netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

związki oparte na emocjach

20 odpowiedzi5 647 wyświetleńzałożony przez confused78, 16.10.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » związki oparte na emocjach

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

1

Temat: związki oparte na emocjach

Potrzebuję opinii na temat tego czy faktycznie związki oparte na silnych emocjach są nietrwałe, jak to często się o nich mówi. Czy od samego początku są tylko iluzją? Pytam o to na podstawie swojego własnego przykładu, gdyż właśnie rozpadł się mój związek,których chyba właśnie opierał się na tych silnych emocjach, a do końca nie rozumiem jak i dlaczego rozpadł się w taki a nie inny sposób i w takim a nie innym momencie. Ale po kolei:
Poznaliśmy się poprzez portal randkowy. Oboje mieszkamy w Anglii. Ja nieopodal Londynu, Ona w Bath - jakieś 250 km na zachód. Ja byłem "czysty" nieobciązony żadnymi problemami związanymi z przeszłymi związkami, z Nia było odwrotnie. Gdy się poznaliśmy była świeżo po nieudanym związku, co więcej jeszcze mieszkała ze swoim byłym partnerem, co stwarzało dodatkową niezdrową atmosferę. W tym wszystkim jest jeszcze dziecko, jej syn z wcześniejszego, nieudanego małżeństwa. Przyczyną rozpadu poprzedniego związku był fakt, że ówczesny partner okazał się skrajnie nieodpowiedzialny. Dużo pił, a przede wszystkim był nałogowym hazardzistą i przegrywał duże sumy, konkretnie wszystko co było przeznaczone na życie. Takimi działaniami najpierw zabił w Niej uczucia a potem doprowadził do cięzkich stanów emocjonalnych,które ten związek nie przetrwał, a pozostawił w Niej kompletne i totalne rozbicie wewnętrzne. Wówczas pojawiłem się ja. Nasza relacja zaczęła się niewinnie od wymiany wiadomości, potem smsów i rozmów telefonicznych. Okazało się,że wiele nas łączy,jesteśmy do siebie w wielu kwestiach bardzo podobni, nie widząc siebie od początku czuliśmy, że jesteśmy jakby dla siebie stworzeni, co Ona często powtarzała. Równolegle pogłębiały się Jej problemy z byłym partnerem. Długo mnie nie wtajemniczała w to co się dzieje, ale expartner sfrustrowany porzuceniem,w pijackim amoku, robił jej straszne awantury,przez co Ona zaczęła się strasznie go bać. Jak już o tym wiedziałem chciałem Ja z tego jakoś wyrwać, od razu, albo po prostu wpaść tam i facetowi "przemówić do rozumu". Nie chciała mi dać adresu,twierdziła, że sama sobie z tym problemem poradzi. Na odległość nie wiele niestety mogłem. Mimo to nasza relacja się pogłębiała i rozwijała. Przełomem był wieczór,w którym on zafundował jej kolejna awanturę, w połączeniu z puszczaniem głosnej muzyki do 3 rano, przez co ani ona ani jej syn nie mogli spać. Wówczas smsowaliśmy do siebie i obiecałem jej, że Jej nie zostawię, że nie ucieknę,że nie przestraszę się tej sytuacji,że będę aż to się nie skończy. W odpowiedzi prosiła mnie,abym też został po tym jak to się skończy. Od tego momentu było tak jakbysmy już byli w związku, mimo, że było to jeszcze niedopowiedziane,i jeszcze w ogole nie doszło do naszego spotkania. A spotkać mieliśmy się na urlopie. Traf chciał, że oboje mieliśmy urlop w tym samym czasie, oboje lecieliśmy do Polski, i pochodzimy z miast oddalonych od siebie o 40 km. Gdy się wreszcie spotkaliśmy zaiskrzyło od razu, spodobaliśmy się sobie na równi z tym jak to było w świecie wirtualnym, i mając na uwadze nasze wcześniejsze przyrzeczenia i obietnice,tak jakby naturalnie zaczęliśmy ze soba być od pierwszego spotkania. Od tego momentu mogliśmy spędzać ze sobą czas i patrzeć na siebie 24h na dobę, 7 dni w tygodniu. Nawet razem wybraliśmy się do Wrocławia na mecz Mistrzostw Europy w piłce nożnej, oboje jestesmy kibicami. Spędziliśmy wspaniałe dwa dni w magicznej atmosferze. Wówczas również okazało się, że i w łózku pasujemy do siebie idealnie. Ale zbliżał się koniec jej urlopu,musiała wracać,a ja jeszcze miałem zostać ponad tydzień. Tu po raz pierwszy ukazała się jej chwiejność emocjonalna. Na dzień przed wylotem przestraszyła sie tego naszego związku, bała się, że tam u niej w Anglii już mnie nie będzie i czy jest sens to ciągnąć dalej. Bała się, że przez tą jej chwiejność,której była świadoma, zabije to co urodziło się między nami. Starałem się od początku Ją przekonywać, że tak nie będzie, że się wszystko ułoży. Pełna nadziei wróciła do Anglii, a tam czekał na nią koszmar. Były partner zdwoił wysiłki by uprzykrzyć Jej życie. Awantury były dzień w dzień,on coraz bardziej Ją szantażował i straszył, niszczył meble,drzwi itd. To było na świeżo, w tym mieszkaniu nadal wiązała ją umowa,tak więc aż tak prędko nie mogła się wyprowadzić,planowała jeszcze pomieszkać tam miesiac i się wyprowadzić,myślała,że expartner lepiej zniesie rozstanie,a tymczasem on fundował je coraz większy horror. Będąc w Polsce strasznie cierpiałem, że nie moge jej jakoś realnie pomóc.Namawiałem ją na natychmiastową przeprowadzkę, bez patrzenia na jakies umowy. Wreszcie się zdecydowała, nawet sam przez net znalazłem dla niej namiar na nowe lokum,w którym z reszta w spokoju mieszka do dziś. Problem byl tylko taki, że wprowadzić się mogła dopiero za dwa tygodnie od momentu podjęcia decyzji o wyprowadzce,a dwa tygodnie pod jednym dachem z psycholem to jak wieczność. Chciałem jej wykupić na te 2 tygodnie miejsce w jakimś miejscowym hostelu żeby tylko już stamtąd uciekła,chciałem ją zabrać do siebie,do mojego domu,choćby na ten czas. Nic nie chciała,odrzucała moje próby pomocy,mówiła,że sama sobie poradzi. Te 2 tygodnie spędziła u znajomych,którzy wreszcie sie zorientowali co się dzieje, że ją na ten czas przygarnęli. Potem wprowadziła się na nowy pokój i wydawało się, że wreszcie jest spokój. Jeżeli chodzi o nasz wspólny pomysł na mieszkanie razem był taki, że któregoś dnia Ona i jej syn przeprowadzą się do mnie. Ja wówczas przeprowadziłem się do nowego domu z moim bliskim kolega,do niego wkrótce miała dojechać z Polski żona i dwójka dzieci. Miałem podpisaną umowę,która wiązała mnie na pół roku, tak więc wiedziałem, że to nasze mieszkanie razem nastapi najwczesniej po pól roku. Ale pojawił się inny pomysł,aby Ona przyjechała do mojego miasta szybciej,w zasadzie po dwóch miesiącach znajomości, gdy tylko jej syn skończy szkołe. Mieliśmy po prostu do czasu wygasnięcia mojej umowy mieszkać razem w moim domu,a potem mieliśmy już iśc na swoje. Niestety żona kolegi się nie zgodziła,uważała, że sama z dziećmi przenosząc się do nowego kraju będzie potrzebować spokoju,a za dużo ludzi w domu tego nie gwarantowało. To pojawił się pomysł żeby gdzieś tu u mnie w mieście zamieszkała na pokoju na te 4 miesiaće. Jeszcze bysmy mieszkali osobno,ale juz bardzo blisko i zdala od jej byłego. Ale po jakiś 2-3 tyg. znów dała znać Jej niepewność. Po pierwsze mając w pamięci wczesniejszy związek miała problem z zaufaniem mi, przestraszyła się takiej szybkiej przeprowadzki,zmiany i wszystkiego nowego,zaczynania życia od nowa. Stwierdziła, że boi się takiego skoku na głeboką wodę, że może niech na razie zostanie jak jest,a po tych 4 miesiącach,jak związek okrzepnie,zamieszkamy razem. rozsądne stwierdzenie, mimo wszystko,ale tak naprawdę to wszystko było powodowane jej wczesniejszymi bolesnymi doświadczeniami. Do expartnera,nie znając go za długo i za dobrze, na slepo wyjechała z Polski,a  na miejscu zderzyła się z okrutną prawdą. Z reszta Jej poprzedni związek też polegał na tym,że dojechała do swojego ówczesnego chłopaka z Polski, związek się rozpadł. Dwa razy już zostawiała wszystko i przenosiła się do faceta i dwa razy przez tych facetów rozpadały się te związki. Bała się tej trzeciej próby. Ja to rozumiałem. Powiedziałem, że ja Jej nie będę w niczym naciskał, że pozwolę się Jej uspokoić po trudnych przejściach, poznać mnie lepiej i nabrać zaufania. Z zaufaniem miała ogromne problemy, mimo moich zapewnień chyba nigdy do końca mi nie zaufała. A muszę podkreslić, że od początku mocno ją pokochałem i nie pragnąłem nic innego niż poświęcić jej swoje życie i nigdy nie zawieśc Jej zaufania. A co Ona czuła do mnie?! Twierdziła, że kocha mnie tak mocno jak nigdy jeszcze w życiu, że jestem miłością Jej zycia,wymarzonym mężczyzną jakiego zawsze chciała mieć. Ja na Nią patrzyłem podobnie. Przez nastepne tygodnie odwiedzaliśmy się jak tylko mogliśmy,mimo to było to średnio raz na 2 tyg., wypady na 2-3 dni. Miłość kwitła, na telefonie wisieliśmy godzinami. Przy spotkaniach wzroku od siebie oderwać nie mogliśmy. Ale Jej chwiejny stan emocjonalny znów dał o sobie znać. Pewnego dnia, mając doła, stwierdział, że nasz związek nie ma sensu, że to się nie uda. Bardzo wówczas za mną teskniła, cierpiała, że nie ma mnie przy Niej, i oznajmiła, że to koniec, że musimy się rozstać. Odłożyła telefon, potem nieodbierała, walczyłem tylko smsami. Na drugi dzień rano dostałem od Niej wiadomośc, że nie potrafi eze mnie życ i znów byliśmy razem. Ale w tym wszystkim wcale nie zniknął jej expartner. Dzwonił do niej, wysyłał smsy, prosił żeby do niego wróciła. Żalił się,jęczał itd. I tu nigdy nie mogłem zrozumieć Jej postawy. Powodem Jej rozbicia emocjonlanego był właśnie ten facet i ostatni nieudany związek. A Ona nie potrafiła tego kontaktu urwać. Odbierała jego telefony, po których często płakała bo takie rzeczy słyszała. Była pewna, że już nie chce z nim być, twierdziła,że nic do niego nie czuje, że jest to jej największa życiowa pomyłka i porażka,a mimo to ten kontakt utrzymywała. Pożyczała mu pieniądze i pomagała gdy tylko chciał. Twierdział,że w gruncie rzeczy on nie jest zły, że jest po prostu głupi i nieopowiedzialny i zależało Jej,aby sobie jakoś życie ułozyl. Czuła się nawet winna,bo to Ona zerwała i to Ona doprowadziła go do stanu totalnego rozsypania. A on to wykorzystywał, niewątpliwie jeszcze ją kochał,chciał aby do niego wróciła,obiecywał poprawe itd,ale Ona naturalnie była nieugięta i ją to nie ruszało,wtedy on się wściekał i zaczynały się awantury. Setki razy mówiłem Jej i prosiłem żeby dla własnego dobra zerwała tą znajomośc i wyłączyła ten telefon, sama wielokrotnie przez niego płakała i bardziej wpędzała się psychiczny dół. Gdy miała dół mówiła,że koniec,że nie chce go znać i urywa kontakt,po czym po paru dniach on znów się odzywał,przepraszał ją i ona dawała się nabierać, że moga mieć dobre stosunki. Wówczas zbywała mnie, że on się poprawił,że nie będzie je już krzywdził, a jak ja mówiłem, że mi się to niepodoba, to odpowiadała, że nie musi, wystraczy żebym to akceptował. Po czym znów dochodziło do spięcia między nimi,znów łapała dól i tak w kólko i w kółko. I nigdy nie chciała mi dać jego adresu bym sam to załatwił po swojemu. Wręcz mi zakazała jakichkolwiek akcji. Nawet się na mnie wściekała jak jak coś próbowałem z tym zrobić. A Ona nie pootrafiła się od tego uwolnić,mimo,że usilnie twierdziła,że nic do niego nie czuje i nie wyobraża sobie rekatywacji tego związku. Już sam miałem wątpliwości czy Ona jeszcze coś do niego nie czuje. Ale mam wrażenie, że działała tak bo czuła się winna i mimo wszystko 1,5 roku bycia razem jakoś z nim Ja związało i faktycznie zależało Jej by się chłopak jakoś w życiu ogarnął. Ale to wszystko działo się kosztem Jej emocji, ciągle przez niego targanych i ciągle wpędzających ja w dól psychiczny. Na moje prośby o zarzuceniu tej znajomości niereagowała. Jej jedyna odpowiedz była taka,że jak już będziemy razem to się skończy, mimo, że była raniona przez niego raz po raz sama nie potrafiła tego urwać. I to jej rozchwianie emocjonalnie wielokrotnie miało wpływ i na nas. Parokrotnie wściekała się na mnie z byle powodu, wyżywała się i wylewała swoje frustracje, często winiąc mnie za to, że po prostu jestem daleko. Ja Ja rozumiałem, wiedziałem w jakim jest stanie i z pokora to przyjmowałem po czym zawsze starałem się Ja uspokajać. Zawsze mi się udawało, zwasze jakoś ten spokój w nią wprowadzałem, zawsze mnie za wszystko przepraszała, mówiła i okazywała najgłębsze wyrazy miłości. Odliczała tygodnie do naszego bycia razem. ale problem jej byłego chłopaka wciąz istniał i się wręcz nasilał. Ale czas naszego zamieszkania zbliżał się coraz bardziej. Zacząłem szukać domu,tu u mnie w miescie, szkoły dla małego. A jak już było wszystko na wyciągnięcie ręki Ona się wystraszyła, że nie chce się stamtąd wyprowadzać, że wreszcie ma dobra pracę,że mały ma szkołe i swoje życie którego nie chce rozbijać. Przestraszyła sie, że musi wszystko zaczynać od nowa. I dlaczego to ja nie mogę się przenieść. I tu też powstał pewien problem, po pierwsze mam swoje pewne zobowiązania finansowe wobec banków, jeszcze z Polski, które musze spłacać. Tu w Anglii mam teraz dobra pracę,która umoziwia mi regulowanie zaległości i życie na dobrym poziomie. wiedziałem, że wyjeżdżając na zywioł, rzucając tu pracę i szukając nowej pracy tam u Niej mogę nie dać rady. O to tez się zaczęła wściekać, że w związek wniosę stare zaległości, że przez te cholerne kredyty nie mogę do niej przyjechać, tylko Ona musi wszystko rzucać. Ale jak tylko oznajmiła, że nie chce się wyprowadzać zacząłem szukać nowego rozwiązania. Pracuję w dużej firmie,która ma swoje punkty rozsiane po całej anglii, tak więc pomyslałem o przeniesieniu. W sumie nawet wczesniej był taki pomysł, dyskutowaliśmy o tym,ale najbliże miejsce do którego mogłem się przenieść było oddalone o 1,5h jazdy autem od jej miasta. Ale teraz otwierali nowy punkt, ledwie pól godziny jazdy od Jej miasta. Podjąłem decyzję. Przenoszę się. I nadszedł feralny dzień dwa tygodnie temu. Rozmiawialiśmy przez telefon, wszystko było bardzo dobrze. Mówiłem Jej jak widze moja przeprowadzkę, jak rozwiążę swoje stare zaległości. Starałem się zrobić wszystko tak,aby to Ona najmniej ryzykowała, aby nic na Niej się nie odbiło. Ona to doceniła, chyba, w każdym razie tamtego dnia powiedziała przez telefon, ot tak spontanicznie, jak to często bywało, że mnie kocha. Po czym zadzwonił drugi telefon, odebrała, bo dzwonił jej ex. Nie znam do końca treści tej rozmowy,podobno nawet tak się facet wściekł, że nachodził ją w domu. W każdym razie wprowadziło Ja to w jakiś wyjątkowo cięzki stan emocjonalny. Próbowałem do Niej zadzwonić, nie odbierała. dostałem tylko smsa takiej treści: "I gdzie jesteś gdy cię potrzebuje?? Idź do diabła!! Nie chcę cię znać.' Byłem w szoku. Przez kilka nastepnych dni nie odbierała telefonu,a jak pisała to tylko w takim tonie. Stwierdziała, że nie chce znać nas obu, że chce byc sama,że nie chce już być ze mną, bo wprowadze w jej życie nowe problemy,a ona nie chce nic oprócz spokoju. Po kilku dniach tej przepychanki jakoś wreszcie się uspokoiła i nasza rozmowa nabrała normalnego kształtu. A mieliśmy się spotkać, miałem do niej pojechać na 3 dni, jak to było już wczesniej zaplanowane. Pojechałem, z resztą sama się o to dopytywała, i czułem, że chcaiła bym jednak przyjechał. Na miejscu jakoś przełamaliśmy lody, mimo całej sytuacji i napięcia jakie nam towarzyszyło wyglądało, że znów jakoś przetrwamy kolejny kryzys. Niestety coś się znów z Nią stało ostatniego dnia pobytu, nagle stwierdziła, że nie może się do mnie przemóc, że ma jakąc blokadę, że tak naprawdę mnie wini za wszystko. On dla niej nie miał znaczenia, mógł ją wyzywac i doprowadzać do stanu rozbicia emocjonalnego, ale Ona i tak stwierdziała, że to ja jestem winny bo nie ma mnie wtedy gdy mnie najbardziej potrzebuje. Wróciłem do siebie z mieszanymi uczuciami. ale niby jeszcze podczas mojego pobytu stwierdziliśmy, że się do niej przeprowadze, nadal snuliśmy wspólne plany. ale jak już byłem u siebie dostałem od niej wiadomośc, że coś się z nią stało, że osiągnęła jakies apogeum, ktore wyczysciło ja emocjonalnie, ze wszystkich emocji,tych dobrych i tych złych. Stwierdziała, że teraz sama nie wie co do mnie czuje, ale że nie czuje tego co jeszcze miesiac później. Starałem się do Niej dotrzeć, jakoś to wyjaśnić, znormalizować nasze stosunki. może nawet byłem bliski bo stwierdziła,że rozsądnie do tego wszystkiego podchodzę i uznała, że potrzebuje takiej zwyczajnego normalnośco,aby zatesknić za czymś większym. Na nowo zaczeliśmy rozmawiać normalnie, o wszyskim i o niczym. Jakoś na nowo to wszystko zaczęło się układać, po czym po kilku dniach informuje mnie, że zdała sobie sprawę, że nie chce być ze mną, że już nic do mnie nie czuje. Rozmawiałem z nią, i faktycznie nagle stała się zimna jak głaz, Stwierdziała, że to uczucie które było między nami już zniknęło, że Ona nie czuje już nic, że jest pusta jak bęben, że nie chce nic. I właśnie sama to powiedział, że nasz związek i nasza miłość rodziła się na silnych emocjach i przeżyciach wokół, a takie uczucia sa nietrwałei właśnie w niej one wygasły. Może i tak jest. Ale czy to jest możliwe, że tak nagle?? Jeszcze kilka dni przed tym zanim "pękła" zapewniała mnie o tym, że mnie kocha. Jeszcze w ten sam dzień kiedy we wściekłości posyłała mnie do diabła sama z siebie,niezmuszona, mówiła, że kocha. A raptem godziny później już nie kocha. Kilka dni wczesnije w każdej rozmowie radowała się, że już wkrótce razem zamieszkamy,że jest z tego powodu szczęsliwa, a kilka dni później nie chce mnie znać i nic nie czuje. Próbowałem od niej wyciągnąć, żeby mi to wyjaśniła, w czym tak naprawdę zawiniłe, gdzie się nie postarałem, co mogłem zrobić lepiej. Powiedziała, że ze mna wszystko było dobrze, że w niczym nie zawiniłem, stwierdziła, że problem był w Niej i w jej chwiejnych emocjach, że taka już jest i coś się nagle skończyło, bo coś w Niej się skończyło. Może to i prawda, ale potrzebujuę opinii i ludzi z podobnym doswiadczeniem i kobiet przede wszystkim. To co w niej siedzi tak naprawdę? co się stało? Czy uczucie może zniknąć tak nagle z minuty na miunutę? Czy może pojawił się jakiś stres i strach przed bliskimi zmianami, na to nałożył się kolejny wstrząs emocjonalny, a efekt tego jest taki jaki jest?? Zapytałem się jej wprost czy te wszystko wczesnijesze zapewnienia i wyrazy miłości były tylko grą, powiedziała, że nie, że wszystko było szczere, tylko się skończyło. Czy ktos może mi wyjaśnić co się stalo?? Czy Wy,drodzy bywalcy forum, widzicie szanse jak na nowo rozbudzic jej uczucia? Czy to jest w ogóle możliwe?? Prosze o opinie. A moze ja bylem od początku ślepy i od początku nie miało to szans powodzenia/

2

Odp: związki oparte na emocjach

ale się rozpisałeś...chciałam się wypowiedzieć, bo ciekawy temat...
ale nie chce mi się tego czytać...;/

3

Odp: związki oparte na emocjach
Ona201307 napisał/a:

ale się rozpisałeś...chciałam się wypowiedzieć, bo ciekawy temat...
ale nie chce mi się tego czytać...;/

Popieram tongue Zaczelam czytac, ale sie nie dalo. Za duzo zbednych szczegolow, chlopie!

4

Odp: związki oparte na emocjach

Nie dam rady tyle tekstu przewalić.

Co masz na myśli mówiąc "związek oparty na emocjach"? Moja żona działa emocjonalnie. Kocha i krzywdzi. Związek się nie rozpada, choć tak ślicznie jak powinno być nie jest. Ale cóż... nie wszystko można mieć.

5

Odp: związki oparte na emocjach

skróć ten tekst a wtedy napewno będzie wiecej odpowiedzi.

6

Odp: związki oparte na emocjach

Przeczytałam całość. Ona powinna się leczyć. I może właśnie doszła do etapu, w którym będzie mogła się poskładać z kawałeczków, na które była rozbita.

Kochała Ciebie, zachowywałeś się jak anioł, widziała w Tobie cud. Oczekiwała cudów, bo je dawałeś. Raz jeden nie było Cię przy niej i obraz się rozwiał. Była wściekła.

Czy można to pozbierać? Nie wiem. I nie wiem czy nie zrobisz sobie krzywdy zbliżając się do niej teraz.

7

Odp: związki oparte na emocjach

Witam, przeczytalam Twoją historię. Moim zdaniem ona boi się zufać, komukolwiek, i to nie Twoja wina, nic złego nie zrobiłeś a ona potrzebuje czasu po tym wszystkim co przeszła. Myślę, że ona Cię sprawdza( tak podświadomie) ile zniesiesz i czy może Ci zaufać, czy naprawdę ją kochasz. Bo skoro wytrzymasz jej huśtawki i ciągłe zmiany zdania, dalej będziesz ją wspierał to znaczy, że naprawdę ją kochasz i Ci na niej zależy.

8

Odp: związki oparte na emocjach

pffff..., przebrnelam jakies 85%. Sorki, wiecej sie nie dalo.

Emocje... w tym kolowrotku bylo ich az nadto. Ona chciala byc z Toba, ale jednoczesnie nie chciala.
Nie ma tu nic do rzeczy sposob powstania tego, co nazywasz zwiazkiem.
Ja uwazam, ze byles jej nieudolna proba bycia z kims.
Ona, pomimo koszmaru, jaki sprawil jej ex to wlasnie jego dazy uczuciem. Ciebie probowala pokochac, nawet sobie to niemal wmowila, ale w tym milosci bylo tyle co wiatru w pajeczynie.

Zapomnij o niej i nie zastanawia sie dlaczego. Nie ma to najmniejszego sensu. Po prostu zyj dalej. Gdzies tam czeka na Ciebie normalna dziewczyna, ktora nie bedzie Ci fundowala hustawki emocjonalnej.

Powodzenia.

9

Odp: związki oparte na emocjach
zmartwiona27 napisał/a:

Witam, przeczytalam Twoją historię. Moim zdaniem ona boi się zufać, komukolwiek, i to nie Twoja wina, nic złego nie zrobiłeś a ona potrzebuje czasu po tym wszystkim co przeszła. Myślę, że ona Cię sprawdza( tak podświadomie) ile zniesiesz i czy może Ci zaufać, czy naprawdę ją kochasz. Bo skoro wytrzymasz jej huśtawki i ciągłe zmiany zdania, dalej będziesz ją wspierał to znaczy, że naprawdę ją kochasz i Ci na niej zależy.

ja przeczytałam większą połowę ale uważam tak jak TY zmartwiona,ta dziewczyna za dużo przeszła,musi sie odnaleźć a dopiero potem układać sobie życie z nowym facetem

10

Odp: związki oparte na emocjach

Witam ponownie,
Sama jestem taką osobą, która ma ciągłe emocjonalne huśtawki, takie osoby potrzebują obok siebie osoby, która jest wyrozumiała i cierpliwa, bardzo cierpliwa, a niewiele osób zniesie takie huśtawki. Twoja dziewczyna wiele przeszła, jeżeli ją naprawdę kochasz powinieneś być przy niej i pomóc jej wyjść na prostą, pokaż jej, że są ludzie ktorym można zaufać, ale nie oczekuj, że to łatwo nastąpi, musi minąć dużo czasu zanim zauważy, że będziesz z nią na dobre i złe i że jej nie skrzywdzisz. Ona boi się kolejnego rozczarowania i wlącza mechanizm obronny "lepiej ugryżć pierwszemu niż znowu pozwolić żeby ktoś ugryzł nas". Życzę cierpliwośći i powodzenia.

11 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-10-16 22:32:58)

Odp: związki oparte na emocjach

Nie wiem, czy ona sobie tę miłość wmawiała, czy kochała. Wiem, że jest rozchwiana emocjonalnie i być może ma syndrom sztokholmski.

Wiem, że gdy zaczęłam być z Kochanym, byłam gotowa w każdej chwili zniknąć. Jeden głupi numer i nie miałby szans mnie odnaleźć. Czujnie go obserwowałam (kiedy z niego wylezie ta wredna menda albo głupek, albo sierota obrzygana, która chce się uczepić mnie i męczyć). Nie było głupich numerów. Był tak nieprawdopodobnie dobry i prawdziwy, że... No cóż, zdwoiłam czujność. Słuchałam uważnie jego rodziców, sąsiadów, dziecka, znajomych, byłych dziewczyn. Aż uwierzyłam. I do dziś mnie nie zawiódł, zawsze był po mojej stronie. W ten sposób pomału zdobył moje serce. Po drodze było kilka nieporozumień; gdyby wtedy wymiękł, też by stracił szanse na bycie ze mną.

Nie uważam, żeby Twoja sprawa była przegrana. Ja swojego kochanego chciałam wypróbować. Żeby nie wyszło tak, że znów się zaangażuję, a on okaże się... Niewłaściwą osobą  - i znów będę rozczarowana. Nie pozwoliłam sobie kochać, dopóki nie uwierzyłam, że on kocha naprawdę, szczerze i chce być ze mną, taką jaka jestem (i nie będzie mnie zmieniał a zależy mu na moim szczęściu nie mniej niż na własnym). Duże wymagania. Możliwe, że Ona też takie ma. Możliwe, że musisz zostać Jej księciem z bajki, by poczuła się z Tobą dobrze, bezpiecznie, by poczuła, że może Cię obdarzyć uczuciem.

Ale istnieje ryzyko istnienia bardzo intensywnej relacji kata i ofiary, nie zerwanej jeszcze, nie przepracowanej (z ostatnim gagatkiem). I wtedy cokolwiek zrobisz, będzie za mało. I nie to.

Wydaje się, że pozostawiając Jej przestrzeń, dając prawo decydować, dałeś zbyt wiele. Tamci nie mieli pojęcia jak ją uszczęśliwić (i chyba mieli to gdzieś, chcieli wygody i zabawy dla siebie), ale wzięli co chcieli. Gdy teraz ona ma prawo decydować, nie wie jak to zrobić. Waha się. Raz mówi jedno, raz drugie. Robi krok do przodu i trzy w tył. Boi się rzucić w Twoje ramiona, bo tamci też na początku byli mili. Może się bać, że skoro Ty tak wiele zainwestowałeś, wystawisz Jej za wszystko rachunek, zechcesz odcinać kupony i dopiero Jej pokażesz gdzie raki zimują.

Takie gagatki, z jakimi się spotykała, kazały sobie drogo płacić za każdy miły gest i wypominały wszystko co dla niej robiły. A robiły tak niewiele! Ty oddałeś się cały, zmieniłeś dla Niej całe swoje życie.

Mogła myśleć, że albo masz nie po kolei w głowie (bo przecież nie jest tyle warta, żeby świetny gość poświęcał dla niej wszystko - tak mogła o sobie myśleć po smutnych latach, gdy wszyscy nią pomiatali), albo dopiero wyjdzie, że też jesteś gagatek, albo - najsmutniejsze - gdy jest dobrze traktowana nie jest "u siebie", bo wytworzyły się w niej skojarzenia - kocha, więc będzie zazdrosny, dostanie prawa, będzie ich nadużywał - tak wygląda miłość. I powstał lęk: zakocham się - będę bezbronna a on mnie wtedy zniszczy. Nie chcę takiej miłości. Nie chcę przez to znów przechodzić. Związek boli. Nie chcę cierpieć. A mężczyzna w moim życiu = cierpienie.

Strach i wycofanie się tuż przed Twoim przyjazdem może na to wskazywać.

Dlatego uważam, że potrzebuje leczenia.

Wciąż Ją kochasz? Wciąż chcesz być z Nią? Czy dasz radę znieść następne huśtawki? Ile masz jeszcze siły?

Ja jestem po raz pierwszy w życiu tak szczęśliwa. I po raz pierwszy nie czuję się samotna. Pojawił się ktoś, kto mnie rozumiał, nie wyśmiewał się z mojej wrażliwości, nie drażniły go rozważania, dzielenie włosa na czworo, ciągłe zmiany decyzji, wahania nastrojów, nadmierna emocjonalność, impulsywność... I okazuje się, że to wcale nie były moje cechy. Tak objawiał się mój brak poczucia bezpieczeństwa w związku, niepewność.

Mnie uzdrowiła jego miłość. Ale... On wcześniej kochał ex. I jego miłość nie wystarczyła do jej uzdrowienia (ex jest agresywnym DDA). Potrzebuje specjalistycznego leczenia. Czy Twojej kobiecie wystarczy Twoja miłość i wyrozumiałość? Czy masz tyle siły? A może tu trzeba kompetencji, których nie masz?

Czy może znów Cię pokochać? Jeśli kogokolwiek, to wydaje mi się, że właśnie Ciebie.

Pomimo, że wszystko w Niej zamarzło i zamarło.

12

Odp: związki oparte na emocjach

dziękuje bardzo za opinie,analizy i rady,myślę,że w każdej jest prawda,jak nie cała to chociaż jej ziarno. I znów o coś zapytam, może kobiety,same najlepiej znające swoją własną naturę. Czy wahanie nastrojów,problemy emocjonalne,a przede wszystkim ostatni wstrząs,po którym stała się "pusta" uczuciowo i nagle stwierdziła,że już nic do mnie nie czuje - czy to może minąć, czy potrzeba czasu,a może czegoś więcej, aby ta pustka, ta zasłona nieczułości opadła? Czy skoro dziś mówi, że już nie kocha to znaczy, że nic tego nie zmieni - w sumie ludzie bez problemów emocjonalnych jak tak mówią to wiedzą co mówią - ale dla kogoś jak Ona, z całymi problemami emocjonalnymi, czy należy Jej teraz wierzyć, czy może to jest kolejny przejaw huśtawki i mogę liczyć i mieć nadzieję, że jednak przyjdzie moment,że te uczucia wrócą - czy po prostu już przepadło. A co zrobić w obecnej sytuacji, czekać,dzwonić,pisać,milczeć??

13

Odp: związki oparte na emocjach

Skoro dziś mówi, o 18.12, że chce kawę albo pierścionek, albo nie kocha, albo uwielbia, to jest to aktualne dziś o 18.12. I niekoniecznie jest aktualne o 18.18.

Nie wszystkie kobiety tak mają i nie zawsze, ale nie przypadkowo mówi się "kobieta zmienną jest".

Nie znam Jej. Ja bym napisała (gdybym była mężczyzną). Bo ja bym chętnie taki list przeczytała (będąc kobietą). Gdybyś milczał, wytłumaczyłabym sobie, że już Ci nie zależy, wszystko zepsułam. Bardzo bym cierpiała, potem byłabym wściekła że tak szybko wymiękłeś, potem byłabym zrezygnowana a potem odżałowałabym, uspokoiłabym się i stałbyś się wspomnieniem.

Napisałabym, że jest dla mnie ważna, że chyba zauważyła, że jestem innym człowiekiem niż tamci, że wciąż kocham. Że się usunę, jeśli takie jest jej życzenie, bo chcę by była szczęśliwa. Że daję Jej przestrzeń i uszanuję decyzję, choć to bardzo trudne bo kocham i marzę o tym by móc z nią być zawsze gdy mnie potrzebuje, uszczęśliwiać Ją i cieszyć się patrząc na Jej szczęście. I że nigdy nikt nie był dla mnie tak ważny. I że żyję nadzieją, że zaufa a w miejsce pustki pojawią się normalne zdrowe uczucia. I że jestem silnym mężczyzną i można się na mnie oprzeć i przy mnie czuć się bezpiecznie, a do tego zawsze jestem po Jej stronie. I czekam.

14

Odp: związki oparte na emocjach

Uwaga, jak "przeczytać" otrzymane sygnały.

Mija tydzień od rozstania. Postanowiłem nie pisać, nie odzywać się. Tak troche by dać Jej czas na poukładanie wszystkiego,a tak trochę by sobie pokminiła dlaczego milczę. Po kilku dniach ciszy dostaję od niej smsa z jakimś tam błachym pytaniem. Odpowiedziałem,ale tylko na pytanie,bez dodatkowej zagadywanki. W odpowiedzi otrzymuję sms z komentarzem zagadniętego tematu plus "co u ciebie słychać?". Odpisałem, opisując jedno z moich aktualnych zajęć dośc tajemniczo i zdawkowo. Też zapytałem "co słychać". Otrzymuję sms z opisem "co słychać" plus dodatkowe pytanie o moje "tajemnicze zajęcie". Odpisałem,podająć nieco szczegółów "tajemniczego zajęcia". Po kilkunastu minutach Ona sama do mnie zadzwoniła. Skończyła pracę i postanowiła zadzwonić gdyż "nie chce się jej pisać smsa". rozmowa trwała jakieś 40 minut, ale generalnie Ona dużo mówiła co słychać, w pracy itd. Gadka standardowa, z resztą jakich przeprowadziliśmy już wiele. Rozmawiając ze mną jechała autobusem i przegapiła swój przystanek (na żądanie). Stwierdziła,że nie pamięta kiedy ostatnio przegapiła przystanek i powiedziała, że stało się to teraz przeze mnie. rozmowę zakończyliśmy ze względu, że każde musiało się do czegoś szykować. Ale teraz pytanie - zadzwoniła z jakiegoś tam przyzwyczajenia,dla zabicia nudy,albo wyczucia w jakim jestem stanie. Czy może jest to jakiś przejaw zainteresowania,przełamania pewnych lodów, czy też przemyslen nt. "czy rozstanie nie było błędem". skoro przegapiła swój przystanek no to musiała być bardzo zaaferowana ta rozmową. Ale może to wcale nic nie znaczy, rozmawialiśmy swobodnie,bez wzajemnych żalów i pretensji, tak więc może jej pewna euforia wynikała z tego, że hmmm powiedzmy w swoim mniemaniu nie musi czuć się winna. Jak to odbierać, jak na to patrzeć? A może niewiele z tego wynika?

15

Odp: związki oparte na emocjach

Jeśli przegapiła przystanek i w dodatku Ci o tym powiedziała, to raczej coś znaczy. Ale co dokładnie? Nie wiem. Nie wiem dlaczego się uspokoiła i dlaczego sprawia wrażenie, jakby zaczęło jej zależeć. Możliwe, że potrzebuje mężczyzny, który nie będzie na każde zawołanie, nie będzie taki dobry, o którego trzeba się postarać. Pytanie brzmi: jeśli tego potrzebuje, czy taki jesteś? czy umiesz jej to dać? czy będziesz sobą, czy też będziesz udawał obojętność, trzymał dystans a w środku będzie Cię skręcało?

Jestem zupełnie inna niż ona, inaczej reaguję. A też jestem kobietą.

16

Odp: związki oparte na emocjach

Kolejny "sygnał - nie-sygnał". Na nastepny dzien po rozmowie pierwszy napisałem smsa, po kilku godzinach odpisała pozostawiając miejsce na komentarz. Wieczorem, po pracy, tak ok. 22.30 odpisałem. Po kilku minutach zadzwoniła, że niby znów "nie chce się jej pisać". rozmawialiśmy jakieś 15 minut, ale to dlatego, że ja musiałem przerwać. Temat rozmowy był luźny i dotyczył generalnie tematu z smsa,ale jej głos hmmm był miejscami jakby znów taki maślany jak to bywało za najlepszych chwil. Czy to dalej tylko z jej strony taka gadka-szmatka dla zabicia nudy,wybadania to u mnie i czy dalej musi się czuć winna? A może jednak coś się jej tęskni i może do czegoś doprowadzić? Co robić,czekać a może przycisnąć?

17

Odp: związki oparte na emocjach

Znów mi wygląda na to, że tworzenie dystansu skłania ją do starań (mnie by zniechęcało).

18

Odp: związki oparte na emocjach

Moim zdaniem ta kobieta jest całkowicie rozchwiana emocjonalnie i sama nie wie czego chce. Źle jej z Tobą i źle bez Ciebie, ma duże problemy ze sobą. Pozwalała byłemu na nie szanowanie siebie, pozwalała się wykorzystywać i szantazować emocjonalnie, odbierała jego telefony i długo znosiła jego złe zachowanie w stosunku do siebie. Może ona nie potrafi być w normalnym, zdrowym, partnerskim związku? Może ciągle potrzebuje adrenaliny i cierpienia aby żyć? Może musi mieć te swoje huśtawki emocjonalne góra-dół, zmienne nastroje, depresje? Moim zdaniem wymaga leczenia u specjalisty, bo sama sobie z tym nie poradzi. Jeśli ją kochasz, może zaproponuj jej terapię. Nie dasz sobie rady z jej lękami i obawami i ona sama też sobie z tym nie poradzi.

19

Odp: związki oparte na emocjach

Tworzenie dystansu,a raczej cisza w temacie jest w Jej przypaku uzasadniona. Ex partner od miesięcy zarzuca ją smsami i telefonami, i wszystko w tonie żalów,pretensji,obwiniania,ewentualnie obiecanek poprawy i próśb o powrót. Z tego względu jakiekolwiek powielanie tego schematu jeszcze bardziej ją dobije. Nie wiem, może sam fakt, że, w Jej oczach, podchodze do tego co się stało tak na spokojnie,bez negatywnych emocji wobec Niej, powoduje, że mysli nad całą sprawą. Ale generalnie te wszelkie sygnały moga być tylko taką próba przejścia z Jej strony od związku do przyjaźni,no bo skoro Jej ex (w tym przypadku ja) tak podszedł do rozpadu związku to dlaczego czuć się winnym,bac się czegoś czy unikać kontaktu. Jak każda kobieta potrzebuje od czasu do czasu wygadać się,a że w przeszłosci byłem dobrym rozmówcą i słuchaczem to może działa na tej zasadzie, że bedzie z niego "dobry materiał na przyjaciela". W sumie takiego rozwiązania obawiam się najbardziej, i jesli w końcu okaże się, że takie sa Jej intencje to wówczas podziękuję i urwę wszelkie kontakty. Nie będzie to miało dla mnie sensu. Ale jeszcze teraz wybadam sytuację,troche poczekam, na swój sposób sprobuję pokruszyć skałę. Generalnie i tak,siłą rzeczy,mamy się jeszcze spotkać, to spotkanie wiele wyjaśni. A potem się okaże - albo w prawo albo w lewo.
Co do chodzenia do specjalisty to po którejś cięzkiej rozmowie z ex rzuciła, że potrzebuje psychologa. Raz, po jakiejś akcji, sam jej to też zaproponowałem, ale oschle stwierdziła, że nie potrzebuje pomocy i rad psychologa, potrzebuje tylko spokoju. To stwierdzenie czesto przewija się w Jej rozważaniach "potrzebuję spokoju". Teraz ma ten spokój, sam Jej go dałem, i albo zrozumie,że to faktycznie to czego potrzebuje i już jestem zbedny w Jej życiu, lub też zda sobie sprawę, że beze mnie ten spokój i tak niewiele znaczy. Czas pokaże,a póki co w jakiś subtelny sposób bedę obecny,cierpliwie wytrwam az do ostatecznego wyjasnienia się sytuacji.

20

Odp: związki oparte na emocjach

Gratuluje cierpliwosci.Jedno ci moge zagwarantowac bez pomocy specjalisty ona nie dojdzie do ladu ze soba, a najlepiej jak byscie chodzili tam razem. poczytaj sobie Kobiety kochajace za mocno.zrozumiesz w czym tkwi problem. nawet jak byscie byli razem ona i tak ci nie zaufa, byla w dwoch nieudanych zwiazkach i taki ma obraz na dzis. ty jestes przeciwienstwem i podejrzewam ze i w tobie doszukuje tej drugiej strony. jak jest miedzy wami dobrze to ona ucieka bo boi sie cierpienia.Jak ciebie nie ma blisko szuka kontaktu z toba.obojetny napewno jej nie jestes, ale zdrowego zwiazku nie zbudujecie razem.Pokaz jej to forum albo skopiuj niech poczyta ksiazke jakas wypozycz niech zrozumie ze ma problem z ktorym sama sobie nie da rady. jesli chcecie zbudowac zwiazek budujcie go na pewnym gruncie a tu z mojego punktu widzenia terpai jest konieczna.

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » związki oparte na emocjach

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026