netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

14 839 odpowiedzi786 557 wyświetleńzałożony przez hera.1, 24.02.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Strony Poprzednia 1 … 154 155 156 157 158 … 229 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 076 do 10 140 z 14 840 ]

10 076

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
misiek666 napisał/a:

Niedomówienia każde przekształcamy w promyczek nadziei że jednak wróci.

Dokładnie tak.. ja bardzo długo tym żyłam, kurczowo trzymałam się tego, że nigdy nie powiedział "nie kocham cie już", nawet jak pytałam wprost, nie mógł patrzeć mi w oczy, nie chciał tego powiedzieć, a ja może chciałam to usłyszeć. To ciągle pulsowało w mojej głowie, to mnie zabijało, każdego dnia, w każdej minucie.
Aż w końcu zaczęłam wmawiać sobie, że to jego zachowanie właśnie mówiło to co chciałam usłyszeć, żeby móc naprawdę się odciąć, że nie miał odwagi tego powiedzieć..

Ale jak tu teraz nie żyć nadzieją kiedy znów zaczęliśmy się spotykać.. Kiedy niestety wydarzyło się  już zbyt dużo.

10 077

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
misiek666 napisał/a:

Ja kazań nie słyszałem i nie wiem kim jest ten człowiek ale wiem jedno.
Kościół tyle ma wspólnego z tym wszystkim jak do in vitro lub spraw seksualnych małżonków. Wypowiadają się Ci co najwięcej przeszli i doświadczyli. Bez obrazy ale ja nie ufam takiemu biadoleniu. To tak jak bym ja się wypowiadał na temat reakcji ksantoproteinowej.

Tak jak są ludzie i ludziska, tak samo można "zaszufladkować" księży. Dla większości z Nas "patologią" są moherowe berety i Radio co ma ryja a w drugą stronę diabeł w sutannie - ks. Natanek.

Dawniej salowa w szpitalu spirytus wydawała po 13, by załoga nie chodziła za bardzo wstawiona przy zabiegach, tak teraz pingwiny walczą o ograniczenie dostępu do napojów wyskokowych i centr ich dystrybucji - satyryk Piotr Wakuła popełnił z tego tematu karykaturę sklepowego w osobie księdza, stojącego za ladą w sklepie monopolowym w konfrontacji z mocno zdumionym klientem "za potrzebą" big_smile

Takich paradoksów jest wiele i sam mam doczynienia z tym, choćby w temacie swojego ex małżeństwa. Wielu z Nich chciałoby mnie ukamienować, bo co innego przeca ślubowałem, a co innego przed "grobową deską" poczyniłem, a dla mojego duchownego przeciwnie, było to, co zrobiłem wręcz wskazane - gdzie wspólnym mianownikiem jest nie ważnie zawarty związek małżeński. Paradoksem dla wielu postronnych osób jest fakt, że qrde jak to jest w ogóle możliwe, skoro sam przygotowywał młodych do ślubu? yikes

Tak też w pewnym sensie imponuje mi postawa ks. Pawlukiewicza, gdzie On jako ten duchowny z powołania i mianowania twardo stoi po środku kleru i ludzi, wożąc się po wszystkim i wszystkich z zachowaniem kultury. Jakoś zwolenników ma na pęczki w obu społecznościach i nie słyszałem jeszcze, by był "sprowadzany do parteru" przez jakąkolwiek "frakcję" jak wspomniany wyżej ks. Natanek.

10 078

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Owszem uogólniłem w mojej wypowiedzi. Znam kilku księży ba nawet jeden kolega mój najlepszy został nim. Lecz co to zmienia ? Znam księdza z powołania prawdziwego. Znam również nie z powołania. Z resztą źle ująłem big_smile Księża mają dużo wspólnego do tego co mówią bo sami na lewo jadą ile dusza pragnie.
Z resztą no jak dla mnie to jedna wielka legalna mafia i tyle. Wysłuchać zawsze można bo to człowiek i jego zdanie ale ja nie biorę ich do serca.

10 079 Ostatnio edytowany przez porzucona85 (2013-08-15 14:18:01)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
misiek666 napisał/a:

Ja kazań nie słyszałem i nie wiem kim jest ten człowiek ale wiem jedno.
Kościół tyle ma wspólnego z tym wszystkim jak do in vitro lub spraw seksualnych małżonków. Wypowiadają się Ci co najwięcej przeszli i doświadczyli. Bez obrazy ale ja nie ufam takiemu biadoleniu. To tak jak bym ja się wypowiadał na temat reakcji ksantoproteinowej.

Misiek: no to teraz pojechałeś trochę w klimacie "nie znam się, to się wypowiem" tongue 
Ja też nie jestem jakoś specjalnie religijna i mam podobne obawy jak Ty, ale skoro tyle osób te kazania poleca to je przesłucham, ocenię i wtedy zdam Wam relację czy było warto smile

Pozdro! smile

Ps. Dziś niestety kryzys - złamałam się i wysłałam kilka smsów do byłego. Niestety chyba poszły w kosmos, bo na żadnego nie odpowiedział. Echh... żałosne, wiem hmm

10 080

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

porzucona85 a po łapach nie dostała za te sms ? Co ty sobie wyobrażasz i myślisz! Kurde nie nie nie. Nie tędy droga ! Żeby było mi to ostatni raz ! Zauważ że nie dostałaś odp. ale czy to coś zmieni ? Przecież nie napisze że kocha i wraca czekaj z obiadkiem... Kogo ty oszukujesz.

10 081 Ostatnio edytowany przez porzucona85 (2013-08-15 17:40:52)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
misiek666 napisał/a:

porzucona85 a po łapach nie dostała za te sms ? Co ty sobie wyobrażasz i myślisz! Kurde nie nie nie. Nie tędy droga ! Żeby było mi to ostatni raz ! Zauważ że nie dostałaś odp. ale czy to coś zmieni ? Przecież nie napisze że kocha i wraca czekaj z obiadkiem... Kogo ty oszukujesz.

Misiek, oj przydałby mi się taki ktoś co by dał po łapach raz, a porządnie wink A tak to chyba sobię kupię taki dmuchany młotek i będę tłuc w łepetynę do skutku, aż były wyleci z głowy tak już na wieczność:)

misiek666 napisał/a:

Przecież nie napisze że kocha i wraca czekaj z obiadkiem... Kogo ty oszukujesz.

To on zawsze czekał z obiadkiem... chlip, chlip... ;(

10 082

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witajcie. To kolejny dzień walki z myślami, z okłamywaniem siebie, że można je odwracać. Pisanie tutaj może trochę je wycisza ale tak ogólnie to d..a
Porzucona85 nie pisz sms!!! proszę i wiem co mówię. Ja pisałam prawie rok. Odpisywał kiedy chciał.Potem odpisywał na każdego ja naiwna się cieszyłam. Niestety te jego smsy to też był stek kłamstw.
Wiem to ciągnie, to ma taką siłę. Ja nie radziłam sobie z tym. Był taki czas, że po powrocie z pracy oddawałam telefon córce, bo każda chwila samotności ciągnęła do pisania.  Wyszłam z tego ja milczę i on milczy(2 m-c). Nawet czasem się zastanawiam jak bym postąpiła gdyby napisał. Nie wiem ale niech tak zostanie. Jeszcze niech zabierze z sobą moje myśli,lęki,emocje i pewnie wtedy bedę wolna ale kiedy to wtedy.

10 083

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Poczatek123: Ja wiem, że nie powinnam się w ogóle do niego odzywać bo w ten sposób tylko mu pokazuję, że jeszcze mi na nim zależy i daję mu satysfakcję:(
Miałam już kilka razy tak, że postanawiałam sobie, że nie będę do niego pisać i dzwonić. To było zawsze po tym jak powiedział czy napisał do mnie coś bardzo wrednego, coś co tak mnie raniło, że mówiłam "dosyć tego". Wtedy tak się zapierałam, zbierałam się w sobie i faktycznie nie odzywałam się do niego, niestety maksymalnie wytrzymywałam tylko miesiąc, po czym zawsze to ja pierwsza odejmowałam próbę nawiązania kontaktu.
Teraz też było podobnie, przez miesiąc była cisza, po czym on zadzwonił, pogadaliśmy - nawet miło i to totalnie rozwaliło mi system:( Wróciły wspomnienia, wróciła nadzieja, że może on coś sobie przemyślał, że może będzie chciał wrócić,itp. I od tej pory nie mogę się powstrzymać od pisania do niego smsów ale jak widać on ma mnie głęboko w poważaniu skoro nie raczy nawet odpisać sad

10 084

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
bags napisał/a:

Nawet "z odzysku" wink

Jak fajny to może być z odzysku wink

10 085

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

porzucona85 bosze kobieto skup się na sobie nie na nim! Nie chlipaj mi tutaj. Trzymaj fason. Przywołuję się do porządku!.

10 086

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
porzucona85 napisał/a:

Poczatek123: Ja wiem, że nie powinnam się w ogóle do niego odzywać bo w ten sposób tylko mu pokazuję, że jeszcze mi na nim zależy i daję mu satysfakcję:(
Miałam już kilka razy tak, że postanawiałam sobie, że nie będę do niego pisać i dzwonić. To było zawsze po tym jak powiedział czy napisał do mnie coś bardzo wrednego, coś co tak mnie raniło, że mówiłam "dosyć tego". Wtedy tak się zapierałam, zbierałam się w sobie i faktycznie nie odzywałam się do niego, niestety maksymalnie wytrzymywałam tylko miesiąc, po czym zawsze to ja pierwsza odejmowałam próbę nawiązania kontaktu.
Teraz też było podobnie, przez miesiąc była cisza, po czym on zadzwonił, pogadaliśmy - nawet miło i to totalnie rozwaliło mi system:( Wróciły wspomnienia, wróciła nadzieja, że może on coś sobie przemyślał, że może będzie chciał wrócić,itp. I od tej pory nie mogę się powstrzymać od pisania do niego smsów ale jak widać on ma mnie głęboko w poważaniu skoro nie raczy nawet odpisać sad

To jak napisze lub powie coś niemiłego, to Kochana zapisz na kartce i przyklej w widocznym miejscu. I czytaj za każdym razem jak będziesz chciała złapać za telefon. To działa. Jak mnie korci to sobie przypominam to, co utkwiło mi w pamięci i zabolało najbardziej "Nie czuję nic, po prostu".. Więc po co mam pisać? By jego ego urosło, że się płaszczę...? O nie,! Chociaż często rączki świerzbią...

10 087

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

porzucona 85: Bez narzucania. Jedno jest pewne jeżeli chce to się odezwie, a jak będzie mu zależało to zawsze Ciebie znajdzie. U mnie trwało bardzo długo zanim to zrozumiałam ale taka jest prawda. I nawet jak zadzwoni to nie biegnij do telefonu niech wie że jesteś w tym czasie zajęta. Daj sobie czas, ochłoń,pomyśl. Jeżeli już musisz  zadzwoń do niego bo teraz możesz rozmawiać choć nie powinnaś. Sms nie piszesz!!! Ewentualnie jak mu się przypomni że jest ktoś taki jak Ty to napisze. Ty odpisujesz.
Wiem będziesz czekała aż napisze ale to minie, naprawdę minie. Ja usunęłam kontakt z telefonu(znam na pamięć) zawsze to jakaś trudność robienie sobie pod górę.(OKŁAMYWANIE SIĘ).

10 088

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Aaaa... No kurde, Misiek masz w 100% rację. Muszę się ogarnąć. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

Ale już w sobotę jadę na zasłużone wakacje smile Mam ambitny plan, żeby odpocząć, korzystać z życia, poznawać nowych ludzi i podrywać przystojnych Włochów wink A tak po cichutku liczę na to, że po tym wyjeździe będę się czuła chociaż troszeczkę lepiej.

10 089

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Tak mam rację tylko wprowadź to w życie. A nie jednym uchem wpuścisz a drugim wypuścisz.

10 090

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
poczatek123 napisał/a:

porzucona 85: Bez narzucania. Jedno jest pewne jeżeli chce to się odezwie, a jak będzie mu zależało to zawsze Ciebie znajdzie. U mnie trwało bardzo długo zanim to zrozumiałam ale taka jest prawda. I nawet jak zadzwoni to nie biegnij do telefonu niech wie że jesteś w tym czasie zajęta. Daj sobie czas, ochłoń,pomyśl. Jeżeli już musisz  zadzwoń do niego bo teraz możesz rozmawiać choć nie powinnaś. Sms nie piszesz!!! Ewentualnie jak mu się przypomni że jest ktoś taki jak Ty to napisze. Ty odpisujesz.
Wiem będziesz czekała aż napisze ale to minie, naprawdę minie. Ja usunęłam kontakt z telefonu(znam na pamięć) zawsze to jakaś trudność robienie sobie pod górę.(OKŁAMYWANIE SIĘ).

Poczatek123: ja też skasowałam jego numer chociaż znam go na pamięć. Znam te numery wink A z tym, że jeśli będzie chciał to zawsze mnie znajdzie to masz świętą rację. Ostatnio jak z nim rozmawiałam to skubany wiedział o wszystkim co się u mnie dzieje, chociaż nie odzywaliśmy się do siebie przez miesiąc. Miałam z tego maleńką satysfakcję, że się interesuje co się u mnie dzieje big_smile

Fragi20 napisał/a:

To jak napisze lub powie coś niemiłego, to Kochana zapisz na kartce i przyklej w widocznym miejscu. I czytaj za każdym razem jak będziesz chciała złapać za telefon. To działa. Jak mnie korci to sobie przypominam to, co utkwiło mi w pamięci i zabolało najbardziej "Nie czuję nic, po prostu".. Więc po co mam pisać? By jego ego urosło, że się płaszczę...? O nie,! Chociaż często rączki świerzbią...

Fragi: dobry pomysł. Ja też próbuję się w ten sposób negatywnie nakręcać na niego. Czasem pomaga, czasem nie. Ale trzeba walczyć.

A teraz zabieram się za pakowanie. Jak będę mieć zajęcie to chociaż na chwilę oderwę się od myślenia o nim.

Buziaczki dla Was Kochani za te wszystkie dobre rady:)

10 091

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
misiek666 napisał/a:

Tak mam rację tylko wprowadź to w życie. A nie jednym uchem wpuścisz a drugim wypuścisz.

Misiek, nie denerwuj się tongue Robię postępy. Jednego smsa dzisiaj wysłałam, ale dzięki waszemu "gadaniu" powstrzymałam się od wysłania drugiego smile

10 092

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

misiek666: Bazując na Twoim dłuższym doświadczeniu w tym naszym biadoleniu, proszę podpowiedz czy te myśli to długo nam jeszcze będą głowy bombardowały. A może sposób jak sobie z tym radzić?

10 093

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

porzucona85 no ja chyba śnię. Wysłanie drugie sms. No byś spróbowała ...

poczatek123 myśl o nim będą cały czas o ile ich nie zastąpisz innymi wspomnieniami. Pocieszę jedynie tym że do dziś ja mam myśli lecz są to myśli że ktoś był kiedyś tam. Bez emocji. Czujesz się jak byś kogoś znała a zarazem go nie ma. Fakt faktem są to lata wycięte z życia bo ja mam samą pustkę teraz. Staram również się nie myśleć o tym pozytywnie jak już to negatywnie. Myśleć o przyjemnych chwilach bez niej. Wykreślić z życia całkowicie Mi to pomogło. Dziś jestem na etapie wspomnień ale nie rusza mnie to. Jeszcze czas temu czułem złość i obrzydzenie gdy myślałem. Czy to długo będzie w was to siedzieć tego nie wiem. Zależy jak mocno się uzależniliście od niego i to jak szybko zrozumiecie że nie ma sensu tracisz cennego waszego życia na niego. Na coś co było i już nie wróci. Swoje kilka tyg. odchorować i do dzieła żyć pełnią życia. Życie tamte i tak nie wróci. Nie ma co się rozczulać.
Zrozumieć to podstawa że nie był pępkiem świata a wy nie jesteście jedyne w takim bólu. Jak widać jest nas multum.

10 094

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
porzucona85 napisał/a:
misiek666 napisał/a:

Tak mam rację tylko wprowadź to w życie. A nie jednym uchem wpuścisz a drugim wypuścisz.

Misiek, nie denerwuj się tongue Robię postępy. Jednego smsa dzisiaj wysłałam, ale dzięki waszemu "gadaniu" powstrzymałam się od wysłania drugiego smile

Na koncie powinnaś mieć kochana zero sms'ów:)!!! Kiedy jest się zbyt nachalną uzyskujesz przeciwny efekt do tego, na którym Ci zależy.

10 095 Ostatnio edytowany przez niewiem1104 (2013-08-16 08:52:19)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witajcie,

Mam nadzieję, że u Was jakoś lepiej, spokojniej...Ja mam dalej tego "matrixa" w głowie. Nie wiem czy to wszystko jest normalne, czy ja myślę i czuję tak jak inni, i tak jak się czuje w takich sytuacjach?Dlatego do Was piszę...

Mam momenty kiedy do mnie to nie dociera. Albo inaczej mam momenty kiedy to do mnie dociera. Jestem świadoma, że nie wiedziałam go tyle czasu, że go nie zobaczę jutro, pojutrze, za tydzień, za miesiąc.  ale jakoś nie widzę tego w najbliższych kilku latach. Nie umiem już sobie siebie wyobrazić za 2, 5, 10 lat. Pustka. Nie umiem już myśleć o swojej przyszłości, bo to on zawsze w niej był.

Niby wiem, że to koniec, ale tak nie do końca?Nie robię sobie nadziei to nawet nie o to chodzi. Tylko tak ciężko mi uwierzyć, że tak bliska osoba zniknęła z mojego życia. Nigdy tego nie przypuszczałam, to jest taką abstrakcją. Jednocześnie mam momenty kiedy nasz związek wydaje mi się abstrakcją. Trudno mi uwierzyć, że już naprawdę nigdy nie zobaczę tego człowieka. Ta myśl mnie rozwala. Nigdy nie sądziłam, że nasz związek się skończy. Byłam taka pewna, naprwdę pewna jego i swoich uczuć. Teraz nie chciałabym z nim być - znaczy inaczej - wiem, że by się nie udało. Ale mam taką myśl, która przynosi mi ulgę, że spotkamy się przypadkowo za rok, za pół i może nasze drogi jeszcze się zejdą? Teraz on nie chce, jest pewien swojej decyzji, powiedział, że dla niego to rozdział zamknięty. ale ja tak naprawdę też tego na chwilę obecną nie widzę.

Budzę się rano (jak wiemy jest najgorzej) - pierwsza myśl - zderzenie z tym jak jest - jeszcze tak niedawno budziłam się koło niego, byłam taka szczęśliwa, budziłam się spokojna, a jednocześnie wydaje mi się to takie odległe, nierealne, jakby było moim wymysłem.

Wszystko co robię, robię z taką podświadomą myślą o nim. W sensie, podświadomie czuję ten brak. Wykonuję jakąkolwiek czynność i od razu myśl - jejku, "kiedyś robiłam to z nim, albo będąc z nim, byłam taka spokojna, wiedziałam, że jest".
Wszystko mi się kojarzy. Naprawdę wszystko!Rzeczy, sytuacje, pogoda - jednym słowem wszystko. Płakałam bo zobaczyłam kosmetyczkę, kosmetyczkę, którą kupiłam będąc jeszcze z nim.(takich skojarzeń jest prawdopodobnie milion dziennie) i to w takich najprostszych czynnościach życia codziennego.  A tak naprawdę przez te kilka lat większość rzeczy kupiłam będąc z nim. Ubrania, jakieś kosmetyki, wspólne talerze, meble do mieszkania. Tak naprawdę musiałabym wszystko zmienić, wyprowadzić się do innego miasta. Nawet myśląc o jakieś sytuacji a nie stricte o nim - pojawia się myśl, jeszcze wtedy byliście razem. Kojarzy mi się wyjście do sklepu, na pocztę, cokolwiek - bo ostatni raz jak tam byłam, to byłam jeszcze szczęśliwa. Właśnie o to chodzi. Moje życie podzieliło się na przed rozstaniem i po rozstaniu. Wszystko przed rozstaniem - byłam szczęśliwa, wszystko po rozstaniu - wiemy jak jest. Dlatego boję się, że ten okres, to co teraz się dzieje, będę kiedyś wspominać z takim bólem.

Moja psycholog uznała, że moim przekleństwem jest pamięć autobiograficzna, taka dobra pamięć(o, np teraz, pamiętam jak czytałam artykuł o takiej pamięci - wtedy byłam jeszcze z nim. Zwariować idzie). Przez to przy każdym wspomnieniu, które jest tak naprawdę jedynie myślą od razu mocno odczuwam emocje, które mi wtedy towarzyszyły.

Wszyscy piszecie o poznaniu kogoś nowego, a ja nawet nie umiem tak pomyśleć. Nie umiem sobie wyobrazić innej osoby, byłam w jednym związku, nie wiem jak to jest być z kimś innym. Boję się. Nie wiem jak to jest jakby miał mnie dotknąć ktoś inny, cokolwiek...nie umiem nadać twarzy tej osobie, charakteru, jakiś cech - bo od razu staje się NIM. Tego się boję, tego porównywania, że każdy będzie gorszy od niego. Wszyscy będą może mili, sympatyczni, ale to już nie będzie to. Czy koś może dac mi szczęście, skoro to ta konkretna osoba mi je dawała?
Boję się porażki. Raz w życiu zaufałam, pierwszy raz w życiu się otworzyłam, zrobiłam obok siebie miejsce, a tak bardzo się bałam. A co jeśli trafię na kogoś naprawdę złego, kto mnie bardzo zrani?Tyle tu przecież takich historii, jak ludzie spotykają się jakiś czas, kilka miesięcy i później facet znika. Ja już byłam taka szczęśliwa, że mam ten etap za sobą, nie muszę szukać, poznawać, jestem bezpieczna.
Po za tym, jak to jest?Najpierw trzeba zapomnieć o kimś, wyrzucić go z serca, żeby kogoś poznać, czy poznać kogoś, żeby zapomnieć o tym byłym?Koło się zamyka.
W dodatku nie wyobrażam sobie, że nawet jak bym miała za te kilka lat kogoś poznać to on się o tym nie dowie, nie opowiem mu tego. Tak mi źle, że nie mogę mu opowiedzieć swojego dnia, tego co się wydarzyło. Bo ja mu o wszystkim mówiłam. Oprócz bycia moim mężczyzną był również moim przyjacielem.

Nie wspominam, nie wspominam świadomie, a jeśli pojawi się jakieś wspomnienie to tak ciężko uwierzyć, że to jest tylko wspomnieniem, że to już nigdy się nie powtórzy. Że to już jest przeszłość.

Przepraszam, musiałam się "wylać".

Będę wdzięczna za to jak porównacie siebie ze mną. Czy tylko ja mam tak beznadziejnie?

I jeszcze jedno, czy to już zawsze nie będę odczuwała jego braku?Czy zasypiając za rok, za dwa, nie będę myślała, że kiedyś był?Kiedyś zasypiałam przy nim?Ten brak chyba zostanie do końca życia...

10 096

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witam kolejnego dnia Walki wink
Niewiem- napiszę z mojej perspektywy, może nam obu zrobi się lepiej.

To wszystko co piszesz jest znajome, aż za bardzo. Przeżywam/przeżywałam to identycznie. Reklama w tv z której razem się śmialiśmy potrafiła sprawić,ze płakałam. Miałam poczucie, że wszystko co dobre już się skończyło. On jedyny dawał szczęśćie, ukojenie, tylko on rozumiał, tylko jego chce dotykać- jego albo nikogo innego do końca życia.

To, że go nie chcesz, ale podświadomie liczysz, ze za rok..dwa.. Też tak mam, ale staram się odganiać te myśli, twardo mówiąc sobie NIE CHCĘ GO! Bo skoro teraz nie wyobrażam sobie tego człowieka przy moim boku, to za rok jak ostygną emocje też nie będziemy chciały. I lepiej dla nas.

Brak jego przy zasypianiu zniknie wraz z upływającym czasem i pogodzeniem się ze stratą. A ile to będzie trwało, to naprawdę zależy tylko od Ciebie. Ja nie wierzyłam, że mam na to wpływ.

Ale. ..

Zmusiłam się, by spojrzeć na sprawę trzeźwo, na tyle, na ile potrafiłam. I pomyslałam sobie czy to, że się "rozczulam" ma jakiś sens? Ile przez niego płaczesz? Miesiąc, dwa, cztery? Ile chcesz? Rok, dwa? Był kochany, owszem, ale ten kochany człowiek nie istnieje już, on jest tylko w naszej wyobraźni. Cżłowiek za którym szlochasz (w moim przypadku) wykrzyczał mi, że "nie czuje nic".. "nie mogę dłużej być obok".. Zadał tyle cierpienia, a mi się jawi jako ósmy cud świata? Zrozumiałam, że coś jest nie tak.. Że zasługuję na kogoś, kto mnie nie zrani, na kogoś, kto będzie zawsze, a nie tylko jak bedzie fajnie, a jak niefajnie, to "zamykam rozdział".  Mówisz, ze był zawsze.. A teraz jest? Kiedy spadło na Ciebie tak potężne cierpienie, którego sam jest sprawcą... ? No właśnie,....

Poprzestawianie sobie wizji tego człowieka w głowie w moim przypadku zdziałało cuda. No może nie cuda, ale przynajmniej jakoś funkcjonuje. Potrafię dostrzec życie "po" i jakoś buduję sobie nową rzeczywistość.
Nie zrozum mnie źle- nie czuję się wyleczona. Bo dziś jak w szafie znalazłam jego dresy (których zapomniał jak się pakował), to serce mi tak zakuło... Chciałam nawet je włożyć, ale opamiętałam się, bo wiem, że byłby to czysty masochizm... Też mam chwilę, kiedy płaczę... Ale płaczę za tamtym życiem, za tamtym szczęściem, które nie wróci nigdy, bo ten cżłowiek, którego kocham już nie istnieje. Został tylko w mojej wyobraźni.

Rano też budzę się z jego imieniem na ustach i tak zostaje przez cały dzień. Ale uczę się z tym żyć i czekam aż zacznie z mojej głowy parować...

Miłego dnia smile

10 097

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

niewiem1104 chodzi o poznawanie ludzi nie bycie w związku a to duża różnica.

Nie wmawiaj sobie to że z kimś będzie gorzej kochana. Nie doświadczyłaś innego mężczyzny w życiu. Nie masz porównania okaże się że jeszcze twój były nie był taki cudowny tylko go idealizujesz ponad wszystko. Z resztą tak na bank jest.

W twoich słowach jest pełno pierwszy raz. Dlatego nie myśl o tym że to koniec świata trochę obiektywizmu ba dużo jego się przyda.

Są to świeże rany na które potrzebny jest czas aby się zagoiły. Ewidentnie boisz się przyszłości w samotności. Uzależniłaś się od niego jak alkoholik od alkoholu.

Każdy tak ma tylko nie pozwól aby to przerodziło się w stany maniakalno-depresyjne. Chodź już chyba pomału na to wygląda ale ja tam ekspertem nie jestem.

Boimy się przyszłości i tego co mogło by być z nimi jak cudownie a zaraz dobija nas świadomość że jego czy jej nie ma. Niewiem1104 daj sobie czas ale zarazem walcz z tym. Nie jest to prosta walka ale kot jej nie wygra jak my smile. Ja myślałem że wróci do mnie jakoś 3 miesiące po rozstaniu potem dobiła mnie świadomość że to złudne nadzieje i trzeba zakończyć to w głowie. Trzeba chcieć.


"I jeszcze jedno, czy to już zawsze nie będę odczuwała jego braku?Czy zasypiając za rok, za dwa, nie będę myślała, że kiedyś był?Kiedyś zasypiałam przy nim?Ten brak chyba zostanie do końca życia..."

Jak wspomniałem post wyżej dziś ja dalej niekiedy o niej myślę ale nie odczuwam żadnych emocji i jak by jej dla mnie nie było. Wiem że ta wiadomość może Cię dobić ale takie są realia.

Nie wiem jaka jesteś ale idzie dużo wyczytać z twoich postów jaką jesteś osobą. Otwórz się na ludzi świat owszem gryzie ale małymi kroczkami do przodu. Nie chodzi o to żebyś wiązała się z kimś ale żebyś to wbiła sobie do głowy że kiedyś będziesz musiała to zrobić. Oswajaj się z tą wiadomością. Poznawaj ludzi. Wygadaj się komu się da smile. Nawet panu Józku spod warzywniaka na osiedlu z winem w ręce. wink Ja sam mam przygodę taką z jednym bezdomnym "żulem" jak to potocznie się mówi. Historia dobra na film ale to nie tutaj.

10 098

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witam
Jestem nowa na forum , kiedyś w życiu pisałam na innym ale to bylo dawno temu, kiedy przezywalam ciążę i porody.
Obecnie jestem w trakcie sama czegos nie wiem czego...
Jestem mezatka 12 lat , mamy 2 wspaniale  córki. Przez przypadek zobaczyłam jak mąż z pracy zamiast do domu skręcił gdzie indziej, zadzwonił co prawda do mnie po 20 min ze jest w domu.
Zadalam mu pytanie gdzie był , odpowiedział ze podwiozl koleżankę bo spóźnila sie na autobus.
Na drugi dzien wieczorem poprosiłam go o telefon. Żeby go odblokowal i mi pokazał, w tym momencie dostał SMS którego skasowal ( twierdził ze nic nie dostał ) weszlam na rejestr telefonu i tam dopiero dotarło do mnie to czego sie nie spodziewałem. Zapisany miał jej numer telefonu jaka calipso ani imię ani nie wiadomo co. Okazało sie ze od końca maja SMS i dzwonią kilka razy dziennie , często po 23 jak już był w domu. Pamietam ze pytałam sie go z kim pisze to mi odpowiadał ze z różnymi dostawcami. Wtedy nie przyszło mi nawet na myśl ze coś jest na rzeczy.
Wyprowadzilam sie do mamy z dziećmi. On mówi ze nie pamięta o czym z nią pisał, o jakiś pierdolak, ze ja nie dotknął palcem, ze mnie kocha i chce żebym sie wróciła do niego.
Wszystkie SMS wykasowal i wiem ze rejestr połączeń stopniowo tez wymazuje.
Bylam u radcy prawnego po poradę i nie wiem co robić,bardzo bym chciała widzieć te wiadomości o czym pisali, jedyna szansa ze przy rozprawie sad nakaze centrali udostępnić treść SMS i wtedy będę miała pewność co w nich było. Ale radca prawny nie obiecuje ze sad to zrobi.
Czy ktoś miał z was podobna sytuacje ze przez sad można było odczytać te SMS.
Jeśli sie okaże ze nic w nich nie było to jestem gotowa wycofać pozew i nawet go przeprosić.
On uparcie twierdzi ze to była zabawa , nic go z nią nie łączyło, i nie pamieta co pisali. W tych SMS nie pisało nic co by mnie mogło obrazić, ale co  pisało twierdzi ze nie pamięta. Trwało to miedzy nimi prawie 3 miesiące.
Proszę o poradę jeśli ktoś odzyskał skasowane SMS.

10 099 Ostatnio edytowany przez niewiem1104 (2013-08-16 11:40:41)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Fragi20 napisał/a:

Był kochany, owszem, ale ten kochany człowiek nie istnieje już, on jest tylko w naszej wyobraźni.

Wiesz Fragi,

Najgorsze jest to, że on nadal jest kochany, nigdy krzywdy mi nie zrobił...a to, że odszedł - miał prawo. Właśnie to jest najgorsze, że jego odejście nie jest krzywdą, jest decyzją do której miał prawo. Nie mam powodów, żeby czuć do niego złość, uważać, że jest złym człowiekiem. Jest dobrym człowikiem, tylko po prostu przestał mnie kochać ( z wielu względów z mojej winy - tak czuję, umęczyłam go swoim nieszczęściem, nie taką osobę pokochał, nie taka byłam).

Widzisz Misiek,

Nie bardzo wiem jak walczyć. Nie mogę myśleć o przeszłości, nie umiem myśleć o przyszłości, a teraźniejszość tak boli.

Czy się boję samotności?Nie. Przed nim byłam 21 lat sama, więc to chyba nie to. Boję się tej wiecznej tęsknoty. Nie boję sie powrotów do pustego mieszkania, tylko boję się powrotów do pustego mieszkania i myślenia, tęsknienia za nim. Przed nim Potrafiłam być sama ze sobą, kochałam siebie (i nadal to robię) ale posmakowałam czegoś lepszego.

Co do stanów maniakalno-depresyjnych. No właśnie tego się boję. Nie wiem kiedy zauważyć, że już coś jest nie tak. Kiedy zobaczyć, że ten proces przebiega jeszcze normalnie a kiedy odbiega od normy.

Przed poznaniem go też chodziłam do psychologa. Zawsze byłam osobą nadwrazliwą, sentymentalną, bojącą się zmian, przywiązującą się do rzeczy, ludzi, sytuacji. Dobrze, przyznam Wam się do czegoś.
W liceum poznałam chłopaka. Taka miłostka, ot co. Byłam z nim na kilku spotkaniach, wpadłam. Ale na tych spotkaniach się skończyło. Nigdy nawet nie byliśmy razem. I co?Męczyłam się z tym 4 lata , nie byłam nawet na żadnej randce, bo tylko on był w mojej głowie. Co prawda widywałam go codziennie, wspólne wypady, jakieś imprezy, czasem pojawiał się w moim życiu bardziej (zazwyczaj po swoim kolejnym rozstaniu) ale ja nie mogłam z tego wyjść. Nie tęskniłam, nie cierpiałam, funkcjonowałam, ale ciągle żywiłam jakieś uczucie do niego, wspominała, żyłam tym jak było i jakby mogło być. Ciągle wspominałam. Przez 4 lata. Przez człowieka, z którym po prostu kilka razy się spotkałam i mogło coś z tego wyjść.
Później zaczęłam chodzić do psychologa. Miałam takie nie poukładane myśli, jakieś lęki obawy. Bałam się związku, bałam się tego, że nie mam doświadczenia i nie będę potrafiła stworzyć bliskości. Nie umiałam sobie jej wyobrazić, bo jej nie doświadczyłam. No i później poznałam właśnie jego. Zaufałam, zrobiłam miejsce w swoim świecie....I podczas związku, też byłam taka, że panikowałam, każdy problem był dla mnie ogromny, bałam się złych rzeczy, które mogą się mi wydarzyć, ale był on. On mi pomagał, wspierał, racjonalnie na wszystko patrzył. Był takim wsparciem. No więc, zawsze taka byłam.


Po prostu nigdy nie było w moim zyciu sytuacji, żeby bliska osoba tak nagle zniknęła. Dla mnie to jest nie do pojęcia.

Widzę, że moje myśli trochę się zmieniają, ale na prawdę powolutku. Dopiero pojawiają się na dosłownie sekundki. Zastanawiam się czy ja tak naprawdę chciałabym z nim być teraz. Czy to nie jest tak, że tęsknie za tym jak było kiedyś, boję się nie znanego więc wracam do tego co biezpieczne i już poznane.Wiem, że teraz na pewno by nam nie wyszło. Za dużo jest w nim negatywnych emocji, on teraz jest bardzo szczęśliwy, spokojny, wolny. Ale ja nie umiem pozbyć się tej myśli, że kiedyś mu się to znudzi, kiedyś pomyśli o nas.

Co do przyszłych związków. Właśnie nie umiem sobie tego wbić do głowy. Boję się, że tak się na niego "uparłam", że już po prostu nie pokocham, bo naprawdę to był mój taki ideał, wiem, wiem może idealizuję, ale było mi z nim naprawdę dobrze. Jakbym nie chciała to nie umiem myśleć inaczej. Ani ja, ani moi znajomi.  Zresztą nie ja pierwsza. Jego dwie byłe dziewczyny dalej nie ułożyły sobie życia, po tylu latach. Z tego co wiem, jak to określiły - za wysoko postawił im poprzeczkę....to jest właśnie taki mężczyzna.
No i nie umiem sobie wyobrazić nawet takich pierdół, że miałabym komuś innemu prasować koszulę, komuś innemu robić obiad, śniadanie do pracy. Kogoś innego pocałować, przytulić.

Czy te skojarzenia kiedyś nie będą tak przychodzić, wpadać do głowy?

Pojawiają się wspomnienia i aż nie mogę uwierzyć, że już nic z tego się nie powtórzy.

Misiek,

To jaka ja jestem, skoro wiele się da wyczytać z wpisów?Ja mam czasem wrażenie, że stałam się emocjonalnym dzieckiem, taką 16-latką, która histeryzuje i tupcze nogą, że ktoś jej nie chce.

Misiek,

Powiedz mi jeszcze jedno, czy Twoja kobieta zostawiła Cię dla kogoś innego?Jeśli to pytanie nie jest oczywiście zbyt osobiste!

10 100

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ja też myślałam, że jest kochany, ale miał prawo odejść. To wszystko prawda. Wiem, co czujesz. Też wiem, że jest dobrym człowiekiem, nie chcę go nienawidzić, nie o to chodzi. Chodzi o to, że nie przy nim moje szczęście. Że mi nie potrafi dać tego, na co zasługuję- miłości, bezwarunkowej, po prostu. Może kiedyś będzie moim najlepszym kumplem, ale w związku ze mną go nie widzę. Na tej zasadzie myślę.

10 101 Ostatnio edytowany przez niewiem1104 (2013-08-16 12:22:53)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Fragi,

Wychodzisz z tego po prostu!

Wiesz ja też mam czasem myśl, że tęsknie z nim jak za przyjacielem...brakuje mi rozmów, wsparnia, tej myśli, że jest. ale nie czas na przyjaźń, na pewno nie teraz.

Fragi, a nie masz takiej myśli, że po prostu teraz nie możecie ze sobą być, ale za jakiś czas, nie wiem za rok, pół, jak przetrawicie te emocje, to mogłoby się udać? Bo mnie ta myśl tak prześladuje, może dlatego, że daje chwilową ulgę i mam takie przeczucie, coś takiego w środku, że jeszcze nasze drogi się połączą....

Aj, ja jestem tak pogubiona jeszcze, nie mogę sobie tych myśli poukładać. I te wspomnienia, jak coś wpada, to aż trudno uwierzyć, że wtedy nie myślałam o tym, że to się może tak skończyć i aż mi trudno uwierzyć, że to się nigdy nie powtórzy. Że już nie zobaczę jego rodziny np.

Najgorsze jest to, że on mnie kochał tak jak chciałam być kochana...


I jeszcze jedno, mam taki żal do tego, że nie celebrowałam tego szczęścia, które miałam. Oczywiście byłam szczęśliwa, dbałam o nasz związek, o niego, ale to było tak pewne, że aż nie napawałam się tym na zapas, nie sądziłam, że kiedyś będzie inaczej. Taki pewniak i koniec.

10 102

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Mam takie myśli, ze może kiedyś... Ale wiem, ze one przeminą i nie wiążę z nimi jakiejś nadziei... Może bardziej chciałabym wierzyć w to, że nie stracę go jako człowieka i że kiedyś może spotkamy się na kawę jak znajomi.. Choć sama nie wiem...

I tak chyba za nim tęsknię- jak za kimś bliskim. za kimś, z kim dzieliłam kawał mojego życia.

"I jeszcze jedno, mam taki żal do tego, że nie celebrowałam tego szczęścia, które miałam. Oczywiście byłam szczęśliwa, dbałam o nasz związek, o niego, ale to było tak pewne, że aż nie napawałam się tym na zapas, nie sądziłam, że kiedyś będzie inaczej. Taki pewniak i koniec."

To również wypisz wymaluj ja smile i stąd ten cały żal, że się nie spodziewałyśmy. przecież kocha, jest, czego więcej chcieć. Tak już będzie zawsze. Dawałam wszystko w zamian dostałam do widzenia. I to boli, oj boli bardzo.

10 103

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Fragi,

U mnie dalej jest taki bunt i brak umiejętności pogodzenia się z tym wszystkim. Nie umiem się pozbyć tego uczucie, że to nie może być koniec, że ja naprawdę spędzę resztę życia bez niego. Tak dociera powoli, a chciałabym się z tym tak zderzyć, tak żeby do mnie w końcu to dotarło, tak zabolało ale żeby dotarło. Żeby już nigdy nie pojawiła się ta myśl, że może kiedyś się spotkamy, że może kiedyś on zrozumie, zatęskni, że jeszcze uda nam się siebie odnaleźć...

Czy te myśli będą dopóki dopóty nie przestanę go chcieć, nie przestanę go kochać?Więc jak to zrobić, jak przestać kochać?Czy to możliwe?

10 104

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Niewiem- pozwól sobie na przeżycie wszystkich etapów godzenia się ze stratą, gdzieś w moich wątkach są. Dopiero w późnym V etapie jest "pogodzenie się, wrócenie na tory życia" ...
Mi to wczoraj ktoś pomógł zrozumieć. Ja również raz pogodzona, raz obrywam nadzieją po uszach nie wiadomo skąd. Swoją drogą możesz mi pogratulować, bo pisałam wczoraj do niego ;/ tak to mi właśnie wszystko wychodzi. I wczoraj był ten paskudny dzień, kiedy o mały włos nie upokorzyłabym się po raz kolejny...

I takie dni będziesz niestety miewać, poczucie, że moje jeszcze kiedyś będzie Ci towarzyszyć, z pewnością. nieustanne myślenie o nim podobno z czasem traci na ilości i po prostu łapiemy się na tym, że coraz mniej go w głowie...

Tylko nie myśl o tym wciąż. Ja staram się (z różnym skutkiem) przyjmować to, co każdego dnia przygotowuje mój mózg. Wstaję i jakoś przeżywam kolejny dzień. nie czuję się pogodzona, jak mam ochotę to wyję w poduszkę i marudzę komuś bliskiemu, że był jedyny i takie tam  (jak wczoraj) jak czuję się silna to idę do ludzi i korzystam z życia, bo teraz umiem docenić te chwile, kiedy nic mi nie doskwiera...

10 105

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Fragi,

A coś się stało, że napisałaś?Dostałaś odpowiedź?
Ja nawet nie mam ochoty do niego pisać. Nie wiem, nie czuję tej potrzeby.

Wiesz, u mnie jest tak, że ja żyję jak przez mgłę. Czekam, czekam aż coś się w moim życiu wydarzy...nie wiem co, ale to jest taka wegetacja.

Zastanawiam się, czy z tym trzeba się zderzyć, czy trzeba się przyzwyczajać z każdym dniem?

I to jest najśmieśniejsze, że ja już się przyzwyczaiła, że jego nie ma teraz ale nie umiem sobie tego wyobrazić za rok, za pół, za dwa lata, za 5....dziwne myślenie. I mam takie chwile kiedy wydaje mi się, że ja mu jeszcze wszystko opowiem, że będzie taka okazja...że przecież on nie mógł tak zniknąć. Np głupia myśl - oglądałam chirurgów i sobie pomyślałam, że jak coś mi się stanie cokolwiek, to on nawet o tym się nie dowie, nie będzie go przy mnie, tak samo jak jemu się coś stanie to mnie nie będzie przy nim. Nie będziemy wiedzieli nic o swoim życiu.

Czy myślę wciąż?Tak, ale jakby tak podświadomie. Robiąc coś, zajmując się czymś, mam to uczucie braku, braku czegoś co jeszcze tak niedawno miałam...

10 106

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Nic się nie stało, gorszy dzień. Wymieniliśmy 3 suche smsy i żałuję. Spytałam co tam, jak noga? Napisał, że u niego (uwaga) wszystko dobrze, a o nodze dawno zapomniał. Nie odpisałam, to spytał czy jestem już po urlopie, to napisałam, ze nie i dodałam kiedy wracam do pracy. Takich suchych sms'ów to ja ze znajomymi nie wymieniam... Pożałowałam, że napisałam, jeszcze jego przywitanie "siemka"... Jak do kumpeli.. Pogrążyłam się tylko- idiotka ze mnie!

" I mam takie chwile kiedy wydaje mi się, że ja mu jeszcze wszystko opowiem, że będzie taka okazja...że przecież on nie mógł tak zniknąć. Np głupia myśl - oglądałam chirurgów i sobie pomyślałam, że jak coś mi się stanie cokolwiek, to on nawet o tym się nie dowie, nie będzie go przy mnie, tak samo jak jemu się coś stanie to mnie nie będzie przy nim. Nie będziemy wiedzieli nic o swoim życiu."

To chyba na chwilę obecną boli mnie najbardziej. Że był mi najbliższą osobą,  a teraz totalnie go nie obchodzę, nie spytał jak się czuję... Po prostu byłam i mnie nie ma... Nie wiem czego się spodziewałam pisząc do niego. Ale utwierdziłam się w przekonaniu, że ma mnie głęboko w dupie.
Chodząc dziś po markecie wyłam pod okularami przeciwsłonecznymi. Rodzinki z dziećmi, pary za rączkę.. A ja sama.. Jak palec w dupie.. Przytłoczyłam się tylko tym wszystkim. I od dwóch dni jest mi źle, najzwyczajniej w świecie czuję się źle.

10 107

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Fragi,

a też masz tak, że żyjesz bez większego poczucia sensu?Jakby dla zabicia czasu, żeby minął kolejny dzień, czekając nie wiadomo na co?Z nadzieją, że może zaraz Twoje emocje się zmienią, że może zaraz się coś wydarzy co sprawi, że wszystko się odmieni?

Właśnie to poczucie braku sensu...a jeszcze tak niedawno byłam tak szczęśliwa...teraz żyję tak o. A miałam wszystko.

Boję się, że nigdy nie zapomnę, że nigdy nie przestanę kochać, a jednocześnie czuję, że najgorsze przede mną. Czuję, że to zderzenie się ze wszystkim dopiero przede mną.

Wczoraj pierwszy raz poszłam do sklepu. Kupiłam książkę o rozstaniach i rozwodach, o tym jak odnaleźć emocjonalną równowagę. Czytając sobie uświadomiłam, że ja chcę żeby on wrócił!Po prostu tak bardzo go chcę...

10 108

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Kochana,

Poczucie sensu mam, mam plany na najbliższy rok, choć jest ciężko, bo chciałam przy nim to wszystko robić. Ale Masz rację czekam na coś, choć sama nie wiem na co. Naprawdę dobrym pomysłem jest wyjście do ludzi, umów się z kumplem na kawę. Znajdź sens w małych rzeczach. MUSISZ. Równowaga sama nie przyjdzie niestety. Ja to na siłę robię coś- wczoraj zrobiłam swoje ulubione ciacho, czułam, że chciałabym go na nie zaprosić, ale nie mogę i koniec.

I od razu mówię- nie jest fajnie jak były pisze hmm Wczoraj to on napisał, kilka smsów, że myśli, wspomina. No i znów się rozpadam. A w zasadzie to niczego chyba nie zmieniło. Poza tym, że znów odpisałam i się upokorzyłam, bo napisałam, że tęsknie sad No i poza tym, że wkręcam sobie, że chce wrócić... hmm
Także jak Twój milczy, to ciesz się, nie robi Ci zbędnych nadziei. A na pewno jest ciekawy co u Ciebie- tylko nie chce Ci krzywdy większej robić- i tak to sobie tłumacz.

O zapominaniu, przestaniu kochać..- nie wypowiem się, bo u mnie baaardzo świeże i znów wracam do początku przez niego. Ale jest dużo ludzi, którym się udało, więc czemu nie nam..?

10 109

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witam;p
Tak naprawde to nie wiadomo co jest lepsze: czy to ze on pisze i pokazuje ze jednak go obchodzisz i sie Toba interesuje, chce wiedziec czy u Ciebie wszystko w porzadku? czy to ze nie odzywa sie w ogóle i ma sie poczucie całkowitego porzucenia, odcięcia się? Nie pisze, nie dzwoni tzn ze go juz nie interesuje co u mnie, ze nie mysli o mnie i ta troska która az sie przelewała podczas zwiazku nagle znika..Szczerze, chciałabym zeby chociaz sie spytał co u mnie, czy pogratulował skonczenia studiów. A tu nic;/

10 110

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Zpozorusilna- wbrew pozorom nie. Tak jak napisałam wyżej- na pewno myśli, wspomina. Niemożliwym jest zapomnieć człowieka krótko po rozstaniu. Ale daje Ci zapomnieć, nie zaburza Twojego zdrowienia, wykazuje się dojrzałością. A mój ? Napisze i co z tego mam? Niepewność, nadzieję. To wszystko, czego przez miesiąc się wyzbywałam. I znów ściskanie w żołądku, analiza, to wszystko z czym tak dzielnie się żegnałam sad i po co mi to? Po co?! Teraz znów siedzę rozbita na atomy.. I zamiast cieszyć się niedzielą upajam się bezpodstawną nadzieją... Uwierz mi, że gdyby napisał, to postanie euforii żałowałabyś, że odpisałaś. Ja tak mam, na własne życzenie, zaczynam cały proces od nowa sad

10 111

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Fragi20 moim skromnym zdaniem ;p dojrzałością nie mozna nazwac zachowania kiedy drugi człowiek nie przyznaje sie do Ciebie na ulicy, nie chce z Toba zamienic zdania bedac w tym samym pomieszczeniu, a to przeciez on mnie zranił. Masz racje, ze jakby sie odzywał to by bolało i nie mogłabym zakonczyc tamtego etapu. Jakby do mnie napisał to nie miałabym nadziei na cos wiecej bo on juz kogos ma. Może jakbys mu napisała ze nie chcesz aby do Ciebie pisał i sie odzywał to moze dałby Ci spokój ;p Widząc jak przezywasz to ze on sie interesuje, rzeczywiscie najlepszym sposobem jest uciecie kontaktu. A zebys nie myslała o nim i pozbierała te swoje atomy to polecam serial NEW GIRL, baaardzo fajny i poprawia humor. Akurat na niedzielne popołudnie ;p

10 112 Ostatnio edytowany przez marteczka_ka1 (2013-08-18 12:32:36)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Bolesna prawda: faceci lubią sobie zostawiać otwartą furtkę...więc faktycznie, lepiej jak nie piszą w ogóle. Bo kobiety mają to do siebie, że uwielbiaj analizować. Każde jego słówko, gest i nie tak postawiona kropka niesie za sobą falę domniemań. Z takich "suchych" sms'ów" nic nie wynika. Bo on napisze od tak a my już widzimy naszą wspólną przyszłość...

Ja od dziś wracam z moim nieprzyznającym się do zdrady facetem do rzeczywistości. On wraca z tygodnia urlopowania w mieście rodzinnym i tak naprawdę od dziś zacznę sławetną damską analizę czy dam radę z nim nadal być. W weekend tez przyjechałam do Poznania, widziałam się z nim w piątek i sobotę na mieście przez chwilę. W piątek wzroku ode mnie nie odrywał. Jak tylko jakiś facet podszedł zagadać na parkiecie ten już był obok i prosił pana, żeby nam nie przeszkadzał.
Tak na serio nic mnie to nie obchodzi co on robi, jak się zachowuje i jak bardzo mi chce udowodnić, że mnie kocha. Wszystko zależy ode mnie...czy nie spalę się cały czas myśląc co on teraz robi z kim pisze, co myśli...
Boshe jak mi zależy na nieskomplikowanym życiu z kimś drugim...bez gierek, bez niedomówień, podejrzeń, ciągłych pretensji. Wiadomo, że idealnych związków nie ma, nie przeszkadzałyby mi problemy życia codziennego. Ale zdrada już na zawsze zostanie zapamiętana. Słabe te fundamenty....Za stara jestem na takie zabawy w dom.

10 113

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Gdybym ja umiała mu to napisać, to byłabym wygrana big_smile
Masz rację, trudno powiedzieć co jest bardziej dojrzałe. Ale co tam, odpisałam, mam za swoje i będę w tym tkwić znów między byciem a nie byciem.

Masochistka chyba ze mnie. ale cóż. Na własnych błędach muszę się nauczyć, skoro inaczej nie umiem. Eh tam, jakoś to będzie.

10 114

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Dzisiaj pozwoliłam sobie na łzy ;/ nie dość ze odczuwałam tęsknotę to jeszcze niechęć do samej siebie i brak poczucia własnej wartości. Jak to jest ze nie dość ze straciłam przyjaciela i kochanka to jeszcze czuje sie przez ta wszystko mało wartościowa kobietą, gorszą od tamtej. Łzy które pojawiły sie u mnie dzisiaj były spowodowane obawa ze juz nigdy nie znajade kogoś takiego, ze w ogole nikt sie mna nie zainteresuje. Wszyscy mi mówią ze pierwsza miłość nigdy nie trwa wiecznie, ze bardzo mało jest osob którym sie udaje od razu, ale ja miałam przekonanie ze to ten: dogadywalismy się we wszystkim, poglądy na zycie takie same, rodziny nas uwielbiały i akceptowały. Mineły juz 3 miesiące jest lepiej, ale obawa nie zniknęła. Boje sie również ze on bedzie szczesliwy do konca zycia z NIĄ po tym co mi zrobił, a ja bede tkwic w jednym punkcie sama. Przecież to ja mam wieksze prawo do szczescia po tym wszystkim a nie oni. Jestem juz Moi Drodzy zmeczona tym etapem w swoim zyciu ;/

10 115

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witajcie, czy mogę się przyłączyć? U mnie historia trochę inna, ale uczucia te same, uczucia, które muszę z siebie wyrzucić na wszelkich możliwych frontach... W wątku "Dla tych co świeżo po rozstaniu.." ludzie jakoś lepiej sobie radzą, a ja, najsłabsza ze słabych, nie wiem, co ze sobą począć...

10 116

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witajcie.
Ja powrocilam z wczasow i widze ze dziewczyny wspolny jezyk znalazly. a u Fragi nowa akcja sie toczy.
gdzie Misiek moj dzieciak smile ?

BlAck Angelika pisz co sie dzieje...

10 117

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Kopiuję kawałeczek z tamtego wątku, coby nie przynudzać.

W skrócie - to ja z nim zerwałam - miesiąc temu z kawałkiem, ale nie radzę sobie z tym i podczas samotności doszłam do wniosku, że kryzys zapoczątkowałam ja, a jego zachowania, które mnie bolały, były reakcją na moje - więc mam poczucie winy (ale nie było zdrady, kłamstw a ani niczego tak wielkiego). No i cóż, tydzień po rozstaniu stwierdziłam, że nie potrafię tego zakończyć, on jednak pisał, że sam nie wie, gubi się, nie wie, czy będziemy szczęśliwi. Od tamtej pory średnio raz na tydzień piszę do niego litanie o chęci naprawy, o tym, że chcę się zmienić, przepraszam, pytałam czy wybaczy - cisza. Odpisał tylko na smsa, w którym prosiłam o spotkanie - odpisał wczoraj, żebym powiedziała wprost, o co chodzi. Napisałam, że chcę dalej z nim być i dalej o chęci zmiany siebie, że tylko jego chcę i pragnę, a dziś znów zapytałam, czy możemy się spotkać - CISZA.

I boli jak cholera, wczoraj dał cień nadziei, a dziś - samotna niedziela i zderzenie ze świadomością, że on chyba nie chce mi dać nawet szansy, żebym to naprawiła... ;( Choć ja zerwałam, paradoksalnie czuję się jak porzucona... Oczywiście nie będę tu absolutnie gloryfikować swojej osoby, nie o to mi chodzi, tylko nie wiem już, jak się w tym odnaleźć ;( Miotam się po domu, płaczę, palę papierosy i siedzę na forum - to moja główna aktywność ostatnimi czasy.

Najgorsze jest to, że nie napisał wprost, że nie chce, więc nie mogę uznać, że nie jest mnie wart, a więc uznaję, że ja zniszczyłam ten związek, to poczucie winy mnie zabija. Nie doceniałam tego, co mam, a miałam naprawdę dużo.

10 118

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Hmmmm. Zerwalas z nim miesiac temu, czyli bylo cos nie tak. cos co Ci nie pasowalo. Byc moze zapominasz o tym teraz kiedy poczulas sie sama.

Ciezko jest doradzac komus kto przezywa silne emocje, bo jedynym argumentem czy rozwiazaniem jest to zeby poczrkac. Zreflektowalas sie, przeprosilas, dalas znac ze chcesz naprawiac....teraz chyba juz nic nie mzezz wiecejzrobic. Nie katuj chlopaka niech so ie pomysli czego on chce bo na sile, czy litosc i tak nic nie bedzie.

Tobie cos nie pasowalo. pamietaj o tym. i daj mu sie wypowiedziec czy on widzi Wasz zwiazek ( nuech pomysli,nie atakuj juz go). moze odetchniecie od siebi pomoze, a moze trzrba bedzie zainwestowac w coa innego

10 119

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Wiem, ja to wszystko wiem, ale co zrobić z tym bólem? Wyłączam telefon, żeby aż tak nie bolało (na szczęście mam dwa numery z innych sieci, a on pisał tylko na jeden), ale wiele razy tak robiłam, po włączeniu jest jeszcze gorzej.

Co do powodu rozstania - też wkleję:
prawdę mówiąc zostawiłam go pod wpływem impulsu, gdy chciał przełożyć spotkanie, po miał kaca, gdyż poprzedniego dnia miał gości w domu i popił. Postawiłam warunek (błąd), że albo przyjedzie, albo zakończę ten związek, łudząc się, że ogarnie się i przyjedzie... Stwierdził, że to moja decyzja i chciał, żebym powiedziała mu to na spotkaniu, ale ja stwierdziłam, że nie ma sensu się spotykać. A teraz tak bardzo tego chcę... Tylko dlaczego nie kontynuował tej ciszy w takim razie? Dlaczego był ciekawe, co chcę mu powiedzieć? Po co? Dał jakiś cień nadziei, rozbuchałam ją i teraz mam... Samotna niedziela boli jeszcze bardziej niż gdyby nie odezwał się wczoraj w ogóle... sad Co jakiś czas wyglądam na parking w jakiejś głupiej nadziei, że może przyjedzie... Nienormalne. Ja tak naprawdę nie chciałam go zostawiać, chciałam tylko żeby coś zrozumiał. I teraz myślę, że po tym miesiącu bez kontaktu z jego strony, można byłoby na spokojnie to odbudować... Szkoda, że tylko ja tak myślę najwyraźniej...

Nigdy nie pokocham już nikogo tak czystą i piękną miłością ;( Nie chcę kochać się z innym facetem, obrzydzenie mnie bierze na samą myśl... On i tylko on. Tylko z nim to jest piękne, czyste i wzniosłe. - cholera, pogorszyło mi się przez wczorajsze myślenie o tym, po tym jego odzewie ;(

A on... pastwi się nade mną, wiedząc że chcę się spotkać, celowo nie odzywa się w niedzielę - wtedy, gdy ma czas... Jutro byłaby nasza rocznica... - powtarzam jak mantrę... Czekałam, choć nie pisałam tego tak wyraźnie na forum, czekałam na jakiś cud, że może będzie chciał się spotkać akurat dziś, akurat przed tą datą, że zaczniemy od nowa... Z taką magiczną datą...

10 120

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
sobieSama napisał/a:

Witajcie.
Ja powrocilam z wczasow i widze ze dziewczyny wspolny jezyk znalazly. a u Fragi nowa akcja sie toczy.
gdzie Misiek moj dzieciak smile ?

BlAck Angelika pisz co sie dzieje...

Nowa, stara akcja. Marzę, by się skończyła... Bo czuję się wykończona psychicznie. Tym razem to ja mu napisałam, że już nigdy nie będzie mnie w jego życiu. Satysfakcja na kilka godzin. Teraz od nowa wraca wszystko. CIESZCIE SIĘ, ŻE BYLI NIE PISZĄ, naprawdę...

10 121

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Fragi, Twój, z tego, co się zorientowałam, mówił, że nic nie czuje - a więc można próbować sobie przetłumaczyć, że był g.wno wart, skoro nagle przestał kochać, jeśli Ty w niczym nie zawiniłaś.

No a ja mam stan zawieszenia, bo nic nie wiadomo tak naprawdę...

10 122 Ostatnio edytowany przez Fragi20 (2013-08-19 01:23:41)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Black Angelica- oczywiście, bywały dni, ba nawet miałam taki tydzień, że czułam się pogodzona z tym wszystkim. Wmawiałam sobie wiele rzeczy, że nie warty, że niestabilny emocjonalnie, aż wszystko wróciło, kiedy nawiązaliśmy kontakt.
tylko widzisz, to jest trudne do przyjęcia jako fakt, że miałam być na zawsze, a teraz co? Nie kocha nagle?

Od jutra zaczynam od nowa, proces zapominania, płakania etc... I już wiem, że na nic nigdy mu nie odpiszę.
A stan zawieszenia.. też miałam przez jakiś tydzień albo dwa,... Ale sama z niego zrezygnowałam. Bo czułam się jak odtrącony pies, nic nie warta. To jest najgorszy czas tak naprawdę.

10 123 Ostatnio edytowany przez Black Angelica (2013-08-19 01:53:04)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

No dokładnie. Do mnie wróciło po tym, jak wczoraj napisał, tzn. nie tyle wróciło, co tyle, ze ta cisza od wczoraj jest po tysiąckroć gorsza od tej wcześniejszej, z którą już tu na forum próbowałam się oswajać, bo przeplatana nadzieją. I też miałam poczucie, że ta miłość jest stabilna, skoro wszystkie kłótnie wytrzymywaliśmy... To dlaczego tej ostatniej już nie? Dlaczego, gdy ja naprawdę gotowa jestem wiele dla niego zmienić, bo miłość jest moim największym priorytetem w życiu, gdy zrozumiałam to, a czasu na myślenie miałam naprawdę dużo, on już nie czuje nic? Gdyby czuł, dałby tą szansę, na pewno. Co to za miłość, jeśli się kończy? To nie miłość po prostu - to najtrudniej przyjąć do wiadomości, że ktoś, kto był tak cudowny, czuły, dobry, opiekuńczy, chyba tak naprawdę nigdy ns nie kochał. Że kłamał albo pomylił miłość z zauroczeniem albo nie umie kochać. Każda z nas pragnie szczerości, a tu zonk.

Jak radzisz sobie z tym bólem na codzień czy ogólnie z życiem w tym wszystkim?

Ta pustka mnie przytłacza... Po każdym rozstaniu w moim życiu ta pustka zawsze dość szybko i samoistnie zapełniała się nowymi ludźmi, okolicznościami, wrażeniami, obowiązkami, a teraz za cholerę... Nie chcę zapełniać jej na siłę, bo nie o to chodzi, bo wróci kiedyś ze zdwojoną siłą... Ona ma się zapełnić sama, jak zawsze... To zresztą uniwersalne prawo Wszechświata - natura nie znosi próżni. Dlatego nie ogarniam zaistniałej sytuacji.

Jak na ironię, awansowałam tu, widzę, poprzez całodzienne generowanie postów, do levelu pod nickiem - Do zakochania jeden krok... Ironia, bo już nigdy się nie zakocham. Nikt mu nie dorówna.

10 124

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ja też czuję, ze wiele chciałabym mu powiedzieć, zbudować od nowa, przeanalizowałam itd.. I to boli.. Ze ktoś kto mówił "kocham" teraz nie chce nic...
To moje pierwsze rozstanie, więc nie mam porównania. Ciężko mi się jest godzić, to na pewno, jak poczytasz moje wcześniejsze wpisy, był moment, kiedy czułam siłę i pomimo bólu żyłam, wychodziłam, bawiłam się, dało się. A teraz wróciłam do punktu wyjścia i po prostu przeżywam kolejny dzień.. Nie jem, nie śpię. Tak jak było miesiąc temu... Kolejny koniec- jak to pisala Kiedysbyłam.

Ogólnie to sobie nie radzę. Dziś ryczałam, a raczej wyłam większość dnia,ale to na własne życzenie, po kontakcie. Więc godzę się, ze sama sobie zasłużyłam tym razem i czekam i walczę, żeby znów poczuć siłę.

10 125

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

W sumie dziś zajrzałam do Twoich postów, żeby zorientować się, o co poszło w zerwaniu, ale widziałam tez optymistyczne wypowiedzi, kojarzę. Pytałam, bo zastanawia mnie, czy tylko ja mam tak rozwalone życie, do granic możliwości, nie robię zupełnie nic, aby do września, zacznę znów pracować, ale też nie wiem, jak dam radę. Od lipca miałam tak naprawdę chyba 2 dni, podczas których czułam siłę, tylko tyle. Nie ma już tej siły wewnętrznej, co kiedyś i nie wiem, czy kiedykolwiek wróci. Mam duży potencjał, który marnuję... Mam tyle marzeń, a nie mam siły, aby je zrealizować. Jak mam zająć się życiem i spokojnie przyjąć do wiadomości, że jego już nie będzie? Inne rozstania tak nie przebiegły, wcześniejszych byłych tak nie kochałam, to jest pewne.

Pociesz się młodym wiekiem... Przed Tobą jeszcze kawał życia, wszystko może się zdarzyć. I chyba faktycznie całkowicie urwij kontakt.

10 126

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Gdy to czytam to mnie ściska że tak ujmę kretynizm tych facetów tu opisanych ...  jakby mi kobieta chciała dać szanse to bym zrobił wszystko mimo że mnie zdradziła ...... wykitować próbowałem, po nocach nie spie flaszka za flaszką szajba bije a Ci odeszli i maja optyrdymange.... Gdzie tu logika...

10 127

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Konsiger- bo na świecie nie ma sprawiedliwości smile

Black- Nie, nie tylko Ty masz tak rozwalone życie sad To jest najgorsze, że po prostu brakuje siły.. Siły żeby wstać, siły żeby posprzątać, na wszystko. Ja też czekam na powrót do pracy i na uczelnię, ale nie wiem czy to cokolwiek zmieni.
Wiek w tym przypadku może i jest pocieszeniem, (choć Tobie do starości też wiele brakuje), ale ja chciałam z nim... no:(

10 128

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Konstiger napisał/a:

Gdy to czytam to mnie ściska że tak ujmę kretynizm tych facetów tu opisanych ...  jakby mi kobieta chciała dać szanse to bym zrobił wszystko mimo że mnie zdradziła ...... wykitować próbowałem, po nocach nie spie flaszka za flaszką szajba bije a Ci odeszli i maja optyrdymange.... Gdzie tu logika...

Jak ja bym chciała mieć takiego faceta... Niestety chyba tak już musi być w związkach, że jednej stronie zależy bardziej, a drugiej mniej... sad

No, a tu zdrady z naszej strony nie było. Nie potrafiłabym zdradzić, a gdyby nawet jakimś cudem, to sama odeszłabym, bo nie miałabym czelności prosić go o szansę. Opowiadaj swoją historię, zamiast pić, picie to nie wyjście, bo stoczysz się na dno, uwierz... Lepsze już papierosy.

Fragi20 napisał/a:

Konsiger- bo na świecie nie ma sprawiedliwości smile

Black- Nie, nie tylko Ty masz tak rozwalone życie sad To jest najgorsze, że po prostu brakuje siły.. Siły żeby wstać, siły żeby posprzątać, na wszystko. Ja też czekam na powrót do pracy i na uczelnię, ale nie wiem czy to cokolwiek zmieni.
Wiek w tym przypadku może i jest pocieszeniem, (choć Tobie do starości też wiele brakuje), ale ja chciałam z nim... no:(

U mnie sprzątanie to też wielki problem, bo sprzątałam zawsze w soboty, zawsze przed jego przyjazdem, potem "ogarniałam" siebie, robiłam się na bóstwo, zaś później czekała mnie nagroda w postaci jego... Nie potrafię teraz sprzątać, bo to kojarzy mi się z nim... Prosty mechanizm warunkowania... Tzn. mimo to sprzątam, bo muszę, ale już nie w sobotę, zmieniłam dzień sprzątania, żeby nie kojarzyło się z nim...

W sobotę po jego odzewie, ścieląc łóżko, wyobrażałam sobie, że już niedługo będziemy w nim razem... Jak mam teraz ścielić łóżko? O czym myśleć? Nic, wczoraj spałam pod kocem, nie rozkładając łóżka i w odwrotną stronę niż zwykle.

Jedyne, co możemy zatem zrobić, to zmienić niektóre elementy codzienności, aby było inaczej niż w czasie związku, aby nie katować się aż tak bardzo...

10 129

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ciężko jest zmienić schematy 4 lat przyzwyczajeń, ale staram się, choć to na nic się zdaje. Nawet przebywając w nowym miejscu, gdzie nigdy nie byliśmy razem wciąż bolało. I boli cały czas.
Chciałabym odpocząć od myślenia o tym wszystkim, ale nie umiem, żadne zajęcie nie jest w stanie wypełnić mojej głowy na tyle, by on wyparował. Wchodzę do łazienki- wanna, w której razem się kapaliśmy, wygłupialiśmy. pokój- łóżko. kuchnia- wspólne gotowanie. Wszędzie jest ON!! A ja go nie chcę! Chcę wstać i zacząć żyć, ale lipnie mi wychodzi.

10 130

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Witajcie dziewczyny,

Słuchajcie ja już przeszłam samą siebie. W weekend razem z moją przyjaciółką (również po rozstaniu) pod wpływem dużej ilości wina już zwariowałyśmy. Odprowiałyśmy rytuały, uroki miłosne. Serio! Byłam w stanie zrobić przelew jakieś wróżbiarce na 600
zł za rzucenie uroki miłosnego! Ach alkohol. Znowu miałam 14 lat. Teraz mi się z tego śmiać chce, ale te laleczki woodoo jakie zrobiłyśmy jakoś rozluźniły na chwilę atmosferę smile oczywiście to wszystko w formie żartu humoru, nadania sytuacji ironicznego wydźwięku.

Ogólnie nie wiem co się ze mną dzieje. Naprawdę zachowuję się jakbym miała 14 lat. Moje nastroje potrafią zmieniać się z minuty na minutę. Czasem mam wrażenie, że nic się nie stało, on dalej jest, jesteśmy razem - jakbym zapomniała, że w ogóle coś się stało. Raz rozpacz i ból nie do przeżycia, że najchętniej
zdechałbym w danej chwili, później ydaje mi się ok, nic się nie stało to nie koniec świata. Taka walka z samą sobą, ze swoimi myślami. Czasem mam wręcz pewność, że on wróci....naczytałam się tych książek o potędze podświadomości, sekretów itd.

Nie wiem ile czasu tak pociągnę, końca nie widać...ja nawet nie chcę jakiegoś wielkiego szczęścia. Pragnę spokoju, zwykłego spokoju, uwolnienia myśli od tego wszystkiego!

10 131 Ostatnio edytowany przez Black Angelica (2013-08-19 16:27:15)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Fragi, wiem, u Ciebie to kawał czasu, u mnie nie aż tak, ale czuję to samo. Najlepiej byłoby się wyprowadzić z domu, chociażby tymczasowo...

Wspólne gotowanie - dla mnie to też jest straszne, a mam jeszcze w zamrażarce schab i boczek od niego, które muszę upiec... Sama... Nie mam siły na gotowanie i pieczenie, bo to też zawsze kojarzyło się z nim, jadam w barze...

Dziś byłaby nasza rocznica... Nie włączyłam jeszcze telefonu (wyłączyłam wczoraj, żeby aż tak nie bolało), boję się go włączyć...

Niewiem - też swego czasu byłam zafascynowana tematyką prawa przyciągania i "Sekretem", ale w przypadku facetów takie podejście, choć na początku działa, bo lepiej znosisz rozstanie, bo wciąż masz nadzieję, którą łatwo przekuć w pewność, robi Ci jednak więcej krzywdy niż pożytku. Widzę to na swoim przykładzie w odniesieniu do kilku ostatnich facetów - widzę, teraz, po czasie, że tam nie było żadnych szans, a ja OSZUKIWAŁAM samą siebie. Choć jednego z nich dzięki prawie przyciągania chyba, spotkałam po roku i myślałam, że zaczniemy od nowa, zaczęliśmy od rozmów o tym, co u nas, bez poruszania tematyki związku, ale i tak się posypało... W pewnym momencie po prostu przestał się odzywać i tyle.

Swego czasu udzielałam się też na forum dotyczącym prawa przyciągania, gdzie był nawet wątek dotyczący odzyskania byłego, ale większość forumowiczów twierdziła, że ludzi nie da się przyciągnąć, bo mają wolną wolę, jeśli chcą - przyciągniemy ich, ale jeśli nie - nie da rady. Przyciągnąć możemy jedynie OKOLICZNOŚCI, czyli np. przypadkowe spotkanie z tą osobą, że Wszechświat tak nami pokieruje, że w pewnym momencie spotkamy się. Co zrobimy dalej - to już od nas zależy.

Znalazłam też kiedyś w internecie na pewnym portalu post użytkownika, w którym przetłumaczył on z anglojęzycznej strony metodę na odzyskanie eks - w skrócie - zmiana siebie tak, aby znów stać się taką osobą, jaką pokochał i jaką mógłby znów pokochać, miłość do siebie, afirmacja szczęścia, odpuszczenie, odrzucenie strachu, potrzeby i niepewności, a wtedy odzyskamy eks, albo kogoś lepszego. Nie możemy jednak przywiązywać się do rezultatu, to nie eks ma być celem, ale odzyskanie siebie, a wtedy odzyskamy eks. => ta metoda jest trudna do wykonania moim zdaniem

Druga metoda wg mnie, to przyciąganie okoliczności, o czym już pisałam. Tylko, że ja nie mam możliwości, bo on nie mieszka w moim mieście i rzadko w nim bywa, musiałby wydarzyć się cud, żebyśmy przypadkiem się spotkali... Nie mam więc na to wpływu.

10 132

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Niewiem- przynajmniej jakoś odreagowałaś.

Ja dziś mam tak piękny dzień, że wolałabym żeby ktoś mnie dobił, bo już sama ze sobą nie wytrzymuję. Nie przestaję płakać, głowa mnie już boli, oczy spuchnięte...
I jestem wściekła, że przeżywam kolejny dzień, czekając aż się skończy przez niego. Nie zasłużyłam na to. A on żyje sobie w najlepsze. Nienawidzę siebie, że tak mocno kocham! Oj.. Nie jest dobrze... Kiedy to się skończy...

10 133

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Trzymaj, się Fragi, nie jesteś sama <pocieszacz> To samo miałam wczoraj, ale przynajmniej szybko się po tym zasypia, to naprawdę wyczerpujące... Tylko że wstałam dziś o 13, jeszcze bardziej zmęczona... Ale teraz  jest już chwilowo jakby trochę lepiej, bo dalej mam wyłączony telefon... I dzięki temu nic sobie nie robię z tego, że dziś byłaby nasza rocznica, dzień jak co dzień. Zrobię coś dla siebie, może upiekę ciasto - tylko dlatego, że mam ochotę na coś słodkiego, a wszystkie składniki mam, więc po co kupować słodycze. Emocje w tym stanie zmieniają się błyskawicznie, jeszcze niedawno pisałam, że to kojarzy się z nim...

Odnośnie telefonu, wyłączanie go zawsze pomagało mi w takich sytuacjach z facetami. Po włączeniu jest gorzej, to fakt, ale przez jakiś czas jest w miarę względny spokój. I naszła mnie refleksja - na przyszłość, choć może to brzmieć głupio, że najlepiej byłoby mieć dwa alternatywne życia, tzn. dwa światy, dwa numery telefonów - jeden tylko dla faceta, drugi dla wszystkich innych ludzi w naszym życiu (najlepiej, aby nie znał tego numeru).  W momencie, gdy kończy się związek, wyłączasz telefon i odcinasz się od tego wszystkiego. Masz przecież swoje drugie życie. Był facet, a teraz nie ma, wyłączasz to uczucie poprzez wyłączenie telefonu, czy wyjęcie tej karty po prostu. I żyjesz swoim drugim, doskonale zorganizowanym życiem, a cały związek sprowadza się do jednej małej karty sim, którą możesz wyrzucić do kosza. Zaleta tego rozwiązania jest taka, że nie wiesz, czy facet pisze, czy nie, ale Ty masz to gdzieś, to Ty jesteś górą, bo on był dla Ciebie tylko jedną z opcji. Jeśli pisze czy dzwoni - niech to on spotyka się z ciszą, pustką i brakiem sygnału, tak jak Ty do tej pory. Niech to on myśli, zastanawia się, cierpi. Musimy nauczyć się odcinania od tych emocji, tak łatwo, jak przychodzi to facetom. Musimy chronić siebie. A ochronimy siebie tylko wtedy, gdy facet będzie tylko dodatkiem do naszego barwnego życia, niestety. Nie warto kochać i oddawać całej siebie, warto jedynie małą cząsteczkę swojego czasu i zaangażowania. Zawsze trzeba też mieć zawczasu przygotowane wyjścia awaryjne.

Ileż można katować się i cierpieć, jeśli to cierpienie jest odwrotnie proporcjonalne do ich zaangażowania? Może powiedzmy sobie: nie chcą - to niech nie chcą! Przyjdzie taki czas, że będą żałować, teraz cierpimy, ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Oni w obliczu problemów szukają nowego obiektu westchnień, ale nie uwzględniają jednej kwestii - że my jeszcze potrafimy się tak zmienić, że nigdy by się tego nie spodziewali, bo - w odróżnieniu od nich - wyciągamy wnioski z kryzysów, jakich doświadczamy.

Czekam na czas, gdy pokażę mu, że potrafię dokonać w jego mniemaniu, niemożliwego, że nie wie, co stracił, że będzie żałował, iż nie wierzył we mnie i w tą miłość. Ale wtedy ja będę już silna, a on, rozedrgany jak nastolatek zakochany po raz pierwszy. Może głupoty piszę, ale dno jest od tego, żeby się od niego odbić, prawda? Tego sobie i Wam życzę. Odbijemy się jeszcze!

10 134

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Ty to jesteś mądrą i silną kobietą smile Aż Ci zazdroszczę, nie piszesz głupot, szukasz ratunku dla samej siebie i bardzo dobrze!

A powiedz mi o co chodzi z tym wył. tel? Co to daje? Wyłączyłabym, gdyby miało pomóc, no ale własnie... Ten numer mają wszyscy... Wyłączając go wyłączę się ze świata.. A tego nie chcę... Na szczęście już nie czekam na kontakt... Przynajmniej chwilowo... Jego odzew dałby mi poczucie satysfakcji, ale i tego doczekam!

Też w końcu będę silna, musi się udać! nie dziś, nie jutro, ale będę! I czekam na moment aż pożałuje.. Może złudne, ale trzyma mnie to przy życiu, że jeszcze kiedykolwiek powiem mu do widzenia...

10 135

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Taa, poczytaj sobie moje wczorajsze posty, klikając w mojego nicka... Samotna niedziela i brak kontaktu po tym, jak w sobotę odpisał. Aż wstąpiłam do tego wątku, aby wylewać żale, bo w innym ludzie są trochę na innym etapie niż ja i radzą sobie lepiej, ale tam też piszę. Dziś mam chwilowy przebłysk, jak wiadomo, w tym stanie takowe czasem się zdarzają. Pomaga właśnie to wyłączenie telefonu.

Co daje wyłączenie telefonu? Przede wszystkim nie czekam na wiadomość, nie patrzę na niego, jestem spokojniejsza, także dlatego, że myślę: "a może odpisał, ale ja mam to chwilowo w d...", czuję większą kontrolę nad życiem, bo to wygląda tak jakby problem zniknął, nie wiem, jak to dokładniej wyrazić, ja tak to odczuwam. Może to głupie, ale chwilowo przynosi ulgę, jeśli np. masz coś ważnego do zrobienia/załatwienia i nie wiesz czy dasz radę, przez ten stan, w którym się znajdujesz, to spróbuj odciąć się od tego, wyłączając telefon, a spokojniej zrobisz to, co miałaś zrobić. Włączysz telefon i popłaczesz sobie później, jak już zadanie będzie wykonane.

Ja mam ten plus, że mam dwa telefony i dwa numery, więc mam łączność ze światem, choć niektórzy właśnie dzwonią tylko na ten nr, który mam wyłączony, więc i tak na dniach będę musiała go włączyć. On zna też ten drugi numer, ale pisze tylko na ten, który mam wyłączony, bo jest w tej samej sieci, co jego.

Mimo wszystko i tak będę musiała ten telefon włączyć i pewnie znów będzie źle... Tak jak kiedyś, gdy nie odpisywał na smsa, w którym go przeprosiłam, wyłączyłam telefon, żeby móc spokojnie posprzątać, żeby móc następnego dnia pojechać do babci, pojechać na spływ pontonowy, żeby jakoś się trzymać... Dół i tak wrócił, ale choć przez jakiś czas funkcjonowałam. Największy dół wrócił jednak, gdy po tygodniu włączyłam ten telefon, a tam... nic. W każdym razie jest to rozwiązanie doraźne, gdy na jakiś czas potrzebujesz odciąć się od tych emocji - dla mnie. Nie mówię, że w Twoim przypadku będzie skuteczne, żeby nie było potem na mnie... Ale ja radzę sobie tak, chwilowo.

Dasz radę, widzisz, już mówisz inaczej! smile

10 136

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Kurcze, rozumiem już o co chodzi. Ja to wyciszam go całkowicie, łącznie z wibracjami i pod poduszkę. Więc wiem o co chodzi. Masz rację, daje to jakiegoś rodzaju spokój, choć późniejsze rozczarowanie... Ehh... Piszę inaczej, bo po całym dniu płaczu mam serdecznie dość i na chwilę się od tego odcinam. Ale ja tak samo miałam miesiąc temu- pół dnia wyłam, wieczorem spokój, a od rana znów ryk, więc czekam z ustęsknieniem na poranek hmm

To jest dla mnie zagadką- jak faceci tak łatwo rezygnują z kontaktu po takim czasie bycia w nim dzień w dzień? To nie chodzi o tęsknienie czy coś innego, ale po prostu o takie przyzwyczajenie, że mówiłam mu, że wstałam, że idę się kąpać, że wracam z pracy... Tego mi brakuje... A może tylko mi brakuje i to ze mną jest coś nie tak...?

Ale po co mi to wiedzieć.. Lepiej niech już sobie nie pisze, bo przez te jego tęsknotki, z których nic nie wynika znów wróciłam na start. Miejmy nadzieję, że ostatni raz....

10 137 Ostatnio edytowany przez Black Angelica (2013-08-19 21:26:44)

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia
Fragi20 napisał/a:

Ale ja tak samo miałam miesiąc temu- pół dnia wyłam, wieczorem spokój, a od rana znów ryk, więc czekam z ustęsknieniem na poranek hmm

A interesujesz się może tematyka prawa przyciągania, którą poruszyłam tu kilka postów wcześniej? Tak, jak pisałam, interesowałam się tym wcześniej, a teraz nie mam już siły, ale naszło mnie, żeby może do tego wrócić. Tylko trzeba kogoś, kto będzie w tym wspierał. W skrócie - przyciągasz to, o czym myślisz. Ludzi się nie da, bo mają wolną wolę, ale rzeczy (np. pieniądze) i okoliczności - tak. I tak sobie myślę, że jeśli Ty już dziś wiesz, że jutrzejszy poranek będzie zły, to tak będzie. Przyciągasz to, o czym myślisz. I skoro ja myślę, że będę cierpieć, gdy włączę telefon... to wiadomo... Abstrahując już więc od tego, jak rozwiązać te nasze sytuacje, może wyobrażajmy sobie po prostu, jak się uśmiechamy? Jak wstajemy rano i jest dobrze, (moje dotychczasowe poranki - ból brzucha od miesiąca, i uczucie silnego lęku, odczuwane w ciele, w okolicy żołądka), jak jesteśmy wyspane i wstajemy z jakimś przeczuciem, że będzie dobrze... Wyobrażajmy sobie siebie - uśmiechnięte, i tu nie chodzi już o to, czy w to wierzymy (choć pp działa lepiej, gdy wierzymy) po prostu myślmy o tym, bo to już samo w sobie poprawia humor. Przypomnijmy sobie wszystkie chwile naszej świetności w przeszłości, poczujmy się przez chwilę jak wtedy... Proste wyobrażenie - siebie samej jako osoby uśmiechniętej i zadowolonej jak dawniej. Może zacznijmy się "katować" takim wyobrażeniem, a przyciągniemy takie okoliczności, które ten uśmiech i szczęście będą wywoływać?

Sama z siebie nie mam siły, żeby wizualizować, ale może zbierzemy się tu razem "do kupy", wspierając się w tym? Wiem, że to działa, ale bez motywacji raczej ciężko. Tylko jedno wyobrażenie - uśmiech na naszych twarzach, szczery, promienny uśmiech, wyrażający prawdziwe szczęście?

Pomyślałam sobie też, że może dobrym pomysłem byłoby wrzucić sobie na pulpit swoje zdjęcie tak właśnie roześmianej (każda z nas na pewno ma)? Kiedyś tak robiłam, ale kiedyś byłam tak zafascynowana prawem przyciągania, że wyprawiałam cuda, wrzucałam też na pulpit swoje zdjęcie z facetem z dopisanymi afirmacjami, że zasługuję na miłość i szczęście z ... (imię faceta), że tworzymy szczęśliwy związek itp. Udało się tylko przyciągnąć ponowne spotkanie, dalej nic nie wyszło, ale to też coś.

Może czas przypomnieć sobie czasy naszej świetności właśnie i podtrzymywać w głowie ten obraz? Czasy, gdy czułyśmy się super atrakcyjnie, promiennie, lekko i swobodnie, pogodzone z życiem, kochające życie?

Ja jak na razie od lipca czuję się zdołowana, przytłoczona, ociężała, bez nadziei, że spotka mnie w życiu coś dobrego, ale może czas to zmienić... Inaczej sobie nie poradzimy... ten stan już za długo trwa... Tracimy najlepsze lata młodości.



Fragi20 napisał/a:

To jest dla mnie zagadką- jak faceci tak łatwo rezygnują z kontaktu po takim czasie bycia w nim dzień w dzień? To nie chodzi o tęsknienie czy coś innego, ale po prostu o takie przyzwyczajenie, że mówiłam mu, że wstałam, że idę się kąpać, że wracam z pracy... Tego mi brakuje... A może tylko mi brakuje i to ze mną jest coś nie tak...?

Faceci chyba w ogóle tego nie potrzebują. Z Tobą jest wszystko ok, bo my jesteśmy inne po prostu. Oni potrafią się odciąć, my też musimy się nauczyć, dla naszego dobra.

Widziałaś teledysk do kawałka Katy Perry "Part of me"?  Taką siłę chciałabym w sobie odnaleźć.

I te słowa: "I just wanna throw my phone away, find out who is really there for me" - akurat wpisują się w naszą rozmowę o wyłączaniu telefonu.

10 138

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Prawo przyciągania to mnie jakoś nie przekonuje, ale z tym zmodyfikowaniem, by o siebie szczęśliwą wyobrazić- nie zadziałało. Wczoraj sobie pomyślałam tak- jutro rano idę na zakupy. Odpicuję się, w końcu ogolę nogi, fryzura i w miasto. Kupię sobie kieckę na panieński, na który idę w sobotę, wejdę do empiku po jakąś ciekawą książkę, na którą zawsze brakowało kasy, A jak się wkurzę to pójdę do fryzjera i obetnę włosy, ktore zapuszczam dwa lata. Yhym.. Wczoraj świetnie się z tym czułam. Dziś rano nie miałam ochoty myć zębów, a co było potem- pisałam. sad

Niestety zdjęcia moje na pulpicie nie wypalą, wrzuciłam na fejsa i na pulpit takie najbardziej szczęśliwe (na fejsa, żeby były zobaczył big_smile ) i również skutek lipny...
Więc u mnie to działa doraźnie, jak mam lepszy moment, na dzień wcześniej się nie da sad A jutro już naprawdę muszę sobie kupić sukienkę...

Właśnie nie potrzebują...! To kurka czego oni potrzebują w tym związku? Kontaktu nie! Za dużo uczuć- nie! rozmowa- nie! To naprawdę chodzi tylko o dupę??!!
Wiesz.. ja myślałam/ myślę, że mi książe na białym rumaku się trafił... naprawdę, 4 lata żyłam w tym przeświadczeniu.. A teraz z dnia na dzień zauważam, że to zwykły facet, jak 100 innych, te same schematy zachowania, etc. Tyle tylko go różni, że nawet podczas rozstania nie usłyszałam nic niemiłego, wręcz przeciwnie, że mu się podobam.. ;/ Chociaż wolałabym żeby zmieszał mnie z błotem, łatwiej by się zapominało....

10 139

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Nie zadziałało, bo to nie działa od razu, od jednorazowego myślenia, tu trzeba myśleć ciągle. Nie sugeruj się porankiem, może trzeba się zmusić do tego umycia siebie i zębów, a jak zaczniesz się malować i robić fryzurę, poczujesz się choć trochę lepiej? Do tego szpilki i krótkie spodenki (ja dzięki temu miałam swój jeden z zaledwie dwóch od lipca, dobry dzień) - gdy założyłam krótkie spodenki, szpilki, śliczną bluzkę, pełen makijaż i tak spotkałam się z kolegą, fakt, że cały czas opowiadałam o mojej sytuacji, ale czułam się lepiej, fakt, że na krótko, ale jednak. To samo przy spotkaniach z koleżankami. Teraz z kolei, gdy akurat nigdzie nie wychodzę, czuję się tak, jak się czuję, bo nie ma po co się stroić, gdy nie mam wielkiego wyjścia, to i samopoczucie gorsze. Ty masz przynajmniej wieczór panieński na horyzoncie, u mnie na razie większych planów imprezowych brak.

Nie wiem, czego oni potrzebują, ale czas zacząć brać z nich przykład. Nie wiem, jak teraz będę traktowała facetów, naprawdę nie wiem... Chciałam się zmienić, ale dla niego, a jeśli on nie daje mi szansy, to po co mam się zmieniać dla kogoś następnego, dla kogo nie wiem, czy będzie warto? Możliwe, że zostanę naprawdę zimną su.ą.

10 140

Odp: Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

No wiesz.. Mam nadzieję, że pobawię się w ten wieczór panieński, choć tematyka mi jakoś szczególnie nie podpasowała.. Ale trudno. Muszę się zmusić.

Ja w ogóle jestem pełna obaw.. Pierwszy raz kochałam, ufałam, nie było w tym strachu, wycofania. weszłam w to cała. Znał mnie na wylot, każdy mój najmniejszy kompleks, a teraz stał się obcym facetem ;( I nie wiem czy drugi raz tak się otworzę, zaufam, pokocham..? Wiem,że jestem młoda i wiele przede mną (wszyscy tak mówią, więc w końcu zaczynam w to wierzyć), ale wiesz... Ja wchodząc  w to i będąc z nim miałam przekonanie, że to ten, z którym pójdę przed ołtarz... Moze dlatego tak ciężko mi się pozbierać... ?
I każdy kolejny facet, to na starcie dostanie rezerwę, bo a nóż zerwie znów ? hmm

Posty [ 10 076 do 10 140 z 14 840 ]

Strony Poprzednia 1 … 154 155 156 157 158 … 229 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdradzeni, porzuceni łączmy się... - grupa wsparcia

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026