Jeden dzień mnie nie było, a tu tyle postów, i widzę, że optymizm też się wkradł
Nie wiem, od czego zacząć nadrabianie zaległości, więc napiszę może o sobie.
Fragi, widzę, że mamy podobnie. Też nie mogłam wczoraj zasnąć chyba od 2 do 5... Wstałam niewyspana, zdołowana... Tym razem nie pomógł makijaż, czułam, że ten dzień, będzie stracony, ale... nie był! Spotkałam się z przyjacielem, na początku w ogóle niechętna do rozmowy, potem oczywiście przez cały czas opowiadałam o moim eks, mój przyjaciel miał łzy w oczach w pewnym momencie (on mnie nadal kocha, kiedyś "kręciliśmy", ale ja nie potrafiłam go pokochać...), a gdy mówiłam o tym, że chciałabym dostać szansę, żeby naprawić mój związek z eks, stwierdził, że dostanę, ale nie szukam tam, gdzie trzeba i odszedł, pożegnaliśmy się jeszcze.
Co ja poradzę na to, że kocham tego, którego kocham? Nie chcę szukać szansy gdzie indziej, nie chcę zmieniać się dla innego faceta, chcę zmienić się dla tego, którego kocham.
Później załatwiłam sprawę urzędową, potem do domu, potem znów na miasto celem dowiedzenia się, czy reklamacja butów została uznana i wyboru innych, już wybrałam, ale wezmę jutro, bo a nuż jakieś lepsze przyjdą w dostawie. Potem zaś nieoczekiwanie spotkałam kolegę z dawnej pracy - takiego, który zawsze wywoływał na mojej twarzy uśmiech i choć dziś kolega sam był zdołowany swoim życiem, to rozmawiało nam się miło, posiedzieliśmy na ławce, wypaliliśmy kilka papierosów i porozmawialiśmy o starych i nowych czasach. Powiem Wam, że to dało mi kopa, jakoś tak po prostu. Takie chwile są cenne.
I powiem Wam też, że zawsze warto ładnie wyglądać, zrobić ten makijaż, włosy, ubrać się najlepiej, jak tylko można - codziennie. Tyle chyba możemy dla siebie zrobić, prawda?
Nie wiem, w jakiej wielkości miastach mieszkacie, ale ja w takim, w którym zawsze mogę spotkać kogoś znajomego na ulicy - i właśnie dlatego warto dobrze wyglądać, bo i lepiej będzie nam się rozmawiało z ludźmi. Przynajmniej ja tak mam, jestem bardziej pewna siebie, gdy dobrze wyglądam.
Aha, spotkałam też przypadkiem innego kolegę, porozmawialiśmy chwilkę, ale też uraczył mnie swoim fajnym uśmiechem, co dodało mi otuchy. Bardzo cenię w ludziach uśmiech, ale taki "zaraźliwy".
Potem wybrałam się na zakupy do galerii handlowej, niestety wracając, załapałam doła, a dotarłszy do domu, musiałam go wypłakać przy specjalnie w tym celu odpalonym utworze "Już bez ciebie" Bajm - znacie? Piękny, oddaje dokładnie to, co czuję... Mój dzisiejszy dół był jednak głębszy, głębiej nazwany, a mianowicie, wiem, że muszę "ruszyć z kopyta" z karierą zawodową i wiem, że stać mnie na wiele, ale co mi z tej kariery, co z tego, że możliwe, iż spełnię swoje marzenia i będę w całkiem innym miejscu niż teraz, jeśli te chwile spędzone z nim będą do mnie wracać i nawet, jeśli osiągnę sukces, będę miała poczucie, że pozwoliłam odejść największej miłości mojego życia? Ta myśl nigdy nie da mi spokoju, wszak moim priorytetem zawsze była miłość...
Wiecie jednak, że miałam w sobie tyle dyscypliny, aby nie siedzieć bezczynnie, ale upiec w końcu ciasto? Uparłam się, ze upiekę je dziś (wczoraj mi się nie udało), więc płakałam tylko trochę. I powiedziałam sobie - najpierw ciasto, potem forum. W końcu odpoczynek musi być, a na forum przesiedziałam już całe ostatnie 3 dni, dokładnie całe.
Z drugiej strony, czytając Wasze posty o tej nadziei, zapoczątkowane przeze mnie, pomyślałam sobie - a może miejmy tą nadzieję dalej? Mimo, że oni/one się nie odzywają - pomińmy ten fakt. Żyjmy dalej nadzieją, że wrócą, tak będzie łatwiej, bo możemy sobie spokojnie żyć, bez poczucia odrzucenia, bez wszystkich tych skorelowanych z tym poczuciem emocji, osiągać swoje cele, wiedząc, że i tak czeka nas szczęśliwe życie u ich boku. A po jakimś czasie może się okazać, że te cele tak nas zaabsorbują, iż nie będziemy chciały/chcieli ich powrotu (teraz tego nie zakładamy, ale kto wie, to może przyjść samo). Po prostu róbmy swoje wiedząc, że oni wrócą, więc możemy być spokojne/spokojni.
A może bredzę...?