netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

czy warto mieć nadzieję

1 075 odpowiedzi113 967 wyświetleńzałożony przez kobieta w rozterkach, 03.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 17 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 1 076 ]

196

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ja nie mówię autorce by szukała usprawiedliwienia zdrady ale by znalazła faktyczną przyczynę Jej postępowania czyli zdrady.

197

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Ja nie mówię autorce by szukała usprawiedliwienia zdrady ale by znalazła faktyczną przyczynę Jej postępowania czyli zdrady.

Zawrócił mi w głowie człowiek, który potrafił pokazać uczucia , któremu zależało na mnie, który pokazywał mi jaka jestem dla niego ważna , przy którym nie czułam się samotna , który pokazał mi że można być blisko , który codziennie pisał mi jak bardzo jestem dla niego ważna , dla którego było ważne żebym tak się czuła , który nie wymagał ode mnie żebym była silną babą która sama ze wszystkim się mierzy tylko pozwalał mi być słabą bezbronna kobietką która nie musi musieć wszystko  ... ujęło mnie to - nikt nigdy mnie tak nie traktował.
W domu - moja nadkontrola i bierność męża sprawiła , że czułam się przytłoczona wszystkim - obowiązkami , trudną psychicznie pracą. Nie czułam w nim wsparcia , czułam że z problemami jestem sama. Tak czułam. Zawsze wszystko było mi wolno, nigdy nie zabraniał mi niczego, nigdy nie był zazdrosny , nigdy nie pokazał mi że mu na mnie zależy. Nie wychodziliśmy nigdzie razem, nie dbaliśmy o siebie , każde odeszło do swojego komputera. Po prostu zawsze byłam - i to mu wystarczyło. że byłam , jak coś co po prostu jest i o co nie trzeba dbać. Potem doszły problemy łóżkowe - z mojej strony. W dzień nie dostawałam ciepła i zainteresowania , więc w nocy czułam się jak rzecz po która można sięgnąć tylko wtedy kiedy ma się ochotę. Kiedy szliśmy do łóżka, było przyjemnie - ale był z mojej strony spory opór żeby zainicjować cokolwiek.

Jest dużo mojej winy w tym wszystkim - nie egzekwowałam od niego  ciepła, zainteresowania , uczucia . Sama też dawałam mało. Dopiero kiedy poznałam tego mężczyznę - poczułam jak bardzo brakuje mi bycia dla swojego mężczyzny kobietą, tą najważniejszą .
Kiedy trwał romans często miałam wyrzuty sumienia , ale to było silniejsze.
Czy przestałam kochać męża? myślę,  nie przestałam - ale uświadomiłam sobie jak bardzo dopiero kiedy poczułam jego stratę , dlatego przerwałam romans i zdecydowałam sie wrócić (ale też ze względu na dziecko, dom które też bardzo kocham) -  po prostu mąż nadal jest dla mnie najbliższą rodziną , kimś najbliższym . Kimś z kim chciałabym się zestarzeć.
Też kimś w kogo oczach chciałabym zobaczyć ciepło , miłość , to jak bardzo jestem dla niego ważna. Kimś , kto stara sie żebym tak się czuła . Tego starania u nas nigdy nie było.
Nie wiem w którym momencie te nasze drogi już tak bardzo sie rozbiegły , dlaczego w porę nie zareagowaliśmy. Bo kiedy ja wdałam sie w romans , to już było za późno - machina ruszyła.
Myśle, że to sie stało w momencie kiedy przeprowadziliśmy sie do wybudowanego domu - każde miało swój pokój, swój komputer , swoich wirtualnych znajomych, miejsce gdzie zostawia sie emocje, rozmijaliśmy się. Spory dom, ogród, dużo miejsca do rozmijania. Zero znajomych , zero wyjść , czasem wspólne wakacje. Zero dbania o siebie nawzajem. Nasze role w tym domu ograniczyły sie do zakupów, dbania o dom i ogród.
Jemu to pasowało , mówił mi to - takie życie domatora. Bezemocjonalne.
Mnie z czasem zaczęło przeszkadzać , ale zamiast ratować coś - uwikłałam się w romans. Nie umniejszam , moja wina.

198

Odp: czy warto mieć nadzieję

Myślę, że oboje z mężem czuliśmy się bardzo samotni i zaniedbani nawzajem w tym związku - i bardzo boli, że żadne z nas nic z tym nie zrobiło kiedy jeszcze był na to czas ... nie rozmawialiśmy , nie mówiliśmy sobie o tym co czujemy , po prostu .... byliśmy, trwaliśmy .
Można się licytować które bardziej zawiniło i przepychać winę - wiem, że ja zawiniłam bardziej , ale to już niczego nie zmieni.
Skończyło się .... nie ma odwrotu , nie ma nadziei. Jego serce już do mnie nie należy.

199 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-02-13 20:33:52)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Uff.No w końcu podsumowałaś to o co Mi chodziło.Brawo.
Teraz pytanie co z tym zrobisz?.Poddasz się?.
Wiesz.Musisz zrozumieć pewną rzecz.Dla wielu mężczyzn świadomość tego że,kobietę którą "zdobyliśmy"i z którą ułożyliśmy sobie życie,"dotknoł inny samiec jest jak wielka gorzka pigułka.Staramy się ją przełknąć ale nie wychodzi.Rozumiesz?.
To właśnie jest problemem Twojego męża o którym powiedział podczas chyba ostatniej rozmowy.
Są dwie metody na przełknięcie tej pipułki.Pierwsza to dalej starać się ją połknąć w całości licząc na to że,to się uda lub nie a przy okazji mieć świadomość źe,moźna się udusią jak stanie w gardle.A druga opcja to rezygnacja i zastąpienie jej inną łagodniejszą.Twój mąż myślę że,starał się ale jak to jest z uzależnionymi nie dał rady bez wsparcia z zewnątrz a już tym bardziej nie miał go w Tobie.Poszedł na łatwiznę jak wielu nałogowców.


Jeszcze jedno.Tak na pocieszenie.
Gdyby Twój mąż już Cię nie kochał i naprawdę nie chciał być z Tobą to nie czekałby tak długo z wyprowadzką.Już dawno nie byłoby Go przy Tobie.


Zawrócił mi w głowie człowiek,
który potrafił pokazać uczucia ,
któremu zależało na mnie, który
pokazywał mi jaka jestem dla niego
ważna , przy którym nie czułam się
samotna , który pokazał mi że
można być blisko , który codziennie
pisał mi jak bardzo jestem dla
niego ważna , dla którego było
ważne żebym tak się czuła , który
nie wymagał ode mnie żebym była
silną babą która sama ze wszystkim
się mierzy tylko pozwalał mi być
słabą bezbronna kobietką która nie
musi musieć wszystko ... ujęło mnie
to - nikt nigdy mnie tak nie
traktował.
To właśnie był główny powód Twojej zdrady.Szukałaś wsparcia nie tam gdzie trzeba.Dlaczego?.
To nie kochanek Cię tak traktował tylko Ty MU NA TO POZWOLIŁAŚ mając świadomość że,Jesteś mężatką.Wpuściłaś gada do Waszego małżeństwa a On to świadomie wykorzystał.Sama zapewne podałaś Mu się na tacy opowiadając o swoich problemach małżeńskich.Skorzystał z okazji jaką Mu dałaś.
Poczytaj sobie trochę o manipulacji i przypomnij kim był i co robił Casanova.

200 Ostatnio edytowany przez KGB (2013-02-13 14:51:07)

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Myślę, że oboje z mężem czuliśmy się bardzo samotni i zaniedbani nawzajem w tym związku - i bardzo boli, że żadne z nas nic z tym nie zrobiło kiedy jeszcze był na to czas ... nie rozmawialiśmy , nie mówiliśmy sobie o tym co czujemy , po prostu .... byliśmy, trwaliśmy .
Można się licytować które bardziej zawiniło i przepychać winę - wiem, że ja zawiniłam bardziej , ale to już niczego nie zmieni.
Skończyło się .... nie ma odwrotu , nie ma nadziei. Jego serce już do mnie nie należy.

Niestety z takim trybem życia boryka się bardzo dużo małżeństw. Ludzie stają się zbyt leniwi aby walczyć o to co stworzyli i najczęściej uciekają w nałóg lub idą na boki. Przykre.
To nauka dla ciebie na przyszłość, że trzeba dbać o związek i pielęgnować go nieustannie, ale żeby był efekt należy pamiętać, że liczy się zaangażowanie dwóch stron.

Wiem, że możesz czuć iż poniosłaś porażkę, ale należy spojrzeć na pozytywne aspekty wynikające z tego okresu życia ( trudne!wiem !) . Pierwszy pozytywny aspekt: dostałaś szansę na zbudowanie nowego życia, wolnego od nałogów, życia w schemacie, upokorzeń. Wiem, że potrzebujesz czasu aby to dostrzec.

Gdyby Twój mąż już Cię nie kochał i naprawdę nie chciał być z Tobą to nie czekałby tak długo z wyprowadzką.Już dawno nie byłoby Go przy Tobie.

Bzdura. Jego obecność czy "trwanie" to zwykły przejaw wygody, braku wyjścia.

201

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Jeszcze jedno.Tak na pocieszenie.
Gdyby Twój mąż już Cię nie kochał i naprawdę nie chciał być z Tobą to nie czekałby tak długo z wyprowadzką.Już dawno nie byłoby Go przy Tobie.

może i kocha - ale nie chce już być ze mną....


KGB napisał/a:

Niestety z takim trybem życia boryka się bardzo dużo małżeństw. Ludzie stają się zbyt leniwi aby walczyć o to co stworzyli i najczęściej uciekają w nałóg lub idą na boki. Przykre.
To nauka dla ciebie na przyszłość, że trzeba dbać o związek i pielęgnować go nieustannie, ale żeby był efekt należy pamiętać, że liczy się zaangażowanie dwóch stron.

dokładnie , tak właśnie jest ....

KGB napisał/a:

Wiem, że możesz czuć iż poniosłaś porażkę, ale należy spojrzeć na pozytywne aspekty wynikające z tego okresu życia ( trudne!wiem !) . Pierwszy pozytywny aspekt: dostałaś szansę na zbudowanie nowego życia, wolnego od nałogów, życia w schemacie, upokorzeń. Wiem, że potrzebujesz czasu aby to dostrzec.

na razie widze to tylko jako porażkę... nie wiem czy kiedykolwiek to się zmieni ...

202 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-02-13 20:34:43)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Bzdura. Jego obecność czy
"trwanie" to zwykły przejaw
wygody, braku wyjścia.
Jasne.Taki typowo kobiecy punkt widzenia.Zapominasz że,akurat w tym sensie kobiety i mężczyźni mają często inne podejście w kwestii zdrady.
Bo niby jak?.Żona Mi się puściła i to Ja mam naprawiać?
PS.Proszę nie łączcie nałogu i zdrady jako czegoś co jest wspólnym tworem i ma te same konsekwencje.To dwie różne sprawy i róźnie powinny być postrzegane.



może i kocha - ale nie chce już być
ze mną....
To nie tak.Zrozum.My faceci od wieków mieliśmy kodowane do głowy że,mamy być twardzi,nie płakać,nie wolno Nam okazywać uczuć.W tym problem.Nasze ego które zostało urażone.Tak jak w przyrodzie.Dwóch samców bijących się o względy samicy.Nieistotne jest kogo Ona wybierze tylko kto okaże się silniejszy i ten właśnie będzie mógł przekazać swoje geny.W tej walce,niestety Twój mąż przegrał i trudno Mu było się z tym pogodzić.Dotychczas miał świadomość tego że,jest samcem alfa i dlatego był pewien że,nie musi starać się o Twoje względy.A tu zonk!Zostal zdegradowany przez innego,zapewne atrakcyjniejszego samca.To tak jakby dostał w mordę ni z tego ni z owego.
To co robi teraz to nieudolna próba ratowania własnej godności ale nie w oczach żony ale wobec innej kobiety.Rozmawiając z tamtą dowartościowuje Sam siebie.Swoje urażone ego a obecność żony Mu w tym nie pomaga.
Powtórzę kobieto w rozterkach
Pozwól mężowi odejśą
Pozwól Mu zatęsknić
Pozwól Mu żyć własnym życiem
itd
itd
itd
POZWÓL MU NA TO JEŚLI GO NADAL KOCHASZ.
Jeśli zatęskni za Tobą to wróci a jeśli nie...to nie przeszkadzaj Mu być szczęśliwym z inną kobietą.

203

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Bzdura. Jego obecność czy
"trwanie" to zwykły przejaw
wygody, braku wyjścia.
Jasne.Taki typowo kobiecy punkt widzenia.Zapominasz że,akurat w tym sensie kobiety i mężczyźni mają często inne podejście w kwestii zdrady.
Bo niby jak?.Żona Mi się puściła i to Ja mam naprawiać?
PS.Proszę nie łączcie nałogu i zdrady jako czegoś co jest wspólnym tworem i ma te same konsekwencje.To dwie różne sprawy i róźnie powinny być postrzegane.

Wiesz, ja jestem zwolenniczką : wóz albo przewóz. Nie ma tu żadnego kobiecego czy męskiego punktu widzenia, ale zwyczajnie konkretne postawienie sytuacji.
Został, pomimo zdrady - to winien się wziąć do roboty i naprawy tego co zepsuli.
Nie chce wybaczyć, nie widzi tego - to niech pakuje manatki i szuka szczęścia gdzie indziej.
Ale w jakim celu on siedzi i zabawia się przez internetowe gry z monią kiedy żona płacze po kątach?
O co chodzi ? ukarać ją chce ? on ma 40 lat - i im więcej analizuję ten przypadek to jestem przekonana kobieto w rozterkach, że im dalej znajdziesz się od niego tym bardziej będziesz szczęśliwa.

204 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-02-13 20:35:17)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ale w jakim celu on siedzi i zabawia
się przez internetowe gry z monią
kiedy żona płacze po kątach?
Po części,w Jego imieniu odpowiedziałem na to pytanie,ale myślę że,to nie My mamy pytać lecz Ona.
Nie twierdzę że,On robi dobrze ale widocznie nie umie inaczej.Albo juź niestety nie chce.Jego myślenie,postępowanie jest inne od tzw.nornalnego dlatego że,jest nałogowcem.Nieistotne jaki jest ten nałóg lecz że to jest nałóg.To jest fakt i nic to nie zmieni.
Kobieto w rozterkach.
Czy ten Jego romans z tą Monią był skonsumowany?.Jesli nie to może warto zapytać DLACZEGO JESZCZE TEGO NIE ZROBIŁ?.


Został, pomimo zdrady - to winien
się wziąć do roboty i naprawy tego
co zepsuli.
A może On tak po prostu nie wierzy w tą przemianę małżonki z tej która puściła się z innym w tą która stała się nagle porządną żoną?.Czyli po zdradzie On nie potrafi ponownie zaufać.Co sam powiedział w ostatniej ich rozmowie.Wg Niego związek bez zaufania nie ma szans więc woli się rozstać.

205

Odp: czy warto mieć nadzieję

nie chce mi się żyć.... dziś tylko tyle...

206

Odp: czy warto mieć nadzieję

chce ci się
tylko pora zacząć myslec o dniu jutrzejszym, a nie wczorajszym

nie bedzie jak było
nie może byc jak jest

wink przyszłóośc zawsze jest lepsza

207

Odp: czy warto mieć nadzieję
End_aluzja napisał/a:

chce ci się
tylko pora zacząć myslec o dniu jutrzejszym, a nie wczorajszym

nie bedzie jak było
nie może byc jak jest

wink przyszłóośc zawsze jest lepsza

samotna przyszłość nie jest lepsza ...
zaczynać wszystko od nowa tak pokaleczonym psychicznie w wieku 38 lat nie jest łatwo ...

208

Odp: czy warto mieć nadzieję

Dlaczego to robisz?

209

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Dlaczego to robisz?

kiedy piszę - jest mi łatwiej , nie mam z kim pogadać nawet ...

210

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Został, pomimo zdrady - to winien
się wziąć do roboty i naprawy tego
co zepsuli.
A może On tak po prostu nie wierzy w tą przemianę małżonki z tej która puściła się z innym w tą która stała się nagle porządną żoną?.Czyli po zdradzie On nie potrafi ponownie zaufać.Co sam powiedział w ostatniej ich rozmowie.Wg Niego związek bez zaufania nie ma szans więc woli się rozstać.

No to droga wolna, mógł się zebrać i iść w ... trzy wiatry... zamiast znosić widok tej "upodlonej, puszczalskiej" żony. Ale po co ? lepiej siedzieć wygodnie w domu przed pudłem smile - on nie umie zrobić nic ze swoim życiem więcej w dodatku swoją nieudolnością ograniczał i marnował czas kobiety.

A ty kobieto weź się w garść, znasz nr do terapeutki - skorzystaj jeśli jest aż tak źle. Gwarantuję ci że takie trudne chwile dopadną cie jeszcze nie raz, ale jak to mówią "co nas nie zabije, to nas wzmocni".
Przestań oglądać się za siebie, to już było, nie wróci, nie ma woli dwóch stron.

Oj, z moim temperamentem to ten twój mężulek albo zbankrutowałby na nowy sprzęt, albo uciekłby ode mnie gdzie popadnie żeby tylko móc pograć - i to byłoby z korzyścią dla mnie, przynajmniej nie musiałabym na niego patrzeć.

Weź się garść to może być początek czegoś dobrego, ale musisz dać sobie czas na zrozumienie.

211 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-02-14 15:44:03)

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
End_aluzja napisał/a:

chce ci się
tylko pora zacząć myslec o dniu jutrzejszym, a nie wczorajszym

nie bedzie jak było
nie może byc jak jest

wink przyszłóośc zawsze jest lepsza

samotna przyszłość nie jest lepsza ...
zaczynać wszystko od nowa tak pokaleczonym psychicznie w wieku 38 lat nie jest łatwo ...

masz dopiero 38 lat
muszę ci niestety uświadomić, że biorąc pod uwage śrędnią.. czeka cię jeszcze jakieś 45-48 na "tym łez padole"

pokaleczona psychicznie? pewnie, że jestes w rozterkach.. ale uwierz, omineła cię cała masa okaleczeń i wszystko, co dobre przed tobą...

więc nawet nie z górki - na razie masz cały czas pod górkę

samotna przyszłość.. a co to dla ciebie oznacza? dzisiaj nie jestes samotna? jak zdradzałaś męża nie byłas samotna? jak mąż cię zdradzał nie byłąś samotna??

przecież jesteś SAMA jak palec
przecież nie masz nikogo...
rozumiesz to??
jaka samotna przyszłość??
możesz być sama, a niekoniecznie samotna

mogłabyś wziąć się w garść
przepraszam, że to napiszę
rna włąsne życzenie pieprzymy to nasze życie i rozpierdzielamy wszystko w drobny mak

i jakoś wtedy podejmujemy decyzje, działąmy
potem przychodza konsekwencje
i nagle okazuje się że jesteśmy bezwolnymi istotami, które nie wiedzą, nie potrafią, nie odpowiadają na żadne pytanie..
czego ty chcesz kobieto w rozterkach??
wyznacz sobie jakikolwwiek cel.. chociaz na najbliższe trzy dni.

możesz dalej marudzić narzekać, miałczeć i psioczyc na wszystko

ale czy to coś daje?
czy to coś zmienia?

a możesz coś zmienisz? a może przyjmiesz rzeczywistośc taka jaka jest?
tutaj zawsze otrzymasz wsparcie. na każdym etapie.. ale choć trochę spróbuj pójść do przodu...

212

Odp: czy warto mieć nadzieję
End_aluzja napisał/a:

czego ty chcesz kobieto w rozterkach??

dziś - tylko zasnąć i się nie obudzić...

End_aluzja napisał/a:

wyznacz sobie jakikolwwiek cel.. chociaz na najbliższe trzy dni.

spać ... i nie czuć ...

213 Ostatnio edytowany przez rogacz76 (2013-02-14 17:25:22)

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
rogacz76 napisał/a:

Dlaczego to robisz?

kiedy piszę - jest mi łatwiej , nie mam z kim pogadać nawet ...

I w tym własnie Masz problem.
Jak poznałaś kochanka?
Czy aby nie na tamtym portalu i dlatego że,nie miałaś z Kim pogadać?.
Widzisz.Ty i Twój mąż macie ten sam problem który Was wzajemnie oddala od siebie.Nie potraficie ze sobą rozmawiać o emocjach.
Zamiast ze sobą rozmawiać szukacie kogoś poza małżeństwem.Dlaczego?.Bo tak jest łatwiej.

214 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-02-15 07:57:53)

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:
kobieta w rozterkach napisał/a:
rogacz76 napisał/a:

Dlaczego to robisz?

kiedy piszę - jest mi łatwiej , nie mam z kim pogadać nawet ...

I w tym własnie Masz problem.
Jak poznałaś kochanka?
Czy aby nie na tamtym portalu i dlatego że,nie miałaś z Kim pogadać?.
Widzisz.Ty i Twój mąż macie ten sam problem który Was wzajemnie oddala od siebie.Nie potraficie ze sobą rozmawiać o emocjach.
Zamiast ze sobą rozmawiać szukacie kogoś poza małżeństwem.Dlaczego?.Bo tak jest łatwiej.

Mam wrażenie , że gdyby rok temu zniknęły komputery z naszego domu , wszystkie - życie potoczyłoby się inaczej. Choć do końca nie wiadomo - pozostaje jeszcze konsola i alkohol żeby  zagłuszyć emocje zamiast zająć się realnymi problemami i stworzeniem bliskości , prawda?
Teraz już za późno, na cokolwiek ....

215

Odp: czy warto mieć nadzieję

Cześć.Mam 36 lat i nie narzekam,4 lata temu rozwiodłam się i nie narzekam.Mam 2 synów,dla których mam po co żyć i dla nich,nie dla siebie szukałam rozwiązania swojego toksycznego małżeństwa.Przez swoje problemy nabawiłaś się depresji,musisz wyjść z domu, zmienić otoczenie,wyznacz sobie jakiś cel.Szanuj siebie i dbaj o siebie,obojętnie w jakim wieku byś nie była.Tym,że jesteś załamana przyciągasz do siebie nieodpowiednich facetów,pamiętaj o tym.Stań na nogi.Zacznij dzień od uśmiechu,delikatnego makijażu..i wyjdż do ludzi.Może miałam inną sytuację jak  Ty moja droga,ale zmiany są nieuniknione i wyjdą Ci tylko na dobre.

216

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
rogacz76 napisał/a:
kobieta w rozterkach napisał/a:

kiedy piszę - jest mi łatwiej , nie mam z kim pogadać nawet ...

I w tym własnie Masz problem.
Jak poznałaś kochanka?
Czy aby nie na tamtym portalu i dlatego że,nie miałaś z Kim pogadać?.
Widzisz.Ty i Twój mąż macie ten sam problem który Was wzajemnie oddala od siebie.Nie potraficie ze sobą rozmawiać o emocjach.
Zamiast ze sobą rozmawiać szukacie kogoś poza małżeństwem.Dlaczego?.Bo tak jest łatwiej.

Mam wrażenie , że gdyby rok temu zniknęły komputery z naszego domu , wszystkie - życie potoczyłoby się inaczej. Choć do końca nie wiadomo - pozostaje jeszcze konsola i alkohol żeby  zagłuszyć emocje zamiast zająć się realnymi problemami i stworzeniem bliskości , prawda?
Teraz już za późno, na cokolwiek ....

NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO

217

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kobietko, sprawdź maila wysłałam ci wiadomość prywatną.

Rogacz masz rację, nigdy nie jest za późno smile ale w tym wypadku żeby zebrać gruzy trzeba być silnym i przede wszystkim TRZEŹWYM.

218

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
rogacz76 napisał/a:

Twój mąż nie skreślił Cię tylko dał Ci szansę po zdradzie.Problem jest w tym że,On nie uwierzył w Twoje zapewnienia że,Go kochasz pomimo tego że,za przeproszeniem dałaś ciała innemu.
Z Twoim mężem jest podobnie jak ze mną.
Zdradzając męźa dałaś Mu do zrozumienia że,Go nie kochasz bo gdybyś kochała to żaden inny facet nie dałby rady zawrócić Ci w głowie.
Zawiodłaś Jego zaufanie i nie wiem czy możesz Je jeszcze odzyskać.

nie mogę , wiem o tym ....
dlatego teraz to ja cierpię i ja sobie nie radzę , bo chciałabym - a nie można już nic wskórać... nie potrafię się z tym pogodzić, a powinnam choćby dla dobra córki , żeby nie widziała mnie ciągle płaczącej po kątach ...
nie wiem jak to zrobić.... gdyby nie mieszkał ze mną , byłoby łatwiej ...

Nie za szybko składasz broń?.
Ile to już trwa?.Parę miesięcy tylko.Sama wiesz że,to zbyt krótko by odzyskać zaufanie choć w części.
Mąż dał Ci w ostatniej rozmowie wskazówke tzn.z czym On ma problem.Twoim zadaniem,jeśli Go kochasz,jest przełamanie tej bariery.
Czy uda sie to zrobić to tylko zależy od Twojej wytrwałości i czasu.
Po zdradzie to głównie na zdradzającym spoczywa cięzar odbudowy związku.

219

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Mam wrażenie , że gdyby rok temu zniknęły komputery z naszego domu , wszystkie - życie potoczyłoby się inaczej. Choć do końca nie wiadomo - pozostaje jeszcze konsola i alkohol żeby  zagłuszyć emocje zamiast zająć się realnymi problemami i stworzeniem bliskości , prawda?
Teraz już za późno, na cokolwiek ....

Ponawiam propozycję, byś zajęła się sobą, dokonała zmian w swoim zachowaniu i swoim myśleniu. Przerzucanie uwagi na męża oraz koncentracja na jego przeszłym i obecnym zachowaniu skutecznie odwodzi Cię od uznania, że jesteś odpowiedzialną za swoją przyszłość; ponadto odbiera siły, energię i chęć działania.

220

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Nie za szybko składasz broń?.
Ile to już trwa?.Parę miesięcy tylko.Sama wiesz że,to zbyt krótko by odzyskać zaufanie choć w części.
Mąż dał Ci w ostatniej rozmowie wskazówke tzn.z czym On ma problem.Twoim zadaniem,jeśli Go kochasz,jest przełamanie tej bariery.
Czy uda sie to zrobić to tylko zależy od Twojej wytrwałości i czasu.
Po zdradzie to głównie na zdradzającym spoczywa cięzar odbudowy związku.

rogacz76 ja się z tobą nawet trochę zgadzam. Uważam jednak, że o odbudowaniu związku powinny jednak zadecydować dwie strony oraz dwie strony powinny dźwigać ciężar ( zbierać gruzy ) . W przypadku kobiety wygląda to tak ( a przynajmniej z tego co opisuje ) ona podnosi głaz a on przywozi nowy ... to bez sensu.
Zgadzam się, że osoba która zdradziła ponosi konsekwencję, ale osoba która wybacza i decyduje się dalej trwać mimo wszystko - również powinna zaprzestać praktyk pt. "wypominanie, zwalanie winy ".

Problemy są dwa:
1. Nałóg
2. Kiedyś podjęli decyzję o życiu obok siebie

Konsekwencją tego są zdrady, oddalenie, poniżanie etc.

Mąż podjął decyzję, uważam że średnio świadomie, ale nie zrobił też nic aby spróbować. Należy szanować wybory, jeśli on czuje że nie chce żyć obok kogoś kto zawiódł jego zaufanie  - ok, ma prawo. Tylko niech on też zachowuje się godnie i do czasu finalizacji nie czyni świadomej krzywdy osobie z którą już nie chce być. A robi to zdradzając ją właściwie na jej oczach. Bo co ? bo ona go zdradziła pierwsza ? i teraz niech sobie popamięta ? - żenujące. Właściwie już sam fakt takiego toku myślenia odrzuca od tego człowieka.

Naprawdę wystarczy usiąść i porozmawiać. Rozwiązać to godnie i z klasą. Znaleźć takie rozwiązanie aby już wzajemnie się nie ranić. Fajnie gdyby był mediator, ale ograniczony mężulek problemu nie widzi, więc można tak w kółko powtarzać.

Kobietko, mam propozycję: obudź się !

221

Odp: czy warto mieć nadzieję

Macie rację.Też uważam,że nie wskrzesi się czegoś czego już nie ma.Czasem kobiety boją się zmian,samotności,z parnerem wiąże ich nawet przyzwyczajenie i tak trwają przy sobie następnych kilka lat.Nie szanując się nawzajem,miłości już tam nie ma.Jeśli kogoś się kocha-nie zdradza się go.KOBIETO W ROZTERKACH zrób coś mądrego dla siebie i nie poniżajcie się nawzajem będąc ze sobą.

222

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Nie za szybko składasz broń?.
Ile to już trwa?.Parę miesięcy tylko.Sama wiesz że,to zbyt krótko by odzyskać zaufanie choć w części.
Mąż dał Ci w ostatniej rozmowie wskazówke tzn.z czym On ma problem.Twoim zadaniem,jeśli Go kochasz,jest przełamanie tej bariery.
Czy uda sie to zrobić to tylko zależy od Twojej wytrwałości i czasu.
Po zdradzie to głównie na zdradzającym spoczywa cięzar odbudowy związku.

Składam broń - to prawda. Przeszłam ostatnio załamanie nerwowe , nie jadłam , tylko ryczałam . Wyglądam jakbym miała z 50 lat - wory pod oczami , zmarszczki, chuda szara twarz. Czy gdyby kochał pozwoliłby na to? widzi tylko swoją wygodę i swoje cierpienie , nie widzi cierpienia innych. Nie kocha- muszę to zrozumieć w końcu. Chyba nigdy tak prawdziwie nie kochał nikogo, sam to przyznał - bo czym jest miłość? przede wszystkim troską o osobę ukochaną , staraniem się żeby była i czuła się ważna, byciem wsparciem, potrzebą bliskości ... ja tego nigdy od niego nie miałam. Sama nie byłam bez winy - tez mało mu z siebie dawałam. Tak właśnie wygląda związek osoby uzależnionej z osobą współuzależnioną. To nie są zdrowe relacje.
Czy za szybko składam tą broń? nie ...
Nie mam już siły walczyć z czymś z czym będę borykać się do końca życia - z jego uzależnieniami , alkohol, konsola, komputer ... co będzie następne? na pewno nie ja .... teraz tym bardziej nie ja , bo jego urażona duma zwala wszystko na zdradę zamiast cofnąć się wstecz i pomyśleć mózgiem a nie uzależnieniem - ILE DAŁ MI Z SIEBIE? tylko tyle, że był i kasę przynosił.... teraz zarzuca mi, że to moja wina bo traktowałam go jak dziecko a nie jak mężczyznę - pewnie tak , traktowałam go tak na ile mi pozwolił się traktować , widać tak było mu wygodniej skoro na to przystał  ... nic więcej do dodania...
w związku nie wystarczy trwać, trzeba dawać też z siebie,  uczucie - mnie nie potrafił dać, może da komuś innemu ...

nie pozwolę się obarczyć winą za wszystko - bo nie wszystko jest moja winą....
wszyscy wkoło mi to powtarzają od wielu dni , pokazują : "gdzie była jego miłość kiedy jej potrzebowałam? no gdzie? w kolejnym uzależnieniu któremu poświęcał czas zamiast mnie - bo przecież , cytuję : ileż można na siebie patrzeć, tak? "
a ja zrozumiałam to wczoraj, kiedy kolejny raz kładłam się spać z tak wielkim poczuciem winy że aż nie do udźwignięcia , z taką tęsknotą za nim - człowiekiem który przecież przychodził do mnie z ciepłem tylko w nocy , w dzień mogłam dla niego emocjonalnie nie istnieć - odkąd pamiętam ...
nie zasługuję na to ...


Wielokropek napisał/a:

Ponawiam propozycję, byś zajęła się sobą, dokonała zmian w swoim zachowaniu i swoim myśleniu. Przerzucanie uwagi na męża oraz koncentracja na jego przeszłym i obecnym zachowaniu skutecznie odwodzi Cię od uznania, że jesteś odpowiedzialną za swoją przyszłość; ponadto odbiera siły, energię i chęć działania.

tak, jestem odpowiedzialna za swoją przyszłość , masz rację - zawsze miałaś... nie dostrzegałam , byłam skupiona na tym , żeby on mnie kochał - co zrobić żeby chciał być ze mną, żeby go odzyskać, żeby posiedział i potrzymał mnie za rękę, żeby chciał mnie kochać... to był błąd...
nie kocha .... i nie będzie kochał....
dziś dostrzegłam - mam dzieci , mam dla kogo żyć choć wczoraj tego nie chciałam ...
nie dla kolejnego faceta którego notabene jeszcze długo w moim życiu nie będzie a jak będzie kiedyś to prześwietlę go jak FBI czy nie jest od czegoś uzależniony oprócz ewentualnie fajek ... mam dość bycia na kolejnym miejscu za wygodą, kompem, piwkiem , lodówką i dachem nad głową... wolę być sama...


KGB napisał/a:

rogacz76 ja się z tobą nawet trochę zgadzam. Uważam jednak, że o odbudowaniu związku powinny jednak zadecydować dwie strony oraz dwie strony powinny dźwigać ciężar ( zbierać gruzy ) . W przypadku kobiety wygląda to tak ( a przynajmniej z tego co opisuje ) ona podnosi głaz a on przywozi nowy ... to bez sensu.
Zgadzam się, że osoba która zdradziła ponosi konsekwencję, ale osoba która wybacza i decyduje się dalej trwać mimo wszystko - również powinna zaprzestać praktyk pt. "wypominanie, zwalanie winy ".

Problemy są dwa:
1. Nałóg
2. Kiedyś podjęli decyzję o życiu obok siebie

Konsekwencją tego są zdrady, oddalenie, poniżanie etc.

Mąż podjął decyzję, uważam że średnio świadomie, ale nie zrobił też nic aby spróbować. Należy szanować wybory, jeśli on czuje że nie chce żyć obok kogoś kto zawiódł jego zaufanie  - ok, ma prawo. Tylko niech on też zachowuje się godnie i do czasu finalizacji nie czyni świadomej krzywdy osobie z którą już nie chce być. A robi to zdradzając ją właściwie na jej oczach. Bo co ? bo ona go zdradziła pierwsza ? i teraz niech sobie popamięta ? - żenujące. Właściwie już sam fakt takiego toku myślenia odrzuca od tego człowieka.

Naprawdę wystarczy usiąść i porozmawiać. Rozwiązać to godnie i z klasą. Znaleźć takie rozwiązanie aby już wzajemnie się nie ranić. Fajnie gdyby był mediator, ale ograniczony mężulek problemu nie widzi, więc można tak w kółko powtarzać.

Kobietko, mam propozycję: obudź się !

chyba się obudziłam .... na dziś , na pewno będą gorsze dni jeszcze .... ale dziś mi lepiej ....
jak najszybciej przeprowadzić sprzedaż domu , zakup mieszkań.... i rozstać się ... póki co jak najmniej czasu spędzać w domu - nie chcę tam być bo jak na niego patrzę, to wiem że przecież jeszcze kocham ...

Feniks 7 napisał/a:

Macie rację.Też uważam,że nie wskrzesi się czegoś czego już nie ma.Czasem kobiety boją się zmian,samotności,z parnerem wiąże ich nawet przyzwyczajenie i tak trwają przy sobie następnych kilka lat.Nie szanując się nawzajem,miłości już tam nie ma.Jeśli kogoś się kocha-nie zdradza się go.KOBIETO W ROZTERKACH zrób coś mądrego dla siebie i nie poniżajcie się nawzajem będąc ze sobą.

masz rację ....
na pewno się ucieszy z takiego postawienia sprawy przeze mnie ... do woli będzie mógł oddawać się teraz temu co jest i było zawsze dla niego najważniejsze ... komp i ostatnio przecież Monia ... kobieta z dwojgiem małych dzieci która cały dzień siedzi przy kompie - pojęcia nie mam z czego ona żyje i kto się dziećmi zajmuje jak się tyle gra ... siebie są warci ...
ja chyba otwarłam oczy , nie dam się wpędzić w poczucie winy ... za rozpad związku są odpowiedzialne dwie strony ... nie ma dymu bez ognia...
walczyłam o niego jak chlał , bo miałam przed oczyma córkę 2-letnią , która pyta "mamusiu , a gdzie jest tatuś?" - kiedy chlał i nie było go w domu , a potem zamiast - konsola , komputer ... walczyłam bo chciałam żeby dziecko miało ojca ... miało - takiego który nie zabiera na lodowisko, na spacer, nie gra w gry planszowe, nie pokazuje świata tak jak powinien ojciec, który nie jest autorytetem - bo dziecko i tak ze wszystkim przychodzi do mnie ... bo  wie, że jak poprosi ojca to nie otrzyma albo z łaską... ZERO inwencji z własnej woli ojca .... ZERO....
tak dla niej jak i dla mnie ....
teraz dziecko już jest duże - 12 lat dziewczyna , mądra , rezolutna , poradziła sobie z naszą decyzją ...

myślę, że dojrzałam do tego, żeby nie obarczać się za wszystko winą tak jak on mi wmawia ...
mysle, że w końcu przebiła sie spod żalu moja złość .... i dobrze, bo ilez można to w sobie tłamsić ... że ja niedobra , zła , niewdzięczna a on to aniołek ... może i mam pamięć wybiórczą - ale on też święty nie jest i nie był nigdy ....
faktycznie - takie niedojrzałe dziecko które trzeba za rączke prowadzić... ja już nie chce mieć takiego dziecka , potrzebuje mężczyzny który zaopiekuje się mną, który sie zatroszczy , da ciepło, pokaże jak kocha a nie tylko zasiądzie i uzna że raz powiedział i wystarczy ... jesli takiego nie znajdę, to będę sama - trudno ...
koniec z opiekowaniem się chłopcami niedojrzałymi emocjonalnie schowanymi za swoimi nałogami ... teraz czas dla mnie ....

223

Odp: czy warto mieć nadzieję
Wielokropek napisał/a:
kobieta w rozterkach napisał/a:

Mam wrażenie , że gdyby rok temu zniknęły komputery z naszego domu , wszystkie - życie potoczyłoby się inaczej. Choć do końca nie wiadomo - pozostaje jeszcze konsola i alkohol żeby  zagłuszyć emocje zamiast zająć się realnymi problemami i stworzeniem bliskości , prawda?
Teraz już za późno, na cokolwiek ....

Ponawiam propozycję, byś zajęła się sobą, dokonała zmian w swoim zachowaniu i swoim myśleniu. Przerzucanie uwagi na męża oraz koncentracja na jego przeszłym i obecnym zachowaniu skutecznie odwodzi Cię od uznania, że jesteś odpowiedzialną za swoją przyszłość; ponadto odbiera siły, energię i chęć działania.

I właśnie do powyższego prowadziły Moje posty.
Wbrew pozorom,okazać się może,że jak już znikniesz z Jego życia to On się obudzi.Pytanie tylko czy wtedy nadal bedzie jak wcześniej że,będziecie mijać się z celem czy w końcu zechcecie tego samego i w tym samym czasie a także na tych samych warunkach.

224

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

I właśnie do powyższego prowadziły Moje posty.
Wbrew pozorom,okazać się może,że jak już znikniesz z Jego życia to On się obudzi.Pytanie tylko czy wtedy nadal bedzie jak wcześniej że,będziecie mijać się z celem czy w końcu zechcecie tego samego i w tym samym czasie a także na tych samych warunkach.

Z całą odpowiedzialnością i stanowczością mogę powiedzieć - NIE.
Jeśli już się rozstaniemy , jeśli ja się ogarnę i zacznę żyć sama - nigdy , powtarzam : NIGDY nie wdepnę w to samo goowno .
I za każdym razem kiedy mnie podkusi , że jednak przecież kocham - będę sobie czytać to powyższe jak mantrę- żeby mnie uchroniło od kolejnego błędu.
Jeśli z kimś mam być kiedyś - to z kimś, dla kogo jestem najważniejsza - a nie tylko "jestem".

225 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-02-15 15:05:53)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Hm.Tak myślałem.
Wiesz.Popełniłaś jeden duży błąd.
Mianowicie nie powinnaś kończyć romansu tylko odejść od męża i dać Mu święty spokój.Oczywiście rozwód z orzeczeniem Twojej winy bo to Ty spartoliłaś.Prawda?.
Pomimo tego co się stało nadal nie dociera do Ciebie co zrobiłaś.Jakoś szybko nie chcesz męża.Ciekawe dlaczego?.


PS.Po tym co teraz napisałaś wiem dlaczego mąż dąży do rozstania.
Nie zdradzę Ci tego bo Sama musisz dojść do tego.

226

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

(...)dziś dostrzegłam - mam dzieci , mam dla kogo żyć choć wczoraj tego nie chciałam ... (...)

Do niedawna żyłaś, by mąż Cię kochał.
Teraz, dla odmiany, chcesz żyć dla swych dzieci. czyli zamieniasz jedno uzależnienie (od humoru i "kochania" przez męża) na drugie (bycia potrzebną dzieciom). Przecież skoncentrowana, tym razem, na waszych dzieciach, gdy one zbierać się będą do wyfrunięcia z rodzinnego gniazda, przeżyjesz kolejne załamanie, bo Twój kolejny cel i sens życia pomacha ręką na pożegnanie, albo (co gorsza) nie pozwolisz im na rozpoczęcie samodzielnego życia.

Nie lepiej dla wszystkich, z Tobą na czele, byś wreszcie zaczęła żyć dla siebie?

227

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Z całą odpowiedzialnością i stanowczością mogę powiedzieć - NIE.
Jeśli już się rozstaniemy , jeśli ja się ogarnę i zacznę żyć sama - nigdy , powtarzam : NIGDY nie wdepnę w to samo goowno .
I za każdym razem kiedy mnie podkusi , że jednak przecież kocham - będę sobie czytać to powyższe jak mantrę- żeby mnie uchroniło od kolejnego błędu.
Jeśli z kimś mam być kiedyś - to z kimś, dla kogo jestem najważniejsza - a nie tylko "jestem".

Bardzo słusznie, owszem można sobie dawać szansę, ale jeśli coś upada już tak nisko to szanse na późniejszą "normalność" są prawie żadne.

Bardzo trafne uwagi co do dziecka napisałaś. Doskonale cie rozumiem. Szkoda czasu, nam się wydaje często, że samo "bycie i walka "jest dobra dla dziecka - ale nic bardziej mylnego, krzywdzimy je.

A samotność hmmm uwierz mi jak się zastanowisz to dojdziesz do wniosku że nie ma nic gorszego niż samotność w związku .

228 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-02-15 18:39:25)

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Hm.Tak myślałem.
Wiesz.Popełniłaś jeden duży błąd.
Mianowicie nie powinnaś kończyć romansu tylko odejść od męża i dać Mu święty spokój.Oczywiście rozwód z orzeczeniem Twojej winy bo to Ty spartoliłaś.Prawda?.
Pomimo tego co się stało nadal nie dociera do Ciebie co zrobiłaś.

Oczywiście , że dociera do mnie co zrobiłam, w przeciwieństwie do niego - który twierdzi że nie ma w naszym życiu nic z jego winy ...
Zdradziłam, skrzywdziłam, zraniłam, zniszczyłam zaufanie i szacunek męża bardzo - wiem co czuł , przeżywam coś podobnego  każdego wieczoru kiedy poświęca czas kobiecie do której grucha przez komunikator, której ogląda foty na nk , z którą pisze i rozmawia o tym o czym ze mną przez całe życie nie rozmawiał- której oddaje  uczucia, których mnie nigdy nie oddawał , którą nosi w sercu. Znoszę to już 45 dni odkąd o niej wiem - a było znacznie dłużej , tylko żyłam w nieświadomości.  Znoszę to każdego wieczora nawet wtedy kiedy podjęliśmy decyzję o ratowaniu czegokolwiek. Uważasz, że to jest fair? Powiedzieć , dać nadzieję : ratujemy , nie cofamy się w przeszłość , teraz będziemy się starać, może jak nie będzie dzieci to wspólny prysznic - a kilka chwil później szedł do komputera grać z nią? To jest w porządku według ciebie? W porządku jest to, że nie chciał już ratować a dawał nadzieję?
Wiem, że dostałeś po rogach - i to przekłada się na twoje spojrzenie na sprawę - a może sięgniesz poza urażoną dumę i postawisz się na chwilę w mojej sytuacji?

rogacz76 napisał/a:

Jakoś szybko nie chcesz męża.Ciekawe dlaczego?.

Jeśli chodzi Ci o mężczyznę z którym miałam romans - historia skończona , dawno ... więc nie doszukuj się tu niczego.
Nie mam nikogo , nie mam nikogo na oku , nie chcę facetów - po prostu mam już dość poniżania mnie każdego wieczoru kiedy wpuszcza do swojego życia uzależnienia i innej kobiety zamiast mnie .... nie mam już siły z tym walczyć , a on też tego nie chce. TO BYŁA JEGO DECYZJA - O ROZSTANIU. Stracił zaufanie, szacunek - tak jak ja do niego.
Był tłamszony? to dlaczego nie walczył o swoje tylko zgodził się na to co było ....
Bo było mu dobrze, bezpiecznie, wszystko miał i nic nie musiał. Wygoda się to nazywa.
W czasie wspólnych 13 lat nigdy nie dostałam od niego prezentu , czasem kwiatki na urodziny i dzień kobiet , nigdy nie zaprosił mnie do restauracji, nie wychodziliśmy razem. Nigdy nie traktował mnie jakbym była ważna, tylko jakbym po prostu była. Coś co jest bo jest , robi bo musi ....wiele było na mojej głowie , to ja byłam logistykiem w tym związku.
Nie rozwijaliśmy sie i nie dbaliśmy wzajemnie o siebie. On tego nie potrafi - jest zapatrzony od dawna w to w czym mu jest siedzieć wygodnie.
To mało, żeby chcieć odejść?
Nawet za cenę tego żeby być samą?

rogacz76 napisał/a:

PS.Po tym co teraz napisałaś wiem dlaczego mąż dąży do rozstania.
Nie zdradzę Ci tego bo Sama musisz dojść do tego.

Taaaaa .... jasnowidz się znalazł.

Mąż dąży do rozstania , bo nie potrafi sobie poradzić ze swoimi emocjami - bo zamiast wziąć byka za rogi zwiał w komputer gdzie mu wygodnie  bo nie musi o tym myśleć.
Bo zamiast stać się mężczyzną i zawalczyć na jakimkolwiek etapie naszego związku o to, żeby był to prawdziwy związek - było mu wygodniej tak jak było.
Bo zraniłam go bardzo i nie chce już być ze mną, bo się boi że obudzi się za jakiś czas w tym samym miejscu.
Bo nie rozumie, że praca nad związkiem nie polega na siedzeniu przed kompem tudzież tv i koszeniem trawnika raz w tygodniu , tylko to ciężka praca polegająca na wspólnych rozmowach , zachowaniach , wspólnym spędzaniu czasu, wymianie emocji i uczuć , stworzeniu bliskości, otwarciu się na drugiego człowieka.
Nie życzę mu źle - życzę mu, żeby kolejna kobieta poradziła sobie z jego osobowością. Przykro mi , najwidoczniej ja nie potrafię.


Wielokropek napisał/a:

Do niedawna żyłaś, by mąż Cię kochał.
Teraz, dla odmiany, chcesz żyć dla swych dzieci. czyli zamieniasz jedno uzależnienie (od humoru i "kochania" przez męża) na drugie (bycia potrzebną dzieciom). Przecież skoncentrowana, tym razem, na waszych dzieciach, gdy one zbierać się będą do wyfrunięcia z rodzinnego gniazda, przeżyjesz kolejne załamanie, bo Twój kolejny cel i sens życia pomacha ręką na pożegnanie, albo (co gorsza) nie pozwolisz im na rozpoczęcie samodzielnego życia.

Nie lepiej dla wszystkich, z Tobą na czele, byś wreszcie zaczęła żyć dla siebie?

Ano, lepiej .... pewnie do tego też z czasem dotrę....


KGB napisał/a:

Bardzo słusznie, owszem można sobie dawać szansę, ale jeśli coś upada już tak nisko to szanse na późniejszą "normalność" są prawie żadne.

Bardzo trafne uwagi co do dziecka napisałaś. Doskonale cie rozumiem. Szkoda czasu, nam się wydaje często, że samo "bycie i walka "jest dobra dla dziecka - ale nic bardziej mylnego, krzywdzimy je.

A samotność hmmm uwierz mi jak się zastanowisz to dojdziesz do wniosku że nie ma nic gorszego niż samotność w związku .

Tak mi się wydaje , że wiem doskonale o czym mówisz.
Dziś terapeutka mi powiedziała, że widzi zmianę. Powiedziałam jej , że wczoraj nie chciało mi się żyć i miałam myśli samobójcze , a dziś zebrałam się w sobie i postanowiłam coś z tym zrobić, przestać brać całej winy na swoje barki . Oboje jesteśmy winni tego, że żyliśmy obok siebie zamiast z sobą razem, że tak się oddaliliśmy. OBOJE. A wszystko co później - to konsekwencje , za które oczywiście odpowiedzialność jest po mojej stronie i ją przyjmuję , bo nie rozwiązuje się problemów w związku skokiem w bok.

Nadal jest mi źle i nadal cierpię. To nie zniknęło. Ale nie patrzę już na to, że może się nam jeszcze uda razem . Nie uda się, bo jak KGB napisała do tego trzeba chęci zmian obojga i walki osoby uzależnionej z uzależnieniem.
Jemu będzie lepiej samemu , a mnie z czasem będzie lepiej bez niego. Na razie jest i będzie bardzo ciężko, ale nie mogę się poddawać - muszę myśleć o sobie , zacząć jeść - bo kto zajmie się dzieckiem kiedy mnie coś się stanie? On - znad komputera albo telewizora ?

Jeszcze dopiszę - oboje z mężem jesteśmy DDA - pewnie to ma duży wpływ na to jacy oboje jesteśmy : on - uzależniony , ja - współuzależniona , nadkontrolna.
Pewnie da się nad tym pracować , ja pracuję na kolejnej terapii i w końcu może mi się uda kiedyś pozbyć się tej pierniczonej depresji, nadkontroli i wyjść na prostą  .... a nam z mężem może po prostu  razem nie jest dane być z sobą i być blisko, może dla siebie tego nie potrafimy. Na pewno nie potrafiliśmy dotąd - i na pewno już tego nie będzie w przyszłości , bo decyzja podjęta. Może uda mu się z kimś innym , a może lepiej będzie mu samemu.
Jest mi bardzo przykro z powodu tego co się podziało . I bardzo ciężko . I nadal mam poczucie winy , ogromne - ale teraz już nie za wszystko , tylko za swoją część. Poczucie winy za drugą spapraną część powinien mieć mój mąż - może kiedyś zrozumie i dotrze do niego.
Nadal go kocham , nie da się przestać kogoś kochać z dnia na dzień- pewnie kochać będę jeszcze długo. Ale nie mam już nadziei. Sama tego wózka nie uciągnę.

229

Odp: czy warto mieć nadzieję

Przepraszam za prowokację ale wlasnie o Mi chodziło byś napisała to co powyżej.W końcu dostrzegasz pewne rzeczy które u Was od bardzo dawna nie grały w jednym tandemie.Mijaliście się w życiu przed Twoją zdradą jak też zaraz po niej.Już to wcześniej chyba napisałem.
Powtórzę się po raz któryś że,jedyne co Ty teraz możesz dać mężowi to wolność.Chyba to już zrozumiałaś.Prawda?.
I wcale nie musi to oznaczać Waszego końca.
Ty zdradziłaś pierwsza a On w pewien sposób teraz to robi choć Mam wątpliwości czy z Jego strony można traktować to jako romans.Może jako taką odskocznię od problemu.Nie masz chyb dowodu że,zdradził Ciebie fizycznie.Jeśli nie zdradził to pytam co Go przed tym powstrzymuje?.Dlaczego dotąd nie skonsumował tego romansu?.Twierdzisz że,On nie kocha Ciebie więc jak odpowiesz na powyższe pytania?.

230

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Przepraszam za prowokację ale wlasnie o Mi chodziło byś napisała to co powyżej.W końcu dostrzegasz pewne rzeczy które u Was od bardzo dawna nie grały w jednym tandemie.Mijaliście się w życiu przed Twoją zdradą jak też zaraz po niej.Już to wcześniej chyba napisałem.
Powtórzę się po raz któryś że,jedyne co Ty teraz możesz dać mężowi to wolność.Chyba to już zrozumiałaś.Prawda?.
I wcale nie musi to oznaczać Waszego końca.
Ty zdradziłaś pierwsza a On w pewien sposób teraz to robi choć Mam wątpliwości czy z Jego strony można traktować to jako romans.Może jako taką odskocznię od problemu.Nie masz chyb dowodu że,zdradził Ciebie fizycznie.Jeśli nie zdradził to pytam co Go przed tym powstrzymuje?.Dlaczego dotąd nie skonsumował tego romansu?.Twierdzisz że,On nie kocha Ciebie więc jak odpowiesz na powyższe pytania?.

Nie zdradził fizycznie , co nie oznacza że nie zdradził emocjonalnie, a to boli jak jasna cholera. Że inna kobieta dostała to czego ja nigdy od niego nie dostałam: zainteresowanie, troskę o to jak się czuje , pytania o to co lubi.
Przykład:
co lubi mój mąż: jeść serki pleśniowe i cienkie kiełbaski , oglądać stare filmy i seriale, chodzić na basen, lubi kiedy w łóżku kobieta nie jest bierna, nie lubi ciasta, nie lubi wątróbki , nie lubi robić zakupów...
Gdyby miał powiedzieć co ja lubię - miałby z tym chyba problem, nigdy nie pytał, nigdy się z tym nie liczył.

Dlaczego nie zdradził fizycznie?
Bo złapałam go tuż przed umówionym spotkaniem, wtedy miał poczucie winy i chciał ratować. Teraz , z czasem się to w nim zatarło. Myślę, że chce zacząć nowe życie bo tak jest łatwiej i nie jest wcale wykluczone, że tuż po wyprowadzce nie pójdzie z Monią czy inną kobietą. Umówiliśmy się niedawno,że dopóki będziemy mieszkać razem - nie będziemy spotykać się z innymi , tak jest łatwiej - w przeciwnym razie jad w tym domu mieszkając razem by nas zabił, zdaję sobie z tego sprawę - dlatego o to poprosiłam. On jest honorowy i się tego trzyma - pewnie dlatego.
Nie wykluczam, że pewnie w jakiś sposób może jeszcze mnie kocha - ale nie chce walczyć bo nie potrafi tego zrobić, łatwiej jest sie rozstać.
Nie potrafiłam zrozumieć tego długo - skoro kocha , to dlaczego nie chce?
Przez wzgląd na to wszystko co się stało - łatwiej jest mu się rozstać niż walczyć , zrezygnować z czegoś , swoich przekonań wrytych w psychikę  i dać z siebie 100%. Za dużo się stało i nie podołaliśmy. Zawsze mi powtarzał, że nie wybaczy zdrady. Wierzy w to i nie dopuszcza innego schematu. Tak ma.
Nie uporał się z tym, nie potrafi wybaczyć , ale też nie widzi swoich błędów i nie chce już nad tym pracować.
Poddał się. Skierował swoje myśli i serce już w innym kierunku.
Trwa , bo nie mamy innego wyjścia - musimy sprzedać dom żeby móc sie rozstać, żadne z nas nie poradzi sobie finansowo w obecnej sytuacji odchodząc.

231

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ok.A jak wyglądają Wasze rozmowy?.Te codzienne jak i też te na temat zdrady i dotyczące przyszłości?.
Nie pytam co mówicie tylko jak.

232

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Ok.A jak wyglądają Wasze rozmowy?.Te codzienne jak i też te na temat zdrady i dotyczące przyszłości?.
Nie pytam co mówicie tylko jak.

Gdyby miał powiedzieć co ja lubię -
miałby z tym chyba problem, nigdy
nie pytał, nigdy się z tym nie liczył
Zapytaj Go o to.Zapytaj czy wie co lubisz a czego nie.Zapytaj co Jemu w Tobie nie pasuje a co Go pociąga.Potraktuj to rozmowę tak na luzie.Bez zobowiązań i bez wpływu na Waszą decyzję.
Jeśli nie teraz to kiedy możesz to zrobić?.
Możesz też zapytać co Ona Mu daje w tych rozmowach a czego nie dostaje od Ciebie.Może odpowie.
Nie wiem jak Ty ale Ja w Jego zachowaniu widzę podobieństwa do zachowań typowych dla ludzi z AA.

233

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Ok.A jak wyglądają Wasze rozmowy?.Te codzienne jak i też te na temat zdrady i dotyczące przyszłości?.
Nie pytam co mówicie tylko jak.

Różnie. Nie są idealne.
Myślę, że ta ostatnia była najbardziej owocna- zaryczana byłam jak bóbr , ale spokojnie rozmawiałam bez złości.
Ukorzyłam się, powiedziałam jak mi przykro i że to był ogromny błąd- naprawdę tak czuję. Powiedziałam, że kocham , że nie wyobrażam sobie żeby jego nie było obok kiedy się budzę. Mówiłam, że wszystko jest kwestią pracy nad związkiem, że wierzę, że możemy być dla siebie jeszcze . Że jestem w stanie z wielu rzeczy zrezygnować , żeby ratować jeszcze ten związek, żeby na nowych zasadach stworzyć bliskość. Że mamy tak dużo : własny dom, wspaniałe dziecko - to co kochamy. Pytałam, czy może zmienić decyzję , że może warto się jeszcze postarać. Jak głaz bez uczuć - w kółko metodą zdartej płyty powtarzał, że on już podjął decyzję.
Powiedział, że mi nie ufa, nie wierzy , że nie jestem w stanie zrobić nic żeby to zmienić. I że on nie jest w stanie złamać mojego braku zaufania ( mój dopisek: wie, że musiałby zrezygnować z gry i Moni, a tego nie zrobi) . Mówił, że skoro zrobiłam mu to raz , to zrobię kolejny.  Mówił, że ratowanie nie wyszło, bo nie potrafi się już na mnie otworzyć.
To była rzeczowa rozmowa o tym co jest .
Wychodzi na to, że już nic nie ma.

234

Odp: czy warto mieć nadzieję

A widzisz.Ta ostatnia rozmowa to krok do przodu.Dlaczego?.Bo mąż mówił Ci co naprawdę czuje.Nie do Ciebie tylko to co Jego blokuje.
Kurczę jakbym widział samego siebie w Twoim mężu.Poza tą Monią oczywiście.
Ta blokada w Nas jest...trudna do złamania.I nikt nie potrafi jej złamać poza Nami.To My musimy sobie z tym poradzić.

235

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:
rogacz76 napisał/a:

Ok.A jak wyglądają Wasze rozmowy?.Te codzienne jak i też te na temat zdrady i dotyczące przyszłości?.
Nie pytam co mówicie tylko jak.

Gdyby miał powiedzieć co ja lubię -
miałby z tym chyba problem, nigdy
nie pytał, nigdy się z tym nie liczył
Zapytaj Go o to.Zapytaj czy wie co lubisz a czego nie.Zapytaj co Jemu w Tobie nie pasuje a co Go pociąga.Potraktuj to rozmowę tak na luzie.Bez zobowiązań i bez wpływu na Waszą decyzję.
Jeśli nie teraz to kiedy możesz to zrobić?.
Możesz też zapytać co Ona Mu daje w tych rozmowach a czego nie dostaje od Ciebie.Może odpowie.
Nie wiem jak Ty ale Ja w Jego zachowaniu widzę podobieństwa do zachowań typowych dla ludzi z AA.

Nie ma już chyba sensu. On nie zmieni decyzji i nie poświęci tego swojego kawałka - bardzo znanego- uzależnienia które daje mu poczucie bezpieczeństwa . Tam, w grze nie musi czuć- i to jest dla niego najważniejsze. Tak jak nie czuł kiedy pił, i jak nie czuł kiedy całymi dniami i wieczorami  grał na konsoli.
Nie byłam idealna też miałam komputer , z czasem znalazłam sobie znajomych z forum , spotykam się z nimi kilka razy do roku na zlotach . Ale mogłabym zrezygnować z wielu rzeczy , gdybym czuła że jestem dla kogoś najważniejsza , że jestem światełkiem, radością ... nie czułam tego nigdy i nie poczuję, boi nie jestem dla niego tym i coraz częściej mam wrażenie, że nigdy nie byłam.
Mój jeden podstawowy błąd wynikający z nadkontroli - faktycznie traktowałam go jak osobę którą trzeba się zaopiekować, jak kolejne dziecko. Nie wywalczył sobie pozycji mężczyzny , wolał się poddać i zakopać w "swoim znanym".
Oboje jesteśmy winni. Ja bo zagarniałam, co wynika z mojego charakteru i DDA , on bo poddawał bez walki co wynikało z jego uzależnienia.

Mówi, ze znalazłam sobie temat zastępczy , że uzależnieniem umniejszam rangę swojej zdrady.
Zdrada się stała, tego się nie odwróci , jest moją winą i moim krzyżem który niosę- bo w oczach całej mojej rodziny która wie o tym widzę potępienie, obwinianie- i mama i ojciec i brat mają do mnie ogromny żal  o to co zrobiłam. Tak jak ja sama do siebie. Tego już nie zmienię.
Ale można odwrócić i zmienić swoje życie zdając sobie sprawę z błędów popełnianych . Ale to trzeba do siebie dopuścić. A grając w kompa i siedząc przed tv się tego nie zrobi.

236 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-02-15 21:43:18)

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

A widzisz.Ta ostatnia rozmowa to krok do przodu.Dlaczego?.Bo mąż mówił Ci co naprawdę czuje.Nie do Ciebie tylko to co Jego blokuje.
Kurczę jakbym widział samego siebie w Twoim mężu.Poza tą Monią oczywiście.
Ta blokada w Nas jest...trudna do złamania.I nikt nie potrafi jej złamać poza Nami.To My musimy sobie z tym poradzić.

A jak nie chce sobie z tym poradzić ... to co mam zrobić?
Zero pola manewru. Nic na siłę.

Jestem dziś u mamy , wyjechali na weekend z moją córą , dom wolny więc pomyślałam że dobrze mi zrobi na psychikę jeśli choć jednego wieczoru nie będę musiała tego znosić , nadal bardzo boli świadomość co on tam robi wieczorami. Może zostanę do końca weekendu, nie wiem ... pomyślę.
Póki co - chyba się ubiorę i pójdę na spacer , w końcu teraz jestem w mieście , jest gdzie spacerować  big_smile


A, i przemyślałam dogłębnie sprawę swojego romansu. Ktoś kto pisał wcześniej na którejś stronie miał racę - nie zostaje nic oprócz pustki w sercu i wyrzutów sumienia.
Ten romans pokazał mi co prawda jak powinna być traktowana kobieta , ale też  to mi uzmysłowiło że to co jest w moim małżeństwie to nie bliskość, tylko bycie.

Pamiętam, że przyjaciel wstał o 4 rano zrobić mi kawę kiedy wychodziłam do pracy albo wyjeżdżałam, martwił się o to jak się czuję i co czuję, pytał czy mam sprawne auto jak gdzieś wyjeżdżałam i mówił co powinnam sprawdzić bo nie ma go przy mnie żeby tego dopilnować, pytał czy zjadłam śniadanie ... chciał wiedzieć, bo mu zależało żebym czuła się zaopiekowana.
Ja tego nigdy w domu nie miałam.
Ale nie kocham , umarło to co było - cokolwiek to było.
Zdałam sobie sprawę jak to skończyłam , że kocham męża. A jak się obudziłam (za późno notabene) to naprawdę staralam się zmienić coś między nami. Nie wyszło, bo się rozminęliśmy.
Człowiek uczy się na błędach.
Być może w kolejnych związkach nie popełnimy już tych samych czego bardzo sobie i jemu życzę. Bardzo tylko przykro, że my już nie mamy szansy tego razem doświadczyć.

Dojrzałam do tego, że z mężem za bardzo się poraniliśmy . On już dojrzał dawno.
Dziś mi łatwiej, bardziej myślę o sobie niż o nim . Może dlatego, że jestem daleko. Że nie widzę go.
Pewnie jak wrócę znowu będzie trudno.



Samotne spacerowanie nie jest fajne .... te wszystkie pary trzymające się za rękę ... przecież ja też tak z mężem za ręke chodziłam ... boszszszszzz- co to się podziało sad
Strasznie tęsknię za jego ciepłem, za jego dotykiem, za uśmiechem , za przytuleniem ... sad
Ciężko mi.

237

Odp: czy warto mieć nadzieję

O czym myślisz?.

238 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-02-15 22:01:10)

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

O czym myślisz?.

Po prostu mi źle ...

Też nie czuję się tu u siebie .... tęsknię za domem ....


Mam pytanie - A jak Ty się uporałeś z sobą? uporałeś się w ogóle jakoś? pracujecie nad związkiem?

239

Odp: czy warto mieć nadzieję

Moja "miłość"była już dość dawno i nie miałem okazji dać Jej szansy naprawy bo Ona nawet tego nie chciała.Od tego czaru praktycznie nie mamy ze sobą kontaktu,choć mamy wielu wspólnych znajomych,ani tym bardziej okazji do rozmowy.
Dlugo kochałem a teraz...hm...zoobojętniałem na tę osobę a czasem wręcz nienawidzę.Nie za zdradę ale za to że,przez naście lat nie usłyszałem słowa przepraszam ani wybacz.
Długo byłem tzw.singlem ale od jakiegoś czasu nie Jestem już Sam.
Jestem ostrożny ale widzę promyk nadziei że,z Tą kobietą może doczekamy się starości.

240 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-02-15 23:01:51)

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Moja "miłość"była już dość dawno i nie miałem okazji dać Jej szansy naprawy bo Ona nawet tego nie chciała.Od tego czaru praktycznie nie mamy ze sobą kontaktu,choć mamy wielu wspólnych znajomych,ani tym bardziej okazji do rozmowy.
Dlugo kochałem a teraz...hm...zoobojętniałem na tę osobę a czasem wręcz nienawidzę.Nie za zdradę ale za to że,przez naście lat nie usłyszałem słowa przepraszam ani wybacz.

Nie uważała, że popełniła błąd....
Uzasadniła chociaż - dlaczego?

rogacz76 napisał/a:

Długo byłem tzw.singlem ale od jakiegoś czasu nie Jestem już Sam.
Jestem ostrożny ale widzę promyk nadziei że,z Tą kobietą może doczekamy się starości.

Czyli brak zaufania przekłada się na kolejne związki? Takie "bycie ostrożnym"?

No nic , zmykam powoli spać .... nie jest mi z tym dobrze że nie w domu i gdyby nie fakt , że dopijam piwo - być może spakowałabym manatki i wróciła do domu ...
Plusy bycia tutaj  są dwa:
- nie widzę i nie słyszę jego przy komputerze , choć wiem przecież co robi - i to boli , nawet na odległość....
- pośpię rano dłużej , psy mnie nie zwleką wink

241 Ostatnio edytowany przez rogacz76 (2013-02-16 00:07:31)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie uważała, że popełniła błąd....
Uzasadniła chociaż - dlaczego?
Pewnie sama nie wie.
Teraz to nawet Mnie to nie obchodzi.
Tak jakby.Ciężko jest ponownie zaufać komukolwiek.Dlatego pisałem że,trochę rozumiem Twojego męża.On czuje i myśli zapewne to samo.Jedno Nas różni.Ja nie jestem uzależniony.No może po za kawą i fajkami.he,he.
Dobrej i spokojnej nocy

242

Odp: czy warto mieć nadzieję

KOBIETO W ROZTERKACH.Niewiadomo jaby Ci źle nie było,jakby Cię serce nie bolało,nie pokazuj tego po sobie.Dbaj o siebie,swoje zdrowie,swój wygląd i o Wasze dziecko.Lepiej będzie jak córka zobaczy,że ma silną matkę na którą może liczyć.Kiedyś przeczytałam pewne przysłowie,chyba chińskie.
Najpiękniejszy uśmiech ma ten kto wiele wycierpiał.Zawsze jest taka smutku granica,za którą się uśmiech pogodny zaczyna.

Odeszłam od męża po 12 latach małżeństwa,dwa lata się wachałam,jeszcze mi na nim zależało.Teraz już wiem,że tak naprawdę mnie nigdy nie kochał,a ja nie miałam za co go kochać.Miał obsesję na moim punkcie,byłam jego rzeczą.Modliłam się o to,żeby sobie kogoś znalazł.Jak odeszłam,założył sobie internet i szukał kobiet,żeby udowodnić całemu światu,że nigdy sam nie będzie.Cieszę się z tego powodu,bo dał mi wreszcie spokój.
  W internecie każdy udaje przed potencjalnym kandydatem na romans kogoś kim nie jest.Kobiety idealizują mężczyzn.Prawdziwe oblicze ukazuje się tylko i wyłącznie kiedy mieszka się razem.Tak uważam.Po rozwodzie wyszłam za mąż za człowieka,który mnie znał kilka lat,byliśmy dla siebie per pani per pan.To on mnie bronił przed byłym mężem,to on jeżdził ze mną i moimi dziećmi do poradni dla ofiar przemocy domowej.Takiego człowieka mam za co kochać,moje dzieci również.
Jeżeli poukładasz swoje życie tak jak należy,dokonasz wyborów,które napewno będą dla Ciebie trudne.Możebędziesz bliska szaleństwa z rozpaczy,ale nie poddawaj się w swoich celach i decyzjach.Warto czasem dotknąć dna,żeby później wspiąć się jak najwyżej po swoje szczęście.Dopiero wtedy docenisz to co masz i będziesz śmiać się z siebie,że tak długo trwałaś w chorym związku

243

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Pewnie sama nie wie.
Teraz to nawet Mnie to nie obchodzi.
Tak jakby.Ciężko jest ponownie zaufać komukolwiek.Dlatego pisałem że,trochę rozumiem Twojego męża.On czuje i myśli zapewne to samo.Jedno Nas różni.Ja nie jestem uzależniony.No może po za kawą i fajkami.he,he.
Dobrej i spokojnej nocy

Boję się , że przeniosę ten brak zaufania w przyszłe życie. Że w każdym człowieku będę się dopatrywała uzależnień i elementów flirciarstwa z innymi. Że wpadnę w jakąś fobię. To chyba temat do pracy na terapii.


Feniks 7 napisał/a:

KOBIETO W ROZTERKACH.Niewiadomo jaby Ci źle nie było,jakby Cię serce nie bolało,nie pokazuj tego po sobie.Dbaj o siebie,swoje zdrowie,swój wygląd i o Wasze dziecko.Lepiej będzie jak córka zobaczy,że ma silną matkę na którą może liczyć.Kiedyś przeczytałam pewne przysłowie,chyba chińskie.
Najpiękniejszy uśmiech ma ten kto wiele wycierpiał.Zawsze jest taka smutku granica,za którą się uśmiech pogodny zaczyna.

Masz rację ... córka się o mnie martwi . Widzi  co się ze mną dzieje ... często rano wstaję i już od razu łzy mi kapią - bez mojego wpływu na to. Po prostu tak jest.

Feniks 7 napisał/a:

Odeszłam od męża po 12 latach małżeństwa,dwa lata się wachałam,jeszcze mi na nim zależało.Teraz już wiem,że tak naprawdę mnie nigdy nie kochał,a ja nie miałam za co go kochać.Miał obsesję na moim punkcie,byłam jego rzeczą.Modliłam się o to,żeby sobie kogoś znalazł.Jak odeszłam,założył sobie internet i szukał kobiet,żeby udowodnić całemu światu,że nigdy sam nie będzie.Cieszę się z tego powodu,bo dał mi wreszcie spokój.
  W internecie każdy udaje przed potencjalnym kandydatem na romans kogoś kim nie jest.Kobiety idealizują mężczyzn.Prawdziwe oblicze ukazuje się tylko i wyłącznie kiedy mieszka się razem.Tak uważam.

Też tak uważam. Ja też mam na swoim forum alternatywną osobowość - choć właściwie mogę chyba powiedzieć, że miałam bo teraz wszyscy mnie już dobrze znają po wielu spotkaniach . Kiedyś byłam tam twardą babą , jędzą do której mieli respekt , teraz wiedzą że pod tym wszystkim jest wrażliwa emocjonalna kobieta. 

Feniks 7 napisał/a:

Po rozwodzie wyszłam za mąż za człowieka,który mnie znał kilka lat,byliśmy dla siebie per pani per pan.To on mnie bronił przed byłym mężem,to on jeżdził ze mną i moimi dziećmi do poradni dla ofiar przemocy domowej.Takiego człowieka mam za co kochać,moje dzieci również.
Jeżeli poukładasz swoje życie tak jak należy,dokonasz wyborów,które napewno będą dla Ciebie trudne.Możebędziesz bliska szaleństwa z rozpaczy,ale nie poddawaj się w swoich celach i decyzjach.Warto czasem dotknąć dna,żeby później wspiąć się jak najwyżej po swoje szczęście.Dopiero wtedy docenisz to co masz i będziesz śmiać się z siebie,że tak długo trwałaś w chorym związku

To też, ale przede wszystkim chcę zacząć w końcu intensywnie zacząć pracować nad sobą, też na terapii. Muszę zamknąć przede wszystkim ten rozdział swojego życia i przejść krok do przodu.
Moja depresja sprawia od wielu dni, że nic mnie nie cieszy , nie widzę radości w życiu, jestem płaczliwa, nieufna, zamknięta, smutna, zła , czasem obojętna . Nie chcę żeby to się pogłębiało , a jest tak z każdym dniem. Moje huśtawki nastrojów nie są dobre ani dla mnie ani dla nikogo z mojego otoczenia. Raz obojętna i zimna jak ryba , na drugi dzień zapłakana , smutna i rozżalona, na trzeci dzień wściekła jak osa. Nie wiem jak z tego wyjść. Jak sobie poradzić z tym, żeby dojść do jakotakiej stabilizacji emocjonalnej.

W ogóle chciałam bardzo podziękować tym którzy piszą tu i wspierają mnie , ale też tym którzy piszą na maila. Bardzo dziękuję, że jesteście. Jest mi łatwiej kiedy mogę z Wami pogadać i poczytać wasze opini , wnioski - takie obiektywne , od osób stojących z boku.
To co opisuję to jest to co czuję na tu i teraz. To jest mój punkt widzenia, mój kawałek tego jak ja to widzę. Na pewno mąż widzi to zupełnie inaczej i ja to rozumiem . Nasze różne spojrzenie na sprawę jest spowodowane tym, że jesteśmy osobnymi jednostkami z innymi charakterami, innym postrzeganiem, , pamiętamy inne rzeczy bo inne po prostu utkwiły nam w pamięci , mamy takie wrażenia jak zapamiętaliśmy, czuliśmy. On zapamiętał ze związku, że było dobrze, bezpiecznie, spokojnie , pewnie .... ja też to zapamiętałam, ale też to że było mi często bardzo samotnie, często smutno , że brakowało mi tego żeby czuć się kobietą zaopiekowaną, brakowało bliskości. Mój błąd, że nie wyciągałam po to ręki , może gdybym prosiła, rozmawiała o tym - byłoby mi dane . Ale nie prosiłam, tak jak on nie prosił o to żebym pozwoliła mu się poczuć mężczyzną w tym związku. To się nazywa problem z komunikacją chyba. Nie potrafiliśmy rozmawiać o swoich potrzebach i oczekiwaniach.
Smutne to.

Wczoraj miałam w sobie dużo złości która mnie napędzała , dziś mi po prostu smutno .
Wracam do domu , trzeba wziąć się do roboty , odremontować pozostałe pokoje i w przyszłym tygodniu wystawić dom na sprzedaż.

Życzę wszystkim miłego i spokojnego dnia.

244

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

[...] No i kwestia zaufania i wybaczenia. On nie wybacza - taki typ, tak twierdzi i ja też wiem że taki jest.
Zastanawiam się od wielu dni , czy warto mieć nadzieję ...

Pisałem to w wielu wątkach. Wybaczenie nie jest potrzebne Tobie, ale jemu. Przebaczenie, to wyrzucenie gruzu, z którego zbudował mur (to właściwie nie jest budowla, ale kupa gruzu).

Często sprawę się odwraca i prosi się o przebaczenie. To opaczność. Ona często myli się ludziom z Opatrznością, czyli zdolnością patrzenia w Prawdzie.

Jeśli nie możesz do Męża dotrzeć wprost, to dotrzyj za Pośrednictwem. Nie chodzi o Tobie, czy my tracimy Nadzieję, ale czy Nadzieja traci nas, a dzieje się to wtedy, gdy odchodzimy zamiast trwać. Planowanie odejścia przynosi chwilową ulgę, ale realizacja złego planu rzadko przynosi zadowolenie.

245

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kobieto w rozterkach.Dzieci bardzo przeżywają rozstanie rodziców,martwią się jeśli dorośli sobie nie radzą z sytuacją.Sama mam miękki charakter,musiałam jednak stwardnieć odrobinę dla dzieci.Musisz być mądra,przemyśleć dobrze swoje decyzje.
  Osobom postronnym łatwiej się radzi co  zrobić,bo nie wiedzą jak to jest naprawdę.Z drugiej strony mogą dostrzec więcej niż my,ponieważ nie potrafimy realistycznie ocenić swojej sytuacji.Warto jest kogoś się doradzić lecz Ty sama musisz wiedzieć na czym Ci tak naprawdę zależy i podejmować tylko wartościowe decyzje.
Dasz radę ze wszystkim.Zobaczysz.Będziesz jeszcze szczęśliwa.

  Poradnia jest dobrym pomysłem,łatwiej Ci będzie.Ja sama(może w innej sprawie)chodziłam na grupowe spotkania.Na początku nie potrafiłam nic powiedzieć,jąkałam się z nerwów,trzęsłam i zanosiłam się płaczem.Potem już było tylko łatwiej.Rozejrzałam się w okół i zaczęłam uczyć się nie tyle na swoich błędach,co na błędach innych osób.
  Pół roku brałam środki antydepresyjne,bo doprowadziłam się do takiego stanu,że nie miałam siły wstać z łóżka.Lekarz stwierdził,że żadne tabletki mi nie pomogą,tylko zmiana otoczenia...I  faktycznie miał rację.Dlatego proszę Cię dbaj o siebie i nie doprowadzaj się do rozpaczy.Z każdej sytuaji jest jakieś wyjście...

246 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-02-16 11:15:16)

Odp: czy warto mieć nadzieję
Feniks 7 napisał/a:

Kobieto w rozterkach.Dzieci bardzo przeżywają rozstanie rodziców,martwią się jeśli dorośli sobie nie radzą z sytuacją.Sama mam miękki charakter,musiałam jednak stwardnieć odrobinę dla dzieci.Musisz być mądra,przemyśleć dobrze swoje decyzje.
  Osobom postronnym łatwiej się radzi co  zrobić,bo nie wiedzą jak to jest naprawdę.Z drugiej strony mogą dostrzec więcej niż my,ponieważ nie potrafimy realistycznie ocenić swojej sytuacji.Warto jest kogoś się doradzić lecz Ty sama musisz wiedzieć na czym Ci tak naprawdę zależy i podejmować tylko wartościowe decyzje.

decyzje są podjęte - pozostaje tylko się z nimi pogodzić i zrobic krok naprzód , bo jak do tej pory to robie krok naprzód i dwa do tyłu...
nie potrafię się z tym ogarnąć, choć wiem że muszę , zamartwianie nic mi nie da

Feniks 7 napisał/a:

Dasz radę ze wszystkim.Zobaczysz.Będziesz jeszcze szczęśliwa.

  Poradnia jest dobrym pomysłem,łatwiej Ci będzie.Ja sama(może w innej sprawie)chodziłam na grupowe spotkania.Na początku nie potrafiłam nic powiedzieć,jąkałam się z nerwów,trzęsłam i zanosiłam się płaczem.Potem już było tylko łatwiej.Rozejrzałam się w okół i zaczęłam uczyć się nie tyle na swoich błędach,co na błędach innych osób.
  Pół roku brałam środki antydepresyjne,bo doprowadziłam się do takiego stanu,że nie miałam siły wstać z łóżka.Lekarz stwierdził,że żadne tabletki mi nie pomogą,tylko zmiana otoczenia...I  faktycznie miał rację.Dlatego proszę Cię dbaj o siebie i nie doprowadzaj się do rozpaczy.Z każdej sytuaji jest jakieś wyjście...

u mnie chyba też będzie lepiej dopiero jak już się wyprowadzę i odetnę od tego wszystkiego
ale to jeszcze wiele miesięcy , trudnych miesięcy przede mną

Animus napisał/a:

Jeśli nie możesz do Męża dotrzeć wprost, to dotrzyj za Pośrednictwem. Nie chodzi o Tobie, czy my tracimy Nadzieję, ale czy Nadzieja traci nas, a dzieje się to wtedy, gdy odchodzimy zamiast trwać. Planowanie odejścia przynosi chwilową ulgę, ale realizacja złego planu rzadko przynosi zadowolenie.

Plan jest dobry , tutaj już nic z tego nie będzie ...
Na pewno jest i będzie jeszcze ciężko , bardzo ciężko, mnie - bo on już się pogodził z decyzją  - ale może kiedyś będzie lepiej ...

247

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie mów hop zanim nie przeskoczysz.
Nie chcę krakać ale właśnie Twoja przeprowadzka może być impulsem do dzialania dla Twojego męża.
Gdyby był na Jego miejscu i miał,jak Ty twierdzisz,podjętą decyzję a w zanadrzu inną kobietę to co by Mnie powstrzymywało przed wyprowadzką?.
Pomyśl albo zapytaj męża dlaczego wciąż z Tobą mieszka skoro ma inną kobietę.Czy dlatego że,wciąż jesteście małżeństwemi?.Chyba nie bo to małżeństwo w obecnym stanie to tylko papierek.Więc powtarzam.Co Go jeszcze trzyma w domu?.Wygoda?.A może coś jeszcze?.Może ta decyzja nie jest tak dogłębnie przemyślana i On wacha się lub czeka na coś co popchnie Go w jedną lub drugą stronę?.Porozmawiaj z Nim o tym.Nigdy nie jest zbyt późno na rozmowę.Nawet jak są podjęte jakieś decyzje.
Moim zdaniem Twój mąż nie jest pewien swojej decyzji.Przecież nie powie Ci tak wprost że,Kocha Ciebie i ma wątpliwości.Prawda?.Nie powie bo od zawsze miał z tym problemy.
Pisałaś że,nie pozwalałaś Mu być prawdziwym mężczyzną.Tak?.
To może teraz jest na to czas?.
Twoim błędem jest to że,Ty chcesz i wymagasz poprawy tu i teraz.Nie rób tego.Daj Mu czas.Daj czas też Sobie.Nawet jeśli miałoby to oznaczać wyprowadzkę z domu.Przecież Twoja zdrada była tak nie dawno.Prawda?.Myšlisz źe,w tak krótkim czasie On da radę pogodzić się z faktem że,nie jest/był jedynym facetem w Twoim sercu?.

248

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Nie mów hop zanim nie przeskoczysz.
Nie chcę krakać ale właśnie Twoja przeprowadzka może być impulsem do dzialania dla Twojego męża.
Gdyby był na Jego miejscu i miał,jak Ty twierdzisz,podjętą decyzję a w zanadrzu inną kobietę to co by Mnie powstrzymywało przed wyprowadzką?.
Pomyśl albo zapytaj męża dlaczego wciąż z Tobą mieszka skoro ma inną kobietę.Czy dlatego że,wciąż jesteście małżeństwemi?.Chyba nie bo to małżeństwo w obecnym stanie to tylko papierek.Więc powtarzam.Co Go jeszcze trzyma w domu?.Wygoda?.A może coś jeszcze?.Może ta decyzja nie jest tak dogłębnie przemyślana i On wacha się lub czeka na coś co popchnie Go w jedną lub drugą stronę?.Porozmawiaj z Nim o tym.Nigdy nie jest zbyt późno na rozmowę.Nawet jak są podjęte jakieś decyzje.
Moim zdaniem Twój mąż nie jest pewien swojej decyzji.Przecież nie powie Ci tak wprost że,Kocha Ciebie i ma wątpliwości.Prawda?.Nie powie bo od zawsze miał z tym problemy.

Nie rozumiem po co robisz jej nadzieję ? tu naprawdę nie chodzi już o to, że on podjął decyzję a właściwie nie wie czy podjął. Tu chodzi o to że facet nie jest zdolny do kompromisu, do współpracy  i nie tylko po fakcie zdrady. Trzeba przyjąć do wiadomości, że są ludzie z którymi po prostu nam nie wyjdzie. Jak przeczytasz dokładnie ten wątek to zauważysz, że etap rozmów, negocjacji, próby zrozumienia - już był.

Pisałaś że,nie pozwalałaś Mu być prawdziwym mężczyzną.Tak?.
To może teraz jest na to czas?.
Twoim błędem jest to że,Ty chcesz i wymagasz poprawy tu i teraz.Nie rób tego.Daj Mu czas.Daj czas też Sobie.Nawet jeśli miałoby to oznaczać wyprowadzkę z domu.Przecież Twoja zdrada była tak nie dawno.Prawda?.Myšlisz źe,w tak krótkim czasie On da radę pogodzić się z faktem że,nie jest/był jedynym facetem w Twoim sercu?.

Takie drążenie tematu w kółko. Autorka powinna  iść do przodu a nie roztkliwiać się nad dorosłym mężczyzną.
Jeżeli byłaby wola czegokolwiek to byłaby i praca a nie ucieczka.

Kobietko jeszcze nie raz przyjdą wątpliwości, złość, rozpacz ale najgorsze to jest chodzenie w kółko. Musisz się przygotować na to, że pewne etapy "żałoby" niestety trzeba przejść. Wiesz, że to może trwać i odezwać się po latach, pamiętaj jednak o tym co ci napisałam. Wiem, że trudno nauczyć się na cudzych błędach, ale warto mieć na uwadze doświadczenie osoby która poszła krok dalej i efekt znasz. Powiedziałabym, że w twoim przypadku wcale nie musi być tak samo, ale niestety biorąc pod uwagę to co napisałaś obawiam się, że efekt końcowy byłby ten sam.

249

Odp: czy warto mieć nadzieję

KGB
Ja daję Jej nadzieję?.
Tak,daję bo widzę że,nie wszystko jest stracone.A Ty?.Hm.Może zastanów się nad swoim obiektywizmem zanim cokolwiek i komukolwiek doradzisz.Jak czytam Twoje posty to większość nakierowana jest na rozstanie.Dlaczego?.Masz z tym problem?.
Może zauważ że,w przypadku autorki to co się dzieje trwa dość krótko by już teraz definitywnie mówić że,to koniec.Fakty są takie że,w kilka miesięcy nie da się naprawić zaszłości z kilku lub kilkunastu lat.
Twierdzisz że,nie czytam wątku autorki.Otóż czytam.Kompletnym brakiem odpowiedzialności z Mojej strony byłoby dawanie rad gdybym nie czytał wszystkich wypowiedzi.To raczej Ty czytasz tylko wybiórczo to co akurat pasuje do Twojej tezy.
Nie obrażaj się za słowa prawdy.Proszę.

250

Odp: czy warto mieć nadzieję

Męski punkt widzenia jest inny niż kobiecy,ale faktycznie,może jest trochę racji w tym-dlaczego mąż naszej KOBIETY W ROZTERKACH nic nie robi z faktem wyprowadzki.Może to wygoda,może przyzwyczajenie,a może sam się jeszcze wacha mimo podjętych decyzji,może nie jest pewien swoich uczuć.Napewno czas to roztrzygnie.Decyzje decyzjami,ale jak na spokojnie się do tego podejdzie,rozwiązanie samo przyjdzie.
Pamiętam,że kiedy odeszłam od męża,fakt,że z czasem pojawił się w moim życiu inny mężczyzna-bardzo go zabolał(reagował jeszcze bardziej agresywnie w stosunku do mnie),U Was sytuacja wygląda trochę inaczej.Teraz w nowym związku nie mogłabym zaakceptować zdrady,bo bardzo zależy mi na mężu.Zaufanie,wsparcie tej drugiej połowy w zdrowiu i chorobie...i miłość,wspólne omawianie problemów...u Was już dawno tego zabrakło.Życie i czas pokaże rozwiązanie.Cokolwiek się nie wydarzy,bądź silna.Wierzę w to,że dasz radę.

251 Ostatnio edytowany przez KGB (2013-02-16 13:18:05)

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

KGB
Ja daję Jej nadzieję?.
Tak,daję bo widzę że,nie wszystko jest stracone.A Ty?.Hm.Może zastanów się nad swoim obiektywizmem zanim cokolwiek i komukolwiek doradzisz.Jak czytam Twoje posty to większość nakierowana jest na rozstanie.Dlaczego?.Masz z tym problem?.
Może zauważ że,w przypadku autorki to co się dzieje trwa dość krótko by już teraz definitywnie mówić że,to koniec.Fakty są takie że,w kilka miesięcy nie da się naprawić zaszłości z kilku lub kilkunastu lat.
Twierdzisz że,nie czytam wątku autorki.Otóż czytam.Kompletnym brakiem odpowiedzialności z Mojej strony byłoby dawanie rad gdybym nie czytał wszystkich wypowiedzi.To raczej Ty czytasz tylko wybiórczo to co akurat pasuje do Twojej tezy.
Nie obrażaj się za słowa prawdy.Proszę.

Rogacz absolutnie nie czuję się urażona ani obrażona. Każdy z nas ma inny pogląd na to co czyta. Piszesz o zachowaniu obiektywizmu - od samego początku go zachowuję. Jeśli trafiłbyś na inne moje wątki, posty to pewnie zauważyłbyś, że jestem zwolenniczką "walki do końca", że podpowiadam ludziom w jaki sposób skutecznie się komunikować, że stawiam na rozmowę i dobre zakończenia smile .
W tym jednak wypadku trudno o takowe nastawienie, ponieważ mamy do czynienia z człowiekiem który tego nie chce. Może to wynikać z jego uzależnienia i powtarzałam to dużo razy, że osoba ta ma zniekształconą rzeczywistość i niestety ale bez terapii, przede wszystkim chęci jego na terapię - utkną w martwym punkcie.
Zaufaj mi, że wszystko co piszę jest oparte na wieloletnim doświadczeniu własnym a także innych ludzi.
Kibicuję żeby ludzie znajdowali konsensus - ale to możliwe jest tylko i wyłącznie wtedy jak ma się "trzeźwy umysł".  W którymś z postów autorka napisała o tym, że zaczął pić piwo i może być to powrót do uzależnienia - nie, to nie jest powrót on cały czas jest uzależniony i on tego nie widzi, obwinia Kobietę o to że mu zarzuca uzależnienie -typowy mechanizm wyparcia.
Więc pytam: jak mają walczyć o małżeństwo skoro ten człowiek nie radzi sobie sam ze sobą ? dopóki tego nie zmieni - nie zmieni się ich wspólne życie.  Namawiałabym Autorkę do tego aby walczyła, aby się nie poddawała i wspierała go w chorobie - ale jaki jest sens tego skoro on tego nie chce sam dla siebie ? Dopóki sam nie zrozumie  to ona i tym samym ich małżeństwo będzie w rozsypce.

Zapewniam również, że wątek ten śledzę od początku z dużym skupieniem i zaangażowaniem o czym Autorka wątku na pewno wie.

252

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ok.KGB(skąd ten nick?)
To proszę przeczytaj ponownie Moje posty w tym wątku bo Mam wrażenie że,chyba żle je zrozumiałaś.

253

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Ok.KGB(skąd ten nick?)
To proszę przeczytaj ponownie Moje posty w tym wątku bo Mam wrażenie że,chyba żle je zrozumiałaś.

Nie wykluczone, w końcu mamy barierę komunikacyjną nie do pokonania smile

KGB może nie brzmi najlepiej, ale jak logowałam się na forum byłam w średniej kondycji i nie pomyślałam hah  - to moje inicjały po prostu.

254

Odp: czy warto mieć nadzieję
Feniks 7 napisał/a:

Męski punkt widzenia jest inny niż kobiecy,ale faktycznie,może jest trochę racji w tym-dlaczego mąż naszej KOBIETY W ROZTERKACH nic nie robi z faktem wyprowadzki.

Ależ robi - dziś "odpicowuje" dom przed sprzedażą, ma tydzień urlopu i dziś wziął się za robotę smile
Chciałabym rozwiać Wasze wątpliwości - on już podjął decyzję - a dlaczego się nie wyprowadził dotąd? bo po prostu nie ma gdzie , tak jak i ja.
Finanse nas trzymają - nie chciał zostawić mnie tu "na lodzie"  , tak jak i ja jego - zresztą i tak to bez znaczenia, bo nie mamy gdzie iść.
Tutaj, w temacie wyprowadzki nie ma co sie doszukiwać niczego poza aspektem finansowym. Tak z jego jak i z mojej strony.

Właśnie oglądałam mieszkania na stronach biur nieruchomości, coś się ruszyło, jest dużo nowych ofert .... żeby tylko udało nam się sprzedać dom w dobrej cenie, to już będzie z górki. Wiem, że teraz ciężko jest ze sprzedażą nieruchomości - kryzys, ludzie tracą pracę, no i banki niechętnie udzielają kredytów hipotecznych , trzeba zarabiać naprawdę sporo żeby wziąć na kredyt nieruchomość.

Myślałam dziś co z naszymi zwierzakami - mamy trzy psy i kota , córka do wszystkich bardzo przywiązana ... mogę zabrać z sobą najwyżej dwa psy i kota - a to i tak wiele na blokach , wiem że córa bardzo przeżyje "odpuszczenie" któregokolwiek ze zwierzaków. No i przeraża mnie trzymanie ich na blokach , dotąd przyzwyczajone są do domu z ogrodem , nie bardzo potrafią nawet chodzić na smyczay , chyba czas je uczyć - ciężko będzie się im przestawić, jak i nam wszystkim.
Nocowałam u mamy na blokach dziś - nowe dźwięki, wszystko słychać co u sąsiadów ... masakra. Sąsiedzi mnie wywalą z tymi szczekaczami moimi sad . I kota trza będzie pilnować, coby nie skakał z balkonu.
Chciałabym mieszkanie na niskim piętrze - 1 , może 2 ... przyzwyczaiłam się już do domu , boje się wysokości. Mam nadzieję, że uda mi się takie znaleźć.

Jakoś się trzymam - najgorsze są wieczory.
Dziękuję Wam za to, że jesteście i piszecie .... raźniej mi.

255

Odp: czy warto mieć nadzieję

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

256

Odp: czy warto mieć nadzieję

Mam takie przeczucie że,jeszcze życie Cię zaskoczy.
Nie traktuj tego jako dawanie nadziei ale coś Mi w tym zachowaniu Twojego męża nie gra.
Czas pokaże.
Tylko szkoda że,Ty jak i chyba Twój mąż tak szybko się poddajecie.
Jego w pewnym sensie rozumiem ale Ty?.

257

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

http://mainhg.demotywatory.pl/uploads/2 … 25_500.jpg

i w podkladzie muzycznym Pawel Wojcik "niech sie toczy"...

258 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-02-16 21:57:03)

Odp: czy warto mieć nadzieję
rogacz76 napisał/a:

Mam takie przeczucie że,jeszcze życie Cię zaskoczy.
Nie traktuj tego jako dawanie nadziei ale coś Mi w tym zachowaniu Twojego męża nie gra.
Czas pokaże.

Tak naprawdę jest po prostu spokojnym zdecydowanym człowiekiem , podjął decyzję i czeka na realizację celu...
Zabija emocje i uczucia w grze lub u Moni , tak jak ja tu - w internecie , każde w swoim pokoju ... bo już oboje nie widzimy sensu i najzdrowiej jest siebie omijać wieczorami ... wieczory są dla mnie najgorsze , noce jeszcze bardziej - mam ochotę się przytulic, ale wiem że to tylko pogorszy sprawę.... że powiększy ból... do tej pory każde spało w swoim kącie łóżka - dziś chyba wyniosę się ze wspólnej sypialni do wolnego pokoju , będzie mi ciężej przez kilka dni ale wiem że na dłuższą metę będzie to lepsze dla mnie ... nie bedzie mnie kusiło przytulanie się do kogoś kto już mnie tak naprawdę nie chce.
Robię wszystko żeby zagłuszyć myśli i jego spokojny radosny głos dobiegający z jego pokoju  , zamykam drzwi, słucham muzyki , łażę po necie .... jest mi wyjątkowo ciężko, bo nie ma dziecka w domu , czuję ogrom samotności teraz ...
Jutro wrócą obie córki to może będzie mi lżej , poświęcę im czas ...

naprawdę dałabym wiele, żeby móc przeskoczyć do momentu kiedy już sprzedamy dom, kupimy mieszkania i każde zamieszka osobno - widok jego obok jest dla mnie trudny wiedząc, że no co tu dużo - już jego serce do mnie nie należy ... nie jest już mój ....
nie wiem czy teraz jest czyjś, czy niczyj - ale na pewno nie jest już mój ...

rogacz76 napisał/a:

Tylko szkoda że,Ty jak i chyba Twój mąż tak szybko się poddajecie.
Jego w pewnym sensie rozumiem ale Ty?.

Tak, poddałam się bo nie zostawił mi nadziei ... dał mi jasno do zrozumienia kim dla niego jestem, a przede wszystkim  kim dla niego nigdy nie będę...
Też ja zaczęłam zmieniać sposób myślenia - jest udręczony przez to co ja zrobiłam i ma prawo się czuć pokrzywdzony , ale on tez nie był fair ... podjął romans czy flirt który miał być skonsumowany niebawem i który związał go emocjonalnie z inną kobietą jeszcze podczas trwania naszego związku - jakikolwiek nie był, ale jeszcze był . Mówił , że zrobił to bo mnie już skreślił. Nie powiedział mi wcześniej że mnie skreślił , nie powiedział mi jasno tego , nie powiedział wprost - być może dawał jakieś znaki, mówił o tym że sobie nie radzi z tym co czuje, ale ja tego tak nie odbierałam dosłownie - widać nie powiedział jasno że chce się rozstać, nie zakończył naszego małżeństwa zanim to zrobił- zanim powiedział czy napisał tej kobiecie : "kocham cię, tęsknię, pokażę ci jaki będę czuły kiedy już się spotkamy". Powinien powiedzieć mi jasno: mam kogoś , zbyt długo czekałem na twoje obudzenie - nie zrobił tego. Nie zrobił dlatego, ze stchórzył - bo łatwiej jest obarczać winą kogoś innego niż dopuścić choć część jej do siebie. W dodatku zgodził się wziąć udział w terapii małżeńskiej - dając tym samym nadzieję, dużo nadziei. Odbyliśmy kilka spotkań zanim na ostatnim w końcu wydusił, że to nie ma sensu i nie będzie więcej brał w tym udziału.
Był  wobec mnie nie w porządku - tak jak ja wtedy wobec niego.
Dlatego - też straciłam do niego przez to i zaufanie i szacunek tak jak on do mnie.
Tym bardziej, że dla swojego czystego sumienia wpędził mnie w takie poczucie winy , że miałam już naprawdę myśli samobójcze. Dla swojego rozgrzeszenia, nie widzi błędów - umniejszał je - a mnie wpędził w taki stan, że masakra tym  " to wszystko twoja wina".
Powtórzę: to nie był zdrowy związek - wina leży po obu stronach za rozpad, za życie "obok".

Nie będę już walczyć , po prostu muszę wycierpieć swoje i doczekać do momentu wyprowadzki ...
a potem - poradzić sobie ...
przede wszystkim muszę się jakoś ogarnąć - muszę się uczyć- w czerwcu kończę ostatni semestr , czekają mnie trudne egzaminy- już powinnam się do nich przygotowywać... a nie potrafię w tym rozbiciu ...

259

Odp: czy warto mieć nadzieję
bags napisał/a:
kobieta w rozterkach napisał/a:

http://mainhg.demotywatory.pl/uploads/2 … 25_500.jpg

i w podkladzie muzycznym Pawel Wojcik "niech sie toczy"...

Cześć, Bags ... fajnie że zajrzałeś , miło mi Cię widzieć - co mi dziś powiesz ciekawego?  smile

260

Odp: czy warto mieć nadzieję

Mam takie przeczucie
...
Czas pokaże
...
podjął decyzję i czeka na realizację celu
...
Zabija emocje i uczucia w grze lub u Moni , tak jak ja tu - w internecie , każde w swoim pokoju...
...
jest udręczony przez to co ja zrobiłam i ma prawo się czuć pokrzywdzony ,ale on tez nie był fair ... podjął romans czy flirt który miał być skonsumowany niebawem i który związał go emocjonalnie z inną kobietą jeszcze podczas trwania naszego związku - jakikolwiek nie był, ale jeszcze był . Mówił , że zrobił to bo mnie już skreślił. Nie powiedział mi wcześniej że mnie skreślił , nie powiedział mi jasno tego , nie powiedział wprost - być może dawał jakieś znaki, mówił o tym że sobie nie radzi z tym co czuje, ale ja tego tak nie odbierałam dosłownie - widać nie powiedział jasno że chce się rozstać, nie zakończył naszego małżeństwa zanim to zrobił

Moze zabrzmi to brutalnie, ale On to powiedzial poprzez zdrade emocjonalna Ciebie teraz:

napisał tej kobiecie : "kocham cię, tęsknię, pokażę ci jaki będę czuły kiedy już się spotkamy". Powinien powiedzieć mi jasno: mam kogoś , zbyt długo czekałem na twoje obudzenie - nie zrobił tego. Nie zrobił dlatego, ze stchórzył - bo łatwiej jest obarczać winą kogoś innego niż dopuścić choć część jej do siebie.

Zrobilas swojemu zwiazkowi wielkie kuku swego czasu, facet podjal sie walki o malzenstwo razem z Toba:

W dodatku zgodził się wziąć udział w terapii małżeńskiej - dając tym samym nadzieję, dużo nadziei. Odbyliśmy kilka spotkań zanim na ostatnim w końcu wydusił, że to nie ma sensu i nie będzie więcej brał w tym udziału.

Co by nie mowic, to podjal sie wielkiego wyzwania dla Was... ale poddal sie w perfidny sposob. Nie bedzie bral w tym udzialu... a z Monia, "pudlem" i alkoholem co robi???

to nie był zdrowy związek - wina leży po obu stronach za rozpad, za życie "obok"

AMEN
Moze sie myle ale duma i zaslepienie panienka ze szklanego ekranu dodaje mu odwagi na teraz... ktorej kiedys bedzie zalowal, gdy najdzie go refleksja po tym, co Ty zrobilas do tej pory dla zwiazku.

"Kto nie chce kiedy moze, nie bedzie mogl kiedy bedzie chcial" to powiedzenie sprawdza sie - przynajmniej dla mnie - na kazdym kroku. I obawiam sie, ze za jakis czas Nasi partnerzy tez beda chcieli cos zrobic...

Posty [ 196 do 260 z 1 076 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 17 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026