walczacy -- daje zonie wolność; nie rozumiem tylko dlaczego to Ty masz się wyprowadzić, a nie ona?
Z tego co napisałeś ona nie zdradziła, ale była o krok od zdrady. To bardzo źle, że tego kroku nie wykonała, bo jak się to stanie, to zmieni się jej optyka, jej postrzeganie waszego związku. Ona pewnie chce z kimś być, ale po paru latach będzie w takim samym punkcie życia jak jest teraz -- w kwaśnym małżeństwie, gdzie dwoje toczy boje o byle bzdurę.
Powiem Ci walczący szczerze takie kilka spostrzeżeń, które mogą wydać Ci się wrogie, a być może zrobisz z nich odskocznię:
-- kłóciłeś się o bzdury a teraz robisz tragedię, bo związek pada; nie szanowałeś związku, bo walczyłeś o drobne rzeczy; dlatego małżeństwa gniją bo zamiast się szanować są kłótnie; nie dbałeś o związek, żyłeś obok żony; i czego się spodziewałeś? że tak będzie aż do emerytury?
-- kupiłeś jej kwiaty -- litości! kwiatami kobiety się nie zatrzyma; teraz nie czas na zmianę nastawienia, na naprawianie związku, bo ona już przestała o związek dbać i odchodzi
-- jesteście na stopie przyjacielskiej? w takim razie gratuluję -- wciąż jest szansa, że za rok lub dwa wrócicie do siebie; gorzej byłoby gdybyście walczyli ze sobą o dziecko, czas dla dziecka, o mieszkanie, pieniądze, itd.
-- ona się rozwijała, a Ty stałeś w miejscu? dlaczego tak sobie pozwoliłeś? bo miałeś gwarancję stabilności, prawda? bo ona ślubowała Ci do grobowej deski? gdyby tego ślubu nie było, gdyby ona mogła odejść w każdej chwili to pewnie starałbyś się cały czas... ona odchodzi, więc co zrobisz? myślę, że teraz nadrobisz zaległości w staraniach O SIEBIE
Ale twoje posty brzmią bardzo rozsądnie jak je czytam. Na przykład, że będziesz na nią czekał, aż miłość do niej zgaśnie. To bardzo dobre ustawienie swojej osoby -- dajesz jej wolność, nie zabijasz miłości w sobie (bo to jak wycinanie swojego serca, bardzo bolesne), zostawiasz jej drogę powrotu (nie ważne na jakich zasadach), nie mścisz się, aby nie krzywdzić więcej. Szkoda, że taki twardy gość nie byłeś jak toczyliście boje o bzdury... albo jak żony prawie nie widywałeś każdgo dnia...