Nowaja, napisałam Ci maila, chętnie bym się upiła...
10 336 2013-08-29 12:24:47
Podobne tematy
10 337 2013-08-29 12:28:11
Nowaja, napisałam Ci maila, chętnie bym się upiła...
juz wchodze...
10 338 2013-08-29 12:37:24
Dziewczyny będzie dobrze
Ja chyba jestem wariatem ponieważ chcę się prować na coś co jest raczej nierealne do wykonania, żeby cokolwiek coś zdziałać ![]()
10 339 2013-08-29 12:44:25
To mi też polejcie, ale smutać nie będziemy. ![]()
Scooby ja Ci szczerze radzę - nic nie rób. Jakkolwiek to zabrzmi - Twoja miłość leci coraz szybciej w przepaść i tylko patrzeć, jak uderzy o beton. Będzie Cie wiercić i kręcić - nic nie rób, Jej już nie ma w TWOIM ŻYCIU. Ona też musi zrozumieć, co miała, a co wybrała - upadek na samo dno.
Drogie Panie, co Wy mu radzicie ? Przecież On będzie przy niej rozedrgany jak narkoman na odwyku, a Wy mu kontakt osobisty radzicie..
Królewna wyczuje to piorunem i znów zmiesza go z błotem, bo będzie czuła że ma nad nim przewagę.
10 340 2013-08-29 13:20:25
Ja na początku radziłam mu co innego, ale sama jestem już tak zdołowana i zdesperowana, że nie wiem, czy nie wykonam jakiegoś ruchu... Może czasem trzeba przekonać się o czymś na własnej skórze, żeby zrozumieć, a może czasem zdarzają się cuda (u mnie tak bywało do niedawna)...
10 341 2013-08-29 13:21:04
Nie było nawet tematu, jej wybór, ona wybrała palenie trawy, zadawanie się nie wiadomo z kim... Ja się starałem, przeżyłem piekło i nadal przeżywam. Teraz jej czas na ruch ale ja stawiam kreskę, za dużo zdrowia mnie to wszystko kosztuje... Nie potrafię już dalje tak cierpieć.
10 342 2013-08-29 13:31:27
To mi też polejcie, ale smutać nie będziemy.
Scooby ja Ci szczerze radzę - nic nie rób. Jakkolwiek to zabrzmi - Twoja miłość leci coraz szybciej w przepaść i tylko patrzeć, jak uderzy o beton. Będzie Cie wiercić i kręcić - nic nie rób, Jej już nie ma w TWOIM ŻYCIU. Ona też musi zrozumieć, co miała, a co wybrała - upadek na samo dno.
Drogie Panie, co Wy mu radzicie ? Przecież On będzie przy niej rozedrgany jak narkoman na odwyku, a Wy mu kontakt osobisty radzicie..
Królewna wyczuje to piorunem i znów zmiesza go z błotem, bo będzie czuła że ma nad nim przewagę.
alez ja nic mu jeszcze nie doradzilam... Dla mnie osobiscie to nie ma sensu i powonien juz z nami sie upic... ![]()
10 343 2013-08-29 14:03:36
dziewczyny i chłopaki, cokolwiek by się nie działo nie piszcie do nich!! nie po tym jak Was potraktowali, to nie ma sensu przecież! Ja wiem, że jest mega ciężko, ale trzeba to przetrzymać!
Matrix sadziłam, że lepiej się juz czujesz. Rozumiem, że on nadal sie nie odezwał? Wiem, że cierpisz ale musisz wytrwać. Wydajesz się mega konkretną kobietą, wierze że masz w sobie tyle siły żeby przez to przejść!!
scooby moim zdaniem ta kobieta tylko czeka na to żebys za nią chodził żeby mogła Cie upokarzać, widać sprawia jej to przyjemność. Musisz wyznaczyć sobie granice! nie kontaktuj sie z nia ani jej rodziną, przecież dała Ci jasno do zrozumienia że nic z tego więcej nie będzie!
10 344 2013-08-29 14:23:23
Matrix sadziłam, że lepiej się juz czujesz. Rozumiem, że on nadal sie nie odezwał? Wiem, że cierpisz ale musisz wytrwać. Wydajesz się mega konkretną kobietą, wierze że masz w sobie tyle siły żeby przez to przejść!!
Gorzej, dużo gorzej, bo odpuściłam... Tak, nie odzywa się... Konkretna i silna jestem, ale tylko wtedy, gdy jestem wolna emocjonalnie albo gdy mam do czynienia z facetem, po którym od początku widać, że nie traktuje mnie poważnie - wtedy jestem stanowcza, potrafię to zakończyć, unoszę się dumą. Gdy zaś facet jest generalnie w porządku, jest miłość, bliskość, intymność, zaangażowanie - kończy się moja siła, bo wpadam jak śliwka w kompot i jestem bezbronna, bo zatracona w miłości, bo oddaję całą siebie - kochać przecież trzeba całym/całą sobą... Przynajmniej ja tak uważam i takiej miłości zawsze pragnęłam. Niestety, jeśli się nie uda, po takiej miłości zostają zgliszcza... Dziwię się samej sobie, że jestem aż tak słaba...
10 345 2013-08-29 14:37:44
bignąca z wilkami napisał/a:Matrix sadziłam, że lepiej się juz czujesz. Rozumiem, że on nadal sie nie odezwał? Wiem, że cierpisz ale musisz wytrwać. Wydajesz się mega konkretną kobietą, wierze że masz w sobie tyle siły żeby przez to przejść!!
Gorzej, dużo gorzej, bo odpuściłam... Tak, nie odzywa się... Konkretna i silna jestem, ale tylko wtedy, gdy jestem wolna emocjonalnie albo gdy mam do czynienia z facetem, po którym od początku widać, że nie traktuje mnie poważnie - wtedy jestem stanowcza, potrafię to zakończyć, unoszę się dumą. Gdy zaś facet jest generalnie w porządku, jest miłość, bliskość, intymność, zaangażowanie - kończy się moja siła, bo wpadam jak śliwka w kompot i jestem bezbronna, bo zatracona w miłości, bo oddaję całą siebie - kochać przecież trzeba całym/całą sobą... Przynajmniej ja tak uważam i takiej miłości zawsze pragnęłam. Niestety, jeśli się nie uda, po takiej miłości zostają zgliszcza... Dziwię się samej sobie, że jestem aż tak słaba...
Kazdy w takiej sytuacji czułby sie podobnie, to nie ma za duzo ze słabością wspólnego. No dobra, a jak sie czujesz z myślą że np. mogłabys wsiąść w samochod i pojechać do niego. Zależy Ci bardzo na spotkaniu, więc jeśli tak zrobisz to przeciez nie odmówi Ci rozmowy. Byłabys skłonna to zrobić?
10 346 2013-08-29 15:36:07
Panie i panowie
trzymajcie ![]()
http://www.youtube.com/watch?v=U2-8c9GjVeM
Może jest troszeczke dołująca ale daje do myślenia
Lub posłuchajcie 'Jeden osiem L - Twoje Miejsce'
10 347 2013-08-29 18:42:36
No dobra, a jak sie czujesz z myślą że np. mogłabys wsiąść w samochod i pojechać do niego. Zależy Ci bardzo na spotkaniu, więc jeśli tak zrobisz to przeciez nie odmówi Ci rozmowy. Byłabys skłonna to zrobić?
Samochodu nie posiadam, więc jedynie autobus albo rower wchodzi w grę (autobus z mojego miasta do miasta, do którego on ma 3 km albo rower od babci do niego bezpośrednio lub też do tego miasta), tylko jest jeden problem ? tą opcję już raz wykorzystałam ? podczas 5 dni ciszy 2 miesiące temu. O ile jego rodzina przywitała mnie naprawdę ciepło, to on sam zapytał, po co przyjechałam, ja zaś na to, że chcę porozmawiać (o czym już tu pisałam)... Generalnie na moje pytanie, czy on jeszcze mnie kocha, bo nie wiem, stwierdził, że powinnam wiedzieć, jak jest (zapewne był zły i dlatego nie chciał mówić wprost o uczuciach, jednak to, co powiedział, sugeruje stałość uczuć, dlatego teraz też nie mogę uwierzyć, że on mógłby już nic nie czuć). Mówił też wtedy, że miał zamiar do mnie napisać. Potem oczywiście dalej byliśmy razem i pisał oraz mówił, że mnie kocha.
Biorę tą opcję po uwagę, ale jednocześnie boję się jego reakcji, bo może się okazać, że jeszcze jest zły i zareaguje podobnie (choć sam mówił, że gdyby on zerwał i chciał wrócić, to przyjechałby nawet do mnie, gdyby trzeba było ? czyli on walczyłby w ten sposób). Nie chcę, żeby czuł się osaczony. Jedyne, co mogę zrobić, to nalegać na spotkanie w tym mieście, do którego ma 3 km albo po prostu pojechać tam w weekend i napisać mu, że jestem tam i chciałabym się z nim spotkać, choć to brzmi niedorzecznie...
Być może nie odzywa się, bo nie zapytałam wprost, czy chciałby do mnie wrócić, gdybym się zmieniła i postarała naprawić swoje błędy ? gdy napisał, abym powiedziała wprost, o co mi chodzi, pisałam jedynie, że chcę dalej z nim być, naprawić swoje błędy itp., nie zapytałam go zaś, czy on chciałby powrotu ? więc przyjął do wiadomości to, co napisałam i może czeka na więcej?
Być może postrzegam tą sytuację w bardzo krzywym zwierciadle, zdaję sobie z tego sprawę, ale mój mózg wynajduje wszelkie możliwe wytłumaczenia istniejącego stanu rzeczy, nie potrafię stwierdzić, że nie ma szans ? przecież ludzie są różni, ludziom zdarzają się szczęśliwe powroty, nawet po latach...
Chciałabym pewnego dnia obudzić się jako całkiem inna osoba, poczuć tą siłę, jaką czułam jeszcze rok temu i znów wierzyć, że wszystko jest możliwe, że to cisza przed burzą... pozytywną burzą, że szczęście właśnie szuka do mnie drogi i, choć trochę zbłądziło, niebawem zapuka do drzwi.
10 348 2013-08-29 21:23:32
Dzisiaj mam urodziny ;p aaale siedze sama w ten dzień ;p w tamtym roku był on obok mnie ;/ pocieszam się tym ze pierwszy nie może być jedynym ;p znam wiele historii które pokazuja że dopiero ta następna osoba jest nas warta bo juz wiemy czego chcemy ;p teraz jeszcze nie mam porównania ale wierze ze następny facet może być lepszy niż tez poprzedni;p;p Znalazłam fajną rzecz:
PRZESTAŃMY:
-żyć wspomnieniami
-przejmować się niepowodzeniami
-myśleć ,,co by było gdyby" (jakie to częste)
-zamartwiać się jutrem
- i co najważniejsze porównywać z innymi - w przypadku zdradzonych osób i moim niestety, przecież jestesmy różni
ZACZNIJMY:
-śmiać się z byle powodu
-wierzyć w siebie
-mysleć pozytywnie
-doceniać każdy dzień
-cieszyć się z drobiazgów - dostałam dziś od znajomego prezent ot tak z sympatii
Trzymajmy się tego ;p;p
Scooby: mysle że ona chciała się jeszcze wyszaleć, spróbować innego życia ;/ Mówiśz ze ją znasz. Może jednak nie do końca...daj jej czas może przyjdzie moment ze sie wyszaleje i się odezwie jednak ta nadzieja niszczy nas od środka. Odpuść: jeżeli było Twoje to powróci jak nie to nigdy nie było Twoje ;/
10 349 2013-08-29 21:47:21
z pozoru silna !!!!
najlepsze życzenia urodzinowe. samych pozytywnych, zaskakujacych, przyjemnych zwrotów akcji ![]()
10 350 2013-08-29 22:34:16
z pozoru silna !!!!
najlepsze życzenia urodzinowe. samych pozytywnych, zaskakujacych, przyjemnych zwrotów akcji
Dziękuję bardzo sobieSama ;p;p miejmy nadzieje ;p
10 351 2013-08-29 22:36:04
A tak a propos dostałam życzenia od osoby po której bym sie tego nie spodziewała: właśnie od Niego, jaka szkoda że własnie nie mam nic na koncie zeby podziękować ojojoj jaka strata hehehe ;p;p Pozdrawiam
10 352 2013-08-29 22:47:04
To i ja życzę wszystkiego NAJ NAJ NAJ!
Słuchajcie, u mnie się ruszyło!! Niedawno dostałam od niego smsa, w którym napisał, że ma do mnie sprawę, więc zapytałam, o co chodzi, on na to, że chodzi o wesele, więc pytam, o co dokładnie, a on zapytał, czy poszłabym z nim! I w tym momencie skończyła mi się kasa na koncie i muszę iść na stację benzynową. Napiszę mu chyba, że dam mu odpowiedź jutro. Jak myślicie, czy to oznacza, że może być szansa? Że może teraz nie poruszać tematu związku, niech to wszystko toczy się powoli, może znów się we mnie zakocha? (a może nadal coś czuje). Idę na to wesele - co mi zależy, tym bardziej, że to wesele kolegi z jego wsi, a w mieście i mielibyśmy jechać autokarem, a po powrocie zapewne nocleg u niego w domu, więc wyglądałoby to oficjalnie przed jego rodziną jakbyśmy dalej byli parą... No chyba jakaś szansa, choćby malutka istnieje... Pójdę, wezmę fajki, jakby było beznadziejnie, będę miała wsparcie psychiczne w postaci fajek.
10 353 2013-08-29 23:31:50
Wszystkiego Najlepszego!
Psia mać, ale ze mnie frajer. Tak się zagadałem na mieście z przypadkowo spotkanymi kumplami, że nie w porę dostrzegłem jak sympatycznie wyglądająca brunetka się za mną ogląda. Nim zatrybiłem, było za późno. Wieczór jednakże należy zaliczyć do udanych. ![]()
Nie mogę się doczekać powrotu do pracy... :]
Matrix, pewna szansa istnieje, ale nie bierz to jako pewnik. Najlepiej żadnego wspominania o przeszłości - i jak Ci tak zależy - to jedynie dobra zabawa i wulkan pozytywnych emocji. I zachowaj ostrożność. A i najważniejsze - baw się dobrze. ![]()
10 354 2013-08-30 00:07:23
Dzięki Kal-ehl, ale z drugiej strony moją propozycję spotkania olał, a teraz wyskakuje z weselem... Zapomnieć wszystko co złe i zacząć od nowa??
10 355 2013-08-30 09:28:39
sto lat , sto lat
jedno zyczenie mam dla Ciebie badz szczesliwa ![]()
10 356 2013-08-31 12:12:17
Cześć Wam kochani !
gdzie moja stara ekipa ?????????????
Miłego dnia !!!!! :*
10 357 2013-08-31 19:43:25
lexi, ja może nie aż taka stara ekipa, bo z tych nowszech, ale jedak..
czasem wpadam ![]()
Witajcie, zaglądnęłam tutaj co nowego i widzę, że baaardzo dużo..
tak osobiście, odniosę się do jednej osoby, scooby. bo pamiętam, że jak ostatnio widziałam Cie na forum, to własnie jakąś nową znajomość miałeś, ale niestety widzę, że nic z tego, tak jak u mnie... ale o tym trochę później.
scooby, absolutnie! Ja (i nie tylko) radzę Ci już nic nie robić. Będziesz tylko pogarszać sprawę. Ona musi się sama obudzić z tego wszystkiego, a do naprostowania jej ma swoją własną rodzinę. Wiesz, ja tez miałam taki desperacki pomysł żeby gadać z mamą mojego byłego. Zrobiłam to, ale to było w okresie przed ale i nieuniknionym rozpadzie, to nic nie dało.
Widze, że Tobie też kliny nic nie pomagają.. jak u mnie. Poznałam wielu facetów, ale jakoś miejsca zagrzać nie można było.. zdecydowaną większość od razu spławiałam. Był tylko jeden, który zdołał mnie oczarować i może i coś by z tego było, ale... to już dłuższa historia. Trochę za późno się pojawiłam w jego życiu mimo, że z początku wyglądało to całkiem inaczej. Natomiast jest tez taki któremu pozwoliłam walczyć i zbliżyć się do mnie, no i mam podobny problem do Twojego.. To nie to i żal mi chłopaka.
Teraz coś do wszystkich. Ludzie! Pierwsza i najważniejsza rzecz - zero płaszczenia się! To co musicie zrobić na samym poczatku jesli ma być mowa o jakichkolwiek próbach odzyskiwania, najwazniejsza rzecz po prostu priorytet, to odbudować swój szacunek i wartość w oczach tej drugiej osoby. Bo teraz oni nie mają za grosz szacunku do waszej osoby! Staliśmy zbitymi psami przez nich i to co trzeba zrobic najpierw, to pokazać że jednak nimi nie jesteśmy. Zawsze cenimy najbardzije to, co wydaje nam się wartościowe, to szanujemy najbardzije.. to co jest już dla nas niedostępne.
Wartość + Niedostępność -> to jest punkt wyjściowy, jeśli to się osiągnie to można o czyms dopiero gadac, ale nie raz jest tak, że wtedy już się nie chce, bo jest nowe, lepsze życie..
Przemyślcie to.
10 358 2013-08-31 22:25:20
scooby, absolutnie! Ja (i nie tylko) radzę Ci już nic nie robić. Będziesz tylko pogarszać sprawę.
Scooby miał "ścieżkę zdrowia" na fb i zaczyna - chyba - zdrowieć ![]()
Teraz coś do wszystkich. Ludzie! Pierwsza i najważniejsza rzecz - zero płaszczenia się! To co musicie zrobić na samym poczatku jesli ma być mowa o jakichkolwiek próbach odzyskiwania, najwazniejsza rzecz po prostu priorytet, to odbudować swój szacunek i wartość w oczach tej drugiej osoby. Bo teraz oni nie mają za grosz szacunku do waszej osoby!
Sama wiesz, że łatwo to mówić a o wiele trudniej zrobić, gdyż szacunek i swoją wartość dostrzegamy jedynie w ich obecności, mogąc się w nich przeglądać jak w lustrze. Priorytety się poprzestawiają z nadmiaru tych emocji, na to nie ma - początkowo - rady.
Aczkolwiek takie rady są budujące, gorzej jest z ich natychmiastową realizacją ![]()
10 359 2013-08-31 22:43:33
Dokładnie bgas... Na dużo rzeczy zacząłem patrzeć z innej perspektywy i rozmowy z Toba, nie głupie rozmowy pomagają mi się wyprostować więc wielkie dzięki dla Ciebie i innym użytkownikom tego forum... Rozmawiałem też z Dawidem i też mi dużo pomógł...
10 360 2013-08-31 23:06:25 Ostatnio edytowany przez Kal-El (2013-08-31 23:08:00)
Konsekwencja, konsekwencja i jeszcze raz konsekwencja Scooby!
Swoją drogą, ostatnia karta mojej historii została odsłonięta. Nurtowała mnie jedna ostatnia rzecz - czy tak łatwo zostałem odstawiony z powodu byłego - okazało się ze sprawdzonego źródła, że niet - mimo że sam nie dociekałem.
Wychodzi też na to że to jednak z mojego powodu moja "WM" chodziła tak dramatycznie przybita - cóż, wybrała...
Taka niby drobnostka, ale już sam nie jestem we własnych oczach frajerem. Ah ten Honor, ta moja próźność... ![]()
Pozdrawiam i do przodu!
10 361 2013-08-31 23:23:43
Klaudia 21 lat porzucilam 26 letniego nieudacznika i oszusta ! zaczelam ZYC !!!! teraz uwielbiam swoje zycie ![]()
10 362 2013-09-01 11:40:40
Heh... Cieszę się, że przynajmniej ty sie nie musisz po związku zbierać... Najgorsze co jeszcze mnie naprawdę bardzo boli to wspomnienia, wspomnienia kiedy się do mnie przytulała, kiedy ja ją przytulałe... Wszystkie chwile intymne które razem przeżyliśmy... Nie mówię, że jestem bez winy, bo nikt nie jest ale stało się i trzeba iść do przodu...
10 363 2013-09-01 20:47:22
Puk, puk... Czy jest tu ktoś?
Bo mi w takie dni jak ten - deszczowe i ponure - samotność boli najbardziej ![]()
10 364 2013-09-01 20:52:18
Witaj Porzucona ![]()
Jest tu ktoś, jest. Ktoś, kto odczuwa podobnie. Smutno,szaro i meeega samotnie.
10 365 2013-09-01 21:00:34 Ostatnio edytowany przez porzucona85 (2013-09-01 21:01:57)
Hej Fragi
jak dobrze zobaczyć znajomego nicka ![]()
Powiedz co u Ciebie słychać, bo dawno już nie pisałaś.
10 366 2013-09-01 21:14:22
Hmm.. Mój "status związku" się nie zmienił
ale... doszłam do wniosku, ze "lepiej, że tak się stało". Więc to mały progres.
Nie płaczę chyba od tygodnia, dziś mi się zdarzyło zawyć na minutę, ale się opamiętałam. Ale to chyba wina pogody i tej strasznej samotności... Weekend spędzony zupełnie w pojedynkę daje do wiwatu, ale się opamiętałam i nie przyszło mi do głowy, by do niego pisać i się upokarzać, na szczęście.
Dużo przeanalizowałam i wiem, ze nie przy nim moje szczęście było- dziwne, że musiał aż odejść, bym to zrozumiała. Co lepsze zorientowałam się jak bardzo mnie ranił.. Nie wiem czemu wcześniej tego nie potrafiłam zauważyć.. Czy aż tak bardzo kochałam a może bałam się samotności..?
Najważniejsze, że widzę "jutro", że odzyskuję chęci, by pomalować paznokcie, wyjść na piwo, czy na randkę ..:) No i się uśmiecham!
A jak u Ciebie?
10 367 2013-09-01 21:42:18
Ja dzisiaj też cały dzień walczyłam ze sobą żeby nie napisać byłemu smsa o tym jak wielką złość do niego czuję i jak ogromny mam żal do niego. Wczoraj byłam na chrzcinach siostrzenicy i spotkałam się tam z całą rodziną. Wszystkie kuzynki w moim wieku były ze swoimi mężami i dziećmi albo są w ciąży. Kuzyni, młodsi o kilka lat byli ze swoimi dziewczynami/narzeczonymi, rozmawiali o ślubach, dzieciach... A ja po raz kolejny uświadomiłam sobie, że straciłam wszystko, że nie mam już nikogo i że zostałam z niczym...
Zmarnowałam na mojego byłego kilka lat życia, podczas których mogłam poznać kogoś wartościowego i założyć rodzinę. A tak obudziłam się z ręką w nocniku i cholernie boję się tego, że już nigdy nikogo nie spotkam i zostanę sama;/ Tym bardziej, że przed 30-tką to już nie jest takie proste jak kilka lat temu. W dodatku przez tego kretyna (sorki za wyrażenie ale taka prawda) mam teraz taki uraz do facetów, że boję się otworzyć. Kiedy tylko pojawia się na horyzoncie ktoś, kto próbuje się do mnie zbliżyć,to uciekam gdzie pieprz rośnie.
Próbuję o tym nie myśleć, a przed popadnięciem w totalną depresję powstrzymuje mnie mój labrador Felek
Jest wielkim pieszczochem i zawsze mogę się do niego przytulić
To pomaga chociaż na chwilę...
Trochę się rozpisałam, mam nadzieję, że nie zanudziłam ![]()
10 368 2013-09-01 21:54:23
Nie nie zanudziłaś, choć smutno bardzo napisałaś.
Ale ponoć po porzuceniu ta zazdrość, ze inni mogą się cieszyć rodziną itd. jest normalna, więc nie łam się! Z resztą, ja jestem młodsza, a dzieci, wózki, pary za rączkę przyprawiają mnie o mdłości....
Uraz ma każde z nas, każde z nas nie potrafi się otworzyć, zakochać, ale to mija. (podobno, ale muszę w to uwierzyć, że kiedyś przed kimś się otworzę) i Ty również!
85 to Twój rocznik? Nie jesteś jeszcze stara i nie wszystko za Tobą, serio! Sama znam kilku bardzo wartosciowych kawalerów krótko przed 30-tką. I mówią jak Ty- że życie im ucieka, a żony nie ma..
Co do określenia kretyn- ja na razie najgorzej nazwałam byłego Dupkiem, chyba przez ten sentyment, a powinnam dużo gorzej o nim myśleć, więc nie przepraszaj za to, że nazywasz rzeczy po imieniu.
Też mam żal, złość i w takim tonie chciałam do niego pisać, ale nie chcę, by myślał, ze mnie wciąż to boli... Nie dam mu tej satysfakcji, że wciąż rozpamiętuję, myślę, etc. Więc nie napiszę już nigdy! Przynajmniej taki cel sobie założyłam i się go trzymam.
Trzymaj się, każdego dnia będzie lepiej, łatwiej! ![]()
10 369 2013-09-01 22:10:27
Dziękuję za słowa otuchy
Od razu się zrobiło trochę cieplej w serduchu
Ja też się powstrzymałam przed napisaniem do byłego, bo dokładnie tak jak Ty nie chcę mu dawać satysfakcji. Mam nadzieję, że jak nie będę się odzywać, to może chociaż troszkę go to zaboli, może zacznie się zastanawiać co u mnie i dlaczego nie piszę? Niech myśli, że jestem szczęśliwa, że poznałam jakiegoś faceta i że mam go już głęboko gdzieś. Przynajmniej tak sobie to tłumaczę, wtedy jest mi łatwiej powstrzymać się przed wysłaniem smsa ![]()
Tak, 85 to mój rocznik. Niestety
I wcale nie czuję się młoda
Zwłaszcza, że wszyscy moi koledzy- rówieśnicy mają już żony/dziewczyny/narzeczone i nie znam żadnego singla w moim wieku. Ehhh, życie... Chyba musisz mnie poznać z tymi Twoimi znajomymi kawalerami
Moja mama się śmieje, że trzeba szukać jakiegoś młodszego ![]()
A co do tego, że każdego dnia będzie łatwiej, to fakt, jest łatwiej pod tym względem, że już nie myślę o nim każdego dnia. Choć to nie pomaga pogodzić się z tą cholerną samotnością.
10 370 2013-09-01 22:16:34 Ostatnio edytowany przez porzucona85 (2013-09-01 22:19:02)
Haha, przed chwilą znalazłam to: "22 rzeczy, które słyszy każdy singiel od innych ludzi... i ma ich serdecznie dość" http://joemonster.org/art/24577/22_rzeczy_ktore_slyszy_kazdy_singiel_od_innych_ludzi_i_ma_ich_serdecznie_dosc
dobre ![]()
10 371 2013-09-01 22:24:05
Ja dzisiaj też cały dzień walczyłam ze sobą żeby nie napisać byłemu smsa o tym jak wielką złość do niego czuję i jak ogromny mam żal do niego. Wczoraj byłam na chrzcinach siostrzenicy i spotkałam się tam z całą rodziną. Wszystkie kuzynki w moim wieku były ze swoimi mężami i dziećmi albo są w ciąży. Kuzyni, młodsi o kilka lat byli ze swoimi dziewczynami/narzeczonymi, rozmawiali o ślubach, dzieciach... A ja po raz kolejny uświadomiłam sobie, że straciłam wszystko, że nie mam już nikogo i że zostałam z niczym...
Zmarnowałam na mojego byłego kilka lat życia, podczas których mogłam poznać kogoś wartościowego i założyć rodzinę. A tak obudziłam się z ręką w nocniku i cholernie boję się tego, że już nigdy nikogo nie spotkam i zostanę sama;/ Tym bardziej, że przed 30-tką to już nie jest takie proste jak kilka lat temu. W dodatku przez tego kretyna (sorki za wyrażenie ale taka prawda) mam teraz taki uraz do facetów, że boję się otworzyć. Kiedy tylko pojawia się na horyzoncie ktoś, kto próbuje się do mnie zbliżyć,to uciekam gdzie pieprz rośnie.
Próbuję o tym nie myśleć, a przed popadnięciem w totalną depresję powstrzymuje mnie mój labrador FelekJest wielkim pieszczochem i zawsze mogę się do niego przytulić
To pomaga chociaż na chwilę...
Sorry Koleżanko, ale z takim podejściem do związków i patrzenia na pryzmat otoczenia - nawet tego najbliższego - jesteś śmieszna tak delikatnie i bez urazy mówiąc. A pisanie takiego eska do eksa to już błazenada do kwadratu z Twojej strony.
Wiesz w czym jesteś lepsza od tych piewców ślubno - związkowych? Ano w tym, że znasz już te fundamentalne kwestie lepiej od nich i co może się rozsypać w zwiazku; a i rozejść się po ślubie nie jest tak lekko jak teraz.
Już tu kiedyś pisałem i znalazłem poparcie Naszych forumowiczów, że cieszę się na widok zakochańców na ulicy i miziających się po kątach nie dlatego, że oni chodzą cali w skowronkach, lecz z faktu, że mogą być nieświadomi tego, co ich czeka, a co My przerobiliśmy. Egoistyczne podejście, wiem, ale przynajmniej nie dołuję sie motylkomanią innych, bo jakiś niezydentyfikowany obiekt latający odpadł ode mnie i jestem "wybrakowany". Cieszę się z tego co doświadczyłem, z czego wyciągnąłem wnioski i na przyszłość nie uzależniam swojego szczęścia od drugiej połowy. Bo cały wic tej radości leży we mnie, a nie w niej.
10 372 2013-09-01 22:24:29
"Musisz pokochać siebie zanim pokochasz kogoś innego." - the best ! Jak ja uwielbiam to stwierdzenie.
Jakby było mało, ze ktoś zakopał moje poczucie wartości 2 metry pod ziemią i żółwim tempem odbudowywuje... A same stwierdzenia genialne !: ![]()
Tak wmawianie sobie szczęścia pomaga, nawet na mnie to dobrze wpływa, bo są momenty, ze siedzę ze znajomymi i sobie myślę, że "fajnie się bawię, bez niego!"...
Choć na chwilę pomaga... Więc nie dam się po raz sto tysięczny pierwszy upokorzyć i pokazać mu, ze cierpię. Nie tym razem...
Kurczę, zazdroszczę Ci, ze nie każdego dnia o nim myślisz.. Ja jak się "wyłączę" na 20 minut to uznaję to za sukces...
I to mnie wkurza, że ciągle pląta mi się po głowie.. Zapytam, bo nie pamiętam, ile czasu po rozstaniu jesteś?
Naprawdę jest wielu kawalerów w Twoim wieku.. Może źle się rozglądasz.. Albo nie chcesz dostrzec.. ![]()
10 373 2013-09-01 23:23:23 Ostatnio edytowany przez porzucona85 (2013-09-01 23:35:59)
porzucona85 napisał/a:Ja dzisiaj też cały dzień walczyłam ze sobą żeby nie napisać byłemu smsa o tym jak wielką złość do niego czuję i jak ogromny mam żal do niego. Wczoraj byłam na chrzcinach siostrzenicy i spotkałam się tam z całą rodziną. Wszystkie kuzynki w moim wieku były ze swoimi mężami i dziećmi albo są w ciąży. Kuzyni, młodsi o kilka lat byli ze swoimi dziewczynami/narzeczonymi, rozmawiali o ślubach, dzieciach... A ja po raz kolejny uświadomiłam sobie, że straciłam wszystko, że nie mam już nikogo i że zostałam z niczym...
Zmarnowałam na mojego byłego kilka lat życia, podczas których mogłam poznać kogoś wartościowego i założyć rodzinę. A tak obudziłam się z ręką w nocniku i cholernie boję się tego, że już nigdy nikogo nie spotkam i zostanę sama;/ Tym bardziej, że przed 30-tką to już nie jest takie proste jak kilka lat temu. W dodatku przez tego kretyna (sorki za wyrażenie ale taka prawda) mam teraz taki uraz do facetów, że boję się otworzyć. Kiedy tylko pojawia się na horyzoncie ktoś, kto próbuje się do mnie zbliżyć,to uciekam gdzie pieprz rośnie.
Próbuję o tym nie myśleć, a przed popadnięciem w totalną depresję powstrzymuje mnie mój labrador FelekJest wielkim pieszczochem i zawsze mogę się do niego przytulić
To pomaga chociaż na chwilę...
Sorry Koleżanko, ale z takim podejściem do związków i patrzenia na pryzmat otoczenia - nawet tego najbliższego - jesteś śmieszna tak delikatnie i bez urazy mówiąc. A pisanie takiego eska do eksa to już błazenada do kwadratu z Twojej strony.
Wiesz w czym jesteś lepsza od tych piewców ślubno - związkowych? Ano w tym, że znasz już te fundamentalne kwestie lepiej od nich i co może się rozsypać w zwiazku; a i rozejść się po ślubie nie jest tak lekko jak teraz.
Już tu kiedyś pisałem i znalazłem poparcie Naszych forumowiczów, że cieszę się na widok zakochańców na ulicy i miziających się po kątach nie dlatego, że oni chodzą cali w skowronkach, lecz z faktu, że mogą być nieświadomi tego, co ich czeka, a co My przerobiliśmy. Egoistyczne podejście, wiem, ale przynajmniej nie dołuję sie motylkomanią innych, bo jakiś niezydentyfikowany obiekt latający odpadł ode mnie i jestem "wybrakowany". Cieszę się z tego co doświadczyłem, z czego wyciągnąłem wnioski i na przyszłość nie uzależniam swojego szczęścia od drugiej połowy. Bo cały wic tej radości leży we mnie, a nie w niej.
Bags: Nie rozumiem, dlaczego według Ciebie jestem śmieszna? Może mi to wyjaśnisz?
Piszesz, że nie uzależniasz swojego szczęścia od drugiej połówki - to super, ja też bym tak chciała ale niestety nie potrafię. I nawet nie chodzi mi tu o faceta ale bardziej o rodzinę, o dzieci. Jestem i zawsze byłam osobą bardzo rodzinną i od kiedy pamiętam chciałam mieć dwójkę, trójkę małych brzdąców i ciepłą, kochającą się rodzinę. A jestem już w takim wieku, że często myślę np. o dziecku, dorosłam już do tego, włączył mi się instynkt macierzyński (czy jakkolwiek to nazwać), a niestety wiem czy kiedykolwiek będzie mi dane je mieć. Dla mnie to jest największym problemem ![]()
Jest mi tym trudniej, że ślub był tak blisko (rozstaliśmy się 4 miesiące przed) i po cichu planowałam już małego bobaska.
Jeśli to jest dla Ciebie śmieszne - trudno. Ja w tej chwili mam ogromne poczucie straty i wiele wiele żalu do byłego. Może z czasem zmienię podejście do tematu i będę mądrzejsza... W tej chwili cały czas szukam odpowiedzi na pytanie "dlaczego?" i nie umiem, nie potrafię się pogodzić z tym co mnie spotkało.
A smsa do niego nie napisałam i nie napiszę, chociaż bardzo kusi.
Fragi20: Mija piąty miesiąc od rozstania.
10 374 2013-09-01 23:46:56
Już tu kiedyś pisałem i znalazłem poparcie Naszych forumowiczów, że cieszę się na widok zakochańców na ulicy i miziających się po kątach nie dlatego, że oni chodzą cali w skowronkach, lecz z faktu, że mogą być nieświadomi tego, co ich czeka, a co My przerobiliśmy. Egoistyczne podejście, wiem, ale przynajmniej nie dołuję sie motylkomanią innych, bo jakiś niezydentyfikowany obiekt latający odpadł ode mnie i jestem "wybrakowany". Cieszę się z tego co doświadczyłem, z czego wyciągnąłem wnioski i na przyszłość nie uzależniam swojego szczęścia od drugiej połowy. Bo cały wic tej radości leży we mnie, a nie w niej.
Coś podobnego samo nasunęło mi się, gdy czytałam post porzuconej85, czyli generalnie - co z tego, że ludzie gadają o ślubach, mają te dzieci, skoro wewnątrz związku i tak nie jest kolorowo - bo nie uwierzę, że jest, skoro tyle nieszczęśliwych historii jest na samym forum. Związek to ciężka praca i ci, którzy są szczęśliwi, widocznie potrafią podjąć trudy budowania dojrzałej i szczęśliwej relacji. Więcej jest natomiast tych nieszczęśliwych i żyjących w nieświadomości, dlatego nie ma sensu im zazdrościć. Do kwestii dzieci też można podejść w inny sposób - przecież dzieci oznaczają tak naprawdę wielki obowiązek, wielką odpowiedzialność, ale też problemy, nie zawsze jest różowo i kolorowo, warto uświadomić sobie, że gdy widzimy dzieci na ulicy czy wśród rodziny, to widzimy je przez ułamek czasu, a ponadto to nie my zajmujemy się nimi, my widzimy tylko szczęśliwe, zadbane, bawiące się dziecko, nie myśląc, ile czasu, pracy i wyrzeczeń wkładają w zajmowanie się tym dzieckiem jego rodzice na co dzień, nie myślimy wtedy o tym, z czym to się wiąże. Może warto póki co cieszyć się wolnością?
Fragi, super, że już Ci lepiej! ![]()
10 375 2013-09-02 00:24:07
Bags: Nie rozumiem, dlaczego według Ciebie jestem śmieszna? Może mi to wyjaśnisz?
Piszesz, że nie uzależniasz swojego szczęścia od drugiej połówki - to super, ja też bym tak chciała ale niestety nie potrafię. I nawet nie chodzi mi tu o faceta ale bardziej o rodzinę, o dzieci. Jestem i zawsze byłam osobą bardzo rodzinną i od kiedy pamiętam chciałam mieć dwójkę, trójkę małych brzdąców i ciepłą, kochającą się rodzinę. A jestem już w takim wieku, że często myślę np. o dziecku, dorosłam już do tego, włączył mi się instynkt macierzyński (czy jakkolwiek to nazwać), a niestety wiem czy kiedykolwiek będzie mi dane je mieć. Dla mnie to jest największym problemem
Jest mi tym trudniej, że ślub był tak blisko (rozstaliśmy się 4 miesiące przed) i po cichu planowałam już małego bobaska.
Jeśli to jest dla Ciebie śmieszne - trudno. Ja w tej chwili mam ogromne poczucie straty i wiele wiele żalu do byłego. Może z czasem zmienię podejście do tematu i będę mądrzejsza... W tej chwili cały czas szukam odpowiedzi na pytanie "dlaczego?" i nie umiem, nie potrafię się pogodzić z tym co mnie spotkało.
Z prostej przyczyny:
1. moim hobby od ponad dekady jest psychologia i zagadnieniem zdawanym teoretycznie i praktycznie na licencjacie zawodowym była psychologia poznawcza człowieka. Nie jestem z zawodu psychologiem a hotelarzem tak na marginesie.
2. przerobiłem od deski do deski kwestię patologii uzależnienia w związku, jego toksyczności a co za tym idzie niedojrzałości emocjonalnej i intelektualnej obojga płci. Żeby nie wyjść na suchego piewcę tych teorii, to posłużył mi za królika dośiwadczalnego mój związek - nie tylko ten ostatni - jak i przypadki z życia wzięte, które czasem miałem okazję przedyskutować z ich ofiarami.
3. temat wszechobecnego bydlactwa - tak bardzo delikatnie mówiąc - wśród ludzi jest mi dobitnie znany do szpiku kości od strony medycznej, choć moja przypadłość zdrowotna kończy się na zoperowanym prawie do perfekcji ścięgnie Ahillesa w Trzebnicy.
Ja też straciłem wiele - sakramentalny związek małżeński - i w trakcie jego trwania przeszedłem taki wietnam i ścieżkę zdrowia, której żadnemu swojemu przyszłemu wrogowi nie życzę. Pokładałem w nim wielkie nadzieje, a niesłuszny wpiernicz dostałem niewspółmiernie wiekszy. Mój wątek i w miarę szczegółowy opis tego jest tutaj.
10 376 2013-09-02 00:53:10
Bags: Przykro mi, że spotkało Cię coś takiego. Niestety, tak jak piszesz, bydlactwo się szerzy i ciężko spotkać kogoś, z kim można budować trwały, wartościowy związek.
Mnie też życie przeczołgało i co przeżyłam, to moje. Nie mówię tu tylko o samym rozstaniu ale też o kilku miesiącach przed. Mieliśmy duże problemy i to wszystko odbiło się na moim zdrowiu (psychicznym i fizycznym).
A Trzebnicę znam bardzo dobrze. Piękne miasto. Były narzeczony stamtąd pochodzi. Ehh.. te wspomnienia.
Matrix: Święte słowa. Ja sobie doskonale zdaję sprawę z tego, że budowanie dobrego związku to ciągła praca, że czasem pojawiają się kryzysy, które trzeba przetrwać i że nie zawsze jest idealnie. Szkoda, że mój partner nie był tego świadomy. On po prostu wybrał łatwiejsze rozwiązanie...
"Musisz pokochać siebie zanim pokochasz kogoś innego." - the best ! Jak ja uwielbiam to stwierdzenie.
Jakby było mało, ze ktoś zakopał moje poczucie wartości 2 metry pod ziemią i żółwim tempem odbudowywuje... A same stwierdzenia genialne !:
Fragi20: Nie zapominaj jeszcze o: "Po burzy zawsze wychodzi słońce" ;P
10 377 2013-09-02 01:10:48
Bags: Przykro mi, że spotkało Cię coś takiego. Niestety, tak jak piszesz, bydlactwo się szerzy i ciężko spotkać kogoś, z kim można budować trwały, wartościowy związek.
Mnie też życie przeczołgało i co przeżyłam, to moje. Nie mówię tu tylko o samym rozstaniu ale też o kilku miesiącach przed. Mieliśmy duże problemy i to wszystko odbiło się na moim zdrowiu (psychicznym i fizycznym).
A Trzebnicę znam bardzo dobrze. Piękne miasto. Były narzeczony stamtąd pochodzi. Ehh.. te wspomnienia.Matrix: Święte słowa. Ja sobie doskonale zdaję sprawę z tego, że budowanie dobrego związku to ciągła praca, że czasem pojawiają się kryzysy, które trzeba przetrwać i że nie zawsze jest idealnie. Szkoda, że mój partner nie był tego świadomy. On po prostu wybrał łatwiejsze rozwiązanie...
Tak więc szukając odpowiedzi na pytania "dlaczego" możesz dojść jedynie do ich wyznaczników, bo prawdę zabrał partner ze sobą "do grobu" idąc właśnie na łatwiznę. I w związku z tym czytając takie powielające się non stop stwierdzenia, ze "mam żal, jestem taka, siaka i owaka na eksa" jest dla mnie głupotą. Bo owszem, trzeba tą traumę pseudo pogrzebową i jej poziomy przejść, ale głównie wyciągnąć z tej porażki wnioski na przyszłość. Babranie się w tym i rzucanie razów w stronę partnera jest ciągłym staniem w miejscu. My też coś tam mamy za pazuchą, a ukrywamy to przed sobą i światem poprzez spychologię winy na eksów.
Doświadczeniem nie jest to, co się człowiekowi przytrafia, lecz to co on z tym robi.
Mam świadomość tego, ze moje posty i riposty w nich zawarte są na swój sposób brutalne, ale zawsze staram się w takich wypadkach zachować kulturę i szacunek do przetrąconego rozmówcy, chcąc go zarazem potrząsnąć z tego letargu beznadziejności.
10 378 2013-09-02 10:28:36
Tak więc szukając odpowiedzi na pytania "dlaczego" możesz dojść jedynie do ich wyznaczników, bo prawdę zabrał partner ze sobą "do grobu" idąc właśnie na łatwiznę. I w związku z tym czytając takie powielające się non stop stwierdzenia, ze "mam żal, jestem taka, siaka i owaka na eksa" jest dla mnie głupotą. Bo owszem, trzeba tą traumę pseudo pogrzebową i jej poziomy przejść, ale głównie wyciągnąć z tej porażki wnioski na przyszłość. Babranie się w tym i rzucanie razów w stronę partnera jest ciągłym staniem w miejscu. My też coś tam mamy za pazuchą, a ukrywamy to przed sobą i światem poprzez spychologię winy na eksów.
Doświadczeniem nie jest to, co się człowiekowi przytrafia, lecz to co on z tym robi.
Piszesz, że po rozstaniu przechodzi się przez kilka różnych etapów. Racja. Ja właśnie przechodzę przez fazę żalu i złości.
Nie twierdzę i nigdy nie twierdziłam, że jestem bez winy w tym wszystkim. Owszem, mam swoje za uszami. Dokładnie wiem w czym zawiniłam i jakie były problemy z mojej strony. Mój były wykrzyczał mi to bardzo dosadnie przy rozstaniu. I wiesz co? Przeanalizowałam jego słowa i doszłam do wniosku, że faktycznie, w wielu kwestiach ma rację. Żałuję tylko, że nie mówił o tym na bieżąco, tak żebyśmy mieli możliwość przegadania i przepracowania tych problemów, bo wtedy być może udałoby się nasz związek uratować. Jedyny pozytyw w tym wszystkim jest taki, że dzięki temu wiem przynajmniej nad czym muszę pracować i na co uważać w kolejnym związku (jeśli kiedykolwiek w jakimś będę).
Różnica między mną, a moim byłym jest taka, że ja chciałam się zmienić i pracować nad naszą relacją. On niestety nie... (choć też nie był fair w kilku kwestiach). I właśnie o to mam ten ogromny żal do niego, że kiedy tylko pojawiły się poważne problemy on po prostu uciekł (i to uciekł dosłownie bo tydzień po zerwaniu zaręczyn wyjechał za granicę i zerwał całkowicie kontakt). Rozumiem, że nie chciał ze mną być, miał do tego święte prawo ale po tylu wspólnych latach powinien załatwić to kulturalnie, a on potraktował mnie w bardzo chamski sposób (zerwanie zaręczyn przez telefon, itp. Nie chcę się tu o tym rozpisywać, bo nie ma sensu do tego wracać). Po prostu zachował się jak dzieciak, choć to facet starszy od Ciebie. To boli tym bardziej, że przecież mówił, że kocha i obiecywał, że "już na zawsze"...
Więc żal jest
Być może kiedyś nadejdzie taki dzień, że będzie mi to wszystko zwisać i powiewać, że nie będę czuć do niego złości, a może nawet i wybaczę ale niestety to jeszcze nie ten etap.
Mam świadomość tego, ze moje posty i riposty w nich zawarte są na swój sposób brutalne, ale zawsze staram się w takich wypadkach zachować kulturę i szacunek do przetrąconego rozmówcy, chcąc go zarazem potrząsnąć z tego letargu beznadziejności.
Nie gniewam się za to co napisałeś, tylko proszę nie oceniaj i nie wyciągaj wniosków zbyt pochopnie. Moje wpisy, skierowane do Fragi to nie lament rozhisteryzowanej panienki w stylu ?O ja biedna, porzucona, co ja zrobię sama bez faceta?. Nie o to mi chodzi, a chyba tak mnie potraktowałeś. Nie jestem kaleką i doskonale sobie poradzę sama. Moje wypowiedzi wynikają bardziej z ogromnego poczucia straty czegoś bardzo dla mnie ważnego ? możliwości zawarcia związku małżeńskiego i stworzenia rodziny. A czasami trzeba się komuś tak ?po babsku? wygadać.
Mieszkałam ze swoim facetem 3 lata ? w tym czasie żyliśmy jak małżeństwo, więc czasami czuję się tak, jakbym przechodziła przez rozwód. Życie dało mi bardzo gorzką lekcję. Być może po ślubie boli jeszcze bardziej? Nie wiem, i mam nadzieję, że nigdy nie będę miała okazji się o tym przekonać.
Pzdr.
10 379 2013-09-02 12:34:12
Witam ponownie
Co do tego, że po burzy zawsze wychodzi słońce zawsze odpowiadam, ze to gradobicie się przeciąga u mnie w nieskończoność ;p Ale jakoś prę do przodu.
5 miesięcy.. Zazdroszczę Ci.. Ja mimo tego, że nie chcę go już w moim życiu, nie widzę go jako mojego męża, ojca moich dzieci, to nie umiem się pozbyć z głowy.. jest to na tyle męczące, że dzień w pracy zaczynam od melisy.. Żeby jakoś przebrnąć przez stres i się nie powyć...
Pytam więc- na ile jest to normalne..? 1,5 miesiąca po rozstaniu, a on zajmuje 90% czasu w mojej głowie. Staram się nie analizować, nie zagłębiać się, tylko pozwalam tym myślom płynąć... Nie ma czynności, której nie wykonałabym z jego imieniem w głowie... Nie chcę tak..
Długo zajęło Ci i Wam wszystkim odcinanie się emocjonalne i myślowe od byłych..? Ja mam wrażenie, że on zawsze będzie w mojej głowie... Jestem tym zdecydowanie zmęczona... Chciałabym wstać jakiegoś pięknego dnia i pomyśleć o sobie, nie o nim...
10 380 2013-09-02 13:32:26
Witam;p
Fragi20 ja też na początku tzn. 1-2 miesiące po rozstaniu myślałam o nim. Każdej czynności w pracy towarzyszyła złość (rzucałam miękkimi rzeczami, ale tak by nikt nie widział ;p;p), niezrozumienie. Pamiętam jak przyłapałam się na tym że za każdym razem jak o nich myślałam to miałam grymas na twarzy ;/ torche dziwne;p Teraz czyli 3 miesiące po zdarza mi się sporadycznie pomyśleć o nim. Ja już jestem tymi myślami zmęczona, bo w kółko to samo aż w końcu mi się nie chce wspominać i żyje dalej myśląc o nowej pralce czy oknach lub nowej pracy, przeprowadzce do nowego miejsca i o nowym starcie. Już nie męczę znajomych gadkami o nim, nawet przy ostatnim spotkaniu z jego siostrą w ogole o nim nie wspomniałam i nie chciałam wiedziec ;p;p hmhm czyżby progress ;p;p Minie Ci nie szybko ale w końcu sama się złapiesz na tym że o nim nie myślisz, jak już było tu wspomniane. Niektóre osoby męczą się pół roku nawet rok ;/ i już teraz wiem że czas to nasz przyjaciel ;p;p Trzymaj się Fragi20. Cierpliwość w leczeniu to najważniejsze ;p W końcu też się zmęczysz nim i myśleniem o wszystkim ;p
10 381 2013-09-02 13:38:42
Dziękuje za odzew
"i już teraz wiem że czas to nasz przyjaciel ;p;p " - no mam nadzieję,że to minie, bo do jasnej anielki. Ile można.. ? Staram się być cierpliwa, ale czasem to brakuje siły na tą walkę z mózgiem ;p Może jak się ''przemęczę" tymi myślami, to odpuści trochę
Cieszę się z Twojego progresu, miło się czyta Twoje posty nasycone emotkami ";p"
Jak widać "po każdej burzy wychodzi słońce" ![]()
10 382 2013-09-02 13:46:23
Hmm... Fragi20: Ja o swoim byłym przestałam myśleć dzień w dzień dopiero po upływie 4 długich miesięcy. Dziś myśli o nim nadal się pojawiają ale zniknęła już ta więź emocjonalna i kiedy o nim myślę, to już nie jak o kimś najbliższym, a jak o obcej osobie, która bardzo mocno mnie zraniła.
Tak jak pisała Z_pozoru_silna: myślę, że proces zapominania i dochodzenia do siebie to dla każdego sprawa indywidualna i każdy przechodzi przez to w swoim tempie.
10 383 2013-09-02 19:06:49
bardzo ladnie sobie dziewczyny radzicie . Ja bardzo srednio bym rzekla. A to juz zaraz 5 miesiecy. U mnie nie ma niestety dnia zebym o nim nie myslala, zeby nie powiedziec godziny.... wciaz pierwsza mysl po przebudzeniu to ten bol.... dzis zmarla moja babcia wiec juz w ogole jest mega dol. a ja nie moge pojechac na pogerzeb. Najzwyczajniej w swiecie, teraz kiedy jestem sama, mam kredyt do placenia, nie moge sobie pozwolic ani na dni wolne w pracy ani na 300 funtow zeby pojechac i wrocic i do tego wprowadza sie do jutro moj lokator. Jest mi tak zle z ta mysla ze nie pojade na pogrzeb
( Poinformowalam go rano o tym, ze babcia zmarla. Napisal: 'przykro mi, trxzymaj sie'. Nawet nie zadzwonil. Mam wrazenie ze jego obojetnosc siegaja juz takiego punktu w moim odbieraniu tego, ze juz wiem naprawde ze NIC nie robi na nim wrazenia. Nawet czyjas smierc. I ja naprawde nie mowie o nas. NIE. Ale mamy jakis tam kontakt, nie rozstalismy sie 2 lata temu, wciaz jestesmy malzenstwem, byl tu w mieszkaniu w sobote, ma klucze jeszcze, normalnie rozmawiamy ze soba, wiec zeby nawet nie zadzwonic w takiej styacji. Po prostu. Zeby zlozyc mi te kondolencje, zeby zapytac o cokolwiek. Mysle ze boli to wszystko juz tak bardzo, ze niedlugo pekne. Niedlugo pekne i naprawde go skresle w swojej glowie. Moze tego mi potrzeba....
10 384 2013-09-02 19:22:38
Kiedysbylam: Z własnego doświadczenia wiem, że w pewnym momencie ta druga osoba rani Cię tak bardzo, że w końcu coś w Tobie pęka i mówisz sobie "dosyć tego". I pomimo tego, że kochasz tą drugą osobę nad życie, to nagle zdajesz sobie sprawę, że ważniejsza jesteś Ty sama i że nie pozwolisz dłużej się tak ranić i upokarzać.
I chyba dopiero wtedy zaczyna się proces "Zdrowienia" i dochodzenia do siebie.
U mnie niestety dziś znowu spadek nastroju. Smutno mi tak jakoś. A najgorsze z tego wszystkiego jest ten brak pracy, brak celu i perspektyw i wielka niewiadoma co dalej z moim życiem ![]()
10 385 2013-09-02 19:27:23
Kiedysbylam- bardzo mi przykro, że do tego wszystkiego musisz uporać się jeszcze ze śmiercią Babci. Przyjmij najszczersze kondolencje i uściski! :*
Musisz kochana sobie jednak uświadomić, że ten brak zapominania, to wina tego że wciąż macie kontakt, na co wpływu nie masz rzecz jasna, przez formalności... Więc to wydłuża okres zdrowienia...
Mi się wydaje, że Ty to masz za miękkie serduszko... Musisz przestawić sobie jego obraz w głowie.. To nie jest już Twój mąż, ten, za którego wyszłaś. To obcy facet, który na wieść o śmierci tak bliskiej Ci osoby pisze (?) "przykro mi" (?). Pozwól sobie rozbić jego idealny obraz w głowie, zauważ ile cierpienia Ci przyniósł ten człowiek.. Mam nadzieję,że to o czym mówisz szybciutko w Twojej głowie pęknie i proces zapominania ruszy... Tego Ci życzę..
10 386 2013-09-02 19:33:40
Kiedysbylam: Z własnego doświadczenia wiem, że w pewnym momencie ta druga osoba rani Cię tak bardzo, że w końcu coś w Tobie pęka i mówisz sobie "dosyć tego". I pomimo tego, że kochasz tą drugą osobę nad życie, to nagle zdajesz sobie sprawę, że ważniejsza jesteś Ty sama i że nie pozwolisz dłużej się tak ranić i upokarzać.
(
U mnie takim momentem zwrotnym była wymiana sms, kiedy wręcz wyciągnął ode mnie, że tęsknię, (a ja myślałam, że jak tak napiszę, to on się pod tym podpisze)
a później znów cisza- podbudował sobie Frajer swoje ego!!! A drugim punktem była rozmowa z męskim użytkownikiem tego forum, tak mi przestawił obraz byłego w głowie, że mi się odechciało patrzeć na niego- a on tylko mi powiedział jak to wygląda z męskiej perspektywy. Jak i czym(!) faceci myślą...
Także zgadzam się z Porzuconą w 100% !
Od tamtego momentu w głowie mam tylko ZAPOMNIEĆ, że był w moim życiu..
10 387 2013-09-02 20:06:17
ale my genralnie nie mamy juz kontaktu - widzimy sie raz na 3 tyg np i to na 10 minut gdzie interakcji nie ma zadnej. Tak, na codizen - ZERO kontaktu. Tak mojego meza juz nie ma. Ale dlatego pytam 'GDZIE JEST MOJ MAZ??!! GDZIE ON JEST???
ja wlasnie tak do konca nie potrafie myslec o nim jak o obcym czlowieku ktory ma mnie w dupie. a takie sa fakty. tak naprawde znow zachowal minimum czlowieczenstwa, odwalil swoje. Nie moge powieziec ze jest 'podly'. Na wiesc o tym ze mama w szpitalu odpisal, a potem pytal o jej zdrowie przez ponad miesiac. teraz tez odpisal. krotko i na temat. a Ze ja liczylabym na jakies wieksze emocje, na jakas troske, to juz po prostu moj problem
(
10 388 2013-09-02 20:22:28
a długo jesteś sama?? ja kilka dnie temu zarejestrowałam się na forum i dobrze zrobiłam,otrzymałam dużo porad i wskazówek,jest mi trochę lżej i wiem co mam dalej robić...najważniejsze żeby dać sobie spokój z nim....,z przeszłością..
10 389 2013-09-02 20:35:12
A ja w kilka miesięcy po definitywnym rozstaniu doszłam do wniosku, iż nie warto wylewać łez, tęsknić i myśleć o kimś dla kogo nie byłam ważna. Rozstania bolą, lecz bardziej bolałaby mnie na starość świadomość zmarnowanego życia.
10 390 2013-09-02 21:00:09
ja jestem sama od ponad 2 miesięcy a byliśmy razem ponad 4 lata i mamy 2 letniego synka.....jest mi tak cholernie ciężko
10 391 2013-09-02 21:55:57
bardzo ladnie sobie dziewczyny radzicie . Ja bardzo srednio bym rzekla. A to juz zaraz 5 miesiecy. U mnie nie ma niestety dnia zebym o nim nie myslala, zeby nie powiedziec godziny.... wciaz pierwsza mysl po przebudzeniu to ten bol.... dzis zmarla moja babcia wiec juz w ogole jest mega dol. a ja nie moge pojechac na pogerzeb. Najzwyczajniej w swiecie, teraz kiedy jestem sama, mam kredyt do placenia, nie moge sobie pozwolic ani na dni wolne w pracy ani na 300 funtow zeby pojechac i wrocic i do tego wprowadza sie do jutro moj lokator. Jest mi tak zle z ta mysla ze nie pojade na pogrzeb
( Poinformowalam go rano o tym, ze babcia zmarla. Napisal: 'przykro mi, trxzymaj sie'. Nawet nie zadzwonil. Mam wrazenie ze jego obojetnosc siegaja juz takiego punktu w moim odbieraniu tego, ze juz wiem naprawde ze NIC nie robi na nim wrazenia. Nawet czyjas smierc. I ja naprawde nie mowie o nas. NIE. Ale mamy jakis tam kontakt, nie rozstalismy sie 2 lata temu, wciaz jestesmy malzenstwem, byl tu w mieszkaniu w sobote, ma klucze jeszcze, normalnie rozmawiamy ze soba, wiec zeby nawet nie zadzwonic w takiej styacji. Po prostu. Zeby zlozyc mi te kondolencje, zeby zapytac o cokolwiek. Mysle ze boli to wszystko juz tak bardzo, ze niedlugo pekne. Niedlugo pekne i naprawde go skresle w swojej glowie. Moze tego mi potrzeba....
Kiedyśbyłam, współczuję Ci, ale trzymaj się jakoś. To jest chyba właśnie ten moment, w którym powinnaś pęknąć i stwierdzić, że nie jest Ciebie wart, bo nie jest! I faktycznie każda z nas ma taki moment, ja też do tego dochodzę, a może właściwie już doszłam. Jeśli czujesz, że ten moment nadchodzi, to dobrze, to znaczy, że naprawdę zaczynasz być gotowa do tego, aby wyrzucić go z głowy, albo może nie wyrzucić, z wku.wić się i stwierdzić, że skoro jego nie obchodzi Twój ból, to Ty nie powinnaś przez niego cierpieć, bo i tak masz za dużo problemów, odejmij sobie chociaż ten jeden - jego.
10 392 2013-09-02 22:11:42
MAtrix- wiem, tylko w praktyce to jakos ciezko przychodzi bo czlowiek mysli - no ze kuzwa przeciez to nie byl chlopak, przyjaciel tylko MAZ. a w sumie wciaz nim na papierze jest. niewazne. martwie sie o mame bo ona z tym zdrowiem tez kiepsko a teraz przezywa smierc swojej mamy. wieczny stres. dobrze ze moj brat chociaz leci jutro do polski na pogrzeb wiec bedzie mial na nia oko przez chwile.
tak, sluchajcie jaka zalosna jestem. ja sie nawet ludzilam ze on moze jednak do mnie zadzwoni, moze dzis wieczorem albo cos. ale NIE ZADZWONI. a nawet gdyby zadzwonil to co to zmienia?? po cholere czekam na jego zasrany telefon. nie obchodzi go NIC co ze mna zwiazane. nawet smierc kogos z rodziny, kogo znal przeciez. gdzie czlowiek mysl ize w takich chwilach wszystko peka na chwile, jakies bariery, urazy, nie mowie ze wlasnie mialby nagle chciec ze mna byc, ale po prostu zachowac sie jak czlowiek i jakkolwiek sie mna zainteresowac. ale nie. niewazne, jestem generalnie wszystkim zrezygnowana mega
10 393 2013-09-02 22:35:38
Nie jesteś żałosna, to normalne, że liczyłaś na jego telefon, każda z nas by liczyła. Przynajmniej już wiesz, jakim on jest człowiekiem i że nie mogłabyś na nim polegać, mężem to on jest chyba z nazwy, a i tak na to miano nie zasługuje. Myśl o sobie i swojej mamie, która Cię potrzebuje, choćby wsparcia telefonicznego. I choć Ciebie nie ma kto wspierać (oprócz forumowiczów), trzymaj się, jeśli nie dla siebie, to dla własnej rodziny, bo teraz rodzina jest najważniejsza.
10 394 2013-09-02 23:20:37
Matrix - dzieki. tak wlasnie mysle i robie. mysle caly czas o mamie i to daje mi jakas sile. Ze gdyby mi sie cos stalo to jakby moi bliscy, ona cierpiala. wiec to jest moj cel zyciowy poki co. mam nadzieje ze z czsem odnajde jeszcze inny, jakis swoj wlasny.
10 395 2013-09-02 23:27:22
Mądrze mówicie dziewczyny - musimy się jakoś trzymać i być dzielne dla rodziny.
10 396 2013-09-02 23:31:44
Hej wszystkim... Dzisiaj troszeczkę się zdołowałem ale tlyko na chwilkę... Zobaczyłem zdjęcie byłej gdzieś na fb i zabolało ale wiecie co... Mam cele w życiu do których będę dąrzył, to był jej wybór... Ja poświęciłem wiele i teraz widzę, że poświęciłem o wiele za dużo dla tego związku. Dałem z siebie więcej niż 100%, porzuciłem swoje hobby, może niecałkiem ale ograniczyłem je. Byłęm też ograniczany, moją była Dziewczyna nie rozumiała tego, że moją pasją są auta, że po prostu ja dbam o samochód troszeczkę inaczej niż przeciętny człowiek, lubie sobie przy nim pogrzebać... Ostatnio od znajomego usłyszałem, żebym ja potrafił zrobić tyle rzeczy co ty w Twoim wieku. Jest w moim wieku
To daje mi do myślenia bo raczej nie jestem palantem który nic nie umie i nic w życiu nie osiągnie. Byłem z nią szczęśliwy, a raczej zdawało mi się, że jestem. Tak jak bags mówił 'toksyczny związek'
Po prostu za wiele rzeczy brałem na swoją głowę ale tak mnie wychowali rodzice. Tata razem z mamą nauczyli mnie odpowiedzialności, nie wiem dlaczego, nie wiem czy to źle czy nie. Wiele osób mi mówi, że jestem za bardzo poważny jak na swój wiek i myślę, że to mi sprawia trudności w nawiązywaniu nowych znajomości... Większość moich pseudo kumpli nie rozumie dlaczego zachowuje się tak a nie inaczej. Po prostu nier obie z siebie pajaca... Można powiedzieć, że ta cała sytuacja mnie dużo nauczyła, dużo zrozumiałem... Stałem się jeszcze bardziej dojrzały... Wiele osób mi mówiło, że to co byłem gotowy dla niej zrobić, to co zrobiłem to praktycznie żaden chłopak w moim wieku nie podjął by się tego. Nie rozumiem tylko dlaczego w zamian dostałem taki cios
Może mi ktoś powie dlaczego kobiety są takie wredne?
10 397 2013-09-02 23:38:30
Scooby - i znowu generalizacje... Zacznij wreszcie zauważać inne, porządne dziewczyny, a przestaniesz zadawać takie pytania, no kurde... Ileż można? W głowie masz tylko jedną, a pytasz, czemu KOBIETY są takie czy siakie... Nie kobiety, tylko ta Twoja konkretna eks, a czemu taka jest - tego nie wie nikt.
10 398 2013-09-02 23:42:46
To jest dziwne, nie wiem dlaczego... Ostatnio naprawdę dużo dziewczyn kręci się w okół mnie ale ja jakoś nie potafię, nie wiem dlaczego... Może to strach taka blokada, że znowu będzie to samo?
10 399 2013-09-02 23:50:41
Może i tak, ale dopóki nie spróbujesz, nie dowiesz się. Możesz przecież po prostu spotykać się z tymi dziewczynami jak z koleżankami na początku. Poznasz, zobaczysz, że istnieją porządne i dobre dziewczyny, powoli zaczniesz znów ufać i nie musisz od razu się wiązać - chodzi o to, żebyś po prostu zmienił swoje postrzeganie kobiet. Tyle
Z czasem znów będziesz gotowy na związek ![]()
10 400 2013-09-03 10:06:02
W banałach jest dużo madrości - chocby z tym kochaniem siebie - zostałam zdradzona, boli, ale nie czuję się przez to nikim, nie myślę o tym, że ona była lepsza - nie była, to ze mną chce być i to zdecydowałam czy dać mu szansę czy nie...