Mamba, doskonale Cię rozumiem!
Są tacy mężczyźni, którzy graja na zwłokę i wykorzystują kobiety. Chętnie z nią zamieszkają, bo fajnie mieć w domu full servis, ale poważne zobowiązania? Co to to nie! I tak długo przeciągają strunę, az kobieta sama odejdzie, tak jak Ty, tak jak moja córka i tak jak poprzednia dziewczyna faceta autorki wątku, która zostawiła go po 9 (!!!) latach. Myślę, że ten fakt powoduje niepokój Arletty. No bo jeśli ktoś przez 9 lat nie potrafił się zdecydować..... Na tym forum przeczytałam historię, w której dziewczyna trwała w takim układzie 15 lat i nie doczekała się niczego!
Moja córka nigdy nie ukrywała, że chce być żoną i matką. Jej ex o tym wiedział i nigdy nie zająknął się, że nie podziela jej planów. Wręcz przeciwnie, snuł wizje przyszłości ze slubem i dziećmi w roli głównej, choc nie miał zamiaru ich realizować. Pięć lat córce zajęło dotarcie do tej prawdy, a nie była ona naiwną, zależną od swojego faceta kobietką. Wręcz przeciwnie, świetnie wykształconą, niezależną pod każdym względem dziewczyną, która go kochała i uczciwie mowiła o swoich oczekiwaniach. Jego nie bylo stać na to, by uczciwie powiedzieć o swoich. Oszukiwał przez cały czas.
Wiesz Mamba, moja córka powiedziała to samo co Ty! Ze nigdy, przenigdy nie zamieszka z facetem, nie mając chocby pierścionka na palcu! Bo została z niczym w wieku 29 lat. Powiedziała, ze nie stać jej na kolejne, kilkuletnie próby z niewiadomym zakończeniem. Że inaczej się patrzy na swoja przyszłość, gdy ma się 20 lat i jest dużo czasu na eksperymenty, a inaczej gdy trzydziestka na karku. Bo co, kolejny 5-letni związek i bedzie miała 35 lat? A potem następny i 40? Wreszcie menopauza ją zastanie na tych eksperymentach?
Kobieta nie ma tyle czasu co mężczyzna. On zawsze może mieć dzieci, nawet na starość, jemu sie nie spieszy. Ale jej tak, w pewnym wieku, bo czas plodności dla kobiety nie jest tak długi.
Pewnie, może mieć dziecko bez małżeństwa, ale niektóre kobiety tak nie chcą.
Jeśli uczciwie o tym mówią, to maja prawo do uczciwości ze strony swoich partnerów. Jeśli on myśli inaczej, niech o tym powie i wszystko będzie jasne.
Niestety, zwykle jest tak, że ona milczy, nie pyta, nie naciska, czeka aż on sie zdeklaruje. Bo facet nie lubi presji, bo się zniechęci. I tak czas sobie płynie.
A stosunek do małżeństwa, do posiadania dzieci to są PRIORYTETY. O tym sie powinno rozmawiać, zanim się ze soba zamieszka. Jeśli oboje nie chca ślubu, to wszystko w porządku. Jesli oboje chcą, to też. Ale jeśli jedno chce, a drugie nie chce, to niech każde pójdzie sobie w inna stronę i szuka kogoś z kim będzie po drodze. Często jest tak, że mieszkają ze sobą, on udaje, że chce slubu, choć naprawdę nie chce i za deklaracjami nie idą czyny, a ona bagatelizuje sprawę, choć niepokój ją zżera. Mało to uczciwe.
Jest w tym wszystkim straszne pomieszanie. Romantyczne ideały z psudo-nowoczesnością. Wolne związki uznawane są za wyraz wyzwolenia i nowoczesności kobiety, a tak naprawdę wszystko się dzieje pod dyktando mężczyzn. Ciągle powtarzam, że dzisiejsza nowoczesność i "wyzwolenie" kobiety to spełnienie meskich marzeń, minimum kosztów i maximum zysków. W ostatecznym rozrachunku to ONA zapłaci, albo upokorzeniem, albo utratą szans na szczęśliwą rodzinę. Bo gdy ON, czterdziestolatek będzie właśnie zakładał rodzinę z jakąś dwudziestolatką, to ONA w tym samym wieku juz raczej takich samych szans jak ON nie będzie miała.
Moja córka właśnie się zaręczyła z kimś kto tak jak ona chce ułożonego, spokojnego i tradycyjnego życia. Ona parę miesiecy temu skończyła 30 lat, on ma 33. Nie mieszkają razem, choć spędzają ze sobą mnóstwo czasu, wyjeżdżają na wspólne wakacje, są ze sobą w weekendy. Ale córka nie jest jeszcze żoną, więc nie zachowuje się jak żona, nie ma jej na każde wyciągnięcie ręki.
Teo, masz rację, dziewczyny wchodzą w rolę żon, nie bedąc nimi, to błąd.