netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

czy warto mieć nadzieję

1 075 odpowiedzi113 960 wyświetleńzałożony przez kobieta w rozterkach, 03.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 … 17 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 586 do 650 z 1 076 ]

586

Odp: czy warto mieć nadzieję

WITAM przed kilkoma dniami straciłem kobietę którą  kochałem jak wariat. Zraniłem ją czynami i słowami przez 4 miesiące oszukiwałem ją ze mam raka, a to tylko była moja wyobraźnia. Chciałem żeby została przy mnie na stałe, ale powiedziałem prawdę. Nie chciałem jej więcej oszukiwać. Jak jej powiedziałem, to ona przez jakieś 8 godzin wcale się do mnie nie odzywała. Pojechaliśmy razem do jej przyjaciela- Daniela. Po tym spotkaniu położyliśmy się do łóżka, a ona mi powiedziała, że nie jestem jedynym facetem którego kocha. Zapytałem kogo jeszcze kocha, a ona powiedziała, że Daniela,  ale nie mogłem sie na nią wulgaryzm ... ja bardziej ją zraniłem i daliśmy sobie czas. Mówiła mi, że mnie kocha, ale w moim sercu i w głowie już była myśl, że nie da się kochać 2 osoby na raz, dlatego powiedziałem jej, że albo ja albo on. Była ze mną, bo tamten ją olewał. Był tylko jej przyjacielem, ale ona nawet po 9 miesiącach naszego związku ona dalej go kocha, a on nie chce z nią być. Straciłem ją w głupi sposób. Sprawdziłem jej telefon chociaż nigdy tego nie robiłem. Co wieczór kładąc się do łóżka ona siedziała na telefonie, jak zapytałem z kim pisze to ona, że z koleżankami. Żeby mnie oszukać zapisała tego Daniela jako dziewczynę. Nic nie podejrzewałem. Przez 3 miesiące!  Jak ja miałem się poczuć? Czułem się jak śmieć, którego można wulgaryzm jak się chce, a co najlepsze, jak by tylko dostała sms, że on ją kocha, to by nasze 9 miesięcy poszło by w wulgaryzm. To też moja wina, nie doceniałem tego co dostałem od niej. Zamieszkaliśmy ze sobą i jej dzieckiem. Wynajmowaliśmy mieszkanie. Ona pracowała, ja zajmowałem się domem i szukałem pracy, ale nie znalazłem.  Powiedziała ze mam 1 miesiąc, żeby znaleźć prace. Znalazłem na złomie, ale to tez było, że nie było co robić. Był to mały zakład i mało samochodów do rozebrania i dlatego po 8 dniach szef powiedział, że nie ma co robić, to nie będzie mi płacił za siedzenie i mnie zwolnił. Starałem się. Najgorszy to był ostatni miesiąc. Ona się może i starała, ale ja już nie wiedziałem, co o tym myśleć.  Raz już byłem w autobusie do domu, ale napisała, że mnie bardzo kocha i tęskni, to ja do niej też, że cie bardzo kocham  i jak chcesz to mogę wrócić. Napisała "to wracaj". Wróciłem i od tamtej pory się zaczęło. Pożyczyłem kase od ludzi, żeby zapłacić za stancje i mieć na jedzenie. Jak jechaliśmy mieliśmy wypadek. Ona kierowała, ja siedziałem jako pasażer bez pasów. Rozwaliłem głowę o szybę i zabrali mnie do szpitala. Ona została, bo policja przyjechała, a ja do szpitala, ale za chwile mnie wypuścili i  powiem tak, wróciliśmy  nie mogłem zasnąć w nocy. To siedziałem na łóżku i ją przytulałem dostała sms od Daniela.  Z tego sms wywnioskowałem po ich rozmowie, że chciała się z nim przespać. Tak to odczułem. Jak jej to powiedziałem, to kazała mi się spakować i wyjechać. Doszło miedzy nami do ostrych słów, przyjechał do nas jej brat. Przez 4 dni zostawałem sam w domu, ale myślałem, że jeździ i załatwia jakieś sprawy, a ona po prostu jeździła, żeby ze mną nie zostać w domu,  ale ja bez tej kobiety nie potrafię już żyć.  Bez niej czuję się pusty i samotny. Wiem zraniłem ją i dziecko które też pokochałem jak swoje. Ludzie pomóżcie! Proszę, co mogę zrobić, żeby ją odzyskać? PROSZE

Naucz się poprawnie pisać!
moderatorka apoteoza

587

Odp: czy warto mieć nadzieję

Słonko świeci - może to już wiosna , ta prawdziwa nadchodzi smile
Muszę posprzątać dom - straszny bałagan, podłogi wołają o pomstę do nieba ... zajmie mi to cały dzień. Sprzątamy sobotnio zawsze  na spółkę  z JM ... jakbym miała ten metraż sama posprzątać to bym sie zajechała wink
A na jutro się zapowiedziała stara córka znowu - ciężki czas dla niej .
Jest na pierwszym roku anglistyki - nie radzi sobie . Widzę, że to nie jest to co chciałaby robić, studia są ciężkie i  nie daje sobie rady. Ma z ubiegłego semestru zaliczyć jeden warunek , oblała wszystkie egzaminy z tego przedmiotu . Straciła motywację, pasje do tych studiów. Przytłoczyły ją. Zostały trzy miesiące do końca pierwszego roku - pod warunkiem, ze zaliczy ten zaległy egzamin. Poległa psychicznie.
Jest alternatywa, którą ma  w głowie . Ma chłopaka w Belgii , jeżdżą do siebie od jakiegoś czasu raz on tu, raz ona tam. Ma jechać tam na wakacje , popracować, pobyć.
Ale widzę, ze ciągnie ją tam bardzo. Że to, że tu jeszcze jest - jest jej jakby poświęceniem , że te studia robi dla mnie i dla dziadków którzy ją sponsorują a nie dla siebie. Widzę, że chce skorzystać z szansy wyjazdu za granicę do tego chłopaka.
Ja nie chce, żeby ona robiła coś wbrew sobie. Umówiłyśmy się jakiś czas temu, że skończy pierwszy rok, pojedzie do Belgii i zobaczymy co dalej.
Tylko że ja widzę, ze ona tego pierwszego roku nie skończy. Poddała się. Wiem, że się uczyła do tych egzaminów - nie wiem czy jest faktycznie tak słaba , czy już ma tą Belgie w głowie.
Wiem na pewno, że ona nie chce tu być- i to jest dla mnie najważniejsze.
Wiem, że czeka na to żebym ją wsparła w jej wyborach. Boi się dziadków i wszystkich którzy naciskają, żeby po trupach skończyła ten pierwszy rok. Ja tez bym chciała, ale wiem też że jest dorosła już i swoje wybory musi podejmować sama. Ja mogę ją tylko wesprzeć i stanąć po jej stronie  w walce z otoczeniem. Ciężko jej. Jest pod dużą presją.
Rozmawiałam o tym z terapeutką. Potwierdziła mój tok myślenia. Jedyne co mogę to wspierać ja teraz w jej wyborach i decyzjach . Ona już teraz żyje dla siebie a nie dla nas.
Porozmawiam z nią jeszcze jutro - przedstawię ostatni argument . Powiem, że chciałabym , żeby skończyła ten pierwszy rok i dopiero wyjechała na wypadek, gdyby tam w Belgii nie wyszło. Gdyby w wakacje okazało się, że to nie jest jednak jej miejsce. Żeby miała do czego wrócić : do studiów. To jeszcze trzy miesiące - ale na pewno będą poprawki .
Nie wiem , mam mętlik - co myślicie o tym?



iwetka28 napisał/a:

Kobietki jestem i czytam was codziennie.Życzę wam z całego serca tego wewnętrznego spokoju i w końcu wolności od tych wszystkich myśli.Byście obudziły się któregoś dnia rano rześkie i uśmiechnięte, bez tego ciężaru myśli.
Miłej nocki.Pozdrawiam

Ja też sobie tego życzę.
Myślę, że jestem na dobrej drodze , ale ta właściwa droga zacznie się dopiero kiedy nastąpi sprzedaż domu i wyprowadzka do obcego mieszkania. Wtedy dopiero odpłaczę wszystko co straciłam, co mi znane i kochane - i jeśli z tego się wtedy podniosę, to już będzie dobrze wink


dumal124 napisał/a:

prosze co moge zrobic zeby jam odzyskac PROSZE

Załóż swój wątek - na pewno wiele osób się wypowie ...
Ja nie wiem co ci poradzić - może porozmawiaj z nią. Choć jeśli serce ma już zajęte przez innego mężczyznę - zbyt wiele nie wskórasz.

588

Odp: czy warto mieć nadzieję

takie tam ... prawdziwe wink

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

589

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jest dobrze , kochani ...
Miłego dnia wszystkim big_smile

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

590

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Jest dobrze , kochani ...

Cieszę się, że wszystko u Ciebie w porządku.
Chciałabym zacząć już życie tylko z dziećmi. Niestety sprawy finansowe na razie mi na to nie pozwalają. Zdjęłam w sobotę obrączkę z którą nie rozstawałam się od 13 lat, mam dosyć tej farsy, papierowego małżeństwa, chcę być już wolna. Mój mąż wpadł w szał i zdjął swoją również. Oczywiście zero rozmowy z jego strony, nie wiem na co on liczył, może na to, że będziemy trwać latami w tym chorym układzie. On będzie robił, co będzie chciał, a ja będę na niego czekała.

591

Odp: czy warto mieć nadzieję

Hej, co u Ciebie?

592

Odp: czy warto mieć nadzieję

Było dobrze .... jakiś czas. 
Nic wcześniej nie pisałam, ale rozmawialiśmy jakiś czas temu z JM , zwróciliśmy sobie wolność.
On nie ukrywa się już z Monią- sms, rozmowy , pogaduchy . 
Ja nawiązałam kontakt z mężczyzną z którym miałam romans - pewnie powiecie, że to błąd.
Jest daleko , tylko piszemy przez gg, rozmawiamy czasem przez skype. W jakiejś tam perspektywie  mamy sie spotkać żeby zobaczyć co będzie. Nie wiem co czuję . Nie planuję ani bliższej ani dalszej  przyszłości, nie gdybam, nie układam życia wprzód - żyję chwilą.
Wiem na pewno, że chcę być i będę niezależna - mieć swoje mieszkanie , opiekować sie dzieckiem a co będzie dalej z moim życiem emocjonalnym - czas pokaże. Nie chce sie uzależniać od nikogo na tą chwilę.
JM też planuje spotkanie z Monią w najbliższym czasie. Dla niego to raczej coś poważnego. Nie przeszło mu chyba ani na chwile odkąd z nia zaczął pisać.

Podzieliliśmy sobie przestrzeń życiową w domu. Mijamy się.
Chłód bije od niego na kilometr . Wiedziałam od dawna , że przecież nie jest mój już.
Ale teraz nie tylko jest mój - jest już czyjś.

Było dobrze .... było we mnie dużo optymizmu, chęci życia , chęci zmian i poznawania czegoś nowego.
Ale dziś mi wyjątkowo ciężko.
Pogubiłam się.

Tęsknię za JM. Jest obok, a nie mogę już wyciągnąć po niego ręki. Teraz nawet nie mogę juz sie przytulić w sypialni , iśc do łózka i się wtulić . Już nie , on by już tego nie chciał. Jego serce i ciało juz do mnie nie należy.

Co ja czuję?
Dziś mi diabelnie smutno ... po 2 tygodniach optymizmu nadszedł dół.
Ciężko mi z tą stratą.
Ciężko mi z tym nowym .

593

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kurczę... nie wiem, co Ci napisać, żeby chociaż trochę Ci pomóc...
Czy Ty rozmawiasz z nim o tej Moni?

594

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Kurczę... nie wiem, co Ci napisać, żeby chociaż trochę Ci pomóc...
Czy Ty rozmawiasz z nim o tej Moni?

Nie rozmawiam o Moni , nie rozmawiamy już o niczym.
Wiem, wiedziałam od dawna przecież - że on nie wybaczył mi i nie wybaczy. Że nie chce już być ze mną , to jego świadoma decyzja.
Ja też bym mu nie zapomniała Moni tak łatwo , teraz kiedy tak łatwo przyszło mu zbliżenie sie do niej w ciągu kilku dni już wiem, że nie zapomniał o niej , nie zamknął tej furtki odkąd ja poznał.

Wiem, że nie możemy być razem - na rozum.
Ale są dni jak dziś , kiedy serce cierpi. Nie rozumie, że się nie da. Widzi tylko odrzucenie , cierpienie.

Ja wiem, że jutro czy pojutrze już będzie lepiej ... że sie ogarnę, wyłączę emocje i nie będę tak bardzo czuć.
Tylko czasem są takie wieczory jak dziś - kiedy nie da się ogarnąć.

595

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

teraz kiedy tak łatwo przyszło mu zbliżenie sie do niej w ciągu kilku dni już wiem, że nie zapomniał o niej , nie zamknął tej furtki odkąd ja poznał.

Zatem skąd wiesz, jak wygląda sytuacja między nimi?


To nie jest tak, że namawiam Cie do walki o małżeństwo. Jeśli sama czujesz, że nic z tego nie będzie, to nie będzie.
Tylko że czasem coś nam się wydaje, coś, co nie ma pokrycia w rzeczywistości...
Wyślę Ci coś na maila.
...jak znajdę:)

596

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Zatem skąd wiesz, jak wygląda sytuacja między nimi?

Wiem.
Nie pytaj skąd , po prostu wiem - on już chce sobie życie układać od nowa , z nią. Jak się nie uda , to pewnie będzie sam. Nie bierze mnie w ogóle pod uwagę. Skreślił mnie dawno temu, właściwie to już wtedy kiedy dowiedział się o moim romansie.
Sytuacja tu jest jasna jak słońce.

Bellatrix napisał/a:

To nie jest tak, że namawiam Cie do walki o małżeństwo. Jeśli sama czujesz, że nic z tego nie będzie, to nie będzie.
Tylko że czasem coś nam się wydaje, coś, co nie ma pokrycia w rzeczywistości...
Wyślę Ci coś na maila.
...jak znajdę:)

Czytałam tą książkę. Jestem niewierząca, więc aspekt religijny od razu mnie zniechęcił, ale odrzuciłam to co z wiarą tam związane i jakiś czas temu ją przeczytałam.  Czy mi pomogła? Nie bardzo - nie potrafię jej odnieść do mojej sytuacji.
Chodzi w niej o szacunek do samego siebie z tego co wywnioskowałam. Tyle wyciągnęłam z niej dla siebie.

Spędziłam  dziś popołudnie z córkami - byłyśmy na obiadku na mieście, i na kawie smile . Było bardzo fajnie, śmiechy, fajna atmosfera.
Ale smutek nadal mi dziś towarzyszy . Gdzieś tam w głębi jest - nie pozwala mi się niczym cieszyć.
Widzę też smutek młodszej córki , zamknięcie, jest mi z tym jeszcze bardziej ciężko widząc, że ona jest przygnębiona.

Ech ... trudne to wszystko.
Przecież już było dobrze, już patrzyłam wprzód a nie cofałam się w przeszłość.

Jak odsunąć smutek, przygnębienie, wyrzuty sumienia, poczucie winy.
Jak się ogarnąć? Jak odzyskać radość? Chęć życia?

597

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Czytałam tą książkę. Jestem niewierząca, więc aspekt religijny od razu mnie zniechęcił, ale odrzuciłam to co z wiarą tam związane i jakiś czas temu ją przeczytałam.  Czy mi pomogła? Nie bardzo - nie potrafię jej odnieść do mojej sytuacji.
Chodzi w niej o szacunek do samego siebie z tego co wywnioskowałam. Tyle wyciągnęłam z niej dla siebie.

Ja jestem wierząca, nie mniej świątobliwe sformułowania bywają nie do przełknięcia:) Omiń.
Tak. Chodzi o szacunek do samej siebie.
Tak naprawdę... co masz do stracenia? Gorzej już nie będzie, ale może być lepiej. Między Wami.
A jeśli nie będzie... i tak zyskujesz. Właśnie szacunek.
Czasem myślę, że gdybym stosowała się do tych rad, może dałoby się uratować nasz związek.
Tylko że na tamtym etapie mojego życia byłam na to za słaba.
Tu potrzeba jednak siły, a mnie jej wtedy brakowało.

kobieta w rozterkach napisał/a:

Ech ... trudne to wszystko.
Przecież już było dobrze, już patrzyłam wprzód a nie cofałam się w przeszłość.

Jak odsunąć smutek, przygnębienie, wyrzuty sumienia, poczucie winy.
Jak się ogarnąć? Jak odzyskać radość? Chęć życia?

Medytuj:)To pomaga.

598 Ostatnio edytowany przez KA_pl (2013-03-25 00:07:38)

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Ech ... trudne to wszystko. Przecież już było dobrze, już patrzyłam wprzód a nie cofałam się w przeszłość. Jak odsunąć smutek, przygnębienie, wyrzuty sumienia, poczucie winy. Jak się ogarnąć? Jak odzyskać radość? Chęć życia?

Ustal sobie plan działań na dany dzień tak, aby nie mieć dużo czasu na rozmyślanie. Z tego co czytam, to masz pracę, uczysz się, spędzasz też sporo czasu z dziećmi - córkami, masz też pewnie jakieś hobby, a jeżeli nie - to może czas go poszukać? W domu - dbasz o porządek. Masz więc co robić. W wolnej chwili - może spacerek, dni są coraz dłuższe, może spotkanie ze znajomymi. A jeżeli w danej chwili np. w czasie wykonywania jakiejś czynności - "pewne" myśli wracają, staraj się pomyśleć o czymś innym - córkach, znajomych, nauce, pracy, hobby, pogodzie, itp.
Z mężem - piszesz - nie wychodzi, wie on jednak co do niego czujesz. Moim zdaniem nie mów do niego tego, co nie jest prawdą, nie zabijaj głosu sumienia. On niekoniecznie musi się domyśleć tego, że mówisz coś innego a myślisz coś innego, o błędne wnioski wtedy nietrudno. Chyba też dużo już uczyniłaś - rozmawiałaś z nim wiele razy o was, więc na spokojnie, z opanowaniem już do tego podejdź - wiem, łatwo to napisać, z realizacją tego jest znacznie trudniej. Ale nie można też zabijać siebie. Nie wiesz jak będzie, ja też tego nie wiem, ale mniej nadzieję, że będzie dobrze - cokolwiek by się miało wydarzyć.
Nie myśl też w kategoriach tylko "ja" się liczę, bo gdyby każdy tak robił to nikt by nikomu w niczym nie pomógł. I jak w takich warunkach można by było liczyć na trwałe związki między ludźmi - np. przyjaźnie czy też miłość między kobietą a mężczyzną. A córki? Domyślasz się jakbyś musiała się wtedy wobec nich zachowywać... Fora internetowe też by nie istniały - chyba że ich userzy byliby np. zatrudnieni na etacie. Piszesz też, że jesteś osobą niewierzącą - może jest to czas do przemyśleń właśnie i nad tym? Zastanów się, odpowiedz sobie np. na pytanie - dlaczego jestem właśnie taką osobą? Może czas na zmiany.

599

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Tak. Chodzi o szacunek do samej siebie.
Tak naprawdę... co masz do stracenia?

No i jak to sobie wyobrażasz?
Powiem mu : pakuj manatki i wypier ... ? big_smile
Albo Monia albo ja? wink
No przecież człowieczyna popuka się w głowę , popatrzy i mnie śmiechem zabije.
My jeszcze mieszkamy razem ze względów tylko finansowych . On sie nie wyprowadzi bo ja sie wykończe finansowo na tym domu , to samo odwrotnie. Nie mamy opcji inaczej tego rozwiązać. Musimy sprzedać dom i dopiero z kasy ze sprzedaży kupić mieszkania. Pozostawienie jednej osoby na tym domu z kredytem jest to zarżnięcie tej osoby. Tego sobie zrobić nie możemy .
Albo co - wejdę do jego pokoju i powiem : "kochanie , nie życzę sobie żebyś rozmawiał z tą lafiryndą?" . No przecież to już nawet nie byłoby śmieszne , tylko dramat. My już nie jesteśmy razem, nie wahamy sie , nie próbujemy , nie mamy nadziei , nie dajemy sobie jej.
Zapytasz: to dlaczego takie ambiwalentne uczucia? powracające kryzysy? załamania?
Bo żal czasu , spędzonych wspólnie lat - 13 lat. Tego co mogło być a nie było.
Tego, że nie potrafiliśmy zbudować dojrzałego związku emocjonalnego.
Bo jestem człowiekiem a nie maszyną , bo uzmysławiam sobie że nie mogę wszystkiego i to też nie jest łatwe.
Bo wyrzuty sumienia i poczucie winy nadal jest we mnie i czasem jest bardzo silne.
Bo czasem nie radzę sobie z emocjami, wracają wspomnienia .
Bo wiem, że nie moglibyśmy być z sobą. Nie jesteśmy w stanie juz tego posklejać i juz nie chcemy.
Ale nie wyklucza to tego, że ja czuję - czuje żal , smutek, poczucie winy, tęsknotę.

Bellatrix napisał/a:

Gorzej już nie będzie, ale może być lepiej. Między Wami.

Nie jest źle między nami .
Nie rzucamy talerzami , nie kłócimy się do upadłego , jest chłodna uprzejmość.
Ten związek już nie istnieje. Trzeba zdać sobie z tego sprawę. Wieloletnie życie "obok siebie" - zdrada dopełniła dzieła. Potem Monia. I tak jest teraz , że dla mnie już jest pozamiatane. I dla niego też. Nie widzimy już życia z sobą razem.

Nie uważam w tym momencie za zasadne stawianie mu jakichkolwiek granic - jesteśmy dorośli , zdecydowaliśmy. Ten stan to jak to nazywa mój JM - "stan przejściowy" do momentu sprzedaży domu i zakupu mieszkań, wyprowadzki.
Byłoby już łatwiej gdybyśmy nie mieszkali z sobą.
Ale jest jak jest - musimy się mijać w tym domu i nie jest to łatwe dla nikogo, dla mnie na pewno nie.


KA_pl napisał/a:

Chyba też dużo już uczyniłaś - rozmawiałaś z nim wiele razy o was, więc na spokojnie, z opanowaniem już do tego podejdź - wiem, łatwo to napisać, z realizacją tego jest znacznie trudniej. Ale nie można też zabijać siebie. Nie wiesz jak będzie, ja też tego nie wiem, ale mniej nadzieję, że będzie dobrze - cokolwiek by się miało wydarzyć.

Masz rację.
Ludzie chorują, umierają, mają ciężko chore dzieci , tracą dobytek życia... mnie się tylko posypało małżeństwo.
Wierzę, że te powroty obniżenia nastroju , powroty złych smutnych ciężkich emocji są potrzebne. Nie można zakopywać na zawsze uczuć , zamykać na klucz szuflady z emocjami. Albo sie czuje wszystko, albo sie wyłącza emocje i zamyka na wszystko.
Trzeba czuć - bez radości , smutku, bólu , szczęścia, żalu - życie byłoby bezemocjonalne i puste.
Chyba najważniejsze, to podnieść się , otrzepać i iść dalej swoją drogą, dla siebie , dla dzieci.


KA_pl napisał/a:

Piszesz też, że jesteś osobą niewierzącą - może jest to czas do przemyśleń właśnie i nad tym? Zastanów się, odpowiedz sobie np. na pytanie - dlaczego jestem właśnie taką osobą? Może czas na zmiany.

Nic z tych rzeczy . Tak mam i nie zmienię.
Wierzę - w ludzi . W miłość. We wszystko to co niesie życie emocjonalne. Wierze, że każdy na tym świecie jest potrzebny i jest dla kogoś innego ważny. Wierzę, że dzieci które po sobie zostawiamy - są częścią mnie , i to ważne żeby były w życiu szczęśliwe i były dobrymi ludźmi. Bo jesteśmy na tym łez padole tylko jeden raz- nie wiadomo nigdy jak długo. I chyba - trzeba być szczęśliwym . A przede wszystkim trzeba dawać szczęście innym .
To jest moja wiara .

600

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Powiem mu : pakuj manatki i wypier ... ? big_smile
Albo Monia albo ja? wink
...
Albo co - wejdę do jego pokoju i powiem : "kochanie , nie życzę sobie żebyś rozmawiał z tą lafiryndą?" . No przecież to już nawet nie byłoby śmieszne , tylko dramat. My już nie jesteśmy razem, nie wahamy sie , nie próbujemy , nie mamy nadziei , nie dajemy sobie jej.

Rozumiem względy, dla których jesteście jeszcze razem. Ok.
Ale powiedz mi wobec tego, czemu - mieszkając razem, będąc wciąż żoną swojego męża, wyrażasz zgodę na jego kontakty z tą Monią?
Sądzisz, że to jest w porządku wobec Ciebie?

Nie widzisz, że to jest właśnie brak szacunku wobec Twojej osoby?
A może odbierasz to inaczej?
Bo ja uznawałam takie zachowanie za jawne lekceważenie mnie i pogardzanie mną, a na to zgodzić się nie mogłam.

Może poproś go o zaprzestanie tych kontaktów przynajmniej dotąd, dopóki mieszkacie razem, bo Cię ranią itd.
Ta Monia w Waszym domu to jak kochanka w Waszym łóżku, a Ty się na to zgadzasz. Wytłumacz mi dlaczego? Bo nie widzę sensu.
Dla mnie jest to kwestia wzajemnego szacunku. Po prostu. I bez znaczenia byłby dla mnie fakt, że jest to stan przejściowy.

Przepraszam bardzo, ale czy na to, żeby fizycznie sprowadził Monię do domu, tez byś się zgodziła?

601 Ostatnio edytowany przez rednight (2013-03-25 10:35:56)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Czytam ten wątek , mam pewien niesmak co do autorki.
Dlaczego?

Kobieto w rozterkach, miałaś romans, fakt, zdarza się, zrozumiałaś, chciałaś odbudowy. On nie chce. I może nie chcieć, może budować swoje życie a Ty jakbyś miała żal do niego, że on zrezygnował. Przecież to owoc Twojej pracy w związku.

Kpiną dla mnie jest zastanawianie się czy on Cię nie szanuje bo mieszkacie jeszcze razem a on śmie kontaktować się z Monią.

Szanowałaś go gdy Ty kontaktowałaś się z kochankiem mieszkając z mężem?
On nie chce z Tobą być i ma takie prawo a żal można mieć do siebie, nie do niego o kontakty z Monią, Ty mu dałaś prawo do takich sytuacji, nie widzisz tego?
Sytuacja Kalego z krową.

602

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Rozumiem względy, dla których jesteście jeszcze razem. Ok.
Ale powiedz mi wobec tego, czemu - mieszkając razem, będąc wciąż żoną swojego męża, wyrażasz zgodę na jego kontakty z tą Monią?
Sądzisz, że to jest w porządku wobec Ciebie?

Nie widzisz, że to jest właśnie brak szacunku wobec Twojej osoby?
A może odbierasz to inaczej?
Bo ja uznawałam takie zachowanie za jawne lekceważenie mnie i pogardzanie mną, a na to zgodzić się nie mogłam.

Może poproś go o zaprzestanie tych kontaktów przynajmniej dotąd, dopóki mieszkacie razem, bo Cię ranią itd.
Ta Monia w Waszym domu to jak kochanka w Waszym łóżku, a Ty się na to zgadzasz. Wytłumacz mi dlaczego? Bo nie widzę sensu.
Dla mnie jest to kwestia wzajemnego szacunku. Po prostu. I bez znaczenia byłby dla mnie fakt, że jest to stan przejściowy.

Przepraszam bardzo, ale czy na to, żeby fizycznie sprowadził Monię do domu, tez byś się zgodziła?

Nie, nie zgodziłabym sie gdyby wprowadził ja w jakikolwiek sposób fizycznie do domu i powiedziałam mu to. Wie.
Nie zerwał z nią kontaktu przez cały czas trwania ratowania związku, od grudnia - i teraz nie zerwie. Choćbym na rzęsach stawała.
Nie wymagam tego od niego już teraz  nawet, bo ja tez odnowiłam kontakt z przyjacielem. Też rozmawiam z nim przez komunikator.
Sytuacja jest jasna - układamy już sobie życie od nowa.
Staramy się żyć nowym życiem bez siebie.
Gdybym jeszcze chciała coś ratować - wtedy byłoby zasadne postawienie takich granic.
Nie jest łatwo ani jemu , ani mnie w tej sytuacji.
Ale - swoje lata już mamy - co tu dużo - jesteśmy już w średnim wieku wink , chcemy oboje skorzystać z szansy jaką dają nam nowe kontakty. Niewątpliwie jest nam łatwiej otrząsnąć się z nas samych - mając wsparcie w innych osobach. Nie wiemy oboje czy to będzie coś poważnego - ani ja  ani JM. Nie planujemy wprzód na lata , nie układam sobie planu na najbliższą pięciolatkę. Żyjemy chwilą. Teraźniejszością.
Czas pokaże jak nam sie dalej potoczy życie z kimś innym , a może samemu. A może po latach - jednak razem.
Pewnie, że nie jest to łatwe . Te nasze relacje teraz z innymi osobami.
Ale mam wrażenie, że oboje boimy sie stracić szansę ułożenia sobie życia z kimś innym . Chcemy spróbować.
Może to nowe doświadczenie pokaże nam , co jest naprawdę dla nas ważne.
Może przyjdzie kiedyś czas na refleksję : " ok , jednak Monia , czy mój przyjaciel nie dali nam szczęścia , może lepiej być samemu albo zawalczyć jednak jeszcze " .
Czuje jednak, że na teraz potrzebujemy oboje wolności. Oboje.
Bo stawianie granic , wymaganie od siebie teraz czegoś, tłamszenie , życie w tym wspólnym maraźmie na tą chwile jest niemożliwe.
Na tu i teraz - wiemy oboje, że nie chcemy i nie możemy być razem.
Nie wiem co będzie za rok , dwa , pięć. Może być wszystko.
Czas pokaże.

No i mam dobrą wiadomość - coś się ruszyło w sprzedaży domu , w czwartek mam potencjalnego kupca na oglądactwie smile

rednight napisał/a:

Czytam ten wątek , mam pewien niesmak co do autorki.
Dlaczego?

Kobieto w rozterkach, miałaś romans, fakt, zdarza się, zrozumiałaś, chciałaś odbudowy. On nie chce. I może nie chcieć, może budować swoje życie a Ty jakbyś miała żal do niego, że on zrezygnował. Przecież to owoc Twojej pracy w związku.

Kpiną dla mnie jest zastanawianie się czy on Cię nie szanuje bo mieszkacie jeszcze razem a on śmie kontaktować się z Monią.

Szanowałaś go gdy Ty kontaktowałaś się z kochankiem mieszkając z mężem?
On nie chce z Tobą być i ma takie prawo a żal można mieć do siebie, nie do niego o kontakty z Monią, Ty mu dałaś prawo do takich sytuacji, nie widzisz tego?
Sytuacja Kalego z krową.

Oczywiście , rozumiem to.
Wiele czasu mi zajęło zrozumienie , że może nie chcieć. Było to dla mnie bardzo trudne. Że nie mogę wymóc na nim, żeby mnie kochał i chciał ze mną być - bo ja przecież tak bardzo chcę.
Tak jak danie sobie wolności, że pomimo tego że ja zawiniłam - ja tez już mogę nie chcieć. Nie dlatego że "oko za oko".
Tylko dlatego, że po prostu zdałam sobie sprawę ze swoich oczekiwań i z tego jak daleko od siebie byliśmy emocjonalnie przez te lata. Jak mało miedzy nami było miłości , szacunku , troski o drugą osobę .
Nasze oczekiwania nas nigdy wzajemnie nie obchodziły. Nie rozmawialiśmy o nich. Tak naprawdę mamy oboje charaktery outsiderów. Dwie takie osoby , które nie zdają sobie sprawy z tego , że życie może wyglądać inaczej - tak właśnie kończą. Może potrzebujemy osób ciepłych , uczuciowych które wydobędą z nas te nasze emocje zakopane głęboko.
To, że my wobec siebie nie potrafimy - nie znaczy że komuś innemu się to nie uda.
Dlatego - chcemy spróbować.
Teraz już nie mamy nic do stracenia.
Jeśli kiedyś powiemy sobie : ok , jednak kocham cie , nie potrafię zbudować życia z nikim innym bo mi na tobie bardzo nadal zależy - wtedy będziemy się zastanawiać co dalej.
Na tą chwile oboje nie możemy sie na siebie otworzyć, nie możemy chcieć . Nie da się tego na siłę zrobić.
Pewnie, że mam poczucie winy. Zamiast ratować związek półtora roku temu poszłam w romans. Ale on też ma - wie, że zamiast walczyć o małżeństwo znalazł sobie Monię.
Daliśmy sobie po liściu w twarz, spróbowaliśmy  cos jeszcze działać - ale nie udało się.
Nie ma teraz takiej mocy która nas na siebie otworzy.
Potrzebujemy każde swojego życia , żeby spróbować , zobaczyć co będzie .
Życie pisze różne scenariusze.
Czas pokaże.

603

Odp: czy warto mieć nadzieję

Oczywiście jestem wdzięczna za każdą sugestię , każdy wpis. Dziękuję.
Ten wątek pomógł mi zrozumieć wiele rzeczy.

Nadal proszę o wpisy , o wsparcie.
O sugestie, i Wasze zdanie.
Każde spojrzenie - jest inne ,  ale każde coś wnosi. Pokazuje inny punkt widzenia.

604

Odp: czy warto mieć nadzieję

Wtorek - czas strasznie szybko mi biegnie ostatnio.
Byłam wczoraj na solarium - myślałam, że poprawię sobie humor dawką promieni prawie słonecznych , ale skończyło się na przyjaranym tyłku wink .
Święta w perspektywie . Będą dziwne. Nie rozmawiałam z JM czy będzie chciał iść do moich rodziców - każde święta spędzamy u nich. Ja pójdę z dziewczynami. Święta zimowe też spędziliśmy u nich , rodzina odebrała nas jakbyśmy byli w separacji wtedy. Tak było przecież. On już miał Monię , ja swoją depresję.

Powinnam się cieszyć - mamy jasną stabilną sytuację, powiedzieliśmy sobie o swoich planach na nowe już zaczęte życie . Układamy sobie je osobno. Nie widujemy się prawie a kiedy się widujemy jest spokojnie, uprzejmie . Zaczynają wydzwaniać ludzie chcący obejrzeć dom, może uda się sprzedać szybciej. Kontaktuję się z przyjacielem, który nieba by mi uchylił. W perspektywie mam za miesiąc wyjazd prawie dwutygodniowy za granicę.
Ale nie potrafię się cieszyć niczym.
Od kilku dni mam dół.

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

605

Odp: czy warto mieć nadzieję

Mąż jeszcze nie skonsumował znajomości z Monią.
Czy mąż wie o tym że odnowiłaś znajomość z kochankiem i zamierzasz do niego wyskoczyć na 2 tygodnie ?
Może to będzie dla niego "last call" albo ...utwierdzi się w przekonaniu ze Twój romans nigdy się nie zakończył.
Rozmawiałaś z nim o tym ?

606

Odp: czy warto mieć nadzieję
Andy1234 napisał/a:

Mąż jeszcze nie skonsumował znajomości z Monią.
Czy mąż wie o tym że odnowiłaś znajomość z kochankiem i zamierzasz do niego wyskoczyć na 2 tygodnie ?
Może to będzie dla niego "last call" albo ...utwierdzi się w przekonaniu ze Twój romans nigdy się nie zakończył.
Rozmawiałaś z nim o tym ?

Tak, rozmawiałam. Nie była to łatwa rozmowa, ale musiałam ją odbyć żeby móc spokojnie przejść dalej.
Miałam wrażenie, że mu ulżyło po tej informacji. Że opadł z niego jakiś ciężar - że on teraz już może , nie musi sobie odmawiać. Wiem, że trzymał tą furtkę u Moni otwartą. Gdyby tak nie było - nie zajęłoby im tylko jeden dzień  oswojenie się z sytuacją , powrót - sms , pisanina, wyznania.
On naprawdę mnie skreślił już w listopadzie właściwie kiedy zaczął z Monią - tym bardziej że nie wybaczył mi i nigdy by nie wybaczył. Mam wrażenie, że Monia zajęła jego serce już w listopadzie i nic nie mogło się udać w tej sytuacji w naszym małżeństwie. Zadurzył się . Wiem z doświadczenia jak to działa.

A ja?
Nie wiem - czy to co jest między mną i przyjacielem to coś prawdziwego.  Czas pokaże , ale powtarzam - nie chcę uzależniać siebie od jakiegokolwiek mężczyzny teraz. Pracuję, będę miała swoje mieszkanie .

Chcę zakopać już sprawę porażki mojego małżeństwa i zacząć od nowa. Chce się cieszyć życiem ... jeździć , zwiedzać, poznawać nowych ludzi , rozwijać się.
Tylko jak to zrobić żeby potrafić się cieszyć?

607

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jeszcze tak chciałam dodać, że przecież przez cały ten czas, od listopada miał kontakt z Monią . Nie zaprzestał grania w grę i kontaktu z nią podczas prób ratowania naszego związku pomimo tego, że wiedział jak mnie to boli. Odbieram to tak, że nie walczył - to było tylko tak, żeby mógł sobie powiedzieć "no przecież próbowałem". Według mnie nie próbował. Odpuścił.

Czy miał prawo?
Oczywiście , że miał prawo.
Jesteśmy dorośli , mógł już nie chcieć.

To wszystko jest na rozum - z emocjami jeszcze długo nie dojdziemy do ładu - oboje.
Choć mam wrażenie, że jemu jest łatwiej. Też łatwiej dlatego, że ma tą Monię.
Czy mnie jest łatwiej bo mam kontakt teraz z przyjacielem ? Też jest mi łatwiej niż gdybym leżała w depresji i płakała w poduszkę... też dlatego, że dzieci widzą w miarę spokojną matkę a nie płaczącą po kątach i snującą się po domu jak wychudzone zombie jakieś... wink
Zawsze łatwiej jak można z kimś pogadać , ktoś wesprze , powie kilka miłych słów, pokaże jakieś jasne światełko w przyszłości...

Zdaje sobie też sprawę, że to co się dzieje może być taką "łatką" na obolałych sercach... i kiedyś się to zemści... czas pokaże...

608

Odp: czy warto mieć nadzieję

Twój mąż nie miał czego ratować.
Moim zdaniem to z Monią nie istnieje.

609

Odp: czy warto mieć nadzieję

Twój mąż nie miał chyba czego ratować.
Moim zdaniem to z Monią nie istnieje.

610

Odp: czy warto mieć nadzieję

kobieto w rozterkach
czytam od dłuższego czasu Twoją historię, według mnie kochasz swojego męża cały czas. Odnowiłaś kontakt z przyjacielem bo jest Ci źle, ze on kontaktuje się z Monią. Bardzo cierpisz, a to ze mieszkacie razem niczego nie ułatwia...

611

Odp: czy warto mieć nadzieję
bet napisał/a:

Twój mąż nie miał chyba czego ratować.
Moim zdaniem to z Monią nie istnieje.

Ale ze jak nie istnieje?
Oczywiście, że istnieje - powiedziałabym , że nawet teraz wręcz kwitnie ich znajomość. Nie muszą się już kryć. Całymi dniami siedzi w swoim pokoju za zamkniętymi drzwiami , sms przychodzą bo słychać, siedzi do bardzo późna , rozmawiają, grają, wyznają sobie miłość - wiem, nie pytaj skąd ... po prostu wiem. Planują spotkanie , znam swojego JM. Ma maślane oczka, nie obchodzę go już całkiem, nie czuje potrzeby przebywania ze mną i rozmawiania wkręcił się na max. Nie poświęca czasu dziecku.
Już nic go nie obchodzi co związane ze mną , domem.

stokrotka1978 napisał/a:

kobieto w rozterkach
czytam od dłuższego czasu Twoją historię, według mnie kochasz swojego męża cały czas. Odnowiłaś kontakt z przyjacielem bo jest Ci źle, ze on kontaktuje się z Monią. Bardzo cierpisz, a to ze mieszkacie razem niczego nie ułatwia...

Myślę , że tak jest . Nie da się nie kochać kogoś po 13 wspólnych latach choćby nie wiem jak skopany był związek. Na swój sposób oczywiście. To jest samo uczucie , takie na serce choć rozum podpowiada , że już nic z tego nie będzie.
Chciałabym już wyprowadzić się , bo tak byłoby dużo łatwiej. Pewnie z czasem by przeszło , gdybym nie widziała go obok - byłoby mi łatwiej.

612

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jedno stwierdzenie przyszło mi do głowy , bardzo trafne :
On już zamknął ten rozdział, rozdział naszego małżeństwa. Zamknął.
Teraz tylko jeszcze ja muszę. Tak wewnętrznie. Nie tylko powierzchownie .
Jak?

613 Ostatnio edytowany przez Bellatrix (2013-03-26 14:52:05)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Zastanowiłabym się nad tym, po co Ci ten Przyjaciel...
Ma Cię dowartościować?
Więc krzywdzisz go, traktując instrumentalnie.
Chcesz wzbudzić zazdrość męża?
Więc znowu przyjaciela traktujesz instrumentalnie.
Na bezrybiu i rak ryba?

Pytania nie są miłe. Zdaję sobie sprawę.

Zauważ jednak, że jeśli będziesz się w pracy nad sobą podpierać męskim ramieniem - nie męża - to ta praca nie przyniesie wymiernych efektów.
Wciąż będzie uzależniona od męskiego ramienia.

Przyznam, że nie podoba mi się Twoja decyzja o odnowieniu kontaktu z panem, z którym miałaś romans.
Przyjaźń między Wami w tej sytuacji raczej wątpię, żeby była czysta i bez "chcenia bardziej" którejś ze stron. Sądzę nawet, że to on chce bardziej. Dając mu nadzieję, no trochę według mnie faceta krzywdzisz.

Kobieto, myślę, że jesteś na etapie, na którym do niedawna i ja byłam. Niby pracujesz, niby myślisz o sobie... Tylko że to wszystko niby. Bo zamiast analizować siebie, wciąż piszesz o tym, co robi/mówi/czuje Twój mąż. Nie Ty.
Mnie wyzwoliła wyprowadzka męża i myślę, ze w Twoim przypadku tez tak będzie.

Tylko pamiętaj - sama w sobie masz być siłą.

614

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Zastanowiłabym się nad tym, po co Ci ten Przyjaciel...
Ma Cię dowartościować?
Więc krzywdzisz go, traktując instrumentalnie.
Chcesz wzbudzić zazdrość męża?
Więc znowu przyjaciela traktujesz instrumentalnie.
Na bezrybiu i rak ryba?

Pytania nie są miłe. Zdaję sobie sprawę.

Zauważ jednak, że jeśli będziesz się w pracy nad sobą podpierać męskim ramieniem - nie męża - to ta praca nie przyniesie wymiernych efektów.
Wciąż będzie uzależniona od męskiego ramienia.

Hm ... sama nie wiem jak odpowiedzieć na Twoje pytania.
Inaczej do tego podchodzę.
Raczej w ten sposób , że życie mi umyka miedzy palcami i chcę z niego korzystać.
Męskie ramie do podparcia - to też nie tak do końca. Nie rozmawiamy o moim związku i nie wypłakuję łez w oczekiwaniu na pocieszenie , rozmawiamy o przysłowiowej doopie maryni - staram się spędzać miło czas.
Nie rozmawiamy o  przyszłości. Powiedziałam mu, że ja tu potrzebuję swoje sprawy pozamykać , usamodzielnić się, czas dziecku poświęcić. Że nie planuję wprzód , nie daje żadnych zapewnień i stabilizacji i tego też nie oczekuję od niego. Że czas pokaże co będzie dalej. On to wszystko wie na ta chwilę.


Bellatrix napisał/a:

Przyznam, że nie podoba mi się Twoja decyzja o odnowieniu kontaktu z panem, z którym miałaś romans.
Przyjaźń między Wami w tej sytuacji raczej wątpię, żeby była czysta i bez "chcenia bardziej" którejś ze stron. Sądzę nawet, że to on chce bardziej. Dając mu nadzieję, no trochę według mnie faceta krzywdzisz.

Tak, to prawda , czekał na mnie. - on bardziej chce. Zawsze tak było w zasadzie.
Ale postawiłam sprawę jasno - żadnych deklaracji długoterminowych.
Jeśli ja zdecyduję, że nie to nie .
Jeśli on zdecyduje, że nie to nie.
Nie boję się być sama - i tak będę mieszkając tu sama z dzieckiem.
Ale nie chcę zrywać tego kontaktu. Może to być coś fajnego, pięknego albo umrzeć.
Zobaczymy co czas przyniesie.

Czy ja się nim teraz bawię?
Nie , traktuję go poważnie - nie jak zabawkę , nie jak koło zapasowe .
Jak kogoś kto jest dla mnie w jakiś sposób ważny. Ale tez jak coś przyjemnego i optymistycznego w tym moim ostatnio dość smutnym życiu.


Bellatrix napisał/a:

Kobieto, myślę, że jesteś na etapie, na którym do niedawna i ja byłam. Niby pracujesz, niby myślisz o sobie... Tylko że to wszystko niby. Bo zamiast analizować siebie, wciąż piszesz o tym, co robi/mówi/czuje Twój mąż. Nie Ty.
Mnie wyzwoliła wyprowadzka męża i myślę, ze w Twoim przypadku tez tak będzie.

Ja tez tak myślę. Że po wyprowadzeniu będzie jakiś czas gorzej , ale potem już lepiej.
Chciałabym już przejść do tego etapu.


Bellatrix napisał/a:

Tylko pamiętaj - sama w sobie masz być siłą.

Staram się.
Często nie wychodzi , galopada myśli.
Psycholożka pomaga.

615 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-03-26 17:41:17)

Odp: czy warto mieć nadzieję
Andy1234 napisał/a:

Mąż jeszcze nie skonsumował znajomości z Monią.

Właśnie mnie poinformował , że jedzie po świętach do niej na weekend.
Niby wiedziałam, że kiedyś pojedzie . Niby ja też sobie swoje planuje . Niby jego zimny wzrok mówi wszystko.
Zachowuje się jak obcy już dla mnie człowiek. Nigdy go takiego nie znałam.
Ciężko jak jasna cholera.
Trudno mi nie pluć jadem. 
Trudno to przyjąć.
Łzy same kapią.


Bellatrix napisał/a:

Chcesz wzbudzić zazdrość męża?

chyba tak trochę było sad

616

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kurczę... ja nie wiem... Chyba jestem za mało tolerancyjna.
Ale nie rozumiem - powiedz mi, po co on Ci opowiada, co zamierza zrobić w związku z Monią?
Czemu rozmowy tego typu mają służyć?
Bo może on w Tobie chce wzbudzić jakąś zazdrość?

A skoro chce, żebyś była zazdrosna, to może nadal kocha?

Nie wiem, nie mieszkam z Wami, ale w tej chwili to dla mnie trochę takie postępowanie niedojrzałe... Sorry... ale z dwóch stron.

Nie rozumiem przede wszystkim tego, że mieszkacie ze sobą i jedno kontaktuje się z babą, drugie z facetem.
Jesteście MAŁŻEŃSTWEM. Nadal. I póki jesteście, darujcie sobie oboje jakiekolwiek związki i "przyjaźnie".
Według mnie to Ty mu dajesz wyraźne przyzwolenie na jego kontakty z Monią.
A może facet właśnie chce, żebyś wreszcie coś z tym zrobiła!
Chusteczka wie... powtarzam, nie wiem, jak jest naprawdę. Mogę sobie domniemywać tylko.

Wiem, że na pewno nie zgodziłabym się na jakiekolwiek kontakty mojego męża z jakąkolwiek kobietą (oczywiście mówimy tu o kontaktach miłosnych, spiskowych i ogólnie wiadomo jakich), gdyby ze mną nadal mieszkał. I nie interesują mnie motywy wspólnego mieszkania.

Mieszkacie ze sobą i tyle. I jest to - powtarzam - kwestia wzajemnego szacunku. Twojego dla niego i jego dla Ciebie - brak kontaktów z innymi partnerami.

Przecież chyba na tyle można mieć silnej woli, żeby sobie te kontakty przez czas jakiś jeszcze darować.

Rozumiem, że masz wyrzuty sumienia, bo zdradziłaś. Nie wiem, jak Twój mąż się dowiedział... Przyznałaś mu się czy sam to odkrył?
Mimo wszystko możesz chyba powiedzieć mężowi, że wiesz, że go zawiodłaś, ale prosisz go o to, żeby jednak dał Ci tę odrobinę szacunku.
Bo widzę, że wyrzuty sumienia, jakie masz, sprawiają, że zgodziłabyś się na każde jego działanie. Bo on ma prawo...
Owszem, ma. Jeśli byłby sam. Ale nie jest.

A co do Twojego przyjaciela... Otóż wydaje mi się, że właśnie podchodzisz tak, jak to opisałam.
Zdaje się, że boisz się, że zostaniesz zupełnie sama.

Tak naprawdę zraniłaś dwóch mężczyzn męża i przyjaciela. Kiedyś. Ale teraz zaczyna dziać się to samo.
Przyjaciel czeka... I nie ma mowy o wspólnej przyszłości, zobaczycie, co się będzie działo...
No sorry... Za chwile okaże się, że znowu zmieniłaś zdanie.

Kobieto... Z nawiązywaniem jakichkolwiek kontaktów z kimkolwiek poczekaj, aż ułożysz własne, samotne życie.
Nie teraz.

617 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-03-26 19:12:42)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Muszę przestać idealizować to uczucie .
Muszę przyjąć dlaczego nie możemy być razem.
Muszę wyrzucić złość.
Muszę przyjąć, że były i są powody dla których ja nie chcę z nim być. A nie tylko on ze mną.
Głupie serce - słuchaj.


Bo nie liczył się z moimi uczuciami - nie było ważne dla niego co czuję.
Bo nie poświęcał mi uwagi, ważniejszy był najpierw alkohol , później gra na konsoli, ostatecznie komputer.
Bo mnie nie doceniał- nigdy mnie za nic nie pochwalił.
Bo nie pokazywał, jak bardzo jestem dla niego ważna- widać były ważniejsze sprawy.
Bo nie mówił, że kocha, że tęskni.
Bo nie starał się być blisko , nie dążył do bliskości.
Bo nie rozmawiał ze mną o emocjach, tak jakby nie czuł i tylko życie egzystencjonalne go obchodziło.
Bo mnie nie wspierał - czułam się sama ze wszystkim.
Bo nie były ważne dla niego moje problemy.
Bo nie był dobrym ojcem - nie zabierał córek na lodowisko, spacery , wycieczki. Nie poświęcał im wystarczająco dużo czasu.
Bo nie był dobrym mężem, nie traktował mnie jak kobietę tylko jak kumpla.
Bo nie dbał o mnie.
Bo się o mnie nie troszczył.
Bo nie był mężczyzną , przy którym czułabym się bezpiecznie emocjonalnie.
Bo nie pytał jak się czuję kiedy byłam chora, nie robił wtedy gorącej herbaty , nie zapytał czy czegoś nie potrzebuję- nigdy.
Bo nie zainteresował się nigdy jako mężczyzna czy jego kobieta zmieniła opony w samochodzie , czy wymieniła olej, czy bezpiecznie może dojechać do pracy.
Bo nie zaprosił ani razu podczas 13 lat do restauracji.
Bo nie kupił ani razu podczas 13 lat prezentu z jakiejkolwiek okazji. Kwiaty na urodziny i kwiatek na dzień kobiet to wszystko na co było go stać od siebie samego. Ode mnie dostawał prezenty z każdej okazji.
Bo nie zawalczył jako mężczyzna o swoją rolę w tym związku , poddał się bo było mu tak wygodnie.
Bo najważniejsze było dla niego mieć pełną lodówkę , że na głowę nie kapie, pilot do tv i komputer - nie zależało mu na niczym innym.
Bo nie potrafił sprawić, żebyśmy żyli razem a nie obok siebie.
Bo był uparty jak osioł - jak coś sobie wbił do głowy , nie było dyskusji.
Bo nie przyznawał mi racji kiedy ja ją miałam.
Bo nigdy nie usłyszałam "przepraszam" .
Bo nigdy nie usłyszałam "dziękuję".
Bo czułam się samotna w tym związku.
Bo po wyprowadzeniu się na wieś stał się starym człowiekiem w młodym ciele.
Bo nigdy nie przyznał jak wielką wyrządził mi krzywdę swoim piciem i nigdy mi nie podziękował, że pomogłam mu wyjść z nałogu.
Bo nigdy nie zauważył  - jak wiele mnie kosztowało ponowne zaufanie po jego alkoholizmie.
Bo nigdy nie podziękował za to co dla niego zrobiłam. Wyszedł a domu rodzinnego z jedną reklamówką. Miał silną kobietę która postawiła go na nogi , sprawiła że miał dziecko, dom, samochód i wygodne życie. Nie potrafił tego docenić.
Bo nie dziękował mi za nic , uznawał że to co robię - robię bo ktoś musi.
Bo było tak, jakbym ja była sterem i okrętem w tym związku. Dawałam z siebie 100% , żeby wszystko się jakoś kręciło. Teraz - wypomniane w postaci tego, że nie czuł się mężczyzną w związku. Nie walczył o to, przyjął wygodę.
Bo się nie rozwijał. Zasiadł na laurach i czekał na starość.
Bo nie chciał mieć wspólnego hobby - wychodził z założenia , że mamy odmienne zainteresowania.
Bo jest niedojrzałym emocjonalnie już nawet nie trzeźwym tylko powracającym do nałogu alkoholikiem , a winę znowu scedował na mnie że ja go w to wpędziłam.
Nie dostrzegł na czas kryzysu w związku , bo był zapatrzony w monitor - te swoje pier..... żołnierzyki w które gapi się godzinami teraz z Monią.
Nie dostrzegł na czas kryzysu, bo nie znał moich emocji - nie obchodziły go nigdy.
Bo obwinia mnie o całe zło w związku nie widząc swojej winy.
Bo nie chciał walczyć o związek , nie chciał walczyć o mnie.
Bo nie przyjmuje, że ludzie są tylko ludźmi i popełniają błędy a każdemu należy się druga szansa.
Bo mam odczucie, że nie kochał mnie nigdy tak jak mężczyzna kocha kobietę. Nie tak jak na to zasługuję.

I na koniec - bo okazuje się, że da się , że potrafi to wszystko , potrafi być czuły , kochający , zainteresowany i interesujący , męski, troskliwy, opiekuńczy w stosunku do kobiety i dzieci, wysyłać dziesiątki sms dziennie z wyznaniem jak bardzo mu zależy - TYLKO DLA MNIE NIE POTRAFIŁ TAKI BYĆ.

Zrozum, głupia kobieto - gdyby mu na tobie zależało , gdyby kochał , gdybyś była najważniejsza , gdyby był dojrzałym emocjonalnie mężczyzną - dałby ci to wszystko , nie czułabyś się samotna w związku i nie szukałabyś tego u innego mężczyzny. A po zdradzie - szukałby powodów, starał się znaleźć je i poprawić coś żeby było lepiej . Starałby się naprawić związek a nie szukał pocieszenia u Moni. Starałby się wybaczyć, dać z siebie 100% - czy nie tak robią dojrzali mężczyźni?
Niedojrzali - szukają pocieszenia i zakopują emocje , uciekają przed trudem.
Uciekł , poddał się , nie walczył. Nie dojrzał swojej winy w tym że było źle od dawna. Nie dostrzegł kryzysu bo oddawał się z lubością kolejnemu swojemu uzależnieniu - grze on line.
Ty załatwiałaś  wszystko co związane z dziećmi (zawożenie do szkoły , wywiadówki, lekarze) i gospodarstwem domowym (zakupy , rachunki, urzędy) , finansami  , pracowałaś, uczyłaś się, dźwigałaś logistykę związaną z budową domu, pieliłaś ogródek, jeździłaś do weterynarza z psami i kotem , prałaś.
On odbierał dziecko ze szkoły, oporządzał kocioł w nowym domu, sprzątał na spółkę z tobą w soboty i kosił trawę- finito.
Jesteś interesującą, wykształconą, niebrzydką, doświadczoną , ciągle rozwijającą się kobietą.
Nie zasługuje na ciebie.

Do siebie - za każdym razem kiedy znowu przyjdzie ci płakać po tym związku , po nim - przeczytaj ten wpis.
I zrozum - zasługujesz na coś lepszego niż tylko to, że ktoś jest .

618 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-03-26 20:23:49)

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Nie rozumiem przede wszystkim tego, że mieszkacie ze sobą i jedno kontaktuje się z babą, drugie z facetem.

Lęk przed utratą szansy.
Dla nas szansy już nie ma.
Jesteśmy małżeństwem już tylko na papierze.
Nie chcemy oboje czekać.
Nie chcemy zaprzepaszczać szansy na jakiekolwiek szczęście.
Nie wiadomo , czy kiedykolwiek ktoś by nas jeszcze pokochał.
Lęk przed utratą osób którym na nas zależy i na których nam zależy.


Dla nas już nie ma szansy , szukamy jej gdzie indziej -
tylko dlaczego to tak bardzo boli? sad
dlaczego mnie to tak bardzo nadal boli?
że się nie da, że on nie chce....
rozum wie - serce nie przyjmuje ...
nie potrafi się pogodzić...
jemu jest łatwiej, widzę to....

coś w tym  jest , że za bardzo i za szybko chciałam się już otrząsnąć z tego wszystkiego , zacząć od nowa - zanim serce się pogodziło, ale może serce nigdy by się nie pogodziło ?... a  może chciałam wzbudzić zazdrość ... chęć ratowania jednak ... ale chęci w JM nie ma od dawna...
czekałam tyle czasu aż zechce , tolerowałam kontakty z nią ...
aż stwierdziłam, że nie ma na co czekać....

to dlaczego jest mi cholernie , bardzo trudno .... ciężko....?
skoro wiem, że już się nie doczekam?
dlaczego tak trudno to wszystko ogarnąć? sad

619

Odp: czy warto mieć nadzieję

Zwróciłaś uwagę na to, że winy Twojego męża, które tutaj wypisałaś, to cechy typowego faceta?
Nie ubliżając mężczyznom, ale takich, którzy w lot odgadują Twoje życzenia i ścielą Ci róże pod stopy, to ja znam może ze dwóch. A już takich, którzy są wdzięczni za wszystko, to chyba żadnego.

A małżeństw z wieloletnim stażem wokół masa...
Zatem jak się ludzie ze sobą dogadują?

A czy uważasz, że Twój przyjaciel będzie Cię całe życie romantycznie kochał? Będzie Ci opoką? Skałą? Będzie co dnia Ci mówił:"Dziękuję, kochanie, za to, że jesteś"?
Nie sądzę.

Kobieto... Co Ci dają rozmowy z Twoja p.psych.? Robisz coś dzięki nim czy tylko użalasz się nad swoim losem?

p.s. Nie piszę tego wszystkiego złośliwie. Uwierz mi. Patrzę z boku na Twoją sytuację, myślę, że obiektywnie, i takie wnioski wyciągam. Chcę pomóc.

620

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Kobieto... Co Ci dają rozmowy z Twoja p.psych.? Robisz coś dzięki nim czy tylko użalasz się nad swoim losem?

p.s. Nie piszę tego wszystkiego złośliwie. Uwierz mi. Patrzę z boku na Twoją sytuację, myślę, że obiektywnie, i takie wnioski wyciągam. Chcę pomóc.

Rozmawiałam w właśnie z JM - potwierdził po raz setny , że nasze małżeństwo dla niego skończyło się w momencie mojego romansu. Cokolwiek bym nie zrobiła potem - było już bez znaczenia. I bez znaczenia jest dla niego to, co robię teraz.
On już zamknął ten rozdział. Nie jest w stanie ani wybaczyć, ani zapomnieć.
Powiedziałam mu prawdę - że cały czas miałam nadzieję, że powie mi " rzućmy to, oddzielmy linią to co było i zacznijmy być razem" ... nigdy to nie nastąpi. Skreślił mnie dawno temu.

Jest spokojny i pewien swoich decyzji. Wie czego chce. Wie, że nie chce ze mną być
Chciałabym tego samego. W końcu - bym chciała.
Nie potrafię się ogarnąć - nadal.
Łzy już wypłakałam, przyszła złość. Potem, przyjdzie smutek, żal . Potem chwilowa poprawa i chęć zmian , rzucenie się w wir wszystkiego ... a potem znowu łzy i tak w kółko. Mam wrażenie, ze to nigdy się nie skończy.

Wiem jedno - moje małżeństwo się skończyło bardzo dawno temu , tylko ja tego nie zauważałam. Walczyłam o mrzonkę. O coś czego ja chciałam , tylko jedna strona.
Nie da się w pojedynkę.

Ja to wszystko wiem ... nadzieja umarła. Ale uczucia wciąż sprawiają, ze cierpię. Poczucie straty.
Chciałabym odciąć się od nich. Przestać czuć.

621

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Rozmawiałam w właśnie z JM - potwierdził po raz setny , że nasze małżeństwo dla niego skończyło się w momencie mojego romansu. Cokolwiek bym nie zrobiła potem - było już bez znaczenia. I bez znaczenia jest dla niego to, co robię teraz.

To po kiego grzyba opowiada Ci bzdury o Moni?
Karać chce? Bogiem nie jest.

A skoro jest taki zdecydowany, to wytłumacz JM, że właśnie robi to samo, co zarzucał Tobie.

Ech... poczytaj tę książkę jeszcze raz.

Ale przyjaciela sobie odpuść. Moim zdaniem oczywiście. Bo kiedyś może będziesz tego żałowała.
Bo to tak nie działa...  Na "opatrzenie ran" się utulisz, a potem go odrzucisz. Bo - popatrz - nie chciałaś go tak naprawdę. Gdybyś chciała, byłabyś dzisiaj z nim, a nie płakała z żalu po mężu.

Poza tym... chyba musisz dać mężowi wolną rękę, wątpię, żeby Monia okazała się jego "lekiem na całe zło". Ale chyba sam powinien dojść do takiego wniosku.

622

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Poza tym... chyba musisz dać mężowi wolną rękę, wątpię, żeby Monia okazała się jego "lekiem na całe zło". Ale chyba sam powinien dojść do takiego wniosku.

może tak jak i ja ....
może tego nam trzeba teraz ... takiego właśnie ukojenia w innych ramionach , a czas zaleczy rany i będzie można potem z mniejszym bólem wziąć życie za rogi...
z kimś albo samemu ....

nie wiem ....
ja już na dziś nic nie chcę... chce spać i nie czuć....

623

Odp: czy warto mieć nadzieję

Przespałam się. Nadal mi ciężko.

624

Odp: czy warto mieć nadzieję

Tak sobie myślę... Jeżeli dla Ciebie wyjście "klin klinem" będzie dobre, to może jednak próbuj.
Wierzę, że podświadomie każdy z nas dąży do tego, co dla niego będzie najlepsze.

Oceniłam te sytuacja moja miarką. Tzn. mnie na pewno w tej chwili nie jest potrzebny żaden mężczyzna, jak znam siebie, to możliwe, że już w ogóle nie będzie mi potrzebny.
Wręcz myśl o tym, że mogłabym z kimś być, jest dla mnie odpychająca.

Ale każdy reaguje inaczej. Może Tobie właśnie taka "odskocznia" jest potrzebna...

625

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Tak sobie myślę... Jeżeli dla Ciebie wyjście "klin klinem" będzie dobre, to może jednak próbuj.
Wierzę, że podświadomie każdy z nas dąży do tego, co dla niego będzie najlepsze.

Oceniłam te sytuacja moja miarką. Tzn. mnie na pewno w tej chwili nie jest potrzebny żaden mężczyzna, jak znam siebie, to możliwe, że już w ogóle nie będzie mi potrzebny.
Wręcz myśl o tym, że mogłabym z kimś być, jest dla mnie odpychająca.

Ale każdy reaguje inaczej. Może Tobie właśnie taka "odskocznia" jest potrzebna...

Ja też sama nie wiem co jest dla mnie najlepsze.... czas pokaże które wybory i decyzje są złe a które dobre.
Na tu i teraz robię wszystko, żeby moje serce zrozumiało że nie ma już czego szukać u "jeszcze męża". Robię wszystko żeby przestać go kochać bo świadomość tego że już mnie nie kocha, nie jest mój i romansuje z inną kobietą jest dla mnie nie do zniesienia , serce pęka. Serce pęka odkąd wiem o niej i wiem.
Ja muszę przestać się zadręczać , muszę przestać myśleć o nim , zabijać siebie codziennie budząc się i zasypiając z myślą : "nie kocha, nie chce mnie chociaż ja nadal kocham".
Muszę to wyprzeć .... bo sobie nie radzę.
On wie, że jedno słowo : "ratujemy" - sprawiłoby , że podjęłabym tą próbę. Ale go nie usłyszę. Dlatego muszę przestać myśleć o tym uczuciu ... radzę sobie jak mogę, jak potrafię.
Tak, może jest to klin klinem ... może coś z tego będzie a może nie - ale może pomoże mi pozbyć się tego z mojego serca z czym nie mogę sobie teraz poradzić sama. Mam taką nadzieję.

Wiem na pewno jedno: nie będę się uzależniać od nikogo na razie , kupię mieszkanie , będę samowystarczalna i samodzielna. Jeśli chodzi o emocje : nie planuję wprzód ... będzie co ma być. Chcę spróbować nawet za cenę porażki. Nawet za cenę tego, że może się nie udać. Bo nie mam innej koncepcji jak załatać moje serce na tą chwilę.
Ja już naprawdę jestem zmęczona - bardzo zmęczona tym wszystkim. Najbardziej tym, że jest obok - muszę go oglądać codziennie , widzieć jak zamyka się w pokoju - z nią po drugiej stronie monitora, wiedzieć że nie jest już mój , choć był przez 13 lat.

Szkoda, że nie potrafi zrozumieć jednego...

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

626

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Muszę przestać idealizować to uczucie .
Muszę przyjąć dlaczego nie możemy być razem.
Muszę wyrzucić złość.
Muszę przyjąć, że były i są powody dla których ja nie chcę z nim być. A nie tylko on ze mną.
Głupie serce - słuchaj.


Bo nie liczył się z moimi uczuciami - nie było ważne dla niego co czuję.
Bo nie poświęcał mi uwagi, ważniejszy był najpierw alkohol , później gra na konsoli, ostatecznie komputer.
Bo mnie nie doceniał- nigdy mnie za nic nie pochwalił.
Bo nie pokazywał, jak bardzo jestem dla niego ważna- widać były ważniejsze sprawy.
Bo nie mówił, że kocha, że tęskni.
Bo nie starał się być blisko , nie dążył do bliskości.
Bo nie rozmawiał ze mną o emocjach, tak jakby nie czuł i tylko życie egzystencjonalne go obchodziło.
Bo mnie nie wspierał - czułam się sama ze wszystkim.
Bo nie były ważne dla niego moje problemy.
Bo nie był dobrym ojcem - nie zabierał córek na lodowisko, spacery , wycieczki. Nie poświęcał im wystarczająco dużo czasu.
Bo nie był dobrym mężem, nie traktował mnie jak kobietę tylko jak kumpla.
Bo nie dbał o mnie.
Bo się o mnie nie troszczył.
Bo nie był mężczyzną , przy którym czułabym się bezpiecznie emocjonalnie.
Bo nie pytał jak się czuję kiedy byłam chora, nie robił wtedy gorącej herbaty , nie zapytał czy czegoś nie potrzebuję- nigdy.
Bo nie zainteresował się nigdy jako mężczyzna czy jego kobieta zmieniła opony w samochodzie , czy wymieniła olej, czy bezpiecznie może dojechać do pracy.
Bo nie zaprosił ani razu podczas 13 lat do restauracji.
Bo nie kupił ani razu podczas 13 lat prezentu z jakiejkolwiek okazji. Kwiaty na urodziny i kwiatek na dzień kobiet to wszystko na co było go stać od siebie samego. Ode mnie dostawał prezenty z każdej okazji.
Bo nie zawalczył jako mężczyzna o swoją rolę w tym związku , poddał się bo było mu tak wygodnie.
Bo najważniejsze było dla niego mieć pełną lodówkę , że na głowę nie kapie, pilot do tv i komputer - nie zależało mu na niczym innym.
Bo nie potrafił sprawić, żebyśmy żyli razem a nie obok siebie.
Bo był uparty jak osioł - jak coś sobie wbił do głowy , nie było dyskusji.
Bo nie przyznawał mi racji kiedy ja ją miałam.
Bo nigdy nie usłyszałam "przepraszam" .
Bo nigdy nie usłyszałam "dziękuję".
Bo czułam się samotna w tym związku.
Bo po wyprowadzeniu się na wieś stał się starym człowiekiem w młodym ciele.
Bo nigdy nie przyznał jak wielką wyrządził mi krzywdę swoim piciem i nigdy mi nie podziękował, że pomogłam mu wyjść z nałogu.
Bo nigdy nie zauważył  - jak wiele mnie kosztowało ponowne zaufanie po jego alkoholizmie.
Bo nigdy nie podziękował za to co dla niego zrobiłam. Wyszedł a domu rodzinnego z jedną reklamówką. Miał silną kobietę która postawiła go na nogi , sprawiła że miał dziecko, dom, samochód i wygodne życie. Nie potrafił tego docenić.
Bo nie dziękował mi za nic , uznawał że to co robię - robię bo ktoś musi.
Bo było tak, jakbym ja była sterem i okrętem w tym związku. Dawałam z siebie 100% , żeby wszystko się jakoś kręciło. Teraz - wypomniane w postaci tego, że nie czuł się mężczyzną w związku. Nie walczył o to, przyjął wygodę.
Bo się nie rozwijał. Zasiadł na laurach i czekał na starość.
Bo nie chciał mieć wspólnego hobby - wychodził z założenia , że mamy odmienne zainteresowania.
Bo jest niedojrzałym emocjonalnie już nawet nie trzeźwym tylko powracającym do nałogu alkoholikiem , a winę znowu scedował na mnie że ja go w to wpędziłam.
Nie dostrzegł na czas kryzysu w związku , bo był zapatrzony w monitor - te swoje pier..... żołnierzyki w które gapi się godzinami teraz z Monią.
Nie dostrzegł na czas kryzysu, bo nie znał moich emocji - nie obchodziły go nigdy.
Bo obwinia mnie o całe zło w związku nie widząc swojej winy.
Bo nie chciał walczyć o związek , nie chciał walczyć o mnie.
Bo nie przyjmuje, że ludzie są tylko ludźmi i popełniają błędy a każdemu należy się druga szansa.
Bo mam odczucie, że nie kochał mnie nigdy tak jak mężczyzna kocha kobietę. Nie tak jak na to zasługuję.

I na koniec - bo okazuje się, że da się , że potrafi to wszystko , potrafi być czuły , kochający , zainteresowany i interesujący , męski, troskliwy, opiekuńczy w stosunku do kobiety i dzieci, wysyłać dziesiątki sms dziennie z wyznaniem jak bardzo mu zależy - TYLKO DLA MNIE NIE POTRAFIŁ TAKI BYĆ.

Zrozum, głupia kobieto - gdyby mu na tobie zależało , gdyby kochał , gdybyś była najważniejsza , gdyby był dojrzałym emocjonalnie mężczyzną - dałby ci to wszystko , nie czułabyś się samotna w związku i nie szukałabyś tego u innego mężczyzny. A po zdradzie - szukałby powodów, starał się znaleźć je i poprawić coś żeby było lepiej . Starałby się naprawić związek a nie szukał pocieszenia u Moni. Starałby się wybaczyć, dać z siebie 100% - czy nie tak robią dojrzali mężczyźni?
Niedojrzali - szukają pocieszenia i zakopują emocje , uciekają przed trudem.
Uciekł , poddał się , nie walczył. Nie dojrzał swojej winy w tym że było źle od dawna. Nie dostrzegł kryzysu bo oddawał się z lubością kolejnemu swojemu uzależnieniu - grze on line.
Ty załatwiałaś  wszystko co związane z dziećmi (zawożenie do szkoły , wywiadówki, lekarze) i gospodarstwem domowym (zakupy , rachunki, urzędy) , finansami  , pracowałaś, uczyłaś się, dźwigałaś logistykę związaną z budową domu, pieliłaś ogródek, jeździłaś do weterynarza z psami i kotem , prałaś.
On odbierał dziecko ze szkoły, oporządzał kocioł w nowym domu, sprzątał na spółkę z tobą w soboty i kosił trawę- finito.
Jesteś interesującą, wykształconą, niebrzydką, doświadczoną , ciągle rozwijającą się kobietą.
Nie zasługuje na ciebie.

Do siebie - za każdym razem kiedy znowu przyjdzie ci płakać po tym związku , po nim - przeczytaj ten wpis.
I zrozum - zasługujesz na coś lepszego niż tylko to, że ktoś jest .

To samo mogłby napisać twój mąź

627 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-03-28 13:26:29)

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

To samo mogłby napisać twój mąź

Możliwe, że część tak - nie wszystko.
Jemu to wystarczało , uczucia okazywał tylko w nocy. Na terapii , podczas tych kilku wizyt przyznał, że jemu to wystarczało.

Myślę , że po prostu nie potrafiliśmy z jakiegoś powodu stworzyć dojrzałego prawdziwego związku , mieliśmy problem ze stworzeniem bliskości. Zadaniowo byliśmy zgranym tandemem , ja zajmowałam się logistyką i wspólnie wykonawstwem ... wybudowaliśmy przecież wspólnie dom kilka lat temu.
Coś nas blokowało przed tym żeby stworzyć tą bliskość między nami. Przed okazywaniem miłości, szacunku, troski. Woleliśmy zamknąć się każde w swoim świecie bo tak było wygodniej. Zabrakło czegoś - czego? nie wiem ...
Pracuję z psychoterapeutą nad tym, żeby dotrzeć do powodów tych blokad , żeby nie przenieść tego w przyszłość.

Chciałabym móc zaufać komuś też a może przede wszystkim w aspekcie bliskości  , odrzucić wstyd, opory , blokady , brak zaufania... żeby móc stworzyć taką właśnie bliskość w kolejnym związku.Żeby móc się otworzyć , potrafić z siebie dawać i brać od kogoś. Nie uciekać przed bliskością , nie umniejszać jak dotąd tak ważnej sfery życia.

628 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-03-28 13:40:53)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Hm.I myślisz że,po tym jak odnowiłaś znajomość z kochankiem coś zmienisz w swoim życiu?.Nie.To tylko placebo bo nie przyjmujesz do siebie wielu ważnych informacji które mąż komunikował.
Swoją drogą.Jak to dziwnie się złożyło że,akurat w czasie gdy Ty odnawiałaś znajomość mąż zdecydował się na spotkanie z Monią.Dziwne nie?Myślisz że,ta Jego decyzja mogła być powiązana z Twoim zachowaniem?

629

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Hm.I myślisz że,po tym jak odnowiłaś znajomość z kochankiem coś zmienisz w swoim życiu?.Nie.To tylko placebo bo nie przyjmujesz do siebie wielu ważnych informacji które mąż komunikował.
Swoją drogą.Jak to dziwnie się złożyło że,akurat w czasie gdy Ty odnawiałaś znajomość mąż zdecydował się na spotkanie z Monią.Dziwne nie?

Mąż kontaktował się z Monią od października , aż dotąd nie przestał. Tak się zachowuje dojrzały mężczyzna w trakcie ratowania małżeństwa? Kiedy dajemy sobie szansę w grudniu,  styczniu - ja siedzę  zaryczana , smutna a on idzie codziennie wieczorem do kompa i gra w te pieprzone żołnierzyki z nią jako swoją żoną  (są małżeństwem w grze!) - po drugiej stronie monitora , słyszy ją w słuchawkach , gada z nią przez komunikator ,- KAŻDEGO WIECZORA!!!
Tak się zachowuje ojciec i mąż który chce uratować związek? Któremu zależy na żonie?
Teraz już poczuł się zwolniony we wszystkiego i dlatego jedzie. Powiedział mi, że i tak by jechał tylko czekał na kupno mieszkania. Na faktyczne rozstanie, bo nie wiedział jak ja zareaguję na to.
Nie dlatego, że chce we mnie coś wzbudzić . Wzbudził, powiedziałam mu to przecież kilka dni temu , powiedziałam mu że jest mi z  tym ciężko i że ja nadal jeszcze czekam. Że wystarczy żeby tylko chciał.

Jestem dorosłą kobietą. Od jakiegoś czasu staram się komunikować swoje myśli. I tego samego wymagam. Nie mam 5 lat , żeby bawić się w podchody , znaki, domysły, oko za oko , urażoną dumę. Jestem dość konkretna osobą.
Jeśli mówię mu po raz setny , że nadal , nawet teraz - chciałabym mimo wszystko odciąć kreską to co było i spróbować uratować to małżeństwo - i słyszę po raz kolejny , że on nie chce , że nie potrafi się pogodzić z tym co sie stało, że zbyt wiele się wydarzyło i żadne z nas nie wychodzi z tego związku z czystą kratą , ale on już nie potrafi i nie chce ze mną być ... że starał się ale nie wyszło , nie jest w stanie z siebie do mnie wykrzesać czegoś co wystarczyłoby. To przepraszam - dostaję jasny komunikat , tak czy nie ?
On wie, że wystarczyłoby nawet teraz, że powiedziałby mi : dobrze , uratujmy to ... ja dam z  siebie wszystko , zmienimy nasze życie , zmienimy się żeby być dla siebie tym kim nigdy nie byliśmy , oddzielmy krechą, zapomnijmy , daliśmy sobie po liściu w twarz , zacznijmy od nowa- i ja bym poleciała jak na skrzydłach . ON WIE, BO MU TO POWIEDZIAŁAM PRZEDWCZORAJ. I mówiłam wcześniej wiele razy.  Wie, że byłabym w stanie wybaczyć mu tą Monię.
On to wszystko wie , bo mu mówiłam.
Pomimo moich jasnych komunikatów z mojej strony - jego odpowiedź jest ciągle : "NIE" .

To na co mam czekać?
Aż się całkiem zestarzeję? Aż on sobie ułoży życie z Monią, a ja nie wykorzystam swojej szansy i zostanę sama na starość w sytuacji kiedy nie będzie miał mi kto herbaty podać?
Nie wiem jak będzie z przyjacielem - ale nie chcę czekać aż się mój mąż obudzi , bo on mnie już nie kocha - nie obudzi się.
Trzeba iść naprzód.

630

Odp: czy warto mieć nadzieję

No tak czy nie?
Czyta wiele osób .... powie mi ktoś czy on może mówi po chińsku i jego kategoryczne "NIE oznacza jednak "TAK"?
Bo może ja nie rozumiem tego co on do mnie mówi?

631

Odp: czy warto mieć nadzieję

Wybacz ale ten kochanek to raczej Twoim przyjacielem nie jest bo gdyby Nim był to nigdy nie wdałby się z Tobą w romans.Ma facet tupet jeszcze po tym co zrobił odzywać się do Ciebie.No proszę Cię.
Tak analizując Twoją historię to raczej trudno wywnioskować czy Ty wogóle kochasz męża.Dlaczego?
Bo gdyby tak było nie pomyślałabyś nawet o wchodzeniu do tej samej rzeki.
Dużo wody jeszcze musi upłynąć byś cokolwiek zrozumiała i wyciągneła wnioski.Oj dużo.
Co do męża.Hm.Może i masz rację że nie chciał.Może.Tylko wiesz.Czasem jest tak że,mówimy co innego,myślimy jeszcze inaczej a robimy inaczej.
Wiesz co jest ważne?.
Tobie ten romans z Monią przesłania ważne fakty.Mianowicie.
Gdyby Twój mąż Cie nie kochał to już w chwili gdy dowiedział się o Twojej zdradzie nie byłoby Go już przy Tobie.
I nic nie wskórałoby Twoje błaganie,depresje itd.Miałby to w 4 literach jak Ty miałaś sypiając z kochankiem.Prawda?.Nie mów tylko że,w tych chwilach kochałaś męża i kochanka bo to kłamstwo.Wybacz ale taka jest prawda.
Prawdą jest też to że,szybko się poddałaś w tej walce o małżeństwo.Wiesz wogóle ile zazwyczaj trwa wychodzenie z takich kryzysów a ile trwa to w Waszym przypadku?.Wlaśnie.Pomyśl też nad tym że,wciąż chcesz,chcesz itd a robisz coś wręcz przeciwnego.
Może to Twoje chciejstwo z czegoś wynika a może to tylko zwykła zawiść Kalego.Bo wiesz.Ty zdradzałaś tyle czasu a mąż zaledwie romansuje w grze i już Cię to strasznie boli.Prawda?.Jego też bolało.I to znacznie dłużej.
A monia może jest tylko lekarstwem na ten ból męża.

632

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

No tak czy nie?
Czyta wiele osób .... powie mi ktoś czy on może mówi po chińsku i jego kategoryczne "NIE oznacza jednak "TAK"?
Bo może ja nie rozumiem tego co on do mnie mówi?

A znasz to?
Jak kobieta mówi nie to ma na myśli tak i odwrotnie.

633 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-03-28 14:41:50)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie mów że,jak teraz nie wykorzystasz swojej szansy to na starość będziesz sama itd.No proszę Cię.I to z kim?.Z jedną z przyczyn tego co teraz masz-kochankiem.Nie stać Cię na coś lepszego?.Tak nisko się cenisz?.Jesteś młodą kobietą i jeszcze długie lata przed Tobą.
Co znaczy kilka m-cy starań naprawy z Twojej strony w poruwnaniu do całego życia które jeśli uda Ci się wywalczyć miłość męża możesz jeszcze spędzić?.

634

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Co znaczy kilka m-cy starań naprawy z Twojej strony w poruwnaniu do całego życia które jeśli uda Ci się wywalczyć miłość męża możesz jeszcze spędzić?.

Jesteś w błędzie.
Nie znasz mojego męża.
Jeśli mówi, że nie chce być ze mną , to tak jest . Choćbym była wzorową żoną, matką i co wieczór serwowała mu striptiz przed snem a w łóżku była wampem sexu - to nic nie zmieni. Taki jest , znam go od 13 lat - on nie wybacza.
I wierzę mu, że może już nie chcieć. Zaangażował się w ten związek, gdybym ich wtedy nie nakryła - już byłoby po ich spotkaniu i pewnie powiedziałby mi to w ten sposób, że musimy poszukać rozwiązania na szybkie rozstanie bo on chce z nią być.
Ja tez nie mogłam uwierzyć, że jest zdolny do romansu - dałabym sobie rękę uciąć , nawet po mojej zdradzie. Tak jak on był pewien za mnie. Ale był zdolny , poszukał sobie pocieszenia. Ona jest w jego sercu, nie ja. Tak jak ja byłam zdolna. Jesteśmy tylko ludźmi , popełniamy błędy . Ale myślę, że ważne jest żeby się w porę otrząsnąć i dotrzeć do tego czego się naprawdę chce.
On nie chce być ze mną, ma prawo nie chcieć.
Ja też mam prawo powiedzieć : ja tez już jestem zmęczona i nie będę dłużej czekać.
Więc nie wmawiaj mi proszę po tym wszystkim co się zdarzyło , po tym wszystkim co usłyszałam od niego - że jemu na mnie zależy jako na żonie.
Nie , nie zależy mu już. Najchętniej by się wyprowadził juz teraz gdyby była taka możliwość. Albo ja bym go wykopała, bo ileż można mieć w domu kogoś kto nie poświęca czasu w domu niczemu poza tv i tą pierd.... grą i Monią ...
Czytałaś cały wątek? Czytałaś jakim człowiekiem jest mój mąż? To człowiek o osobowości uzależnieniowej ... najpierw alkohol (wiele lat) , potem zamienniki (konsola i komputer) - mój błąd polegał na tym, że stworzyłam mu idealny komfort w życiu w tych uzależnieniach . Jestem twardą babą, która zaopiekowała się nim - a on sie temu poddał bo tak było wygodnie. Teraz mi zarzuca , że nie czuł sie mężczyzną w związku - ale nie zawalczył o tą pozycję , stworzył sobie wygodę.
Ten człowiek nie wie jak powinno sie traktować kobietę , on myśli (nadal), że wystarczy tylko być.
Nie rozwija się ... nie ma innego hobby poza tą grą... nie uczy się, nie doświadcza niczego innego.... jego emocje też leżą i płaczą żałośnie ... a pracować nad tym nie chce... ani nad sobą... jego rozwój osobisty leży w gruzach ...
Ja przynajmniej chodzę na terapię, staram się nad sobą pracować a ty mi zarzucasz, że ja nic nie robię... przepraszam cie bardzo, ale pierd.... głupoty.
Moim podstawowym błędem było, że zdradziłam . Ale coś było powodem , i na pewno nie tylko to że mnie za przeproszeniem doopa swędziała. Brakowało mi ciepła , i okazywania miłości , zainteresowania i troski. Kogoś naprawdę bliskiego, przy kim poczuje sie kobietą a nie tylko rzeczą która  jest w domu. Kolejny mój bład - nie poprosiłam kiedy on sam mi tego nie dał. Ja myślę , że potrafił po prostu. On się nie zmieni - już taki będzie zawsze. Uciekający przed emocjami , nie pracował nad rozwojem osobistym na terapii alkoholowej - skończył po roku i ograniczył sie do nie picia , przerzucając sie na konsole.

Nasz związek był od początku trudny , i obarczony wieloma błędami. Po obu stronach Wszystko złożyło się na to co jest teraz.

ZROZUM - do ratowania związku potrzeba chęci z obu stron, sama tego nie uciągnę. On nie chce. A ja nie chce być Matką Teresą patrzącą na ich romans kwitnący w najlepsze poświęcającą kolejne miesiące życia bo może Pan Hrabia się ocknie i powie łaskawie "no dobra , spróbujmy".
I co potem?
Brak z jego chęci na znalezienie wpólnego hobby (już przerabialiśmy) .
Brak chęci na poznania jakichś znajomych (zostalismy sami).
Brak jego chęci nad pracą z terapeutą nad związkiem i sobą samym .
Życie na wsi z nim , schowanym za monitorem , albo dla mojego świętego spokoju z innym uzależnieniem w tle skoro komputer się żonce nie podoba.

Chciałam jeszcze mimo wszystko, bo kocham.
Krótka piłka : ratujemy albo nie ... zdecydował, że nie. Więc nie.
I tyle.
Ja tez mogę już nie chcieć.... i coraz częściej łapię sie nad tym, że kiedy sobie wieczorem popłaczę to przychodzi taka właśnie refleksja . Że już jestem zmęczona , że nie chcę się już szarpać . Dostałam jasną informację, trzeba iść dalej. On idzie tą drogą podjętej wewnętrznie decyzji  już od znacznie dłuższego czasu niż ja , dlatego mnie jest jeszcze trudniej ... ale kiedyś będzie lepiej.

635

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Tak analizując Twoją historię to raczej trudno wywnioskować czy Ty wogóle kochasz męża.Dlaczego?
Bo gdyby tak było nie pomyślałabyś nawet o wchodzeniu do tej samej rzeki.

Trochę mało wiesz o mnie żeby ferować takie wyroki .
Każdy osąd wydaje się  na podstawie swojego spojrzenia na życie , co nie znaczy że jest to osąd właściwy. Więc waż słowa.
Nie czytałaś wystarczająco wnikliwie całego wątku.

Wchodzenie do tej samej rzeki .... powodów jest wiele.
Nie to , że nie kocham męża.

636 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-03-28 15:50:19)

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

A znasz to?
Jak kobieta mówi nie to ma na myśli tak i odwrotnie.

Ale przepraszam, to chyba schizofrenia jakaś jest.
Ja mówię, że chcę tego, tego i tego ... albo nie mówię wcale jeśli mi się nie chce.
Tak?
Skoro mówię , że chce ratować związek to chcę. I tak jest.
Skoro on mówi, ze nie chce. To chyba wie co mówi, tak? Jest dorosłym człowiekiem, a nie dzieckiem.

Sorrrry , ale wkurzyłaś mnie trochę.
Może i jestem egoistką. Popełniłam błąd i płacę za niego. Ale nie wmawiaj mi, że powinnam przez kolejne miesiące walczyć o coś czego nie ma już właściwie. O coś, czego tylko ja chcę. O to, że ja będę dwoić się i troić w walce o coś , co nie ma już bytu. Cierpieć kolejne dni słuchając jego rozmów z tą kobietą wiedząc że wyznają sobie miłość. Że się spotkają tak czy siak bo tego chcą, bo ciągnie ich do siebie.
Ja zakończyłam romans kiedy się dowiedział. Czy on zrobił coś , żeby uratować ten związek? Nie , nie zrobił. Bo nie chciał. I nie chce.
I dla mnie sprawa jest jasna . Nie chce i nie potrafi. Ma prawo.
A jakies podejrzenia, dziecinada w stylu "może on się spotyka bo ja sie spotykam a tak naprawdę chce" to jest dla mnie wybacz ... dziecinada. Jeśli by chciał to by to powiedział i pokazał. I tyle.

Pozostaje kwestia poradzenia sobie z tym rozstaniem . Z emocjami.
Może po prostu jest nam łatwiej sobie z tym poradzić mając wsparcie w tych innych osobach . Jak będzie tak będzie , ale może tak na razie jest dla nas lepiej , może tego akurat potrzebujemy na tą chwilę.


Alterego1 napisał/a:

Tobie ten romans z Monią przesłania ważne fakty.Mianowicie.
Gdyby Twój mąż Cie nie kochał to już w chwili gdy dowiedział się o Twojej zdradzie nie byłoby Go już przy Tobie.
I nic nie wskórałoby Twoje błaganie,depresje itd.

I tu znowu się mylisz.
On nie ma dokąd pójść. Nie ma warunków finansowych , żeby zostawić w piz... wszystko i się wyprowadzić.
Ponadto - jest bardzo wygodnym człowiekiem. O wiele wygodniej było mu zaproponować sprzedaż domu i poczekanie spokojne na finalizację zamknięty w swoim pokoju.
Pewnie, że mógłby piprznąć tym wszystkim, ale wie doskonale że strzeliłby sobie w kolano, bo mamy wspólny dom i kredyt na nim . Zaległość (bo nie stać byłoby mnie na spłacanie samodzielne) uderzyłaby też w niego.

Lecisz kobieto stereotypami nie wgłębiając się w konkretną sytuację ani w  ludzi.
Bo wszyscy tak mają, to on też tak musi mieć. Nie ... nie tak jest. Niestety.

637 Ostatnio edytowany przez Bellatrix (2013-03-28 16:02:34)

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Wchodzenie do tej samej rzeki .... powodów jest wiele.
Nie to , że nie kocham męża.

No ale tak to wygląda... niestety...

Kobieto... jaka by Twoja decyzja nie była, ja ją zaakceptuję, bo to Twoje życie i Twoje wybory.
Ale jeśli piszesz i pytasz o poradę, to... ja wciąż podtrzymuję - daj spokój temu przyjacielowi.
Terapia nie powinna polegać na tym, że z jednych ramion wpadniesz w drugie.
Nie wierzę, że Twoja ppsych nie zwróciła CI na to uwagi. Chyba że nic jej na ten temat nie mówiłaś.

Tak bardzo boisz się samotności, że będziesz się pakowała w drugi związek, choć tak naprawdę jest mało prawdopodobne, że się uda?
Mieszkałaś kiedykolwiek sama?

Ja nie nigdy nie byłam sama. Wychowałam się w domu pełnym ludzi, a teraz zostałam zupełnie samiuteńka, bo wiesz, że dzieci nie mam.
I cholernie boję się samotności... Bo na razie daje radę, ale jak to będzie wyglądało w dłuższej perspektywie też nie wiem.

Ale nie mogę, nie chcę się na razie z nikim wiązać. Myślę, że w ogóle tego nie zrobię.
Samotność można zabić.
Mam wielu przyjaciół, rodzinę. Nie jestem sama.

Ty też to masz.
Masz dzieci.

Wiążąc się z przyjacielem na tym etapie (bo później, kiedy będziesz sama, rób, co chcesz), wiele ryzykujesz. Przede wszystkim pokażesz mężowi, że tak naprawdę w d...e go miałaś.

Kobieto... przykro mi to mówić, ale kiedy czytam to, co piszesz, mam wrażenie, jakbym trochę z moim mężem miała do czynienia.
Klapki na oczach i tylko JA. JA się czuję tak i tak, JA myślę to i to... I w końcu... JA muszę pobłażać swoim zachciankom, bo MNIE się należy... bo tak MNIE los skrzywdził.

No brutalnie to napisałam, ale nie będę Ci słodzić, bo niczemu słodzenie nie służy.

Poza tym piszesz, że znasz męża i wiesz, że jest taki czy taki. Ale za chwilę znowu piszesz, że nigdy nie spodziewałabyś się, że zrobi to i to.
Kobieto... nie znasz męża, nie wiesz, co mu w głowie siedzi.
I nigdy nie poznasz, bo jest jedna zasada: poznajemy ludzi na tyle, na ile oni sami nam na to pozwolą.

Słuchaj, ja za swojego męża dałabym się pokroić, że jest człowiekiem, który muchy by nie skrzywdził... Gdzieś chyba pisałam, że kiedy walczyliśmy o dziecko i dla mnie to była prawdziwa trauma, pocieszałam się tylko tym, że każdy niesie jakiś krzyż, każdy ma jakiś problem, bo tak już jest, że mamy coś, z czego możemy się cieszyć i coś, co nas martwi. Koleżanka ma szczęśliwą rodzinę, ale autystyczne dziecko, siostra, super dzieci, ale męża trochę dziwnego. Ja nie mam dzieci, ale mam dobrego męża... Wiesz, tak myślałam o swoim mężu. Byłam w 100% pewna, że jest taki i że nie stać go na rzeczy, które robił w tym roku.
Mylimy się w ocenie innych, nie znamy nikogo tak naprawdę. Nasi mężowie nie znają nawet siebie.

638

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Przede wszystkim pokażesz mężowi, że tak naprawdę w d...e go miałaś.

A gdzie on mnie miał przez kilka ostatnich miesięcy?

639

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
Bellatrix napisał/a:

Przede wszystkim pokażesz mężowi, że tak naprawdę w d...e go miałaś.

A gdzie on mnie miał przez kilka ostatnich miesięcy?

Nie wiem, nie jestem nim.

Sama mówisz - zdradziłam, a efekty chciałaś na już.
Nie wiem, jak działa psychika Twojego męża.
Wiem, jak ja czułam się, kiedy mój mąż ustawicznie kontaktował się z koleżankami... I wiem, że wciąż patrzę na niego przez pryzmat jego koleżanek.

640

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Sama mówisz - zdradziłam, a efekty chciałaś na już.
Nie wiem, jak działa psychika Twojego męża.

Działa tak jak piszę.
Mówi i robi to co myśli.
Nie robi mi nic na złość ani na pokaz. Taki jest.
I skoro on mi mówi, że nie chce być ze mną, nie może być - to tak właśnie jest.
Tak właśnie czuje. On się nie waha, on już podjął decyzję. Dawno temu.

641

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ale kwestia tego, czy mąż Cie kocha, czy nie, na tę chwilę w sumie nie jest najważniejsza.

....zawsze można pokochać na nowo... smile

Tylko zdaje się, że nie widzisz jednej rzeczy... wcale nie chcesz, żeby coś się udało:)

642 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-03-28 17:21:53)

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Ale kwestia tego, czy mąż Cie kocha, czy nie, na tę chwilę w sumie nie jest najważniejsza.

....zawsze można pokochać na nowo... smile

Tylko zdaje się, że nie widzisz jednej rzeczy... wcale nie chcesz, żeby coś się udało:)

Tak w skrócie to właśnie o to mi chodziło.
A wygląda to tak
Jak nie uda mi się naprawić małżeństwa to wrócę do kochanka.
Kochanek i tak przecież deklaruje że,będzie czekał wiec nic nie stracę.Jak nie ten to drugi.Prawda.
Niestety tak to wygląda kobieto w rozterkach.
By chcieć po zdradzie tak szczerze naprawić to co zniszczyłaś to pierwsze co powinnaś zrobić to wyrzucenie kochanka ze swojego życia,pamięci,serca a nie tylko z tel lub notatnika.Ty tego nie zrobiłaś więc jakbyś z góry określiła szanse na powodzenie planu.
Zresztą.Coś mi się zdaje że,do tego kochanka masz jeszcze duży sentyment co najmniej a powinnaś Go znienawidzieć.Dlaczego?
Bo On także jest winien temu co teraz masz z mężem.Nie widzisz tego?.

643

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Ale kwestia tego, czy mąż Cie kocha, czy nie, na tę chwilę w sumie nie jest najważniejsza.

....zawsze można pokochać na nowo... smile

Można , chyba można.... ale nie zamierzam siedzieć i się umartwiać w oczekiwaniu aż zakończy romans i mnie pokocha - bo może to nie nastąpić nigdy ... a życie jest tylko jedno i czas umyka między palcami. Powiem nawet więcej : on nie pokocha , bo mi nie wybaczy . On nie wybacza - musielibyście go poznać żeby wiedzieć o czym mówię.


Bellatrix napisał/a:

Tylko zdaje się, że nie widzisz jednej rzeczy... wcale nie chcesz, żeby coś się udało:)

A wiesz, ze coś w tym może być?
Serce naprawdę kocha męża- ale kiedy myślę o logistycznym aspekcie ratowania tego związku to wydaje mi się, że nie da rady. Że wiele lat życia obok siebie , brak wspólnych zainteresowań, chęci do zmian - dyskwalifikują ten związek jako udany w przyszłości. Ludzie się nie zmieniają tak bardzo , my byśmy nie potrafili zmienić się tak bardzo żeby "pasować" sobie nawzajem po tym wszystkim.
Jest dysonans między sercem a rozumem.

Alterego1 napisał/a:

Coś mi się zdaje że,do tego kochanka masz jeszcze duży sentyment co najmniej

Też może coś w tym jest .
Psychoterapeutka zawsze mi powtarza , że serce może kochać wiele osób jednocześnie na wiele sposobów . Mówiła też, że czasem trzeba wewnętrznie sobie powiedzieć "kocham cię, ale nie mogę być z tobą".
Ja myślę, że tak mam z mężem , że kocham go ale wiem nie mogę z nim być. Też dlatego, że nie potrafiliśmy przez 13 lat stworzyć dojrzałego związku i teraz tym bardziej nie będziemy potrafili się na siebie otworzyć po tym wszystkim.
Można też oczywiście wegetować w tym marazmie jak dotąd - tylko po co?
Przecież jest tylko jedno życie , krótkie.
Po co się męczyć z sobą? Żyć "półgębkiem" jak dotąd?

Wiem, że kocham męża - i na serce chcę jego bliskości, ciepła , dotyku ... a rozum podpowiada : "po co? przecież on się nie zmieni, przecież ty się nie zmienisz - to powrót do tego co było, a było przecież niedobrze".
Mogę też nie chcieć z nim być , tak jak on nie chce ze mną.
To nic złego.
Nie żyjemy w erze naszych babć , kiedy rozwód był nie do pomyślenia , a kobieta była zależna od mężczyzny... teraz kobiety są niezależne i mogą chcieć od życia i swojego mężczyzny czegoś więcej niż tylko tego, że nie pije, nie bije i wypłatę przynosi.

Powinnam chyba przyznać się przed sobą samą że faktycznie jest tak, że pomimo że serce kocha i tęskni - to rozum już mówi "nie, nie chcę z wielu powodów".
Wziąć odpowiedzialność na swoje barki i przyznać się do tego, a nie cedować cały czas na niego że to on nie chce.
On też nie chce , ale ja też mam prawo nie chcieć.
I rozum już nie chce , a serce wciąż kocha.
Dysonans.

644

Odp: czy warto mieć nadzieję

Hm.Chyba nic nie zrozumiałaś z tego co tu zostało napísane przeze mnie i Bellatrix.Jak grochem o ścianę.

645

Odp: czy warto mieć nadzieję

No to jaki jest ten Twój rodzaj miłości do męża?
Bo ja znam jeden - albo się faceta kocha, albo nie.

646

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

No to jaki jest ten Twój rodzaj miłości do męża?
Bo ja znam jeden - albo się faceta kocha, albo nie.

Właśnie?.
A już tekst p.psych że,można kochać kilku rozbawił mnie całkowicie.
Nie powiem.Dobra specjalistka.
Po takim tekscie wypada tylko zmienić specjalistę.

647

Odp: czy warto mieć nadzieję

mając kontakt z kochankiem utwierdzasz swojego męża w słuszności podjętej decyzji.

648

Odp: czy warto mieć nadzieję
zagubiona_i_co_dalej napisał/a:

mając kontakt z kochankiem utwierdzasz swojego męża w słuszności podjętej decyzji.

Podejrzewam że,to właśnie było powodem decyzji męża o spotkaniu z Monią.
O ile się nie mylę kobieta...wspominała już że,On wie o tym wątku i może go czyta.

649

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:
zagubiona_i_co_dalej napisał/a:

mając kontakt z kochankiem utwierdzasz swojego męża w słuszności podjętej decyzji.

Podejrzewam że,to właśnie było powodem decyzji męża o spotkaniu z Monią.
O ile się nie mylę kobieta...wspominała już że,On wie o tym wątku i może go czyta.

Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jesteś mężem autorki wątku. Jeśli tak, to może prościej porozmawiać otwarcie, twarzą w twarz, bez podtekstów i bez pośrednictwa forum?

650 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-03-28 20:07:05)

Odp: czy warto mieć nadzieję
Wielokropek napisał/a:
Alterego1 napisał/a:
zagubiona_i_co_dalej napisał/a:

mając kontakt z kochankiem utwierdzasz swojego męża w słuszności podjętej decyzji.

Podejrzewam że,to właśnie było powodem decyzji męża o spotkaniu z Monią.
O ile się nie mylę kobieta...wspominała już że,On wie o tym wątku i może go czyta.

Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jesteś mężem autorki wątku. A skoro tak, to może prościej porozmawiać otwarcie, twarzą w twarz, bez podtekstów i bez pośrednictwa forum?

Nie.Nie Jestem Nim.Ale to prawda.Jestem facetem.Zdradzonym facetem.Może dlatego potrafię tak dobrze Go zrozumieć.Nie wiem.
Z drugiej strony.Hm.Może na tym etapie wzajemnego okopania się w ich emocjach taka perspektywa rozmowy przez to forum lub coś w tym rodzaju byłaby jakąś metodą na rozwiązanie ich problemu?.Jak sądzisz?
Taki mały kroczek by to ruszyć w końcu.
Nie wiem.Może powinni to sobie wykrzyczeć a nie siedzieć w oddzielnych pokojach i każde przed własnym komputerem.

Posty [ 586 do 650 z 1 076 ]

Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 … 17 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026