Jestem tu nowa i chciałabym podzielić się moją historią, gdyż szukam pocieszenia o ile jest to w ogóle możliwe.
Mam 33 lata już po jednym rozwodzie(!) Od 5 lat jestem w innym i wydawało mi się stabilnym i szczęśliwym związku z mężczyzną, którego uważałam (choć może zabrzmi to banalnie) za miłość mojego życia!
Okazuję się po 5 latach, że mój cudowny mężczyzna mnie zdradza!!Jestem tego pewna - kobiety czują takie rzeczy, są sygnały, których nie da się przeoczyć - wracanie późno z pracy, nagłe spotkania służbowe późnym wieczorem, wyjazdy służbowe, których wcześniej nie było i telefon schowany w samochodzie zapinowany, o którym teoretycznie powinnam nie wiedzieć, bo jest ukryty! Coraz częste kłótnie i obojętność całkowita na to co się ze mną dzieje!
Wiele przeżyliśmy razem, to były chwile piękne i cudowne pełne szczęścia i radości ale także chwile tak trudne, że niektórym ciężko będzie je zrozumieć - mój kochany trafił do z.k. za stare grzechy na rok i miesiąc, a ja zostałam sama ze wszystkimi problemami i kłopotami. W tamtym momencie odwrócili się od niego wszyscy - rodzina i "przyjaciele" zostałam tylko ja. Wspierałam go, jeździłam na widzenia co tydzień, odwiedziłam każdego dyrektora, kierownika i wychowawcę w z.k. by ułatwić mu pobyt tam. Robiłam mu zakupy i wysyłałam paczki. Pokłóciłam się o niego z całą moją rodziną! Przepraszał, że przez niego cierpię, prosił bym go nie zostawiała i obiecał, ze będziemy zawsze razem! Że nigdy nie będzie w stanie mi się odwdzięczyć za to co dla niego robiłam i ze byłam z nim.
Myślałam, że po tym co przeszliśmy już nic nie będzie w stanie nas rozdzielić, że zawsze będziemy się kochać. Okazuje się, że po 2 latach od jego wyjścia z z.k. tą wielką miłość i lojalność czuję tylko ja!! Nie mogę wręcz uwierzyć, że po tym co przeszliśmy on robi mi coś takiego! Czuję rozczarowanie i ból nie do opisania i nie do zniesienia!!! Teraz też jest na "służbowym spotkaniu" - moje połączenia zbija a telefon ukryty przede mną jest włączony - czyli sprawa jest jasna!!
Gdyby nie fakt, ze kocham tego człowieka tak bardzo, że bez namysłu nawet 1 sekundy oddałabym za niego życie, uniosłabym się honorem i odeszła, ale nie mogę, bo jestem głupia i naiwna i mimo tych wszystkich oczywistych dowodów wciąż wierzę, że może jednak mi się wydaje, że mnie zdradza, może jeszcze wszystko się ułoży, choć podświadomie wiem, że to początek końca!! Szczerze mówiąc chciałabym zamknąć oczy i już się nie obudzić, by nie cierpieć, bo ten ból jest nie do zniesienia!!
nie jestem w stanie tego zrozumieć, dlaczego tak robią. nie pojmuje, nie pogodzę się z tym nigdy.
ale twierdzę też że jak zdradza, to będzie zdradzał - że tacy ludzie się nie zmieniają. Czy chcesz w takim związku tkwić ?
najpierw odpowiedz sobie na to pytanie, czy chcesz z nim być jeśli Cię zdradza.
a potem konfrontacja - ale to wtedy może być już Wasza ostatnia rozmowa.
pewnie szybko nie podejmiesz decyzji. ale przemyśl to wszystko. Jeszcze tyle lat życia przed Tobą. Bez szacunku da się tak żyć ?