netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

czy warto mieć nadzieję

1 075 odpowiedzi113 966 wyświetleńzałożony przez kobieta w rozterkach, 03.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 17 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 326 do 390 z 1 076 ]

326

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
rogacz76 napisał/a:

Rozmawiaj,rozmawiaj z mężem jak najwięcej.Nic na siłę.Nawet o pierdołach.Nie pokazuj że,Ci źle.Źe jesteś załamana.
PS.Słyszalaś o czymś takim jak metoda kija i marchewki?

Wie, ze ja jeszcze czekam, jestem obok. Choć już częściowo pogodziłam się z decyzjami , ogarniam się powoli.
Ale jeśli zapyta o szansę, to będzie musiał zdać sobie sprawę z gruntownych zmian zachowań (po obu stronach) , ciężkiej pracy nad związkiem i nad samym sobą... naprawdę ciężkiej... nie tylko przejścia do porządku dziennego ...
Bo ja nie chcę wracać do tego co było , bo nie było dobrze....

Będę okrutna, ale czasami trzeba. Gdyby były jakiekolwiek przejawy chęci dawania sobie szansy to nie siedziałby teraz z pudłem tylko zaproponował wspólny film. Twoje zniknięcie z sypialni nie wstrząsnęło nim, dla niego życie toczy się dalej. Źle, że czekasz - choć wiem jak trudno nie czekać... jednak to sprawia ból, złudną nadzieję rozpalaną najmniejszymi gestami, spojrzeniem, wspomnieniem.

Każdy z nas inaczej reaguje i inaczej jego organizm radzi sobie w danych sytuacjach. Nasz mózg jest tak skonstruowany, że zawsze wybiera sobie najbardziej dogodną formę radzenia z trudna sytuacją. Ja jestem zwolenniczką: była analiza, próba są fakty, decyzje - negatywne ? jest mi źle, świat się wali ale "otrzepuję kolana" i racjonalnie do przodu. Nawet jak mam pod górkę ( a wiesz, że mam ) to ciągle staram się jednak nie cofać. Zauważyłam już dawno, że to krzywdzące dla obu stron. Podjęłam decyzje jak wiesz nie do końca właściwe no ale mleko się rozlało i teraz należy poradzić sobie nie z przeszłością której już nie ma i nie z przyszłością której jeszcze nie ma ale z teraźniejszością - bo to na nią teraz mam największy wpływ!
Przesyłam całe mnóstwo pozytywnej energii.

327

Odp: czy warto mieć nadzieję
KGB napisał/a:

teraz należy poradzić sobie nie z przeszłością której już nie ma i nie z przyszłością której jeszcze nie ma ale z teraźniejszością - bo to na nią teraz mam największy wpływ!
Przesyłam całe mnóstwo pozytywnej energii.

Masz rację. Powoli, powoli staram się sobie radzić.
Jest we mnie dziś spokój. Jakiś taki spokój, jakiego dawno nie było. I  nie ze względu na rozmowę. I nie ze względu na jakąś nadzieję.
Raczej dlatego, że przepłakałam już chyba wszystko co miałam przepłakać. I został - spokój , jakieś wewnętrzne pogodzenie się z sobą.

Są lepsze i gorsze dni, dziś jest ten lepszy. Wiem, że nadejdą jeszcze te gorsze.
Siedzę, słucham muzyki ...

Życie toczy się dalej.

328

Odp: czy warto mieć nadzieję
KGB napisał/a:

Będę okrutna, ale czasami trzeba. Gdyby były jakiekolwiek przejawy chęci dawania sobie szansy to nie siedziałby teraz z pudłem tylko zaproponował wspólny film. Twoje zniknięcie z sypialni nie wstrząsnęło nim, dla niego życie toczy się dalej. Źle, że czekasz - choć wiem jak trudno nie czekać... jednak to sprawia ból, złudną nadzieję rozpalaną najmniejszymi gestami, spojrzeniem, wspomnieniem.

Dziś nawet tak tego nie odebrałam.
Jeszcze dwa tygodnie temu po takiej rozmowie jak dzisiejsza już układałabym nam wspólną przyszłość.
Dziś - nie.
Zobaczyłam w jego oczach dziś, ze też nie jest mu lekko. Ale jeśli miałabym określić jednym słowem to co czułam - to chyba najbardziej współczucie po prostu.
Oczywiście mam w sobie też sporo złości, nieufności i tych innych mniej przyjemnych emocji  gdzieś tam w jakimś miejscu mojej duszy , ale dziś przewaga tego wewnętrznego spokoju , reszta uczuć się gdzieś pochowała.
Nie myślę o tym co robi , zagłuszam myśli muzyką .... pomaga.

329

Odp: czy warto mieć nadzieję

A , i żeby nie było, że taka Matka Teresa jestem albo mam altzhimera - oczywiście nie ufam  i mam złość , i boli - temat Moni.  Wiem, że ma ją w sercu ... Nie wierzę mu , kiedy mówi że to nic takiego.
Nie wierzę w ani jedno jego słowo w tym temacie  , daje powody do tej nieufności w dalszym ciągu - gra z nią ,  ma ją wszędzie w znajomych gdzie się da.
KGB ma rację - gdyby mu zależało na mnie choć trochę  , nie siedziałby z nią przed pudłem , nie gadał z nią , nie oglądał fotek.
Dlatego może we mnie ostatnio mniej bólu z powodu decyzji o rozstaniu , a więcej złości na niego.

I to jest podstawowa sprawa. Serce ma zajęte. Nie ma w nim dla mnie miejsca.   
Wiec sam widzisz, Rogacz - tu nie ma opcji czegokolwiek.
Trzeba się pogodzić z sytuacją i iść do przodu.
Mogę mu współczuć z powodu tego co czuje, pewnie też jakiegoś rozdarcia wewnętrznego , ale to nie znaczy że mu wybaczyłam to co mi robił i robi w temacie tej kobiety.
Na wybaczenie przyjdzie kiedyś czas , dla mnie samej , dla mojego wewnętrznego spokoju- ale jeszcze nie teraz. Nie teraz. I jeszcze długo nie.

330

Odp: czy warto mieć nadzieję

Radzisz sobie to najważniejsze,jesteś mądrą kobietą.Dobrze,że rozmawiacie.Nie rób sobie nadzieji,ale  życie czasem potrafi nas zaskoczyć.Zadbaj o swoje zdrowie.Też mieszkam w małej miejscowości,nie ma dokąd pójść,ale jak pogoda dopisuje to biorę kijki w garść i 10 km potrafię przejść.Taki wysiłek powoduje,że człowiek zapomina o problemach(tylko nie chodzę sama -dla bezpieczeństwa).

331 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-02-19 00:34:28)

Odp: czy warto mieć nadzieję
Feniks 7 napisał/a:

Radzisz sobie to najważniejsze,jesteś mądrą kobietą.Dobrze,że rozmawiacie.Nie rób sobie nadzieji,ale  życie czasem potrafi nas zaskoczyć.

nie robię sobie nadziei - robiłabym sobie , gdyby mi ją dawał i walczył
nie daje i nie walczy
wiem jak to jest jak się ma serce zajęte - kiedyś sama to przechodziłam
teraz jestem "po" kilka ładnych miesięcy i wiem co zostaje z romansu
wiem co dzieje się w człowieku kiedy obudzi się po jakimś czasie , po zakończonym romansie  który nie wypalił tudzież związku na odległość dla którego zrezygnowało się z rodziny -  z wyrzutami sumienia, rozpaczą, poczuciem straty tak ogromnym, że nie do udźwignięcia ...
ja to właśnie teraz przechodzę - straciłam męża , przypłaciłam to bardzo boleśnie stanem swojej psychiki
rozejdziemy się bo nie ma innego wyjścia ... ale więcej szans za miesiące, lata nie będzie  ... i to nie jest "oko za oko" , ja po prostu nie podźwignęłabym się po raz kolejny z takiego upadku ....
stanę na nogi, zacznę sama
zawsze gdzieś tam będzie w moim sercu , ale nie obudził się dla mnie na czas tak jak ja wcześniej nie obudziłam się dla niego
codziennie zdaję sobie sprawę, że to koniec
poniżałam się i walczyłam długo - dla swojego dobra psychicznego więcej już nie powinnam ....
nie obudził się dla mnie , nie wyleczył z Moni
już się nie obudzi

no i masz - kiedy wracają te myśli , o nich - boję się nawet wyłączyć laptopa, żeby nie usłyszeć przypadkiem jak do niej coś mówi, jak stuka na klawiaturze ... to jest tak ogromny lęk , że nie macie pojęcia ....
boli jak nie wiem ....
dlatego słucham głośno muzyki i zasypiam przy laptopie
kocham , nie poradzę - pomimo tego, że mnie tak rani
tylko  definitywne rozstanie , wyprowadzka tu pomoże .... i czas ...

332

Odp: czy warto mieć nadzieję

Witaj kobietko, czytam te twoje posty i widzę, jak za każdym się miotasz, widzę bezradność, ból, miłość, nadzieję, zazdrość, samokrytykę, zrozumienie..... przeplatające się na przemian.Życzę ci, by ten stan zawieszenia w końcu minął, byś poczuła jakąś ulgę, obojętnie w jaką stronę.Czuję, że naprawdę potrafisz kochać, i już sama nie wiem, co może czuć twój mąż.Kur..., jakimi skomplikowanymi istotami są ludzie.Szanuję cię bd, bo strasznie walczyłaś o was.Dobrej nocki mimo wszystko dla ciebie.Sen przynosi ukojenie i nowe siły.
Póki co rano trzeba wstać, a mnie senność jeszcze nie ogarnęła.

333

Odp: czy warto mieć nadzieję

Twój mąż jest aktualnie zaślepiony internetową panienką.Tylko,że to nie jest prawdziwe życie.Ludzie wyobrażają sobie,że to ideał,że to jest właśnie to...czego w tym momencie pragną.Potem przychodzi rozczarowanie.TE internetowe cud ideały mówią  i piszą to co chcemy usłyszeć i przeczytać.I tak ludzie się wkręcają.
Dam Ci mały przykład.12 lat małżeństwa,mąż który bił mnie,dusił na oczach dzieci,wyzywał.Zakazywał mieć koleżanki, chodzić do pracy.Wmawiał mi jaka to jestem brzydka i głupia.Znęcał się nad naszym starszym synem.W naszej miejscowości kazdy go znał(jego rodzina,to żadna patologia tylko ludzie na poziomie-on jeden miał poprzewracane w główce).Dodam,że jego rodzina póżniej mnie chciała zniszczyć,żeby jak zwykle tyłek mu ratować.Tu był znany,więc gdzie szukał nowej miłości -W INTERNECIE.Pewnie przedstawił się jako biedny skrzywdzony przez los,wspaniały mąż,idealny partner(POTRAFI MANIPULOWAĆ),który został zdradzony przez żonę ku...,która zabrania mu kontaktów z dziećmi.Tylko tego swojej panience nie napisał co nam po nocach robił.Dlaczego dzieci odwróciły się od niego.Znalazł kobietę z mieszkaniem,tak jak sobiezaplanował.Jak uważasz czy taki ktoś będzie inny,przy tamtej kobiecie?Ta cała Monia,co on o niej wie oprócz tego co ona sama mu nawkręca o sobie.Same bzdury,ażycie to nie bajka.

334

Odp: czy warto mieć nadzieję
iwetka28 napisał/a:

Witaj kobietko, czytam te twoje posty i widzę, jak za każdym się miotasz, widzę bezradność, ból, miłość, nadzieję, zazdrość, samokrytykę, zrozumienie..... przeplatające się na przemian.

Tak, te huśtawki są najgorsze.
Rano pogodzona, spokojna , wieczorem widzę że sobie ją dodał na facebook do znajomych i szlag mnie trafia, złość , ból . Wczoraj tak się stało.
Muszę wziąć siłę skądś żeby móc się z tym uporać w sobie. Żeby zacząć szanować się na tyle, żeby nie przejmować się jakąś Monią , czy inna lalą kręcącą sie obok jeszcze męża.
Żeby nie myśleć o tym. To trudne.


iwetka28 napisał/a:

Życzę ci, by ten stan zawieszenia w końcu minął, byś poczuła jakąś ulgę, obojętnie w jaką stronę.

"Cisnę" go żeby się pospieszył z tym remontem, bo jak już oddamy nieruchomość do biura do wystawienia , to zamknie się jakiś etap . Na początku będzie trudniej, ale z każdym dniem potem chyba  lepiej.
Będzie nadzieja , ale na kupca , na nowe mieszkanie. Zamknie się po prostu pewien etap.

iwetka28 napisał/a:

Czuję, że naprawdę potrafisz kochać, i już sama nie wiem, co może czuć twój mąż.Kur..., jakimi skomplikowanymi istotami są ludzie.Szanuję cię bd, bo strasznie walczyłaś o was.Dobrej nocki mimo wszystko dla ciebie.Sen przynosi ukojenie i nowe siły.
Póki co rano trzeba wstać, a mnie senność jeszcze nie ogarnęła.

Walczyłam, ale za późno. Czasem i tak bywa.
Choć nadal mam poczucie , że nie zrobiłam w tej walce wszystkiego - z lęku przed otwarciem z dwóch stron był ogromny opór.
No cóż - zrobiliśmy tyle na ile mogliśmy sobie na tamten czas pozwolić.
Już nie ma sensu się cofać do tego - było , minęło.
Trzeba iść naprzód.
Ale lekko nie jest.

335

Odp: czy warto mieć nadzieję

Teraz w tym momencie dbaj o siebie i dzieci o nikogo więcej,to jest teraz najważniejsze i to powinien być TWÓJ cel.Twoja mądrość i łagodne podejście do sytuacji,przyniosą Ci rozwiazanie i ulgę.Nie lituj się nad mężem,każdy sam jest kowalem swojego losu.Myśl tylko o tym co jest teraz ważne TY I WASZE DZIECI,nic więcej.

336

Odp: czy warto mieć nadzieję
Feniks 7 napisał/a:

Teraz w tym momencie dbaj o siebie i dzieci o nikogo więcej,to jest teraz najważniejsze i to powinien być TWÓJ cel.Twoja mądrość i łagodne podejście do sytuacji,przyniosą Ci rozwiazanie i ulgę.Nie lituj się nad mężem,każdy sam jest kowalem swojego losu.Myśl tylko o tym co jest teraz ważne TY I WASZE DZIECI,nic więcej.

Masz rację , każdy jest kowalem swojego losu a pewnych rzeczy już się nie zmieni, czasu się nie cofnie.
Trzeba iść naprzód.
To na rozum - a na serce sama wiesz jak jest . Ciężko.
Ale wierzę, że przyjdzie czas kiedy będzie lepiej.

337

Odp: czy warto mieć nadzieję

Będzie tylko lepiej,czy przeczytałaś posta ode mnie na temat zaślepienia internetowego,napisałam z godzinę temu.Takie jest moje zdanie,niestety.Żaden ze mnie psycholog,ale dużo czytam i obserwuję.Niedawno przeczytałam książkę Allana i Barbary Pease na temat stosunków damsko męskich.To jest taka seria na wesoło ukazująca nasze zachowania.Polecam.Wyczytałam w niej,że ryzyko wdania się w romans wzrasta w obliczu zagrożenia,strachu,odrzucenia.Najwięcej dochodzi do romansów w czasie wojen..Żebyś mi nigdy pod żadnym pozorem nie czuła się winna,bo nie wiem skąd jesteś ale Cię znajdę zaciągnę na drinka i powiem do słuchu u nie tylko.Po godzinie ze mną będziesz pękała ze śmiechu.Poczułaś się nieszczęśliwa w swoim związku,dlatego stało się jak się stało.Twój mąż dał ciała w tym momencie,jak go potrzebowałaś.O długie zwiazki trzeba dbać podwójnie i starać się podwójnie.Rutyna,brak wsparcia zabije największą miłość.Głowa do góry...będzie dobrze..ja Ci to mówię,byłam już na dnie a wygrzebałam się z tego...Uśmiech na buźkę,szpileczki na nóżki i niech widzi co traci.Ta cała Monia to tylko fikcja w jego głowie,jak jest głupi to niech w to brnie dalej.Ty myśl już tylko o sobie i swojej przyszłości,bez dołów,tylko z uśmiechem na twarzy..i w końcu to osiągniesz..

338

Odp: czy warto mieć nadzieję
Feniks 7 napisał/a:

Będzie tylko lepiej,czy przeczytałaś posta ode mnie na temat zaślepienia internetowego,napisałam z godzinę temu.Takie jest moje zdanie,niestety.

Tak, przeczytałam .
Mam podobne zdanie na ten temat. Wiem, że tylko przebywając z sobą , widząc , poznając swoje wady można się poznać tak prawdziwie. A potem przede wszystkim dbać o siebie , nie tylko być.
Bo zakochanie mija dość szybko - a miłość polega na budowie dojrzałego związku i dbaniu o niego i o siebie wzajemnie . Roślinka o którą się nie dba - umiera.

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś jeszcze będzie mi dane tego doświadczyć- poczucia, że jestem ważna, kochana.

Feniks 7 napisał/a:

Ty myśl już tylko o sobie i swojej przyszłości,bez dołów,tylko z uśmiechem na twarzy..i w końcu to osiągniesz..

Dzięki za optymizm, trzeba mi go teraz sporo .
Trzeba mi teraz uwierzyć, że jestem coś warta , też sama dla siebie.

339

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie bardzo rozumiem to Twoje zachowanie ale cóż to Twoje życie.Twój wybór.

340

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Nie bardzo rozumiem to Twoje zachowanie ale cóż to Twoje życie.Twój wybór.

czego nie rozumiesz?

341

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jesteś wartościową osobą,nawet sposób w jaki piszesz świadczy o tym i o Twojej inteligencji.Głowa do góry.Pamiętaj zero dołów,jak czujesz,że się zbliża pstryknij palcami i powiedz sobie,dość tego,znajdż sposób na zabicie doła i będzie tylko,tylko lepiej.Jak poukładasz sobie wszystko w głowie i życiu to gwarantuję Ci,że znajdzie się inteligentny facet(nie żaden burak buraczany)i powie ,że jesteś cudem jego życia,doceni każdą cząstkę Ciebie.A głupi niech się dalej pocieszają w ramionach cyborgów zwanech Moniami.

342 Ostatnio edytowany przez rogacz76 (2013-02-19 12:17:25)

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
rogacz76 napisał/a:

Nie bardzo rozumiem to Twoje zachowanie ale cóż to Twoje życie.Twój wybór.

czego nie rozumiesz?

Twojej postawy.
Twierdzisz że,Go kochasz.Tak?
To co Jesteś w stanie zrobić by dać Mu to do zrozumienia?.
Przypomnij sobie co On zrobił gdy dowiedział się o Twoim romansie.

343

Odp: czy warto mieć nadzieję
Feniks 7 napisał/a:

Jesteś wartościową osobą,nawet sposób w jaki piszesz świadczy o tym i o Twojej inteligencji.Głowa do góry.Pamiętaj zero dołów,jak czujesz,że się zbliża pstryknij palcami i powiedz sobie,dość tego,znajdż sposób na zabicie doła i będzie tylko,tylko lepiej.Jak poukładasz sobie wszystko w głowie i życiu to gwarantuję Ci,że znajdzie się inteligentny facet(nie żaden burak buraczany)i powie ,że jesteś cudem jego życia,doceni każdą cząstkę Ciebie.A głupi niech się dalej pocieszają w ramionach cyborgów zwanech Moniami.

Wiesz, - ja go rozumiem - to, że zajęła jego serce w jakiś sposób- nad tym nie da się zapanować, pstryknąć palcem i wykasować pamięć, emocje.
Postąpił źle wpuszczając ją do swojego serca - , tak jak ja kiedyś postąpiłam źle.
Wiem co czuje , ale nie znaczy to że mu wybaczam i przechodzę nad tym tak łatwo do porządku dziennego. .

Czy jestem wartościową osobą? Teraz się tak nie czuję . Dodatkowo ta walka, poniżanie, żebranie o miłość i czas bardzo nadwątliło moje poczucie własnej wartości. Ale będę pracować nad sobą , mam nadzieję że kiedyś się to zmieni.
Punktem zwrotnym będzie dla mnie wyprowadzka, nowe mieszkanie, nowe otoczenie. Na razie trwamy w tym marazmie obok siebie, dlatego tak się ze mną dzieje .
To jest chyba najgorsze co może być - podjąć decyzję o rozstaniu i patrzeć nadal na siebie , być obok siebie... jeszcze wiele miesięcy.

344

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Twojej postawy.
Twierdzisz że,Go kochasz.Tak?
To co Jesteś w stanie zrobić by dać Mu to do zrozumienia?.

Zrobiłam już wiele , więcej nie mogę - to poza moim zasięgiem. Nie da się zrobić więcej jeśli tylko jedna strona chce.
Teraz muszę zająć się sobą, siebie chronić żeby nie zwariować i nie pogrążać się dalej w depresji , teraz muszę walczyć o siebie bo nikt oprócz mnie o mnie nie zawalczy, o moje zdrowie , o moja psychikę.

rogacz76 napisał/a:

Przypomnij sobie co On zrobił gdy dowiedział się o Twoim romansie.

Walczył jakiś czas , a potem skreślił mnie. Znalazł sobie pocieszenie.
Ja też walczyłam kiedy dowiedziałam się o jego romansie. Moja walka się skończyła, więcej nie mogę zrobić. Teraz pozostaje mi się zając sobą i dzieckiem.

345

Odp: czy warto mieć nadzieję

Trwasz w tym maraźmie wspólnie z mężem bo wróciłaś do tego co było przed romansem czyli życie obok siebie.Powiem wprost.Mąż nie wierzy w to że,Go kochasz,że zmieniłaś się,że chcesz by było lepiej niź przed tem.
Powiedz jak konkretnie zmieniłaś się po wydaniu się romansu?.Co takiego zmieniłaś w swoim życiu?

346 Ostatnio edytowany przez rogacz76 (2013-02-19 12:39:12)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jak walczylaś?.Nie pytam co mówiłaś tylko o Twoje czyny.
Po zdradzie słowa są równe 0,istotne są czyny.
Sama napisałaś że,nie chcesz nic wiedzieć o tej Moni.Dlaczego?.Boisz się?.Czego?.Twój mąż był inny gdy dowiedział się o romansie?.Wie z kim,gdzie i kiedy romansowalaś?.Zna konkrety?
Masz kontakt z kochankiem?.Czy Twój mąż wie wszystko co łączyło Cię z tamtym?
Przyznam szczerze że,po którymś wpisie gdy pisałaś o tamtym odniosłem wrażenie że,żywisz cieplejsze uczucie względem kochanka niż męża.Może właśnie to jest ta bariera że,mąż to czuje i nie ufa Ci.
Czy faktycznie wyrzuciłaś kochanka ze swojego życia a jeśli tak to czy z serca także?.

347

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Trwasz w tym maraźmie wspólnie z mężem bo wróciłaś do tego co było przed romansem czyli życie obok siebie.Powiem wprost.Mąż nie wierzy w to że,Go kochasz,że zmieniłaś się,że chcesz by było lepiej niź przed tem.
Powiedz jak konkretnie zmieniłaś się po wydaniu się romansu?.Co takiego zmieniłaś w swoim życiu?

Starałam się , naprawdę się starałam tak jak potrafiłam. Pisałam w wątku , może nie wszystko - ale wiele.
Teraz już nie ma sensu tego roztrząsać.

348

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
rogacz76 napisał/a:

Trwasz w tym maraźmie wspólnie z mężem bo wróciłaś do tego co było przed romansem czyli życie obok siebie.Powiem wprost.Mąż nie wierzy w to że,Go kochasz,że zmieniłaś się,że chcesz by było lepiej niź przed tem.
Powiedz jak konkretnie zmieniłaś się po wydaniu się romansu?.Co takiego zmieniłaś w swoim życiu?

Starałam się , naprawdę się starałam tak jak potrafiłam. Pisałam w wątku , może nie wszystko - ale wiele.
Teraz już nie ma sensu tego roztrząsać.

Ależ właśnie jest sens bo bez tego nie dowiesz się czy zrobiłaś wszystko by naprawić błąd.
Stawiam się na miejscu Twojego męża i po mimo tego listu który napisalaś mam wątpliwości co do Twojej postawy po wykryciu romansu.Popełniasz blędy tak jak Twój mąż ale zamiast je naprawiać rezygnujesz.

349

Odp: czy warto mieć nadzieję

Rogacz przestan ją dołować.Wiem,ze chcesz dobrze,ale nie doprowadzaj jej do granic możliwości.Ona ma stanąć na nogi,a nie wylądować w szpitalu.Lepiej jak będzie sobie radzić w życiu niż stanie się strzępkiem człowieka.Zawsze jest jakieś wyjście z sytuacji.Ja walczyłam o byłego męża kilka lat,i dobrze mnie z tego powodu nie traktował.Może jak zobaczy,że ona sobie radzi,pomyśli wreszcie rozumem a nie dolną częścią ciała i nie skreśli ich małżeństwa.ALE NA BOGA,ona ma sobie radzić,jest matką,kobietą,pewnie chodzi do pracy.Jest wartościową osobą i nikomu tego nie musi udowadniać,ma żyć a nie umierać w gdybaniu co by tu jeszcze zrobić.NIE WYPALAJ SIĘ EMOCJONALNIE,idż do przodu.Jestem przeciwna rozwodom,ale czasami nie da się inaczej.

350

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Jak walczylaś?.Nie pytam co mówiłaś tylko o Twoje czyny.
Po zdradzie słowa są równe 0,istotne są czyny.
Sama napisałaś że,nie chcesz nic wiedzieć o tej Moni.Dlaczego?.Boisz się?.Czego?.Twój mąż był inny gdy dowiedział się o romansie?.Wie z kim,gdzie i kiedy romansowalaś?.Zna konkrety?
Masz kontakt z kochankiem?.Czy Twój mąż wie wszystko co łączyło Cię z tamtym?
Przyznam szczerze że,po którymś wpisie gdy pisałaś o tamtym odniosłem wrażenie że,żywisz cieplejsze uczucie względem kochanka niż męża.Może właśnie to jest ta bariera że,mąż to czuje i nie ufa Ci

chyba oszalałeś...
to już dawno skończone - było , minęło - nie wiem skąd te Twoje insynuacje , pisałam o tym niejednokrotnie - o tym co pozostaje po zdradzie , zresztą czytasz na bieżąco mój wątek - więc naprawdę nie wiem z czego wywnioskowałeś to co wywnioskowałeś...
co było - umarło - nie ma sensu do tego wracać... nie chcę do tego wracać - pozostały wspomnienia i te lepsze i te gorsze... i niech tak zostanie ...

Cały czas starasz się wepchnąć mnie z powrotem w ramiona mojego męża- zrozum jedno - on nie chce.
Dawał mi to odczuć od wielu miesięcy i daje nadal.
Pomimo ogromnego żalu z powodu tego co zrobiłam - nie da się już , po prostu nie da się. Zbyt się wzajemnie pokaleczyliśmy.
Żeby to odbudować, albo inaczej - budować od zera trzeba by wielkiego, ogromnego zaangażowania dwóch stron, wielkiej chęci i ogromu wysiłku w to włożonego. Zmiany i przewartościowania całego swojego życia.
Tego nie da się zrobić gdy tylko jedna strona chce.

Zrozumiałam to w końcu - dlatego kładę nacisk teraz na siebie i dziecko. Żeby chronić swoją psychikę , bo czasem mam wrażenie że więcej już nie udźwignę.
Nie znaczy to, że siebie rozgrzeszyłam z tego co zrobiłam - absolutnie nie .
Znaczy to tylko tyle, że muszę ruszyć do przodu i zamknąć ten rozdział dla swojego dobra , bo jeśli będę brnąć w to dalej to zazdrość o Monię, złość o grę i to że musiałam żebrać o miłość , płonne nadzieje - mnie zniszczą.
Tylko tyle.

351

Odp: czy warto mieć nadzieję

Fenix
Masz prawo do własnego zdania tak jak Ja do swojego.I tego się trzymajmy.
To co piszę nie ma na celu dołowania ale skierowanie myśli i czynów w dobrym kierunku bez znaczenia czy kierunek ten ma na celu naprawę małżeństwa czy życie osobno.Bez tego uświadomienia bardzo prawdopodobne jest że,w ewentualnym przyszłym związku popełni te same blędy bo teraz nie wyciąga właściwych wniosków.
Oczywiści nie Jestem wyrocznią i mam prawo do pomyłek jak kaźdy.

352

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jak myślisz ile potrwa jego zainteresowanie Monią?
Jak było u Ciebie...
Nie czytałam wszystkiego, ale doczytałam co dawał Ci kochanek, a czego nie dawał mąż.
Musiał być bardzo samotny.

353

Odp: czy warto mieć nadzieję
bet napisał/a:

Jak myślisz ile potrwa jego zainteresowanie Monią?
Jak było u Ciebie...
Nie czytałam wszystkiego, ale doczytałam co dawał Ci kochanek, a czego nie dawał mąż.
Musiał być bardzo samotny.

To nie chodzi tylko o to .
Mąż stracił do mnie szacunek, stracił zaufanie, on nie chce w to dalej iść - on już chce budować "nowe, swoje".
Pokazuje i mówi mi to cały czas, on tak czuje.
Z tym nie ma dyskusji.

354

Odp: czy warto mieć nadzieję

Skąd ta złość?.Uderzyłem w czuły punkt?
Widzisz jak to jest?.Wciąż masz te miłe wspomnienia i mąź mógł to widzieć tak jak Ty widzisz jego postawę wobec Moni.
Twoje wspomnienia co do kochanka nie powinny istnieć.A jednak nadal istnieją i jak w takim razie miałaś naprawiać swoje małżeństwo skoro poruwnywałaś ich między sobą.Sama to napisałaś że,dostałaś od kochanka to czego od męża nie miałaś.Z takim podejściem naprawa nie miała szans powodzenia stąd ta nieufność męża.Bo On to widział albo tak interpretował Twój płacz,smutek,itd.Myślaĺ że,nie żałujesz zdrady tylko tego że,się wydało.Czy naprawdę jesteś tak ślepa(sorrki)że,tego nie widzisz?.Jak On mógł widzieć Twoją chęć odbudowy gdy wciąż chodziłaś jak senna mara?.Jak miał Ci uwierzyć?.Powiedziałaś Mu to?.W jaki sposób dałaś Mu do zrozumienia że,Twoje serce należy tylko do Niego a nie także do kochanka?.No jak?.

355

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
bet napisał/a:

Jak myślisz ile potrwa jego zainteresowanie Monią?
Jak było u Ciebie...
Nie czytałam wszystkiego, ale doczytałam co dawał Ci kochanek, a czego nie dawał mąż.
Musiał być bardzo samotny.

To nie chodzi tylko o to .
Mąż stracił do mnie szacunek, stracił zaufanie, on nie chce w to dalej iść - on już chce budować "nowe, swoje".
Pokazuje i mówi mi to cały czas, on tak czuje.
Z tym nie ma dyskusji.

I Ty oczywiście łaskawie zgadzasz się na wszystko co mówi i chce mąż?.Nie masz własnego zdania?.Jeśli tak wygłąda Twoja walka to sorry ale jesteś bez szans.
Czasem jak mąż nie ma jaj to żona powinna udowodnić że je ma

356 Ostatnio edytowany przez lena1986 (2013-02-19 13:20:39)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Zraniłaś Swojego Męża kilka razy. Ale nie na jego oczach. Nie widział, jak go krzywdzisz. On rani Cię co wieczór. Żeby Go nie słyszeć, musisz zamykać się w pokoju włączając muzykę, tak? On nie widział, nie słyszał. Dlaczego to Ty masz przez Niego cierpieć? Przepraszam, jeśli Cię uraziłam, ale właśnie takie jest moje zdanie. Zraniłaś Go poza Jego wzrokiem, poza Jego słuchem. Zrobiłaś to kilka razy. On rani Cię co wieczór, codziennie. Słyszysz Go, czasem też widzisz.

357

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Skąd ta złość?.Uderzyłem w czuły punkt?
Widzisz jak to jest?.Wciąż masz te miłe wspomnienia i mąź mógł to widzieć tak jak Ty widzisz jego postawę wobec Moni.
Twoje wspomnienia co do kochanka nie powinny istnieć.A jednak nadal istnieją i jak w takim razie miałaś naprawiać swoje małżeństwo skoro poruwnywałaś ich między sobą.Sama to napisałaś że,dostałaś od kochanka to czego od męża nie miałaś.Z takim podejściem naprawa nie miała szans powodzenia stąd ta nieufność męża.Bo On to widział albo tak interpretował Twój płacz,smutek,itd.Myślaĺ że,nie żałujesz zdrady tylko tego że,się wydało.Czy naprawdę jesteś tak ślepa(sorrki)że,tego nie widzisz?.Jak On mógł widzieć Twoją chęć odbudowy gdy wciąż chodziłaś jak senna mara?.Jak miał Ci uwierzyć?.Powiedziałaś Mu to?.W jaki sposób dałaś Mu do zrozumienia że,Twoje serce należy tylko do Niego a nie także do kochanka?.No jak?.

Wspomnienia to jest coś, czego z pamięci wymazać się nie da. Chyba mylisz pojęcia - nie zrobię sobie resetu mózgu bo się nie da. Wspomnienia są częścią życia. One po prostu są.
Tak jak on ma wspomnienia z pisania z Monią, te ciepłe uczucia do niej i wszystkie emocje. Są , po prostu.
Czy porównywałam? Tak, - on też porównywał mnie z Monią : że ja zimna z charakteru, a ona ciepła. Tego też się nie da uniknąć. Porównań. 

To, że moje serce należy do niego mówiłam mu wielokrotnie , czytałeś - to co mu mówiłam. Tak czułam . Że tego nie przyjmował - to jego wybór, jego decyzja. Nie wejdę mu w głowę i nie zmienię toru jego myślenia. Zrobiłam co i ile potrafiłam.
Czy dużo , czy mało? Według mnie dużo, upodliłam się żebrając o czas dla siebie , o miłość . Starałam się przekazać mu, że zależy mi. Że chciałabym zmienić całkiem nasze życie , żeby było inaczej, lepiej - nie wracać do tego co było.

Nie zamierzam się więcej obwiniać o to . Ja dałam ile mogłam, on przyjął ile mógł.
Widać nie wystarczyło. Nie mogłam i nie mogę zrobić więcej.
Zrozumiałam to w końcu, ze czas ruszyć z miejsca naprzód.

358

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

I Ty oczywiście łaskawie zgadzasz się na wszystko co mówi i chce mąż?.Nie masz własnego zdania?.Jeśli tak wygłąda Twoja walka to sorry ale jesteś bez szans.
Czasem jak mąż nie ma jaj to żona powinna udowodnić że je ma

A co ma go błagać każdego dnia o łaskę wybaczenia ?
Wiesz rogacz mam wrażenie, że jak przeczytasz gdzieś o zdradzie to wszystkie twoje  posty są przesiąknięte twoimi subiektywnymi żalami - owszem masz prawo, ale jak już pisałam w innych postach: ludzie zwracają się o pomoc i należy rozpatrywać sytuacje  z punktu wielu aspektów.

Kobieta jeśli ma jaja to jest teraz tak ładnie nazywana singielką. Po co jej wówczas facet ?

Uważam rogacz, że drążysz w kółko ten sam aspekt sprawy - do znudzenia i nie reagujesz na to co Autorka wątku pisze - ona godzi się z decyzją bo widocznie tak czuje i tak chce.

Kwestie, które poruszasz były rozpatrywane na innym etapie.

359

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

I Ty oczywiście łaskawie zgadzasz się na wszystko co mówi i chce mąż?.Nie masz własnego zdania?.Jeśli tak wygłąda Twoja walka to sorry ale jesteś bez szans.
Czasem jak mąż nie ma jaj to żona powinna udowodnić że je ma

Wychodzi na to, że jednak w tym związku to zawsze ja miałam jaja.
Zarzuca mi, że nie czuł się mężczyzną, ja jemu że nie czułam się kobietą.


lena1986 napisał/a:

Zraniłaś Swojego Męża kilka razy. Ale nie na jego oczach. Nie widział, jak go krzywdzisz. On rani Cię co wieczór. Żeby Go nie słyszeć, musisz zamykać się w pokoju włączając muzykę, tak? On nie widział, nie słyszał. Dlaczego to Ty masz przez Niego cierpieć? Przepraszam, jeśli Cię uraziłam, ale właśnie takie jest moje zdanie. Zraniłaś Go poza Jego wzrokiem, poza Jego słuchem. Zrobiłaś to kilka razy. On rani Cię co wieczór, codziennie. Słyszysz Go, czasem też widzisz.

Jest to dla mnie bardzo trudne nadal. Radzę sobie jak mogę.
Chyba wreszcie się podnoszę, patrzę w przyszłość.  To chyba dobry kierunek dla mnie.

360

Odp: czy warto mieć nadzieję

Znów dołowanie.ja spadam,bo przez komputer domu nie chcę zaniedbać...
A TY SIĘ NIE DAJ KOBIETKO W ROZTERKACH,główa do góry i już bez łez.OK?Ja może mamteraz kochanego mężą,ale często ze sobą rozmawiamy i mamy takie samo podejście do zdrady-On nie wybaczyłby mi ani ja jemu.Dlatego staramy się unikać sytuacji,które mogłyby doprowadzić do romansu.Licho nie śpi.Kocham go bardzo ale nie chciałabym z nim być ani on ze mną,gdyby się coś wydarzyło.Obecnie uważam,że nie ma takiego faceta,który mógłby mi w głowie namieszać,ale jak jest z nim to nie wiem-wiem jedno-kobiety się za nim oglądają,nawet wypytują moich koleżanek o niego.To miłe nie jest.Na szczęście nasz wiek i nasze doświadzenie sprawia,że dbamy o to co mamy.
Kobietko żyj i nie oglądaj się za siebie,Zadnych depresji i smutasów w okół siebie...Koniecznie...

361

Odp: czy warto mieć nadzieję

Zmykam popracować .... zajrzę później .
Dziękuję , że jesteście i podnosicie mnie na duchu . Jest mi łatwiej z Waszym wsparciem smile

362

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jak można coś chcieć naprawiać jak ma się z góry negatywne nastawienie?.
Przemyśl to kobieto w rozterkach

363 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-02-19 14:33:00)

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

I Ty oczywiście łaskawie zgadzasz się na wszystko co mówi i chce mąż?.

Nie , nie zgadzam się bo wciąż mnie okłamuje. Okłamuje mnie.
W którejś rozmowie powiedział, że największe apogeum tego co było między nimi przypadało na czas kiedy dwa miesiące z sobą nie sypialiśmy. Nie sypialiśmy z sobą w październiku i listopadzie , odsunął się wtedy. A w kolejnej rozmowie utwierdzał mnie w przekonaniu, że coś między nimi jest dopiero od początku grudnia.
Więc skoro największe apogeum przypadało na październik, to coś już musiało być wcześniej, we wrześniu? a może wcześniej?
Grudzień był czasem , kiedy podjęliśmy się terapii.
Okłamywał mnie cały czas , nadal okłamuje.
Zaczął z nią kontakt emocjonalny  wychodzi że we wrześniu , albo i wcześniej.
W wakacje razem byliśmy za granicą.
Wiedział, że podjęłam w czerwcu terapię leczenia depresji. Byliśmy też w czerwcu razem u psychologa , i pani psycholog powiedziała przy nim, że powinnam uporać się z sobą , leczyć swoją depresję, a dopiero potem wziąć się za związek. Przystał na to. Nie wspierał mnie w tym , zakopał się w komputerze.

Rozumiem jakie to musiało być dla niego trudne - mieć w domu żonę która zdradziła i nie potrafi w dodatku ogarnąć się z sobą a tym bardziej zająć nim.
Ale kurcze - odczuwam, że nie czekał zbyt długo żeby się pocieszyć.
Zamiast skupić się na związku - poszedł na łatwiznę.
Ale rozumiem go - mamy koleżankę, która chorowała na depresje wiele lat , może uznał że nie może już dłużej czekać.
Tylko nie powiedział mi o tym, tylko mnie wiele miesięcy okłamywał.
Dlatego nie potrafię mu uwierzyć .
Nie wierzę, że kontakt między nimi jest tylko koleżeński tak jak mówi - ja myślę, że nie jest. Wskazuje na to jego dalsze postępowanie.

I dlatego wiem, że serce ma zamknięte na mnie nie tylko przez to co ja zrobiłam, ale też ze względu na romans , na uczucia które ma w sobie do niej. Nie chce się do tego przyznać - nie wiem czy tylko mnie czy też sobie , bo wtedy musiałby przyznać się do winy. A tego nie zrobi, bo zrzuca na mnie całą winę.

I tyle .

364 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-02-19 14:42:59)

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Jak można coś chcieć naprawiać jak ma się z góry negatywne nastawienie?.
Przemyśl to kobieto w rozterkach

a jakie mam mieć nastawienie , kiedy on codziennie zdradza mnie emocjonalnie na moich oczach wieczory spędzając z inną kobietą on line?
no jakie?

Ja zerwałam kontakt po romansie kiedy postawił sprawę jasno.
On nie potrafił. Ranił mnie tyle dni i rani mnie nadal.
ja już po prostu nie mam siły , mam wrażenie czasem, że zwariuję. Że już dłużej tego nie wytrzymam.
Decyzja podjęta , a ja zasypiam przy laptopie żeby nie słyszeć . Bo czuję - mam uczucia.
Dlatego ratując jeszcze te resztki swojej psychiki i swoich uczuć jakie mam w ogóle w sobie , broniąc się przed zamknięciem uczuć na cały świat , zakopaniem, pozbyciem się - dla swojego dobra wiem że muszę to zakończyć.

Zrozumie o czym mówię tylko ten, kto to przeżył z obu stron. Ja przeżyłam - to wszystko co piszę - piszę  z pozycji osoby zdradzonej i tej która zdradziła. Wiem co jest w mojej głowie , i podejrzewam co jest w jego głowie.
Dlatego wiem że nie ma dla nas szansy. Bo on nie rozumie , albo rozumie i świadomie mi to zrobił.

365

Odp: czy warto mieć nadzieję

a jakie mam mieć nastawienie ,
kiedy on codziennie zdradza mnie
emocjonalnie na moich oczach
wieczory spędzając z inną kobietą
on line?
no jakie?
Nie pytaj Mnie tylko siebie.
Ok.To mam pytanie.Tylko proszę o szczerą odpowiedź.
Zerwałabyś z kochankiem gdyby mąż się nie dowiedział i nie postawił warunku?

366

Odp: czy warto mieć nadzieję

Z depresji podobno rzadko kto wychodzi.6 lat temu zmarła mi matka,nagle.To był cios,w domu mąż który się znęcał.Nie wytrzymałam już tego.Wiesz co do mnie powiedział?Moja matka w trumnie,a on seksu się domagał.Powiedział,że teraz moja kolej,że mam się pociąć.Dwójka dzieci-a ty masz się ciąć.Zaczęłam brać antydepresanty,silne,przestawałam i brałam je na przemian.Lekarz stwierdził,że w domu lub pracy mam jakieś kłopoty i dopóki nie zmienię środowiska nie wyjdę z tego.Nie miałam siły wstać z łóżka.Odeszłam.Na sprawach sądowych brałam antydepresanty.Źrenice miałam rozszerzone jak kot po nich.Nie miałam nic,pieniędzy,swojego mieszkania,nawet garnka,zostawiłam mu wszystko w cholerę.Dorobiłam się od nowa.Po rozwodzie nic nie biorę,żadnych leków,funkcjonuję normalnie.Okazało się,że w rodzinie(mama miała zawał w wieku 54 lat)mamy tendencję do wad serca.Też coś tam mam,ale da się z tym żyć,nie piję nie palę,nie mam nadwagi,fizycznie dużo pracuję więc kondycję mam.
KOBIETKO cieszmy się życiem póki trwa.Jak się rozejrzymy dookoła ludzie mają takie problemy,że nasze mogą się schować...Choroby,śmierć-tego nie potrafimy zmienić.Na resztę mamy wpływ.Głowa do góry.

367 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-02-19 15:02:38)

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Zerwałabyś z kochankiem gdyby mąż się nie dowiedział i nie postawił warunku?

nie wiem , nie jestem jasnowidzem ...
chciałabym , żeby dowiedział się wcześniej niż wtedy kiedy było już za późno...
teraz z perspektywy czasu widzę, że tylko ślepy nie dostrzegłby znaków- wyniosłam się do innego pokoju z komputerem, byłam nieobecna, odsunęłam się od niego, wieczory przy komputerze , kładłam się spać wtedy kiedy on już spał ...
nie zauważyłby tylko ślepy , albo taki któremu nie zależy , bo ma swój komputer - swoje życie a kobieta potrzebna mu jest tylko do obowiązków domowych i w nocy ... taki który nie wie nic o uczuciach , emocjach swojej kobiety  i nie interesuje go to ...
to tylko takie spostrzeżenie, bo oczywiście wiem że za zdradę to ja ponoszę odpowiedzialność i nic mnie nie usprawiedliwia...


Feniks 7 napisał/a:

KOBIETKO cieszmy się życiem póki trwa.Jak się rozejrzymy dookoła ludzie mają takie problemy,że nasze mogą się schować...Choroby,śmierć-tego nie potrafimy zmienić.Na resztę mamy wpływ.Głowa do góry.

masz rację - mamy wpływ - właśnie zamierzam na nie wpłynąć żeby w końcu się podnieść z tej chorej sytuacji która mnie niszczy ...

368 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-02-19 16:14:17)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Uniosłam się trochę.
Mogę tylko napisać, że obojgu jest nam bardzo ciężko.
Dlatego rozdrapywanie ran nic tu nie da , Rogacz.
Czas po prostu ogarnąć się i iść do przodu bo to co jest niszczy mnie.

Dzwoniłam do męża - ogarnia, zostało malowanie drzwi wejściowych i pracowni na górze, mnie zostały kosmetyczne malowanki w dwóch pokojach , myślę, że na piątek będzie można już zaprosić Pana od nieruchomości. Góra w poniedziałek.
Ciężko myśleć o tym, że jacyś obcy ludzie będą łazić oglądać a potem zajmą mój dom - w którym znam każdą cegłę i w który włożyłam tyle energii i pracy.
Z drugiej strony - przecież na ten etap czekałam. Ale ciężko mimo wszystko.

369

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie chodzi o rozdrapywanie ran tylko zrozumienie przyczyn Waszych problemów po to by w przyszłości wiedzieć jak z tym faktem postępować.
Tylko lub aż tyle.

370

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Nie chodzi o rozdrapywanie ran tylko zrozumienie przyczyn Waszych problemów po to by w przyszłości wiedzieć jak z tym faktem postępować.
Tylko lub aż tyle.

Wydaje mi się ? czy bawisz się we Frouda i próbujesz psychoanalizy ?

Ułatwię Ci: skutkiem trwałego rozpadu tego małżeństwa jest dysfunkcja spowodowana nałogami męża, skłonnościami depresyjnymi żony w następstwie brak umiejętności podjęcia dialogu. Brak wzajemnego szacunku wynikającego z zaniedbania wspólnego tworu jakim jest małżeństwo, zamknięta postawa męża, współuzależnienie żony. Brak chęci podjęcia terapii. Zamiatanie problemów pod dywan - wówczas kiedy trzeba było chwycić byka za rogi ( mówię o pierwszych sygnałach uzależnienia ).
Po co to rozpatrujesz po raz enty?

Uważam, że Autorka jest w pełni świadoma tego co się stało w jej małżeństwie, zresztą wciąż o tym pisze i podkreśla to na każdym kroku. To wyjątkowo silna kobieta i racjonalnie patrzy na to co się wydarzyło ale również racjonalnie patrzy na to co jest "na teraz" i bardzo dobrze.

Czego poza goryczą, żalem, frustracją uczy życie z nałogowcem ? po co mi wnioski ? jakie wnioski ? wniosek jest jeden - trzymać się z daleka od kogoś kto nie chce walczyć, ani o siebie ( przede wszystkim o siebie) ani o rodzinę.
Amen.

371

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Nie chodzi o rozdrapywanie ran tylko zrozumienie przyczyn Waszych problemów po to by w przyszłości wiedzieć jak z tym faktem postępować.
Tylko lub aż tyle.

Co tu rozumieć?
Sprawiliśmy, że stworzyliśmy związek w którym każde żyło swoim życiem od długiego czasu , obok siebie. Nie staraliśmy się, nie dbaliśmy o siebie. Nie mówiliśmy sobie jak ważni dla siebie jesteśmy , nie pokazywaliśmy że nam zależy na bliskości oprócz tej w nocy. Swoje pokoje, swoje komputery. Mam wrażenie, że to się stało po wprowadzeniu do nowego domu. Emocje związane z budową opadły , nastała stagnacja. Każde uciekło w swój świat - zamiast starać się zbliżyć do siebie , oddalaliśmy się.
Potem ja zdradziłam. Potem on się zaangażował. Dostaliśmy liściem w twarz jeden od drugiego i nie potrafiliśmy się z tego podnieść.  Za dużo się stało.
Wyniosłam z tego kilka ważnych lekcji.
Trzeba dbać o siebie wzajemnie i pokazywać, że zależy , pokazywać miłość.
Trzeba rozmawiać z sobą nie tylko o zakupach , ale też o tym co się czuje.
Problemy trzeba rozwiązywać a nie od nich uciekać w zamienniki dające spokój i oderwanie od rzeczywistości.
Nie rani się człowieka z którym się jest.
Trzeba prosić jeśli nie jest ci dane i nie godzić się na półśrodki (nie mylić z kompromisem).
Trzeba obserwować drugiego człowieka, wyłapywać problemy i je na bieżąco rozwiązywać i omawiać.
Trzeba podchodzić z szacunkiem do partnera , nie traktować jak dziecko którym trzeba się zaopiekować ale jak mężczyznę, osobną jednostkę która ma swoje potrzeby i emocje.

I jeszcze wiele innych .
Przykre , że dopiero w wieku 38 lat do tego dojrzałam.

372

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
rogacz76 napisał/a:

Nie chodzi o rozdrapywanie ran tylko zrozumienie przyczyn Waszych problemów po to by w przyszłości wiedzieć jak z tym faktem postępować.
Tylko lub aż tyle.

Co tu rozumieć?
Sprawiliśmy, że stworzyliśmy związek w którym każde żyło swoim życiem od długiego czasu , obok siebie. Nie staraliśmy się, nie dbaliśmy o siebie. Nie mówiliśmy sobie jak ważni dla siebie jesteśmy , nie pokazywaliśmy że nam zależy na bliskości oprócz tej w nocy. Swoje pokoje, swoje komputery. Mam wrażenie, że to się stało po wprowadzeniu do nowego domu. Emocje związane z budową opadły , nastała stagnacja. Każde uciekło w swój świat - zamiast starać się zbliżyć do siebie , oddalaliśmy się.
Potem ja zdradziłam. Potem on się zaangażował. Dostaliśmy liściem w twarz jeden od drugiego i nie potrafiliśmy się z tego podnieść.  Za dużo się stało.
Wyniosłam z tego kilka ważnych lekcji.
Trzeba dbać o siebie wzajemnie i pokazywać, że zależy , pokazywać miłość.
Trzeba rozmawiać z sobą nie tylko o zakupach , ale też o tym co się czuje.
Problemy trzeba rozwiązywać a nie od nich uciekać w zamienniki dające spokój i oderwanie od rzeczywistości.
Nie rani się człowieka z którym się jest.
Trzeba prosić jeśli nie jest ci dane i nie godzić się na półśrodki (nie mylić z kompromisem).
Trzeba obserwować drugiego człowieka, wyłapywać problemy i je na bieżąco rozwiązywać i omawiać.
Trzeba podchodzić z szacunkiem do partnera , nie traktować jak dziecko którym trzeba się zaopiekować ale jak mężczyznę, osobną jednostkę która ma swoje potrzeby i emocje.

I jeszcze wiele innych .
Przykre , że dopiero w wieku 38 lat do tego dojrzałam.

I tego właśnie się trzymaj a z tym wiekiem to nie przesadzaj.To tylko 38 lat a nie aż.Młoda Jesteś i całe życie przed Tobą.
Mam jedną prośbę
Nawet jeśli odejdziecie od siebie to nie skreślaj męża na zawsze.
Wynik Waszej rozgrywki jest 1:1 czyli jest możliwość zaczęcia wszystkiego od nowa za jakiś czas jeśli oboje doszlibyście do takiego wniosku.
Z drugiej strony Wasze rozstanie to też sprawdzian dla Waszych uczuć.
Jeśli jest między Wami miłość to i tak bedziecie razem.
Nie zatwardzaj serca swego

373

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

I tyle .

Za dużo wiesz. A właściwie, myślisz, że wiesz, bo w rzeczywistości to są tylko domysły. I właśnie skłonność do domysłów i ulegania tworom wyobraźni napędzają Twoją depresję. Meczysz się tworami wyobraźni.

374

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

I tego właśnie się trzymaj a z tym wiekiem to nie przesadzaj.To tylko 38 lat a nie aż.Młoda Jesteś i całe życie przed Tobą.

Taaa ...
Stara doopa i tyle sad ... zmarszczki pod oczyskami w ostatnim czasie się w jakiś magiczny sposób rozmnożyły ...
ale nie jest chyba jeszcze najgorzej , wzrost 165 cm, waga 59 kilo , biust 75F, jeno doopy brak , schudła - od siedzenia na krześle mi sie ostatnio odcisk zrobił big_smile
może sie znajdzie kiedyś w przyszłości  jakiś amator starych bab który na mnie zwróci uwagę... wink

rogacz76 napisał/a:

Mam jedną prośbę
Nawet jeśli odejdziecie od siebie to nie skreślaj męża na zawsze.
Wynik Waszej rozgrywki jest 1:1 czyli jest możliwość zaczęcia wszystkiego od nowa za jakiś czas jeśli oboje doszlibyście do takiego wniosku.
Z drugiej strony Wasze rozstanie to też sprawdzian dla Waszych uczuć.
Jeśli jest między Wami miłość to i tak bedziecie razem.
Nie zatwardzaj serca swego

On mnie skreślił - już na amen- wiem to na pewno po dzisiejszej rozmowie , nie mogę sobie robić takich nadziei o które mnie prosisz. Dla własnego zdrowia psychicznego.
Ponadto - nie widzi ŻADNEJ swojej winy , wad  w swoim zachowaniu sprzed zdrady. Cytuje : "jedyna moja wina to że powinienem cię trzymać krótko". No więc co tu dużo - nie ma sensu.

Właśnie się podnoszę z upadku. Zaczynam patrzeć w przyszłość.

Wystawiłam dziś dom w biurze nieruchomości , jutro się pojawi ogłoszenie na portalach. Właśnie z tego powodu zapytałam go, czy jest pewien swojej decyzji , czy może chce jeszcze to przemyśleć, porozmawiać o tym. Skutek mojego pytania zacytowałam powyżej.

375

Odp: czy warto mieć nadzieję
Animus napisał/a:
kobieta w rozterkach napisał/a:

I tyle .

Za dużo wiesz. A właściwie, myślisz, że wiesz, bo w rzeczywistości to są tylko domysły. I właśnie skłonność do domysłów i ulegania tworom wyobraźni napędzają Twoją depresję. Meczysz się tworami wyobraźni.

Ja wiem - rozmawialiśmy  przecież z mężem o tym. Nie potrafi mi wybaczyć tego co się stało , nie potrafi zrozumieć co było źle w naszym związku. Obwinia mnie tylko o wszystko.
Tak się nie da nic ratować , on już nie chce na 100% , wiem to , powiedział mi.

Ale przyjęłam to , wiem już że nie ma żadnych szans na to żeby to uratować.
Rozstajemy się i nic tego już nie zmieni . On decyzji nie zmieni.

Teraz muszę skupić się na sobie , dziecku, sprzedaży domu , kupnie mieszkania. Zorganizowaniu wszystkiego.
Już nie mogę sobie nim zaprzątać głowy , powiedział mi jasno i wyraźnie: nie chce być ze mną.

376

Odp: czy warto mieć nadzieję

Wiesz co chyba dupek jest z Twojego męża.Jak ja słyszę,że facet nigdy nie czuje się winny tylko na żonę zrzuca odpowiedzialność,to mnie jaśnisty piorun strzela.Żonę krótko trzymać,pewnie,może do złotej klatki jeszcze ją zamknąć i pstrykać palcami,żeby usługiwała pana i władcę.Może nigdy nikogo nie biłam,ale mam ochotę wytargać za kudły tego twojego mężusia.Po co oni się bawią w małżeństwo,jeżeli nie rozumieją jego znaczenia.Mój syn ma 16 lat a jest dojrzalszy emocjonalnie niż nie jeden 40letni facet.
Zebyś mi więcej tego krętacza nie broniłaNIgdy się nie oskarżaj,że coś poszło nie tak przez Ciebie,to on zawalił sprawę już w przedbiegach.Ignorant jeden,teraz może biednego,skrzywdzonego będzie grał.Dla mnie to zwykły palant,skoro takie bzdury opowiada.Dał ci chociaż jakiś prezent tak bez okazji.Głupią różę za 3zł chociaż(bardziej cieszy niż drogie prezenty na urodziny).Najgorsze jest to,że jak facet już ma kobietę przy sobie,to uważa,że nic już nie musi się starać,że wystarczy,że jest.Posąg jeden bezuczuciowy.Może nie każdy facet,ale większość tak właśnie postępuje,i ma o wszystko żale do kobiety.Może jeszcze kwadratową głowę mieć powinna,żeby piwo na niej postawić.

377

Odp: czy warto mieć nadzieję

Będziesz jeszcze szczęśliwa,ale bez tego ignoranta.Teraz kobiety po 30tce wyglądają lepiej niż nie jedna 20 latka.Nie żałuj tego cwaniaka,cały czas się tobą wysługiwał, a teraz pretensje o wszystko.Szkoda słów.Kobieto,głowa wysoko i nie oglądaj się za siebie.Koniec dołowania.

378

Odp: czy warto mieć nadzieję
Feniks 7 napisał/a:

Zebyś mi więcej tego krętacza nie broniła

Wiesz - nie jest złym człowiekiem. Naprawdę.
Po prostu wiele rzeczy nie dopuszcza do siebie. Teraz sobie argumentuje na swoją korzyść - może tak mu łatwiej uporać się z sytuacją.
Wiem, że nie ma racji w wielu rzeczach - nie wierzy , że nie był tylko narzędziem , że naprawdę pokochałam .
Pokochałam naprawdę.
Czy gdybym nie kochała - byłabym z nim 13 lat?
Walczyła z jego nałogiem przez lata  na początku związku?
Przez 12 lat byłam mu wierna , a naprawdę miałam wiele okazji .
Dopiero po 12 latach dałam się ponieść zauroczeniu - to był ogromny błąd. A to co potem to już  szkoda gadać - wszystko pieprzło z wielkim hukiem.

Problem nasz obojga w tym, że nie potrafiliśmy być z sobą po prostu. Otworzyć się na siebie tak na 100%. Żyliśmy razem, ale obok. On się nie czuł mężczyzną, ja się nie czułam kobietą w tym związku.

No ale nie ma co już wracać do tego .
Teraz czas już patrzeć w przyszłość.
Nauczyć się być samej z sobą. Zaopiekować się i być wsparciem dla córki.
Na więcej przyjdzie może  czas - kiedyś.

Siedzą sobie właśnie obok obie moje gwiazdeczki - grają w planszówkę, ja kibicuję smile
Świetnie się z sobą dogadują choć jest między nimi 7 lat różnicy . Kochają się bardzo, zawsze im powtarzałam odkąd pamiętam, że mają być dla siebie wsparciem bo ja wiecznie żyć nie będę- i są.

Stwierdziły przed chwilą, że zrealizują wreszcie swoje marzenie - łóżko piętrowe big_smile . Nie będzie innego wyjścia, na więcej niż dwupokojowe mieszkanie stać mnie raczej nie będzie. No i na utrzymanie większego też raczej nie .

Jakoś będzie smile

379

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jeśli załapiesz doła to pisz na
stenia-szary7@wp.pl.Nie nazywam się tak,ale Tobie się przedstawię.Nigdy nie pozwolę Ci łapać doła.A tego mapeta nie broń,ja 12 lat broniłam damskiego boksera,że niby tak mnie kocha.Ty czułaś się przy nim samotna,bo miał wszystko gdzieś.Może romans nie był dobrym pomysłem,ale tak miało być,żeby Ci się wreszcie oczy otworzyły,a on jeszcze zatęskni za Tobą.

380 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-02-19 22:40:08)

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Ponadto - nie widzi ŻADNEJ swojej winy , wad  w swoim zachowaniu sprzed zdrady. Cytuje : "jedyna moja wina to że powinienem cię trzymać krótko". No więc co tu dużo - nie ma sensu.

Jak to nie widzi swojej winy, skoro cytat ją wyraźnie dokumentuje i określa.

Krótko to blisko.

Sensu nie ma tam, gdzie się go nie umie zobaczyć. Spodziewasz się takiej reakcji od Mężczyzny, jaką sama byś zafundowała, ale my inaczej przeżywamy straty.

381

Odp: czy warto mieć nadzieję
Feniks 7 napisał/a:

Jeśli załapiesz doła to pisz na
stenia-szary7@wp.pl.Nie nazywam się tak,ale Tobie się przedstawię.Nigdy nie pozwolę Ci łapać doła.A tego mapeta nie broń,ja 12 lat broniłam damskiego boksera,że niby tak mnie kocha.Ty czułaś się przy nim samotna,bo miał wszystko gdzieś.Może romans nie był dobrym pomysłem,ale tak miało być,żeby Ci się wreszcie oczy otworzyły,

Aj tam , bronię i bronić będę bo wina po obu stronach. Naprawdę jest dobrym człowiekiem.
Ale na pewno nie będę się obarczać całą winą. Tylko swoją częścią winy wink

Feniks 7 napisał/a:

a on jeszcze zatęskni za Tobą.

Oboje zatęsknimy podejrzewam. Ale cóż - życie ...

p.s. dzięki za maila smile

382

Odp: czy warto mieć nadzieję
Animus napisał/a:
kobieta w rozterkach napisał/a:

Ponadto - nie widzi ŻADNEJ swojej winy , wad  w swoim zachowaniu sprzed zdrady. Cytuje : "jedyna moja wina to że powinienem cię trzymać krótko". No więc co tu dużo - nie ma sensu.

Jak to nie widzi swojej winy, skoro cytat ją wyraźnie dokumentuje i określa.

Krótko to blisko.

Sensu nie ma tam, gdzie się go nie umie zobaczyć.

nie w tym kontekście, Animus ... naprawdę nie w tym kontekście ...

383

Odp: czy warto mieć nadzieję

Czemu wszyscy szukają winy, zamiast szukać przyczyny. Ach, ta medycyna objawowa.

384

Odp: czy warto mieć nadzieję
Animus napisał/a:

Czemu wszyscy szukają winy, zamiast szukać przyczyny. Ach, ta medycyna objawowa.

o przyczynach też  już pisałam nie raz ... tych które ja dostrzegam ...

385

Odp: czy warto mieć nadzieję
Feniks 7 napisał/a:

Teraz kobiety po 30tce wyglądają lepiej niż nie jedna 20 latka.

tak mi się nasunęło ...

Facetowi żona zaczęła mówić przez sen. Jakieś jęki i imię Rysiek...
Bez dwóch zdań doprawiała mu rogi i facet szybko doszedł do takiego samego wniosku. Aby to sprawdzić, pewnego dnia udał, że wychodzi do pracy i schował się w szafie. Patrzy, a tu żona idzie pod prysznic, układa sobie włosy, maluje się, perfumuje i w samej koszulce nocnej wraca do łóżka. W tym momencie otwierają się drzwi i wchodzi Rysiek...
Super przystojny, wysoki, śniada cera, czarne, bujne włosy - jednym słowem bóstwo.
Facet w szafie myśli: "Muszę przyznać, że ten Rysiek to ma klasę!".
Rysiek zdejmuje powoli koszulę i spodnie, a na nim stylowe ciuchy, najmodniejsze i najdroższe w tym sezonie.
Facet w szafie myśli: "szlag, ale ten Rysiek, to jednak jest zajebisty!".
Rysiek kończy się rozbierać od pasa w górę, a tu na brzuchu mięśnie krateczka-kaloryfer, wysportowany, a klatka jak u gladiatora.
Facet w szafie myśli: "ten Rysiek, to ekstra gość!".
Rysiek zdejmuje super-trendy bokserki, a tu penis cudowny - pierwsza klasa.
Facet w szafie myśli: "O żesz ty, Rysiek jest rewelacyjny"
W tym momencie żona zdejmuje koszulę nocną i pojawia się ciało z cellulitisem, obwisłe piersi, rozstępy...
Facet w szafie myśli: "Ja pie...! Ale wstyd przed Ryśkiem".

big_smile big_smile big_smile

386

Odp: czy warto mieć nadzieję

W poprzedniej pracy miałam uczennice pod sobą.Powiem szczerze,te makijaże na wampa,pępki na wierzchu,puder aż pomarańczowy.Naprawdę kobietko,my wygladamy lepiej.
Kobieta z klasą nie rzuca się w oczy,ale pozostaje w pamięci.Sama napisałaś,że idąc z córką wyglądasz młodo.Ja też tak mam,syn jest wyższy ode mnie o jakieś pół głowy i nadal rośnie.Rozejrzyj się w koło i zobacz te wyzywające makijaże,którymi dziewczyny się postarzają.Założę się,że wyglądasz na dziesięć lat mniej niż masz w rzeczywistości.

387 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-02-19 23:51:21)

Odp: czy warto mieć nadzieję
Feniks 7 napisał/a:

Założę się,że wyglądasz na dziesięć lat mniej niż masz w rzeczywistości.

nie no, aż tak to nie ...
na jakieś 32 lata ...

Animus napisał/a:

Spodziewasz się takiej reakcji od Mężczyzny, jaką sama byś zafundowała, ale my inaczej przeżywamy straty.

Wiesz , Animus - każdy człowiek inaczej przeżywa straty.
Jedni się zamykają w sobie , inni popadają w depresję, jeszcze inni użalają się nad sobą, a jeszcze innym pomaga pisanie , gadanie , analizowanie.
Każdy inaczej .
Mężczyzna inaczej bo co? bo nie wypada ? nie wypada pokazywać uczuć, emocji, bólu ? to takie maczo - tylko że typ maczo już dawno nie jest pożądany przez kobiety na partnera życiowego ...

388

Odp: czy warto mieć nadzieję

No i co mówiłam...Kiedyś czytałam książkę na temat czarownic,na faktach.Między innymi była tam historia pewnej kobiety,która miała już dorosłe dzieci.Żyła bardzo skromnie,żywiła się warzywami i mlekiem od kozy,którą miała.Spalili ją na stosie tylko dlatego,że młodo wyglądała.Dobrze,że dziś za to nie palą na stosie.NIektórzy dają mi 26lat,nie wiem czy kitują czy na serio.
Przez te kilka dni patrzyłam jak sobie radzisz,nie mogłam patrzeć jak się dołujesz.Twój temat bardzo mnie wciągnął.Obiecałam sobie,że nie będę już korzystać z forum bo to naprawdę wciąga,a u mnie w domu rosną zaległości...Proszę radź sobie od jutra,nie cofaj się do tyłu.Masz o co i o kogo dbać,dzieci są najważniejsze.Rozwód to trudny temat dla każdego.Ja chociaż miałam podstawy,zrobiłam za porozumieniem stron,żeby zaoszczędzić sobie i dzieciom zdrowia i nerwów.Obyło się bez świadów.Serce mnie bolało,że mimo to były mąż kłamał i gnoił mnie w sądzie.Ale jestem wolna.Życzę Ci,żebyście dogadali się jakoś i jeśli do tego dojdzie w Sądzie rozstali się po ludzku i godnie.

389

Odp: czy warto mieć nadzieję
Feniks 7 napisał/a:

Życzę Ci,żebyście dogadali się jakoś i jeśli do tego dojdzie w Sądzie rozstali się po ludzku i godnie.

Ja też sobie i jemu tego życzę...
Kiedyś powiedział, że jak się rozstaniemy to nie skrzywdzi mnie - zobaczymy jak to się przełoży na życie.

390 Ostatnio edytowany przez rogacz76 (2013-02-20 00:22:02)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Mężczyzna inaczej bo co? bo nie
wypada ? nie wypada pokazywać
uczuć, emocji, bólu ? to takie
maczo - tylko że typ maczo już
dawno nie jest pożądany przez
kobiety na partnera życiowego ...
Tak nawiasem mówiąą to Wy kobiety i matki takich Nas wychowujecie.Nieprawdaż?.Wiem,wiem.Powiesz że,ojcowie też ale zauważ że,to kobiety więcej czasu przebywają ze swoimi dziećmi.Więc w pewnym sensie tak jak wychowasz swojego syna,jak go będziesz miała,takiego inna kobieta Go przyjmie.Co do córek działa podobnie a wręcz tak samo.
Wartości które przekazujemy Naszym dzieciom mają ogromny wpływ na Ich przyszłe związki.
PS.Czy Wasze dzieci mają psychologa?.Może należy o tym pomyśleć?.
Tak sobie pomyślałem właśnie na ile to Wasze oddalenie w wirtualny świat a potem romanse Twój i męża odcisneły piętno w dziecięcej psychice?
Sam Jestem synem którego ojciec odszedł do kochanki więc wiem jakie to trudne dla dzieci.Niestety.
Twój mąż także powinien wziąść to pod uwagę.Rozmawialaś z Nim o tym?

Posty [ 326 do 390 z 1 076 ]

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 17 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026