Życie w zawieszeniu - jak długo można? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 155 ]

66

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Choruję na stwardnienie rozsiane, jestem sprawna, ale czasami podpieram się kulą. Mieszkam jednak na prowincji, gdzie raczej trudno o nowe znajomości i przyjaźnie w moim przedziale wiekowym. Knajpki są pełne młodych ludzi, domówki są coraz rzadsze, samotna kobieta jest raczej źle postrzegana.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Bags
Domyślam się jaki plan ma jej mąż, ponieważ jego zachowanie w stosunku do mnie było dwuznaczne.
Obydwoje mielibyśmy rozwód murowany, z naszej winy.

Zmieniając temat chciałabym Ciebie zapytać, jak się czułeś po rozstaniu z żoną i jak dawałeś sobie radę na początku, co robiłeś, aby o niej nie myśleć.
Może to zabrzmi dziwnie, ale ostatnio czuję się psychicznie tak, jakbym się z moim mężem rozstała, pomimo tego, że fizycznie jeszcze jest jeszcze ze mną. Boli mnie wszystko i mam wrażenie, że serce mi zaraz wyskoczy, nie chce mi się jeść, na niczym nie mogę się skupić.

Obietnica
Współczuję Ci bardzo. Wiem jak jest ciężko, gdy nie ma się komu wyżalić. U Ciebie dochodzi jeszcze choroba z którą musisz sobie radzić. Nie możesz się jednak poddawać, musisz dbać o siebie, bo stres wpływa niekorzystnie na Twoje zdrowie. Pisz tutaj jak tylko będziesz tego potrzebować, możemy się razem wspierać. 

malina m.
Na terapię chodzę od września. Wczoraj moja terapeutka zapytała mnie, czy chcę coś zmienić w moim życiu czy tylko tak sobie przychodzę.
Prawda jest taka, że jestem jak w amoku i masz rację, że zamiast zająć się sobą ciągle rozpatruję co on zrobił, powiedział. Zrobił wystarczająco, aby od niego odejść, a to co robi w tej chwili nie powinno mieć dla mnie już znaczenia.
Mam straszną apatię i niechęć do jakiegokolwiek działania.
Dlatego muszę chyba zacząć robić pewne rzeczy mechanicznie, zmuszać się do działania nawet jak nie mam ochoty, skupić się na teraźniejszości i nie myśleć o tym co będzie.

68 Ostatnio edytowany przez bags (2013-01-30 00:51:30)

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Dla mnie rozstanie z zona to byl koszmar, tego odczucia nie da sie ubrac doslownie w slowa. Przez ten okres do slubu czulem sie tak, jakbym zlapal Boga za nogi, dziewczyna ktora potrafi mnie pod kazdym wzgledem zrozumiec jako tez niepelnosprawna, okazujaca duzo ciepla i milosci. Duzo by sie o tym rozpisywac a wzystko mozna wywnioskowac po pierwszym moim poscie w watku. Rozstanie odebralem w taki sposob, jakby ona zginela tragicznie na moich oczach - gdzies trafilem na opis, ze rozstanie jest jak trauma po pogrzebie bliskiej osoby i w calej okazalosci z tym moglem sie zgodzic.
Od samego poczatku mialem prawie 100% pewnosc, ze rozstanie nie jest z mojej winy, ze ktos z rodziny tu zdrowo namieszal i doskonale wiedzialem kto.
Nasze drogi rozeszly sie w polowie maja, z poczatkiem czerwca tu trafilem a wygaszanie "reaktora" milosci stopniowo nastapilo od pazdziernika.
Co robilem i jak dawalem sobie rade by nie myslec o niej?
rzucilem sie w wir pracy, szukalem dodatkowego zajecia, terapia psychologiczna, spotkania, wyjscia ze znajomymi, odskocznia od tego wszystkiego bylo forum sychara, to forum -ono ma w sobie niesamowita moc, dla wielu wirtualna, to wiele osob moze potwierdzic, a dla mnie tez realna po spotkaniu z ludzmi stad - w ktorym poczulem sie, z jestem wsrod swoich, przetraconych czasami mocniej, bo przez zdrade. Dopiero wiadomosc, ze zostalem zdradzony definitywnie zakonczyla wszystko.

Tej mojej walki o malzenstwo z pewnoscia by nie bylo, gdyby zaczelo sie wszystko od zdrady, sam sie sobie teraz dziwie skad mialem na to szystko sily, bedac rozwalonym na miliony kawalkow i wsierajac, ciagnac za soba do pionu kilkanascie osob stad.
Terapia wyjscia z tego wszystkiego przez pisanie to watek Fluffiego "mam 36 lat i rozwod", tam to jest dopiero "jazda bez trzymanki" lol gdzie wyciagamy sie po dzis dzien rowno za uszy do pionu, wciagajac w ta "machine" nowych gosci big_smile. Gdzie - chyba - na wlasnym przykladzie udowodnilismy innym, ze zdrada to nie koniec, to dopiero poczatek nowego zycia.

Dla wielu sie moze wydawac, nawet po moim watku ze stracilem wiele, bo z malzenstwa zostaly zgliszcza. Ale poprzez swoja determinacje w walce i wspieranie sie na tym forum zyskalem o wiele wiecej.
To jest ciezka i trudna droga... ale DO ZROBIENIA!!!

Ale sie rozpisalem... kiedys tego bym nie napisal jak bylem "poturbowany" lol

69 Ostatnio edytowany przez trelemorele (2013-01-29 13:51:25)

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Nika76 to co przezywasz , to ja przy tobie wychodze na  pestke, a jedna takze mi sie wszystko lamie..eh. Ale majac takie problemy jakie mamy, wydaje nam sie ,ze to koniec swiata bo nas to przerasta. NIby jest glod w Afryce, niby ludzie sa niepelnosprawni i powinnismy sie cieszyc ,ze mamy jako tako byt i wszystkie konczyny sprawne a jednak to wszystko to dla nas tak duzy cios ,ze zycie nam sie lamie w pol. Bags ma bardzo madre posty i widac,ze wiele przeszedl po rozstaniu z zona, dlatego tacy ludzie jak on jeszcze mnie podnosza na duchu chociaz na chwile. A nam nie pozostaje nic innego jak sie podniesc. PRobowalem juz prawa przyciagania ale chyba ,zle go uzywalem bo nic mi to nie dalo a wrecz jeszcze wyszlo tylko na to ,ze sie oszukiwalem eh. Podobno NIka czas leczy rany.. tylko sam nie wiem ile musi uplynac tego czasu ,zeby co kolwiek sie zmienilo na lepsze? idzie za niedlugo wiosna i lato... moze chociaz te promienie sloneczne zmienia ,ze dzien stanie sie jasniejszy dla nas? Bags zajrzalbys do mnie? i kazdy komu chce sie poczytac ta historie? http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1374249#p1374249

70

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Mamy dzisiaj rocznicę ślubu. Wiem, że mój mąż i tak o tym nie pamięta. Pierwszy raz nie wiem co zrobić, czy składać mu życzenia, czy nie. Wszystko się wali i na dobrą sprawę nie ma co świętować. Bo niby czego mu życzyć, wspólnego szczęścia, skoro on już nic nie chce czy szczęścia z kimś innym ?

71

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?
nika76 napisał/a:

Mamy dzisiaj rocznicę ślubu. Wiem, że mój mąż i tak o tym nie pamięta. Pierwszy raz nie wiem co zrobić, czy składać mu życzenia, czy nie. Wszystko się wali i na dobrą sprawę nie ma co świętować. Bo niby czego mu życzyć, wspólnego szczęścia, skoro on już nic nie chce czy szczęścia z kimś innym ?

Butelka wina, swieca na stol i zanucic fragment 40-latka "x -Waszych - lat minelo jak jeden dzien..." big_smile

72

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Widzę, że humor Cię nie opuszcza. Ja jak zwykle w grobowym nastroju. Chyba rzeczywiście otworzę to wino i sama je wypiję.

73 Ostatnio edytowany przez bags (2013-01-29 18:45:14)

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?
nika76 napisał/a:

Widzę, że humor Cię nie opuszcza. Ja jak zwykle w grobowym nastroju. Chyba rzeczywiście otworzę to wino i sama je wypiję.

Nie dziwie Ci sie, choc pewnie w porownaniu ze mna - http://www.netkobiety.pl/t39106.html - masz lajtowy "uklad", choc z tym samym finalem co ja.

Ja przeszedlem raczej wszystkie mozliwe etapy zniszczenia ludzkiej psychiki i godnosci, pieklo do kwaratu, pogrzeb wlasnego malzenstwa i chyba samego siebie.
Z pomoca wielu osob i fantastycznego grona spod 36-tki znow zaczyna dla mnie swiecic slonce i wraca humor. Kiedys byl ale ciezko bylo go wydobyc w tej koszmarnej dla mnie sytuacji.

Wierze i trzymam kciuki ze i u Ciebie tak bedzie...
Wszystkiego dobrego - mimo wszystko - z okkazji rocznicy i glowa do gory...

P.S.
Jak cos, to zapraszam do Nas pod 36... watek Fluffiego lol

74

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Byłam wczoraj na kolacji z mężem, wrócił wcześniej z pracy. Nie było jednak jak co roku, nie dostałam kwiatów.
Powinnam się cieszyć, że pamiętał, ale nie potrafię.
Ciągle czuję jego obojętność, widzę lód w oczach i mam wrażenie, że robi to tylko z poczucia obowiązku, bo tak wypada.

75

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?
nika76 napisał/a:

Byłam wczoraj na kolacji z mężem, wrócił wcześniej z pracy. Nie było jednak jak co roku, nie dostałam kwiatów.
Powinnam się cieszyć, że pamiętał, ale nie potrafię.
Ciągle czuję jego obojętność, widzę lód w oczach i mam wrażenie, że robi to tylko z poczucia obowiązku, bo tak wypada.

I co z tym zrobisz, nika?

76

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

nika76

Przejrzałam caly Twój wątek   i jakoś sobie poukladalam w głowie cala Twoją historię. Ok, mąz Cię olewa, ma ewidentny romans z koleżanką z pracy, przy okazji szukasz jakiejś bratniej duszy w męzu tej koleżanki. Pozwalasz męzowi bawić się  Tobą, bo jak on chce to musisz iśc na spotkanie, musisz się do niego przytulic itd itp. I tu mnie, kurcze, wkurzylaś, dziewczyno. Jak możesz komukolwiek pozwolić na to, żeby tak się Tobą bawił? Jak można kochać takiego kogoś Kto manipuluje Twoimi uczuciami? Już lepiej by bylo, gdyby nic od Ciebie  nie chciał. Niech się spotyka z tą pindą, ale nie pozwól mu siebie niszczyć. Moja rada. Chce iśc do kina z Tobą i z nimi? Niech sobie idzie bez Ciebie. Jeżeli ta dziunia źle na Ciebie wplywa, to NIE MUSISZ jej oglądać. Two mąz pisz escenariusz i obsadza Cie w jakiejść roli. A;le nie musisz grać w jego filmie, olej go i zajmij się sobą i dziećmi. Wiem, co mówię. Bo skupimy się na jakiś poteflonach, a to co najszczersze i najważniejsze umyka nam. Więc przestań z nim gdziekolwiek chodzić, nie odzywaj się do niego i skup się na tym, co ważne.Nie jest tym czymś on. Wierz mi . Trzymam kciuki.

77

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

nika
ja myśle, ze Ty jesteś w jakiś sposób od niego uzależniona. Czy zastanawiałaś się dlaczego? Jakie było Twoje dzieciństwo i jak u Ciebie z poczuciem wartości. Myśl teraz o sobie. Pomyśl nad separacją, ja wąłśnie o tym myślę, to spowoduje, że podzielicie majątek i się rozejdziecie.

78 Ostatnio edytowany przez nika76 (2013-01-30 19:14:16)

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Dziewczyny
Wstyd mi za to, że daję się tak traktować. Siedzę i ryczę i na nic nie mam sił.
Z tą bratnią duszą to prawda, facet najwyraźniej mnie adoruje i robi to przy moim mężu. Wiem, że nie mogę wplątywać się w takie gierki. Myślę, że im chodzi o to, aby między zaczęło się coś dziać i rozwód gwarantowany z naszej winy. Mój mąż dokładnie wie jaki typ faceta może mnie ująć, dlatego widzi co się dzieje i nie reaguje na to.

Stokrotko, a jak u Ciebie, nadal to samo?

79

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Nika jak najbardziej masz prawo do tego, by czuć się źle, by płakać to normalna reakcja.Widzę, że zależy ci na mężu nieprawdopodobnie mocno, że uzależnił cie od siebie emocjonalnie....
Ale dziewczyno przede wszystkim masz prawo do szczęścia, wynajmij tego detektywa, jak już wcześniej wspominałaś, może coś wtedy w tobie ruszy, jak bd miała czarno na białym, że mąż cię zdradza.
Zastanów się czy chcesz tak żyć, żebrać o każdą chwilę z nim, przecież są dzieci, musisz im poświęcić uwagę, dla nich też twoje dobro jest najważniejsze, co jeśli zaczną te problemy ich przerastać.Przecież widzą, co się dzieje.
Uwierz mi ja wychowywałam się w nienormalnej rodzinie, naprawdę odcisnęło to na mnie ogromne piętno.Jeśli nie chcesz dla siebie, walcz dla dzieci.Pokaż im co to jest miłość i szacunek!!!Mąż cię nie szanuje, chcesz żeby dzieci robiły to samo?By wiązały się w chore związki, bo nie mają normalnego modelu rodziny w tej chwili?
Jeśli ten psycholog ci nie pomaga, to może zmień na innego, wybierz się do psychoterapeuty, opowiedz komukolwiek o swoim problemie, nie wiem mamie, koleżance, niech ktoś ci w końcu uświadomi, że to TY jesteś ważna, masz prawo być kochana i szczęśliwa, a twój mąż to za przeproszeniem niech spada, z tym swoim grzecznościowym pamiętaniu o rocznicy, dla mnie to tchórz nie facet.Manipuluje tobą, przy okazji spotkań z kochanką, załatwia ci jakby spotkania z jej mężem, byś w końcu rzuciła si ę w jego ramiona, bo przecież w końcu zapragniesz dotyku, iluzji miłości, zapomnienia a twój mąż bez żadnych skrupułów odbierze ci wszystko i zwali winę na ciebie.Nie pozwól mu na to, jesteś wartościową, pełną miłości kobietą, która zasługuje na wszystko, co najlepsze.Wywnioskowałam, że posiadacie jakiś majątek, zdaj sobie sprawę z tego, że twój mąż to zwykła wyrafinowana świnia, bez uczuć i emocji.On gra w swego rodzaju grę, bo chce wyjść z twarzą wobec obcych, z majątkiem z tego związku.I naprawdę nie liczą się dla niego twoje uczucia.
Zdaję sobie sprawę, że boli cię  to co napisałam, ale strasznie mi zależy (mimo tego, że się nie znamy), byś była szczęśliwa, bo czuję, że na to ogromnie zasługujesz.Walcz o siebie i o dzieci Nika, potrafisz kochać, nie bój się, to wróci do ciebie smile

80 Ostatnio edytowany przez stokrotka1978 (2013-01-31 13:41:52)

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

nika
to, ze Twój mąż tak robi to tylko świadczy o to, ze Tobą manipuluje. Myśli, że jak zaprosi ich razem to uśpi Twoją czujność, a Ty tymczasem wpadniesz w cudze ramiona. To typowe.

Pytasz co u mnie, bardzo źle, bardzo!!!

81

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Iwetka28
Dziękuję Ci za ciepłe słowa, to jest to czego potrzebuję teraz najbardziej, wsparcia innych ludzi.

Stokrotko
Ty masz chociaż zdrowe podejście, wiesz czego chcesz, postawiłaś warunki.
Ja muszę chyba dotknąć dna, aby coś zmienić, nie czuję się gotowa na ostateczność i masz rację, że dużą rolę odgrywa u mnie dzieciństwo. Widocznie nie opłakałam jeszcze wszystkiego, nigdy nie czułam się tak źle jak w tej chwili,  mam wrażenie, że wszystko we mnie umiera. Nie da się tego opisać, raz ryczę, za chwilę jestem wściekła, czemu on nie odejdzie pierwszy. Czemu to ja muszę podjąć decyzję, aby odejść od człowieka na którym w dalszym ciągu mi zależy.
Z drugiej strony myślę sobie jakim podłym trzeba być człowiekiem, aby własną żonę wystawiać dla innego faceta i tak chyba muszę zacząć myśleć o swoim mężu, że jest podłym, zakłamanym s..........

82

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Nika ja Cie prosze, ja Cie blagam...
Ty mi tu nie pisz, ze musisz siegnac dna, bo Ty na nie juz lecisz z predkoscia swiatla, jak to czesto mowilem w innych watkach skokiem na bungee ze szczytu wiezy eifla ale bez liny.

Poswiec troche czasu i przeczytaj watek "15 lat w klamstwie..." Niekochanej. Moze ten temat Ci otworzy oczy z czym masz doczynienia w postepowaniu Twojego meza.
Podobienstwo bylego meza Niekochanej do Twojego faceta jest praktycznie jak 2 krople wody.
On Cie nie chce zniszczyc w malzenstwie ale poza nim... poprzez Waszego "znajomego".

Ratuj siebie Dziewczyno... SIEBIE!!!

83

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Bags
Choć trochę mnie rozśmieszyłeś tym swoim porównaniem.
Mój m dzisiaj wrócił po podróży służbowej ze swoją lubą strasznie wściekły.
Biedaczek, pewnie mu ciężko rozstawać się z nią na noc.
A ja z koleżanką wypiłam po piwku i mam świetny nastrój.

W tej całej sytuacji dobre jest to, że wzięłam się za siebie, robię sobie małe przyjemności na które nigdy nie miałam ochoty i brakowało czasu, wszyscy mi powtarzają, że świetnie wyglądam. Ostatnio przychodzą mi do głowy różne pomysły i sama nie wiem skąd się to bierze. Mam plan, który od lutego zaczynam realizować i będzie to krok do niezależności finansowej, a wtedy myślę, że wszystko pójdzie z górki.

84

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

No w końcu widzę jakąś zwyżkę nastroju.Racja dziewczyno, dowartościowuj się, sprawiaj sobie przyjemności - jak najbardziej na to zasługujesz smile

85

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

witam, jestem w podobnej sytuacji, w październiku odkryłam zdradę męża z "koleżanką" jego, ja jej nie znałam.świat się zawalił, mamy dzieci, mąż się nie przyznawał ale w trakcie awantur przyznawał się, obwinia mnie o wszystko, jej wyznawał potajemnie miłość wielokrotnie a mnie wyzywał. Tyle razy się wypierał że to tylko koleżanka, na wakacjach nawet przy mnie rozmawiali przez telefon, odkryłam ich wyznania tak czułe i wzajemne uwielbienie, wracał póżno a ja byłam traktowana jak zero, zaczęło się wszystko gdy mąż zmienił pracę na lepszą, stanowisko itp., odbiło mu, ja też pracuję po przerwie na urlop wychowawczy i cieszę się bo inaczej bym zwariowała.Kocham go, świat mi się zawalił, walczę o nasz związek ale już tracę siły.Jestem wrakiem człowieka, żal mi dzieci, jak czytam Was to czuję się silniejsza ale nie wiem do końca, bo daleko to zaszło z ich strony.

86

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

dodam jeszcze że wzięłam się za siebie, robię sobie drobne przyjemności, chodzę na zakupy, do fryzjera staram się  wyglądać super dla swojego samopoczucia, to mnie uskrzydla ale mąż jest tak zafascynowany swoją miłostką żę nic nie zauważą, nie okazuje mi pozytywnych ciepłych uczuć, tak mi ciężko że mnie to spotkało,
staram się nie rozmawiać o tym a mąż udaje poprawę,  ale czasami mam wrażenie że kombinuje poza moimi plecami nie wiem czy trochę odpuścić i czekać co będzie dalej, mam wrażenie że próby rozmów o tej sytuacji doprowadzają go do szału...W pracy nikt nie wie, udaję żę jest ok i tym bardziej mi ciężko , niestety stres widać na mojej twarzy...

87 Ostatnio edytowany przez nika76 (2013-02-01 02:08:55)

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?
anusia123 napisał/a:

dodam jeszcze że wzięłam się za siebie, robię sobie drobne przyjemności, chodzę na zakupy, do fryzjera staram się  wyglądać super dla swojego samopoczucia, to mnie uskrzydla ale mąż jest tak zafascynowany swoją miłostką żę nic nie zauważą, nie okazuje mi pozytywnych ciepłych uczuć, tak mi ciężko że mnie to spotkało,
staram się nie rozmawiać o tym a mąż udaje poprawę,  ale czasami mam wrażenie że kombinuje poza moimi plecami nie wiem czy trochę odpuścić i czekać co będzie dalej, mam wrażenie że próby rozmów o tej sytuacji doprowadzają go do szału....

Dobrze, że dbasz o siebie, to bardzo ważne dla twojego samopoczucia. Ja rozmów zaprzestałam, bo tak jak piszesz- doprowadzało go to do szału. Zajmij się sobą i obserwuj. Mam wrażenie, że twój mąż znajomości nie zakończył, stąd ten chłód uczuciowy.
Ja po tak długim czasie mam już dosyć patrzenia na to wszystko, jego obojętności, przerzucania winy na mnie, poniżania, ostatnio im go mniej w domu tym lepiej się czuję. Bo za czym tu tęsknić ? Patrzenie na to tylko dodatkowo dobija.

88

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Dzięki Nika za dobre słowo, musimy się wspierać, nie wiem co dalej ale trzeba się podnieść, ja czasami po kłótniach z mężem sięgam dna, czuję się bezwartościowa, to on chce wzbudzać we mnie poczucie winy odwracając "kota ogonem" czasem z płaczu przechodzę w śmiech bo jestem traktowana jakbym to ja go zdradziła a nie on mnie.Masz rację nie można się kłócić bo jest  odwrotny skutek. Czasami mam dni wytrwałości w swoim postanowieniu, czuję się silna , patrzę z nadzieją w przyszłość ale wystarczy jeden dzień obojętności i kombinacji mojego męża a mam wrażenie że wracam do punktu wyjścia . Też jestem pewna że mają kontakt tylko bardziej się kryją zresztą mąż mi mówi żę to tylko koleżanka i ja mu nie zabronię kontaktów...Ale zna mnie na tyle że wie że jak spotkam tą koleżankę na drodze to zrobię z niej śmietanę, swoją drogą najbardziej mnie wkurza że ta zdzira ma ubaw ze mnie i satysfakcję a ja tragedię związek w rozsypce, żal mi bardzo dzieci -2
które są świadkami tego, nawet wyczuwają napiętą atmosferę w domu, nie zasłużyły na to. Smutne jest to że ludzie martwią się o zdrowie, naukę dzieci, śmiertelne choroby a ja mam wywrócone życie dzięki mężowi. Dobija mnie wyznawania miłośći jej, które odkryłam a ja nie pamiętam kiedy mnie czule przytulił. Nie wiem co robić,

Wiem, że musimy być twarde, zadbane,pewne siebie, tajemnicze i unikać kłótni a działać po cichu ale jak długo tak można? zazdroszczę pozytywnie ludziom na ulicy którzy się szanują, obdarzają pozytywnymi uczuciami, nie wiem ale brak mi wiary że będzie dobrze chociaż chcę w to wierzyć...

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?
nika76 napisał/a:

Czego się boję? Życia w samotności, chociaż i tak jestem samotna

kwintesencja moich lęków - jestem też w sytuacji zakrętu życiowego, w bardzo poważnym kryzysie związku - który chyli się ku upadkowi
mówią, że wina jest po obu stronach - przyznam , że ja zawaliłam bardziej
też jest mi bardzo, bardzo ciężko
wiem co przeżywasz - współczuję Ci szczerze , wiem że wieczory są najgorsze sad

90

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?
kobieta w rozterkach napisał/a:
nika76 napisał/a:

Czego się boję? Życia w samotności, chociaż i tak jestem samotna

kwintesencja moich lęków - jestem też w sytuacji zakrętu życiowego, w bardzo poważnym kryzysie związku - który chyli się ku upadkowi
mówią, że wina jest po obu stronach - przyznam , że ja zawaliłam bardziej
też jest mi bardzo, bardzo ciężko
wiem co przeżywasz - współczuję Ci szczerze , wiem że wieczory są najgorsze sad

Trochę bym się z tobą nie zgodziła, nie dlatego, że uważam, że zdrada to nic takiego, ale że w życiu prócz wierności ważne są też inne wartości tj. szacunek (którego twojemu mężowi brakuje), okazywanie uczuć, dbanie o siebie, rozmowa, walka o związek, której twój mąż nigdy nie podjął, a ty walczyłaś z jego nałogami.Nie siedzę w jego głowie, ale tez sporo przeszłaś  w tym związku, on też się musi w końcu postarać.Piwko i gry, bo tak najwygodniej w jego wydaniu.Usiądź i pomyśl : .JESTEM WAŻNA :)ZASŁUGUJĘ NA SZCZĘŚCIE :)Tego zapewne chciałaś decydując się na zdradę, spokojnie ponosisz konsekwencje, ale kurde niech facet też coś w końcu ruszy.Siły dla was dziewczyny, Nika weź się za siebie mądra kobietko smile

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?
iwetka28 napisał/a:

Trochę bym się z tobą nie zgodziła, nie dlatego, że uważam, że zdrada to nic takiego, ale że w życiu prócz wierności ważne są też inne wartości tj. szacunek (którego twojemu mężowi brakuje), okazywanie uczuć, dbanie o siebie, rozmowa, walka o związek, której twój mąż nigdy nie podjął, a ty walczyłaś z jego nałogami.Nie siedzę w jego głowie, ale tez sporo przeszłaś  w tym związku, on też się musi w końcu postarać.Piwko i gry, bo tak najwygodniej w jego wydaniu.Usiądź i pomyśl : .JESTEM WAŻNA :)ZASŁUGUJĘ NA SZCZĘŚCIE smile

kiedy tak siadam i myślę tak jak piszesz - to zaraz mi sie włącza : "a może szczęście to mrzonka? może nie jest najgorzej? skoro wytrwałam tak wiele lat, może dotrwam tak do końca?"
to wyżej to na rozum - a w sercu ogromna rana i lęk który paraliżuje jakiekolwiek ruchy

iwetka28 napisał/a:

Tego zapewne chciałaś decydując się na zdradę, spokojnie ponosisz konsekwencje, ale kurde niech facet też coś w końcu ruszy.

tracę nadzieję z każdym dniem że coś zrozumie...

92 Ostatnio edytowany przez nika76 (2013-02-02 00:16:20)

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?
anusia123 napisał/a:

...ja czasami po kłótniach z mężem sięgam dna, czuję się bezwartościowa, to on chce wzbudzać we mnie poczucie winy odwracając "kota ogonem" czasem z płaczu przechodzę w śmiech bo jestem traktowana jakbym to ja go zdradziła....

U mnie wypisz, wymaluj to samo. Nie daj się sprowokować, ja wychodzę z pokoju, unikam dyskusji, nie robię wymówek.
Mam wrażenie, że oni szukają powodu do kłótni, aby usprawiedliwić przed sobą to co robią.
Wiesz, najgorsze u mnie jest to poczucie odrzucenia przez niego, też czuję się bezwartościowa. Dlatego dbam o siebie jak nigdy dotąd.
Raz jest lepiej z nastrojem, raz gorzej, ale wierzę, że jeszcze trochę i mój m będzie mi zupełnie obojętny, bo już dawno tak być powinno.
Najlepiej te zmiany nastrojów widać po moich postach. Wylewam tutaj wszystkie żale i traktuję to forum trochę jak pamiętnik.
Rób anusia to samo, pisz co czujesz, to bardzo pomaga.


Kobieta w rozterkach
Uświadomić sobie czego tak naprawdę się boimy i co nas trzyma w chorych związkach to połowa sukcesu.
Nie obwiniaj się za bardzo, bo to niewiele Ci pomoże. Też miałam okres w którym winiłam tylko siebie, teraz widzę to trochę inaczej.

Iwetka28
Biorę się za siebie, nastrój calkiem niezły, jutro idę na imprezę i mam zamiar się super bawić.
Może nadszedł w końcu czas, aby żałobę zakończyć.
Tak mnie tu wspieracie, że nie może być inaczej.

93

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?
kobieta w rozterkach napisał/a:
iwetka28 napisał/a:

Trochę bym się z tobą nie zgodziła, nie dlatego, że uważam, że zdrada to nic takiego, ale że w życiu prócz wierności ważne są też inne wartości tj. szacunek (którego twojemu mężowi brakuje), okazywanie uczuć, dbanie o siebie, rozmowa, walka o związek, której twój mąż nigdy nie podjął, a ty walczyłaś z jego nałogami.Nie siedzę w jego głowie, ale tez sporo przeszłaś  w tym związku, on też się musi w końcu postarać.Piwko i gry, bo tak najwygodniej w jego wydaniu.Usiądź i pomyśl : .JESTEM WAŻNA :)ZASŁUGUJĘ NA SZCZĘŚCIE smile

kiedy tak siadam i myślę tak jak piszesz - to zaraz mi sie włącza : "a może szczęście to mrzonka? może nie jest najgorzej? skoro wytrwałam tak wiele lat, może dotrwam tak do końca?"
to wyżej to na rozum - a w sercu ogromna rana i lęk który paraliżuje jakiekolwiek ruchy

iwetka28 napisał/a:

Tego zapewne chciałaś decydując się na zdradę, spokojnie ponosisz konsekwencje, ale kurde niech facet też coś w końcu ruszy.

tracę nadzieję z każdym dniem że coś zrozumie...

Szczęście to nie mrzonka, może to, co napiszę jest bd dosłowne, ale nie zbawisz całego świata, mąż też się musi postarać, jemu jest teraz tak wygodnie, alkoholik nie postrzega zdrady, jak normalny człowiek, dla niego może być to doskonały pretekst, by pić, bo alkohol wypiera z ludzi uczucia (jego myśli : aha zdradziła mnie, więc mogę robić, co chcę).Ty tak naprawdę nie możesz wierzyć w jego uczucia, ba alkoholikowi nie da się wierzyć. ty dałaś się nabrać, że wszystko, co się dzieje to twoja wina, a ja uważam, że tak nie jest.Jemu jest tak wygodnie, ma wymówkę dla swojej słabości.
Obnażam się na tym forum z każdym dniem coraz bd, moja mama ma 46 lat, wyszła za mąż za 10 lat starszego mężczyzną, z powodu zwykłej wpadki ( czyt. mnie ).Tato pije odkąd pamiętam, awanturuje się po dziś dzień, grozi, płacze, bije, obwinia, i ja już wiem dlaczego, dlatego, że to choroba a nie ludzie, którzy, go otaczają.Czasem żałuję, że mama nie przeżyła w życiu choćby romansu, by mieć, co wspominać, żal mi jej, że jest taka biedna i się na wszystko dalej godzi.A najgorsze jest to, że świata poza ojcem nie widzi, mimo tego, że zrobił jej, mi i mojemu rodzeństwu tyle krzywdy.Pamiętaj, że nikt nie ma prawa wpędzać cię w poczucie winy, każdy potrzebuje uczuć.Pomyśl, czego chcesz w życiu dla siebie i ludzi, za których jesteś odpowiedzialna (dziecka). smile

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?
iwetka28 napisał/a:

Szczęście to nie mrzonka, może to, co napiszę jest bd dosłowne, ale nie zbawisz całego świata, mąż też się musi postarać, jemu jest teraz tak wygodnie, alkoholik nie postrzega zdrady, jak normalny człowiek, dla niego może być to doskonały pretekst, by pić, bo alkohol wypiera z ludzi uczucia (jego myśli : aha zdradziła mnie, więc mogę robić, co chcę).Ty tak naprawdę nie możesz wierzyć w jego uczucia, ba alkoholikowi nie da się wierzyć. ty dałaś się nabrać, że wszystko, co się dzieje to twoja wina, a ja uważam, że tak nie jest.Jemu jest tak wygodnie, ma wymówkę dla swojej słabości.

na tym forum dopiero utwierdzam sie jak silne jest moje współuzależnienie , albo lęk ... sama nie wiem ...

iwetka28 napisał/a:

Pamiętaj, że nikt nie ma prawa wpędzać cię w poczucie winy, każdy potrzebuje uczuć.Pomyśl, czego chcesz w życiu dla siebie i ludzi, za których jesteś odpowiedzialna (dziecka). smile

kiedy myślę o córce i rozłące jej z ojcem, to boli mnie serce .... ale z drugiej strony nie chcę żeby patrzyła na ta szarpaninę i odczuwała niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa - bo wiem że teraz tak czuje ....

95

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?
kobieta w rozterkach napisał/a:
iwetka28 napisał/a:

Szczęście to nie mrzonka, może to, co napiszę jest bd dosłowne, ale nie zbawisz całego świata, mąż też się musi postarać, jemu jest teraz tak wygodnie, alkoholik nie postrzega zdrady, jak normalny człowiek, dla niego może być to doskonały pretekst, by pić, bo alkohol wypiera z ludzi uczucia (jego myśli : aha zdradziła mnie, więc mogę robić, co chcę).Ty tak naprawdę nie możesz wierzyć w jego uczucia, ba alkoholikowi nie da się wierzyć. ty dałaś się nabrać, że wszystko, co się dzieje to twoja wina, a ja uważam, że tak nie jest.Jemu jest tak wygodnie, ma wymówkę dla swojej słabości.

na tym forum dopiero utwierdzam sie jak silne jest moje współuzależnienie , albo lęk ... sama nie wiem ...

iwetka28 napisał/a:

Pamiętaj, że nikt nie ma prawa wpędzać cię w poczucie winy, każdy potrzebuje uczuć.Pomyśl, czego chcesz w życiu dla siebie i ludzi, za których jesteś odpowiedzialna (dziecka). smile

kiedy myślę o córce i rozłące jej z ojcem, to boli mnie serce .... ale z drugiej strony nie chcę żeby patrzyła na ta szarpaninę i odczuwała niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa - bo wiem że teraz tak czuje ....

Nie chce wpływać na twoją decyzję, ale mam 28 lat, moja najmłodsza siostra ma 8 latek, córcia 5 ( myślę, że to ważne, by dodać, że w moim małżeństwie nie ma nałogów ).Ojciec na tyle się rozkręcił w swoich psychozach alkoholowych, że dziecko wzdryga się na każde jego słowo po wpływem, siostrzyczka jest agresywna, uczy moje dziecko złych zachowań.Na ironię, pełnię funkcję osoby, która ma się zmagać m.in. z problemem alkoholowym, ale piętno, że wychowałam się w takiej rodzinie robi swoje.Sama chętnie tłumaczę mamę, bo mimo tego, że jest współuzależniona, to wiem, że go kocha.Najlepszym wyjściem dla ciebie i dziecka byłoby odejście, choć zdaję sobie sprawę, że to jest ogromnie trudne.Pomyśl, jaką chcesz siebie widzieć za rok, za dwa i zdecyduj.Powodzenia smile

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

dziękuję , Iwetka za dobre słowo , zrozumienie i podzielenie sie swoimi osobistymi doświadczeniami smile

97

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Dziękuję bardzo za wsparcie,  bardzo bardzo mi pomaga to,  ostatnie dni mam zerowe poczucie swojej wartości nie daję rady ale  dzięki Wam -:) się podniosę i będę silna, dzięki Nika. Tak jak piszesz dzielenie się z Wami moimi historiami pomaga mi, bo tylko na tym forum mogę szczerze się wyżalić lub poczuć silniejszą. To że mój m rujnuje moje poczucie wartości powoduje zachwianie mojej siły ale się wezmę w garść, wybiorę się na zakupy itp.Postaram się unikać ostrych konfrontacji z nim, Nika masz rację oni w ten sposób usprawiedliwiają się przed samym sobą. Faktem jest że ogólnie go kocham i chcę walczyć o niego i związek ale ostatnie dni zaczyna mi to obojętnieć, przelewa mi się, za dużo tej słownej szarpaniny, jak chce niech się wyprowadzi do tej swojej zdziry, mam jej dane i numer ale nie upadnę do tego stopnia że będę grzecznie prosić żeby odpuściła, jedyna co wywalczyłam w kłótniach to to że nie ma mówić że to koleżanka tylko bo nie jestem taką idiotką aż, że prawdziwy mężczyzna by się przyznał a dupek nie czyli jest dupkiem i  zadziałało ;- niech go bierze w całym pakiecie , powiedziałam mężowi też że liczą się też moje uczucia i chcę być też szczęśliwa, zasługuje na szczęście, jestem za młoda żeby tak żyć.A teraz będę unikać wielkich kłótni i starać się żeby mi zobojętniał, chociaż jest to takie smutne...
Trzymajcie się ciepło i niech moc będzie z wami.

98

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Trzymaj się Anusia, będzie dobrze. Widzę, że też masz problem ze snem. Ja zasypiam dopiero koło 2-3 w nocy, a po piątej jestem obudzona. Masakra jakaś.
Lepiej byłoby, jak któraś tu z dziewczyn napisała, aby dali nam oni święty spokój i nic już nie chcieli.
U mnie jest tak, że gdy ja staję się obojętna i nie zwracam na niego uwagi, to on szuka bliskości. Muszę być twarda, bo inaczej nie wyplączę się nigdy z tego chorego związku.

99

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Nika piszesz, że gdy ty odpuszczasz, on szuka bliskości ....to tylko gra, zwykła gra....
Jesteś silną, mądrą i kochającą kobietą...zawalcz o siebie i dziecko.Wiem, że to tylko słowa, ale dasz radę, wierzę w ciebie.

100

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Znowu się pogubiłam. Poukładałam sobie w głowie, popracowałam nad sobą poprzez pisanie do siebie o swoich problemach i wystarczył dzisiaj jeden telefon od męża - po tygodniu milczenia ( jestem obecnie w sanatorium ), by obudziły się wszystkie demony: a może nie mam racji, a może warto powalczyć o związek, a może mylnie odczytywałam pewne symptomy etc. Po pierwsze dałam się wpuścić w stan zawieszenia na czas sanatorium, chyba niepotrzebnie. Nawet dziś przez telefon mąż na moje pytanie: czy nadal utrzymuje kontakty z "nią". Powiedział, że tak ? służbowe. Na to dictum kazałam mu się wyprowadzić do czasu mojego przyjazdu, powiedziałam, że służbowe to może mieć relacje równe swojej randze w korporacji i sprawy załatwiać z "koleżanki" kierownictwem skoro ona jest szeregowym pracownikiem. Jeżeli nie umie tego zakończyć ( a najwyraźniej nie umie ), to niech się wyprowadzi. Próbował jeszcze uciekać od rozmowy mówiąc, że to nie sprawy na telefon. Z tym akurat się zgadzam. Rozmawiałam z nim o jego terapii ( i tutaj trochę się gubię, bo w przeciwieństwie do męża Niki, ten mój postanowił pójść na terapię. Faktem jest, że to terapia indywidualna, dba o swój interes - nie małżeństwa, ale może to początek do zrozumienia siebie, przerobienia swoich osobistych lęków i ich pokonania w celu uratowania tego, co jeszcze da się w związku uratować ).
A tak z drugiej strony to czytam porady na forum i nie wiem, co mam myśleć i robić. Ponoć wyglądam, jak milion dolarów ( inni oceniają mnie jako bardzo atrakcyjną ), zawsze byłam d.ubrana, zadbana. Ale tak jak Niki mogłabym chadzać nago przy mężu, a on i tak nie byłby mną zainteresowany. Wiem - to świadczy o braku kochania i pożądania i tak mówi mój osobisty anioł stróż. Ale diabeł podszeptuje, że mąż przechodzi kryzys wieku średniego, że wkrótce mu to minie, żebym nie przekreślała 18 lat wspólnego wspaniałego życia. Wiem, że hoduję w sobie wyobrażenie o nim, że obecnie jest innym człowiekiem - okrutnym i oschłym - dla swoich potrzeb mówię, że jest tak jakby ktoś wpuścił wirusa do jego organizmu, jakby zmienili mu dna, jest kimś innym, że w takim przypadku, gdyby to dotknęło mnie, to on ( ten dawny ) na pewno by o mnie walczył. Nie chcę przyjąć do wiadomości, że tylko chłodna kalkulacja karze mu być dla mnie miłym. Jego zmiana nastąpiła w momencie, kiedy kazałam mu się wyprowadzić ( dom jest tylko mój ), poza tym utraciłby status samca Alfa, jego panienka jest w związku małżeńskim więc przeprowadzka do niej nie wchodzi w rachubę, no i jeszcze...co by powiedzieli znajomi, że zostawia kochającą go nieuleczalnie chorą żonę ( a on dba o swój image ). I jeszcze jedno - zaczynam uważać, że jest weekendowym alkoholikiem. W styczniu, po przyjęciu dużej dawki alkoholu, dowiedziałam się,   że zgodzi się na wyprowadzkę z mojego domu, jeżeli podpiszę mu dokument, że rozstajemy się ( a nie, że on mnie porzuca ) i dzielimy tym, co mamy, on nie będzie płacił mi alimentów, bo wina za rozkład jest po obydwu stronach ( moja to to, że kochałam i go sobie wyidealizowałam - to jego argumenty ). Na moje stwierdzenie, że nie zmienia się reguł gry podczas trwania meczu, że umówiliśmy się na określone zasady  - stwierdził, że wszystko się zmienia i odpowiedzialność za rozkład pożycia bierze osoba nie chcąca tych zmian. Tak więc każda zmiana, na którą się nie godzę to moja wina. Jakoś to nie przystaje do norm etycznych, za to ma wiele wspólnego z nonkonformizmem. On tego tak nie widzi, uważa że się zmienił i to tłumaczy wszystko. Ludzie się zmieniają i dojrzewają. Zgadzam się ? ludzie się zmieniają, przestają kochać, ale zachowują się dojrzale, mówią o tym swojemu partnerowi, rozchodzą się, nie oszukują, nie działają na tzw. zakładkę, nie zdradzają.
Zapomniałam dodać, że on musi mieć swoje życie, swoją wolność. Ja mam mu się nie mieszać do spraw służbowych i o nic nie pytać. Także motor i jego wyjazdy, to jego wolność. I choćby spał gdzieś nad Biebrzą z dwoma laskami, to mi nic do tego, bo to nie ma charakteru seksualnego, to jego życie, do którego mnie nie chce dopuścić. I jeszcze jedno ? tu już był bełkot słowny ? on ma w tej chwili fantastyczne grono przyjaciół i cudne życie. Ostatnio  na szkoleniu  tylko czekał, by po g.18 wykonać do mnie telefon, mieć to z głowy i potem móc bawić się w gronie swoich przyjaciół. Ponadto z nimi jest fantastycznie, oni się całują, dotykają, inny facet może mu trzymać rękę pomiędzy nogami  i jest fajnie. Kilkakrotnie powtórzył, że się całują, on jest autorytetem, każdy liczy się z jego zdaniem, no po prostu jest cudnie.
Jeżeli zostaniemy ze sobą, to  z kolei proponuje 2 tygodnie urlopu spędzać ze mną, a dwa tygodnie samotnie na motorze. Na moje pytanie, że do tej pory było to niemożliwe, stwierdził, że teraz dałoby się to zrobić. Znowu okazuje się, że to kwestia chciejstwa, a do tej pory oszukiwał mnie, że pracodawca wyraża zgodę tylko na jeden dłuższy urlop, pozostałe dni mają być wybierane pojedynczo. Także co drugi weekend zamierza spędzać na motorze.
Gdy wytrzeźwiał, stwierdził, że nie może patrzeć na mój ból, że jest w stanie wszystko zrobić, żebym tylko tak nie cierpiała. A ja rano wstałam zapuchnięta od płaczu, wyłam, kazałam mu sobie zrobić zdjęcie, by miał, co wspominać ( jak się niszczy człowieka ). W końcu sama sobie zrobiłam fotkę i wysłałam mu na komórkę zdjęcie, gdzie jestem obrzydliwie zaryczana, zbita, zgwałcona psychicznie.
Jestem od dwóch tygodni na rehabilitacji i dalej mam huśtawkę emocjonalną, nie śpię po nocach. Nie akceptuję rzeczywistości, przyjmuję ją do wiadomości, ale nie akceptuję. Proszę dajcie znać, jak Wy odbieracie to wszystko, co opisałam. Z boku, bez emocji - wszystko wygląda prościej

101

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Obietnica...
przejrzyj na oczy!
To czym Ci zatruwa życie Twój maz to szantaż emocjonalny - czyn karalny, stosowany z upodobaniem przez toksyków.

Zapoznaj się z tym:

"Przemoc, której nie widać
Przemoc w związku zaczyna się w momencie, w którym jedna strona zaczyna rościć sobie prawo do decydowania o wyborach życiowych, nawykach, sposobie myślenia i doświadczania drugiej strony. Przemoc psychiczną trudno jest rozpoznać, bo bardzo często ukryta jest pod pozorami normalnej relacji.

Najczęściej sygnałem alarmowym, że coś się dzieje źle, jest pogarszający się stan psychiczny ofiary, która czuje się coraz gorzej, ale nie potrafi ustalić, z jakiego właściwie powodu. Ofiara przemocy psychicznej traci wiarę w swoje możliwości, zaczyna odczuwać lęk przed partnerem, czuje się odpowiedzialna za zachowanie sprawcy, nieustannie dąży do doskonałości w celu uzyskania jego akceptacji, ale pomimo wysiłku, nieustannie doświadcza odrzucenia i krytyki.

Co to jest przemoc psychiczna?

Przemoc psychiczna rozwija się w związku w sposób niezauważalny, w formie kolejnych, często drobnych aktów kontroli, upokarzania, narzucania własnego zdania przez sprawcę. 80 proc. sprawców przemocy w rodzinie to mężczyźni, znacząca większość ofiar to kobiety. Przemoc psychiczna nie przebiega w sposób gwałtowny i wybuchowy, tak jak w przypadku nadużyć fizycznych. Bardzo często nie towarzyszą jej nawet szczególnie mocne emocje. Akty odbierania autonomii drugiej osobie są tak drobne, że często trudno je zauważyć, cóż dopiero mówić o rozpoznaniu czy jakiejkolwiek obronie. Z perspektywy ofiary byłoby to narażanie się na śmieszność i zarzut, że partner ?znowu się czepia? albo ?jest przewrażliwiony i nic nie można mu powiedzieć?.

No bo właściwie, czy można nazwać aktem przemocy to, że partner upiera się, żeby stawiać szklanki w szafce w pewien określony sposób, ogórki na sałatkę powinny być krojone w kostkę, w żadnym wypadku nie w talarki, a klucze muszą być trzymane zawsze w szufladzie, nie na komodzie. I kiedy tak się nie dzieje, zaczyna bardzo się złościć, być kąśliwy lub chłodny. ?A może ma rację?? - myśli ta strona związku, która ma się dostosować do zaleceń i ciągle robi to niewystarczająco dobrze. Akty przemocy psychicznej bywają tak drobne, że nie wywołują jakichkolwiek reakcji obronnych. Kara za niedostosowanie się do zaleceń sprawcy jest także trudno uchwytna ? zmasowana krytyka (odbierana przez ofiarę jako zasłużona), chłodny, obojętny wzrok, zły humor przez kolejne dni, zapomnienie o ważnej rocznicy, ostentacyjne chwalenie innych osób itp. Cały proces odbywa się niemal podprogowo - jest mało uchwytny dla świadomości ofiary, a nawet świadków takiej przemocy.

Niewidoczny wróg

Istotą przemocy psychicznej nie są pojedyncze akty wrogości i próby kontroli, ale fakt, że są stosowane przez sprawcę w sposób nieprzerwany dniami, tygodniami, miesiącami, latami? W doświadczeniu ofiar nie ma konkretnego zdarzenia, które można by nazwać nadużyciem. Trudno jest nawet powiedzieć, co się właściwie wydarzyło, bo lista konkretnych działań ze strony sprawcy brzmi niewinnie. - W ciągu dziesięciu minut od wejścia do domu powiedział mi, że źle wyczyściłam czajnik, potem skomentował, że zaniedbuję dzieci, bo daję im kanapki z białym pieczywem, a to przecież niezdrowe, zajrzał do lodówki i spytał, ile razy ma mi przypominać o wyrzucaniu otwartych jogurtów, a na końcu odniósł ostentacyjnie do zlewu talerz z zupą, która jego zdaniem była zbyt zimna - wspomina ofiara napaści słownej. Poszczególne elementy nie brzmią groźnie, ale wydźwięk całości jest bardzo raniący.

Ofiary przemocy, doświadczające tego rodzaju nadużyć, żyją w nieustającym poczuciu winy i lęku, którego źródłem są narzucone przez sprawcę bardzo sztywne ramy codziennej egzystencji. Oczekiwania sprawców przemocy psychicznej są osadzone w zasadach, wynikających ze stereotypowej roli kobiecej: ?powinnaś bardziej dbać o dzieci; jedzenie, które przygotowujesz jest niezdrowe/niesmaczne/nieestetycznie podane; za mało czasu spędzasz w domu; jesteś zbyt opiekuńcza/zbyt mało opiekuńcza; nie utrzymujesz domu w czystości; źle zamykasz lodówkę? ? przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Ofiara nie ma nawet jak się bronić, bo przecież nie było ataku - sprawca po prostu przypomina (dla dobra jej i dzieci) o tym, do czego jest zobowiązana jako matka i żona.
Przemoc psychiczna jest stosowana przez sprawcę w bardzo precyzyjny sposób, co jest możliwe dzięki dobrej znajomości psychiki ofiary, wiedzy o jej potrzebach, systemie wartości, słabych punktach. Taktyki przemocy psychiczne są niszczące właśnie dlatego, że dotykają obszarów ważnych dla ofiary. Dla kobiety, która realizuje się przede wszystkim w macierzyństwie, najboleśniejsza będzie krytyka i podważanie jej wartości jako matki. Dla kobiety, która postawiła na rozwój zawodowy, podcinające skrzydła będą kąśliwe uwagi pod adresem jej inteligencji, osiągnięć, kreatywności, itp . Celem ukrytym działań sprawcy jest władza i kontrola w związku. Celem pozornym - troska o dobro rodziny, dzieci, a nawet wręcz samej ofiary. Nieprawdą jest, że ofiary nie bronią swojej wolności, autonomii lub też nie usiłują wydostać się spod kontroli. Problem polega na tym, że każda próba wywołuje silniejszą reakcję ze strony sprawcy. Im bardziej ofiara stara się wyrwać, tym bardziej doświadcza przemocy. Z biegiem czasu, każda próba uzyskania autonomii prowadzi do coraz ostrzejszych psychologicznych lub fizycznych kar.

Przemoc nigdy nie zatrzymuje się sama

Sprawca ma na tyle dużo zysków w tak funkcjonującej relacji, że nie ma żadnej motywacji do zmiany. Przemoc psychiczna jest tak samo niszczącym nadużyciem, jak przemoc fizyczna, seksualna czy ekonomiczna. Osoba doświadczająca przemocy psychicznej powinna koniecznie skorzystać z pomocy placówki pomocowej. Adresy takich placówek na terenie całej Polski można znaleźć w Internecie na stronie: www.porozumienie.niebieskalinia.pl. W placówce pomocowej istnieje możliwość skontaktowania się z psychologiem i prawnikiem. W przypadku przemocy ze strony najbliższych, pomoc z zewnątrz jest niezbędna, ponieważ ofiara, działając w pojedynkę, nie ma dystansu do sprawcy, przejawia skłonność do minimalizowania swoich strat, liczenia na to, że ?to było ostatni raz? i ?on się zmieni tak, jak obiecał?. Wiele ofiar przemocy psychicznej obawia się zawiadamiać o tym policję. Boją się braku zrozumienia ze strony przedstawicieli prawa, wynikającego z ?ulotności? przestępstwa, np. braku dowodów. Sprawca stara się często utrzymywać ofiarę w przekonaniu, że nic nie wskóra i nikt jej nie pomoże. Jest to część strategii uzależniania partnera od siebie.

Każdy ma prawo do życia wolnego od przemocy
W przypadku doświadczania jakiejkolwiek formy przemocy, w tym przemocy psychicznej, ofiara ma prawo: kontaktować się z dzielnicowym i każdorazowo po doświadczeniu przemocy oczekiwać założenia Niebieskiej Karty, czyli notatki policyjnej uruchamiającej procedurę ochrony ofiary; złożyć doniesienie na prokuraturę; otrzymać bezpłatną pomoc psychologiczną i prawną, świadczoną przez specjalistyczne placówki pomocowe finansowane przez samorząd, znajdujące się na terenie całego kraju. Pomoc jest możliwa!"

102

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

nika, przeczytałam Twój wątek, anusia Twoje wypowiedzi również. Czytam to forum od dłuższgo czasu jednak z większą przerwą. A na co była ta przerwa - na ratowanie mojego małżeństwa. Dziewczyny bardzo Was rozumiem, ja żyłąm (jeszcze żyję) w takim zawieszeniu od roku, dokłądnie 17 stycznia minął rok odkąd jm wrócił do domu po 4 miesiącach mieszkania samemu, oczywiście była zdrada, ale nie o tym chcę pisać. Przez ten rok przeszłam wszelkie fazy, które podejrzewam i Wy przechodzicie, to była istna gra, gra w której niestety brało udział również biedne dziecko. Przechodziłam wszytkie fazy, od wściekłości, wypominanie, po chęć zemsty - nie nie zemściłąm się. Jednak jm mnie o to posądzał. Przeszłąm chłód emocjonalny oraz zainteresowanie z jego strony w momencie mojej obojątności. W apogeum myślenia jm, że mam kogoś, potrafił przed moim wyjśicem do pracy koniecznie się ze mną kochać, odbieraąłm to jako - oj jak ja go pociągam, chce być ze mną, a to był tylko jego strach, że jak nie on to może ktoś inny to zrobi. Mnóstwo było takich sytuacji,  ja myślałam, że tak bardzo chce, chociaż w głebi serca wiedziałąm że to tylko gra. Potrafił mnie poniżać, wyzywać i wiele więcej, a ja myślałam oj jaki zazdrosny... Od pewnego momentu również unikałąm kłótni, to go denerwowało, a ja nie powiem miałąm satysfakcję, ale te kłotnie przeradzały się w mój koszmar w większe poniżanie, szarpanie, wyzywanie. Każdy jego drobny gest brałam za dobrą monetę, spojrzał na mnie, chce gdzieś razem wyjść, zadzwonił- ale cały czas miałam poczucie że jestem dla niego nikim, nie było bliskości, szczerych rozmów, nic... był dzień codzienny, myślałąm przeczekam, dam radę, bo kocham i chcę to coś co już małżeństwem nazwać od dawna nie można, ratować. Dzisiaj wiem, że tego uratować się już nie da, zresztą byłą ostatnia kłotnia i do mnie chyba dotarło ostatecznie, nie chcę tak żyć w zawieszeniu, nie chcę już więcej marnować czasu na kogoś kto mnie poprostu nie chce, tak uświadomiłam sobie on mnie nie chce, co było najtrudniejsze. Dziewczyny wiem, że macie nadzieję, ja też ją miałam, cały rok. Też dbałąm o siebie (zresztą zawsze to robiłam), też słyszałąm na około, jak ślicznie wyglądam, że jestem uśmiechnięta, ale to też był rodzaj mojej gry, oszukiwałąm siebie bo tak naprawdę w środku wyłam zbólu, czekałam na jego gest, na jakąkolwiek chwilę czułości. Chcę wytrwać w myśleniu, że to nie ma sensu, że już tak dalej nie chcę. Pozdrawiam Was gorąco i życzę siły.

103

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

rozczarowana78
Bardzo Ci współczuję i również życzę Ci sił. Masz rację, że to dbanie o siebie to chyba jakiś rodzaj gry, aby nie zwariować z bólu i rozpaczy.
Ze mną dzieje się coś niedobrego od pewnego czasu, mam ochotę chodzić na imprezy jak nigdy dotąd i szaleć do upadłego.
Nie byłam nigdy typem imprezowiczki, a teraz chyba mi odbija.

Jestem właśnie po imprezie na której byliśmy we czwórkę. Tym razem to ja chciałam iść z nimi.
Teraz jestem pewna na 99%, że żadnego romansu nie ma. Nasz kolega nie odstępował żony na krok. Pewne sytuacje nadal są dziwne i nie rozumiem o co w tym chodzi.
Zostaliśmy na noc w hotelu. Umówiliśmy się po imprezie za pół godziny w naszym pokoju, aby jeszcze pogadać, a nasi znajomi przyszli do nas w piżamach. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdybyśmy znali się dłużej, a tak byłam w lekkim szoku.

104

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Od wczoraj zastanawiam się nad tym, w jaki sposób mam zaspokoić to, czego nie otrzymuję w tym związku.
Wszystkiego mi brak i wiem, że mój mąż nigdy nie da mi tego czego potrzebuję. Dobija mnie to wszystko.

105

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?
nika76 napisał/a:

Od wczoraj zastanawiam się nad tym, w jaki sposób mam zaspokoić to, czego nie otrzymuję w tym związku.
Wszystkiego mi brak i wiem, że mój mąż nigdy nie da mi tego czego potrzebuję. Dobija mnie to wszystko.

To witaj w klubie, mój mąż róniez nie da mi tego co potrzebuję i to już wiem od dawna. Co jest najśmiejszniejsze, to to ze przed jego zdrada nie oczekiwałam na wiele, nie dawał, ja  nie chciałam i tak sobie było. Po jego zdradzie wyciagnęłam wnioski (tylko moje), że zbyt mało mu dawałam a on tak bardzo chciał - hi,hi i znowu się pomyliłam. Bo odkąd wrócił dawałm mu wiele wiecej niz kiedykolwiek a on nic. Na szczęście dla mnie, teraz wiem czego chcę, czego potrzebuję od związku od mężczyzny, znam dobrze swoje potrzeby, których on juz od bardzo dawna nie zaspokajał i już nie zaspokoi. A co mnie wkurza najbardziej to to, że zaspokoi potzreby kogoś innego........

106

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Idę do przodu, małymi krokami, ale idę. Wyryczałam się wczoraj na terapii jak nigdy dotąd.
Uświadomiłam sobie, że nie chcę już nic od mojego męża, nie chcę czułości, miłości, zainteresowania, potrzebuję tego, ale nie od niego. Nawet gdyby mi to dał nie moglabym już uwierzyć, że jest to szczere, bezinteresowne.
Byłoby o wiele łatwiej gdyby on również nic nie chciał, aby mnie już nie ciągnął w swoją stronę.
Chyba porzucam powoli mój nałóg.

107

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

nika76
to wszystko jest trudne do ogarnięcia. Ja też mam podobnie, wiem co mi w jm nie gra i wiem na co się jestem w stanie zgodzić a na co nie. Jak widze w Twoim przypadku też nie ma romansu. Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy chcesz z tym człowiekiem jeszcze być i jakie masz oczekiwania w stosunku do niego albo innego faceta, musisz po prostu poznać siebie.

Ja jestem już (chyba) gotowa na każdą opcję, mam spokój wewnętrzny, ale widzę że to jm się szamocze. Ja narazie obserwuję i czekam, narazie mi się to udaję. Mam siłę jak nigdy dotąd.

108

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Brawo Stokrotko. Osiągnęłaś równowagę do której ja cały czas dążę.
Romansu nie ma, ale ze strony mojego męża jest uczucie do niej, raczej jednostronne, on jest w niej zakochany.
Nie wiem czemu tak jest, ale nie czuję nawet zazdrości z tego powodu, jest mi to obojętne.
Wiem dokładnie czego mi trzeba, wiem, że nie chcę tak żyć, marnować swojego życia na faceta, który mnie nie kocha.
W tej chwili czuję, że nie zależy mi nawet na tym, aby między nami było dobrze, nie chcę od niego już niczego.
Mam nadzieję, że wytrwam w tym stanie i będzie coraz lepiej.

109

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

nika76
nie wiem czy można powiedzieć że to już osiągnęłam równowagę, ale mam następujące przemyślenia:
-narazie czekam, zobaczymy co się wydarzy
-wiem jakie mam oczekiwania i na co zgodzę, na pewno nie na to co teraz
-mój jm wie, że to stan przejściowy, zresztą cały czas mu to powtarza, że układ jego rodziców nie wchodzi w grę
-wiem, że zawiniłam wiele w tym związku, ale nie mam zamiaru się biczować, wiem też, że mój jm też wiele zawinił
-nie wybaczyłabym sobie gdybym zakończyła to teraz i to ze swojej inicjatywy. Daję jeszcze czas i wierzę, że to ma sens
-chcę wyjść na przeciw, nie gra z jm w pinponga, jestem "normalna" ale wiem czego chcę i to realizuję smile
-analizuję rózne opcję, stoję na rozdrożu, wierzę w to, że wydarzy się w moim życiu najlepsza opcja.

110

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Ja też czekam na rozwój zdarzeń, ale jestem jakby obok tego wszystkiego. Nabrałam dużego dystansu do całej tej sytuacji. To co widzę to maślane oczy mojego męża i walkę pomiędzy facetami o jedną kobietę.
W dalszym ciągu myślę, że nasze wspólne spotkania mają jakiś ukryty cel. Powiedziałam mojemu m, że niech nie liczy na to, że pomiędzy mną a naszym kolegą coś się wydarzy. Na razie pozwalam na to wszystko, ale przyjdzie taki czas, że zakończę cały ten cyrk.

111

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

nika
a nie masz czasem takich myśli, ze on jest żałosny? Ja jak patrzę na mojego jm to mam takie wrażenie. Cały czas czekam, ale wczoraj była niezła jazda w domu, tymbardziej, że mnie powoli przestaje zależeć i mu to mówię wprost wtedy wydaje się jakby tracił grunt pod nogami. I wtedy jest jeszcze bardziej żałosny.

112

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Mój też jest żałosny, widzi, że się zmieniam i nie wie co robić, mam wrażenie, że on się boi, że straci ciepłe gniazdko. Najlepiej chciałby, aby wszystko było jak jest: on, koleżanka i ja.
Dzisiaj znowu jechali razem, a mnie dopadł dół, te nastroje mnie chyba wykończą. Powiedziałam mu, że jeżeli będzie tak dalej to któregoś dnia jak wróci nie zastanie mnie i dzieci i ma być tego świadomy. U mnie się już przelewa.

113

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

nika
ja wczoraj znalazłam rachunek z pewnej miejscowości gdzie mieszka ta nasza bliska koleżanka, nawet się nie wkurzyłam, pomyślałam sobie tylko, że on jest żałosny.

114

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Stokrotko
U mnie także nie ma już zazdrości, raczej mam problem z tym, że odbieram to małżeństwo jako osobistą porażkę, że miało to wszystko inaczej wyglądać, ciężko mi się z tym pogodzić. Jednocześnie jestem wściekła na siebie, że wybrałam sobie takiego faceta na męża i ojca moich dzieci, skrajnego egoistę, wściekła jestem, że pewnych rzeczy nie przewidziałam, chociaż powinnam, bo były oznaki tego, że będzie tak jak jest w tej chwili.

115 Ostatnio edytowany przez nika76 (2013-02-08 10:29:44)

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Znowu jestem w czarnej dziurze. Wczoraj dowiedziałam się, że mój mąż wybiera się na kurs ze swoją koleżanką. Wszystko zaplanował za moimi plecami, nie zapytał nawet czy mam jakieś plany na 4 kolejne weekendy, czy zgadzam się, zająć się dziećmi w tym czasie. Dowiedziałam się również, że zamierza założyć z nią firmę.
Obiecałam sobie, że nie będę robiła mu awantur i wymówek, ale wczoraj nie wytrzymałam.
Awantura skończyła się stwierdzeniem mojego m, że on już nie jest w stanie dłużej znosić mojego zachowania i najlepiej dzisiaj by się wyprowadził, bo ma mnie dość.
Jestem u kresu wytrzymałości nerwowej, wszystko się we mnie gotuje.
Wiem, że te kłótnie pozbawiają mnie sił, a mimo wszystko nadal do tego wracam, znowu moją uwagę  skupiam na m, a nie na sobie. A najgorsze jest to, że po każdej awanturze czuję się jeszcze gorzej. Wszystko to wiem i nadal do tego wracam, jak alkoholik do picia.

Mam plany związane z moją pracą i  zastanawiam się czy podołam temu wszystkiemu, wsparcia nie mam, pomocy w opiece nad dziećmi również. Wszystko to jest ryzykowne, może nie udać, mogę stracić zainwestowane pieniądze.
Nie wiem, czy jest to odpowiedni moment, aby spełnianić swoje marzenia. Z drugiej strony, jak nie teraz, to kiedy.
Potrzebuję chyba znowu porzadnego kopa, abym przestała się rozczulać nad sobą i zabrała do działania.

116

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

nika76
widzę, ze z Tobą generalnie lepiej. Myśl o sobie, to najważniejsze!

117 Ostatnio edytowany przez Jogaaa (2013-02-10 17:40:53)

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Witam,

to mój pierwszy post i trochę dziwnie się czuję ale chciałam żebyś wiedziała, że nie jesteś jedyna
mam dokładnie taką samą sytuację, 2 lata temu mąż powiedział mi, że mnie nie kocha, potem było już z górki, raz bliżej, raz dalej, raz był czuły i się do mnie dobierał a innym razem mówił mi jak to go nie kręcę, jak go wnerwiam, jak moja walka o niego mu przeszkadza i jak to, że się zmieniłam go irytuje...
sytuacja była identyczna jak u Ciebie, platoniczny związek z laską z netu, gadki o życiu, sexie itd. obwinianie mnie, że nie pracuję (dzieci), że za mało z siebie daję i za mało sprzątam (pochodzi z domu gdzie władzę trzyma matka pedantka), że go inwigiluję bo chciałam wiedzieć np. gdzie wychodzi albo że zaglądam mu przez ramie do lapka kiedy coś tam robił i śmiał się w głos
to oczywiście moja wina, że on jest taki, że ja jestem nieogarnięta (bo np. nie poradziłam sobie kiedy pracowałam, zaocznie studiowałam, zajmowałam się 2jką dzieci i wszystko robiłam w domu a do tego wykańczam sama nasze mieszkanie, które kupiliśmy w stanie developerskim) i czasem nie miałam siły zrobić obiadu czy pranie leżało za długo, byłam zła, do tego umierała mi bardzo bliska memu sercu babcia, wpadłam w depre, zwolnili mnie z pracy, olałam uczelnie, mąż mnie zaczął skreślać...
zawsze byłam zadbana, oczytana, zawsze miałam powodzenie i jego kumple mnie bardzo lubią, często otrzymuję pochwały za to jak wychowuje dzieci, jak dbam o siebie i dom, dla niego to było za mało
chciałam z nim wyjść, to mówił, że nie ma ze mną o czym rozmawiać
chciałam z nim obejrzeć film, mówił, że nie ma ochoty ze mną siedzieć
chciałam spędzić romantyczny wieczór, kończyło się na mechanicznym sexie bez uczucia
dodam jeszcze, że ja szybko wyszłam z tego stanu, to było raptem coś koło 3-4miesięcy, on zmieniał pracę, powiedział, że oczywiście weźmie mnie do siebie, dostał swój oddział, wysokie stanowisko, sam zatrudniał ekipę
kiedy doszło co do czego, okazało się, że muszę walczyć o tą posadę bo on mnie tam nie chce, był wściekły, pracowałam tam rok ale to już był ten pierwszy rok kryzysu, zrobił wszystko żeby ze mną rozwiązali umowę
zawsze byliśmy idealni, podobni, podobne zainteresowania, filmy, muzyka, oboje atrakcyjni uchodziliśmy za idealną parę, kupiliśmy nowe, piękne mieszkanie, auto, mamy zdrowe, fajne dzieci, niczego nam generalnie nie brakowało
ja zmieniłam się bardzo, przestałam tak go oplatać jak bluszcz (chodziłam na terapię, jestem dda), dałam mu wolność pomimo tego, że z pracy wracał średnio o 20, że wciąż delegacje, znajomi, hobby, weekendy poza domem, z dziećmi widywał się rano i wieczorem- tyle
jestem bardziej niezależna, będę robić kurs i chcę otworzyć własny biznes, radzę sobie z dziećmi i z domem jakbym już dawno była samotna
dla niego jestem bez wartości, jestem nikim
zawsze idealnie układało nam się w sexie, oboje mamy b. duże temperamenty, ja nigdy nie odmawiałam, malowałam się, przebierałam, eksperymentowałam, fizycznie również byłam dla niego zawsze ideałem
teraz choćbym założyła najseksowniejszą bieliznę jaką mam, jestem powietrzem
przez ostatnie dwa lata dowiedziałam się, że już dawno mnie nie kocha, że miłość w nim umierała stopniowo, że go nie pociągam, że jestem niegarnięta i niewartościowa, że nie ma ze mną o czym rozmawiać, że go irytuję, że nie widzi ze mną przyszłości, że nie będzie o nic walczył, on się nie zmieni, on nie ma o co zabiegać
że mogę sobie robić co chcę, z kim chcę i mam się nie interesować jego zyciem bo jego moje nie obchodzi
że to małżeństwo już dawno by się rozpadło gdyby nie dzieci
że to małżeństwo to pomyłka
że to wszystko przeze mnie i gdyby wiedział jaka jestem to nigdy by się ze mną nie związał
że łączą nas tylko dzieci, kredyt, mieszkanie
że on nie chce rozwodu bo dzieci ale skoro ja chcę to sobie go mogę brać


przez te dwa lata żyliśmy jak na trampolinie, ja się odsuwałam, on przyłaził, pytał, zabiegał, chciał mieć wpływ na moje życie, chciał wiedzieć co robię, udawałam czułość, jak się przybliżałam, olewał mnie totalnie, mówił to co wyżej
jak się postawiłam, odciął mnie od kasy
innym razem jak się nie stawiałam ale dawałam mu do zrozumienia, że jestem okej, spokojna, opanowana i usmiechnięta to przychodził mnie przytulić a jak we mnie znowu pękało i zaczynałam rozmowy to znowu znikał z domu, był chamski, oziębły i mówił oczywiście to co wyżej

poza domem, super gość, zabawny, uczynny, mega poczucie humoru, dusza człowiek, przesympatyczny i układny
w domu sajgon, cham, gbur, olewacz
jak ktoś się pojawia, super tata, jak nikt nie widzi- dzieci do pokoju
jak tylko raz na miesiąc weźmie gdzieś dzieciaki, od razu foty na fejsie pt. "patrzcie jaki jestem zabisty tata" a potem cały tydzień ich może nie widzieć i nie ma z tym problemu
przeszłam przez wszystko, wyparcie, żal, ryk, wycie, proszenie, tłumaczenie, argumenty, propozycje wspólnej walki, terapii, czegokolwiek, dwa razy go "pobiłam" z żalu i bezradności, nie potrafiłam sobie poradzić, raz prawie zdradziłam tak bardzo potrzebowałam bliskości, uwagi i zainteresowania, potem się odcinałam, byłam nieobezna, zajęta sobą, cicha i spokojna- nic, on nic nie zrobi, on się dla mnie nie zmieni, to ja jestem zła, niegarnięta i bezwartościowa i to ja mu pokazałam i to, że się zmieniłam to nic, bo zrobiłam to dopiero jak miałam nóż na gardle a to już było po czasie i on ma to już w nosie
on oczywiście stanął w martwym punkcie i ma siebie za chodzący ideał a jedyne do czego się przyznaje to to, że przez ostatnie dwa lata był jaki był

teraz jestem na etapie dojrzewania, przeszłam już wszystkie fazy jakie mogłam przejść, nie pozwalam już mu kontrolować siebie i swoich uczuć, nie ma nade mną władzy, prawie nie rozmawiamy, mijamy się, śpimy w jednym łózku poodwracani plecami i metrową przerwą pomiędzy
każda rozmowa kończy się tak samo, zdecydowałam, że jestem już na tyle silna, że mogę składać papiery i uciekać od tego psychola bo i tak nic z tego nie wyjdzie
długo wierzyłam, kochałam do krwi nawet wtedy kiedy dźgał mnie nożem w serce i jeszcze nim kręcił, wszyscy dokoła mówili, że to się nie zmieni, że to gnojek, że niedojrzały egoista z gówniarskim podejściem do życia
że status mu się poprawił i palma odbiła, że teraz czuje się pewny siebie, ma pozycje, poszanowanie, kasę, fajne auto, kolegów, fanki- to jest jego życie, że to życie pustaka, oznaka konsumpcjonizmu i utraty wartości zgodne z naszymi czasami, że teraz pokazał kim jest
i mało tego, jego koledzy tak mówią, nasi znajomi, rodzina, wszyscy, że zadziera nosa i teraz będzie chciał w życiu poszaleć- bo przecież stac go a ja i dzieci jesteśmy tylko przeszkodą
on oczywiście kocha dzieci ale wtedy kiedy on chce i kiedy ma czas, nie dba o ich wychowanie, nie interesuje się nimi ani domem bo uwaga: w jego domu tak było, że mama się tym zajmowała i ojciec był w weekendy
a teraz najciekawsze, różnica polega na tym, że matka taka była, chciała i twierdziła, że ona wie i potrafi wszystko najlepiej a ojciec to pomiot, brudas i uwaga: niegarnięty człowiek, który do niczego się nie nadaje i ona się za niego wiecznie tylko wstydzi
ojciec pracował ciężko i dojeżdżał codziennie pociągiem do pracy więc wychodził o 5 a wracał o 19 ale całe weekendy był w domu i zajmował się synem
a mój mąż ma do pracy 10min autem, ma pracy na 2-3godziny dziennie, wychodzi o 8 a wraca o 20 i w weekendy również go nie ma

fizycznie, dopiero wychodze na prostą, mam 33lata i groziła mi menopauza, nie miałam jajeczkowania, popierdzieliła mi się tarczyca, leczę się od kilku miesięcy, psychicznie się wyciszyłam i jest lepiej
potrafiłam nie jeść ale np. wypijałam całe wino zagryzając czekoladą (oczywiście sporadycznie, powiedzmy w piątek czy sobotę, jak położyłam dzieci spać i zostawałam sama)
nabawiłam się anemii, schudłam 10kg ale na szczęście wyglądam bardzo dobrze i pięknieję, odmłodniałam
zaczęłam palić, były dni, że nie jadłam tylko paliłam, masakra, teraz jest już lepiej, paczka wystarcza mi na 3 dni średnio ale planuję zrezygnować całkowicie
nie wiem co jeszcze dodać, chyba tyle, przepraszam, że tak bez ładu i składu ale samo płynie, zupełnie nielogicznie ale emocjami wylewa się na monitor...

dodam jeszcze, że byliśmy ze sobą 3lata, od dzieciaka właściwie, potem mieliśmy roczną przerwę bo poszliśmy na studia i On chciał się wyszaleć (koleżanki, warszawka, imprezy...), oczywiście stwierdził, że mnie nie kocha, że go irytuje, że jestem nawiedzona i mam się odstosunkować
wcześniej, świata poza mna nie widział, szalał, jak kiedyś chciałam odejść to groził, że się zabije, byłam wszystkim
w trakcie roku przerwy ja miała faceta, okazało się, że wariował z zazdrości, on przygarnął jakąś małolatę i nie potrafił się z tego wyplątać
ja żyłam, bawiłam się, wyjeżdżałam, byłam w fajnym związku, on jarał trawę, zakumplował z ekipą kilka lat młodszych ludzi i udawał, że jest ok.
za jakiś czas znowu zaczęły się podchody, zerwałam  facetem i zaczęliśmy być razem
znowu kochał, pragnął i wszystko było ok. po 2 latach zaszłam w ciążę i się pobraliśmy
tego co było dalej nie będę opowiadać, było różnie, raz świata nie widział i byłam wszystkim, innym razem spokojnie, jeszcze innym z pretensjami ale wciąż w miłości a jeszcze innym (w pierwszym roku małżeństwa, jak urodziłam dziecko), znowu twierdził, że w ciąży zbrzydłam, przytyłam, on woli porno i już mnie nie kocha, przeszło dość szybko
lata mijały i po 8latach małżeństwa a 13 latach bycie razem (nie licząc naszej rocznej przerwy), okazało się, że mnie nie kocha
symptomy były wcześniej, to nie wracanie, nieokazywanie uczuć, afery o byle g..., samotne wyjścia, olewanie moich uczuć, nie szanowanie rocznic, świąt itd.
wtedy zaczęłam się czepiać właśnie i to dolało oliwy do ognia na tyle, że po roku usłyszałam, że mnie nie kocha, a może kocha ale nie wie, nie jest pewien...itd. za jakiś czas już całkowicie stanęło na tym, że nie.

Jak zyć drodzy Państwo? jak żyć?
nie mam oszczędności, nie mam jeszcze pracy, nie mam ani gdzie ani za co się wyprowadzić, mieszkanie kupiliśmy za kasę z darowizny, którą dostał mąż więc mnie się g...z tego należy
podjęłam decyzje o rozwodzie z tego względu, że nie mam już nic do stracenia, założę mu sprawę o alimenty i mogę zyć jak będę chciała, nie chcę go zdradzać bo po pierwsze nie jestem takim typem a po drugie obawiam się potem rozwodu...
pewnie będziemy tak mieszkać puki co, spać razem w jednym łóżku i zyc obok siebie ale ja przynajmniej uwolnię się od strachu przed zdradą z jego strony i sama tez będę mogła zyć jak chcę
wiem, że to chore, toksyczne i do dupy ale co mam zrobić... niech gnojek spada na drzewo i robi co chce, mnie to już nie dotyczy i nie chcę aby mnie dotyczyło.

Cholernie mi tylko żal rodziny, mojej, własnej, dzieciaków...
sama nie miałam  "normalnej" rodziny i to było moim pragnieniem, pół zycie mówiłam, że a takiego błędu nie popełnię
że znajdę faceta wartościowego, kochającego a nie takiego jak ojciec, alkoholik, który zdradzał, w domu go nie było a dzieci mogły dla niego nie istnieć
jak widać, znalazłam takiego samego gnoja, tyle, że nie chla a czy zdradza? kto to może wiedzieć, twierdzi  oczywiście, że nie i może tak jest ale na bank flirty i przyjaciółeczki od serca są


w marcu powinniśmy obchodzić 16rocznicę bycia razem a w Czerwcu 11rocznicę małżeństwa


edit: dodam jeszcze, żeby wprowadzić ład:

styczeń 2011- powiedział mi, że mnie nie kocha, spontanicznie, ja mu powiedziałam, że go kocham, on nie odpowiedział więc sobie zażartowałam (dodam, że byliśmy w wannie z bąbelkami, alkohol, sex i dobra zabawa) i coś palnęłam w stylu:a ty? odpowiedz padła
potem jeszcze kilka razy w ciągu miesiąca go zapytałam co jest, odpowiedział, że w sumie sam nie wie itd...

na walentynki zero
w marcu na rocznicę nie przyszedł
w czerwcu również olał rocznicę ślubu

przez ten czas jak nie pytałam, zachowywałam się naturalnie, pomyślałam sobie, ok. zmiana pracy, stres, afery w poprzednim miejscu zatrudnienia, chcieli go pozywać o nielojalność, straszyli, wspierałam go i nic nie mówiłam, nie nalegałam, czasem miałam żal, że on mnie nie wspiera tak jak ja jego ale bez większego nacisku
pomyślałam, że ułoży się, wyjedziemy na upragnione wakacje, których sam chciał, że będzie pięknie

do sierpnia była cisza, polecielismy na kanary i tam pękło, był zły, nie odzywał się, robił afery o byle co, dawał wycisk mnie i dzieciakom, całe 10dni pod ciśnieniem, potem zaczął mi wypominać, że te wakacje są za drogie, że nie powinniśmy, że ja wydaję tylko kasę (dodam, że oboje chcieliśmy, oboje planowaliśmy i on chciał, potwierdził, zgodził się i słowem wcześniej nie pisnął)
wiedziałam już, że nie chodzi o kasę ale o mnie, on nie chciał wydac tych pieniędzy na te wakacje bo wiedział, że nie będzie się na nich dobrze bawił, ze mną, mógł wydać na swoje przyjemności

przyjechaliśmy we wrześniu i praktycznie już ze sobą nie rozmawialiśmy

październik 2011- usiadłam przy stole i zaczęłam pytać, o co chodzi, co się stało, dlaczego... powiedział, że mnie nie kocha, jest tego pewien, nie wyobraża sobie życia ze mną, że seualnie go pociągam i sex jest świetny ale na tym się nie da budować
że nie chce rozwodu ale chce żebyśmy zyli obok
to była spokojna rozmowa, on się jeszcze zastanowi, przemyśli ale próbować nie chce i chce żyć po swojemu

na początku jak widział moje cierpienie to bardzo się martwił, płakał razem ze mną, przytulał mnie ale potem wychodził, znikał, był nieobecny
dalej było już tylko zle, sprzeczki, moje naleganie na rozmowy i im bardziej ja chciałam wiedzieć tym bardziej on uciekał i był słownie coraz podlejszy, agresywniejszy...

i tak było w kratkę jak pisałam, jak ja sie odsunęłam to on się przybliżał, jak ja miękłam to mnie gnoił
raz mówił, że mnie nie chce a innym (a to jeszcze całkiem niedawno), że nie wyobraża sobie rozwodu, że chyba by zmienił miasto, że jest zazdrosny o mnie, że boi się, że sobie nie ułoży już życia itd.

jak mu ostatnio powiedziałam o rozwodzie i o tym, że jak zacznę to załatwiać to nie będzie odwrotu to zapytał dlaczego?
jak to qurwa dlaczego?! bo co, mam być alternatywą? będzie tak wracał jak mu się w zyciu nie uda? jak mu zaimponuje to mu szczena opadnie, koledzy go wyśmieją i skruszeje? zrozumie i doceni jak straci?
a do czego ja mam wracać jak ja mam w pamięci tylko ostatnie 2 lata i to jaki był... i co mam tak nagle mu zaufać i dac szansę bo stanął pod ścianą?
ja już nie pamiętam jak było, kiedy było dobrze

ja wiem, że on się obawia tego co będzie ale stanął murem, okoniem, każde słowo do niego to jak grochem o ścianę
mówi, że go nie kręcę ale czasem widzę jak się gapi a nie szczędzę mu widoków i czasem bo takiej scenie nagle jest tak wqurwiony, że nie da się odczytać, że się obawia, że brak mu sexu, że jest zły, że nie może mnie dotknąć
ale co z tego? nic...


licząc od pazdziernika czyli pierwszej sensownej rozmowy, do następnego października czyli przez rok, był sajgon
od listopada pękło, cały listopad byłam zimna ryba, zajęta sobą i nie dająca się wkręcić w nic, cały grudzień to samo aż doszło do świąt
kupił mi książkę o kryzysie małżeńskim i wyjściu z niego (zona_22 polecam), zaczął się przystawiać, przymilać, wtedy właśnie mnie przytulił, był w domu cały czas, pomagał, pomyślałam- zmienia się, pierwszy raz od 2 miesięcy był sex (i dobrze, że był bo ten sex uświadomił mi, że mnie to już nie kręci, było do dupy, nie byłam wyluzowana ani otwarta, udawałam, pierwszy raz w zyciu udawałam), wszystko pękło jak bańka jak zapytałam o co chodzi, skąd ta zmiana, odpowiedział, że to było pod wpływem świat i nic się w jego mniemaniu nie zmieniło, w...łam się na maxa, tydzień ryczałam, że dałam sie podprowadzić i znowu jestem w dupie
opierdzieliłam go ale tak sensownie, powiedziałam jak się czułam itd.
zaczęłam olewać... chwila ciszy i znowu zaczęły sie podchody, uśmiechy, pomyslałam, nie gnojku, tego własnie chcesz prawda? żebym była słaba, uzalezniona, upodlona, bezradna i w zbyt wielkim strachu żeby podjąc jakieś kroki
od tego czau jest w domu co weekend, częściej zajmuje sie dziećmi, coś tam robi ale ja nie reaguję już kompletnie, dla mnie jest dzieckiem, zagubionym bardziej niż ja dzieciakiem, wystraszonym, z jednej strony niezależność z drugiej osamotnienie, mysli chyba, że ja nie jestem na tyle silna żeby odejść i on nie musi podejmować kroków, no to sie zdziwi
rozmowa o rozwodzie juz była, od 2tyg. się do mnie nie odzywa (wcześniej mimo, że ja sie nie odzywałam to on szukał kontaktu), stara mi sie poakzać jaki jest fajny, wystrojony, pachnący, zabiegany, jakie to ma świetne zycie, znajomi go zapraszają, ma hobby i nie ma czasu żeby mysleć o nas i sie przejmować
w jego mniemaniu tracę tylko ja, bo to mi sie wszystko skończy a on pozostanie zaj...isty i to ja powinnam żałować.

Ja nie wiem o co chodzi, nie rozkminiam juz tego, już mi to zwisa ale cos mi się zdaje, choc może to myslenie zyczeniowe, że to jednak jemu sie odwidzi za jakiś czas i ciekawa jestem co wtedy powie. Bo on ze mna ewidentnie chce walczyć, rywalizuje nie wiem o co, kto jest górą?
Fuck, żenada...

118

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Witaj Jogaaa
Bardzo podobne to, co piszesz do mojej sytuacji. Liczyłam jednak czytając twoją historię na jej szczęśliwe  zakończenie. Też jestem dda i nie wiem jak to się dzieje, że niby uważając wpadamy w pokręcone związki. Może tak skupiamy się na tym, aby znaleźć faceta, który nie pije, że zapominamy o innych wartościach. Też zawsze myślałam, że będę miała szczęśliwą rodzinę, niestety mój mąż pomimo, że nie pije jest kopią mojego ojca.
Dla mnie w tej chwili najtrudniejsze jest oddzielenie się od męża, życie właściwie tak, jakby go nie było, nie miałam pojęcia, że tak bardzo uzależniłam się od niego i że będzie to, aż takie trudne.
Pozytywne w twojej sytuacji jest to, że odzyskałaś siebie, że jesteś silna psychicznie i rozwód ci już niestraszny. Myślę, że wszystko się u ciebie ułoży pozytywnie łącznie ze sprawami mieszkaniowymi. Szczerze ci tego życzę, bo na pewno na to zasługujesz.

119

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Mój m ma plany na najbliższy czas - kursy z koleżanką, weekendy z nocowaniem w hotelu. Nie widzi problemu, abym również coś takiego sobie zaplanowała. Zero zazdrości z jego strony, a wręcz namawianie na zaprzyjaźnienie się z jakimś osobnikiem płci męskiej. Mam to gdzieś, stwierdziłam, że jak dłużej będę kurczowo trzymała się jego, daleko nie zajdę, a muszę skupić się teraz na swoim rozwoju. Dalej mi ciężko i mam poczucie krzywdy, zdecydowaliśmy się na dzieci razem, a ja czuję się jak niańka, bo on ma wszystko gdzieś. Przykro mi, że moje dzieci nie mają ojca.
Najlepszy tekst ostatnio puszczony przez niego: ja nie chcę niczego zmieniać, mi jest tak dobrze, mam fajną żonę i dzieci.
Zapomniał dodać: i koleżankę na boku.

Jesteśmy z dzieciakami w górach, uczę się jeździć na nartach, wykorzystuję  ten czas maksymalnie dla siebie. Z mojej strony zero czułości, trzymam dystans, wolę tak niż później znowu mieć nadzieję.

120

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Wróciłam z urlopu wypoczęta, zrelaksowana odpoczęłam psychicznie.
Mąż na urlopie spełniał wszystkie moje zachcianki, tym razem to on szukał bliskości ze mną.
Jeszcze 2 miesiące temu napisałabym, że wszystko zaczyna się układać.
Dzisiaj wiem, że z jego strony to tylko manipulacja, zimna kalkulacja, co się może opłacić co nie.
Już nie dałam się w to wciągnąć, wiedziałam, że przyjedziemy do domu i wszystko wróci do normy.
Nie pomyliłam się. 
Wiem, że nie jestem w stanie mu już zaufać i uwierzyć, że to co robi jest szczere i bezinteresowne.
Bardzo brakuje mi kogoś bliskiego, kogoś do rozmowy, pośmiania i przytulenia.
Od mojego męża niczego z tych rzeczy już nie chcę.

121

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

A plany męża w sprawie kursów z koleżanką nadal pozostały?
Cieszę się, że urlop dodał ci sił, oby tak dalej.

122

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Kursy z koleżanką rozpoczyna od niedzieli. Nie mam na jego działania żadnego wpływu.
Powiedziałam mu, że u mnie się już przelewa.
Więcej tego tematu nie ruszę, a w odpowiednim dla mnie czasie podejmę stosowne kroki. 
Wściekła jestem na to, że znowu będę z dzieciakami, a on nie widzi żadnego problemu. Postawił mnie przed faktem nie pytając o zdanie.
Moja terapeutka uważa, że muszę przestać zajmować się tym, co on robi, analizować jego zachowanie, bo tracę niepotrzebnie energię. Ciężkie to jak cholera, ale postanowiłam, że muszę wziąść się za siebie. Od kwietnia rozpoczynam kurs, który pomoże mi rozpocząć działalność.

123

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Mam znowu ciężki wieczór. Po super urlopie nastąpił powrót do rzeczywistości. Jego przyjście z pracy, zero rozmowy, totalne olanie, a ja nie potrafię żyć z nim pod jednym dachem jak z lokatorem. Jest mi tak strasznie źle z tym wszystkim, że mam ochotę spakować rzeczy i wynieść się z dziećmi do rodziców. Chyba tylko rozsądek podpowiada mi, że jeszcze tego nie mogę zrobić, nie ze względu na niego, ale na siebie.
Muszę skończyć kursy, otworzyć działalność i dopiero wtedy mogę robić porządek z nami. To wszystko potrwa jeszcze ok. 6 miesięcy.
Nie wiem jak ten czas przetrwać.

124

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?
nika76 napisał/a:

Dzisiaj wiem, że z jego strony to tylko manipulacja, zimna kalkulacja, co się może opłacić co nie.
Już nie dałam się w to wciągnąć, wiedziałam, że przyjedziemy do domu i wszystko wróci do normy.
Nie pomyliłam się.

No właśnie, ja też po zdradzie dałam drugą szansę bo byłam pewna, że mi zależy. Poza tym mąż prosił, wręcz o nią błagał. Wróciłam tylko pod jednym warunkiem: przestanie sią kontaktować z tą drugą. Mam dostęp do billingów, więc łatwo mogę to sprawdzić. Czekałam, nie wytrzymałam i pwoeidziałam, ze wiem, że ma z nią kontakt. Powiedział, ze przecież jego i jej znajomość nie przeszkadza naszemu związkowi itp itd. To było 2 tygodnie temu, jeszcze wtedy uwierzyłam, że chce poprawy i że na prawde chce ze mną być. A teraz się okazało, że dalej mają ze sobą kontakt...znalazłam zdjęcia, które pokazują, że nie są przyjaciólmi albo jak twierdzi jeszczemąż on z nią zerwał. I właśnie teraz nika uświadomiłaś mi i już nie wierze, że te jego dobre uczynki oznaczają chęć bliskości tylko właśnie jest to zimna kalkulacja. Ze mną opłaca mu się być bardziej a tamta go pociąga...

125 Ostatnio edytowany przez nika76 (2013-02-21 18:10:23)

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Kama
Co z tym zamierzasz zrobić? To chyba norma, kiedy żona dowiaduje się o zdradzie, że facet błaga o szansę i mówi, że zakończy znajomość. Z reguły jest tak, że lepiej się kryje, a znajomość kwitnie.

Ja zaczynam wątpić, że kiedykolwiek uda mi się dojść do równowagi psychicznej. Ostatnie dni to dla mnie koszmar, ból rozrywa mi klatkę piersiową. Nie mogę znaleźć sobie miejsca oraz zająć się czymś na dłużej. Mam wrażenie, że to nigdy nie minie i już zawsze będę się tak paskudnie czuła. 
Z mężem nie chcę mieć już kontaktu, nie rozmawiam, o nic nie pytam. Nie pozwolę więcej na zabawę moimi uczuciami.  Jest mi tak strasznie źle, bo robię to wbrew temu co czuję, ale chyba innego wyjścia nie ma.
Co da mi chwila spędzona z nim na rozmowie, co da mi to, że na chwilę mnie przytuli. Chwila minie i będzie znowu to samo zimno i obojętność z jego strony.
Jak to wytrzymać i nie ugiąć się znowu, kiedy on przyjdzie i zacznie swoje gierki.
Staram się ostatnio myśleć bardziej o tym, co ja czuję i czego chciałabym dla siebie. Po miesiącach analizowania zachowań mojego męża trochę dziwnie czuję się z tym, że w końcu zastanawiam się nad sobą.

126

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Muszę znowu wylać swoje żale. Nie wiem już czy to normalne, że jestem ciągle w rozpaczy.
Ile może trwać stan ciągłego ryczenia, czy to kiedykolwiek minie? Czuję się tak jakbym miała oszaleć za chwilę.   
Chciałabym któregoś dnia obudzić się i stwierdzić, że tego bólu już nie ma.
Cały czas myślę, że to moje przeżywanie tego co się dzieje trwa za długo, że inna osoba w mojej sytuacji poradziłaby sobie lepiej - kopnęła faceta w cztery litery i nie uroniłaby za nim ani jednej łzy.
Ja niestety tak nie potrafię, nie potrafię udawać, że jest mi to obojętne. Widzę, że moje małżeństwo się kończy i nie mogę z tym nic zrobić, ta bezsilność dobija mnie najbardziej.
Nie radzę sobie zupełnie z tym wszystkim. Najlepiej znieczuliłabym się, żeby już tego wszystkiego nie czuć.

Nie wiem za czym ja ryczę, chyba nie za nim, bo ten facet, który jest moim mężem jest mi zupełnie obcy, nie jest człowiekiem za którego 13 lat temu wychodziłam za mąż. Ten sprzed lat nigdy nie zachowałby się tak w stosunku do mnie.
Ryczę chyba z bezsilności, że nie mogę nic tu zmienić, wpłynąć na to, aby było dobrze między nami. Zrobiłam już wszystko, co mogłam, a nawet za dużo, aby sytuację między nami naprawić.
Muszę zostawić to własnemu biegowi, a najgorsza z tego wszystkiego jest świadomość, że wiem jaki będzie finał i to mnie przeraża najbardziej.

127

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Jestem mężatką od 2,5 roku. Od początku jest źle. On pracuje i rozwija się ja siedze w domu z psem. Dzieci nie mamy. On nie chce poki co. On smiga na imprezy z pracy ja siedze w domu.... Czuje sie jak śmieć. Nie pracuje, nie dbam o siebie i cierpie. Wiem, jestem żałosna.

128 Ostatnio edytowany przez maya7 (2013-02-23 02:52:38)

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?
nika76 napisał/a:

Muszę znowu wylać swoje żale. Nie wiem już czy to normalne, że jestem ciągle w rozpaczy.
Ile może trwać stan ciągłego ryczenia, czy to kiedykolwiek minie? Czuję się tak jakbym miała oszaleć za chwilę.   
Chciałabym któregoś dnia obudzić się i stwierdzić, że tego bólu już nie ma.
Cały czas myślę, że to moje przeżywanie tego co się dzieje trwa za długo, że inna osoba w mojej sytuacji poradziłaby sobie lepiej - kopnęła faceta w cztery litery i nie uroniłaby za nim ani jednej łzy.
Ja niestety tak nie potrafię, nie potrafię udawać, że jest mi to obojętne. Widzę, że moje małżeństwo się kończy i nie mogę z tym nic zrobić, ta bezsilność dobija mnie najbardziej.
Nie radzę sobie zupełnie z tym wszystkim. Najlepiej znieczuliłabym się, żeby już tego wszystkiego nie czuć.

Nie wiem za czym ja ryczę, chyba nie za nim, bo ten facet, który jest moim mężem jest mi zupełnie obcy, nie jest człowiekiem za którego 13 lat temu wychodziłam za mąż. Ten sprzed lat nigdy nie zachowałby się tak w stosunku do mnie.
Ryczę chyba z bezsilności, że nie mogę nic tu zmienić, wpłynąć na to, aby było dobrze między nami. Zrobiłam już wszystko, co mogłam, a nawet za dużo, aby sytuację między nami naprawić.
Muszę zostawić to własnemu biegowi, a najgorsza z tego wszystkiego jest świadomość, że wiem jaki będzie finał i to mnie przeraża najbardziej.

Jeżeli masz siłę i bardzo ci zależy to czekaj...tylko na co i po co?....żeby stwierdzić w pewnym momencie , że szkoda było czasu i życia. Ja byłam kiedyś osobą która zradziła, a mój mąż jadąc na tym wózku chciał się zemścić, mimo to twierdził, że chce dać szanse naszemu małżeństwu...robił wsjo po swojemu... ja czekałam i wierzyłam...też nie liczył się z moimi uczuciami, też była jakaś kurewna w pracy...czekałam...minęło prawie cztery lata a ja.... żałuję że się nie rozwiodłam, bo zbyt dużo rzeczy zostało nadwyrężonych myślę że nawet gdyby pociupciał szybciej bym się uporała, ale on nie dbał o to co czuje wtedy gdy udawał miłość do panny w pracy, gdy robił co chce....dlatego wiem z własnego doświadczenia, że można czekać bardzo dłuuuuuuugggggo. ale czy warto....ja żałuję.....że się nie rozwiodłam gdy nastał czas....by ocalić siebie. I z twego opisu jawnie wynika, że twój mąż ma romans, dlatego mu obojętne co ty czujesz....realizuj swe marzenia i żyj swoim życiem a nie jego....a za parę lat niech ci będzie szkoda każdej chwili którą zmarnowałaś dla niego

129

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

maya7
Dziękuję za Twoją opinię, ja już nie czekam na jego zmianę. Jeżeli nawet cokolwiek zmieniłoby się to wiem, że do następnego razu. Wiem, że nie chcę spedzić tak reszty życia.
Zaczynam realizować swoje marzenia i żyć swoim życiem, bez niego. Potrzebuję niestety czasu, dla siebie, aby uporać się z emocjami, zmiennymi nastrojami. Jak wyglądają moje nastroje najlepiej obrazuje post wczorajszy i dzisiejszy.
Wiem, że koniec terapii będzie dla mnie odpowiednim czasem na zmiany, w tej chwili nie jestem jeszcze na to gotowa.

130

Odp: Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Tak mnie dzisiaj wizyta w 36-tce rozbawiła do łez, że tryskałam humorem cały dzień. Niestety mój m. nie może tego znieść. Staje się złośliwy i szuka zaczepki.
Jestem tak wściekła na niego w tej chwili, że lepiej, aby się już dzisiaj do mnie nie odzywał.
Mam taką ambiwalencję uczuć, że muszę zapytać terapeutki czy to naturalne na moim etapie, bo zaczynam się o siebie poważnie martwić. Kiedy m. jest w domu to nie mogę tego znieść, a kiedy go nie ma to mi go brakuje. 
Chyba całkowicie już świruję.

Posty [ 66 do 130 z 155 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Życie w zawieszeniu - jak długo można?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024