Dzien doberek. pisze bo....
dzieje sie ze mna cos dziwnego.... Od dajmy na to wczorajszego wieczoru nie pomyslalam o jm ani razu.... Pierwsza mysla po przebudzeniu nie bylo TO - to ze mnie porzucil, zdradzil i ze jestem teraz sama. Nie bylo to bo.... bo pierwsza mysla bylo: ' czy on spac nie moze' (moj nowy lokator, ktorego uslyszalam w kuchni o 6 rano.) Wczoraj przyniosl wino i zaproponowal - wiec sie napilismy, pogadalismy i poszlismy spac. Dzis on ma 1 raz wolne odkad sie wprowadzil, wiec po jakiego grzyba wstaje o 6 ?:D wczoraj pytal o ktorej ja wstaje - no to mowie ze o 6:20. Ok. Wstalam, wykapalam sie, wchodze do kuchni a tam.... czeka na mnie kawa. no zesz!!
nie, nie, spokojnie. sama czuje sie dziwnie po prostu z ta mysla, ze nie mysle nagle o jm, ze smieje sie sama do siebie pod nosem, ze czekam na popoludnie, ze COS MNIE CIESZY!! ze milo mi ze ktos do cholery jest dla mnie mily czy zrobi cos dla mnie - np kawe z rana!! Obcy facet. Nawiasem mowiac jest kucharzem. Wczoraj jak rozmawialismy no to wyszlo gdzies po drodze ze ostatnio to malo co jadalam....Bo sie pyta ' co najczesciej jesz/gotujesz'? Na co ja mowie mu ze wiesz ostatnio to heh...
Dzis rano tez spytal: 'nie jesz sniadania?' ( chlopie zebys ty wiedzialam co ja jadlam (a raczej nie jadlam) przez ostatni czas to bys zwatpil) no ale znow milo ze zapytal. W kazdym razie jak zakumal wczoraj ze ostatnio malo co jadalam no to mowi - 'ok, jutro bedzie obiad, lubisz rybe?'
No i teraz tak: tak, wiem, wiem - mam nie wchodzic z jednego w drugie. Wiem i to jest ostatnia rzecz jakiej bym chciala. Nie jest w ogole w moim typie, jest specyficzny. ALE cos tam w sobie ma i mam wrazenie ze od poczatku, od 1 razu kiedy przyszedl ogladac pokoj cos tam miedzy nami sie wytworzylo, tak zwana jakiegos rodzaju dziwna chemia. On tez po przejsciach, moja sytuacje zna. I teraz sama nie wiem co robic. Obiecalam sobie, przysieglam wrecz, ze nawet jak z kims juz bede to nie zamierzam sie angazowac. Nie wiem ile czasu musialoby uplynac, nie wiem? - rok bycia z kims gdzie ktos by sie bardzo staral, zebym mogla sie w cokolwiek zaangazowac. A poza tym, tak jak mowie ? poki co nawet nie mysle o byciu teraz z kimkolwiek, z nim tez nie. Tylko czuje, to sie czuje jednak ze cos bedzie sie dzialo. Bo generalnie nie chce z nikim BYC ale milo by bylo jednak kogos 'miec' ze tak powiem, mam nadzieje ze rozumiecie o co mi chodzi. I wiecie co ? Chodzi o to ze ja mu te sygnaly jakies chyba wysylam tez, tak? I poki co na jego synglay odpowiadam. ?chcesz wina?? ? chetnie. Zrobi dzisiaj obiad ? zjem go
pisze cos tam do mnie ?milego dnia? no to mu odpisze. No I teraz poradzcie cos. Z 1 strony chcialabym po prostu pierwszy raz w zyciu isc na zywiol- w sensie niech sie dzieje co sie chce. Zobaczymy co bedzie ? skoro dobrze sie bawie, dobrze sie czuje w jego towarzystwie, wywoluje na mojej twarzy usmiech to chyba dobrze tak? Ale z 2 strony po tym wszystkim zlym co sie przeszlo to normalnie az jakies wyrzuty sumienia jakbym miala ze ja np sie nagle usmiecham, ze dzisiaj nie celebrowalam mojej ?zaoloby? po malzenstwie. Ze moze pol roku odkad jm powiedzial ze mnie nie kocha i nic nie czuje to za malo?
Bede z wami szczera. To jest po prostu takie ludzkie ? od kwietnia nie jestem z jm. W tym czasie nie wydarzyl osie mieszy name NIC, poza rodzielnoscia majatkowa, jego wyprowadzka, moja rozpacza, tym ze przyprwoadzil do anszego mieszkania te?? kochanice, powiedzial ze mnie nie szanuje I wiele innych ?milych? akcepntow. Wczesniej, jak ejszcze bylismy razem, ostatnie miesiace tez byly masakra, zero uczucia do mnie, zetro troski, bliskosci. NIC. Ja tak po ludzku tego po prostu zaczynam juz bardzo potrzebowac?.. Boze tego ze ktos zrobi dla mnie kawe albo obiad??? To sie nagle takie wow teraz wydaje, az serce sciska. Ze ktos pyta po raz ktorys jak tam w pracy. Potrzebuje rowniez zeby ktos mnie przytulil?? Boze I chodzi o to, ze nie wiem czy tak jak mowie, isc z pradem, jesli cos takiego sie wydarzy z moim nowym lokatorem, czy znow, jak przez cale zycie myslec juz teraz rozsadnie, kierowac sie rozumem I do niczego w ogole dalej nie dopuszczac, bo ?to nie ma przyszlosci?.
tylko do cholerci, po 1 to ja nie wiem czy ma to przyszlosc czy nie ma, a po 2gie, nawet jesli nie ma, przeciez tak jak mowie ja teraz nie szukam 2go meza, nie chce tworzyc zwiazku mega stalego, ale czy to oznacza ze mam byc calkiem sama? Co myslicie? ile czasu po rozstaniu to odpowiedni czas zeby sprobpowac lub zabawic sie ale zeby nie bylo to klinowaniem? zeby nie by oze na sile szukam?? Pytam bo ja zawsze tak wlasnie myslalam ? no jesli sie z kims juz spotykalam, czy zaczynalo mnie cos laczyc, to traktowalam to mega serio ? no w kategoriach bycia razem. A gdyby tak troche poflirtowac? JEstem w koncu doroslym czlowiekiem, on rowniez, bede z nim szczera oczywiscie jesli faktycznie to bedzie sie jakos posuwac do przodu, ze ja ? no wlasnie ze ja co?? ehhh ale mam jazde zw glowie :DDD ale wszystko , naprawde WSZYSTKO jest lepsze I bardziej warte myslenia I czasu I niz myslenie o moim jm!!!
Jestem jak widzicie podekscytowana hehehe

