W jednej chwili myślę: poczekam miesiąc i jak nic nie będzie, to dam sobie spokój... a po chwili myślę, że będę czekać chyba do śmierci. Tylko, że czas działa na moją niekorzyść, bo ze mną nie będzie widywał się wcale, a z nią na co dzień, więc w końcu pewnie im się ułoży... mnie chyba nie pozostaje nic innego jak zaakceptować to... ale nie wiem, czy wytrzymam i dam radę się nie odzywać
Ludzie pomóżcie, też nie wiem co robić...