Nasze kompleksy:) - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 156 ]

66

Odp: Nasze kompleksy:)

Słuchaj, jest takie powioedzenie:  "Jeśli rzeczy nie mogą się zmienić, trzeba zmienić swoje nastawienie ".
Tutaj nie znajdziesz pomocy- a jej szukasz. i akceptacji.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Nasze kompleksy:)

Nie wiem czy wystarczy zmiana mojego nastawienia zeby ludzie przestali sie ze mnie smiac. Ja nie mam kilku drobnych niedoskonalosci - mam wiele widocznych wad ktore inni wytykaja mi palcami. Nie sadze zeby moj usmiech na twarzy wystarczy, zeby zmienic sytuacje. W szkole przezylam piekloz racji mojego wygladu. Zyjemy w czasach kultu ciala i osoby o bardzo duzych defektach nie maja szans zyc jak normalni ludzie. To wyglad w moim przypadku jest problemem, dlatego nie sadze zeby potrzebna mi byla wizyta u lekarza

68

Odp: Nasze kompleksy:)

Ale swojego wyglądu nie zmienisz.
Jednak jest taki sekret, że jakie masz mniemanie o sobie samej, tak będą Cię traktować inni.
Jeśli dasz się ludziom poznać jako osoba posiadająca godność, sympatię do innych, będziesz akceptować siebie i nie skupiać się tylko na swym wyglądzie- tak będziesz postrzegana i traktowana przez ludzi.
Niestety..... na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Swoją własną postawą.

69

Odp: Nasze kompleksy:)

Osoba postronna nie wie, jakie mam mniemanie o sobie - po prostu atakuje brzydszego jako tego gorszego, odpowiednia samoocena potrzebna jest w blizszych kontatkach z ludzmi, ja ich nie doswiadczam ze wzgledu na wyglad. Nie przesadzam, dawna znajoma powiedziala mi ze nie bedzie mnie poznawac z jej znajomymi bo jej zalezy na ich opinii. Chyba o prostu powinnam pogodzic sie ze swoim losem - losem wyrzutka spolecznego.

70

Odp: Nasze kompleksy:)

Nie! Nastawienie do samego siebie się wyczuwa u ludzi. Nieważne, czy przyjaźnisz się z kimś czy przechodzisz przez galerię handlową.

71

Odp: Nasze kompleksy:)

Chyba jednak nie do konca, bo słyszałam ze wydaję się osobą z poczuciem wyzszosci, ksiezniczkowatą, a w srodku skrecalo mnie ze stresu i czulam sie gorsza od wszystkich zgromadzonych. Zreszta jak mowilam, nie ma we mnie nic kompletnie (nawet takiej blahostki jak palce u stop) ktora by mi sie we mnie podobala wiec samoakceptacja w moim przypadku jest nierealna. Może powinnam dojrzeć do wizyty u psychologa, bo jak narazie nie widze w niej sensu.

72

Odp: Nasze kompleksy:)

"z poczuciem wyzszosci, ksiezniczkowatą,"  -- bo to była twoja byc może podświadoma obrona, próbowałaś stworzyć coś, o czym napisałam powyżej, plus ucieczka... chowanie się za maską.
Tu chodzi jednak o autentyczność.

73

Odp: Nasze kompleksy:)

Może podswiadomie. Ale sadze ze glownym powodem tych mysli bylo to ze siedzialam na uboczu i do nikogo sie nie odzywalam, tak mnie stres pozeral. Chodzi o autentycznosc - dlatego tym bardziej nie mam szans odnalezc sie w spoleczenstwie,  z niesmialoscia i kompleksami zakorzenionymi we mnie od wczesnego dziecinstwa.

74

Odp: Nasze kompleksy:)

i koło się zamyka. Nic tylko położyć się i umrzeć smile

75

Odp: Nasze kompleksy:)

Niestety, to nie takie proste. Szczerze mowiac juz wolalabym umrzec.. tylko nie chce zostac odebrana jako jakas przyszla samobojczyni. Po prostu taka wegetacja nie ma sensu, a ja nie mam siły/mozliwosci, zeby to koło przerwac.

76

Odp: Nasze kompleksy:)

to powtórzę: skorzystaj z pomocy!
użalać się można do końca swoich dni, ale po co? Skoro można być czlowioekiem szczęśliwym:)

77

Odp: Nasze kompleksy:)

Łatwo mówić z perspektywy osoby bez kompleksów. Ja z domu nie wychodze przez mój wygląd. Szczescie dalby mi inny wizerunek, a tego uzyskać nie mogę.

78 Ostatnio edytowany przez fairytale (2012-09-04 17:13:22)

Odp: Nasze kompleksy:)

A może spróbuj  cos zmienić w swoim wyglądzie? No wiesz, makijaz, ubrania, fryzura... To naprawdę dużo może zmienić smile Jeżeli masz za wysokie czoło możesz sobie zrobic grzywkę i nie będzie widać. Są tez różne inne sposoby do tuszowania mankamentów. Można także podkreślać swoje zalety bo na pewno jakieś masz tylko ich nie dostrzegasz.

Edit: Znam osoby, ktore naprawdę nie są zbyt atrakcyjne z wyglądu, z charakteru też średnio, ale jakoś ida do przodu, mają prace, znajomych... Tu nie chodzi o wygląd tylko pewność siebie i samoakceptację.
Jestem ladniejsza od niektórych dziewczyn, ale one są bardziej przebojowe, pewnie siebie... I lepiej na tym wychodzą. Naprawdę, wygląd to nie wszystko. Zresztą można pracować nad wyglądem i nad swoją pewnością siebie...

79

Odp: Nasze kompleksy:)

Próbowałam coś zmienić ale z marnym skutkiem. Brzydkiemu we wszystkim brzydko. Nawet rodzona matka mówila mi, że nie mam żadnych zalet, ale dzieki za probe pocieszenia.

80

Odp: Nasze kompleksy:)

E tam, niemożliwe. Nie widziałaś tych programow w których zamieniają szare myszki w piękne kobiety? To jest możliwe, tylko trzeba kombinować, próbować, chcieć. Naprawdę odpowiedni make up czy ubiór może dużo zmienić. Nie musisz być od razu miss world tongue wystarczy pewne rzeczy poprawić i to powinno Cie podnieść na duchu.

81

Odp: Nasze kompleksy:)

I nie użalać sie nad sobą dłużej niz to konieczne smile

82

Odp: Nasze kompleksy:)

No ale wiekszosci moich wad nie da sie poprawić, przecież się nie skurczę. Fryzura, makijaż, ciuchy - dbam o to, i co z tego, że wyglądam znośnie, skoro na basenie już widać co się pod tym kryje?
I nie użalam się tak często nad sobą, po prostu napisałam tutaj, bo mi sie przykro zrobiło. Widzę, że dziewczyny piszą "mam brzydkie palce, mam wielki kompleks i nikt mnie nigdy nie zechce" (może nie z tego wątku przykład ale coś w tak absurdalnym stylu) to automatycznie czuję się jeszcze gorzej, bo lista moich wad jest kilkaset razy dłuższa.

83

Odp: Nasze kompleksy:)

juliuszatko chwała Bogu że mogę pisać a nie mówić bo bym zdarła głos:  Nie pozostaje Ci NIC innego (jeśli nie masz kasy na operacje plastyczne) jak tylko siebie najpierw zaakceptoweać a potem pokochać smile

84

Odp: Nasze kompleksy:)

Przepraszam tongue Wiem że narzekam jak małe dziecko. Niestety bardzo trudno mi zaakceptowac siebie slysząc negatywne komentarze i od calkiem obcych i od najblizszych mi osób. sad

85

Odp: Nasze kompleksy:)

juliuszatko ja po prostu nie wierzę, że jest aż tak źle jak piszesz. Nie wierzę, bo to nie możliwe! To nie możliwe, bo nie ma ludzi beznadziejnych, brzydkich od stóp do głów. To nie realne, że nie ma w Tobie ani jednej rzeczy która Ci się podoba. Ty się za bardzo skupiasz na swoich kompleksach, które w oczach innych wcale nie muszą być aż tak widoczne. Dziewczyno Ty zacznij ŻYĆ!
Jako ludzie jesteśmy bardzo podatni na to co myślą o nas inni. Tobie własna mama, osoba z której zdaniem liczymy się w życiu najbardziej (niekiedy podświadomie nie zdając sobie z tego sprawy) wystawiła tak nie pochlebną opinię, że ja się nie dziwię teraz twojemu podejściu. Słyszysz jak w galeriach Cię komentują, co też zwiększa Twoje poczucie beznadziejności - nie Ciebie jedną, uwierz, że nie jesteś największym ulungiem w galerii który idąc robi wieli szał brzydoty dla całego otoczenia.
Ludzie są różni, gusta są różne, to co jednemu się nie podoba, drugiego może zauroczyć. Wszyscy jako ludzie się starzejemy, kiedyś będziemy niscy, zgarbieni i pomarszczeni, czy to znaczy, że nie będziemy mieli prawa do życia? Czy osoby niepełnosprawne, zdeformowane, bez kończyn, na wózkach inwalidzkich mają się nie pokazywać i wstydzić ludzi? Oni też często słyszą komentarze na ulicach.

86

Odp: Nasze kompleksy:)

Jeszcze jedno, co do Twojej mamy, choćbyś nie wiem jak wyglądała ona nigdy nie powinna była Ci czegoś takiego powiedzieć. Każdy rodzic kocha swoje dziecko i jest ono dla niego piękne bez względu na to jakie jest a tym bardziej jak wygląda... i choć Ciebie jestem w stanie w pewien sposób zrozumieć to Twojej matki totalnie nie.

87

Odp: Nasze kompleksy:)

Naprawdę nic mi się we mnie nie podoba... szukam, szukam zalet i nie mogę ich znaleźć, bo ich po prostu nie ma sad Nikt nigdy sie mna nie zainteresowal (nie dziwie sie) i sadze ze mozna juz stwierdzic, ze do konca zycia bede sama.
Nie mam na tyle silnej psychiki żeby iść z podniesiona głowa i słuchać jaka jestem paskudna. Wiem, że inni też tego doświadczaja, ale nikt w moim najblizszym otoczeniu. Wspolczujacy wzrok kolezanki tez nie poprawia nastroju.

A ze z moja matka jest cos nie tak, to doskonale zdaje sobie z tego sprawe. Niestety jeszcze dlugo bede zdana na jej łaske, a chcialabym sie wyprowadzic, bo slyszec od wlasnej matki ze jestem nieudacznikiem bez przyszlosci z okropna gębą tez nie nalezy do najprzyjemniejszych.

88 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-09-05 14:48:17)

Odp: Nasze kompleksy:)

juliuszatko, wiesz co powoduje że jesteśmy "brzydcy"? Nasze złe nastawienie do samych siebie i smutek... Czy na prawdę wszystkie Twoje koleżanki to super extra sexbomby? Szczerze w to wątpię... Ale mają pewność siebie, chodzą właśnie z podniesiona głową i dlatego inni patrzą na nie tak jak patrzą. Gdy sami się dołujemy, nie wierzymy w siebie, zamykamy się w sobie, to "piękno" z nas nie emanuje i nie czujemy się na siłach aby kogoś sobą zainteresować. Powiem ci, że ja jeszcze podczas studiów cały czas "stałam w cieniu" swoich koleżanek. To one były adorowane przez chłopaków, to one się podobały, chodziły na randki itp... Ja...co prawda nie izolowałam się przed ludźmi, chodziłam na imprezy, ale nie przeżyłam zbyt wielu ciekawych i miłych znajomości. Wiesz kiedy to się zmieniło? Wtedy, gdy zrozumiałam że one mnie wykorzystują, że traktują mnie jako swoją "maskotkę", jako kogoś kto zawsze będzie przy nich, wysłucha, doradzi...będzie na każde zawołanie, bo i tak nikogo innego nie ma. Gdy poznałam jakiegoś chłopaka, który mi się podobał, a który wyrażał zainteresowanie moją osobą, to one mnie do niego zniechęcały. Mówiły, "daj sobie spokój, to jakiś dupek...kręci z każdą panna na dyskotece..." a nie zawsze było to prawdą(ale one pokazywały jawnie ze go nie lubią). Ja jednak żeby nie stracić koleżanek,  i ufając w ich dobre chęci słuchałam ich. A przez to byłam mało pewna siebie i swoich możliwości. Jednak gdy się w końcu odważyłam przeciwstawić, okazało się... że pewien znajomy zakochał się we mnie smile A po pierwszym wspólnym spotkaniu z moimi koleżankami, powiedział że ich nie lubi bo nie podoba mu się ich zachowanie w stosunku do mnie i niego. Ja tego nie widziałam przez kilka lat, a on zauważył po pierwszym spotkaniu. A jaki z tego morał...? Taki, że w każdym z nas jest coś, co komuś się spodoba, tylko to "coś" często jest tłamszone przez innych a wskutek tego, przez nas samych...
Zacznij coś zmieniać w sobie, zmień fryzurę, kolor włosów... to najprostsze zmiany, a czasami czynią cuda smile Idę na żywioł... ja robię tak, że idę do fryzjerki i mówię "daje pani wolną rękę...proszę tak żebym dobrze wyglądała...byle nie za krótko..." wink Potem delikatny makijaż, może nowy ciuch... a zobaczysz że na pewno coś "drgnie" jeśli chodzi o Twoje samopoczucie smile

89 Ostatnio edytowany przez juliuszatko (2012-09-05 16:06:01)

Odp: Nasze kompleksy:)

Próbowałam coś zmienić.. mam inna fryzure, maluje sie ale i tak wygladam brzydko. To tak jakby uczesać orangutana. Sadze ze sobie nie zdajecie sprawy z tego jak wygladam. Nie jestem przewrazliwiona na punkcie swojego wygladu; jestem tak brzydka ze wzbudzam u innych odrazę. A moje koleżanki nie traktuja mnie w taki sposob, poza tym bardzo rzadko sie z nimi widze (maja swoich znajomych, imprezy, plany, a ja ciagle sama). Chyba po prostu powinnam sie przyzwyczaic ze przegrałam zycie sad

90

Odp: Nasze kompleksy:)

Zaciekawiły mnie niektóre zdania. Te:

juliuszatko napisał/a:

(...)mam charakter do dupy - mam fobie spoleczna, jestem wredna, malo ambitna, wybitnie leniwa... (...)

mając tyle wad nikt się mną nie zainteresuje. I żeby chociaż charakter ratowal sytuację, ale nie - mam zaniżoną samoocenę, nie potrafię nawiązywać kontaktów z ludźmi.(...)

Psychologa pewnie tez sie bede wstydzic, z grzecznosciowym usmiechem powiem "jest wszystko w porzadku". No i nie wplynie to na zmiane mojego wygladu (w koncu watek o kompleksach) a jestem ich pełna (i nie sa nieuzasadnione) wiec koniec końców nic mi to nie da, skoro moje porazki są głownie spowodowane moja aparycja.(...)

wydaję się osobą z poczuciem wyzszosci, ksiezniczkowatą, a w srodku skrecalo mnie ze stresu i czulam sie gorsza od wszystkich zgromadzonych. Zreszta jak mowilam, nie ma we mnie nic kompletnie (nawet takiej blahostki jak palce u stop) ktora by mi sie we mnie podobala wiec samoakceptacja w moim przypadku jest nierealna.(...)

siedzialam na uboczu i do nikogo sie nie odzywalam, tak mnie stres pozeral. Chodzi o autentycznosc - dlatego tym bardziej nie mam szans odnalezc sie w spoleczenstwie,  z niesmialoscia i kompleksami zakorzenionymi we mnie od wczesnego dziecinstwa.(...)

z domu nie wychodze przez mój wygląd.(...)

dziewczyny piszą "mam brzydkie palce, mam wielki kompleks i nikt mnie nigdy nie zechce" (może nie z tego wątku przykład ale coś w tak absurdalnym stylu) to automatycznie czuję się jeszcze gorzej, bo lista moich wad jest kilkaset razy dłuższa.(...)

Są dwa problemy, nie będę oceniała, który z nich większy, który mniejszy. Oba ważne.
Jeden to wygląd autorki tych cytatów. Drugi - jej charakter, poczucie wartości, umiejętność nawiązywania i utrzymywania kontaktów towarzyskich.
Ten pierwszy radykalnie można rozwiązać za pomocą operacji plastycznej, długa to jednak droga, kosztowna i bolesna. Może pomóc, co kilka osób sugerowało, dostosowany makijaż, fryzura, ubiór.
Ten drugi to sposób bycia autorki, spowodowany i kompleksami, i sposobem wychowania, i brakiem treningu społecznego. Tutaj może pomóc terapia.

Są sposoby poradzenia sobie z tymi problemami. Jest tylko jedno "ale". Autorka ma jedną odpowiedź: NIE. To NIE napisała w różnych konfiguracjach. Jedno jest niezmienne: decyzja, by NIC NIE ROBIĆ. Przy takim nastawieniu, przy takim oporze, faktycznie ma ona rację twierdząc, że:

juliuszatko napisał/a:

(...)powinnam sie przyzwyczaic ze przegrałam zycie (...)

91

Odp: Nasze kompleksy:)

Napisze to jeszcze raz - jak moze pomoc terapia, skoro glowna przyczyna moich problemow jest wyglad? Ludzie sie ZE MNIE SMIEJA. Jak mam miec odpowiednia samoocene? Nawet dzisiaj jak poszłam do sklepu grupka chłopakow sie ze mnie smiala. Własnei przez to mam kompleksy i przez to jestem niesmiala, a mojego wygladu NIE DA SIE zmienic, dlatego mowie NIE, bo unikam dzialan bezsensownych. Chcialam sie tylko wyzalic bo wiem ze dla mnie nie ma ratunku.

92 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-09-05 16:21:07)

Odp: Nasze kompleksy:)

Zrozumiałam to, co wcześniej napisałaś.

Jest jeszcze jedna rada, której celowo wyżej nie napisałam, bo chciałam poznać Twą odpowiedź.
Ta rada brzmi: jak najszybciej umów się na wizytę u lekarza psychiatry, który albo potwierdzi, albo wykluczy depresję. W ramach NFZ-u wizyta u psychiatry jest bezpłatna, nie potrzeba też żadnego skierowania. Dzwonisz do poradni, umawiasz termin i już.




Samoocenę można zmienić zawsze.
Jest tylko jedne warunek: trzeba chcieć to zrobić.
Nikt tego jednak nie zrobi za Ciebie.

93

Odp: Nasze kompleksy:)

Nie dam rady sie umowic do lekarza. Ja nawet do sklepu nie ide bo sie wstydze, a gdzies zadzwonic? Nie ma opcji. Zreszta nie mialabym czasu na wizyty, i znajac siebie ani razu bym sie nie odezwała. Jestem już prawie pogodzona ze swoim losem, nie każdy musi być szczęsliwy... sad

94

Odp: Nasze kompleksy:)

I tu się z Tobą zgodzę: szczęście, na szczęście, nie jest obowiązkowe.

95

Odp: Nasze kompleksy:)

Wiadomo, ze chcialabym, ale wiem ze nie jestmi to dane. Juz nie bede zasmiecac watku moja osoba...

96

Odp: Nasze kompleksy:)
juliuszatko napisał/a:

Nie dam rady sie umowic do lekarza. Ja nawet do sklepu nie ide bo sie wstydze, a gdzies zadzwonic? Nie ma opcji. Zreszta nie mialabym czasu na wizyty, i znajac siebie ani razu bym sie nie odezwała. Jestem już prawie pogodzona ze swoim losem, nie każdy musi być szczęsliwy... sad

Rozumiem prawie wszystko, z wyjątkiem jednego...
dlaczego niby nie dałabyś rady umówić sie do lekarza? Dzwoniąc nie pokazujesz sie nikomu, jedynie Cię słyszą więc nie masz co sie stresować. Co do stawienia sie na wizyte, to uwierz mi...tam nikt nie idzie po to aby oglądać i oceniać innych. Czasu dużo na wizyte nie potrzebujesz, to max godzinka (plus dojazd). Jeśli chcesz szczęścia, to próbuj... może najpierw doznasz szczęście wewnętrznego, radząc sobie ze swoimi kompleksami. Potem może i przyjdzie zewnętrzne. Ale jak to zostało napisane... trzeba tego CHCIEĆ i ruszyć tyłek... nikt za ciebie nie pójdzie do specjalisty i nie rozwiąże twojego problemu.

97

Odp: Nasze kompleksy:)

Właśnie rozmów telefonicznych wstydzę się jeszcze bardziej sad Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że wtedy rozmówca jest bardziej skupiony na slowach niż podczas rozmowy twarza w twarz (wtedy patrzy tez na mimike, gesty) i tak sie koncentruje zeby dobrze powiedziec, ze zaczynam się jąkać. Bardzo bym chciala to zmienic ale chyba jestem zbyt leniwa... czasem leże przed telewizorem i ogladam głupoty bo nie chce mi się przycisku wcisnąc.. to tym bardziej nie wiem czy dam rade wziac sie w garść sad

98

Odp: Nasze kompleksy:)

Dasz radę wziąć się w garść...tylko spróbuj... będę trzymać kciuki (tylko muszę mieć za co trzymać wink ) A z tą rozmową telefoniczna, to jest na to sposób. Najpierw całą swoją "kwestie" napisz sobie na kartce, a potem po prostu przeczytaj. "Dzień dobry, dzwonię w sprawie..."
To że jesteś leniwa to nie ulega wątpliwości, bo już kilka razy o tym wspomniałaś tongue
Jednak nie poddawaj się i nie użalaj się nad sobą, bo od tego lenistwa ci nie ubędzie... postaw sobie jakiś cel i małymi kroczkami dąż do niego. Choćby ta wizyta w poradni... dalej... do roboty...
Uwierz mi, warto walczyć o swoje szczęście... dasz rade...tylko trochę wysiłku...!

99

Odp: Nasze kompleksy:)

Juliuszatko a ile masz lat?

100

Odp: Nasze kompleksy:)

Z jednej strony chce isc do lekarza i cos zmienic, z drugiej - panicznie sie tego boje i wmawiam sobie, ze nie jest na tyle źle żeby to było konieczne. Zreszta, jak mama sie dowie to pęknie ze smiechu i nawyzywa jeszcze bardziej.
Mam 19 lat.

101

Odp: Nasze kompleksy:)

Juliuszatko - moim zdaniem naprawdę powinnaś wybrać się do psychologa. Uważasz, że Twoim problemem jest wygląd, ale tak naprawdę Twoim problemem jest nastawienie do życia, do samej siebie. Jak inni mają zobaczyć Twoje zalety jak Ty sama ich nie widzisz? I nie uwierzę w to, że ich nie masz, bo nie ma takich ludzi, którzy są od początku do końca beznadziejni. Taka jesteś w swojej głowie i taki komunikat wysyłasz do innych ludzi. Spróbuj polubić samą siebie, na pewno jest w Tobie coś pozytywnego, coś fajnego, ciekawego...

Jeśli chcesz ruszyć z miejsca, wyrwać się z tego stanu, w którym jesteś, to musisz skorzystać z pomocy psychologa - od tego są tacy specjaliści. Psycholog pomoże Ci zmienić obraz swojej własnej osoby, zaczniesz postrzegać siebie inaczej.

Jesteś taka młoda, nie marnuj swojej młodości na użalanie się nad sobą.

102 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2012-09-06 22:07:39)

Odp: Nasze kompleksy:)
cytrusowa napisał/a:

walcząca z wilkami dlaczego sądzisz że catwoman prowokuje? smile to świetnie że nie ma kompleksów! kurcze fajnie by było żeby więcej takich postów znalazło się w tym wątku! właśnie uważać się za cud natury! to jest to ;-p
to jest bramka do której celuje swoje gole! już kilka razy trafiłam i gram dalej!

Sorki,ale znam kilka kobitek uważających się za cud natury.Oj,kurka,może ja jestem małostkowa jakaś ale no niestety, ani cud ani natury.A z racji,że tak uważają są przekonane,że we wszystkim wyglądają pięknie i że wszyscy się na nie gapią bo takie są piękne.Wiele śmiesznych i żałosnych sytuacji z tego wynikało jak wychodziłysmy np do knajpy.

Co innego nie mieć kompleksów a co innego epatować do bólu zębów swym wątpliwym pięknem.
Ale to oczywiście nie ma nic wspólnego z Catwoman- bo ja jej nie znam; tylko z tym co napisałaś.

103 Ostatnio edytowany przez yessa (2012-09-06 18:59:27)

Odp: Nasze kompleksy:)

juliuszatko ja też jestem leniwa, lubię leżeć przed telewizorem i się obżerać ALE jest jedno ALE... Rzadko to robię.
Chodzę biegać, chodzę na zajęcia z aerobiku, na basen, jeżdżę na rowerze, często mogę pojechać gdzieś autem a jednak wybieram rower lub idę na nogach, uparcie i całymi siłami wzmagam się w sobie, myślisz że jest mi łatwo? NIE... ale na pewno jestem dzięki temu szczęśliwsza niż byłabym leżąc zaniedbana przed telewizorem, wcinając czipsy i mając +15 kg więcej. Nie Ty jedna nie masz lekko. Tak więc weź się w garść i rusz w końcu do przodu, zdobądź się na odrobinę samodyscypliny i ŻYJ!

104

Odp: Nasze kompleksy:)
MagdaEM. napisał/a:

Juliuszatko - moim zdaniem naprawdę powinnaś wybrać się do psychologa. Uważasz, że Twoim problemem jest wygląd, ale tak naprawdę Twoim problemem jest nastawienie do życia, do samej siebie. Jak inni mają zobaczyć Twoje zalety jak Ty sama ich nie widzisz? I nie uwierzę w to, że ich nie masz, bo nie ma takich ludzi, którzy są od początku do końca beznadziejni. Taka jesteś w swojej głowie i taki komunikat wysyłasz do innych ludzi. Spróbuj polubić samą siebie, na pewno jest w Tobie coś pozytywnego, coś fajnego, ciekawego...

Jeśli chcesz ruszyć z miejsca, wyrwać się z tego stanu, w którym jesteś, to musisz skorzystać z pomocy psychologa - od tego są tacy specjaliści. Psycholog pomoże Ci zmienić obraz swojej własnej osoby, zaczniesz postrzegać siebie inaczej.

Jesteś taka młoda, nie marnuj swojej młodości na użalanie się nad sobą.

No niestety powtórzę się, ale naprawde nie mam zalet, nawet rodzina często mi powtarza "niestety, nie ma w tobie nic ładnego" gdybym wyglądała w miare przyzwoicie (na tyle zeby nie slyszec komentarzy od obcych osob)nie mialabym zanizonej samooceny. A mlodosc praktycznie juz mam zmarnowana - od podstawowki do liceum zadnego zycia towarzyskiego, na studiach (o ile gdziekolwiek sie dostane) bedzie tak samo. Ja tez nie chcialabym sie kumplowac z kims tak odrazajacym, w koncu to wstyd, chociazby na ulicy.

yessa - tylko że moim zdaniem łatwiej jest zmobilizować się do ćwiczeń niż do pójscia do psychologa, dla mnie to nie jest problem rzędu "och nie chce mi sie" tylko ogarnia mnie paniczny strach. Nawet sama nie umiem załatwić zwolnienia z wfu tylko rodziców wysylam (taki to dla mnie stres), to tym bardziej nie pojde do terapeuty sad

105

Odp: Nasze kompleksy:)

juliuszatko więc może zacznij od tego, że zmobilizujesz się do ćwiczeń skoro Ci łatwiej? Uwierz mi, że lepiej się poczujesz. Co do lekarzy, oni są od tego, żeby pomagać jeśli mamy problem. Ja też nie lubię chodzić na wizyty i też kiedyś wysyłałam mamę po zwolnienia z wf bo się wstydziłam iść, przez moją cerę wstydziłam się ćwiczyć a tym bardziej chodzić na basen. Nawet kiedyś popłakałam się u doktorki kiedy poszłam z mamą, i ona zaczęła mówić o moich problemach i prosiła o zwolnienie, było mi tak wstyd. Nie Ty jedna masz takie problemy, sporo ludzi je ma. Nie traktuj się jak największą ofiarę losu świata. Ja dziś inaczej na to wszystko patrzę, inaczej żyję choć problemy nadal mam te same. Jeśli sama sobie z tym nie poradzisz, nikt za Ciebie tego nie zrobi. Zrób krok w przód, i idź do tego psychologa, nie jako jedyna i ta najgorsza, ale jako jedna z wielu.

106

Odp: Nasze kompleksy:)

Ja nadal będę twierdzić, ze pewność siebie jest ważniejsza niż wygląd. Serio.
Znam dziewczyny które naprawdę nie są atrakcyjne (spora nadwaga, niezbyt powalające rysy twarzy) a wszędzie się  wepchają i są pewne siebie jak cholera. Aż sama sie dziwie, no ale tak jest.... I są pewniejsze siebie niż nie jedna atrakcyjna kobieta.

107

Odp: Nasze kompleksy:)
juliuszatko napisał/a:

Z jednej strony chce isc do lekarza i cos zmienic, z drugiej - panicznie sie tego boje i wmawiam sobie, ze nie jest na tyle źle żeby to było konieczne. Zreszta, jak mama sie dowie to pęknie ze smiechu i nawyzywa jeszcze bardziej.
Mam 19 lat.

A ja powiem ci tak...
Po pierwsze ... jeśli czujesz się źle ze sobą... to "jest na tyle źle że jest to konieczne"... dla Twojego dobra...
Po drugie... masz 19 lat...jesteś pełnoletnia, więc mama nawet nie musi nic wiedzieć. To Twoja sprawa, Twoje życie...i powinnaś o nie zadbać, bo jesteś młoda i całe życie przed Tobą. Postaraj się abyś przeżyła je szczęśliwie, a nie na umartwianiu się.

I tak jak już zostało napisane, wizyta u psychologa to nic złego. Tam nie chodzą "wariaci", tylko zwykli, normalni ludzie którzy mają problem , z którym sami nie mogą sobie poradzić i potrzebują pomocy. Wierze, że ci się uda. Nie ma się czego bać...lekarz też człowiek i na pewno zrozumie Cię i będzie potrafił ci pomóc.

108

Odp: Nasze kompleksy:)

juliuszatko, jak widzisz dziewczyny tutaj próbują uzmysłowić Ci że nie warto się dołować bo życie jest na to za krótkie...
ja również znam dużo dziewczyn niezbyt ładnych ale poprzez uśmiech, spontaniczność, poczucie humoru i otwartość na innych ludzi są uwielbiane!! szczerze, nikt nie polubi wiecznie smutnej kobiety, która nieszczęście ma wypisane na twarzy, to odstrasza. i właśnie TO odstrasza a nie wygląd!!! wiem, co mówię...
wyjdź do ludzi!!! ubierz najlepsze ciuchy jakie masz w szafie i idź na spacer!! postaw sobie cel że uśmiechniesz się do 3 obcych osób... nie wierzę, że nie odwzajemnią szczerego uśmiechu!:)

109

Odp: Nasze kompleksy:)

Juliuszatko - tak to już jest, że nasze poczucie wartości w dużej mierze kształtują rodzice i inne znaczące dla nas osoby. Z tego co piszesz jasno wynika, że Twoja mama mocno przyczyniła się do tego, że widzisz siebie w takim niekorzystnym świetle. Spróbuj się od tego odciąć. Wiem, że nie jest to proste, ale musisz przestać patrzeć na siebie oczami swojej mamy... Nie możesz dawać sobie wmawiać, że jesteś gorsza, brzydka itd.

Poniekąd Cię rozumiem, naprawdę. Kiedy byłam młodsza, gdzieś tak w okolicach gimnazjum i początku liceum, też czułam się gorsza od reszty. Miałam kompleksy, które nie pozwalały mi funkcjonować tak jak bym chciała. Byłam bardzo nieśmiała, miałam bardzo małą grupę znajomych - czułam, że odstaję od reszty. W końcu postanowiłam, że muszę coś z tym zrobić. Zaczęłam od odchudzania, bo waga była moim największym problemem. Otworzyłam się na ludzi, ale jednocześnie przestałam się z nimi porównywać. Każdy z nas jest inny i KAŻDY ma wady i zalety.

Majeczka22 ma racje pisząc, że ludzi odstrasza (może zniechęca?) widok wiecznie smutnej dziewczyny, wygląd ma drugorzędne znaczenie. Również znam osoby, które wcale obiektywnie nie są ani atrakcyjne, ani nawet specjalnie ładne a są lubiane i cenione jako przyjaciele.

Poza tym, co to znaczy, że masz wszystko brzydkie? Uległaś jakiemuś wypadkowi? Urodziłaś się z jakimiś deformacjami? Juliszatko, uwierz mi, pozytywne nastawienie do samej siebie może zdziałać cuda. Ludzie widzą Ciebie taką jaką sama siebie widzisz. W Twojej głowie jest klucz do sukcesu smile Pozwól sobie pomóc i wybierz się do psychologa a zobaczysz, że za jakiś czas zapomnisz o tym co teraz wydaje Ci się nie do przejścia.

110

Odp: Nasze kompleksy:)

Spieszę się więc odpiszę tak ogólnie.

"juliuszatko więc może zacznij od tego, że zmobilizujesz się do ćwiczeń skoro Ci łatwiej? Uwierz mi, że lepiej się poczujesz. Co do lekarzy, oni są od tego, żeby pomagać jeśli mamy problem. Ja też nie lubię chodzić na wizyty i też kiedyś wysyłałam mamę po zwolnienia z wf bo się wstydziłam iść, przez moją cerę wstydziłam się ćwiczyć a tym bardziej chodzić na basen. Nawet kiedyś popłakałam się u doktorki kiedy poszłam z mamą, i ona zaczęła mówić o moich problemach i prosiła o zwolnienie, było mi tak wstyd. Nie Ty jedna masz takie problemy, sporo ludzi je ma. Nie traktuj się jak największą ofiarę losu świata. Ja dziś inaczej na to wszystko patrzę, inaczej żyję choć problemy nadal mam te same. Jeśli sama sobie z tym nie poradzisz, nikt za Ciebie tego nie zrobi. Zrób krok w przód, i idź do tego psychologa, nie jako jedyna i ta najgorsza, ale jako jedna z wielu."


Kiedyś ćwiczyłam teraz już nie muszę. Mam niedowagę, więc już nie muszę się odchudzać (ale figura dalej nieproporcjonalna i niezgrabna). Wiem, że taką największą ofiarą losu nie jestem. Dzwoniłam dzisiaj, ale jak pani odebrała to się rozłączyłam, nawet porozmawiać przez telefon nie umiem, to z rozmowa twarza w twarz sobie nie poradze. Wiem ze to juz pisałam ale mimo tej swiadomosci ze powinnam to zrobic nie potrafie.


"Ja nadal będę twierdzić, ze pewność siebie jest ważniejsza niż wygląd. Serio.
Znam dziewczyny które naprawdę nie są atrakcyjne (spora nadwaga, niezbyt powalające rysy twarzy) a wszędzie się  wepchają i są pewne siebie jak cholera. Aż sama sie dziwie, no ale tak jest.... I są pewniejsze siebie niż nie jedna atrakcyjna kobieta."


I jak oceniasz takie osoby? Mi się z takich smiac chce (wiem ze to najglupsze slowa jakie moze wypowiedziec osoba na moim miejscu). Nie chce byc postrzegana jak paszczur myslacy o sobie jako pępek świata, zreszta, z moimi licznymi wadami nie grozi mi samouwielbienie tongue


"A ja powiem ci tak...
Po pierwsze ... jeśli czujesz się źle ze sobą... to "jest na tyle źle że jest to konieczne"... dla Twojego dobra...
Po drugie... masz 19 lat...jesteś pełnoletnia, więc mama nawet nie musi nic wiedzieć. To Twoja sprawa, Twoje życie...i powinnaś o nie zadbać, bo jesteś młoda i całe życie przed Tobą. Postaraj się abyś przeżyła je szczęśliwie, a nie na umartwianiu się.
I tak jak już zostało napisane, wizyta u psychologa to nic złego. Tam nie chodzą "wariaci", tylko zwykli, normalni ludzie którzy mają problem , z którym sami nie mogą sobie poradzić i potrzebują pomocy. Wierze, że ci się uda. Nie ma się czego bać...lekarz też człowiek i na pewno zrozumie Cię i będzie potrafił ci pomóc."


Siedzę całymi dniami w domu, mama na pewno sie zainteresuje gdzie wychodzę. Oczywiscie to teoretyczne rozwazania bo jak juz napisalam nawet zadzwonic nie umiem.


"juliuszatko, jak widzisz dziewczyny tutaj próbują uzmysłowić Ci że nie warto się dołować bo życie jest na to za krótkie...
ja również znam dużo dziewczyn niezbyt ładnych ale poprzez uśmiech, spontaniczność, poczucie humoru i otwartość na innych ludzi są uwielbiane!! szczerze, nikt nie polubi wiecznie smutnej kobiety, która nieszczęście ma wypisane na twarzy, to odstrasza. i właśnie TO odstrasza a nie wygląd!!! wiem, co mówię...
wyjdź do ludzi!!! ubierz najlepsze ciuchy jakie masz w szafie i idź na spacer!! postaw sobie cel że uśmiechniesz się do 3 obcych osób... nie wierzę, że nie odwzajemnią szczerego uśmiechu!"


Wiem że sypnę kolejnym pustym tekstem (oto dowod ze mam same wady) ale jak dla mnie to zycie jest jednak za dlugie. Tez znam takie osoby, i sa rownie uwielbiane co obgadywane ("no bo jak taka maszkara moze miec takie mniemanie o sobie?") nie chce byc tak samo postrzegana. Poza tym z natury jestem smutna osoba, mam sie cieszyc bez powodu? Sztuczne suszenie zębów też nie bedzie dobrze przyjete.


"Juliuszatko - tak to już jest, że nasze poczucie wartości w dużej mierze kształtują rodzice i inne znaczące dla nas osoby. Z tego co piszesz jasno wynika, że Twoja mama mocno przyczyniła się do tego, że widzisz siebie w takim niekorzystnym świetle. Spróbuj się od tego odciąć. Wiem, że nie jest to proste, ale musisz przestać patrzeć na siebie oczami swojej mamy... Nie możesz dawać sobie wmawiać, że jesteś gorsza, brzydka itd.
Poniekąd Cię rozumiem, naprawdę. Kiedy byłam młodsza, gdzieś tak w okolicach gimnazjum i początku liceum, też czułam się gorsza od reszty. Miałam kompleksy, które nie pozwalały mi funkcjonować tak jak bym chciała. Byłam bardzo nieśmiała, miałam bardzo małą grupę znajomych - czułam, że odstaję od reszty. W końcu postanowiłam, że muszę coś z tym zrobić. Zaczęłam od odchudzania, bo waga była moim największym problemem. Otworzyłam się na ludzi, ale jednocześnie przestałam się z nimi porównywać. Każdy z nas jest inny i KAŻDY ma wady i zalety.
Majeczka22 ma racje pisząc, że ludzi odstrasza (może zniechęca?) widok wiecznie smutnej dziewczyny, wygląd ma drugorzędne znaczenie. Również znam osoby, które wcale obiektywnie nie są ani atrakcyjne, ani nawet specjalnie ładne a są lubiane i cenione jako przyjaciele.
Poza tym, co to znaczy, że masz wszystko brzydkie? Uległaś jakiemuś wypadkowi? Urodziłaś się z jakimiś deformacjami? Juliszatko, uwierz mi, pozytywne nastawienie do samej siebie może zdziałać cuda. Ludzie widzą Ciebie taką jaką sama siebie widzisz. W Twojej głowie jest klucz do sukcesu  Pozwól sobie pomóc i wybierz się do psychologa a zobaczysz, że za jakiś czas zapomnisz o tym co teraz wydaje Ci się nie do przejścia."


Nikt nie musiał wmawiac mi mojej brzydoty, ona jest i ja ją widzę, niestety. Komentarzy mamy staram sie nie sluchac, chyba juz dawno wykorkowalabym psychiczne, a jeszcze na tyle sie trzymam ze nie siedze w kaftanie smile Nawet dzis mi powiedziala ze wygladam jak 13sto letni chlopiec...
No i tez tak mam, cale gimnazjum i liceum czulam sie gorsza (tzn teraz tez tak jest) tylko nie sama z siebie, tylko wszyscy mi dokuczali. Nie potrafie sie ot tak otworzyc na ludzi, skoro cale zycie zylam pod kloszem. Pod tak ciasnym i malym, ze wizyta u psychologa jest dla mnie czyms nieosiagalnym, po prostu odrzucam to i wiem ze tego nie zrobie.
I nie, nie mam deformacji, ale moze to i gorzej, bo jakbym miala to moze ludzie nie komentowaliby ze wzgledu na wspolczucie, a skoro jestem "tylko" paskudna, to i obcy i znajomi daja mi do zrozumienia (jakbym nie wiedziala!) ze wygladam okropnie. I jak juz pisałam z moim wygladem nie da sie nic zrobic, nawet operacyjnie (nie jestem gruba czy niezadbana)


Wiem ze tylko neguje, ale znam siebie bardzo dobrze. Brak mi mobilizacji, checi i dobrze zdaje sobie z tego sprawe, przy czym nie robie nic zeby to zmienic, bo trzeba sie wysilic. Wychodze z zalozenia ze psycholog nie powie mi niczego czego nie wiem. Wiem ze trzeba sie zaakceptowac itd itp. Tylko ze co mam i powiedziec? Ze w moim przypadku to przegrana sprawa? Ciekawe, jakby ktos regularnie slyszal komentarze "ubierz torbe na leb wielkoludzie" to czy mowilby "badz usmiechnieta". Moja samoocena wynika z wygladu a skoro nie da sie go poprawic to ona tez sie nie poprawi. Nie wynika ona z zadnych przezyc z dziecinstwa (bylo w miare dobre) wiec naprawde, nie pozostaje mi nic innego jak zaakceptowac te wszystkie okropienstwa; dla mnie jest to niemozliwe wiec jest to sytuacja bez wyjscia.

111

Odp: Nasze kompleksy:)

niestety mimo naszych rad dotyczących Twojej sytuacji nic się nie da z tym zrobić, wmówiłaś sobie coś... pewnie teraz myślisz "taaak, wmówiłam, przecież wiem jak wyglądam a one nie wiedzą i dlatego tak piszą"... nie będę już Ci doradzała bo naprawdę nie wiem już co napisać. trzymaj się!

112

Odp: Nasze kompleksy:)

Podpisuję się pod majeczką.
PS. jeszcze tylko taka mała dygresja, juliuszatko nie ćwiczy się tylko po to, żeby się odchudzić. Ćwiczy się m. in. żeby ciało wyrzeźbić, żeby właśnie było bardziej proporcjonalne, żeby nabrać rumieńców, wyprodukować więcej endorfin, lepiej się poczuć. Dlatego Ci to doradziłam.
Dziwne masz wymówki do każdej z porad, tak czy inaczej w takiej sytuacji nasze wypociny nie mają sensu.

113

Odp: Nasze kompleksy:)

Na mój dobry początek tutaj powiem Wam tak.. Jestem jednym wielki chodzącym kompleksem.. tongue
Widzę, że sporo przytyłam, choć w sumie zawsze byłam szczupłą osobą.. Moje uda zrobiły się gigantyczne! Muszę jesienią i zimą popracować nad tym, bo mi jeszcze nie daj Boże przybędzie tu i tam... tongue A wiadomo jak to zimą... Zero ruchu praktycznie.

No i powiem Wam, że ogólnie nie podobam się sobie.. Nie wiem czy Wy też tak macie?
Może to zabrzmi dziwnie, ale jestem adorowana przez facetów i ludzie mówią mi, że jestem.... ładna (ciężko mi to słowo nawet przeszło przez gardło - ba! Klawiaturę:P, bo ja tak naprawdę nie uważam).. A mimo to ja naprawdę dalej czuję się nieatrakcyjna..
Czy ja jestem nienormalna czy po prostu tak bardzo siebie nie lubię? ;P

114

Odp: Nasze kompleksy:)

No coz, chyba nie powinnam sie juz tu wypowiadac, to nie ma sensu. Powiem tylko jedno - zabawne jest to, ze na forach internetowych jak sie wyzalisz to od kobiet uslyszysz "wyglad to nie wszystko, dbaj o wnetrze" natomiast facet powie "szczerze mowiac nie chcialbym takiej dziewczyny". Ja wiem swoje i moze w oczach niektorych gorzej na tym wychodze, ale nie chce sobie wmawiac ze jestem cudna i piekna i narazac sie na smiesznosc. Zycze powodzenia innym w oszukiwaniu siebie.

A, i tak nawiasem, niecierpie sportu, wiec zamiast endorfin produkuję hormony odpowiedzialne za stres (o ile takowe istnieja). Pozdrawiam.

115

Odp: Nasze kompleksy:)

ja bym chciała przytyć z 10 kg, mieć większe piersi...wtedy w końcu bym mogła zakładać spódniczki i bluzki z dekoldami...a tak to jak założe jak wygladam jak kościotrup sad

116

Odp: Nasze kompleksy:)

Juliuszatko my nie piszemy Ci takich rzeczy bo chcemy na siłę wmówić Ci że jesteś chodzącym ideałem... chciałyśmy tylko trochę Cię dowartościować i sprawić, żebyś trochę inaczej zaczęła o sobie myśleć. nie udało się trudno, nic na to nie poradzimy.

Papatya jasne,że to jest normalne!:) ale widzisz to jak widzimy się w lustrze zazwyczaj nie odzwierciedla tego jak jest na prawdę:) ja też mam swoje kompleksy, też całe życie widzę siebie jako puszystą, z ogromnym brzuchem:) a nikt mi jeszcze nigdy nie powiedzial ze jestem gruba, ba! inni twierdzą, że jestem szczupła! skoro mężczyźni prawią Ci komplementy to musi coś w tym być:)

117

Odp: Nasze kompleksy:)

Mam kilka wad związanych z wyglądem- niskie czoło, puszące się włosy, podkrążone oczy, duży nos, ale akurat te są dla mnie błahostką. Moim największym kompleksem jest jednak mój wzrost. Mam 177 cm. Jest to dla mnie bardzo dużo jak na kobietę. Nie mogę przez to nosić niektórych ubrań, butów na obcasie, jest wielu mężczyzn niższych ode mnie. Moim problemem zawsze było to, że byłam największa ze wszystkich dziewczyn. W szkole siadałam w ostatniej ławce, bo miałam wrażenie, że swoimi szerokimi plecami zasłaniam innym tablicę. Nie czuję się przez to kobieca. Mam długie nogi, ładne piersi, zgrabną pupę. Ale nie potrafię cieszyć się z tych walorów, ponieważ zawsze wydaje mi się, że mój wzrost wszystko psuje. Nigdy nie brałam udziału w rywalizację o jakiegoś faceta, bo z góry zakładałam, że przez wzrost nie mam szans.
Od roku mam faceta, kochamy się i dobrze dogadujemy. Jednak nie lubię wychodzić z nim z domu. Nie lubię stać obok innych dziewczyn, bo to pokazuje jakim jestem wielkoludem. Kiedy jestem u niego najchętniej siedziałabym non stop w mieszkaniu. Kiedy przypadkowo spotykamy jego koleżankę lub o zgrozo byłą dziewczyną ja od razu się chowam za nim, żeby nie było mnie widać. Są chwile kiedy zapominam o moim kompleksie. Ale najczęściej jest tak tylko wtedy, gdy mam ubranie mocno podkreślające moje walory (dekolt do pasa ;P ) lub jeśli w pobliżu nie ma innych kobiet. Czuję się przez to odludkiem, bo często przez mój zły humor odmawiałam spotkań ze znajomymi...

118

Odp: Nasze kompleksy:)

Furmanka no coś Ty:) ja jestem tego samego wzrostu co Ty i wiesz ile dziewczyn mi go zazdrości? jestem z niego bardzo zadowolona i czuję się kobieco:) nie powinnaś się tym martwić ale być z tego dumna:) ja też nie noszę butów na obcasie ale tylko dlatego, że po prostu nie lubię i nie umiem w nich chodzić, wolę na płaskim:) powiedziałam sobie, że nawet do ślubu pójdę w płaskich butach, mój chłopak jest ode mnie niższy 3 cm i byłabym od niego wyższa ale nie martwi mnie to:)
i jest kolejna zaleta wysokiego wzrostu- nie widać tak mojego brzuszka który jest moim największym kompleksem bo wszystko się jakoś maskuje przez wzrost:)
bądź z tego dumna! hmm a może kariera modelki?:):) pozdrawiam!

119

Odp: Nasze kompleksy:)
Catwoman napisał/a:
aga001100 napisał/a:
Catwoman napisał/a:

Czy kiedykolwiek wy, kobiety z kompleksami myślałyście nad ich korekcją? Lub czy intensywnie o tym myślicie?

korekcja jest droga nawet mnie na nią nie stać.;/ a wydaje mi się, ze dla mężczyzn to raczej nic fajnego takie wargi u kobiety;//

wydaje ci sie czy sprawdzałaś?

Nie sprawdzałam ale wiele czytałam i na forum ( nie tym) pojawiały się różne opinie i niektóre mnie właśnie przerażały. powoli się z tym oswajam w końcu ... natura.. czas przywyknąć

120

Odp: Nasze kompleksy:)
alaclaudie napisał/a:

Aga, mamy na forum specjalny watek dotyczący "motylków", może przeczytanie go pozwoli Ci na uwierzenie w to ze jestes atrakcyjna.
Niemniej jednak najlepiej jest znalezc kogoś komu odpowiadamy tacy jacy jesteśmy.

Dziękuję;) czytałam i na pewno lepiej ludzie się wypowiadają niż na innym forum które dotychczas czytałam;))

121

Odp: Nasze kompleksy:)

Chyba tu można się troszke wyżalić?? Jestem tu nowa ale kompleksy stare jak u wielu kobiet od wieków...
Oczywiście czuje się brzydka, gruba, rostępy na udach, boczkach i co najgorsze na piersiach ;(  Moj przyszły mąż uważa że dobrze wyglądam i zakazuje mi wszelkich diet i kombinacji. Kupił mi sprzęt do ćwiczeń i rower ale ja jak nie widziałam efektów ćwiczeń bez diety to olałam...
Nie mam pracy... Nie mogę jej mieć bo nie umie nic i nie mam doświadczenia zawodowego.. po za tym nie opanowałam języka kraju w którym żyje ;(
No chyba nie jest ze mna tak tragicznie ale czym dłużej siedzę w domu bez pracy tym więcej w sobie widzę wad... i chyba zwariuje nie długo...

122

Odp: Nasze kompleksy:)

Gosia witaj w klubie! ja również nie mam pracy co powoduje, że czuję się gorsza... też nie opanowałam języka w kraju w którym aktualnie przebywam w tym stopniu aby swobodnie rozmawiać z ludźmi... ciągle się uczę i uczę i uczę, może to pomoże...
przez to również jestem załamana i jest mi przykro że inni rozwijają się, korzystają z życia a mi ono przez palce ucieka...
też zdaje mi się, że mam za dużo tu i ówdzie, mój chłopak mówi, że jestem kobietą z idealną figurą, to troszkę pociesza:)
po to jest to forum aby się żalić, pamiętaj:)
ja też gdy nie widzę postępów w ćwiczeniach zniechęcam się strasznie ale normalne że nie od razu ma się wymarzoną figurę...
teraz zabieram się do ponownego biegania od ponad tygodnia i oczywiście każdy argument jest dobry by powtarzać sobie "zacznę od jutra" eh...

123

Odp: Nasze kompleksy:)

Kompleksy to przede wszystkim nasza psychika...Kiedyś gdy byłam w szkole średniej i ważyłam 80 kg, na 3 ogryzków w klasie jeden zakochał się właśnie we mnie,zawsze miałam powodzenie u panów+20 LAT WIĘCEJ..., ale nigdy nie miałam kompleksów ze względu na swoją tuszę, gdy schudłam do 48 kg (w 4 miesiące) przy wzroście 170+, nadal krążyli, może było ich więcej...chciałam przytyć i przytyłam do 58kg...i uwierzcie faceci nie przestali być zainteresowani...DZIEWCZYNY UWIERZCIE, że w większości facetów przyciąga nie nasz wygląd ale nasz charakter i to, że jesteśmy pewne siebie, bo podejrzewam, że obojętnie czy mając 80 czy 50 kg i marudząc w każdym towarzystwie, że jestem to za gruba to za chuda inni też wtedy zaczęli by zwracać na to uwagę, miałam koleżanki które wiecznie marudziły o swoim wyglądzie mając wiecznie grymas na twarzy i tak też je odbierało towarzystwo...tak więc wyeksponujcie swoje walory,obojętnie czy ważycie 40 czy 100 kg, czy macie odstające uszy, krzywe nogi itp., próbujcie maskować swoje niedoskonałości nie tracąc na pewności siebie, nie rozczulając się nad własnymi niedoskonałościami, bo nie ma osób bez wad, a jak my je ukryjemy to nasz sekret...

124

Odp: Nasze kompleksy:)

Małe piersi, ale ex mówił że są fajne... jakoś mu nie ufam

125

Odp: Nasze kompleksy:)

To i ja sie wypowiem. Moja przyjaciółka waży 130kg i zawsze gdy wychodzimy z dziewczynami na miasto to ona ma powodzenie u facetow a my nie:) ma coś w sobie poprostu ze kazdy na nia zwraca uwage,adoratrow ma na peczki a my jestesmy tylko jej tlem chociaz mamy zgrabne figury itp. Taki juz jest swiat:)

126

Odp: Nasze kompleksy:)

a moim największym problemem jest nieśmiałość i nie piszcie że to się da "wyleczyć" bo to siedzi tak głęboko w psychice, że ciężko sobie z tym poradzić. Wygląd zewnętrzny nie ma znaczenia w porównaniu z brakiem umiejętności nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem (tak osobiście, nie przez internet, bo pisać każdy umie)......

127

Odp: Nasze kompleksy:)
sashasin napisał/a:

To i ja sie wypowiem. Moja przyjaciółka waży 130kg i zawsze gdy wychodzimy z dziewczynami na miasto to ona ma powodzenie u facetow a my nie:) ma coś w sobie poprostu ze kazdy na nia zwraca uwage,adoratrow ma na peczki a my jestesmy tylko jej tlem chociaz mamy zgrabne figury itp. Taki juz jest swiat:)

bo liczy się charakter smile

128

Odp: Nasze kompleksy:)

A u mnie jest taki problem, że, chyba, obcy ludzi z ulicy, postrzegają mnie za osobę pewną siebie i zarozumiałą, niemiłą... Przez mój wygląd wink Mam poważny wyraz twarzy i wredne spojrzenie, nie pojmuję dlaczego tak jest, bo mój charakter jest kompletnie inny smile
Muszę wyglądać dość dumnie i kpiąco, bo mijane kobiety, czy dziewczęta, patrzą na mnie nieprzychylnie, chyba, że mają ten sam problem co ja tongue A więc podejrzewam, że przez to jestem postrzegana za wyniosłą, pewną siebie i bez większych kompleksów. A tak nie jest.
Zacznę od prozaicznych. Nie lubię swoich rzęs. Nie są najgorsze, coś w stylu, że dwie na krzyż, milimetrowe i białe. Są dość gęste, czarne, krótkie, ale nie ekstremalnie. Ich znaczącym mankamentem jest to, że są sztywne. I żaden tusz nie potrafi ich wydłużyć i podkręcić. Czochrają się, opadają i ogólnie nie mają nic wspólnego z ładną, estetyczną firanką... Wiem, że nie jest to tragiczne zmartwienie, tylko naprawdę tracę do nich cierpliwość, do tego widząc jakie ładne, bezproblemowe rzęsy mają inne kobiety. Wkurzają mnie niemiłosiernie, bo lubię się malować, a te sztywniaki psują mi cały efekt.
Rzeczy poważniejsze:
* Usta. Mam małe, wąskie usta. Po tacie. Moja mama ma pełne, tak samo siostra. Bardzo chciałabym mieć takie. Dla mnie piękne, kształtne, pełne usta są jednym z atrybutów kobiecości, czystym seksapilem... Moje giną gdzieś na mojej twarzy, do której są nieproporcjonalne... Do tego są wiecznie przesuszone. Naprawdę, dostarczają mi wiele smutku w dniach załamania.
* Nos. Kolejny nieproporcjonalny element mojej twarzy. Tylko, że tym razem nie ginący w owej, a wręcz wysuwający się na pierwszy plan. Mogę sobie żartować, że zamiast w usta, to wszystko poszło mi w nochala tongue Jest duży, długi i nadaje mojej osobie wulgarnego charakteru. Z przodu jest jeszcze znośny, ale z profilu... Bójcie się boga. Cieszę się jedynie, że nie jest garbaty.
* Cera. Tłusta i przyjaciele. To mój bardzo duży kompleks. Borykam się z trądzikiem już z 7 lat... Mam mnóstwo przebarwień i blizn.
* Figura. Mój najnowszy kompleks... Zawsze wiedziałam, że nie jest jakaś super, ale uważałam ją za przyzwoitą, z którą da się żyć. Ale ostatnio, po kilku uwagach na temat wagi, bardzo się podłamałam. Wszyscy mi zarzucają, że jestem za chuda, a nogi to już w ogóle porażka... Boli mnie to, bo jem naprawdę bardzo dużo, ale mam już taką przemianę materii, że nie tyję. Kiedyś cieszyłam się, że mam wcięcie w talii, bardzo kobiecie. A teraz dowiedziałam się, że po prostu ?boki? mi się zapadają... Byłam zadowolona ze swojej pupy. Zgrabnej, jędrnej, uniesionej i bardzo wypiętej. Teraz dowiedziałam się, że jest mała i chuda. Kiedyś chadzałam tylko w spodniach, bo od koleżanki usłyszałam, że mam wielkie kolana i cienkie kostki... Potem przełamałam się i zaczęłam ubierać sukienki i spódnice. Myślałam, że mam całkiem fajne nogi, długie, szczupłe, mama mówiła, że prościutkie jak baletnica. A tak naprawdę to patyki. Zaakceptowałam swój biust, do tego wydawało mi się, że powiększył się, jednak przyzwyczajenie do biustonoszy z gąbką zostało. Za to też mi się oberwało i jestem bogatsza o wiedzę, że mam małe piersi.
Mój świat trochę legł w gruzach... Czuję się teraz kompletnie nietrakcyjna, nie pociągająca... sad Z figurą młodego chłopca... Niekobieca, koścista... A już myślałam, że sukcesywnie wychodzę z niskiej samooceny... Cały czas myślę o tym, że moje pośladki wyglądają na płaskie, wiszą na mnie spodnie, przez patyczkowate nogi, wszyscy uważają, że wypycham sobie stanik, bo nie mam piersi i mam brzydką, cienką talię... Do tego te kompleksy związane z twarzą...
Do tej pory byłam sama z wyboru. Nadal tak jest, ale zaczęłam myśleć, czy kiedykolwiek zainteresuje się mną, takim kościstym, nieładnym, pryszczatym chudzielcem, jakiś facet? Każda kobieta podświadomie chciałaby mieć kogoś bliskiego, wcześniej, czy później. A ja wiem, że nikt nie zwróci na mnie uwagi, przez mój zacięty wyraz twarzy, samą buzię, która nie jest rewelacją, no i przez to, że nie będzie mnie, przysłowiowo, za co złapać... Bo jaki mężczyzna będzie chciał być z takim chuderlaczkiem...? Wcześniej nie miałam takich rozterek. Może nie zauważałam, że jestem tak przeraźliwie chuda. Nie wiem. Wiedziałam, że jestem szczupła, ale nie chorobliwie... O kant dupska rozbić...
Ach, i z takich duperelków, to chciałabym mieć kości policzkowe... Echhh...

129

Odp: Nasze kompleksy:)

ja mam kompleksy ze względu na moje skośne oczy tongue i nawet jeden znajomy francuz ostatnio mi powiedział, że wie dlaczego lubię PSY Gangnam Style smile bo też mam chińskie oczy hahaha. do tego mam za duży brzuch, plus taki, że ostatnio zrruciłam ok 6kg smile wkurza mnie tez to, zże mam cienkie włosy kiedy to moja siostra ma ich pełno.a najlepsze jest to, że moja 6 lat młodsza ma taaaaakie wielkie cycochy, czego nie można powiedzieć o mnie smile

130

Odp: Nasze kompleksy:)

Mam kompleks warg sromowych sad Mam je duże i lekko zaczerwienione . Wstydzę się momentu kiedy rozbiorę sie przed chlopakiem . A Jeszcze kiedy bedzie minetka  , to wgl.

Posty [ 66 do 130 z 156 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024