Witajcie,
Mam nadzieję, że u Was jakoś lepiej, spokojniej...Ja mam dalej tego "matrixa" w głowie. Nie wiem czy to wszystko jest normalne, czy ja myślę i czuję tak jak inni, i tak jak się czuje w takich sytuacjach?Dlatego do Was piszę...
Mam momenty kiedy do mnie to nie dociera. Albo inaczej mam momenty kiedy to do mnie dociera. Jestem świadoma, że nie wiedziałam go tyle czasu, że go nie zobaczę jutro, pojutrze, za tydzień, za miesiąc. ale jakoś nie widzę tego w najbliższych kilku latach. Nie umiem już sobie siebie wyobrazić za 2, 5, 10 lat. Pustka. Nie umiem już myśleć o swojej przyszłości, bo to on zawsze w niej był.
Niby wiem, że to koniec, ale tak nie do końca?Nie robię sobie nadziei to nawet nie o to chodzi. Tylko tak ciężko mi uwierzyć, że tak bliska osoba zniknęła z mojego życia. Nigdy tego nie przypuszczałam, to jest taką abstrakcją. Jednocześnie mam momenty kiedy nasz związek wydaje mi się abstrakcją. Trudno mi uwierzyć, że już naprawdę nigdy nie zobaczę tego człowieka. Ta myśl mnie rozwala. Nigdy nie sądziłam, że nasz związek się skończy. Byłam taka pewna, naprwdę pewna jego i swoich uczuć. Teraz nie chciałabym z nim być - znaczy inaczej - wiem, że by się nie udało. Ale mam taką myśl, która przynosi mi ulgę, że spotkamy się przypadkowo za rok, za pół i może nasze drogi jeszcze się zejdą? Teraz on nie chce, jest pewien swojej decyzji, powiedział, że dla niego to rozdział zamknięty. ale ja tak naprawdę też tego na chwilę obecną nie widzę.
Budzę się rano (jak wiemy jest najgorzej) - pierwsza myśl - zderzenie z tym jak jest - jeszcze tak niedawno budziłam się koło niego, byłam taka szczęśliwa, budziłam się spokojna, a jednocześnie wydaje mi się to takie odległe, nierealne, jakby było moim wymysłem.
Wszystko co robię, robię z taką podświadomą myślą o nim. W sensie, podświadomie czuję ten brak. Wykonuję jakąkolwiek czynność i od razu myśl - jejku, "kiedyś robiłam to z nim, albo będąc z nim, byłam taka spokojna, wiedziałam, że jest".
Wszystko mi się kojarzy. Naprawdę wszystko!Rzeczy, sytuacje, pogoda - jednym słowem wszystko. Płakałam bo zobaczyłam kosmetyczkę, kosmetyczkę, którą kupiłam będąc jeszcze z nim.(takich skojarzeń jest prawdopodobnie milion dziennie) i to w takich najprostszych czynnościach życia codziennego. A tak naprawdę przez te kilka lat większość rzeczy kupiłam będąc z nim. Ubrania, jakieś kosmetyki, wspólne talerze, meble do mieszkania. Tak naprawdę musiałabym wszystko zmienić, wyprowadzić się do innego miasta. Nawet myśląc o jakieś sytuacji a nie stricte o nim - pojawia się myśl, jeszcze wtedy byliście razem. Kojarzy mi się wyjście do sklepu, na pocztę, cokolwiek - bo ostatni raz jak tam byłam, to byłam jeszcze szczęśliwa. Właśnie o to chodzi. Moje życie podzieliło się na przed rozstaniem i po rozstaniu. Wszystko przed rozstaniem - byłam szczęśliwa, wszystko po rozstaniu - wiemy jak jest. Dlatego boję się, że ten okres, to co teraz się dzieje, będę kiedyś wspominać z takim bólem.
Moja psycholog uznała, że moim przekleństwem jest pamięć autobiograficzna, taka dobra pamięć(o, np teraz, pamiętam jak czytałam artykuł o takiej pamięci - wtedy byłam jeszcze z nim. Zwariować idzie). Przez to przy każdym wspomnieniu, które jest tak naprawdę jedynie myślą od razu mocno odczuwam emocje, które mi wtedy towarzyszyły.
Wszyscy piszecie o poznaniu kogoś nowego, a ja nawet nie umiem tak pomyśleć. Nie umiem sobie wyobrazić innej osoby, byłam w jednym związku, nie wiem jak to jest być z kimś innym. Boję się. Nie wiem jak to jest jakby miał mnie dotknąć ktoś inny, cokolwiek...nie umiem nadać twarzy tej osobie, charakteru, jakiś cech - bo od razu staje się NIM. Tego się boję, tego porównywania, że każdy będzie gorszy od niego. Wszyscy będą może mili, sympatyczni, ale to już nie będzie to. Czy koś może dac mi szczęście, skoro to ta konkretna osoba mi je dawała?
Boję się porażki. Raz w życiu zaufałam, pierwszy raz w życiu się otworzyłam, zrobiłam obok siebie miejsce, a tak bardzo się bałam. A co jeśli trafię na kogoś naprawdę złego, kto mnie bardzo zrani?Tyle tu przecież takich historii, jak ludzie spotykają się jakiś czas, kilka miesięcy i później facet znika. Ja już byłam taka szczęśliwa, że mam ten etap za sobą, nie muszę szukać, poznawać, jestem bezpieczna.
Po za tym, jak to jest?Najpierw trzeba zapomnieć o kimś, wyrzucić go z serca, żeby kogoś poznać, czy poznać kogoś, żeby zapomnieć o tym byłym?Koło się zamyka.
W dodatku nie wyobrażam sobie, że nawet jak bym miała za te kilka lat kogoś poznać to on się o tym nie dowie, nie opowiem mu tego. Tak mi źle, że nie mogę mu opowiedzieć swojego dnia, tego co się wydarzyło. Bo ja mu o wszystkim mówiłam. Oprócz bycia moim mężczyzną był również moim przyjacielem.
Nie wspominam, nie wspominam świadomie, a jeśli pojawi się jakieś wspomnienie to tak ciężko uwierzyć, że to jest tylko wspomnieniem, że to już nigdy się nie powtórzy. Że to już jest przeszłość.
Przepraszam, musiałam się "wylać".
Będę wdzięczna za to jak porównacie siebie ze mną. Czy tylko ja mam tak beznadziejnie?
I jeszcze jedno, czy to już zawsze nie będę odczuwała jego braku?Czy zasypiając za rok, za dwa, nie będę myślała, że kiedyś był?Kiedyś zasypiałam przy nim?Ten brak chyba zostanie do końca życia...