Witaj smutnamoniu. Ponownie weszłam na Twój wątek i po przeczytaniu kilku Twoich wypowiedzi zmartwiłam się ....ale o tym za chwilę. Wiem, ze poszliście na terapię małżeńską i to jest bardzo mądra i dojrzała decyzja i bardzo Wam jej gratuluję. Zanim przytoczę Twoje słowa to kolka słów o mnie.
Przyłapałam męża na zdradzie z rozwódką- było to 15 lat temu. Czułam, że to poważna sprawa - wypierał się. Przypadkiem ( poważnie przypadkiem) wpadały mi w ręce dowody na trwający romans. Awantury ( moje), płacz ( mój) i jego słowa- nic sie nie dzieje. Kochanka dzwoni do domu on nie chce z nią rozmawiać. Wyglądało na to iż romans skończony. Dochodzi po pewnym czasie do wspólnej rozmowy i.........słyszę jego słowa skierowane do niej - kocham Cię. Był po alkoholu co oczywiście go nie usprawiedliwiało. GRZECZNIE się z nimi pożegnałam ( poważnie ). Wrócił następnego dnia. Tak, usłyszał w końcu "wybaczam" ( a tłumaczył się mizernie i pokrętnie) . Takie słowo wybaczam, bo ja zawsze pamiętałam o niej o jego słowach. Myślałam wtedy, że dla miłości, z miłości dzisiaj wiem, że sprzedałam się dla kasy ( mieliśmy poważne długi). Wiele lat zadręczałam się tak jak Ty teraz. Ona długie lata była z nami przy stole, w sypialni, na spacerze, gdy samotnie spędzałam czas, była w mojej pamięci w moich myślach.
Przyłapałam męża na zdradzie z mężatką - było to 4 lata temu. Była to poważna sprawa - wypierał się i jak mi kilka dni temu powiedział "do bólu" ok. ale do mojego bólu. Tym razem zdobywałam dowody na trwający romans. Awantury, płacz i jego słowa,że nic się nie dzieje. Pracowali razem i kiedy słyszałam różne zapewnienia działała moja wyobraźnia.Wiedziałam ,że często do niej dzwoni po pracy i kiedy ja w tych godzinach dzwoniłam do niego i telefon był zajęty działała moja wyobraźnia. Starałam mu się wierzyć ale opornie mi to szło. Zaprzeczał - pokazywałam dowód , zaprzeczał pokazywałam kolejny i tak to trwało 4 lata.
Zabrakło mi sił na życie...... . Kolejnym dowodem był bardzo zaskoczony i przyparty do wyprowadzki.Jestem WOLNYM człowiekiem i nie wspominam juz kochanek i nie drżą mi ręce, serce i głos kiedy o nich mówię. Jestem z niego WYLECZONA.
smutnamonia napisał/a:Więc następuje jakiś przełom!Przycisnęłam męża i w końcu zdobył się na męską decyzję.Wczoraj rozmawiał z nią i naświetlił jak wygląda sprawa, że jednak rodzina, żona itp itdAle definitywnie nie powiedział że to koniec. Prosił mnie o dwa, trzy dni na zakończenie sprawy!Podobno ona taka wrażliwa, delikatna!!!!!!! ja jestem ze stali?
Jeździ po mnie już półtora miesiąca i jak mam to wytrzymać.Ale sprawa jest bardzo trudna.Kocha mnie, tak mówi.
Jak mu pomóc sie odkochać? Moim zdaniem terapia małżenska jest jedynym wyjściem. On się do tego nie pali, ale to chyba męskie podejście do zycia jest takie.
Męska decyzja zapada bez przyciskania a przyciskanie to jest zmuszenie do podjęcia decyzji i nie masz żadnej gwarancji , że on powiedział jej cokolwiek a powinien powiedzieć KOCHAM ŻONĘ. No właśnie nie powiedział definitywnie koniec więc nie była to męska decyzja bo decyzji po prostu nie było. Prosił o czas ? więc podjął decyzję że nie jest jeszcze gotowy, zdecydowany. Tak on tak myśli - ona delikatna i wrażliwa a Ty wszystko zniesiesz. Nie odeszłaś kiedy powiedział "kocham też inną" to zniesiesz wszystko i to nie ma nic wspólnego ze stalą. Znosiłaś ''jeżdżenie po sobie półtora miesiąca" i on wie, że zniesiesz WSZYSTKO i sprawa jest bardzo trudna. Mówi, że Cię kocha ale się tak nie zachowuje. Ty nie możesz pomóc mu sie odkochać to on musi się starać nie TY. To on musi chcieć. Mądra z ciebie dziewczyna jeśli uważasz, ze terapia jest jedynym wyjściem a to, że on nie chce pójść to nie jest męskie podejście do życia to jest jego podejście. Z kolejnych postów wiem , że jednak poszedł. Pogratuluj mu ode mnie tej decyzji.
smutnamonia napisał/a:Powiedziałam mu, że w kraju arabskim nie żyjemy, i haremu mieć nie może.
Więc musi zwalczyć tą fascynację (bo ja tego miłością nie nazywam) i uświadomić sobie kto jest dla niego najważniejszy!
On ma świadomość w jakim kraju żyje i ma świadomość, że haremu nie założy i nie musi zwalczyć fascynacji, w ogóle człowiek nie wiele w życiu musi ( dotyczy to tylko spania, jedzenia i wydalania). Moim zdaniem on ma świadomość kto jest dla niego najważniejszy tylko jeszcze kalkuluje czy warto ZARYZYKOWAĆ zmiany. Jako starsza koleżanka "po fachu" muszę Ci powiedzieć, że niczego nie zdziałasz takim podejściem. Powinnaś mówić mu o swoich uczuciach i jak się z tym wszystkim czujesz.
smutnamonia napisał/a:powinien od razu definitywnie powiedzieć koniec i żegnaj on poprosił mnie abym pozwoliła mu to zakończyć na jego sposób.
Kocha mnie, nie jestem mu obojętna, i wiele mamy wspaniałych wspomnień i chwil spędzonych razem i tego muszę się trzymać.
Powiedziałam mu, że powinnam go znienawidzieć, to byłoby łatwiejsze, ale kocham go i chcę ratować to małżeństwo.
Tez tak uważam, powinien. A jaki jest ten jego sposób zakończenia? znasz go? Ja znam jeden - koniec, żegnaj. Mylisz się moja droga nie musisz się tego trzymać i takie myślenie jest Twoim największym błędem i nauczyłam sie tego tu na forum od bardzo rozsądnych i mądrych kobiet. Musisz przede wszystkim kochać siebie i szanować.
smutnamonia napisał/a:Absolutnie nie ma mnie zaklepanej!Własnie dlatego że postawiłam mu ultimatum, że zabieram się z dzieckiem do matki, zaczął wogóle cos robić.
Ma Cię zaklepaną i to nie jest ultimatum tylko szantaż.
smutnamonia napisał/a:Ja też myślę, że ona nie jest bez winy. Jak dowiedziała się, że jest żona i dziecko to powinna powiedzieć - koniec.Ale to jest moje podejście do życia, ja bym tak postąpiła, ale inne baby takich wyrzutów sumienia nie mają.A mąż jak go bierze na przeprosimy, zaraz dostaje ostrą ripostę, żeby wziął się w garść i zdecydować co jest dla niego ważne.!
Moje podejście jest takie jak Twoje a inne baby mają inne. Dlaczego mąż dostaje burę za przeprosiny? On ma decydować co dla niego ważne? a TY a gdzie w tym wszystkim jesteś TY i to co dla Ciebie jest ważne? To jest przykład na to, że nie kochasz siebie. Jesteś super babką i powinnaś siebie pokochać a wtedy i mąż zacznie Cię kochać i szanować i nie będzie musiał wybierać między Tobą a panną X czy Y
smutnamonia napisał/a:Ciekawa jest reakcja społeczeństwa na zdradę męża. Bo to na pewno winna żona, która na pewnio odmawiała sexu, wymawiając się bólem głowy, albo, że się zaniedbała, że nie biega w sexownym fartuszku i szpilkach. albo nie pozwala sie z kolegami sie spotykać...Zawsze winna żona..Sory, może trochę rozgoryczenie przeze mnie przemawia!
To nie rozgoryczenie to rozsądek przez Ciebie przemawia.
smutnamonia napisał/a:Mimo wszystko mam nadzieję, że moje zycie jakim cudem sie odrodzi.
Cuda się nie zdarzają. Odrodzisz się w małżeństwie PO TERAPII lub jako singielka.
smutnamonia napisał/a:Dziś mi powiedział, że zakończył z nią...Jestem pełna obaw co będzie dalej, ale i pełna nadziei...
słowa, słowa...i brak wiary w te słowa( i nie dziwię Ci się) i stąd te obawy i rozumiem Twoją nadzieję.
smutnamonia napisał/a:zakończył z nią "znajomość".Zdobył się na to wreszcie, bo jak twierdził, nie da się tak dłużej funkcjonować.Niestety nie był wczoraj zbyt chętny, aby porozmawiac o tym. Teraz biję się z myślami, czy mnie nie znienawdzi za to, że tak ostatnio go naciskałam, aby się określił! No ale z drugiej strony jednak zdecydował, że zostaje ze mną.
Jak odbudować to małżeństwo, które wydawać się mogło, że jest prawie idealne?
Jak ochłonie, to musimy szczerze porozmawiać i ustalić co dalej?
Nie da sie tak funkcjonować- zabrzmiało to tak jakby to on nie mógł juz tak dłużej funkcjonować. Nie chciał o tym rozmawiać hmm przecież Cię kocha więc powinien od progu dzielić się z Tobą tą dobrą wiadomością ( bo on podjąl decyzję a podjął po wielu dniach namysłu właściwą) Smutnamoniu Ty bijesz się z myślami czy Cię znienawidzi ? A gdzie jego bicie się z myślami, że zawiódł Cię i zdradził, oszukał i TY masz prawo i możesz go znienawidzić. To on powinien błagać Cię, przepraszać i pracować nad odbudowaniem zaufania. Zdanie o drugiej stronie zabrzmiało jak: nic nie jest ważne oby był i dobrze, że jest. Jak odbudować małżeństwo, które niestety nie było idealne bo była zdrada i to emocjonalna - na pewno to WASZA wspólna praca i pomoc psychologów i mam nadzieję, że uda wam się stworzyć szczęśliwy, PARTNERSKI związek i bardzo Wam tego życzę. Rozmawiajcie( bez wypominania) jak najczęściej o swoich uczuciach a w ustalaniu co dalej pomoże wam terapia.
smutnamonia napisał/a:Ale ja czuję cały czas strach, przerażenie i niepewność.Mam wątpliwości kto teraz powinien się starać.Właściwie powinnam się zachowywać jak dumna księżniczka i łaskawie kazać się przepraszać.Ale podświadomie czuję, że to nie tak powinno być.
Myślę, że moje gesty, świadczące o mojej miłości na pewno mu pomogą, utwierdzą w przekonaniu, że ma przyjazną duszę obok siebie.
On myśli, że "samo" się wszystko poukłada. A to nie takie proste....
Czujesz to bo zawiódł. Oboje powinniście się starać Ty zapomnieć i pokochać siebie, on odbudować zaufanie. Dobrze Ci podpowiada podświadomość. Powinnaś zachowywać się jak kobieta, która siebie kocha i chce być partnerką dla swojego męża. I znowu myślisz o jego przekonaniu a powinnaś myśleć o jego gestach, które Ciebie przekonają bo to nie Ty zawiodłaś tylko on, to on powinien starać się abyś mogła mu znowu zaufać i pomyśleć, że masz przyjazną duszę obok siebie. Nic się samo nie dzieje : samo się nie psuje, samo sie nie naprawia,produkuje, kupuje, sprzedaje czy układa i to nie jest proste to jest niemożliwe i z błędu wyprowadzi Twojego męża jego mądra żona. Jest trzecia godzina i mój post długaaaaaśny.... ale zależy mi na Tobie ( to taka dawna ja ) i chciałabym abyś miała szczęśliwe małżeństwo, trzeźwe spojrzenie na życie.Proszę poczytaj o kobietach kochających za bardzo przyda Ci się to, wiele możesz znaleźć tam fajnych i mądrych porad, wskazówek, wyjaśnień co to znaczy pokochać siebie.