Witajcie netkobietki. Ja mam kilka uwag do wypowiedzi Aminusa i jeśli pozwolicie, to je tu przedstawię. Jeśli nie, to już za późno i jedynie możecie mój post zignorować. 
Animus
postanowiłam zabrać głos w i to pod wpływem komentarzy do twojego komentarza.
Ewolucja niekonsekwencji i anatomia straty hmmmmmmm..... i nie wiem czy to troska, sarkazm, czy zwykła ignorancja......
Czy nie uważasz, że kobiety (żeby nie było to mężczyźni również, ale rzadziej) mają predyspozycje do "kochania za bardzo", do współuzależnienia od partnera ? Życie jest pełne tego przykładów i forum.
Piszesz, że z etapu I -kocham męża bardzo, nic na etapie VII - nie zostało a raczej miłość autorki okazała się przesadzona.
Jesteś rozsądnym facetem i nie dostrzegasz ewolucji w myślach i odczuciach zdradzonych ludzi? I dziękować Bogu, że jest ta ewolucja! Gdyby nie ona, żaden zdradzony, oszukany, by się nie podniósł! Do końca życia tkwiłby w poczuciu bólu, straty, upokorzenia. Miotałyby nim okrutne uczucia rozgoryczenia, zawiści. Jeśli sobie uzmysławiamy, że bez partnera żyć potrafimy i nie jest on nam niezbędny w łapaniu oddechu to czy to jest "zdrada" miłości. Czy twoim zdaniem, jeśli dochodzimy do wniosku, że przestajemy odczuwać gorące uczucie miłości, "przywiązania", to popełniamy grzech lub przestępstwo ?
Ja także byłam zdradzaną żoną. Wiele razy zdradzaną i to różnego rodzaju zdradami. I wiem, że "po", przechodzi się przez różnego rodzaju etapy, podobnie jak w żałobie. Zmieniają się nasze postrzegania sprawy/sytuacji (poprzez analizy) i zmieniają odczucia! I jest to naturalny ciąg naszych doświadczeń, przeżyć, myśli, odczuć, wizji i światopoglądu. Bez tego nikt by nie ruszył z miejsca jakim jest odczucie upodlenia, upokorzenia, zawiedzenia.
Wymieniasz wiele etapów Moni, ale przez takie i podobne nim etapy, przechodzą ci po przejściach! Te etapy to ich marsz do uleczenia, do podniesienia się z traumy, do wolności i szczęścia.
I doczytałam do etapu XI.......rozumiem Monię. Ja też stawałam się wiedźmą pod wspólnym dachem z mężem, który nie odszedł, ale wyraźnie mnie już nie kochał. Zgadzam się z tobą, że jest taki etap i przyznaję, że stajemy się "wrednymi sukami" ( a może tylko chciałybyśmy nimi być). Tak dla poinformowania cię......okropne to uczucie być u boku człowieka, który zdradził dotykiem, słowem, czynem i okropna jest świadomość, że myślami jest przy innej.
Kolejny etap.......dzieci ........one nie zawsze rozumieją sytuację. Ja pochodzę z rodziny rozbitej i dla mnie było niepojęte jak może rozpaść się coś, co jest całością. Nie rozumiałam, ale nie histeryzowałam i zaakceptowałam decyzję rodziców. Moje dzieci chciały rozpadu swojej rodziny. Rozumiały więcej niż ja a może rozumiały inaczej jak ja i zapewne były rozsądniejsze i doroślejsze ode mnie. Ale........ale są dzieci, które obwiniają rodziców za ich rozstanie, zdrady małżeńskie a swój ból zamieniają w złość/agresję przeciwko rodzicowi, który "jest pod ręką" lub jest słabszy. Najczęściej "obrywają" matki.
Rozumiem jak trudno powiedzieć dziecku, że rodzina się rozpada a jeden rodzic "idzie w świat" bez ukochanego potomka.
W temacie dzieci i kasy - rodzimy będąc żonami. Mamy więc świadomość, iż stwarzamy dziecku możliwość posiadania również ojca, który obdarzy je miłością, opieką i poświęci swój czas i energię na wychowanie. Będzie też finansowo je zabezpieczał, tworząc poczucie bezpieczeństwa. Przy rozstaniu kobiety pytają, jak ja sobie poradzę i zapewniam cię, że nie myślą o sobie a o swoim dziecku. One sobie poradzą! poradzą gdy będą same!, ale one zostają z dziećmi, na które "kochany tatuś" skąpi i jeszcze własne skąpstwo przerzuca na matkę ich dzieci. Słyszałeś o alimentach w wysokości 250 zł na dziecko lub niewiele większych? Słyszałeś o odwoływaniu się rodzica od zasądzonej kwoty? A może słyszałeś o "alimenciarzach"? Jeśli nie, to wyjaśnię, iż to osoby, które zapomniały zupełnie, że ich dzieci muszą jeść i nago nie chcą chodzić ani pod mostem sypiać.
Rozrywka dziecka czy jego edukacja, to dla takiego rodzica coś, bez czego da się żyć. No i problem ma kobieta z nakarmieniem i odzianiem swoich pociech. Ona podzieli się tym co ma i zrezygnuje z tego co powinno być jej. Włosy sama pofarbuje, sama podetnie, zrezygnuje z kosmetyków, kupi ciuszek w lumpeksie. Kino, teatr, wycieczki czy inne ich własne uciechy, to dla tych kobiet abstrakcja! Twój komentarz po jej słowach, "cholerna kasa" nie jest więc uzasadniony jak i następny, o wyrachowaniu i walce o miłość. I Monia jest świadoma i szczera. No nie jest wesoło bez drugiej pensji a jeszcze smutniej jest bez alimentów na pozostawione dzieci.......i taka jest prawda! bo dziecko nie tylko traci rodzica, ale i pogarsza się jego byt i matka jest tego świadoma.
Ja też nie odchodziłam od męża, bo kochałam (współuzależnienie) bo bałam się, że sobie bez niego nie poradzę (sobie to każda poradzi, tylko dzieci nie). Godziłam się na wiele ze strachu o dobro swoich dzieci. Eks nie płaci alimentów i nie jest zainteresowany losem swoich pociech. I nie ja jestem wyrachowana, podła!
Dzisiaj obejrzałam na YouTube występ syna i od razu pojawiła się myśl, jestem dumna! i od razu pojawiła się myśl, że ojciec i sukcesem syna (porażkami to normalka) nie jest zainteresowany. I zabolało! I nie dlatego, że kocham, wzdycham, tęsknię ( bo tak nie jest) Zabolało nie mnie kobietę, ale matkę! I zabolało po raz s e t n y !
Etap XLV i twój komentarz : dwoje na huśtawce emocjonalnej i poniżej przytoczone słowa Moni : pewnie nie raz będę miała huśtawki emocjonalne. Po pierwsze, napisała o sobie i napisała co czuje i przewiduje. Po drugie, nic nie ma w tej wypowiedzi o mężu a ja z tego co pamiętam z jej wątku, odniosłam wrażenie, że jej mąż huśtawek nie miał a jedynie szeroki rozkrok, w którym tkwił długi czas. Aby rozjaśnić dodam, że ów rozkrok był między łożem żony a kochanki.
Przy etapie LVI i ja sobie przypomniałam jak każde wyjście męża do klopa, podsuwało mi myśl, że siedząc na tronie szepce jej do telefonu czułe słówka, uśmiecha się do papieru toaletowego mając w pamięci jej obraz. Każde jego spóźnienie wprawiało, mnie i w rozpacz, i w złość, ale żeby to rozumieć trzeba przejść przez etap, o którym tu nie napisałeś, a mianowicie przez etap "0" - ZDRADZANA I OSZUKIWANA przez współmałżonka. I dokładnie jest tak jak napisałeś - PAMIĘĆ KONTRA SZCZĘŚCIE.
LVII - to prawda oczywista i dotyczy szeeeerokiej rzeszy ludzi, prawda ?
LIX - sadyzm ? Ja się doczytałam, że zbolała żona chce aby małżonek poczuł empatię i poczuł chociaż w części podobne emocje jak ona. Dlaczego zdradzeni tego chcą? Aby zdradzający wiedział jaki ból zadał i jak okaleczył myślą, mową, uczynkiem! A jak pozna ten ból to może będzie wiedział jak pomóc w gojeniu się zadanych ran.
Rozumiem, że nie rozumiesz tego. A skąd to wiem? Z twoich słów z pierwszych postów na forum, gdzie piszesz o sobie, " mam zupełny brak zdolności empatycznych".
No i etap LXX. Poważnie dostrzegasz w jej zachowaniu zabijanie miłości do niej? Heloł! a nie wpadłeś na myśl, że to on zabił w sobie to uczucie ( i nieważne w jaki sposób ). A nie wpadłeś na to, że to on zabija w niej miłość i szacunek, zdradą, kłamstwem oraz brakiem uczucia do niej? Oczekiwałbyś czego? No pogubiłam się w twych intencjach i rozumieniu tematu.
Etap LXXIII...... ????....... idiotyczna szczerość?...... ponownie nie wiem o co ci chodzi i co chcesz osiągnąć tą insynuacją.
W następnym etapie również przedstawiasz swój punkt widzenia, człowieka z zupełnym brakiem zdolności empatycznych. Donoszę ci więc, że zdradzany szuka potwierdzeń, że zdradzany już nie jest! Potwierdzeń na to, że jego partner-złamas (ze złamanym kręgosłupem moralnym), złamasem już nie jest. Dziwne? ......ale prawdziwe! No i dodać muszę, że nie szukamy dowodów zdrad, by wariować, tylko by móc odbudowywać zaufanie. Oczywiście, że błędnie myślimy. Przecież to zdradzający powinien pracować na zaufanie a nie zdradzany! I wierz mi, że nagle zauważa się zdrady wokół. Tak, nagle je dostrzegamy! Nie dostrzegałyśmy ich wcześniej. Stałyśmy się wyczulone! I tak: zapewne pan z bujną czupryną nie zauważa łysych. oczywiście dopóki sam włosów nie straci. A jak straci, to nagle dostrzega, że nie jest na świecie sam i w dodatku już rozumie kompleksy właścicieli świecących się głów.
LXXVIII - och! jak do tej pory to najwspanialsze twoje wnioski. Tak dokładnie stało się u w moim przypadku. Mój eks sam nie chciał za cholerę pójść. Psuł mi zdrowie a pójść nie chciał. Pogoniłam go w diabły i muszę ci powiedzieć iż była to najlepsza decyzja w moim życiu. Od niej zaczęło się moje wracanie do "zdrowia i równowagi" i dziś wiem co to dobre samopoczucie, uśmiech, radość i optymistyczne patrzenie na świat.
Ostatni zauważony przez ciebie etap - moja odpowiedź brzmi: ani mądra ani głupia. Małżeństwo ratuje kto kocha lub kto jest współuzależniony. I uwierz mi, że długą drogę trzeba przejść, by przełknąć smak zdrady, upokorzenia......no tak.......zrozumieją to ludzie po podobnych przejściach lub wrażliwi, z tak zwaną empatią.
Ponownie zajrzałam do pierwszych twych wpisów na forum i aż się przelękłam twoich rad i oczywiście wysnułam wnioski, może zbyt daleko idące wnioski. I przytoczę tu twoje porady dla Niki, której mąż mówi wprost, nie kocham cię toksyczna kobieto (!)
O zgrozo! radzisz jej , "
Animus napisał/a:Nika76, napisałaś:
"Poczucie winy mam ogromne i z nim nie mogę sobie poradzić."
To jest właśnie uczucie toksyczne. Póki sobie z tym nie poradzisz, nie ma mowy o uratowaniu relacji.
Super, że chodzisz na terapię. Zajmij się właśnie sobą, a nie mężem. Powiedz mu, że chodzisz po to, aby lepiej zrozumieć to, co On Ci mówi.
Powiedz, że starasz się zmienić dla Niego. I nie mów tego, póki nie zechcesz tak zrobić.
I nie wnoś żadnego wniosku o rozwód zanim nie poczytasz co przeżywają osoby rozwiedzione. Rozwód jest tylko ucieczką od problemu, a nie rozwiązaniem problemu.
Na tym kończę uwagi do twych wywodów.
Do wywodów innych osób na temat zdradzonych/zdradzających dodam, iż moim zdaniem zdradzają ci, co nie mają moralnego kręgosłupa! Na swoją "wadę postawy" znajdują jednak zgrabne lub mniej zgrabne usprawiedliwienie, zrzucając odpowiedzialność na zdradzanych. I tyle
mam do powiedzenia na temat "złamasów".
aaaaaaaaaaaaa zapomniałam o najważniejszym, a dotyczy to tych na rozdrożu - w życiu mamy możliwość wyborów. Możemy odejść gdy nam z małżonkiem "nie po drodze" i możemy jako ten ''złamas" rogi przyprawiać.
ja od męża (j m) rogi otrzymałam w prezencie. Zawiesił je ogromne (metrowe) w salonie na głównej ścianie
. Dzisiaj już z uśmiechem na ustach na nie patrzę i cieszę się, że więcej mi takich prezentów sprawić nie będzie miał okazji.