Hej, hej.
Bacha> pisałam kiedyś, że zmagałam sie z depresją. To właśnie wtedy doszłam do takiego stanu. Obecnie dziękuję każdego ranka, że się obudziłam
Kamoa> chyba każdy z nas ma w swoim środowisku samobójców. U mnie to był mąż koleżanki i matka kolegi. Ta druga to akurat leczyła sie na depresje i wiedzieli o tym, choć ponoć rodzina widziała rzekomą poprawę. Hmmm może zobaczyli to co chcieli, a ona jedynie zakańczała pewne sprawy? Niezwykle trudny temat.... czasem jest tak, że ludzie nie widzą czyjegoś stanu, bo tak naprawdę nie chcą zobaczyć, wolą się sami oszukiwać, bo tak jest prościej
Piszę tu o swojej sytuacji, ale sądzę, że to ma związek z wieloma innymi.
Mysti> często są tego zwiastuny, subtelne, ale ludzie nie chcą zauważyć lub żyją zbyt powierzchownie by je dostrzec. Każdy żyje własnym życiem, nie chce sobie robić kłopotu, moze trochę ignoruje. Ja po tym co przeszłam jestem w stanie dostrzec kto potrzebuje pomocy. Jednak widzę, że ludzie sobie często nie chcą sobie dać pomóc... przynajmniej nie w takim zakresie w jakim ja jestem w stanie im pomóc. I to jest błędne koło.
Asterko> brak wsparcia to ważny czynnik, ale nie tylko. Zwykle samobójca to osoba w depresji, chora psychicznie (schizofrenia itp), alkoholik (choć tez nim nie zostaje bez przyczyny) albo osoba opętana (skrajny przykład heh). Ja moge sie wypowiedzieć tylko z zakresie depresji. Jest to stan psychiczny silniejszy od nas, trudny do ogarnięcia dla zdrowej osoby. Nawet ciężko to wytłumaczyć...
A wracając do fajniejszych tematów: dziś jest przepiękna pogoda, wręcz letnia. Cudownie jest, bez wiatru, słoneczko, ciepełko
Pozdrowionka dla kazdej z osobna.