Dopiero teraz zajrzałam. Dziewczyny, jaka dyskusja.. dobrze, dobrze, wszystko czytam i wbijam do głowy.
Ale mętlik niesamowity.
Jedni mówią - odpuść sobie, na pewno NIC z tego
Drudzy - milcz, odezwie się
A trzeci - walcz!
hmm...
A ja wiem, że jednak niestety ci pierwsi mają rację. 
Teo, Catwoman - potwornie ciężko mi się czyta Wasze opinie, ale nie dlatego, że są nie po mojej myśli i niezgodne z moimi oczekiwaniami, tylko dlatego, że wiem, że niestety macie rację...
Tak to było, byłam jedynie "wyjściem awaryjnym" póki nie było innej, a że jest już inna na horyzoncie, to stara zabawka w kąt. Dokładnie tak jak to Teo opisała, tak to właśnie odebrałam. Nie ma potrzeby, ani chęci do kontaktu ze mną. Przecież go znam, najlepiej znam tę sytuację, więc wiem, jak odbierać Jego zachowanie. Po zerwaniu jeszcze nim targały może jakieś wątpliwości, to się odzywał. Teraz żadnych wątpliwości już nie ma, bo nie byliśmy już od dawna w związku, ani się nie widywaliśmy. Przez pierwszy tydzień się łudziłam, ale już teraz nie...
A rockwoman7 bardzo dziękuję za wsparcie
do rady z milczeniem się zastosuję, ale niestety doskonale wiem, że nie napisze. Zresztą już to przedyskutowałyśmy. 
Beznamiętność - trzymam zatem kciuki! Tylko jak walczyć? Kiedy druga strona już nic nie chce... Wychodziłam z tego samego założenia, dlatego tkwiłam w tej (bez)nadziei 2 lata, bo chciałam do momentu, kiedy znajdzie inną, łudzić się, że może zdarzy się cud, że uczucia odżyją... hmm... dlatego teraz jestem rozgoryczona, że popsułam to przed faktem, nim się upewniłam, czy aby na pewno z tą koleżanką to coś więcej
bo tak mogłam dalej w tym tkwić i robić sobie nadzieje...ale przecież i tak nic by nie było...