No i z mojego testu na tolerancję glukozy nic nie wyszło, bo lekarz zapomniał dać receptę na glukozę...
Ostatecznie udało mi się kupić bez, ale jak wróciłam do laboratorium, Pani mi powiedziała, że mam wrócić w poniedziałek, bo oni pracują do 9 tylko, a test na glukozę trwa 2 godziny.
Strasznie się wściekłam, bo niepotrzebnie była cała ta wyprawa, teść mnie musi wszędzie wodzić, jako, że mam za krótką szyjkę i lekarz zabronił mi dużo chodzić.
W poniedziałek teść będzie musiał się zrywać o 6, żeby na 7 mnie zawieźć, a potem czekać 2 godziny aż skończy się badanie... Jestem wściekła, bo nie lubię być od kogoś zależna.
Ostatecznie dałam tylko próbkę moczu, a poziom żelaza i test na glukozę załatwię w poniedziałek. Ech. Czasem nerwów brakuje.
Maluch kopie jakby ktoś mu nóżkę rozbujał, aż się uśmiecham sama do siebie. Mąż dopiero wczoraj poczuł pierwsze kopnięcie, jako że, sama nie wiem, może dlatego, że byłam troszkę bardziej puszysta przed ciążą i kopanie przez ''tłuszczyk'' czuć słabiej
. Ja mam tę radość, że czuję wszystko od środka, a mąż biedny spędza godziny z uchem przy brzuchu. Po każdym kopnięciu, którego on nie czuje, mówi do brzucha ''dobrze, dobrze, kop matkę, niech ma szkołę życia''
.
Kupa śmiechu teraz, szczególnie jak przychodzi moment depilacji, bo niestety widzę już coraz mniej
.