Tak Agnik zgadzam się z Tobą - jeśli ktoś chce mieć pięknie wymodelowaną sylwetkę to bez potu i wysiłku fizycznego się nie obędzie. W końcu mięśnie powstają od ruchu i utrzymywania obiążęń. Natomiast jeśli ktoś chce tylko schudnąć albo naprawdę nienawidzi ćwiczeń (znam sporo takich osób - i szczupłych i z nadwagą), to już sam spacer bardziej dotlenia, poprawia ukrwienie komórek, wydziela endorfiny. Dzięki temu odzyskujemy lepsze samopoczucie i optymizm. A to bardzo dobry początek. Później oczywiście można sobie poprzeczkę zawyżać. Spacerować szybciej. Pójsć na jakieś tańce, rower, basen - co dla kogo przyjemniejsze.
Chodzi mi o to, że jak od pierwszego kroku narzucamy sobie zbyt wysokie wymagania to jesteśmy skazane na kolejną frustrację, i kolejną i kolejną... i jak tu później wierzyć, że w końcu nam się uda???
To tak samo jakby początkujący atleta chciał od razu podnieść 200 kg. Nie tylko nie podniesie ale zrobi sobie krzywdę i prawdopodobnie szybko się zniechęci. A jak postanowi podnieść 50kg i mu się uda to może sobie pomyśleć... hmmm nieźle, to teraz spróbuję 55kg, o znowu się udało, jest lepiej niż myślałem, no to 60 kg... oj to już za dużo, w takim razie może 57kg? - ledwo co. To przy tym na razie zostanę. Spróbuję więcej za kilka dni.
Odchudzanie jest dość frustrujące i trudne samo w sobie. Myślę, że warto się w nim wspomagać dając sobie takie symboliczne nagrody w formie drobnych zwycięstw a nie serwowac sobie porażki. Jak sobie zbudujemy serię małych zwycięstw to później nawet jakaś porażka nie jest tak mocno druzgocąca bo wiemy już, że sporo potrafimy ścierpieć.
P.S. Benita trzymam kciuki mocno! 