Dzień Dobry dziewczyny.
Nie odzywałam się, bo nie mam do tego głowy.
Byłam jakiś czas temu u adwokatki. Poradziła - bym zajmowała się dziećmi, najlepiej byłoby gdybym się wyprowadziła (na siłę) z dziećmi co miałoby na celu wykazać, że to ja wyłącznie zajmuję się dziećmi. Miałam czekać na pozew, który napisał mąż.
Doczekałam się.
Jest bez orzeczenia o winie, ale:
- dzieci mają zostać z nim, bo on ma warunki finansowe,
- jeśli badania w RODK wskażą, że dziećmi powinnam zajmować się ja - on się na to zgadza.
- ja nie zajmuję się dziećmi wcale, jestem skupiona tylko na sobie i swoim partnerze (mm znajomego, z którym spotykam się sporadycznie, może 1 -2 razy w miesiącu),
- nasze pożycie ustało po tym jak zachorowałam na depresję po urodzeniu 2 dziecka,
- mąż starał się naprawić małżeństwo, ale ja skupiłam się na leczeniu depresji...
Moim zdaniem - jak ktoś chce "bez orzekania" o winie, to nie wyciąga brudów.
Dziećmi zajmuję się raczej ja - więc nie wiem skąd te bzdury.
Jedyne czego nie mam - to pieniędzy na utrzymanie dzieci.
Z tego co się orientuję mąż ma pełnomocnika - ponoć najdroższa i najskuteczniejsza pani aż z Sopotu (tak mi powiedziała moja prawniczka).
Poza tym pracy szukam - niestety, mimo zasięgnięcia "znajomości" - nie mam nadal pracy.
To tyle co u mnie. Przepraszam, ze nie ustosunkowałam się do Waszych wypowiedzie, ale nie mam głowy.