A ja jako dziecko nie znosiłam swojego imienia - Natalia - bo wydawało mi się wydziwione
I wkurzałam się na mamę, że nie nazwała mnie Ania albo Kasia haha
No to teraz Teo pewno da mi popalić, że nie jest Marcinem albo innym Krzysiem
Już kiedyś pisałam jakie są moje ulubione imiona - dla dziewczynki Alicja (ale nie podoba mi się zdrobnienie Ala - lubię to imię za Alicję w Krainie Czarów
), Amelia, Róża. No i oczywiście te wszystkie dziwaczne, które my z moim mężem uwielbiamy
czyli takie jak planujemy dać jeśli kiedyś jeszcze dane nam będzie mieć córkę - Gaja, Tara (buddyjskie), Mia, Aida
ale my "artysty"
Nam ponoć wolno lubić takie dziwactwa haha 
A męskie imiona moje ulubione były od zawsze dwa ale mój mąż absolutnie się nie zgodził na żadne z nich dla Teo - Amadeusz i Miłosz
Amadeusz, Amek - słodziaszne
A co do nadawania imion my mieliśmy przygodę w USC bo na początku nie chcieli nam pozwolić nadać imienia Teo
I mówią, że nie ma w spisie i tylko Teodor albo Teofil. Na co mój mąż do nich, że jeśli tak jest to dlaczego Michał Wiśniewski mógł nazwać swoje dzieci Etiennete i Fabiene itp. a babka na to do niego "Pan Wiśniewski jest artystą i jemu wolno". HAHA, gdybyście zobaczyły minę mojego męża i wściekłość
I zaczął wymieniać, że robił muzykę do filmów Smarzowskiego, że obecnie w kinach jest film dokumentalny o jego zepsole yassowym, który zmienił oblicze polskiej sceny jazzowej, że gra w teatrach, prowadzi poranną audycje w ogólnopolskim radio itp. itd.

Pani lekko zbladła i powiedziała tylko "aha, to ja tylko pójdę do pani kierownik i spytam co ona na to" 
Normalnie dawno nie wdziałam tak obruszonego mojego męża - mimo, że nie ma jakiejś napinki na to kim jest itp. ale jak ktoś mu mówi, że Wiśniewski jest artysta a on nie no to coś takiego odebrał już jednak bardzo personalnie
Dziewczyny - btw. mi się walnęło z tą porcją Teo bo zapomniałam, że przygotowane miałam butle 90tki a nie 120tki więc on zjadł jedną 90tkę (100ml z mlekiem) i w drugiej zostało 60ml czyli łącznie zjadł 140 a nie 170
I spał 3h po tym a potem dostał następną 120 (130 z mlekiem).
I tyle wg pediatry może jeść jeśli je co 3h.
Przybiera wcale nie jakoś bardzo dużo (waży obecnie 5kg równo) a i brzuszek ma teraz już miękki i go raczej nie boli... No ale zobaczymy.
Wszystko też w sumie zależy u niego od dnia, czasem ma tak, że zje co półtorej godziny 80-90ml a czasem tak, że co 3h chce 130ml. Myślę, że tak jak u Olika i fragoli to się z czasem wyrówna.
Cyniczna - u Ciebie też jest trochę inaczej bo zauważyłam, że dzieci od początku karmione mm mają trochę inne przyzwyczajenia, jednak Teo był karmiony na rządanie cyckiem i często jadł po troszku co chwila a odzwyczaja się od tego dopiero 3 tygodnie więc myślę, że to kwestia czasu żeby się przyzwyczaił do jasno ustalonych porcji. No ale zobaczymy 
A co do usypiania - Teo najpierw dostaje butlę jednak bo wg. mnie nie ma sensu budzić dziecka na kąpiel tylko czekam aż sam się obudzi (a że tak się nam ustawiło, że akurat niemal codziennie je o 18 to akurat śpi do 20 - 20.30), wtedy jest głodny więc dostaje butlę i teraz tak - jeśli zje całą od razu no to trudno. Jedziemy z wanienką i potem jest usypianie z samym smokiem. A jeśli nie doje - to po kąpieli dostaje tą resztkę co została po karmieniu i jeśli chce to zjada a jak nie to trudno - i też sam smok.
Usypiamy jednak póki co w zasadzie tylko na rękach, na palcach jednej dłoni mogę policzyć ile razy sam mi zasnął gdziekolwiek - na pewno to będą wszystkie podróże samochodem ale to wiadomo no i ze 2 razy na spacerku (zazwyczaj jednak wychodzę jak już spi po prostu) ale u nas to wynikało z tych kolek bo inaczej nie było opcji żeby się chłopak uspokoił. Wcześniej to tylko z odkurzaczem, teraz już czasem udaje się przy samym szumie morza albo biciu serca z karuzelki. Lulam go ze smokiem i odkładam do łóżeczka - czasem się przy tym wybudza, wtedy mimo że się zaczyna wściekać i chce spowrotem na rączki staram się tylko przytrzymywać mu smoczka i czekam aż mu minie napad krzyku. Wtedy często zaczyna ssać smoka i usypia się już "sam" (no, z moją ręką przytrzymującą tego smoczka
), czasem się nie udaje i się rozkrzykuje na całego - wtedy procedura się powtarza - na ręce i lulanie. A jak jest bardzo marudny i za długo mi zasnąć nie chce (a akurat usypianie go jest łatwe więc "za długo" to w naszym wypadku już nawet 10-15 min.
) to odpalam odkurzacz bo wtedy kima raz dwa
Myślę, że jak skończy 2,5-3 miesiące i już temat kolek będzie za nami to zabierzemy się za kształtowanie nowych przyzwyczajeń w kwestii zasypiania no ale póki co to nie ma sensu raczej bo i tak bidul jest więc niech ma chociaż te rączki moje nieszczęsne 