netkobietyWszystkie działy
Nieśmiałość, niska samoocena, kompleksy

Jestem ze wsi

91 odpowiedzi23 721 wyświetleńzałożony przez krostka, 23.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 92 z 92 ]

66 Ostatnio edytowany przez nika29 (2013-01-29 22:46:43)

Odp: Jestem ze wsi
krostka napisał/a:

Uważam, iż szkoła powinna   być przyjacielem każdego młodego człowieka, a nauczyciel powinien każde dziecko wspierać i wydobywać z niego talent, który akurat posiada gdzieś głęboko ukryty,  a potem nauczyć go rozwijać. A nie już u podstaw przekreślić, bo rodzina dysfunkcyjna, bo bracia mało zdolni, bo łobuz, bo inni tak mówią , bo ... .
To szkoła powinna wprowadzać  dzieci, a potem młodzież  w coraz starsze i doroślejsze życie. To szkoła powinna  dawać  dobry start poczynając od nauki pierwszych liter, cyfr, zdań, wypracowań.  To szkoła  powinna przygotować  do dorosłego życia.  To szkoła powinna  uczyć potrzebnych  rzeczy, które są wręcz niezbedne, ale też wychowywać  i kształtować  charakter. Prawie połowę naszego życia spędzamy w szkole i choć człowiek uczy się przez całe życie, to szkoła jest najlepszym miejscem do poznawania świata i ludzi. Jest podstawą, bez której człowiek byłby ubogi w wszelką wiedzę. Dzięki szkole  możemy w późniejszym życiu pójść do pracy i dobrze wykorzystując swoją wiedze pomagać tym samym innym. A wiec dzięki szkole zapewniamy sobie byt. Ale nie dla wszystkich szkoła to tylko obowiązek, a nauka-przymus. Zdobywanie wiedzy daje także satysfakcję i podwyższa samoocenę, ale ktoś z dorosłych musi tego nauczyć. Jeśli  nie potrafi tego rodzic, to powinien  nauczyciel.   Ponadto dzięki szkole  nie tylko uczymy się coraz to nowych rzeczy, ale i zawieramy niezbedne dla człowieka przyjaźnie, które umilają nam wolny czas na przerwach czy nawet poza szkołą.Taka powinna być szkoła, tacy powinni być nauczyciele, a jak jest w rzeczywistości to każdy doświadczył to na własnej skórze. Jeśli dziecko pochodzi z biednej, mało znanej rodziny to któż zajmie się jego problemem, kto w nim zobaczy człowieka? Jeśli dziecko ma stare, liche buty i ubranie po starszym rodzeństwie to jego wiedza też jest niżej oceniana.Nie rozumiem jak nauczyciel nie widzi  bitego dziecka przez rodziców, czy kolegów , dlaczego nie reaguje, a przecież w każdej szkole jest pedagog szkolny.Tutaj na FORUM czytam takie wypowiedzi i aż włosy stają mi  dęba.

Krostka jak dziewczyna miała chłopaka, który bił matkę to próbowalam ją ostrzec.Bałam się uslyszec-to nie pani sprawa. Bo nie raz tak mówili.
Gdy próbowałam wydobyć talent z klasy, to wkładano mi gumkę(prezerwatywę) z długopisem w dziennik. Wiele, wiele numerów. Jaki talent? Przeżycie. Nie talent. I to w głębokiej ciązy pracowalam w szkole, bardzo się zdenerwowałam. Chetnie bym pomagała dzieciakom, pytałam czemu uciekają, prosiłam aby chodziły. One wiedziały lepiej. To nie pani sprawa. Rzucały szkołę, wyszły za mąz za pijaka, nie mają nawet gdzie wrócić nieraz.
Krostka żeby były takie uczennice jak ty...

67

Odp: Jestem ze wsi

Jeszcze dwa słowa nt. nauczycieli:

Po stroju a nie wynikach w nauce nauczyciele oceniają uczniów w polskich szkołach. Lepszy strój to większe fory u nauczycieli. Stosowanie stereotypów prowadzi do tego, że nauczyciel uprzedza się do ucznia i może zablokować jego rozwój ? ostrzega, cytowana przez dzisiejszą  "Gazetę Wyborczą" psycholog Urszula Sajewicz-Radtke.
Nie szata zdobi człowieka- głosi przysłowie, ale w Polskich szkołach ono sie sprawdza.  Stosowanie się do sterotypów prowadzi do tego, że nauczyciel uprzedza się do ucznia i może zablokować jego rozwój i często tak się zdarza.

68

Odp: Jestem ze wsi

Przyszła mi na myśl pewna historia.Niedawno córka zamożnych,znanych wszystkim w okolicy ludzi,zaczęła uczęszczać do nowej szkoły po przeprowadzce rodziców do sąsiedniej miejscowości.Szanowne grono pedagogiczne(a w nim paru przyjaciół rodziny dziewczynki) do tego stopnia zafascynowało się nową uczennicą,że przestało zajmować się słabszymi dziećmi.Zawsze za przykład stawia się tą nową,doskonałą pod każdym względem dziewczynkę.Na problemy innych dzieci nie zwraca się uwagi.Porównuje się z nią inne dzieci,które stopniowo odsuwają się w cień.Panienka jest nienagannie ubrana w najnowsze,markowe ciuchy,codziennie ma ze sobą kasę,błyszczy elokwencją i opowieściami z jej barwnego życia.Ubóstwiana przez jednych,znienawidzona przez innych. Problem poruszono na zebraniu,wśród rodziców,w obecności wychowawcy.Rodzice dziewczynki stwierdzili,że ich córka jest o wiele mądrzejsza niż inne dzieci,inni rodzice głupi jak cepy i że maja w d...e wszystko i wszystkich.Pytam:co wyrośnie z tych wiejskich dzieci,którym na każdym kroku przypomina się,że są gorsze od tej małej?I co z niej wyrośnie?

69

Odp: Jestem ze wsi

Finał łatwy do przewidzenia. Rodzice tej bogatej i faworyzowanej dziewuszki oraz ona sama, będą aspirowac wyżej. Zamarzą o dobrej i renomowanej uczelni. O ile nie będzie młoda podganiac korkami, to los matury niewiadomy. Jeśli jakimś cudem ją zda, czeka ją sito naboru. Pewnie skończy karierę studenta jakiejś szacownej alma mater na pierwszym semestrze. Na uczelni mają wywalone na to kto jaki ma status materialny. Przeniesie się dziewcze na prywatną, a rodzice bedą opowiadac jak to została niesprawiedliwie potraktowana.

Spotkałam różnych nauczycieli na swojej drodze. Częsci nie wypłaciłabym nawet grosza na nieudolnosc. Nie wiem skąd się tam wzięli, jeśli podejmowali decyzję o zatrudnieniu w takim miejscu, biorąc pod uwagę wakacje, pensum, możliwosc wcześniejszej emerytury - powinni byc zwolnieni. Kontrakt, magiczne słowo, klucz do rozwiązania problemu. Tych prawdziwych pedagogów jest niewielu, ale szacunek jakim darzą ich dzieci i rodzice - nie do przecenienia. Takich też znam, oni nigdy nie zamiotą niczego pod dywan. To w ich obronie rodzice piszą petycje, strajkują, bronią.

Kobietki, bieda w mieście nie jest tak widoczna, ale równie dotkliwa. Wystarczy pijący ojciec, niepracująca matka, chore dziecko. W dzisiejszych czasach pomaga MOPS, nie załatwi jednak wszystkiego. Ludzie nie płacą czynszu, całe rodziny lądują w socjalach, blokach gdzie strach wejsc.

Będąc młodą dziewczyną miałam  koleżankę w klasie, która była niezwykle zdolna i tak samo biedna. Zawsze głodna, ubrana lichutko, przestraszona, zakompleksiona. Ojciec pił, matka wychowywała ją i jej brata praktycznie sama ( brat cierpiał na porażenie mózgowe). Chyba tylko jakieś pieniądze na tego chłopca otrzymywali. Co ona robiła żebyśmy się nie dowiedziały jak mieszka. W końcu i tak się wydało. Nikt nie drwił, a ona tak się bała. Każdy z nas miał coś czym się nie chwalił. Ona pojąc nie mogła, że ten bogaty kolega ma ojca jak z koszmaru, który tłucze regularnie matkę, poniża ją i zastrasza. Prowadza coraz to młodsze panienki, śmiejąc ze wszystkich, bo on ma kasę. Moja matka pracowała na półtora etatu, zawsze zmęczona, ledwie żywa. Kombinująca jak przetrwac następny dzień. Od 7-15 praca magazyniera, popołudniami sprzątanie, a tatuś szanowny samochodem się rozbija i pije z koleżkami. Ciągle słyszymy: chciałaś bachorów, to zarób sobie na nich sama. Zarobiła, a nam wpoiła szacunek do pracy i pieniądza.

70 Ostatnio edytowany przez krostka (2013-02-01 15:48:52)

Odp: Jestem ze wsi

Witaj Chaber - z tego co piszesz wynika taka prawda, że ludzie biedni, bardzo biedni nie lubią, nie chcą mówić o swojej biedzie, tak jak tamta koleżanka.  Popatrz dookoła siebie, jak ludzie, którym wcale nie jest tak źle powiadają " że zyją za psie pieniądze, lub nie może związać końca z końcem ". Kiedyś pracowałam w pomocy społecznej to wiem, jak  reagują ludzie i wiem, że często po pomoc społeczną/ finansową występują niewłaściwe osoby.
A tak w ogóle chciałam napisać, że czytajac wypowiedzi na tym FORUM  dochodzę do wniosku, że moje problemy, to pikuś w stosunku do innych. Czasami czytam i serce mi sie ściska na zachowanie rodziców do swoich bezbronnych dzieci. Czasami rodzice nie są godni nazwania ich takim mianem. Zamieszczone tutaj wypowiedzi są najlepszą terapią i uwolnieniem się od przeszłości. Ty Chaber też przeszłaś swoje, ale widzę, że wyszłaś na ludzi. To dzięki mamie, jej uporowi i walce był wiązany koniec z końcem, a " tatuś? " bawił się zapominając o swoich obowiązkach.Ilu jest takich " tatusiów " i mężów? Ilu jest takich bawidamków, którzy zwalają cały ciężar wychowania i utrzymania na swoje zony. Jeszcze dobrze, gdy przynajmniej Matka potrafi odnaleść się w swojej roli, a jeśli i ona baluje?

71

Odp: Jestem ze wsi

Tatuś tak balował, że wątroba i nerki padły. Dokładnej końcowki jego życia nie znam, bo matka wywaliła go na zbity pysk z mieszkania, rozwiodła po latach idiotycznego myślenia: a nuż mu się odmieni. Dobrze było tylko do momentu śmierci jego ojca, czuł przed nim respekt, bał się jego reakcji na wybryki. Mój dziadek ze strony ojca był surowy, ale bardzo sprawiedliwy. Tak twierdziła moja matka, chyba to prawda była. Babka pozwalała synowi (mojemu ojcu na wszystko), aprobowała jego chamstwo w stosunku do nas. To ją woził samochodem, my do przychodni, na pogotowie, bedąc chorzy - szliśmy pieszo, pomimo wysokiej temperatury.

Pomimo że widziałam jak ojciec traktuje matkę, jakiegoś urazu do mężczyzn nie mam. Rozumiem ich rozżalenie gdy kobieta traktuje męża jak bankomat. Rodzina to wspólne zobowiązanie, odpowiedzialnosc. Kobietom też jej brakuje.

Krostka bieda to temat tabu. Jednym udaje się z niej wyjsc, inni tkwią w marazmie. Wszystko zależy od determinacji, wyobraźni, inteligencji, pracowitości. Bywa, ze sami skazujemy się na niedostatek, powielamy błędy rodziców, nie myślimy rozsądnie. Przykład: rodzina wielodzietna w mojej miejscowości; matka wychodzi młodo za mąż, bo musi ( w ciąży była, a ileś lat temu to wstyd byc panną z dzieckiem), nie pracuje, rodzi dzieci. Ojciec pracuje w pobliskiej fabryce, ona pada, wiadomo kryzys. Z gminy otrzymuje propozycję pracy jako konserwator w gimnazjum. Co robią? Powołują na świat następną 2-kę dzieci. Niedostatek wygląda z każdej dziury w tym domu. Niestety córki już powielają model rodzinny. Nie wiem, może za ileś tam lat ockną się. W tej chwili mają ogromny żal do całego świata, do polityków, bo zasiłek rodzinny za niski.

Gdyby mojej matce przyszło życ w dziesiejszych czasach - bylaby w nie lada opałach. W tamtych czasach alimenty to były grosze, nawet nie zawsze po nie występowano. Była za to praca, możliwości zarobienia i dorobienia. Nikt nie przestrzegał tak gorliwie procedur eksmisji. Twoje mieszkanie, wywalasz nieroba i już. Jak stękał, mogłaś udac się ze skargą do partyjnego bossa. Wzorowego pracownika chroniono. Były żłobki, przedszkola. A teraz? Nawet jak masz pracę, trudno załapac się na "państwowe przedszkole". Samotnej matce przysługuje to i owo, ale szału nie ma. Zamiast tych alimentów wolałaby często inne rozwiązania.

Dawniej jak ktoś chciał pracowac, to to robił i nie biedował tak bardzo. Obecnie tyrasz na umowie śmieciowej i nie wiesz co będzie jutro. Nie ma tej pewności, co dawniej. Biednie było w domu, ojciec tłukł, albo pił,  ale istniało coś takiego jak hotel robotniczy i praca w różnej maści fabrykach. W obecnych czasach nawet pracowitemu jest się trudno odnaleźc.

72 Ostatnio edytowany przez Emilia (2013-02-02 13:25:06)

Odp: Jestem ze wsi
chaber05 napisał/a:

Krostka bieda to temat tabu. Jednym udaje się z niej wyjsc, inni tkwią w marazmie. Wszystko zależy od determinacji, wyobraźni, inteligencji, pracowitości. Bywa, ze sami skazujemy się na niedostatek, powielamy błędy rodziców, nie myślimy rozsądnie. Przykład: rodzina wielodzietna w mojej miejscowości; matka wychodzi młodo za mąż, bo musi ( w ciąży była, a ileś lat temu to wstyd byc panną z dzieckiem), nie pracuje, rodzi dzieci. Ojciec pracuje w pobliskiej fabryce, ona pada, wiadomo kryzys. Z gminy otrzymuje propozycję pracy jako konserwator w gimnazjum. Co robią? Powołują na świat następną 2-kę dzieci. Niedostatek wygląda z każdej dziury w tym domu. Niestety córki już powielają model rodzinny. Nie wiem, może za ileś tam lat ockną się. W tej chwili mają ogromny żal do całego świata, do polityków, bo zasiłek rodzinny za niski.

To jest właśnie symptom wsi, roszczeniowe podejście do systemu opieki społecznej, do państwa. Narzekają że za komuny było lepiej, że była praca, że mieli "wszystko", co oczywiście jest bzdurą, ale fakt, że pracowali w państwowych zakładach. Potem wszystko się zmieniło, źle zarządzane zakłady poupadały, a ludzie byli bez grosza. Wrócili na gospodarkę. Teraz niemal każdą propozycję pracy odrzucają, bo albo są schorowani po latach ciężkiej fizycznej pracy na roli, albo uważają, że są "za dobrzy" by przyjąć posadę z pensją 1500 pln. Wolą chodzić do gminy po zasiłek, często nie przekraczający 100-200 zł. I nieustannie narzekają, że "państwo" nic im nie daje albo daje za mało, a im się "należy". Podstaw do tego "należenia się" podać nie są w stanie, ale narzekając czują się lepiej.

73

Odp: Jestem ze wsi

To nie tylko symptom wsi, raczej nabyta "genetycznie" bezradnosc. Powielanie pewnego schematu się mści.

Z pracą obecnie to jakiś koszmar. Wolałabym ten zwyczaj z komuny:okres próbny i umowa na stałe. Licha płaca na początek, ale pewnosc, ze jej nie zabraknie i że mogę po wk... na szefa, niedogodne warunki zmienic robotę na następną. Nikt obecnie proponowanej pracy nie odrzuca, chyba że coś rzeźbi na lewo.

Emilio niedograne przepisy niweczą szansę tych ludzi na emeryturę. Obecnie nie ma możliwosci zbicia lat pracy z ZUS i KRUS. Albo tylko te przepracowane w fabryce, albo tylko te na roli. Tą pomyłkę powinno się jakoś naprawic. Kto obejmuje gospodarstwo, zostaje na wsi musi sie liczyc z tym, że lekko nie będzie.
Jeśli chodzi o roszczeniowosc, to nie zależy ona od miejsca zamieszkania. Bieda nadal bardziej dotyka wieś. Przykład pracy dla studenta:do układania towaru życzą sobie dyspozycyjnego i mieszkającego nieopodal hipermarketu, czas na pojawienie się w pracy to pół godz po telefonie. Czy ktoś ze wsi ma szansę? Nie dorobi sobie, bo z tej wsi nie zdąży. Praca za najniższą krajową - po odbiciu kosztów dojazdu i ile temu ze wsi zostanie?

Wieś pustoszeje, zwłaszcza ta daleko od szosy. Młodzi wyjeżdżają za pracą, często za granicę. Zostają biedni emeryci, likwiduje się szkoły, tworzy jakieś punkty z klasami 1-3. Następuje degradacja tych miejscowości na tzw. zadupiu. Co robią pozostający tam ludzie w wieku produkcyjnym? Przystosowali się do warunków, umieją "wydobyc" kasę, a że to głównie zasiłki, trudno. Nie mają przebicia, nie są odważni, czekają na lepsze czasy i wieżą w cud. A ten nie nastąpi. Pogłębi się przepasc ekonomiczna w kraju, różnice klasowe będą coraz bardziej widoczne. Bieda zaglądnie w oczy zwłaszcza wsi, tej dalekiej od miasta wsi. Jakim cudem w dzisiejszych czasach uzbierac te składkowe lata. Tylko pewna praca, a tą ile ludzi posiada? Sfera budżetowa na pewno.

Czy wieś będzie się rozwijac, stanie w miejscu, a może zacznie się cofac w rozwoju?

74

Odp: Jestem ze wsi
krostka napisał/a:

Mój problem to nieśmiałość, niska samoocena i kompleksy, które towarzyszą mi przez całe życie. Kiedyś nikt nie myślał o psychologu, czy psychiatrze, bo przecież co za dramat? rodzice nie pili, a że czasami trzeba było coś zrobić to żaden problem- tak pisze Cynicznahipo i WitchQueen, a ja chciałam napisać jak czuje się dziecko na wsi zmuszane do pracy od 6 roku zycia. Moja myśl powstała na podstawie postu " przeprowadzka z miasta na wieś "  Ponadto myślałam, że każdy ma prawo napisać nawet kiepską powieść, tylko aby nie obrażał drugiego człowieka.Jeśli post nie interesuje to nie trzeba go czytać- jest wiele innych postów ciekawszych. Jest mi przykro za takie mało kulturalne wpisy. Ja nikogo nie obraziłam, a nawet nie miałam takiego zamiaru. A , że może trochę kiepsko na początek mi wyszło? Chciałam po prostu przestrzec młode kobiety zakochane w chłopaku ze wsi, że tam nigdy nie będzie kolorowo. bo tam najwazniejsza jest praca, żeby się zastanowiły nad życiem i wychowywaniem dzieci w takich warunkach.Tak było kiedyś i tak jest dziś, mentalność niewiele się zmieniła, chociaż mamy XXI wiek.

Pewnie , że  wiem, że praca uszlachetnia, wzbogaca, człowiek nie ma czasu na " pierdoły" no ale ...... zależy czyimi patrzy się oczami.

A więc moja droga koleżanko nie mów takich bajek z lat 19..... . Bo na chwile obecna na wsi żyje sie o wiele lepiej. technologia i postęp, ja sam mam 30 ha i pracuje na pełen etat. Żona ani dzieci nie tykają się palcem bo i po co? a wygląda o na stępująco wracam z pracy jem odpoczywam i 3-4 godz na polu, a po powrocie mam czas dla żony i dzieci. więc nie strasz tu żadnych dziewczyn tym co było w twoich czasach a na chwilę obecną stało się  przezydkiem.

75

Odp: Jestem ze wsi
lukasz02071 napisał/a:
krostka napisał/a:

Mój problem to nieśmiałość, niska samoocena i kompleksy, które towarzyszą mi przez całe życie. Kiedyś nikt nie myślał o psychologu, czy psychiatrze, bo przecież co za dramat? rodzice nie pili, a że czasami trzeba było coś zrobić to żaden problem- tak pisze Cynicznahipo i WitchQueen, a ja chciałam napisać jak czuje się dziecko na wsi zmuszane do pracy od 6 roku zycia. Moja myśl powstała na podstawie postu " przeprowadzka z miasta na wieś "  Ponadto myślałam, że każdy ma prawo napisać nawet kiepską powieść, tylko aby nie obrażał drugiego człowieka.Jeśli post nie interesuje to nie trzeba go czytać- jest wiele innych postów ciekawszych. Jest mi przykro za takie mało kulturalne wpisy. Ja nikogo nie obraziłam, a nawet nie miałam takiego zamiaru. A , że może trochę kiepsko na początek mi wyszło? Chciałam po prostu przestrzec młode kobiety zakochane w chłopaku ze wsi, że tam nigdy nie będzie kolorowo. bo tam najwazniejsza jest praca, żeby się zastanowiły nad życiem i wychowywaniem dzieci w takich warunkach.Tak było kiedyś i tak jest dziś, mentalność niewiele się zmieniła, chociaż mamy XXI wiek.

Pewnie , że  wiem, że praca uszlachetnia, wzbogaca, człowiek nie ma czasu na " pierdoły" no ale ...... zależy czyimi patrzy się oczami.

A więc moja droga koleżanko nie mów takich bajek z lat 19..... . Bo na chwile obecna na wsi żyje sie o wiele lepiej. technologia i postęp, ja sam mam 30 ha i pracuje na pełen etat. Żona ani dzieci nie tykają się palcem bo i po co? a wygląda o na stępująco wracam z pracy jem odpoczywam i 3-4 godz na polu, a po powrocie mam czas dla żony i dzieci. więc nie strasz tu żadnych dziewczyn tym co było w twoich czasach a na chwilę obecną stało się  przezydkiem.

Nastepny niezwykle doswiadczony przez zycie sie znalazl.
Kolezanko...? ja rozumiem ze na forum wszyscy sa na Ty ale Krostka jest juz w pewnym wieku i szacunek sie jej nalezy.
Ona opisuje tu swoje doswiadczenia zwiazane z mieszkaniem na wsi w czasach kiedy zapewne Ty, panie na wlosciach, nie byles jeszcze w planach.
Albo dostosowujesz sie do poziomu konwersacji albo zwyczajnie stad pomykaj.

76 Ostatnio edytowany przez krostka (2013-02-05 19:48:04)

Odp: Jestem ze wsi

Karolino dziękuję, ja się po prostu uśmiałam. Ja nikogo nie straszę, ja tylko wspominam i cieszę się, że w obecnych czasach co niektórym jest lepiej ( jak pisze Lukasz ). Chciałabym bardzo, żeby wszystkim na wsi było tak dobrze. Cieszę się, że być może w dzisiejszych czasach dzieci nie muszą pracować wraz z dorosłymi. Cieszę się, że dzieci mogą mieć prawdziwe wakacje i mogą się uczyć, aby realizować swoje marzenia, niekoniecznie związane ze wsią. Zgadzam się, że jest lepiej, inaczej, przecież w dzisiejszych czasach nikt nie pasie krów, bo same się pasą, albo są palowane, nikt nie kosi  zboża kosą czy nawet kosiarką - tylko kombajnem itd. Ale nie wszyscy mają kombajny i teraz, ci co ich nie mają to albo płacą duże pieniądze, albo " odrabiają swoją siłą fizyczną" Nie oszukujmy się, kombajny są bardzo drogie i stać tylko nielicznych. Jest lepiej, ale nie wszystkim, to temat na inny post. Obserwuję te zmiany i widzę, nie spadłam z księżyca, ale tutaj Lukasz każdy ma prawo pisać - nawet i wspomnienia, czy ci się to podoba, czy nie. Jesli sam nie pamiętasz, to popytaj rodziców. A tak na marginesie to tylko kiedy mogłam pomagać w swojej pracy zawodowej  to zawsze pomagałam szczególnie wiejskim dzieciom , bo zawsze pamiętałam swoje dzieciństwo. Aktualnie 30  ha to słaby rolnik, dobry to ten co posiada 100 i więcej ha- znam osobiście.  Karolino dziękuję ci jeszcze raz jesteś bardzo wrażliwą osobą. Pozdrawiam i zyczę miłegooo dnia.

77

Odp: Jestem ze wsi

Cześć. Ja też się wychowałam na wiosce choć nieco inaczej jak niektóre z was. Owszem jak trzeba było, to też ciężko pracowałam, rąbałam drzewo u sąsiadki za 50 zł miesięcznie żeby mieć dla siebie jakiś grosz, a czasem na chleb gdy moi rodzice leżeli zalani przez dwa tygodnie, bez kontaktu z rzeczywistością. Do szkoły też miałam około 2 km, co roku chodziłam na wykopki do sąsiada...czasem jednak zastanawiam, się co mi dało takie dzieciństwo w życiu dorosłym? I nauczyło wiele! Zwłaszcza po tym jak przez te wszystkie lata opiekowałam się rodzicami, a cztery lata temu zginęli. Pozostała mi siostra tylko, która mieszka za granicą, no i mój kochany synek, który jest chory i jest już po czterech zabiegach, i któremu muszę stworzyć takie warunki, jakich Ja nigdy nie miałam, przede wszystkim szczęśliwą rodzinę bez ciężkiej pracy i alkoholu!   Co Cię nie zabije to Cię wzmocni! Zobacz plusy swojego dzieciństwa, ale nie zapominaj o tym co cię boli bo to hartuje, i uczy jak być twardym.  Pozdrawiam

78

Odp: Jestem ze wsi
Dorcia...:)...82 napisał/a:

Cześć. Ja też się wychowałam na wiosce choć nieco inaczej jak niektóre z was. Owszem jak trzeba było, to też ciężko pracowałam, rąbałam drzewo u sąsiadki za 50 zł miesięcznie żeby mieć dla siebie jakiś grosz, a czasem na chleb gdy moi rodzice leżeli zalani przez dwa tygodnie, bez kontaktu z rzeczywistością. Do szkoły też miałam około 2 km, co roku chodziłam na wykopki do sąsiada...czasem jednak zastanawiam, się co mi dało takie dzieciństwo w życiu dorosłym? I nauczyło wiele! Zwłaszcza po tym jak przez te wszystkie lata opiekowałam się rodzicami, a cztery lata temu zginęli. Pozostała mi siostra tylko, która mieszka za granicą, no i mój kochany synek, który jest chory i jest już po czterech zabiegach, i któremu muszę stworzyć takie warunki, jakich Ja nigdy nie miałam, przede wszystkim szczęśliwą rodzinę bez ciężkiej pracy i alkoholu!   Co Cię nie zabije to Cię wzmocni! Zobacz plusy swojego dzieciństwa, ale nie zapominaj o tym co cię boli bo to hartuje, i uczy jak być twardym.  Pozdrawiam

Od dziecka nigdy nie mam wolnych wakacji tylko cały czas pomagam rodzicom w polu. Nie raz było mi smutno, że inni mogą gdzieś sobie wyjechać, odpocząć a ja muszę siedzieć w miejscu. Jednak z czasem widzę tego zalety, przynajmniej mam poczucie obowiązku i jestem przyzwyczajona do pracy i szacunku do niej. Wiele osób z miasta, jest zszokowanych, że np umiem jeździć traktorem z przyczepami, i są pełni podziwu. Teraz już coraz mniej jest ludzi utrzymujących się z rolnictwa.

79

Odp: Jestem ze wsi
nomissn napisał/a:
Dorcia...:)...82 napisał/a:

Cześć. Ja też się wychowałam na wiosce choć nieco inaczej jak niektóre z was. Owszem jak trzeba było, to też ciężko pracowałam, rąbałam drzewo u sąsiadki za 50 zł miesięcznie żeby mieć dla siebie jakiś grosz, a czasem na chleb gdy moi rodzice leżeli zalani przez dwa tygodnie, bez kontaktu z rzeczywistością. Do szkoły też miałam około 2 km, co roku chodziłam na wykopki do sąsiada...czasem jednak zastanawiam, się co mi dało takie dzieciństwo w życiu dorosłym? I nauczyło wiele! Zwłaszcza po tym jak przez te wszystkie lata opiekowałam się rodzicami, a cztery lata temu zginęli. Pozostała mi siostra tylko, która mieszka za granicą, no i mój kochany synek, który jest chory i jest już po czterech zabiegach, i któremu muszę stworzyć takie warunki, jakich Ja nigdy nie miałam, przede wszystkim szczęśliwą rodzinę bez ciężkiej pracy i alkoholu!   Co Cię nie zabije to Cię wzmocni! Zobacz plusy swojego dzieciństwa, ale nie zapominaj o tym co cię boli bo to hartuje, i uczy jak być twardym.  Pozdrawiam

Od dziecka nigdy nie mam wolnych wakacji tylko cały czas pomagam rodzicom w polu. Nie raz było mi smutno, że inni mogą gdzieś sobie wyjechać, odpocząć a ja muszę siedzieć w miejscu. Jednak z czasem widzę tego zalety, przynajmniej mam poczucie obowiązku i jestem przyzwyczajona do pracy i szacunku do niej. Wiele osób z miasta, jest zszokowanych, że np umiem jeździć traktorem z przyczepami, i są pełni podziwu. Teraz już coraz mniej jest ludzi utrzymujących się z rolnictwa.

Fajne masz marzenie...:)  i dobrze, że masz jakiś cel:)

80

Odp: Jestem ze wsi

Tak czytam te wypowiedzi... że wiele osób jest niezadowolonych z tego że wychowali się na wsi...
Moi rodzice sie tam wychowali, jeszcze do 2 lat mieszkałam na wsi, potem rodzice przenieśli się do miasta i mieszkaliśmy w bloku.
A ja całe życie do dziś uważałam ze tam nie pasuję. Od dzieciństwa pamiętam u babci na wsi pomagałam, często tam jeździliśmy, może nie było tam aż tyle ziemi, ale mnie cieszyły takie prace, potem ryczałam jak głupia że muszę do domu wracać, że nie chcę. A ja tylko tam sie czułam wolna, tylko tam mogłam robić to co ja chcę smile
Choć mam już 20 lat wciąż za tym tęsknię, i wiem że kiedyś zamieszkam na wsi smile bo mam takie marzenie.
Jak widać... mieszając w mieście też można czuć się nieszczęśliwym...
Ważne jest to by dowiedzieć się czego się chce od życia i znaleźć to swoje miejsce. Tych złych wspomnień nikt już nam nie zabierze, ale możemy pracować jeszcze na te dobre i nowe smile

81 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-03-20 17:35:18)

Odp: Jestem ze wsi

Słuchajcie co zrobić, gdy moja koleżanka ma problem. Mieszka z rodzicami na prawdziwym zadupiu, rodzice mają mierne renty, a ona po studiach wróciła do domu i... I nic. Pracy nie ma, znajomości nie ma, a na dodatek ma taką chorobę(cukrzycę), że pozostaje tylko dobra praca biurowa dla niej. Taka praca jest, ale trzeba mieć swietne znajomości. A ona ich nie ma, nawet ja ich nie mam(bezorbotna jestem).
Podobno nie może starac się o niepełnosprawność, nie może tez pracowac fzycznie na nocki. Widzę fajną dziewczynę, ładną i chyba zacznę powtarzać slogany jej sąsiadów: znajdź sobie męża. No bo skoro nie ma możliwości? Rodzeństwo dawno z dala, i na swoim, a głównie Anglia i budowlanka, mieszkanie u teściowych. Nikt jej zatem z zadupia nie wyciągnie, a liczenie na angielska pomoc też nie wchodzi w grę. Brat ma co prawda tam pracę, ale trzeba jechać zdrowym i cięzko pracować, a ona choruje.

82

Odp: Jestem ze wsi

Ja też pochodzę ze wsi i w ogóle mi to nie przeszkadza w realizowaniu planów.

83

Odp: Jestem ze wsi

wracam do tematu.
znam kilka przypadków, w tym jeden moja kolezanka iwonka rok przed maturą siadla na czat, gadala aż przygadała, 'zakochala sie" i po maturze pojechala do anglii do swojego muzułmanina.
jak już się odkochala to go kopnela w dupe, ale miala juz prace i sciagnela pół wioski dziewczyn do siebie. kuzynke, siostre i kolezanki:)

co te dziewczyny nie zrobia żeby się ze wsi zabitej dechami wyrwac.
i dobrze!!!
ojcom teraz wysylaja funty do domu.

84

Odp: Jestem ze wsi
nokiaaa napisał/a:

wracam do tematu.
znam kilka przypadków, w tym jeden moja kolezanka iwonka rok przed maturą siadla na czat, gadala aż przygadała, 'zakochala sie" i po maturze pojechala do anglii do swojego muzułmanina.
jak już się odkochala to go kopnela w dupe, ale miala juz prace i sciagnela pół wioski dziewczyn do siebie. kuzynke, siostre i kolezanki:)

co te dziewczyny nie zrobia żeby się ze wsi zabitej dechami wyrwac.
i dobrze!!!
ojcom teraz wysylaja funty do domu.

ale ty masz dziewczyno poglądy:)
ta kolezanka miała dużo szczęścia, dużo tupetu i umiejetnosc radzenia sobie w każdych warunkach plus na pewno dobry angielski
a teraz przeczyta to jakas mlodziutka dziewczyna wrazliwa i zrobi tak samo, to az strach pomyslec co może się wydarzyć

85

Odp: Jestem ze wsi
nokiaaa napisał/a:

wracam do tematu.
znam kilka przypadków, w tym jeden moja kolezanka iwonka rok przed maturą siadla na czat, gadala aż przygadała, 'zakochala sie" i po maturze pojechala do anglii do swojego muzułmanina.
jak już się odkochala to go kopnela w dupe, ale miala juz prace i sciagnela pół wioski dziewczyn do siebie. kuzynke, siostre i kolezanki:)

co te dziewczyny nie zrobia żeby się ze wsi zabitej dechami wyrwac.
i dobrze!!!
ojcom teraz wysylaja funty do domu.

Chyba pomyliłaś wątki . Mam nadzieje , że młode osoby z ambicjami nie czytają tego , co Ty wypisujesz . Ręce opadają .

86

Odp: Jestem ze wsi

Wiesz autorko w trochę Cię rozumiem. Sama wychowałam się w domu w domu na wsi. Może to nie była wieś zakuta dechami do 3km do miasta. Dom mieliśmy z cegły i łazienkę ale z ciepłą wodą było gorzej bo albo była w zimę jak się w piecu paliło albo trzeba było w lato rozpalić żeby była, a najczęstszej w lato trzeba było sobie nagrzać. Z taka złością to wspominam. Teraz jak jestem gdzieś na wakacjach albo w domu się coś popsuje i nie mam ciepłej wody to się wk... maksa. Jak sobie to przypomnę. Jak można bez ciepłej wody. Jeżeli chodzi o pole. To mieliśmy mało bo z wujostwem na pół 1h czyli wychodziło po pół ha łącznie z domem podwórkiem. Ale mieliśmy ogród owoce, warzywa czasem trzeba było rwać na skup nigdy tego nie lubiłam bo zarobek był kiepski a nawet kilkanaście drzewek to dużo roboty. W ogóle na wsi jest nudno, jak dla mnie. Pamiętam, że miałam takie głupie koleżanki ze szkoły takie wieśniary babo chłopy dlatego o nich tak mówię że jak wam wspominałam w szkole mnie nie lubiły, na wf darły japy. Bo widziały we mnie osób słabszą a one to była taka patologia typowa bo po 10 w domu, przemoc, jak one odnosiły się do sb i rodzice do nich to dopiero patologia jak dla mnie nie do pomyślenia, dom zawalający się gospodarstwo niezadbane. A rzucały się w szkole jakby coś sobą reprezentowały. Wkurzam się na nich bo nie miałam z nimi lekko. Teraz rozniosłabym jej w pył w pierwszym starciu ale wtedy byłam taką skromną dziewuszką. Aż mnie szlak trafia jak sobie przypomnę własną beznadzieję. No a ja z kolei miała w domu tak, że dzieliliśmy dom na pół z wujostwem. I były ciągłe kłopoty i draki. O byle g... najczęściej o kury... wiadomo standardowy konflikt. Ale nie tylko przede wszystkim różnica religii my katolicy oni świadkowie jehowy obie strony radykalne.  Jeszcze do tego pradziadek z prababcią i oni też w tamtej wierze. Potem prababcia była o nas ale ciągle trzymała z nimi. Były ciągle nieporozumienia. Ja chciałam sie z stamtąd jak najszybciej wyrwać uciec do miasta zamieszkać sama i dlatego żeby mieć pieniądze wolność i niezależność byłam tak zdesperowana że walczyłam o swój majątek z druga rodziną o tym w moim atku jest. Żeby tylko mieć pieniądze bo one dały mi nieznośność. Nie musiałam słuchać niczyich żalów niczyich rozkazów bo ja sama się utrzymywałam. I sama mieszkałam to były wyłącznie moje pieniądze i moje mieszkanie. I dopiero jak miałam to co chciałam ulżyło mi. Dlatego nikomu nie polecam na wsi żadnych wspólnot z teściami dziadkami. W ogóle ja z przekonania życia na wsi nie polecam. Własny domek ogródek dla mnie to nic przyjemnego. Nie lubię prac kolo domowych. Kocham moje życie w mieście w centrum. Może dlatego tez jestem taka na nie, ze mój ojciec zginął w czasie prac polowych to na pewno dodatkowo zniechęca mnie do wsi.

Ale nie dołując ze ludzi ze wsi. Teraz wieś znacząco różni się od tego co kiedyś. Przede wszystkim zacznijmy od tego, ze rolnictwo to jedno z głównych gałęzi gospodarczych państwa. Obecny rolnik to nie jest tak jak kiedyś chłop, wieśniak teraz to jest przedsiębiorca, najczęściej po studiach rolniczych. Ja mam w rodzinie przykład. Młody chłopak po studiach wrócił na wieś. Wziął gospodarstwo rodziców ale całkowicie jest zreformował. Wszystko podpiął pod działalność bierze dotacje ma około 80h ale wszystko zmechanizowane. Traktor jak mercedes, klima, radio, skórzany fotel, tak samo kombajn. Także ma maszyny ręcznie nic nie robi. Dom cały wyremontował, nowym z salonu Volkswagenem jeździ.  Konto pustakami nie świeci. Ma zonę z miasta mają syna ale ona do pracy na etacie wróciła a w gospodarstwie pomaga bardziej technicznie.  Bo jest po administracji i w domu księgowość prowadzi. Pole jak firma w domu mają nawet taki mały jak to się mówi gabinet i tam są całe szafki segregatorów dotyczących działalności gospodarczej wszystko trzeba po rozliczać po księgować. Na wakacje  jeżdżą i zgodzę się z tym co mówi lukasz02071. 
Jak mówię wieś nie jest dla mnie ale jeżeli ktoś marzy o domku na wsi, ogródku i własnym kawałku ziemi nie powinien się zrażać. Bo to wcale nie jest wieś Taka jak kiedyś. Wystarczy popatrzeć jak czasem w niedzielę pod kościół podjeżdżają jacy wystrojeni a jakimi brykami żyją  lepiej niż miastowi niekiedy.

87

Odp: Jestem ze wsi

Szkoda, że Krostka już się nie udziela. Również pochodzę ze wsi, i to nie takiej zaraz przy mieście. Gdybym powiedziała, że lubię wieś, to chyba bym skłamała, a nie mam 50 lat i nie żyłam w aż tak trudnych czasach jak ona. Przede wszystkim oddalenie od miasta sprawia, że nie masz możliwości kiedy chcesz korzystać z kultury, a dojeżdżanie do szkoły czy liceum jest udręką. Mówię o teatrze, filharmonii, kinie itp. Bo wiadomo, że i na wsi organizowane są różne przedsięwzięcia, ale zazwyczaj ''odpust'' czy dożynki nie są szczytem szczęścia, przynajmniej nie dla mnie. Nie ma możliwości uczęszczania na zajęcia różnego typu (moja córka może chodzić na balet, tai chi i co tylko zapragnie). Ja mogłam co najwyżej na kółko malarskie. Nie miałam możliwości uczęszczania na basen, nauki pływania ( i do dziś się tego wstydzę, bo mieszczuchów to dziwi, nauka pływania jest już w przedszkolach) a pływanie w jakimś brudnym czy niebezpiecznym zbiorniku wodnym nie było dla mnie. Kiedy przyjechałam na studia do dużego miasta czułam się dosłownie jakbym była naga, choć generalnie nie miałam się czego wstydzić, bo chodziłam do elitarnego LO, jestem zadbana, moi rodzice są wykształceni. Mimo wszystko- uraza została, to poczucie bycia gorszym. Sama starałam się sobie wytłumaczyć,że nie powinno się oceniać ludzi po tym skąd pochodzą,ale to chyba pobożne życzenie,ponieważ wielokrotnie słyszałam takie sformułowania jak 'wieśniara', może już nie konkretnie kierowane do mnie, ale zawsze jakoś było mi przykro, no bo co to oznacza??? Muszę przyznać, że ludzie ze wsi są specyficzni- bardzo konserwatywni, lubią plotkować,zazdrościć, ale wynika to chyba tylko z tego, że takie zachowania są bardziej unaocznione,w mieście ludzie starają się nawet cicho kłócić (choć nie rzadko im to nie wychodzi). Tutaj mam swoją anonimowość, tam (na wsi) wszystko było i jest na pokaz, nawet to jak  jesteś ubrana w kościele. Ludzie ze wsi wychowywali i wychowują dzieci w tzw.posłuszeństwie (masz zrobić to to i to, bo jak nie to!...), a nagrody raczej nie ma np. wakacji, w niedziele możesz sobie pójść do kościoła i na tym rozrywka się kończy. Oczywiście, obraz wsi obecny maluje się inaczej, niż ten sprzed 20, czy 40 lat,ale od czasu do czasu jeżdżę do rodziców i pomimo powstawania przedszkoli, dróg, nowoczesnych gospodarstw- nadal są miejsca, w których jest przerąbane- nastawienie na życie z gospodarki i zaściankowe myślenie, że nauka jest czymś złym, niektórym ciężko nawet mówić po polsku, tylko mówią gwarą (żadną śląską itp.). Ponadto jest dużo ludzi w biedzie, dużo problemów związanych z alkoholem, rodzinami wielodzietnymi, nastawionymi na pomoc z zewnątrz. Coś się zmieniło, to na pewno, ale nie wszystko. Nie mówię tu o wsiach zaraz pod miastem, czy bogatych osiedlach domków,które teraz nazywa się sielsko prowincją. Mówię o prawdziwej wsi. Obrazek dziecka jadącego motorem, ciągnikiem na mojej wsi wciąż jest obecny i uważam to za skrajną głupotę i brak odpowiedzialności. Posiadałam to szczęście,że w dziecinstwie nie miałam porównania, dużo się uczyłam, miałam ciekawych mądrych znajomych i byliśmy na tyle kreatywni, że sami inicjowalismy zajęcia. Ale była też ciężka praca, wymigiwanie się od niej było nazywane lenistwem, a przecież nie każde dziecko, zwłaszcza małe dziewczynki są w stanie wykonywać pracę osób dorosłych (ja i moje siostry byłyśmy zmuszane, tym bardziej że nie było brata). Rodzicom, czy dziadkom praca na roli dodawała jakiejś niezrozumiałej dla mnie dumy, dla mnie była wstydem, zwłaszcza kiedy moi znajomi nie mieli gospodarstwa. Staram się nie popadać ć w skrajności, wieś ma swoje pozytywy i budzi we mnie sentyment. Mówi się,że w miescie ludzie gonią za materializmem, nie mają dla siebie czasu, ale na wsi nie jest lepiej-albo zasuwasz na etacie, a potem w gospodarstwie i nie masz już na nic siły i ochoty, albo nie pracujesz i klepiesz biedę. Ludzie ze wsi, w przypadku braku ciekawego hobby bardzo się frustrują, a od tego tylko krok do patologii (bo alkohol czas umila). Wiem, co piszę, bo spędziłam dzieciństwo w towarzystwie tzw. żuli (rodzice przez pare lat posiadali sklep). To był normalny obrazek, w mieście też ich nie brakuje, ale głownie ich widzę na plantach. Chłopcy na wsi mają przechlapane, jeśli są spadkobiercami gospodarstwa, w większości przypadku pozbawia ich to wyboru samodzielnej drogi życiowej. dziewczyny zaś mają jakieś dziwne wpojone zasady, że żona ma gotować, być usłużna, rodzić dzieci a nawet jak pójdzie na studia,to dyplom lezy w szafie, a ona ma siedzieć i pomagać mężowi. Żal mi takich młodych ludzi, ja i moje siostry opusciłysmy dom w wieku 18 lat każda, żyjemy w duzych miastach i żadna z nas nie chciałaby wrócic ''tam''. Moje koleżanki mają podobne zdanie.

Czasem tęsknię za świezym powietrzem, ekologiczną żywnoscią i wolnoscią, której w miescie w bloku brakuje. Mimo wszystko uważam, że ludzie ze wsi płacą zbyt wysoką cenę, zwłaszcza dzieci, tak jak np. inicjatorka tego wątku. Życzyłabym sobie obojętnego, czy też pozytywnego podejścia do wsi, ale znam realia aż za dobrze i uważam, że życie tam zazwyczaj nie jest idylliczne.

88

Odp: Jestem ze wsi

jestem ze wsi,najpierw na jednej mieszkalam 25 lat,teraz mieszkam na drugiej sporo mniejszej
czy bym zamieniła to na miasto? nie,chyba że gdzieś na obrzeżach
lubię jeździć do miasta,ale 3-4 dni wystarczą mi,nasycę się rozrywką i wracam do domu wink

fakt dzieci ze wsi są poszkodowane,bo mają daleko a niemobilni,niekumaci  rodzice nigdzie ich nie zabierają
czyli żadnych wypadów do kina,teatru,na basen itd
nie mówiąc już o jakichkolwiek korepetycjach,zajęciach pozaszkolnych itd

czy ludzie są na wsi zacofani,zahukani?
nie powiem że nie bo jeszcze się zdarzają i tacy,ale to już mniejszość
czasy kiedy dzieci tyrały w gospodarstwie już minęły,ja tego teraz nie widzę na żadnej wsi
po za tym rozgarnięty i odpowiedzialny rodzic nie pozwoli 13 latkowi wsiąść za kierownicę traktora
chociaz nadal zdarzają się wypadki z udziałem dzieci w trakcie żniw itp

plotkarstwo niestety jest na porządku dziennym na wsi
tu gdzie mieszkam często konczy się na drodze sadowej big_smile
tak tak są tacy ludzie co bardzo lubią z byle pierdołą po sądach się ciągać
zazdrość o to że ktoś ma lepiej też jest na porządku dziennym
masz nowe buty,nowa kurtkę,już nie mówiąc że samochód,zazdrosni by Cię oczami zjedli big_smile
w mieście po prostu nie ma czasu na ploty,raz że ludzie się nie znają tak,dwa całe dnie ich nie ma

mimo to nie zamieniłabym wsi na miasto smile

nokiaa z takim podejściem można się sparzyć bardzo szybko
ta dziewczyna miałą więcej szczęścia niż rozumu,niestety w większości przypadków tak się nie konczy

89

Odp: Jestem ze wsi

Ja myślę, że tacy ludzie, przede wszystkim ci, którzy coś przeszli, są bardziej wartościowi od większości mieszczuchów.

90

Odp: Jestem ze wsi
krostka napisał/a:

Kryst uwierz mi, że kawałek gleby, a 10 ha uprawnej ziemi to chyba różnica. Jednak to też za mało by dostatnie żyć, a za dużo by szybko obrobić. Czasy wtedy  były inne, bardziej smutne i bardziej trudne.   Teraz jest wieksza mechanizacja, kombajny , a ja pamietam koszenie zboża kosą. Teraz żadne z dzieci nie pasie gęsi ani  krów  i Dzięki Bogu ! Nie wiem dlaczego nikt mnie nie rozumie? Nigdy nie bałam się roboty, ale ja chciałam się uczyć, a u nas na wsi to najpierw była robota, a dopiero potem czas na naukę. Teraz przeraża mnie, że moi synowie rwą sie na wieś i też nie rozumieją mojego niezadowolenia.Ale mieszkanie na wsi, bez uprawiania hektarów to też inna bajka.Ja mam już 60 lat i wspominam lata mojego dzieciństwa i młodości i pewnie to błąd.

Krostka czytam i z podziwu wyjsc nie moge. Tez jestem ze wsi. Tez mielismy 10 ha "ziemii uprawnej" jak to okreslasz.
Pod pewnymi wzgledami mialam gorzej od ciebei. Nie mialam rodzenstwa. Od kiedy pamietam robilam w polu. Nie zebym sie do tego rwala. Trzeba bylo. Ojcu jakos sie nie chcialo, wiekszosc prac wykonywala matka za co dostawala jeszcze od niego "nagrode". Najlepsze to to, ze nie pil. Taki po prostu byl. Nigdy nie bylam na zadnym obozie, wakacjach bo po prostu nie hylo na to pieniedzy.
Polamane palce, zdrapane kolana ... Uroki dzieciństwa. Ten okres byl najszczesliwszy w moim zyciu. Powiem szczerze. Nie wiem o co ci chodzi. Do dzis pamietam jak latalam za bronami za koniem. Pod grabiarke wpadlam bo kon sie znarowil .
Probujesz na siłe pokazac jak ci bylo zle. Moze bylo nie kwestionuje, ale to siedzi gleboko w twjej glowie.

P.S. Mnie ganial kogut. Jadowity byl jak chol****. Nie moglam przejsc zeby mi na glowe nie wskoczyl. Do czasu. Kiedys jak mnie podrapal tak sie wkurzylam i trzasnelam go kijem, ze wiecej nawet na mnie nie spojrzal :-)

91

Odp: Jestem ze wsi
nokiaaa napisał/a:

Słuchajcie co zrobić, gdy moja koleżanka ma problem. Mieszka z rodzicami na prawdziwym zadupiu, rodzice mają mierne renty, a ona po studiach wróciła do domu i... I nic. Pracy nie ma, znajomości nie ma, a na dodatek ma taką chorobę(cukrzycę), że pozostaje tylko dobra praca biurowa dla niej. Taka praca jest, ale trzeba mieć swietne znajomości. A ona ich nie ma, nawet ja ich nie mam(bezorbotna jestem).
Podobno nie może starac się o niepełnosprawność, nie może tez pracowac fzycznie na nocki. Widzę fajną dziewczynę, ładną i chyba zacznę powtarzać slogany jej sąsiadów: znajdź sobie męża. No bo skoro nie ma możliwości? Rodzeństwo dawno z dala, i na swoim, a głównie Anglia i budowlanka, mieszkanie u teściowych. Nikt jej zatem z zadupia nie wyciągnie, a liczenie na angielska pomoc też nie wchodzi w grę. Brat ma co prawda tam pracę, ale trzeba jechać zdrowym i cięzko pracować, a ona choruje.

Nokiaaa niech ta twoja kolezanka sie dowie dokladnie. Ja pracowalam z chlopakiem, ktory miał cukrzyce i miał grupę inwalidzką. Mama mojego faceta to samo i kazde z nich ma inny rodzaj cukrzycy.
To strasznie głupie, ale z grupą łatwiej prace znaleść.
Może trochę nie w temacie przepraszam chciałam pomóc

Posty [ 66 do 92 z 92 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026