Nie wiem czy popełnił samobójstwo. Coś mi niedawalo spokoju po ostatniej rozmowie, kiedy przebąkiwał że sobie coś zrobi. Taki wewnętrzny impuls. Czujesz, że musisz to zrobić. I próbowałam sie z nim skontaktować zaraz po świętach. No i się dowiedziałam że zmarł. MOniczko nie próbuję się nawet dowiedzieć. Co mi ta wiedza by dała. A być z kimś z litości, poddając się manipulacji emocjonalnej to najgorsza rzecz jaka może być.
A co do spraw z wymeldowaniem dopiero procedura się zaczyna. To trochę potrwa, no chyba że mąż w międzyczasie sam się wymelduje. Ja już podjęłam decyzje co do mojego życia i dowrotu już nie ma. Złapałam się na tym, że jest mi obojętny. NIc nie czuję, nie rozpamiętuję tego co było. Właśne pracuję nad pozwem rozwodowym. Adwokata nie biorę, zobaczę jak to wyjdzie w praniu jak to się mówi. Jak zacznie mi rzucać kłody pod nogi, to wezmę.
I wyciszyłam się. I to jest ważne dla mnie na dzien dzisiejszy, żyłam jakimiś złudzeniami przez rok, z nadzieją że on się ocknie. Straciłam rok ale i czegoś się nauczyłam.
A co do tego znajomego, ja również przeżyłam szok. Jak się dowiedziałam to nie mogłam się pozbierać. Byłam na pogrzebie, pomodliłam się za spokój jego duszy i tyle. Więcej nie mogłam zrobić.
Dziewczynki ale dość już smutnych tematów.
Hej Juleczko fajnie, że jesteś.=)
KObietki , ja urodzin nie obchodzę. Ale 40 tkę chciałam w jakiś wyjątkowy sposób świętować. I planowałam wyjazd z mężem na kilka dni. Taki tylko we dwoje. Ale niestety nie dane mi było to zrealizować.
Mam wolne do środy, ponadrabiam zaległości książkowe. Teraz czytam "Upoważnienie do szczęścia" Grocholi. Przyjemna lektura. Czasem trzeba coś lekkiego przeczytać, nie zawsze ambitną literaturę. W końcu książki są też po to, aby przy nich odpocząć oderwać się.
I polecam Wam jedno opowiadanie z tej książki "Ostatnie Walentynki". Rzecz jest o takiej spokojnej, bezpiecznej miłości , której nawet się nie zauważa, żyjąc ileś lat z tym samym mężem i marząc o idealnej, wyśnionej, niespełnionej miłości.