Witajcie Kochani!
Ja choruję na epilepsję, ale nikt teraz o tym nie wie, oprócz mojego męża i lekarza. Miewam ataki tylko w nocy, przez sen, więc oprócz męża, no i oczywiście moich rodziców dawniej, nikt takiego ataku nie widział.
Pierwszy atak miałam w wieku lat piętnastu, długo nic, potem częściej. Przez wiele lat nie byłam leczona, gdyż badania nie wskazywały na jakąkolwiek chorobę, zaś ataki wyglądają jak reakcja na przerażający koszmar: najpierw wrzeszczę, widać mój straszliwy lęk, próbuję uciekać, odpycham męża, a dopiero na końcu sztywnieję. Nie mam drgawek w dosłownym tego słowa znaczeniu. Kiedy się budzę, nie pamiętam nic, kilka minut "splątania". To wszystko.
Czasami uda się mnie dobudzić jeszcze w trakcie tego koszmaru, przed zesztywnięciem, ale wtedy czuję realnie ten porażający strach. Takiego przerażającego lęku nie czułam nigdy w moim życiu. Kilka razy myślałam, że umrę ze strachu. Umrę, realnie, to nie metafora.
Teraz przyjmuję Lamotrigin, lek działa bardzo dobrze, ataków prawie nie ma (raz na kilka miesięcy). Mam dwójkę dzieci, podczas pierwszej ciąży nie stosowałam leków (to był jeszcze czas, gdy lekarze nie byli przekonani, że to padaczka). Przy drugiej ciąży przyjmowałam leki. Lekarz prowadzący wiedział, że planujemy z mężem drugą ciążę, zgodził się na to i kontrolował wszystko. Dzieci są zdrowe w stu procentach.
Nadmieniam, że wielu lekarzy, z którymi się zetknęłam, także profesorowie, byli przeciwni ciążom podczas przyjmowaniu Depakine lub innych leków z tej grupy. Wiem jednak, że tylko te leki są w pełni refundowane. Lamotrigin jest w dużej części płatny, chociaż jego działanie jest dużo delikatniejsze (nie słabsze, delikatniejsze, to leki nowszej generacji niż Depakine!). Mimo wszystko Depakine jest częściej stosowane. No i oczywiście dużo tańsze. Nie zmienia to też faktu, iż leki z tej grupy pomagają wielu chorym.
Co do prawa jazdy: dziwię się jakiejkolwiek dyskusji na ten temat. Neurolodzy, którzy godzą się na to, są kompletnymi idiotami. Nawet wtedy, gdy ataki nie występują wcale, NIE WOLNO PROWADZIC SAMOCHODU. Jak wiecie, epilepsja jest chorobą nieprzewidywalną, nawet ci, którzy czują tzw. "aurę', czyli czują zbliżający się atak, nie zawsze są w stanie odpowiednio zareagować podczas jazdy, np. zjechać szybko na pobocze jadąc autostradą.
Przyznanie się do tej choroby jest równoznaczne z napiętnowaniem, wiele osób (także wykształconych!) utożsamia epilepsję z chorobą psychiczną. Kiedyś, dawno temu, przyznałam się do mej choroby dobrej(?) koleżance, zaś ona zareagowała niebotycznym zdumieniem, jakże mi się udało skończyć studia.
Jeszcze jedno: nie piję nigdy alkoholu. Żadnego. Wiem, że maksymalna abstynencja nie jest konieczna, ale wybrałam takie właśnie postępowanie.
Nie wstydzę się powiedzieć, że wstydzę się swojej choroby. Ot, paradoks...