netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Dramat!!

832 odpowiedzi133 266 wyświetleńzałożony przez moniaCo, 29.06.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 11 12 13

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 781 do 833 z 833 ]

781

Odp: Dramat!!

wiecie, tak sobie leze w lozku i sobie klikam...
i na refleksje mnie naszlo ...;-))))

jestem na tym forum juz dlugi czas i mam wrazenie, ze ludzie jakos nie chca "sluchac "
tych co maja cos do powiedzenia. Naprawde maja.

(sorki MoniaCO , ze tak na Twoim watku)

782 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-08 10:24:51)

Odp: Dramat!!

Wiesz pomarańczowa....dlaczego nie chcą słuchać? Może po prostu nie każdego wypowiedzi są warte słuchania? Dla jednego coś jest wartościową wypowiedzią, dla innych niekoniecznie...
Kilka osób na forum potrafi na prawdę mądrze poradzić, wesprzeć, kopnąć na rozpęd, a niektórzy szukają tylko sposobu, zeby komuś szpilkę wsadzić.
Trzeba mieć dystans do siebie i ludzi...ja sie tego uczę.

To tyle jeśli chodzi o moją skromną osobę...

783 Ostatnio edytowany przez Animus (2014-02-08 12:44:00)

Odp: Dramat!!
moniaCo napisał/a:

.dlaczego nie chcą słuchać? Może po prostu nie każdego wypowiedzi są warte słuchania? Dla jednego coś jest wartościową wypowiedzią, dla innych niekoniecznie...
Kilka osób na forum potrafi na prawdę mądrze poradzić, wesprzeć, kopnąć na rozpęd, a niektórzy szukają tylko sposobu, zeby komuś szpilkę wsadzić.
Trzeba mieć dystans do siebie i ludzi...ja sie tego uczę.

To tyle jeśli chodzi o moją skromną osobę...

Widzisz MoniuCo, słuchać albo czytać, albo słuchać tego, co się czyta, czyli otwierać się na coś lub zamykać. Ale to "słuchanie" lub "otwarcie" zawsze jest właściwością słuchającego, a nie piszącego lub mówiącego.

Ucz się dystansu do siebie, może kiedyś będziesz umieć. Tylko nie twierdź, że umiesz, kiedy się dopiero uczysz.

A psychologia uczy, że chętnie słuchamy tego, co zgodne z naszymi poglądami, a niechętnie tego, co odmienne. Ot i cała psychologia.

Gdy cel zmienny jest, jakże go osiągać inaczej, jak tylko trudem cudzym.

A teraz dla Ciebie i MarkaP moje rozumienie nadziei, według archaicznego i zapomnianego ideału, wyrażonego przez Adama Asnyka:

Miejcie nadzieję!... Nie tę lichą, marną
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

Miejcie odwagę!... Nie tę jednodniową,
Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,
Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
Nie da się zepchnąć z swego stanowiska.

Miejcie odwagę... Nie tę tchnącą szałem,
Która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem
Przeciwne losy stałością zwycięża.

Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić!
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystoi w milczeniu się zbroić.

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje
I przechowywać ideałów czystość;
Do nas należy dać im moc i zbroję,
By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość .

Miejcie nadzieję!... Nie tę lichą, marną
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

784

Odp: Dramat!!
Animus napisał/a:

Gdy cel zmienny jest, jakże go osiągać inaczej, jak tylko trudem cudzym.

Ciekawa jestem jaki jest cel twoich ostatnich wpisów tutaj.

785 Ostatnio edytowany przez Animus (2014-02-08 12:49:32)

Odp: Dramat!!
Anik38 napisał/a:
Animus napisał/a:

Gdy cel zmienny jest, jakże go osiągać inaczej, jak tylko trudem cudzym.

Ciekawa jestem jaki jest cel twoich ostatnich wpisów tutaj.

Zmierz trud, zaspokoisz swoją ciekawość.

Zmierz i nie myl miary z oceną.

786

Odp: Dramat!!
Animus napisał/a:
Anik38 napisał/a:
Animus napisał/a:

Gdy cel zmienny jest, jakże go osiągać inaczej, jak tylko trudem cudzym.

Ciekawa jestem jaki jest cel twoich ostatnich wpisów tutaj.

Zmierz trud, zaspokoisz swoją ciekawość.

Zmierz i nie myl miary z oceną.

A nie możesz odpowiedzieć jaśniej?

787

Odp: Dramat!!
Anik38 napisał/a:
Animus napisał/a:
Anik38 napisał/a:

Ciekawa jestem jaki jest cel twoich ostatnich wpisów tutaj.

Zmierz trud, zaspokoisz swoją ciekawość.

Zmierz i nie myl miary z oceną.

A nie możesz odpowiedzieć jaśniej?

Jasność nie prowadzi oczu zamkniętych.

788

Odp: Dramat!!

Widzisz Animus tak to jest, ze człowiek całe życie się uczy i ne może powoedzieć stojąc w obliczu śmierci, że posiadł wszelką możliwą wiedzę i mądrość.
Całe zycie się doskonalimy, doświadczamy różnych wzlotów i upadków, aby z tego upadku podnieść się silniejszymi i mądrzejszymi.
To, ze wciąż się uczę, to tylko dobrze świadczy o mnie...ale nie oznacza, że nie posiadam już jakieś wiedzy, umiejętności...
Wszak czyż nie jest dobrą cechą swoje umiejętniści i kwalifikacje podnosić? Czy to w życiu prywatnym, czy zawodowym?

Inna sprawa...słuchamy tych,  ktorych język, sposób bycia, czy poglądy nam odpowoadają czyż nie? Innych możemy wysłuchać, skomentować,zgodzić się lub nie....
Takie nasze święte prawo....

Wszak będąc humanistką, nie będę zagłębiać sie w skomplikowane wywody wybitnych matematyków prawda? Gdyż ta dziedzina mnie ne interesuje i nie mam ochoty się w nią zagłębiać. Wystarczymi wiedza z matematyki na tym poziomie, który pozwoli mi normalnie funkcjonować w życiu codziennym.
Tak samo nie będę popierać partii politycznej, której poglądy są sprzeczne z moimi....
Można by mnożyć przykladow...

Ale jaki to ma sens?

Pozdrawiam i zycze znalezienia słuchaczy, ktorym imponują Twoje wywody.
Więcej nie będę się udzielać w rozmowach z Tobą jeśli pozwolisz...mam do tego prawo.

789

Odp: Dramat!!

"Jasność nie prowadzi oczu zamkniętych".
Mój mąż go nazwał kaznodzieją bzdur nie bez powodu. smile

Nie może odpowiedzieć jaśniej, bo by musiał powiedzieć: "Gdyby Monia zdjęła z barków swojego męża odpowiedzialność za rozstanie i przerzuciła ją na swoje, poczułbym się wtedy lepiej". A do tego się nie przyzna.

Pomarańczowa:
"To , co mamy dzis , jest niczym innym jak konsekwencja naszych czynow badz Nieczynow :-)) z wczoraj.
Oczywiście. W części. Istnieje też cały szereg niezależnych od nas czynników wpływających na to "co mamy teraz".

790 Ostatnio edytowany przez Animus (2014-02-08 15:50:04)

Odp: Dramat!!
Czarna Kotka napisał/a:

Nie może odpowiedzieć jaśniej, bo by musiał powiedzieć: "Gdyby Monia zdjęła z barków swojego męża odpowiedzialność za rozstanie i przerzuciła ją na swoje, poczułbym się wtedy lepiej". A do tego się nie przyzna..

Ja ma się przyznawać do tego, co Ty sobie wypisujesz w ramach swojego kaznodziejstwa?

Czarna Kotko, nie przesadzaj, bo nadużycie wychodzi aż nazbyt jasno: "Gdyby Animus się przyznał, to przerzuciłby całe kaznodziejstwo z barków Czarnej Kotki na swoje" - o to Ci chodzi.

W świecie Twojego Męża najwyraźniej bzdurą jest wszystko, co nie jest z Niego Samego. Ja się od braku słuszności, racji lub argumentu nie uchylam, bo tylko wtedy można znaleźć cudze braki, gdy się swoje zna. A gdy się swoich nie zna, wtedy wszystkich się bzdurą obdarza, bo tylko to się ma do zaoferowania.

"Z bogactwa serca mówią usta", więc mów, pisz i cytuj Twojego Męża, tylko lepiej zaprezentujesz bogactwo Jego bzdur produkowanych z własnej próżności.

moniaCo napisał/a:

tak to jest, ze człowiek całe życie się uczy i ne może powoedzieć stojąc w obliczu śmierci, że posiadł wszelką możliwą wiedzę i mądrość.
Całe zycie się doskonalimy, doświadczamy różnych wzlotów i upadków, aby z tego upadku podnieść się silniejszymi i mądrzejszymi.
To, ze wciąż się uczę, to tylko dobrze świadczy o mnie...ale nie oznacza, że nie posiadam już jakieś wiedzy, umiejętności...
Wszak czyż nie jest dobrą cechą swoje umiejętniści i kwalifikacje podnosić? Czy to w życiu prywatnym, czy zawodowym?


Wszak będąc humanistką, nie będę zagłębiać sie w skomplikowane wywody wybitnych matematyków prawda? Gdyż ta dziedzina mnie ne interesuje i nie mam ochoty się w nią zagłębiać. Wystarczymi wiedza z matematyki na tym poziomie, który pozwoli mi normalnie funkcjonować w życiu codziennym.

zycze znalezienia słuchaczy, ktorym imponują Twoje wywody.
Więcej nie będę się udzielać w rozmowach z Tobą jeśli pozwolisz...mam do tego prawo.

Widzisz MoniaCo, jak to najpierw się "całe życie uczymy", a potem się okazuje, że ten "humanizm" pozwala się uczyć tylko tego, co lubimy, bo już taka matematyka to ona zbyt trudna jest na poziomie wyższym niż przysłowiowe zliczenie do trzech (ja, on, a ponieważ on i jakaś ona, to wtedy ja i następny on).

Tak się składa, że logika jest działem matematyki, więc odsłoniłaś przyczynę dochodzenia do pochopnych wniosków. W innej dziedzinie szybkie dochodzenie może być zaletą, ale nie w logice.

Nie z każdego upadku podnosimy się silniejsi i mądrzejsi. Zawodnik na ringu po liczeniu może się szybko podnieść tylko po to, aby dostać kolejny nokautujący cios.

Nie szukam słuchaczy, tym bardziej nie potrzebuję imponować. Pomyliłaś adresy. Może pisałaś o sobie. Może podałaś sposób czytania Twojego wątku.

Skorzystaj ze swojego prawa... nie udzielaj się, bo jeszcze byś mogła doświadczyć udziału w zrozumieniu... nie moich tekstów, ale w rozumieniu siebie. Każdy z nas rozumieć może tyle, ile rozumu może zaoferować w danym momencie. Ile światła, tyle widzenia.

Szybko znalazłaś pocieszenie i nazywasz go szczęściem. Masz prawo, nazywaj pocieszenie jak chcesz. Nazwa nie zmienia istoty. Słowa nieadekwatne są tylko próbą zaczarowania rzeczywistości, zaklinania siebie. Prawda z takimi czarami nie ma nic wspólnego.

791 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2014-02-08 15:49:33)

Odp: Dramat!!

Ok. W porządku.
Dwa proste pytania, na które proszę abyś odpowiedział wyłącznie tak/nie oraz liczbą.
Czy uważasz, że Monia ponosi odpowiedzialność za odejście swojego byłego męża?
Gdybyś miał oszacować (oczywiście na podstawie tego, co zostało tu napisane) jej udział procentowy w tym odejściu, ile by to było?
Liczba od 1 do 100.

792 Ostatnio edytowany przez Animus (2014-02-08 16:10:36)

Odp: Dramat!!
Czarna Kotka napisał/a:

Ok. W porządku.
Dwa proste pytania, na które proszę abyś odpowiedział wyłącznie tak/nie oraz liczbą.
Czy uważasz, że Monia ponosi odpowiedzialność za odejście swojego byłego męża?
Gdybyś miał oszacować (oczywiście na podstawie tego, co zostało tu napisane) jej udział procentowy w tym odejściu, ile by to było?
Liczba od 1 do 100.

Nazywa się to "nabieranie starego wróbla na plewy".

Domagał się razu pewnego tego samego polemista i odpowiedź uzyskał taką:

Odpowiem Ci na Twoje pytanie tak/nie, jeśli Ty mi odpowiesz tak lub  nie na moje pytanie:

- Czy przestałaś już zdradzać swojego Męża ?

To czekam na odpowiedź Czarna Kotko.

Ech, te algorytmiczne pragnienia Kobiet w dziedzinach heurystycznych.

Przy okazji jednak natchnęłaś mnie to refleksji na temat procentów w miłości. I to może być interesujące.

793 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2014-02-08 16:30:23)

Odp: Dramat!!

Zamiast odpowiedzieć, zadałeś mi kolejne pytanie. Na które nie da się normalnie odpowiedzieć, więc teraz Ty nie odpowiesz mi, bo nie spełniłam warunku, więc za Twój brak odpowiedzi ja będę odpowiedzialna. Brawo.
Nie stać Cie nawet na tę odrobinę szczerości, o którą prosiłam.
Musiałbyś wyjść z mętnej wody i stanąć w świetle dnia. Nie byłoby gdzie się schować. Zgroza.

794

Odp: Dramat!!
Czarna Kotka napisał/a:

Zamiast odpowiedzieć, zadałeś mi kolejne pytanie. Na które nie da się normalnie odpowiedzieć, więc teraz Ty nie odpowiesz mi, bo nie spełniłam warunku, więc za Twój brak odpowiedzi ja będę odpowiedzialna. Brawo.
Nie stać Cie nawet na tę odrobinę szczerości, o którą prosiłam.
Musiałbyś wyjść z mętnej wody i stanąć w świetle dnia. Nie byłoby gdzie się schować. Zgroza.

Rozmowa z Animusem przypomina kopanie się z koniem.
Odpuść...nie warto.

795

Odp: Dramat!!

Czrna Kotko, Moniu,

z Animusem jest tak (w mojej subiektywnej ocenie):
w jednych wzbudzi chec zastanowienia sie,
w innych wzbudzi niechec.
Macie prawo nalezec do tej drugiej grupy.
Mnie osobiscie wypowiedzi Animusa pobudzaja do myslenia. Zawsze wole sie zastanowic nad cvzyms, zanim temu czemus zaprzecze. Dlaczego? Bom inaczej sama siebie bym zubozyla o cos, czego moglabym sie dowiedziec.
Ponadto pojawiajaca sie niechec lub brak zrozumienia moze byc drogowskazem i pokazywac kierunek, ktorego z jakiegos powodu NIE CHCEMY zrozumiec.
Tak jak napisala TEO - w skrocie:L kazdy widzi po swojemu i komentuje to co widzi :-)

796 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-08 17:02:40)

Odp: Dramat!!

Miriamm Twoje prawo tak postrzegać, tak odbierać słowa Animusa...
Jeśli Ci to odpowiada. Wszak każdy z nas jest inny.
Nudno by było gdyby wszystkim podobaly się te same filmy, ksiązki, poglądy polityczne, Ci sami ludzie...
A tak świat jest pełen interesujących spraw, ludzi, dla każdego kto inny jest autorytetem.
Przynajmniej nie jest nudno smile

797

Odp: Dramat!!

Tak, to prawda, nie jest nudno :-)
Ale trudno jest spotkac osobe, z ktora sie doskonale rozumiemy i nie chodzi o zgadzanie sie, nie to mam na mysli!!!
Tam gdzie jest zgoda nie musi byc zrozumienia.

798

Odp: Dramat!!
Miriamm napisał/a:

Tak, to prawda, nie jest nudno :-)
Ale trudno jest spotkac osobe, z ktora sie doskonale rozumiemy i nie chodzi o zgadzanie sie, nie to mam na mysli!!!
Tam gdzie jest zgoda nie musi byc zrozumienia.

Masz racje Miriamm...nie chodzi o to, zeby wszyscy nas głaskali po główkach i poklepywali po plecach...
Chodzi tylko o sposób przekazu i nie manipulowanie....

799

Odp: Dramat!!
Animus napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

Ok. W porządku.
Dwa proste pytania, na które proszę abyś odpowiedział wyłącznie tak/nie oraz liczbą.
Czy uważasz, że Monia ponosi odpowiedzialność za odejście swojego byłego męża?
Gdybyś miał oszacować (oczywiście na podstawie tego, co zostało tu napisane) jej udział procentowy w tym odejściu, ile by to było?
Liczba od 1 do 100.

Nazywa się to "nabieranie starego wróbla na plewy".

Domagał się razu pewnego tego samego polemista i odpowiedź uzyskał taką:

Odpowiem Ci na Twoje pytanie tak/nie, jeśli Ty mi odpowiesz tak lub  nie na moje pytanie:

- Czy przestałaś już zdradzać swojego Męża ?

To czekam na odpowiedź Czarna Kotko.

Ech, te algorytmiczne pragnienia Kobiet w dziedzinach heurystycznych.

Przy okazji jednak natchnęłaś mnie to refleksji na temat procentów w miłości. I to może być interesujące.

Animus, to nie było pytanie z cyklu "czy przestał już bić pan swoją żonę", Kotka zadała w sumie proste pytanie, na które można odpowiedzieć tak/nie. Więc nie zapędzaj się w filozofiach smile

Poza tym wydaje mi się, że ten wątek po reanimacji wzbudza taką sensację, bo odkopuje przeszłość, która podobno jest już zamknięta. Mam wrażenie, że tu bardzo wiele osób trzyma trupa w szafie i ktoś właśnie go tknął i znowu zaczęło śmierdzieć. Te trupy też są pochowane na innych wątkach w tym "na zakręcie". Słodzimy, kamuflujemy, pchnimy i udajemy, że nie ma trupa, ba! Szafy też nie ma! I czasem ktoś coś wspomni, ze jednak mu śmierdzi i się podnosi wielka fala i krzyki, ze "nie prawda!"
Ot, taka refleksja smile

800 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-08 17:59:43)

Odp: Dramat!!
Teo napisał/a:

Poza tym wydaje mi się, że ten wątek po reanimacji wzbudza taką sensację, bo odkopuje przeszłość, która podobno jest już zamknięta. M)

Najmniej u autorki, która nie ma ochoty  udowadniać, że nie ma psa..
Nie zależy jej na tym, by przekonywać kogokolwiek do czegokolwiek.
Jak jest na prawdę ona wie najlepiej...

Ale co kto napisze to jego sprawa....ludzie szukają sensacji, bo taka mają naturę...i dopóki im konceptu nie zabraknie.
Nie wracam do tego co było, patrze do przodu, myślę o przyszłości, planuję, mam marzenia.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie smile

801 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2014-02-10 00:56:39)

Odp: Dramat!!

Witajcie netkobietki. Ja mam kilka uwag do wypowiedzi Aminusa i jeśli pozwolicie, to je tu przedstawię. Jeśli nie, to już za późno i jedynie możecie mój post zignorować. smile


Animus
postanowiłam zabrać głos w i to pod wpływem komentarzy do twojego komentarza.
Ewolucja niekonsekwencji i anatomia straty hmmmmmmm..... i nie wiem czy to troska, sarkazm, czy zwykła ignorancja......
Czy nie uważasz, że kobiety (żeby nie było to mężczyźni również, ale rzadziej) mają predyspozycje do "kochania za bardzo", do współuzależnienia od partnera ? Życie jest pełne tego przykładów i forum. 
Piszesz, że z etapu I -kocham męża bardzo, nic na etapie VII - nie zostało a raczej miłość autorki okazała się przesadzona.
Jesteś rozsądnym facetem i nie dostrzegasz ewolucji w myślach i odczuciach zdradzonych ludzi? I dziękować Bogu, że jest ta ewolucja! Gdyby nie ona, żaden zdradzony, oszukany, by się nie podniósł! Do końca życia tkwiłby w poczuciu bólu, straty, upokorzenia. Miotałyby nim okrutne uczucia rozgoryczenia, zawiści. Jeśli sobie uzmysławiamy, że bez partnera żyć potrafimy i nie jest on nam niezbędny w łapaniu oddechu to czy to jest "zdrada" miłości. Czy twoim zdaniem, jeśli dochodzimy do wniosku, że przestajemy odczuwać gorące uczucie miłości, "przywiązania", to popełniamy grzech lub przestępstwo ?
Ja także byłam zdradzaną żoną. Wiele razy zdradzaną i to różnego rodzaju zdradami. I wiem, że "po", przechodzi się przez różnego rodzaju etapy, podobnie jak w żałobie. Zmieniają się nasze postrzegania sprawy/sytuacji (poprzez analizy) i zmieniają odczucia! I jest to naturalny ciąg naszych doświadczeń, przeżyć, myśli, odczuć, wizji i światopoglądu. Bez tego nikt by nie ruszył z miejsca jakim jest odczucie upodlenia, upokorzenia, zawiedzenia.
Wymieniasz wiele etapów Moni, ale przez takie i podobne nim etapy, przechodzą ci po przejściach! Te etapy to ich marsz do uleczenia, do podniesienia się z traumy, do wolności i szczęścia.
I doczytałam do etapu XI.......rozumiem Monię. Ja też stawałam się wiedźmą pod wspólnym dachem z mężem, który nie odszedł, ale wyraźnie mnie już nie kochał. Zgadzam się z tobą, że jest taki etap i przyznaję, że stajemy się "wrednymi sukami" ( a może tylko chciałybyśmy nimi być). Tak dla poinformowania cię......okropne to uczucie być u boku człowieka, który zdradził dotykiem, słowem, czynem i okropna jest świadomość, że myślami jest przy innej.
Kolejny etap.......dzieci ........one nie zawsze rozumieją sytuację. Ja pochodzę z rodziny rozbitej i dla mnie było niepojęte jak może rozpaść się coś, co jest całością. Nie rozumiałam, ale nie histeryzowałam i zaakceptowałam decyzję rodziców. Moje dzieci chciały rozpadu swojej rodziny. Rozumiały więcej niż ja a może rozumiały inaczej jak ja i zapewne były rozsądniejsze i doroślejsze ode mnie. Ale........ale są dzieci, które obwiniają rodziców za ich rozstanie, zdrady małżeńskie a  swój ból zamieniają w złość/agresję przeciwko rodzicowi, który "jest pod ręką" lub jest słabszy. Najczęściej "obrywają" matki.
Rozumiem jak trudno powiedzieć dziecku, że rodzina się rozpada a jeden rodzic "idzie w świat" bez ukochanego potomka.
W temacie dzieci i kasy - rodzimy będąc żonami. Mamy więc świadomość, iż stwarzamy dziecku możliwość posiadania również ojca, który obdarzy je miłością, opieką i poświęci swój czas i energię na wychowanie. Będzie też finansowo je zabezpieczał, tworząc poczucie bezpieczeństwa. Przy rozstaniu kobiety pytają, jak ja sobie poradzę i zapewniam cię, że nie myślą o sobie a o swoim dziecku. One sobie poradzą! poradzą gdy będą same!, ale one zostają z dziećmi, na które "kochany tatuś" skąpi i jeszcze własne skąpstwo przerzuca na matkę ich dzieci. Słyszałeś o alimentach w wysokości 250 zł na dziecko lub niewiele większych? Słyszałeś o odwoływaniu się rodzica od zasądzonej kwoty? A może słyszałeś o "alimenciarzach"? Jeśli nie, to wyjaśnię, iż to osoby, które zapomniały zupełnie, że ich dzieci muszą jeść i nago nie chcą chodzić ani pod mostem sypiać.
Rozrywka dziecka czy jego edukacja, to dla takiego rodzica coś, bez czego da się żyć. No i problem ma kobieta z nakarmieniem i odzianiem swoich pociech. Ona podzieli się tym co ma i zrezygnuje z tego co powinno być jej. Włosy sama pofarbuje, sama podetnie, zrezygnuje z kosmetyków, kupi ciuszek w lumpeksie. Kino, teatr, wycieczki czy inne ich własne uciechy, to dla tych kobiet abstrakcja! Twój komentarz po jej słowach, "cholerna kasa" nie jest więc uzasadniony jak i następny, o wyrachowaniu i walce o miłość. I Monia jest świadoma i szczera. No nie jest wesoło bez drugiej pensji a jeszcze smutniej jest bez alimentów na pozostawione dzieci.......i taka jest prawda! bo dziecko nie tylko traci rodzica, ale i pogarsza się jego byt i matka jest tego świadoma.
Ja też nie odchodziłam od męża, bo kochałam (współuzależnienie) bo bałam się, że sobie bez niego nie poradzę (sobie to każda poradzi, tylko dzieci nie). Godziłam się na wiele ze strachu o dobro swoich dzieci. Eks nie płaci alimentów i nie jest zainteresowany losem swoich pociech. I nie ja jestem wyrachowana, podła!
Dzisiaj obejrzałam na YouTube występ syna i od razu pojawiła się myśl, jestem dumna! i od razu pojawiła się myśl, że ojciec i sukcesem syna (porażkami to normalka) nie jest zainteresowany. I zabolało! I nie dlatego, że kocham, wzdycham, tęsknię ( bo tak nie jest) Zabolało nie mnie kobietę, ale matkę! I zabolało po raz s e t n y !
Etap XLV i twój komentarz : dwoje na huśtawce emocjonalnej i poniżej przytoczone słowa Moni : pewnie nie raz będę miała huśtawki emocjonalne. Po pierwsze, napisała o sobie i napisała co czuje i przewiduje. Po drugie, nic nie ma w tej wypowiedzi o mężu a ja z tego co pamiętam z jej wątku, odniosłam wrażenie, że jej mąż huśtawek nie miał a jedynie szeroki rozkrok, w którym tkwił długi czas. Aby rozjaśnić dodam, że ów rozkrok był między łożem żony a kochanki.
Przy etapie LVI i ja sobie przypomniałam jak każde wyjście męża do klopa, podsuwało mi myśl, że siedząc na tronie szepce jej do telefonu czułe słówka, uśmiecha się do papieru toaletowego mając w pamięci jej obraz. Każde jego spóźnienie wprawiało, mnie i w rozpacz, i w złość, ale żeby to rozumieć trzeba przejść przez etap, o którym tu nie napisałeś, a mianowicie przez etap "0" - ZDRADZANA I OSZUKIWANA przez współmałżonka. I dokładnie jest tak jak napisałeś - PAMIĘĆ KONTRA SZCZĘŚCIE.
LVII - to prawda oczywista i dotyczy szeeeerokiej rzeszy ludzi, prawda ?
LIX - sadyzm ? Ja się doczytałam, że zbolała żona chce aby małżonek poczuł empatię i poczuł chociaż w części podobne  emocje jak ona. Dlaczego zdradzeni tego chcą? Aby zdradzający wiedział jaki ból zadał i jak okaleczył myślą, mową, uczynkiem! A jak pozna ten ból to może będzie wiedział jak pomóc w gojeniu się zadanych ran.
Rozumiem, że nie rozumiesz tego. A skąd to wiem? Z twoich słów z pierwszych postów na forum, gdzie piszesz o sobie, " mam zupełny brak zdolności empatycznych".
No i etap LXX. Poważnie dostrzegasz w jej zachowaniu zabijanie miłości do niej? Heloł! a nie wpadłeś na myśl, że to on zabił w sobie to uczucie ( i nieważne w jaki sposób ). A nie wpadłeś na to, że to on zabija w niej miłość i szacunek, zdradą, kłamstwem oraz brakiem uczucia do niej? Oczekiwałbyś czego? No pogubiłam się w twych intencjach i rozumieniu tematu.
Etap LXXIII...... ????....... idiotyczna szczerość?...... ponownie nie wiem o co ci chodzi i co chcesz osiągnąć tą insynuacją.
W następnym etapie również przedstawiasz swój punkt widzenia, człowieka z zupełnym brakiem zdolności empatycznych. Donoszę ci więc, że zdradzany szuka potwierdzeń, że zdradzany już nie jest! Potwierdzeń na to, że jego partner-złamas (ze złamanym kręgosłupem moralnym), złamasem już nie jest. Dziwne? ......ale prawdziwe! No i dodać muszę, że nie szukamy dowodów zdrad, by wariować, tylko by móc odbudowywać zaufanie. Oczywiście, że błędnie myślimy. Przecież to zdradzający powinien pracować na zaufanie a nie zdradzany! I wierz mi, że nagle zauważa się zdrady wokół. Tak, nagle je dostrzegamy! Nie dostrzegałyśmy ich wcześniej. Stałyśmy się wyczulone! I tak: zapewne pan z bujną czupryną nie zauważa łysych. oczywiście dopóki sam włosów nie straci. A jak straci, to nagle dostrzega, że nie jest na świecie sam i w dodatku już rozumie kompleksy właścicieli świecących się głów.
LXXVIII - och! jak do tej pory to najwspanialsze twoje wnioski. Tak dokładnie stało się u w moim przypadku. Mój eks sam nie chciał za cholerę pójść. Psuł mi zdrowie a pójść nie chciał. Pogoniłam go w diabły i muszę ci powiedzieć iż była to najlepsza decyzja w moim życiu. Od niej zaczęło się moje wracanie do "zdrowia i równowagi" i dziś wiem co to dobre samopoczucie, uśmiech, radość i optymistyczne patrzenie na świat.
Ostatni zauważony przez ciebie etap - moja odpowiedź brzmi: ani mądra ani głupia. Małżeństwo ratuje kto kocha lub kto jest współuzależniony. I uwierz mi, że długą drogę trzeba przejść, by przełknąć smak zdrady, upokorzenia......no tak.......zrozumieją to ludzie po podobnych przejściach lub wrażliwi, z tak zwaną empatią.
Ponownie zajrzałam do pierwszych twych wpisów na forum i aż się przelękłam twoich rad i oczywiście wysnułam wnioski, może zbyt daleko idące wnioski. I przytoczę tu twoje porady dla Niki, której mąż mówi wprost, nie kocham cię toksyczna kobieto (!)
O zgrozo! radzisz jej , "

Animus napisał/a:

Nika76, napisałaś:

"Poczucie winy mam ogromne i z nim nie mogę sobie poradzić."

To jest właśnie uczucie toksyczne. Póki sobie z tym nie poradzisz, nie ma mowy o uratowaniu relacji.

Super, że chodzisz na terapię. Zajmij się właśnie sobą, a nie mężem. Powiedz mu, że chodzisz po to, aby lepiej zrozumieć to, co On Ci mówi.

Powiedz, że starasz się zmienić dla Niego. I nie mów tego, póki nie zechcesz tak zrobić.

I nie wnoś żadnego wniosku o rozwód zanim nie poczytasz co przeżywają osoby rozwiedzione. Rozwód jest tylko ucieczką od problemu, a nie rozwiązaniem problemu.

Na tym kończę uwagi do twych wywodów.
Do wywodów innych osób na temat zdradzonych/zdradzających dodam, iż moim zdaniem zdradzają ci, co nie mają moralnego kręgosłupa! Na swoją "wadę postawy" znajdują jednak zgrabne lub mniej zgrabne usprawiedliwienie, zrzucając odpowiedzialność na zdradzanych. I tyle smile mam do powiedzenia na temat "złamasów".
aaaaaaaaaaaaa       zapomniałam o najważniejszym, a dotyczy to tych na rozdrożu -  w życiu mamy możliwość wyborów. Możemy odejść gdy nam z małżonkiem "nie po drodze" i możemy jako ten ''złamas" rogi przyprawiać. smile ja od męża (j m) rogi otrzymałam w prezencie. Zawiesił je ogromne (metrowe) w salonie na głównej ścianie smile. Dzisiaj już z uśmiechem na ustach na nie patrzę i cieszę się, że więcej mi takich prezentów sprawić nie będzie miał okazji.

802

Odp: Dramat!!

Fakt animus to dziwna osoba on mnie naprawdę przeraża yikes

803

Odp: Dramat!!
MarekP napisał/a:

Fakt animus to dziwna osoba on mnie naprawdę przeraża yikes

Dziwna? Takich ludzi szukać.

804

Odp: Dramat!!
Animus napisał/a:
Benita72 napisał/a:

Mam wrazenie, ze nie tylko probujesz rozmydlic odpowiedzialnosc za zdrade męża Monii i rozciagnac ja na jej osobe, ale wrecz sklonic Monie do wziecia odpowiedzialnosci na siebie. Tymczasem bezposrednio za zdrade zawsze odpowiedzialna jest osoba zdradzajaca. Oczywiscie mozna szukac (i byc moze warto) powodow, ktore posrednio doprowadzily do rozluznienia relacji (analiza zwiazku i relacji), i w efekcie do zdrady jednego z partnerow, ale pzreciez nie po to, na boga, by usprawiedliwiac zdrade, a jedynie, by poznac mechanizm i "zabezpieczyc sie na przyszlosc" - w obecnym zwiazku lub nastepnym. Wiec sugerowanie, ze ktos kogos popchnal do zdrady jest naduzyciem i moim zdaniem, jaest bardzo niesprawiedliwe i krzywdzace dla tej osoby, ktora, mimo, ze sie nie ukladalo, a zwiazek rozluznial, zdecydowala sie pozostac wierna. Mowie o sytuacji, kiedy partnerzy obiecywali sobie wczesniej lojalnosc. Zdrada wtakiej sytuacji to zwyczajne oszustwo i niedotrzymanie umowy. Niestety mnostwo kobiet (a pewnie i mezczyzn) daje sie wciagac w pewna pulapke myslową i daja sobie wmowic czesc winy za zdrade partnera, -  dlatego tez trudno im potem winowajce z tego rozliczyc.

truskaweczka19 napisał/a:

No i dlaczego niby Monia wepchnęła męża w ramiona tamtej kobiety? Wiadomo, na pewno nikt nie jest idealny, ale bez przesady! To jej mąż to była właśnie ciapa jak napisała Teo, nie wiedział czego chciał. Monia go z tego co czytałam właśnie doceniała, bardzo kochała, więc przepraszam bardzo, ale to nie ona go wepchnęła w ramiona innej kobiety, "wepchnął się" sam.

Truskaweczko19, prześledź łaskawie cały proces wielomiesięcznych przypomnień i technik molestowania, to się może doczytasz. Ostatecznie, kto tej sytuacji nie wytrzymywał, Twoim zdaniem? Gdyby jakiś Mężczyzna stosował takie techniki psychomanipulacji, mniejsza - świadomie czy nie, to pewnie piszący w wątku mieliby zupełnie inne podejście.

Teo napisała, że ciapa. Tak, ciapa, bo się podzielił ciężarem, zamiast postąpić po męsku i ciąć zdecydowanie.

Benita72, zbierzmy fakty.

Analizy dokonałem na wyraźną sugestię MoniiCo. Bez Jej domagania się, bym dokładnie przeczytał wątek bym tego nie robił.

Na pojmowaniu i postrzeganiu zdrady pokutują stare poglądy. W czasach, kiedy Mężczyzna zakładał rodzinę, żenił się, a Kobieta była mu poddana, odpowiedzialność za wypadki i trwałość relacji spoczywała na Nim. Co sobie wybrał, to miał i na kogo się Kobieta zgodziła, tego miała. Ta sytuacja należy już jednak do przeszłości, z małymi wyjątkami. Dlaczego? Bo zmieniło się wychowanie Mężczyzn i zmieniło się wychowanie Kobiet, a w konsekwencji zmieniła się świadomość i mentalność. Teraz dwoje zakładają stadło rodzinne, ale "wspaniałomyślni myśliciele" i "wspaniałomyślne myślicielki" nadal mówią o odpowiedzialności, podczas gdy za dotrzymanie obustronnych umów nie ma już odpowiedzialności, ale współodpowiedzialność. Niewiele "wspaniałomyślnych myślicielek" zgodziłoby się na to, aby w chwili zdrady zastosować zasadę: to ja już nie chcę od Ciebie nic i Ty nie chciej ode mnie nic. O nie, nadal dowodzą przed sądem ( w większości, bo znam wyjątki) współodpowiedzialności finansowej i łożenia na dzieci i siebie.

Bądźmy konsekwentni: jeśli On jest odpowiedzialny za zdradę niechże Ona weźmie odpowiedzialność za to, co zabiera ze sobą, jako dobro, które wcześniej było wspólne (zabiera dom lub mieszkanie, to łoży na utrzymanie, zostaje przy Niej dziecko, to je utrzymuje).

Jeśli nie przyjmiemy tej zasady, to należy zauważyć, że Kobiety w wielu wypadkach wywołują odejście, bo prawo jest po ich stronie.

Bezpośrednio za zdradę, czyli za decyzję, odpowiedzialny jest zdradzający i tu się zgodzę. Ale poprzestać na tym, co bezpośrednie, to abstrahować od wielu czynników pośrednich. Ot, przykład: Mąż wjeżdża samochodem na podwórko i łapie kapcia na cztery koła. Samochód unieruchomiony. Kto kierował? On. Kto bezpośrednio odpowiedzialny za kapcie? On. Kto wysypał pozakręcane gwoździe na podwórku? I tu się zaczyna szukanie przyczyny. Przyczyny, a nie winy.

W wielu miejscach pisałem, że rozważania w kategoriach winy są dla mnie jałowe i bezpłodne, bo wzajemne obwinianie się to jest technika ... Nie o winę chodzi, ale o przebieg relacji. A na ten przebieg mają wpływ obie strony.

W przypadku tego wątku Mąż MoniiCo wiele razy podpowiadał Żonie, co jest dla Niego najważniejsze, tym samym sugerował, w jaki sposób mu się zrewanżować. I dokładnie te podpowiedzi MoniaCo wykorzystała i zrealizowała.

Co do kontynuacji; Każdy z nas pisze na forum. Od momentu napisania oddaje treść pod osąd Czytających. Wszystko, co napisze, służy już tej wspólnocie Czytających, a tym samym przestaje być jego wyłączną własnością. Prawo do zmiany ma Moderator i Administrator, a decyzję o kontynuacji podejmuje każdy Czytający. Ty napisałaś swoje, czyli de facto kontynuujesz. W ramach tej kontynuacji wykazujesz potrzebę braku kontynuacji.

I słów kilka do MarkaP, jako faceta. MarkuP, to zupełnie nie ma znaczenia, czy masz takie samo zdanie jako facet, czy odmienne. Jeśli chodzi o rację, to przysługuje Ci taki sam głos jak byś nie był facetem. Racje mają swoją wagę. Niektóre racje mają wagę tezy lub hipotezy. To weryfikacja hipotezy przez rzeczywistość lub argumenty za tezą decydują o przewadze racji. Racje są podzielone i przysługują obu stronom, ale słuszność w określonym przypadku przysługuje już tylko jednej stronie. Gdy pytasz o drogę do miejsca M (jak miłość) i spotykasz grupę  turystów, którzy wskazują Ci drogę w lewo, a potem spotykasz starca, który dobrze zna okolicę i ten wskazuje Ci drogę w prawo, to masz wolność wyboru, gdzie skręcisz i czy uwzględnisz racje większości, czy racje starszeństwa. Twoje ryzyko osobiste. Masz ochotę być facetem, to bądź i dopasowuj swoje poglądy do większości z powodzeniem takim samym, jak to czynili Twoi przodkowie w czterdziestoleciu powojennym.

W tej sprawie proponuję Ci, MarkuP, lekturę wiersza "Odpowiedź Brzechwie" Mariana Hemara, który był napisany na okoliczność pewnej rozbieżności racji. Szczególnie dedykuję Ci puentę, która brzmi:

"Ale się nie pchaj z nędzną swą ironią,
do tych, co Ciebie, choć wbrew tobie, bronią."

Czy masz na myśli to, że Monia przypominała mężowi o tej sytuacji zbyt wiele, po prostu tym męczyła za bardzo? Owszem, pamiętam, że dużo mu o tym mówiła, ale nie wydaje mi się, żeby zbyt wiele. Chciała po prostu zdecydowanego męża, dała mu dużo czasu na określenie się, więc to nie było tak: "No określ się, określ się". Co więcej, to on pokazywał swoim postępowaniem, że nie chce z nią tak naprawdę być. Mówił, że niby wybiera rodzinę, ale obrączkę np miał zdjętą, z tego co pamiętam. Cały czas więc lawirował, nie dziwne więc, że Monia rozmawiała z nim o tej sytuacji, a nie zakopywała tematu pod dywan. Dla mnie tym co Monia powinna zmienić jak już jest podejście do związku. No bo było widać, że jedyną jej "winą" chyba jest to, że kochała za bardzo, dużo mu dawała, a tak naprawdę pewnie wiele nie oczekiwała w zamian. Jej były mąż tak bardzo się do tego przyzwyczaił, że myślał, że na wszystko może sobie pozwolić. Więcej winy Moni nie widzę i większą winę ponosi dla mnie on. Cieszę się jednak, że Monia jest teraz szczęśliwa smile Jak na to odpowiedz mi Animus?

Wiesz, ja też myślę, że Czarna Kotka zadała Ci proste pytania Animusie. Czasem lubię przeczytać Twoje filozoficzne wypowiedzi, czasem można z nich coś wynieść, ale czy to trudne odpowiedzieć np czy uważasz, że Monia ponosi odpowiedzialność za odejście Twojego męża? Jak się wczytuje, to mam wrażenie, że rozumiem co masz na myśli, ale nie do końca się z tym zgadzam, co argumentowałam wyżej, dla mnie mąż Moni był niezdecydowany, a ona wcale za bardzo go nie przyciskała. Dlaczego piszesz, że znalazła pocieszenie? Trochę czasu od rozstania chyba też minęło. Nie Tobie oceniać czy to pocieszenie czy prawdziwe szczęście hmm Ok, zadałam Ci pytania, ale w sumie sądzę, że nic konkretnego mi nie odpiszesz. Czasem fajnie pofilozować, ale jak są już konkrety, to nie umiesz ich podać, to dla mnie niefajne, bo czasem chciałoby się usłyszeć jakieś konkrety, a nie tylko filozoficzny wywód.

805

Odp: Dramat!!

witam;)
widzę że dobrze trafiłam. poruszacie ciekawy temat który mnie zainteresował. z ciekawością przeczytałam wasze posty i w dużej części co z niektórymi się zgadzam. pozdrawiam;)

806

Odp: Dramat!!

Ja też cieszę się że ktoś odświeżył ten wątek. Z doświadczeń autorki można wyciągnąć bardzo wiele.
Moja opinia jest taka, że jak się wyczuło niezdecydowanie męża, trzeba było ciąć od razu. Zdradę emocjonalną można wybaczyć, jeśli osoba która jej się dopuściła, wie że zrobiła źle. No niestety mąż nie maił takiej świadomości, ale czuł się "zobowiązany" do robienia wszystkiego wedle moralnych zwyczajów.

Ten temat jest zamknięty, ale analogicznie wiąże się nieco z moimi problemami. Ja jestem tak jakby mężem autorki. Fakt, że siedem lat związku bez dzieci i małżeństwa to trochę inna sprawa.

Początek upadku mojego związku to był wybuch mojej nerwicy tydzień po przeczytaniu jego sms-ow z koleżanką (podobno do niczego nie doszło- była później konfrontacja). No ale na okresy wybuchu lęków byłam zdana na wsparcie mojej mamy, a nie mężczyzny z którym  żyłam tyle lat. Leki znieczuliły i pół roku stawałam na nogi, po czym odeszłam do innego.

Dodatkowo, mój nie był z tych ciepłych. Tak więc można powiedzieć że uciekłam w ramiona innego (oczywiście kończąc 7 letni związek). No a były starał się 6 miesięcy, chudł, pił, dzwonił i obiecywał cuda niewidy.

Wróciłam. I wtedy zaczął się mój horror. Psychiczny oczywiście. Jego żal, moje poczucie winny. Codzienne wypominanie "do niego to jak na skowronkach leciałaś, Wiem co robiliście, wszyscy mi mówią ze nie powinienem z Tobą być". Ogólnie jasny przekaz... "jesteś nie warta tego by cię kochać, a ja jestem z tobą"

807

Odp: Dramat!!

ja, nauczona doświadczeniem moni i innych osób z tego forum wiem, że gdyby mój mąz przyszedł i powiedział - zakochałem się w koleżance z pracy, to zrobiłabym wszystko, by przez to nie przechodzić. nie znalazłam tu na forum żadnego opisu, który potwierdziłby, że jak się zakochał.. to się odkocha i zacznie znowu kochać zonę
zakochał się w kim innym, nie kocha mnie

założenia
" Nie pozwolę mu odejść"
"pozwolę mu odejść"
będzie walczyła o naszą miłośc
bede udawał, że mam to w nosie

są bez sensu
bo to on jest na rozdrożu i to on podjał decyzję

ja moge ją tylko przyjąć
i jedyne co moge zrobić - to ją zaakceptować
bo nie mam na nią wpływu
nie da się zmusić kogoś do kochania lub nie kochania

i ta akceptacja trwa długo
jest trudna
boli

ale prędzej czy później jest konieczna

więc lepiej prędzej niż póxniej
chociazby dla szacunku dla wspólnych lat i by nie zostawić z tego zgliszczy...

808

Odp: Dramat!!

End_aluzja- Ty już doświadczona życiowo w temacie. Tak pamiętam z innych wątków, że jesteś jedną z kobiet, które uratowały związek. Gratuluję.

809

Odp: Dramat!!

sluu - no własnie nie ja uratowałam
dałam mu szansę  - temu naszemu związkowi

dałam szansę męzowi i sobie

ale ja musiałam spęłnić tysiąc warunków i przezyć tysiąć żyć.. a mój mąz także
on musiał zaakceptowac uczucia i ból, który mi sprawił
ja musiałam zaakceptowac uczucia ni ból, który mi sprawił
ja musiałam zmienić zdanie o nim i o sobie
on musiał zmienić zdanie o mnie i o sobie
ja musiałam przestać być wyjątkowa i jedyna
on musiał przestać był prawy i uczciwy

musieliśmy zaakceptowac to, co ta zdrada z nami zrobiła
pogodzić się z tym, że się wydarzyła, że nie możemy jej zaprzeczyć
nie możemy jej cofnać
przekreslić,
uciec od niej

810

Odp: Dramat!!

Małżeństwo jest zgod­ne, kiedy żona pa­nuje nad mężem, a mąż nad sobą. 
Małżeństwo, jak każda sztu­ka, nie może się obejść bez scen.

811 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-02-12 11:28:32)

Odp: Dramat!!
Animus napisał/a:
moniaCo napisał/a:

A poza tym jaki sens ma to odgrzewanie kotletów?
Animus miał chęć na odwet, bo śmiałam nie zgodzić się z jego wypowiedziami.
Ale nie udało mu się mnie wzruszyć, bo ten rozdział zamknęłam na klucz.

Trzymaj mocno zamknięte, żeby się żaden z tych kotletów nie wydostał do świadomości.

Sama napisałaś o psychoanalizie, więc potraktuję to jako wskazówkę: zamknęłaś te kotlety w piwnicy podświadomości i one tam gniją, a ich smród wali w każdym słowie, zwłaszcza w słowie odwet.

Nie mam za co brać odwetu. To Twoje życie i Twoje kotlety. Nie Ty pierwsza się nie zgadzasz i nie ostatnia, a powyższa praca jest tylko odpowiedzią na zarzut nie dość dokładnego czytania Twojego wątku.

Gdybyś sama wnikliwie poczytała swoje wypowiedzi - tak, jak sugeruje Teo - to może byś coś wzięła, ale nie chcesz, więc będziesz żyła tymi rozkładającymi się kotletami do śmierci i tylko ich odgrzewanie zostanie Ci na emeryturę. Znam takie zgorzkniałe staruszki, zostawione przez dzieci, prekursorki metody rozwodowej.

Miłość cierpliwa jest. Nie szuka swego. Nie unosi się pychą. Nie pamięta złego. Miłość zapomina o sobie, pamięta tylko Tego, komu służy i służy  Temu, kto kocha.

Nie próbowałem Cię wzruszyć, bo zatwardziałe serce jest twardsze od skały. Skała nie okłamuje siebie.

To są Twoje słowa. Wepchnęłaś Męża w ramiona tamtej Kobiety. Powinien Ci być wdzięczny, bo może zostanie doceniony.

Animus pozwól, że jako prawnik ocenię Twoje wypowiedzi w tym wątku.
Niestety nie mogłem się doszukać Twojego wątku, więc zastanawiam się co Ty na tym forum robisz.
Przypuszczam, że wszystkie pisane tutaj posty oceniasz przez pryzmat swojego ego.
Domyślam się, że Twoja miłość kopnęła Ciebie w Obrazek dodany przez użytkowniczkę albo mówiąc krótko i dobitnie Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Nie wiem na jakiej podstawie wydajesz o Moni taką opinię Obrazek dodany przez użytkowniczkę. To jest zadziwiające co Ty robisz.
Ja jak i wiele osób nie doczytałem się w jej wątku tego, że ona chciała rozwodu i do tego dążyła oraz innych namawiała do rozwodu.
Natomiast doczytałem się tego, że starała się walczyć o związek. Ty chyba nawet nie wiesz co to oznacza "walka o związek" i do czego jest zdolny partner/ka któremu na nim zależy.
W przypadku Moni to ona miała o co zawalczyć i walczyła. Mieli córkę i mają, mieli dobrą kochająca rodzinę i już jej nie ma.
Powiem Ci szczerze. Trafiłem tutaj przez przypadek. Trafiłem na wątek nie Moni, ale inny, w którym ona też zabierała głos.
Nawet sobie nie wyobrażasz jakie otrzymałem wielkie wsparcie i od niej też.
Nigdy, ale to nigdy nie namawiała mnie do rozwodu. Namawiała mnie do walki o związek, do jego ratowania.
Nie znam jej osobiście. Znam ją tylko z forum.
Dla mnie jest bardzo, bardzo mądrą kobietą o nieposzlakowanej opinii i dlatego proszę nie pisz takich bzdetów, że to ona doprowadziła do rozpadu i w konsekwencji zakończenia związku.
Chyba, że starasz się zaistnieć na tym forum jako psycholog -dobra rada Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Jeżeli tak to uważaj, bo mogę podrzucić Ci parę kotletów i może się zadławisz.
Jednocześnie informuję Ciebie, że wszystkie Twoje posty będę bardzo dokładnie analizował, ponieważ bardzo często są krzywdzące, ba nawet obraźliwe.
Więc zastanów się chłopaku co czynisz i przemyśl parę razy co chcesz napisać i dopiero po tym napisz..
Monia w tym miejscu bardzo Ci dziękuję za to co zrobiłaś, będąc w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Pomogłaś mi uratować mój związek, który teraz naprawdę kwitnie.
Ja między innymi Tobie zawdzięczam to, że teraz z żoną czujemy się o co najmniej 20 lat młodsi
Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Wiem co przeżyłaś i wierz mi facet myśli inaczej, a kobieta inaczej.
Dopiero trzeba zrozumieć mentalność drugiej strony oraz rozmawiać z partnerem ( co nie raz wbijałaś mi w głowę ) aby go zrozumieć.
Niestety Animus
chce udawać doświadczonego psychologa i dawać rady.
Moje prywatne zdanie jest takie, żeby zajął się sobą, bo ma poważne problemy ze swoim ego.
A może to jest człowiek o innych orientacjach seksualnych i nie na widzi kobiet.
Zapamiętaj jedno. Ty dla mnie zawsze, ale to zawsze byłaś i będziesz Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Natomiast jak czyta się takich "mądrych" Obrazek dodany przez użytkowniczkę to tylko się zastanawiam czy oni wcześniej z rozpaczy nad sobą nie  walili w Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Animus Monia uznała swój wątek za zamknięty, więc uszanuj to.
A tak na marginesie to przed napisaniem postu powinieneś zapoznać się z historią wątku a nie wydawać "autorytatywnej" opinii o osobie Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Dla mnie to świadczy o Twojej niedojrzałości emocjonalnej Obrazek dodany przez użytkowniczkę nad czym mocno boleje. Wyrządzasz swoimi wypowiedziami wiele krzywdy.
Dlatego powtarzam, że wszystkich na tym forum oceniasz przez pryzmat swojego "ja".
Nie tędy droga.
Życzę Ci jednak wszystkiego najlepszego i żebyś się ogarnął.


Monia to dla Ciebie

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

Pozdrawiam Ciebie serdecznie i z całego serca życzę powodzenia i trzymam qciuki.
Spójrz w lustro i przyjrzyj się sobie.
Co zobaczysz?
Zobaczysz piękną, wartościową kobietę, która ma taką samą córkę i życie przed sobą. Obrazek dodany przez użytkowniczkę

812

Odp: Dramat!!

Lexpar - WIELKI SZACUN dla Ciebie!:) Niestety nie umiem wklejac takich super ikon jak Ty ale poslalabym Ci giga buziaka z usmiechem. Nie pisalam nic, choc czytalam, bo uznalam, ze szkoda klawiatury na niektore kreatury.

813

Odp: Dramat!!

Jak to dobrze,że tu weszłam.Poznałam dzięki temu kogoś takiego jak Lexpar:)

814 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-02-12 12:02:06)

Odp: Dramat!!

No wielkie dzięki dziewczyny.
Naprawdę czuję się mocno Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Ale proszę wierzcie mi, to co napisałem to napisałem z głębi serca.
Mussu Tobie i Moni oraz jeszcze wielu innym zawdzięczam wiele.
Dlatego nie rozumiem jak można się tak zachowywać jak Animus.
On chyba naprawdę się pogubił i ja to rozumiem.
Ale nie pozwolę oczerniać tych, którzy wyciągnęli do mnie rękę w moich trudnych chwilach.
Pamiętam Mussu propozycję wyjazdu w Bieszczady i może tak kiedyś razem w czwórkę bez podtekstu Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Dziewczyny ale dzisiaj Walentynki, dlatego pozwolę sobie na coś Obrazek dodany przez użytkowniczkę i Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Oby było dobrze

815 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-12 12:12:01)

Odp: Dramat!!

Lexpar....normalnie zaniemówiłam smile

Dziękuję smile

p.s walentynki w piątek, ale już dziś możemy poświetować smile

816

Odp: Dramat!!

Lexpar, dzieki za kwiatki, mile slowa i zyczenia..ale UWAGA Walentynki sa w piatek, 14.02 smile)

817

Odp: Dramat!!

Mussu, nie wiem czy w piątek będę miał możliwość Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Dlatego wolę wcześniej, wybacz Obrazek dodany przez użytkowniczkę

818 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-02-12 12:50:15)

Odp: Dramat!!
moniaCo napisał/a:

Lexpar....normalnie zaniemówiłam smile

Dziękuję smile

p.s walentynki w piątek, ale już dziś możemy poświętować smile

Och wiesz Moniu, że bardzo Ciebie lubię i nie pozwolę aby jakiś dupek Ci dokuczał.
Jesteś świetną kobietą, matką i nikt nie ma prawa Ci nic zarzucić.
Pozdrawiam cieplutko Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Niestety moja obecna praca nie pozwala mi na codzienny dostęp do netu, dlatego u mnie ten pośpiech.
Ale dziewczyny, wybaczcie i zrozumcie, dla mnie zawsze będziecie bliskie.

819

Odp: Dramat!!
alis401 napisał/a:

Małżeństwo jest zgod­ne, kiedy żona pa­nuje nad mężem, a mąż nad sobą. 
Małżeństwo, jak każda sztu­ka, nie może się obejść bez scen.

No nie tak do końca.
W małżeństwie nikt na ma panować nad partnerem.
Małżeństwo to partnerstwo i jeszcze raz partnerstwo rozumiane w szerokim tego słowa znaczeniu.

820

Odp: Dramat!!
Lexpar napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Lexpar....normalnie zaniemówiłam smile

Dziękuję smile

p.s walentynki w piątek, ale już dziś możemy poświętować smile

Och wiesz Moniu, że bardzo Ciebie lubię i nie pozwolę aby jakiś dupek Ci dokuczał.
Jesteś świetną kobietą, matką i nikt nie ma prawa Ci nic zarzucić.
Pozdrawiam cieplutko http://emotikona.pl/emotikony/pic/16icon_kiss.gif
Niestety moja obecna praca nie pozwala mi na codzienny dostęp do netu, dlatego u mnie ten pośpiech.
Ale dziewczyny, wybaczcie i zrozumcie, dla mnie zawsze będziecie bliskie.

Lexpar, swietowania nigdy dosc:) moze byc i dzis i w piatek, swiatek i w niedziele:)) Chociaz tak miedzy nami, to ja odkad jestem z Krecikiem, nie odczuwam potrzeby swietowania osobno Walentynek czy Dnia Kobiet czy innych tego typu panstwowych dni czci i chwaly. Po prostu kochamy sie na codzien, prezenty, kwiatki i niespodzianki dostaje (albo daje) bez okazji i z byle okazji i jakos nie musze pamietac o konkretnej dacie uczczenia naszego uczucia:).
A pracy GRATULUJE!

I o Bieszczadach nie zapomnialam;)

821 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-02-12 13:29:12)

Odp: Dramat!!
Mussuka napisał/a:

Lexpar, swietowania nigdy dosc:) moze byc i dzis i w piatek, swiatek i w niedziele:)) Chociaz tak miedzy nami, to ja odkad jestem z Krecikiem, nie odczuwam potrzeby swietowania osobno Walentynek czy Dnia Kobiet czy innych tego typu panstwowych dni czci i chwaly. Po prostu kochamy sie na codzien, prezenty, kwiatki i niespodzianki dostaje (albo daje) bez okazji i z byle okazji i jakos nie musze pamietac o konkretnej dacie uczczenia naszego uczucia:).
A pracy GRATULUJE!

I o Bieszczadach nie zapomnialam;)

Mussu I bardzo się cieszę Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Nawet nie wiesz ile ja Tobie, Moni i jeszcze wielu innym zawdzięczam.
U mnie też nie potrzeba świętowania, bo to jest  na porządku dziennym.
Każdego dnia się przytulamy, dajemy sobie buziaki etc.
Żałuję, że nie trafiłem na forum wcześniej i straciłam tyle czasu.
Jednak cieszę się tym co mam o oby tak dalej.
Wielkie dzięki  Obrazek dodany przez użytkowniczkętym co dali mi kopa w doopę i powiedzieli co mam zrobić.
Jestem Wam bardzo wdzięczny i bardzo szczęśliwy.

822

Odp: Dramat!!
Mussuka napisał/a:

I o Bieszczadach nie zapomnialam;)

No to trzeba będzie przemyśleć Obrazek dodany przez użytkowniczkę

823

Odp: Dramat!!

Oj dziewczyny, zawładnełyście moim sercem ????

824

Odp: Dramat!!
Lexpar napisał/a:

Oj dziewczyny, zawładnełyście moim sercem ????

heh heh, lepiej nie afiszuj sie z tym przez zona:)) Jeszcze nam nalot urzadzi w Walentynki;)

A sygnaturke masz super!

825

Odp: Dramat!!
Lexpar napisał/a:
alis401 napisał/a:

Małżeństwo jest zgod­ne, kiedy żona pa­nuje nad mężem, a mąż nad sobą. 
Małżeństwo, jak każda sztu­ka, nie może się obejść bez scen.

No nie tak do końca.
W małżeństwie nikt na ma panować nad partnerem.
Małżeństwo to partnerstwo i jeszcze raz partnerstwo rozumiane w szerokim tego słowa znaczeniu.

Małżon­ko­wie po­win­ni wys­trze­gać się kłótni, jeśli nie dość się kochają, aby się pogodzić. 
Małżeństwo to diament szli­fowa­ny całe życie. wink POZDRAWIAM

826

Odp: Dramat!!

Hej. Niestety nowa historia z tych gorzkich. Dziewczyny! Chłopaki! Jest tu jeszcze ktoś z Was? Myślałam, że mnie to nie będzie dotyczyć... Jestem atrakcyjna, mam 35 lat. Z moją drugą połówką łączyła mnie niesamowita więź, nić porozumienia. Byliśmy wyjątkowym związkiem, podziwianym przez znajomych, rodzinę. Pojawił się dzieciaczek, nieprzespane noce, skupianie na obowiązkach. Praca, dziecko, zero wsparcia ze strony rodziny. Tak po 9 latach wspólnej wolności, kolejne 4 okazały się być latami powolnego oddalania. Ja zamieniłam się w zrzędliwą babę, mąż ucichł. Pojawiły się kłótnie, ciche dni, osobne spanie. Myślałam, że jesteśmy na tyle wyjątkowi, że jakoś to będzie... Czasem jednak zaczynałam też myśleć o rozwodzie... O potrzebie czułości, braku kogoś obok... Aż... Zaczęło mi coś podpadać. Partner odsunął się ode mnie, unikał rozmów, kontaktu wzrokowego, wciąż był nieobecny... Potem komórka przestała być na widoku... Wędrowała z nim do łazienki, do toalety... Jednego razu udało mi się ją przechwycić... Tekst " Pamiętaj, że jesteś dla mnie najważniejszy... ". Z jednej str mnie zamurowało, z drugiej strony pomyślałam o jakości naszego małżeństwa... Kontynuowałam sms-owanie, podszyłam się pod męża. Chciałam mieć pewność... Padły słowa "Kocham Cię"... Wszystko było jasne. Poczekałam do rana, na spokojnie powiedziałam mężowi, że JUŻ WIEM. Że to 26 letnia koleżanka z pracy... 11 lat młodsza od niego... To też zabolało. Powiedziałam, że to koniec. Wciąż byłam spokojna. Rozmawialiśmy. Powiedział, że nie wie jak to się stało. Że najpierw stworzyła się relacja w pracy, rozmowy ich zbliżyły... Potem króciutkie spotkania po pracy kilka razy w tygodniu - zgadza się bo wiem w jakich godzinach pracuje i o której wracał. Do sexu nie doszło. Do żadnej bliskości fizycznej, dotyku. Ale były motylki w brzuchu... Tęsknota, zauroczenie, poważne wyznania uczuć... Czy brak sexu coś zmienia? Relacja trwała kilka miesięcy... Padły wyznania miłości, byłam oszukiwana i odstawiona w kąt... Bolało mega. Po spokoju nadszedł płacz pełen bólu, zawodzenia, żalu, poczucia zranienia. Wręcz wyłam. On trzymał mnie za rękę i miał świeczki w oczach. Coś tam jeszcze czuł. Przemyślałam wszystko na chłodno. Powiedziałam, że znam swoje winy, wiem jak między nami było. Że domyślam się, że to zauroczenie, że gdybyśmy mieli takie okazje i warunki na wspólne randkowanie - pewnie byłabym weselsza i atrakcyjniejsza. Że ona będąc na moim miejscu też nie byłaby tak perfekcyjna w jego oczach. Przeżyliśmy wiele razem. Jeśli chce spróbować na nowo, musi definitywnie zerwać i zakończyć to co trwało... Jeśli wybierze ją - do mnie nie ma już absolutnie powrotu, jeśli mnie - nie wiem co z tego wyjdzie... Wybrał mnie... Walczymy już razem prawie 2,5 miesiąca. Pojawiała się złość, awantury, żal, ból nie do opisania. Czasem pojawiają się natrętne myśli, że ona tam wciąż jest... Codziennie widują się w pracy... Może kombinować, nie miała nic do stracenia, a przyczyniła się do mojego bólu, do zrujnowania mojego zaufania, mogła rozbić rodzinę. Wiem, że każdy z nas jest winien. Ja bo nie dbałam o męża, on bo wszedł w to wszystko, nie powiedział STOP, i ona, bo kusiła i też to ciągnęła... Kocham go... Pamiętam wspaniałe chwile, znam moje winy, wiem, że nasz związek umierał. Zastanawiam się, czy to zdarzenie nie jest terapią szokową.  Czy to tłumaczę? Nie wiem, ale nie wiem co by się z nami stało bez tego wydarzenia... Myślałam, że nasz związek i uczucia umierają... A tu nagle zobaczyłam co mogę stracić, jak marnowałam nasze wspólne lata, jak dbał o mnie kiedy kręciłam się w tym całym kołowrotku i byłam oziębła, odsunięta. Mimo wszystko nie robi się takich rzeczy drugiej osobie. Boli... Próbujemy... Co z tego będzie - nie wiem. Rozmawiamy więcej niż przez ostatnie kilka lat, spędzamy więcej czasu ze sobą. Pracujemy nad nami. Nie jest to łatwe. Mam charakter waleczny, więc mimo bólu, żalu, strachu - nie poddaję się. Motywuje mnie myśl, że są związki, które po takich przejściach są silniejsze. Chcę właśnie w takim być! Natomiast nie wiem jak podejść do sytuacji, że ona wciąż z nim pracuje. Mogłabym go poprosić, aby kazał jej się zwolnić ( on jest na menedżerskim stanowisku ), mogłabym poprosić szefa o jej zwolnienie ( jest on bratem mojego męża ). Nie wiem, czy mój mąż potrafiłby po tym wszystkim potraktować ją tak przedmiotowo... Nie chcę też mieszać w tą historię rodziny... Zastanawiam się nad napisaniem do niej w kulturalny sposób "poprosić" ją, aby zniknęła z naszego życia...  Zobaczyć jak się zachowa. Czy jest perfidna i zostanie, oleje moją prośbę? Wtedy pomyślałabym nad poproszeniem męża o usunięcie jej z miejsca pracy. Jest młoda, znajdzie coś. Nie chcę zamęczać się codziennie myślą, że mają codziennie jako pokusę, że nie odcina się od tych emocji, że może pęknąć...  Mam nadzieję, że ktoś się tu jeszcze odezwie!

827 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2015-09-18 18:10:50)

Odp: Dramat!!

Dla mnie pretensje do kochanek i usuwanie ich z otoczenia zdradzacza jest jednak  bezsensowne. Owszem, wtrącila się, jest winna. Ale uważam, że gdyby nie pojawiła się  ona, to mogła być  inna. I jeśli teraz ona zniknie, to czy problem nie pojawi się w osobie kolejnej współpracownicy czy kobiety? Gdzieś kiedyś czytałam, że mężczyźni zdradzają najczęściej w pracy, bo najmniej zachodu.
Więc moim zdaniem jedyną drogą do sukcesu jest zmiana jego myślenia i podejscia do Ciebie. Czyli powrót do ekscytujących początków, w których cała reszta świata nie istniała lub była całkowicie aseksualna. Musicie być dla siebie niezmiennie atrakcyjni, intrygujący, choć i odrobinę niezależni. Zaklepane, według mnie, tak nie pociąga, natomiast odrobina niepewności , na zmianę z jawnym pożądaniem,  ciepłem i porozumieniem jest chyba skuteczniejsze.
Zawsze jest szansa, że to ona sie z tym źle poczuje i sama odejdzie z pracy.

828

Odp: Dramat!!

gagatka0075 -wiesz. Bardzo chłodno podeszłam do całej sprawy tuż po odkryciu prawdy. I byłam takiego samego zdania. Oceniałam sytuację, jak osoba stojąca z boku. Wiedziałam, że to dziewczę też pewnie wpakowało się w to nie całkiem perfidnie. Że On się pogubił, że ja tyle razy odtrącałam Jego starania... Otwarły mi się oczy... I uznałam, mimo porad przyjaciółek, że nie będę żądać wyrzucenia jej. Dokładnie to samo myślałam, że mogą pojawić się inne i jeśli powodem zdrady jest prostactwo mojego męża, to usunięcie jej niczego nie zmieni. Że właśnie pojawi się kolejna itp. Myślę, że jest to zdrowe podejście. Wczoraj pierwszy raz w ataku paniki naszła mnie myśl o usuwaniu jej z mojego "rewiru". Że może jestem za łagodna, że powinnam walczyć jak lwica... No, ale chyba masz rację - moja pierwsza myśl jest bardziej bliska mojemu charakterowi... Okaże się, że tamto to tylko zauroczenie, to wszystko umrze, a jeśli tak nie jest to i tak się odnajdą gdziekolwiek...

829

Odp: Dramat!!

Ale kombinujecie...

Ustawianie sytuacji relacji osób trzecich to koszmarnie nieskuteczny sposób. Warto zająć się sobą i wypełnieniem tej przestrzeni i pustki, jaka powstała w wyniku zaniedbań. Zaniedbanie to ten rodzaj działalnosci, którego nie da się nadrobić inaczej, jak tylko zmianą w każdym teraz. NIe trać czasu na kombinowanie i intrygi, zajmij się naprawą swojej relacji z Mężem.

Jestes Osobą i On jest Osobą, a nie przedmiotem. Ma wolę. Wybiera Ciebie. Doceń to.

830

Odp: Dramat!!

Animus - zgadzam się z Tobą. Wiesz - staram się nie popadać w panikę... Ani nie uczepiać tego, że MUSIMY z moim partnerem być razem za wszelką cenę. Jasne, że staram się pracować nad relacją. Sms-y, które przeczytałam, odkryłam - nie spowodowały we mnie poczucia szoku. Nie pomyślałam - NIEMOŻLIWE, przecież było tak pięknie między nami... Myślałam jednak, że ich relacja jest już tak głęboka, że doszło między nimi do sexu, a to byłoby już mega poważne i jeszcze bardziej krzywdzące mnie. Myślę, że nie walczyłabym wtedy o nas. Przeszliśmy wiele rozmów, już pierwszego dnia usłyszałam tekst - "jesteśmy źli, ale nie aż tak"... Mojego męża znam latami, wiem, że zawsze miał zasady... Teraz pokazał, że ich nie ma, jednak jakąś granicę sobie wyznaczył. Wciąż powtarza, że nie było absolutnie ŻADNEGO dotyku, trzymania za ręce, pocałunku. NIC. Wiedział, że jest to granica, która oznacza nasz koniec. Bo jednak wciąż się kochaliśmy, były między nami emocje, może ukryte, ale były... Poza tym powiedział, że czuje ulgę, że cieszy się, że to odkryłam bo miał już wszystkiego dosyć... Mimo, że czułam zawód i smutek - postanowiłam jakoś walczyć... Na początku myślałam, że to koniec. I pierwszej nocy po odkryciu prawdy poprosiłam, żebyśmy wzięli wspólny prysznic. To miało być takie pożegnanie... Mieszkamy w nowym domu 2 lata i ANI RAZU nie braliśmy wspólnego prysznica... Chyba świadczy to o jakości naszych relacji... Kiedyś byłoby dla mnie nie do pomyślenia, że nie korzystamy z takich możliwości... Tak więc poszliśmy pod prysznic. Bez sexu... Była tylko ciepła, obmywająca nasze ciała woda... My spleceni, przytuleni... Płaczący...  To było niesamowite... Ból, żal i poczucie, że coś nas jeszcze łączy. Że coś się tli... Ciepło płynące z naszych ciał... Potem spaliśmy mocno, bardzo mocno przytuleni. Jak nie spaliśmy od dawna... Rano stwierdziłam, że czuję jakby coś pękło. Jakby jakiś niewidzialny, gruby, oddzielający nas od siebie od bardzo dawna mur roztrzaskał się w drobny mak... I właśnie od tamtej pory postanowiłam zająć się naprawą naszej relacji... Więc robię to. Poza tym wydaje mi się, że wcześniej tkwiłam w jakimś letargu, byłam nieobecna, depresyjna. Ta dziwna sytuacja nawet mnie ucieszyła, poczułam, że ktoś wyrwał mnie z uśpienia... Dawno nie czułam emocji, nie odczuwałam świata tak intensywnie... Jakby obudziła się śpiąca królewna wink Pierwsze dni były okropne. Pierwszy miesiąc, dwa - bardzo ciężkie. Każde wybudzenie zaczynało się od myśli - ZDRADZIŁ, okłamywał, zachwycał inną. Ogromny ból. Niedługo miną 3 miechy i wspaniałe jest to, że już nie mam takich myśli tuż po przebudzeniu smile Cierpienie jest mniejsze. Staram się na nim nie mścić za to co zrobił. W końcu ustaliliśmy, że walczymy. Na początku mówił, że kocha mnie "na swój sposób". Szlag mnie trafiał... Jednak wróciłam dawna ja. Zorganizowałam opiekę do naszego dzieciaka. Parę razy wyszliśmy gdzieś, zaimprezowaliśmy, odżyliśmy po latach posuchy. Stałam się bardziej zdecydowana, konkretna, zainteresowana jego potrzebami, ale też nie jestem taką zaborczą kobietą jaką byłam kiedyś... I nagle przestały padać słowa "na swój sposób". Są wyznania - "Kocham Cię. Jesteś  bardzo wiele warta, jesteś wartościową kobietą z klasą. Nie zasługuję na Ciebie. Pasujemy do siebie. Uzupełniamy się. Jesteś tylko Ty. Jesteś najważniejsza. Jesteś sexi". itp.  Kiedyś komplementy zbywałam, teraz za nie dziękuję i kumuluję je w moim sercu. Ale nie szukam już akceptacji w oczach drugiego człowieka. Dojrzałam w ekspresowym tempie i w końcu, po 35 latach życia zrozumiałam, że to ja wyznaczam swoją wartość, nie inni. Tak więc dbam o relację, jest dużo więcej uśmiechu, troski, przymrużania oka na te banalne i mniej banalne sprawy. Życie jest tylko jedno. Nie można wszystkiego ot tak odpuszczać. Ani uczepiać się czegoś żałośnie. Cieszę się każdym dniem codziennym. Szukam pozytywów. Zdarzają się pojedyncze dni, kiedy emocje dają górę i właśnie wtedy wpadam na głupie pomysły... Myślę, że i tak jestem bardzo opanowana i podchodzę do sytuacji z próbą zrozumienia każdej ze stron... Nie mam pojęcia co przyniesie przyszłość. Ale, czy to jest teraz tak ważne? Ważne, że pojawiają się chwile, kiedy czuję radość i szczęście. Tak dawno nie było we mnie takich dobrych emocji...

831 Ostatnio edytowany przez ivy71 (2015-09-21 12:03:45)

Odp: Dramat!!

Kasia, a ja powiem - uważaj. Większość osób sparzyło się nadmiernym zaufaniem do partnera który zdradził. Tak naprawdę nic nie wiesz, tylko to czym Cię Twój mężuś nakarmił. Nowe odkrywanie siebie, wspaniały seks, szczególne zabieganie faceta o żonę, miodowy miesiąc, motylki itepe to normalne dla każdej pary po ujawnieniu zdrady, niestety jest to najczęściej tylko przykrywka. Nie mówię że u Ciebie też tak jest bo może jest tak jak sobie wyobrażasz, ale powtarzam - uważaj.
Fajnie że, że dbasz o relacje z mężem, że pojawiają się chwile, jak mówisz, kiedy czujesz radość i szczęście. Mnie się jednak wydaje że ta Twoja radość i szczęście biorą się z tego że mąż Cię nie zostawił, że został z Tobą, że czujesz zwycięstwo nad rywalką, nie dlatego że Ty się zmienłaś, że zmieniło się Twoje podejście do życia, że "ekspresowo dojrzałaś". Nie da się dojrzeć ekspresowo i to w takich warunkach jak Twoje. Wybacz że podcinam Ci skrzydła ale znam życie.  Uważaj.

832

Odp: Dramat!!

ivy71 - nie czuję zwycięstwa, nie czuję radości, że mnie nie zostawił. W ogóle nie postrzegam nas jako jego decyzji. Tak naprawdę to jest to wspólna decyzja, a właściwie jesteśmy na etapie, że on powtarza, że wybrał i, że chce mnie. A ja tak do końca nie jestem przekonana czy będziemy razem. Bo sama powtarzam, że nie jesteśmy teraz parą. Nie chcę nosić obrączki, ani nie chcę, aby on ją nosił. To nie czas na to, nie miejsce, musi się wiele wydarzyć, abyśmy te obrączki założyli, a właściwie to nawet nie wiem, czy kiedykolwiek zachcę. Nie ufam w 100 %. I czuję moją dojrzałość, bo wiem, że potrafię odejść. Kiedyś nie zrobiłabym takich rzeczy, jakie teraz robię. Nie myślałabym tak, jak myślę. I nie uzależniam widzenia siebie od jego decyzji o zostaniu. Właśnie czuję się dojrzała, bo potrafię przygotować się na bycie bez niego. Potrafię to sobie wyobrazić. Mam poukładany scenariusz co zrobię, jeśli okaże się, że to stek kłamstw. Wstępnie rozmawiałam z prawnikiem. Nie stawiam na nasz związek całej siebie. Jednak teraz walczę o ocalenie tego co wyjątkowe. Zostały uczucia, emocje, a tego się sztucznie nie wytworzy. Trzeba walczyć o to co zostało. Głupia bym była nie próbując - wiedząc dlaczego doszło do tego do czego doszło...

833

Odp: Dramat!!
hm... napisał/a:

Ptaszki symboliczne, no no.
Ja Ametyst polecam na równowagę emocjonalną.
Można też szydełkować, wyszywać, haftować...zbierać znaczki, malować butelki... moc możliwości.


Ametyst to cudowna alternatywa, zgadzam się!<3

Posty [ 781 do 833 z 833 ]

Strony Poprzednia 1 … 11 12 13

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026