Hej, jestem przerażona po tym co przeczytałam na tym forum. Ilość rozgoryczenia, smutku i beznadziei jest tu przytłaczająca. A ja chciałabym Wam powiedzieć, że to jak się układa - wszystko zależy od Was! Owszem, istnieje zasada: nie ma takiego wagonu, co by się odczepić by się nie dało - ale UWAGA: to wszystko zależy od Was! Jeśli będziecie pewne siebie i potrafiły cieszyć się życiem, nikt Was nie potraktuje jak wagon i nikt nie będzie się z Wami rozstawał!
Podobne tematy
Amen
Dodałabym jeszcze, że zatrważająca jest ludzka skłonność do przerzucania odpowiedzialności za własne życie na cały świat. Wciąż czytam i słyszę: "nie mogę nic na to poradzić", "to nie moja wina", "mam jakiegoś pecha", "gdybym tylko miała na to wpływ", "a co ja mogę"...
Hej, jestem przerażona po tym co przeczytałam na tym forum. Ilość rozgoryczenia, smutku i beznadziei jest tu przytłaczająca. A ja chciałabym Wam powiedzieć, że to jak się układa - wszystko zależy od Was! Owszem, istnieje zasada: nie ma takiego wagonu, co by się odczepić by się nie dało - ale UWAGA: to wszystko zależy od Was! Jeśli będziecie pewne siebie i potrafiły cieszyć się życiem, nikt Was nie potraktuje jak wagon i nikt nie będzie się z Wami rozstawał!
tak. wszyscy o tym wiedza, ale gdy np ma sie depresje, albo stan przed-depresyjny to wlasnie trudno jest sie 'wziac' w garsc, uwierz.
tak. wszyscy o tym wiedza, ale gdy np ma sie depresje, albo stan przed-depresyjny to wlasnie trudno jest sie 'wziac' w garsc, uwierz.
Depresja jest oczywiście inną sytuacją. Ale często zdarza się tak, że osoby będące w depresji nie robią nic, by z niej wyjść, na propozycje skorzystania z psychoterapii kręcą nosem i wolą np. iść do psychiatry po "wesołe tabletki".
Hela! Ale o co chodzi? Zostałaś zdradzona, wybaczyłaś i teraz jest super?
akacjaa napisał/a:tak. wszyscy o tym wiedza, ale gdy np ma sie depresje, albo stan przed-depresyjny to wlasnie trudno jest sie 'wziac' w garsc, uwierz.
Depresja jest oczywiście inną sytuacją. Ale często zdarza się tak, że osoby będące w depresji nie robią nic, by z niej wyjść, na propozycje skorzystania z psychoterapii kręcą nosem i wolą np. iść do psychiatry po "wesołe tabletki".
bo problem tkwi glebiej.. to nie jest tak prosto, to oczywiste ze kazdy chcialby byc szczesliwy. Czasem trudno sie przelamac i zaczac jakos dzialac, bo albo nie ma sie na to sily, albo sie czegos boi.
Oczywiscie rowniez popieram, ze zamiast siedziec i plakac powinno sie zaczac dzialac, bo duzo zalezy od nas. Ale czasem to nie jest takie proste:(
Doskonale wiem, że to nie jest proste. Ale jeśli ktoś już usiądzie, rozłoży ręce i przekona sam siebie, że jest bezradny, to nie ma żadnych szans na pokonanie depresji. Prawda jest brutalna - albo nie masz siły i nic nie robisz, albo zmuszasz się - nieraz nawet tytanicznym wysiłkiem - do działania i zmieniasz to, co sprawia, że jesteś nieszczęśliwy/-a.
Doskonale wiem, że to nie jest proste. Ale jeśli ktoś już usiądzie, rozłoży ręce i przekona sam siebie, że jest bezradny, to nie ma żadnych szans na pokonanie depresji. Prawda jest brutalna - albo nie masz siły i nic nie robisz, albo zmuszasz się - nieraz nawet tytanicznym wysiłkiem - do działania i zmieniasz to, co sprawia, że jesteś nieszczęśliwy/-a.
Tak, masz racje..
akacjaa napisał/a:tak. wszyscy o tym wiedza, ale gdy np ma sie depresje, albo stan przed-depresyjny to wlasnie trudno jest sie 'wziac' w garsc, uwierz.
Depresja jest oczywiście inną sytuacją. Ale często zdarza się tak, że osoby będące w depresji nie robią nic, by z niej wyjść, na propozycje skorzystania z psychoterapii kręcą nosem i wolą np. iść do psychiatry po "wesołe tabletki".
Kiedyś znalazłam bardzo mądrą sentencję: "zanim zdiagnozujesz u siebie depresję, upewnij się, że nie jesteś otoczona przez idotów"
Miałam, całkiem niedawno w sumie, bardzo trudną sytuację-zostałam sama z 1,5 rocznym dzieckiem, drugie w brzuszku, tylko na zasiłku.
Żeby mieć z czego żyć, wyprowadziłam się do matki, swoje mieszkanie wynajęłam.
U matki pomieszkałam pół roku, musiałam się wyprowadzić, bo matka, mimo szczerych chęci, nie mogła mi pomóc (sama zmaga się z pewnymi słabościami).
Miałam to szczęście, że mogłam liczyć jeszcze na jedną osobę z rodziny, więc wyprowadziłam się od matki.
I wtedy, kiedy mniej więcej miałam juz poukładane, dopadła mnie depresja. Nie była powiązana z rozstaniem, ale z tym, że nie mam swojego miejsca, że tułam się po rodzinie, jestem od nich zależna, na ich łasce.
Pół roku walczyłam ze sobą, przy pomocy leków też, nie ukrywam, ale przyszedł dzień kiedy mogłam sobie powiedzieć: ok, wystarczy, powinnam już dać sobie radę.
Nie było łatwo. Ale znalazłam pracę, pół roku później (znów) się wyprowadziłam, ale tym razem "na swoje".
Dalej nie jest łatwo, ale robię co mogę i... nie poddaję się.
Czego wszystkim w trudnej sytuacji życzę.
A co poradzicie w mojej sytuacji?
Błagam pomozcie!
Anemonne napisał/a:akacjaa napisał/a:tak. wszyscy o tym wiedza, ale gdy np ma sie depresje, albo stan przed-depresyjny to wlasnie trudno jest sie 'wziac' w garsc, uwierz.
Depresja jest oczywiście inną sytuacją. Ale często zdarza się tak, że osoby będące w depresji nie robią nic, by z niej wyjść, na propozycje skorzystania z psychoterapii kręcą nosem i wolą np. iść do psychiatry po "wesołe tabletki".
Kiedyś znalazłam bardzo mądrą sentencję: "zanim zdiagnozujesz u siebie depresję, upewnij się, że nie jesteś otoczona przez idotów"
Miałam, całkiem niedawno w sumie, bardzo trudną sytuację-zostałam sama z 1,5 rocznym dzieckiem, drugie w brzuszku, tylko na zasiłku.
Żeby mieć z czego żyć, wyprowadziłam się do matki, swoje mieszkanie wynajęłam.
U matki pomieszkałam pół roku, musiałam się wyprowadzić, bo matka, mimo szczerych chęci, nie mogła mi pomóc (sama zmaga się z pewnymi słabościami).
Miałam to szczęście, że mogłam liczyć jeszcze na jedną osobę z rodziny, więc wyprowadziłam się od matki.
I wtedy, kiedy mniej więcej miałam juz poukładane, dopadła mnie depresja. Nie była powiązana z rozstaniem, ale z tym, że nie mam swojego miejsca, że tułam się po rodzinie, jestem od nich zależna, na ich łasce.Pół roku walczyłam ze sobą, przy pomocy leków też, nie ukrywam, ale przyszedł dzień kiedy mogłam sobie powiedzieć: ok, wystarczy, powinnam już dać sobie radę.
Nie było łatwo. Ale znalazłam pracę, pół roku później (znów) się wyprowadziłam, ale tym razem "na swoje".
Dalej nie jest łatwo, ale robię co mogę i... nie poddaję się.Czego wszystkim w trudnej sytuacji życzę.
Cytat bardzo trafny.
Wlasnie ja sie tak troche czuje.. mam wrazenie, ze prawie nikt mnie nie rozumie. Ze wszyscy sa jacys 'dziwni' (moze nie wszyscy, ale wiekszosc osob) ze nikogo nie interesuje
Wlasnie ja sie tak troche czuje.. mam wrazenie, ze prawie nikt mnie nie rozumie. Ze wszyscy sa jacys 'dziwni' (moze nie wszyscy, ale wiekszosc osob) ze nikogo nie interesuje
może i faktycznie coś w tym jest.
Tez bardzo często miałam poczucie, że nikt mnie nie rozumie.
I powiem Ci, że doszłam w końcu do wniosku, że to nie chodzi o to, że mnie nikt nie rozumie, tylko że to JA nie rozumiem SIEBIE.
Nie szanowałam siebie, bo brnęłam w związek bez przyszłości, nie lubiłam siebie, bo myślałam, że to moja wina.
Obwiniałam się za czyjeś błędy, jednocześnie nie widząc swoich i, co za tym idzie, wciąż je powielając.
Sporo wody upłynęło zanim to zrozumiałam, ale dotarło do mnie, że dopóki nie zaakceptuję siebie, nie zrozumiem siebie-czego chcę- i nie zacznę działać ku temu, nie mam co liczyć na zrozumienie innych.
Prawdę mówiąc teraz te osoby, które mnie nie rozumiały,być może nie rozumieją mnie dalej, ale widzą moje nastawienie, moje poczucie wartości wewnątrz i doceniają to, szanują mnie.
A jeśli nie, to już się nie przejmuję tym, bo jestem dla siebie, nie dla nich.
a ja wiem ze mam depresje ale sie nie lecze bo bylam juz u kilku psychologow i jakos nic mi to nie daje. "Wesolych" tabletek tez nie chce, stracilam prace i nie wiem co mam robic ze swoim zyciem, mam 26 lat prawie i nawet sama nie wiem co chce robic, skonczylam nie te studia co trzeba i po prostu mam wszystkiego dosc, nie umiem napisac pozytywnego postu na dzien dzisiejszy
a ja wiem ze mam depresje ale sie nie lecze bo bylam juz u kilku psychologow i jakos nic mi to nie daje. "Wesolych" tabletek tez nie chce, stracilam prace i nie wiem co mam robic ze swoim zyciem, mam 26 lat prawie i nawet sama nie wiem co chce robic, skonczylam nie te studia co trzeba i po prostu mam wszystkiego dosc, nie umiem napisac pozytywnego postu na dzien dzisiejszy
Długo tak masz?
a ja wiem ze mam depresje ale sie nie lecze bo bylam juz u kilku psychologow i jakos nic mi to nie daje. "Wesolych" tabletek tez nie chce, stracilam prace i nie wiem co mam robic ze swoim zyciem, mam 26 lat prawie i nawet sama nie wiem co chce robic, skonczylam nie te studia co trzeba i po prostu mam wszystkiego dosc, nie umiem napisac pozytywnego postu na dzien dzisiejszy
Jestem w tym samym wieku, i tez mam teraz takie podejscie jak Twoje. Moze chcesz porozmawiac? Moze pomozemy sobie nawzajem?
I jeszcze co do wczesniejszej wypowiedzi - wiem, ze musze zaakceptowac siebie, a tego niestety zrobic na dzien dzisiejszy nie potrafie. Z jednej strony mam poczucie, ze nikt mnie nie rozumie, a z drugiej, ze wszyscy mnie zle odbieraja.
I jeszcze co do wczesniejszej wypowiedzi - wiem, ze musze zaakceptowac siebie, a tego niestety zrobic na dzien dzisiejszy nie potrafie. Z jednej strony mam poczucie, ze nikt mnie nie rozumie, a z drugiej, ze wszyscy mnie zle odbieraja.
W pierwszym zdaniu wyjaśniasz drugie zdanie.
Kurcze wiem, że to nie jest łatwe, nie dość, że wymaga czasu, to i samozaparcia. Też motywu, impulsu...
akacjaa napisał/a:I jeszcze co do wczesniejszej wypowiedzi - wiem, ze musze zaakceptowac siebie, a tego niestety zrobic na dzien dzisiejszy nie potrafie. Z jednej strony mam poczucie, ze nikt mnie nie rozumie, a z drugiej, ze wszyscy mnie zle odbieraja.
W pierwszym zdaniu wyjaśniasz drugie zdanie.
Kurcze wiem, że to nie jest łatwe, nie dość, że wymaga czasu, to i samozaparcia. Też motywu, impulsu...
Wiem ![]()
Ja sama nie potrafie wytlumaczyc tego co mam w glowie. Wiem tez ze za duzo analizuje, martwie sie na zapas,rozmyslam, i zanim wezme sie za cos najpiere 50 razy o tym pomysle i znajde duzo argumentow, zeby jednak tego nie robic.
Mam tez w glowie jakbym chciala zeby wygladalo moje zycie, i w ogole cala ja, a za chwile mam mysl ze w sumie po co mi to.. przeciez lezac w lozku jest mi dobrze. Poza tym jak wyjde gdzies, to marze tylko o tym zeby wrocic do domu, tutaj na forum tez jest latwiej, bo mozna swodobnie popisac, a jak rozmawiam z ludzmi w realu to czuje sie jak Ufo ![]()
Mam tez w glowie jakbym chciala zeby wygladalo moje zycie, i w ogole cala ja, a za chwile mam mysl ze w sumie po co mi to.. przeciez lezac w lozku jest mi dobrze.
Hej, to już dużo, to bardzo dużo ![]()
Pomyśl jaki kroczek (może być malutki) możesz na początek zrobić, żeby zacząć to realizować? (myśleć też można leżąc w łóżku
)
akacjaa napisał/a:Mam tez w glowie jakbym chciala zeby wygladalo moje zycie, i w ogole cala ja, a za chwile mam mysl ze w sumie po co mi to.. przeciez lezac w lozku jest mi dobrze.
Hej, to już dużo, to bardzo dużo
Pomyśl jaki kroczek (może być malutki) możesz na początek zrobić, żeby zacząć to realizować? (myśleć też można leżąc w łóżku)
tez slyszalam, ze zeby osiagnac duze rzeczy trzeba zaczac od tych malych.
Moze u mnie tez tkwi problem w tym, ze jak pomysle ile rzeczy trzeba zrobic zeby cos osiagnac to zaczynam sie tego bac (bo oczywiscie zakaldam, ze zaczne zmieniac jedna rzecz to na pewno jakas inna zacznie sie psuc)
chcialabym zeby ktos nade mna stal i mi mowil co mam robic, ale wiem ze tak to nie bedzie:)
chcialabym zeby ktos nade mna stal i mi mowil co mam robic, ale wiem ze tak to nie bedzie:)
Na pewno byś chciała?? A jakbyś z tym ktosiem odniosła sukces swoimi małymi kroczkami, a potem ten ktoś by Ci powiedział, ze to jego zasługa? Że bez niego byś sobie nie poradziła? Nie daj nikomu tej satysfakcji!!
Powiedz sobie: moje to, nie łoddom!!
akacjaa napisał/a:chcialabym zeby ktos nade mna stal i mi mowil co mam robic, ale wiem ze tak to nie bedzie:)
Na pewno byś chciała?? A jakbyś z tym ktosiem odniosła sukces swoimi małymi kroczkami, a potem ten ktoś by Ci powiedział, ze to jego zasługa? Że bez niego byś sobie nie poradziła? Nie daj nikomu tej satysfakcji!!
Powiedz sobie: moje to, nie łoddom!!
no tak, tez prawda.
Zebym odkryla siebie powinnam stanac na nogi sama.
napisalam tak bo ja bardzo wierze w ludzi, trudno mi uwierzyc ze np ktos moze byc zly, od razu takie osoby tlumacze, albo szukam winy w sobie, ktos cos zrobil zlego mnie to na pewno nie zrobil tego bez powodu.
Uhm ten watek nie o mnie, a ja tu smęcę ![]()
Anemonne napisał/a:akacjaa napisał/a:tak. wszyscy o tym wiedza, ale gdy np ma sie depresje, albo stan przed-depresyjny to wlasnie trudno jest sie 'wziac' w garsc, uwierz.
Depresja jest oczywiście inną sytuacją. Ale często zdarza się tak, że osoby będące w depresji nie robią nic, by z niej wyjść, na propozycje skorzystania z psychoterapii kręcą nosem i wolą np. iść do psychiatry po "wesołe tabletki".
Kiedyś znalazłam bardzo mądrą sentencję: "zanim zdiagnozujesz u siebie depresję, upewnij się, że nie jesteś otoczona przez idotów"
Miałam, całkiem niedawno w sumie, bardzo trudną sytuację-zostałam sama z 1,5 rocznym dzieckiem, drugie w brzuszku, tylko na zasiłku.
Żeby mieć z czego żyć, wyprowadziłam się do matki, swoje mieszkanie wynajęłam.
U matki pomieszkałam pół roku, musiałam się wyprowadzić, bo matka, mimo szczerych chęci, nie mogła mi pomóc (sama zmaga się z pewnymi słabościami).
Miałam to szczęście, że mogłam liczyć jeszcze na jedną osobę z rodziny, więc wyprowadziłam się od matki.
I wtedy, kiedy mniej więcej miałam juz poukładane, dopadła mnie depresja. Nie była powiązana z rozstaniem, ale z tym, że nie mam swojego miejsca, że tułam się po rodzinie, jestem od nich zależna, na ich łasce.Pół roku walczyłam ze sobą, przy pomocy leków też, nie ukrywam, ale przyszedł dzień kiedy mogłam sobie powiedzieć: ok, wystarczy, powinnam już dać sobie radę.
Nie było łatwo. Ale znalazłam pracę, pół roku później (znów) się wyprowadziłam, ale tym razem "na swoje".
Dalej nie jest łatwo, ale robię co mogę i... nie poddaję się.Czego wszystkim w trudnej sytuacji życzę.
bardzo mądre słowa.. zwłaszcza o depresji.. To forum .. pomoglo mi baaaaaaardzo i niezaprzeczalnie w jednej bardzo marej sprawie; dowiedzialam sie i juz mam pewność,że ze mna wszystko ok. To ludzie( nieliczni dzieki Bogu) sa obok mnie nie halo.. to od niech bierze się problem.. co za ulga ![]()
Malwina!
To było wiadomo od początku.....
Wątpiłaś? Bo ja nie!
![]()
Uhm ten watek nie o mnie, a ja tu smęcę
Nie smęcisz
W końcu jesteśmy w wątku, gdzie dziewczyny powinny unieść głowę do góry:)
Grunt to znaleźć jakiś pozytyw, choćby najmniejszy.
Malwina69 miło to czytać
i fakt, ci "nie halo" są na szczęście nieliczni.
Nawet nie wiecie ilu pozytywnych ludzi "odkryłam" od czasu, kiedy przestałam zwracać uwagę na tych "nie halo"
Malwina!
To było wiadomo od początku.....
Wątpiłaś? Bo ja nie!
![]()
![]()
![]()
To pozazdrościć pogody ducha!!
Tegan napisał/a:a ja wiem ze mam depresje ale sie nie lecze bo bylam juz u kilku psychologow i jakos nic mi to nie daje. "Wesolych" tabletek tez nie chce, stracilam prace i nie wiem co mam robic ze swoim zyciem, mam 26 lat prawie i nawet sama nie wiem co chce robic, skonczylam nie te studia co trzeba i po prostu mam wszystkiego dosc, nie umiem napisac pozytywnego postu na dzien dzisiejszy
Długo tak masz?
w sumie od kiedy pamietam, juz jako dziecko nie bylam wulkanem radosci, ciagle sie balam smierci, chorob, a teraz niby jestem wyksztalcona mam narzeczonego niedlugo slub a mnie nic nie cieszy nie mam kasy zasilek mi nie przysluguje, kredyt na mieszkanie mi ojciec splaca i psioczy na mnie mam dosc a najgorsze jest to ze jak ktos mnie pyta co bym chciala w zyciu robic zeby mnie praca satysfakcjonowala to nie wiem, nie mam pojecia, nic nie jest w stanie mnie na dluzej zainteresowac
akacja jasne ze mozemy pogadac ![]()
Nic co ludzkie... napisał/a:Tegan napisał/a:a ja wiem ze mam depresje ale sie nie lecze bo bylam juz u kilku psychologow i jakos nic mi to nie daje. "Wesolych" tabletek tez nie chce, stracilam prace i nie wiem co mam robic ze swoim zyciem, mam 26 lat prawie i nawet sama nie wiem co chce robic, skonczylam nie te studia co trzeba i po prostu mam wszystkiego dosc, nie umiem napisac pozytywnego postu na dzien dzisiejszy
Długo tak masz?
w sumie od kiedy pamietam, juz jako dziecko nie bylam wulkanem radosci, ciagle sie balam smierci, chorob, a teraz niby jestem wyksztalcona mam narzeczonego niedlugo slub a mnie nic nie cieszy nie mam kasy zasilek mi nie przysluguje, kredyt na mieszkanie mi ojciec splaca i psioczy na mnie mam dosc a najgorsze jest to ze jak ktos mnie pyta co bym chciala w zyciu robic zeby mnie praca satysfakcjonowala to nie wiem, nie mam pojecia, nic nie jest w stanie mnie na dluzej zainteresowac
akacja jasne ze mozemy pogadac
mam naprawde bardzo podobnie, z tym ze narzeczny mnie zostawil bez slowa wyjasnienia. mieszkania nie mam , za to do splacania rozne rzeczy tak..
wiec czekam na maila jak cos ![]()
dziewczyny co zrobic? jak to zmienic skoro nic nie pomaga, nie mam do niczego motywacji, jak cos mnie zajmie to na chwile, teraz nie mam pracy i nie mam za co żyć, mam dość
UWAGA: to wszystko zależy od Was! Jeśli będziecie pewne siebie i potrafiły cieszyć się życiem, nikt Was nie potraktuje jak wagon i nikt nie będzie się z Wami rozstawał!
Jest małe ale... zakochana kobieta głupieje ![]()
Idiowacieje, jest zaślepiona, nie myśli racjonalnie... zaczyna dawać z siebie wszystko, a potem dostaje kopa...
Są takie, które jak piszesz są pewne siebie i cieszą się życiem, podziwiam je za to, mam nadzieję, że i mi się udało to osiągnąć, ale miłość to przewrotne uczucie...
dziewczyny co zrobic? jak to zmienic skoro nic nie pomaga, nie mam do niczego motywacji, jak cos mnie zajmie to na chwile, teraz nie mam pracy i nie mam za co żyć, mam dość
A co z Twoim narzeczonym? Nie wspiera Cię?
Jakoś nie ma go w Twoich wypowiedziach...
jakie masz wyksztalcenie? szukasz pracy ? wlasnie i co z Twoim narzecoznym?
mam naprawde bardzo podobnie, z tym ze narzeczny mnie zostawil bez slowa wyjasnienia. mieszkania nie mam , za to do splacania rozne rzeczy tak..
wiec czekam na maila jak cos
Też masz nieciekawie...
Jak sobie radzisz?
Dajesz radę??
akacjaa napisał/a:mam naprawde bardzo podobnie, z tym ze narzeczny mnie zostawil bez slowa wyjasnienia. mieszkania nie mam , za to do splacania rozne rzeczy tak..
wiec czekam na maila jak cos
Też masz nieciekawie...
Jak sobie radzisz?
Dajesz radę??
szczerze to nie wiem.. powinnam czuc sie ogolnie z dnia na dzien lepiej, a u mnie jest gorzej, siedze rozmyslam analizuje, a jeszcze przed chwila zaczelam ogladac zdjecia
eh
szczerze to nie wiem.. powinnam czuc sie ogolnie z dnia na dzien lepiej, a u mnie jest gorzej, siedze rozmyslam analizuje, a jeszcze przed chwila zaczelam ogladac zdjecia
eh
To normalne, tęsknisz. Poza tym czujesz się skrzywdzona. Zostawił Cię bez słowa wyjaśnienia... hmm niezbyt dobrze to o nim świadczy.
akacja napisał/a:szczerze to nie wiem.. powinnam czuc sie ogolnie z dnia na dzien lepiej, a u mnie jest gorzej, siedze rozmyslam analizuje, a jeszcze przed chwila zaczelam ogladac zdjecia
ehTo normalne, tęsknisz. Poza tym czujesz się skrzywdzona. Zostawił Cię bez słowa wyjaśnienia... hmm niezbyt dobrze to o nim świadczy.
Chyba tak, ale temu wszystkiemu towarzyszlo bardzo straszne wydarzenie. Troche go tym tlumacze, mysle ze jakby sie odezwal to i tak bym do niego pojechala.. nawet ze wzgledu na ta sytuacje ktora go spotkala.. wszyscy mi mowia, ze to go nie usprawiedliwia i tak sie nie robi. Ja naprawde zrobilam wsyztsko co w mojej mocy, chyba nawet za duzo. Gdy pytalam co z nami? czy to wszystko nie bylo dla niego wazne i czy nie jest to uslyszalam, ze on na razie nie ma glowy do takich tematow, i zebym mu na razie dala spokoj.. po czym powiedzial, ze sie do mnie kiedys odezwie, ale widzialam w jego oczach ze chyba powiedzial to tak dla spokoju
. tez mi wysylal sprzeczne informacje, bo mowil zebym dala mu spokoj, nie odbeieral telefonow, nie odpisywal na smsy, gdy pojechalam do niego to byl chamski, a gdy juz odjezdzalam to powiedzial zebym mu napisala smsa jak dojade do domu... eh, chyba niepotrzebnie to analizuje:( przepraszam ze sie tu uzalam, zlapal mnie jakis dol znowu
narzeczony jest i uwaza ze mnie wspiera ale on juz nie daje rady z moimi problemami, dla mnie zawsze jest za malo tego co on robi
Nie wiem co to za wydarzenie, ale odnoszę wrażenie, że nie zależy mu na Tobie. Planowaliście wspólną przyszłość, na dobre i na złe, a teraz, w złej chwili, trudnej, on Cię zostawia.
Z tego co piszesz wynika, że liczy na Twoją inicjatywę wyłącznie, a nawet o całkowite załatwienie problemu.
Oczywiście każdy kij ma 2 końce, ale nie zrzucasz winy na niego, nawet go bronisz, więc wnioskuję, że więcej wnosiłaś do tego związku niż on.
Kobiety tak mają, poświęcenie, oddanie, zatracenie siebie w imię miłości dla niego...
Im więcej siebie dajesz, tym mniej Cię zostaje...
narzeczony jest i uwaza ze mnie wspiera ale on juz nie daje rady z moimi problemami, dla mnie zawsze jest za malo tego co on robi
A co Ty uważasz?
Nie wiem co to za wydarzenie, ale odnoszę wrażenie, że nie zależy mu na Tobie. Planowaliście wspólną przyszłość, na dobre i na złe, a teraz, w złej chwili, trudnej, on Cię zostawia.
Z tego co piszesz wynika, że liczy na Twoją inicjatywę wyłącznie, a nawet o całkowite załatwienie problemu.
Oczywiście każdy kij ma 2 końce, ale nie zrzucasz winy na niego, nawet go bronisz, więc wnioskuję, że więcej wnosiłaś do tego związku niż on.
Kobiety tak mają, poświęcenie, oddanie, zatracenie siebie w imię miłości dla niego...
Im więcej siebie dajesz, tym mniej Cię zostaje...
wiem..
Skomplikowane to wszystko, nie mowie ze ja jestem bez winy, bo podczas calej tej.. sytuacji.. ja tez sie unioslam, krzyknelam nawet. Ale prawda jest ze w zwiazkach chodzi o to, zeby byc na dobre i na zle. Troche trudno mi uwierzyc w to, ze on tak po prostu mogl nie odpisac na ani jednego smsa pisanego do niego przez 3 tyg, nie odebrac telefonu, wyjsc wyszedl do mnie jak przyjezdzalam ale zbywal mnie, byl chamski, nie pozwolil sie dotknac... boli mnie, ze on na pewno nawet o mnie nie mysli, i tak teraz bedzie mogl spokojnie zyc dalej.. a ja sie bede zadreczac. No ale nic to w sumie chyba temat rzeka, i tak niczego sie nie dowiem takim rozmyslaniem. Musze zaakceptowac to, ze on sie juz nigdy nie odezwie.
No i to jest ta nie zrozumiana kwestia. Jak na osobę, z którą miałaś dzielić życie, zachowuje się jak zwykły cham i prostak.
Przykro mi, ale z tej mąki chleba raczej nie bedzie.
Jak on sobie wyobraża waszą przyszłość??
Pierwszy lepszy problem i on znika, a Ty radź sobie sama?
No i to jest ta nie zrozumiana kwestia. Jak na osobę, z którą miałaś dzielić życie, zachowuje się jak zwykły cham i prostak.
Przykro mi, ale z tej mąki chleba raczej nie bedzie.
Jak on sobie wyobraża waszą przyszłość??
Pierwszy lepszy problem i on znika, a Ty radź sobie sama?
Kurcze, masz takie samo zdanie jak wszyscy..a jestes konretnie postronna osoba. Chyba naprawde powinnam sama tak zaczac myslec.
On pewnie sobie nic nie wyobraza, bo na razie wyglada to tak, ze on nawet nigdy nic nie czul, bo inaczej nie potrafilby sie az tak zachowac.. jestem tego pewna. Zastanawiam sie tez po co to wszystko bylo. Moze dla zabicie czasu, albo moze bylo mu tak wygodnie.. nie wiem.
O zwiazku to raczej juz mowy nie ma, po pierwsze on sie nie odezwie, a po drugie.. nie potrafilabym mu zaufac, bo tak jak mowisz bylby pierwszy lepszy problem a on by znowu uciekl..
Wydaje mi sie tez, ze za duzo od siebie dalam, w sensie plaszczylam sie przed nim ,dalam sie ponizac gdy on mi mowil 'spadaj' 'zostaw mnie' 'rob se co chcesz' 'pisz co chcesz' to ja cala sie trzesac lagodnym glosem mowilam ze i tak mu pomoge ze poczekam itp. On mi dawal w morde, a ja go jeszcze chcialam przytulac. Kilka osob mi powiedzialo, ze to byl moj blad, bo on zobaczyl jaka jestem slaba, i ze i tak i tak bym w kazdej chwili do niego poleciala. Ale byl w takie jsytuacji, ze odrzucilam cale myslenie o sobie bo tak strasznie chcialam mu pomoc..
Wydaje mi sie tez, ze za duzo od siebie dalam, w sensie plaszczylam sie przed nim ,dalam sie ponizac gdy on mi mowil 'spadaj' 'zostaw mnie' 'rob se co chcesz' 'pisz co chcesz' to ja cala sie trzesac lagodnym glosem mowilam ze i tak mu pomoge ze poczekam itp. On mi dawal w morde, a ja go jeszcze chcialam przytulac. Kilka osob mi powiedzialo, ze to byl moj blad, bo on zobaczyl jaka jestem slaba, i ze i tak i tak bym w kazdej chwili do niego poleciala. Ale byl w takie jsytuacji, ze odrzucilam cale myslenie o sobie bo tak strasznie chcialam mu pomoc..
akacjaa proszę Cię... zatraciłaś CAŁĄ siebie w imię tej miłości. I co dostałaś w zamian??
Proszę Cię, nie daj się więcej poniżać. Na 1000% jesteś więcej warta niż jemu się wydaje!!
"zostaw mnie", "rób co chcesz" ??
Chcesz te słowa słyszeć całe życie??
akacjaa napisał/a:Wydaje mi sie tez, ze za duzo od siebie dalam, w sensie plaszczylam sie przed nim ,dalam sie ponizac gdy on mi mowil 'spadaj' 'zostaw mnie' 'rob se co chcesz' 'pisz co chcesz' to ja cala sie trzesac lagodnym glosem mowilam ze i tak mu pomoge ze poczekam itp. On mi dawal w morde, a ja go jeszcze chcialam przytulac. Kilka osob mi powiedzialo, ze to byl moj blad, bo on zobaczyl jaka jestem slaba, i ze i tak i tak bym w kazdej chwili do niego poleciala. Ale byl w takie jsytuacji, ze odrzucilam cale myslenie o sobie bo tak strasznie chcialam mu pomoc..
akacjaa proszę Cię... zatraciłaś CAŁĄ siebie w imię tej miłości. I co dostałaś w zamian??
Proszę Cię, nie daj się więcej poniżać. Na 1000% jesteś więcej warta niż jemu się wydaje!!
"zostaw mnie", "rób co chcesz" ??
Chcesz te słowa słyszeć całe życie??
nie, nie chce. dlatego na zwiazek z nim dalszy i tak mowy nie ma.
gdyby zadzownil to pojechalabym porozmawiala, bo ja i tak uwazam ze powinnismy to chociaz jakos nalezycie zakonczyc, ze zasluguje chociaz na to zeby mi w twarz powiedzial, ze to koniec. A jego nawet na to nie stac..
pojechalabym, pomogla, ze wzgledu na jego sytuacje, ale na pewno bym z nim nie byla. Znam swoja wartosc i nie pozwole sie tak traktowac. On nigdy mnie tak nie traktowal w naszym zwiazku, zawsze to ja bylam ta twardsza, nie bylo mowy o takim zachowaniu czy slowie z jego strony. To wszystko w nim pojawilo sie nagle, z dnia na dzien (albo po prostu wczesniej to ukrywal) i tak dalam sie ponizyc, on mi obojetnym tonem mowil 'pisz se jak chcesz' a ja nic zlego nie odpowiedzialam, nie krzyknelam, ze wzgledu na okolicznosci, ktore w moim odczuciu go troche usprawiedliwiaja, ale w takim stopniu, ze gdyby sie odezwal to bym mu pomogla, ale na pewno nie wrocila - bo nie chce takiego zycia.
I tak trzymaj!!
TYlko nie rozumiem tej chęci pomagania mu... bąd co bądź dorosły facet. Jeśli sam nie potrafi zmierzyć się ze swoimi problemami, to nikt, naprawdę NIKT mu nie pomoże. Nawet Ty.
Nie bierz odpowiedzialności za dorosłego człowieka. To Cię wykończy!
46 2013-02-01 23:24:51 Ostatnio edytowany przez akacjaa (2013-02-01 23:27:01)
I tak trzymaj!!
TYlko nie rozumiem tej chęci pomagania mu... bąd co bądź dorosły facet. Jeśli sam nie potrafi zmierzyć się ze swoimi problemami, to nikt, naprawdę NIKT mu nie pomoże. Nawet Ty.
Nie bierz odpowiedzialności za dorosłego człowieka. To Cię wykończy!
wiem.. ale ja tak chyba po prostu mam.
Po prostu ja w takiej sytuacji nie chcialabym zostac sama, moze tez bym roznie zareagowala, rozumiem to, naprawde. Jest dorosly, wiem o tym. Ale mysle ze i tak bym mu pomogla, zwlaszcza ze ta sytuacja mnie troche tez dotknela, sama sobie z nia nie radze, i gdy pomysle jak on sie musi czuc to az mnie serce sciska.
Moze ja zle podchodze do tego wszystkiego
juz chyba bym wolala zeby sie odezwal i powiedzial po prostu ze u niego wszystko w porzadku, bo tez juz rozne mysli mialam. Ale fakt jest dorosly, ja chcialam byc przy nim i mu pomagac a on swiadomie mnie odtracil.
I tez nie moge pojac, ze on w takiej sytuacji odtracil wszelka pomoc i wszystkich, bo to juz nie chodzi, ze on sie tylko do mnie przestal odzywac, on urwal kontakt ze znajomnymi (chociaz nie wiem jak jest teraz), z wlasna babcia i częscia rodziny. Od wszystkiego i wszystkich sie odcial. Ja w takiej sytuacji chcialabym byc przy kims, chcialabym pomocy od kazdego, a on w zupelnie inna strone
I tez nie moge pojac, ze on w takiej sytuacji odtracil wszelka pomoc i wszystkich, bo to juz nie chodzi, ze on sie tylko do mnie przestal odzywac, on urwal kontakt ze znajomnymi (chociaz nie wiem jak jest teraz), z wlasna babcia i częscia rodziny. Od wszystkiego i wszystkich sie odcial. Ja w takiej sytuacji chcialabym byc przy kims, chcialabym pomocy od kazdego, a on w zupelnie inna strone
Skoro on sam nie chce, to nie pomożesz mu na siłę.
Tym bardziej, że wyraźnie Ci powiedział, że nie chce Twojej pomocy.
Tegan napisał/a:narzeczony jest i uwaza ze mnie wspiera ale on juz nie daje rady z moimi problemami, dla mnie zawsze jest za malo tego co on robi
A co Ty uważasz?
ja uważam że jest ze mną źle i na jego miejscu kopnęłabym mnie w dupe
Nic co ludzkie... napisał/a:Tegan napisał/a:narzeczony jest i uwaza ze mnie wspiera ale on juz nie daje rady z moimi problemami, dla mnie zawsze jest za malo tego co on robi
A co Ty uważasz?
ja uważam że jest ze mną źle i na jego miejscu kopnęłabym mnie w dupe
Chyba facet ma nie lada cierpliwość do Ciebie...
Ty w ogóle chcesz z nim być, czy jesteś bo jesteś?
Chcesz za niego wyjść z miłości, czy dlatego, że Ci się oświadczył?
Pisałaś na któryś poście, że nie lubisz dzieci i raczej nie chcesz mieć? A on chce?
A Ty wiesz czego chcesz od życia, czy tylko dajesz się przez nie prowadzić?
Studia nie te, narzeczony nie ten... Pisałaś coś o ojcu, że ma pretensje za Twój kredyt... Czy Twoje poczynania przypadkiem nie są tylko po to, by Ojca usatysfakcjonować? Bo coś mało w Twoich poczynaniach Ciebie...
Tegan napisał/a:Nic co ludzkie... napisał/a:A co Ty uważasz?
ja uważam że jest ze mną źle i na jego miejscu kopnęłabym mnie w dupe
Chyba facet ma nie lada cierpliwość do Ciebie...
Ty w ogóle chcesz z nim być, czy jesteś bo jesteś?
Chcesz za niego wyjść z miłości, czy dlatego, że Ci się oświadczył?
Pisałaś na któryś poście, że nie lubisz dzieci i raczej nie chcesz mieć? A on chce?
A Ty wiesz czego chcesz od życia, czy tylko dajesz się przez nie prowadzić?
Studia nie te, narzeczony nie ten... Pisałaś coś o ojcu, że ma pretensje za Twój kredyt... Czy Twoje poczynania przypadkiem nie są tylko po to, by Ojca usatysfakcjonować? Bo coś mało w Twoich poczynaniach Ciebie...
tez nasuwaja mi sie takie wnioski..
ja dzisaj mialam jakis mega ciezki humor, od rana czulam sie taka slaba, ze usiadlam i godzine ryczalam, gdyby nie fakt, ze musialam isc do pracy to pewnie zaryczalabym sie jeszcze bardziej. W pracy za to bylam najperw obojetna, potem smutna, potem zla. Mialam/mam tysiac mysli w glowie i najchetniej bym sie ich pozbyla, szkoda, ze to nie takie proste.
Tak analizowalam to co wczoraj tu napisalam (tak wiem ja ciagle analizuje
), i faktycznie zrobilam z siebie totalna idiotke tak sie ponizajac przed nim. Moglam mu w twarz wykrzyczec ze zadam tego, zeby sie okreslil. Ze gdy mi przez telefon powiedzial 'no przyjedz jak chcesz' to pojechalam. Ze on mi plul, a ja nie zareagowalam, przez to tez czuje sie taka ponizona i slaba.. nie chce sie uzalac, nie o to mi chodiz, nie potrzebuje niczyjej litosci, ani nic.. nawet zauwazam ze jej nie chce, jak ktos na sile traktuje mnie na zasadzie 'biedna Ty.." to mam ochote pogryz. Bardziej chodzi mi o samo wygadanie sie, tak mi jest latwiej, gdy moge te mysli chociaz wyrzucic tutaj..
Tegan napisał/a:Nic co ludzkie... napisał/a:A co Ty uważasz?
ja uważam że jest ze mną źle i na jego miejscu kopnęłabym mnie w dupe
Chyba facet ma nie lada cierpliwość do Ciebie...
Ty w ogóle chcesz z nim być, czy jesteś bo jesteś?
Chcesz za niego wyjść z miłości, czy dlatego, że Ci się oświadczył?
Pisałaś na któryś poście, że nie lubisz dzieci i raczej nie chcesz mieć? A on chce?
A Ty wiesz czego chcesz od życia, czy tylko dajesz się przez nie prowadzić?
Studia nie te, narzeczony nie ten... Pisałaś coś o ojcu, że ma pretensje za Twój kredyt... Czy Twoje poczynania przypadkiem nie są tylko po to, by Ojca usatysfakcjonować? Bo coś mało w Twoich poczynaniach Ciebie...
Ma cierpliwość oj ma, bo to bardzo spokojny człowiek, moje przeciwieństwo.
Chcę z nim być.
Wychodze za niego z miłości, choć nie jest ideałem, ma cechy które mnie wkurzają i wiem że może być z tego problem, ale kocham.
Co do dzieci to on ma takie samo zdanie.
Jeśli chodzi o to czego chcę od życia to chcę spokoju i miłości, mieć za co żyć, to mi wystarczy, nie potrzebuję nic wielkiego, ale jednocześnie nie wiem co chcę robić, nic mnie nie cieszy i nie zatrzymuje na dłużej.
Mojego ojca nie da się usatysfakcjonowac i wręcz robię wszytsko żeby było na odwrót niż on chce.
Mnie mało bo sama nie wiem kim jestem, co chcę, nawet do końca nie wiem jakiej jestem orientacji a co dopiero na inne tematy, nie wiem gdzie chciałabym pracować, nawet nie umiem określić jakie filmy lubie, wszystko jest dla mnie takie nijakie.
Nic co ludzkie... napisał/a:Tegan napisał/a:ja uważam że jest ze mną źle i na jego miejscu kopnęłabym mnie w dupe
Chyba facet ma nie lada cierpliwość do Ciebie...
Ty w ogóle chcesz z nim być, czy jesteś bo jesteś?
Chcesz za niego wyjść z miłości, czy dlatego, że Ci się oświadczył?
Pisałaś na któryś poście, że nie lubisz dzieci i raczej nie chcesz mieć? A on chce?
A Ty wiesz czego chcesz od życia, czy tylko dajesz się przez nie prowadzić?
Studia nie te, narzeczony nie ten... Pisałaś coś o ojcu, że ma pretensje za Twój kredyt... Czy Twoje poczynania przypadkiem nie są tylko po to, by Ojca usatysfakcjonować? Bo coś mało w Twoich poczynaniach Ciebie...Ma cierpliwość oj ma, bo to bardzo spokojny człowiek, moje przeciwieństwo.
Chcę z nim być.
Wychodze za niego z miłości, choć nie jest ideałem, ma cechy które mnie wkurzają i wiem że może być z tego problem, ale kocham.
Co do dzieci to on ma takie samo zdanie.
Jeśli chodzi o to czego chcę od życia to chcę spokoju i miłości, mieć za co żyć, to mi wystarczy, nie potrzebuję nic wielkiego, ale jednocześnie nie wiem co chcę robić, nic mnie nie cieszy i nie zatrzymuje na dłużej.
Mojego ojca nie da się usatysfakcjonowac i wręcz robię wszytsko żeby było na odwrót niż on chce.
Mnie mało bo sama nie wiem kim jestem, co chcę, nawet do końca nie wiem jakiej jestem orientacji a co dopiero na inne tematy, nie wiem gdzie chciałabym pracować, nawet nie umiem określić jakie filmy lubie, wszystko jest dla mnie takie nijakie.
co do tego ze nie wiesz co cchesz robic, kim byc itp to Cie rozumiem bo mam tak samo..
jedna rada jest chyba na to wszystko - trzeba probowac.. wiem, ze latwo mowic, bo sama tez nie potrafie sie za nic wziac i tak tkwie od kilku lat w miejscu, a nawet mam wrazenie, ze sie cofam bo nic nie osiagam nowego, a to tez doluje
Życie jest takie , jakie sobie je sami tworzymyy ..
Życie jest takie , jakie sobie je sami tworzymyy ..
Chyba nie do konca..
no wlasnie, nigdy nie stworze siebie jak spadkobierczyni Billa Gates'a
Nie lubie takich sloganów bez sensu:)
56 2013-02-05 23:42:19 Ostatnio edytowany przez akacjaa (2013-02-05 23:42:41)
Na nasze swiadome decyzje, mamy wplyw owszem, ale na decyzje innych osob, ich zachowania itp niestety juz nie, a czesto nasze zachowanie/humor/samopoczucie, zalezy niestety od tej drugiej osoby.
U mnie raz lepiej raz gorzej, wczoraj mialam mocniejszy dzien, dzisiaj wracalam z pracy i cala droge plakalam. Widocznie jakos musze sobie z tym radzic - na swoj sposob.
Nic co ludzkie... jestes tu jeszcze czasami? ![]()
Na nasze swiadome decyzje, mamy wplyw owszem, ale na decyzje innych osob, ich zachowania itp niestety juz nie, a czesto nasze zachowanie/humor/samopoczucie, zalezy niestety od tej drugiej osoby.
Witam Dziewczyny...
Masz rację akacjaa , gdyby tak nie było, ludzie nie kłóciliby się i nie byłoby nieporozumień...
Zaglądam tu codziennie, ale nie udzielam się, bo sama próbuję z sobą dojść do ładu (co mi się nie udaje).
Możesz zajrzeć na mój pierwszy post (chociaż za wiele to nie mówi) http://www.netkobiety.pl/t48849.html,
ale jeszcze nie mogę tego... przeboleć.
Pomyliłam się, cholernie się pomyliłam
uwierzyłam, bo chciałam uwierzyć, a teraz wyrzucam sobie swoją naiwność, że się zakochałam jak głupia ![]()
Ale nie żałuję, to było piękne pół roku w moim życiu.
I tylko czasem coś tak ściska w gardziołku....
akacjaa u Ciebie mam nadzieję lepiej?
A co u Tegan?
akacjaa napisał/a:Na nasze swiadome decyzje, mamy wplyw owszem, ale na decyzje innych osob, ich zachowania itp niestety juz nie, a czesto nasze zachowanie/humor/samopoczucie, zalezy niestety od tej drugiej osoby.
Witam Dziewczyny...
Masz rację akacjaa , gdyby tak nie było, ludzie nie kłóciliby się i nie byłoby nieporozumień...
Zaglądam tu codziennie, ale nie udzielam się, bo sama próbuję z sobą dojść do ładu (co mi się nie udaje).
Możesz zajrzeć na mój pierwszy post (chociaż za wiele to nie mówi) http://www.netkobiety.pl/t48849.html,
ale jeszcze nie mogę tego... przeboleć.
Pomyliłam się, cholernie się pomyliłamuwierzyłam, bo chciałam uwierzyć, a teraz wyrzucam sobie swoją naiwność, że się zakochałam jak głupia
Ale nie żałuję, to było piękne pół roku w moim życiu.
I tylko czasem coś tak ściska w gardziołku....akacjaa u Ciebie mam nadzieję lepiej?
A co u Tegan?
U mnie raz lepiej, raz gorzej. Jeśli chodzi o NIEGO to lepiej, jakoś mam to coraz bardziej gdzieś..
Czytam Twój wątek, jego ostatnie zachowanie jest takie jak tego 'mojego'. Też nic nie odpowiadał, był chamski, wyszłam i cisza, oczywiście ja jak głupia pisałam jeździłam i dzwoniłam jeszcze przez 2 tyg.
Liczą się fakty - jak ktoś tak robi to na pewno mu nie zależy, a wszystko wcześniejsze nie było prawdziwe. Ja sobie to tak tłumaczę. "Mój' nie odzywa się do tej pory i szczerze wątpię, że się odezwie. Może się odezwie gdy będzie chciał pierścionek
Głowy do góry, wiem, że łatwo pisać. Najlepiej przestać się zastanawiać dlaczego ten ktoś tak zrobił, ja przestałam i jest lepiej.. czasem oczywiście mnie coś złapie i zaczynam płakać, ale nawet mi nie zależy żeby się odezwał..
Czytam Twój wątek, jego ostatnie zachowanie jest takie jak tego 'mojego'. Też nic nie odpowiadał, był chamski, wyszłam i cisza, oczywiście ja jak głupia pisałam jeździłam i dzwoniłam jeszcze przez 2 tyg.
Liczą się fakty - jak ktoś tak robi to na pewno mu nie zależy, a wszystko wcześniejsze nie było prawdziwe. Ja sobie to tak tłumaczę.
No właśnie
dobrze mówisz, też sobie to wmawiam - nie ważne co mówił i robił wcześniej - ważne, że TERAZ pokazuje, że mu nie zależy.
I też mam tak jak Ty.... mimo, że gdzieś tam podświadomie czekam, aż się odezwie, to nie chcę żeby się odezwał. Nie chcę żeby dłużej trwało "pozbywanie" się go z moich myśli.
Czytam różne wątki, i tak jak autorka tego postu, jestem przerażona ogromem nieszczęść ![]()
Kiedyś, jak byłam młodsza, pytałam Babci, czemu dobra dziewczyna "dostaje" złego chłopaka ( a dobry chłopak złą dziewczynę ), to mi powiedziała, że żeby było po równo (miało to też podłoże religijne, ale ciut niewierząca jestem, więc nie będę tego przytaczać), to tak w skrócie.
Niezbyt to optymistyczne, wychodzi na to, że nie ma sensu w ogóle się wiązać.
Dlatego też moim zdaniem, jednym udaje się dobrać od razu, a inni troszkę się muszą z tym pomęczyć.
Dla stawiających pytanie: "Ale dlaczego ja?" polecam obejrzeć polsatowski "k/hit" pod tym samym tytułem, od razu odechce się pytać ;D
A że nawet te najbardziej dobrane pary/małżeństwa miewają gorsze dni, więc myślę, że i dla tych "mniej dobranych" zaświeci w końcu Słoneczko i znajdą swoją drugą połówkę ;D
(A jak nie to do monopolowego ;D)
Może tak jest, że dobre osoby dostają te złe, żeby było po równo.. aaale znam masę małżeństw, którzy są dla siebie kochani i naprawdę dobrzy ![]()
wiem jedno - nie warto swoich łez czasu i myśli poświęcać na złych ludzi. na ludzi którzy nas krzywdzą. najlepiej się odciąć od nich. ja wierze, ze na świecie są dobrzy ludzie, bo sama takich znam i sama taka jestem
nie mowie, ze jestem chodzącym ideałem bo tez mam charakterek.
Ja też jestem przerażona ogromem zła, ale wiem, że się na to nic nie poradzi.. niestety ![]()
wczoraj na demotach znalazłam taki filmik .. bardzo mnie wzruszył (bo ja chciałabym, żeby wszyscy byli dobrzy)
http://demotywatory.pl/4042335/Odrobina-zrozumienia-dla-innych (źródło demotywatory.pl)
Najrozsądniej jest podnieść głowę do góry,i iść dalej, bo rozpamiętywanie osób którzy nie są tego warci jest totalnie bez sensu, a na dłuższą metę dołujące. Wydaje mi się, ze ani ten Twój Kochany, ani Mój, nawet przez chwile teraz o nas nie myślą.
Wiesz, chciałabym go kiedyś spotkać, wtedy kiedy już się za siebie wezmę.. kiedy doprowadzę się do porządku, z wyglądem, z swoja samoocena, kiedy będę się uśmiechać do ludzi.. i wtedy gdy go spotkam po prostu się uśmiechnę i powiem "hej" po czym pójdę dalej, a w sercu nie będę czuła ani dumy, ani pogardy.. po prostu przywitam się z nim jak z osoba którą znam i bez myślenia ani chwili o nim pójdę dalej.. wiem ze to banalne.
Najrozsądniej jest podnieść głowę do góry,i iść dalej, bo rozpamiętywanie osób którzy nie są tego warci jest totalnie bez sensu, a na dłuższą metę dołujące. Wydaje mi się, ze ani ten Twój Kochany, ani Mój, nawet przez chwile teraz o nas nie myślą.
Trafiłaś w sedno, a my jak te... siedzimy i myślimy.
Wiesz, mówią, że coś co się dzieje, zawsze jest po coś.
Przeanalizowałam swój krótki, bo krótki, ale związek i znalazłam naukę dla siebie.
Wpadła mi w ręce książeczka "Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy" - i na prawdę gorąco polecam.
Nie jest to poradnik o tym jak się stać zołzą, żeby facet Cię (i tylko Cię) słuchał. Nie, chodzi o to, by nie zatracać siebie w związku z mężczyzną, by zachować swoje Ja, godność i szacunek do siebie, i aby odejść, gdy to jest naruszane.
Zrozumiałam, że pomału zaczynałam więcej dawać niż brać, więc zaczął więcej brać niż dawać.
A gdy pokazałam, że pewne zachowania mi nie odpowiadają, odstawił mnie w kąt, zapomniał, nie znaju...
Dotarło do mnie, gdzie bym zabrnęła, gdybym ( w imię źle pojętej miłości ) uparła się ciągnąć to dalej. Wycyckałby mnie z sił witalnych na amen, pozbawił szacunku do siebie, wdeptując w ziemię i może, powtarzam może!, czasem rzuciłby ochłapy.
Kobiety kochają za bardzo. Jest tu nawet wątek o tym (swoją drogą jest super!!). Głupieją i ślepną na wyraźne oznaki pod wpływem miłości, dają z siebie coraz i coraz więcej, dostając coraz to mniej.
Myślałam nie raz o tym, co się stało, że się (u mnie) posypało.
Ale wzięłam "pod lupę" nasze pierwsze spotkanie i powiem Ci, że już wtedy zauważyłam pewne zachowanie, które mi się nie spodobało (i powinno dać do myślenia). Nie dało do myślenia, przymknęłam oko i w niekrótkim czasie okazało się, że jednak powinnam.
Tak jak mówiłam wcześniej, nie żałuję, fajnie nam było, co nieco nauki wyniosłam z tego, a zapomnieć może w końcu zapomnę.
A uśmiecham się prawie cały czas, chociaż w 99% nie mam ochoty, ale może w ten sposób wpadnę w uśmiechowy nałóg? ;D
Myślałam nie raz o tym, co się stało, że się (u mnie) posypało.
Ale wzięłam "pod lupę" nasze pierwsze spotkanie i powiem Ci, że już wtedy zauważyłam pewne zachowanie, które mi się nie spodobało (i powinno dać do myślenia). Nie dało do myślenia, przymknęłam oko i w niekrótkim czasie okazało się, że jednak powinnam.
Zapewniam Cię z własnego doświadczenia - analizy "krok po kroku", że jak się dobrze przyjrzysz Waszej i Waszych - pozostałych forumowiczów relacjach w związku - nawet zamieniając lupę na mikroskop - to dostrzeżesz więcej takich "kwiatków".
Pod pozostałą częścią Twojej wypowiedzi nie pozostaje mi nic innego jak się podpisać w ramach poparcia.
akacjaa napisał/a:Najrozsądniej jest podnieść głowę do góry,i iść dalej, bo rozpamiętywanie osób którzy nie są tego warci jest totalnie bez sensu, a na dłuższą metę dołujące. Wydaje mi się, ze ani ten Twój Kochany, ani Mój, nawet przez chwile teraz o nas nie myślą.
Trafiłaś w sedno, a my jak te... siedzimy i myślimy.
Wiesz, mówią, że coś co się dzieje, zawsze jest po coś.
Przeanalizowałam swój krótki, bo krótki, ale związek i znalazłam naukę dla siebie.
Wpadła mi w ręce książeczka "Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy" - i na prawdę gorąco polecam.
Nie jest to poradnik o tym jak się stać zołzą, żeby facet Cię (i tylko Cię) słuchał. Nie, chodzi o to, by nie zatracać siebie w związku z mężczyzną, by zachować swoje Ja, godność i szacunek do siebie, i aby odejść, gdy to jest naruszane.
Zrozumiałam, że pomału zaczynałam więcej dawać niż brać, więc zaczął więcej brać niż dawać.
A gdy pokazałam, że pewne zachowania mi nie odpowiadają, odstawił mnie w kąt, zapomniał, nie znaju...
Dotarło do mnie, gdzie bym zabrnęła, gdybym ( w imię źle pojętej miłości ) uparła się ciągnąć to dalej. Wycyckałby mnie z sił witalnych na amen, pozbawił szacunku do siebie, wdeptując w ziemię i może, powtarzam może!, czasem rzuciłby ochłapy.Kobiety kochają za bardzo. Jest tu nawet wątek o tym (swoją drogą jest super!!). Głupieją i ślepną na wyraźne oznaki pod wpływem miłości, dają z siebie coraz i coraz więcej, dostając coraz to mniej.
Myślałam nie raz o tym, co się stało, że się (u mnie) posypało.
Ale wzięłam "pod lupę" nasze pierwsze spotkanie i powiem Ci, że już wtedy zauważyłam pewne zachowanie, które mi się nie spodobało (i powinno dać do myślenia). Nie dało do myślenia, przymknęłam oko i w niekrótkim czasie okazało się, że jednak powinnam.Tak jak mówiłam wcześniej, nie żałuję, fajnie nam było, co nieco nauki wyniosłam z tego, a zapomnieć może w końcu zapomnę.
A uśmiecham się prawie cały czas, chociaż w 99% nie mam ochoty, ale może w ten sposób wpadnę w uśmiechowy nałóg? ;D
Myślę, że to bardzo przyjemny nałóg ![]()
Fajnie, że się uśmiechasz, lubię ludzi uśmiechniętych, ja niestety jestem raczej gburowata dla obcych ludzi. Co innego w pracy, lub przy znajomych - podobno jestem bardzo otwarta.
Ale zauważyłam, ze ostatnio wśród obcych unikam kontaktu z ludźmi.
Cieszę się , że dochodzisz do takich wniosków, że widzisz te złe strony związku - to też bardzo ważne.
Nie chcę już tego analizować, myśleć o tym, tęsknić...
Chcę wiosny!!
Zawsze na wiosnę "odżywam" ![]()
Gburowatością wśród obcych się nie przejmuj, być może włącza Ci się mechanizm obronny.
A jutro już piątek ![]()
Piąteczek ![]()
Piątunio ![]()
P.S. Też demotywatory oglądam, bardzo często.
Moim ulubionym jest : "Jeśli kogoś kochasz puść go wolno, jeśli wróci - jest Twój. Jeśli nie - nigdy nie był"
Jak humory?
U mnie kiepsko.. wyszłam pierwszy raz ze znajomymi od czasu rozstania i mi teraz gorzej
jak za nim nie tęskniłam to teraz zaczęłam przypominać sobie wyjścia z nim.. i w ogóle wszystko.
Wracałam do domu i myślałam o tym wszystkim.. jemu już kiedyś nie zależało.. tylko po co te zaręczyny?
Pytanie do facetów - czy zdecydowalibyście się oświadczyć tak po prostu.. ? ;/