Witajcie
No tak 30 dzisiaj........
Brakuje mi słów......więc napiszę tylko.....dziękuję że jesteście.......
Bo liczy się każdy człowiek nawet ten wirtualny.
Jakoś to tak jest, że gdybym to samo powiedziała o tym co mi w środku siedzi komuś z życia realnego, to by mi chyba do końca nie uwierzył.
Bo na zewnątrz to potrafię nawet i się śmiać choć raz mi się to ostatnio zdarzyło ale zdarzyło, a w środku smutek i strach.
Dwie różne osoby w jednej osobie.
Był czas gdy nawet nie miałam pojęcia co to jest depresja. I to były chyba piękne czasy.
Ileś lat temu usłyszałam o Międzynarodowym Dniu Walki z Depresją.
Skoro taki dzień to musi to być poważna choroba, ale żadnych refleksji, żadnych pytań.
Do czasu aż sama zachorowałam, a było to kilka lat temu.
Trwało to niedługo, chyba z tydzień. Żadnego leczenia depresji, tylko leki uspokajające albo jakieś tam bez recepty leki na depresję, choć dziś nie wierzę aby akurat one pomogły.
W każdym bądź razie krótko to trwało, ale na tyle długo, aby poznać TO myślenie.
Leżysz i nie masz siły wstać, nie ma siły na nic. Każda próba, aby wstać ubrać się czy cokolwiek kończy się pytaniem: i po co to wszystko i tak to nie ma sensu bo i tak kiedyś umrę.
I tak z każdą czynnością. I pamięta się, że się wstaje, myje, ubiera...... że to jest naturalne.....ale nie ma się siły, aby to dawne myślenie w sobie odnaleźć.
I im bardziej ta chęć powrotu do tego dawnego myślenia kończy się porażką, tym silniejsze jest myślenie nie dam rady, nie mam siły z tym walczyć i coraz większe myślenie aby to wszystko zakończyć. I pamiętam jak patrzyłam się na obraz i gdzieś tam w myślach modliłam się aby to ostateczne wyjście nie wybrać. Myślałam też o tym że nie mogę tak zrobić bo kogoś jednak takim uczynkiem mogę skrzywdzić.
Takie myślenie gdzieś jest w końcu przerwane gdzieś się w końcu wstaje gdzieś się funkcjonuje, ale to moje funkcjonowanie ograniczało się do tego, aby wstać i choć trochę się najeść. Jakoś mimo wszystko udało mi się to ukryć, wszyscy wiedzieli, że jest źle, ale że nie aż tak źle. Bardziej to było odbierane jako takie zachowanie na tle nerwowym.
Myślę też że dałam radę bo bałam się że jak ktoś krzyknie: no idź w końcu do lekarza! to już będzie po mnie, już nie dam rady.
Dla mnie teraz to był cud ze wyszłam z tego myślenia o własnych siłach, w tak krótkim czasie i właściwie bez takiego konkretnego leczenia.
I dziś mimo że czuję że nie jest tak źle to ten strach jest, bo go już znam.
Bo jak tym razem zakończy się moja walka na granicy życia i śmierci.
Gdybym tego strachu nie znała pewnie i lepiej bym się czuła.
Kto nie chorował ten nie zrozumie, zresztą jak w każdej chorobie.
Tylko nikt nie zobaczy tej złamanej duszy.
Póki co jestem jeszcze w mieście, dużo chodzę, to mi jakoś pomaga nawet bardzo, trochę sklepy, trochę piszę.......
Trochę tu remonty i to też mnie wciąga, ale takie już sprzątanie to nie, nie mam siły.
A po wczorajszej wizycie u psychiatry wyszłam poniekąd zła.
Potem jednak jak pomyślałam to on poprzez niektóre swoje pytania chciał po prostu sprawdzić moja reakcję. Takie jedno to mi w głowie utkwiło: Pani (i tu moje imię zdrobniale) jak tak się pani przyglądam to widzę że nie ma w pani energii. No wtedy to mną w środku zatrzęsło, tym bardziej że wcześniej było pytanie w podobnym układzie o poczucie humoru. I w środku "no jak mam mieć w sobie energię jak jestem chora!", a na zewnątrz jakoś tak się mimo wszystko wyhamowałam w jednej sekundzie i tak na spokojnie, że rzeczywiście no nie mam energii. A mógłby przecież inaczej zapytać: czy jest w pani energia? Ale pewnie o to chodziło o sprawdzenie reakcji czy ten "środek" wyjdzie na zewnątrz. Nawet by mi do głowy nie przyszło jak taka wizyta różni się od wizyt u innych lekarzy i że tak można operować słowami. Takie jeszcze zdanie zauważyłam, choć prawdę mówiąc to niewiele pamiętam, ale tamte inne to takie były bardziej informacyjne. Tak od siebie bez jakiegoś szczególnego nawiązania do moich słów powiedział: są tacy co się przejmują a nie mają czym. Czy to dla pocieszenia, czy do zbudowania jakiejś atmosfery, czy to w ogóle prawda? Nie wiem ale każde zadane pytanie było przemyślane, konkretne. Potrafił zapytać się o jakiś szczegół mojej wypowiedzi, która padła jakiś czas wcześniej , a przy tym wszystkim pisać jeszcze na komputerze. A na dodatek pacjent za pacjentem.
Poszłam prywatnie, trochę się pocieszam że inwestycja w zdrowie to też inwestycja.
Raczej z uwagi na swoje wcześniejsze doświadczenie wiedziałam że nie mogę czekać.........
No to sobie trochę popisałam........
Zaczynałam pisać było jakoś gorzej teraz jakby lepiej, to tak wszystko się jakoś szybko zmienia że już sama za sobą nie nadążam. Nastrój zmienia się jak na jakiejś huśtawce.
Pozdrowienia dla wszystkich