netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

czy warto mieć nadzieję

1 075 odpowiedzi113 964 wyświetleniazałożony przez kobieta w rozterkach, 03.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Strony Poprzednia 1 … 7 8 9 10 11 … 17 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 521 do 585 z 1 076 ]

521

Odp: czy warto mieć nadzieję
bet napisał/a:

Kobieta w rozterkach, zauważyłam, że odkąd pojawiłą się inna w małżeństwie to również uświadomiłam sobie , że kocham męża.
To taka dziwna reakacja.

Reakcja na stratę czegoś ważnego. Tak jest często - że dopiero strata powoduje docenienie ile coś/ktoś dla nas znaczy.

bet napisał/a:

Trudno jest jednoznacznie stwierdzić co czuje Twój mąż. Czy jest w stanie Ci wybaczyć.

Mówi, i zawsze podkreśla, że nie jest w  stanie mi wybaczyć. Że nie będę w stanie żyć z nim wiedząc, że nie wybaczył i  nie ma do mnie szacunku i zaufania.

bet napisał/a:

Wiesz,k jego romans ma inny wymiar.
Napisać można wszystko. Ale czynów chyba nie było.
Udaremniłaś coś co mogło nie mieć większego znaczenia.
Nie da się chyba kochac kogoś przez internet. Możan być zauroczonym, pochłonietym.

Tak myślę , że udaremniłam im spotkanie które miało być zwieńczeniem tej relacji.

bet napisał/a:

Mam takei wrażenie, że on nie pali się do rozstania. Chciałby , żebyś do tego nie dopuściła.

Mam całkiem inne wrażenie.
Mówi, że czeka cierpliwie na sprzedaż domu , że dla niego to jest sprawa zamknięta i jeśli się z tym nie pogodzę to będę cierpieć bo on już podjął decyzję.

bet napisał/a:

Pytałaś co można zrozbić.
Usunąć się.
Żyć własnym życiem. To znaczy. Ja zorganizowałabym sobie czas, aby jak najmniej odczuwać jego brak.
Nie zabiegałabym o czułość, ale też byłabym dla niego dobra.
Również ze względu na siebie.

Nic innego mi nie pozostaje , tylko zająć się sobą.
Skończyły mi się opcje .
Jestem zrezygnowana, zmęczona . Chciałabym , żeby już się to skończyło.
Nie mam siły na swoje zainteresowania, nadal mam depresję i po prostu najchętniej spałabym non stop.
Skupiam siły na tym, żeby funkcjonować : pracować, chodzić na uczelnię, jeździć do psychologa raz w tygodniu, załatwiać niezbędne sprawy , poświęcać trochę czasu dziecku.
Zamykam się w pokoju i albo śpię, albo siedzę bezmyślnie przy kompie klikając byle gdzie.
Nie mam siły , chęci na cokolwiek więcej.
Staram się nie wchodzić mu w drogę jeśli nie muszę. Nic od niego nie chcieć. Schodzić mu z  drogi.
Czasem robimy razem zakupy , albo obejrzymy razem film każde na swoim fotelu.
Patrzenie na niego takiego chłodno uprzejmego , czucie obok - jest dla mnie trudne.

bet napisał/a:

Ile może trwać taki romans internetowy.
Przecież on też ma swoje potrzeby.
Postawiłabym sprawę jasno.
Nie mogę się z tobą rozwieźć.
Nie potrafię. Kocham Cię, więc nie będę w sądzie kłamać.
Jęsli chcesz to sam się tym zajmij oraz sprzedażą domu.
Pragnę zostać w nim z Tobą i wierzę, że jest jeszcze jakaś szansa aby się poukładało i byśmy tworzyli rodzinę.

Powiedziałam ostatnio w rozmowie, że nie chcę sie rozstawać, że nie zgadzam się wewnętrznie z jego decyzją. Zapytałam co jeśli nie zgodzę się na rozwód i sprzedaż domu . Dał do zrozumienia, że zostawiłby mnie z całym problemem na głowie i wyprowadziłby się. Wtedy klękłabym po całości finansowo.

bet napisał/a:

Czy on już wystąpił o rozwód?
Dom można sprzedać później.

Byłoby z tym dużo więcej zachodu , podział domu , sprzedaż takiej nieruchomości i ogólnie sytuacja jest trudniejsza. Ustaliliśmy, że najpierw sprzedamy dom, kupimy dwa mieszkania i wtedy wystąpimy o rozwód i podział majątku.

bet napisał/a:

Nie ważne co on mówi. Zawsze może zmienić zdanie. Może potrzebuje czasu.

Nie wiem czego potrzebuje . Nigdy nie mówił mi o tym co czuje , tak jak i teraz. Nie jestem jasnowidzem , nie wiem co on czuje.

bet napisał/a:

Zaczęło ci zależeć rzeczywiście trochę późno.
Cierpliwość...
Ja nie rozumiem stwierdzeń: starciłam czas.
Dlaczego uważasz, ze starciłaś.
Skąd wiesz, jaki by on był gdybyś podjęła inne decyzje.
Oceniamy nasza sytuację na chwilę obecną.
To czy był on stracony dowiesz się za jakiś czas.

Masz rację.
Nie ma co gdybać . Nie wiadomo co by było.

Na ta chwilę jestem cholernie zmęczona tym wszystkim. Zrezygnowana , zdołowana.
Chciałabym wyłączyć uczucia i emocje , byłoby łatwiej . Ale się nie da.

522

Odp: czy warto mieć nadzieję

Często mam tak samo.
Czuję się zmęczona. Brakuje mi bliskości.
Jak im może tego nie brakować...
Chyba, że dostają to gdzie indziej, a z nami dzielić jej nie chcą.
Przecież bez tego tak trudno żyć.

523

Odp: czy warto mieć nadzieję
bet napisał/a:

Często mam tak samo.
Czuję się zmęczona. Brakuje mi bliskości.
Jak im może tego nie brakować...
Chyba, że dostają to gdzie indziej, a z nami dzielić jej nie chcą.
Przecież bez tego tak trudno żyć.

Przemyślałam sobie dziś wiele spraw.
Nie chcę się tak czuć.
Odpuszczam.
Przestanę żyć nadzieją, zacznę żyć sobą.

Nie ma sensu się umartwiać, nic mi to nie da.
Na pewno będzie jeszcze wiele trudnych dni , ale na tą chwilę zrozumiałam, że nie pozostaje nic innego tylko przyjąć decyzję męża i starać się z nią pogodzić.
Ma prawo nie chcieć być ze mną - macie rację.
Ja też kiedy przemyślałam sobie dziś dokładnie całą sprawę - czego ja chcę , to zrozumiałam, że bardzo będzie mi go brakować - ale też tak jak on nie jestem w stanie przeskoczyć , zaakceptować niektórych jego zachowań i tego co się stało. Tego co zrobił , oraz czego nie zrobił - dla mnie.

Może to sprawka słońca , które dziś pięknie świeci , a może to sprawka zrozumienia, i zajrzenia wgłąb swoich potrzeb , a może Waszych wpisów , a może jeszcze czegoś innego albo wszystkiego naraz , ale dziś czuję, że chcę skończyć tą walkę.
Dać sobie tą wolność.
Tak czuję na dziś.

W końcu wiosna , to nowe życie w przyrodzie - może dla mnie to też dobry czas żeby zacząć od nowa.

524

Odp: czy warto mieć nadzieję

Też mam dzisiaj większy spokój, myślę, że po terapii, już dawno się tak nie czułam. Przerobiłam kilka ważnych spraw i bardzo się wyciszyłam. Chciałabym, aby tak zostało.

525

Odp: czy warto mieć nadzieję
nika76 napisał/a:

Też mam dzisiaj większy spokój, myślę, że po terapii, już dawno się tak nie czułam. Przerobiłam kilka ważnych spraw i bardzo się wyciszyłam. Chciałabym, aby tak zostało.

I tego Ci życzę z całego serducha.
Sobie zresztą też dużo spokoju .... może w końcu przyjdzie wink

526 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-03-05 11:38:19)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Dziś zacznę muzycznie ...
http://www.youtube.com/watch?v=Q_yndeaUXYs

Kontynuacja - zabieg wczoraj przeżyłam, bolało jak jasna cholera , ale żyć będę.

Na dziś - dużo pracy ... praca, praca, praca .... i dobrze , nie myślę o duperelach big_smile

W piątek kumpele idą na dzień kobiet do pubu - chyba się wytaszczę z nimi - pooglądać rozbierającego się Pana specjalnie zaproszonego na tą okazje wink
Nic to, że w weekend dwa zaliczenia i jeszcze nic się nie uczyłam  tongue ... jakoś to będzie big_smile

527

Odp: czy warto mieć nadzieję

Wieczory są znacznie gorsze niż dzień. W dzień świeci słońce, są ludzie , jest praca ... wieczory są bardzo samotne. Są gorsze.
Ciężko z sobą samemu dojść do ładu ...

528

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Wieczory są znacznie gorsze niż dzień. W dzień świeci słońce, są ludzie , jest praca ... wieczory są bardzo samotne. Są gorsze.
Ciężko z sobą samemu dojść do ładu ...

I tych wieczorów boję się najbardziej...
Tego, że inni w swoich szczęśliwych domach zamykają się i po prostu są szczęśliwi.
A ja jestem sama.

Dziękuję Ci, kobieto, za to, że dziś nie pozwoliłaś mi być sama.

529 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-03-06 09:37:59)

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

I tych wieczorów boję się najbardziej...
Tego, że inni w swoich szczęśliwych domach zamykają się i po prostu są szczęśliwi.
A ja jestem sama.

Jesteś fajną , ładną , inteligentną  kobietą - jak już odcierpisz swoje i rozejrzysz się dookoła jeśli nie w bliższym to w dalszym otoczeniu , to zobaczysz ilu jest na świecie ciekawych ludzi , mężczyzn.
Nie usłyszałam i nie zobaczyłam nic wczoraj, co dyskwalifikowałoby cię w oczach mężczyzn.
Zobacz , jesteśmy w podobnym wieku . Ty wyglądasz znacznie lepiej niż ja , to po pierwsze.
Dzieci? mam - ale też nie chcę mieć już więcej - więc jeśli ułożę sobie życie na nowo , mój mężczyzna będzie musiał to zaakceptować , że nie dam mu dziecka. Tym akurat nie musisz się przejmować , mamy podobnie - moje wyfruną , jedno już wyfrunęło i też będę żyła dla siebie . U nas różnica jest taka, że Ty jesteś zżyta ze swoją rodziną - ja nie , ale za to mam swoje dzieci . Więc widzisz - nie można mieć wszystkiego, a czasem to co się ma to naprawdę wielkie szczęście, bo inni nawet tego nie mają wink.

Kochana - zmieniamy nastawienie. Odpłakać i odtęsknić musisz , nie ma rady. To potrwa jakiś czas.
Ale potem nie będzie zmiłuj się i  wyczekiwania na księcia. Potem to Ty będziesz najważniejsza.
Poradzisz sobie .
Nie wiem jak to zrobisz, nie znam się, zarobiona jestem, nie obchodzi mnie - ale mają sie pojawić nowi znajomi ,  częste wyjazdy do dużego miasta w celach rekreacyjno-towarzystkich , czyli nadchodzi weekend - Bellatrix oddaje klucz sąsiadom coby psem się zaopiekowali (albo bierze psiaka ze sobą) , pakuje torbę, pakuje doope w samochód i pomyka do zarezerwowanego wcześniej pokoju w hostelu w Warszawie tudzież Łodzi.
Weekendowy obchód po atrakcjach , galeriach , wieczory w pubie , otwartość na ludzi - to mam kochana w Tobie widzieć.
I proszę Cie tu i teraz , kiedy nadejdzie moja godzina zero , kiedy już zostanę sama z dzieckiem w nowym obcym mieszkaniu , zapłakana, samotna , zrozpaczona - żebyś egzekwowała ode mnie dokładnie to samo.
Odpłakać bo trzeba , a potem czerpać z życia ile się da .

Ty jesteś fajna babka - Ty zasługujesz na szczęście .
Nawet nie mówię tu o facetach , bo na to trzeba czasu żeby sie otrząsnąć.
Mówię o tym, żeby poznawać nowe rzeczy , cieszyć się z drobiazgów, jeździć, zwiedzać, nie siedzieć na doopie w domu i nie czekać aż życie ucieknie między palcami w oczekiwaniu na człowieka który na ciebie nie zasługuje.
A nie zasługuje - skoro Cię zostawił i w taki sposób traktował ostatnimi laty.
To, że jest niedojrzały go nie usprawiedliwia. Tak jak mojego.
Jak się jest niedojrzałym i nie potrafi rozwiązywać problemów, to nie szuka się ucieczki w  internetowe gry i lolitki (patrz jacy oni podobni) , tylko szuka sie rozwiązań problemów - jeśli nie da rady w sobie , to u psychologa, specjalisty.


Bellatrix napisał/a:

Dziękuję Ci, kobieto, za to, że dziś nie pozwoliłaś mi być sama.

Nie ma za co , było mi bardzo miło spędzić z Tobą wieczór przy skype .... kiedy tylko potrzebujesz, a ja będę mogła - służę pomocą.
Mam w weekend zaliczenia - trza sie zacząć uczyć, ale spokojnie trochę czasu zawsze wygospodaruję , coby Cie podtrzymać - jeśli chcesz smile
A może nawet kiedyś sie spotkamy smile
Będzie dobrze , zobaczysz - wyjdziemy z  tego .... obie.
Silniejsze, bogatsze o doświadczenia i wiedzę .
Znające bardziej siebie , dbające o swoje potrzeby.
Będzie dobrze smile
Zmykam do pracy ... jak trza to trza wink

530

Odp: czy warto mieć nadzieję

Później Ci odpowiem. Na razie muszę się jakoś ogarnąć, żeby móc iść do pracy.
...a nie jestem w stanie ludziom normalnie spojrzeć w twarz.

531

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Jesteś fajną , ładną , inteligentną  kobietą - jak już odcierpisz swoje i rozejrzysz się dookoła jeśli nie w bliższym to w dalszym otoczeniu , to zobaczysz ilu jest na świecie ciekawych ludzi , mężczyzn.
Nie usłyszałam i nie zobaczyłam nic wczoraj, co dyskwalifikowałoby cię w oczach mężczyzn.
Zobacz , jesteśmy w podobnym wieku . Ty wyglądasz znacznie lepiej niż ja , to po pierwsze.
Dzieci? mam - ale też nie chcę mieć już więcej - więc jeśli ułożę sobie życie na nowo , mój mężczyzna będzie musiał to zaakceptować , że nie dam mu dziecka. Tym akurat nie musisz się przejmować , mamy podobnie - moje wyfruną , jedno już wyfrunęło i też będę żyła dla siebie . U nas różnica jest taka, że Ty jesteś zżyta ze swoją rodziną - ja nie , ale za to mam swoje dzieci . Więc widzisz - nie można mieć wszystkiego, a czasem to co się ma to naprawdę wielkie szczęście, bo inni nawet tego nie mają wink.

Miło mi, że tak piszesz, ale jak widać wygląd to nie wszystko.
Mój wygląd najpierw był dla mojego męża wymówką - bo byłam nietrakcyjna, a teraz nie robi wrażenia.

A z dzieckiem... Ale masz je. Masz dla kogo rano budzić się, iść do pracy i żyć. Wiem, że powinnam żyć dla siebie... Wiem. Ale wychowano mnie inaczej. Wychowano mnie, że żyje się po coś i dla kogoś. Nie mam tej motywacji. Dlatego jest ciężko.

A rodzina... czasem potrafi być balastem. Nie umiem z nimi o tej sytuacji rozmawiać. Nie rozumieją. Wiem to. Wszystkim się układa. Mają dzieci, mężów/ żony. Tylko ja jestem takim wyrodkiem. Współczują. Ale nie rozumieją.

Poza tym - ty jesteś piękną kobietą. Jeżeli będziesz chciała, to znajdzie się ktoś na Twojej drodze.
Jeżeli będziesz chciała.
Ja nie chcę.

kobieta w rozterkach napisał/a:

Ty jesteś fajna babka - Ty zasługujesz na szczęście .
...
Mówię o tym, żeby poznawać nowe rzeczy , cieszyć się z drobiazgów, jeździć, zwiedzać, nie siedzieć na doopie w domu i nie czekać aż życie ucieknie między palcami w oczekiwaniu na człowieka który na ciebie nie zasługuje.

Rzecz w tym, że nie widzę tej fajności. Nie czuję się fajna.
Dziś w pracy szefowa mi powiedziała, że ona zazdrości mi mocnej psychiki. A ja tej mocnej psychiki nie czuję. Ja czuję, że wszystko mi pęka jak bańka mydlana. Że owszem... wiele wytrzymałam, ale już więcej nie zniosę. Że balansuję na granicy.

Gdybym była fajna, mąż byłby ze mną.

Widzisz, ja jestem takim typem człowieka, że jeśli kocham, to trwale. Nie umiem na pół gwizdka. Nie umiem kochać bardziej siebie.
I robię sobie przyjemności, paradoksalnie w ciągu tego roku spełniłam większość swoich marzeń, które miałam przez ładnych kilka lat.
W tym roku odbyłam podróż, o której marzyłam naprawdę latami. Ale nie ucieszyło mnie to. Wiesz czemu? Bo byłam sama. Bo cieszyłabym się, gdybym mogła radość dzielić z nim. Gdybyśmy byli tam oboje.
Zmarnowane marzenie.

I wiesz, jakie niebezpieczeństwo istnieje?
Że kocham tak, że owszem, może nauczę się funkcjonować bez niego, ale kiedy zechce wrócić, znajdzie znowu miejsce w moim sercu.

To są myśli na gorąco, pod wpływem emocji. Z czasem to wszystko się ułoży i może zacznę cieszyć się samotnymi wyjazdami. Na razie nie umiem.

kobieta w rozterkach napisał/a:

To, że jest niedojrzały go nie usprawiedliwia. Tak jak mojego.
Jak się jest niedojrzałym i nie potrafi rozwiązywać problemów, to nie szuka się ucieczki w  internetowe gry i lolitki (patrz jacy oni podobni) , tylko szuka sie rozwiązań problemów - jeśli nie da rady w sobie , to u psychologa, specjalisty.

Zauważyłaś, jacy są podobni.
Te same teksty... te same zachowania...
Ja powinnam na równi z nim wielbić jego eks, bo dzięki niej on rozmawiał z psychologiem.
Nic to, że prosiłam tysiąc razy, żebyśmy poszli wspólnie lub żeby poszedł sam. Poszedł, kiedy ona go do tego zachęciła.
Paranoja.
Jest niedojrzały. Ma masę problemów sam ze sobą. Chciałam, żeby się z nimi uporał, zanim się wyprowadzi, żeby decyzja o wyprowadzce była decyzją dojrzałą i przemyślaną.
Ale nic z tego. Przyjaciółka powiedziała:"wyprowadź się" i ta kukiełka zrobiła to, co bóstwo nakazało.

532

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Poza tym - ty jesteś piękną kobietą. Jeżeli będziesz chciała, to znajdzie się ktoś na Twojej drodze.
Jeżeli będziesz chciała.

Nie chcę.
Muszę się z sobą ogarnąć, poza tym boję się że niewłaściwie ulokuję uczucia.

Dziś terapeutka zapytała - jaka byłaby moja decyzja gdyby nie podjął jej mąż. Gdybym miała sama ja podjąć. Czy chciałabym żyć tak jak żyłam.
Zastanowiłam się i wyszło, że jeśli miałoby być tak jak było dotąd przez te kilkanaście lat : zachowawczo, daleko, bezemocjonalnie, obok, z moja kontrolą i jego biernością - to nie chciałabym , decyzja byłaby na "nie" .
Ale nadal wierzę w to, że gdybyśmy oboje chcieli , postarali się poczuć empatię wzajemnie, zrozumieć siebie i swoje potrzeby, chcieli być dla siebie kimś najważniejszym , kochanym, troskliwym - to chciałabym.
Tylko - nie da się już.

Brakuje mi nadal jego ciepła, miłości , poczucia bezpieczeństwa , bliskości ciała ... a jest na wyciągnięcie ręki. To cholernie trudne - nie móc tego dostać.
Co tu dużo - kocham nadal - nie minie na zawołanie.

Bellatrix napisał/a:

Zauważyłaś, jacy są podobni.
Te same teksty... te same zachowania...

Ja myślę, że te zachowania to jakieś mechanizmy , które ludzie o podobnej osobowości powtarzają.
Ale mechanizmy da sie wykryć w sobie i spowodować zmianę zachowania , jeśli się jest w stanie wykryć ten moment , świadomie zauważyć : "ocho , włącza mi się takie myślenie - trzeba odwrotnie".

Dziś z terapeutką omawiałyśmy to przy okazji tematu mojej depresji.
Mam tak, że generalnie więcej czasu w tej depresji jestem niż nie . To ponoć po mnie widać .
Rozmawiam, jestem ożywiona , coś mnie ciekawi , wymiana zdań .... a chwilę później zapadam się w sobie - wycofanie, cisza, zamyślenie, nieobecny wzrok - i siedzę tak dopóki coś znowu mnie nie wyrwie z odrętwienia.
Już kiedyś omawiałyśmy sposoby zmiany tego mechanizmu zapadania się w sobie. Kiedy czuję, że tracę zainteresowanie chwilą powinnam robić coś, żeby odwrócić uwagę od tej mojej samotności w sobie : na przykład pogłaskać psa, wstać , przejść się, coś zjeść, napić się , uszczypnąć w policzek, porozmawiać z kimś ....
Najważniejsze jest wyłapać moment kiedy to się zaczyna ( a są to setki razy dziennie) - i wtedy zmienić bieg tego mechanizmu.
Ponoć się da ... ale to bardzo ciężka praca nad sobą.

Tak samo jest pewnie z tymi naszymi mężami .
Pewnie się da, żeby byli milsi, szanowali, pokazywali troskę i zainteresowanie, rozmawiali z zaciekawieniem ... żeby chcieli cokolwiek.
Ale to samo się nie stanie - do tego trzeba zmiany myślenia, wypracowania nowych nawyków , to ciężka praca nad sobą tak jak ja mam z tą depresją.
Zmiana mechanizmów i myślenie nad tym.
Może się nie chcieć? może....

U mnie dodatkowo dochodzi brak wybaczenia ze strony męża tego co ja mu zrobiłam - tak ma , taki ma mechanizm obronny że nie wybacza , tak ma w głowie zakodowane i nie chce mu się nad tym pracować żeby to zmienić.
Łatwiej jest odpuścić.

533 Ostatnio edytowany przez Bellatrix (2013-03-06 23:35:52)

Odp: czy warto mieć nadzieję

No więc... coś z tego, co napisałaś, uszczknęłam dla siebie.
Wiesz, czym się zajmuję, więc "odpływanie" odczuwam szczególnie dotkliwie... Inni to zauważają.
Muszę zastosować to, o czym pisałaś.
Spróbuję.
Muszę na pewno coś zrobić, bo dalej tak być nie może.
Często to się dzieje bez udziału mojej woli. Ostatnio coraz częściej, więc trzeba przeciwdziałać. W sumie to myślałam, że samo przejdzie.

kobieta w rozterkach napisał/a:

Ale nadal wierzę w to, że gdybyśmy oboje chcieli , postarali się poczuć empatię wzajemnie, zrozumieć siebie i swoje potrzeby, chcieli być dla siebie kimś najważniejszym , kochanym, troskliwym - to chciałabym.

I wiesz, że ja wciąż też tak myślę.
Ja wiem, że on się zacietrzewił w swojej złości. Wiem, że ta wyprowadzka była konieczna.
Może coś zrozumie... zwłaszcza gdy koleżanki wrócą do swoich rodzin i o nie będą dbać, a nie znajdą czasu dla biednego misia.
A może nie.
Ale musiał się wyprowadzić.
I ja dziś to z całą jasnością widzę.

Może kiedyś jednak nam się uda?
Jaki to ogromny paradoks w tej sytuacji... wciąż nie mogę uwierzyć, że to już koniec wszystkiego i że już nic nie będzie...

kobieta w rozterkach napisał/a:

U mnie dodatkowo dochodzi brak wybaczenia ze strony męża tego co ja mu zrobiłam - tak ma , taki ma mechanizm obronny że nie wybacza , tak ma w głowie zakodowane i nie chce mu się nad tym pracować żeby to zmienić.
Łatwiej jest odpuścić.

Mój mąż też nie może mi wybaczyć tego, co mu robiłam. Nieważne jest to, co on zrobił. Mam to na własne życzenie. Kreski nad tym, co było, postawić nie może, bo pamięta. Bo wciąż grzebie się w przeszłości.
No nie potrafi i już.

534

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Mój mąż też nie może mi wybaczyć tego, co mu robiłam. Nieważne jest to, co on zrobił. Mam to na własne życzenie. Kreski nad tym, co było, postawić nie może, bo pamięta. Bo wciąż grzebie się w przeszłości.
No nie potrafi i już.

To tak jak mój ... tylko u nas to jest też w dużej mierze kwestia zaufania. Nie ufa , ja też nie ufam. Oboje mamy swoje za uszami , bardzo się postaraliśmy żeby ten związek się nie udał, każde z nas dołożyło do tego swoje cegiełki od początku. Zaskutkowało to życiem obok siebie bez bliskości i osobnymi światami z bardzo małą częścią wspólną.
To przykre, ale w  sumie - to już nieistotne . Choć nie - istotne , bardzo istotne. Istotne z jednego powodu - świadoma błędów jakie zrobiłam - postaram się nie powtórzyć ich w kolejnym związku.


Teraz -trzeba iść na przód ... nowi znajomi , szkoła, praca , dzieci .... doba za krótka żeby wszystko ogarnąć.
Muszę się teraz ogarnąć - w czerwcu egzaminy , w pracy dużo pracy ... do tego sprawa sprzedaży domu i zakupu mieszkań - ciężki czas mnie czeka.

Od wczoraj zabiegana jestem - nie mam czasu kurcze na nic . Na emocje też nie mam czasu , zakopałam na razie. Przyjdzie jeszcze czas kiedy będę o tym myśleć i zadręczać - wiem o tym, ale na dziś nie mam na to najzwyczajniej czasu smile
Dziś w pracy ważne i czasochłonne spotkanie ,w  domu będę późno - a tu jeszcze się uczyć na weekend.

No nic, miłego dnia wszystkim życzę smile . Zmykam pracować.

535

Odp: czy warto mieć nadzieję

Miałam trochę do nadrobienia lektury. Co widzę ? miotasz się wciąż boleśnie z emocjami - zupełnie naturalne. Jednego dnia "jestem silna, trzeba walczyć o siebie" drugiego dnia: "kocham go jak mam walczyć" . Mam prośbę, przeczytaj swoje wpisy od samego początku. Taka "autoterapia" , kiedy ja tak zrobiłam dostrzegłam wyraźniej pewne rzeczy, kwestie - spróbuj.

Myślę, że poza stanami depresyjnymi wyraźnym problemem jest brak konsekwencji. Może wynika on z tego, że miotasz się bez celu.
Napisałaś w którymś wątku, że chciałabyś aby ktoś napisał ci instrukcję jak uratować małżeństwo, ok!!! punkt 1 trzeba woli dwojga stron hmm i co ? jak mam dalej pisać skoro pierwszy, najważniejszy punkt nie zostaje spełniony ? na czym oparta ma być konstrukcja ?

Problem kochana polega też na tym, że skupiasz się na nim a nie na sobie. Wciąż go analizujesz, chodzisz do niego "po kopniaki w d* " - to masochistyczne, ale ok czasami potrzebujemy zebrać kilka mocniejszych na otrząśnięcie, tylko mam wrażenie że stoisz w martwym punkcie na własne życzenie.
Owszem decyzja, sprzedaż domu etc. ale co z tym co jest w twojej głowie , gdzie progres ?

Co to za pomysł wspólnych zakupów, budżetów ? zapadła decyzja o rozstaniu to krecha na połowę. To takie działanie na zasadzie ślimaczenia się rany. Używając dalej analogii "przewietrz dobrze, niech wyschnie i się goi" a nie rozdrapuj poprzez działania typu " odwiedziny w sypialni " , "wspólne zakupy".
Wiem - łatwo się mówi, ale każde takie czynności dają ci złudną nadzieję. A później na nowo płacz, analiza, depresja.

Zaskoczył mnie fakt kiedy to mężulek wyłonił się zza pudełka i postanowił rozliczać cię z papierosów - no przysięgam dałabym mu w łeb najchętniej pudełkiem przed którym uskutecznia podniety grą za pieniądze. Czy ty racjonalnie widzisz co się dzieje ? PUKAM do twojego rozsądku i wołam do terapuetki koniecznie musisz przepracować to współuzależnienie - to w nim upatruję się brak konsekwencji oraz dalsze irracjonalne działania jakie czynisz.

Przeczytaj wszystkie swoje wypowiedzi, przeanalizuj wnioski zapisz na kartce, przeczytaj głośno.

Co ty chcesz ratować ? Jak myślisz  co się zmieni ? skoro on nawet na etapie "próby współpracy" olał cię ciepłym moczem i po miłej wymianie uprzejmości oddawał się ekstazie gry z wirtualną laską. Czego oczekujesz od człowieka o tak niskim poziomie rozumowania ?

536

Odp: czy warto mieć nadzieję
KGB napisał/a:

..Co to za pomysł wspólnych zakupów, budżetów ? zapadła decyzja o rozstaniu to krecha na połowę. To takie działanie na zasadzie ślimaczenia się rany. Używając dalej analogii "przewietrz dobrze, niech wyschnie i się goi" a nie rozdrapuj poprzez działania typu " odwiedziny w sypialni " , "wspólne zakupy".
Wiem - łatwo się mówi, ale każde takie czynności dają ci złudną nadzieję. A później na nowo płacz, analiza, depresja...

Jest dokładnie tak, jak napisała KGB. Każdy dodatkowy kontakt powoduje nadzieję i trzeba się zbierać od początku. Gdyby nie wspólny pobyt w górach byłabym dużo dalej niż jestem w tej chwili. Dlatego staram się unikać wspólnych zakupów, odwiedzin u rodziny, rozmów o sobie, nawet wspólnej jazdy samochodem.
Spróbuj, a zobaczysz, że energia, którą marnowałaś na niego wróci do Ciebie.

537

Odp: czy warto mieć nadzieję
KGB napisał/a:

Miałam trochę do nadrobienia lektury. Co widzę ? miotasz się wciąż boleśnie z emocjami - zupełnie naturalne. Jednego dnia "jestem silna, trzeba walczyć o siebie" drugiego dnia: "kocham go jak mam walczyć" . Mam prośbę, przeczytaj swoje wpisy od samego początku. Taka "autoterapia" , kiedy ja tak zrobiłam dostrzegłam wyraźniej pewne rzeczy, kwestie - spróbuj.

Poczytam siebie w wolnej chwili  od początku smile

KGB napisał/a:

Myślę, że poza stanami depresyjnymi wyraźnym problemem jest brak konsekwencji. Może wynika on z tego, że miotasz się bez celu.
Napisałaś w którymś wątku, że chciałabyś aby ktoś napisał ci instrukcję jak uratować małżeństwo, ok!!! punkt 1 trzeba woli dwojga stron hmm i co ? jak mam dalej pisać skoro pierwszy, najważniejszy punkt nie zostaje spełniony ? na czym oparta ma być konstrukcja ?

Oczywiście masz rację .
Też to dostrzegłam , i teraz postępuję według rad wielokropka  - nic nie muszę.
Miotałam się jeszcze kilka dni temu.
Teraz , na tą chwile jestem spokojniejsza.
Przyjęłam fakt , że nie wyszło, że nic z tego nie będzie i że czas zająć się sobą.
Jest mi łatwiej kiedy tak myślę.

KGB napisał/a:

Problem kochana polega też na tym, że skupiasz się na nim a nie na sobie. Wciąż go analizujesz, chodzisz do niego "po kopniaki w d* " - to masochistyczne, ale ok czasami potrzebujemy zebrać kilka mocniejszych na otrząśnięcie, tylko mam wrażenie że stoisz w martwym punkcie na własne życzenie.
Owszem decyzja, sprzedaż domu etc. ale co z tym co jest w twojej głowie , gdzie progres ?

W mojej głowie też się trochę zmieniło w ciągu ostatnich kilku dni .
Rozgraniczyłam sobie kilka rzeczy.
Miłość miłością - z tego nie da się wyleczyć od razu .
Ale staram się myśleć jednak bardziej o tym , co by było gdybyśmy zostali razem- unieszczęśliwilibyśmy siebie nawzajem.
Zdałam sobie z tego sprawę, że mamy zupełnie inne potrzeby , i inne zapatrywanie na życie.


KGB napisał/a:

To takie działanie na zasadzie ślimaczenia się rany. Używając dalej analogii "przewietrz dobrze, niech wyschnie i się goi" a nie rozdrapuj poprzez działania typu " odwiedziny w sypialni " , "wspólne zakupy".
Wiem - łatwo się mówi, ale każde takie czynności dają ci złudną nadzieję. A później na nowo płacz, analiza, depresja.

Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie że przeszłam przez pewien etap, otwarł mi się następny - i moje myślenie zmieniło się.
Coś się zmieniło. Po wpisach wielokropka dużo myślałam.
Czego ja chcę, co jest i co może być.
I chyba wewnętrznie już odeszłam od męża , może nie całkiem - ale tyle ile jest to i tak jest dla mnie dużo. Już nie kontroluję , nie myślę obsesyjnie o nim , o tym co robi. Telefon leży na ławie, komputer niezahasłowany - a mnie nawet nie kusi tam zajrzeć. Nie chcę . Nie chcę się więcej umartwiać, roztrząsać, masochistycznie ranić.
Decyzja podjęta - ma prawo układać sobie życie na nowo.
Ja też mam prawo.
Ostatnio się mijamy , ja mam sporo nauki , chodzę też wiecznie zmęczona dlatego trochę śpię popołudniami , trochę gadam na skype ze znajomymi , uczę się, zaliczenia w perspektywie, egzaminy , pracuję- w pracy też dużo wszystkiego . Mam napięty grafik ostatnio jak baranie jaja , mówiąc kolokwialnie. Może w tym szaleństwie jest metoda.
Nie mam teraz czasu myśleć o tym jak jest mi źle .
Teraz martwię się, że źle dopiero będzie jak będzie przedłużający się problem ze sprzedażą domu . Chciałabym już kupić mieszkanie i zacząć od nowa.
Skoro tak ma być, niech będzie jak najszybciej.
Tego chcę.

KGB napisał/a:

Co ty chcesz ratować ? Jak myślisz  co się zmieni ? skoro on nawet na etapie "próby współpracy" olał cię ciepłym moczem i po miłej wymianie uprzejmości oddawał się ekstazie gry z wirtualną laską. Czego oczekujesz od człowieka o tak niskim poziomie rozumowania ?

Nie chce już ratować.
Nie ma co ratować.
Chce już zacząć od nowa.
Gdyby teraz znalazł się kupiec  na dom, całowałabym go po stopach.

nika76 napisał/a:

Jest dokładnie tak, jak napisała KGB. Każdy dodatkowy kontakt powoduje nadzieję i trzeba się zbierać od początku. Gdyby nie wspólny pobyt w górach byłabym dużo dalej niż jestem w tej chwili. Dlatego staram się unikać wspólnych zakupów, odwiedzin u rodziny, rozmów o sobie, nawet wspólnej jazdy samochodem.
Spróbuj, a zobaczysz, że energia, którą marnowałaś na niego wróci do Ciebie.

Staram się go unikać , nie muszę już nic robić - ani rozliczać się z niczego.
Takie mam teraz podejście , mam na wszystko teraz wy...ebane.
Mam wystarczając dużo swoich spraw - nie mam nawet czasu przejmować się czymś innym.
Do czerwca tak będzie - do egzaminów w szkole , w pracy też ciężko.
Poza tym - chyba naprawdę coś we mnie pękło, coś zrozumiałam, z czymś się pogodziłam.
Mąż jest dobrym człowiekiem - ale jak sam mi kiedyś powiedział - dobrych ludzi na świecie jest wielu i nic z tego nie wynika. To za mało, żeby z kimś być.
Chce już zacząć od nowa.

538

Odp: czy warto mieć nadzieję

nastał wieczór ... znowu mi smutno, tak po prostu ....

539

Odp: czy warto mieć nadzieję

Smutno, bo on jest jeszcze obok?
Myślę, że lepiej będzie dopiero, kiedy będziemy już same. Niestety ja muszę jeszcze przeczekać, mam kilka spraw do załatwienia. Na tą chwilę nie mogę nic zrobić.

540

Odp: czy warto mieć nadzieję
nika76 napisał/a:

Smutno, bo on jest jeszcze obok?

możliwe ....
cholernie przeraźliwie smutno...

541

Odp: czy warto mieć nadzieję

Mogę Ci tylko powiedzieć, że smutno było, kiedy dziś wracałam do puściuteńkiego domu. Domu, w którym nikt na mnie nie czeka...

Tyle że to minie.
Świat nie stoi w miejscu i nie zawali się od tego, że mężowie porzucają żony.

Trzeba iść do przodu, inaczej same zepchniemy się na boczny tor.

542

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Mogę Ci tylko powiedzieć, że smutno było, kiedy dziś wracałam do puściuteńkiego domu. Domu, w którym nikt na mnie nie czeka...
Tyle że to minie.

Minie ...
Pewnie kiedy spotkasz kogoś kto zasługuje na to, żeby czekać na ciebie w tym domu.
Ja w to wierzę.

Bellatrix napisał/a:

Świat nie stoi w miejscu i nie zawali się od tego, że mężowie porzucają żony.

Tak .
Świat się nie zawali, ale wierze że może się zawalić życie kobiety.

Bellatrix napisał/a:

Trzeba iść do przodu, inaczej same zepchniemy się na boczny tor.

Grunt to sie podnieść z tego upadku , otrzepać i iść dalej .

Ja się wczoraj posmuciłam wieczorkiem.
Ale potem odezwała się na gg koleżanka z dawien dawna się nie odzywająca - popisałam z nią trochę na gg, lepiej mi się zrobiło - i poszłam spać. 
Dziś humorek gorszy - słońca nie ma , kwiatka nie mam od kogo dostać z okazji święta komunistycznego big_smile ... ale co tam, jakoś przeżyję.
Dużo zajęć mam dziś ... praca , po pracy zakupy , po zakupach olej jadę wymienić w samochodzie  bo zapomniałam , a już sporo po terminie...  a wieczorem nauka . Jutro zaliczenie z prawa , pojutrze z przedsiębiorczości . Szok ... uczę się, codziennie, uczę - i nic do tej pustej łepetyny nie wchodzi.

Miłego dnia wszystkim smile

543 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-03-08 20:07:55)

Odp: czy warto mieć nadzieję

A to niespodzianka .... dostałam różę od jeszcze męża jak wróciłam z pracy ... herbacianą... miły gest smile
Po czym zamknął się w pokoju z kompem i Monią ....

Staram się uczyć ... nic nie wchodzi , normalnie porażka ... cienko będę jutro piskać na uczelni ...

Jak się trzymasz , Bellatrix?

544

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie narzekam na razie.
Jeśli chodzi Ci o Dzień Kobiet, to mam jeszcze ojca, braci, sąsiadów... Nie ma tragedii, kwiatków trochę dostałam.

Jeśli chodzi Ci o męża... tragedii też nie ma.
Może dlatego, że wiem, że wyprowadzka była nieunikniona... W tę albo w tę. Innego wyjścia na ten moment nie było.

Zatem bawisz się przy książkach?:) Powodzenia jutro na egzaminie. Będę mocno ściskać kciuki.

545

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Nie narzekam na razie.
Jeśli chodzi Ci o Dzień Kobiet, to mam jeszcze ojca, braci, sąsiadów... Nie ma tragedii, kwiatków trochę dostałam.

No widzisz... no to nie jest tak źle smile
Ja mam gorzej - tatuś wyjechał na ranczo i dziś kwiatuszka nie dostałam od niego, ale wczoraj dał mi kasę żebym sobie kupiła coś ładnego z okazji dnia kobiet  big_smile

Bellatrix napisał/a:

Jeśli chodzi Ci o męża... tragedii też nie ma.
Może dlatego, że wiem, że wyprowadzka była nieunikniona... W tę albo w tę. Innego wyjścia na ten moment nie było.

O widzisz - super móc tak sobie wytłumaczyć.
Nawiązując do tego co napisałaś w swoim wątku.
Ja nie żyję nadzieją, że ktoś mnie jeszcze kiedyś pokocha. Nie wiem czy i na ile jestem w ogóle w stanie otworzyć się przed jakimkolwiek mężczyzną. Mam wrażenie, że związki które dotąd tworzyłam były bardzo płytkie, asekuracyjne, zachowawcze.
Moja psycholożka zawsze podkreśla , że mam problem z zaufaniem w ogóle i lękiem przed otwarciem się , tak na 100%. Boję się pokazać swoje prawdziwe ja , to bez makijażu i z humorami , zołzowatą, ale też wrażliwą może nawet bardziej niż inni - z obawy przed tym, że nikt nie jest w stanie mnie pokochać taką jaką jestem . Dlatego sprawiam wrażenie twardej baby , mam taką maskę. Tak naprawdę jestem bardzo wrażliwa, ale po prostu nie pokazuję tego z lęku przed skrzywdzeniem, wyśmianiem, wykorzystaniem.
Tworzę sobie furtki . Na przykład finanse - zawsze miałam zakamuflowane kilka stówek na przysłowiową "czarną godzinę" , o których nikt nie wiedział.
Zawsze muszę mieć "Plan B, C i D" , rzadko pozwalam sobie na spontaniczność.
Zawsze żyłam tak przygotowana , żeby poradzić sobie w każdej sytuacji. Jakbym nie miała na kogo liczyć.
To jest w mojej głowie. Niektórzy powiedzą: to zaleta , taka zaradna kobita - kolega kapitan statku zawsze powtarzał, ze nadaję sie na zonę marynarza - kompletnie samowystarczalna wink .
Pracuję nad tym na terapii.  Żeby jednak umieć pozwolić  sobie na słabość, nie umienie czegoś, nie zrobienie ... odpuszczenie , łzy przy kimś a nie w łazience gdzie nikt nie widzi.

Bellatrix napisał/a:

Zatem bawisz się przy książkach?:) Powodzenia jutro na egzaminie. Będę mocno ściskać kciuki.

Bawię się to zdeczka za dużo powiedziane .... zabawa będzie jutro na zaliczeniu - ani me , ani be , ani kukuryku wink  big_smile

546

Odp: czy warto mieć nadzieję

Trzymam kciuki za jutrzejsze zaliczenie, na pewno będzie dobrze.
U mnie awantura, mąż po raz kolejny mnie okłamał. Z miesięcznego kursu zrobił się kurs prawie trzymiesięczny, oczywiście z koleżanką. I nie wie o co ja mam pretensje. Mam dzieci 24 godziny na dobę, a on musi się rozwijać. Ukoił wyrzuty sumienia i może jutro spokojnie jechać. Usłyszałam dzisiaj, że kompletnie nic nie wnoszę do jego życia.

547 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-03-08 21:06:11)

Odp: czy warto mieć nadzieję
nika76 napisał/a:

Trzymam kciuki za jutrzejsze zaliczenie, na pewno będzie dobrze.
U mnie awantura, mąż po raz kolejny mnie okłamał. Z miesięcznego kursu zrobił się kurs prawie trzymiesięczny, oczywiście z koleżanką. I nie wie o co ja mam pretensje. Mam dzieci 24 godziny na dobę, a on musi się rozwijać. Ukoił wyrzuty sumienia i może jutro spokojnie jechać.

Ja pierdziele.
Nie wytrzymałabym . Kazałabym mu spakować walizki i nie wracać. Powiedziałabym też, że zakładam sprawę o alimenty. I założyłabym.
Wiem, wiem ... dobrze się mówi.
Ale zgadzając się na to pokazujesz mu, że nie masz do siebie za grosz szacunku.
Tak jak ja nie miałam chodząc do sypialni i przytulając się, chłonąc ciepło a w ostatecznym rozrachunku i przełożeniu - żebrając o miłość.

Tak mi się wydaje, że mężczyźni nie szanują kobiet które same siebie nie szanują.


nika76 napisał/a:

Usłyszałam dzisiaj, że kompletnie nic nie wnoszę do jego życia.

Czasem tak jest , że nie jest się w stanie dać sobie zbyt wiele w związku. Dajemy tyle ile możemy dać na tu i teraz. I bierzemy tyle ile jesteśmy w stanie brać  na tu i teraz.
Jeśli to nie wystarcza (jak u mnie) , to pora pomyśleć o ochronie swojej psychiki , resztek godności i szacunku i rozważyć rozstanie.

Tak na łopatologię.
Jeśli godzisz się na ten romans , on wie że ty wiesz i się godzisz to nawet jeśli zostaniecie razem i jemu przejdzie ta miłość , i postanowi zostać z tobą - to on nie będzie miał do ciebie szacunku. Bo pozwoliłaś sobie przełknąć bez konsekwencji wyciągniętych w stosunku do niego ten romans.
Nie dałaś mu odczuć tego jak wielki masz do siebie szacunek nie godząc sie na to. Nie wyrzucając mu walizek za drzwi , nie stojąc na górze i nie patrząc gniewnym wzrokiem , nie mówiąc : " jaja sobie robisz głupcze? myślisz , że ja będę stała i patrzyła jak ty się gzisz po kątach? ZAPOMNIJ. Spieprzaj mi z pola widzenia , jak sie ogarniesz to wróć na kolanach - ale nie będę czekała wiecznie. Też w międzyczasie będę używała życia i możesz nie mieć już do czego wracać".

Szacunek.
To chyba coś najważniejszego co powinniśmy mieć do siebie.

Dobrze mi gadać.... święta nie jestem . Ale tak mi się wydaje , że tak właśnie jest.
Mam koleżankę która notorycznie zdradza męża. Na wyjazdach , na szkoleniach , wiecznie sms-uje z kilkoma facetami .
Mąż wybacza . Facet który nieba by przychylił . Ale ona nie ma do niego szacunku. Kocha go jak jak członka rodziny - nie jak mężczyznę.
Długo nie potrafiłam tego zrozumieć. Ale tak właśnie chyba jest.

548 Ostatnio edytowany przez nika76 (2013-03-08 21:41:02)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie mam dowodów, że to romans. Pracują razem, jest jego przełożoną.
Ona ma męża i dziecko. Poznałam ich. Myślisz, że jej mąż tolerowałby to gdyby był pewny, że mają romans ?
Muszę wytrzymać jeszcze trzy miesiące, mam plany związane z moją pracą. Tylko to mnie trzyma. Póżniej zacznę w tym grzebać. Na razie muszę skupić się na tym, aby zrobić to, co zaplanowałam i zabezpieczyć się finansowo.

549

Odp: czy warto mieć nadzieję
nika76 napisał/a:

Nie mam dowodów, że to romans. Pracują razem, jest jego przełożoną.
Ona ma męża i dziecko. Poznałam ich. Myślisz, że jej mąż tolerowałby to gdyby był pewny, że mają romans ?

A, to bardzo cię przepraszam .... nie znałam sytuacji.
Ale powiem Ci (pewnie cię nie pocieszę) , że 90% podejrzeń kobiet się sprawdza ... to ta cholerna kobieca intuicja wink

nika76 napisał/a:

Muszę wytrzymać jeszcze trzy miesiące, mam plany związane z moją pracą. Tylko to mnie trzyma. Póżniej zacznę w tym grzebać. Na razie muszę skupić się na tym, aby zrobić to, co zaplanowałam i zabezpieczyć się finansowo.

Bardzo dobry pomysł, bardzo smile
Trzymam kciuki za powodzenie planów.

550

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie wiem czy mogę tak pisać o sobie na Twoim wątku?
Biję się ciągle z myślami, chciałabym mieć jasność sytuacji. Moja intuicja z reguły nie zawodzi- niestety.

551 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-03-08 22:09:34)

Odp: czy warto mieć nadzieję
nika76 napisał/a:

Nie wiem czy mogę tak pisać o sobie na Twoim wątku?
Biję się ciągle z myślami, chciałabym mieć jasność sytuacji. Moja intuicja z reguły nie zawodzi- niestety.

Moja też nie zawiodła.
Choć się zarzekał, że nic się nie dzieje tylko sobie gra z ludźmi . A on sobie miłość Moni w tym czasie wyznawał wink .
Kobiety czują, kiedy facet ma serce zajęte. To nas różni od mężczyzn - mężczyźni zauważają zdecydowanie za późno.

552

Odp: czy warto mieć nadzieję

Czy twój mąż spotkał się z nią kiedyś czy to wirtualna znajomość?

553

Odp: czy warto mieć nadzieję
nika76 napisał/a:

Czy twój mąż spotkał się z nią kiedyś czy to wirtualna znajomość?

Miał się z nia spotkać , ale nakryłam ich kilka dni przed tym.
Usłyszałam, że ją kocha, że jest dla niego ważna.
Kiedy próbowaliśmy ratować związek - on nie zdobył się na to, żeby ratować na 100% , nie urwał tego kontaktu.
Zdawał sobie sprawę z tego jak mnie rani i nie zrobił tego.
Każdego wieczoru aż dotąd kiedy wchodzę do jego pokoju - słyszę ją w słuchawce komunikatora.
To mi wystarczyło.
Nie warto .

554

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jeszcze dodam - ale to nie tylko o tą Monię chodzi. On nie potrafi wybaczyć mi tego co zrobiłam. To taki typ człowieka - nie wybacza.
Woli zakopać emocje niż się z nimi zmierzyć razem ze mną.
To już nieistotne , bo wszerz i wzdłuż to już analizowałam.
No nie da się , nie chce i już .
Ja też chyba już nie chcę - na rozum.
Serce nadal się waha. Ale to też nieistotne , bo on nie chce ratować. Sama nic nie zdziałam, dokładnie jak Bellatrix.

555

Odp: czy warto mieć nadzieję

Właśnie dziwi mnie taka postawa: nie skończą kontaktu, bo to "tylko rozmowy".
Nieważne, że te "tylko rozmowy" ranią drugą osobę.
Nie wiem, czy to ja jestem taka dziwna? zaborcza?... że mnie to rani i po prostu ich sobie nie życzę?
Czy jest to jedynie dowód na brak współpracy w związku?
Można się "tylko" przyjaźnić z eks?
Taką francę też poniekąd można traktować jak eks, skoro nie ma już mowy o seksie między nimi...

556

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kobieto... Ściskam mocno kciuki za Twoje dzisiejsze egzaminy:)

557

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Właśnie dziwi mnie taka postawa: nie skończą kontaktu, bo to "tylko rozmowy".
Nieważne, że te "tylko rozmowy" ranią drugą osobę.
Nie wiem, czy to ja jestem taka dziwna? zaborcza?... że mnie to rani i po prostu ich sobie nie życzę?
Czy jest to jedynie dowód na brak współpracy w związku?

Ja mam podobnie .
Odbierałam podobnie , jeśli ktoś poczyta moje wpisy sprzed kilku tygodni, z czasu kiedy staraliśmy się coś uratować a on wieczory spędzał przy kompie gadając z nią w grze - to zobaczy ogrom tego cierpienia.
Ale było, minęło - pomagam sobie teraz tym, że nie mam już wpływu na to co robi - robi co chce tak jak ja. Każde z nas zajęte jest swoimi sprawami , swoim życiem .
Byłam przyzwyczajona , że żyliśmy obok - ale tak "obok" nie było jeszcze nigdy. Tylko chłodna uprzejmość i brak wspólnie spędzanego czasu.
No cóż - decyzja została podjęta to i życie tak wygląda jak wygląda.

Bellatrix napisał/a:

Kobieto... Ściskam mocno kciuki za Twoje dzisiejsze egzaminy:)

Dzięki bardzo smile - jakoś poszło, jeszcze tylko jutro.

Dziś źle się czuję . Boli mnie serce od rana , często się "wyłączam".
Zbyt wiele stresów ostatnio i w pracy , i w szkole ... i w domu też atmosfera taka a nie inna.
Czuję się bardzo zmęczona.
Wszystkim.

558

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kobieto... Dziś też kibicuję Twoim egzaminom:)

559

Odp: czy warto mieć nadzieję

Mnie również wydaję się, że czekasz na jakiś ruch ze strony męża. Uważam, że się nie doczekasz. Mężczyźnie trzeba pokazać, czego tak na prawdę się od niego oczekuje, lub powiedzieć w prost, bo inaczej sam się kretyn nie domyśli. Tacy są meżczyźni smile Moim zdaniem powinnaś mu powiedzieć, o co chodzi, i wtedy poczekać na krok z jego strony, jeśli to nie poskutkuje, rób tak, aby zaczął się zastanawiać nad tym czego tak na prawdę oczekujesz.
Bardzo proszę o pomoc! Pytanko znajduję się u mnie smile

560

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Kobieto... Dziś też kibicuję Twoim egzaminom:)

Dziękuję ... poskutkowało smile
nawet nieźle ... w weekend zdobyłam dwie piątki, i dwie czwórki big_smile


dominikaa napisał/a:

Mnie również wydaję się, że czekasz na jakiś ruch ze strony męża. Uważam, że się nie doczekasz. Mężczyźnie trzeba pokazać, czego tak na prawdę się od niego oczekuje, lub powiedzieć w prost, bo inaczej sam się kretyn nie domyśli. Tacy są meżczyźni smile Moim zdaniem powinnaś mu powiedzieć, o co chodzi, i wtedy poczekać na krok z jego strony, jeśli to nie poskutkuje, rób tak, aby zaczął się zastanawiać nad tym czego tak na prawdę oczekujesz.

My już sobie chyba wszystko powiedzieliśmy co było do powiedzenia.
Nie jesteśmy w stanie spełnić swoich oczekiwań. Okazuje się po latach , że czego innego od życia oczekujemy.
Do tego dochodzą inne rzeczy typu brak szacunku, brak zaufania ... nie wiadomo , czy to co zostało między nami to miłość jak między kobietą i mężczyzną ,  czy zwyczajnie - przyzwyczajenie i miłość jak do członka rodziny.
Raczej jest tak, że chcemy każde zacząć osobno.
On tak myśli, i ja zaczynam myśleć podobnie.

Pewnie, że brakuje ciepła , miłości ... tak zwyczajnie.
Ale już nie chodzę do sypialni, nie chcę sobie więcej dokopywać.
Myślę, że rzuciłam siw w wir innych rzeczy i nie przykładam wagi już takiej do tej sprawy.
Jest przykro czasem bardzo, jest czasem smutno. Ale nie ma już rozpaczy , zazdrości ...
Mija mi chyba.
Już chciałabym sprzedać dom i zająć się swoim życiem.

Zajmuję się sobą, spędzam teraz dużo czasu przy komputerze , rozmawiam ze znajomymi , bywam na zaprzyjaźnionych forach , czytam książki, uczę się.
No i chyba potrzebuję odpoczynku, oddechu potrzebuję... trzy minione weekendy pod znakiem szkoły , praca bez urlopu od minionych wakacji ... wysiadam powoli i nerwowo i fizycznie. Właśnie od wczoraj chodzę i kicham , dziś rozbolało gardło  , rozbiera mnie jakiś wirus pewnie.
Jestem wiecznie zmęczona , senna... przemęczona jestem po prostu , chyba pomyśle o jakimś urlopie.

561

Odp: czy warto mieć nadzieję

Przede wszystkim gratuluję ocen:)

Jeśli chcesz pogadać, wiesz, gdzie mnie znaleźć.

Może urlop to dobry pomysł? Ja też czuję się zmęczona, ale raczej właśnie praca mi pomaga ogarnąć się.
Poza tym niedawno byłam na zwolnieniu, więc sobie odpoczęłam.
Ale jeśli Ty mówisz o ciągłej pracy od wakacji z weekendami wypełnionymi szkołą, to chyba nie ma się nad czym zastanawiać?

562

Odp: czy warto mieć nadzieję

Znowu wstałam zmęczona - nie wyspałam się, nie mogłam zasnąć i siedziałam przy kompie ... już na starcie nie mam energii. Byle przeżyć dzisiejszy dzień.


Myślałam sporo o tym co mi napisałaś , Ballatrix. O tym, że można nie zauważyć pewnych sygnałów lub źle je odebrać.
Zastanawiam się nad tym, bo mąż jest dla mnie ostatnio miły i uprzejmy , nie kłócimy sie, bo nie rozmawiamy o nas. Może to zachowanie z jego strony to jakieś sygnały? choć z drugiej strony zapytałam kilka dni temu wieczorem jak sobie radzi - powiedział że raz lepiej raz gorzej, ale nie rozważa zmiany decyzji. Do tego dźwięczą mi w uszach jego słowa "Nie wiem czy cię jeszcze kocham, ale to już nieważne".
Więc wychodzi chyba , że jednak jest po prostu uprzejmy i uczynny bo chce w spokoju dotrwać do sprzedaży domu.

Nie wiem czy jest ta Monia w jego sercu i życiu , bo każde z nas siedzi za zamkniętymi drzwiami przy swoich kompach.
Chciałabym wiedzieć, co jest w jego sercu. Tak, po prostu - żeby powiedział mi całą szczerą prawdę jak to u niego jest teraz. Taką prawdę , jakby miał podłączony wykrywacz kłamstw. Chciałabym po prostu wiedzieć co jest w jego głowie - chyba żeby zobaczyć, że nie przeoczyłam jakichś sygnałów , że wykorzystałam jednak wszystkie szanse walcząc przez trzy miesiące o związek. Że on naprawdę nie chciał . I że teraz też już nie ma szansy.

Zaczynam się ogarniać, układam i planuję sobie już życie bez niego - nie byłabym w stanie udźwignąć sytuacji kiedy on za dwa miesiące się obudzi i powie "to był błąd , spróbujmy jeszcze". Nie podźwignęłabym się z kolejnej porażki jeśli teraz się ogarnę.
Ja już zaczynam żyć i myśleć bez niego . Planować bez miejsca na niego . Wakacje , wyjazdy , wizyty u znajomych z forum. Odnowiłam kilka znajomości i tych on line , i tych telefonicznie - i pewnie też niedługo tych w realu.

Chciałabym , żeby wiedział że jeśli widzi jakiś cień szansy, niepewność , jakąś chęć ze swojej strony  - chęć zmian, pracy nad sobą i związkiem , chęć odbudowy ... to teraz. Bo niedługo będzie już za późno. 
Mam go w sercu , mam to ciepło i jeszcze chyba miłość kiedy patrzę w jego niebieskie oczy.
Ale czuję, że zaczynam żyć już bez niego. Odchodzę.

Jak myślicie - powiedzieć mu to?

563 Ostatnio edytowany przez nika76 (2013-03-11 09:43:14)

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Chciałabym , żeby wiedział że jeśli widzi jakiś cień szansy, niepewność , jakąś chęć ze swojej strony  - chęć zmian, pracy nad sobą i związkiem , chęć odbudowy ... to teraz. Bo niedługo będzie już za późno. 
Mam go w sercu , mam to ciepło i jeszcze chyba miłość kiedy patrzę w jego niebieskie oczy.
Ale czuję, że zaczynam żyć już bez niego. Odchodzę.

Jak myślicie - powiedzieć mu to?

Nie mów. Zostaw go w spokoju, on doskonale wie, co czujesz. Mówienie o tym, że będzie za późno to kolejna próba z Twojej strony wpłynięcia na jego decyzję. Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam. Piszę to, bo mam podobne odczucia do mojego męża, też chciałam mu o tym powiedzieć, że może być za późno, chciałam wykrzyczeć: walcz człowieku, bo mnie tracisz.
Później przyszło moje opamiętanie i całe szczęście. Nasi mężowie dokładnie wiedzą co czujemy i nie ma potrzeby, aby stale im o tym przypominać.
Świetnie, że widzisz już życie bez niego, tak trzymaj.
Pozwólmy tym naszym facetom podjąć samodzielną decyzję i ponieść jej konsekwencje. Mają rozum i wiedzą co robią.
Gratuluję ocen, dałaś radę pomimo tego, co dzieje się w Twoim życiu. Możesz być z siebie dumna.

564

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ech, kobieto...
Nie wiem, w jaki sposób myślą faceci.
Mój mąż przez rok powtarzał mi, że między nami nic się nie uda i on ma 100% pewności, że chce odejść. Potem okazało się, wierząc temu, co mówi, że myślał inaczej, że on wciąż się zastanawiał.
Wysyłał więc sprzeczne komunikaty, bo mówił jedno, a myślał co innego.
Oczywiście nie wiem, czy to nie jest z jego strony jakaś zagrywka, chęć uciszenia własnych wyrzutów sumienia. Nie wiem.
Ale jeśli było, jak mówił, to może oni mają taką formę obrony przed ewentualną porażką?

Może moim błędem było to, że zafiksowałam się na punkcie słów, nie zważając na czyny?
Tyle że tych czynów dających nadzieję też nie było... To że był mimo wszystko? Był, bo nie miał pieniędzy na wyprowadzkę.

Ale nie wiem. Może faktycznie było tak, jak mi powiedział.

Wiesz co, mi się zdaje, że chyba powinnaś zdać się na los.
Być sobą, konsekwentnie dążyć do celu, który raz sobie wybrałaś, i nie liczyć na to, że nagle mąż Cię zauważy.
Może sam zobaczy zmiany w Tobie i wyciągnie rękę. Wtedy zastanowisz się co robić.

Prawie tydzień minął, jak mój mąż odszedł i już wiem, że popełniłam masę błędów. Przede wszystkim za dużo mówiłam. Chciałam rozmawiać i rozmawiać. Teraz widzę, że to było bez sensu, bo tak naprawdę powiedzieliśmy już sobie wszystko, a potem to rzeczywiście mogło już być tylko wzajemne czepianie się.
Wiem, czemu to robiłam: chciałam, żeby wreszcie zaczął myśleć (według mnie, bo wciąż nie pojmowałam, że jednak jest to jakaś forma manipulacji), poza tym rozpaczliwie chciałam, żeby został.
Ale te działania wywierały akurat skutek odwrotny: mój mąż rozmowy odbierał jako ataki bez względu na to, co mówiłam.
Więc teraz nie wiem, czy kolejna rozmowa w Waszym przypadku ma sens.

565

Odp: czy warto mieć nadzieję
nika76 napisał/a:

Nie mów. Zostaw go w spokoju, on doskonale wie, co czujesz. Mówienie o tym, że będzie za późno to kolejna próba z Twojej strony wpłynięcia na jego decyzję. Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam.

Nie uraziłaś smile
Ale nie masz racji. To nie jest próba wpłynięcia już.
Ja już zauważam inne perspektywy , innych ludzi , inne możliwości.
Boje się jednego - jak cholera . Tego, że teraz się wciągnę już w to swoje samotne nowe życie bez niego w perspektywie a on się obudzi za jakiś czas i będzie chciał wrócić , naprawiać.
Chce mieć pewność, że on jest pewien swojej decyzji na 100% i nie zmieni jej za jakiś czas .
Chcę uniknąć wahań, analizowania , ponownych rozterek w przyszłości. Bo ja już zaczynam nowe życie , bez niego.
No ale chyba nie jest się w stanie tego przewidzieć jednak. To taka kolejna postawa życzeniowa, przecież nikt nie ma szklanej kuli.
Ja wiem tylko, że teraz odchodzę od niego emocjonalnie. Odeszłam już bardzo daleko , tak daleko że planuję przyszłość bez niego i nie czuje z tego powodu rozpaczy  jak jeszcze niedawno.
Chce podróżować, odwiedzać znajomych , poznawać nowych ludzi , otworzyć się na nowe możliwości.
Zaczynam żyć sama dla siebie - jest to egoizm w czystej postaci.
Chce siedzieć przy kompie to siedzę, chce pogadać na skype z kumplem do 2 w nocy to gadam, chcę spędzić popołudnie na sklepach to spędzam. Zamykam się na niego.
Może jednak moja miłość nie była tak silna , żeby przetrwać ta próbę i dlatego tak łatwo mi to teraz przychodzi?
Nie wiem.


Bellatrix napisał/a:

Wiesz co, mi się zdaje, że chyba powinnaś zdać się na los.
Być sobą, konsekwentnie dążyć do celu, który raz sobie wybrałaś, i nie liczyć na to, że nagle mąż Cię zauważy.
Może sam zobaczy zmiany w Tobie i wyciągnie rękę. Wtedy zastanowisz się co robić.

Chce tego uniknąć. Nie chce się zastanawiac kiedyś. Jeśli mam się zastanawiac nad tym, to teraz.
Ja chyba już go skreśliłam. Tak jak on mnie wtedy kiedy poznał Monię. Widziałam jego wewnętrzną szarpaninę kiedy to odkryłam, widziałam jak sie miota , waha nie mogąc wybrać , nie wiedząc czego chce tak naprawdę.
Boje się - że będę przeżywać to samo za jakiś czas.
Kiedy już wyrzucę go ze swojego życia i serca (co już się powoli dzieje ), skreślę go, wyleczę się, może nawet za jakiś czas poznam kogoś - a on mi wtedy powie, że jednak kocha i był to błąd , że chce walczyć.

Bellatrix napisał/a:

Więc teraz nie wiem, czy kolejna rozmowa w Waszym przypadku ma sens.

Nie chodzi mi o rozmowę, tylko o uświadomienie mu , że ja już odchodzę emocjonalnie.
Że już nie czekam.
Żeby miał tego świadomość.
Że jeśli jeszcze się waha - to żeby zdał sobie sprawę, że właśnie mnie traci. I że później już będzie za późno.

I nie odbierajcie teraz tego jako jakąś próbę wpłynięcia na niego, manipulacji, wyegzekwowania czegokolwiek.
Ja po prostu tak czuję.

566

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
nika76 napisał/a:

Nie mów. Zostaw go w spokoju, on doskonale wie, co czujesz. Mówienie o tym, że będzie za późno to kolejna próba z Twojej strony wpłynięcia na jego decyzję. Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam.

Nie uraziłaś smile
Ale nie masz racji. To nie jest próba wpłynięcia już.
Ja już zauważam inne perspektywy , innych ludzi , inne możliwości.
Boje się jednego - jak cholera . Tego, że teraz się wciągnę już w to swoje samotne nowe życie bez niego w perspektywie a on się obudzi za jakiś czas i będzie chciał wrócić , naprawiać.
Chce mieć pewność, że on jest pewien swojej decyzji na 100% i nie zmieni jej za jakiś czas .
Chcę uniknąć wahań, analizowania , ponownych rozterek w przyszłości. Bo ja już zaczynam nowe życie , bez niego.
No ale chyba nie jest się w stanie tego przewidzieć jednak. To taka kolejna postawa życzeniowa, przecież nikt nie ma szklanej kuli.
Ja wiem tylko, że teraz odchodzę od niego emocjonalnie. Odeszłam już bardzo daleko , tak daleko że planuję przyszłość bez niego i nie czuje z tego powodu rozpaczy  jak jeszcze niedawno.
Chce podróżować, odwiedzać znajomych , poznawać nowych ludzi , otworzyć się na nowe możliwości.
Zaczynam żyć sama dla siebie - jest to egoizm w czystej postaci.
Chce siedzieć przy kompie to siedzę, chce pogadać na skype z kumplem do 2 w nocy to gadam, chcę spędzić popołudnie na sklepach to spędzam. Zamykam się na niego.
Może jednak moja miłość nie była tak silna , żeby przetrwać ta próbę i dlatego tak łatwo mi to teraz przychodzi?
Nie wiem.


Bellatrix napisał/a:

Wiesz co, mi się zdaje, że chyba powinnaś zdać się na los.
Być sobą, konsekwentnie dążyć do celu, który raz sobie wybrałaś, i nie liczyć na to, że nagle mąż Cię zauważy.
Może sam zobaczy zmiany w Tobie i wyciągnie rękę. Wtedy zastanowisz się co robić.

Chce tego uniknąć. Nie chce się zastanawiac kiedyś. Jeśli mam się zastanawiac nad tym, to teraz.
Ja chyba już go skreśliłam. Tak jak on mnie wtedy kiedy poznał Monię. Widziałam jego wewnętrzną szarpaninę kiedy to odkryłam, widziałam jak sie miota , waha nie mogąc wybrać , nie wiedząc czego chce tak naprawdę.
Boje się - że będę przeżywać to samo za jakiś czas.
Kiedy już wyrzucę go ze swojego życia i serca (co już się powoli dzieje ), skreślę go, wyleczę się, może nawet za jakiś czas poznam kogoś - a on mi wtedy powie, że jednak kocha i był to błąd , że chce walczyć.

Bellatrix napisał/a:

Więc teraz nie wiem, czy kolejna rozmowa w Waszym przypadku ma sens.

Nie chodzi mi o rozmowę, tylko o uświadomienie mu , że ja już odchodzę emocjonalnie.
Że już nie czekam.
Żeby miał tego świadomość.
Że jeśli jeszcze się waha - to żeby zdał sobie sprawę, że właśnie mnie traci. I że później już będzie za późno.

I nie odbierajcie teraz tego jako jakąś próbę wpłynięcia na niego, manipulacji, wyegzekwowania czegokolwiek.
Ja po prostu tak czuję.

Zastanawianie się co on zrobi jak się "obudzi" jest jak niewyłączanie opcji drzemka w komórce.

567

Odp: czy warto mieć nadzieję
pani_zupa napisał/a:

Zastanawianie się co on zrobi jak się "obudzi" jest jak niewyłączanie opcji drzemka w komórce.

Rozumiem .
Po prostu mam robić swoje , nadal zajmować się sobą i porzucić takie myślenie.
Porzucić myślenie o nim , co "będzie jeśli.... ".

Ja mu tylko uczciwie powiem, że już nie czekam - chce być fair.

568

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kobietko odpowiedz szczerze na pytanie, czy te twoje komunikaty typu " odchodzę" , " jeśli chcesz coś przemyśleć to teraz - za jakiś czas będzie za późno" to nie jest przypadkiem jednak "krzyk" aby się jeszcze zastanowił ? a może zmieni zdanie ? może się wystraszy, opamięta ?
Nic z tych rzeczy. Co chcesz mu komunikować ? coś co on już wie ?

Ty mu powiesz, że już nie czekasz hmm no ok, ale sądzę że jego to zupełnie nie interesuje bo po pierwsze nie prosił cie żebyś czekała a po drugie on podjął decyzję .

A kwestia tego, że jest uprzejmy wynika pewnie z faktu że wg niego jest sytuacja jasno określona i pewnie czuje się z tym komfortowo.
Faceci jego pokroju nie pomyślą nigdy w takich kategoriach jak my.

Nie wiem po co rozważasz sytuację " co by było gdyby " , pamiętaj że nigdy nie przewidzisz swojego zachowania w danej sytuacji. Nie zaprzątaj sobie tym głowy i rób swoje.

Zacznij myśleć w kategoriach JA a nie ciągle ON

569

Odp: czy warto mieć nadzieję
KGB napisał/a:

Kobietko odpowiedz szczerze na pytanie, czy te twoje komunikaty typu " odchodzę" , " jeśli chcesz coś przemyśleć to teraz - za jakiś czas będzie za późno" to nie jest przypadkiem jednak "krzyk" aby się jeszcze zastanowił ? a może zmieni zdanie ? może się wystraszy, opamięta ?
Nic z tych rzeczy. Co chcesz mu komunikować ? coś co on już wie ?

Ty mu powiesz, że już nie czekasz hmm no ok, ale sądzę że jego to zupełnie nie interesuje bo po pierwsze nie prosił cie żebyś czekała a po drugie on podjął decyzję .

Może to co we mnie wynika z tego, że mam poczucie winy i wyrzuty sumienia  które powodowały to że czułam się w  obowiązku czekać aż się obudzi.
A teraz kiedy już nie chcę czekać - czuję wyrzuty sumienia, że nie chcę i dlatego czuje się w obowiązku poinformować go chcę żeby nie było niedomówień.  Żeby za jakiś czas mi nie zarzucił, że mówiłam, że kocham i czekam a nagle się okazuje że przyszedł moment że nie czekałam .
Boje się powtórki z sytuacji Jego i Moni. Bo ja mam ogromny żal nadal, że mi nie powiedział wtedy jasno: mam kogoś na oku , nie chcę już być z tobą. Nie dał mi jasnego sygnału wtedy . Może nie chcę powtórzyć jego błędu i narazić się na tego typu zarzuty które ja mam w stosunku do niego za tamten czas. Żeby być teraz fair (dziwne uczucie, bo przecież kiedy zdradzałam - nie byłam i tak)
Może to co teraz się dzieje , to parcie na powiedzenie mu tego wynika, że nadal myślę, że jestem mu coś winna.


KGB napisał/a:

A kwestia tego, że jest uprzejmy wynika pewnie z faktu że wg niego jest sytuacja jasno określona i pewnie czuje się z tym komfortowo.
Faceci jego pokroju nie pomyślą nigdy w takich kategoriach jak my.

Nadal nie potrafię zrozumieć jak mężczyzna i kobieta mają być z sobą szczęśliwi , skoro to tak zupełnie różne i odmienne istoty - zupełnie inna psychika i myślenie.

KGB napisał/a:

Nie wiem po co rozważasz sytuację " co by było gdyby " , pamiętaj że nigdy nie przewidzisz swojego zachowania w danej sytuacji. Nie zaprzątaj sobie tym głowy i rób swoje.

Robię. Robię wiele rzeczy dla siebie , coraz rzadziej myślę o nim.

KGB napisał/a:

Zacznij myśleć w kategoriach JA a nie ciągle ON

Moje zachowanie wynika chyba z wyrzutów sumienia. Z przeświadczenia, że to ja zawiniłam i powinnam czekać nawet jeśli on teraz mówi że nie chce .
A kiedy teraz nie chcę już czekać - czuje się winna , bo myślę że przecież powinnam.
Pokręcone to wszystko.

570

Odp: czy warto mieć nadzieję

Dziś lepszy dzień .... w perspektywie weekend bez szkoły- odeśpię na całego big_smile.

Właśnie tak to jest u mnie nadal - lepszy dzień przeplata się z tymi gorszymi.
Pewnie tak jeszcze będzie.
Wybieram się po pracy do biura nieruchomości - zapytać czy coś słychać w sprawie domu .... pogadać o skuteczniejszej reklamie. Niech się wreszcie coś ruszy ....

571

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Dziś lepszy dzień ....
Właśnie tak to jest u mnie nadal - lepszy dzień przeplata się z tymi gorszymi.
....

W marcu jak w garncu... więc o co Ci kaman?:)

Myślałam o tym, co pisałaś ostatnio. O tym, że chciałaś przeprowadzić jeszcze jedną rozmowę z mężem.
Wiesz, ja tych rozmów przeprowadzałam kilkanaście.
Mogę Ci tylko z własnego doświadczenia powiedzieć, że to naprawdę nie skutkuje. Mąż się na to, co mówiłam, uodpornił. Wszystko, absolutnie wszystko traktował jako atak na siebie. Więc też nic do niego nie trafiało.
Gardło zdarte, emocji w tym była kupa, a efektu żadnego.
Bo jedyny skutek, jaki miały kolejne rozmowy, to to, że on się utwierdzał w swoich wyobrażeniach.
Nadszedł moment, że jakiekolwiek porozumienie między nami było niemożliwe. Bo ja swoje, a on tym bardziej swoje.

Zajmij się sobą... Dopiero teraz rozumiem, że może gdybym rzeczywiście to zrobiła, to mielibyśmy jakąś szansę.
Do tej pory to dla mnie były puste słowa. Niby rozumiałam, ale nie rozumiałam.

Wiesz... może to tak musi być... Może trzeba sięgnąć dna?
Kiedyś mi ppsych powiedziała, że ona tak tego nie widzi, że człowiek świadomy nigdy na dno nie zejdzie, bo w porę dostrzeże niebezpieczeństwo, bo jest na tyle świadomy, żeby wcześniej zacząć walczyć. O siebie.
Ale mnie się zdaje, że na mnie "dno" wpływa motywująco. Być może musiałam je osiągnąć, żeby zrozumieć, jak ważne jest zajęcie się sobą.

Wiem, że w sytuacji, w której się znajdujesz, nie jest lekko to zrobić. Ale tak naprawdę nie masz wyjścia.
Musisz.

572 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-03-12 13:50:10)

Odp: czy warto mieć nadzieję

.

573

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Wiem, że w sytuacji, w której się znajdujesz, nie jest lekko to zrobić. Ale tak naprawdę nie masz wyjścia.
Musisz.

No tak , masz rację.
Zajmuję się sobą . Czasem w głowie z automatu uruchamia się pierwsza myśl "nie mogę tego zrobić , bo muszę  to , to i to... ".
Ciężko tak od razu przestawić na myślenie że ja teraz już nic nie muszę : nie muszę już pokazywać że mi zależy , nie muszę się starać, nie muszę się liczyć z Jego opinią , nie muszę się liczyć z tym co on chce.
Nie muszę .
I wiesz co?
Taka wolność dana sobie samej jest super.
Robię co chcę , nie zmuszam się do niczego.

Pewnie, że są gorsze dni kiedy wraca "stare" , ale jest spora poprawa.

Nie rozmawiałam z nim . Odpuściłam sobie . Robimy każde z nas swoje , to co chcemy - bo tak naprawdę małżeństwem jesteśmy już tylko na papierze.

Bo to jest tak: biorąc pod uwagę tylko emocje - mam te ciepłe uczucia w stosunku do męża: szacunek, przywiązanie , jakaś tam miłość. I czasem kiedy nadchodzi wieczór , te emocje biorą górę - ale od razu próbuje sobie tłumaczyć na rozum, że przecież nie tylko emocjami człowiek żyje, tak? Pomimo tych ciepłych do niego uczuć - wiem, że samo "bycie" jak dotąd - nie wystarczy , bo oboje chcemy od życia czegoś innego . I czegoś innego od człowieka który jest obok nas. Do tego nie jesteśmy w stanie odkreślić jak to nazwałaś grubą kreską tego co się podziało i zacząć od nowa .
I na rozum - wiem, że nie będzie to dobre jeśli z sobą zostaniemy .
Serce musi to zaakceptować, tylko czasu trzeba ... czasu wink

Ale idzie ku dobremu smile

574

Odp: czy warto mieć nadzieję

Przeziębiłam się ... z nosa leci , kaszel meczy .... czuję się zmęczona . Nie cierpię być chora.
Biorę dwa dni wolnego, odpocząć mi trza.

A w emocjach - cóż ... na razie jest nieźle, zajmuję się sobą .

575

Odp: czy warto mieć nadzieję

Help!tak czytam i czytam, nie od początku,ale powiedz jak ci się udalo zając soba? ja mam ciagłe uczucie i presję,że coś muszę, to poczucie oowiazku zniszczylo moje małżenstwo. chce je ratować, dla wlasnego egoizmu i  dla dziecka.
moja historia, wybaczcie, ze malo czytelna,ale nie moge zebrac mysli

2 tygodnie po porodzie dowiedzialma sie,ze mąż "nie kocha mnie tak jak kiedys" i on nie chce być takim mężem, nie chec mnie w ten sposób krzywdzić,a ja go kocham, wiem ze ostatnio nie było między nami różowo, ale kryzysy sie zdarzaja. moim marzeniem bylo miec cieply dom, w takim sie wychowalam, a moj maz w 'zimnym domu" i twierdzi, ze nie jest w stanie stworzyc ze mna cieplego domu, a nie chce by nasze dzicko wychowywalo sie w takim domujak on, ze roddzice sie mijaja. twierdzi, ze nie jest w stanie dac mi  poczucia bliskosci:(nic go w domu nie cieszy, ucieka, tak ogolnie, to dobry czlowiek,pomaga w zakupach, ugotuje, ale nic poza tym.
ma wyrzuty sumienia,ze nie dotykal brzucha, niie byl na usg, ale teraz nie robi nic,by to zmienic. dlugo staralismy sie o  to dzieccko, ale bylam bez wsparcia. teraz chcialby oddelegowac nas do  moich rodzicow, bo tam bedziemy mieli lepiej niz z nim. on chce zostac sam, bo sam sie musi pozbierac. a niedawno powiedzial mi,ze zanim mnie poznal, kaleczyl sie, bo byl samotny, nikt go nie chcial. i boje siw,ze nawet jak wyjade na troche, i maz sie nie pozbiera sam,bo do terapeuty nie chce isc,to boje sie ze sobie cos zrobi. nie potrafie  go zrozumiec!

na poczatku byla sielanka, kochajacy ideal,ale jak ja mialam problemy w pracy,to sie zaczely klotnie, nie docenialsm go...

potem starania o dziecko nas nie zblizyly, musialam przejsc operacje i bylam tak zafixowana na ciaze,ze nic do mnie nie docieralo i wtedy uslyszalam,ze on nie chce teraz dziecka,tak mnie to zabolalo,ze w zlosci wykrzyczalam, czy mam sobie szukac innego tatusia. oczywiscie bym tego nie zrobila,ale slowa wryly sie w pamiec, cos w nim peklo i to byl koniec. potem powiedzial mi na terapii malzenskiej,ze chodzilo o to ze nie kiedy jest miedzy nami tak zle. ale po moich slowach poczul si jak qwtedy gdy robil sobie krzywde, zamknal sie na mnie. poszlismy na terapie i w miedzyczasie zaszlam w ciaze.balam sie ze przez emocje ktore targaly mna na terapii strace ciaze. zamknelam sie na rzeczywistosc i ocknelam sie 2 tyg po porodzie, jaak moj maz schudl w 2 tyg. 20kg, bo myyslal ze po narodzinach dziecka sie cos zmienii, a tu nic, terapeutka mu nie pomogla i teraz chce rozstania,by sie pozbierac, nie chce tracic kontaktu ze mna i dzieckiem,ale twierdzi ze powinien byc sam,bo nie nadaje sie do zwiazku.a ja gbo kocham i boje sie o nigo i o dziecko, czy kiedys mi wybaczy, ze stracilam szanse na stworzenie domu z moich marzen?czy moge jakos do meza dotrzec?

wybaczcie,ze bez polskich znakow pisze, przez co gorzej czytac,ale pisze jedna reka,bo druga niemowle trzymam

576

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kamilaa- załóż swój wątek , skopiuj to co tu napisałaś i wklej tam .
Na pewno ludzie Ci pomogą.
Ja nie jestem dobra w udzielaniu rad , nie czuję się kompetentna, bo swój związek spieprzyłam.

Jak udało mi się zająć sobą? Czy mi się w ogóle udało?
Te kilka lepszych dni które były ostatnio przeplatają się z gorszymi , więc się nie udało.

Teraz mi bardzo ciężko.
Bardzo znowu smutno.
Źle.
Ciężko.
Natłok trudnych emocji.
Taki dzień , kiedy ma się wrażenie że wystarczy podejść, przytulić się i wszystko będzie dobrze.
Nie będzie.

577

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kobieto...
Słowa "będzie lepiej" są dla nas na razie puste.

Przyznam, ze wciąż myślę o Was.
Może to głupie, co ja myślę, ale wydaje mi się, że dopóki jesteście razem, szansa zawsze jest.
Tylko żebyś przynajmniej Ty mogła z niej skorzystać, naprawdę musisz ZAJĄĆ SIĘ SOBĄ.

A nie chodzi o to, co popularnie się mówi: fryzjer, kosmetyczka, wypady z przyjaciółkami.... Zająć się sobą = zająć się własna psychiką.
Nawet jeśli się nie uda odbudować związku, będziesz na tyle silna, żeby pokonać rozpacz.

578

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Kobieto...
Słowa "będzie lepiej" są dla nas na razie puste.

Przyznam, ze wciąż myślę o Was.
Może to głupie, co ja myślę, ale wydaje mi się, że dopóki jesteście razem, szansa zawsze jest.

Chyba jak jedna na milion ...


Bellatrix napisał/a:

Tylko żebyś przynajmniej Ty mogła z niej skorzystać, naprawdę musisz ZAJĄĆ SIĘ SOBĄ.

A nie chodzi o to, co popularnie się mówi: fryzjer, kosmetyczka, wypady z przyjaciółkami.... Zająć się sobą = zająć się własna psychiką.
Nawet jeśli się nie uda odbudować związku, będziesz na tyle silna, żeby pokonać rozpacz.

Próbuję ... u mnie to jest tak, że krok w przód, krok w tył ...

579

Odp: czy warto mieć nadzieję

Urlop mam - dwa dni , szalllllleństwo big_smile
Wyspałam się , zawiozłam córę do szkoły , wdepłam do fryzjera narzucić kolor , a potem wlazłam z powrotem do łóżka - boskie uczucie, takie leniuchowanie wink
Jutro mam terapeutę , więc poszwendam się po mieście trochę może - choć nie wiem, bo zimno ...
A w sobotę może zabiorę dziewczyny na kręgle - zobaczę jak się będę czuła i jak się będzie czuła młodsza gwiazda - obie niedomagamy , sezon na wirusy uważam za otwarty big_smile

W emocjach - jest mi lepiej. Dziś.
Tak przeanalizowałam cały dzień z ostatniego czasu  jeden po drugim - i jest nieźle . Wieczory są najtrudniejsze, ale staram się zajmować sobie czas i nie myśleć o tej całej sytuacji . Mijamy się z mężem , rzadko się widzimy. Mamy spory dom - jest to możliwe ... on na dole, ja u góry , za pozamykanymi drzwiami.

Zauważyłam, że ostatnio więcej czasu jest mi lepiej niż gorzej ... to chyba dobry znak wink

580 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-03-14 17:06:39)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Wkleję sobie na swoim wątku kawałek rozmowy z Bellatrix  - żeby wiedzieć gdzie szukać jak mnie "złe" najdzie...
tak mądrze to mi jeszcze chyba na tym forum nic nie wyszło big_smile


kobieta w rozterkach napisał/a:
Bellatrix napisał/a:

Jaki my mamy wybór?

odpowiedziałaś sobie - nie mamy , bo ...

Bellatrix napisał/a:

Wszystko się da. Pod warunkiem, że obie strony będą chcieć.

Musimy uszanować fakt, że nasi mężowie to dorosłe osoby. Nie nasza własność . Nie ktoś od nas zależny.
To niezależne jednostki, ludzie.
Mają prawo nie chcieć. A my nie mamy na to niestety tak dużego wpływu jak nam się wydawało, że mamy.

I życie toczy się dalej - tak jak kiedyś z nimi , tak teraz bez nich .
Do nas należy decyzja, czy to życie będzie pełne smutku, analizowania , roztrząsania , zadręczania, cierpienia - czy też ...

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

581

Odp: czy warto mieć nadzieję

Wyspałam się ... wstałam skoro świt o 11.30 z przerwą na zawiezienie dziecka do szkoły big_smile
Teraz trza się ogarnąć i pomykać na terapię.

Pomysł mam - na solarium chyba sobie pójdę w przyszłym tygodniu ... blada jestem jak ściana , do tego ciepła i słonka mi brak , zawsze mi to poprawiało humor - takie kilkukrotne skorzystanie z tego przybytku radości. Nigdy nie strzaskałam się na czekoladkę, ale tak 5 sesji po 6 minut zawsze dobrze mi robi zimą i na humor , i na zatoki które aktualnie mi dokuczają smile
Teraz już mogę bezkarnie, szanowny nie będzie sapał że śmierdzę spalona kurą big_smile ... się nie przytula, to i czuć nie będzie tongue

Widzę, ze czyta mój wątek sporo osób. I tak sobie myślę- dlaczego nie piszą?
Ten wątek zmienił się w taki mój blog - naprawdę bardzo pomogło mi to, że mogłam tu pisać i wyrzucać z siebie to wszystko.  Jestem wdzięczna za wszystkie rady które zostały tu napisane , i za te ciepłe słowa i za te kopniaki - wszystko bardzo cenne.
Dziękuję też czytającym - za to, że czytają te moje wypociny smile

Pisać będę dalej .
Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła napisać tu : "ten rozdział uważam za zamknięty" wink

582

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Widzę, ze czyta mój wątek sporo osób. I tak sobie myślę- dlaczego nie piszą?
Ten wątek zmienił się w taki mój blog - naprawdę bardzo pomogło mi to, że mogłam tu pisać i wyrzucać z siebie to wszystko....
Pisać będę dalej .
Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła napisać tu : "ten rozdział uważam za zamknięty" wink

Jestem u Ciebie codziennie, nie zawsze piszę. U mnie na wątku to samo, czytają, ale rzadko ktoś pisze. Ostatnio doszłam do wniosku, że tak naprawdę ja nie potrzebuję rad. Wystarczy mi samo pisanie.
Doradziłam Ci ostatnio abyś nie rozmawiała z mężem, że to nie ma sensu. Niestety ja nie wytrzymałam, wróciłam do punktu wyjścia próbując rozmowami znowu wpłynąć na niego. Czuję, że kręcę się wkoło i mam okropnego kaca, że znowu to zrobiłam. Pół roku terapii i kompletna klapa. Wiem, że źle robię i nie potrafię przestać widząc, że on coraz bardziej się oddala.
Jak z tym walczyć, pojęcia nie mam. Czy to jest możliwe, gdy mieszka się dalej razem. Jak Ty sobie radzisz?

583

Odp: czy warto mieć nadzieję
nika76 napisał/a:

Jestem u Ciebie codziennie, nie zawsze piszę. U mnie na wątku to samo, czytają, ale rzadko ktoś pisze. Ostatnio doszłam do wniosku, że tak naprawdę ja nie potrzebuję rad. Wystarczy mi samo pisanie.
Doradziłam Ci ostatnio abyś nie rozmawiała z mężem, że to nie ma sensu. Niestety ja nie wytrzymałam, wróciłam do punktu wyjścia próbując rozmowami znowu wpłynąć na niego. Czuję, że kręcę się wkoło i mam okropnego kaca, że znowu to zrobiłam. Pół roku terapii i kompletna klapa. Wiem, że źle robię i nie potrafię przestać widząc, że on coraz bardziej się oddala.
Jak z tym walczyć, pojęcia nie mam. Czy to jest możliwe, gdy mieszka się dalej razem. Jak Ty sobie radzisz?

Ja zrozumiałam, że to już nie ma sensu.
Zrozumiałam, że ja już też nie chcę tego związku.
Nie cofniemy czasu, a nie potrafimy oddzielić kreską tego co było.
Ponadto nie zmienimy się oboje w takim  zakresie, w jakim byśmy chcieli widzieć partnera.

Zrozumiałam, że to koniec. Zakończyłam walkę , też z samą sobą , a skupiłam się na tym co jest i co będzie.
Planuję przyszłość, w której nie ma już miejsca dla mojego jeszcze męża. Oczywiście zawsze będzie gdzieś tam , jest mi bliski po 13 wspólnych latach - mamy też przecież dziecko , pewnie też będzie jakiś kontakt wspierający z obu stron.
Ale - my już nie chcemy być z sobą.
On dojrzał do tego dużo wcześniej niż ja. Ja potrzebowałam więcej czasu.

Nie ma sensu się szarpać skoro oboje wiemy , że już nie chcemy.

Zbieram się do rozmowy z nim . Ale nie po to, żeby próbować coś ugrać, tylko żeby uczciwie poinformować że ja już nie czekam, że ja też już nie chcę tego związku. Żeby zwrócić psychiczną wolność i jemu i też sobie.
Żeby wiedział, że już nic nie musi - też nie musi mi być wierny , może życie układać sobie na nowo.
Bo rozwód to tylko kwestia papierka , a tak naprawdę separacja u nas trwa już jakiś czas.
Teraz czekamy właściwie tylko na kupca na dom. Sprzedaż domu , kupno mieszkań , rozwód. Taka kolejność, bo tak łatwiej formalnie.

Moja wewnętrzna walka o to małżeństwo się skończyła.
Zaczęła się walka o siebie. Walka o zmianę myślenia, zachowania , praca nad ogarnięciem różnych dysfunkcyjnych mechanizmów które włączają się na "pstryk".

Też walka o to, żeby moja starsza córka (już w zasadzie dorosła) też poczuła się wolna, uwolniona od presji tego co musi . Też jest w trudnym momencie życia - ciałem tu, sercem już gdzieś indziej. Trudno jej.

Takie życie - każdy ma coś swojego.

584

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ja jestem po rozmowie właśnie z moim JM.
Trudno mi to przeszło przez gardło, może dlatego że jest wieczór, a wieczory są dla mnie najgorsze.
Powiedziałam, że rozumiem jego decyzję, że rozumiem że to nie mogło się udać - on mnie skreślił w momencie kiedy dowiedział się o romansie, a ja też nie potrafiłabym wybaczyć i zaufać znowu po Moni . Powiedzieliśmy sobie, że zbyt wiele się podziało.
I powiedziałam , że zwracam wolność bo ja już też żyję swoim życiem.
Powiedział, że widzi zmianę we mnie i lżej mu z tym że ja już skończyłam swoją walkę wewnętrzną. On skończył ją już dawno temu. Długo dojrzewał do tej decyzji.
Powiedział też, że nie jest moim wrogiem - i ja to oczywiście też wiem.
Pewnie dlatego to takie trudne - bo jesteśmy dla siebie dobrzy i nie rzucamy talerzami wink .

Powiedzieliśmy sobie całkiem spokojnie to wszystko.
Uważam, że teraz już czas żyć po prostu . Samemu.
Może wybiorę się po świętach do kumpeli z mojego forum na weekend , zaprasza smile .

Chyba zrobiłam coś co było dla mnie ważne.
Ważne było dla mnie , żeby wiedział że już nie czekam. Chciałam być fair.

585

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kobietki jestem i czytam was codziennie.Życzę wam z całego serca tego wewnętrznego spokoju i w końcu wolności od tych wszystkich myśli.Byście obudziły się któregoś dnia rano rześkie i uśmiechnięte, bez tego ciężaru myśli.
Miłej nocki.Pozdrawiam

Posty [ 521 do 585 z 1 076 ]

Strony Poprzednia 1 … 7 8 9 10 11 … 17 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026