U mnie wczoraj minal miesiac od kiedy wyznal prawde (skruchy nie bylo), choc zaczelo sie to troche wczesniej, ale wtedy nie potrafil jeszcze zdecydowac....Jedynym symptomem byly zmiany w zachowniu (odsuwanie sie, praktycznie brak czulosci, mechaniczny seks)...Moja intuicja mi podpowiadala, ze moze byc ta inna, ale on na moje pytania odpowiadal przeczaca, ze to z powodu pracy itp..
To byl ciezki czas,duzo wylanych lez,ogromna pustka, teskonota (wlasciwie za moim jego wyobrazeniem), nieprzespane noce, brak apetytu i checi do zycia i nadal jest, ale wiele zrozumialam.....Zrozumialam, przede wszystkich dzieki temu forum, ze jestem Kobieta Kochajaca za Bardzo, i ze z tego trzeba sie leczyc...ze w pierwszej kolejnosci powinnam kochac siebie, i ze nie warto walczyc o kogos, komu na mnie nie zalezy, bo sama sie pograzam...Zaczelam duzo czytac i stosowac cenne rady w zyciu...Polecam ,, Jemu na Tobie nie zalezy", czy ,,Kobiety, ktore kochaja za bardzo'', posiadam je w wersji pdf, gdyby ktos chcial moge podeslac..
Klamstw i zdrady nie potrafie zapomniec, sa jak blizna na sercu i umysle...
Kochane musimy sie skupic teraz na sobie!
Przez ten msc mielismy kontakt, glownie mailowy i smsowy, telefonow nie odbieralam, ale wiem ze to wcale nie pomaga w zdrowieniu, a wrecz przeciwnie, jak juz zrobilam krok do przodu, po wiadomosci od niego cofalam sie o dwa..
Ostatnio napisal, ze juz zbieral kilka dni zeby do mnie napisac, zapytac co slychac i czy mialabym ochote sie spotkac i pogadac...Nie rozumialam czego ode mnie chce, nawiazala sie wymiana smsowa, nie potafilam wylaczyc...dlatego najlepiej odciac sie na tak dlugo jak sie da...