Uważam, iż szkoła powinna być przyjacielem każdego młodego człowieka, a nauczyciel powinien każde dziecko wspierać i wydobywać z niego talent, który akurat posiada gdzieś głęboko ukryty, a potem nauczyć go rozwijać. A nie już u podstaw przekreślić, bo rodzina dysfunkcyjna, bo bracia mało zdolni, bo łobuz, bo inni tak mówią , bo ... .
To szkoła powinna wprowadzać dzieci, a potem młodzież w coraz starsze i doroślejsze życie. To szkoła powinna dawać dobry start poczynając od nauki pierwszych liter, cyfr, zdań, wypracowań. To szkoła powinna przygotować do dorosłego życia. To szkoła powinna uczyć potrzebnych rzeczy, które są wręcz niezbedne, ale też wychowywać i kształtować charakter. Prawie połowę naszego życia spędzamy w szkole i choć człowiek uczy się przez całe życie, to szkoła jest najlepszym miejscem do poznawania świata i ludzi. Jest podstawą, bez której człowiek byłby ubogi w wszelką wiedzę. Dzięki szkole możemy w późniejszym życiu pójść do pracy i dobrze wykorzystując swoją wiedze pomagać tym samym innym. A wiec dzięki szkole zapewniamy sobie byt. Ale nie dla wszystkich szkoła to tylko obowiązek, a nauka-przymus. Zdobywanie wiedzy daje także satysfakcję i podwyższa samoocenę, ale ktoś z dorosłych musi tego nauczyć. Jeśli nie potrafi tego rodzic, to powinien nauczyciel. Ponadto dzięki szkole nie tylko uczymy się coraz to nowych rzeczy, ale i zawieramy niezbedne dla człowieka przyjaźnie, które umilają nam wolny czas na przerwach czy nawet poza szkołą.Taka powinna być szkoła, tacy powinni być nauczyciele, a jak jest w rzeczywistości to każdy doświadczył to na własnej skórze. Jeśli dziecko pochodzi z biednej, mało znanej rodziny to któż zajmie się jego problemem, kto w nim zobaczy człowieka? Jeśli dziecko ma stare, liche buty i ubranie po starszym rodzeństwie to jego wiedza też jest niżej oceniana.Nie rozumiem jak nauczyciel nie widzi bitego dziecka przez rodziców, czy kolegów , dlaczego nie reaguje, a przecież w każdej szkole jest pedagog szkolny.Tutaj na FORUM czytam takie wypowiedzi i aż włosy stają mi dęba.
Krostka jak dziewczyna miała chłopaka, który bił matkę to próbowalam ją ostrzec.Bałam się uslyszec-to nie pani sprawa. Bo nie raz tak mówili.
Gdy próbowałam wydobyć talent z klasy, to wkładano mi gumkę(prezerwatywę) z długopisem w dziennik. Wiele, wiele numerów. Jaki talent? Przeżycie. Nie talent. I to w głębokiej ciązy pracowalam w szkole, bardzo się zdenerwowałam. Chetnie bym pomagała dzieciakom, pytałam czemu uciekają, prosiłam aby chodziły. One wiedziały lepiej. To nie pani sprawa. Rzucały szkołę, wyszły za mąz za pijaka, nie mają nawet gdzie wrócić nieraz.
Krostka żeby były takie uczennice jak ty...