Moja teściowa była fajną babką przez wiele lat, ale jak się zaczęło psuć między nami, bo ja zła kobieta chciałam wychować faceta na partnera. No ale w skrócie... zaczęło się jakieś 2 lata temu może troszkę mniej...oboje pracujemy teraz, a ja początkowo przez pół roku szukałam nowej pracy, a on codziennie do pracy, a ja w domu zakupy, obiadki, pranie sprzątanie i takie tam domowe sprawy... obsesyjnie dbalam o szczegóły, a ze nudziłam się to rozpieszczałam faceta z miłości no i nudy... a jak poszłam do pracy to nie mogło się nic zmienić... wszystko trzeba było na czas i tak jak powinno być... ale w pewnym momencie byłam już tak zmęczona bo gdzieś zatraciliśmy ten romantyzm związku i na dodatek choróbsko mnie zmogło, ze miałam już dość... i zaczęłam od rozmowy, ze może trochę więcej zaangażowania w nasze codzienne sprawy... no bo jak poszłam do pracy to z pracy do roboty i tak na okrągło, tylko tyranie i nawet chwili spokoju i totalny brak sił na wyjścia co kiedyś było standardem... on oczywiście zaczął mieć pretensje, że ja wiecznie nie mogę się wyrobić na czas i że w końcu już mi sie nie bardzo chce wychodzić, bo przed wyjściem trzeba było naszykować dla niego i dla mnie... Aaaa... a on zadowolony z życia no ba... wszystko na gotowo. Eh...
I teraz o teściowej, no więc początkowo zaczęła mnie wspierać i "buntować" no to ja małą wojenkę wypowiedziałam mojemu "współlokatorowi" no i efekty nawet i były, nauczył się pralkę wstawić i pranie rozwiesić, sprzątać łazienkę i naczynia zmywać czasem oraz śmieci wynosić.... ja zakupy i gotowanie i prasowanie i inne No w każdym razie jakiś kompromis wypracowaliśmy, no prawie idealny układ... ale jak zawsze jest ale... no i po pewnym czasie moje kochanie podniosło bunt i do mamusi na obiadki i śniadanka i żale ze mu źle bo on czasu na nic nie ma, na hobby i ze ja taka wymagająca, a obiadki nie takie jak u mamusi eh... jak słyszę nie gotuj ja już jadłem to mam ochotę go grrr... bo u mamusi był, no a co ze mną a ja to już obiadu nie potrzebuję, to pierdoły wiem ale muszę to wyrzucić z siebie...
No a mamusia teraz udaje że o niczym nie wie i nie pamięta... zresztą te nasze pogaduchy zawsze zostały miedzy nami... no ale jak to jest że teraz to oni się dogadują świetnie, mamusia nawet zaczęła mu pokazywać katalogi z meblami, płytkami i innymi rzeczami bo urządzamy nasze mieszkanie, i ciągle jakieś tam rady a mnie aż trzepie tyle lat dobrego układu, a teraz krach... nie chcę być nie miła ale najchętniej bym jej powiedziała że jest dwulicowa i inne takie... Ona nigdy na początku się do nas nie wtrącała, nie dzwoniła, nie odwiedzała bez zaproszenia, nawet początkowo jak nie mieliśmy gdzie mieszkać kazała nam wynająć sobie coś bo ona nie chce z nimi mieszkać, bo my młodzi i musimy mieć swój kąt... a teraz zmiana nie tyle frontu co postępowania... drażni mnie to ze jak rozmawia ze mną to mi przytakuje, a potem przekręca... nawet ostatnio się dowiedziałam ze ja muszę się nauczyć gotować i piec i jak być prawdziwą kobietą - "kurą domową" [wybaczcie nie chciałam tym nikogo obrazić] o zgrozo... ja to potrafię, ale ciężko się wyrobić na czas ze wszystkim, a poza tym nie mam zamiaru siedzieć tylko w domu i rozpieszczać go [bo co jemu biedakowi się z urzędu należy, przejście spod skrzydeł mamusi pod opiekę moją?] i zadowalać mamusię oraz udowadniać im że się nadaję? Obłęd. Jak będę siedzieć w domu z dziećmi to będę mamuśką na pełen etat i mogę się spełniać jako :kura domowa" ale w granicach jakiejś normy. Wkurza mnie to że teraz się "nie nadaję", a do jasnej anielki ja jestem młoda i jestem jego partnerką w tym związku a nie mamusią. Nie leżę całymi dniami tylko pracuje tak samo jak i on i nie zamierzam się dać wykorzystać, a szczególnie pod komendę "mamusi".
Najbardziej boli mnie fakt, że już jej nie ufam, a każdy przejaw dobrej woli z jej strony odbieram jako podstęp. i spodziewam się ciosów. Nawet jak rozmawiałyśmy o dzieciach to wydawało się że jest jakby przeciwna bo on nie dojżał, ale kurcze latka lecą a poza tym co mamy czekać do 40? I jest też oczywiście żal do faceta, ze teraz znowu wraca pod skrzydła mamusi, kiedy to od ponad 6 lat nie mieszka w domu rodzinnym.
Jeżeli sie powtarzam to wybaczcie, ale się obawiałam że wybuchnę jak tego tu nie napiszę 
Pozdrawiam 