Mój weekend był bardzo ciężki, ale też sympatyczny. Miałam nocki przez cały tydzień, po czym wróciłam w sobotę rano i z marszu do szkoły. Jak nie uczyłam się i nie pracowałam, to spałam. Mało czasu na rozmyślanie, także pozytywnie
Święta już zaraz i będzie to pierwszy od 9 lat, samotnie spędzony czas ( w sensie bez niego). W okresie świątecznym zawsze był przy mnie i mnie wspierał, bo z innych względów jest to dla mnie nieszczególny okres. Tym razem muszę być dużą dziewczynką i pokazać sama przed sobą, że życie należy do mnie. Zobaczymy z czym przykica zajączek ? ![]()
Podobne tematy
262 2013-03-26 21:13:10 Ostatnio edytowany przez takajednaja (2013-03-27 00:05:32)
Hejka
Najlepsze co chyba można zrobić po rozstaniu to znaleść sobie zajęcie. Im bardziej napięty grafik tym mniej czasu na bezsensowne rozmyślanie. Fakt, że ucząc się i pracując jednocześnie ma się mało czasu, ale człowiek mimo, że zmęczony czuje się spełniony. A o to przecież w tym wszystkim chodzi. Ja natomiast odczuwam nadmiar wolnego czasu, mimo, że staram się go jakoś zagospodarować to i tak go wciąż za dużo
U mnie poszukiwania pracy ciąg dalszy, dość cicho póki co no, ale zobaczymy
Nastawienie w tym tygodniu zdecydowanie lepsze. Znowu sobie wmawiam, że jestem za fajna, żeby się przejmować tą sytuacją
Jeszcze troszkę i uwierzę...Co do świąt to pogoda bardziej pasuje do Bożego Narodzenia niż Wielkanocy
A co do tego okresu mimo, że dla Ciebie nieszczególny, jestem przekonana, że poradzisz sobie równie dobrze jak przez cały czas.
Ale ładny cytat znalazłam, hera wkleiła na innym wątku, ale tak mi się podoba, że go skopiowałam tutaj....
Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu.
Cytat ładny nie przeczę. Uważam jednak, że kochać to chcieć być z drugą osobą, walczyć razem z przeciwnościami, dbać o siebie i wiele wiele innych. Wszystko się jednak komplikuje, a raczej kończy gdy jedna strona przestaje kochać.
Stało się! Wczoraj pojawił się on. Byłam w tym czasie w pracy, więc mnie nie zastał, ale za to zostawił list. Prawie 2 razy dłuższy od mojego. Piękny, wzruszający, romantyczny. Nie radzi sobie. Jest sam. Tęskni. Napisał ze kocha.
265 2013-03-29 10:32:52 Ostatnio edytowany przez takajednaja (2013-03-29 10:42:53)
Pewnie bardzo ucieszył Cię ten list a jednocześnie zaskoczył... Domyślam się, że masz ogromny mętlik w głowie, ale będzie dobrze, niezależnie jak to się wszystko ułoży. Może potrzebował tego czasu, aby uświadomić sobie jak ważną i wartościową osobą jesteś w jego życiu. Myślisz, że zaczniecie wszystko od nowa na nowych zasadach czy nie? Przypuszczam, że w chwili obecnej szarpią Tobą emocje i sama nie wiesz co będzie dalej. Ja gdyby mój powiedział, napisał szczerze, że kocha, tęskni chce wszystko naprawić, przypuszczam, że próbowałabym budować to na nowa. No, ale w moim wypadku jest inaczej, bo takie słowa nie padły. Po tym liście wiesz jak odniesiesz się do tej całej sytuacji? Czy jesteś w kropce? Nie chciałam się chwalić, żeby nie zapeszyć, ale wczoraj byłam na rozmowie kwalifikacyjnej, odpowiedź mam dostać dzisiaj, lub we wtorek. Praca biurowa jakieś 3 km od mojego domku, więc byłoby idealnie gdyby się udało. A jeżeli chodzi o mojego ex to cisza, ale samopoczucie i tak mam bardzo dobre, więc jakoś sobię radzę ![]()
Buziaki trzymaj się cieplutko ![]()
Stało się! Wczoraj pojawił się on. Byłam w tym czasie w pracy, więc mnie nie zastał, ale za to zostawił list. Prawie 2 razy dłuższy od mojego. Piękny, wzruszający, romantyczny. Nie radzi sobie. Jest sam. Tęskni. Napisał ze kocha.
pisalas, ze sie nie odzywal od rozstania. ile czasu minelo, zanim sie pierwszy raz do ciebie odezwal? czy ten list to wasz pierwszy kontakt od lutego?
Ręce mi się trzęsły jak otwierałam ten list. Tak się uryczałam czytając go, że szok! Każde słowo mówi jak bardzo on cierpi, jest mu źle beze mnie i jak bardzo mu mnie brakuje! W dalszym ciągu robi wszystko dla mnie, łączy ze mną, codziennie ogląda zdjęcia, modli się za mnie. Nie śpi, płacze i tak właściwie to jest mu o wiele wiele gorzej niż mi. Napisał, że kocha. Nie ma nikogo, nie chce i nie potrafi. Bardzo chciał mnie wczoraj zobaczyć. Zastał w domu bratową z maluszkiem, który uwielbiał wujka. Jak się zobaczyli, to go to jeszcze bardziej ruszyło, bo miał łzy w oczach. To co się dzieje teraz w mojej głowie, to jest niewyobrażalne. Mieszanka wszystkich uczuć jednocześnie. Złość i żal za to, że mimo całej tej miłości wszystko dzieje się odwrotnie, radość, że okazało się, że mnie wciąż kocha, zadowolenie, że ja pozbierałam się i radzę sobie lepiej niż on, niezrozumienie całej tej sytuacji i wiele innych uczuć, których nie potrafię nazwać.
Napisałam do niego smsa po przeczytaniu listu, że szkoda że nie porozmawialiśmy i dziękuje za list. Nie odpisał, bo pewnie był w szoku i nie wiedział co ma powiedzieć. Nic więcej nie będę robić. Jak poukłada sobie wszystko w głowie, to mnie znajdzie. Ma problem ze sobą, mojej pomocy nie chciał, więc nic tu po mnie....
Twarda sztuka napisał/a:Stało się! Wczoraj pojawił się on. Byłam w tym czasie w pracy, więc mnie nie zastał, ale za to zostawił list. Prawie 2 razy dłuższy od mojego. Piękny, wzruszający, romantyczny. Nie radzi sobie. Jest sam. Tęskni. Napisał ze kocha.
pisalas, ze sie nie odzywal od rozstania. ile czasu minelo, zanim sie pierwszy raz do ciebie odezwal? czy ten list to wasz pierwszy kontakt od lutego?
Rozstaliśmy się na początku stycznia. To pierwszy kontakt. Wcześniej nic nie było.
Dobrze będzie
Pewnie niedługo się spotkacie, porozmawiacie i się okaże co dalej...Najważniejsze, że zrozumiał co stracił, czas zrobił swoje
Powinnaś być z siebie dumna, że nie dałaś się złamać, radziłaś sobie ze wszystkim. I jeżeli byście się za jakiś czas mięli zejść to byłabyś pewna jego uczuć i pewna samej siebie
Myślę, że ten czas bez niego uświadomił Ci wiele, zresztą mnie tak samo. Powiem szczerze, że jestem zaskoczona, że tak , bardzo, bardzo się otworzył w tym liście. (Jak najbardziej z korzyścią dla Ciebie). Mało którego faceta stać chyba na taką szczerość. Nie wiem, jak było wcześniej w waszym wypadku, ale mój ex był mało wylewny- nie potrafił rozmawiać o sowich uczuciach. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tak u Ciebie się to wszystko potoczyło ![]()
270 2013-03-29 14:56:36 Ostatnio edytowany przez zdradzana88 (2013-03-29 14:57:30)
Dobrze będzie
Pewnie niedługo się spotkacie, porozmawiacie i się okaże co dalej...Najważniejsze, że zrozumiał co stracił, czas zrobił swoje
Powinnaś być z siebie dumna, że nie dałaś się złamać, radziłaś sobie ze wszystkim. I jeżeli byście się za jakiś czas mięli zejść to byłabyś pewna jego uczuć i pewna samej siebie
Myślę, że ten czas bez niego uświadomił Ci wiele, zresztą mnie tak samo. Powiem szczerze, że jestem zaskoczona, że tak , bardzo, bardzo się otworzył w tym liście. (Jak najbardziej z korzyścią dla Ciebie). Mało którego faceta stać chyba na taką szczerość. Nie wiem, jak było wcześniej w waszym wypadku, ale mój ex był mało wylewny- nie potrafił rozmawiać o sowich uczuciach. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tak u Ciebie się to wszystko potoczyło
ja rowniez sie ciesze, jesli jestes twardasztuka szczesliwa.
i smuce zarazem, bo to daje nadzieje, niepotrzebnie... ktos kto zdradza, przestaje kochac... on mnie przestal kochac. nie chce zeby ta nadzieja wrocila... a moze nigdy nie odeszla, i jest gdzies w glebi serca...
takajednaja napisał/a:Dobrze będzie
Pewnie niedługo się spotkacie, porozmawiacie i się okaże co dalej...Najważniejsze, że zrozumiał co stracił, czas zrobił swoje
Powinnaś być z siebie dumna, że nie dałaś się złamać, radziłaś sobie ze wszystkim. I jeżeli byście się za jakiś czas mięli zejść to byłabyś pewna jego uczuć i pewna samej siebie
Myślę, że ten czas bez niego uświadomił Ci wiele, zresztą mnie tak samo. Powiem szczerze, że jestem zaskoczona, że tak , bardzo, bardzo się otworzył w tym liście. (Jak najbardziej z korzyścią dla Ciebie). Mało którego faceta stać chyba na taką szczerość. Nie wiem, jak było wcześniej w waszym wypadku, ale mój ex był mało wylewny- nie potrafił rozmawiać o sowich uczuciach. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tak u Ciebie się to wszystko potoczyło
ja rowniez sie ciesze, jesli jestes twardasztuka szczesliwa.
i smuce zarazem, bo to daje nadzieje, niepotrzebnie... ktos kto zdradza, przestaje kochac... on mnie przestal kochac. nie chce zeby ta nadzieja wrocila... a moze nigdy nie odeszla, i jest gdzies w glebi serca...
Ile czasu minęło od waszego rozstania? U mnie początek, też do najprzyjemniejszych nie należał, chociaż było to też takie niedowierzanie, przez jakiś czas myślałam o tym, że wszystko się jeszcze ułoży. Nie chciałam dopuścić tej myśli, że to Koniec. A obecnie tą sytuację akceptuję. Czas robi swoje... Przez jakiś czas miałam dość znaczne wachania nastrojów, jednego dnia idealnie kolejnego źle. Stopniowo przyzwyczajałam się do bycia singielką
Wiesz, myślę, że nadzieja zawsze jest tam gdzieś w głębi serduszka, jedyne co możesz zrobić, to wyjść z założenia, że BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWA sama, albo z nim. Z każdego dnia staraj się wyciągać to co najlepsze
Oczywiste jest, że człowiek tęskni, ale przez to, że tęskni ma tracić, każdy cenny dzień
Cieszyć się z tego co się ma a szczęście samo przyjdzie ![]()
zdradzana88 napisał/a:takajednaja napisał/a:Dobrze będzie
Pewnie niedługo się spotkacie, porozmawiacie i się okaże co dalej...Najważniejsze, że zrozumiał co stracił, czas zrobił swoje
Powinnaś być z siebie dumna, że nie dałaś się złamać, radziłaś sobie ze wszystkim. I jeżeli byście się za jakiś czas mięli zejść to byłabyś pewna jego uczuć i pewna samej siebie
Myślę, że ten czas bez niego uświadomił Ci wiele, zresztą mnie tak samo. Powiem szczerze, że jestem zaskoczona, że tak , bardzo, bardzo się otworzył w tym liście. (Jak najbardziej z korzyścią dla Ciebie). Mało którego faceta stać chyba na taką szczerość. Nie wiem, jak było wcześniej w waszym wypadku, ale mój ex był mało wylewny- nie potrafił rozmawiać o sowich uczuciach. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tak u Ciebie się to wszystko potoczyło
ja rowniez sie ciesze, jesli jestes twardasztuka szczesliwa.
i smuce zarazem, bo to daje nadzieje, niepotrzebnie... ktos kto zdradza, przestaje kochac... on mnie przestal kochac. nie chce zeby ta nadzieja wrocila... a moze nigdy nie odeszla, i jest gdzies w glebi serca...
Ile czasu minęło od waszego rozstania? U mnie początek, też do najprzyjemniejszych nie należał, chociaż było to też takie niedowierzanie, przez jakiś czas myślałam o tym, że wszystko się jeszcze ułoży. Nie chciałam dopuścić tej myśli, że to Koniec. A obecnie tą sytuację akceptuję. Czas robi swoje... Przez jakiś czas miałam dość znaczne wachania nastrojów, jednego dnia idealnie kolejnego źle. Stopniowo przyzwyczajałam się do bycia singielką
Wiesz, myślę, że nadzieja zawsze jest tam gdzieś w głębi serduszka, jedyne co możesz zrobić, to wyjść z założenia, że BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWA sama, albo z nim. Z każdego dnia staraj się wyciągać to co najlepsze
Oczywiste jest, że człowiek tęskni, ale przez to, że tęskni ma tracić, każdy cenny dzień
Cieszyć się z tego co się ma a szczęście samo przyjdzie
1,5 tygodnia, zdradzal mnie z inna od stycznia, wiec odeszlam jak tylko sie dowiedzialam. on pisal w dniu rozstania, ze zrobi dla mnie wszystko itd, ale ja kazalam mu sie nie odzywac definitywnie. jak nigdy sie mnie posluchal...... a ja cierpie bo wciaz go kocham
Kurcze cały dzień to był jeden wielki kołtun myśli. Denerwuje mnie to wszystko, bo niepotrzebnie daję sobie nadzieję. Zamiast skupiać uwagę jak dotychczas na sobie, to rozmyślam o wszelkich ewentualnościach. Co ma być to będzie, ale energię chciałabym zachować na inne rzeczy, a nie na myślenie dlaczego on tak wolno dochodzi do sedna sprawy. Ciekawa jestem co wymyśli i kiedy??!! żeby się ze mną spotkać i porozmawiać. Wczoraj był pod pretekstem oddania przedostatniej rzeczy. Został już tylko motor
Fakt faktem, że jego szczerość w liście była niezwykła. A może i zwyczajna, bo zawsze mówił prawdę. Opisał szczegółowo to co czuje, robi itp. Wszystko to było tak nasycone miłością...nie mogę znieść jego głupoty!
Jak miałabym się zachowywać jak się spotkamy? Co mam mówić? Jak się nie poddać i być twardą? Bo to co innego jak nie ma bodźca zwanego Nim, a co innego żyć z dala od niego.
274 2013-03-30 00:39:57 Ostatnio edytowany przez bags (2013-03-30 00:40:50)
Jak miałabym się zachowywać jak się spotkamy? Co mam mówić? Jak się nie poddać i być twardą? Bo to co innego jak nie ma bodźca zwanego Nim, a co innego żyć z dala od niego.
Skuteczny wycinek metody 34 krokow:
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoła, silna, otwarta i atrakcyjna.
15. Będąc w kontakcie z nim (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robił w ciągu dnia - PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowa żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwa czy oziębła ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj jej jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących związku do chwili, gdy On zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwa.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do Ciebie.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
28. Bądź silna i pewna siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie!
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiona.
31. Rozmawiając z nim, nie koncentruj się tylko na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. On będzie wszystko negował, ponieważ jest zraniony i przestraszony.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.
Moze to jakos Ci pomoze ![]()
275 2013-03-30 00:43:54 Ostatnio edytowany przez Twarda sztuka (2013-03-30 00:45:58)
Wiesz co Bags najśmieszniejsze? Że ja te 34 kroki mam nawet na pulpicie! Teoria jest prosta, tylko jak przy tej całej wiedzy zachować zdrowy rozsądek?
Czuję że ta mała dziewczynka zaczyna we mnie szaleć. Chyba jutro zamiast koszyczka poproszę, żeby święcona woda polała się na nią ![]()
Wiesz co Bags najśmieszniejsze? Że ja te 34 kroki mam nawet na pulpicie! Teoria jest prosta, tylko jak przy tej całej wiedzy zachować zdrowy rozsądek?
Powiem Ci tak z wlasnego doswiadczenia i spraktykowania jej na "jeszcze" zonie, bo ciagle jej sie wydawalo, ze jest gora w czasie Naszej walki. Do dzisiaj podskakuje ale juz nie moze sie wbic "szponami" we mnie. nie moze znalezc sposobu, by mnie i ta metode zlamac.
Uczucia i wszelkie sentymenty odstawic na bok a podejsc do tego jak do rozmowy z obca osoba.
To co bylo to przeszlosc i zaczynasz z "nowa karta". To trzeba pokazac i uswiadomic partnerowi, ze nie wcisneliscie stopu, nie wcisneliscie pauzy, wszystko toczy sie dalej swoim - osobnym - rytmem.
NIe jestes jego wlasnoscia i "materialem" do obrobki, jestes soba i on do tego musi nabrac szacunku i respektu.
277 2013-03-30 10:09:12 Ostatnio edytowany przez takajednaja (2013-03-30 10:18:35)
Wiesz co Bags najśmieszniejsze? Że ja te 34 kroki mam nawet na pulpicie! Teoria jest prosta, tylko jak przy tej całej wiedzy zachować zdrowy rozsądek?
Czuję że ta mała dziewczynka zaczyna we mnie szaleć. Chyba jutro zamiast koszyczka poproszę, żeby święcona woda polała się na nią
Hejka, najgorsze jest to, gdy emocje biorą góre i serducho ma więcej do powiedzenia niż rozum. W człowieku kłębi się wtedy tyle myśli, i niewiadomo jak to wszystko rozwiązać
Ja gdy nie mam żadnego kontaktu z ex czuje się bardzo dobrze, myślę racjonalnie staram się widzieć same pozytywne rzeczy, dystansuje się do tego wszystkiego. Natomiast gdy on cokolwiek pisze na nowo wszystko wraca. U mnie wczoraj emocje wzięły góre !! Znowu się odezwał pod pretekstem tego, że dostał zestawienie zarobków z Anglii. Stwierdziłam, że już czas zakończyć tą zabawe w nic nieznaczące wiadomości. W smsach z jego strony pojawiły się znowu jakieś buziaczki, zdrobnienia imienia. Wyszłam z założenia, że nie chce mieć już z nim, żadnego kontaktu, bo to niczemu nie służy. Zapytałam go co on ma na celu kontaktując się ze mną, bo nie wygląda to na to, że żałuje czegokolwiek, że chce coś naprawić, a cyklicznie co jakiś czas się do mnie odzywa. Odpisał mi, że byliśmy tyle czasu razem, że chciał mieć jakiś kontakt, ale skoro mi to przeszkadza no to nie będzie się odzywał. Wymieniliśmy jeszcze kilka smsów, w których utwierdziłam go, że ten kontakt jest mi niepotrzebny. No i w moim wypadku to będzie na tyle, przynajmniej wiem na czym stoję. Zupełnie inaczej by było gdyby napisał, że tęskni, że kocha, że chce coś naprawić. Myślałam, że przez tak długi brak kontaktu przemyślał cokolwiek, no ale do miłości nikogo się nie zmusi
Poprosiłam go, żeby usunął moje zdjęcia z portalu społecznościowego, bo minęły już prawie 3 msc, a to mimo wszytko podsycało nadzieję. Nie wiem, czy nie zachowałam się troszkę jak dziecko, ale wole mieć jasną, klarowną sytuacje.
U Ciebie na odwrót
Ale wiesz, chyba wolałabym być na Twoim miejscu, Twój ex mimo prawie 3 msc ciszy potrafił Ci napisać co czuje, był szczery, nie bawił się w gierki. Uważam, że szczerość w związku jest najważniejsza. Myślę, że jakiś czas to u Was potrwa, ale będziecie razem szczęśliwi.
A jeszcze jedno, jak oddawał Tobię tą przedostatnią rzecz zastał Ciebie w domu? Rozmówiliście się? Jak sie w ogóle czułaś, gdy go widziałaś? Czyli chłopak zrozumiał, bo nie dość, że list, to teraz jeszcze przyszedł. Myślę, że jesteście na dobrej drodze
Jak przyszedł do mojego domu, to mnie nie było w tym czasie, bo byłam w pracy. Zostawił list, tą rzecz, którą miał przynieść i tyle. Bratowa zaprosiła go na herbatę, ale ponoć był w takim stanie, że nie chciał. Było mu ciężko po prostu. W liście nie powiedział, że chce naprawić wszystko. Nie wyrażał się za to w czasie przeszłym. Jakiś czas przed rozstaniem przestał mówić, że kocha, natomiast w liście to wyznał. Wydaję mi się, że naprawdę "świruje". Podkreślał, że bardzo chce mnie zobaczyć i porozmawiać. Nie udało się. I dobrze, bo to da mu do zrozumienia, że ( jeśli chce) musi kombinować ![]()
zdradzana88 napisał/a:Twarda sztuka napisał/a:Stało się! Wczoraj pojawił się on. Byłam w tym czasie w pracy, więc mnie nie zastał, ale za to zostawił list. Prawie 2 razy dłuższy od mojego. Piękny, wzruszający, romantyczny. Nie radzi sobie. Jest sam. Tęskni. Napisał ze kocha.
pisalas, ze sie nie odzywal od rozstania. ile czasu minelo, zanim sie pierwszy raz do ciebie odezwal? czy ten list to wasz pierwszy kontakt od lutego?
Rozstaliśmy się na początku stycznia. To pierwszy kontakt. Wcześniej nic nie było.
Nie odzywał się 3 miesiące? Hm.. jak sobie radzicie dziewczęta z tym wszystkim.. Ja ciąglę myślę.. czy on zadzwoni czy napisze, czy może się odezwie? A minął dopiero miesiąc od braku kontaktu.. Chyba powinnam brać z was przykład.. Nie pisać. Nie dzwonić. Trzymac sie w swoim postanowieniu..
Oh, Twarda sztuka.. Teraz to dopiero pewnie masz mętlik.. Tu czekamy aż się odezwie, a jak się odezwie.. niewiadomo co zrobić.
280 2013-03-30 13:01:13 Ostatnio edytowany przez Twarda sztuka (2013-03-30 22:07:16)
Stwierdzam, że nieodzywanie się jest zbawienne! Najlepiej żadnego kontaktu, chyba że w konkretnym celu- kocham, przepraszam, żałuję, wróć do mnie. W innym wypadku, to jest jak orka na sercu i mózgownicy. Fakt jest taki, że w mojej głowie kłębią się tysiące scenariuszy. I po co mi to wszystko? Po co te nerwy, nieprzespane noce i stracone na dołki chwile?! Jak to wszystko przetrwać? Nie wiem tak właściwie. Może to kwestia charakteru. Staram się być twarda, boskie moce mi w tym pomagają.
Naiwana92 nie dzwoń i nie pisz. Odpuść. Co ma być to będzie.
Powiedzcie proszę jak teraz według was wygląda ta sytuacja?
Twarda sztuka przeczytałam cały wątek. Jak jest teraz? Jak sprawa wygląda?
Hej Twarda jak sytuacja?
283 2013-04-02 21:36:24 Ostatnio edytowany przez Twarda sztuka (2013-04-02 21:41:24)
Cisza w eterze. A w mojej głowie co się dzieje, to normalnie szok!
Dałam list do przeczytania swojej przyjaciółce. Dała radę przeczytać 34 strony, które naskrobał. Chciałam, żeby ktoś spojrzał na jego słowa bardziej obiektywnie niż ja. Myślałam, że ona powie mi coś innego, że może ja odbieram te słowa inaczej. Płakała jak czytała ten list, a na końcu powiedziała, że wie mniej niż na początku. I jestem w kropce.
Hejka, myślałam, że u Ciebie cała ta sytuacja się rozjaśni przez te świeta. Kurcze nie bardzo rozumiem, motyw jego postępowania. Kocha Ciebie, Tęskni, chciał się skontaktować, dał list. Po czym ponownie się nie odzywa. Najgorsze jest to, że przypuszczam, że emocjonalnie Ciebie to rozaliło na nowo. Pogodziłaś się z tą całą sytuacją, radziłaś sobie świetnie, przyzwyczaiłaś do tego wyszystkiego a on dał na nowo nadzieję. Kurcze wiem, że chciałabyś, żeby to on się z Tobą skontaktował, a nie TY z nim. Nie wiem, czy kurcze nie zaproponowałabym sama spotkania, aby to wyjaśnić, nie mam pojęcia. Znowu teraz czekać na jego odzew lub nie to może się człowiek zamęczyć.
Po przeczytaniu listu wysłałam mu wiadomość, że szkoda, że nie udało nam się porozmawiać. Co ja mogę więcej w tej sytuacji, skoro on sam nie wie co chce? Nic. W liście do niego napisałam m.in., że zamykam drzwi za sobą i rozpoczynam nowy rozdział, a on nawiązując do tego napisał, że on będzie cały czas czekał w tym korytarzu między drzwiami
jest totalnie rozbity, ale ja mu nie mogę pomóc. Mój list go ruszył, bo pomimo wspomnień, nie było ani słowa o tym, że jest mi źle czy że go kocham. Wręcz przeciwnie. Starałam się pokazać jak jestem silna i że pomimo tego co i mi i jemu się wydawało umiem egzystować w pojedynkę. Dziękuję Bogu za pracę i za bliskie osoby, bo przebyłam daleką drogę dzięki nim i udało mi się poskładać ( przynajmniej jako tako) serce. Teraz to jest dylemat innego rodzaju...nie wiem jak mam to określić...może to jest czekanie, aż on w końcu "się nawróci"?
Wiem, wiem chcesz być konsekwentna w działaniu, i tylko on przez swoje starania mógłby cofnąć swoją decyzję. Tylko kurczę " W liście do niego napisałam m.in że zamykam drzwi za sobą i rozpoczynam nowy rozdział, a on nawiązując do tego napisał, że on będzie cały czas czekał w tym korytarzu między drzwiami. " Daje znać, że nie chce tego zamykać, a z drugiej strony mógłby na Twojego smsa zaproponować spotkanie, coś zrobić, działać !! Z jednej strony ten list, to może próba wyciągnięcia ręki, ale decyzja należy do Ciebie. Radzisz sobie dobrze, może nie chce na nowo mieszać w Twoim życiu. Najgorsze jest chyba to czekanie...Gdyby zaproponował spotkanie, wyjaśnilibyście sobie wszystko, a tak znowu Ty miałabyś się oddzywać. Z drugiej strony myślę, ża mało którego faceta stać na taką szczerość i otwarcie się przed drugą osobą. Ciężko mi jest cokolwiek doradzić.Jestem ciekawa opini osób, które były w podobnej sytuacji, to znaczy czy wróciły do siebie po dłuższej przerwie...
Jeśli komuś na czymś bardzo zależy, to stanie choćby na rzęsach by to osiągnąć. Ja już się swoje nastałam. Oczywiście rozmowa jest kluczem w tej sytuacji, bo napisane słowa można sobie interpretować w każdą stronę, a tak przy konfrontacjo oko w oko, można na bieżąco korygować błędne myślenie. Cóż mi pozostaje jak tylko czekać, a później zgodzić się na spotkanie? Pewnie że tego chce, pytanie tylko kiedy on się zbierze w sobie. Swoją drogą uważam, że przyjście do mojego domu, tym bardziej bez zapowiedzi, to było niezwykle odważne posunięcie. Mi by serce wyskoczyło z piersi. Może tyle go to kosztowało, że teraz zbiera siły na następny "atak"? ![]()
Masz rację, uważam, że zarówno przyjście jak i napisanie tego listu to jest "Coś". Wiesz on tak naprawdę nie wie co Ty w chwili obecnej myślisz i czujesz. Czy jesteś zła na niego za to, że się wcześniej poddał a teraz Ci miesza. Czy czujesz, że na nowo odradzają sie w Tobie wszystkie uczucia, którymi jego darzyłaś. Jaka będzie Twoja reakcja jeżeli się spotkacie. Zdaje sobie sprawę, że wszystko popsół, pytanie tylko czy da radę to wszystko naprawić? Oby jak najszybciej to wszystko wyjaśnił. Myślę, że gdyby nie chciał tego wszystkiego naprawiać, nie pisałby i nie przychodził. Chyba pozostaje tylko czekać...
Dałam list do przeczytania swojej przyjaciółce...
BO
Chciałam, żeby ktoś spojrzał na jego słowa bardziej obiektywnie niż ja...
LICZAC ZE
ona powie mi coś innego, że może ja odbieram te słowa inaczej...
NO I
Płakała jak czytała ten list, a na końcu powiedziała, że wie mniej niż na początku...
Czyli... wiem, ze nic nie wiem!
Zamykam drzwi za sobą i rozpoczynam nowy rozdział, ja mu nie mogę pomóc
I tego sie trzymaj!!!
ON będzie cały czas czekał w tym korytarzu między drzwiami smile jest totalnie rozbity.
Biedny z niego zuczek... rozpierdzielil zwiazek i rozklada rece, bo nie umie zawalczyc jak na faceta przystalo. Placzki mu zamowic do domu.
Czego oczekuje??? Ze moze jeszcze przyjdziesz go przepraszac za to, ze Ciebie zostawil? OMG!!! WTF???
Stwierdzam, że nieodzywanie się jest zbawienne! Najlepiej żadnego kontaktu, chyba że w konkretnym celu- kocham, przepraszam, żałuję, wróć do mnie. W innym wypadku, to jest jak orka na sercu i mózgownicy.
KTO TO POWIEDZIAL???
Jeśli komuś na czymś bardzo zależy, to stanie choćby na rzęsach by to osiągnąć. Ja już się swoje nastałam. Oczywiście rozmowa jest kluczem w tej sytuacji, bo napisane słowa można sobie interpretować w każdą stronę, a tak przy konfrontacjo oko w oko, można na bieżąco korygować błędne myślenie. Cóż mi pozostaje jak tylko czekać, a później zgodzić się na spotkanie? Pewnie że tego chce, pytanie tylko kiedy on się zbierze w sobie. Swoją drogą uważam, że przyjście do mojego domu, tym bardziej bez zapowiedzi, to było niezwykle odważne posunięcie. Mi by serce wyskoczyło z piersi. Może tyle go to kosztowało, że teraz zbiera siły na następny "atak"?
Wiesz co... ja bym nie czekała na kolejny "atak". Myślę, że on zrezygnował z waszego związku. Ja na jego miejscu zakładałabym, że po tych dziewięciu latach będziesz walczyć. A Ty nie walczyłaś, w dodatku napisałaś mu list, że zamykasz za sobą drzwi (super!) więc on wpadł w lekką panikę. Wystarczyło, że napisałaś mu, że szkoda, że nie pogadaliście i zakładam, że on wyczuł znowu Twoją obecność czyli obecność tego związku i po prostu znów się oddala. On jest beznadzejny, niedojrzały. Ja bym na nic nie czekała i odeszła. Nauczyłam się na tym forum, że najważniejsza jest godność, a powroty nie przynoszą zazwyczaj niczego dobrego.
Btw. znalazłam to forum wpisując rozstanie i wyskoczyła Twoja historia...od niej wszystko się zaczęło...")
Dzisiaj miałam bardzo udany dzień. W sumie jeszcze trwa
Udało mi się wykraść chwile bez rozmyślania i to mi dało siłę do dalszej walki o siebie. Liczę na to, że tak sobie wszystko poukładam, że przestanę czekać na jego ruch. Zacznę czekać na to co przyniesie życie, może to będzie ktoś inny. Tak właściwie to jest mi go szkoda, że tak się pogubił w tym całym swoim życiu. Długo mu zajmie poskładanie się w jedną całość. Nic się takiego nie stało, żeby tak się nasza historia skończyła, ale na co mi teraz to roztrząsać?! Mam lekcję. Niektórzy z biedy marnują sobie życie, a inni z dobrobytu. Tak to wszystko jest urządzone.
Dzisiaj miałam bardzo udany dzień. W sumie jeszcze trwa
Udało mi się wykraść chwile bez rozmyślania i to mi dało siłę do dalszej walki o siebie. Liczę na to, że tak sobie wszystko poukładam, że przestanę czekać na jego ruch. Zacznę czekać na to co przyniesie życie, może to będzie ktoś inny. Tak właściwie to jest mi go szkoda, że tak się pogubił w tym całym swoim życiu. Długo mu zajmie poskładanie się w jedną całość. Nic się takiego nie stało, żeby tak się nasza historia skończyła, ale na co mi teraz to roztrząsać?! Mam lekcję. Niektórzy z biedy marnują sobie życie, a inni z dobrobytu. Tak to wszystko jest urządzone.
Powiem Ci, że czytając to co pisałaś na początku byłam z Ciebie taka dumna, schudłaś, poszłaś na tańce, milczałaś z godnością, zaczęłaś się uczyć, praca. I wiało ooptymizmem, dopóki on nie wrócił narobić zamentu z którego nic nie wynika. Naprawdę. Niech on Ci tego nie spi****li. Powodzenia :*
293 2013-04-03 19:33:22 Ostatnio edytowany przez Twarda sztuka (2013-04-03 19:35:20)
Dziękuję Jokafokaoka za Twoje zdanie, innych także
Moje życie od rozstania zmieniło się o 180 stopni. Nie wiem czy wywróciło do góry nogami czy raczej na nie stanęło. Umiem się bawić sama, umiem marzyć bez niego, cieszę się z drobiazgów, schudłam 8kg i przekonałam się co do prawdziwie szczerych osób wokół mnie. Cóż lepszego mogło mi się trafić?
Fakt jest taki, że uzmysłowiłam sobie, że moje życie jest o wiele więcej warte niż to czym do tej pory żyłam. Nadal wierzę w miłość i to że będę w szczęśliwym związku. Tego również Wam życzę kochani!!!
Dzisiaj spotkałam się z koleżanką z grona wspólnych znajomych. Dowiedziałam się, że mój były w ogóle nie wychodzi spoza siłowni- całą energię pożytkuje ćwicząc, nie uczestniczy w życiu towarzyskim ani w ogóle nie opuszcza terenu szkoły. Chłopaki mówią, że zamknął się w sobie i że jest z nim dość kiepsko. Zaczyna mi być go szkoda i budzą się we mnie kolejne emocje. Z jednej strony bardzo chciałabym się nim zaopiekować, a z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że sam zgotował sobie taki los i to raczej ja jestem ta pokrzywdzona, bo porzucona. Żal mi go, bo wiem, że się miota jak ryba bez wody. Moja wizja związku to pomaganie sobie nawzajem i nie rozstawanie w kryzysowej chwili. A tu proszę taki psikus ![]()
Wiem, że większości osób, które tu piszą nie spodoba się to co myślę, ale ja na Twoim miejscu zaproponowałabym spotkanie ;/ Myślę, że rozmowa jest Wam jak najbardziej potrzebna. To, że spotkalibyście się z Twojej inicjatywy nic nie znaczyłoby, biorąc pod uwagę, że tyle czasu potrafiłaś sobie poradzić bez niego. Spotkanie nie oznacza od razu, że skoczycie sobie w ramiona. Myślę, że on i tak zrobił naprawdę dużo (wyznał wszystkie swoje uczucia w liście, przyszedł). Każdy radzi, żeby nie pisać, nie wydzwaniać i owszem jest w tym wszystkim racja w początkowej fazie rozstania, gdy człowiekiem targają emocje w każdą stronę, bo to niczemu nie służy. Ale w Twojej sytuacji myślę, że pozwoliłoby Tobie na przekonanie się jak naprawdę jest. Decyzja należy do Ciebie, zrobisz co uważasz za słuszne. Może się mylę, radząc Ci coś takiego, ale ja na Twoim miejscu postąpiłabym w taki właśnie sposób. A co do ćwiczeń, to musi w jakiś sposób wyzbyć się tych emocji. Faceci są tacy, że muszą się czymś zająć, i duszą wszystko w sobie, kobiety natomiast muszą się wygadać, dzięki temu jest im lepiej. Niby przez to kobiety lepiej znoszą rozstania.
Wiem, że większości osób, które tu piszą nie spodoba się to co myślę, ale ja na Twoim miejscu zaproponowałabym spotkanie ;/ Myślę, że rozmowa jest Wam jak najbardziej potrzebna. To, że spotkalibyście się z Twojej inicjatywy nic nie znaczyłoby, biorąc pod uwagę, że tyle czasu potrafiłaś sobie poradzić bez niego. Spotkanie nie oznacza od razu, że skoczycie sobie w ramiona. Myślę, że on i tak zrobił naprawdę dużo (wyznał wszystkie swoje uczucia w liście, przyszedł). Każdy radzi, żeby nie pisać, nie wydzwaniać i owszem jest w tym wszystkim racja w początkowej fazie rozstania, gdy człowiekiem targają emocje w każdą stronę, bo to niczemu nie służy. Ale w Twojej sytuacji myślę, że pozwoliłoby Tobie na przekonanie się jak naprawdę jest. Decyzja należy do Ciebie, zrobisz co uważasz za słuszne. Może się mylę, radząc Ci coś takiego, ale ja na Twoim miejscu postąpiłabym w taki właśnie sposób. A co do ćwiczeń, to musi w jakiś sposób wyzbyć się tych emocji. Faceci są tacy, że muszą się czymś zająć, i duszą wszystko w sobie, kobiety natomiast muszą się wygadać, dzięki temu jest im lepiej. Niby przez to kobiety lepiej znoszą rozstania.
A ja uważam przeciwnie. Podziwiam Cię, twarda sztuko (:D) za Twoją postawę i siłę. Uważam, że postępujesz słusznie, ale to i tak nie ma znaczenia... bo Ty sama jesteś przekonana o słuszności swojego postępowania i działasz konsekwentnie, a to jest najważniejsze
Co do spotkania - moim zdaniem, to tylko upewniłoby go, że nie trzeba brać odpowiedzialności za swoje decyzje. Powinien nauczyć się, że życie należy trzymać w swoich rękach, a nie dać się ponosić falom i czekać, aż ktoś zmieni coś za niego. Chyba czas dorosnąć. Może właśnie teraz dostaje tę lekcję, której potrzebował.
Dzisiaj spotkałam się z koleżanką z grona wspólnych znajomych. Dowiedziałam się, że mój były w ogóle nie wychodzi spoza siłowni- całą energię pożytkuje ćwicząc, nie uczestniczy w życiu towarzyskim ani w ogóle nie opuszcza terenu szkoły. Chłopaki mówią, że zamknął się w sobie i że jest z nim dość kiepsko. Zaczyna mi być go szkoda i budzą się we mnie kolejne emocje. Z jednej strony bardzo chciałabym się nim zaopiekować, a z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że sam zgotował sobie taki los i to raczej ja jestem ta pokrzywdzona, bo porzucona. Żal mi go, bo wiem, że się miota jak ryba bez wody. Moja wizja związku to pomaganie sobie nawzajem i nie rozstawanie w kryzysowej chwili. A tu proszę taki psikus
on sie zachowuje jak maly chlopiec.
ktory wie, ze cie kocha, ale sie boi, bo narozrabial i mysli, ze ktos to za niego zalatwi.
jesli Cie nie zdradza, jesli jestes pewna, tak obiektywnie, ze nie robi w tym czasie nic, co sprawiloby ci przykrosc, to moim zdaniem powinnas zaryzykowac.
kobiety czasami sa szyja w zwiazku.
umow sie z nim na spotkanie, bo to jeszcze dzieciak. pogodzicie sie, bo on sam nie wie, jak to zalatwic. a wolnosci nie potrzebuje. to nie chodzilo o to, ze chce czegos innego. on chce ciebie, ale jest niedojrzalym dzieciakiem. chyba, ze juz nie chcesz dzieciaka....
298 2013-04-05 16:22:19 Ostatnio edytowany przez Twarda sztuka (2013-04-05 16:28:03)
To prawda mój były zachowuje się jak mały chłopiec. To wszystko jest irracjonalne z jego strony, zupełnie nieprzewidywalne i przez to dla mnie nieznane pomimo tylu wspólnych lat. Nie potrafię w żaden sposób go odgadnąć ani jego przewidzieć. On za to znał mnie świetnie w każdym centymetrze...Znał, bo teraz staram się być inna.
W liście opisywał mi co robi, jak się zachowuje itp. Napisał, że nie ma nikogo innego, bo nie umie, nie potrafiłby i nie chce. Napisał, że życzy mi szczęścia, zdrowia i mężczyzny, który mnie pokocha, choć w tej kwestii nie jest w pełni oddany, bo wie, że jeśli się taki znajdzie, to jego życie się zakończy i stanie się robotem.
Nawet nie wiecie jak dużo siły dają mi Wasze komentarze mówiące o tym jak sobie dobrze radzę!Tak mi się wtedy buzia cieszy
Dzisiaj od rana chodzi mi po głowie myśl, żeby jednak się do niego odezwać i zaproponować spotkanie. Mięknie mi tyłek jak sobie pomyślę, że z nim jest tak bardzo źle. Wychodzi ze mnie głupia baba, kora kocha za bardzo i chce przytulić swojego biednego misia. Ale on chyba nie jest taki biedny, prawda? Bo jakby nie było jego wiek powinien świadczyć o jakiejś tam dorosłości. Biję się z myślami i sama nie wiem co robić.
Zrob to czego pragniesz i potrzebujesz.Sama najlepiej wiesz
Powodzenia
Zrob to czego pragniesz i potrzebujesz.Sama najlepiej wiesz
Powodzenia
Z jednej strony boję się, że wrócę do punktu wyjścia, a może nawet cofnę się najdalej jak się da, a z drugiej strony nie chcę tego tak zostawiać. W sumie założyłam sobie, że będę silna i to, żebym się do niego odezwała kłóci się z całą tą wizją. Pragnę być szczęśliwa. Wiem, że da się żyć bez niego i że życie nie traci koloru, a zyskuje inne barwy. Nauczyłam się czegoś o sobie, stałam się trochę inna osobą. Przeszłam kawał drogi, mimo, że to tylko 3 miesiące. Zaczęła mnie boleć głowa od tego główkowania ![]()
może po prostu odpowiedz sobie na jedno pytanie, czy Ty wciąż go kochasz?
może po prostu odpowiedz sobie na jedno pytanie, czy Ty wciąż go kochasz?
wlasnie. jesli szczerze masz go w sercu, a nie tylko sentyment, ktory pozostal, to badzcie razem, spotkaj sie z nim i juz. tyle powinno wystarczyc.
malina.m napisał/a:Zrob to czego pragniesz i potrzebujesz.Sama najlepiej wiesz
Powodzenia
Z jednej strony boję się, że wrócę do punktu wyjścia, a może nawet cofnę się najdalej jak się da, a z drugiej strony nie chcę tego tak zostawiać. W sumie założyłam sobie, że będę silna i to, żebym się do niego odezwała kłóci się z całą tą wizją. Pragnę być szczęśliwa. Wiem, że da się żyć bez niego i że życie nie traci koloru, a zyskuje inne barwy. Nauczyłam się czegoś o sobie, stałam się trochę inna osobą. Przeszłam kawał drogi, mimo, że to tylko 3 miesiące. Zaczęła mnie boleć głowa od tego główkowania
Myślę, że nie cofniesz się, do punktu wyjścia
Poprostu będziesz wiedziała na czym stoisz... "Najgorsza prawda jest lepsza od niepewności". Sama widziałaś po sobie, że jak nie mięliście kontaktu traktowałaś to wszystko jako rozdział zamknięty. Uczyłaś się żyć na nowo. Teraz on namieszał i to dość znacznie. Minął już chyba tydzień od tego listu i czas, żeby się określić i podjąć jakieś kroki. Wiem, że to on powinien, ale nie zawsze jest tak jakbysmy tego oczekiwali, jest poprostu inaczej. Są dwie ścieżki jedna to życie z nim na nowych zasadach, akceptując to co zrobił, wiedząc jaki jest i czego można się spodziewać po tym związku, a druga to cieszenie się życiem samemu lub z kimś innym. Ciężko jest podjąć decyzję w którą stronę iść, bo jedna droga jest doskonale Tobie znana, aczkolwiek czekasz aż on Ciebie zaprosi, żebyś poszła nią razem z nim.
Jednakże masz pełną świadomość, że jeżeli pójdziesz tą drugą ścieżką równie dobrze sobie poradzisz. Wybór należy do Ciebie. Swoją drogą takie spotkanie nie oznaczałoby, że prosisz go o to, żeby wrócił, tylko wiedziałabyś w którą stronę masz iść.
Wiesz uważam, że jeżeli masz silną wewnętrzną potrzebę, żeby się z nim spotkać to zrób to. Nie będziesz trwać w zawieszeniu
Ja np. uważam, że bardzo dobrze, że napisałam mojemu ex, żeby się ze mną nie kontaktował. Mam spowrotem spokój wewnętrzny i jest ok. Pojawiające się w jego nic nieznaczących wiadomościach słoneczka czy buziaczki, nie wpływały na mnie dobrze. Gdzieś tam w środku pojawiała się nadzieja. Nie ma nic lepszego nisz jasna klarowna sytuacja.
Człowiek wie na czym stoi i w którym kierunku ma podążać ![]()
Szczerze i bez owijania w bawełnę- oczywiście, że go kocham. Przecież chciałam z nim spędzić resztę życia, nie udało się, ale rozstanie nie znaczy, że uczucie się wypaliło. Plan nowego życia był ( a może jest ) taki, że muszę żyć z tym co tli się w moim sercu do czasu aż przejdzie, zapomnę albo pokocham kogoś innego. Nie da się przestać kochać przez 3 miesiące miłości swojego życia (przynajmniej dotychczasowego)!!!
Jeśli nadal kocha, nadal mu zależy - to dlaczego go nie ma?
Dlaczego życzy Ci miłości i powodzenia (bez niego)?
Podobno gdy facetowi zależy to nawet gdyby skały srały...
Odpowiedz sobie na te pytania, bo możesz stracić za dużo czasu na dywagacje.
Chyba zaczynam go usprawiedliwiać, a może po prostu staram się zrozumieć. Może on zdaje sobie sprawę, że nawalił i teraz nie umie tego ogarnąć? Widzi przy tym moje podejście- to że nie odzywam się, napisałam w liście jak dobrze sobie radzę itp, a na dodatek ma prawdopodobnie depresje. Może odszedł, bo chciał mi zaoszczędzić nerwów związanych z tym, że sobie zaczął nie radzić sam ze sobą? Rozmowa mogłaby coś wyjaśnić, ale nie musiałaby. Na dwoje babka wróżyła. Jak na razie jestem bliżej decyzji o skontaktowaniu się z nim.
Jedno jest pewne : musisz mieć bardzo dużo siły, żeby to wszystko znosić. Trzymaj się :* I pamiętaj, że Ty dla siebie jesteś najbliższa i najważniejsza ![]()
To prawda trzeba mieć nie lada łeb, żeby nie zwariować od tego wszystkiego
Oby mnie nie opętało!
Manipuluje Tobą,to jest oczywiste.Pisząc ten list,ma nadzieję,że się odezwiesz,że wyznasz mu swoje uczucia,bo on tego potrzebuje.Taka natura-chce,żeby go kochać i jednocześnie niszczy osobę,która kocha i na pewien czas ma satysfakcję.Jeśli chcesz być nieszczęśliwa i upokarzana przez takiego faceta,wróć do niego.Za pewien czas znowu kopnie Cię w 4 litery i będziesz zalewać się łzami.Lubisz to?!No chyba nie..Daj sobie z gościem spokój.
Wczoraj wieczorem po przemyśleniach doszłam do wniosku, że nie będę się odzywać do niego. Dzisiaj rano obudziłam się z tą myślą i niech zostanie tak jak jest. Ja wykonałam ruch pisząc list i wysyłając smsa po jego liście, więc piłeczka jest po jego stronie. Boję się tego, że wyciągając rękę, obudzi się we mnie mamunia i szlag trafi całe moje starania o siebie samą. Niech się on gimnastykuje. Prawdziwa miłość przetrwa każdą burzę, prawda?
Prawdziwa miłość przetrwa każdą burzę, prawda?
Ja tak uważam.
A jak tam ta nowa praca i odchudzanie? Ja też się staram i nie idzie mi tak źle, jem co 3 godziny i mój dzień kręci się trochę wokół jedzenia, mniej czasu na myślenie o nim i tym pie****m koszmarze.
Wszystko inne w moim życiu układa się jak nigdy dotąd! Praca choć niezbyt ambitna, to przynajmniej jest no i do tego szkoła. W obydwu miejscach poznałam fajnych ludzi, więc wszystko jak najbardziej na plus. Odchudzania ciąg dalszy, choć teraz przeistoczyło się w mądre odżywianie i ruch, a nie tak jak wcześniej niejedzenie ze stresu. Zrzuciłam od rozstania 8kg i to mi daje motywację do dbania o siebie. Polubiłam się, a teraz jestem na drodze do zakochania. Bo już wiem, że to moje dobro jest najważniejsze. A jak będę kochać siebie, to i reszta świata dostanie ode mnie mnóstwo miłości. Dobro wraca.
Twarda sztuka napisał/a:Prawdziwa miłość przetrwa każdą burzę, prawda?
Ja tak uważam.
tak przetrwa, pod warunkiem, że będzie pielęgnowana z obu stron.
A tutaj widzę, że może się to rozmyć, bo każde z was będzie zbyt dumne ażeby podbić to dalej. Moim okiem, jeśli napisał Ci szczery długi list, to z pewnością to znaczy jedno - chce powrotu ale nie wie jak, liczy że Ty mu w tym pomożesz, a Ty tak się zachlysnęłaś tym, że sobie świetnie radzisz, że chyba tego nie widzisz..
raptorrr napisał/a:Twarda sztuka napisał/a:Prawdziwa miłość przetrwa każdą burzę, prawda?
Ja tak uważam.
tak przetrwa, pod warunkiem, że będzie pielęgnowana z obu stron.
A tutaj widzę, że może się to rozmyć, bo każde z was będzie zbyt dumne ażeby podbić to dalej. Moim okiem, jeśli napisał Ci szczery długi list, to z pewnością to znaczy jedno - chce powrotu ale nie wie jak, liczy że Ty mu w tym pomożesz, a Ty tak się zachlysnęłaś tym, że sobie świetnie radzisz, że chyba tego nie widzisz..
Ja się staram uratować siebie, bo nigdy tego nie robiłam. Zawsze był on i tylko on. Najważniejszy na świecie. Wszystko było uzależnione od jego osoby. Po rozstaniu nauczyłam się, że nie wolno swojego szczęścia uzależniać od kogoś innego. To ja jestem za nie odpowiedzialna i nikt inny. Nie chcę kolejny raz wyciągać ręki, ale nie chodzi tu o dumę tylko o to, że zależy mi by się przekonać o tym co on czuje do mnie. Wiele razy bywało tak, że przy byle okazji rzucał argumentem rozstania. Płakałam, błagałam i nie pozwoliłam mu odejść, a on przez to nie ponosił konsekwencji swoich słów. Nie było mowy o mojej dumie! Przestało mi to odpowiadać i więcej nie chcę takiego życia. Jest dorosły, inteligentny i ma swój rozum. Dostaje ode mnie czas i to na razie tyle co jestem w stanie zrobi dla niego, bo wszelkie inne próby pomocy zawiodły. Oczywiście wszystko może się zmienić lada dzień- sytuacja między nami ale także w mojej głowie , bo tak to już bywa z uczuciami, ale nie da się nic zrobić na siłę.
rockwoman7 napisał/a:raptorrr napisał/a:Ja tak uważam.
tak przetrwa, pod warunkiem, że będzie pielęgnowana z obu stron.
A tutaj widzę, że może się to rozmyć, bo każde z was będzie zbyt dumne ażeby podbić to dalej. Moim okiem, jeśli napisał Ci szczery długi list, to z pewnością to znaczy jedno - chce powrotu ale nie wie jak, liczy że Ty mu w tym pomożesz, a Ty tak się zachlysnęłaś tym, że sobie świetnie radzisz, że chyba tego nie widzisz..Ja się staram uratować siebie, bo nigdy tego nie robiłam. Zawsze był on i tylko on. Najważniejszy na świecie. Wszystko było uzależnione od jego osoby. Po rozstaniu nauczyłam się, że nie wolno swojego szczęścia uzależniać od kogoś innego. To ja jestem za nie odpowiedzialna i nikt inny. Nie chcę kolejny raz wyciągać ręki, ale nie chodzi tu o dumę tylko o to, że zależy mi by się przekonać o tym co on czuje do mnie. Wiele razy bywało tak, że przy byle okazji rzucał argumentem rozstania. Płakałam, błagałam i nie pozwoliłam mu odejść, a on przez to nie ponosił konsekwencji swoich słów. Nie było mowy o mojej dumie! Przestało mi to odpowiadać i więcej nie chcę takiego życia. Jest dorosły, inteligentny i ma swój rozum. Dostaje ode mnie czas i to na razie tyle co jestem w stanie zrobi dla niego, bo wszelkie inne próby pomocy zawiodły. Oczywiście wszystko może się zmienić lada dzień- sytuacja między nami ale także w mojej głowie , bo tak to już bywa z uczuciami, ale nie da się nic zrobić na siłę.
Jestem dumna z Ciebie. Uważam, że jeśli nadal będziesz tak pracowała nad sobą to za parę tygodni nie będziesz chciała w ogóle ani swojego starego życia, ani nowego z nim. Urośniesz w wielką siłę, a wiosna i słońce Ci jeszcze w tym pomoże
A jak się skupisz na sobie to niebawem ktoś nowy zachwyci się taką wartościową, silną kobietą.
A on niech jak jakieś p*****e dziwadło dalej siedzi na siłowni 24 godziny na dobę i smutnymi oczkami patrzy w dal przez okno swojego pokoju nie wiedząc czego chce od życia, ale nadal dający do zrozumienia swoim znajomym, że mu nie jest tak zbyt dobrze, żebyś Ty to słyszała i zostawiała wciąż dla niego otwartą furtkę.
Dziękuję jokafokaoka za Twoje słowa
Przez tyle czasu byłam nieszczęśliwa, a teraz mam szansę by moje dni były pogodniejsze. Nie wiem czy on się zmieni i co będzie dalej z nami. Wiem za to co chcę by było ze mną. W końcu od wielu lat wiem czego chcę i jak mam to zdobyć- sama muszę sobie to dać. Należy mi się to tak jak każdemu.
Takajednaja jak tam u Ciebie?
318 2013-04-07 21:20:40 Ostatnio edytowany przez takajednaja (2013-04-07 21:22:17)
hejka a u mnie tak w miarę. Nie jest najgorzej, ale jakoś super też nie. I już nie chodzi o mojego byłego tylko o brak pracy. Ostatnio wspominałam, że byłam na rozmowie w firmie blisko mojego miejsca zamieszkania, ale nic z tego nie wyszło. Strasznie się nakręciłam na tą firmę, bardzo dobrze mi się rozmawiało. Chłopak, przeprowadzający rozmowę kwalifikacyjną bardzo sympatyczny, zreszta mówił, że mi coś pokaże jak mnie zatrudnią, że pierwsze 3msc zlecą mi bardzo szybko, na koniec powiedział do zobaczenia. Byłam przekonana, że będę tam pracować, ale nic z tego.... W piątek miałam znowu rozmowę, ale warunki finansowe jakie mi zaproponowali to śmiech. Może gdyby ta firma mieściłaby się bliżej mojego domu, mogłabym się poświęcić. Ale, aby dojechać tam musiałabym poświęcić 2h, a umowa zlecenie 1000zł myślę, że trochę za mało ;/ No i dodatkowo praca ta nie wniosłaby nic w moje CV no i jeżeli chodzi o ewentualny rozwój tam to nie widziałam możliwości. (Sklep internetowy, dodawanie aukcji, robienie specyfikacji produktów). Jutro mam kolejną rozmowę, zobaczymy co z tego wyjdzie, aczkolwiek po bliższym zapoznaniu się ze stroną internetową firmy, to trochę nie moja branża. Przejrzałam wszystko w necie na ich temat i wygląda mi to troszkę na przedstawiciela handlowego (z ogłoszenia na które aplikowałam nic takiego nie wynikało). Jutro się wszystko okaże, zawsze warto spróbować. Nawet jeżeli miałoby to nie być to, to zawsze poćwiczę sobie rozmowe. Fakt jest taki, że troszkę się w tym temacie ruszyło odzew na moje Cv jest jakiś - to mnie cieszy. No, ale nie ukrywam, że chciałabym podjać już jakąś pracę. Oszczędności mi się skończyły, a bardzo nie lubię być zależna finansowo od kogoś. A swoją drogą to siedzenie w domku, już trwa za długo. Jeżeli nie znajdę pracy do konca tego miesiąca, to jest jeszcze opcja, żebym wyjechała do pracy do Niemiec. Mój przyjaciel ze swoim kolegą wyjeżdzają i mogliby mnie tam ściągnąć. Zobaczymy jak to się wszystko potoczy. Przygnębiające jest troszkę to, że człowiek poświęca przez 5 lat swój czas na studia, licząc, że w jakiś sposób zaowocuje to w przyszłości. A rzeczywistość okazuje się nie tak kolorowa jak się spodziewał.
Z pracą jest ciężko niezależnie czy jest to mała miejscowość czy duże miasto. Najważniejsze by nie tracić pogody ducha i iść do przodu. Trzymam kciuki za Twoją pracę Takajednaja ![]()
Jutro są jego urodziny. Zdecydowałam, że wyślę mu życzenia. Nie liczę, że odpisze chociaż "dziękuję", ale nie po to będę je pisać. Póki co inny kontakt z mojej strony nie wchodzi w grę. Nie będę za niego wykonywać kolejnych ruchów, tylko dlatego, że on nie umie się zebrać. Dam czas czasowi ![]()
Co do pracy, to trzeba tak długo próbować aż w końcu się uda. Stwierdziłam, że każdą rozmowę, będę traktować jako mały sukces, że mimo wszystko mnie zaprosili. A nie jako porażkę, że nie skończyło się to zatrudnieniem...Jestem zadowolona z dzisiejszej rozmowy, ale nie aż tak podekscytowana jak ostatnio
Zobaczymy co się okaże... A co do życzeń to jestem jak najbardziej za
A dzisiaj przyjemnie się już zrobiło, nastrój bardziej wiosenny ![]()
Zdecydowałam, że wyślę życzenia urodzinowe. I co? dostałam odpowiedź zwrotną, że to najpiękniejszy prezent jaki dostanie w tym dniu. Wymieniliśmy parę zdań i po jego słowach mam już pewność, że rządzi nim depresja. Właściwie stanęło na niczym, ale oprócz pokazania, że pamiętam o jego święcie nie zależało mi na niczym więcej, bo gdzieś tam w głębi czuję, że to zadanie nie dla mnie. Jego sytuacja przypominała pączka w maśle, a on się tak pogubił. Szkoda. Nie wiem co dalej.
Zdecydowałam, że wyślę życzenia urodzinowe. I co? dostałam odpowiedź zwrotną, że to najpiękniejszy prezent jaki dostanie w tym dniu. Wymieniliśmy parę zdań i po jego słowach mam już pewność, że rządzi nim depresja. Właściwie stanęło na niczym, ale oprócz pokazania, że pamiętam o jego święcie nie zależało mi na niczym więcej, bo gdzieś tam w głębi czuję, że to zadanie nie dla mnie. Jego sytuacja przypominała pączka w maśle, a on się tak pogubił. Szkoda. Nie wiem co dalej.
nie obraź się, ale im bardziej czytam Twoje posty, tym bardziej widzę jakąś dziwność w Twoim zachowaniu, rozumiem, że on spieprzył i tak dalej, ale się pogubił, każdy człowiek ma prawo się zgubić. On teraz potrzebuje Twojej pomocy, a Ty jak niewzruszona księżniczka, karzesz mu radzić sobie samemu, i sobie poradzi i wtedy stracisz go na zawsze i na amen, takie jest moje zdanie.
Kurcze nie wiem, czy Ci poradzę dobrze czy źle. Dużo osób twierdzi, że trzeba być nieugientym, trzymać się tego co się postanowiło, być konsekwentnym. Czyli nie odzywać się i czekać aż on się wykarze. Może moje podejście wynika z tego, że jestem bardzo empatyczną osobą, i nawet gdy dzieje się krzywda osobą, których nie lubię to mi ich żal. (Nie wiem czy w dzisiejszych czasach nie jest to naiwność
). Ja wychodzę z założenia, że bycie szczerym, dobrym to najlepsze co jest w nas. Uważam, że powinniście porozmawiać. Ja wczoraj rozmawiałam przez telefon z moim byłym. Napisałam do niego smsa, czy śpi i czy możemy pogadać i oddzwonił gadaliśmy z godzinę. Nie chcę wracać do niego, ale brakuje mi jego osoby. Powiedziałam szczerze, że chciałam z nim porozmawiać, bo się o niego martwiłam, miałam wewnętrzna potrzebę pogadania, a pozatym chciałam zaspokoić ciekawość. Powiedzieliśmy sobie co się u nas dzieje itd. Napomknął coś, że moglibyśmy się spotkać. Powiedziałam tylko, że dystansuje się do tego wszystkiego i że może za jakiś czas. Jeżeli o mnie chodzi, to ja wiem, że z mojego związku nic już nie będzie. On nie zmieni podejścia co do niektórych rzeczy, a ja ich nie zaakceptuje. Niemniej jednak ucieszyła mnie bardzo ta rozmowa. Wiem, że z mojej strony może się wydawać to totalnym brakiem konsekwencji, najpierw piszę mu, że nie ma się ze mną kontaktować, teraz chcę gadać. Na chwilę, obecną nie muszę mu nic udowadniać, sama jestem świadoma, że będzie ok nawet jeżeli nie będziemy razem. Odpuściłam już, nie chcę już tego naprawiać, ani ja, ani, żeby on to zrobił - tak przynajmniej mi się wydaje. Nie czuje, żalu, złości, jedynie odczuwam troszkę brak jego osoby. Na nic nie liczę, ani niczego nie oczekuję. Odczuwam taki wewnętrzy spokój. Myślę, że to chyba dobrze... ![]()
Twarda sztuka napisał/a:Zdecydowałam, że wyślę życzenia urodzinowe. I co? dostałam odpowiedź zwrotną, że to najpiękniejszy prezent jaki dostanie w tym dniu. Wymieniliśmy parę zdań i po jego słowach mam już pewność, że rządzi nim depresja. Właściwie stanęło na niczym, ale oprócz pokazania, że pamiętam o jego święcie nie zależało mi na niczym więcej, bo gdzieś tam w głębi czuję, że to zadanie nie dla mnie. Jego sytuacja przypominała pączka w maśle, a on się tak pogubił. Szkoda. Nie wiem co dalej.
nie obraź się, ale im bardziej czytam Twoje posty, tym bardziej widzę jakąś dziwność w Twoim zachowaniu, rozumiem, że on spieprzył i tak dalej, ale się pogubił, każdy człowiek ma prawo się zgubić. On teraz potrzebuje Twojej pomocy, a Ty jak niewzruszona księżniczka, karzesz mu radzić sobie samemu, i sobie poradzi i wtedy stracisz go na zawsze i na amen, takie jest moje zdanie.
Wydaje mi się, że troszkę za ostro podsumowałaś Twarda sztuke. Wspominała ona kilkakrotnie w swoich postach, że zawsze była tą osobą bardziej starającą się. Kilkakrotnie już jej ex chciał się rozstać, zawsze dzięki niej ten związek trwał. Teraz postawiła na siebie i mimo tego, że kocha go bardzo i chciałaby spędzić z nim reszte życia, chciała aby to on zawalczył o ten związek. On napisał list, teraz odpowiedział na smsa, tylko nasówa sie pytanie co dalej? Gdyby on zaproponował spotkanie myślę, że zgodziłaby się bez wachania i może po jakimś czasie byłoby ok. Ale on mimo, że cierpi nie potrafi nic zrobić. Pogubić się może każdy, owszem masz absolutną rację, ale pytanie co robić, gdy ktoś gubi się za często? Uważam, że gdyby Twarda sztuka zaproponowała spotkanie, nie ujęło by jej to nic a nic. Myslę, że jej były uświadomił sobie dużo i ona udowodniła nie tylko jemu, ale przede wszystkim sobie, że da rade. Zauważ tylko, że po moim wpisie (apropo listu) kilka osób zaaragowało, że nie powinna nic robić, tylko się trzymać w swoich postanowieniach- być konsekwentna. Ja np. sama nie wiem co jest najlepszym rozwiązaniem. Ktoś ma racje, pytanie tylko kto, szczerze powiedziawszy ja nie mam pojęcia...
325 2013-04-09 16:34:32 Ostatnio edytowany przez Twarda sztuka (2013-04-09 16:39:06)
Twarda sztuka napisał/a:Zdecydowałam, że wyślę życzenia urodzinowe. I co? dostałam odpowiedź zwrotną, że to najpiękniejszy prezent jaki dostanie w tym dniu. Wymieniliśmy parę zdań i po jego słowach mam już pewność, że rządzi nim depresja. Właściwie stanęło na niczym, ale oprócz pokazania, że pamiętam o jego święcie nie zależało mi na niczym więcej, bo gdzieś tam w głębi czuję, że to zadanie nie dla mnie. Jego sytuacja przypominała pączka w maśle, a on się tak pogubił. Szkoda. Nie wiem co dalej.
nie obraź się, ale im bardziej czytam Twoje posty, tym bardziej widzę jakąś dziwność w Twoim zachowaniu, rozumiem, że on spieprzył i tak dalej, ale się pogubił, każdy człowiek ma prawo się zgubić. On teraz potrzebuje Twojej pomocy, a Ty jak niewzruszona księżniczka, karzesz mu radzić sobie samemu, i sobie poradzi i wtedy stracisz go na zawsze i na amen, takie jest moje zdanie.
Doceniam za Twoją opinię. Każde spojrzenie z boku jest dla mnie cenne. Nie mniej jednak wydaje mi się, że jest inaczej. Po pierwsze boję się stracić tego co sobie wypracowałam przez ostatnie 3 miesiące, tzn. spokój, beztroski uśmiech, pewność siebie, wiara w marzenia i lepsze życie. Chciałam się zestarzeć przy tym człowieku, dlatego przez 9 lat czekałam aż się wyszaleje, wydorośleje, zmądrzeje. Latałam za nim zgrywając mamusię, sprzątaczkę, kucharkę, gosposię,a w sypialni kocicę. Kochałam go i nadal kocham całym sercem. Wiem, że jest dobrym człowiekiem. Chciałam być z nim na dobre i na złe. Chciałam, żeby ta nasza pierwsza, wspólna miłość była wyjątkowa i na zawsze. On też tak chciał, a mimo to zostawił mnie. Wycierpiałam się za wszystkie czasy. Serce mi pęka jak widzę co się z nim dzieje, ale on się ode mnie odsunął. Przed rozstaniem walczyłam o poprawę sytuacji, w liście napisałam, że chciałabym mu pomóc, dzisiaj po wymianie smsów zagadnęłam o spotkaniu i cisza. Mam go przykuć do siebie łańcuchem i zagłaskać? Bliskie mi osoby przypominają mi czasem o godności, którą sama już dawno bym sprzedała, bo najchętniej położyłabym się krzyżem pod jego jednostką i wyła, żeby tylko był ze mną! Co ja jestem w stanie jeszcze zrobić? Wysłałam list, złożyłam życzenia, zapytałam o spotkanie ?! Chcę z nim porozmawiać, ale on też musi wyjść z tą inicjatywą.
Takajednaja dziękuję za Twoje słowa!!