Van Marquez napisał/a:hera.1 napisał/a:basiula42 napisał/a:Pozdrawiam wszystkich przybylych Basiula 42 trzymajmy sie razem w grupie sila
Tak własnie.. zranieni łączmy się... Musimy sie wspierać , Ci co już wychodza z dołka tym swieżakom..wciaż Nas przybywa , co jest smutne.. Nic tak nie boli jak cios od najblizszej osoby , ktora była wszystkim.. Jak uważacie czy Oni czasami rozmyślaja ,że Kogos zranili czy przechodza obojetnie , poprostu reset..?
Zależy od wrażliwości "oprawcy", ale najczęsciej chyba reset niestety. Zarówno przy zdradzie jak i porzuceniu. Choc bywa różnie oczywiście, to zwykle takie rzeczy nie dzieją się "zupełnie przez przypadek" i czyniąca to osoba jest do takiego zachowania na swój sposób zmotywowana, tym samym czuje się "rozgrzeszona".
To właśnie skrzywdzeni mają często więcej poczucia winy, zwłaszcza przy porzuceniu, bo doszukują się przyczyny w sobie, wynajdując motywy, którymi się potem katują. Najczęściej znajdują je opacznie, nietrafnie i niesłusznie...
Ale to katowanie najczęściej występuje, gdy zabraknie szczerej rozmowy między partnerami po takim wydarzeniu...
Dobrze powiedziane. Choc nam zwykle wydaje sie, ze to porzucenie, odejscie dzieje sie z dnia na dzien, no ze jak on mogl tak nagle zapomniec o mnie itd, to w rzeczywistosci wiekszosc z porzucajacych jest do tego w znaczynym stopniu przygotowana emocjonalnie, to nie dzieje sie 'od tak' i z dnia na dzien. Owszem, samo fizyczne porzucenie, wyprowadzka czasem odbywa sie z dnia na dzien, zerwanie kontaktu, ale to wszystko jest poparte czesto miesiacami noszenia sie z takim badz podobnym zamiarem. To mi sie wydawalo ze maz zostawil mnie z dnia na dzien, bo dla mnie, osoby zupelnie na to nieprzygotowanej, tak bylo. On jednak caly okres kryzysu juz, czyli ok 4 miesiace wzcesniej (jak nie wiecej) musial o tym myslec, bral od poczatku pod uwage opcje rozstania, co teraz wiem. Ja nigdy nie pomyslalabym ze moglibysmy sie rozstac, mimo ze nie dogadywalismy sie w tym ostatnim okresie ( no skoro zdradzal!), ale cal yczas wlaczylam, myslalam jak to po prostu wszystko ponaprawiac, jak sie dogadac. Co prawda on nie wiedzial moze jeszcze jak to w ogole zrobic, jak uwolnic sie, no jak to wszystko zakonczyc, skoro dla ludzi z boku wszystko bylo wrecz idealnie, mielismy wszystko, jak z tego wybrnac, ale myslal o tym i poniewaz bylo zle ( no skoro on myslal juz o rozstaniu) to utwierdzal sie w swojej decyzji przez iles tam miesiecy, tak naprawde mentalnie porzucil mnie bedac jeszcze ze mna, potem te decyzje tylko wprowadzil w zycie. Takze oni sa zawsze czyms bardz ozmotywowani do porzucenia, podjal taka decyzje bo nie byl ze man szczesliwy, w moim przypadku no i potem nie myslal juz w ogole czy dobrze czy zle zrobil, jak to mowi, wierze ze podjal dobra decyzje dlatego jej nei zmieni. I NIC NIE JEST WAZNE. zadne argumenty nie trafialy. tak to wlasnie niestety wyglada....
a my.... a my zostajemy porzuceni z dnia na dzien, rozdarci, zdezorientowani, nie mogacy uwierzyc....
Fragi - u mnie tez ranki sa gorsze jakos. Teraz wlasnie byl pan z banku robic wycene mieszkania, potrzebowalam paiery od mieszkania, no i mamy taki segreagator w ktorym od samego pcozatku wszystko wpinalismy, jak kupowalismy to mieszkanie, no to wszystko mi sie znow przypomnialo, jest tam plan naszego mieszkania, pamietam jak marzylismy zeby udalo nam sie je kupic, sa tam jakies notatki odreczne co on pisal, ile jaki pokoj ma metrow, jak planwoalismy gdzie bedzie sypialnia, gdzie bedzie stalo lozko na tych planach.... no porazka. i znowu boli.
Ale tak jest - nie ma wyjscia innego niz naprawde o tym wszystkim nie myslec, zapomniec, tak niestety ale traktowac to tak jakby tego ngdy nie bylo. Tzn bylo, ok, ale sie skonczylo, kropka. innego wyjscia chyba naprawde nie ma, jesli chcemy dojsc do siebie.
Aha i jeszcze - tak samo, my sami przez to jak czujemy sie porzuceni, niechciani, wiele rzeczy sobie wmawiamy, montujemy, no ze np jak on moze tak mnie traktowac obojetnie, jakbym nie istaniala, jakbym byla najwieksza pomylka jego zycia. Owszem, staja sie obojetnie no bo co? Czego tak naprawde bysmy oczekwiali?? PRZYJAZNI??? nie chca z nami byc, co moga nam dac? to ze napisze smsa jak sie czujesz?? przeciez to bez sensu tak naprawde... no nei mozna sie w takiej sytuacji lubic czy przyjaznic, kiedy jedna osoba ma zlamane serce. Ja tez np myslalam przez pewien czas, ze najabrdziej boli to, ze traktuej nasze malzenstwo jak pomylke swojego zycia, no jak to jest to nic dla niego nie znaczy, co bylo. Bo tak sie czulam, ale tak naprawde jak w koncu z nim rozmawialam, powiedzial ze nigdy nie potraktuje mnie, naszego malzenstwa jak najwiekszy blad zycia, ze nie uwaza tego za blad. Ze naprawde mnie kochal, naprawde chcial, ale wszystko sie zmienilo ( TAK MUSIMY ZAAKCPETOWAC ZE RZECZY SIE NIESTETY ZMIENIALO, OCZYWISCIE ZA ICH WOLNA WOLA ALE TAK JEST). Powiedzial ze przezylismy mnostwo dobrych chwil razem, ze nie uwaza tego za pomylke ale to nie zmienia faktu- juz nie chce z toba byc, w moim przypadku bo odnalazl szczescie gdzies indziej... i tylko zycie zweryfikuje to wszystko, ale nie mozemy siedziec i analizowac juz co powiedzial, czego nie powiedzial, co zrobil... bo to po prostu nie ma sesnu. Oczywiscie ze mamy prawo czuc sie zle, wypisac sie, ze boli itd, ale nie zaglebiajmy sie za bardzo w analizy.... Ja teraz np wiem, wiem ze on swoje tez chyba przetrawil tym rozstaniem, schudl i to konkretnie i bynajmniej nie z braku jedzenia bo pracuje przy jedzeniu tylko jedna kstres jakis tez musial miec. Wiem, ze bylo nam dobrze, wiem ze nie uwaza tego za pomylke i docelowo zlego slowa na mnie nie powie. Nie chce? Trudno. Musze to przezyc. i ZYC, nie przetrwac swoje zycie, tylko je przezyc najlepiej jak sie da...