A bo powiem Wam, że to wszystko tak bardzo do doopy jest 
Wszędzie dobre rady: uśmiechnij się, idź do przodu, zrób coś dla siebie...
Sama to sobie wmawiam, innym próbuję.
Ale jak złapie ten cholerny dół to nie ma przebacz... 
Też przechodzę gorszy okres, ten "szanowny" były luby na szczęście wywietrzał mi z głowy, ale... znów nie mam do kogo gęby otworzyć, przytulić się, pośmiać... Tylko praca, dom, praca, dom, praca, dom....
I już tak zawsze będzie??
No to gruz...
Dobrze, że mam dzieciaki, bo bym chyba zwariowała.
Powiem Wam, że wracam z pracy i nic, dosłownie NIC mi się nie chce.
Nie mogę się zorganizować do niczego, najchętniej by się położyła...
Może jak wiosna przyjdzie to będzie lepiej...?
Albo i nie
Ptaszki zaczną ćwierkać, ciepło się zrobi i znowu będą myśli, że nie ma nikogo takiego... choćby żeby pogadać. Eh....