Tak sie zastanawiam co Was bardziej motywuje? To jak innym kilogramy lecą? To, ze ktos ćwiczy czy jest wytrwały w diecie, pochwały, nagany czy coś jeszcze? A moze wszystko naraz?
U mnie z rana 56,7 kg, dziś chyba troche pobiegam, powinno mi to dobrze zrobić zwłaszcza, ze o 14:30 jest spotkanie w domu pogrzebowym, tabletki co prawda mam przygotowane, no ale zawsze to lepiej jakimis metodami naturalnymi sie wspomóc. Dziś nie poszłam do szkoły, nie chciałam sie dodatkowo stresować. Takze teraz ogladam odcinek Przystanku Alaska, piję czarną kawę, dopijam 0,5 litra zimnej wody i wcinam małego energetycznego batonika. Ostatnio gdy biegałam na czczo pod koniec treningu zrobiło mi sie niedobrze, pewnie za małą kolację zjadłam, takze teraz na ruszt cos tam wrzuce małego.
Tak wczoraj lezałam myslac o zyciu i śmierci itd. i stwierdziłam, ze za bardzo skupiam sie na przyszłości, oddelegowuję szczęście na potem, zamiast skupic sie na tym co jest teraz, mam tez tendencje do rozpamietywania przeszłości, a jest w sumie tyle rzeczy, za które powinnam być wdzięczna tyle rzeczy, których nie robię z czystego lenistwa i pewnie braku wiary we własne siły. Takze postanowiłam jak tylko pogoda na to pozwoli powłazić na okoliczne góry, no w sumie to takie bardziej pagórki po 300-700 m.n.p.m. no ale zawsze to coś. W lato wezmę jedną górę ma z 900 m. n. p. m. zawsze jak ją widzę to mnie korci, zeby na nią wejść, bo w sumie dlaczego nie?
Jutro chyba pójde na spacer, jakies kanapki zrobie, wodę wezmę, aparat i wyjdę, bo w sumie dlaczego nie? Jestem zdrowa, mam czas, okolica jest ładna wiec po co na chacie siedziec?
Co tam u Was dziewuszki? Jak dzień mija, co tam w Waszych główkach siedzi? 