mm, no jasne, Ciebie też rozpoznaję 
Co do spaceru to ja chętnie jakoś za tydzień - dwa, jak już opanuję w pełni opiekę nad bomblem i będę w stanie dojechać gdzieś dalej
Poza tym póki co pan tata pozwala nam jeździć wózkiem tylko po osiedlu bo mówi, że przynajmniej pierwszy tydzień mam oszczędzić Teo spalin
A jak tata rozkazuje to ja się słucham 
No i położna mówiła, że póki co spacery max 30 min (dziś prawie 40 chodziłam bo się zagadałam z mamą
) więc siedzenie na kocyku w przypadku mojego ssaka jeszcze chwilkę odpada. Mam nadzieję, że niedługo 
Co zaś do ubierania - no dzisiaj dziwa była ta pogoda. Ja też miałam momenty, że się bałam, że Teo będzie zimno jak zawiało ale za chwilę wychodziło z kolei słońce to mu połowę kocyka odkrywałam (miałam złożony na pół) bo smażyło konkretnie. Chłopak mi kicha co jakiś czas tak śmiesznie ale położna mówiła, że to normalne więc się nie przejmuje. A teraz w domu cały czas leży w samym bodziaku z długim rękawem i skarpetach i przykryty pieluchą tetrową bo lula. I w końcu nie jest mokry za każdym razem jak się budzi - a to już progres
Cyniczna - ale ja potrzebuuuuję ciepłych prysznicy
Chłodne nie wchodzą w grę, co to za przyjemność? A teraz to ja pełnoetatowa mama, te chwile kiedy idę pod prysznic i tatko patrzy na ssaka są moimi momentami celebracji 
A tak serio - póki co jest OK, cycki nie twardnieją już tak bardzo, staram się ściągać po trochu w przerwach kiedy mały śpi. Po ilu mniej więcej to się unormuje i będę produkować tylko tyle, ile trzeba?
Aha, czy jeżeli mam podpięty cały zestaw do ściągania i np. ściągnę 50ml i odstawie tę buteleczkę zakręconą, resztą niczego nie dotykam (więc teoretycznie jest cały czas sterylna) i potem np. kilka godzin później ściągam dalej to mogę do tej samej buteleczki, do tego wcześniejszego mleka? I tak mrozić? Czy każde ściąganie oddzielnie?
I po ile ml praktycznie jest robić porcje?
Szpitale - mi tam nie przeszkadzają
Może dlatego, że nie mam złych doświadczeń. W sumie pierwszy raz w życiu w szpitalu na noc byłam właśnie ok. rok temu z pierwszym moim operacyjnym ropniem, nie miałam nigdy za dzieciaka żadnych wyrostków ani migdałków, w ogóle zdrowa byłam jak ryba więc może dlatego.
A, i jeszcze - powiem wam, że MEGA się cieszę z wyboru szpitala do porodu. Przesympatyczna położna i ginekolog na porodówce, które niezwykle mi pomagały (mimo, że były 2 położne na 3 porody to ja tego nie odczuwałam), sympatyczne ale zdecydowane i konkretne. Opieka na poporodowym ekstra. Wszystkie położne pomagały, tłumaczyły, rozmawiały. Można było spokojnie o wszystko spytać, żadnego fukania. Do tego warunki ekstra. Wszystkim z Wawy będę gorąco polecać szpital na Starynkiewicza!