netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Czy to juz koniec

110 odpowiedzi13 110 wyświetleńzałożony przez walczacy, 23.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 111 z 111 ]

66 Ostatnio edytowany przez ban (2013-01-24 19:11:03)

Odp: Czy to juz koniec

walczacy -- daje zonie wolność; nie rozumiem tylko dlaczego to Ty masz się wyprowadzić, a nie ona?

Z tego co napisałeś ona nie zdradziła, ale była o krok od zdrady. To bardzo źle, że tego kroku nie wykonała, bo jak się to stanie, to zmieni się jej optyka, jej postrzeganie waszego związku. Ona pewnie chce z kimś być, ale po paru latach będzie w takim samym punkcie życia jak jest teraz -- w kwaśnym małżeństwie, gdzie dwoje toczy boje o byle bzdurę.

Powiem Ci walczący szczerze takie kilka spostrzeżeń, które mogą wydać Ci się wrogie, a być może zrobisz z nich odskocznię:

-- kłóciłeś się o bzdury a teraz robisz tragedię, bo związek pada; nie szanowałeś związku, bo walczyłeś o drobne rzeczy; dlatego małżeństwa gniją bo zamiast się szanować są kłótnie; nie dbałeś o związek, żyłeś obok żony; i czego się spodziewałeś? że tak będzie aż do emerytury?

-- kupiłeś jej kwiaty -- litości! kwiatami kobiety się nie zatrzyma; teraz nie czas na zmianę nastawienia, na naprawianie związku, bo ona już przestała o związek dbać i odchodzi

-- jesteście na stopie przyjacielskiej? w takim razie gratuluję -- wciąż jest szansa, że za rok lub dwa wrócicie do siebie; gorzej byłoby gdybyście walczyli ze sobą o dziecko, czas dla dziecka, o mieszkanie, pieniądze, itd.

-- ona się rozwijała, a Ty stałeś w miejscu? dlaczego tak sobie pozwoliłeś? bo miałeś gwarancję stabilności, prawda? bo ona ślubowała Ci do grobowej deski? gdyby tego ślubu nie było, gdyby ona mogła odejść w każdej chwili to pewnie starałbyś się cały czas... ona odchodzi, więc co zrobisz? myślę, że teraz nadrobisz zaległości w staraniach O SIEBIE

Ale twoje posty brzmią bardzo rozsądnie jak je czytam. Na przykład, że będziesz na nią czekał, aż miłość do niej zgaśnie. To bardzo dobre ustawienie swojej osoby -- dajesz jej wolność, nie zabijasz miłości w sobie (bo to jak wycinanie swojego serca, bardzo bolesne), zostawiasz jej drogę powrotu (nie ważne na jakich zasadach), nie mścisz się, aby nie krzywdzić więcej. Szkoda, że taki twardy gość nie byłeś jak toczyliście boje o bzdury... albo jak żony prawie nie widywałeś każdgo dnia...

67

Odp: Czy to juz koniec

Dokladnie. Zawsze chodzi o uwagę, rozmowę i spędzanie wspolnie czasu!
Natomiast jesli do kogos to nie dociera - to pora odejść i zakonczyć zwiazek.
Też bym odeszla i nic nie ratowala jesli by mnie ktoś nagminnie ignorowal!

Uważam, ze skoro nie ma czego ratować i nie kocha to nalezy sie rozstać. Spojrz inaczej na to -moze to szansa ze TY i Ona poznacie nowych partnerow, z ktorymi bedziecie jeszcze szczesliwi.
zycie jest za krotkie, by trwac w nieszczesliwym malzenstwie, dla zasad, kompromisu itp.

Ale to tylko moje zdanie. Mozecie miec inne

68

Odp: Czy to juz koniec

Co do wyprowadzki ona jasno stwierdzila ze moze sie wyprowadzic nie ma w tym problemu.
Ale to jest miejsce gdzie nasz syn dorasta i tu jest jego miejsce ja sam w sobie nie moge pozwolic  na to zeby stracil jeszcze swoj dom.I tak czekaja go duze przezycia i zmiany kiedy mu o tym powiemy.
Jesli chodzi o syna  bedzie z nia tez nie mam z tym problemu (jak narazie)  bo oboje jestesmy swietnymi rodzicami i syn oboje nas kocha po rowno.Nie ma jadu miedzy nami  jest tylko rozmowa . rozmowa smiech i placz .ja glownie placze ale i sie usmiecham .Ale to moze dla tego ze spadlo to na mnie  11 dni temu i jest mi ciezko pochamowac emocje .Ona mowi ze juz swoje wyplakala  teraz czas na mnie zeby sobie z tym pogodzil. Zadalem jej pytanie  co jesli on bedzie chcial byc  umnie
Odpowiedziala  mi ze : 9 letni chlopiec sam nie moze o tym decydowac i to my musimy go upewnic w tym ze nasze decyzje sa sluszne dla niego i dla nas .
Oczywiscie zgadzam sie z tym jak podrosnie  sam zdecyduje za siebie .
Znam przypadek kolegi  gdzie jego syn w wieku 15 lat zamieszkal z ojcem.
Oboje z zona uwazamy ze na chwile obecna takie rozwiazanie jest dla nas  najlepsze czas pokarze co przyniesie zycie .
Ja juz bym sie wyprowadzil bo serce mnie boli kiedy lezymy kolo siebie i rozmawiamy kiedy Spimy razem  a ja wiem ze nie moge sie do niej przytulic a ona lezy obok.......
Ale z drugiej strony chce  cieszyc sie jak najdluzej moge jej obecnoscia gdzies w poblizu

69

Odp: Czy to juz koniec

No to nie bierzcie rozwodu, ani separacji, ale niech żona się wyprowadzi na miesiąc, albo na pół roku. Synowi możecie powiedzieć, że źle się między Wami dzieje i chcecie to naprawić. Jak długo żona podejmowała decyzję? Ty piszesz, że wiesz o tym dopiero od 11 dni i już chcesz się wyprowadzić? Nie możesz poczekać z pół roku z decyzjami wszelkimi? Albo rok? Cóż to jest rok w obliczu całego życia.

70

Odp: Czy to juz koniec

Co do tego trzeciego to nie ma nikogo w tej chwili .A tamto mialo miejsce jakis czas temu ta chwila zwatpienia jak mi powiedziala byla ziarnkiem piachu jednym z wielu ktore doprowadzily nas do tej sytuacji.
Jedyny fakt jaki jest w 100% pewny to to ze zajelo jej dwa lata aby  dorosnac do tej decyzji.Gdzie ja zylem w blogiej niewiedzy
A ona  coraz bardziej  nieszczesliwa .....
Powiedziala mi ze jestem swietnym ojcem i  mezczyzna ...
Ze napewno nie bede dlugo sam bo Na takich mezczyzn jak ja na Dobrych jest deficyt
ja jej odpowiedzialem ....nie mam tej pewnosci bo jak widzisz dla ciebie  to nie wystarczylo
Ona mi na to
Jezeli nie popelnie tych samych bledow to osoba z ktora sie zwiaze  bedzie szczesliwa.....
Oby miala racje ....

71

Odp: Czy to juz koniec

Slowa rozwod czy separacja nie padaja w naszych ustach. Ustalilismy ze do czerwca powinienem sie wyprowadzic.
Mowimy o rozstaniu bez  powrotu.... A raczej  Ona mowi

72

Odp: Czy to juz koniec

Ale ci farmazoni. Dwa lata jej to zajęło ? Ha ha ha. I ci sygnalizowała a ty nic ? Ha ha ha Wspiera ciebie w terapii żebyś się łatwiej pogodził. No łzy mam w oczach. Chłopie obudź się. Już jest sygnał, chłopak kiedyś zdecyduje, ale najwyraźniej teraz z nią w WASZYM domu. Dobrze ktoś radzi wyżej. Sprawdź ją. Niech się wyprowadzi na pół roku.
Ona już działa, a ty wzdychasz.
Obyś nie był jednym z tych zakochanych jeleni, co do końca byli w porządku, bo tacy przyjaciele z nas itd. Pewnie może tak być, ale się zabezpieczaj. Znam takiego jednego. Mieszka teraz w wynajętym mieszkaniu, dzieci widuje jak widuje. A ich domek jednorodzinny zajęła ona (robiąca karierę kobieta) z nowym partnerem. A też było sympatycznie, miło i przyjacielsko. Zasuwaj do adwokata. Ona już tam była.
I wierz mi. Strasznie ci współczuję. Wiele/wielu z nas na tym forum takie, czy podobne dramaty przeżywało. Chciałbym, żeby wam się udało znowu być razem. Naprawdę. Napisałem powyżej trochę złośliwie, ale życie potrafi być bardzo wredne.

73

Odp: Czy to juz koniec
dziwnaismutna napisał/a:

Dokladnie. Zawsze chodzi o uwagę, rozmowę i spędzanie wspolnie czasu!
Natomiast jesli do kogos to nie dociera - to pora odejść i zakonczyć zwiazek.
Też bym odeszla i nic nie ratowala jesli by mnie ktoś nagminnie ignorowal!

Uważam, ze skoro nie ma czego ratować i nie kocha to nalezy sie rozstać. Spojrz inaczej na to -moze to szansa ze TY i Ona poznacie nowych partnerow, z ktorymi bedziecie jeszcze szczesliwi.
zycie jest za krotkie, by trwac w nieszczesliwym malzenstwie, dla zasad, kompromisu itp.

Ale to tylko moje zdanie. Mozecie miec inne

Ja uważam tak samo, dlatego nie rozumiem postawy, jaką reprezentuje tu np. Andy. Ok, rozumiem, że związek to nie piaskownica, miłość to nie bożek (I nie, Andy, akurat ja nie byłam wychowywana na romansach:), ale na litość boską, jak miałby wyglądać związek utrzymywany na siłę, gdzie jedna ze stron jest totalnie obojętna, nie kocha, nie okazuje czułości, nic. Jaki model w ten sposób rodzice przekazują dziecku?? Co to za myślenie w ogóle, trwać w czymś, bo tak trzeba, bo ślub, bo to i tamto, a życie jest niestety jedno i nikt go za nas nie przeżyje. Nie rozumiem, za jakie grzechy ktoś miałby się męczyć do końca życia z osobą, której nie kocha...a, i dzieci też kiedyś dorosną i będą mieć swoje życia i ciekawe czy będą wolały zapamiętać szczęśliwych rodziców osobno, czy wiecznie skwaszonych, kłócących się o bzdury, ale mieszkających razem dla zasady, bo związek to nie piaskownica.

74

Odp: Czy to juz koniec

OK. czuje sie wywołany do tanlicy. Jestem 40+.
Wiele sinusoud w małzęnstwi przeszdłem. Myśle że dla wielu z was oznaczałoby to koniec związku. Zarówno po zachowaniu moim jak i żon. Ale jestęsmy razem.
Z mojej strony ostatnio padły stwierdzenia ze jest ze mną tylko dla pieniędzy i braku (aktualnie) innego obiektu.
Stwierdziłem jednak, że nie będę grał roli nieszczęśliwego Romea.
Po prostu, przeszedłem do spraw codzioennych, bez oglądania się w przesłość.
Dbam o dom, o dzieci, o nią. Romawiam, pomagam, robię hernatki, kawy, śniadania, słucham, pocieszam (broń Boże nie daję jej porad... mimo najszerszych cjęci wiem że i tak wie lepiej.... a ja się tylko wymądrzam ...) i działa.
Fakt, oboje mimo zwiątpień i wielu gorzkich sów jednak staramy się trzymać razem.
Mamy wpsólny światopogląd (albo przynajmniej staramy sie fo mieć).
Coś się odradza...
Spędzamy wspólonie cza, lubi swój dozumieć soioty, mamy wsolne cele, przemyślenia, plany.
Prowadzimy DIALOG. Zaczynamy rozumieć SIEBIE, bez niedomówień, bez insynuacji, bez budowania murów.
Szukamy sposbności by być razem, bez dzieci, rodziców - teatr, kino, restaracja, weekend w SPA.

Własnie wróciłem z kolacji,... jestem na delegacji z kolegą z innego kraju, Razem na Ukrainie.
Dookoła piękne dziewczyny, młode, jak z kalendarza Pirelli.
Ale.. obojestwierdziliśmy to samo..
mimo że mamy zastrzerżenia do naszych żon, to "replacement will solve anythning, the problems will stay the same".
Oboje się powstrzymaliśmy, pilnowaliśmy. OK fajny alkohol, ale idziemy spac bo nie lubimy problemów.

Łatwo w sobie wzbudzić pragnienia, ale najpierw lepiej zapytać rozsądku smile
miłych snów.

75

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

Spędzamy wspólonie czas

I tu jest pies pogrzebany . Nie da się spędzać wspólnie czasu gdy tylko jedna strona chce. Nie ma pola manewru.

76

Odp: Czy to juz koniec

?Tytułem wstępu. Zapytano parę staruszków jak wytrzymali ze sobą 50 lat. Odpowiedzieli: "Bo widzi Pan, urodziliśmy się w czasach, kiedy jak coś się zepsuło, to się to naprawiało, a nie wyrzucało do kosza."
I tak niestety teraz jest, że coraz mniej woli w ludziach do pracy nad związkiem. Często się zastanawiam nad tym faktem, że człowiek w pracy ma aspiracje - chociażby twoja żona, pnie się, rozwija a w związku komunikacja szwankuje! Ale cóż, zdarza się i nie o tym chciałam prawić.

Jedna podstawowa kwestia, w jednym z postów wyraźnie doszedłeś do wniosku ( słusznego zresztą), że się mijacie. Nic odkrywczego nie powiem, jak ma być dobrze kiedy ludzie nie pielęgnują swojego gniazda? No ale mleko się rozlało, doszła do wniosków była chęć zdrady itd. ona mówi, że sygnalizowała - może i tak, ale nie znając was a czytając jedynie twoje posty można wyciagnąć wniosek, że jest problem z komunikacją pomiędzy wami więc naturalnie nie zrozumiałeś jej "sygnałów" . Ja wiem, że teraz możesz pomyśleć "jaki problem z komunikacją, przecież rozmawiamy" no rozmawiacie po fakcie o fakcie ... a należało w sposób jasny dla drugiej strony zakomunikować: Jest mi źle, brakuje mi tego, czuję się samotny/a itd... rozumiem ( a przynajmniej nie doczytałam), że takie stwierdzenia nie padały?
Jeżeli nie przekaże się jasno drugiej osobie to jasne jest, że żyjesz w błogiej nieświadomości że prowadzisz normalne życie a tu bum okazuje się, że od dwóch lat to co dla ciebie było normalnym życiem dla twojej żony było pasmem refleksji.Szkoda, że zamiast się nimi podzielić doszła samodzielnie do wniosków.

Dziwi mnie opisana sytuacja i twoje przemyślenia po terapii. O co chodzi? jak po 20 min wnioski? nie kumam.
Specjalista jest m.in po to aby pomóc znaleźć problem, pokazać pewne możliwości, dać pewne "narzędzia do reperowania"  i wspierać w realizacji.
Owszem cudów nie zdziała. Niemniej chcę podkreślić, że twoja żona jest otwarta na dialog - nawet jeśli czyni to z "dobroci serca i dbałość o twój komfort psychiczny " ( smile bzdura - to zwykłe zagłuszanie wyrzutów sumienia) .
Nie chcę cię namawiać do tego abyś walczył, przekonywał, zabiegał o jej względy - nie, nie! ale ja widzę tutaj problem z jakim spotyka się przynajmniej 70% par - ZANIEDBANIE swojego małżeństwa, co oznacza że można wspólnymi siłami i pracą naprawić. Twoja żona nie chce, nie kocha, itd?  myślę, że pojawienie się jakiegoś zapalnika w postaci osoby 3 ( nawet przez chwilę ) spowodowało, że się pogubiła. 
Bardzo trudno jest analitycznie i rzetelnie wyrazić swoje spostrzeżenia na forum, ale mam nadzieję że w miarę jasno wyraziłam co chce ci przekazać.
Moja rada: zmieńcie terapeute.
Decyzja o rezygnacji z walki o "twór" jakim jest małżeństwo powinna być wspólna. Tylko to może zapewnić wam w przyszłości normalną egzystencję i poprawne relacje.
Terapeuci mają pewne metody, gry które w fajny, ciekawy sposób mogą pokazać wam na nowo : gdzie jesteś ty gdzie twoja żona a gdzie wasz "twór małżeństwo" .
Dlaczego to ty masz zrozumieć że wasz związek nie ma sensu? a nie ona ma się skłonić do refleksji nad tym dlaczego wasz związek ma jednak sens?

77

Odp: Czy to juz koniec
KGB napisał/a:

?Tytułem wstępu. Zapytano parę staruszków jak wytrzymali ze sobą 50 lat. Odpowiedzieli: "Bo widzi Pan, urodziliśmy się w czasach, kiedy jak coś się zepsuło, to się to naprawiało, a nie wyrzucało do kosza."
...... .
Dlaczego to ty masz zrozumieć że wasz związek nie ma sensu? a nie ona ma się skłonić do refleksji nad tym dlaczego wasz związek ma jednak sens?

ŚWIETNE !
W pełni sie zgadzam.

78

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

OK. czuje sie wywołany do tanlicy. Jestem 40+.
Wiele sinusoud w małzęnstwi przeszdłem. Myśle że dla wielu z was oznaczałoby to koniec związku. Zarówno po zachowaniu moim jak i żon. Ale jestęsmy razem.
Z mojej strony ostatnio padły stwierdzenia ze jest ze mną tylko dla pieniędzy i braku (aktualnie) innego obiektu.
Stwierdziłem jednak, że nie będę grał roli nieszczęśliwego Romea.
Po prostu, przeszedłem do spraw codzioennych, bez oglądania się w przesłość.
Dbam o dom, o dzieci, o nią. Romawiam, pomagam, robię hernatki, kawy, śniadania, słucham, pocieszam (broń Boże nie daję jej porad... mimo najszerszych cjęci wiem że i tak wie lepiej.... a ja się tylko wymądrzam ...) i działa.
Fakt, oboje mimo zwiątpień i wielu gorzkich sów jednak staramy się trzymać razem.
Mamy wpsólny światopogląd (albo przynajmniej staramy sie fo mieć).
Coś się odradza...
Spędzamy wspólonie cza, lubi swój dozumieć soioty, mamy wsolne cele, przemyślenia, plany.
Prowadzimy DIALOG. Zaczynamy rozumieć SIEBIE, bez niedomówień, bez insynuacji, bez budowania murów.
Szukamy sposbności by być razem, bez dzieci, rodziców - teatr, kino, restaracja, weekend w SPA.

Własnie wróciłem z kolacji,... jestem na delegacji z kolegą z innego kraju, Razem na Ukrainie.
Dookoła piękne dziewczyny, młode, jak z kalendarza Pirelli.
Ale.. obojestwierdziliśmy to samo..
mimo że mamy zastrzerżenia do naszych żon, to "replacement will solve anythning, the problems will stay the same".
Oboje się powstrzymaliśmy, pilnowaliśmy. OK fajny alkohol, ale idziemy spac bo nie lubimy problemów.

Łatwo w sobie wzbudzić pragnienia, ale najpierw lepiej zapytać rozsądku smile
miłych snów.

No widzisz Andy, to co Ty opisujesz, to fajny związek - wspólne spędzanie czasu, robienie śniadanek, kawek, wspólny światopogląd. A że są kłótnie i spięcia? :Przecież to norma, byłoby nudno bez odrobiny pikanterii od czasu do czasu:) Tylko widzisz, ja tu miałam na myśli związek (typu mój czy walczącego), kiedy jedna strona nie daje z siebie kompletnie nic, nie ma wspólnych celów, nie ma wspólnego spędzania czasu, zainteresowań, robienia czegoś fajnego razem- wtedy nie ma o co walczyć, kiedy jedna strona naprawdę nie chce...zgadzam się, że jak się psuje, trzeba naprawiać, a nie wyrzucać do kosza, ale ile można się prosić, żeby druga strona zauważyła, że się coś psuje? Niestety głową muru nie przebijesz...

79

Odp: Czy to juz koniec
bugenwilla napisał/a:

Tylko widzisz, ja tu miałam na myśli związek (typu mój czy walczącego),

i mój ...

80

Odp: Czy to juz koniec

hm, a moją żona twierdzi tak samo, że tylko ona się stara....

81

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

hm, a moją żona twierdzi tak samo, że tylko ona się stara....

Wiesz co, jakby mój mąż robił tak z 10% tego, co Ty opisałeś, byłabym przeszczęśliwa (jeszcze jakiś rok temu) smile

82 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-25 11:26:02)

Odp: Czy to juz koniec

czyli postrzeganie partnera w związku jest inne niż ocena z zewnątrz.
Tak samo u Walczącego, to co mówi jego żona jest subiektywne.

Może warto żeby postarała się spojrzeć bardziej obiektywnie ?

Chyba, że woli uganiać się za motylkami w brzuchu, tylko to ją interesuje.
Wtedy nie ma sensu ani się o nią starać.

83

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

czyli postrzeganie partnera w związku jest inne niż ocena z zewnątrz.
Tak samo u Walczącego, to co mówi jego żona jest subiektywne.

Może warto żeby postarała się spojrzeć bardziej obiektywnie ?

W gruncie rzeczy to wszystko jest bardzo proste - w większości przypadków kobieta pragnie jedynie czuć się kochana, ważna i akceptowana, tylko tyle i może aż tyle wink
ja naprawdę nie wymagałam od mojego męża wiele - jedynie tego, aby od czasu do czasu sam, nie proszony, okazał mi swoją czułość i zainteresowanie. A na czym miałoby to polegać? Ano na przykład na tym, że powie mi komplement, kiedy jestem ładnie ubrana (dziwne, że jak coś mu się we mnie nie podobało, zawsze zauważał), że zapyta, jak minął mi dzień, zaproponuje wspólne wyjście (zawsze wymówka- zmęczony po pracy, na drugi dzień trzeba wstać), że pomoże mi np. przy gotowaniu obiadu (ja nie znoszę gotować, ale robiłam to dla niego), będzie zawsze stawał po mojej stronie, wspierał mnie w decyzjach, a nie dołował. To są oczywiste sprawy w związku, a ja nie miałam nic, po prostu nic i teraz, w obliczu rozstania, on nadal nie robi nic. Siedzi i czeka na rozwiązanie problemu wink

84 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-25 12:39:51)

Odp: Czy to juz koniec

"Powiedziala mi ze jestem swietnym ojcem i  mezczyzna ...
Ze napewno nie bede dlugo sam bo Na takich mezczyzn jak ja na Dobrych jest deficyt
ja jej odpowiedzialem ....nie mam tej pewnosci bo jak widzisz dla ciebie  to nie wystarczylo
Ona mi na to
Jezeli nie popelnie tych samych bledow to osoba z ktora sie zwiaze  bedzie szczesliwa....."
- manipulacja
1. dalej wmawia że to wina Walczącego nie jej
2. jeżeli uważa że jest taki świetny, to dlaczego nie dla niej ?
skoro tak niewiele mu brakuje do świetności to dlaczego inna kobieta ma to dostrzec a nie ona.

Wygląda na to że ktoś na nią czeka a ona chce "kulturalnie wyprosić" walczącego ze związku.
Tak żeby szybko i bez rozgłosu doszło do rozwodu.
Walczący musi zostać przekonany że "to jego wina ale nie taka znowu duża, po prostu stało się,
ona się odkochała... no musi zrozumieć ":( 
wtedy opuści głowę, i posłusznie, cichutko odejdzie.
Ma być przekonany że to on jest winny rozpadu, ale pocieszony ze tylko trochę musi w sobie naprawić,
i inna kobieta go zaakceptuje.

Zupełnie pomija wpływ jej zdrady emocjonalnej na związek, na jej postrzeganie Walczącego.
Nie chce pracowac nad związkiem choć tak niewiele brakuje by było dobrze i samej będzie jej dobrze ?
Wg mnie to nie jest prawdziwy powód.

85

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

"Powiedziala mi ze jestem swietnym ojcem i  mezczyzna ...
Ze napewno nie bede dlugo sam bo Na takich mezczyzn jak ja na Dobrych jest deficyt
ja jej odpowiedzialem ....nie mam tej pewnosci bo jak widzisz dla ciebie  to nie wystarczylo
Ona mi na to
Jezeli nie popelnie tych samych bledow to osoba z ktora sie zwiaze  bedzie szczesliwa....."
- manipulacja
1. dalej wmawia że to wina Walczącego nie jej
2. jeżeli uważa że jest taki świetny, to dlaczego nie dla niej ?
skoro tak niewiele mu brakuje do świetności to dlaczego inna kobieta ma to dostrzec a nie ona.

Wygląda na to że ktoś na nią czeka a ona chce "kulturalnie wyprosić" walczącego ze związku.
Tak żeby szybko i bez rozgłosu doszło do rozwodu.
Walczący musi zostać przekonany że "to jego wina ale nie taka znowu duża, po prostu stało się,
ona się odkochała... no musi zrozumieć ":( 
wtedy opuści głowę, i posłusznie, cichutko odejdzie

No dobrze, a jakie widzisz tu inne rozwiązanie, skoro ona go nie kocha? Jeśli rzeczywiście ktoś jest, no to może się walczący postarać o rozwód z jej winy. Ale co więcej? Nikogo się do kochania nie da zmusić niestety...

86 Ostatnio edytowany przez KGB (2013-01-25 12:59:01)

Odp: Czy to juz koniec
bugenwilla napisał/a:

No dobrze, a jakie widzisz tu inne rozwiązanie, skoro ona go nie kocha? Jeśli rzeczywiście ktoś jest, no to może się walczący postarać o rozwód z jej winy. Ale co więcej? Nikogo się do kochania nie da zmusić niestety...

nie mamy możliwości porozmawiać z drugą stroną a należałoby zadać pytanie: co ona zrobiła aby spróbować ratować ten związek? w końcu to ona czuła, że coś się dzieje....... coś wypala. To co, w takich sytuacjach lepiej zauważać, że ktoś jest fajniejszy od męża niż próbować odkryć cos nowego w mężu?

Też kiedyś podjęłam decyzję o rozstaniu więc wiem jaki to trudny proces. Ja dla odmiany przez trzy lata próbowałam, komunikowałam ale nie przyniosło to efektu. Odeszłam. Stworzyłam inny związek. Mój mąż walczył, uległam, wróciłam - nie jest łatwo, ponieważ mojemu mężowi znudziła się walka - ale dla równowagi teraz ja staram się pracować nad tym aby odkryć na nowo.  Ciężka praca. A i dla jasności : też mówiłam ( mało tego, czułam że nie kocham) , ale po czasie znaczenie słowa kocham zupełnie zmieniło wymiar. To, że przestaliśmy czuć splendor, fajerwerki, namiętność to nie znaczy że trzeba szukać tego gdzieś indziej to oznacza, że trzeba znaleźć sposób aby to rozpalić.
Czasami mam wrażenie, że małżeństwo zostało sprowadzone do poziomu licealnych związków: " już cie przestałam kochać - trudno" mam złe wrażenie? przecież kurcze małżeństwo to coś więcej, jest rodzina, jest dziecko są obowiązki no sama nie wiem czy potrafię te emocje wyrazić na forum. Dojrzewałam do takich wniosków przez ostatnie 4 lata mojego małżeństwa i jego kryzysu.
Walczący nie ma gotowej recepty, masz jednak coś czego my tutaj na forum nie mamy: masz wiedzę o swojej żonie, wiesz jaka jest, masz możliwość rozmowy z nią i to jest m.in. narzędzie dzięki któremu możecie znaleźć wspólne dobro.

87

Odp: Czy to juz koniec
KGB napisał/a:
bugenwilla napisał/a:

No dobrze, a jakie widzisz tu inne rozwiązanie, skoro ona go nie kocha? Jeśli rzeczywiście ktoś jest, no to może się walczący postarać o rozwód z jej winy. Ale co więcej? Nikogo się do kochania nie da zmusić niestety...

nie mamy możliwości porozmawiać z drugą stroną a należałoby zadać pytanie: co ona zrobiła aby spróbować ratować ten związek? w końcu to ona czuła, że coś się dzieje....... coś wypala. To co, w takich sytuacjach lepiej zauważać, że ktoś jest fajniejszy od męża niż próbować odkryć cos nowego w mężu?

Też kiedyś podjęłam decyzję o rozstaniu więc wiem jaki to trudny proces. Ja dla odmiany przez trzy lata próbowałam, komunikowałam ale nie przyniosło to efektu. Odeszłam. Stworzyłam inny związek. Mój mąż walczył, uległam, wróciłam - nie jest łatwo, ponieważ mojemu mężowi znudziła się walka - ale dla równowagi teraz ja staram się pracować nad tym aby odkryć na nowo.  Ciężka praca. A i dla jasności : też mówiłam ( mało tego, czułam że nie kocham) , ale po czasie znaczenie słowa kocham zupełnie zmieniło wymiar. To, że przestaliśmy czuć splendor, fajerwerki, namiętność to nie znaczy że trzeba szukać tego gdzieś indziej to oznacza, że trzeba znaleźć sposób aby to rozpalić.
Czasami mam wrażenie, że małżeństwo zostało sprowadzone do poziomu licealnych związków: " już cie przestałam kochać - trudno" mam złe wrażenie? przecież kurcze małżeństwo to coś więcej, jest rodzina, jest dziecko są obowiązki no sama nie wiem czy potrafię te emocje wyrazić na forum. Dojrzewałam do takich wniosków przez ostatnie 4 lata mojego małżeństwa i jego kryzysu.
Walczący nie ma gotowej recepty, masz jednak coś czego my tutaj na forum nie mamy: masz wiedzę o swojej żonie, wiesz jaka jest, masz możliwość rozmowy z nią i to jest m.in. narzędzie dzięki któremu możecie znaleźć wspólne dobro.

KGB, oczywiście, że małżeństwo to poważna sprawa- ale stawiasz na szali szczęście swoje i szczęście czyjeś i musisz wybrać, co jest ważniejsze, bo życie masz tylko jedno. Nikt tu nie mówi, że miłość to tylko fajerwerki, "motyle w brzuchu", namiętność. Nie o to chodzi, ale dla mnie już sam fakt, że trzeba "walczyć" jest zaprzeczeniem definicji dobrego związku. W dobrym związku ludzie nie muszą się prosić o miłość, czułość i zainteresowanie, nie muszą o to walczyć, rozumiesz? I ja takiego związku bym chciała, a nie szarpania się, powrotów, wyprowadzek i ciągłej walki. Chore to jest. Mam jednak nadzieję, że nie żałujesz swojej decyzji powrotu do męża i że warto było.

88 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-25 13:26:11)

Odp: Czy to juz koniec

"dla mnie już sam fakt, że trzeba "walczyć" jest zaprzeczeniem definicji dobrego związku."
bez starań, "walki" nie będzie dobrgo związku.

"a jakie widzisz tu inne rozwiązanie, skoro ona go nie kocha?"
jak napisalem jeżeli interesuje ją tylko gonienie za motylkami w brzuchu - to odejść.
Ale z orzeczeniem jej winy.

KGB, nie powiedziałbym tego lepiej.
W pełni się zgadzam.
Trzymam kciuki, powodzenia.

89

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

"dla mnie już sam fakt, że trzeba "walczyć" jest zaprzeczeniem definicji dobrego związku."
bez starań, "walki" nie będzie dobrgo związku.

"a jakie widzisz tu inne rozwiązanie, skoro ona go nie kocha?"
jak napisalem jeżeli interesuje ją tylko gonienie za motylkami w brzuchu - to odejść.
Ale z orzeczeniem jej winy.

KGB, nie powiedziałbym tego lepiej.
W pełni się zgadzam.
Trzymam kciuki, powodzenia.

Ile ludzi, tyle opinii smile
jest spora różnica pomiędzy gonieniem za motylkami w brzuchu a pragnieniem ciepłego, uczuciowego związku bez ciągłej walki.
Każdy jednak ma prawo mieć swoje zdanie i szanuję tych, co walczą za wszelką cenę zamiast odejść.

90

Odp: Czy to juz koniec

Hej przeczytałam powyższe wątki i postanowiłam też podzielić się moją historią.Jestem mężatką z 7 letnim stażem nie mamy dzieci, bo tak jakoś wyszło zajęliśmy się pracą wygodnie nam było ale od jakiegoś czasu nie możemy się z mężem porozumieć.Kilka miesięcy temu zauważyłam w mężu zmianę postanowiłam się temu przypatrzeć i nie chcący zaglądnęłam do jego komórki(nigdy wcześniej tego nie robiłam) i spostrzegłam smsa od jakieś kobiety.Nogi się pode mną ugięły a ponieważ jestem wrażliwą osobą, zaczęłam płakać,dodam że nie był to jakiś straszny sms chyba życzyła mu smacznego obiadku.Mąż w miarę zachowywał się normalnie w stosunku do mnie więc pomyślałam że to może jakaś koleżanka ale odczekałam dwa dni nie dało mi to spokoju i postanowiłam go zapytać.Po wielu trudach, przyznał w końcu ,że zaczęła do niego wypisywać jakaś kobieta.Nie wie nawet gdzie mieszka.Tak po prostu było mu źle to zaczęli pisać.Po naszej szczerej rozmowie,skasował numer i przyznał ,że było to głupie przeprosił,jakoś było z nami w miarę.W dniu jego im. już truchlałam,bo widziałam że może napisać obserwowałam go sprawdzałam tel. porażka czułam ,że robię źle ale się nie pomyliłam znów pisali.Poprosiłam go z o rozmowę, stwierdził że wie,że robi źle ale dobrze mu się pisze oczywiście nie obyło się bez mojego płaczu wspólnych oskarżeń.Powiedział że mnie kocha i mnie nie zostawi, ale nie będę wybierać mu znajomych,tego co ma robić a czego nie.Znów skasował jej  numer niestety sprawdzam nadal jego komórkę ale on kasuje wszystkie sms więc i tak nie mam pewności co do jego  uczciwości względem mnie.Dodam że pół roku temu straciłam pracę siedzę w domu szukam jej ale jest ciężko.Nie mam komu też powiedzieć o swoich problemach a może wstyd mi nie pozwala, dlatego tu trafiłam czuję się samotna,nierozumiana i odtrącona.Mąż jak tylko przychodzi z pracy siada do komputera nie ma żadnych zainteresowań nic go nie cieszy chodzi przygnębiony(dodam że obwinia za to mnie) nigdzie nie wychodzimy chyba że do rodziny.Rozmawia ze mną ale ja nie pytam go czy piszą ,bo nie chcę go rozdrażniać ale często chcę z nim pobyć jak już wróci z pracy bo cały dzień sama w domu to tak przygnębia człowieka i potrzebuję go ale niestety on chce być sam,jest zmęczony po pracy tak mówi. Dodam że u niego wszystko jest ostatnio na NIE.Mam już naprawdę dość ciągłego obwiniania mnie o wszystko.Powiedziałam mu w końcu,że wina leży pośrodku i żeby mnie przestał obwiniać za całe zło tego świata.Co do rozstania to ,nikt nawet o tym nie mówi ale boję się tego co będzie.Proszę o jakąś radę i dziękuję za przeczytanie mojego nudziarstwa czuję ulgę. Pozdrawiam

91

Odp: Czy to juz koniec

bugenwilla mówiąc o walce nie mam na myśli heroicznych trudów i wyrzeczeń. Uważam, że zbyt łatwo podejmowane są decyzje ( często jednostronnie) o rozstaniu. I odnoszę wrażenie, że w przypadku autora i jego żony własnie tak się stało.
Nikt nie zmusi nikogo do bycia i kochania - ale jeszcze raz pytam: co zostało zrobione aby nie zaprzepaścić tego na co pracowali ileś lat? czy to tak ma wyglądać: nie kocham cie , trudno. ?

Oczywiście masz rację, co człowiek to inna opinia i tego nigdy nie zmienimy. Każdy ma prawo do szczęścia i zgadzam się z tym, ale każdy wchodząc w związek małżeński podjemuje się pewnych zobowiązań i odpowiedzialności za swoje czyny, zachowania itd.  i zgadzam się z tym, że nic na siłe tylko nie umiem zrozumieć pewnego rodzaju egoizmu.

Co do mojej dycyzji. Jest mnóstwo momentów w których mam wątpliwości i myśli o tym jakby było gdybym nie wróciła, czasami nawet żałowałam.  Na szczęscie do pewnych rzeczy, wniosków się dorasta i tylko czas pokaże słuszność NASZYCH decyzji. Przestałam być egoistką, inaczej pojmuję szczęście. Ja wybrałam: wolę odkrywać, poznawać mężczyznę którego wybrałam na męża i ojca swoich dzieci aniżeli ochoczo poznawać nowe horyzonty smile wiadomo , że co nowe to bardziej ciekawsze!!!
Każdy ma prawo wyboru ( jak w przypadku żony autora), ale każdy ma również prawo otrzymać szansę na rehabilitację ( jak w przypadku autora). Ja nie doczytałam w żadnym wersie aby takową otrzymał ( może przeoczyłam).
Nikt z nas nie lubi być postawiony przed faktem dokonanym.

92

Odp: Czy to juz koniec
niepewna 77 napisał/a:

Hej przeczytałam powyższe wątki i postanowiłam też podzielić się moją historią.Jestem mężatką z 7 letnim stażem nie mamy dzieci, bo tak jakoś wyszło zajęliśmy się pracą wygodnie nam było ale od jakiegoś czasu nie możemy się z mężem porozumieć.Kilka miesięcy temu zauważyłam w mężu zmianę postanowiłam się temu przypatrzeć i nie chcący zaglądnęłam do jego komórki(nigdy wcześniej tego nie robiłam) i spostrzegłam smsa od jakieś kobiety.Nogi się pode mną ugięły a ponieważ jestem wrażliwą osobą, zaczęłam płakać,dodam że nie był to jakiś straszny sms chyba życzyła mu smacznego obiadku.Mąż w miarę zachowywał się normalnie w stosunku do mnie więc pomyślałam że to może jakaś koleżanka ale odczekałam dwa dni nie dało mi to spokoju i postanowiłam go zapytać.Po wielu trudach, przyznał w końcu ,że zaczęła do niego wypisywać jakaś kobieta.Nie wie nawet gdzie mieszka.Tak po prostu było mu źle to zaczęli pisać.Po naszej szczerej rozmowie,skasował numer i przyznał ,że było to głupie przeprosił,jakoś było z nami w miarę.W dniu jego im. już truchlałam,bo widziałam że może napisać obserwowałam go sprawdzałam tel. porażka czułam ,że robię źle ale się nie pomyliłam znów pisali.Poprosiłam go z o rozmowę, stwierdził że wie,że robi źle ale dobrze mu się pisze oczywiście nie obyło się bez mojego płaczu wspólnych oskarżeń.Powiedział że mnie kocha i mnie nie zostawi, ale nie będę wybierać mu znajomych,tego co ma robić a czego nie.Znów skasował jej  numer niestety sprawdzam nadal jego komórkę ale on kasuje wszystkie sms więc i tak nie mam pewności co do jego  uczciwości względem mnie.Dodam że pół roku temu straciłam pracę siedzę w domu szukam jej ale jest ciężko.Nie mam komu też powiedzieć o swoich problemach a może wstyd mi nie pozwala, dlatego tu trafiłam czuję się samotna,nierozumiana i odtrącona.Mąż jak tylko przychodzi z pracy siada do komputera nie ma żadnych zainteresowań nic go nie cieszy chodzi przygnębiony(dodam że obwinia za to mnie) nigdzie nie wychodzimy chyba że do rodziny.Rozmawia ze mną ale ja nie pytam go czy piszą ,bo nie chcę go rozdrażniać ale często chcę z nim pobyć jak już wróci z pracy bo cały dzień sama w domu to tak przygnębia człowieka i potrzebuję go ale niestety on chce być sam,jest zmęczony po pracy tak mówi. Dodam że u niego wszystko jest ostatnio na NIE.Mam już naprawdę dość ciągłego obwiniania mnie o wszystko.Powiedziałam mu w końcu,że wina leży pośrodku i żeby mnie przestał obwiniać za całe zło tego świata.Co do rozstania to ,nikt nawet o tym nie mówi ale boję się tego co będzie.Proszę o jakąś radę i dziękuję za przeczytanie mojego nudziarstwa czuję ulgę. Pozdrawiam

Bardzo mi przykro, niepewna sad Powinnaś poważnie porozmawiać z mężem, zapytać co możecie razem zrobić, aby Wasz związek się poprawił. Poproś go, żebyście spędzali więcej czasu razem, no i definitywnie powinien zerwać z koleżanką...co to za tłumaczenie, że nie będziesz mu wybierać znajomych? Jakoś nie wydaje mi się, aby ona była jedynie znajomą...Trzymaj się

93

Odp: Czy to juz koniec
KGB napisał/a:

bugenwilla mówiąc o walce nie mam na myśli heroicznych trudów i wyrzeczeń. Uważam, że zbyt łatwo podejmowane są decyzje ( często jednostronnie) o rozstaniu. I odnoszę wrażenie, że w przypadku autora i jego żony własnie tak się stało.
Nikt nie zmusi nikogo do bycia i kochania - ale jeszcze raz pytam: co zostało zrobione aby nie zaprzepaścić tego na co pracowali ileś lat? czy to tak ma wyglądać: nie kocham cie , trudno. ?

Oczywiście masz rację, co człowiek to inna opinia i tego nigdy nie zmienimy. Każdy ma prawo do szczęścia i zgadzam się z tym, ale każdy wchodząc w związek małżeński podjemuje się pewnych zobowiązań i odpowiedzialności za swoje czyny, zachowania itd.  i zgadzam się z tym, że nic na siłe tylko nie umiem zrozumieć pewnego rodzaju egoizmu.

Co do mojej dycyzji. Jest mnóstwo momentów w których mam wątpliwości i myśli o tym jakby było gdybym nie wróciła, czasami nawet żałowałam.  Na szczęscie do pewnych rzeczy, wniosków się dorasta i tylko czas pokaże słuszność NASZYCH decyzji. Przestałam być egoistką, inaczej pojmuję szczęście. Ja wybrałam: wolę odkrywać, poznawać mężczyznę którego wybrałam na męża i ojca swoich dzieci aniżeli ochoczo poznawać nowe horyzonty smile wiadomo , że co nowe to bardziej ciekawsze!!!
Każdy ma prawo wyboru ( jak w przypadku żony autora), ale każdy ma również prawo otrzymać szansę na rehabilitację ( jak w przypadku autora). Ja nie doczytałam w żadnym wersie aby takową otrzymał ( może przeoczyłam).
Nikt z nas nie lubi być postawiony przed faktem dokonanym.

KGB, gorzej jak w momencie wyboru tego mężczyzny na swojego męża popełniło się po prostu ogromny błąd (tak jak ja), wtedy to już jest masakra sad

94

Odp: Czy to juz koniec

bugenwilla - odpisałam w twoim wątku, żeby nie robić tutaj bałaganu.

95 Ostatnio edytowany przez walczacy (2013-01-25 17:16:16)

Odp: Czy to juz koniec

Dzien dzisiejszy wyglada inaczej  niz wczorajszy...
Przychodzac dzisiaj rano do domu zastalem zone w strasznej rozsypce,nie sala cala noc wymiotowala.
Wrak czlowieka  byla w stanie zrobic wszystko lacznie z byciem ze mna dalej byle nie zabieral jej syna .
Co oczywiscie nigdy nie bylo Moja  intencja. Jest .. naprawde swietna mama
Klebek nerwow  Musialem jej udowodnic swoje intencje codo tego.
Wyslalem jej pare moich wypocin  ktore tu napisalem  To ja uspokoilo Zadzwonila do mnie z pracy .Rozmawialiscmy wszystko wrocilo do stanu z wczoraj...
Okolo 12 godziny otwieram okoczy siedzi kolo mnie w totalnej rozsypce. Znalazla ten  watek na forum wasze opinie wiele razy ja zranily otwarly jej oczy na wiele rzeczy.Rozmawialismy 4 godziny .Wiele sie miedzy nami wyjasnilo.
Wy znacie tylko moja wersje  ....ja znam obie..
Poznalem odpowiedz na zadane pytanie ...I potrafia juz z nia zyc
Tak to jest juz koniec .....
Za wiele razem zaniedbalismy w naszym zwiazku i niektorych rzeczy nieda sie juz naprawic .Milosci jej juz nie odzyskam niestety wiec Szczesliwego zakonczenia jak w filmach nie bedzie...Ale mozemy byc przyjaciolmi a jednoczesnie wspanialymi rodzicami dla naszego syna...
ooo MUSZE JECHAC PO NIEGO DOKONCZE POTEM
DZIEKUJE WAM ZA TO BYLISCIE PRZY MNIE W TYCH CIEZKICH CHWILACH

96

Odp: Czy to juz koniec
walczacy napisał/a:

Dzien dzisiejszy wyglada inaczej  niz wczorajszy...
Przychodzac dzisiaj rano do domu zastalem zone w strasznej rozsypce,nie sala cala noc wymiotowala.
Wrak czlowieka  byla w stanie zrobic wszystko lacznie z byciem ze mna dalej byle nie zabieral jej syna .
Co oczywiscie nigdy nie bylo Moja  intencja. Jest .. naprawde swietna mama
Klebek nerwow  Musialem jej udowodnic swoje intencje codo tego.
Wyslalem jej pare moich wypocin  ktore tu napisalem  To ja uspokoilo Zadzwonila do mnie z pracy .Rozmawialiscmy wszystko wrocilo do stanu z wczoraj...
Okolo 12 godziny otwieram okoczy siedzi kolo mnie w totalnej rozsypce. Znalazla ten  watek na forum wasze opinie wiele razy ja zranily otwarly jej oczy na wiele rzeczy.Rozmawialismy 4 godziny .Wiele sie miedzy nami wyjasnilo.
Wy znacie tylko moja wersje  ....ja znam obie..
Poznalem odpowiedz na zadane pytanie ...I potrafia juz z nia zyc
Tak to jest juz koniec .....
Za wiele razem zaniedbalismy w naszym zwiazku i niektorych rzeczy nieda sie juz naprawic .Milosci jej juz nie odzyskam niestety wiec Szczesliwego zakonczenia jak w filmach nie bedzie...Ale mozemy byc przyjaciolmi a jednoczesnie wspanialymi rodzicami dla naszego syna...
ooo MUSZE JECHAC PO NIEGO DOKONCZE POTEM
DZIEKUJE WAM ZA TO BYLISCIE PRZY MNIE W TYCH CIEZKICH CHWILACH

walczący -jak podejrzewam, przez te dwa lata w jej życiu pojawiło się znacznie więcej, niż tylko rosterki i próby zygnalizowania tobie, co jest nie tak..
powiodzenia

97

Odp: Czy to juz koniec

Nie chodzi przeciez o to zeby byc  na sile ..ale  oto zeby byc kochanym....
Ja wciaz ja kocham i niechce zeby byla dluzej nieszczesliwa  przy mnie
Wole ogladac z boku jak znowu rozkwita jak promienieje w niej szczescie.
Bo ciagle bede gdzies w poblizu niej laczy nas przeciez cudowny Syn
A nasze rozstanie nie zwalnia nas z obowiazku bycia rodzicami.....
Kto wie  co nam przyniesie zycie  Moze kiedys znowu pozwoli nam byc razem
Moj bul zostaje  a rana w sercu kidys pewnie sie  zablizni....

Kochanie jesli bedziesz to czytala wiedz ze  Bardzo  Cie Kocham....

98 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-25 19:05:01)

Odp: Czy to juz koniec

"Wole ogladac z boku jak znowu rozkwita jak promienieje w niej szczescie."
- widocznie fajny ten jej nowy wybranek.
Szkoda że swoje szczęscie buduje na nieszczęściu męża i syna.
Ale to jej wybór.
Niech pamięta jednak że prawo karmy działa...
to co dajemy innym wraca do nas ze zdwojoną mocą.....

jest niezłą manipulantką, osiągnęła 100% założonego planu !

99

Odp: Czy to juz koniec

Słusznie Andy1234

100

Odp: Czy to juz koniec
walczacy napisał/a:

Nie chodzi przeciez o to zeby byc  na sile ..ale  oto zeby byc kochanym....

ale nie tylko na tym polega związek małżeński a gdzie lojalność ? gdzie odpowiedzialność ? nie chodzi o przekonywanie kogoś na siłe, bo to nie ma sensu, ale też nie widzę sensu że godzisz się na to aby być zraniony
w moim przekonaniu to niesprawiedliwe.

Ja wciaz ja kocham i niechce zeby byla dluzej nieszczesliwa  przy mnie
Wole ogladac z boku jak znowu rozkwita jak promienieje w niej szczescie.

Jeśli dobrze cie zrozumiałam to ty będziesz szczęśliwy jeśli odejdzie "dla swojego szczęścia" ? jak myślisz  przez jaki okres czasu będzie taka dobroduszna i przyjaźnie będzie akceptować twoją obecność w swoim "nowym życiu" smile

Bo ciagle bede gdzies w poblizu niej laczy nas przeciez cudowny Syn A nasze rozstanie nie zwalnia nas z obowiazku bycia rodzicami.....

tak racja, nie zwalnia. Mam pytanie: jaką wartość wyniesie syn z waszego rozstania? że jak się komuś znudzi, że jak ludzie zaniedbają "ogródek" - to wg. waszej logiki trzeba go zamknąć a nie odgruzować? to chcesz mu przekazać?

Kto wie  co nam przyniesie zycie  Moze kiedys znowu pozwoli nam byc razem Moj bul zostaje  a rana w sercu kidys pewnie sie  zablizni....

Zróbmy takie ćw. weź szklankę odwróć ją do góry nogami i nalej do niej wody .... co się stało? zapewne się wylało, czy wg. ciebie ta szklanka działa?

101 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-25 19:44:17)

Odp: Czy to juz koniec

"Poznalem odpowiedz na zadane pytanie ...I potrafia juz z nia zyc"
I TAK TRZYMAJ WALCZĄCY !!!
Zajmij się SOBĄ, żyj dla SIEBIE.
Pokaż jej że potrafisz sobie radzić bez niej.

Czasami tak bywa że trafiamy na wybrakowany model, ale ten błąd to nie koniec życia.
Zadbaj o syna.
Bądź ojcem na 100%.
Skąd te przekonanie że Ty możesz a ona nie może żyć bez syna ?
Gdybyś Ty, przez cała noc wymiotował, nie potrafił sobie poradzić z powodu rozstania ze synem - ona by ustąpiła tak jak Ty to zrobiłeś ? smile

Natomiast, gorzej że dałeś się tak zmanipulować.
Efekt wpływu na syna tej decyzji będzie fatalny, tak pisze KGB.
Cóz, to jednak decyzja żony, to ona wyprowadziła emocje na osobę spoza Waszej rodziny.

Jeżeli ten jej "lepszy model" postawi ultimatum " JA, albo jego kontakty z synem" -
zostawi go i wybierze dobro syna ?
Wątpię.

Czy pytala syna o opinię co do jej decyzji o wyborze nowego "taty" ?
Czy zaakceptował tego człowieka ?
Może jednak lepiej zrobić badania RODK zanim powierzysz opiekę na synem temu człowiekowi ?

Samodzielna decyzja żony, bez pytania Ciebie i syna o zgodę, podjęta w amoku motylków w brzuchu, jest pozbawiona
logicznych przesłanek. Jedynie emocjonalnych, dla zaspokojenia swojej przyjemności.

102

Odp: Czy to juz koniec
walczacy napisał/a:

Moj bul zostaje  a rana w sercu kidys pewnie sie  zablizni....

wiem jak boli ... to ból niemal fizyczny - współczuję bardzo szczerze sad
mnie też dziś jakoś wyjątkowo bardzo ciężko ...

103 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-26 00:50:08)

Odp: Czy to juz koniec

Szanowne Panie, tak wieszacie psy, narzekacie na meżczyzn, a zobaczciee jaką **** potrafi być kobieta !
Walczący, zrzuć z siebie tą zasłonę, przejrzyj na oczy.
Przykro mi to powiedzieć, wiem że ją kochasz, ale im predzej to sobie uzmyslowisz tym masz wieksze szanse wyjść tej historii  cało.
Twoja żona to zimna, perfidna, wyrachowana oszustka.
Wmawiała Tobie winę, kazała Ci pracować nad sobą żebyś miał szanse u innej kobiety, kłamała w żywe oczy, nie poczuwała się ani krzty do winy, zero żalu, śmiała się z Tobą ale w duchu z Ciebie, szantażem wymusiła zgodę na pozostanie dziecka z nią.
UCIEKAJ od niej.
Uwierz mi, są jeszcze na tym świecie kobiety które warto kochać, starać sie dla nich, w przeciwieństwie do niej..

NIE ZOSTAWIAJ Z NIĄ SYNA !!!
Zniszczy go, wychowa na takiego samego degenerata uczuciowego jak ona. Chcesz ?żeby syn był takim samym zimnym draniem bez skrupułów, który po trupach dąży do zaspokojenia swoich ****, nie licząc się z innymi, nawet najbliższymi którym przyrzekał ?

Zostaw ja. Ona wkroczyła już na drogę zdrady. Za parę lat znajdzie następnego gacha, albo co bardziej prawdopodobne obecny ja zdradzi, może nawet wtedy będzie już miała dziecko z nim.
Czy była tak perfidnie wyrachowana przedtem, czy tez stała się taka pod jego wpływem ?
Jeżeli pod jego wpływem, to wiadomo co ją spotka z jego strony.

Nie wierz w ani jedno jej słowo, zapewnienie.
To oszustka.
Z oszustami się nie pertraktuje. Przecież dla nich oszukać, zdradzić to pestka.
Po co tracić czas na rozmowę z takimi.

Zadbaj o siebie i syna. Nie pozwól jej go zmarnować.

104

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

Zostaw ja. Ona wkroczyla ju? na droge zdrady. Za pare lat znajdzie nastepnego gacha, albo co bardziej prawdopodobne on ja zdradzi, moze wtedy bedzie ju? miala dziecko z nim.

Andy - noż jasna cholera , pieprzony świętoszek - zdradziłeś kiedyś? wiesz jakie emocje odczuwa osoba która zdradza/ła? nie wiesz .... to nie jest sielanka , jest masa ambiwalentnych emocji włącznie z tymi najgorszymi ... nie pieprz skoro  nie znasz punktu widzenia żony walecznego.... nie jest powiedziane , ze skoro tak się stało - twój scenariusz się sprawdzi - a nawet powiedziałabym, że sie nie sprawdzi bo nauczkę ta kobieta bedzie miała, o to się nie martw - wyrzuty sumienia często nie dadzą żyć...
nie bronię bezwarunkowo - zdrada , układanie sobie życia bedąc jeszcze w związku małżeńskim - to najgorsze wyjście z możliwych , ale zdarza się ... to życie właśnie...
nie każdy zdradzający jest zły do szpiku kości , czasem po prostu samotny , pogubiony ....
więc trzymaj słowa na wodzy .... bo nie znasz relacji dwóch stron , tylko jednej ....

105 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-26 01:18:55)

Odp: Czy to juz koniec

"Andy - noż jasna cholera , pieprzony świętoszek - zdradziłeś kiedyś? wiesz jakie emocje odczuwa osoba która zdradza/ła? nie wiesz "
- hm, świętoszkiem nie jestem smile
ale, muszę się pochwalić nigdy nie zdradziłem i mam nadzieję że nigdy tego nie zrobię.
Wyrzuty sumienia zdradzającego... smile daruj sobie...
Każdy gotuje sobie los sam, jakie piwo naważy takie musi wypić.

Za chwilę będziemy się rozczulali nad cierpieniami zdradzaczy... Takie biedne ofiary swojej zdrady...:)
Nie zamieniajmy miejscami ofiary i kata.

biedni, spragnieni miłych słówek, adoracji którzy nie wachają się rozwalić rodziny, kłamać, oszukiwać, perfidnie manipulawać ufającymi im, kochającymi ich osobami...

Od takich trzeba czym prędzej i czym dalej UCIEKAĆ, nie litować się.
Zostając z nimi można stać się .. takim samym - z kim przestajesz takim się stajesz...

Można starać się wybaczyć, ale pzy spełnieniu pewnych warunków. Dla mnie najlepsze są sprawdzone metody przebaczania:
1. Rachunek sumienia
2. Żal za grzechy
3. Postanowienie poprawy
4. Szczera spowiedź
5. Zadośćuczynienie
Żona Walczącego, anie jednego z tych warunków nie spełniła...
Przy zdradzie ponadto, cały ciężar budowy związku ( po zdradzie nie zostaje nic ze związku, zniknęły fundamenty każdego związku szczerość, zaufanie, szacunek) spoczywa na zdradzaczu. To ON musi walczyc o związek, znosic hustawkę nastojów zdradzonego, odpowidac na każde pytanie chocby powtórzone setny raz na temat zdrady. Być transparentnym.
Poczytaj np "After the Affair" - J. A. Spring, miało wyjść też polskie wydanie.

106

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

Wyrzuty sumienia zdradzającego... smile daruj sobie...
Każdy gotuje sobie los sam, jakie piwo naważy takie musi wypić.

tak, musi wypić , to prawda....

Andy1234 napisał/a:

Nie zamieniajmy miejscami ofiary i kata.

nie zamieniamy , ale byłam po obu stronach - i uwierz mi, wiem co piszę....

Andy1234 napisał/a:

biedni, spragnieni miłych słówek, adoracji

czasem tylko spragnieni uwagi i ciepła którego nie zaznali w małżeństwie ...

Andy1234 napisał/a:

Od takich trzeba czym prędzej i czym dalej UCIEKAĆ, nie litować się.
Zostając z nimi można stać się .. takim samym - z kim przestajesz takim się stajesz...

taaaaa.... zapewne jest to zakaźne ...

107

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

Można starać się wybaczyć, ale pzy spełnieniu pewnych warunków. Dla mnie najlepsze są sprawdzone metody przebaczania:
1. Rachunek sumienia
2. Żal za grzechy
3. Postanowienie poprawy
4. Szczera spowiedź
5. Zadośćuczynienie
Żona Walczącego, anie jednego z tych warunków nie spełniła...

wybacz , zabrzmiało mi jak z ambony w kościele .... pręgierza jeszcze zapomniałeś ująć....

uważam, że do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć , potrzeba czasu , nic nie siłę .... ona dojrzeje wcześniej czy później i nie będzie jej z tym lekko ....

108 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-26 08:20:38)

Odp: Czy to juz koniec

, wiesz no, jeżeli odrzucasz dobre rzeczy tylko dlatego że Ci się z czymś nieprzyjemnym kojarzą, to Twoja decyzja.
Ja tam nie mam takich oporów, jak coś jest dobre i sprawdzone to stosuję.
Choćby wyszło od wroga smile


kobieta w rozterkach napisał/a:
Andy1234 napisał/a:

Nie zamieniajmy miejscami ofiary i kata.

nie zamieniamy , ale byłam po obu stronach - i uwierz mi, wiem co piszę....

- rozumiem Ciebie i szczerze współczuję. Nie zamierzam Ciebie krytykować ani dołować.
Każdy z nas ma więcej lub mniej na sumieniu.
Ty starasz się naprawić to co zepsułaś zdradą.
I to doceniam.
Kibicuję pomyślnemu rozwiązaniu Waszej sprawy, chociaż bez szczerej chęci współpracy z obu stron i do tego poprowadzonej przez dobrego terapeutę ( bynajmniej nie takiego co to wie wszystko po 20 min. rozmowy)  to mam obawy.

jeszcze jedno pytanie :
- czy potrafiłabyś grać tak perfidną, zimną, wyrachowaną grę jak to zrobiła żona walczacego - głaskała go po główce, uśmiechała się, mówiła że jest wspaniałym mężczyzną, ojcem - ale musi popracować nad sobą a wtedy jakaś kobieta go zechce, cała pozostałą manipulację, tylko po to żeby w przekonaniu swojej winy cicho odszedł i zostawił ją sama na sam z kochankiem, Czy potrafiłabyś tam grać, oszukiwać ?

109

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

- rozumiem Ciebie i szczerze współczuję. Nie zamierzam Ciebie krytykować ani dołować.
Każdy z nas ma więcej lub mniej na sumieniu.
Ty starasz się naprawić to co zepsułaś zdradą.
I to doceniam.
Kibicuję pomyślnemu rozwiązaniu Waszej sprawy, chociaż bez szczerej chęci współpracy z obu stron i do tego poprowadzonej przez dobrego terapeutę ( bynajmniej nie takiego co to wie wszystko po 20 min. rozmowy)  to mam obawy.

moja nadzieja umiera z każdym dniem ....

Andy1234 napisał/a:

jeszcze jedno pytanie :
- czy potrafiłabyś grać tak perfidną, zimną, wyrachowaną grę jak to zrobiła żona walczacego - głaskała go po główce, uśmiechała się, mówiła że jest wspaniałym mężczyzną, ojcem - ale musi popracować nad sobą a wtedy jakaś kobieta go zechce, cała pozostałą manipulację, tylko po to żeby w przekonaniu swojej winy cicho odszedł i zostawił ją sama na sam z kochankiem, Czy potrafiłabyś tam grać, oszukiwać ?

kiedy zaczęło się u mnie złe i poznałam tego kogoś - rozmawialiśmy raz z mężem bo "złe" było już bardzo widoczne" , powiedziałam że potrzebuję czasu na przetrawienie tego co jest w naszym związku , i miałam ogromny żal, że  on nie zrobił nic żeby ten czas wykorzystać ....
może gdybym powiedziała "człowieku , ogarnij się, zrób coś bo mnie tracisz- odejdź od tego komputera , wychodźmy gdzieś, kup mi kwiaty , spraw żebym poczuła się dla ciebie ważna" - to byłoby inaczej ... choć też pewnie na krótką metę bo mąż nigdy nie nauczył sie jak traktować kobietę ( wychowali go rodzice alkoholicy , oboje)
myślę, że są ludzie, którzy nie potrafią stworzyć ciepłego związku , którzy są tacy sami : dumni, zawzięci, uparci .... a zranieni zachowują się jak pokaleczone jeże ... tak jest u mnie i męża ... nie potrafiliśmy z siebie nigdy wydobyć tego co było dobre ...żyliśmy w "układzie" ...

110

Odp: Czy to juz koniec

Przypuszczalna przyszłość żony walczącego :
http://www.zdradzeni.info/news.php?readmore=2719

Posty [ 66 do 111 z 111 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026