Witam wszystkich 
Długo zastanawiałam się czy "wyjść" za zewnątrz ze swoimi problemami. Wahałam się owszem lecz wasze posty zmotywowały mnie do działania.
Czytam to wszystko i widzę, że nie tylko ja mam takie PROBLEMY z drugą połówką.
U mnie sytuacja jest troszeczkę inna.... Mój ukochany jest mi w pełni oddany, nie wychodzi nigdzie z kolegami a jeżeli już nawet to zazwyczaj ze mną lub dosłownie na godzinkę i wraca grzecznie do domku.
Może zacznę od początku ( tak chyba najlepiej)....
Swojego mężczyznę poznałam parę lat temu. MIeszkałam na studiach razem z jego siostrą. Wówczas każde z nas miała swoje pierwsze miłości. Byliśmy w mnie ślepo zapatrzeni pomimo tego, że już wtedy wpadliśmy sobie w oko. Żadne z nas nie było na tyle odważne by skończyć coś co tylko wydawało nam się prawdziwe...
Po jakimś czasie on rozstał się ze swoją dziewczyną. Zaczęliśmy więcej rozmawiać i spotykać się... Jednak ja przestraszyłam siętego wszystkiego i zostałam z moim już wtedy narzeczonym....
Po paru latach nasze drogi na nowo się zeszły. Po 6 miesiącach rozłąki (on był zagranicą) w końcu zamieszkaliśmy razem....
Na pocztatku wszystko było jak w bajce... oboje cieszyliśmy się każdą chwilą... On wrócił z czasem na przerwane studia ja podjęłam ciekawą pracę....no i zaczęło się.
Zazdrość, krzyki, nawet wyzwiska.... okazuje się, że przez ten czas kiedy byliśmy sami po zerwaniu z pierwszymi miłościami narobliśmy wiele głupot, które po zamieszkaniu razem wychodzi z dnia na dzień przez przypadek... Hmmm wówczas nazywało się to szaleństwem tak? Teraz z perspektywy czasu wiem, że to były nasze życiowe błędy... I on i ja spotykaliśmy się z niewłaściwymi osobami, które tylko wykorzystywaliśmy do zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych. NIe było tych osób aż tak wiele żeby robić większą panikę - normalne życie seksualne dorosłych ludzi... lecz oboje nie umiemy wybaczyć sobie tego popomimo, że nie byliśmy jeszcze razem...
Mój problem polega na tym, że nie umiem przestać wyobrażać sobie tych wszystkich dziewczyn ... co mógł z nimi robić....
Wiem, że to była przeszłość ... ale on też mnie za nią karze wieloma docinkami... Jak wspomniałąm na początku jest to cudowny mężczyzna na którym mogę polegać w każdej sytuacji. NIe wyobrażamy sobie życia bez siebie... ale pomimo tego zazdrość niszczy nasz związek...
Ostatnio strasznie przeginam.... robię mu awantury wspominając co robił i jaką "szmatą" był... że pewnie się nie zmienił i zdradza mnie na boku.... Śmieszne nieprawdaż? Smieszne ale prawdziwe... co noc płaczę ... śnią mi się jego byłe kochanki ( choć większości w ogóle nie znam). OD paru dni biorę silne leki uspokajające... ahhh jest milion rzeczy, którymi chciałabym się z wami podzielić....
Ale najpierw powiedzcie mi czy miewacie podobne problemy...
Wiecie, że odnaleźliście tą jedną jedyną połówkę a jednocześnie robicie takie głupoty.. przyczyniając się do jej utraty...
Czasami zastanawiam się czy jestem normalna... czy nie potrzebuje pomocy psychologa... dlaczego nie umiem docenić piękna związku... dlaczego nie potrafię zaufać.... dlaczego przeszłość, która w ogóle nas nie dotyczyła tak bardzo boli niszcząc nas powoli każdego dnia....
Pomóżcie...:(