Opisze wszystko w skrócie: wiec skurcze miałam już jak pisałam tutaj, ale były słabe. Do północy już się nieźle nasiliły, i gdy były co 5 minut, pojechaliśmy na porodówkę.
Wszystko szlo bardzo szybko. Ja robiłam wszystko tak jak sobie zaplanowałam, a wiec: zero leżenia, byłam cały czas w ruchu wiec poród bardzo szybko postępował. Bolało jak cholera, ale do 7 cm nie korzystałam z gazu, po 7 zaczęłam na najniższym stopniu. Wannę miałam do dyspozycji, ale mi nie pomagało. W moim przypadku nie mogłam w niej wytrzymać dłużej jak trzy skurcze i wyłaziłam z wody. Prawie do pełnego rozwarcia byłam na nogach i gdy myślałam, ze przy partych już będzie z górki....no tu zaczęły się schody....:(. Mala nie była dokładnie skierowana do kanału rodnego, wiec ja miałam potrzebę parcia a nic nie szlo do przodu. To była męczarnia, myślałam, ze to się nigdy nie skończy. Mala się zestresowała, zaczęło jej spadać tętno, ja ze zmęczenia zaczęłam tracić kontrole jaka miałam do tej pory. Podano mi kroplówkę, w końcu znowu poród postępował, przy ostatnich parciach darłam się jakby mnie ktoś ze skory obdzierał. Zostałam trochę nacięta, wody były zielone.
Od razu mowie, ze jakby mala była dokładnie skierowana do kanału rodnego to wszystko poszłoby o wiele sprawniej. Skurcze są do wytrzymania. Tak jak każdy pisał, parte już zazwyczaj są najmniejszym problemem, no ale ja miałam pecha w tym przypadku. Jednak wszystko dobrze się skończyło, potem oczywiście były łzy szczęścia itd....
Niestety do rozwarcia byłam zdana na siebie, bo położna miała dwa porody w jednym czasie i tylko do mnie zaglądała, dopiero przy partych przyszła i tez nie była cały czas na początku. W szpitalu teraz bardzo dużo porodów i mało personelu, stad takie zaniedbanie.
Następnego dnia "coś" ze mnie wyleciało. Sorry za dosłowność, ale wyglądało to jak jakiś wielki robal we krwi albo jakaś wnętrznośc.... Az się zaczęłam telepać jak to zobaczyłam, okazało się, ze to był kompres, który położna zapomniała wyjąc po szyciu!!!!! We krwi wyglądał jak wyglądał. Musiał obejrzeć mnie ginekolog, czy nie dostałam zakażenia, na szczęście tak się nie stało. Sorry, ze tak chaotycznie pisze, ale staram się pisać szybko.
Co do planu porodu: Został całkowicie olany, podejrzewam, ze nawet nikt go nie przeczytał.