Mala mi się darła cale popołudnie do tej pory, pomyśleć, ze Ty Penny miałaś tak dzień w dzień, podziwiam Cie za cierpliwość, bo ja muszę przyznać, ze już jej płacz zaczynał mnie drażnić
. Z drugiej strony zazdroszczę Tobie i wszystkim dziewczynom, które w razie "W" mogą do kogoś bliskiego zadzwonić, np do mamy, która zawsze jest gotowa do pomocy. Niestety, są plusy i minusy w wyjazdach za granice...
Edyta, skoro nie pomaga Ci mąż, to masz jakąś bliska osobę na której pomoc możesz liczyć od czasu do czasu?
Mi pomaga mąż, ale wiadomo - pracuje, wiec nie chce go obarczać zbytnio opieka nad dzieckiem. Chociaż doceniam jego pomoc i czasem same chęci. Wczoraj np. powiedział, ze w następny czwartek maja spotkanie firmowe, kręgle, potem kolacja. Powiedziałam mu, żeby koniecznie poszedł, rozerwał się, a On na to ze najwyżej pójdzie na same kręgle, bo teraz ma rodzinę i nie będzie tak długo siedział. Powiedziałam mu, ze ma iść na to i na to i dobrze się bawić, ale nie powiem - milo mi się zrobiło, ze tak do tego podszedł.
Azizja, ciesze się, ze mąż się spisał i odpoczęłaś
.
Zielony Domku, ja podaje w tej samej butelce.
Sandra, ja miałam wiele razy zachwiania z pokarmem, czasem wydawało mi się, ze już tracę pokarm. Zawsze wtedy dodatkowo pobudzałam laktatorem, nawet częściej w nocy wstawałam. Pokarm jeszcze mam, ale z jego ilością jest naprawdę rożnie, nie wiem czy się to ustabilizuje i jak długo będę miała pokarm. Jednak psychicznie podchodzę do tego całkiem inaczej niż wcześniej. Przecież nie wygram z natura. Swoja droga, czym się tak stresujesz?