Miłość ? uczucie skierowane do
osoby połączone z pragnieniem
dobra i szczęścia. Miłość może być
rozumiana jako emocja wywołana
poczuciem silnej więzi
międzyludzkiej. Określenie "miłość"
może odnosić się do różnorodnych
uczuć, stanów i postaw. Miłość daje
zadowolenie i umożliwia
samorealizację dzięki obecności
drugiego człowieka. Rozmaitość
użyć i znaczeń połączona z
zawiłością uczuć i postaw
składających się na miłość
powoduje, że jest trudna do
jednoznacznego zdefiniowania.
Miłość jest przedmiotem i źródłem
inspiracji dla twórców sztuki oraz
literatury, religii i psychologii.
Przez niektórych ludzi bywa
uważana za sens życia ludzkiego ?
czyniąca je prawdziwym i w pełni
szczęśliwym.
Podobne tematy
717 2013-04-01 15:26:58 Ostatnio edytowany przez KGB (2013-04-01 15:28:09)
No właśnie tak myslę nad tym od wczoraj. Wczoraj był bardzo ciężki dzień, wspólne święta, wspólne wizyty u rodziny - uruchomiły we mnie znowu "chciejstwo" które znowu skończyło sie rozmową z mężem (podczas jazdy samochodem- byliśmy sami , córki jechały drugim samochodem). Znowu dałam mu informację, że jeszcze chcę - i znowu otrzymałam zwrotnie że on nie , z wielu powodów.
Nie rozumiem dlaczego ciągle do tego wracasz jakimiś rozmowami. On teraz nie myśli racjonalnie, ma jakąś "nowość" jest zafascynowany a to że przyprawiłaś mu rogi jest świetnym argumentem dla niego w obecnej sytuacji, żebyś tylko się odczepiła i żeby broń Boże nie było w tym jego winy!
To już ostatnia taka rozmowa, więcej nie będę już z nim rozmawiać.
Ciągle to powtarzasz..... ale rozumiem czasami potrzebujemy kilka solidnych kopniaków, żeby dotarło.
Bo ta rozmowa uświadomiła mi jak wiele rzeczy się podziało , i jak bardzo rozbieżne były nasze oczekiwania w związku.
Rozgrzebujesz ciągle tą ranę, więc jak chcesz żeby ci było lepiej ?
Dodatkowo też sporo lęku przed przyszłością, przed samotnością, przed nieznanym.
Otóż to.
No i nie ułatwiają tego wspólnie przeżyte lata, bo przecież było dużo dobrych chwil jednak, piękne wspomnienia.
Chyba dlatego tak trudno się uwolnić . Nie potrafię sobie wybaczyć i dać wolności, uwolnić od tego że muszę. Tak mi się wydaje, że poczucie winy mnie trzyma w tym stanie.
Piękne chwile i wspomnienia są ok, ale jakim kosztem ?
Przestań patrzeć ciągle wstecz, bo w końcu przegapisz coś w przyszłości. Szkoda uciekającego czasu na rozpamiętywanie. Było ale już nie ma. Przeszłości już nie ma ! - nie masz na nią wpływu, przyszłości jeszcze nie ma - i tu coś możesz zdziałać.
Wczoraj zrozumiałam , że czas też na mnie. Że nie muszę nikomu ani sobie nic udowadniać . Tylko zacząć po prostu żyć zamykając ten rozdział.
Chciałabym aby poza słowem pisanym zaczęło być to dla ciebie faktem !
Trudne to mieszkając pod jednym dachem , o wiele trudniejsze niż jakbyśmy mieszkali osobno, ale nie ma innej opcji - finanse nas trzymają. Musimy sprzedać dom - jak najszybciej.
I kiedy już się wyprowadzę do swojego mieszkania , na początku będzie trudniej - ale później już tylko łatwiej.
A wiesz co myślę, że finanse finansami ale w gruncie rzeczy wygląda to tak :
on się nie wyprowadza bo jest mu wygodnie a tobie to trochę na rękę bo póki fizycznie jest to masz nadzieję.
A ja bym wynajęła, albo poszła do rodziców, kogokolwiek do czasu sprzedaży a on niech sobie radzi, niech poczuje jak zabraknie mu kogoś kto go całe życie za rączkę prowadzi. Swoją postawą "zrozumienia" kolejny raz dajesz mu poczucie niańczenia.
Swoją drogą gdyby trafił na mnie to uwierz mi, że razem z tym swoim pudełkiem już dawno byłby na bruku. Facet bez jaj.
I tak myślę kobieto, ten człowiek nie zawalczył kiedyś o wasze małżeństwo, nie walczył teraz on ciągle idzie na łatwiznę
Skoro tak go zabolał fakt zdrady to mógł dać ci kopa w cztery litery bezpowrotnie. Jestem przekonana, że on w swoim życiu działa tak żeby mieć poprostu wygodnie i broń Panie Boże nie narobić się przy tym.
Weź się w garść, bo nie ma o kogo walczyć.
ps. nawet kochanki sobie nie umie znaleźć realnej tylko jak nastolatek odlatuje w internecie. Żenada.
Rozgrzebujesz ciągle tą ranę, więc jak chcesz żeby ci było lepiej ?
No kurcze - właśnie.
Kilka dni dobrych , a potem nagle nadchodził taki dzień, że masakra.
Wiem, że to dla mnie nie jest dobre , postaram się już nie grzebać.
Wiem , że było dużo winy mojej i dużo winy jego. Stało się co sie stało i się nie odstanie.
Grzebanie , tak - ale na psychoterapii żeby uświadomić sobie realnie jakie mam problemy z sobą w kontekście błędów popełnianych i żeby ich kiedyś nie powtórzyć.
Przestań patrzeć ciągle wstecz, bo w końcu przegapisz coś w przyszłości. Szkoda uciekającego czasu na rozpamiętywanie. Było ale już nie ma. Przeszłości już nie ma ! - nie masz na nią wpływu, przyszłości jeszcze nie ma - i tu coś możesz zdziałać.
Poczucie winy nie dawało mi się chyba ogarnąć , ale to prawda - nie zmienię już przeszłości, mogę tylko patrzeć w przyszłość.
Poczucie winy jest , bo zrobiłam wiele rzeczy źle w małżeństwie , ale on też popełnił mnóstwo błędów.
Powiedzmy, że jest remis.
Masz rację - czas już się ogarnąć i nie roztrząsać, analizować, gdybać . Nic mi to teraz nie da.
Chciałabym aby poza słowem pisanym zaczęło być to dla ciebie faktem !
Tak jakoś mam wrażenie, że od wczoraj - jest. Muszę podtrzymywać ten stan.
A wiesz co myślę, że finanse finansami ale w gruncie rzeczy wygląda to tak :
on się nie wyprowadza bo jest mu wygodnie a tobie to trochę na rękę bo póki fizycznie jest to masz nadzieję.
A ja bym wynajęła, albo poszła do rodziców, kogokolwiek do czasu sprzedaży
Hm ... tutaj się nie zgodzę.
Nie zostawi żadne z nas domu , bo to by się równało z zadłużeniem go na kredycie, żadne z nas nie jest w stanie w pojedynke tego domu opłacić , utrzymać i płacić miesięcznie ratę kredytu - na to żeby postąpić w ten sposób nie możemy sobie pozwolić bo będzie problem ze sprzedażą jak go zadłużymy. To będzie nasz wspólny problem, duży problem - i dlatego się tutaj jeszcze kisimy . Przynajmniej ja mam taki powód.
Naprawdę wolałabym już mieszkać osobno , dużo by mi to dało.
Ale postaram się teraz odciąć emocje przynajmniej w kwestii mojego jeszcze męża.
Już przyjęłam, że nadziei nie ma ma ten związek - każdy zaczyna od nowa układać swoje życie.
On jedzie teraz w weekend do Moni , ja za półtora tygodnia w góry na kilka dni , a potem na przełomie kwietnia i maja za granicę na prawie 2 tygodnie .
Już zaczynamy osobno .
Muszę go zacząć traktować (w swojej głowie też) jak współlokatora a nie bliską mi osobę - to powinno pomóc.
Weź się w garść, bo nie ma o kogo walczyć.
Postaram się wziąć ![]()
719 2013-04-01 17:40:25 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-01 17:49:38)
Przepraszam że,zapytam.
Te Twoje wyjazdy to samotne czy z pseudo przyjacielem?.
Można odnieść takie wrażenie że,aż tak panicznie boisz tego jutra że,wracasz wciąż do tego co było wczoraj.
Przepraszam że,zapytam.
Te Twoje wyjazdy to samotne czy z pseudo przyjacielem?.
Można odnieść takie wrażenie że,aż tak panicznie boisz tego jutra że,wracasz wciąż do tego co było wczoraj.
Z przyjacielem.
Cokolwiek nie napiszę w tej sprawie , nie będzie żadnym usprawiedliwieniem w Waszych oczach .
Napiszę tylko, że wcześniej powodów takiej decyzji (wznowienie kontaktu) było wiele , już wcześniej o nich pisałam- zapętliłam się.
Ale dziś myślę trochę inaczej.
Dziś - na tu i teraz jednym z nich jest chęć zapomnienia o tym co było ale i przeżycie czegoś fajnego , optymistycznego, przyjemnego po kilkumiesięcznym dole i rocznej depresji.
Moja dorosła już córka powiedziała mi dziś tak żegnając się ze mną (wyjeżdżała po świętach) :
"Mamo - nie myśl kategoriami moherowych beretów - ludzie gadali, gadają i gadać będą. Nie żyjemy już w średniowieczu. Myśl teraz o sobie . Sprawiaj sobie radość. Jest ci to teraz potrzebne. Pakuj się i jedź."
Na koniec powiedziała jeszcze:
"On pozwoli ci zapomnieć - skorzystaj z tej szansy , co będzie to będzie. Ja nie myślę o tobie źle więc i ty o sobie nie myśl."
I tyle.
721 2013-04-01 19:53:04 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-01 20:05:34)
Hm.No wiesz.Jeśli 20letnia córka jest dla Ciebie wyrocznią w tego typu sprawach to jedź i używaj życia jak małolata.Słów Twojej córki to nawet nie chcę komentować jakoś szczególnie bo cechuje je kompletny brak szacunku do innych ludzi.Kropka
Wybacz to co teraz napiszę
Twoje podejście na tym etapie jest wyjątkowo mało dojrzałe i nie dziwię się że,Twój jeszcze obecny mąż ma takie podejscie do Ciebie.On jednak zna Cię lepiej niż Ty sama o tym myślisz.
Zamiast budować swoje życie na nowo Ty cofasz się w rozwoju.Bez urazy ale tak to na dziś wygląda.
Te 13lat małżeństwa,zdrada i to co było/jest teraz niczego właściwie Ciebie nie nauczyło.
Właściwie to po co to było?.Te przedstawienie pt.naprawianie związku?.Już we wcześniejszych moich postach zwracałem Ci na to uwagę ale albo udawałaś że,nie rozumiesz albo tak jest.
Smutne ale prawdziwe.
Z przykrością muszę stwierdzić że,postawa Twojego męża jest w tym temacie bardziej dojrzała niż Twoja kobieto w rozterkach.
Zamiast budować swoje życie na nowo Ty cofasz się w rozwoju.Bez urazy ale tak to na dziś wygląda.
Te 13lat małżeństwa,zdrada i to co było/jest teraz niczego właściwie Ciebie nie nauczyło.
Właściwie to po co to było?.Te przedstawienie pt.naprawianie związku?.Już we wcześniejszych moich postach zwracałem Ci na to uwagę ale albo udawałaś że,nie rozumiesz albo tak jest.
Smutne ale prawdziwe.
Zdrada się zdarzyła, bo od lat w naszym związku nie działo się dobrze. Oczywiście wiem , że zamiast się rozstać kulturalnie zdradziłam i popełniłam błąd i za ten błąd zapłaciłam najwyższą cenę. Rozpadło się moje małżeństwo już całkiem.
Ale w jednym się mylisz - ratowałam ten związek jak potrafiłam najlepiej. Zależało mi bardzo.
Stało się to co się stało, mąż nie potrafi z tym żyć- przeszłości nie odwrócę , czasu nie cofnę.
Wycierpiałam swoje , mąż też.
Teraz już oboje nie chcemy , bo nie ma tu już co ratować. Nadszedł czas kiedy oboje się poddaliśmy.
Nie musisz mnie wpędzać w poczucie winy, mam je cały czas.
Ale wiem, że nie uratuję tego małżeństwa choćbym na rzęsach stanęła. Ono się rozpadło. Po prostu.
Dlatego tak jak KGB pisze - czas iść do przodu , pogodzić się z sytuacją.
Wiem, że wszyscy uważają, że powinnam teraz stulić uszka, i jak święta iść przez życie samotnie , bo to ja w waszych oczach zawiniłam.
Nie zamierzam. Wina za rozpad związku zawsze jest po obu stronach.
Tak, zamierzam teraz używać życia , żeby szybko zapomnieć.
Jeździć, zwiedzać, poznawać ludzi , spotykać się z przyjacielem.
Robić wszystko, żeby wyrwać się z doła i przestać babrać w przeszłości. Porzucić postawę życzeniową i robić wszystko żeby mój mąż się obudził. Nie obudził się dotąd , nie kocha to i nie pokocha. I ja też już nie chcę. Widać zbyt wiele nas dzieli skoro nie potrafiliśmy zbudować dojrzałego związku
Hm.No wiesz.Jeśli 20letnia córka jest dla Ciebie wyrocznią w tego typu sprawach to jedź i używaj życia jak małolata.
Córka jest nad wyraz dojrzałą kobietą, zna mnie bardzo dobrze .
Tak, zamierzam używać życia - czy jak małolata?
Nie , dość trudno by było z takim bagażem, będę znacznie bardziej ostrożna.
Masz żal do mnie o to?
Że przestaję siedzieć i płakać?
Wybacz to co teraz napiszę
Twoje podejście na tym etapie jest wyjątkowo mało dojrzałe i nie dziwię się że,Twój jeszcze obecny mąż ma takie podejscie do Ciebie.On jednak zna Cię lepiej niż Ty sama o tym myślisz.
Znowu się mylisz.
Nie zna mnie.
Przez kilkanaście lat małżeństwa zrobił naprawdę niewiele i niewiele wysiłku włożył w to, żeby mnie poznać i być ze mną blisko.
Jego podejście do życia jest czysto konsumpcyjne przez jego uzależnienia zamieniane z jednego w drugie. I przez zakopanie w cholerę głęboko swoich uczuć. Uczucia do mnie pokazywał tylko w nocy- w łóżku. Trudno poznać emocje ukochanej osoby tylko jęcząc z rozkoszy a nie wgłębiając się we wszystko inne , prawda?
Więc nie pisz mi tu takich bzdur.
Wydaje mi się, że jako zdradzony facet odgrywasz sobie na mnie jakieś swoje dziwne zaszłości. Chcesz mnie zdołować, wpędzić w poczucie winy i pokazać jaką jestem niemoralną suką bo nie zamierzam jak pies siedzieć przy kopiących mnie nogach męża do śmierci bo to ja zawiniłam.
Nie będę siedzieć.
I nie będę czekać.
Bo nie ma na co czekać.
Skończyło się.
Z przykrością muszę stwierdzić że,postawa Twojego męża jest w tym temacie bardziej dojrzała niż Twoja kobieto w rozterkach.
Ale która postawa?
Ta , kiedy ratowaliśmy małżeństwo a on siedział z tą kobietą mając w doopie co ja czuję każdego wieczoru?
Czy ta , kiedy w trakcie małżeństwa pił, potem grał na konsoli a na końcu uganiał się w kompie za jakimiś żołnierzykami zamiast zdobyć się na wyjście ze skorupy i oddanie się związkowi i rodzinie jak na ojca i męża przystało?
A może ta , kiedy zgodził się na terapię małżeńską dając mi nadzieję która notabene nie mogła się udać, bo miał doope na boku i w perspektywie spotkanie na niby zlocie?
Czy może ta , kiedy weszłam w rolę opiekuna rodziny bo on wybrał wygodnictwo a potem miał pretensje do mnie , że nie czuł sie mężczyzną w domu?
Wybierzesz sobie z tych czy mam przytaczać dalej?
O co masz pretensje?
To jest koniec .
On zaczął nowe życie z Monią w momencie kiedy zaczął z nią romansować .
Ja odnowiłam kontakt z przyjacielem .
Z czym masz problem? Z tym, ze zaczynamy każde z nas od nowa?
Bo nie rozumiem...
724 2013-04-01 20:36:39 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-01 20:47:05)
Zamiast odbijać piłeczkę pomyśl co chciałem Ci dać do zrozumienia.
Nigdzie nie napisałem byś nadal ratowała małżeństwo tylko byś ratowała siebie.
To co chcesz zrobić nie doprowadzi Cię do celu.
Powtórzę ponownie
Takim zachowanie nie stawiasz kroku w przód tylko dwa kroki w tył.
Naucz się być szczerą i uczciwą wobec siebie.No i ten szacunek.Rozumiesz?
Co do Twojej córki
Poczytaj sobie ile na tym portalu i innych jest kobiet z takim podejściem jak Ona.Jak myślisz dlaczego tu trafiają?.
Z dwóch powodów
Albo są zdradzone albo same zdradzają bo mają podobne podejście jak Ona.
Poczytaj co piszą szczególnie te które zdradzają i dlaczego to robią lub robiły.
Nie widzisz podobieństw?
Ja widzę głównie jedno
Brak dojrzałości życiowej.
Zamiast odbijać piłeczkę pomyśl co chciałem Ci dać do zrozumienia.
Nigdzie nie napisałem byś nadal ratowała małżeństwo tylko byś ratowała siebie.
To co chcesz zrobić nie doprowadzi Cię do celu.
Plan mam taki.
Kupię mieszkanie , zamieszkam tam z młodszą córką. Mam pracę - będę samodzielna i samowystarczalna.
Pracuję nad sobą na terapii , dokształcam się jeszcze - co prawda kończę w czerwcu , ale rozważam "pójście" dalej lub inny kierunek.
Będę mieszkać w mieście , więc będę miała sporo możliwości swojego rozwoju , rozrywki , będę poznawać ludzi , chodzić na koncerty , do kina - też z córkami .
Przyjaciel - zobaczę jak będzie . Jest daleko , powiedziałabym nawet że bardzo daleko - i to mi pasuje. Odwiedzanie siebie raz na jakiś czas, wycieczki, rozmowy na skype. Na związek że tak to ujmę "codzienny" z facetem na karku - gotowa nie jestem i nie wiem kiedy będę . Pasuje mi układ taki jak jest.
Czas pokaże co będzie dalej z przyjacielem , nie jestem wróżką . Ale cokolwiek będzie - będzie to moja świadoma decyzja.
Takiego życia chcę - nie mówię, że zawsze tak będzie.
Ale tak jak będzie na razie - będzie dobrze.
To zły plan jest według ciebie?
Alterego1 napisał/a:Zamiast odbijać piłeczkę pomyśl co chciałem Ci dać do zrozumienia.
Nigdzie nie napisałem byś nadal ratowała małżeństwo tylko byś ratowała siebie.
To co chcesz zrobić nie doprowadzi Cię do celu.Plan mam taki.
Kupię mieszkanie , zamieszkam tam z młodszą córką. Mam pracę - będę samodzielna i samowystarczalna.
Pracuję nad sobą na terapii , dokształcam się jeszcze - co prawda kończę w czerwcu , ale rozważam "pójście" dalej lub inny kierunek.
Będę mieszkać w mieście , więc będę miała sporo możliwości swojego rozwoju , rozrywki , będę poznawać ludzi , chodzić na koncerty , do kina - też z córkami .
Przyjaciel - zobaczę jak będzie . Jest daleko , powiedziałabym nawet że bardzo daleko - i to mi pasuje. Odwiedzanie siebie raz na jakiś czas, wycieczki, rozmowy na skype. Na związek że tak to ujmę "codzienny" z facetem na karku - gotowa nie jestem i nie wiem kiedy będę . Pasuje mi układ taki jak jest.
Czas pokaże co będzie dalej z przyjacielem , nie jestem wróżką . Ale cokolwiek będzie - będzie to moja świadoma decyzja.Takiego życia chcę - nie mówię, że zawsze tak będzie.
Ale tak jak będzie na razie - będzie dobrze.To zły plan jest według ciebie?
Brak mi słów.
To ma być Twoje nowe życie?.
Zgodzę się z tym po za jednym.
Wiesz o co chodzi?.
Ja widzę głównie jedno
Brak dojrzałości życiowej.
A cóż to jest ta dojrzałość życiowa według Ciebie?
Brak mi słów.
To ma być Twoje nowe życie?.
Zgodzę się z tym po za jednym.
Wiesz o co chodzi?.
To będzie moje nowe życie dopóki będę takiego potrzebować.
Zapominasz , że człowiek się zmienia , zmieniają się jego potrzeby i priorytety.
Ja mam już prawie czterdziechę - więcej dzieci mieć nie planuję , na poważny związek gotowa na razie nie jestem. Od czegoś trzeba zacząć.
Ponadto nie wziąłeś jednego pod uwagę - że nie każdy jest taki jak ty.
Każdy jest inny. A ty mierzysz teraz swoja miarą, uważasz że twój punkt widzenia i sposób na życie który prezentujesz jest najlepszy , alfo i omego.
Wszystko to co napisałaś jeśli chodzi o ten plan zgadza się po za dwiema sprawami
-zakończ najpierw swoje stare sprawy
-nie wchodź drugi raz do tej samej rzeki.W domyśle.Odetnij jedną z przyczyn Twoich obecnych kłopotów-pseudo przyjaciela.
Jeśli chcesz zacząć życie od nowa to spal mosty do tego starego.
Nie można stać w rozkroku.Jedną nogą w tym co było a drugą w przyszłości.Albo idziesz do przodu albo się cofasz.
730 2013-04-01 21:00:59 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-01 21:06:01)
Ok.Nie każdy jest taki jak Ja ale widzisz coś zlego w tym co Ci napisałem?
A może inaczej.
Kobieto w rozterkach
Czego Ty się boisz tak naprawdę?.
Jeśli chodzi o wiek to Jesteśmy prawie rówieśnikami wiec to żaden argument.
Mój punkt widzenia jest jaki jest bo bazuje na własnych doświadczeniach a także korzystam z wielu rad bardziej doświadczonych osób i przyjmuję z pokorą słowa nagany
A Ty?.
Nie Jestem Alfą i Omegą więc daruj sobie te przytyki.
Nie przystoi to kobiecie zwłaszcza dojrzałej.
-nie wchodź drugi raz do tej samej rzeki.W domyśle.Odetnij jedną z przyczyn Twoich obecnych kłopotów-pseudo przyjaciela.
Źle interpretujesz powiedzenie "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki".
Owszem, wchodzi się. Tylko za każdym razem woda w tej rzece jest inna.
Analizując metaforycznie, w związkach wygląda to tak, że jeśli z tą samą osobą zachodzi powtórnie relacja, to ta relacja nie będzie taka sama jak poprzednia.
Jak woda w rzece - będzie już inna:)
Wszystko to co napisałaś jeśli chodzi o ten plan zgadza się po za dwiema sprawami
-zakończ najpierw swoje stare sprawy
Moje stare sprawy są zakończone.
Rozwód? to tylko papierek.
Najważniejsze to sprzedać dom i kupić mieszkanie żeby uwolnić się od codziennego oglądania siebie. To może potrwać długo. Nie będę w tym czasie jak dotąd siedzieć i słuchać jak hrabia sobie romansuje każdego wieczora wpędzając mnie tym w depresję. Patrzeć na wiecznie zadowolona minę kiedy ja płaczę obok w pokoju.
Nie będę , możesz stawać na rzęsach - chcę zapomnieć i robię wszystko żeby to osiągnąć.
-nie wchodź drugi raz do tej samej rzeki.W domyśle.Odetnij jedną z przyczyn Twoich obecnych kłopotów-pseudo przyjaciela.
Jeśli chcesz zacząć życie od nowa to spal mosty do tego starego.
Nie można stać w rozkroku.Jedną nogą w tym co było a drugą w przyszłości.Albo idziesz do przodu albo się cofasz.
Za moje obecne kłopoty winni jesteśmy ja i mąż. Pieprzłoby z hukiem jak nie teraz , to później.
A rozkrok to ja miałam dotąd - będąc między nadzieją na uratowanie małżeństwa, a rozpaczą kiedy nadzieja nie była mi dana. To było cofanie się.
Teraz , kiedy nie mam już nadziei i ja sama nie chcę już , uwolniłam się od tego co muszę - jest mi lżej.
Być może traktuję przyjaciela jak taką łatkę na zbolałe serce - ale widać tego teraz potrzebuję. Mam teraz do siebie zaufanie, wiem że każda decyzja będzie świadomą decyzją. Jeśli zechcę to skończyć - skończę. Jeśli nie to nie. Czas pokaże.
Alterego1 napisał/a:-nie wchodź drugi raz do tej samej rzeki.W domyśle.Odetnij jedną z przyczyn Twoich obecnych kłopotów-pseudo przyjaciela.
Źle interpretujesz powiedzenie "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki".
Owszem, wchodzi się. Tylko za każdym razem woda w tej rzece jest inna.
Analizując metaforycznie, w związkach wygląda to tak, że jeśli z tą samą osobą zachodzi powtórnie relacja, to ta relacja nie będzie taka sama jak poprzednia.
Jak woda w rzece - będzie już inna:)
No proszę Cię.
To powiedzenie jest tak proste że,zbędnym jest dorabianie do niego ideologii.
No proste... i aż dziwi mnie, że Pan Wszystkowiedzący nie pojął jego sensu:P
Alterego1 napisał/a:Wszystko to co napisałaś jeśli chodzi o ten plan zgadza się po za dwiema sprawami
-zakończ najpierw swoje stare sprawyMoje stare sprawy są zakończone.
Rozwód? to tylko papierek.
Najważniejsze to sprzedać dom i kupić mieszkanie żeby uwolnić się od codziennego oglądania siebie. To może potrwać długo. Nie będę w tym czasie jak dotąd siedzieć i słuchać jak hrabia sobie romansuje każdego wieczora wpędzając mnie tym w depresję. Patrzeć na wiecznie zadowolona minę kiedy ja płaczę obok w pokoju.
Nie będę , możesz stawać na rzęsach - chcę zapomnieć i robię wszystko żeby to osiągnąć.Alterego1 napisał/a:-nie wchodź drugi raz do tej samej rzeki.W domyśle.Odetnij jedną z przyczyn Twoich obecnych kłopotów-pseudo przyjaciela.
Jeśli chcesz zacząć życie od nowa to spal mosty do tego starego.
Nie można stać w rozkroku.Jedną nogą w tym co było a drugą w przyszłości.Albo idziesz do przodu albo się cofasz.Za moje obecne kłopoty winni jesteśmy ja i mąż. Pieprzłoby z hukiem jak nie teraz , to później.
A rozkrok to ja miałam dotąd - będąc między nadzieją na uratowanie małżeństwa, a rozpaczą kiedy nadzieja nie była mi dana. To było cofanie się.
Teraz , kiedy nie mam już nadziei i ja sama nie chcę już , uwolniłam się od tego co muszę - jest mi lżej.
Być może traktuję przyjaciela jak taką łatkę na zbolałe serce - ale widać tego teraz potrzebuję. Mam teraz do siebie zaufanie, wiem że każda decyzja będzie świadomą decyzją. Jeśli zechcę to skończyć - skończę. Jeśli nie to nie. Czas pokaże.
A Ty uparcie bronisz tego pseudo przyjaciela.
Kiedy wreście to zrozumiesz że,gdyby Cię szanował to do niczego między Wami by nie doszło i tyle.
No proste... i aż dziwi mnie, że Pan Wszystkowiedzący nie pojął jego sensu:P
Bez takich proszę.
Nie obraźaj to Ciebie teź nikt nie obrazi.
Źle interpretujesz powiedzenie "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki".
Owszem, wchodzi się. Tylko za każdym razem woda w tej rzece jest inna.
Analizując metaforycznie, w związkach wygląda to tak, że jeśli z tą samą osobą zachodzi powtórnie relacja, to ta relacja nie będzie taka sama jak poprzednia.
Jak woda w rzece - będzie już inna:)
O , Witaj Bellatrix , miło cie u mnie poczytać ![]()
Pewnie, że nie będzie relacja taka sama - różne doświadczenia zmieniają ludzi:)
Ale spróbować warto - może będzie klapa, a może coś fajnego.
Na pewno ta relacja która jest teraz daje mi radość, nie tak jak wtedy - zaślepienie, zauroczenie.
Może wyjść na dobre , może tez niekoniecznie. Nie dowiem się dopóki się nie przekonam.
Wydaje mi się, że teraz jestem bardziej świadoma czego chcę w tej relacji.
A Ty uparcie bronisz tego pseudo przyjaciela.
Kiedy wreście to zrozumiesz że,gdyby Cię szanował to do niczego między Wami by nie doszło i tyle.
A ja myślę - nie , ja wiem - że on po prostu się zakochał i chciał być szczęśliwy . Zupełnie tak jak ja.
Bez takich proszę.
Nie obraźaj to Ciebie teź nikt nie obrazi.
Ok, przepraszam.
Ale wiesz co... kiedy czytam, co piszesz, sprawiasz wrażenie, że tylko Twoja odpowiedź jest dobra i nie popuścisz, póki ktoś nie przyzna Ci racji. Stąd - Wszystkowiedzący:)
Witaj, kobieto, też przechodzę ciężkie chwile w te święta .. niestety...
Ok, przepraszam.
Ale wiesz co... kiedy czytam, co piszesz, sprawiasz wrażenie, że tylko Twoja odpowiedź jest dobra i nie popuścisz, póki ktoś nie przyzna Ci racji. Stąd - Wszystkowiedzący:)
Tak od jakiegoś czasu mi sie wydaje, że to nasz Rogacz z początku wątku
, tylko dlaczego pod Alterego ? ![]()
Witaj, kobieto, też przechodzę ciężkie chwile w te święta .. niestety...
Współczuję Ci.
Mnie już minęło , ta wczorajsza rozmowa z jeszcze mężem utwierdziła mnie w przekonaniu , że tu już nic nie ma.
Ale było ciężko , tak jak pisałam - no bo to Święta w końcu .
Ogarniesz się , podczytuję Cię w Twoim wątku . Dobrze Ci idzie ![]()
Nie wiem, nie kojarzę Rogacza.
Być może tak reagują w ogóle zdradzeni faceci.
Zaskakująco dobrze mi idzie.
Chyba faktycznie ten rok pobytu męża w domu był mi potrzebny. Mąż dał mi w kość, ale dzięki temu kiedy tylko zatęsknię, przypominam sobie niektóre z jego zagrywek i tęsknota mija jak ręką odjął.
Nie wiem, nie kojarzę Rogacza.
Być może tak reagują w ogóle zdradzeni faceci.Zaskakująco dobrze mi idzie.
Chyba faktycznie ten rok pobytu męża w domu był mi potrzebny. Mąż dał mi w kość, ale dzięki temu kiedy tylko zatęsknię, przypominam sobie niektóre z jego zagrywek i tęsknota mija jak ręką odjął.
No widzisz? są i plusy ![]()
czasem trzeba takiego kopa , żeby zobaczyć to czego się nie widziało wcześniej ![]()
No widzisz? są i plusy
czasem trzeba takiego kopa , żeby zobaczyć to czego się nie widziało wcześniej
Właśnie ja nie myślę, że on był taki wcześniej. Coś wyzwoliło w nim takie ekstremalne zachowania.
Mogę mieć tylko nadzieję, że to "coś" to nie ja:)
kobieta w rozterkach napisał/a:No widzisz? są i plusy
czasem trzeba takiego kopa , żeby zobaczyć to czego się nie widziało wcześniejWłaśnie ja nie myślę, że on był taki wcześniej. Coś wyzwoliło w nim takie ekstremalne zachowania.
Mogę mieć tylko nadzieję, że to "coś" to nie ja:)
Tak jak napisałam wcześniej - ludzie się zmieniają.
Nowa "miłość" mogła go zmienić. Z reguły wtedy człowiekowi rozum odbiera i myśli jednokierunkowo niestety.
Sama nie wiem... W sumie to nawet ciekawi mnie dość, czy ta miłość się rozwinie, czy jednak przepadła.
Aż mnie ręce świerzbią, żeby ułatwić im złączenie się po takich perturbacjach, jakie z mojej strony mieli... jak bardzo im utrudniałam tę miłość...
No świerzbią mnie... mówię Ci:)))
Sama nie wiem... W sumie to nawet ciekawi mnie dość, czy ta miłość się rozwinie, czy jednak przepadła.
Aż mnie ręce świerzbią, żeby ułatwić im złączenie się po takich perturbacjach, jakie z mojej strony mieli... jak bardzo im utrudniałam tę miłość...
No świerzbią mnie... mówię Ci:)))
wierzę ci , nie musisz mnie przekonywać ![]()
Tak od jakiegoś czasu mi sie wydaje, że to nasz Rogacz z początku wątku
, tylko dlaczego pod Alterego ?
Odnoszę dokładnie takie samo wrażenie.
Bellatrix - słuszna uwaga co do interpretacji przysłowia, niestety wielu ludzi interpretuje je podobnie jak kolega Alterego.
A coś ty się tak uparł, że mając kontakt z przyjacielem nie będzie możliwe zacząć nowego życia ? bo co ?
A może właśnie ten kontakt ( w formie kontaktu a nie romansu czy związku ) uświadomi jej, że dotychczasowe życie ( małżeństwo ) było fikcją, nie było udane ? - bo ja mam głęboką nadzieję że w twoim życiu kobieto w rozterkach stanie się coś co ci to uświadomi i będziesz niebawem dziękować temu na górze, że się z tego uwolniłaś.
No trudno pewne rzeczy zwyczajnie czasami nam nie wychodzą, ale warto walczyć o siebie !
748 2013-04-01 22:28:13 Ostatnio edytowany przez Bellatrix (2013-04-01 22:29:55)
wierzę ci , nie musisz mnie przekonywać
Gdybym była nią, to takiego tchórza, krótko mówiąc, olałabym.
No ale jeśli tak się kochają... a miłość bywa ślepa...
))
Alterego1 napisał/a:A Ty uparcie bronisz tego pseudo przyjaciela.
Kiedy wreście to zrozumiesz że,gdyby Cię szanował to do niczego między Wami by nie doszło i tyle.A ja myślę - nie , ja wiem - że on po prostu się zakochał i chciał być szczęśliwy . Zupełnie tak jak ja.
Nie mam już sił tłumaczyć.Sorry ale chyba od poczatku nie byłaś z mężem jak i tutaj szczera.
Drogie Panie
Czy tak trudno Wam zrozumieć że,ktoś kto świadomie wchodzi w czyjś związek nie jest kimś kto powinien zasługiwać na szacunek?.Jako człowieka to owszem ale nic więcej.
To od początku chciałem dać do zrozumienia.
A i żeby było jasne to gdyby na miejscu tego Pana była kobieta moje zdanie byłoby identyczne.
Wszelkie aluzje i komentarze co do mojej osoby pozostawię bez komentarza.
751 2013-04-02 12:15:57 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-04-02 12:16:37)
A może właśnie ten kontakt ( w formie kontaktu a nie romansu czy związku ) uświadomi jej, że dotychczasowe życie ( małżeństwo ) było fikcją, nie było udane ? - bo ja mam głęboką nadzieję że w twoim życiu kobieto w rozterkach stanie się coś co ci to uświadomi i będziesz niebawem dziękować temu na górze, że się z tego uwolniłaś.
Mam nadzieję że tak będzie .... na razie po prostu chce się uwolnić emocjonalnie ... ciężko to idzie , ale idzie jakoś.
Staram się nie myśleć o nim i o Moni - kiedy nachodzą złe myśli staram się odwracać uwagę, bo strasznie mnie jeszcze jednak boli .
Będę potrzebować wsparcia w weekend - zostanę sama , nie będzie dla mnie łatwa myśl gdzie jest i co robi.
Ta rozmowa w niedzielę była chyba takim ostatnim moim krzykiem , bo wiedziałam że jak już pojedzie - to już wszystko pozamiatane. I z jego i z mojej strony . Nie dopuszczałam, że pozamiatane było już dużo wcześniej.
Ale mimo wszystko boli ta świadomość . Bardzo.
Drogie Panie
Czy tak trudno Wam zrozumieć że,ktoś kto świadomie wchodzi w czyjś związek nie jest kimś kto powinien zasługiwać na szacunek?.Jako człowieka to owszem ale nic więcej.
To od początku chciałem dać do zrozumienia.
A i żeby było jasne to gdyby na miejscu tego Pana była kobieta moje zdanie byłoby identyczne.
Nic w życiu nie jest tylko czarne ani tylko białe . Jest jeszcze cała gama szarości po drodze.
Życie i sytuacje można rozpatrywać z różnych pozycji , na bazie swoich doświadczeń. Tylko - kto powiedział, że nasze doświadczenia i spojrzenie na świat , na życie jest jedyne i właściwe?
Masz rację w jednym.
Nie jest dobrze, jeśli do związku wchodzi ktoś trzeci. Tylko tak jak napisałem gdzieś wcześniej - każdy szuka szczęścia. Czasem jest to impuls , chwila - i staje się .
Ale wiem jedno - jeśli w związku dzieje się dobrze : jest troska, zainteresowanie, bliskość, czułość , empatia, , szacunek - podsycana , zadbana miłość , dojrzała - to nie wpuszcza się do swojego serca nikogo innego bo to serce jest cały czas zajęte.
Czasem zdrada pokazuje jak źle było wcześniej.
A aktorzy tej sztuki są różni , każdy kieruje się czymś innym w życiu. Każdy natomiast szuka szczęścia, dąży do tego żeby być szczęśliwym. Oczywiście, że nie jest to usprawiedliwienie wszystkiego. Ale czasem coś jednak usprawiedliwia.
752 2013-04-02 14:48:40 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-02 15:03:26)
Przepraszam.Czy Ty udajesz że,nierozumiesz czy naprawdę tak jest?.Wydaje mi się że,błądzisz jak w jakimś amoku.Bronisz faceta tłumaczeniem że,Twój związek nie był idealny.No proszę Cię.A jaki inny jest?.
Przepraszam ale muszę to napisać
Jesteś uzależniona od tego kochanka i lgniesz do niego cała.Czy to normalne Twoim zdaniem?.
Co takiego On ma że,tak uzależniłaś się od niego?.
Wiesz?.Mam taki pomysł.
Może pokaż ten wątek tej pani psycholog i niech Ona to oceni.
Są w życiu podstawowe niezmienne zasady których nie należy łamać a Ty usilnie chcesz udowodnić że,jest odwrotnie.Sama przecież pisałaś że,chodzisz na terapię bo masz problem więc może chociaż zaczekaj z podejmowaniem jakichkolwiek decyzji do czasu aż ustabilizujesz swoją psychikę?.Sama widzisz że,Jesteś bardzo rozchwiana emocjonalnie a to utrudnia podjęcie racjonalnej decyzji.Prawda?.Czy to zły pomysł?.Cały czas Ci to pisałem między wierszami.To co teraz robisz to błąkanie się jak w jakimś amoku od męża do kochanka.A gdzie w tym wszystkim Jesteś Ty?.Może jak utniesz kontakt z mężem i kochankiem to odnajdziesz samą siebie?.Co Ty na to?.
Przepraszam za szczerość ale trochę mnie ponosi jak czytam to co piszesz.
PS.Napisałaś
cyt." Ale wiem jedno - jeśli w związku
dzieje się dobrze : jest troska,
zainteresowanie, bliskość, czułość ,
empatia, , szacunek - podsycana ,
zadbana miłość , dojrzała - to nie
wpuszcza się do swojego serca
nikogo innego bo to serce jest cały
czas zajęte."
Przeczytaj ile jest historii w których związki są wręcz idealnd a jednak pojawia się w nich zdrada.Dlaczego?.
Bo była nuda,itp powody.
Wiec nie tylko wtedy gdy jeśt źle dochodzi do zdrady.
Prawdziwym powodem zdrady są ludzie i ich ułomności oraz brak zasad w tych co zdradzają.Tylko że, jedni wyciągają wnioski i wiecej tego nie robią a drudzy przeciwnie nadal w to brną.
Jestem przekonana, że zawitał do nas rogacz76
wszystko ok, ale nie rozumiem czemu próbujesz narzucić komuś swój tok myślenia ?
Zaopiniowałeś - wystarczy a nie na siłe jak nie przekonujesz do męża to atakujesz kochanka.
Zgodzę się z tym, że facet nie jest godny większej uwagi skoro wszedł w małżeństwo jako ten trzeci ale nie demonizowałabym dalszego kontaktu. Tym bardziej, że kobieta w rozterkach nie patrzy na tą znajomość w kategoriach związku.
Piszesz o tym, że aby zaczęła nowe życie konieczne jest żeby urwała kontakt - zgodzę się, ale to nie na tym etapie kiedy życie posypało się w gruzy a jeszcze jakieś odłamki od czasu do czasu spadają ci boleśnie na głowę.
Pozbiera się, wytrzepie kolana i wówczas może trzasnąć drzwiami jednymi i drugimi.
Nie naciskaj alterego ( rogaczu76
) - to strasznie irytujące.
To był raczej mój ostatni post w reakcji na słowa autorki.Więcej nie zamierzam komentować bo to bez sensu.
PS.Kobieto w rozterkach.Tak czy siak trzymam kciuki i życzę powodzenia i przepraszam jeśli Cię uraziłem.
Piszesz o tym, że aby zaczęła nowe życie konieczne jest żeby urwała kontakt - zgodzę się, ale to nie na tym etapie kiedy życie posypało się w gruzy a jeszcze jakieś odłamki od czasu do czasu spadają ci boleśnie na głowę.
Pozbiera się, wytrzepie kolana i wówczas może trzasnąć drzwiami jednymi i drugimi.
Też mam takie wrażenie. Że potrzeba mi czasu.
Jest mi jakby troszkę lżej w temacie jeszcze męża.
Przeanalizowałam sobie wiele spraw , zrozumiałam że ja też już nie chcę z nim być.
Najzwyczajniej zaczynam dostrzegać rzeczy których wcześniej nie dostrzegałam. Poczucie winy zasłaniało mi spojrzenie z boku. Zauważam, że to co robiłam dla domu, dla dziecka, dla nas - nigdy nie było przez niego dostrzegane i doceniane. Ktoś robił bo musiał. On mnie nie szanował, mojej pracy , tego jaka jestem , nie był dla mnie wsparciem.
Jako osoba współuzależniona stworzyłam mu bardzo wygodne życie , byłam głową i szyją tego związku - zostało mi to wypomniane w dwóch bolesnych informacjach:
"nie czułem się mężczyzną w tym związku" (odpowiedź: ale o to nie zawalczył tylko poddał się i ułożył sobie wygodne życie)
i
"no ale cóż ty takiego robiłaś? że co? zakupy? finanse? urzędy? wywiadówki? praca? To takie trudne, zajmujące?" (odpowiedź - nawet dziś nie szanuje ogromnego wkładu mojej pracy w życie codzienne).
I nie szanuje mojej pracy - kiedy wracałam do domu po ciężkim dniu (praca w biurze, ale bardzo obciążająca psychicznie- praca z bardzo trudnymi ludźmi i sprawami) , zdołowana , zrezygnowana, zła - nie był dla mnie nigdy wsparciem . Zawsze słyszałam : "nie przesadzaj, idź pracować do biedronki to się przekonasz że inni mają gorzej".
Mogłam być słabą kobietą, pierd... tą pracą , usiąść na bezrobotnym i scedować na niego problemy finansowe powstałe z tego powodu. Byłabym zdrowsza psychicznie . Ale nie - trwałam.
Nawet sobie nie zdaje sprawy jaki miał skarb. Miał kobietę która radziła sobie w każdej sytuacji . Mogłabym być żoną marynarza i doskonale dawałabym sobie radę - jak to kiedyś ktoś gdzieś ujął .
Znowu zostałam z załatwieniem pewnych spraw urzędowych (wizyty w starostwie, sądzie i banku w sprawie hipoteki , oraz wizyta u księgowej w sprawie rozliczenia podatku). Kiedy poprosiłam o pomoc - odpowiedź była jednoznaczna: no przecież umówiłem cię do księgowej - prosiłaś i dostałaś , teraz jedź. W sprawie urzędów - nie ma kiedy bo nie dostanie urlopu. Się napracował, że hoho.
KGB ma racę, on się nie zmieni - nawet dziś dziękuję już właściwie i czekam końca czyli przeprowadzki. Kiedy będę załatwiać sprawy - a i owszem, bo trzeba - ale tylko swoje i dziecka.
To był raczej mój ostatni post w reakcji na słowa autorki.Więcej nie zamierzam komentować bo to bez sensu.
PS.Kobieto w rozterkach.Tak czy siak trzymam kciuki i życzę powodzenia i przepraszam jeśli Cię uraziłem.
Nie uraziłeś. Pisz - ale proszę cię , już nie o moim mężu. To już dla mnie temat zamknięty.
Jego zimne spojrzenie mówi wszystko - jest już emocjonalnie za daleko ode mnie.
I ja już nie chcę- chcę zacząć bez niego.
Jeszcze jakiś czas będzie mi trudno, ale zaczynają spadać mi klapki z oczu spowodowane postawą "życzeniową" i poczuciem winy. I zaczynam dostrzegać "dlaczego ja już nie chcę".
A w ogóle, to przeziębiłam się , czuję się paskudnie - z nosa leci , zatoki cisną jakby miały zaraz eksplodować a gardło boli jak jasny gwint.
Pewnie dlatego dziś mi wszystko że tak to ujmę "wisi" i nie myślę jak mi jest źle emocjonalnie, tylko fizycznie.
Hm.Nie wiem co mam Ci napisać kobieto w rozterkach,skoro jak już wcześniej napisałaś,podjełaś decyzje co do Twojej przyszłości(nie mam tu na myśli tylko męża).I tak jak napisała KGB nie powinienem na siłę udowadniać Ci gdzie popełniasz błędy.Myślę że,to co chciałem przekazać tak od siebie masz już w moich poprzednich postach.Wystarczy wrócić i poczytać jak zechcesz.
PS.Na przeziębienie poza tabletkami dobre są stare sprawdzone babcine metody.Czyli-cebula,czosnek,miód,lipa,rumianek,cytryna itd.
A i jeszcze polecam grzane piwo z miodem.Tylko trzeba wypić za nim ostygnie.Napewno rozgrzeje i wypoci a mniej działa na wątrobę tak jak tabletki.
Oczywiście powyższe sposoby to tylko uzupełnienie farmakologi a nie zastępstwo więc jak poczujesz dość słabo to 4litery w troki i do lekarza marsz.Ok?.
Hm.Nie wiem co mam Ci napisać kobieto w rozterkach,skoro jak już wcześniej napisałaś,podjełaś decyzje co do Twojej przyszłości(nie mam tu na myśli tylko męża).I tak jak napisała KGB nie powinienem na siłę udowadniać Ci gdzie popełniasz błędy.Myślę że,to co chciałem przekazać tak od siebie masz już w moich poprzednich postach.Wystarczy wrócić i poczytać jak zechcesz.
PS.Na przeziębienie poza tabletkami dobre są stare sprawdzone babcine metody.Czyli-cebula,czosnek,miód,lipa,rumianek,cytryna itd.
A i jeszcze polecam grzane piwo z miodem.Tylko trzeba wypić za nim ostygnie.Napewno rozgrzeje i wypoci a mniej działa na wątrobę tak jak tabletki.
Oczywiście powyższe sposoby to tylko uzupełnienie farmakologi a nie zastępstwo więc jak poczujesz dość słabo to 4litery w troki i do lekarza marsz.Ok?.
Nie mam kurcze czasu teraz chorować ... każdy tydzień napięty jak że tak to ujmę baranie jaja ![]()
Do tego wykłady i zaliczenia w weekend .
Z babcinych sposobów najbardziej podoba mi się grzane piwo z miodem , a nawet mam gdzieś zakamuflowanego kasztelana niepasteryzowanego - to sobie zrobię przed snem ![]()
758 2013-04-03 20:53:34 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-04-03 22:30:30)
A, zapiszę sobie kolejny drobiazg do kolekcji - będę miała gdzie zaglądać kiedy najdą mnie ckliwe tęsknoty.
Córka poszła po południu do koleżanki kilka domów dalej . Godzina 20.30 - oczywiście mąż się dotąd nie zainteresował gdzie jest i kiedy wróci. Napisałam jej sms , żeby już wracała , odpisała : dobrze, mamo - wyjdź na ganek. U nas na ulicy nie ma latarni i jak jest ciemno po prostu boi sie wracać , wystarczy wyjść na ganek , żeby ja widzieć i żeby ona widziała że ktoś jej pilnuje i po problemie.
No więc pukam do pokoju jeszcze męża i mówię mu : "czy mógłbyś wyjść na ganek po córę ?"
na co szanowny , ubrany w słuchawki , z Monią po drugiej stronie monitora której entuzjastyczny głos słyszę już na korytarzu - łupią w żołnierzyki, szanowny nerwowo stukając w klawisze prawie nie oderwawszy wzroku mówi "teraz nie mogę" .
Czy wy to rozumiecie? ![]()
No to coś mnie trafiło i mówię : " nie pójdę, jestem chora, nie wychodzę na dwór , masz iść ty" , i zamknęłam drzwi.
Poszedł. Zajęło mu to minutę, po czym w te pędy wrócił do swojego pokoju.
A, zapiszę sobie kolejny drobiazg do kolekcji - będę miała gdzie zaglądać kiedy najdą mnie ckliwe tęsknoty.
Córka poszła po południu do koleżanki kilka domów dalej . Godzina 20.30 - oczywiście mąż się dotąd nie zainteresował gdzie jest i kiedy wróci. Napisałam jej sms , żeby już wracała , odpisała : dobrze, mamo - wyjdź na ganek. U nas na ulicy nie ma latarni i jak jest ciemno po prostu boi sie wracać , wystarczy wyjść na ganek , żeby ja widzieć i żeby ona widziała że ktoś jej pilnuje i po problemie.
No więc pukam do pokoju jeszcze męża i mówię mu : "czy mógłbyś wyjść na ganek po córę ?"
na co szanowny , ubrany w słuchawki , z Monią po drugiej stronie monitora której entuzjastyczny głos słyszę już na korytarzu - łupią w żołnierzyki, szanowny nerwowo stukając w klawisze prawie nie oderwawszy wzroku mówi "teraz nie mogę" .
Czy wy to rozumiecie?
No to coś mnie trafiło i mówię : " nie pójdę, jestem chora, nie wychodzę na dwór , masz iść ty" , i zamknęłam drzwi.
Poszedł. Zajęło mu to minutę, po czym w te pędy wrócił do swojego pokoju.
Życzę Ci, aby jak najszybciej udało się sprzedać dom. Czuję, że wtedy odżyjesz i odzyskasz równowagę.
Pomimo tego, że podjęliście juz decyzję i chcecie żyć osobno uważam, że jest to upokarzające, iż musisz znosić tą jego Monię. Wyobrażam sobie jak się musisz czuć i myślę, że szacunku ten twój jm do Ciebie nie ma żadnego. Strasznie to przykre. Normalny bałwan z niego, aż sie zdenerwowałam jak to przeczytałam.
A, zapiszę sobie kolejny drobiazg do kolekcji - będę miała gdzie zaglądać kiedy najdą mnie ckliwe tęsknoty.
Córka poszła po południu do koleżanki kilka domów dalej . Godzina 20.30 - oczywiście mąż się dotąd nie zainteresował gdzie jest i kiedy wróci. Napisałam jej sms , żeby już wracała , odpisała : dobrze, mamo - wyjdź na ganek. U nas na ulicy nie ma latarni i jak jest ciemno po prostu boi sie wracać , wystarczy wyjść na ganek , żeby ja widzieć i żeby ona widziała że ktoś jej pilnuje i po problemie.
No więc pukam do pokoju jeszcze męża i mówię mu : "czy mógłbyś wyjść na ganek po córę ?"
na co szanowny , ubrany w słuchawki , z Monią po drugiej stronie monitora której entuzjastyczny głos słyszę już na korytarzu - łupią w żołnierzyki, szanowny nerwowo stukając w klawisze prawie nie oderwawszy wzroku mówi "teraz nie mogę" .
Czy wy to rozumiecie?
No to coś mnie trafiło i mówię : " nie pójdę, jestem chora, nie wychodzę na dwór , masz iść ty" , i zamknęłam drzwi.
Poszedł. Zajęło mu to minutę, po czym w te pędy wrócił do swojego pokoju.
No idiota!!! jak jeszcze raz przeczytam, że ktoś wybrania tego bałwana przytakując jak bardzo jest nieszczęśliwy z powodu zdrady to zwymiotuję!
To jest osioł, który nic nie wynosi z doświadczeń ani nie wnosi do swojego życia.
Powiem ci kobietko, że z przyjemnością wielką chciałabym widzieć fizycznie jak bardzo rozczaruje się tą swoją pudełkową monią, nic poza grą ich nie łączy - przecież oni nawet się nie znają. Jedzie do niej w weekend ? wykup mu bezprzewodowy internet i dołącz riposte, że to na wypadek gdyby nie umieli się porozumieć w normalnym życiu ( o ile on wogóle wie co to jest życie ) - no to zawsze będa mogli pobiegać żołnierzykami. Jak sobie przypomnę o tej "wirtualnej żonie" to jak mało kiedy brakuje mi słów, nawet śmiać mi się z tego już nie chce.
Wiesz gdybyś mieszkała gdzieś w okolicy to chyba poszłabym siedzieć - za zniszczenie jego mienia ![]()
Życzę Ci, aby jak najszybciej udało się sprzedać dom. Czuję, że wtedy odżyjesz i odzyskasz równowagę.
Tak, na pewno tak będzie wtedy . Najgorzej jest codziennie mieć z sobą kontakt , bo w ten sposób serce się nie goi.
Pomimo tego, że podjęliście juz decyzję i chcecie żyć osobno uważam, że jest to upokarzające, iż musisz znosić tą jego Monię. Wyobrażam sobie jak się musisz czuć i myślę, że szacunku ten twój jm do Ciebie nie ma żadnego. Strasznie to przykre. Normalny bałwan z niego, aż sie zdenerwowałam jak to przeczytałam.
To też nie tak do końca. Ja przecież też odnowiłam kontakt z przyjacielem.
JM też pewnie jest ciężko.
Tak naprawdę chyba oboje chcemy jak najszybciej zaleczyć swoje serca wszelkimi sposobami.
On kontaktował się z Monia cały czas odkąd ją poznał, mówi , że ostatnio trzymał ją na dystans i po koleżeńsku (tylko w grze rozmawiali) i uważa, że to go usprawiedliwia. Nie , nie usprawiedliwia . To cały czas był kontakt z osobą z którą było się blisko, i cały czas jest otwarta furtka. W ten sposób nie mogło się udać ratowanie tego małżeństwa.
Teraz usłyszał, że ja wznowiłam kontakt z przyjacielem, to stwierdził że on tez już nie musi się kryć. Ja mu nie wierzę, nie ufam - wiem, że cały czas miał ją w sercu i nie było to czysto koleżeńskie gadanie.
Teraz to już jest nieważne.
No idiota!!! jak jeszcze raz przeczytam, że ktoś wybrania tego bałwana przytakując jak bardzo jest nieszczęśliwy z powodu zdrady to zwymiotuję!
To jest osioł, który nic nie wynosi z doświadczeń ani nie wnosi do swojego życia.
No bo ciężko mu coś dostrzec spoza swoich zamkniętych emocji i uzależnień, sposobu myślenia i życia jakie uskuteczniało się latami.
Najbardziej chyba teraz mnie w tym wszystkim boli, że córce nie poświęca czasu . W sumie zawsze poświęcał go jej mało, ale teraz już właściwie wcale. Mam wrażenie, że ona się na niego częściowo zamknęła. A przecież dla niej to też teraz jest bardzo trudny czas i potrzebuje uwagi , zainteresowania, miłości.
Codziennie jej powtarzam, jak bardzo ją kocham, przytulam, drzwi do mojego pokoju są dla niej otwarte i dosłownie i w przenośni, dopiero wieczorem zamykam kiedy idzie spać. Ona wie, że może do mnie zawsze przyjść - i robi to kiedy potrzebuje- nawet choćby posiedzieć razem i obejrzeć jakiś film na kompie. Do męża nie chodzi. Wiem, że tak nie powinno być , że to niedobre dla niej , bo powtórzy mój wzorzec - kobiety która nie umie prosić i niewiele chce od mężczyzny , zosi-samosi ![]()
Prosiłam go ostatnio, żeby poświęcił jej więcej czasu ale zostało bez echa. Przecież można robić wiele - grać w eurobusines, pograć w lotki, obejrzeć razem film.
On tego nie widzi , tak jak nigdy nie widział że niewiele z siebie dawał zarówno mnie jak i córce.
Mam nadzieję, że skoro do dziś tego nie zobaczył to już nie zobaczy. Bo świadomość tego, że zawiodło się najbliższą osobę (córkę) , skrzywdziło brakiem właściwie pojmowanego ojcostwa - byłaby straszna .
Ja też nigdy nie poświęcałam jej tyle czasu na ile zasługiwała - ale jest ze mną bardziej związana , zawsze do mnie lgnęła, do mnie przychodzi z każdym problemem. Mam z nią dobry kontakt , choć teraz już wchodzi w trudny wiek i miewa fochy. I do tego sytuacja w domu nie nastraja optymistycznie. Jest dzieckiem zamkniętym ogólnie w sobie , ale chcę to zmienić, zaczynam ostatnio rozmawiać z nią więcej o emocjach , uczuciach- tak ogólnie , żeby wiedziała że to co czuje jest ważne.
Powiem ci kobietko, że z przyjemnością wielką chciałabym widzieć fizycznie jak bardzo rozczaruje się tą swoją pudełkową monią, nic poza grą ich nie łączy - przecież oni nawet się nie znają. Jedzie do niej w weekend ? wykup mu bezprzewodowy internet i dołącz riposte, że to na wypadek gdyby nie umieli się porozumieć w normalnym życiu ( o ile on wogóle wie co to jest życie ) - no to zawsze będa mogli pobiegać żołnierzykami. Jak sobie przypomnę o tej "wirtualnej żonie" to jak mało kiedy brakuje mi słów, nawet śmiać mi się z tego już nie chce.
Wiesz gdybyś mieszkała gdzieś w okolicy to chyba poszłabym siedzieć - za zniszczenie jego mienia
Ja nie życzę mu źle.
Mam tylko ogromny żal , że nigdy nie był dla mnie taki jaki jest dla niej. Da się pisać 15 sms dziennie, pokazywać zainteresowanie, pokazywać że się kocha , mówić o uczuciach i emocjach - tylko mnie nie potrafił tego dać.
A jak będzie z nimi? Nie wiem.
Wiem tylko, że jego wyjazd będzie dla mnie przełomem.
Wiem, że potem już nic nie będzie dla mnie takie samo. Weekend to będzie dla mnie bardzo trudny czas.
Będę potrzebowała wsparcia , może stara córka przyjedzie i spędzimy wieczór oglądając w trójkę filmy.
Młoda pytała wczoraj gdzie tato jedzie w weekend - nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam co mam je powiedzieć.
Kiedy ja mam zaplanowane wyjazdy - zatroszczyłam się wcześniej o to, żeby mała pojechała z moimi rodzicami w tych terminach na ranczo moich rodziców. Odstresuje się, pobędzie z wakacyjnymi koleżankami. Też dobrze jej zrobi takie oderwanie.
Trudne to wszystko.
Miałem już nie pisać ale niech tam.
Odbiję nieco od tematu.
Kobieto w rozterkach.Jak tam Twoje zdrowie?.Pomogły babcine sposoby?.
Miałem już nie pisać ale niech tam.
Odbiję nieco od tematu.
Kobieto w rozterkach.Jak tam Twoje zdrowie?.Pomogły babcine sposoby?.
Szkoda gadać , babciny sposób nie pomógł (może za mało spożyłam
)- zatoki klękły , uszka pozatykało, gardło dalej naparza - wirusik jakiś niedobry mnie dopadł ![]()
Faszeruję się rozmaitymi takimi wynalazkami z apteki bez recepty . Może przejdzie .
Dziś prace przeżyłam, ale gorzej bo jutro mam objazd po urzędach - nie wiem jak przeżyję ![]()
Leki bez recepty?.Czyś Ty oszalała?.Chcesz się wykończyć?.
Moja mama teź tak samo się leczyła aż do czasu.Gdyby mnie akurat nie było w nocy jakiś czas temu w domu to już by Jej nie było na tym świecie.
Brała tabletki bo bolało zamiast iść zrobić podstawowe badania.Skończyło się,jak narazie tfu,tfu odpukać,dwiema operacjami i 5 cznym b.cieżkim stanem,dwoma pobytami w szpitalu,pierwszy 2m-ce,drugi tylko 1m-c.W miedzyczasie 4 zapalenia płuc i anemia.Co będzie dalej to nie wiem.
Każdy z Nas bagatelizuje drobne choroby a potem niestety to się mści wielokrotnie gorzej.
Leki bez recepty?.Czyś Ty oszalała?.Chcesz się wykończyć?.
Moja mama teź tak samo się leczyła aż do czasu.Gdyby mnie akurat nie było w nocy jakiś czas temu w domu to już by Jej nie było na tym świecie.
Brała tabletki bo bolało zamiast iść zrobić podstawowe badania.Skończyło się,jak narazie tfu,tfu odpukać,dwiema operacjami i 5 cznym b.cieżkim stanem,dwoma pobytami w szpitalu,pierwszy 2m-ce,drugi tylko 1m-c.W miedzyczasie 4 zapalenia płuc i anemia.Co będzie dalej to nie wiem.
Każdy z Nas bagatelizuje drobne choroby a potem niestety to się mści wielokrotnie gorzej.
Nie byłam u lekarza , nie miałam dziś czasu . Rano musiałam ogarnąć pracę w ciągu dwóch godzin, potem trzygodzinna bieganina po urzędach w innym mieście a na końcu wizyta u terapeutki.
Fatalnie czułam się cały dzień i jest coraz gorzej - to chyba jakiś wirus.
W weekend mam zjazdy na uczelni , ale nie czuję się na siłach - zostanę w domu tym bardziej, że szanowny jedzie do Moni jutro , będzie "wolna chata" , więc spędzę czas z młodą córą, starsza też może jutro zajrzy. Mam nadzieję, że ich obu nie pozarażam
.
Samopoczucie przez chorobę u mnie ogólnie do bani , skupiam się na podtrzymywaniu funkcji życiowych w międzyczasie średnio co 5 minut smarkając i wycierając załzawione z kataru oczy czemu towarzyszy dudniący kaszel. Aż mi się palić nie chce- zadziwiające
.
Co u terapeutki.
Uświadomiła mi , że fochy młodej są objawem złości na mnie i męża. Nie radzi sobie . Musimy z nią porozmawiać, musi dać upust swojej złości, powiedzieć o tym. Zajmę się tym w przyszłym tygodniu.
Przerabiałyśmy też kwestię mojego poczucia winy. Trudno mi zmienić swoje myślenie . Chłonę i odbieram poczucie winy którym obarcza mnie JM bo sama się z nim utożsamiam.
Biorę na klatę całe poczucie winy - swoją i jego część. Chociaż w złości piszę tu czasem w czym on zawinił - to na rozum, jednak w podświadomości biorę całą winę o wszystko na siebie. Mam gdzieś głęboko zakorzenione, że nie sprawdziłam się w tym związku ani jako żona, ani jako matka, ani jako kobieta, ani jako człowiek.
Dlatego tak boli i nie potrafię dać sobie wolności . Poczucie winy mnie trzyma. Trudno mi się z tym wszystkim pogodzić , odbieram to co się podziało jako bolesną osobistą porażkę.
Ale pracuję nad tym.
Tłumaczyła mi, że ja tak mam - ze skrajności w skrajność, mało u mnie wypośrodkowań . Dlatego tak też jest z tym poczuciem winy.
Mówiła, że powinnam zrozumieć , dopuścić, przyjąć że jestem odpowiedzialna tylko za swoją część . Że zawsze za rozpad związku (wieloletnie nieprawidłowe funkcjonowanie) winni są obaj partnerzy.
Ja to wiem - to dlaczego tego nie przyjmuję?
Jutro JM jedzie do Moni. Już jestem umówiona u fryzjera na godziny dopołudniowe, żeby nie musieć go żegnać. Nie bardzo się czuję na siłach siedzieć tam 2 godziny ze względu na chorobę, no ale i tak iść muszę zrobić kolor , więc dlaczego nie jutro.
Dziś mi jakoś mniej trudno przyjąć ten jego wyjazd.
Może dlatego, że mam w sobie dużo złości na JM - za całokształt.
No idiota!!! jak jeszcze raz przeczytam, że ktoś wybrania tego bałwana przytakując jak bardzo jest nieszczęśliwy z powodu zdrady to zwymiotuję!
Się spakował szanowny , jutro jedzie do swojej lali.
I tak sobie myślę, że mam w sobie dużo złości, ale też i straciłam do niego szacunek i dziś już nie idealizuję.
Facet bez jaj - tak jak nie walczył o swoją pozycję w związku i rodzinie , tak nie walczył o małżeństwo.
Tak jak poddawał się całe życie w małżeństwie - tak i teraz poszedł na łatwiznę.
Tak jak nigdy nie dbał o swój rozwój, też emocjonalny - tak teraz ucieka przed problemami w ramiona innej kobiety.
Ja wiem, że on się obudzi - jak się nasyci. Jak miną motylki i popatrzy wstecz. Będzie żałował.
Tak jak ja się obudziłam kilka miesięcy temu i jak ja żałowałam. Nie dał mi wtedy szansy. Ode mnie też jej już nigdy nie dostanie.
To dla mnie przełom - dziś popatrzyłam na niego pierwszy raz nie z bólem, żalem, nadzieją - tylko z nienawiścią , złością.
Mam prawo czuć to co czuję.
Gnojek - niedojrzały emocjonalnie palant.
Do końca facet bez jaj - nawet w urzędzie spraw nie potrafi załatwić , musi się wysługiwać innymi.
Mam nadzieję, że poczucie winy nie da mu żyć tak jak mnie nie daje.
Poczucie winy , że nie był ani dobrym mężem ani dobrym ojcem.
Czy był dobrym człowiekiem? A czy jest nim ktoś, kto ponad swoją żonę i ratowanie małżeństwa odsuwając dumę na bok - stawia nałogi i internetową lalę?
Ja zawiodłam - ale on też. Po całości.
W przyszłym tygodniu pójdę do biura nieruchomości i obniżę cenę - muszę sprzedać ten dom jak najszybciej i się wynieść bo rzygać mi się chce jak sobie pomyśle o tym co się teraz dzieje w moim życiu.
Wyrzuciłam .
Koniec.
767 2013-04-05 22:51:08 Ostatnio edytowany przez KGB (2013-04-05 22:52:05)
Domyślam się jak jest ci ciężko. Musisz pamiętać o tym, że nie jesteś sama z tym wszystkim i życzę ci abyś jak najszybciej doszła do etapu :" dzięki Bogu, że poszedł precz" - pamiętaj, że czas jest twoim sprzymierzeńcem, wszystko mija. Pomyśl o problemach jakie miałaś rak temu o tej porze roku, co się z nimi stało ? ..... no i z tymi stanie się dokładnie to samo.
Pisałam ci kiedyś o "kopniakach w 4 litery", że czasami potrzebujemy porządnego lania żeby się przekonać że czas zakończyć swoje cierpienie no i być może ten wyjazd właśnie jest takim ostatnim "kopniakiem" po którym zrozumiałaś i zaczęłaś powoli akceptować sytuację.
Ciężko napisać coś co cię pocieszy w tych dniach, chwilach jedynie co mogę zrobić to wysłuchać i pamiętaj że jestem przy tobie całym serduchem i zaangażowaniem.
Domyślam się jak jest ci ciężko.
No jest , nie poradzę.
Włos mi się zjeżył na myśl, że chciałam zostawić małą samą w domu podczas mojej wizyty u fryzjera kiedy szanowny będzie wyjeżdżał do swojej kochanicy - dobrze, że się w porę opamiętałam i pomyślałam co ona mogłaby czuć w tej sytuacji , zabieram ją z sobą - może nowa fryzura i jej poprawi humor.
Musisz pamiętać o tym, że nie jesteś sama z tym wszystkim i życzę ci abyś jak najszybciej doszła do etapu :" dzięki Bogu, że poszedł precz" -
Tak sobie myślę, że gdybym trafiła na "normalnego" faceta , to po stopach by mnie całował, że ma tak operatywną, energiczną, zaradną kobietę.
Często pewnie słyszałabym "dziękuję, kochanie że się tym zajęłaś" , "fajnie , kochanie że to zrobiłaś" - w ogóle jakieś "dziękuję" ... a tutaj? przysłowiowo ani "dziękuję" ani "pocałuj mnie doope" .
Zrobiłaś , załatwiłaś , zajęłaś się - no i co? - ktoś musiał, nie? A poza tym przecież cóż ty takiego robiłaś? przecież nic takiego ![]()
Tylko trzymałam całe nasze "bytowanie" , bo ...ktoś musiał ![]()
Ponadto zdrowemu facetowi by się pewnie lampka zapaliła jeśli za bardzo wskutek nadkontroli wynikającej ze współuzależnienia chciałabym za dużo przestrzeni mu zająć i walczyłby o tą swoją pozycję mężczyzny . A nie poddał się całkowicie i zakopał w jakiś nałóg.
No i zdrowy facet nigdy by nie dopuścił do tego, żebym czuła się przy nim na którejś z kolei pozycji po lodówce, dachu nad głową i kolejnym z kolei uzależnieniu... tak? nie jak coś co jest , tylko jak ktoś najdroższy , najbliższy , ważny ... tak?
Dziś terapeutka powiedziała, że nawet z tymi wszystkimi ciężkimi emocjami towarzyszącymi rozstaniu : złością, żalem , bólem - jestem "żywsza" niż kiedy do niej trafiłam tkwiąc w związku i depresji na max. kilka miesięcy wstecz. Doszłyśmy do tego, że to rozstanie mnie uwalnia, uwalnia moje emocje które tłamsiłam tyle czasu. Podejrzewa, że od wielu lat zmagam się z depresją , tylko dopiero w tym newralgicznym momencie zaczęło mi to tak przeszkadzać że poszukałam pomocy. Dała mi do zrozumienia, że to ten związek trzymał mnie od wielu at w depresyjnych nastrojach . Bo czułam się sama, bez wsparcia. Bo musiałam być silna - tylko za jaką cenę?
pamiętaj, że czas jest twoim sprzymierzeńcem, wszystko mija. Pomyśl o problemach jakie miałaś rak temu o tej porze roku, co się z nimi stało ? ..... no i z tymi stanie się dokładnie to samo.
Masz rację. Za rok mam nadzieję - będę już inną osobą. Silniejszą, bardziej pewną siebie - nadal zamierzam pracować z terapeutką nad sobą.
Pisałam ci kiedyś o "kopniakach w 4 litery", że czasami potrzebujemy porządnego lania żeby się przekonać że czas zakończyć swoje cierpienie no i być może ten wyjazd właśnie jest takim ostatnim "kopniakiem" po którym zrozumiałaś i zaczęłaś powoli akceptować sytuację.
Tak może być.
Wiem, że jak wróci - będzie dla mnie już zupełnie kimś innym. Kimś , kogo nawet nie będę chciała dotknąć palcem przypadkiem.
Kimś dla mnie już obcym. Dalekim. Nieznanym.
Kimś do kogo nie mam szacunku.
Już jest właściwie.
Ciężko napisać coś co cię pocieszy w tych dniach, chwilach jedynie co mogę zrobić to wysłuchać i pamiętaj że jestem przy tobie całym serduchem i zaangażowaniem.
Dziękuję. Bardzo dużo daje mi wsparcie na forum, Twoje wsparcie też.
Pokazałaś mi, że mój problem nie leży w samej mojej zdradzie - że to był tylko skutek, efekt- co prawda bardzo niestosowny w danej sytuacji sposób rozwiązania problemów , ale jednak skutek tego co było wcześniej.
Problem był w wieloletnim życiu "obok siebie" , w chorej relacji osoby uzależnionej i osoby współuzależnionej, w niezdrowym emocjonalnie związku. W braku wsparcia, bliskości, umiejętności dawania i brania z siebie.
W tym był problem.
A to co się później podziało - to wszystko począwszy od mojej zdrady , poprzez Monię męża aż do teraz - to nic innego jak nieumiejętne radzenie sobie z emocjami , z problemami.
Nadzieja moja w tym, że ja jednak pracuję nad sobą z terapeutką i mam szansę na ogarnięcie siebie do tego stopnia, że będę kiedyś w stanie stworzyć zdrowy związek polegający na tym wszystkim czego nie miałam w małżeństwie. Mam taka nadzieję.
769 2013-04-05 23:42:00 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-05 23:45:00)
Hm...
Miałem coś napisać na temat Twojego męża...
Ale prosiłaś by tego nie robić więc nie napiszę.Trudno
PS.Z tym lekarzem to nie żartowałem.
Jak nie pojdziesz to...wirtualnie skopię Ci 4 litery kobieto...już chyba bez tych rozterek.
Nie żartuję!!!
Hm...
Miałem coś napisać na temat Twojego męża...
Ale prosiłaś by tego nie robić więc nie napiszę.Trudno
możesz - już spływa jak po kaczce
teraz niech sie Monia martwi kogo sobie przygruchała...
PS.Z tym lekarzem to nie żartowałem.
Jak nie pojdziesz to...wirtualnie skopię Ci 4 litery kobieto...już chyba bez tych rozterek.
Nie żartuję!!!
kurcze - nie miałam czasu , najwcześniej w poniedziałek będę mogła
771 2013-04-06 00:17:40 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-06 00:18:45)
Co do męża to nie o to mi chodzíło by Cię dołować itp.
Chodzi mi raczej o Jego reakcję po powrocie.Nie wiadomo co będzie jak się spotka z tamtą.Wiesz.Wirtual to nie real.Prawda?.Nigdy nic nie wiadomo.Dla Niego to także swojego rodzaju przełamanie.Zmiana tego co było na inne. Może to spotkanie Jemu jest potrzebne by przekonać się co czuje do Niej ale też i do Ciebie.
Ale już nie gdybajmy.Jak wróci to zobaczysz a może być z Nim różnie.
Co do lekarza to idź jak najszybciej bo z tego co wcześniej napisałaś nie wygląda to na zwykłe przeziębienie.
772 2013-04-06 00:40:52 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-04-06 00:42:12)
Co do męża to nie o to mi chodzíło by Cię dołować itp.
Chodzi mi raczej o Jego reakcję po powrocie.Nie wiadomo co będzie jak się spotka z tamtą.Wiesz.Wirtual to nie real.Prawda?.Nigdy nic nie wiadomo
Wiadomo - widzieli się na fotach , znają swoje głosy , znają swoje uczucia i myśli. Są motylki - jest chemia.
Skończy się jutro w łóżku (zresztą sam mi to powiedział- po to jedzie) , a potem czas pokaże. Jemu pokaże , bo mnie to już wisi co on sobie dalej zrobi ze swoim życiem.
I co on zrobi z faktem, że dwójka małych obcych dzieci mówi do niego "tato" i wymaga poświęcania czasu którego naszej małej tak niewiele poświęcał. Ona , nasza córka mu to kiedyś wypomni - wiem to ....tak jak ja wypomniałam swoim rodzicom w dorosłym życiu, po latach . Wiem jakie to było dla nich trudne - dopuścić do siebie wykrzyczane słowa : " nie okazywaliście mi miłości , najważniejsze było dla was że zjadłam obiad".
Trudne to życie - wszystko się składa na to jacy jesteśmy .
Dla Niego to także swojego rodzaju przełamanie.Zmiana tego co było na inne. Może to spotkanie Jemu jest potrzebne by przekonać się co czuje do Niej ale też i do Ciebie.
Ale już nie gdybajmy.Jak wróci to zobaczysz a może być z Nim różnie.
Może i na kolanach przybieżać ... nie zrobi to na mnie wrażenia. Dziś już nie.
Jest skreślony , tak jak on mnie skreślił w momencie kiedy dotknął mnie inny mężczyzna.
Ja też nie będę potrafiła mu wybaczyć być może też dlatego, że on nie potrafił wybaczyć mi , nie potrafił dostrzec czegoś więcej poza swoim bólem , też tego co ja czułam , nie chciał ratować ani budować, nie chciał zmieniać - i swoją szansę stracił.
A być może dlatego, że ja sama już nie chcę. Nie chcę z nim egzystować, wegetować bez emocjonalnie jak dotąd - ja chcę żyć, przeżywać emocje , dawać je i brać.
Co do lekarza to idź jak najszybciej bo z tego co wcześniej napisałaś nie wygląda to na zwykłe przeziębienie.
No faktycznie czuję się jakby mnie coś potrąciło . Jak nie przejdzie trochę do poniedziałku, to pójdę do lekarza.
Nie odnoś tego co On zrobi do siebie.
Wy to już dwa oddzielne byty.Rozumiesz?.Nie chcesz to olej Go ale chciałem tylko zaznaczyć że,Twoje przewidywania co do Niego w ten weekend wcale nie muszą się sprawdzić i nie bież tego za pewnik.Tego nie przewidzisz.
Znowu wychodzi z Ciebie ta wada z którą walczysz.Nadkontrola.Nie widzisz?Nie mierz męża swoją miarą bo On to nie ty.
Wy to już dwa oddzielne byty.Rozumiesz?.
Tak, tutaj masz rację. Dlatego tak trudno mi funkcjonować - bo jeszcze mieszkamy razem. I muszę na niego patrzeć.
Nie chcesz to olej Go ale chciałem tylko zaznaczyć że,Twoje przewidywania co do Niego w ten weekend wcale nie muszą się sprawdzić i nie bież tego za pewnik.Tego nie przewidzisz.
On doskonale wie po co tam jedzie , ona też.
Wiem to i ja.
Nie musisz do tego dorabiać ideologii.
Znowu wychodzi z Ciebie ta wada z którą walczysz.Nadkontrola.
Nie zamierzam dochodzić prawdy. To zbyt boli - już od dawna nie zaglądam do jego komputera i komórki. To wszystko jest tak świeże i tak bolesne , że tylko masochista by sobie to robił. Nie kontroluję - dla własnego dobra i zdrowia.
Odcięłam też emocje , przynajmniej staram się nie myśleć o tym i nie czuć. Nie czuję tak dużego bólu kiedy o tym nie myślę - ale terapeutka miała rację - odcinając emocje , odcina się wszystkie. Nie czuję też radości , ani nic innego. Może tak jest lepiej.
Nie widzisz?Nie mierz męża swoją miarą bo On to nie ty.
Zapewne jadą tam czytać poezje Szymborskiej , w międzyczasie będą robić na drutach i szydełkować oraz wykonywać dla zabawy ozdobne witrażyki.
W jakim Ty świecie żyjesz, co?
Od października kwitnie ich romans - jadą tam w jednym celu. Są napaleni - motylki i te sprawy.
On dla mnie jako bliska osoba w tej chwili już nie istnieje.
Wybrał.
Choćby zmienił zdanie i stwierdził, że to jednak mnie kocha - ja już nie dam mu szansy. Walczyłam jak lew o to małżeństwo , ale on wybrał - od października ona jest dla niego najważniejsza. To z jej zdaniem się liczył.
Po co były te jego teksty , że ona się zaśmiewa ze mnie kiedy ja tak to przeżywałam bo to przecież nic takiego? po co było umniejszanie rangi tej znajomości w moich oczach? Mówienie, że przesadzam kiedy już ochłonął i wycofał się z pierwszych słów kiedy mówił, że ją kocha, jest dla niego ważna.
Po to, żeby wyrzuty sumienia scedować bezczelnie na mnie a siebie wybielić.
Udawało mu się to długo, zbyt długo.
Dał doopy facet po całości. Znowu nie sprawdził się jako mężczyzna. Tchórz i tyle.
Nie potrafi wziąć odpowiedzialności, swojej winy ani za to co zrobił źle w małżeństwie , ani później.
Mnie obwinia też o to , że zamiast dać z siebie wszystko i ratować to małżeństwo , pracować nad sobą- znalazł sobie Monię.
Obwinia mnie o wszystko - siebie w tym że sypało się od dawna nie widzi.
Uciekł od wzięcia odpowiedzialności na swoje barki za swoje winy, jak tchórz.
I tak go widzę.
Nie potrafię wykrzesać z siebie ani grama szacunku do niego.
Jest dla mnie już obcy.
Zbyt mocno mnie ranił , zamknęłam na niego serce.
Nawet jeśli w tym sercu jeszcze gdzieś tam jest- uwierz mi , zrobię wszystko żeby długo już tam nie zabawił.
To co napiszę - napiszę po złości. Wiem o tym. Ale muszę to kuźwa wyrzucić.
Ustawiłam się lepiej niż on. Mój przyjaciel jest mężczyzną z krwi i kości któremu na mnie zależy naprawdę. Jest samotny z wyboru dotąd. Zrobiłby dla mnie wszystko - już pomijając fakt, ze czekał na mnie tak długo - nie mając grama nadziei. Wie jak się traktuje kobietę - stać go na to ( i finansowo i emocjonalnie) , żeby kupić mi bilet lotniczy z pierwszeństwem wejścia na pokład jak królowej , bo jestem dla niego ważna i chce żebym miała to co najlepsze. I na to, żeby bez okazji i z okazji wysyłać mi paczki niespodzianki, robić mi prezenty , drogie prezenty. I na to, żeby przylecieć do mnie i spotkać się ze mną - bo tęskni i chce ze mną spędzać jak najwięcej czasu. I na to, żeby każdy wieczór spędzać ze mną na skype choć miałby co robić tam gdzie mieszka. Bo chce mnie poznawać, interesuje go to co lubię , to co robię , to jak się czuję. Uczymy się oboje rozmawiać, nazywać uczucia i emocje. Sprawia, że czuję się dla niego ważna. Najważniejsza. Bo nie chce mnie stracić. Ma gest , ma dobry gust i wie co lubię. Wie jak się traktuje kobietę.
Tak, to on pokazał mi , że można inaczej.
Otworzył mi oczy na to, że w małżeństwie tylko "byłam". Jak rzecz , która jest i o którą nie trzeba dbać , nawet a może przede wszystkim emocjonalnie.
Że można inaczej.
I wiem, że z czasem pewnie wkradłaby się tu rutyna - tylko ja mam porównanie, bo ja nawet na początku związku z mężem nie byłam traktowana jak ktoś najważniejszy. On pił przez pierwsze 4 lata , więc zgadnijcie co było dla niego najważniejsze.
Tak, teraz chcę być rozpieszczana , chcę cieszyć się życiem - mam nadzieję, że przyjdzie moment kiedy będę mogła włączyć z powrotem emocje bo już nie będzie tak bolało i po prostu cieszyć się.
I tyle.
Wziął koc dziecka - noż szlag mnie trafił - powiedziałam, że ma zostawić bo nie życzę sobie , żeby na kocu dziecka gził się z jakąś zdzirą.
Zignorował.
Pojechał - boli.
Chciałabym zobaczyć go, jak wraca z podkulonym ogonem... I to dosłownie:))))
Skoro ten pseudo przyjaciel jest taki wspaniałomyślny i macie takie piękne wspólne plany to dlaczego wściekasz się na męża?.Czy Twój mąż nie ma prawa mieć takiej przyjaciółki?.Dlaczego mu tego odmawiasz?.
Czy czasem nie chodzi Ci o zazdrość?.
Całkowicie Cie nierozumiem kobieto.
Weź na spokojnie przemyśl swoje postępowanie wobec męża,kochanka i samej siebie bo mam wrażenie że,Ty tak naprawdę krążysz jak ćma w kółko.
Zapętliłaś się i nie wiesz jak z tego wyjść.
Dodam jeszcze jedno
Ty i Twój mąż niestety dobraliście się kak w korcu maku.Jedno drugiemu robi wciąż na złość bez konstruktywnej próby wyjścia z tej matni.Ani jedno ani ani drugie nie zamierza popuści i uznać swoją przegraną.Brak Wam pokory.
Twierdzisz że,starałaś się walczyć o męża i małżeństwo a tak naprawdę to co zrobiłaś?.Prawie nic.Nawet nie zerwałaś kontaktu z kochankiem.A od tego powinnaś zacząć.
Obwiniasz męża że,nie chciał.Ok.
A co takiego po za swoim biadoleniem i narzekaniem na Jego kontakty z tą Monią robiłaś?.
Przebiłaś te Jego emocje do Moni?
Nie.
Chciałaś ratować małżeństwo trzymając kochanka w odwodzie jako furtkę gdyby nie wyszło.No proszę Cię.No i jeszczd ten czas.Ile to mineło od ujawnienia zdrady?.Kilka m-cy?.A wiesz ile normalnie to trwa?.
Już to pisałem wcześniej.
Od początku Twoje starania nie były szczere i tyle.
Nie wzbudzam w Tobie poczucia winy tylko chcę byś w końcu pomyślała nad sobą i swoim obecnym postępowaniem.
Chcesz udowodnić że,mąż miał rację nie dając Ci szansy to jedź i zachwycaj się tym pseudo mężczyzną.Bądź tą samą kobietą z przed romansu i w trakcie.A mogłaś udowodnić sobie że,jednak Jesteś lepsza i Jesteś mądrzejsza po tych doświadczeniach.
Widać jak na dłoni że,odkąd piszesz z kochankiem to Jesteś inna.Wróciłaś do punktu wyjścia.Nie widzisz tego bo znowu masz klapki na oczach.Wciąż zwalasz winę na męża i Monię a siebie tłumaczysz że,Ty też masz prawo do szczęścia.Tylko Ty bo mąż to już nie.Prawda?.
Jedź i bierz te swoje pseudo szczęście w ramiona tylko nie wracaja tu jak królewicz okaże się niewypałem.
778 2013-04-06 10:55:09 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-06 10:56:26)
Chciałabym zobaczyć go, jak wraca z podkulonym ogonem... I to dosłownie:))))
A Ja wręcz odwrotnie.Mam nadzieję że,w końcu facet znajdzie kogoś z kim będzie szcześliwy.
Tego samego życzę kobiecie w rozterkach.
Chciałabym zobaczyć go, jak wraca z podkulonym ogonem... I to dosłownie:))))
Nie wróci z podkulonym ogonem.
To co się między nimi teraz dzieje jest dla nich ważne, najważniejsze , tak czują - przecież wiesz o czym piszę.
Tak będzie jeszcze jakiś czas. Kilka , może kilkanaście miesięcy - związek na odległość . Dopiero potem , kiedy umrą motylki - przyjdzie refleksja.
Znam to z drugiej strony - refleksja która u mnie przyszła (za późno) , bardzo bolała . To była strata kogoś kogo się kocha. Jakby ktoś wyrywał serce. Ból niemal fizyczny.
Mam to za sobą.
Teraz pomimo tego, co czuję dziś - ból wtedy - kiedy dowiedziałam się o Moni , że inną kobietę pokochał - był 100 razy gorszy niż dziś - kiedy do niej pojechał.
Teraz chyba już jestem pogodzona częściowo z tym wszystkim też dlatego że jestem bardziej świadoma tego czego ja chcę i czego oczekuję od mężczyzny i od życia . Nie dał mi tego , nie zasługiwał na mnie.
Jest we mnie co prawda dużo złości na niego. Ale to chyba normalne na tym etapie.
Rozważam poważnie złożenie tych papierów o separację i alimenty.
Wie ktoś może, czy przy separacji można uniknąć podziału majątku? Chodzi mi o to, żeby ze sprzedażą domu nie było potem problemu.
Jedź i bierz te swoje pseudo szczęście w ramiona tylko nie wracaja tu jak królewicz okaże się niewypałem.
Masz błędne poczucie.
Ja napisałam tylko jaki jest przyjaciel i jak mnie traktuje.
Napisałam tez, że ja nie mam planów dalekosiężnych i nie planuję życia naprzód.
Nie chwytam się go jak brzytwy. Nie jestem zapatrzona .
Ja wiem czego chcę i czego nie chcę.
Chcę zapomnieć o JM , i nie chcę wchodzić teraz w poważny związek do końca życia.
Czas pokaże co będzie dalej z moim życiem , ale wiem jedno na pewno - godzinę temu mój szanowny wykopał się sam z niego na własne życzenie. Właściwie pracował na to już od października.
Mylisz się co do przyjaciela.
Zerwałam kontakt na kilka ładnych miesięcy.
I mylisz się co do ratowania mojego małżeństwa.
Ratowałam, tak jak potrafiłam najlepiej. Zależało mi bardzo. Niestety JM już nie.