Bellatrix napisał/a:Nie jest tak, że nie widzę tego, co złe w moim mężu.
Nie bronię go wtedy, kiedy na to nie zasługuje.
On zawinił również - zwłaszcza przez ostatni rok. Zwłaszcza przez to, że w ciągu tego roku ona wciąż była obecna w naszym życiu, a argument, że to tylko rozmowy, do mnie nie przemawia.
Tak jak do mnie ten argument tez nie przemawia .
Tym bardziej , że w kilka dni po moim "odkryciu" mieli się spotkać .
Gdybym nie odkryła - byłoby "po" . Mąż sie tłumaczy , że mogłoby do niczego nie dojść.
Nie wierzę - wiem jak to działa, poznałam na własnej skórze - pewnie dlatego nie wierzę.
No i wiem też jak działa "pisanie" , rozmowy przez komunikator głosowy. Człowiek się angażuje, bardzo.
Zaangażował się , powiedział na "świeżo" (a to co powiedziane pierwsze jest najbardziej prawdziwe) że nie jest mu obojętna, że ją kocha. Z czasem się wycofał z tego, zaczął mnie obśmiewać, że takie pisanie przez internet to nic takiego. Starał się umniejszyć swoją winę, wybielić się.
BZDURA.
To jest coś wielkiego - obca kobieta poznała jego emocje, uczucia, życie , wpuścił ją do swojego serca i życia ... usłyszała słowa które na zawsze już utkwiły mi w pamięci - wielka szkoda, że nigdy nie skierowane do mnie .
To boli , i nie jest to nic takiego.
To zdrada.
Może nawet gorsza niż bzyknięcie jakiejś panienki po pijaku na imprezie.
Bo panienkę na imprezie można bzyknąć jednorazowo nie angażując się w to specjalnie - łatwa to dała. Natomiast wielomiesięczne odkrywanie siebie , swojej duszy, swoich myśli , swoich obaw, swoich oczekiwań (z wzajemnością) przed inną kobietą odstawiając żonę na tor boczny - to boli bardziej niż takie bzyknięcie. Inna kobieta zna najskrytsze pragnienia, emocje , babrze w jego sercu i umyśle. Wiele miesięcy. Na dodatek planują spotkanie i jak piszę "miał pokazać jej jaki będzie czuły" .
No proszę cię - może ściemniać że to nic takiego, ale to chyba okłamywanie już tylko samego siebie. Ja tego nie kupuję.
Nie ma co licytować się "kto bardziej" zawinił. Kogo bardziej zabolało.
Być może mnie zabolało bardziej, że ktoś grzebał w jego sercu niż jego zabolało to to że ktoś dotykał mojego ciała.
Każdy ma inny próg bólu.
To już nieważne.
Bellatrix napisał/a:Mój mąż chce odejść... przynajmniej tak mówi. Powstrzymują go jedynie względy materialne (sytuacja trochę podobna do Waszej).
Daj mu odejść, nie możesz zrobić nic innego.
Zachowaj szacunek do siebie , nie poniżaj się, nie proś.
Ja prosiłam, rozmawiałam, wybebeszyłam swoje emocje - nie pomogło.
Bellatrix napisał/a:I mówi to bardzo zdecydowanie, nie dając nawet cienia szansy na próbę odbudowania naszego małżeństwa.
Nie możesz nic zrobić oprócz tego że dasz mu odejść.
Może z czasem , będąc sam - zrozumie co stracił.
Ty zajmij się sobą, swoim rozwojem, hobby , rób sobie małe przyjemności.
Stań się kobietą zadowolona z siebie .
Bądź szczęśliwa z nim, bez niego czy z kimkolwiek innym - może spotkasz na swojej drodze kogoś kto naprawdę cie doceni i pokocha.
Tak powoli zaczynam rozumieć, że szczęście jest w nas samych i przede wszystkim trzeba mieć poczucie własnej wartości i być szczęśliwym samym z sobą.
Tak mądrze wyczytałam z książek.
Wiem, że ciężko to wprowadzić z marszu w życie , ale da się. Robię drobne kroczki , staram się poprawiać sobie nastrój , pracować nad sobą, czytać książki ... nie zawsze sie udaje bo jest to trudne .
Ale może kiedyś będę mogła sobie powiedzieć: tak, akceptuję siebie z całym inwentarzem, ze swoimi wadami i zaletami , jestem wartościową ciekawą osobą , zasługuję na to co najlepsze i po to będę sięgać, mam szacunek do siebie i do swojego ciała i dlatego nie zgadzam się na żebranie o czas i o miłość , nie zgadzam się na ochłapy z pańskiego stołu - mnie należy się to co najlepsze. Pracuję, wychowuję dzieci , uczę się , mam znajomych , mam swoje zainteresowania - jestem bardzo wartościową osobą przede wszystkim dla samej siebie.
I jeśli to osiągnę, jeśli będę mogła stanąć nago przed lustrem i to powiedzieć wierząc, ze tak jest - wtedy znaczyć to będzie że wygrałam z samą sobą . Że inni ludzie tylko powiększają moje szczęście , wzbogacają mnie - a nie tworzą je bo bez nich jestem nieszczęśliwa. Chodzi mi tu o na przykład mężczyzn.
Bellatrix napisał/a:To boli mnie chyba najbardziej. Zdradził, odszedł, wrócił. Ale przez rok od jego powrotu nie czułam nawet raz, że mu zależy na mnie. Nawet raz nie okazał mi uczucia.
To ja prosiłam o szansę dla nas.
A on po prostu mnie zlekceważył.
Powiem z ręka na sercu - ja się tak zachowałam po zdradzie.
Co mną kierowało?
Wstyd, wyrzuty sumienia, nie do końca wyleczone z romansu serce, mnogość ambiwalentnych emocji z którymi nie mogłam sobie poradzić. Zamknęłam się w depresji , nie poradziłam sobie z walką o związek wtedy.
Chciałam walczyć dopiero kiedy odkryłam Monię, to dało mi kopa, że przecież tracę osobę którą tak naprawdę kocham.
Jak widać - obudziłam się za późno, straciłam go.
Nie czekał- znalazł inną , nie chciał mi pomóc z tej depresji się wyrwać. Może nie potrafił?
Bellatrix napisał/a:Mimo wszystko nadal chcę, żeby był ze mną. Ale żeby był naprawdę, nie tylko fizycznie.
To trudne .
Skoro jego serce należy teraz do kogoś innego, choć w jakiejś części - to on tej części tobie nie da.
Możesz stawać na rzęsach , tańczyć nago na rurze , być wzorową żoną - NIE PORADZISZ. Ponadto on nie ma do Ciebie szacunku, że godzisz się na takie traktowanie.
Co możesz zrobić jeśli chcesz spróbować coś uratować ? Stanowczo dać mu odejść. Wystawić walizki za drzwi ze słowami : " Kocham cię, ale nie godzę się na takie traktowanie , nie uniosę tego. Jeśli zdecydujesz kiedyś, że chcesz być ze mną , to wróć i bądź dla mnie mężem a nie współlokatorem. Ale wiedz, że nie będę czekała wiecznie."
Wiem, też nie chciałam w to jeszcze niedawno uwierzyć.
Ale to jedyne wyjście.
Ja już nie walczę - dlatego tego nie robię.
Zdecydowaliśmy sie rozstać , dojrzałam do tego że nie chcę być z nim jako człowiekiem takim jaki jest teraz . Człowiekiem dla którego są ważniejsze rzeczy niż szczęście swojej kobiety i walka o rodzinę. Dla którego ważniejsza jest gra i jakaś Monia , które zaważyły na naszym "być albo nie być" w chwili ratowania małżeństwa na terapii na która notabene sam przystał.
Wolę być sama i nie żebrać więcej nigdy u nikogo o czas i uwagę , o miłość.
To na rozum.
Serce jeszcze myśli inaczej, ale powoli mu tłumaczę
.
Bellatrix napisał/a:Wiem, że tego chcę. Tylko mieć tego nie mogę.
Teraz nie możesz , jego serce nie należy do ciebie w takiej części , w jakiej byłoby to dla ciebie satysfakcjonujące.
Nie dostrzega tego co masz dla niego, co chciałabyś mu dać i czego chciałabyś od niego.