netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?

79 odpowiedzi64 502 wyświetleniazałożony przez cynthia, 17.01.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 80 z 80 ]

66

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?

to wcale tak nie jest we wszystkich przypadkach wiem sam po sobie.jest 5 lat po slubie i wcale nie przestalem sie starac.wrecz odwrotnie to moja wpadla w rutyne i niema czasu dla naszego syna ani dla mnie.cos jest nie tak.ale mysle ze nie wszyscy sa tacy jak ja.mam czas na wszystko dla kolegow przyjaciol rodziny potrafie to podzielic(zoorganizowac)sobie czas w ciagu dnia.czego nie mozna powiedz o mojej.

67

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?
Mussuka napisał/a:

wszystkie koty swiata byscie zaglaskaly na smierc i dalej dywagowaly: dlaczego kot ucieka od mojego glaskania?.

A moze skonczcie z tym analizowaniem jego kazdego piardniecia badz braku tegoz i skupcie sie na czyms wazniejszym w zyciu. Jakies hobby, doksztalcenie, dodatkowa praca, wyjazdy bez niego, samorozwoj a nie tylko: jaki obiadek mam u ugotowac, jakie ponczoszki przywdziac, jak usiasc i usmiechac sie zeby mi sie odwdzieczyl laskawym slowem i gestem. Nie gada, niech nie gada, biore ksiazke i ide czytac, biore psa i ide na spacer albo zapisuje sie na kurs karate. A nie mloce mu caly czas glowe: kochanie, spojrz na mnie, porozmawiaj ze mna, kochasz mnie jeszcze? Znudzi mu sie ogladanie TV to zauwazy brak i sam sie po swoja kobiete zglosi.

Zanudzlyscie drogie panie swoich partnerow do granic wytrzymalosci, nie ma w was nic tajemniczego ani nowego ani ekscytujacego. Oni juz doskonale od progu wiedza co na nich czeka albo co ich czeka (mamrotanie) kazdego dnia. To wcale sie nie dziwie, ze im sie juz nic nie chce. Tez by mi sie nie chcialo.

Se otworzyłam ten wątek i przypadkiem przeczytałam Mussukę.... ;] You make my day, Girl! big_smile I wcale mi się nie chciało reszty już czytać... Analiza jest szkodliwa, ale wynika z braku zajęć i nudy. Mamusia zawsze powtarzała "Jak się człowiekowi nudzi to wymyśla głupoty"
Dziękuję za uwagę smile

68

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?

Seeyou jak Ci poszło rozstanie? Ja miałam tragiczny weekend pełen poniżania i szarpaniny..łącznie z tym że byłam obwiniana o to że on nie widuje się z dzieckiem tyle ile by chciał, że z nim nie mieszka...co za głupota! to nie moja wina, trzeba było się nie rozwodzić i nie zawracać mi dupy w ogóle (jak go poznałam był już rozwiedziony)..i o to że o niego nie dbam...bo sobie poszłam na studia itd. a potem znów przeprosiny. Ja już wiem na 100 % że nam się nie uda. Kilka m-cy potrwa jednak rozstanie bo musimy spłacić wspólne długi. Nie mam jednak zamiaru się tym wszystkim przejmować, zajmuję się sobą i tym co lubię, ja już nic nie zrobię żeby ratować ten związek...bo już mi nie zależy, sama miłość nie wystarczy...

69 Ostatnio edytowany przez iw25 (2012-01-24 18:07:23)

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?

Mi moj ostatnio powiedzial ze jestem jak otwarta ksiega i nie ma jak zdobywac, ze naduzywam telefonu i slowa kochanie. i nie mam we mnie nic tajemniczego co moglby odkrywac

Najlepiej tak powiedziec bo cios nie pasuje. Czy sie nadal bedzie straral? nie wiem

70

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?

Ciężko powiedzieć czy mężczyźni przestają się starać czy to po prostu nam to staranie nie wystarcza bo przywykłyśmy.

71

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?

Mi moj ostatnio powiedzial ze jestem jak otwarta ksiega i nie ma jak zdobywac, ze naduzywam telefonu i slowa kochanie. i nie mam we mnie nic tajemniczego co moglby odkrywac

Moim zdaniem to jest facet, ktory najchetniej pozostalby na etapie fascynacji druga osoba i nie potrafi pogodzic sie z tym, ze ten etap w kazdym zwiazku sie w pewnym momencie konczy. Nie potrafi odkryc piekna zycia z partnerem o ktorym juz prawie wszystko wiemy. Skoro juz teraz daje Ci do zrozumienia, ze mu sie znudzilas, to co bedzie za 5,10 czy 20 lat? Powiedz mu jasno, ze nie zamierzasz przed nim odstawiac cyrku, a skoro taka nudna jestes, to niech sobie znajdzie bardziej tajemnicza, a Tobie da spokoj.

72

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?
Iskra1221 napisał/a:

Mi moj ostatnio powiedzial ze jestem jak otwarta ksiega i nie ma jak zdobywac, ze naduzywam telefonu i slowa kochanie. i nie mam we mnie nic tajemniczego co moglby odkrywac

Moim zdaniem to jest facet, ktory najchetniej pozostalby na etapie fascynacji druga osoba i nie potrafi pogodzic sie z tym, ze ten etap w kazdym zwiazku sie w pewnym momencie konczy. Nie potrafi odkryc piekna zycia z partnerem o ktorym juz prawie wszystko wiemy. Skoro juz teraz daje Ci do zrozumienia, ze mu sie znudzilas, to co bedzie za 5,10 czy 20 lat? Powiedz mu jasno, ze nie zamierzasz przed nim odstawiac cyrku, a skoro taka nudna jestes, to niech sobie znajdzie bardziej tajemnicza, a Tobie da spokoj.

A moim zdaniem osoby, które narzekają że faceci od nich uciekają i nie maja doświadczenia z płcia przeciwną, ani co gorsza dłuższych związków za soba, nie powinny sie wypowiadac w takich tematach bo piszą o czyms o czym nie maja pojęcia..

73

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?

a ty masz pojecie? to wytlumacz czemu tak sie dzieje

74

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?

Jestem przygnębiona....widzę, że nie ma złotego środka jak temu zaradzić. Byłam ciepła i czuła to mnie odtrącał często źle traktował, wyzywał, szarpał...potem skupiłam się na sobie, nie domagałam się czułości, przestałam pisać czułe esy, bo się ciężko zdziwił kiedyś jak napisałam że za nim obsesyjnie tęsknię...sugerując że się chyba pomyliłam bo pewnie chciałam to wysłać do kochanka. unikał mnie, odtrącał a czułość okazywał wyłącznie swojemu synowi. Ale zniosłam to...przestał ze mną rozmawiać...a ja rozmawiał to tak, żeby mi dokuczyć....zniosłam to. Ostrzegałam go, że to nas od siebie oddali...tylko tyle. Skupił się teraz na tym, by zawieźć mnie tam gdzie potrzebuje, zrobić zakupy i pogadać o tym co jest do załatwienia. co 2 dni robi mi jakieś wymówki...i uważa że jest ideałem bo niedawno zrobił dla mnie pizzę i często mi mówi że mnie kocha. Jemu po prostu już na mnie nie zależy, znudził się, często pojawia się temat rozstania. Boli i najgorsze że czuję się bezradna

75

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?
iw25 napisał/a:

Mi moj ostatnio powiedzial ze jestem jak otwarta ksiega i nie ma jak zdobywac, ze naduzywam telefonu i slowa kochanie. i nie mam we mnie nic tajemniczego co moglby odkrywac

Najlepiej tak powiedziec bo cios nie pasuje. Czy sie nadal bedzie straral? nie wiem

no i wlasnie chodzi zeby ta otwarta ksiega sie nie stac w zwiazku. utrzymac troche tajemniczosci. a ty sie nia stalas...

76

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?

Dlaczego przestają się starać? Kiedyś nad tym dłużej się pozastanawiałam, dochodząc do takich oto wniosków:
Ja widzę tu szalenie prostą zależność, że tak to właśnie z nimi jest za każdym razem: Na początku noszą maski .. - stają się najlepszą wersją siebie, by kobiecie zaimponować. Zastanawiam się, czy to nawet nie tak, że dopiero wtedy sami siebie potrafią polubić, potrafią sami dogodzić swojemu ego ?jaki to ja jestem jednak wspaniały, błyskotliwy, inteligentny, wspaniałomyślny? ? i odnajdują podziw w oczach nie tylko swoich, ale i kobiety ? niby robią to ?dla niej?, ale tak naprawdę prawdziwy zamysł tej sytuacji jest zupełnie inny ? są tacy czarujący i skłonni do poświęceń i wszelkiej czułości, gdyż po pierwsze: dostają natychmiastową gratyfikację w postaci zachwytu nad nimi; po drugie: sami się sobą zachwycają widząc, do czego jednak są zdolni przy odrobinie tej motywacji, na którą w normalnym, codziennym życiu (bez tych chemicznych zawirowań w mózgu towarzyszących krótkotrwałej fascynacji) nie są nigdy w stanie sięzdobyć, zachwycają ich własne siły, które nagle potrafią z siebie wykrzesać. Nazywają to miłością, nazywają to troską, nazywają to pragnieniem przyszłości ( = utrzymania stanu, którego utrzymać nie są w stanie) ? a jest to jadowity egoizm, który aż parzy, aż kłuje, gdy tylko mu się przyjrzeć z WŁAŚCIWEJ perspektywy. I w tym momencie rozpoczyna się proces RANIENIA drugiej osoby....Bo mężczyzna na chwilę staje się ?dla niej? kimś, kim tylko chciałby być, ale nigdy nie jest w stanie. Staje się tą najlepszą ?wersją siebie?, którą ma się tylko na pokaz, jest w stanie tylko chwilowo zdobyć się na to, by samemu sobie udowodnić, jaki jest męski, dobry, kochający, opiekuńczy, wspaniałomyślny... i jakże mu dobrze w tym stanie chwilowej iluzji ! ? nareszcie widzi w sobie Kogoś ? wartościowego mężczyznę, który pragnie kochać i być kochanym. Widzi w sobie kogoś, kim nigdy nie był ani nie będzie ? ot, z lenistwa, z egoizmu, z umiłowania wygody i braku umiejętności wymagania od siebie czegokolwiek (gdy owe wymagania przestają spadać niczym natchnienie gdzieś z niebios na skrzydłach endorfin i innych chwilowo wzbudzonych hormonów ślepej, chwilowej ?miłości?)... Zauroczenie potrafi dokonać prawdziwej metamorfozy, czyniąc mężczyzn nadluźmi wobec tej nicości, jaką byli do tego momentu ? od momentu bycia zauroczonym po raz ostatni. I jak to przyjemnie znaleźć wreszcie - przychodzącą z zewnątrz, jakimś niespodziewanym ?zrządzeniem losu? - motywację do ?pobawienia się? we własny ideał samego siebie...  bo zanim poznał swój obecny obiekt zauroczenia (czytaj: obiekt służący do adoracji ...samego siebie), tak mało miał w sobie jakichkolwiek pierwiastków, którymi mógłby ją zainteresować, którymi mógłby jej zaimponować... I dopóki nie doznał chemicznego pragnienia zabawienia się w ?ideał samego siebie?/?najlepszą wersję samego siebie?, był jak szara masa błota leżącego w cieniu, na którą nie padają promienie słońca, był kimś, kto sam na siebie nie potrafił spojrzeć z jakimkolwiek zainteresowaniem. Ale nagle jest szansa, wyzwanie, adrenalina ? jest ten męski zew walki, rywalizacji (z własnym przyzwyczajeniem do niesatarania się) i udowadniania ? a jest co udowadniać ? bo stworzyć nagle coś z niczego, to niezła sztuka....czy raczej: wykreować...! Więc mężczyzna używa całej swej wspaniałomyślności i kreatywności, wyobrażając sobie, jakie ma sprawić wrażenie, by dopiąć celu. A im ciekawsza intelektualnie kobieta, tym bardziej trzeba się postarać o to ?dobre wrażenie?, o ?właściwe wrażenie?.... Nagle mózg ma się czym zająć! ? co za odmiana...! Trzeba się nakombinować, nastarać, by udowodnić takiej kobiecie, ile ma się w sobie troski, inteligencji, czułości, dobroci, ambicji, dobrych manier, umiejętności słuchania, emaptii, akceptacji... Zwabiona tym ofiara zaczyna patrzeć na mężczyznę z podziwem, a on przegląda się w jej oczach, dumny jak paw (z siebie) ? ?nawet nie wiedziałem, że jestem aż tak genialny!? ? myśli o sobie i tym bardziej potrzebuje tej kobiety, co od razu zaczyna mylić mu się z uczuciem do niej, z pragnieniem jej obecności, z przywiązaniem... ? może po prostu dlatego, że w naszym społeczeństwie przyjęło się właśnie uczucie do kogoś uważać za powód pragnienia bycia przy kimś... Gdyby nie to, że daliśmy sobie wmówić powyższe, może można by było bez tej hipokryzji nazwać rzecz po imieniu: ?Jestem z tobą ponieważ/dopóki mam ochotę podziwiać samego siebie w Twoich oczach.? I oczywiście z dopiskiem, że gdy będziesz miała zły nastrój, zły dzień, gdy będziesz miała problemy, gdy będziesz płakać, gdy sprawię ci przykrość, gdy dopadną cię wątpliwości i niepewność, najlepiej, żebyś mi się nie pokazywała na oczy, bo jak będę wyglądał przeglądając się w Twoich smutnych oczach, dla których jest teraz coś bardziej zajmującego niż podziwianie mnie? I wtedy zaczyna się....równia pochyła, tym razem  w dół. I mężczyzna dedukuje sobie podświadomie: Już nie jestem taki wspaniały, skoro w jej oczach zdarza mi się widzieć smutek, a nie nieustanny zachwyt nade mną... już nie mam czego i po co udowadniać, bo to męczcące i niewygodne, gdy ciągle trzeba być na wyżynach, na które nigdy nie chciało mi się wspiąć o własnych siłach. W sumie mam co chciałem i nie widzę sensu udowadniania nadal tego, co już udało mi się udowodnić ? skoro jestem w jej oczach wspaniały, to widocznie taki jestem i niech się mną zachwyca ( = koniec pracy nad udawaniem ?lepszego siebie?). Tylko dla niej właśnie...spada zasłona dymna, zwana czasem ?różowymi okularami? lub inną odmianą przejściowej ślepoty... I czy to naprawdę ślepota? To jest sedno wszystkich tych przemyśleń. Czy kobieta naprawdę może sobie zarzucać ślepotę, czy może sobie wyrzucać ?dlaczego nie widziałam na początku..? dlaczego nie dostrzegłam?...jak mogłam być tak ślepa?!...?. Jak to więc jest ? czy my, kobiety, jesteśmy permanentnie skazane na tego typu rozczarowanie, które zawsze będziemy nazywać ślepotą i mieć żal do siebie? Owszem, do nich ? facetów-  też... Ale że my, kobiety, kochamy bardziej świadomie i szukamy spójności, zastanawiamy się, czy to my przeoczyłyśmy coś, co sprawiło, że nagle jesteśmy na tej równi pochyłej i jesteśmy zupełnie same, bardziej samotne niż będąc singielkami...
Gdy dostrzegamy, jaki mężczyzna jest naprawdę, on podświadomie zaczyna dostrzegać nas swojego...wroga. Bo nagle, stając w prawdzie o nim, zaczynamy być przeszkodą w pielęgnowaniu jego iluzji o samym sobie. Rodzi to w mężczyźnie agresję, gniew, pretensje ? oczywiście, aby nie burzyć (bo to niestety bolesne i wymaga samokrytyki...fuj!) obrazu ?wspaniałego siebie?, aby chronić przede wszystkim własne EGO, mężczyzna zaczyna obwiniać kobietę ? za to, że zobaczyła go takim, jaki jest naprawdę... Jakim prawem? Przecież tak się starał robić wszystko, by zyskać podziw w jej oczach...by urosnąć w nich do rangi herosa... i wszystko na nic? Jak ona mogła zdać sobie sprawę, że to wszystko było egoistyczną fikcją, która powinna trwać ku chwale ego! Przecież zaczęło być ?tak pięknie? ? zaczęło ?chcieć się chcieć? ? dlaczego ona mu to zabiera, dostrzegając, jaki jest naprawdę? Dlaczego nie pozostała ślepa, mimo że jego serce zdominowało znów wyuczone lenistwo? Przecież powinna była uwierzyć w niego bezgranicznie, zaufać mu, że jest wspaniały!... Dlaczego i jakim prawem ona nagle odziera go z własnego ?ja?, które dzięki niej urosło i karmiło się emocjami, podtrzymującymi początkowo tę PRZYJEMNĄ iluzję? A jednocześnie owo sztucznie perfekcyjne ja się wypaliło....bo ile  czasu można wkładać energię w startania o bycie pozornie lepszym/wspaniałym i jak długo można czerpać złudną energię z potrzeby adoracji, gdy już zostanie zaspokojona...? Przyzwyczajenie do podziwu staje się nagle tylko przyzwyczajeniem, które mężczyzna wziął za pewnik, by móc odpocząć od ciągłego wysiłku ?starania się?. I nagle nie ma już o co walczyć...a to, co zdobył (ach, z jakim zaangażowaniem i z jaką wspaniałomyślnością!) powinno pozostać jako łup, kobieta zaś ? jako ofiara... choć nie, oczywiście świadomie nie można tego tak nazwać, bo w jakim świetle postawiłby się ?wspaniały mężczyzna? przed samym sobą? Przecież uwierzył właśnie w swoją moc ?uszczęśliwiania? ? uwierzył tak mocno, że przyjął ją za pewnik i bezwzględnie oczekuje, że to będzie jakaś samonapędzająca się energia, która teraz, gdy już zaistniała, ma za zadanie procentować ku chwale zwycięzcy. Tymczasem, O ZGROZO, ta kobieta okazuje się mieć gorsze dni...okazuje się bywać smutna tak, jak inni ludzie...okazuje się zwykłą śmiertelniczką, którą też czasem coś boli, która czasem cierpi, która czasem chciałaby się wypłakać...o zgrozo! A to nie daje żądnemu podziwu ego mężczyzny sposobności do auto-adoracji poprzez przeglądanie się w jej oczach...co gorsza, coraz częściej rozczarowanych. Jest to odbierane jako bezczelny gwałt na głodnym zachwytu nad samym sobą ego mężczyzny. Zamiast okazać jej wsparcie i akceptację (co z taką łatwością mu wychodziło, gdy promieniała, oślepiona jego sztucznym blaskiem), odtrąca ją... milczy...dąsa się... odsuwa się od niej... jej smutek jest dla niego powodem do ataku na nią, do pretensji, do wyrzutów, oskarżeń, że to ona jest powodem tego, że wszystko, w co chciał uwierzyć, gaśnie... Oczywiście ostantią rzeczą, na jaką on potrafi się zdobyć, jest stanięcie w prawdzie z sytuacją, do której nikt inny, jak on, doprowadził...Ale nie, przecież to jej wina! To ona nie uprzedzała, że będzie przez niego płakać...to ona nie powiedziała, że gdy jest jej smutno, nie potrafi się śmiać na zawołanie.... to ona nie mówiła, że nie życzy sobie, by ją ranił w ten czy inny sposób...to ona pozwoliła mu zdobyć swoje serce i teraz, niekonsekwentnie, przestaje się zachwycać nim, mężczyzną, który już przestał wkładać swój wysiłek i energię w dążenie do czegokolwiek...bo i po co? Zdobył ? więc posiadł na własność, teraz ma oczekiwania. Może nawet nie wie jakie, ale ma. Z pewnością takie, które mają sprawić, że będzie mu dobrze, wygodnie i beztrosko. Może i znudziłby się nawet tym, ale kto by o tym teraz myślał... A tymczasem ona daje sobie prawo do posiadania swojego rozumu, który widzi, do posiadania serca, które czuje również ból, do posiadania świadomości, która demaskuje...  A przecież nie tak miało być!... Jakże okropna jest ta kobieta. Sama mnie do tego zmusza ? trzeba od niej odejść. Jak mogła do tego doprowadzić? I jeszcze śmie narzekać, że czuje się sama ze swoimi zmartwieniami, opuszczona, nierozumiana, zaniedbana, oszukana... Chyba oszalała?!... Więc trzeba brać nogi za pas i ruszać na ratunek własnego JA ? jak najdalej od sytuacji, która mogłaby zdemaskować mężczyznę jako żałosnego klauna na arenie pseudo-miłości....
Co Wy na to? Nawet nie wiecie, jak BARDZO chciałabym się mylić....:P

77

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?
Anika139 napisał/a:

Co Wy na to? Nawet nie wiecie, jak BARDZO chciałabym się mylić....:P

Wiemy, wiemy... chciałabyś, to jasne. Tak często bywa gdy zarzucamy komuś to czym sami grzeszymy, a tu aż kipi. A gdyby tak bardziej popatrzyć na siebie ? Tak na dobra sprawę niczym się nie różnimy. Te problemy, o których piszecie całe lata moja ślubna miała ze mną, aż w końcu dała ciała na całej linii, otworzyłem oczy, zacząłem mówić co widzę i się okazało, że we wszystkim co ino bije mnie na przysłowiowy łeb i na szyje. Żeby ktoś był lepszy, to ktoś musi być gorszy bo tak najłatwiej się dogutać, obniżyć punkt odniesienia swojej samooceny dewaloryzując kogoś. Wszyscy tak mamy, a tu trzeba choć trochę dystansu do siebie mieć, tak żeby umieć wyjść z siebie, stanąć obok i chwilę popatrzeć zamiast ględzić, że wszyscy są źli nie nie tacy. A to już nie każdy potrafi. Ludzie są różni i różniści i ni ma to tamto, się tego nie zmieni wink

78

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?

Spoko - kobiety tez tak maja, wiec wszystko dziala.w dwie.strony. Ta ucieczka od nudy to .poprostu kwestia braku odpowiedzialnosci i wlasnie stania sie lepszym u boku nowej, nowego obiektu

79

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?

Kurcze tak czytam sobie te wszystkie wpisy, problemy, rozterki typu: dlaczego przestał się starać, dlaczego przestałam się podobać, dlaczego on się mną już nie interesuje.....

Patrze na moich rodziców z prawie 30-letnim stażem....sa najlepszymi przyjaciółmi, kochają się, każde skoczyłoby w ogień za drugim.
Moja mama nie świrowała i nie udawała tajemniczej lady, a ojciec wcale wiecznie za nią nie skakał. Nie musiała ubierać się w superkiecke i wychodzić z koleżankami wieczorem żeby wzbudzić jego zazdrość czy zainteresowanie, nie musiała uprawiać cyrku pt. "zrobię wszystko abyś sie nie nudził", nie udawała niedostępnej i nie stosowała zasady "zdrowego egoizmu" czyli "zadbaj tylko o siebie".

Przeczytałam te wpisy i może to ma jakiś teoretyczny sens, ale praktycznie czy jest coś warte?
Teraz takie czasy, wszyscy jesteśmy megaegoistami i szukamy ciągle nowych podniet, nowych wyzwań bo szybko się nudzimy.
Myślę ze uprawianie gierek typu: "zajmij się sobą i niech nie myśli ze cie zdobył" to nie jest dobre wyjście.
Albo ktoś ma poukladane w głowie albo nie. I akurat mit faceta jako wiecznego łowcy do mnie nie przemawia - ma podstawie udanych małżeństw w mojej rodzinie.
Albo szanujesz te drugą osobę i masz poważne zamiary, albo jesteś małpą, która nie potrafi usiedzieć na jednej gałęzi i żadne podwiązki, nowe kiecki czy wyjścia z koleżankami tego nie zmieni (czyt. budowanie aury tajemniczości).

Ale to tylko moja skromna opinia wink

80

Odp: Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?

Hej Cyntia
Czy jesteś jeszcze aktywna na forum ?0

Posty [ 66 do 80 z 80 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dlaczego mężczyźni po czasie przestają się starać?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026