Siema Stokrotki 
U mnie również pada, z lekkimi przejaśnieniami.
Chociaż teraz znowu ciemnawo się zrobiło.
Ale nie wieje, raczej, no może trochę.
Też wróciłam dopiero z miasta, ale deszcz mi nie przeszkadza, bo wszędzie podjadę autem.
Byłam znowu u lekarza, jakby mi było mało to znowu dostałam skierowanie na 10 dni zabiegów, tym razem solux na zatoki.
Jakoś tak kurcze jak zdrowie pada, to wszystko prawie naraz, ale i tak z zatokami już lepiej.
Wczorajszy dzień deko mnie zdołował, bo tym razem weszło mi coś w nogę.
Ból dosłownie jak przy wysuwającym się dysku, noga w biodrze. Żałuję czasem, ze nie mam w domu kul, bo chodzic na jednej nodze to sztuka.
Myślałam, że znowu wyląduję na pogotowiu, że od nowa będzie zle.
Na szczęście dzisiaj lepiej i już dzisiaj żyję od nowa nadzieją, że to minie.
Chociaż mój fizjoterapeuta twierdzi, że jeśli będę wykonywac jakąś pracę, że np dłuższy czas będę robiła coś z lewej strony, na lewą rękę(czyli np zbieranie pieczarek) to ta strona kręgosłupa będzie mi siadac, bo mam skoliozę z lewej strony.
A jeśli coś będę robic na prawo dłuższy czas, te same ruchy to też wysiądzie mi prawa strona, bo po prawej mam przepukliny.
Po prostu czuję się jak pajac, ale jeszcze nie myślę, żeby się tym załamac.
Nie mogę się położyc i nic nie robic, bo wtedy będą zanikały mi mięśni.
Wiecie co, ostatnio doszłam do wniosku, że brakuje mi kontaktu z ludzmi, a to jest nowośc.
Ogólnie ja mogę pogadac z każdym na ulicy, ale unikam spotkań jakichś towarzyskich.
W sumie od kilku lat jestem zamknięta trochę w swoim własnym świecie. Unikam koleżanek, które często wydzwaniają, zapraszają mnie do siebie, a ja ciągle udaje, ze nie mam czasu, że jestem zajęta.
Nawet kilka dni temu, gdy namyśliłam się jechac z małym do stolicy na turniej, to dzień wcześniej już kilka osób do mnie wydzwaniało i namawiało mnie, żebym pojechała.
Z zaufaniem jest ciężko.
Mam takie przekonanie, że ufac można tylko komuś, kto jest przyjacielem. To w takim razie, jak byc w relacji z koleżanką, która przecież nie jest przyjacielem.
Dogadac potrafię się chyba z każdym, nawet umiem już patrzec ludziom w twarz. Wcześniej to nie było możliwe.
Nawet kiedyś w szkole, zawsze byłam kimś na uboczu, z dala od wszystkich.
Ale wtedy tak bardzo chciałam miec bliskich przyjaciół. Wtedy się nie udało, a teraz dziwne, że ludzie sami do mnie lgną.
Nawet jak siedzę w kolejce do lekarza, to zawsze nagadam się z ludzmi.
Czasem zastanawiam się, co ci ludzie ode mnie chcą, po co im moje towarzystwo.
Miło jest z kimś pogadac, ale na dłuższy etap, czuje się samowystarczalna, silna.
Chociaż potrafię miec wyrzuty sumienia, że kolejny raz wycofałam się z życia.
Nie wiem, czy to zmienie, ciągle myślę, że jeszcze nie teraz, albo czy jest w ogóle sens?
Ale dobrze, że tutaj Wy jesteście i mam też przyjaciółkę.
Po kilku dniach znikania i niepisania tutaj jest mi zle.
Mój świat jest raczej bezpieczny, a za oknem, to każdy wie.
To mnie naszło na psychologiczne rozważania, wybaczcie jeśli to smętne.
Wyglądam dalej przez okno, rozpadało się na dobre.
Miłego, mimo deszczu dnia 