Astrea - twoje pisarstwo ad personam rośnie strasznie, a jeszcze zniknęła ci płeć.
Istnieje coś takiego jak błąd. Intuicyjnie to wyczuwasz, bo piszesz o mnie wyraźnie stwierdzając, co robię źle. Niestety w naszej wspólnej rzeczywistości błędem jest to, co nieracjonalne. Ludzie nadużywają tego słowa i często nazywają racjonalnym po prostu to, co lubią, a nieracjonalnym to, co im się nie podoba - takie nazywanie to też błąd i wystąpienie przeciwko racjonalizmowi. Do analizy rzeczywistości mamy tylko rozum.
Serce to taki mięsień, pompuje krew. Nic mnie tak nie przeraża jak upodobnienie się do ludzi, którzy już zostawili logikę w kątku.
Wracając jednak do tematu:
Ludzie rzeczywistość od zawsze badali mózgami. Niektórzy mieli sprawniejsze rozumy, odkrywali i tworzyli, choć oczywiście popełniali też błędy. Inni mieli rozumy mniej sprawne, ci szerzyli zabobon. Analogia to potężne narzędzie - szukanie prawidłowości w świecie pozwoliło nawet tym zabobonnym na pisanie głupot w internecie i przez telefony komórkowe. Bez rozumu to byłoby niemożliwe. Niestety, jak w przypadku innych potężnych narzędzi, gdy analogia dostała się w ręce myślących mięśniem, skończyło się katastrofą.
I tak przeróżne wizje życia po drugiej stronie śmierci, życia analogicznego do tego po naszej stronie, powstawały, a ich twórcy i koledzy twórców zaczęli się zabijać za poprawność tych wizji.
Być może ktoś poznał prawdę o życiu po śmierci, ale wyraźnie nie miał ochoty jej uzasadnić, więc jeśli nawet prawda istnieje, zaginęła dawno w głębokiej brei odpowiedzi nieprawdziwych, odpowiedzi pomylonych, odpowiedzi przypadkowych, odpowiedzi zabobonnych.
Gdy zadam ci pytanie, na przykład o dalsze liczby pierwsze w postaci liczb Fermata, możesz próbować zgadnąć wynik, ale:
a) ty wyraźnie widzisz, że zgadujesz
b) wynik uda się łatwo sprawdzić i będzie można pokazać innym, że zgadujesz i nie masz racji.
Gdy zgadujesz na temat życia po śmierci, to:
a) niezbyt wyraźnie widzisz, że tylko zgadujesz
b) zgadujesz na temat tego, co nieosiągalne, więc nie istnieją kryteria sprawdzenia tego zgadywania.
Gdyby ludzie zabobonni poprzestali na zgadywaniu i stwierdzaniu, że zgadują, nie byliby oczywiście szkodliwi. Ale oni przekazują efekty swojego zgadywania jako wiedzę. Jakby skądkolwiek mogli się DOWIEDZIEĆ, jak wygląda to, co nieosiągalne. Zatem przekonują innych, że ich wizje wynikające z chorób, naćpania, braku lepszych zajęć to prawda objawiona przez bogów. I to nie byłby problem, choć postaci bogów są dziwnie mocno wzorowane na ludziach (czyli i to jest przypadek wykorzystania analogii w sposób niekontrolowany), gdyby nie dalsze konsekwencje.
Myślenie mięśniem nic jeszcze nie dało. Oczywiście jeśli człowiek ma świetną stopę, a gorszy rozum, to będzie postulował myślenie stopą (czemu nie chodzenie?), a nie rozumem. Czy ktoś bystrzejszy proponuje, by na mózgu chodzić albo by to mózg pompował krew po ciele?
Wiesz może, co robią dzieci, gdy niewiele mogą robić - fantazjują. Fantazja rozwija mózg, przydaje się, ale przydaje się po powrocie do rzeczywistości. Brak powrotu to autyzm. Gdy ludzie dorośli nie są w stanie odkrywać prawdy o świecie badaniem, rozumem, eksperymentem, eksperymentem myślowym, to zajmują się fantazjowaniem, a bezpieczniej fantazjować o czymś odległym, jak korsarstwo czy wyprawy kosmiczne w przypadku dzieci, a zaświaty i bogowie w przypadku dorosłych.
Ogromny błąd ludzkości polega na udawaniu, że bada się coś, o czym się uprzednio zakłada, że się tego badać nie da. Bóg, który nie jest zwierzęciem, nie jest cielesny, nie jest fizyczny, nie istnieje w czasie musi się opierać badaniu, a jednak ludzie starają się go badać. Nawet kosmita dysponujący technologią wyprzedzającą nas o stulecie (a tysiąclecie? milionlecie?) mógłby sobie zakpić z naszych nad nim badań, już tu mamy pewność, że nasze badania są dalece wątpliwe. A gdy mówi się o wszechmocy, o wszechwiedzy, o czym się mówi?
Tak naprawdę o niczym. Umysł króciutki i słabiutki nie może sobie wszechwiedzy i wszechmocy wyobrazić, może tylko dodać "wszech" do innego słowa. To nietrudne. Wszechkoza, wszechtrucht, wszechwoń. Znaczy to dla ograniczonego rozumu tyle, co wszechmoc czy wszechwiedza, nie znaczy bowiem dokładnie nic. Tylko nadużywanie tych ostatnich słów przez całe wieki sprawia, że są one znane ludziom zabobonnym, a o wszechtruchcie należy ich dopiero poinformować.
Gdy człowiek myślący mózgiem zastanowi się nad językiem, którym mówi, wie, że ten język jest przypadkowy. Rodzaj żeński nie jest w naszym języku równouprawniony. Uważasz, że to boskie prawo podporządkowania kobiety mężczyźnie tak się objawia, czy może język oddał tylko przypadkowe realia historyczne i społeczne? Niestety, gdy sobie ktoś wymyśli eter, flogiston czy promienie N, to bardzo łatwo jest nadać im nazwy, trudniej byłoby udowodnić ich istnienie w rzeczywistości fizycznej.
Zatem wierzę, że gdy się myśli sercem, to można kochać wszystkich (niekoniecznie rozumiejąc pod tym słowem cokolwiek), można mówić o życiu po śmierci (to znaczy używać słów, niekoniecznie cokolwiek wtedy rozumiejąc). Można kazać komputerowi czytać słowa, komputer wtedy nic nie rozumie, choć mówi, a ludzie zabobonni w tym względzie maszynie nie ustępują zupełnie, potrafią przez całe życie mówić, choć nie rozumieją.
Dodam jeszcze, że gdy ktoś niczego nie rozumie, to nie rozumie też różnicy między rozumieniem a bezmyślnym powtarzaniem.
To wszystko sprawia, że teorii o życiu po śmierci najlepiej nie słuchać i nie tworzyć. To efekt pomyłki. W nauce takie pomyłki wykrywa się i usuwa, a wśród ludzi myślących sercem niestety pomyłki trafiają na podatny grunt, są hodowane, pielęgnowane, rozpowszechniane. Gdy ktoś życzliwy krytykuje te błędy, ludzie zabobonni bronią ich, powstaje nawet ciekawy mit logicznego brutala. Przywiązanie do błędów jest silne, prawda? 
Zwolennicy przeróżnych poglądów naukowych dążą do ich weryfikacji bądź falsyfikacji, do porozumienia. To znaczy zwolennicy kierujący się rozumem.
Zwolennicy poglądów religijnych i "sercowi" zwolennicy różnych naukowych myśli chcą tylko swoje poglądy rozpowszechnić, spopularyzować, nie dbając o ich sprawdzenie. Wojny religijne, wojny poglądowe, wojny polityczne, to wszystko rozpowszechnianie myśli, a nie dbałość o jej sprawdzenie.
Dlatego ja poprzestaję na pisaniu tego, co daje się uzasadniać. A krytyka metafizycznych głupot daje się uzasadniać pięknie i długo.
Zarzucasz mnie przy okazji gadaniem o Bogu. To bardzo nieuprzejme zarzucać mnie własną (dość wątpliwą w świetle twoich wypowiedzi) wiarą, której nie podzielam. Niech Szatan zawsze będzie przy tobie, towarzyszy ci, błogosławi twoim relacjom z innymi ludźmi. Niech twoje życie będzie pełne grzechu, niech stanowi szeroką, łatwą drogę ku Piekłu. Pasuje?
----
Dopiszę: w języku polskim "Bóg" najczęściej nic nie znaczy. Bardzo wiele słów w języku polskim nic nie znaczy. Życzę powodzenia w ich odkrywaniu.