie starczy mi sił. No i pustka i złe myśli. Żal mi samej siebie, że byłam niekochana przez rok, że znowu jestem sama jak palec. Obecnie marzę o jakimś zastrzyku, który wyłączyłby mnie już na dobre z tego obłędu, żebym nie musiała już tak cierpieć.
Dziękuję Wszystkim
wieanna, odsyłam cię do poczytania wątku o kobietach kochających za bardzo,do których ja też należę.Faceci lubią zołzy,tak jak niektóre kobiety macho.Dałaś mu za dużo z siebie, nie oczekując nic innego, tylko żeby cię kochał.Bo miłości i obecności drugiej osoby potrzebujesz najbardziej.Przynajmniej tak teraz uważasz.Coś musiało zaistnieć w twoim życiu,że tej miłości bardzo ci brakowało.Chciałaś więc ułożyć sobie cudowny związek i nie udało się.Chyba trafiasz na nieodpowiednich facetów i popełniasz wciąż ten sam błąd.Dam ci przykład : idziesz po ulicy i jesteś niepewna swoich kroków, uważasz,że ludzie odbierają cię jako źle wyglądającą ofiarę losu.Na co tym się narażasz?Na litość?U pewnej grupy tak.Ale u pewnej grupy narażasz się na agresję.To samo dzieje się w związku.Niestety oczekujesz,że partner da ci miłość i to wszystko załatwi.Niestety, może pomóc, ale musisz najpierw pomóc sobie samej.Masz w sobie niepewność własnej wartości i to cię gubi.Można nad tym pracować samemu, czasem życie nas zahartuje,ale lepiej udać się do psychologa na terapię.A na chwilę dzisiejszą-przypomnij sobie najgorsze chwile związane z nim i wyzwij go głośno od najgorszych.Może to niezbyt finezyjne, ale naprawdę pomaga.Trzymaj się i pisz.
hej 28 lat od 2 dni sama 4 lata po ślubie zostawił mnie z dwiema malutkimi córkami .teraz planuje swój los życie
Witajcie.
Zdecydowałam się napisać po przeczytaniu ostatnich Waszych wypowiedzi. Nawet nie wiem od czego zacząć. Moja historia z Byłym facetem była długa skomplikowana a moja winą było to, że kochałam go całym sercem. Zacznę od początku, od pierwszego spotkania wielki motyle, niesamowita chemia i tak z dnia na dzień staliśmy się parą. W czasie tego okresu było dobrze, aż do momentu jak zachorował. Miał nerwice, doszły leki... ja oczywiści wspierałam go, pomagałam mu ale i tak po roku ze mną zerwał. Powód nieznany. Jako typowa kobieta walczyłam o nas, przez rok mieliśmy kontakt i temat powrotu pojawiał się jednak on chciał sie wyszaleć. Wywnioskowałam to, ze stylu życiu jaki prowadził. W końcu zmęczona zawieszeniem zdecydowałam się zniknąć. Nasz kontakt się urwał. Do początku tego roku, bo oczywiście Pan odezwał sie przepraszając, że zmienił się i prosił mnie o szanse. Spotkaliśmy się. Faktycznie zmienił tryb życia, mniej pił, już nie brał leków. Prowadził spokojniejszy życie. Nawet chodził do psychologa... Nadal go kochałam dlatego dałam mu 2 szansę.
Przez pierwsze 2 miesiące ja byłam wycofana, niby z nim a niby cały czas szukałam potwierdzenia, że on chce ze mną być. Jakbym sama nie mogła uwierzyć. Czekalam w głębi duszy tak długo i mogłam w końcu sie do niego przytulić........... zwyczajnie z nim być. Była we mnie nadal jakas niepewność. On na początku starał się... Problemy zaczeły się po 2 miesiącach. On jakby się wycofał. Prosił mnie o zwolnienie tempa, że on ma blokady... po przednich związkach. Prosił abyśmy dalej sie spotykali ale już nie maglowali naszego tematu. Bo go to męczy. I tak sie stało, widywaliśmy się raz na tydzień, z tym że przestaliśmy z sobą sypiać. Niestety poruszałam czasem nasz temat bo ta sytuacja mnie wykańczała. Ja przede wszystkim chciałam normalności. Raz było tak raz tak ja już głupiałam.
Ostanie nasze spotkanie było tak udane, gadaliśmy cala noc, śmiejąc się, trzymając się za rękę potem kochaliśmy sie. Myślałam, że w końcu wszystko zaczyna układać się. JEDNAK MYLIŁAM SIĘ !!. Raz mi mówił, że widzi we mnie swoja dziewczynę a później 3 tyg po ostatnim spotkaniu zadzwonił do mnie z informacją, NIE KOCHAM CIE, i nie pokocham cie. Ja widać abym był z kimś w związku potrzebuje większych porywów miłości. Wyobraźcie sobie co czułam siedząc z tel w reku słuchając czegoś takiego, Moja reakcja była natychmiastowa. Wygarnełam mu wszystko, że po co się do mnie odzywał, jak śmiał prosić mnie o 2 szansę i wiele innych epitetów. Niestety na koniec popłakałam się i wydusiłam z ust że jestem zła na siebie bo wierzyłam mu, zamiast słuchać rozumu........i sama nie rozumiem siebie skąd mam takie uczucie dla niego.Na koniec dodałam coś zimnym opanowanym głosem i rozłączyłam się.
Mineły 2 miesiące ciszy. W tym czasie dowiedziałam sie, że po miesiącu od rozstania zapisał się z kimś na kurs tańca, A w tym tygodniu zmienił status na fb na w skomplikowanym związku. A jaki szczęśliwy, że ho ho. Od tego czasu płacze, nie śpię nocami. Zostawił mnie dla innej i leciał na 2 fronty. Jak jeszcze byliśmy razem tak go prosiłam aby zapisał się ze mną na kurs tańca. Faktycznie zapisał się ale po rozstaniu ze mną i z inna. Czuje się nie dość dobra jako kobieta. I także byłam przez cały okres egzaminowana. Już nawet doszło do tego, że bałam się sms napisać aby nie narzucać się. Teraz czuje sie winna, co zrobiłam nie tak, gdzie popełniłam błąd. Najgorsze, że na spotkaniach było mi z nim dobrze, naprawdę dobrze......Dawał nadzieje a finalnie mnie olał.
Przepraszam za chaotyczne zdania, bardzo ciężko mi zebrać myśli.
Dziewczyny, przeczytałam Wasze historie, nie mam słów na to wszystko... skąd brać siłę, żeby to unieść jakoś dalej...
Zraniona28, to jest definitywne rozstanie? Powiedz, jaki masz plan?
Zraniona.d, tak dobrze Cię rozumiem, naprawdę miałam podobne przejścia, strach przed wysyłaniem smsów, żeby się nie narzucać... a to niby jest ta najbliższa osoba!... obłęd. Też się zadręczam, co zrobiłam nie tak, gdzie i jakie błędy popełniłam.
Ja nie wiem, czy to jest tak, że kochałam za bardzo. Na pewno kochałam, ale nie przytłaczałam tym, starałam się nie dawać tego odczuć. Zbytdelikatna masz rację, że jestem bardzo niepewna siebie, zwłaszcza teraz, ale też on od początku w żaden sposób nie podnosił mojej samooceny i pewności siebie. Komplementów było mało, a okazywania uczuć wcale. Bo ich nie było widocznie. Wybieram się znowu do psychologa, rok temu już mi pomagał. Nie wiem, skąd u mnie ten głód miłości, miałam szczęśliwy dom, dzieciństwo i rodziców. Nie miałam żadnych traumatycznych przeżyć. Nie wiem, co powoduje, że jestem tak neurotyczna, znerwicowana, nieszczęśliwa, depresyjna, melancholijna i niepewna siebie. To jak kalectwo, czasem myślę, że już dłużej nie dam rady z tym żyć
Pozdrawiam Was...
Wieanna ja mam tak samo. Przez mojego byłego moja samoocena jest równa zeru. Czuje się nie dość dobra i zbyt zmęczona, wypalona na cokolwiek. Przede wszystkim przygaszona. Nawal potrafię powiedzieć, że jestem nikim bo jakbym była tak wspaniała osobą to by nie odchodził ,,,Nadal nie mogę uwierzyć, że on już jest w związku. Przepłakałam cała noc, dzisiejszy dzień nie jest lepszy. Zupełnie nie wiem jak mam wstać z kolan i zapomnieć.
Dziewczyny...
przeczytajcie to - głównie pierwszy post - i spróbujcie znaleźć jakiś cień analogii w tym wątku do swoich przypadków.
http://www.netkobiety.pl/t28505.html
Jak się podnieść?
Wstać z kolan, otrzepać kurz i ruszyć do przodu. Upadki będą, ale już mniejsze i z asekuracją rąk. ![]()
Zbytdelikatna, dzięki, bardzo potrzebuję tego, bardzo chcę to z siebie wyrzucić... Z góry przepraszam za ten bełkot i dziękuję Tym, którzy to przeczytają.
W skrócie mówiąc, właśnie przeżywam kolejne setne odrzucenie w moim prawie 30-letnim życiu. Jestem wrakiem w rozsypce. Między innymi dlatego to jest takie trudne, że to już nie wiadomo który raz, wydaje się, że to ciągle to samo, według tego samego scenariusza porzucenia. Tym razem to trwało rok, zdążyłam się przywiązać i bardzo zakochać, myślałam, że to wreszcie ten jedyny, byłam pewna. Były dziwne i sprzeczne sygnały, które powinny mi dać do myślenia, ale ponieważ trwało to dalej, nie dopuszczałam do siebie myśli, że z drugiej strony nie ma uczuć. Bo wydawało mi się niemożliwe, być w związku przez rok, i nie wiedzieć, czego się chce. Że to to, lub nie to. Myślę, że 2-3 miesiące wystarczą do namysłu nawet najbardziej niezdecydowanym. Ale nie. Znowu byłam na jakimś pieprzonym okresie próbnym, i znowu jestem z niego wyrzucona. Znowu nie przeszłam testu, nie zdałam egzaminu. Starałam się, jak mogłam. Możecie wierzyć lub nie, ale dlatego że kochałam, nigdy nie zrobiłam celowo przykrości, no nie zrobiłam nic złego. Przeciwnie, chciałam dawać mnóstwo wsparcia, czułości, przyjaźni, śmiechu, wszystkiego. I dawałam. W zamian otrzymywałam ochłapy, przynajmniej ostatnio. Takie smutne wrażenie mam. Próbowałam rozmawiać, póki był czas, ale nie było jak. Nie dałam rady, nie było chęci rozmowy z drugiej strony. Obecnie obwiniam się o miliardy rzeczy. Nie wiem, gdzie był błąd, bo nie dostałam tej informacji, mimo że o nią prosiłam, i uważam, że należała mi się. Ale nie. Zawsze przychodziło to łatwo - odmawiać mi. Przepraszam, że się tak skarżę. Jestem w szoku, bo wiedziałam, że jest nienajlepiej, ale nie spodziewałam się, że to będzie koniec. Tak lekko. Jak wyrzucenie śmieci. Boli straszliwie. Wspomnienia na każdym kroku. Zadręczanie się. Jedynie kontaktować się nie mam ochoty, bo tak lodowatej odmowy się nie spodziewałam. Ale ludzie zamieniają się w bryłę lodu w ciągu godziny. Poprosiłam tylko o szansę, nie dostałam. Plany legły w gruzach. Boli straszliwie. Siedzę w totalnym otępieniu, nie jem, nie śpię. Boli ta lekkość, z jaką ze mną zerwano. Błyskawicznie, bez wahania. Oczywiście usłyszałam wszystkie żenujące teksty stosowne do sytuacji, ale boli samo ich wspomnienie. Boli to, że znowu coś się definitywnie zamknęło. Że to już któryś raz. Nie mogę uwierzyć ani zrozumieć. Że kochana osoba zmienia się w ciągu godziny w obcego człowieka. Wszystko boli, gdzie się nie spojrzy. Nie wiem, jak dalej żyć. Wiem, że z drugiej strony nie ma nic, pustka, żadnej tęsknoty, a jedynie ulga. Źle mi jest straszliwie, nie mam siły zaczynać znowu. Boję się samotności, najbardziej się jej bałam, i znowu przyszła. Ciężko było mi się zakochać, ale w końcu się udało. Myślałam, że złapałam Boga za nogi. Ale mówiłam sobie, że to moja ostatnia próba w życiu. Że na więcej już nie starczy mi sił. No i pustka i złe myśli. Żal mi samej siebie, że byłam niekochana przez rok, że znowu jestem sama jak palec. Obecnie marzę o jakimś zastrzyku, który wyłączyłby mnie już na dobre z tego obłędu, żebym nie musiała już tak cierpieć.
Dziękuję Wszystkim
Wieanna: skoro piszesz, że zostałaś odrzucona kolejny raz, to na myśl nasuwa mi się tylko jedna odpowiedź: prawdopodobnie wybierasz nieodpowiednich facetów. W wyborze partnera życiowego kierujesz się cały czas jednym i tym samym schematem, który niestety się nie sprawdza
Niestety niektóre kobiety tak mają, że przyciągają do siebie dupków. Zgłoś się do psychologa, żeby rozwiązać ten problem i znaleźć przyczyny takiego stanu rzeczy. Sama możesz sobie z tym nie poradzić.
Jak się podnieść?
Uświadomić sobie, że osoby, które kochacie już nie istnieją. Wy kochacie wspomnienia, którymi chcecie koniecznie żyć, a nie realne osoby. Czy to, że hołubicie w głowach wizje swoich ex w taki sposób, jaki chcielibyście widzieć, sprawia, że posuwacie się w swoim rozwoju duchowym? A może odwrotnie? Może nie patrzycie obiektywnie? Ja podczas swojego rozwodu uświadomiłem sobie ( bo moja ex uparcie choć nieświadomie dążyła do udowodnienia mi, że stała się sprzedajną " ... " ), że osoby z którą żyłem już nie ma. Jest inna. Zdradliwa, podstępna i rozchylająca nogi przed fagasem, który był w naszym małżeństwie na spory kawałek przed rozpadem. A raczej jej przeskokiem na fagasa i prawie skuteczną próbą obarczenia mnie wyrzutami sumienia. Nie udało się to jej, bo kilka miesięcy wstecz, jeszcze w trakcie procesu olśniło mnie. Zobaczyłem na sali sądowej człowieka zawistnego, zaślepionego, bezwzględnego. Nie mającego nic wspólnego z osobą, która żyła niegdyś u mego boku. Tak więc drogie Panie i Panowie, czas, byście też otworzyli się na ten kierunek myślenia. Gwarantuję, że to przyniesie Wam w odpowiednim czasie spokój ducha. Ich już nie ma. Jesteście tylko Wy i Wasze życie. To, jak je spożytkujecie - zależy wyłącznie od Was. Albo życie będzie uciekać Wam przez palce, albo weźmiecie je za przysłowiowe jaja i to Wy zaczniecie je przekuwać.
" Jeśli nie chcecie dokonywać wyborów, to życie dokona ich za Was". A to nie musi być dla Was korzystne. Noski do góry kochani. Ja też mam za sobą rozwód z kimś, dla kogo kiedyś bym wyrwał serce ze swojej piersi. Dziś bym z tą osobą nie chciał ubić muchy w kiblu. Nie dlatego, że jestem mściwy. Ale dlatego, że odrazę we mnie budzi osoba, która w swojej samolubności była na tyle bezwzględna, wyrachowana i złośliwa, że chciała powalić mnie na kolana po to, aby jej romans nie był zagrożony.
Porzucona85, mylisz się. Nie jest tak, że niektóre kobiety przyciągają frajerów. Te kobiety nie dokonały żadnego rozwoju emocjonalnego po poprzednim związku. Nie odrobiły lekcji. Nie szukały w sobie tego wadliwego trybiku zwanego patologicznym mechanizmem i nie przerobiły go. Dlatego wybierają ciągle i nadal jednostki w pewien sposób patologiczne. Bo nie umieją zauważyć potencjalnego zagrożenia i w nich, i jednocześnie w sobie samej. Albo inaczej - wierzą, że bez przeorania własnej świadomości od płycizn do głębi, tym razem się uda. A figa. Wadliwa maszyna nigdy nie będzie pracowała ze stuprocentową sprawnością. Wiem to po sobie i ponadrocznej orce emocjonalnej. Dziś intuicyjnie omijam szerokim łukiem kobiety, które mają problemy emocjonalne. Ale zapewniam, że to był ponad rok łażenia po ścianach, walenia głową w mur, wycia do księżyca. Najłatwiej byłoby mi wtedy wbić się klinem w kolejny układ i utulić smutki w ramionach kobiety pragnąc dać jej moją niespełnioną miłość. Ale tu było zagrożenie. Po czasie bym ją przytłoczył sobą, jednocześnie nie miałbym swojej autonomii bo byłbym uzależniony od niej...i kolejna katastrofa gotowa. Warto poświęcić rok czy nawet dwa lata na rozwiązanie problemów ze sobą, aby zmaksymalizować prawdopodobieństwo wejścia w zdrowy układ poprzez rozumienie i ZAUWAŻANIE zagrożeń płynących ze strony osób emocjonalnie zachwianych.
Fevers powiem krótko - jesteś wielki
Lepiej nie można było tego wyrazić.Mnie pomogłeś baaardzo,uświadomiłeś mi wiele rzeczy, które gdzieś mi się kotłowały w głowie, ale nie potrafiłam ich sprecyzować.Dzięki.
Fevers - bardzo fajnie i konkretnie napisane. Z przykladami, z praktyki, oparte na Twoim wlasnym przykladzie.
To fakt, ze tesknimy za czyms, co owszem, moze i bylo kiedys, ale tego juz nie ma. No to fakt, tylko co to zmienia? No ja wlasnie po prostu tesknie, za nim, jaki byl, za nami, za naszym wspolnym zyciem... co mi pomaga swiadomosc ze tego juz nie ma ? Mnie to daje poczucie ogromnego smutku, porazki, bezsensu zycia? no bo skoro bylo dobrze przez 5 lat, naprawde dobrze, nie idealnie ale dobrze I sie skonczylo, nic z tego juz nie ma, no to po co byc z kims innym, na nowo, nawet jesli bedzie znowu dobrze moze 5 lat albo moze tym razem 10, a potem moze sie po prostu skonczyc?
Mi jest ciezko pogodzic sie z tym, ze po prostu teraz moej zycie wyglada tak bardzo inaczej, ze jestem sama, bez meza, bez rodziny, tej swojej wlasnej. Bo on byl dla mnie MOJA rodzina, my nia bylismy.
I tez bym nie chciala teraz byc z nim, z takim czlowiekiem jakim sie stal, jakim jest teraz. No ale znowu - to nie umniejsza mojego zalu i smutku. I etap na ktorym teraz jestem jest dziwny, jak kazdy z poprzednich.
Daleko mi juz teraz od rozpaczy, paniki, jak bylo na poczatku. Widze duzo wiecej I coraz to wyrazniej. Jest jakis spokoj, bo czlowiek jzu po prostu byl wykonczony tym bezustannym mysleniem, glowieneim sie I walka. Wiec jest spokojniej, wolniej, ale to wszystko mnie przynajmniej daje poczucie glebokiego smutku?.
Wczoraj bo awanturze w obecności dzieci wyszedł jak stał i pojechał do rodziców , ta awantura za moja sprawa bo napisałam do tamtej klika słów i on stwierdził że przegięłam i rozpieprzyłam mu coś , był mega wściekły , a dzieci przerażone
nie mam sił o tym pisać , dziś przyjedzie po rzeczy swoje
nic też nikomu nie jestem w stanie doradzić - wybaczcie
Fevers, życiowo mądry z Ciebie człowiek...
Ja myślę, że u mnie trochę tak było, jak piszesz... Nie chcę wchodzić w szczegóły, może to tu opiszę później, za jakiś czas, na razie jest to zbyt bolesne. Ogólnie, boli jak oparzenie setnego stopnia, jest to fizyczny ból rozdzierający umysł i wyrywający serce. Wszystko tak, jak piszesz.
Bardzo dużo teraz myślę nad sobą. Oczywiście chcę powrócić do spotkań z psychologiem, bo mam wrażenie, że problem faktycznie leży głębiej. Ja chyba między innymi błędnie założyłam, że w związku człowiek może odkryć swoje wady i słabości, może oczekiwać wsparcia, może się w pewien sposób odkryć, ze swoim strachem, potrzebą bliskości, wewnętrznymi demonami. Błędne założenie. Może za bardzo sobie sama z tym wszystkim nie radziłam. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że jeśli ktoś naprawdę kocha, to zmierzy się ze wszystkim, co w jakiś tam sposób nęka drugą osobę. Może się mylę. Ja zostałam z tym sama.
Napiszę więcej wieczorem, jeśli pozwolicie, bardzo mi to pomaga...
Pozdrawiam
Tak jest, że po rozstaniu tęskni się za wyobrażeniem, a nie tyle za osobą. Za dobrymi rzeczami, jakie razem przeszliśmy. Gdyby w każdym zwiazku były same negatywy, to nie byłoby rozpaczy po rozstaniu , bo nie byłoby po czym. Związku samego też by nie było, bo brakowałoby pozytywnych rzeczy.
Ważne jest, żeby się czegoś nauczyć na przyszłość, inaczej powielać się będzie błędy, mówiąc"zawsze trafiam na..."). Kolejny związek stanie się kalką poprzedniego.
A tu chodzi o rozwój. Z resztą dotyczy to też pozostałych relacji między ludxmi. Nie tylko par, narzeczonych, czy małżeństw.
Witam wszystkich... Nadal kocham swoją ex ale nauczyłem się z tym żyć, ze świadomością, że już z Nią nie będę, że Ona mnie już nie kocha... ostatnio poznałem kogoś, niby jesteśmy razem ale jestem zblokowany... Obecna dziewczyna bardzo mi się podoba ale boję się, że już nikogo nie pokocham. Ostatnio widziałem swoją byłą i znowu mnie coś ruszyło ale nie dałem po sobie poznać... Nie wiem czy ja jestem nie normalny
I jak długo ma to trwać? Kocham jak głupek, cały czas za nią tęsknię nawet po tym co mi zrobiła.
Edit@
Nawet teraz się popłakałem i nie wiem co mam myśleć. Czy to wszystko jest normalne? Minęło już 8 miesięcy...
Strony Poprzednia 1 … 164 165 166 167 168 … 229 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026