rogacz76 napisał/a:Rozmawiaj,rozmawiaj z mężem jak najwięcej.Nic na siłę.Nawet o pierdołach.Nie pokazuj że,Ci źle.Źe jesteś załamana.
PS.Słyszalaś o czymś takim jak metoda kija i marchewki?Wie, ze ja jeszcze czekam, jestem obok. Choć już częściowo pogodziłam się z decyzjami , ogarniam się powoli.
Ale jeśli zapyta o szansę, to będzie musiał zdać sobie sprawę z gruntownych zmian zachowań (po obu stronach) , ciężkiej pracy nad związkiem i nad samym sobą... naprawdę ciężkiej... nie tylko przejścia do porządku dziennego ...
Bo ja nie chcę wracać do tego co było , bo nie było dobrze....
Będę okrutna, ale czasami trzeba. Gdyby były jakiekolwiek przejawy chęci dawania sobie szansy to nie siedziałby teraz z pudłem tylko zaproponował wspólny film. Twoje zniknięcie z sypialni nie wstrząsnęło nim, dla niego życie toczy się dalej. Źle, że czekasz - choć wiem jak trudno nie czekać... jednak to sprawia ból, złudną nadzieję rozpalaną najmniejszymi gestami, spojrzeniem, wspomnieniem.
Każdy z nas inaczej reaguje i inaczej jego organizm radzi sobie w danych sytuacjach. Nasz mózg jest tak skonstruowany, że zawsze wybiera sobie najbardziej dogodną formę radzenia z trudna sytuacją. Ja jestem zwolenniczką: była analiza, próba są fakty, decyzje - negatywne ? jest mi źle, świat się wali ale "otrzepuję kolana" i racjonalnie do przodu. Nawet jak mam pod górkę ( a wiesz, że mam ) to ciągle staram się jednak nie cofać. Zauważyłam już dawno, że to krzywdzące dla obu stron. Podjęłam decyzje jak wiesz nie do końca właściwe no ale mleko się rozlało i teraz należy poradzić sobie nie z przeszłością której już nie ma i nie z przyszłością której jeszcze nie ma ale z teraźniejszością - bo to na nią teraz mam największy wpływ!
Przesyłam całe mnóstwo pozytywnej energii.