netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Dramat!!

832 odpowiedzi133 273 wyświetleniazałożony przez moniaCo, 29.06.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 13 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 391 do 455 z 833 ]

391

Odp: Dramat!!

No właśnie... Twój mąż źle postąpił, mówisz, że nadal ta kobieta nie jest przeszłóścią..Hmm, a widać to po nim, po jego zachowaniu? Opowiedz coś.

392

Odp: Dramat!!
truskaweczka19 napisał/a:

No właśnie... Twój mąż źle postąpił, mówisz, że nadal ta kobieta nie jest przeszłóścią..Hmm, a widać to po nim, po jego zachowaniu? Opowiedz coś.

tak z zewnątrz tego nie widać. Jest dla mnie naprawdę super! Jest czuły, troskliwy, na prawdę nie ma się do czego przyczepić. Tylko czasem jak mnie dopada gorszy nastrój i zaczynam smęcić, że chciałabym od niego usłyszeć, że tamta już nic dla niego nie znaczy, on wtedy mi odpowiada: mam nadzieję, że będę mógł Ci to kiedyś powiedzieć...

Ale ja naprawdę nie jestem taka męcząca dla otoczenia! Dziś ubieraliśmy choinkę i było bardzo wesoło! Nie można być smutnym, gdy taki wesołek jak moja córka biega po domu podekscytowana i pogania nas do tego ubierania choinki!

393

Odp: Dramat!!

To dobrze, że mąż się stara, a z drugiej strony to przykre, że nadal tak mu na niej zależy.
Z tego co pisałaś, to chyba macie córeczkę, to myślę, że teraz skup się może na niej, na świętach, a nie na tym co zrobił mąż. A czas pokaże co będzie. Nie dziwię Ci się wcale, że jest Ci ciężko. Każda z nas chciałaby wiedzieć, że jest jedyna..

394

Odp: Dramat!!
truskaweczka19 napisał/a:

To dobrze, że mąż się stara, a z drugiej strony to przykre, że nadal tak mu na niej zależy.
Z tego co pisałaś, to chyba macie córeczkę, to myślę, że teraz skup się może na niej, na świętach, a nie na tym co zrobił mąż. A czas pokaże co będzie. Nie dziwię Ci się wcale, że jest Ci ciężko. Każda z nas chciałaby wiedzieć, że jest jedyna..

Uwierz mi, że staram się nie myslec, nie roztrząsać! Mąż jest naprawdę kochany!  Zresztą zawsze był! Gdyby nie ta cała nieszczęsna sytuacja, wszystko byłoby idealne!

395

Odp: Dramat!!
smutnamonia napisał/a:

Uwierz mi, że staram się nie myslec, nie roztrząsać! Mąż jest naprawdę kochany!  Zresztą zawsze był! Gdyby nie ta cała nieszczęsna sytuacja, wszystko byłoby idealne!

Gdyby babcia była dziadkiem...
Ale wiesz o tym, że jedną z zasad wyjścia z impasu jest NIE PRZEŻUWAĆ?
Bo niby co dobrego ma przynieść wieczne przeżuwanie - nawracającą chandrę?
Wesołych Świąt Moniu - mimo wszystko i ku lepszemu smile Szczęścia Ci życzę i umiejętności cieszenia się z drobnych radości smile

396

Odp: Dramat!!

Monia  życzę Ci Wesołych Świąt ,więcej wiary w Siebie ,dużo miłości i byś doczekała się tych słów ,że ona już nic nie znaczy.Mam nadzieję ,że spędzisz cudowne święta ,a jak tam taniec myślałaś ,już o Sylwestrze?

397

Odp: Dramat!!

Dziękuję Wam za dobre słowa dziewczyny!

Wiem, że roztrząsanie tematu to najgorsze co mogę robić. Nie chcę popsuć tych Świąt moim bliskim dlatego postaram się być dzielna!
Bardzo dziękuję za świąteczne życzenia! Wam również życzę ciepłych, rodzinnych, pełnych miłości chwil w te Święta.
A Tobie Nino szczególnie życzę zdrowia, niech Twoja walka skończy się wielkim zwycięstwem! Oczywiście samych szczęśliwych chwil w Twoim małżeństwie. Niech te ciemne chmury odgoni silny wiatr i na stałe zaświeci słońce.
A Sylwestra spędzam kameralnie w gronie bliskich, może poszaleje w karnawale, kto wie?

Pozdrawiam serdecznie!

398

Odp: Dramat!!

wcale nie jesteś wredną suką.Jesteś przerażająco cierpliwą kobietą.Najpierw myślałam o twoim mężu w kategoriach-szczerość,zaufanie...ale chyba zmieniam zdanie.Wyobraż sobie że,zakochujesz się w kimśtam lub podoba ci się jakiś pan X. i co ?Mówisz drogi mężu podoba mi się X jest taki sexi.Nie sądzę,nie chciałabyś sprawić mu przykrości.Gdybyś była kimś zauroczona to też nie mówiłabyś mężowi o zaletach tego drugiego.Po co mówić małżonkowi że zakochałaś się w innym ,zastanów się,ja tego nie pojmuje.To nie szczerość i zaufanie to okrucieństwo.Jeśli nie chciał cię celowo zranić to na co liczył?Na to że,powiesz  to wspaniale a ona też się w tobie zakochała?Byłoby miło z jej strony ,jesteś taki przystojny ,napewno odwzajemnia twoje uczucia.Ty nie jesteś jego kumpelą ,matką tylko żoną.Moja rada,poszukaj sobie nie kochanka ale serdecznego kolegę .Ciekawe co twój mąż poczuje widząc przyjażń twoją i innego mężczyzny...

399

Odp: Dramat!!

Na pewno będziesz dzielna, wierzę w Ciebie smile.
Także życze Ci wspaniałych świąt, odpoczynku, mile spędzonego czasu. By były dla Ciebie pełne magii i miłej atmosfery smile  I Szczęsliwego Nowego Roku !!

400

Odp: Dramat!!
samisam napisał/a:
Kitka123 napisał/a:

Kochanie kochaniem, milosc miloscia itd ale jezeli ktos rani, zdradza, sprawa bol drugiej osobie pozwala jej cierpiec tylko ze swoich egoistycznych pobudek bo ktos sie komus spodobal - to czy taki czlowiek jest nas wart? Podziwiam sile wybaczenia i przelkniecia tej gorzkiej pigulki dla mnie ona byla by chyba za duza a nawet jakby sie udalo "na raty" to na zawsze zmienilo by to nasz zwiazek i nie wiem czy na dobre...jakis cien nieufnosci i podejrzen, niepewnosci chyba pozostalby na zawsze.

Kitka123 nie przesadzasz trochę? Jak ktoś się uległ słabości to od razu trzeba go zlinczować? Maż samotnejmoni, zrozumiał swój błąd, stara się odzyskać miłość swojej żony i za to plus. "Kocham cię" to znaczy kocham w tej minucie, teraz.... ale każdy z nas powinien się starć by te słowa miały wartość i swój wyznam każdego dnia, każdy ma prawo na wybaczenie, każdy może upaść i jeżeli stara się podnieść z tego upadku powinniśmy mu pomóc a nie podcinać nogi, życie nie jest czarno-białe, ale ma także odcienie szarości, barwy tęczy,promyków słońca.

Nie przesadzam. Wiem, że jak facetowi sie wybaczy za latwo i zbyt szybko, pozwolo wrocic do siebie jakby nigdy nic to w efekcie nie bedzie to oznaczalo nic dobrego. Zdradzi znowu albo zakocha sie znowu...bedzie hulał wolny jak wiatr wiedzac ze zawsze moze wrocic  do zony jak do bezpicznej przystani, gdzie zawsze sie na niego czeka. Niestety z coraz mniejszym szacunkiem i miloscia do kogos kto sie daje oszukiwac a w ostatecznosci pozwala soba pomiatac niczego nie wymagajac.

401

Odp: Dramat!!
smutnamonia napisał/a:

Myślisz Kitka123, że podcinam mojemu mężowi nogi, że nie pomagam mu podnieść się z upadku?
A dlaczego ja mam dźwigać swój ból i jeszcze pomagać jemu? Ja wiem, że razem powinniśmy próbować swoje małżeństwo odbudowywać bo w końcu tu chodzi o szczęście i przyszłość moje i jego.

Nic takiego nie napisalam, ze podcinasz mu skrzydla. Napisalam jedynie, ze podziwiam to ze potrafisz nadal z nim byc i skladasz rozsypane puzzle. Ja bym nie potrafila budowac dalej zwiazku z facetem, ktory zakochuje sie w innych. W tej kwestii wymagam wylacznosci i w tym miejscu swiat jest czarno-bialy albo kochasz albo nie kochasz (wtedy odejdz) a nie staraj sie trzymac dwoch srok za ogon. Jestem z zona w cieplym gniazdku a serce zakochane w kims innym.

Skoro tak sie stalo to moze cos wczesniej szwankowalo w waszym zwiazku i byly przyczyna jego pozadomowych milosnych uniesien. Dotarlas do sedna sprawy? Czy od tak spadlo to na niego jak grom z jasnego nieba?

Jesli chcesz z nim nadal byc to zycze sily i powodzenia! I oby nie wygral strach przed tym, ze sytuacja sie znowu powtorzy bo to jest niszczycielskie dla zwiazku.

402 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2011-12-28 12:58:02)

Odp: Dramat!!

Wiesz, od pół roku próbuję się dowiedzieć daczego?

Niestety odpowiedź jest stała i niezmienna: Nie wiem! Nie potrafię Ci odpowiedzieć! Zawsze byłaś i jesteś super żoną!
Nie szukałem innych kobiet. To się stało nagle i nie wiem, dlaczego nie uciąłem sprawy od razu!
Zbłądziłem, strasznie Cię skrzywdziłem! Kocham Cię cały czas! Nie żałuję, że jestem z Tobą!

To tylko niektóre jego słowa....

Uwierz mi, że nie wybaczyłam łatwo! Ja wogóle nie wybaczyłam! Nie jest tak, że będzie mógł szaleć i wracać potulnie za każdym razem!
Próbujemy jakoś te życie od nowa poskładać! I to jest strasznie trudne! Bez gwarancji powodzenia!

403

Odp: Dramat!!
smutnamonia napisał/a:

Wiesz, od pół roku próbuję się dowiedzieć daczego?

Niestety odpowiedź jest stała i niezmienna: Nie wiem!
...
Ja wogóle nie wybaczyłam! (...)
Próbujemy jakoś te życie od nowa poskładać! I to jest strasznie trudne! Bez gwarancji powodzenia!

To, że odpowiedź nie spełnia naszych oczekiwań nie oznacza BRAKU odpowiedzi tongue
Ciekawe czy próbujecie razem składać czy osobno? Skoro bowiem nie wybaczyłaś... to będzie się to za Wami wlekło. Bo cóż można zrobić by to skończyć? Czasu cofnąć się nie da.
Jak minęły święta smutnamoniu?

404

Odp: Dramat!!

A nie jest tak, że mąż po prostu nie ma odwagi odpowiedzieć na moje pytania?
Chociaż z drugiej strony gdyby był tchórzem, nie powiedziałby mi o wszystkim. Paradoksalnie był i jest ze mą szczery.
A to czy próbujemy razem składać? Myślę, że tak. To nie jest tak, że ja siedzę jak naburmuszona księżniczka a on wymiata mi spod nóg pyłki.
Myślę, że współdziałamy razem. Często mówię mężowi, że doceniam jego wysiłki i starania. On pociesza mnie, jak mam gorsze dni.
Mam nadzieję, że uda mi się w końcu przebaczyć, to jednak wymaga czasu.
Mam tylko nadzieję, że się nie zniechęci. Bo zdarza się, że zrobimy jeden krok do przodu, a potem ze dwa do tyłu.
Wiem, że czasu nie da się cofnąć. Po prostu ból, który mi zafundował jest tak wielki, że z trudem próbuję odzyskać równowagę.
Ale staram się!
A święta minęły bez fajerwerków. W wigilię nie najgorzej, było bardzo rodzinnie. Trochę gorzej było w kolejne dni.
No ale życie toczy się dalej!

405 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-12-29 07:46:10)

Odp: Dramat!!
smutnamonia napisał/a:

A nie jest tak, że mąż po prostu nie ma odwagi odpowiedzieć na moje pytania?
...
Myślę, że tak. To nie jest tak, że ja siedzę jak naburmuszona księżniczka a on wymiata mi spod nóg pyłki.
Myślę, że współdziałamy razem. Często mówię mężowi, że doceniam jego wysiłki i starania. On pociesza mnie, jak mam gorsze dni.
Mam nadzieję, że uda mi się w końcu przebaczyć, to jednak wymaga czasu.

A jesteś pewna, że istnieje inna odpowiedź?
Przypomnij sobie jak Ty się kiedyś zakochałaś - czy wiedziałaś DLACZEGO? Czy tylko czułaś TO COŚ?
Masz rację - wybaczenie wymaga baaaardzo dużo czasu. I jest trudne. Ale jego brak powoduje, że stoi się w miejscu.
Znasz to:
Czym jest, a czym nie jest wybaczenie?
"wybaczyć" NIE oznacza:
    * zapomnieć
    * zrozumieć
    * usprawiedliwić
    * udawać, że nic się nie stało
    * zbagatelizować krzywdę
    * znów zaufać
    * zaprzyjaźnić się
    * być blisko z osobą, która nas skrzywdziła
    * zrobić niezasłużony prezent sprawcy krzywdy
    * zrezygnować ze sprawiedliwej kary
    * zrezygnować z obrony przed ponownymi krzywdami
"wybaczyć" oznacza:   
    * zrezygnować z pielęgnowania urazy
    * zrezygnować z zemsty (w tym karania samego siebie)
    * zrezygnować z "drewnianej nogi"
    * pogodzić się z tym, że nie będzie rekompensaty za doznane krzywdy
    * pogodzić się z tym miejscem w życiu, w którym jest się teraz.
Może warto wgłębić się w temat, po to by ruszyć do przodu i nie "przeżuwać" wciąż od nowa poczucia krzywdy.
To przynosi ulgę.
Powodzenia smutnamoniu - szampańskiego sylwestra i Naprawdę Szczęśliwego Nowego Roku big_smile

406

Odp: Dramat!!

Dzięki Anhedoniu!
Muszę to w spokoju przetrawić.
Ale wydaje mi się, że gdy wybaczę to będę mogła zaufać i być blisko z tą osobą, pomimo krzywdy!
A może się mylę?

Dziękuję za życzenia!
Tobie również życzę Szczęśliwego Nowego Roku!

407

Odp: Dramat!!

smutnamoniu,
nie spiesz się, nie poganiaj siebie. Daj czas również sobie.
To Ty decydujesz, ile potrzebujesz czasu, by zaufać ponownie. To Ty decydujesz, czy zaufać kiedykolwiek.
Ale, jak napisała Anhedonia, ciągle przeżuwanie tamtych zdarzeń powoduje ciągłe babranie się w ekskrementach.

Daj czasowi czas.

408

Odp: Dramat!!

Wiem, że czas jest tu najlepszym lekarstwem.
Na pewno byłoby łatwiej odciąć się od tego co się stało, gdyby ta kobieta była dla niego przeszłością. Wtedy miałabym na prawdę większą motywację do działania.
Ale ona dla niego nie jest przeszłością, nie usłyszałam, że już nic dla niego nie znaczy.
Powiedział mi, że ma nadzieje, że mi to kiedyś powie. Także to wlecze się za nami choćby z racji tego, że to nie przeszłość.
Dlatego mam takie częste wątpliwości.
Dlatego to takie trudne! Tylko z tego powodu!

409

Odp: Dramat!!

Moim zdaniem to, że nie powiedział teraz, od razu, że tamta kobieta jest już tylko przeszłością, czyni go w moich oczach bardzo wiarygodnym i, paradoksalnie, uczciwym. Na Twoim miejscu bardziej obawiałabym się na tym etapie słów, które tak bardzo chcesz usłyszeć.

Wysyłam największe opakowanie cierpliwości. smile

410

Odp: Dramat!!
Wielokropek napisał/a:

Moim zdaniem to, że nie powiedział teraz, od razu, że tamta kobieta jest już tylko przeszłością, czyni go w moich oczach bardzo wiarygodnym i, paradoksalnie, uczciwym. Na Twoim miejscu bardziej obawiałabym się na tym etapie słów, które tak bardzo chcesz usłyszeć.

Wysyłam największe opakowanie cierpliwości. smile

Masz rację, że w ten sposób postępując jest wobec mnie szczery. Tylko po prostu boję się, że to nigdy nie nastąpi.
Ciężko mi żyć z tą świadomością.
Dlatego tak bardzo naciskam, żeby zmienił pracę. Myślę, że byłabym spokojniejsza i łatwiej chyba znosiłabym to czekanie.
Z drugiej strony wiem, że kocha to co robi, realizuje się w tym. Niełatwo byłoby mu znaleźć pracę w swoim zawodzie. Nie chciałabym doprowadzić do sytuacji, że będzie pracował gdziekolwiek i na co dzień chodził sfrustrowany, że robi coś czego nie lubi.
Jednak rozumiesz moje obawy? Ma ją codziennie podaną jak na tacy. Może podsycać swoje uczucia do woli. Na ile wystarczy mu samozaparcia?
Wiem, na pewno powiesz mi, że im bardziej ja będę smęcić tym mniej będzie miał siły.
Skąd brać siły i wiarę, że będzie dobrze?

411 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-12-29 21:37:02)

Odp: Dramat!!

Wybacz za kilka słów bolesnej prawdy.
Jeśli Twój mąż podejmie decyzję o zdradzie, to zrobi to nie z tą, to z inną kobietą. Zmiana przez niego pracy, prócz frustracji, niczego nie zmieni.

Z tego co napisałaś do tej pory wynika, że Twój mąż podjął decyzję. Decyzję o zerwaniu z tamtą kobietą i reaktywowaniu waszego związku. Rozumiem Twoją nieufność, lecz nie popadaj w paranoję, bo ona bardziej zaszkodzi niż pomoże.

Skąd brać wiarę?
Nikt rozumny nie da Ci 100% gwarancji. Ale jeśli oboje chcecie reaktywacji związku, wróży to dobrze. Jeżeli oboje będziecie dbali o związek - jest duża szansa.

Skąd brać siły?
Co zrobiłaś ze swoją złością? Najczęściej to właśnie powstrzymywanie złości odbiera siłę.
Jeśli masz złość gdzieś schowaną, zachęcam do wyrzucenia jej z siebie, do pozbycia się jej. Ale wyładowanie jej na mężu lub na kimkolwiek innym jest najgorszym pomysłem.
Każdy ma swój sposób na poradzenie sobie ze złością. Dla jednych jest to szybki spacer, dla innych wiele godzin na siłowni, dla niektórych nawalanie w worek treningowy lub trzepanie dywanów/tapicerowanych mebli, niektórzy wybierają szorowanie na kolanach drewnianej podłogi.

412

Odp: Dramat!!

Dziękuje za Twoją mądrość.
Muszę te słowa naprawdę wziąć sobie do serca. Ja to wszystko rozumiem, tylko gorzej z realizacją.
A jak radzę sobie ze złością?
Pływam i tańczę! To mnie fajnie męczy fizycznie!
Dziękuję!

413

Odp: Dramat!!

Dzięki smile

Używaj własnego rozumu, bo go masz. Używaj go między innymi do kontrolowania uczuć. A uczucia, w większości wypadków, trzymaj na smyczy.

414

Odp: Dramat!!

Kontrola uczuć to nie lada wyczyn, ale jest do zrobienia i dużo daje. smile

415

Odp: Dramat!!

Witaj Monia,rozumiem Twój ból i tą niepewność ile to jeszcze potrwa ,ale mój mąż też długo nie mógł mi powiedzieć ,że ona już dla niego nic nie znaczy.Musiałam cierpliwie czekać ,aż on zapomni.Twój mąż od początku o Ciebie walczył ,prosił o wybaczenie nosił Cię na rękach,mi na początku musiało wystarczyć to,że ze mną został ,że przestał się z nią spotykać i,że na swój sposób starał się .Teraz jest inaczej ,dla mojego męża życie toczy się dalej jakby nic się nie stało,z propozycji rozstania nie skorzystał. .Stara się bardziej niż kiedyś ,ale dla niego sprawa jest skończona, a to, że ja ciągle o tym myślę ,to już mój problem .Mąż mówi ,że sama się krzywdzę ,rozdrapuję tą ranę i pewnie ma rację ,bo to zależy tylko od mojej silnej woli.To ja sama muszę na nowo uwierzyć w siebie,poznać swoją wartość,choć to trudne mimo ,że mąż powtarza ,że jestem piękna ,że mnie kocha i jest tego bardzo pewien.Nauczyłam się nie przejmować wszystkim ,nie próbuję wszystkich ze sobą godzić ,uczę się czasami myśleć tylko o sobie.Ja w święta grałam z dziećmi w Wii i postanowiłam swoją złość skierować na worek treningowy,oczywiście wyobraziłam sobie ,że to jej podobizna .Waliłam w ten worek aż zakręciło mi się w głowie , ale cała złość ze mnie zeszła.Teraz jest mi lżej mimo tego ,że znęcała się psychicznie ,to teraz sobie myślę ,że mąż chyba miał rację ,że ona jest chora,a chorym należy tylko współczuć .Od nowego roku ,będę silna ,zacznę wierzyć w swoje możliwości i zacznę cieszyć się życiem .Ci Monia też życzę ,byś była silna ,uwierzyła w Siebie ,może niedługo zatańczysz w Tańcu z Gwiazdami .Wiara czyni cuda ,twój mąż nie potrafił zrezygnować z Ciebie nawet dla niej ,więc powtarzaj to Sobie ,że ty jesteś dla niego najważniejsza.Wszystko się ułoży i kiedyś będziesz bardzo szczęśliwa,ja w to wierzę.Pozdrawiam Cię i baw się radośnie w Sylwestrową Noc również ,za mnie.

416

Odp: Dramat!!

Dziękuję Nino za ciepłe słowa.
Masz rację, muszę sobie powtarzać, że w końcu to ja jestem dla niego najważniejsza, ze mną jest, mnie kocha!
Dużo siły i wytrwałości potrzeba a tak łatwo można popaść w depresję.
Nie mogę ciągle o tym rozmyślać, bo się wykończę. I tak bardzo często ostatnio boli mnie głowa, męczą mnie migreny. Jeśli ktoś kiedyś miał migrenę to wie jakie to okropne.
Myślę, że w ogóle stres powoduje, że jesteśmy słabsi, łatwiej chorujemy.
Muszę odzyskać pewność siebie, bo w ten sposób dla niego też będę bardziej atrakcyjna. Muszę wierzyć, że się wszystko ułoży!
Życzę Ci aby ten kolejny rok był o wiele szczęśliwszy, radośniejszy. Niech wszystkie złe chwile pozostaną jedynie przeszłością!
Życzę dużo zdrowia, tak abyś w końcu mogła zatańczyć kiedyś na jakimś balu i była na nim najpiękniejszą kobietą.

W Sylwestrową noc wypije również za Ciebie toast i za wszystkie dziewczyny, które pojawiły się na tym forum  z powodu różnych nieszczęść. Oby Nowy Rok przyniósł rozwiązanie wszystkich naszych problemów!
Pozdrawiam serdecznie!

417 Ostatnio edytowany przez nina1234 (2012-01-02 11:08:57)

Odp: Dramat!!

Moniu dziękuję za życzenia.Mam nadzieję ,że Sylwester się udał.Może masz rację ,że kiedyś zatańczę na jakimś balu ,choć była kochanka mojego  męża w ostatnim liście poinformowała mnie ,że będąc na rencie nie mam prawa tańczyć ,jeździć na przejażdżki itd.,jej zdaniem osoba pobierająca rentę powinna czekać na śmierć ,zajmować się domem i nigdy nie myśleć o sobie.Mam nadzieję ,że nigdy na własnej skórze nie przekona się co to jest ciężka choroba i jakie to upokarzające prosić kogoś o pomoc.Mimo tego ,że wyrządziła mi tyle krzywdy nie potrafiłabym życzyć komuś tego .Choroba jest tak straszna ,że nikt na nią nie zasługuje.Mam nadzieję ,że ten rok będzie dla nas łaskawszy niż poprzedni .Może odnajdziemy spokój i będziemy potrafiły być szczęśliwe mimo tego co się wydarzy .Pamiętaj byś Sobie powtarzała,że Ty jesteś najważniejsza.Pozdrawiam ,mam nadzieję ,że pamiętałaś o toaście za mnie.

418

Odp: Dramat!!

Życzę Wam dziewczyny w tym Nowym Roku samych prostych dróg, bez zakrętów i wybojów. Zdrówka i szczęścia, aby każda zagubiona osoba znalazła tu radę, która pomoże w jakimś życiowym problemie:)

419 Ostatnio edytowany przez atmosfere (2012-01-02 15:31:41)

Odp: Dramat!!
smutnamonia napisał/a:

Drogi Pawle!
Tak na dobrą sprawę to ja uważam, że mnie zdradził, choć może nie fizycznie! Ale zdrada emocjonalna również potrafi boleć.
Nie wiem, czy czytałeś moje wcześniejsze zapiski, ale to on sam sie przyznał, że się zakochał w innej.
Zbliżenia fizycznego podobno nie było!
Cały czas twierdzi, że nie jestem mu obojętna, i że nasza rodzina jest całym jego światem.
Ale cały czas jest z nią w kontakcie. Niestety pracują w jednej firmie.
Ostatnio zniżyłam się do tego poziomu, że sprawdziłam biliig jego komórki.
Jeden numer powtarza się b.często. Przyparłam go do muru, czy to jest telefon do niej, i potwierdził.
Zrobiłam mu straszną awanturę, że jak może do mnie się przytulać, a za chwilkę esemesuje z nią?
Dałam mu 2 tygodnie, na podjęcie decyzji czego chce od życia. A potem wyprowadzam sie z domu.
Najgorsze, że mamy córkę i taka rewolucja zawali jej idealne, poukładane dzieciństwo!
Mężulek błagał, żebym tego nie robiła. Ale ja mam dosyć głaskania po główce i powtarzania że będzie dobrze, jeśli tylko będzie chciał!
Będę wredną suką, niech widzi, że ma w domu kobietę z "jajami".
A co do mojego skoku w bok, to uważam że to nie jest metoda na rozwiązanie problemu!

Ja, żona mojego męża byłam milutka, łagodna, wysłuchiwałam go(chociaż w środku mnie skręcało i miałam ochotę przywalić mu w tę cierpiącą gębę), gdy opowiadał o swojej miłości(notabene zawodowej prostytutce), o jej  wspaniałym charakterze, cudownej urodzie, inteligencji, czułości, to trwało to i trwało popierane emailami do niej, telefonami, smsami. Wypłakiwał się na moim ramieniu, że ona ma męża(tak naprawdę trzymała mojego męża jako zabezpieczenie finansowe, miała męża policjanta, duże potrzeby finansowe a mój miał duuuże pieniądze i szeroki gest). Było tak 5 miesięcy. Było by nadal to wzdychanie gdybym nadal była tak głupia.
W końcu się wkur.....łam, postawiłam się. Powiedziałam gdzie są drzwi, przypomniałam mu jej adres, dałam do ręki rozkład jazdy pociągów, zabrałam komórkę, którą ja mu kupiłam, odłączyłam internet, za który ja płaciłam-kochanie się skończyło. Postawiłam się, nie dałam z siebie więcej robić idiotki, pokazałam, że to ja mam jaja w tym domu-romansowanie, wielka miłość się skończyła. Tamta panienka nie chciała go wziąć do siebie a jemu tez nie uśmiechało się nadal marzyć o niej gdzieś pod mostem czy w wynajętej chacie. Tyle była warta ta miłość.

  Pokaż jaja skoro on ich nie ma, jak ma chęć do niej powzdychać niech robi to pod mostem-stamtąd lepiej widać księżyc i gwiazdy, dlaczego ma zatruwać Ci przestrzeń życiową?

420

Odp: Dramat!!

Atmosfere, bardzo ładnie. OJ elegancko. smile

421 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2012-01-02 18:06:56)

Odp: Dramat!!

Droga Moniu bardzo Ci zazdroszczę, że jednak okazałaś się tą ważniejszą dla swojego męża, ja niestety przegrałam. Uważałam przez cały czas odkąd poznałam mojego męża , że jesteśmy dla siebie  i nic tego nie zmieni, razem byliśmy 14 lat, po ślubie 6. Mamy cudownego 4 letniego synka. Mąż bardzo czekał na nasze dziecko,  ale od czasu jak się urodziło  zaczął się jakby od nas oddalać, niby z nami był i o nas się troszczył, a w rezultacie coraz częściej byliśmy tylko ja i dziecko. Ciągłe wyjazdy pod pretekstem  budowa  domu (hydraulik, stolarz  itd.), rosnące wydatki nie wiadomo na co ... no i stało się.  Rok temu w listopadzie telefon od obcego człowieka, że mój mąż od roku bywa w domu pewnej pani (weekendy do 10. 00 rano, czasami całe noce). Mnie oczywiście wiele tłumaczył, że szkolenie się przedłużyło, awaria w pracy itd. Przeżyłam szok, nie mogłam uwierzyć, że człowiek, który dla mnie jest całym życiem mógł cos takiego mi zrobić. Chciał ją bardzo chronić dlatego nie chciał przyznać się do jej tożsamości, no ale w końcu pan informator wszystko mi powiedział i sprawa była jasna. Mąż całował moje włosy i mówił, że zbłądził, że nie było warto, że to przez to, że nie miałam dla niego dość czasu i czasami krzyczałam, a tamta zawsze jest miła.Powiedział , że to bezwzględnie jego wina i ja nie mam czego sobie zarzucać.  Po miesiącu dałam mu szansę, powiedziałam, że wybaczę, bo jesteśmy ze sobą całe życie , mamy dziecko, tak naprawdę był dla mnie wszystkim. Byliśmy u psychologa,  mówił, że nie wie co ma teraz zrobić, teraz wiem, że nawet  przez chwilę nie miał zamiaru wrócić do mnie. Życie z kochanką jest dla niego tak atrakcyjne, że o nas już nie myślał. Płakał mówił, że żałuje i nic z tego nie wynikało, ja czekałam uważałam, że jest tego wart, bardzo go kochałam, mimo tego co się stało. Potem dostałam pozew bez orzekania o winie. Na moje pytanie co to ma znaczyć odpowiedział mi " tak ma być". Wiem, że tego zażądała nowa miłość (koleżanka z pracy). Do mnie natomiast odważyła się zadzwonić i powiedziała, że tylko się ośmieszam walcząc o męża, bo on wybrał ją, może mu ona kazać do mnie wrócić, ale tego nie zrobi, a o naszym dziecku wiedziała od początku i ją to nie obchodzi.  Po kolejnym pół roku od złożenia pozwu słyszę od męża, że wina jest wyłącznie moja, bo w naszym domu nie było życia ze mną, a tak w ogóle to co to k.... była za rodzina? U tej kobiety spędza  cały czas poza pracą, mnie natomiast bezczelnie wmawia, że tak naprawdę nikogo nie ma i nie miał.  Nie wiem do czego on jeszcze się posunie dla tej kobiety. Naszego synka ani raz w życiu nie wykąpał,nie usypiał  teraz mówi, że ma cudowne dziecko, któremu kiedyś powie jaka była jego matka. Dziecko odwiedza jak ma ochotę i czas bywa, że raz na miesiąc, a jak zbliża się termin rozprawy to co tydzień.  Mąż w tej chwili walczy o niewinność  i ocalenie domu (naszego domu), w którym ma zamiar zamieszkać z kochanką.
Trzymam kciuki aby Wam się udało, bo  wiem jak walczy się o mężczyznę, którego się  bardzo kocha, myślę, że Twój mąż  w końcu naprawdę  doceni to co dla Niego zrobiłaś. To jak wiele kobieta może zrobić okazuje się dopiero wtedy jak się taka tragedia stanie. Ja uważam, że już wygrałaś , teraz będziesz na pewno bardziej czujna, miejmy nadzieję, że ta wzmożona uwaga już nigdy nie będzie potrzebna, wszystkiego najlepszego myślę, że najgorsze za Wami. Bardzo czekałam, że los da nam szansę, że usłyszę " skończyłem z nią, co mogę zrobić by być z wami", ale się nie doczekałam.

422

Odp: Dramat!!

Droga Kaju! Strasznie mi przykro, że nie udało Ci się ocalić swojej rodziny. Wiesz, ja nie mogę pojąc jak to jest, że żyjesz z kimś kawał czasu, a tak właściwie to nie znasz go tak naprawdę.
I ta osoba, która gotowa kiedyś góry dla Ciebie przenosić teraz staje się przeciw Tobie.
Oj jak łatwo przerzucać winę na drugiego. Oczywiście, że kochanka jest lepsza, przecież zawsze uśmiechnięta, nie narzekająca na porozwalane skarpetki. Tylko przyjemność! Codzienne życie niektórych przerasta. Tylko, gdy zaczną z ta idealna kochanką normalne życie, gdy motylki i skowronki odfruną - odkryją, że tak właściwie to żaden miód!

Wierzę, że będziesz miała na tyle siły, żeby walczyć o swoje szczęście! To przykre, że Twój mąż nie potrafił docenić Ciebie!
Jestem pewna, że będzie żałował tego co zrobił!

Dziękuję za ciepłe słowa i mocno Cię ściskam!

423 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2012-01-02 19:50:37)

Odp: Dramat!!

Najgorszy dla mnie jest ten straszny żal, który czuje. Pomimo tego co mi zrobił, jak w tej chwili mnie  traktuje, on jest dla mnie nadal tym jedynym, z którym miałam spędzić życie. Tłumaczyłam mu jak własnemu dziecku, że nie warto, że to jakiś amok, ta kobieta nie jest warta , aby poświęcić naszą rodzinę, że mu nie będę tego wypominać, bo zarówno on jak i ja nie moglibyśmy tego zapomnieć. Schowałam dumę do kieszeni i walczyłam ile tylko mogłam, prosiłam teściów żeby z nim rozmawiali, żeby nie dawali akceptacji na związek z tą kobietą (do pewnego czasu nie dawali, teraz mówią, że jest dorosły i ma prawo wyboru, skoro chce). Z mężem byłam w  stałym kontakcie czy tego chciał , czy nie. Mówiłam  mu, że tą ciężka próbę przejdziemy razem i stało się to po to byśmy na nowo mogli się docenić, bo już teraz wiemy ile można stracić. Wszystko na nic. Myślę, że za bardzo dałam mu  odczuć ile dla mnie znaczy. Mieliśmy siebie, zdrowie, dziecko odchowane, mądre, piękny dom, tylko się cieszyć. Strasznie mi przykro, że to straciłam bezpowrotnie. On mnie zdradzał, tak naprawdę nie wiem od kiedy, bo jak sobie teraz analizuję wszystko to jakiś dziwny sms zdarzył się jak byłam w ciąży, ale mąż mnie uspokoił, że to taki żart, a potem albo się  tak dobrze pilnował, albo na nic  nie trafiłam. Muszę wychować synka, bo on i tak  bardzo to przeżywa, jest mi strasznie ciężko , pomagają mi rodzice, mąż oprócz marnych alimentów nie interesuje się nami, wciąż ma pretensje, że kredyt spłaca on, mnie zostawił bez pracy, bo za jego namową rozstałam się z poprzednią pracą, więc jak  zdecydował, że odchodzi  musiał spłacać kredyt. Mówi mi, że to szczyt chamstwa z mojej strony. Mimo, iż mogłam wtedy założyć mu sprawę o alimenty na siebie i dziecko nie zrobiłam tego, ja do  chwili otrzymania pozwu głęboko wierzyłam, że nam się jednak uda. Serce mi się kroiło jak widziałam nasz samochód pod domem tej pani, ale wiedziałam, że wiara czyni cuda, a mój mąż jest jedyny na świecie, to dobry chłopak, który faktycznie zbłądził no i niestety  cud się nie zdarzył. Teraz oprócz bólu, który myślę, że moim przypadku nigdy nie minie, bo to była właśnie ta miłość, która powinna być, muszę mu w sądzie udowadniać zdradę, wydawać pieniądze na prawnika i mówić o przeżyciach, które były tylko nasze przy obcych ludziach. Ja uważałam, że co jak co , ale rozwód to nam się w życiu nie zdarzy, przecież  czułam się  ważna, uwielbiana, a mój synek mówi " mamo tata cię kochał, ja to wiem".

424

Odp: Dramat!!

Tak mi przykro, że to wszystko musisz przeżywać.
Masz kogoś z kim możesz pogadać w tych trudnych chwilach?
Wydaje mi się, że w tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak walczyć o siebie i syna w sądzie.
Nie daj sobie wmówić, że dom w którym dotychczas mieszkaliście razem jest jego, bo on kredyt spłaca.
Jeśli nie mieliście rozdzielności majątkowej to wszystko jest wspólne.
Masz prawo żądać alimentów na siebie i syna. Najlepiej byłoby gdybyś to Ty wniosła pozew o rozwód  z orzekaniem o winie - jego winie. Przecież sąd tę kobietę może powołać na świadka. Masz jakieś dowody zdrady?
To strasznie przykre, że zanosi się na walkę z nim o Twoje godne życie. Swoją drogą jakie te kobiety potrafią być wyrachowane. Ręce po prostu opadają!
Przykre, że na to wszystko musi patrzeć Wasze dziecko!
Na prawdę nie wiem, co mam Ci poradzić. Trzymaj się! Dla swojego dziecka!
Może zajrzyj na wątek "Mój wymarzony rozwód" - choć Twój nie będzie wymarzony. Tam dziewczyny wspierają się w tym trudnym i bolesnym temacie. Mogą udzielić wielu przydatnych wskazówek jak postępować.

Trzymam kciuki!

425

Odp: Dramat!!
Kaja112233 napisał/a:

Droga Moniu bardzo Ci zazdroszczę, że jednak okazałaś się tą ważniejszą dla swojego męża, ja niestety przegrałam. Uważałam przez cały czas odkąd poznałam mojego męża , że jesteśmy dla siebie  i nic tego nie zmieni, razem byliśmy 14 lat, po ślubie 6. Mamy cudownego 4 letniego synka. Mąż bardzo czekał na nasze dziecko,  ale od czasu jak się urodziło  zaczął się jakby od nas oddalać, niby z nami był i o nas się troszczył, a w rezultacie coraz częściej byliśmy tylko ja i dziecko. Ciągłe wyjazdy pod pretekstem  budowa  domu (hydraulik, stolarz  itd.), rosnące wydatki nie wiadomo na co ... no i stało się.  Rok temu w listopadzie telefon od obcego człowieka, że mój mąż od roku bywa w domu pewnej pani (weekendy do 10. 00 rano, czasami całe noce). Mnie oczywiście wiele tłumaczył, że szkolenie się przedłużyło, awaria w pracy itd. Przeżyłam szok, nie mogłam uwierzyć, że człowiek, który dla mnie jest całym życiem mógł cos takiego mi zrobić. Chciał ją bardzo chronić dlatego nie chciał przyznać się do jej tożsamości, no ale w końcu pan informator wszystko mi powiedział i sprawa była jasna. Mąż całował moje włosy i mówił, że zbłądził, że nie było warto, że to przez to, że nie miałam dla niego dość czasu i czasami krzyczałam, a tamta zawsze jest miła.Powiedział , że to bezwzględnie jego wina i ja nie mam czego sobie zarzucać.  Po miesiącu dałam mu szansę, powiedziałam, że wybaczę, bo jesteśmy ze sobą całe życie , mamy dziecko, tak naprawdę był dla mnie wszystkim. Byliśmy u psychologa,  mówił, że nie wie co ma teraz zrobić, teraz wiem, że nawet  przez chwilę nie miał zamiaru wrócić do mnie. Życie z kochanką jest dla niego tak atrakcyjne, że o nas już nie myślał. Płakał mówił, że żałuje i nic z tego nie wynikało, ja czekałam uważałam, że jest tego wart, bardzo go kochałam, mimo tego co się stało. Potem dostałam pozew bez orzekania o winie. Na moje pytanie co to ma znaczyć odpowiedział mi " tak ma być". Wiem, że tego zażądała nowa miłość (koleżanka z pracy). Do mnie natomiast odważyła się zadzwonić i powiedziała, że tylko się ośmieszam walcząc o męża, bo on wybrał ją, może mu ona kazać do mnie wrócić, ale tego nie zrobi, a o naszym dziecku wiedziała od początku i ją to nie obchodzi.  Po kolejnym pół roku od złożenia pozwu słyszę od męża, że wina jest wyłącznie moja, bo w naszym domu nie było życia ze mną, a tak w ogóle to co to k.... była za rodzina? U tej kobiety spędza  cały czas poza pracą, mnie natomiast bezczelnie wmawia, że tak naprawdę nikogo nie ma i nie miał.  Nie wiem do czego on jeszcze się posunie dla tej kobiety. Naszego synka ani raz w życiu nie wykąpał,nie usypiał  teraz mówi, że ma cudowne dziecko, któremu kiedyś powie jaka była jego matka. Dziecko odwiedza jak ma ochotę i czas bywa, że raz na miesiąc, a jak zbliża się termin rozprawy to co tydzień.  Mąż w tej chwili walczy o niewinność  i ocalenie domu (naszego domu), w którym ma zamiar zamieszkać z kochanką.
Trzymam kciuki aby Wam się udało, bo  wiem jak walczy się o mężczyznę, którego się  bardzo kocha, myślę, że Twój mąż  w końcu naprawdę  doceni to co dla Niego zrobiłaś. To jak wiele kobieta może zrobić okazuje się dopiero wtedy jak się taka tragedia stanie. Ja uważam, że już wygrałaś , teraz będziesz na pewno bardziej czujna, miejmy nadzieję, że ta wzmożona uwaga już nigdy nie będzie potrzebna, wszystkiego najlepszego myślę, że najgorsze za Wami. Bardzo czekałam, że los da nam szansę, że usłyszę " skończyłem z nią, co mogę zrobić by być z wami", ale się nie doczekałam.

Kaja, nie daj się. Udowodnisz jemu jego winę bez problemu. Co za świnia, oni są świniami po prostu. Okropność.

426

Odp: Dramat!!

Rozwód będzie wymarzony, bo da wolność. Tyle tylko, że jeśli miłość trwa nadal to boli i wcale wolnością nie będzie.
Tamta nie zasługuje żeby nazywać ją kobietą, niestety, kobietą to ona nie jest.
Ja jestem dzieckiem z takiego związku, mój ojciec odszedł do innej, choć wcale mu się nie dziwię, ale tamta nie miała żadnych skrupułów. To dziwne. Co gorsza jej rodzice też nie. Czemu?

427

Odp: Dramat!!

Tak naprawdę dla mnie to jest koniec świata. Są dni kiedy sobie wmawiam, że muszę się trzymać, bo mam synka, muszę być dla niego dzielna, a przede wszystkim zdrowa, bo kto się nim zajmie i to  jakoś działa, ale są i takie dni kiedy płaczę od rana do wieczora i nie potrafię  sobie już tego tłumaczyć. Mam tak ogromny  żal do męża, do losu, że to się stało, że on posunął się tak daleko, a tam "ktoś na górze" na to pozwolił.  Ja sobie nie wyobrażam, że mogłabym być z kimś innym, dla mnie to niepojęte i niepojęte jest to jak ten wspaniały, zaradny, kochany człowiek mógł  nam to zrobić. Cokolwiek w życiu robił  zawsze mówił, że dla nas. Ile razy słyszałam "koteczku czym ty się martwisz". Teraz jesteśmy z synkiem sami, mąż  nie odstępuje swojej narzeczonej na krok, jest na każe jej żądanie, to ona tam dyktuje warunki i jeśli  ona chce, a on jest właśnie u rodziców  o 24. 00 wsiada w samochód i do niej jedzie, ale tak naprawdę jest z nią non stop. Panna jest dość dobrze znana z niezwykłych umiejętności  łóż....., no ale podobno tym razem mówi, że zakochała się moim mężu i to będzie inny związek niż niektóre z jej poprzednich. Ja o takich rzeczach  nawet nie czytałam w gazetach, bo mnie to nigdy miało nie dotyczyć, bo miałam swojego wspaniałego męża.  To jest jak obłęd, nie wiem jak mógł spotykać się z kobietą i wracać do nas do domu jakby nigdy nic, no poza tym, że zazwyczaj był tak zmęczony, że  zaraz zasypiał. Gdzie w tym wszystkim jestem ja, dlaczego  nie znaczę dla niego choć tyle by mi oszczędzić zeznawania, przekonywania, powoływania świadków i tej resztki zdrowia jaka mi została.  Był dla mnie wszystkim, teraz wiem, że nie ma rzeczy  której człowiek nie zrobiłby dla miłości, tylko moja miłość jest szczęśliwa z inną kobietą, a ja niestety  jestem  przeszkodą z którą trzeba sobie jakoś poradzić. Myślę, że nie ma większego upokorzenia (nie mówiąc o jakiś skrajnościach) dla kobiety. Wiem, że nigdy nikogo nie pokocham tak jak jego i zastanawiam się co ta kobieta mu daje oprócz wyczynowego seksu, imprez, alkoholu, co jest warte tego by wszystko co było do tej pory dla niego ważne, o co zabiegał, starał się przekreślić. U nas w domu było spokojnie, obowiązkowo (no bo małe dziecko), normalnie, tam jest wesoło,  bez zobowiązań, robi się to na co w danej chwili ma się ochotę, no i mój poukładany 36 - letni mąż tam znalazł raj na ziemi. Każdego dnia kładę się spać i wstaję z tą samą myślą "jego już ze mną nie ma i nie będzie". Wiem, że może powiecie, że jestem naiwna, a on nie jest wart  tej rozpaczy, ale mnie go strasznie brakuje !!!

428

Odp: Dramat!!

Kaju kochana! Serce mi się kraje, jak czytam Twoje posty! Doskonale rozumiem Twój ból! Dla mnie to też był szok, że mój mąż wdał się w jakiś romans. Byłam tak pewna mojego męża, że w dniu, gdy powiedział, że ma poważny problem i nie wie jak ma mi o tym powiedzieć myślałam: wyrzucili go z pracy, skrzywdził kogoś, ma jakieś ciemne sprawki na sumieniu! Wszystko, tylko nie to że jest inna kobieta. Targaly mną tak straszne myśli, nawet samobójcze! Bolała mnie każda część ciała. Chodziłam tak nieprzytomna, że kiedyś o mały włos nie wpadłam pod tramwaj! Po prostu go nie zauważyłam!
Tu tylko czas pomoże!
Ja wiem! Pomyślisz, że łatwo mi powiedzieć, bo mój mąż mnie jednak nie zostawił. Wiesz! Ja nadal mu nie ufam, nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie to zrobić. Nadal boli, ale ten ból jest jakby przyćmiony. Może nauczyłam się z nim żyć? Nie wiem!

Ściskam Cię serdecznie! Pisz w każdej chwili!

429

Odp: Dramat!!

Skąd ja znam te uczucia. Był czas kiedy leżałam sobie w łóżku i czułam, że boli mnie każdy włos na głowie, nie miałam po co wstać, nic mi się nie chciało, męża miałam przed oczami non stop, śnił mi się praktycznie codziennie. Dobrze, że moi rodzice zajęli się dzieckiem, bo nie wiem co by wtedy było. Non stop o Nim mówiłam,  do mamy, do siostry, do pani psycholog, która zresztą nie wiele nam pomogła, a może wręcz zaszkodziła.  Będąc u niej kilka razy  sama dokładnie przedstawiłam naszą sytuację (myślę, że obiektywnie, bo ukrywanie czegokolwiek, czy  udawanie człowieka bez wad nie miałoby sensu). Mówiła mi, że z moim mężem porozmawia jak ważny jest dla mnie, dla dziecka, że postara  się wskazać mu powody dla jakich popadł w ten nieszczęsny romans itd.  W momencie kiedy mój mąż powiedział, że raz ze mną pójdzie  pani psycholog stwierdziła, że to krok milowy, że się nie spodziewała, że kiedykolwiek  On się na to zgodzi i w ogóle, że to bardzo dobry znak, a tymczasem ja wyszłam ze spotkania z poczuciem totalnej klęski, reasumując  powiedziała, że albo przyjdziemy za tydzień i powiemy, że się rozwodzimy, albo za pół roku i poprosimy ją o pomoc, bo mąż nie jest gotowy. Gdyby był gotowy to sama bym sobie poradziła, a za tą kasę, którą wzięła pojechała sobie gdzieś do spa na weekend. Więc teraz mój mąż skutecznie mi powtarza, że pani psycholog mówiła, że na kryzys pracują dwie strony, ta jego pani zresztą też tak uważa, a poza tym jest przekonana, że daje mu wystarczającą ilość ciepła jakiego nie miał ze mną. Na moje pytanie dlaczego jej mąż rozstał się z nią w ciągu miesiąca jak dowiedział się o jej romansie z moim mężem odpowiedziała, że on nie doceniał tego co miał. No więc widzisz nie dosyć, że kochanka bezczelna do granic możliwości, to porada fachowca też jak kulą w płot. Miałam też fazę zakupów, dbania o siebie, mogłam sobie na to pozwolić, bo w ciągu miesiąca z rozmiaru 38 zaczęłam nosić 34, 12 kilo mniej. Ale to wszystko na nic. Ja nie chciałam się podobać sobie, czy komuś tam , ja chciałam się podobać Jemu. Mogłabym tak pisać i pisać, sama wiesz co się czuje, czasami ból po prostu rozrywa od środka i nie działa już nic, ani leki, ani modlitwa, ani rozmowa. Ja mam poczucie, że swój zapas szczęścia wyczerpałam mając 33 lata. Moim jedynym promyczkiem jest mój synek. Ale wiem jak bardzo byłby szczęśliwy gdybyśmy byli razem, miał wybrany pokoik w domu, do którego nie zdążyliśmy się wprowadzić (brakowało może miesiąca). Przez te osiem miesięcy nie straciłam ani na chwilę nadziei, bo bardzo wierzyłam w mojego męża, nie wiem skąd ta wiara się brała, że nie potrafiłam o nim myśleć źle, czasami padały słowa drań, kłamczuch (tak naprawdę nieustanne jego kłamstwo, które pociągało następne nas zgubiło), ale w głębi serca On był mój i ja wiedziałam, że On to wie należy tylko do mnie. On wiedział jak bardzo na Niego czekam. Mąż mnie bardzo dobrze zna, wie jak wszystko  przeżywam, że nie potrafię przejść  do porządku dziennego  jak komuś zrobiłam przykrość i udawać, że jest ok.  Przełomem  były chyba Jego słowa po jakimś czasie  tej mojej walki żebym sobie dała spokój, bo nawet jak nie będzie z nią  to do mnie i tak nie wróci. Wtedy  po raz pierwszy w życiu poczułam, że to już nie jest ON.  Nie mogę sobie darować, że wtedy kiedy pytałam czy ma problemy w pracy, kiedy zaczęły się te dziwne powroty o późnych porach, kiedy przestał się przejmować, że ja płaczę  dlaczego ja wtedy nic nie zrobiłam tylko czekałam .... no i się doczekałam telefonu od jakiegoś pana.

Drogie dziewczyny  temat jest niewyczerpany  i mogłabym tak pisać i pisać  do rana. Dziś wiem jedno czasami nie wiemy jakie jesteśmy szczęśliwe dopóki tego co mamy nie stracimy. A wydawało mi się, że nasze życie jest takie zwyczajne, a teraz oddałabym wszystko żeby wrócił z pracy i było tak jak kiedyś, żeby prasować jego rzeczy, gotować to co lubi.  Na jego powroty z pracy  to czekałam nawet jak się wyprowadził, jak zbliżała się odpowiednia pora patrzyłam przez okno czy już jest samochód. Jak jest miłość nie ważne czy w pięknym domu, czy w pokoju z kuchnią ważne, że razem. Jestem ciekawa jak nowy związek mojego męża będzie wyglądał z perspektywy lat. On mi na pewno nigdy tego nie powie, bo zanim zakończymy sprawę rozwodową i wzajemne rozliczenia to myślę, że będziemy rozmawiać już tylko przez prawników,  ale jestem ciekawa co on czuje w głębi duszy. Będąc ostatnio u synka na jasełkach płakał jak bóbr, tak bardzo, że on nie mógł się uspokoić, a dziecko zamiast skupić się na roli  pytało  dlaczego tata tak płacze. Nie wiem czy przyszedł za radą swojego adwokata, czy z własnej woli, ale tak płaczącego widziałam Go dwa razy w życiu przy porodzie synka i  teraz. Niestety argumenty tamtej pani są silniejsze  niż wszystko.

Jesteście kochane,dziękuję Wam za wsparcie,  jest mi ono bardzo potrzebne.
Moniu nie znam Waszej rodziny, ale to, że Twój Mąż podjął taką decyzję świadczy, że byłaś  i jesteś dla niego tą wybraną kobietą, dla której potrafił zrezygnować z pokusy losu jaka gdzieś go spotkała. Możesz być dumna z siebie i swojej córeczki, bo to dzięki temu jakie Wy jesteście On ostatecznie wybrał tą właściwą drogę. Naprawdę gratuluję!  Ja niestety nie mam o sobie takiego zdania, bo mimo tego, że kochałam Go nad życie i zawsze chciałam dla Niego jak najlepiej coś między nami zawiodło.

430

Odp: Dramat!!

Kaju, on nie jest Ciebie wart. Może nawet nigdy nie był.
Ten pokoik jest w tym domu, który chce cały zabrać dla siebie?
Jeśli potrafi krzywdzić własne dziecko to kim on jest? Kochającym człowiekiem? Świnią.

431

Odp: Dramat!!

Kaju doskonale Cię rozumiem.Ja czułam się dokładnie tak jak Ty teraz.Tylko ,że w momencie gdy się dowiedziałam o zdradzie męża ,czekałam na wynik potwierdzający nawrót choroby nowotworowej .Gdy zachorowałam  przed trzydziestką mąż robił wszystko bym z tego wyszła ,obiecywał ,że będzie nosił mnie na rękach .Jednak po roku ciężkiej walki coś zaczęło się zmieniać a po kolejnym pół roku był już innym człowiekiem .Poznał pielęgniarkę ,mężatkę z dwójką małych dzieci ,która na pierwszym spotkaniu rozstawiła nogi.Robiła wszystko żeby mnie zostawił ,pisała na co ty czekasz aż ona uschnie.Kiedy jednak został ze mną wydzwaniała do niego ,prosiła o spotkania.Kiedy to nie pomogło ,odnalazła mnie na tym forum i podszyła się pod  śmiertelnie chorą kobietę ,zdradzaną przez męża i próbowała mnie zniszczyć pisząc do mnie prywatnie.Wciąż pisała że mąż mnie nie kocha ,że jest z litości ,że nie mam godności bo jestem z kimś kto mnie nie kocha .Kiedy było coraz lepiej i pisałam o spotkaniach ,namiętnym seksie i tp.ona nie wytrzymała i wysłała mi sms z wiadomością ,że mam pilnować męża bo zamieni mnie na mądrzejszą i piękniejszą choć starszą.To było pół roku po tym jak przestał się z nią spotykać.Wtedy domyśliłam się z mężem ,że to ona ,bo gdy pisała mi ,że kochanka mojego męża jest na pewno ładniejsza niż ja ,odpisałam ,że jest brzydsza.Ja wtedy nie miałam pojęcia ,że piszę właśnie z nią .Kiedy nie napisałam jej o tym smsie ,by stwierdzić czy to rzeczywiście ona po paru dniach wściekła się i przez swoją głupotę ujawniła się ,choć do tej pory jest przekonana ,że ja i mąż nie wiemy że to była ona.Teraz minęło już 9 miesięcy ,a ja nadal cierpię mimo tego że nie jest źle ,ale coś we mnie umarło i muszę na nowo nauczyć się żyć .Mam nadzieję ,że Twój mąż się opamięta i zmieni stosunek do Was .Daj mu czas niech sobie z nią jest ,kiedyś pewnie będzie chciał wrócić z podkulonym ogonem ,jak ona doprawi mu rogi .Są siebie warci a ty pomyśl teraz o Sobie i swoim dziecku .Masz dla kogo żyć i walczyć .Los kiedyś jeszcze się do Ciebie uśmiechnie i będziesz jeszcze szczęśliwa ja w to wierzę a on kiedyś dostanie za swoje.Trzymaj się i nie daj się mu.

432

Odp: Dramat!!

Wiecie dziewczyny! Ja naprawdę zachodze w głowę dlaczego tak się dzieje.
Mąż Kai na początku mówił żałuję, przepraszam! A za chwilę, że i tak z nią nie będzie, nawet jeśli z tamtą mu się nie ułoży.

Po co te sceny rozpaczy w przedszkolu na oczach dziecka? Mały i tak ma rozwalone dzieciństwo. Podziwiam małego, że ma siłę mamusię pocieszać.
Kaju, kiedy mąż się wyprowadził? Jak dajesz sobie radę finansowo i w ogóle?

433

Odp: Dramat!!
Kaja112233 napisał/a:

Skąd ja znam te uczucia. Był czas kiedy leżałam sobie w łóżku i czułam, że boli mnie każdy włos na głowie, nie miałam po co wstać, nic mi się nie chciało, męża miałam przed oczami non stop, śnił mi się praktycznie codziennie. Dobrze, że moi rodzice zajęli się dzieckiem, bo nie wiem co by wtedy było. Non stop o Nim mówiłam,  do mamy, do siostry, do pani psycholog, która zresztą nie wiele nam pomogła, a może wręcz zaszkodziła.  Będąc u niej kilka razy  sama dokładnie przedstawiłam naszą sytuację (myślę, że obiektywnie, bo ukrywanie czegokolwiek, czy  udawanie człowieka bez wad nie miałoby sensu). Mówiła mi, że z moim mężem porozmawia jak ważny jest dla mnie, dla dziecka, że postara  się wskazać mu powody dla jakich popadł w ten nieszczęsny romans itd.  W momencie kiedy mój mąż powiedział, że raz ze mną pójdzie  pani psycholog stwierdziła, że to krok milowy, że się nie spodziewała, że kiedykolwiek  On się na to zgodzi i w ogóle, że to bardzo dobry znak, a tymczasem ja wyszłam ze spotkania z poczuciem totalnej klęski, reasumując  powiedziała, że albo przyjdziemy za tydzień i powiemy, że się rozwodzimy, albo za pół roku i poprosimy ją o pomoc, bo mąż nie jest gotowy. Gdyby był gotowy to sama bym sobie poradziła, a za tą kasę, którą wzięła pojechała sobie gdzieś do spa na weekend. Więc teraz mój mąż skutecznie mi powtarza, że pani psycholog mówiła, że na kryzys pracują dwie strony, ta jego pani zresztą też tak uważa, a poza tym jest przekonana, że daje mu wystarczającą ilość ciepła jakiego nie miał ze mną. Na moje pytanie dlaczego jej mąż rozstał się z nią w ciągu miesiąca jak dowiedział się o jej romansie z moim mężem odpowiedziała, że on nie doceniał tego co miał. No więc widzisz nie dosyć, że kochanka bezczelna do granic możliwości, to porada fachowca też jak kulą w płot. Miałam też fazę zakupów, dbania o siebie, mogłam sobie na to pozwolić, bo w ciągu miesiąca z rozmiaru 38 zaczęłam nosić 34, 12 kilo mniej. Ale to wszystko na nic. Ja nie chciałam się podobać sobie, czy komuś tam , ja chciałam się podobać Jemu. Mogłabym tak pisać i pisać, sama wiesz co się czuje, czasami ból po prostu rozrywa od środka i nie działa już nic, ani leki, ani modlitwa, ani rozmowa. Ja mam poczucie, że swój zapas szczęścia wyczerpałam mając 33 lata. Moim jedynym promyczkiem jest mój synek. Ale wiem jak bardzo byłby szczęśliwy gdybyśmy byli razem, miał wybrany pokoik w domu, do którego nie zdążyliśmy się wprowadzić (brakowało może miesiąca). Przez te osiem miesięcy nie straciłam ani na chwilę nadziei, bo bardzo wierzyłam w mojego męża, nie wiem skąd ta wiara się brała, że nie potrafiłam o nim myśleć źle, czasami padały słowa drań, kłamczuch (tak naprawdę nieustanne jego kłamstwo, które pociągało następne nas zgubiło), ale w głębi serca On był mój i ja wiedziałam, że On to wie należy tylko do mnie. On wiedział jak bardzo na Niego czekam. Mąż mnie bardzo dobrze zna, wie jak wszystko  przeżywam, że nie potrafię przejść  do porządku dziennego  jak komuś zrobiłam przykrość i udawać, że jest ok.  Przełomem  były chyba Jego słowa po jakimś czasie  tej mojej walki żebym sobie dała spokój, bo nawet jak nie będzie z nią  to do mnie i tak nie wróci. Wtedy  po raz pierwszy w życiu poczułam, że to już nie jest ON.  Nie mogę sobie darować, że wtedy kiedy pytałam czy ma problemy w pracy, kiedy zaczęły się te dziwne powroty o późnych porach, kiedy przestał się przejmować, że ja płaczę  dlaczego ja wtedy nic nie zrobiłam tylko czekałam .... no i się doczekałam telefonu od jakiegoś pana.

Drogie dziewczyny  temat jest niewyczerpany  i mogłabym tak pisać i pisać  do rana. Dziś wiem jedno czasami nie wiemy jakie jesteśmy szczęśliwe dopóki tego co mamy nie stracimy. A wydawało mi się, że nasze życie jest takie zwyczajne, a teraz oddałabym wszystko żeby wrócił z pracy i było tak jak kiedyś, żeby prasować jego rzeczy, gotować to co lubi.  Na jego powroty z pracy  to czekałam nawet jak się wyprowadził, jak zbliżała się odpowiednia pora patrzyłam przez okno czy już jest samochód. Jak jest miłość nie ważne czy w pięknym domu, czy w pokoju z kuchnią ważne, że razem. Jestem ciekawa jak nowy związek mojego męża będzie wyglądał z perspektywy lat. On mi na pewno nigdy tego nie powie, bo zanim zakończymy sprawę rozwodową i wzajemne rozliczenia to myślę, że będziemy rozmawiać już tylko przez prawników,  ale jestem ciekawa co on czuje w głębi duszy. Będąc ostatnio u synka na jasełkach płakał jak bóbr, tak bardzo, że on nie mógł się uspokoić, a dziecko zamiast skupić się na roli  pytało  dlaczego tata tak płacze. Nie wiem czy przyszedł za radą swojego adwokata, czy z własnej woli, ale tak płaczącego widziałam Go dwa razy w życiu przy porodzie synka i  teraz. Niestety argumenty tamtej pani są silniejsze  niż wszystko.

Jesteście kochane,dziękuję Wam za wsparcie,  jest mi ono bardzo potrzebne.
Moniu nie znam Waszej rodziny, ale to, że Twój Mąż podjął taką decyzję świadczy, że byłaś  i jesteś dla niego tą wybraną kobietą, dla której potrafił zrezygnować z pokusy losu jaka gdzieś go spotkała. Możesz być dumna z siebie i swojej córeczki, bo to dzięki temu jakie Wy jesteście On ostatecznie wybrał tą właściwą drogę. Naprawdę gratuluję!  Ja niestety nie mam o sobie takiego zdania, bo mimo tego, że kochałam Go nad życie i zawsze chciałam dla Niego jak najlepiej coś między nami zawiodło.

Kaju kochana, kiedy czytałam ostatnie słowa, ścisnęło mnie za serce,wiem co to znaczy kochać i być odrzucona. kiedyś to przerabiałam,zostałam sama z dwoma synami,mieli wtedy> starszy rok i trzy miesiące,młodszy,trzy miesiące. Bolało jak cholera, wyrzucił nas z domu............ to było dawno i już. Jedyna wina jaka ponosisz to to, że za mocno go kochałaś i kochasz, możliwe że "zagłaskałaś kotka" Tamta raczej go nie głaska, a wymaga by to ja głaskano, jest całkowitym przeciwieństwem ciebie i to przyciągnęło twojego męża.
Coś mi się zdaje, że twój maż wpadł w takie zauroczenie ta kobieta, że po prostu stracił samokontrolę, są ludzie którzy potrafią tak zawładnąć innymi, całkowicie ich sobie podporządkowując, mój były należy do takich osób. Będąc z nim, ja nie istniałam inaczej jak dla niego, on mi dyktował znajomych,długość sukienki, kiedy mam iść do fryzjera itd. Kiedy już się rozstaliśmy, trzy lata mi zajęło odnalezienie siebie. Mam wrażenie że twój maż gdzieś tam w środku nie chce was stracić, ale jednocześnie nie umie odejść od tamtej. Możliwe że u niego nie jest tak różowo jak sam to przedstawia, ale wstyd i duma nie pozwalają mu się do tego przyznać, i jak baran za stadem zmierza ku przepaści. To by mogło tłumaczyć jego płacz na jasełkach, możliwe że do niego dotarło że kocha syna i  że go straci, bo jego nowa pani nie zamierza opiekować się nie swoim dzieckiem, wszak powiedziała to otwarcie. A na pytanie, jak będzie wyglądał jego związek po latach........ wydaje się że tych lat nie będzie dużo, on się szybko tej pani znudzi, albo ona spotka kogoś ciekawszego od niego. Możliwe że jest to typ kobiety łowczyni, jak go już upoluje i "powiesi trofeum nad kominkiem" będzie polować na inna zdobycz,zwłaszcza gdy owa nie będzie obciążona takim balastem, jak dziecko z poprzedniego związku. A wtedy on zostanie sam.
tak ja to widzę, a biorąc pod uwagę krzywdę jaka ci wyrządza, nie przypuszczam byś dała mu "sakrament odpuszczenia" Chociaż, kiedyś może będziesz zdolna do przebaczenia, kiedyś, kiedy będziesz znowu szczęśliwa, kiedy rany się zagoją, staniesz znowu silnie na nogach. Wiem że tak będzie, zawsze po burzy nadchodzi słońce. Mocno trzymam kciuki za Ciebie, nie poddawaj się, a wsadzie bądź lwica, walcz o siebie i o syna, musisz
zapewnić jemu i sobie warunki do życia. Jeżeli twoi rodzice ci mogą pomóc, wróć do pracy,to pomoże ci odzyskać poczucie własnej wartości w swoich własnych oczach, a przebywanie wśród innych pomoże pokonać przytłaczający ból i znaleźć pierwszy promyk słońca.
a tak na zakończenie >"Błądzić jest rzeczą ludzką ? wybaczać niezwykłą
życzę ci byś szybko odnalazła w sobie siłę do tego, by być niezwykłą.

434 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2012-01-04 23:08:31)

Odp: Dramat!!

Być może wiele rzeczy mnie jeszcze w życiu zaskoczy, ale największym  bardzo miłym zaskoczeniem  tego roku jest, że wcale się nie znamy, a ja mam wrażenie, że znam Was od dawna i jesteście  razem ze mną. Moja historia jest chaotyczna  i pisana pod wpływem silnych emocji więc może nie wszystko dla Was jest zrozumiałe, trudno też opisać  swoje życie ( a nasze małżeństwo było moim życiem) w kilkunastu zdaniach. O tym, że z moim mężem dzieje się coś złego obserwowałam rok  przed tym nieszczęsnym telefonem. W skrócie mniej więcej było tak: brak ochoty na wspólne wyjścia, zakupy, ciągłe wyjazdy i powroty coraz późniejsze, wymówek tysiące: wypadek na drodze, samochód się zepsuł i musiał przyjechać kolega by Mu pomóc, rozmowy telefoniczne tylko poza domem, jak ja dzwoniłam ciągle wyłączony telefon, mówił, ze bateria padła.  Więc moja mama tak się tym przejęła, że dała zięciowi  na nową komórkę, no bo do czego to podobne żeby  miał jakąś ze słabą baterią. Wracając do sedna zaczęły się pojawiać puszki, butelki po alkoholu w samochodzie, byłam przerażona, nie mogłam uwierzyć, że mój mąż coś pił, a potem prowadził. Mój  mąż oczywiście uspokajał: "kotek za kogo ty mnie masz, ja przecież nie piję alkoholu, a już na pewno nie jechałbym samochodem" itd. Miłość tej pani do niego jest tak wielka, że najpierw była kolacja z winem i seks, a potem mój mąż w takim stanie wsiadał do samochodu i wracał do domu, a że najczęściej, albo był tak zmęczony, że odwracał się i zasypiał, albo wracał tak późno, że widząc, ze już wjeżdża praktycznie nie widzieliśmy się. Kłamał non stop. Kiedyś sprzątając samochód trafiłam na opakowanie po pewnym wynalazku (oczywiście używanym w wiadomym celu), że aż mnie zatkało, znowu dałam sobie wmówić, że  to kolegi, zostawił w samochodzie, bo razem dzień wcześniej jechali. Mój mąż z zimną krwią mnie zdradzał  i myślę, że mieli niezły ubaw z  tą panią tego jak  ja się niczego nie domyślam, a na dodatek mówię, że mi Go brakuje, czy dziś wieczorem to będzie mniej zmęczony itd. Po prostu byłam tak w niego zapatrzona, że opcja iż On ma kobietę w moim pojęciu świata się nie mieściła. Tak się do niej spieszył, że rozbił nowiutki samochód i zapłacił kilkanaście mandatów (to akurat wiem od teściów), a ja głupia mówiłam dobrze, że Tobie się nic nie stało, samochód to nic. Ja naprawdę niczego się nie domyślałam. Kim ten człowiek się stał.
Mieszkaliśmy z moimi rodzicami, dom jest bardzo duży, mieliśmy  super warunki,ale ja nie mogłam się doczekać kiedy będziemy już u siebie, mojemu mężowi przestało jakoś ostatnio na tym zależeć, mówił, że jemu jest tak dobrze u teściów, że tak naprawdę to wcale mu nie zależy na tej przeprowadzce (wiedział, że Jego wyjazdy musiałyby się skończyć).  Co do mojej pracy zrezygnowałam z niej dwa miesiące przed jego odejściem, mój mąż mówił, że jestem  non stop zestresowana, że przecież jesteśmy razem, nie ma powodu się męczyć, szkoda mojego zdrowia, za jakiś czas coś znajdę, a póki co to też mogę miesiąc, czy dwa odpocząć. Możecie sobie zdać sprawę co ja przeżyłam zostając z dzieckiem z dnia na dzień sama bez pracy. Pół roku szukałam i znalazłam, ja musiałam coś znaleźć, bo bym oszalała, stresu nie ma, ale kasy połowa. Tamta praca dawała mi ogromny komfort finansowy, ale dzięki Bogu pomagają mi rodzice i siostra. Ja już chyba taka naiwna umrę, kiedy byłam z dzieckiem w sanatorium tuż przed naszym rozstaniem, prosiłam męża  by choć na kilka dni do nas przyjechał, powiedział, że nie dostanie urlopu (ta pani jest tam od urlopów), więc ta naiwna żona zamówiła mu masażystę jak przyjechał nas odebrać, a niech chłopak ma tak ciężko pracuje.  Nie wiedziałam, że on masaże miał przez cały czas naszego pobytu tylko gdzie indziej, jak jeszcze się przyznawał sam mi to powiedział, że wtedy u tej pani bywał zamiast iść do pracy, więc dla moich rodziców wszystko było ok,  wracał normalnie po pracy do domu.
Ja po telefonie jaki dostałam (to było rok temu)  pojechałam tam gdzie nasz samochód miał stać i on tam faktycznie stał (a ja miałam nadzieję, że go tam nie będzie) wtedy po kilku próbach telefonicznego połączenia z mężem powiedziałam żeby wychodził, bo wszystko wiem i on wyszedł..... nietrzeźwy. Zabrałam mu kluczyki od jego samochodu,powiedział, że jest u kolegi, nie przepraszał, nie błagał, nic. Myślałam, że za chwilę wróci do domu taksówką, poprosi kolegę , czy nie wiem jak , ale że będzie  prosił tłumaczył , nic takiego się nie stało, został z nią. Potem mi powiedział, że był w szoku. Następnego dnia przyjechał tylko zabrać rzeczy. Teściowie mimo wcześniejszych zapewnień, że widocznie miał za dobrze i teraz to pod most przyjęli Go do siebie, a w tej chwili  mówią "widocznie coś było u was nie tak". Potem przez pół roku mąż mówił, że to wyłącznie jego wina, żebym niczego sobie nie zarzucała, tak widocznie musiało być, zbłądził , nie było warto, ale nie ma odwrotu, bo dla niego w naszej rodzinie nie ma miejsca po tym co zrobił, a tak w ogóle to ona nic dla niego nie znaczy. Potem złożył pozew bez orzekania o winie, no bo przecież nam się nie ułożyło i to będzie najlepsze rozwiązanie, a w tej chwili oczywiście wina jest moja. Potrzebował rok by trzy razy zmienić zdanie. Zastanawiam się tylko skoro miłość tej pani do Niego jest podobno tak wielka to dlaczego o ich byciu razem zdecydował jej mąż  rozwodząc się z nią, bo dopóki on o niczym nie wiedział  ona udawała dobrą żonę i myślę, że miała zamiaru się z nim rozstawać, a skoro już jej po tym wszystkim nie chciał  no to ona  nie mogąc zatrzymać swojego postanowiła, że będzie miała mojego.
Jeśli chodzi o ten pokoik synka to faktycznie on jest w tym domu, gdzie mieliśmy być my i nasze dzieci, a teraz tatuś z kochanką mają  chyba zamiar spać codziennie w innej sypialni. To jest straszny dramat, bo los się tu strasznie pomylił i nam się to miało nie zdarzyć,  ale  skoro się zdarzyło ja chciałam być ponad to, uważałam, że tylko trochę czasu Mu potrzeba, a usłyszę " kotuś jak to dobrze, że byłaś wtedy taka mądra i nas uratowałaś" niestety tego nie usłyszałam i nie usłyszę, słyszę natomiast same pretensje, że byłam tak zła, że wszystko stało się przeze mnie. No a tak w ogóle to kobiety nie ma  i nie było, miłość miłością, no ale na coś takiego to sobie już nie pozwolę. Nie będę Wam już pisać jak ubłagałam teścia żeby zawiózł mu zapasowe kluczyki, bo o 23. 00 telefon od kochanego męża (już po wyprowadzce), mróz - 30 stopni, że wraca z pracy i zgubił kluczyki, no  więc ja głupia wydzwaniam to teścia trzy razy, no bo nie chciał tego mimo wszystko zrobić, że zima, że mój ukochany mąż zamarznie, że trzeba mu pomóc, a mąż co, kluczyki wziął i pojechał do narzeczonej, nawet nie raczył wrócić z teściem do  ich domu. To właśnie cała ja, jego prawie była żona.  Wstyd mi za siebie, bo powinnam powiedzieć "chcesz to wracaj  ja jestem gotowa", ale jak nie to nie, a ja z siebie zrobiłam idiotkę. Niestety wiem jedno, że nawet teraz gdyby bardzo potrzebował pomocy typu (szpik, czy coś takiego... czego mu nie życzę), a mogłabym pomóc to bym to zrobiła. Niestety taka jestem, może dlatego tak los mnie potraktował, a mój mąż myślę, że mimo tych błyskawic jakimi teraz we mnie rzuca wie jaką miał żonę. Czasami mam wrażenie, że odgrywamy jakieś role, ja się obudzę i tego nie będzie. Ja dla Niego jestem wrogiem, a ja wciąż widzę Jego oczy, ja mimo tego co On mi robi najbardziej pamiętam  te wspaniałe nasze chwile, ja je zawsze będę pamiętać, choć wierzcie mi, że pisząc to łzy mi płyną jak groch. Jak patrzę na synka to widzę męża, jest do niego bardzo podobny, więc mimo wszystko On  jest ze mną w tej najwspanialszej postaci. Muszę skończyć, bo znowu się rozklejam. Powiem Wam jeszcze jedno największym komplementem  dla mnie jaki od Niego usłyszałam było to, że jeśli mielibyśmy kiedyś córeczkę to bardzo by chciał żeby była taka jak ja. No i co wy na to? Po prostu widocznie zmienił zdanie.

Bardzo wszystkim dziękuję, jesteście kochane(kochani), Moniu tak naprawdę to się wprosiłam do Twojego wątku, ale mam nadzieję, że się nie gniewasz. Całuję Was wszystkie i przepraszam, że jak zacznę pisać to końca nie widać.  A tak w ogóle to Wasze odpowiedzi sobie wydrukuję i włożę pod poduszkę, bo są bezcenne. Mam jeszcze jedno słowo do Niny  - to co Ty przeżyłaś było na pewno dużo cięższym doświadczeniem i nawet nie ma co porównywać, jesteś wielka.

435

Odp: Dramat!!

Kaju, przeżyłaś i nadal przeżywasz tragedię. Nie daj się. Takim typem należy się brzydzić. Bop co myśleć o kimś kto idzie na lewiznę, a potem jakby nigdy nic przychodzi do łożka i jeszcze nie daj bóg chce seksu z Tobą.
Ale to co chce zrobić dziecku jest niewybaczalne i niewyobrażalne zarazem. czy on ma świadomość jak niszczy miłość własnego dziecka? Chyba nie ma. Albo może ta ku... się wtrąca.  Wybiłabym zęby, serio. Bez ogródek. Brak mi słów na coś takiego.
Nie możesz być dla niego dobra, pomagać mu. Im bardziej będziesz chciała pomóc jemu tym bardziej zaszkodzisz sobie.

Nie daj się, prosze Cię, dla synka.

Strasznie mi przykro, że świat produkuje takie świnie. A potem kochani rodzice bronią jak nie wiem co. Za co pyta, za co? Za kur..wo?

436 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2012-01-04 23:41:51)

Odp: Dramat!!

Jeszcze jedno, tym razem króciutko. Żeby nie było, ze ja to taki anioł  i ani raz głosu nie podniosłam. Ja też się nieraz denerwowałam, bo tłumaczyłam, że dziecko Go potrzebuje, że tak mało jest w domu, że tak się nie da żyć, jesteśmy sami non stop i jak tak ma być to ja nie chcę tego domu, tylko ja chcę być z mężem. Czasami mówiłam, że jak tak będzie postępował to kiedyś zostanie sam, bo to jest nie do wytrzymania. Rozmowa czasami trwała dwie godziny, skończyła  się w najlepszy chyba z możliwych sposobów na dojście do porozumienia męża i żony, a na drugi dzień jakby nigdy nic mąż znowu gdzieś pilnie musi jechać. No więc faktycznie nieraz krzyczałam, płakałam,  bo ja tego nie potrafiłam wytłumaczyć dlaczego tak jest. No i teraz mąż pamięta tylko te chwile i mówi " przecież mówiłaś, że i tak się będziemy musieli rozstać". Tak więc każdy widzi to co chce zobaczyć.
Wiem, że teraz nie mogę się poddać, co ja bym kiedyś powiedziała mojemu dziecku. Mam czyste sumienie, bo szansę dałam  (choć całe życie uważałam, że zdrady nigdy nie wybaczę) i bardzo długo na Niego czekałam udając, że się trzymam, ale tej szansy On nie przyjął. To On złożył pozew i mam nadzieję, że jak ten  upragniony rozwód już dostanie to się okaże, że tak naprawdę to On myślał, że to będzie trochę inaczej. Teraz nie ma odwrotu.

437

Odp: Dramat!!

Pewnie, że każdy wyciąga to co mu pasuje.
Może po prostu powinnaś mu wtedy powiedzieć, żeby się zdecydował, albo rybki albo akwarium...
Za dużo dobra... Potrafisz znieść zbyt wiele.

438

Odp: Dramat!!

Kochana Kaju!
Pisz, kiedy chcesz! Po to tu wszystkie jesteśmy! Próbujemy sobie pomóc tak jak najlepiej potrafimy!
Brak mi słów! Generalnie jestem wygadana, ale teraz nie umiem Ci nic mądrego doradzić. Widzę tylko, że coraz bardziej pogrążasz się w rozpaczy!
Spróbuj porozmawiać z jakimś psychologiem, musisz być silna dla synka! Wiem co mówię, bo moje dziecko zaczyna mieć problemy emocjonalne. A nigdy przy niej nie było kłótni, awantur, tata nie wyprowadził się z domu. Dzieci bardzo przeźywają takie rzeczy.

Błagam! Nie załamuj się!
Ściskam Cię mocno!

439

Odp: Dramat!!

Najbardziej cierpią dzieci. Najbardziej. A tatusiom się wydaje, że czynią dla nich dobro zachowując się jak idioci.

Smutno mi Kaju.

440 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2012-01-05 17:57:51)

Odp: Dramat!!

Mój mąż od początku twierdzi, że synka nie zostawił, no bo przecież nie umarł, tylko jest  i jak jest bardzo potrzebny to zawsze mogę do niego zadzwonić i ewentualnie poprosić o pomoc jak mi ciężko, bo stwierdził jakiś czas temu, że zaczęłam narzekać i dziecko mi jakoś wyjątkowo ciąży. Drań dobrze wie, że spędzałam i spędzam z dzieckiem każdą wolną chwilę, jak był mały czasami trzy godziny w nocy trzeba go było nosić, a rano iść do pracy, a tatuś nigdy nie słyszał, że dziecko płacze. Po tym jego podsumowaniu jakiś czas temu przestałam z nim rozmawiać na temat synka. Pomijam, że jak się wyprowadził synek bardzo tęsknił, po prostu mu go brakowało na co dzień, to co dla niego było wtedy normalne i oczywiste nagle runęło. Podczas weekendów bywało, że dzwoniłam po 16 razy, nie raczył odebrać, bo spędzał cały weekend u pani. Jak powiedziałam o tym teściom i oni próbowali też nie odbierał i to jest cały wspaniały tatuś, który kupi pięć prezentów do roku, spotka się z synkiem jak kochanka właśnie ma wychodne, albo jest zajęta czym innym i da mu wolne i on będzie mówił, że mi ciężko. On nie ma pojęcia co to dziecko przeżywa. Mój synek mówi do mnie "mamusiu zobaczysz, że ja z tatą porozmawiam jak będę duży". Tata zastąpił sobie go panią, a pani mimo iż sama nigdy nie urodziła i nie wychowała dziecka wie najlepiej co czują dzieci i spotkania z tatą raz na miesiąc w sali zabaw są wystarczające. Ponieważ jest bardzo skuteczna w przekonywaniu tatuś uważa tak jak ona. Mój synek zaczyna czytać, a jego tata tego nie widzi, super jeździ na rolkach, rowerze bez kółek bocznych  i nie ma ojca, który powie: synku jesteś super. On stracił swój instynkt. Teraz jest doborowym kochankiem swojej pani. Ostatnio wymyślił, że nigdy mi nie daruje, że zniszczyłam rodzinę i wszystko powie synkowi jaka byłam. On już po prostu stracił głowę. Wie, że to dziecko praktycznie wychowałam sama, tylko przy finansowym jego udziale, bo czasu dla synka nigdy nie miał, nawet tyle by go od czasu do czasu wieczorem położyć spać, bo biedaczek sam zasypiał na stojąco. Jego miłość natomiast w rozmowie ze mną powiedziała, żebym nie myślała, że dziecko to karta przetargowa, bo tak nie jest, ja mam z nim dziecko, a on i tak wybrał ją i to daje jej tą ogromną siłę i pewność. Nigdy więcej nie odbiorę od niej telefonu, bo dla mnie  ona jest .....po prostu jej nie ma (w sensie moralnym). Ona mówi o moim poniżaniu i braku klasy, a gdzie jej klasa, skoro zajęła się żonatym facetem z dzieckiem.

441

Odp: Dramat!!

Otóż to. Nic tylko czerpać przykład z takiego kur...
Co jak co ona dziecku ojca zabrała i może się czuć szm..ą jedynie a nie pewną siebie stu procentową kobietą.
Telefonu nie odbieraj oczywiście, nie dawaj jej satysfakcji. Ona jest nikim właśnie dla Ciebie. Nikim.
A on jest głupi.
Co jak co, ale to raczej tatuś i ona podchodzą do osoby dziecka jako rzeczy, a nie człowieka. Nie daj się, jeśli trzeba będzie ogranicz kontakt. A już na pewno nie pozwól aby ona miała kontakt z dzieckiem, bo nie wiadomo do czego jest zdolna. Także załatwić trzeba zabezpieczenie. Nawet po to, że jakby tatusiowi pod wpływem nacisku owej jej do głowy przyszło dziecko zabrać w jakiś sposób, bo wtedy wiesz jak jest. Nie ma ustalonej opieki i można sobie pogadać.
Trzeba uważać.

Mnie tez pouczać chciała owa pani, ale niestety tak ją poniosło, bo ja ją potraktowałam jak potraktowałam. Więc poniosło ją tak, że się nawyzywała, nagadała i popłakała. I nawet jej powiedziałam, ,że sobie może teraz posłuchać, nie zareagowała. Pomyliło jej się. I ktoś taki z drugiej ręki zdanie będzie zabierał i mądrości wygłaszał. Najpierw niech się sam nauczy moralności przede wszystkim, a potem...a potem i tak nie słucham takich ...

Jakie to irytujące. Ale koniec, emocje na bok. Ja wiem, że to jest poniżej krytyki do czego takie osoby są zdolne, to jest paranoja. W głowie się nie mieści.

442

Odp: Dramat!!

....Twoja historia Kaju.... strasznie jest podobna do mojej... ale to nieważne... mój były mąz jest wymazany z mojej pamięci.. JEDNAK.. jedyne co teraz czuję ( heloou! po 10 latach po rozwodzie) to czysta nienawiść... krzywda jaką zrobił naszym dzieciom jest przerażająca.. a tamta kobieta? mhmhmh nawet nie mam sił opisywać kim ona jest.. Kaju.. powiem Ci jedno.. przysięgam Ci,że przyjdzie taki moment,że dotrze do Ciebie jakim on jest człowiekiem naprawdę.. co zrobił i nie będziesz już kochała.. przestanie boleć.. Powiem Ci tak.. nawet gdybym teraz była sama ( a mam męża) cierpiałabym głód i biedę mój eks mąż błagałby o szanse dla nas... nie byłoby to możliwe.. nigdy! za nic!... Słuchajcie.. takie jest życie.. czasami ktoś zbłądzi, zakocha się w kims innym, następuje rozwód.. peeeeeeeeewnie,że jest ból ale naprawdę sa faceci, którzy maja klasę, są " te drugie" które mają empatie, odczucia, zdrowy rozsądek.. czasami tak bywa, mleko sie rozlewa i amen.. ale nie ma dręczenia, nie ma zadawania ciosów i udowadniania całemu światu,że to żona była zła a zupa notorycznie za słona..Ludzie się rozwodzą jak świat światem.. ale tak mało jest teraz w ludziach zwyczajnej przyzwoitości...

Do tego jeszcze prawo.. a raczej gooooofno nie prawo.. Mój eks został bez nikakich dwóch zdań uznany za winnego... i co? dziś spłacam kredyt, ( jeszcze 25 lat) on wyprowadził się do kochanki która i tak miała majątek.. okradli mnie.. bo nie miałam pieniędzy na adwokata i na walkę( bezsensowna jak wiecie w polskich realiach).. Winny? chce sie nowego związku? wio!  pakuj swoje rzeczy a konsekwencja jest taka,że majątek przechodzi na porzucana rodzinę... a tak przelałam im na konto prawie 200 tys.. fajnie... luzik...

Dziewczyny trzymam za Was wszystkie kciuki... za siebie też...

443 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2012-01-06 14:35:13)

Odp: Dramat!!

Malwinko!
Ściskam kciuki mocno i wierzę, że odzyskasz spokój!
Pamiętaj i powtarzaj to codziennie jak mantrę: Misiek jest cudowny, wspaniały, wyjątkowy! Nie mogę tego związku spaprać! Jesteśmy dla siebie stworzeni!

Ja rozumiem Twoje huśtawki i to bardzo! Mi wystarczy, że np. w filmie, który oglądam jakaś parka się całuje- już mam przed oczami mojego męźa i tą lalunię. Momentalnie serce wali jak oszalałe, gorąco mi się robi. Nie raz lecę do łazienki  i chlastam się zimną wodą dla otrzeźwienia! Nienawidzę tego, ale to jest niezależne ode mnie! Mam nadzieję, że z czasem będzie coraz mniej takich akcji!

A tak w ogóle to jak Twój nastrój po tym wszystkim? Jest choć troszkę lepiej?
Ściskam mocno!

444

Odp: Dramat!!

Zbieram się w całość po raz milionowy.. układam na pólkach serca ważne sprawy, rozprawiam się sama ze sobą... mam wprawę....przeciez to milion siódmy raz... ;-)
Jedyne co mi konstruktywnego przychodzi do głowy i nawet ciut pomaga to DYSTANS.. mówię sobie; trudno.. co ma mnie spotkać to spotka.. wszystkiemu stawię czoła i dam SOBIE radę...
...trochę pomaga... a teraz będzie OK.. będę tą Królową...

445

Odp: Dramat!!

Dla mnie myślenie o nowym związku, czy w ogóle o kim innym to czysta abstrakcja. Łapę się na tym, że w głębi duszy mam wrażenie, że nawet mi nie wolno  tak myśleć, tak bardzo Go kochałam. Miałam taką fazę, że chciałam tę panią zbagatelizować i uważałam, że uda nam się o niej zapomnieć (bo nie jest warta by nawet ją oceniać) jak tylko mąż wróci i myślałam, że to nastąpi lada tydzień, niestety nie nastąpiło. Ja naprawdę wyciągnęłam na tamten czas  wnioski z tego co było, bo prawda jest taka, że ja też w pewien sposób  musiałabym nad sobą pracować żeby on odnalazł we mnie tę kobietę, w której się zakochał i którą wybrał na matkę swojego dziecka. Tej szansy nigdy nie dostałam choć tak naprawdę niczego do tej pory bardziej nie pragnęłam niż ją dostać. Ja nadal uważam, że mąż w pewnym momencie stracił kontrolę nad tamtym związkiem, a pani wzięła sprawy w swoje ręce i było za późno  by się wycofać ( po porostu uznał, że wybrał honorowe rozwiązanie) . Najwyższą cenę za jego lekkomyślność  i pozwolenie sobie na jeden skok w bok, a potem myślenie  no przecież nic się nie stanie jak się z nią spotkam jeszcze kilka razy zapłacimy ja i nasz synek.  Nie wiem czy jest bardziej przykre uczucie jak walka ( w naszym przypadku przed sądem) z osobą którą się kocha, a dla której nic się nie znaczy.
Dziewczyny  jak ja wam zazdroszczę: tobie Moniu, bo wygrałaś wojnę, która tak naprawdę mogła różnie się zakończyć  i tobie Malwinko, że wyleczyłaś się z tej miłości do męża. Wiem, że to ogromne obciążenie finansowe, ale ciebie On już nie obchodzi cokolwiek by się z nim działo, a ja mojego męża kocham. Dlaczego on przestał widzieć we mnie kobietę swego życia, sam po rozstaniu mi powiedział "kiedyś bardzo cię kochałem".... widocznie spotkał lepszą. Najbardziej boję się żeby mojej frustracji nie odczuł nasz synek, on powinien patrzeć jak kwitnie miłość rodziców, a nie na 33 - letnią mamę jak zaciska mocno zęby.  Jak widzę taką trzy, czteroosobową rodzinkę na spacerze czy  zakupach to łzy same napływają mi do oczu za każdym razem.  Ja to już straciłam na zawsze. Obawiam się, że za 10 - 12 lat miłość  już mi nie będzie potrzebna, mnie czasami teraz nie chce się już żyć. Muszę jeszcze temu człowiekowi o wspaniałych ciemnych "dobrych oczach" udowadniać winę. Czasami sobie myślę, że to co mój mąż rozbił jest tak podłe i niedorzeczne, że spotka Go za to niespodzianka, jego życiowe plany potoczą się inną drogą niż ta po której oboje mają zamiar pójść.

446

Odp: Dramat!!

Kaju...to niestety całkiem normalne co obecnie czujesz.. to taki proces.. musisz przez to przejść, nie ma innego wyjścia.. miałam dokładnie to samo.. liczyłam na rozsadek, na opamiętanie, na zawód jej osobą, na docenienie mnie, naszej rodziny, czasu razem spędzonego.. Mówiłam sobie,ze to niemożliwe! przecież tyle nas łączy, 16 lat, dzieci, tyle razem przeszliśmy... zawsze było dobrze.. pewnie,że zdarzały się kłótnie.. nieważne.. razem wyszliśmy z takich kłopotów które byłam pewna że nas scementowały na zawsze.. doooooopa blada..wszystko runęło.. a ja oczywiście,ze go kochałam.. bardzo, wszystko we mnie krzyczało,wszystko bolało.. Kochana i co? CZAS... czas pokazał,że można bez niego żyć, być szczęśliwą( pomijam obecny czas) układać sobie życie, przyszłość, kochać kogoś innego.. TO WYKONALNE ale Ty na tym etapie nie przyjmiesz tego do wiadomości..

447

Odp: Dramat!!

Malwino, jak to Cię okradli?

Kaju, wiem, że przeżywasz ogromny ból i wiele innych uczuć. Musisz jednak postarać się odepchnąć swoje emocje, kiedy dojdzie do rozprawy. On teraz jest twoim wrogiem. Sam postawił się w takiej sytuacji.
Nie wiem co poradzić, bo to co Wam zrobił nie mieści się w żadnych granicach.

448

Odp: Dramat!!
hm... napisał/a:

Malwino, jak to Cię okradli?

Malwina69 napisał/a:

....

Do tego jeszcze prawo.. a raczej gooooofno nie prawo.. Mój eks został bez nikakich dwóch zdań uznany za winnego... i co? dziś spłacam kredyt, ( jeszcze 25 lat) on wyprowadził się do kochanki która i tak miała majątek.. okradli mnie.. bo nie miałam pieniędzy na adwokata i na walkę( bezsensowna jak wiecie w polskich realiach).. Winny? chce sie nowego związku? wio!  pakuj swoje rzeczy a konsekwencja jest taka,że majątek przechodzi na porzucana rodzinę... a tak przelałam im na konto prawie 200 tys.. fajnie... luzik...

Właśnie - może Malwina podziel się doświadczeniami... Ku przestrodze innym rozwodzącym się. Jak nie tu to w "Moim wymarzonym rozwodzie"...
albowiem jakoś to niespotykanie wygląda:
- primo - można skorzystać z bezpłatnej pomocy prawnej lub prosić o pełnomocnika "z urzędu"
- secundo - na prawnika nie było a na przelanie 200 (!) tysięcy się znalazło?
- tertio - sprawy majątkowe to domena sądu cywilnego w sprawie o podział majątku dorobkowego a NIE w sprawie o rozwód.
Rozjaśnij proszę te niejasności dla dobra innych zainteresowanych, please smile

449

Odp: Dramat!!

Malwinko, a ja mam do Ciebie inne pytanie  czy to możliwe pokochać innego człowieka  tak bardzo jak kochało się swojego męża. Z Twojej wypowiedzi wynika, że pierwszego męża kochałaś, bo inaczej nie walczyłabyś o Niego. Czy ta druga miłość to nie jest coś w zastępstwie tej pierwszej skoro jej już nie można mieć, myślę, że mnie to chyba nigdy nie będzie dotyczyć, bo nie umiem robić nic wbrew sobie samej, a nie chciałabym kogoś oszukiwać i robić mu nadziei. Niestety mój mąż po tym co mi zrobił nadal bardzo podoba mi się jako facet, to chyba nieuleczalne.

450

Odp: Dramat!!

Kaju... tak można pokochać innego mężczyznę. Nawet mocniej. Mój obecny mąż jest tego przykładem. Nie wyszłabym za mąż gdybym go nie kochała. Mało tego. Z perspektywy czasu doszłam do wniosku który mnie bardzo zaskoczył. Dobrze się stało,że tamtego człowieka nie ma w moim życiu, że się rozstaliśmy, że mam to za sobą. Rozwód to bardzo trudny czas....cholernie dużo bólu i niesprawiedliwości której właśnie sprzyja prawo.

Moja rada; przede wszystkim prawnik obowiązkowo, niech żadna nie startuje sama!!!...trudno,że koszt..musi być adwokat i to dobry, postarajcie się poszukać z doświadczeniem i dobrą oceną jego pracy. Ja proponuję przy okazji rozwodu od razu robić podział majątku a nie czekać jak ja kilka lat. To właśnie zadziałało na moją niekorzyść, to największy błąd jaki popełniłam. Dom kupiony był za MOJE mieszkanie w bloku, równowartość bo mieszkanie było bardzo fajne a dom w surowym, zamkniętym stanie...wszyyyyyyyyyyscy o tym wiedzieli, całą rodzina, wszyscy znajomi ale nie wynikało to z dokumentów. W momencie kiedy wynikło,że się rozwodzimy moja była teściowa krzyczała wszystkim w rodzinie, że wiadomo iż dom jest Malwiny i dzieci bo był kupiony za jej mieszkanie..to było oczywiste. Po 10 latach wszyscy w jego rodzinie o tym zapomnieli...a najbardziej On bo założył sprawę o podział majątku. I co? każdy prawnik którego chciałam wynająć mówił mi o kosztach rzędu 15, 20 tysięcy bez względu na wynik.On wynajął naszego znajomego adwokata( dawnego przyjaciela rodziny) chciałam to podważyć ale nic to nie dało... w ogóle walka z wiatrakami, perspektywa 2 a nawet 3 lat walki w sądzie( każdy adwokat po zapoznaniu sie ze sprawa tak to oceniał) była dla mnie przerażająca.I tyle.. do drugi największy mój błąd..podpisałam ugodę bardzo mnie krzywdzącą a gdybym wtedy podjęła walkę??? gdybym zaryzykowała?? miałam 11 świadków... Mam znajomych którzy w sądzie spędzili 12 lat z podziałem majątku... straszne...

451

Odp: Dramat!!

Dziewczyny podziwiam Was, jesteście niesamowicie silne, macie w sobie mnóstwo miłości, przeczytałam cały wątek, smutnamonia i nina 1234 życzę Wam dużo dobrej energii i optymizmu Trzymam kciuki za Was Pozdrawiam

452

Odp: Dramat!!

Własnie pokaz mu ze nie ma z Tobą przelewek albo rybki albo akwarium. Prawda jest taka ze on z nią utrzymuje cały czas kontakt a z Tobą ma stabilizację. Fajnie jest miec kogos na boku jak wie się ze mozna wrocic do zonki i jest wszystko poukładane. Ja bym na Twoim miejscu własnie nie pokazywała tego ze tak bardzo go kochasz niech własnie poczuje ze Cię traci wtedy zobaczysz jak wszystko szybko się skonczy. Wiem co mowię bo byłam w podobnej sytuacji. Powodzenia

453

Odp: Dramat!!

Mój mąż zamieszkał ze swoją damą i choć od dawna z tym się liczyłam  to strasznie mnie boli. Rok czekali na nasz rozwód i się nie doczekali, bo Sąd się zastanawia, dlatego postanowili dłużej nie czekać. W tej sytuacji niepojęte jest to, że mimo, że mąż wie jak jest mi ciężko, jak bardzo mnie zranił, że to ja wychowuję nasze dziecko, a on nie przyznaje się, ze ma  i kiedykolwiek miał kobietę. Przecież wybrał ją, jest dla niego tak ważna, że postanowił, że nie będzie wychowywał własnego dziecka  i zabrał mu szansę na normalne dzieciństwo, bo postanowił, że chce z nią iść przez życie, a nie ma odwagi przyznać się do niej. Czy on na swojej drodze nie spotka jednego normalnego człowieka, który mu powie " zaoszczędź  tej dziewczynie  zdrowia i nerw  niech spokojnie wychowuje twoje dziecko, a ty skoro miałeś odwagę ją zdradzać i ją porzuciłeś to się przyznaj". Czy na świecie  jest sprawiedliwość?, a gdzie jest jego sumienie, on zawsze mówił, że ma miękkie serce, a twardy tyłek  i dlatego tak w życiu ma,  nie dotyczyło to naszego małżeństwa, bo zawsze mówił, że jemu jest dobrze i żeby jego kotuś (czyli ja) nie przejmował się głupstwami, bo szkoda życia, a mamy  tyle do zrobienia.

454

Odp: Dramat!!

dziękuję za wielki temat

455

Odp: Dramat!!

Kaju, moja babcia zawsze mói, że nie ten jest ojcem co .., a ten co wychował. Wiesz, może i lepiej, że dziecko ..
A, zawsze to ojciec. Ale dobrze, że jest z Tobą, nie usiłuje Ci go zabrać. Nie chce trudno. Niech spada. Postaraj się z Tego wyleczyć. Widzisz, że nie rusza go nic a nic Twoja sytuacja, jeszcze gotów Cię sponiewierać bardziej. Kiedyś zapłacze, bądz tego pewna. Będzie mu żal, że tyle czasu z dzieciństwa synka uciekło mu przez palce. Wiesz dlaczego? Bo jest sprawiedliwość. Nie w czasie, ale jest. Przychodzi w momencie kiedy nikt się tego nie spodziewa.

Pomyśl sobie, że ja nie mam dziecka przy sobie. Tylko jest tam, z nim i jego... Co to są weekendy. Ale postaram się to zmienić, tak, żeby się nie szarpać.

Posty [ 391 do 455 z 833 ]

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 13 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026