yoghurt007 napisał/a:Jakie są konkretne wnioski (bo napisałeś, że są) odnośnie wpływu obecności mężczyzn na stopień agresji kobiet w opisywanych zdarzeniach? Ciekawi mnie jak brzmi uzasadnienie tezy. Dlaczego akurat wpływ obecności mężczyzn jest zmienną, która powoduje pojawianie się agresji u kobiet, zdaniem tych, którzy o tym mówią?
Kobieta w stricte męskim środowisku musi/chce wykazać się cechami czysto męskimi, aby zdobyć/zasłużyć na szacunek i uznanie grupy społecznej, w której się znajduje - wszak nikt nie chce być na marginesie. Jako, że startuje z przegranej pozycji (płeć), to musi nadrabiać. Powoduje to w niektórych przypadkach poziom nieuzasadnionej agresji większy niż u mężczyzn. No i dochodzi do tego mechanizm z eksperymentu więziennego - o tym już sobie możesz poczytać bez problemu.
Skoro nikt nie chce być na marginesie, to niestety nie ma tu przesłanki, że to mechanizm występujący tylko u kobiet. Nie można więc wrzucać tu zmiennej w postacie płci.
Mnie to nie przekonuje.
Co do eksperymentu więziennego, to Milgram przeprowadził go w warunkach kontrolowanych. Z jednej strony mógł więc kontrolować różne zmienne, z drugiej można się czepiać, że wymusił zachowania.
Zresztą, jak wiadomo, eksperymenty/badania psychologiczne są obarczone dużym błędem, bo to nauka humanistyczna.
Mnie jednak to odwoływanie się do zachowań agresywnych w kontekście karania za złe zachowanie jakoś bardziej przekonuje niż próba wyjaśniania, o której piszesz.
yoghurt007 napisał/a:To nie jest takie proste, bo w wojsku nic nie jest proste. Ciąża to wypadnięcie żołnierza z obiegu (cyklu szkolenia) na kilka miesięcy. Jeśli dwóch dowódców plutonów i szef (to nie jest dowódca - to kompanijny szef zaopatrzenia) wypada z powodu ciąży to powstaje spory problem. Tutaj jest kwestia nie tylko pustych etatów, ale braku ciągłości dowodzenia. Podobnie będzie z etatami sztabowymi. Jeśli 1/3 stanu osobowego danej komórki organizacyjnej wypada na kilka miesięcy z powodu ciąży no to klops. Zwłaszcza na misji, gdzie trzeba zrotować żołnierza do kraju i sprowadzić zastępstwo. A to są niemałe koszty, które trzeba przemnożyć przez stracony czas na przeszkolenie innego człowieka na dane stanowisko i/lub zaadaptowanie się w nowym pododdziale. A zaufanie i znajomość wewnętrznego życia danej komórki organizacyjnej jest kluczowe dla realizacji wyznaczonych celów.
Dla mnie to jest bardzo proste. Należy przyjrzeć się dogłębniej problemowi. Tak jak wspomniałam skoro w dzisiejszych czasach, gdy ludzie są tak świadomi swojego organizmu, taka ilość ciąży świadczy, że często nie są to skutki czegoś, co się zrodziło z chęci obydwu stron. To co opisujesz o gwałtach, ewidentnie jest dowodem na to, że wojsko nad tym nie panuje.
yoghurt007 napisał/a:Nie bez przyczyny po każdej wojnie następuje wyż demograficzny. Jesteśmy tak zaprogramowani przez naturę, że w sytuacji świadomości rychłej śmierci nader chętnie uprawiamy seks nie bacząc na konsekwencje. To zaprogramowana chęć przetrwania gatunku. A żołnierze (zwłaszcza amerykańscy, którzy na misjach są rok, a nie pół roku jak reszta) na misjach są w stałym zagrożeniu.....
Tak, ale to co po wojnie dzieje się w sypialniach, to często wynik natury zarówno kobiet jak i mężczyzn.
Jak można tłumaczyć gwałty, faktem że żołnierze mają poczucie stałego zagrożenia??? No oczywiście, że mają. Ale to znaczy, że jest to wymówką do wykorzystywania kobiet?!
yoghurt007 napisał/a:Generalnie można za gwałty obwinić mężczyzn. Wszak to oni gwałcą. I zapewne byłoby to słuszne. Niemniej jednak wstrzymałbym się z tak pochopnym wnioskiem, bo biorąc pod uwagę przebieg i skutki eksperymentu więziennego, to może się okazać, że zjawisko jest niejako wymuszone/wykreowane przez warunki/realia wojskowej służby.
Trzeba obwiniać mężczyzn i system, który do tego dopuszcza.
Zjawisko nie jest wymuszone, na zjawisko jest przyzwolenie.
wieloowocowy napisał/a:Tylko, że jeśli urządza cię mix i jednocześnie przyjmiemy założenie, że faceci dzisiaj w większym stopniu idą w skrajności (macho, laluś) niż kiedyś, to masz mniejsze pole manewru. To samo jest w drugą stronę.
Trzeba się po prostu trochę wysilić i pokombinować.
Różnorodność daje wybór, nie powiedziałam, że jest to łatwe 