Droga Hm Strasznie mi przykro, nawet nie mam odwagi o nic zapytać, nie potrafię sobie tego wyobrazić. Nie wiem jak sobie radzisz, to chyba największe barbarzyństwo jakie facet może zrobić. Mój synek wczoraj podczas zabawy jakby nigdy nic powiedział "mamusiu kupmy nowe meble to może tatusiowi się spodobają i wróci". Nie wiem co wtedy mam robić to wspaniałe, cudowne dziecko, które ojca kocha chyba bardziej niż jak z nami był. A ja niestety nie potrafię o mężu myśleć jak nie o moim mężu, tak strasznie mnie boli, że mnie tak długo oszukiwał, a w końcu nas zostawił dla takiej małej, czarnej "ti....ówki". Niestety tak mi się ona kojarzy. Zawsze mówił, że u nas wszystko w domu jest tak jak trzeba, a ja w to naprawdę wierzyłam, że on nas kocha.
Wsparcie jakie tu dostaję jest nieocenione, zastanawiam się tylko nad tym co mężczyźni myślą o mojej historii, bo być może facet myśli inaczej, dla mnie moja trzyosobowa rodzina On, Synek i ja była całym moim światem i ten świat mi runął i wszystko wskazuje, że już nigdy nie powstanie. Zastanawiam się też nad tym, że romans mojego męża mógł trwać dużo dłużej niż ktokolwiek się podziewa, dopiero jak mąż tamtej kobiety nie dał jej kolejnej szansy i postanowił się z nią rozstać wtedy zrobiło się dla niego miejsce w jej domu, dlaczego wcześniej jej i jemu (mojemu mężowi) pasowało życie na dwa fronty, bo ona miała super faceta, który ją utrzymywał i przy którym błyszczała, tylko niestety było panience za dobrze i zaczęła go zdradzać z moim mężem, a że wcześniej już coś miała na sumieniu to miarka się przebrała i sobie poszedł, a ona przecież nie będzie sama, wtedy postawiła mojego pod ścianą, a myślę, że miała czym go szantażować , bo to gdzie razem byli i kiedy to odrębna historia, no a poza tym była kochanką właściciela ich firmy (jak miał facet w domu problemy, no ale jakoś na szczęście minęły) gdzie pracują razem, więc mogłaby mojego mężusia z pracy wywalić.
456 2012-01-10 18:58:37 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2012-01-10 19:53:32)
Podobne tematy
Strasznie to przykre, że faceci potrafią być tak okrutni. jeden zabiera dziecko, drugi się w ogóle nim nie interesuje, tak jakby nie istniało!
Trzymajcie się kobitki!
Kaju podziwiam Twojego synka za to, że Cię wspiera, chociaż jest taki malutki!
Kochany chłopaczek!
Moniu myślę, że to, że mam tak wspaniałe dziecko to nagroda za wszystko. On jest niezwykły i jak się budzę to sobie mówię w ten sposób "mój synek musi mieć fajną, zadbaną mamę". To jest mój skarb, który jest bezcenny, tylko ja niedawno miałam przystojnego męża, który uważałam, że bardzo mnie kocha, wymarzony dom, o którym czasami sobie marzyłam (a mój mąż mówił, że buduje go dla mnie, bo zawsze chciałam taki mieć), no i w ogóle wszystko było tak jak powinno być, no poza tą panią oczywiście. Wiem, że mam to co najdroższe i to jest najważniejsze, ale strasznie mi żal, że tamtego już nie mam. Wiem, że przede mną ogromna walka, mnóstwo nerw, stresu, ale myślę, że może jeszcze kiedyś w życiu usłyszę to co mój mąż ma mi naprawdę do powiedzenia, bo w tej chwili ogrywa jakąś rolę w bardzo tandetnym teatrze. Czasami się zastanawiam jak bardzo nisko facet może upaść, tylko po co, przecież On i ja wiemy jak między nami było i tylko to jest ważne. Cała reszta to tylko otoczka, wszystkich może próbować oszukać tylko jak z tym dalej żyć, czy takie życie jest coś warte. Nawet to, że się z nią wprowadzi się do naszego domu, gdzie okno z pokoju synka wychodziło na podwórko kolegi, z którym miał siedzieć w jednej ławce. Jak tam żyć, to, że jej się tam podoba to nie ulega wątpliwości, ale czy jemu to nie będzie się kojarzyło ze mną. Ja tam nie potrafiłabym mieszkać z nikim innym, bo dla mnie ten dom to mój mąż i koniec. Może po latach do Niego dotrze co w życiu jest naprawdę ważne i o co warto walczyć, a co jest tylko namiastką szczęścia. Chyba już Wam o tym pisałam, ale jak patrzę na syna to widzę jego tatę, jest jego wierną kopią i ja tę kopię mam i dbam o nią najbardziej na świecie, bo wiem, że ona należy do mnie.
Wiesz, ja naprawdę nie rozumiem co facetami kieruje, gdy decydują się na takie a nie inne zagrania.
Mój mąż też mówił, że jestem najlepszą żoną na świecie a mimo to poszukał sobie atrakcji na boku. Też w tamtej chwili nie myślał, jak to może wpłynąć na psychikę dziecka, jego życie. Mimo, że mój mąż jest ze mną, to nadal myślę w jakim procencie jego serce jest moje a w jakim tamtej pani. I na ile wystarczy mu siły i miłości do mnie, żeby wyjść z tego wszystkiego zwycięsko. Boli mnie to co zrobił i nie jest łatwo odciąć się od tamtego co było, bo to niestety nie jest tak naprawdę przeszłość dla niego. Decyzja była podjęta na naszą korzyść, ale kto wie jak często jego myśli uciekają w tamtą stronę! I to wie tylko on! A na pewno uciekają, bo ma tą panią codziennie w pracy.
Nie mam przez to spokoju!
No i problemy emocjonalne pojawiły się u naszej córki. Próbujemy sobie z tym jakoś poradzić. Dzieci bardzo dobrze wyczuwają nasze emocje. Łatwo zachwiać ich poczuciem bezpieczeństwa.
Kaju, a jak Twój synek to wszystko przeżywa? Z tego co piszesz jest bardzo dzielny, ale na pewno po swojemu cierpi!
Pozdrawiam!
Odziaływanie tego co mój były mąż zrobił na nasze dzieci jest nie do wybaczenia. Nigdy. Musiałam sie usmiechać, musiałam funkcjonować w tej czarnej rozpaczy...a wszystko to dla dzieci. Córka była strasza, więcej rozumiała a mimo to nie potrafiła pojąć DLACZEGO? A syn.. syn zniósł to najgorzej..bo był mniejszy i zakochany w ojcu od urodzenia.. świata za nim nie widział. Jego zranił najbardziej.. do dzis.. a teraz mój syn ma 19 lat cierpi z jego powodu. Dlatego taki facet, który TAK postepuje jest maluśkim ludzikiem, bez wartości i bez jaj.
M moim przypadku ja postanowiłam wszystko zakończyć. NO i wszystko to moja wina, bo przecież on był wspaniały i wszystko dla mnie robił. Tylko dlaczego czułam się przy nim jak śmieć, nie zauważana jak powietrze. Służąca. Nie chciałam tak żyć.
NO i przecież przeze mnie dziecko cierpi.
Biedaczek miał być sam do końca życia, a tymczasem mieszka już z gwiazdą. I dziecko w większości ma ze sobą. I będzie walka w sądzie. Ale ma sporo rzeczy na sumieniu.
Dziecko mi opowiada jakie filmy ogląda przy nim, jak np. ktoś topi dziecko w wannie. Czy to jest wychowawcze?
Muszę raz na zawsze zakończyć tą szarpaninę, póki co ustępowałam, dla dobra dziecka, ale to nie jest dobre, że jest tam. Jest mi ciężko, ale jakoś dam radę. Wszystkie damy.
Wszystkie tyle już przeszłyśmy ,że teraz musi być już tylko lepiej .Damy radę jak same w to uwierzymy.Czasami jest bardzo ciężko ,łzy same napływają do oczu,ale możemy być z siebie dumne ,że to przetrzymałyśmy.
Monia ,będzie dobrze,tylko w to uwierz .Tańcz i przez to poczuj jaki świat może być piękny,pomimo łez.
Kaja przed Tobą jeszcze dużo stresu ,ale dasz radę dla dziecka ,który będzie dla Ciebie nagrodą,a on jeszcze kiedyś zapłacze.
Pozdrawiam Was wszystkich i życzę dużo słońca ,sobie też bo jest mi ono teraz bardzo potrzebne.
Kobiety są silne, damy radę.
Lepiej zacisnąć zęby, a nie być nabijaną w butelkę, niż żyć w zakłamaniu i obłudzie.
464 2012-01-11 18:45:30 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2012-01-11 18:48:25)
Mój synek jest bardzo dzielny, mimo, że taki malutki. Jak widzi moje zaszklone oczy często mi mówi, mamusiu, a może nie wszystko stracone, może tata jeszcze zrozumie co zrobił. On pamięta, że tata wiele razy wyjeżdżał, a ja go tak bardzo prosiłam żeby został i pobawił się z dzieckiem, on to wie, że tata nie chciał. Teraz temat taty staramy się omijać, ale często mówi tak bardzo chciałbym pojechać z tobą i tatą nad morze, albo nawet mu się to czasem śni. Dzisiaj rano jak go wiozłam do przedszkola powiedział mi "mamusiu ja tak bardzo bym chciał żeby tata chociaż mnie odwiedził". Dreszcz przeszedł mi po plecach, bo jak widzieli się 23 grudnia to tatuś obiecał, że przed Sylwestrem po niego przyjedzie no i nie przyjechał widocznie ma inne obowiązki z panienką, a dziecko czeka, bo jak się żegnali powiedział "synku jesteśmy umówieni". Widzę jednak, że często reaguje płaczem z byle powodu i jak już zacznie płakać to płacze i płacze, wszystko wtedy jest źle. On bardzo tęskni za ojcem i widzi, że ja też. bardzo by chciał żebyśmy byli razem. Kiedyś mi powiedział, że jestem dla niego jak puchar i opłatek, bo go nie zostawiłam. W jego małej główce to widocznie coś co ma wielką wartość. Cały czas mu mówię, że nigdy go nie zostawię, że bardzo go kocham i zawsze będę, ale to co go spotkało to ogromny dramat, bo tata też mówił i mówi, że go kocha, a najbardziej to wmawia mu to tamta babcia, która dała przyzwolenie na to by tatuś spotykał się z panienką. Wiem, że to nie zostanie bez echa u dziecka i liczę się z tym, że te emocje, które ja potrafię wygadać, wypłakać u niego się kumulują i w końcu coś pęka. On mi robi czasami podwieczorki, chce żebym wiedziała, że ktoś o mnie dba, jak stawia talerzyki mówi tatusiowi nie stawiam, bo go nie ma, albo jak jedziemy samochodem to też mówi, jakby był tata to jechałby z nami. Ja to pisałam setki razy i napiszę jeszcze z tysiąc po co to się stało, dlaczegooooo!!!!! nam jest bez niego źle. Nie jestem osobą, która godzi się z przeciwnościami losu, ja dlatego skończyłam takie studia, bo nawet jak bardzo się bałam i wszyscy wychodzili z dwójami z egzaminu ja wiedziałam, że dam radę, a teraz nie daję rady, nie mogę zrobić już nic, ale ja się z tym nie godzę. On był mój i synka, a nie tej baby i ona nie miała prawa zabrać go, a on nie miał prawa pójść. Ja nigdy nikogo nie skrzywdziłam, bo nie mogłabym z tym żyć.
Moniu będzie dobrze, to jest taki przejściowy stan, jesteś bardzo wrażliwa, bo mąż już pokazał na co go stać, ale ja uważam, że On już wie gdzie Jego miejsce i taka historia się nie powtórzy. Trzeba będzie dużo czasu żeby wszystko było tak jak kiedyś, ale to jest możliwe. Pomyśl sobie tak, że mogłaś się o tym nie dowiedzieć i nawet nie miałabyś pojęcia co się dzieje. To widocznie była jakaś słabość, która minęła w obliczu utraty rodziny. Doceń Go, bo ja uważam, że jest tego wart. Niewykluczone, że panna tak łatwo nie da za wygraną i coś tam będzie próbowała, ale on już na to nie pójdzie. Myślę, że Ty wiesz jak zatrzeć to przykre wrażenie i cieszyć się tą nową miłością, która przeszła ciężką próbę, ale zwycięsko i tylko to się liczy. To, że z nią spał to już nie ma znaczenia, trudno, dużo gorzej by było jakby Was zostawił. Uwierz ja wiem co mówię, oddałabym wszystko co mam (poza synkiem oczywiście) by móc odbudowywać mój związek i być na Twoim miejscu, dlatego uważam, że nie ma czego się bać, bo to co złe już za Wami.
Kaju to przykre, że ojciec zapomniał o swoim dziecku! Nie mieści mi się to w głowie!
Nie wiem, czy jest sens w kółko pytać dlaczego to wszystko się stało. Z tego co rozumiem, to Twój mąż wyprowadził się już rok temu. Czyli wydaje mi się, że już ułożył sobie życie jednak z tamtą. Szkoda, że cierpi przy tym Twój synek. Musisz być dla niego silna, bo chłopaczek potrzebuje jednak odrobiny beztroski.
A Ty może skorzystałabyś z jakiejś fachowej pomocy np. psychoterapii. Może to jedyna metoda, żeby spróbować żyć dalej?
Jeżeli chodzi o mnie, to naprawdę chciałabym wierzyć, że najgorsze już za nami. Ale póki nie usłyszę od niego, że tamta już dla niego nic nie znaczy, nie będę spokojna.
Wiem, że powinnam docenić jego szczerość, że jednak sam mi powiedział o wszystkim. Ja tak jak Ty ciągle pytam dlaczego. Zastanawiam się jak mógł do tego dopuścić, dlaczego nie zapaliła mu się w głowie czerwona lampka.
Wiem, ze te pytania nie mają sensu, bo co się stało to już się nie odstanie. Wiem, że trzeba żyć dalej! Ale ciężko jest wybaczyć człowiekowi, który był zawsze w porządku. A tu nagle taki cios w plecy. W takich sytuacjach upada wiara w człowieka, skoro najbliższa osoba potrafi skrzywdzić....
Wiesz, mój mąż nie spał z tą panią, przynajmniej tak twierdzi. Spotykali się po pracy, na spacerkach, on jeździł do niej, ale sexu podobno nie było - przytulanki, pocałunki owszem! Ja zapytałam go dlaczego mam Ci wierzyć, skoro przez kilka miesięcy mnie okłamywałeś, spotykając się z nią za moimi plecami? Odpowiedział, że musiałby zakończyć jeden związek żeby wejść w następny. Tyle jego słów!
Tamta kobieta podobno nie wiedziała, że mój mąż jest żonaty. To znaczy myślała, że jest w separacji z żoną . Mój mąż jej taką wersję sprzedał. Podobno była w szoku, gdy powiedział jej prawdę.
Kazała mu wybierać, zresztą ja również postawiłam mu ultimatum ona albo ja. To były ciężkie chwile, długie tygodnie niepewności.
Gdy zdecydował, że jednak rodzina jest najważniejsza, powiedziała mu, że rozumie, że słusznie postąpił. Nie naprzykrza mu się! Ale to wszystko wiem też tylko z jego relacji. Dziewczyna nie miała odwagi ze mną porozmawiać, spotkać się.
Piszesz, że byłoby dużo gorzej gdyby nas zostawił! Pewnie przez jakiś czas byłabym załamana. Ale teraz jednak biorę pod uwagę, że jego może nie być w moim życiu. Bo cały czas miotam się czy słusznie postąpiłam przyjmując go z powrotem. Tak właściwie nie musiał o mnie walczyć bo była, czekałam na jego decyzję, choć nie błagałam, nie skomlałam o jego litość.
Wiesz! Bo nigdy już nie będzie tak jak kiedyś. I dlatego ciągle mam wątpliwości czy to wszystko się szczęśliwie potoczy.
Chociaż przede wszystkim ze względu na córkę mam nadzieję, że tak!
466 2012-01-11 21:31:58 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2012-01-11 21:46:46)
Mój mąż z tamtą zamieszkał od tego Sylwestra u niej w mieszkanku, bo przez ten okrągły rok tylko dojeżdżał do niej zostając na nockę czasami no i oczywiście weekendy. Pewnie można nazwać to w ten sposób, że ułożył sobie życie, tylko czy to jest ułożenie. Właśnie to mnie zastanawia ile on dla niej znaczy skoro zdecydowała się na związek z nim jak jej mąż zdecydował, że nie chce już z nią być jak po raz kolejny wdała się w romans i go zdradziła. Myślę, że to najwyższy czas niech mieszkają razem, może szkoda, że dopiero teraz. Pan, który mi powiedział o tym związku mówił, że ta pani nie sprząta i nie gotuje, ona ma inne walory, które działają na panów. Tylko podobno tym razem podobno się zakochała w moim mężu, szkoda, że dopiero jak mąż się wyprowadził, bo dokąd o niczym nie wiedział to udawała zakochaną w nim. O mojej przygodzie z psychologiem już Ci chyba pisałam, więc teraz to już muszę niestety sama sobie pomóc. Mąż wmawia cały czas, że to moja wina bo coś tam robiłam nie tak. I to mnie najbardziej zastanawia czy to jest próba uciszenia wyrzutów sumienia, czy chce mnie jeszcze bardziej pogrążyć. Jak widzę te historie zdarzają się udanych związkach takich jak Wasz, bo twój mąż niczego Ci nie zarzuca, więc ja już nic nie rozumiem. Jeśli Twój mąż fizycznie Cię nie zdradził to bardzo przepraszam wydawało mi się, że coś takiego przeczytałam w Twoim wątku, ale być może coś źle zrozumiałam. To chyba tym łatwiej będzie to przełknąć skoro nie doszło do faktycznej zdrady. Może uznasz, że ja się pocieszam, ja wiem,że już nigdy nie będziemy razem, ale uważam, że związek mojego męża z tą panią nie wyjdzie mu na dobre i to nie dlatego, że mnie byłoby lżej tylko tak mi się po prostu wydaje. Tak samo jak wtedy gdy mówiłam do Niego "Koteczku co się dzieje, powiedz mi, bo potem może być za późno jak już stanie się coś złego" i co może miałam rację, może trzeba mi było wtedy powiedzieć o co chodzi i dzisiaj bylibyśmy razem. Zdaję sobie sprawę, że od jakiegoś czasu mnie nie kochał tylko była wspaniała okazja dwa miesiące przed naszym rozstaniem kiedy mógł mi to powiedzieć, nie zrobił tego, stawał na głowie by wszystko było po staremu i żebyśmy jeszcze jakiś czas mieszkali z moimi rodzicami. Po co ???? Pierwsze jego słowa po odkryciu zdrady " ty sobie niczego nie zarzucaj, a tak w ogóle ona dla mnie nic nie znaczy". Więc jak w końcu z nami było dobrze, czy bardzo źle tak jak on to widzi w tej chwili? Mój mąż powiedział, że tamta nic nie znaczy dla niego i z nią jest, myślę, że Twój mąż tego nie mówi jeśli miałby kłamać. Ale wydaje mi się, że On Cię naprawdę kocha i tego nie da porównać z tym co miał z nią. U mnie wszystko się rozsypało i dlatego ze mną jest tak, a nie inaczej, ale ty podnieś głowę do góry i ciesz się każdym dniem, który los Wam podarował, nie tobie i dziecku tylko Wam i tylko to się liczy. Nigdy nie wiadomo co będzie, ale teraz jest u Was tak jak ma być, a reszta jakoś się uleży, a przyjdzie czas kiedy usłyszysz od męża to na co od dawna czekasz, zobaczysz!
Dziki za słowa otuchy!
Może masz rację, że wszystko się jakoś ułoży. Chciałabym, bo szkoda przekreślać tyle wspólnie, szczęśliwie spędzonych lat.
Z tym psychologiem to mi umknęło. Faktycznie, złe doświadczenia zniechęcają, żeby próbować ponownie. My byliśmy raz na takim spotkaniu z parą terapeutów. Wydali nam się tacy jacyś dziecinni, mało poważnie podchodzący do tematu. I na tym jednym razie się skończyło. Może mimo wszystko warto poszukać kogoś innego, kto faktycznie pomoże uporać się z poważnym problemem.
Wiesz, ja czuję się zdradzona, mimo, że mąż się z nią nie przespał. Sam fakt, że do niej czuje coś ponad zwykłą sympatię jest już dla mnie zdradą, taką emocjonalną, która potrafi boleć równie mocno.
Ale cały czas nie przestał mnie kochać, tak twierdzi. Tez doszukiwałam się winy w sobie. Mąż zawsze mówił, że jestem najlepszą żoną, że lepszej nigdy mieć nie będzie. I dlatego to było dla niego tak trudne. Tu miłość do żony a tam jakieś uczucie do tej innej.
Facet naprawdę się stara wszystko mi zrekompensować, naprawić. Mam nadzieję, że usłyszę od niego to czego tak pragnę.
A Ty proszę nie daj sobie wmówić, że to Twoja wina! Pamiętaj to wyłącznie ON tu zawinił a teraz kombinuje jak wine zwalić na Ciebie!
Nie daj się!
Pozdrawiam!
468 2012-01-11 22:25:03 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2012-01-11 22:56:48)
Zdaję sobie sprawę jak boli tego typu zdrada, bo jakby mi ktoś dwa lata temu powiedział, że np. mnie to miałoby spotkać wtedy na pewno powiedziałabym walizeczki za drzwi i koniec, jak chce myśleć o kimś innym to droga wolna. Ale niestety przeżyłam emocjonalną kiedy to wszystko nabierało rumieńców, rosły kosmicznie rachunki telefoniczne itd., potem fizyczną i w końcu długo ukrywany romansik i mimo wszystko powiedziałam "wracaj" i okazało się, że on już mnie nie chce, on już nas nie chce. Czuję się jak nikt. Nie wiem czy mnie się tylko wydaje, że my byliśmy normalną, kochającą się rodziną, a tak naprawdę tego w ogóle nie było. Prawda jest taka, że tam gdzie w małżeństwie zamiast ona i on jest jeszcze jedna ona to on przestaje już patrzeć żonie w oczy i starać się dla niej, a zaczyna kombinować jak tu nakłamać żeby z domu się wyrwać i żonę co do kasy oszukać jakby coś się zaczęła orientować. No trudno, tylko po co. Jej miłość jest tak wielka, że wychodził po alkoholu od niej z łóżka, wsiadał do samochodu i jechał do domu, a że zawsze dojechał szczęśliwie to już inna rzecz. Myślę, że to namiętne, gorące uczucie troszkę osłabnie jak się okaże, że ten piękny nasz domek trzeba będzie jednak sprzedać i panienka się tam nie wprowadzi, bo póki co podobno planuje gdzie sobie wstawi kanapę i ile pieniążków jeszcze potrzebują żeby było tak jak ona chce.
Moniu mąż Cię zdradził jakby na to nie spojrzeć, cokolwiek tam się działo, ale refleksja przyszła na czas. A przed Wami jeszcze wiele wspaniałych lat, tak będzie, bo nic dwa razy się nie zdarza, ja nie jestem tego zdania, że facet jak raz tak zrobił to będą następne. Jak się wie ile można stracić to się już więcej losu nie kusi. Jestem na etapie kiedy przypominam sobie zdanie mojego męża "kotuś ty sobie musisz pogadać, pogadać a jak przyjdzie co do czego to jesteś złoty człowiek". Tylko to było dawno i chyba nieprawda, bo teraz okazuje się, że byłam babą spod ciemnej gwiazdy, jedyne czego mi nie zarzuca to to, że byłam złą matką, bo jakby jeszcze to powiedział to chyba by go piorun z jasnego nieba trafił. Ja to dziecko wychowałam sama i taka jest prawda, bo mój mąż zarabiał kasę i budował dla nas dom.
Moniu będzie dobrze i chyba nie ma co doszukiwać się czego czego nie ma (już na szczęście nie ma). Pa
Monia co u Ciebie słychać?Chodzisz dalej na tańce?Ja w sobotę byłam z mężem na balu.Wytańczyłam się ,oczywiście w miarę swoich możliwości.Właśnie w takich momentach zapominam o chorobie.Wzięłam tabletkę przeciw bólową ,przed balem i po i nawet nie miałam zakwasów.Chwilami wydaje mi się ,że będzie dobrze ,szczególnie gdy jestem w ramionach męża.Przychodzą jednak momenty gdy wszystko wraca ,ten ból i żal ,choć tego po sobie nie pokazuję .Zaprzyjaźniłam się z tą maską ,którą czasami noszę .Już coraz bliżej do wiosny ,może będzie jeszcze lepiej ,bo teraz leżę przeziębiona i pociągam nosem.Mam nadzieję ,że jesteś silna i dajesz sobie ze wszystkim radę.Pozdrawiam.
Cieszę się, że udało Ci się potańczyć na balu. To znaczy, że już trochę lepiej się czujesz!
A co u mnie?
Możesz zobaczyć moje huśtawki emocjonalne w wątku Dorosłe Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych ? Grupa Wsparcia.
Jak mnie dopada dół, to mnie dziewczyny prostują i przywołują do porządku.
Ciężko mi z tym wszystkim, bo też próbuję żyć normalnie, cieszyć się małymi przyjemnościami, a są sytuacje, że wszystkiego mi się odechciewa!
Ale obiecałam sobie, że przestanę ciągle roztrząsać, myśleć o tych złych momentach i zacznę myśleć o sobie - przede wszystkim, a cała reszta jest drugorzędna.
Na tańce oczywiście chodzę nadal - super mnie relaksują! Polecam, jak tylko będziesz lepiej się czuła!
Trzymaj się i nie poddawaj się złym myślom!
Hej
Przebrnalem przez cały wątek prawie i muszę przyznać ze bardzo dużo przykrych rzeczy dotknęło osoby wypowiadajace sie tu .
Nie wiem Smutnamonia jak obecnie wyglądają Twoje kontakty z mężem mam nadzieję ze juz jest lepiej .
Jak byś chciała znać kolejna bezstronny opinię to chętnie napisze mój punkt widzenia.Tylko jak jest lepiej to moze nie rozdrapywac świeżych ran .
Pozdrawiam
Hej
Przebrnalem przez cały wątek prawie i muszę przyznać ze bardzo dużo przykrych rzeczy dotknęło osoby wypowiadajace sie tu .
Nie wiem Smutnamonia jak obecnie wyglądają Twoje kontakty z mężem mam nadzieję ze juz jest lepiej .
Jak byś chciała znać kolejna bezstronny opinię to chętnie napisze mój punkt widzenia.Tylko jak jest lepiej to moze nie rozdrapywac świeżych ran .Pozdrawiam
Witaj!
Bardzo chętnie poznam męski punkt widzenia!
Pozdrawiam!
Czesc
Zastanawia mnie dlaczego mimo tego ze rozmawialiscie z mezem i on wybral rodzine i Ciebie , dlaczego ciagle czujesz sie nie najlepiej.
Nie wydaje mi sie ze Twoj maz jest taki uczciwy,odwazny ani niewinny .
On ewidentnie zawinil ale praktycznie nie spotkala go zadna kara,nie poniosl zadnych konsekwecji swoich czynow.
Nie mozna zakochac sie w kobiecie tak mimochodem,zblizyli sie do siebie i on nawet jezeli nie zabiegal o to ,to pozwolil na to.
Kiedy prosil Cie o czas do namyslu powinnas go "wykopac" z domu zeby poczul jakiej wagi to jest decyzja.Mial i ciagle ma komfortowa sytuacje wiec moze pozwolic sobie na rozwazania ,rozmyslania,rozterki itd.
Zeby cos posklejac to musi sie najpierw cos polamac.U was to troche tak wyglada ze ani nie jest polamane ani posklejane.
Zdziwilo mnie tez to ze nie masz klopotu kochac sie z nim po tym wszystkim , to tez jest taki sygnal ze moze robic wszystko a Ty i tak bedziesz z nim i bedzie Cie mial.
Tak ja to widze z boku , mam nadzieje ze troche Tobie i Twojemu mezowi to pomoze czego wam zycze.
Pozdrawiam
PS
Pamietaj nie boj sie , bo strach to zly sojusznik .Przeszlas trudne chwile ale dalas sobie rade i dalej dasz .
Nie upijaj sie tez bo to nie pomaga.
Witaj!
Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na Twoje pytania.
Dlaczego nadal czuje sie źle, mimo, ze on jest ze mną? Dlatego, ze cały czas czuje żal, ból w sercu. Nie moge uwierzyć, że najbliższa mi osoba mogła mnie tak skrzywdzić.
Wiem, że zawinił, że mnie oszukiwał - to boli.
Może jak minie więcej czasu, moje rany się zabliźnią wtedy bedzie lepiej.
Dobrym sposobem jest zajęcie się po prostu sobą - w każdym znaczeniu tego słowa.
Czy nie spotkała go kara? Myślę, ze jednak tak. Wiem, że nie może spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Wiem, że uważa się za skończonego drania. Był moment, że chwytałam już za walizkę, żeby go wyrzucić. Siłą dosłownie mnie powstrzymywał. Płakał razem ze mną! Na jego głowie przybyło sporo siwych włosów.
Kiedyś też uważałam, że w takiej sytuacji bez ociągania wywaliłabym faceta, ale życie jednak pisze inne scenariusze. Może zbyt mocno bałam się życia bez niego? Szkoda mi było tych wspólnych lat? Widziałam, że to strasznie przeżywa.
Wiesz! Na dobrą sprawę mógł latami zyć na dwa fronty i trzymać to w tajemnicy. A jednak od niego dowiedziałam się co się dzieje.
Nic go nie usprawiedliwia! Wierz mi, że ciągle zadaje sobie i jemu pytanie jak mógł dopuścić do tego? Dlaczego nie zapaliła mu się w głowie czerwona lampka?
Na razie pytania pozostają bez odpowiedzi? Od męża słyszę: nie wiem! Byłaś i jesteś najlepszą żoną, jaką mógłby sobie wymarzyć. Że jeśli by mnie zostawił nie mógłby być szczęśliwy. A jednocześnie tamta nie jest mu obojętna.
Tak mówił - na dzień dzisiejszy nie pytam go już czy mu przeszło, czy nie! Bo to upokarzające.
A dlaczego kocham się z nim? Trudne pytanie. Może dlatego, że go po prostu kocham i słysze te same słowa od niego.
Wiadomo - na początku czułam do niego wstręt. Ale emocje, które nami targają czasem powodują paradoksalnie większą namiętność.
Oczywiście - usłyszał ode mnie słowa typu: jestem dla Ciebie materacem, lalką do wyżycia, że kochasz się ze mną a pewnie myślisz o tamtej.
Ech! Trudne to wszystko, nie jest łatwo to opisać, ująć w słowa.
Nic nie jest białe lub czarne - zaczynam to rozumieć.
Wcale nie myślę, że może robić sobie co chce a i tak będę z nim. Mój próg wytrzymałości jest dotąd a nie dalej.
Jeśłi go przekroczy - nie ma przebacz!
Uwiez mi, że już się nie boję! Przestałam myśleć, że bez niego sobie nie poradzę. Jeśli z czasem okaże się, że nie był wart drugiej szansy, mogę sobie wyobrazić życie w pojedynkę. No nie sama - z córką!
I przestałam topić smutki w alkoholu, na szczęście!
Mam nadzieję, że nie napisałam chaotycznie. Ciężko jest ubrać w słowa swoje emocję!
Pozdrawiam!
Odbijasz się od dna. ![]()
Odbijasz się od dna.
Jestem tego samego zdania:) tak trzymaj Monia:) Co nas nie zabije...
Ciesze sie ze juz nie nadużywasz alkoholu.Jeszcze bardziej sie ciesze ze przestałas sie bać .Lęk jest zawsze złym doradcą.
Trzymam kciuki i życzę wszystkiego najlepszego .
Pozdrawiam
cześć to co budowaliście tyle lat nagle wali się;niepojęte -prawda .Ale żyie trwa dalej niewolno go przegrać ;musisz uzbroić się w cierpliwość.Musisz zaczekać,zobaczysz co będzie dalej,może naprawdę mąż mówi prawdę.Przeczekaj ten okres czasami głupstwo może zniszczyć to co kochamy .POWODZENIA
Monia co tam u Ciebie ?
podbijam pytanie. Wczoraj pisałam winnym wątku. Wklejam dla przypomnienia moją wypowiedź tam.
"O nie nie, Ty masz córkę. Nie dobijaj jej tym. Przykro mi , ze tata już po tamtej tronie. Mój niestety też ( straciłam mając niepełnienia 28 lat.).
Skąd wiesz, że kwestia paru dni? Konkrety jakieś są?
Czy dalej rżnie głupa i nie wie co zrobić. Wiesz, ja też byłam za tym by to ratować, bo wierzę, że to potwornie trudne przeorganizować życie po tyle wspólnych latach. Ale do ciężkiej cholery , czy on nie może po roku od zajścia się zebrać w garść i pójść w jedną stronę, a nie zastanawiać się. Zastanawiać się to można nad wyborem koloru ścian w domu.".
Odezwij się. Nie daj się wciągnąć tej machinie.
No wywołałyście mnie do odpowiedzi!
Ja generalnie jestem wypalona, nie mam nadziei, raczej czekam na rozwój wydarzeń.
Mój mąz jest w kiepskiej kondycji psychicznej. Ostatnio miewa napady lękowe. Terapeutka do której chodzimy zasugerowała mu wizyte u psychiatry, bo widzi u niego poważną depresję czy załamanie nerwowe i powinien wspomóc się farmakologicznie.
Życiowe decyzje powinien podjąc w spokoju na chłodno, bo zbyt wiele osób cierpi z powodu tego niezdecydowania.
Raz jest, potem go nie ma!
Jeśłi zdecyduje się odejść to musi być na 100% przekonany o słuszności swojej decyzji.
Powiedziałam mu, że nie może krzywdzić nas, dawać nadzieje jeśli nie ma na to szans..ale dziecko dowie się o ewentualnym odejściu dopiero wtedy gdy to będzie nieodwołalna decyzja.
Wizytę u psychiatry ma jutro....
A Ty, Monika? Czego chcesz Ty?
Chcesz z nim zyc ?
483 2012-05-29 14:17:26 Ostatnio edytowany przez graka (2012-05-29 14:20:53)
Trwa to zbyt długo. Jeżeli po ponad roku, on jest w takim stanie, to tu pomoc profesjonalisty jest niezbędna.
A co do córki, to wiadomo, że ona musi dowiedzieć się jak najpóźniej, ja tez jestem tego zdania. Szkoda jej dzieciństwa. Pewne rzeczy zostają na stałe.
Jedyny plus to to, że już długo jesteś w tym. Uwierz , że będzie Ci już tylko łatwiej.
Pomyśl , gdyby on wtedy mówiąc Tobie co się stało, odszedł od razu. Szok byłby dużo większy.
A tak żyjesz sobie z pewną świadomością ( zmąconego życia, pewnej nieodwracalności) od takiego czasu.
Po tym jesteś silniejsza. na 100%!
Mieszka z Tobą? Rozmawiacie ze sobą?
Córka coś wyczuwa?
podbijam także pytanie pomarańczowej1. A czego Ty chcesz? Gdzie w tym wszystkim jesteś TY?
484 2012-05-29 14:41:13 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2012-05-29 15:06:18)
Rozmawiamy bardzo dużo...mieszka nadal, choć była akcja, że go wyrzuciłam, ale po dwóch dniach był z powrotem....
Jesteśmy dla siebie przede wszystkim przyjaciółmi, był przy mnie, gdy trzy tygodnie temu nagle odszedł mój tata.....pomagał w tym trudnym czasie, mojej mamie, całej rodzinie.....
Nasza córka ostatnio tylko pyta, dlaczego chodzę taka samutna, ciągle zamyślona. To mówię jej, że mamy z tatą pewne problemy, ale kochamy ją całym sercem i jest naszym największym skarbem....
Ona jest niesamowita, przytula się, szczebiocze wesoło, jakby próbowała nas rozweselać....
Córka czuje sie szczęśliwa w naszej rodzinie i chcę żeby to dzieciństwo miała jak najdłużej beztroskie... Wiem, że dla dobra dziecka nie powinno się ratować małżeństwa, ale to wszystko zalezy od sytuacji. Nigdy nie było krzyków, przemocy, wyzwisk, kłótni.....
Dla mnie rodzina jest najważniejsza, w tym się spełniam, to daje mi szczęście.....i dlatego chcę robić wszystko co można, żeby mieć tę pewność, że niczego nie przeoczyłam...
Wiem, napiszecie, że to tylko ja działam, walczę....
Ale czy ktos opuszcza drugiego dlatego, że nagle ma słabszy okres w życiu, że upadł.....
Nie błagam, nie jęczę, żeby był....po prostu jestem przy nim i chcę mu pomóc, nawet jeśli w perspektywie zostanę sama....Bo moje dziecko musi mieć wesołego, zdrowego ojca a nie wrak człowieka.....
A ja go kocham po prostu.....mimo wszystko wierzę w niego, w nas....
Wczoraj miałam gorszy dzień, dziś minimalnie poczułam wiatr w żagle....
Gdy mam doła, słucham pewnej piosenki
Mezzo & Kasia Wilk
Sacrum
".....Panie pobłogosław chwile,
gdy każdy problem to błahostka,
uciekam w moje świętości,
w objęcia tych którzy akceptują moje słabości,
rodzina, o której zawsze marzyłem,
dom, który był zawsze azylem,
miłość, to najpiękniejsze sacrum,
więc nie traktuj jej jak kontraktu,
który zrywasz, gdy dzień masz gorszy,
kiedy zyski chwilowo są mniejsze niż koszty,
sacrum nie zmieni lekki podmuch wiatru,
to źródło, którego nikt nie może zatruć...
Być może jestem naiwną idealistką....
Monika, piszesz, ze chcesz mu pomoc.
O.K.
W czym ?
486 2012-05-29 15:14:24 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2012-05-29 15:16:27)
Pomóc ruszyć do przodu a nie tkwieniu ciągle w jednym punkcie...którym jest ciągłe rozpamiętywanie: dlaczego to się stało, co ja mam biedny zrobić, czego ja naprawdę chcę, gdzie powinienem być....
Mam dosyć słuchania jak to mnie skrzywdził, jaki to z niego sk....yn.
Nie usłyszałam ani razu od niego słów: to koniec, chcę odejść, nas już nie ma....tylko ciągłe pogrązanie się w depresji, która zapędziła go w stronę załamania psychicznego...
czasem mam dosyć i mówię; jeśłi chcesz to odejdź, rozwód i koniec nie ma nas...to robi przerażone oczy.....
Pomóc ruszyć do przodu a nie tkwieniu ciągle w jednym punkcie...którym jest ciągłe rozpamiętywanie: dlaczego to się stało, co ja mam biedy zrobić, czego ja naprawdę chcę, gdzie powinienem być....
rozumiem.
jak chcesz to zrobic ?
Nie usłyszałam ani razu od niego słów: to koniec, chcę odejść, nas już nie ma....tylko ciągłe pogrązanie się w depresji, która zapędziła go w stronę załamania psychicznego...
ale nie uslyszalas tez takich slow:"MY JESTESMY!" "TAMTA SIE NIE LICZY!"
PODJALEM DECYZJE!-JESTEM MEZCZYZNA"!
.
czasem mam dosyć i mówię; jeśłi chcesz to odejdź, rozwód i koniec nie ma nas...to robi przerażone oczy.....
Monika, szczerze, to ja mysle, ze Ty postanowilas, ze bez niego nie istniejesz.Nie wiem dlaczego tak postanowilas, ale postanowilas.
A to powyzsze zdanie o tym rozwodzie, to tak jak z ta kawalerka kiedys (?)
Znowu go "straszysz" (?)
489 2012-05-29 15:27:46 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2012-05-29 15:33:54)
smutnamonia napisał/a:.
czasem mam dosyć i mówię; jeśłi chcesz to odejdź, rozwód i koniec nie ma nas...to robi przerażone oczy.....
Monika, szczerze, to ja mysle, ze Ty postanowilas, ze bez niego nie istniejesz.Nie wiem dlaczego tak postanowilas, ale postanowilas.
A to powyzsze zdanie o tym rozwodzie, to tak jak z ta kawalerka kiedys (?)
Znowu go "straszysz" (?)
Nie straszę!
Mam dość tej huśtawki! próbuje róznymi sposobami do niego dotrzeć.
Ale wiem z autopsji, że osoby pogrążone w depresji mają problemy z podejmowaniem decyzji wszelkich...
Całe życie borykałam się z depresją mamy, wiem co piszę...
Nie o to chodzi, ze bez niego nie istnieję, ale wciąż w nas wierzę i tyle....
I jeszcze jedna sprawa!
To nie ja musze tu podjąć decyzję tylko on.
ja swoją podjęłam, czekam na jego ruch!
Monia, wysłałam Ci maila.
pomaranczowa 1 napisał/a:smutnamonia napisał/a:.
czasem mam dosyć i mówię; jeśłi chcesz to odejdź, rozwód i koniec nie ma nas...to robi przerażone oczy.....
Monika, szczerze, to ja mysle, ze Ty postanowilas, ze bez niego nie istniejesz.Nie wiem dlaczego tak postanowilas, ale postanowilas.
A to powyzsze zdanie o tym rozwodzie, to tak jak z ta kawalerka kiedys (?)
Znowu go "straszysz" (?)Nie straszę!
Mam dość tej huśtawki! próbuje róznymi sposobami do niego dotrzeć.
Ale wiem z autopsji, że osoby pogrążone w depresji mają problemy z podejmowaniem decyzji wszelkich...Nie o to chodzi, ze bez niego nie istnieję, ale wciąż w nas wierzę i tyle....
Monika, jezeli to rzeczywiscie jego choroba teraz przez niego "przemawia" , to zwracam Mu honor.(Nikomu nie zycze przechodzic przez ciezka depresje, wiem, ze to ciezka choroba).
Tylko Ty go znasz
Nie mam pojęcia, dlatego wszędzie szukam pomocy, nawet u psychiatry, bo z dnia na dzień jest coraz gorzej.....
Teo!
Odpisałam!
493 2012-05-29 15:47:57 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-05-29 16:31:08)
co mi do glowy przyszlo,
moze pojdz tez do tego psychiatry i spytaj jak TY powinnas sie w tej sytuacji zachowac wzgledem niego. Bo wiesz jak to jest, czasami chcemy dobrze, a mozemy tylko pogorszyc czyis stan, z niewiedzy po prostu. Mam na mysli, ze moze odpowie, ze nie nalezy naciskac teraz przez jakis czas, nie nagabywac nie stawiac pod sciana i nie poruszac tematu...
nie wiem...to tylko moja taka mysl
Monika,
Co powiedzial lekarz?
jak sobie radzisz?
Podbijam.
Jak po wizycie u psychiatry?
czekamy
No cóż, to bardzo smutna historia. Trudno sobie wyobrazić coś takiego..
Ja nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu, pojęcia nie mam.
Klasyczny kryzys wieku średniego.
Do tego od wielu lat problemy z sercem na tle nerwicowym.
Wszystko powoli wychodzi w rozmowach odpowiednio kierowanych przez psychologa. Niezrealizowane marzenia a jednocześnie brak działania, aby je realizować. Poczucie, że już nic go nowego w życiu nie spotka, czekanie na coś co ma się wydarzyć....
Kłopoty ze zdrowiem spowodowały obniżenie jakości życia, wegetację, a jednocześnie chęć na jakieś wielkie zmiany...
Później rozpoczęcie odchudzania (ja go do tego zmotywowałam) i duży sukces!
Przypływ sił witalnych, komplementy z każdej strony.
Ta nieodparta chęć odmiany w życiu skierowana w złym kierunku....
Nie potrafił zatrzymać tej lawiny.....
Konflikt wewnętrzny powoduje depresję i napady lękowe.....
Na dzień dzisiejszy jesteśmy razem (chcemy tego oboje).
Walczymy aby było lepiej...
498 2012-06-06 18:42:04 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-06-06 20:09:20)
Monika,
coz madrego, albo niemadrego moge Ci na to odpisac?
Ale jedno mi sie od razu narzuca: jak to sie stalo, ze TY niczego nie zauwazylas? gdzie on byl przez ten caly czas? czyzbyscie sie tak bardzo od siebie oddalili, ze nic , ale to nic nie bylo widoczne? Nic nie czulas ?
Nie moge sobie tego wyobrazic...
Ja wiem przeciez, ze cos nie tak z moim partnerem...ze cos niedobrego sie dzieje. O.K. nie wiem jeszcze CO , ale wyczuwam, pytam, dociekam , delikatnie "wyjmuje" z niego co go boli, rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy.
°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°
i jak sobie teraz radzisz? To duzo , sprostac temu wszystkiemu...
P.S.Monia, zeby cos zmienic, trzeba COS ZMIENIC.
499 2012-07-05 23:04:37 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2012-07-05 23:09:54)
Kochani!
Minął rok odkąd pojawiłam się na tym forum z moim problemem.
Rok wylanych wielu łez, nieprzespanych nocy, zawiedzionych nadziei.
Straciłam swoją wielką miłość, która jak mi się wydawało jest trwała, której żadne wstrząsy nie są w stanie zburzyć!
On był miłością mojego życia! Właściwie tą pierwszą, największą, jedyną!
Niestety był....
Dziś usłyszałam przez telefon (nie miał odwagi w cztery oczy), że już mnie nie kocha, że kocha tamtą!
Od niedzieli nie ma go już z nami. Zamieszkał u swojej kochanki. Właśnie wyjeżdża z nią na weekend.
Nie miał odwagi powiedzieć dziecku prawdy. Córka wie, że tata wyjechał w delegację! Prosił mnie, żebym do poniedziałku poczekała z rozmową aż on wróci.
Nie mam ochoty ułatwiać mu czegokolwiek. Sama powiem dziecku o wszystkim. Pytam go, czy bierze pod uwagę powrót? On na to, że wszystko się może zdarzyć.....te słowa przechyliły czarę goryczy....Powiedziałam, że nie ma powrotu.....rozwód to jedyne wyjście......
Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia, krytyki, za kopniaki, które jednak nie nauczyły mnie niczego.
Łudziłam się, dawałam szansę, walczyłam (sama niestety), organizowałam terapię, szukałam odpowiednich książek....
Wszystko na próżno...
On jest rozbity, leczy się psychiatrycznie, praktycznie uzależnił się od prochów uspokajających....
Straciłam wiarę w uczciwość, w miłość..we wszystko....
Najgorsze przede mną!
Samotne życie, walka o przetrwanie...a przede wszystkim brak tego człowieka, który jest blisko, wspiera, przytula, kocha.....
O Boże....tyle mi się zwaliło na głowę...chora matka, śmierć taty, za chwilę rozpacz dziecka...
Nie daję rady.....
Jeszcze raz dzięki za wszystko!
Koniec smutnejmoni na tym forum......
Pozdrawiam i zamykam wątek!!
500 2012-07-05 23:20:13 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-07-05 23:28:03)
Przytulam bardzo mocno. Wiem, że poradzisz sobie ze wszystkimi problemami.
Nie zamykaj wątku. Pisz. Nie zamykaj się w czterech ścianach.
501 2012-07-06 07:51:13 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-07-06 08:30:30)
Moniu, przetrwasz to.
Monika, nie odchodz stad, przemysl to.
Zawsze mozesz porozmawiac. Czekamy tu na Ciebie.
P.S.
wiedzialas, ze mozna sie wirtualnie z kims ...zzyc ?
Nie patrz na to, że najgorsze przed Tobą. Najgorszy to był ten rok, pełen niepewności i zawieszenia. Teraz wiesz na czym stoisz, masz fundament. Teraz może być już tylko lepiej. Nie możesz zostawić wątku, kto Ci będzie dawał kopniaki jak padniesz w beznadziei? Kto Cię będzie wspierał i pocieszał? To właśnie teraz jest Ci ten wontek najbardziej potrzebny!
Szkoda tylko, że nie skrócił Ci cierpienia. Mnie się wydaje, że on nie do końca był z Tobą szczery.
Pierwsza, jedyna. Nie wart jest Twoich łez. Dasz radę. Nie ma sensu znikać.
Monika, opowiem ci cos. (gdybys jednak zdecydowala sie tu zajrzec )
jedna z moich pracownic przechodzila niedawno cos takiego , jak Ty teraz.
Odejscie.Rozwod. Corka jedensacie lat.
Pomagalam jej jak moglam. I jednego sie nauczylam: trzeba DAC sobie pomoc.
Wiesz dlaczego?
Bo nikt nas tego nie uczyl. Nikt nie uczy nas jak sobie radzic z rozstaniem.I w takiej sytuacji wszystko spada na nas i przytlacza.
Szukaj pomocy Monia.
Monia...aż poczułam Twój ból. Myślę, że nie tylko ja. Nie odchodź, nie bój się rozmów z nami. Nie będzie żadnego "a nie mówiłam". Teraz to nie jest ważne. Robiłaś to, co według Ciebie było słuszne. Może i chciałyśmy otworzyć Ci oczy na wiele spraw, ale widocznie musiałaś to przejść po swojemu.
Wcale nie najgorsze teraz przed Tobą. Najgorsze już minęło - życie pod dyktando zdrajcy. I, moim zdaniem, oszusta. Teraz możesz wziąć życie wreszcie w swoje ręce Monia. Ono będzie takie, jak zechcesz, naprawdę! Najwięcej zależy od Ciebie.
I nie pytaj go o powrót, to on ewentualnie powinien przyjść do Ciebie od niej na gołych kolanach. I pewnie to kiedyś zrobi jak mu przejdą motyle i okaże się, że kochanka też jest człowiekiem, a nie jakąś pier...nimfą. Tylko od Ciebie będzie wtedy zależało, czy taki zużyty "towar", skrajnie egoistyczny zechcesz jeszcze oglądać obok siebie.
Moniu, umarł król, niech żyje Królowa!!!
Jeśli nawet nie zechcesz tu z nami zostać, zajrzyj na bloga dziewczyn, do Tarantelli, Niekochanej, Kriss...jest ich dużo więcej. One wszystkie przez to przeszły i są najlepszym dowodem na życie po życiu ze zdrajcą. Mało tego, są szczęśliwe. Nie skazuj się na samotność.
Przytulam.
Monika...
popłakałam się rzewnymi łzami..
Musze Ci to powiedzieć.. musisz to wiedzieć; to nie jest koniec świata!! to nie jest koniec Moni!!! Przejdziesz to, staniesz na nogi, jak miliony kobiet! Jesteś wspaniała, mądra i silna!! To,że Cie to spotkało oznacza TYLKo to,że ludzie bywają podli i słabi ( Ona i On)...
Ale tu MY będziemy zawsze dla Ciebie... i błagam Cię nie znikaj stąd...Pomożemy, wesprzemy ile tylko sił....
.;-((((((
Monika...
popłakałam się rzewnymi łzami..
Musze Ci to powiedzieć.. musisz to wiedzieć; to nie jest koniec świata!! to nie jest koniec Moni!!! Przejdziesz to, staniesz na nogi, jak miliony kobiet! Jesteś wspaniała, mądra i silna!! To,że Cie to spotkało oznacza TYLKo to,że ludzie bywają podli i słabi ( Ona i On)...
Ale tu MY będziemy zawsze dla Ciebie... i błagam Cię nie znikaj stąd...Pomożemy, wesprzemy ile tylko sił.....;-((((((
Nic dodać ,nic ująć .Monia może jednak tu zajrzysz ,jak nie teraz to trochę później .Przykro mi że cierpisz ale teraz w końcu nie jesteś okłamywana .Wiesz na czym stoisz ,nie będzie łatwo ale dasz radę dla córki ,ona teraz bardzo ciebie potrzebuje.
Witam!
A kto powiedział, że ja się nie pojawię???
Napisałam tylko, że nie ma już smutnejmoni...
Pojawiła się nowa monia&Co
Monika i spółka ze swoją córką!
509 2012-07-06 12:47:13 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-07-06 12:49:13)
Witam!
A kto powiedział, że ja się nie pojawię???
Napisałam tylko, że nie ma już smutnejmoni...Pojawiła się nowa monia&Co
Monika i spółka ze swoją córką!
I O TO CHODZILO Wynalazcy !
MONIKA!
Pisz co Ci slina na jezyk przyniesie.zawsze cos poradzimy , Co...ehm ...trzy glowy to nie jedna
Uff...Monia, super
Świetny początek
Myślę, że nie uciekniesz tu przed kopem...na rozpęd
W nowe, lepsze życie.
Dziewczyny jesteście wielkie!
Jest mi źle, ciężko i w ogóle brak we mnie siły, wiary... do bani....
Wasze kopniaki pożądane!
Czeka mnie trudna rozmowa z córką, ale chyba wolę to jednak zrobić sama, bo jak zobacze tego gada to jeszcze wpadnę w histerię i wtedy młode dostanie histerii....
Moniu, przetrwasz to.
Monika, nie odchodz stad, przemysl to.
Zawsze mozesz porozmawiac. Czekamy tu na Ciebie.P.S.
wiedzialas, ze mozna sie wirtualnie z kims ...zzyc ?
Ja czuje to samo!
Bardzo się zżyłam z Wami....dzięki!
To sie zdarza, milosc nie wybiera. Wg mnie jedyne wyjscie to zerwac z nia kontakty. A skoro pracuja razem to ktos musialby odejsc. I kołko sie zamyka.
To sie zdarza, milosc nie wybiera. Wg mnie jedyne wyjscie to zerwac z nia kontakty. A skoro pracuja razem to ktos musialby odejsc. I kołko sie zamyka.
Gadanie. Im dłużej żyje, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że miłość wybieramy sobie sami. Zauroczenie, fascynacja, to co innego, to przychodzi, ale też odchodzi. Ci bardziej rozważni się nie dadzą, ci mniej rzucą się w wir, ale prędzej czy później to mija. A miłość jest uczuciem, którym postanawiamy obdarować kogoś.
Mam nadzieję, że ex Moni się tylko zauroczył i za jakiś czas mu przejdzie, ale to już będzie za późno.
Kryzys wieku średniego... chęć zmiany... brak sensu życia... pieprzenie.
Jedna moja rada odnośnie córki, chociaż wiem, że pewnie byś tak nie zrobiła, ale wole napisać
To co łączy, albo już przestało Ciebie i męża nie może wpłynąć na dziecko, czyli żadne z Was nie powinno jej nastawiać przeciwko sobie i to powinniście sobie wyjaśnić jako priorytet. Wasze sprawy to wasze sprawy, a rodzicielstwo i miłość do dziecka to zupełnie odrębny temat. No, to tyle ode mnie ![]()
Ale on z nia pracuje od lat czyli nie jest to zauroczenie od pierwszego wejrzenia, jak z kims sie spedza duzo czasu, z kims o kim nawet na pocztku nie pomyslelibysmy ze do czegos moze dojasc to jest szansa ze ejdnak do czegos dojdzie....
Moniczko... jestes Wielka.. szacun ![]()
Widzisz teraz dlaczego w Ciebie wierze.>??????
I powiem Ci; BEDZIE DOBRZE!!!
Ale on z nia pracuje od lat czyli nie jest to zauroczenie od pierwszego wejrzenia, jak z kims sie spedza duzo czasu, z kims o kim nawet na pocztku nie pomyslelibysmy ze do czegos moze dojasc to jest szansa ze ejdnak do czegos dojdzie....
Kolejna naciągana teoria. Taka sama szansa jest, że idąc chodnikiem, codziennie tym samym, człowiek wpadnie w studzienkę kanalizacyjną. Trzeba MYŚLEĆ i UWAŻAĆ. Noale temat jest zakończony właściwie i roztrząsanie czemu tak się stało jest juz nie istotne.
Jaka tam wielka!
Przerażona, samotna, wczoraj mała spała ze mną, strasznie się tuliła do mnie...ja nawet nie mogłam popłakać spokojnie...
krisskross napisał/a:To sie zdarza, milosc nie wybiera. Wg mnie jedyne wyjscie to zerwac z nia kontakty. A skoro pracuja razem to ktos musialby odejsc. I kołko sie zamyka.
Gadanie. Im dłużej żyje, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że miłość wybieramy sobie sami. Zauroczenie, fascynacja, to co innego, to przychodzi, ale też odchodzi. Ci bardziej rozważni się nie dadzą, ci mniej rzucą się w wir, ale prędzej czy później to mija. A miłość jest uczuciem, którym postanawiamy obdarować kogoś.
Mam nadzieję, że ex Moni się tylko zauroczył i za jakiś czas mu przejdzie, ale to już będzie za późno.
Kryzys wieku średniego... chęć zmiany... brak sensu życia... pieprzenie.Jedna moja rada odnośnie córki, chociaż wiem, że pewnie byś tak nie zrobiła, ale wole napisać
To co łączy, albo już przestało Ciebie i męża nie może wpłynąć na dziecko, czyli żadne z Was nie powinno jej nastawiać przeciwko sobie i to powinniście sobie wyjaśnić jako priorytet. Wasze sprawy to wasze sprawy, a rodzicielstwo i miłość do dziecka to zupełnie odrębny temat. No, to tyle ode mnie
Teo masz rację!
Mam do niego wiele żalu, złości..ale małej nie będę nastawiać przeciwko tacie....ona jest strasznie z nim związana...dlatego panicznie boję się jej reakcji.....
Czas, czas, czas... wszystko załatwi czas.. Wiem,że to teraz mała pociecha ale to jest prawda. Kiedyś sama aż nerwa mialam jak mi to ktos mówił ale CZAS zrobił naparwde swoje. Nie jestes sama. Masz wokół zyczliwych ludzi; realnie i wirualnie.