Pospamuje troche
Odnowiłam wątek o intercyzie w tym dziale. Możecie się wypowiedzieć ![]()
Podobne tematy
Dziewczyny, ja sie pogubiłam.. raz tutaj prowadzimy wątek Moniki, raz na zakręcie....
czuje się na rozdrożu;)
Załóżmy nowt watek pt "Dramat na rozdrożu czyli monia na zakręcie" ![]()
Dziewczyny, ja sie pogubiłam.. raz tutaj prowadzimy wątek Moniki, raz na zakręcie....
czuje się na rozdrożu;)
Mam nadzieję, że nie na zakręcie?
Dziewczyny, ja sie pogubiłam.. raz tutaj prowadzimy wątek Moniki, raz na zakręcie....
czuje się na rozdrożu;)
;-))))))))))))))))))))))
Monika! Ty tu nie zginiesz!
Załóżmy nowt watek pt "Dramat na rozdrożu czyli monia na zakręcie"
Tak!
"Daleko od szosy"
Ja proponuje jednak Malwinowy wątek na zakręcie. Bo tu dramat tylko mój, a kobiet na zakręcie więcej sie znajdzie!
Bierzemy kawki, herbatki i idziemy tam!
Przyznam się, że jestem pod wielkim wrażeniem postawy jaką zaprezentował Twój mąż.
A ja wręcz przeciwnie. Bo zastanawia mnie dlaczego właściwie Ci to powiedział ? Jeśli chciał odejść to by to zrobił, jeśli nie wiedział co ma dalej robić to - przepraszam - mieliście o tym razem zdecydować ?! Właściwie to wygląda na egoizm z jego strony. Chęć zrzucenia problemu na drugą osobę, a nie uporanie się samemu.
Mam nadzieję, że u Was nie padnie zdanie: "nasze nieszczęście polega na tym, że mamy dzieci....."
nawet nie umiem i nie chcę zastanawiać co autor, czyli mój mąż, miał na myśli...
Monia, ja Twoja imienniczka, bardzo to przeżywam, bo mam to samo, tylko co może Ciebie zdziwi, zazdroszczę Tobie takiego obrotu sprawy, a dlaczego? bo wiesz na czym "stoisz", ja żyje w zawieszeniu....
Aniknom, jeśli to jego nieszczęście to jego miejsce jest gdzie? Na sośnie. Co on w tym nieszczęściu biedaczek pocznie?
Mam nadzieję, że u Was nie padnie zdanie: "nasze nieszczęście polega na tym, że mamy dzieci....."
nawet nie umiem i nie chcę zastanawiać co autor, czyli mój mąż, miał na myśli...
Monia, ja Twoja imienniczka, bardzo to przeżywam, bo mam to samo, tylko co może Ciebie zdziwi, zazdroszczę Tobie takiego obrotu sprawy, a dlaczego? bo wiesz na czym "stoisz", ja żyje w zawieszeniu....
Ja sobie nie zazdroszczę, ja wegetuje, ja nie mam chęci żyć!
Zabrał mi sens życia, wiarę w człowieka....
Dlaczego pozwalasz sobie odebrać to jemu?
ankinom napisał/a:Mam nadzieję, że u Was nie padnie zdanie: "nasze nieszczęście polega na tym, że mamy dzieci....."
nawet nie umiem i nie chcę zastanawiać co autor, czyli mój mąż, miał na myśli...
Monia, ja Twoja imienniczka, bardzo to przeżywam, bo mam to samo, tylko co może Ciebie zdziwi, zazdroszczę Tobie takiego obrotu sprawy, a dlaczego? bo wiesz na czym "stoisz", ja żyje w zawieszeniu....
Ja sobie nie zazdroszczę, ja wegetuje, ja nie mam chęci żyć!
Zabrał mi sens życia, wiarę w człowieka....
To tak jak i ja - ale Ty masz już kierunek, a błędem naszym jest to, że nadaliśmy "sens" takim egoistycznym dupkom. Może czas wybrać nowy sens - teraz ja jestem sensem, co Ty na to?
Monia czy ja jestem ślepa czy znikł nasz wątek : Kobiety na zakręcie: no nieeeeeeeeeeeeeeeeee
Jest i wszyscy na Ciebie czekają...
Monia czy ja jestem ślepa czy znikł nasz wątek : Kobiety na zakręcie: no nieeeeeeeeeeeeeeeeee
Szukaj w "Naszej Spolecznosci"
Monia przeczytałam cały Twój wątek (zajęło mi to prawie cały dzień heh) i jestem w szoku, jak to wszystko wyglądało. Widzę, że u ciebie sprawa też jest świeża z jego odejściem, 3maj się kobieto! /jesli przetrwałaś ten rok to przetrwasz i kolejne! Teraz może by tylko lepiej!
Monia przeczytałam cały Twój wątek (zajęło mi to prawie cały dzień heh) i jestem w szoku, jak to wszystko wyglądało. Widzę, że u ciebie sprawa też jest świeża z jego odejściem, 3maj się kobieto! /jesli przetrwałaś ten rok to przetrwasz i kolejne! Teraz może by tylko lepiej!
No troche tego czytania było!
Miło mi, że przez to dałaś radę przebrnąć!
Widzisz jakią szarpaninę miałam przez ten rok. Niby teraz wiem na czym stoję, ale wcale nie jest mi lepiej!
Strasznie to wszystko jeszcze świeże! Mam nadzieję, że kiedyś się szczerze będę śmiała! Teraz to dla mnie abstrakcja!
Trzymam kciuki również za Ciebie! Oby Twój mąż się opamiętał i szczerze żałował swej głupoty!
Święta prawda Teo!
Wkurza mnie to jego "rozmemłanie"!
Ciągle mnie przeprasza a ja mu na to, że niech mnie przestanie przepraszać i niech w końcu cos postanowi!
To tak jest, że mężczyżni maja problem z podejmowaniem jakichkolwiek decyzji życiowych!
Kobiety sa bardziej konkretne!
Ale to tak zawsze było, że ja decydowałam o wszystkich poważniejszych decyzjach domowych, nawet takich banalnych jak np. remont. On wiedział, że trzeba go zrobić, ale to ja zawsze konkretne działania podejmowałam. Może teraz to zaczyna pokutować, no i sama się pewnie przyczyniłam do takiego rozmemłania....
Popieram,myśli że jest święty i cierpiący bo ci powiedział... Czym dla tego człowieka jest miłość w ogóle.... Motylki w brzuchu.? I w ogóle jak to co dalej.... no ma chyba obowiązki i rodzinę. Nie płacz Kochana wiem i rozumiem że cierpisz...naprawde wiem ale nie lataj za nim. W gruncie rzeczy to on SAM musi dokonać wyboru, jeśli w ogóle ma jakiś wybór, Jesteś żoną i matką, masz swoją godność. Pamiętaj. A on jak się tak "zakochał" to niech spada do koleżanki!!!!!! Wiem... łatwo mi pisać... ale nie narzucaj mu się choćbyś jak cierpiała....
Baziula!
On już od miesiąca mieszka u kochanki!
Wybrał!
Ja za nim nie latam!
newkobietka napisał/a:Monia przeczytałam cały Twój wątek (zajęło mi to prawie cały dzień heh) i jestem w szoku, jak to wszystko wyglądało. Widzę, że u ciebie sprawa też jest świeża z jego odejściem, 3maj się kobieto! /jesli przetrwałaś ten rok to przetrwasz i kolejne! Teraz może by tylko lepiej!
No troche tego czytania było!
Miło mi, że przez to dałaś radę przebrnąć!
Widzisz jakią szarpaninę miałam przez ten rok. Niby teraz wiem na czym stoję, ale wcale nie jest mi lepiej!
Strasznie to wszystko jeszcze świeże! Mam nadzieję, że kiedyś się szczerze będę śmiała! Teraz to dla mnie abstrakcja!Trzymam kciuki również za Ciebie! Oby Twój mąż się opamiętał i szczerze żałował swej głupoty!
Przeczytałem cały wątek. Duzo podobieństw w zachowaniu mojej żony.
Witam. Kurcze dopiero dzisiaj dobrnęłam do końca wątku, żeby dokładnie doczytać co u Ciebie Monika.... a tu na końcu niespodzianka... zonk. Nie mogę Was znaleźć ?:(
737 2012-08-20 18:20:26 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-08-20 18:26:26)
....
"Kobiety na zakręcie ".
Monia nic dodać, nic ująć. Jesteś po prostu wielka i tak trzymaj ![]()
No cóz....należałoby napisać zakończenie historii o moim "Dramacie"!
Dziś sąd orzekł rozwód mojego małżeństwa!
Zamykam w swoim życiu pewien etap....i mam nadzieję na szczęście...
Pozdrawiam i dziękuję!
Dobrze, że masz to już za sobą.
jesteśmy z tobą,
kiedyś smutna moniu
teraz monio i spólko!!!!
Zdecydowanie monia i spółka!!!
Dzięki za wszystko...:-)
Szybko poszło. ![]()
Ewolucja niekonsekwencji i anatomia straty:
Etap I: "Życia nie wyobrażam sobie bez niego" dlatego może "Wywalić go z domu?"
Nasze małżeństwo zawsze było zgodne, bez większych burz, choć wiadomo jak to w małżeństwie kłótni nie brakowało. Ale nigdy nie było cichych dni, zawsze dochodziliśmy do porozumienia. Kocham męża bardzo i życia sobie nie wyobrażam bez niego.
Jak powinnam postąpić? Wywalić go z domu? Niech mysli na neutralnym gruncie? Ale to by była straszna rewolucja dla mnie i dla córki! Mąż i córka świata nie widzą poza sobą!
Etap II: WYbaczenie "Poniekąd zdrady", ale "żal ogromny" i już zupełnie nie poniekąd, a do tego poprawianie atrakcyjności alkoholem:
Ja naprawdę gotowa jestem mu wybaczyć tę poniekąd zdradę,
Są we mnie tak skrajne emocje, że nie wiem jak długo to wytrzymam!
Staram się żyć normalnie, musze wstać do pracy, zając się córką, ale czasem mam ochotę wykrzyczeć mężowi mój ból, rzucuć w niego talerzem. Niestety znieczulam się czasem wieczorami alkoholem, ale wiem, że na dłuższą metę to nie pomoże...
Pytałam męża, czy ma mi coś do zarzucenia, czy w małżeństwie mu czegoś brakowało, ale twierdzi, że wszystko jest w porządku!Ja teraz próbuję być dla niego bardziej atrakcyjna, jakies nowe ciuszki, makijaż, tak jakbym chciała, mu się bardziej podobać.
Wiem, że to nie jest metoda, ale co mi szkodzi..pewnie pomyslicie, że to głupie, ale z drugiej strony ja tez lepiej sie czuję, robie to w pewnym sensie tez dla siebie.
Etap III: "Bardzo chce wierzyć", ale nie wierzy, za to zachowuje się idiotycznie i upokarzająco oraz podpowiada mu to samo, co Kochanka, czyli pozostawia Mu wolny wybór
Bardzo bym chciała wierzyc, [...]Nie wierze, [...]
To jest straszne jakie ja mam w głowie mysli.
Moje zaufanie do męża bardzo podupadło, chociaz doceniam jego szczerość wobec mnie - powiedziałam mu o tym.
Jak mam wierzyć w jego słowa?Najgorsze jest to, że zaczynam przeglądać jego telefon, kieszenie w poszukiwaniu jakis "dowodów".
Idiotyczne to i upokarzające!
Raz sobie mówię, że pokaże mu jaka jestem silna i ze nie jest pepkiem świata a raz popadam w skrajna depresję i ryczę histerycznie.
Mąż jest teraz jak do rany przyłóż...ciągle stara się we wszystkim pomagać - chociaż zawsze był pomocny...ciągle mnie przeprasza za krzywdę jaką mi zrobił...A ja mu na to, że ma przestać mnie przepraszać i zdecydować czego chce od zycia! I z kim to życie chce prowadzić!
Etap IV: Naprawdę sobie nie radzi, za to zaczyna pytać o radę w sprawie seksu, który zaczyna być upokarzający"
naprawdę sobie nie radzę.
Doradźcie mi tylko jeszcze, czy powinnam unikać seksu z nim?
Nie ukrywam, że targają mną różne sprzeczne uczucia. Kochaliśmy się od czasu jak się dowiedziałam o jego "zdradzie" wiele razy, i to z niesamowitą namiętnością (choć nigdy jej nie brakowało). Ale czy powinnam?
Z jednej strony to jednak upokarzające
Etap V: Zawsze myliła własną namiętność z miłością do Męża, ale teraz zaczyna mieszać namiętność z powinnością i mylić uczucia z myślami
Nie zmuszam sie do seksu z mężem. Wynika on z mojej miłości, namiętności do męża.
Nigdy nie robie tego z jakiś powinności!
Tylko targaja mna po prostu różne uczucia, myśli....
Etap VI: [ Nie wie/u]
Nie wiem....
[u]Etap VII: Nie ma już siły, zaczyna zamęczać Męża, odechciewa się Jej żyć i trzyma Ją już tylko Córka. Z "Kocham męża bardzo" z etapu pierwszego już nic nie zostało. "Kocham bardzo" okazało się bardzo przesadzone
Oj nie mam już siły!
Prawie codziennie zamęczam męża pytaniami co dalej!Dobił mnie wczoraj wyznaniem, że przeszło mu przez myśl, żeby rozwalić się samochodem na jakimś drzewie! Ale się opamiętał!!!!!
Mnie też się powoli żyć odechciewa! Trzyma mnie teraz tylko córka...:-(
Etap VIII: Zaczyna dostrzegać "rozmemłanie" i zaczyna tworzyć uogólnienia na temat Mężczyzn i Kobiet, ale jeszcze widzi swój wpływ na tego konkretnego jednego Mężczyznę
Wkurza mnie to jego "rozmemłanie"!
Ciągle mnie przeprasza a ja mu na to, że niech mnie przestanie przepraszać i niech w końcu cos postanowi!
To tak jest, że mężczyżni maja problem z podejmowaniem jakichkolwiek decyzji życiowych!
Kobiety sa bardziej konkretne!sama się pewnie przyczyniłam do takiego rozmemłania....
Etap IX: Pojawia się "poniekąd wina", ale bez świadomości, że wzięła sobie pantoflarza, z którym każda Kobieta może zrobić co zechce, bo tak Go nauczyła Matka i Żona, że ma służyć, no to służy
poniekąd to moja wina.
Ale nie mogę o mężu powiedzieć, że jest pantoflarzem i że tańczy zawsze jak mu zagram.
To nie tak. Ma swoje zdanie, tylko po prostu ja czasem musiałam brać sprawy w swoje ręce.
Etap X: Jest skołowana, więc Mąż obiecuje Jej nowe cztery koła, na otarcie łez. Ponieważ przyznaje się, co dla Niego jest najcenniejsze w życiu, więc podpowiada, jak Mu Monia Co może dokuczyć, gdyby Co. Ona nic nie rozumie, ale zacznie rozumieć.
Jestem skołowana!
Nic już nie rozumiem! Mąż cały czas jest w rozterkach, a z drugiej strony zachowuje się tak jakby wszystko było jak kiedyś.
Wakacje w sierpniu cały czas aktualne, inne plany też. Obiecał, że za rok kupi mi samochód!
Może to jest jakaś podświadoma odpowiedź z jego strony?
Cały czas powtarza, że gdyby odszedł, straciłby wszystko co ma najcenniejszego!
Etap XI: Skupiona jest na swoim bólu, choć zdrady fizycznej nie było, ale ponieważ była zdrada emocjonalna, więc do tej fizycznej trzeba awanturami jakoś doprowadzić i dlatego nie jest ważne co On uważa, ale co Ona uważa, a Ona uważa, że jest "Kobietą z jajami" więc musi Jemu te "jaja urwać", bo tylko wtedy będzie wredną suką z jajami
Tak na dobrą sprawę to ja uważam, że mnie zdradził, choć może nie fizycznie! Ale zdrada emocjonalna również potrafi boleć.
Zrobiłam mu straszną awanturę, że jak może do mnie się przytulać
Będę wredną suką, niech widzi, że ma w domu kobietę z "jajami".
Etap XII: Najgorsze jest to, jak to Córce powiedzieć
Najgorsze jest to, że kompletnie nie wiem jak miałabym córce o tym powiedzieć!
Etap XIII: Nowe ciuszki, makijaż, a na głowie gówno, bo świat się zwalił na atrakcyjność, więc przynajmniej trzeba poprawić makijaż
Trudno być atrakcyjną, uśmiechniętą i zadowoloną z życia kobietą, kiedy się świat na głowę zwalił!
Ale staram się! naprawdę! Jak pisałam wczesniej: nowe ciuszki, makijaż..itp.
Etap XIV: Upadła nisko, bo chce walczyć o swoją rodzinę, ale na pewno jej to przejdzie
No i upadłam już chyba bardzo nisko!
Niech wie że chcę walczyć o moją rodzinę i że nie odpuszczę tak łatwo!
I teraz myślę czy dobrze zrobiłam! Pewnie nie.....
Etap XV: On jest winien i Ona to wie
ja wiem, że to moj mąż jest winien, Po prostu szlag mnie trafił j
Etap XVI: Nie sądzi, żeby była wyrachowana, ale właściwie, cóż szkodzi spróbować
Nie sądzę, żebym była tak wyrachowana, żeby to ciągnąć.
Etap XVII: Błądzi jak ślepy we mgle, ale na mydliny w oczach się nie godzi
Tylko, że błądzę jak ślepy we mgle i moje działania nie zawsze są przemyślane!
Etap XVIII: Działanie musi przynieść skutek, nie zawsze zgodny z przewidywaniem
Może moja wiadomość skłoni ją do poważnych rozmów z moim mężem i zmusi do podjęcia ostatecznych decyzji!
Etap XIX: Widzi niekonsekwencję u innych: niby nie chce rozbijać swojej rodziny, ale podejmuje działania w tym kierunku
Niby nie chce rozbijać rodziny, ale jednak furtkę otwartą mu zostawiła!
Etap XX: Snuje domysły i - niby o tym wie - ale na domysłach opiera swoje sądy, tworząc przesądy, w czym pomaga Jej bardzo czytanie porad innych Kobiet na forum. Skołowanie przechodzi w hiperskołowanie z samopotwierdzeniem
A tak to tylko snuję domysły!
Etap XXI: Ona czeka na rozwój wydarzeń. On też czeka na rozwój wydarzeń! Nie ma się co dziwić, że wydarzenia się rozwijają.
Nie mam wyjścia! Muszę czekać na rowój wydarzeń.
No i rozmowa jak najbardziej!
Etap XXII: Rodzi się potrzeba kopniaka
Mam nadzieję, że odpisze!
Jeśli chodzi o jej rozmowę z nim to miałam na myśli to, że moja wiadomość obudzi tę "śpiącą królewnę" i ją wstrząśnie na tyle, że da mu kopniaka w tyłek! W końcu to nie ja nabroiłam!
Etap XXIII: Psychomanipulacja i szantaż. Skołowanie przechodzi w kołowrotek. Zakochanie w innej wzmaga namiętność seksualną. Suka zaczyna odgryzać jaja z wyrachowaniem
A mój mąż dostał ultimatum, został mu tydzień do namysłu! Tak naprawdę to nie mam zamiaru tego robić, tylko jemu wystawię walizkę za drzwi. Ale widzę, że jak mówię o moim odejściu to bardziej go to wstrząsa. Ostatnią noc kochaliśmy się z taką namiętnością, jakby miał świat się zaraz skończyć. Nie pamiętam takiego ognia już od dawna, zaryzykuje że nigdy tak nie było! Chociaż zawsze było bardzo namiętnie!
Trochę okrutnie powiedziałam, że muszę się nim nacieszyć póki go mam, żebym miała co wspominać!
Powiedziałam mu, że niestety mała bardzo przeżyje gdy będzie ją odwiedzał tylko co jakiś czas, jeśli podejmie decyzję na niekorzyść naszej rodziny.
Etap XXIV: Zaczyna udowadniać, że nie jest godna decyzji Jego pozostanie, a na takie argumenty trudno nie reagować, więc funkcjonuje nienormalnie i to musi dać wyniki negatywne.
Nie mogę już funkcjonować normalnie! Rozmawiamy prawie codziennie o tej całej sytuacji. Wczoraj jak zapytałam czy już może ma jakieś przemyślenia, on odpowiedział, że jeszcze nie. Wtedy się wściekłam, i powiedziałam, że jakim cudem w tydzień ma się nagle coś zmienić. Że nie wierzę, że jego decyzja będzie na moja korzyść.
Już wczoraj miałam ochotę mu ciuchy spakować, ale siłą mnie powstrzymywał.
Już nie daję rady! Cholernie mnie to boli, że stawia na jednej szali rodzinę a na drugiej tę...nie chcę używać brzydkich słów....
Serce pęka..
Etap XXV: Zaczyna czuć, że musi przegrać - zły dobór środków nigdy nie prowadzi do wyznaczonego celu w batalii
Czy jest wśród Was jakaś kobieta, która wygrała podobną batalię?
Etap XXVI: Zadaje sobie słuszne pytanie. Odpowiedź nie może być pozytywna, gdy ktoś ciągle Mu o Tamtej przypomina. Już wie, że postawi na swoim, choć jeszcze nie wie, gdzie jest Jej.
Czy będzie umiał o niej zapomnieć? Ale muszę postawić na moim!
Etap XXVII: Zaczyna Mu mówić, co musi zrobić, a żaden Mężczyzna, nawet pantoflarz, tego nie lubi
Więc musi zwalczyć tą fascynację (bo ja tego miłością nie nazywam) i uświadomić sobie kto jest dla niego najważniejszy!
Etap XXVIII: Oszukuje się, ale to do czasu.
Kocha mnie, nie jestem mu obojętna, i wiele mamy wspaniałych wspomnień i chwil spędzonych razem i tego muszę się trzymać.
Powiedziałam mu, że powinnam go znienawidzieć, to byłoby łatwiejsze, ale kocham go i chcę ratować to małżeństwo.
Etap XXIX: Nie ma Jej. Nigdy Jej nie miał. Nigdy nie wiedział, że jest nikim w tej relacji.
Absolutnie nie ma mnie zaklepanej!
Etap XXX: Tylko Monia Co jest bez winy - ewolucja poczucia winy i dokumentowanie bezsensu używania tego pojęcia
Ja też myślę, że ona nie jest bez winy.
Etap XXXI: Przemawia przez Nią rozgoryczenie i zaczyna się uczyć obwiniać "facetów" o całe zło świata
Ciekawe, że ci rozwiedzeni panowie zawsze obwiniają swoje kobiety o rozpad małżeństwa. Tacy oni biedni...Sory, może trochę rozgoryczenie przeze mnie przemawia!
Etap XXXII: Ma nadzieję, że nadzieja umiera ostatnia
Mimo wszystko mam nadzieję, że moje zycie jakim cudem sie odrodzi. Nadzieja zawsze umiera ostatnia :-(
Etap XXXIII: Bije się z myślami i wie, że straciła na tym, że naciskała. Prędzej znienawidzi Jego, niż On ją, ale jeszcze o tym nie wie.
Teraz biję się z myślami, czy mnie nie znienawdzi za to, że tak ostatnio go naciskałam, aby się określił!
Etap XXXIV: Walka o szczęście zawsze pozostawia tylko zgliszcza. Antykoncepcja szczęścia.
Przed nami jeszcze długa droga, to, że podjął taką decyzję, to dopiero początek wielkiej walki o nasze szczęście.Sory, że tak chaotycznie pisze, ale emocje sa we mnie ogromne!!!
Etap XXXV: Wiem, że "wykańcza, dlatego rozpamiętuję i będę rozpamiętywać
Wiele jeszcze przed nami, faktycznie myślenie i rozpamiętywanie wykańcza!
Etap XXXVI: Seks jest metaforą życia małżeńskiego, a tu metafora zaczyna się brutalnie zmieniać.
czuję cały czas strach, przerażenie i niepewność.
Wczoraj zainicjowałam sex z mężem, ale to był sex bardzo dziki, wręcz brutalny. Mąż był wystraszony trochę, ciągle pytał, czy nie sprawia mi bólu. Ale to ja prowokowałam do tego, powiedziałam mu potem, że chciałam poczuć, że pragnie mnie po prostu tak jak dawniej.
Etap XXXVII: Smutek zaczyna dominować
Ja jestem cały czas przerażona, nie chcę nic zepsuć swoim smutkiem, pesymizmem. Mąż mówi, że jestem taka zrezygnowana, że nie ma we mnie nadziei. Mam ochotę mu ciągle gadać, że to wszystko jego wina.
Etap XXXVIII: Pojawia się wątpliwość, która już kiełkuje, szukając drogi do wzrostu. Zapatrzenie w tył i zapatrzenie w siebie. Tył zaczyna być z każdej strony
Czyli jednym zdaniem, jak się nie obrócisz to i tak d..a z tyłu!To tak na dobrą sprawę powinnam się z nim rozstać, bo szczęście nigdy nie wróci?
Etap XXXIX: Sądy obiektywne i obiektywna depresja
Ale obiektywnie sądzę, Dopadła mnie depresja!
Etap XL: Chcąc zrozumieć - wariuje[/u]
A ja wariuję!
Etap XLI: Smutek niszczy relację [/u]
Mąż nie powinien oglądac mnie ciągle smutnej i zapłakanej. Bo jego poczucie winy będzie ciągle rosło i nie będziemy mogli się z tego otrząsnąć!
Etap XLII: Typ depresyjny zaczyna odkrywać lęk [/u]
Oczywiście, że jest lęk o to, czy ponownie nie będzie mnie oszukiwał. Jestem typem depresyjnym i po prostu ciężko mi z tym problemem. Łapię się na tym, że rozpamiętuję te wszystkie bolesne chwile, które mi zafundował.
Etap XLIII: Autosugestia[/u]
I dlatego, że kocham pragnę ratować to małżenstwo!
Podobne myślę, że powinnam być super, żeby wiedział, że mógł stracić świetną kobietę!
Muszę być silna!
Etap XLIV: Mus... najlepszy jest owocowy[/u]
Ale muszę wierzyć, że jeśli między nami jest jednak uczucie, to warto walczyć....
Etap XLV: Dwoje na emocjonalnej huśtawce [/u]
Pewnie nie raz bedę miała huśtawki emocjonalne
Etap XLVI : Walka, lęki i wątpliwości . Jak mówił Czołgista z filmu "Złoto dla zuchwałych" - "Za dużo negatywnych myśli: nie może się udać".[/u]
Ja cały czas mam wątpliwości, czy warto walczyć, chociaż kocham go jak wariatka! Nawet nie wiedziałam, że aż tak mocno!
Boję się, że nigdy o niej nie zapomni!
Najgorsze, że gdy mi powiedział o wszystkim to tak jakby swój ciężar zrzucił na mnie. Co prawda nie spali ze sobą (podobno), ale ja i tak czuje się zdradzona. Istnieje coś takiego jak zdrada emocjonalna.
Etap XLVII : Utożsamianie siebie z zewnętrznością[/u]
Ciekawe, że jak facet zawiedzie, to my widzimy problem w sobie. Staramy się lepiej wyglądać, zmieniamy się dla niego, żeby tylko nas jeszcze chciał!
Głupie to i bez sensu....
Etap XLVIII: Wysokie obcasy i życie na szpilkach. A "gały" gdzie były?[/u]
edno jest pewnie! Na pewno nie zacznę biegać w szpileczkach, bo tak się jemu podobają!
Moja rywalka lata w niebotycznych szpilkach, ale ja nie będę się do niej upodabniać, żeby mój mąż mnie mocniej kochał!
Widziały gały co brały!
Etap XLIX : Triki i zachwyt [/u]
A przy okazji zauważyłam w oczach męża coś w rodzaju zachwytu!!!
Etap L : Podświadomość i świadomość[/u]
I właśnie chyba dlatego podświadomie robimy różne rzeczy, staramy się się lepiej wyglądać, znaleźć nowe hobby. Wtedy chyba własnie im uświadamiamy, że mogą wiele stracić!
Etap LI: Nic dodać, nić ująć: cholerna kasa. [/u]
Cholerna kasa!
Etap LII: Wyrachowanie i walka o miłość [/u]
dwie pensje. Gdybym została jednak sama z dzieckiem to wesoło by nie było!
Etap LIII: Matka, co paprze zycie Córce[/u]
Nawet jak przez kilka lat nie pracowałam, zajmując się dzieckiem, nigdy nie miałam poczucia, że żyję na koszt męża.
A co do toksycznej matki, to faktycznie życie Ci spaprała! Mój Boże, jak wielki wpływ mają rodzice na przyszłość swoich dzieci!
Etap LIV: Brak poczucia własnej wartości[/u]
Minął tydzień, a ja nie mam odwagi zajrzeć w biling jego telefonu. Ale bardzo chciałabym sprawdzić, czy mówi prawdę.
Targają mną te same uczucia, lęki co Ciebie. Też się boję, że nie będzie umiał o niej zapomnieć.
Wczoraj znów mieliśmy cudowną, namiętną noc. Potem strasznie mocno mnie przutulał, a ja zaczęłam płakać.
Powiedziałam, że targają mną sprzeczne emocje. Raz wydaje mi się, że wszystko będzie ok, że szczęście wróci, a raz widzę tylko czarną dziurę!
Milczał przez dłuższą chwilę a potem zapytał - "czy Ty mnie jeszcze kochasz?"
Ja mu na to - " kocham Cię jak wariatka, nawet nie wiedziałam, że aż tak"
On - "czy jestem wart takiej miłości?"
A ja - "nie myślę, czy jesteś tego wart, po prostu Cię kocham"
Etap LV: Wreszcie Anhedonia w poście 153 napisała prawdę[/u]
Dlaczego uważasz, że ją wciągam do naszego łóżka?
Etap LVI: Pamięć kontra szczęście. Mobilizacja kryzysowa opada. Bolesna wola objawia się w sercu jako przeczucie zniszczenia. [/u]
Ja wiem, że zadręczam się tymi myślami o tej kobiecie, że w każdym jego telefonie, czy wyjściu z domu widzę zagrożenie. Kocham męża bardzo, ale nie potrafię zapomnieć jak mnie skrzywdził, jak przekreślił tyle wspólnych, wspaniałych lat.
I nigdy nie będzie już tak jak kiedyś! Przez niego! Zaprzepaścił wszystko! Oj nie wiem co robić dalej! Serce boli!
Etap LVII: Łatwiej doradzać komuś, niż samemu zrobić[/u]
Twojemu dziecku też jest bardzo ciężko. A pewne ustalenia pozwoliłyby żyć spokojniej, najgorsze jak dzieci widzą rodziców szarpiących się między sobą o wszystko!
Etap LVIII: Złość i kolejna sugestia sposobu ukarania [/u]
Ostatnio jak w złości powiedziałam mu, że pewnie stanęłam mu na drodze do szczęścia, odpowiedział mi, że nie mógłby być beze mnie szczęśliwy.
Etap LIX: Sadyzm [/u]
A powiem Ci, że czasem mówię mężowi, że mam ochotę na jakieś szaleństwo, na coś czego jeszcze nie próbowałam, na nowe znajomości. On wtedy jakby był trochę wystraszony, pyta czy chodzi mi o facetów. A ja robię niewinną minkę. Na moje pytanie czy się boi, że zacznę "używać życia" mówi, że zraniona żona może być nieobliczalna, że mogło zmienić się moje podejście do wielu spraw.
A niech się boi i myśli! Może choć trochę poczuje się tak jak ja się czuję!
Dodam, że przygodne romanse nie interesują mnie, ale powkurzać go trochę mogę!
Etap LX: Problem jest w MOnii Co[/u]
Znowu mam okropnego doła!
Ja nie wiem, czy uda mi się jakoś podźwignąć z tego kryzysu! Ale nie radzę sobie z problemem.
Etap LXI: Myślenie, które jest tylko rozpamiętywaniem - szkodzi [/u]
Kurde, ale mimo wszystko mam wielki problem. żeby nie myśleć!
Etap LXII: Oczekiwanie niemożliwego[/u]
Właśnie w tym problem, bo ja potrzebuję rozmów, zapewnień, że będzie dobrze, itp.itd. Mówi mi tak, oczywiście, ale chciałbym usłyszeć, że jestem ta jedyną kobietą w jego życiu, że tamta już nic nie znaczy.
Etap LXIII: Karać i mścić się wbrew sobie[/u]
Ale tak sobie myslę i troszkę się buntuje na to, że koniecznie muszę być silna.
Właściwie dlaczego? Żeby jemu było łatwiej?
Etap LXIX: A On ciągle próbuje uzyskać rozgrzeszenie dla pantofelka[/u]
dziś się dowiedziałam, że były między nimi jakieś czułości, pocałunki...nienawidzę go!!! Łudziłam się, że nie! Jakie to banalne! Kategorycznie zaprzecza, że był jakiś sex!! W tej chwili czuję do niego obrzydzenie!
Etap LXX: Krótki film o zabijaniu miłości [/u]
wcześniej mi nie powiedział bo jest podłym tchórzem! Nie ma na świecie uczciwych facetów! Mam ochotę się zemścić!
Etap LXXI: Dlaczego kłamią?[/u]
W końcu jest dorosłym, zdrowym facetem. Że kobieca intuicja mi mówi, że nie znam całej prawdy.
No i w końcu powiedział, że były czułości, pocałunki! Jak ja go w tej chwili nienawidziłam!
Zabrał mi to co było przeznaczone tylko dla mnie!
Etap LXXII: Masz prawo wiedzieć i reagować idiotycznie [/u]
Po prostu mam prawo wiedzieć na czym stoję! To chyba oczywiste! wiedział jak zareaguję! Idiotyczne!
Etap LXXIII: Szczerość idiotyczna potrzebna do rozwodu[/u]
Już czuję się sponiewierana, odebrał mi najcenniejsze rzeczy i dobitnie musze powiedzieć mu, że w jego rękach jest nasza przyszłość! Właśnie szczerość jest nam potrzebna!
Etap LXXIV: uszę się łudzić, bo zwariuję. I musze sprawdzać biling, żeby zwariować. [/u]
Musze w to wierzyć, bo zwariuję!
Etap LXXV: Dieta Dukanana [/u]
Z dumą patrzyłam jakiego mam przystojniaka. Wszyscy wokól byli zachwyceni jego metamorfozą. Niejedna osoba w żartach mówiła: Monika ty teraz uważaj, bo ci go jakaś sprzątnie!
Etap LXXVI: Każde słowo może być użyte przeciwko tobie [/u]
Nie jest miło usłyszeć, że własny mąż oszalał na punkcie innej!
Etap LXXVII: Zewsząd zdrada [/u]
Kurde ale jestem na siebie wsciekła!
Wczoraj miałam jakąś potworną deprechę, chyba przez tą pogodę!
Dopadł mnie kryzys, bo co próbuję o wszystkim nie mysleć to samo wyłazi!
Oglądam film a tu zdrada, odpalam neta - zdrada, o żesz kurde!
I zaczęłam ryczeć jak idiotka, najgorsze że przy nim.
I nawijam, że nie umiem wybaczyć, że ciągle myślę, że cierpię, że jak mógł... itepe itede...jak durna jakaś.........
A on w te pędy pocieszać zaczął, mówi, że cierpi, bo ja cierpię, bo mnie skrzywdził i tak se cierpieliśmy....
A w cholerkę z takim życiem!
A miałam nie wracać, odciąć sie od tego a tu doooopa!!!
Etap LXXVIII: Jak sam nie pójdzie, to go poślę w diabły [/u]
Wiadomo mam nawroty, najgorzej wtedy jak troszkę więcej wypiję, co niestety jeszcze mi się zdarza. Ale obiecuje sobie, że z tym skończę, bo to nie jest dobra terapia!
Ja tez się boję, że przez moje zjazdy i deprechę mogę zniszczyć to co próbujemy posklejać. Bo facet w końcu nie wytrzyma presji i pójdzie w cholerkę! Poprosił mnie ostatnio, żebyśmy już tego nie roztrząsali! Muszę się trzymać, bo inaczej w końcu małżonek pójdzie w diabły!
Etap LXXIX: Wstrząsać aż do skutku[/u]
Ale niektórymi trzeba po prostu wstrząsnąć, uświadomić co mogą stracić!
Etap LXXX: Mądra Kobieta ratuje małżeństwo [/u]
Dzięki za zaufanie, ale czy jestem mądrą kobietą?
Tu zakończę cytowanie.
Dedykuję piosenkę:
http://www.youtube.com/watch?v=1Ic49MhFdSk
Animus... że Ci się chciało... ![]()
Monia sie rozwiodła i jest teraz w nowym związku. Mąż jest z "ladacznicą" w związku i wszyscy sobie jakoś żyją ![]()
747 2014-02-03 20:47:15 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-03 20:52:04)
Dobrze sie bawiłeś Animus?
A piwo i popcorn też był?
Do wszystkich, którzy ciut dłużej mnie znają niż w/w Animus...
Widzicie...według pseudo psychoanalizy szanownego Animusa, jednak głupią jestem kobietą, bo nie ratowałam małżeństwa.
Bo w końcu pan mąż rzecz święta...niechby pił, niechby bił...dodam od siebie niechby zdradzał i porzucał rodzinę.....byle był!
Dobrze sie bawiłeś Animus?
A piwo i popcorn też był?Do wszystkich, którzy ciut dłużej mnie znają niż w/w Animus...
Widzicie...według pseudo psychoanalizy szanownego Animusa, jednak głupią jestem kobietą, bo nie ratowałam małżeństwa.
Bo w końcu pan mąż rzecz święta...niechby pił, niechby bił...dodam od siebie niechby zdradzał i porzucał rodzinę.....byle był!
Monia, ale Twój nie pił i nie bił, był tylko ciapą, a niektóre stwierdzenia z tej pseudo analizy były całkiem trafione. Przeczytaj to na spokojnie
Teraz i tak nie powinno to na Tobie robić wrażenia, a może jakieś wnioski wyciągniesz, które przydadzą Ci się w późniejszych relacjach ![]()
749 2014-02-03 21:53:50 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-03 22:00:43)
Słowa wyrwane z kontekstu mogą być trafione jak kula w płot Teo.
I co jak co, ale chyba brak chęci do ratowania małżeństwa nie można mi zarzucić. A jakie błędy popełniłam ja wiem najlepiej. Ale jak próbuje co niektórym doradzić jakich błędów nie popełniać, wtedy słyszę...że przecież sama byłaś taka czy owaka.
I własnie dlatego że coś tam przeżyłam jakieś błędy popełniłam, mogę coś na ten temat powiedzieć.
Tak jak niepijący alkoholik może pomóc jeszcze pijącemu.....i to wcale nie znaczy, że zapomniał, że sam był kiedyś alkoholikiem.
A poza tym jaki sens ma to odgrzewanie kotletów?
Animus miał chęć na odwet, bo śmiałam nie zgodzić się z jego wypowiedziami.
Ale nie udało mu się mnie wzruszyć, bo ten rozdział zamknęłam na klucz.
To nieźle musiałaś go wkurzyć, że mu się chciało takiej analizy dopuścić XD
751 2014-02-03 22:28:24 Ostatnio edytowany przez Animus (2014-02-03 22:32:46)
A poza tym jaki sens ma to odgrzewanie kotletów?
Animus miał chęć na odwet, bo śmiałam nie zgodzić się z jego wypowiedziami.
Ale nie udało mu się mnie wzruszyć, bo ten rozdział zamknęłam na klucz.
Trzymaj mocno zamknięte, żeby się żaden z tych kotletów nie wydostał do świadomości.
Sama napisałaś o psychoanalizie, więc potraktuję to jako wskazówkę: zamknęłaś te kotlety w piwnicy podświadomości i one tam gniją, a ich smród wali w każdym słowie, zwłaszcza w słowie odwet.
Nie mam za co brać odwetu. To Twoje życie i Twoje kotlety. Nie Ty pierwsza się nie zgadzasz i nie ostatnia, a powyższa praca jest tylko odpowiedzią na zarzut nie dość dokładnego czytania Twojego wątku.
Gdybyś sama wnikliwie poczytała swoje wypowiedzi - tak, jak sugeruje Teo - to może byś coś wzięła, ale nie chcesz, więc będziesz żyła tymi rozkładającymi się kotletami do śmierci i tylko ich odgrzewanie zostanie Ci na emeryturę. Znam takie zgorzkniałe staruszki, zostawione przez dzieci, prekursorki metody rozwodowej.
Miłość cierpliwa jest. Nie szuka swego. Nie unosi się pychą. Nie pamięta złego. Miłość zapomina o sobie, pamięta tylko Tego, komu służy i służy Temu, kto kocha.
Nie próbowałem Cię wzruszyć, bo zatwardziałe serce jest twardsze od skały. Skała nie okłamuje siebie.
To są Twoje słowa. Wepchnęłaś Męża w ramiona tamtej Kobiety. Powinien Ci być wdzięczny, bo może zostanie doceniony.
752 2014-02-03 23:13:17 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-03 23:20:28)
moniaCo napisał/a:A poza tym jaki sens ma to odgrzewanie kotletów?
Animus miał chęć na odwet, bo śmiałam nie zgodzić się z jego wypowiedziami.
Ale nie udało mu się mnie wzruszyć, bo ten rozdział zamknęłam na klucz.Trzymaj mocno zamknięte, żeby się żaden z tych kotletów nie wydostał do świadomości.
Sama napisałaś o psychoanalizie, więc potraktuję to jako wskazówkę: zamknęłaś te kotlety w piwnicy podświadomości i one tam gniją, a ich smród wali w każdym słowie, zwłaszcza w słowie odwet.
Nie mam za co brać odwetu. To Twoje życie i Twoje kotlety. Nie Ty pierwsza się nie zgadzasz i nie ostatnia, a powyższa praca jest tylko odpowiedzią na zarzut nie dość dokładnego czytania Twojego wątku.
Gdybyś sama wnikliwie poczytała swoje wypowiedzi - tak, jak sugeruje Teo - to może byś coś wzięła, ale nie chcesz, więc będziesz żyła tymi rozkładającymi się kotletami do śmierci i tylko ich odgrzewanie zostanie Ci na emeryturę. Znam takie zgorzkniałe staruszki, zostawione przez dzieci, prekursorki metody rozwodowej.
Miłość cierpliwa jest. Nie szuka swego. Nie unosi się pychą. Nie pamięta złego. Miłość zapomina o sobie, pamięta tylko Tego, komu służy i służy Temu, kto kocha.
Nie próbowałem Cię wzruszyć, bo zatwardziałe serce jest twardsze od skały. Skała nie okłamuje siebie.
To są Twoje słowa. Wepchnęłaś Męża w ramiona tamtej Kobiety. Powinien Ci być wdzięczny, bo może zostanie doceniony.
He, he...ale teraz to poleciałeś Animus...lepiej odstaw to zioło, którym się jak widać zbyt często odurzasz.
A tak na przyszłość...nie przerabiaj hymnu o miłości pod swoje potrzeby.
No zatkało mnie.
Animus, jakim Ty uczuciem musisz Monię darzyć, żeby tyle czasu poświęcić na analizowanie jej wypowiedzi.
Rzadko któremu facetowi by się chciało!
WOW!!!
754 2014-02-04 12:27:56 Ostatnio edytowany przez Animus (2014-02-04 12:31:19)
A tak na przyszłość...nie przerabiaj hymnu o miłości pod swoje potrzeby.
Hymn o miłości nie jest na przyszłość i nie jest na moje potrzeby. On jest... i zawsze teraz, zawsze aktualny.
Przerabiam go każdego dnia, ale nie w tym sensie, w którym Ty to słowo rozumiesz. Właśnie: nie przerobiłaś hymnu o miłości i zazdrość zwyciężyła Twoja Miłość. Przerabiam, przepracowuję, dzięki niemu żyję i trwam.
No zatkało mnie.
Animus, jakim Ty uczuciem musisz Monię darzyć, żeby tyle czasu poświęcić na analizowanie jej wypowiedzi.
Rzadko któremu facetowi by się chciało!
WOW!!!
Anika38, moje lenistwo zawsze twórcze wykazuje ciągoty. To nie uczucie, raczej emocja lub motyw. Tu ją masz:
Animus...Otrzeżwiej trochę i zamiast przeczytać pierwszy i ostatni post mojego wątku, może wykaż minumum wysiłku na dogłębne przeanalizowanie, jak tym czasie sytuacja ewoluowała.
755 2014-02-04 12:43:48 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-04 14:48:34)
Zazdrość zwycięzyła moją miłość?
Potrafisz manipulować faktami, ale Ci którzy znają moją historię popukają się tylko w czoło czytając co tu wypisujesz.
Na szczęście...tamto zycie, koszmar jaki przeżyłam z moją córką, to juz dla mnie przeszłość.
Teraz kocham i jestem kochana...i jestem bardzo szczęśliwa. Miłość daję i doświadczam każdego dnia.
Oczom nie wierze...
Animus, znajac Cie troche z innych watkow mialam o Tobie dobre zdanie. Powyzsza Twoja wypowiedz budzi moj wyłaczny niesmak, delikatnie mowiac. Komu (oprocz Ciebie) miala pomoc ta pseudoanaliza? Co Ci daje takie dowalanie komus? Sam nigdy nie popelniasz bledow, chlopie?
Monia, nawet znajac Ciebie i Twoja historie tylko troche (z drobnych wypadow do zakretek), daje sobie pelne prawo do popukania sie w czolo nad kolega Animusem
Pozdrawiam
animus
zaczełam czytac twojego posta, podsumowania i 'etapy"
i pozostał mi wielki niesmak
to, co sądziłam dotychczas o twoim podejściu do problemu, o twoim spójnym i popartym wartościami modelu - życia w miłości - własnie mi się rozbiło o całe morze nienawiści i manipulacji, które wylałeś na monię.
mam nadzieję, że miriam, która tak ci ufa, przeczyta twojego posta w wątku moni. mam nadzieję, że to pozwoli jej na zachowanie dystansu w stosunku do ciebie.
jak dla mnie - to ostatni twój post, który przeczytałam i który skomentowałam i do którego się odniosłam
Tak.
Poza tym, czego chciec teraz od Monii? W obecnej chwili pozostaje jej juz tylko cieszyc sie szczesciem w nowym zwiazku, bo jak sama pisze, jest szczesliwa. I to sie widzi. Stary zamknela, zakonczyla, wyciagnela wnioski na przyszlosc i mam nadzieje, ze nie da sobie zepsuc dobrego nastroju i wiary w to, co bedzie.
Ktos tu probuje znalezc ofiare do wylewania swoich wlasnych frustracji.
759 2014-02-04 18:49:07 Ostatnio edytowany przez Animus (2014-02-04 18:55:20)
Zazdrość zwycięzyła moją miłość?
Potrafisz manipulować faktami, ale Ci którzy znają moją historię popukają się tylko w czoło czytając co tu wypisujesz..
Pukanie na pewno im nie zaszkodzi. Podobnie jak mnie nie zaszkodzi lektura postów powyżej. Nawet jeśli ja jestem w błędzie i Autorki powyżej są w błędzie, to na pewno nam błądzenie nie zaszkodzi. Szkodzi tkwienie w błędzie.
Taki jest mój wniosek z lektury. Jeśli nie widzisz w tym co pisałaś zazdrości to ją dobrze schowałaś do piwnicy z innymi kotletami. A ponieważ te kotlety nazwałaś odgrzewanymi, więc zapewne je wcześniej lub później zaczniesz odgrzewać. Na odtajanie takich mrożonek niekiedy czeka się 17 lat, zapewne nie będzie już tego forum i tych wątków, więc niewiele ze zniesmaczonych czytelniczek będzie mogło to zweryfikować, ale Ty to będziesz pamiętać, MoniaCo.
Poza tym, czego chciec teraz od Monii? W obecnej chwili pozostaje jej juz tylko cieszyc sie szczesciem w nowym zwiazku, bo jak sama pisze, jest szczesliwa. I to sie widzi. Stary zamknela, zakonczyla, wyciagnela wnioski na przyszlosc i mam nadzieje, ze nie da sobie zepsuc dobrego nastroju i wiary w to, co bedzie.
Benita72, weź sobie obecny opis szczęścia i porównaj z tym opisem z pierwszego postu tego wątku. Może coś zauważysz...
Czasami jest tak, że odrzucamy od siebie przyczynę niepowodzenia, zaczynamy coś nowego, ale wnioski niekoniecznie wystarczają. Wnioski są w głowie i mają luźny wpływ na emocje i zachowanie. Wtedy mamy nową sytuację, niczym łatę z nowego, mocnego sukna, którą zaszywamy starą dziurę. I co się dzieje wtedy?
Oczom nie wierze...
Animus, znajac Cie troche z innych watkow mialam o Tobie dobre zdanie. Powyzsza Twoja wypowiedz budzi moj wyłaczny niesmak, delikatnie mowiac. Komu (oprocz Ciebie) miala pomoc ta pseudoanaliza? Co Ci daje takie dowalanie komus? Sam nigdy nie popelniasz bledow, chlopie?
Monia, nawet znajac Ciebie i Twoja historie tylko troche (z drobnych wypadow do zakretek), daje sobie pelne prawo do popukania sie w czolo nad kolega Animusem
Pozdrawiam
Dokładnie.
No i dlaczego niby Monia wepchnęła męża w ramiona tamtej kobiety? Wiadomo, na pewno nikt nie jest idealny, ale bez przesady! To jej mąż to była właśnie ciapa jak napisała Teo, nie wiedział czego chciał. Monia go z tego co czytałam właśnie doceniała, bardzo kochała, więc przepraszam bardzo, ale to nie ona go wepchnęła w ramiona innej kobiety, "wepchnął się" sam.
Monia go z tego co czytałam właśnie doceniała, bardzo kochała, więc przepraszam bardzo, ale to nie ona go wepchnęła w ramiona innej kobiety, "wepchnął się" sam.
No właśnie... Pytanie, czemu? Czego Monia nie miała/nie dawała, że mimo tej całej miłości i wsparcia, on jednak poszukał innej?
"To nieźle musiałaś go wkurzyć, że mu się chciało takiej analizy dopuścić XD"
Nie. To ON SAM się wkurzył. Różnica niby drobna, ale istotna - pozostawia odpowiedzialność tam gdzie ona powinna być. U Animusa.
A tak przy okazji, hymn o miłości to jedna z tych szkodliwych bajek, w które nie powinno się wierzyć. Jest życiowo nierealny, nie daje miejsca na normalne ludzkie uczucia, do których mamy prawo, a do tego stanowi doskonałe pole do manipulacji.
Zdradziłam cię? Ale miłość nie pamięta złego, więc o co się wściekasz? Zastałeś mnie w łóżku z innym facetem? Miłość nie zazdrości!
Przyłapałeś mnie na kłamstwie? Miłość wszystkiemu wierzy! Zdradzam cię notorycznie, chociaż wiem, że to cię rani? Miłość wszystko przetrzyma!
"nie miała/nie dawała, że mimo tej całej miłości i wsparcia, on jednak poszukał innej?"
Nie była inną. Nie: nie była taka, jak ta inna, tylko fizycznie, nie była inną.
Przeczytaj wątek - pan nabrał pewności siebie kiedy zrzucił 30 kilo. W związku z tym zmieniło mu się postrzeganie świata, który nagle okazał się pełen możliwości. Tylko ta nudna i wciąż ta sama żona...
"To nieźle musiałaś go wkurzyć, że mu się chciało takiej analizy dopuścić XD"
Nie. To ON SAM się wkurzył. Różnica niby drobna, ale istotna - pozostawia odpowiedzialność tam gdzie ona powinna być. U Animusa.A tak przy okazji, hymn o miłości to jedna z tych szkodliwych bajek, w które nie powinno się wierzyć. Jest życiowo nierealny, nie daje miejsca na normalne ludzkie uczucia, do których mamy prawo, a do tego stanowi doskonałe pole do manipulacji.
Zdradziłam cię? Ale miłość nie pamięta złego, więc o co się wściekasz? Zastałeś mnie w łóżku z innym facetem? Miłość nie zazdrości!
Przyłapałeś mnie na kłamstwie? Miłość wszystkiemu wierzy! Zdradzam cię notorycznie, chociaż wiem, że to cię rani? Miłość wszystko przetrzyma!"nie miała/nie dawała, że mimo tej całej miłości i wsparcia, on jednak poszukał innej?"
Nie była inną. Nie: nie była taka, jak ta inna, tylko fizycznie, nie była inną.Przeczytaj wątek - pan nabrał pewności siebie kiedy zrzucił 30 kilo. W związku z tym zmieniło mu się postrzeganie świata, który nagle okazał się pełen możliwości. Tylko ta nudna i wciąż ta sama żona...
Ależ wątek to ja czytałam! I to co się potem działo też wiem ![]()
Czyli stawiamy na "pojawienie się możliwości"? Ale jeśli tak, to czy ciągle te wyrzuty sumienia by miał? Przygniotły go te możliwości? Może i tak...
truskaweczka19 napisał/a:Monia go z tego co czytałam właśnie doceniała, bardzo kochała, więc przepraszam bardzo, ale to nie ona go wepchnęła w ramiona innej kobiety, "wepchnął się" sam.
No właśnie... Pytanie, czemu? Czego Monia nie miała/nie dawała, że mimo tej całej miłości i wsparcia, on jednak poszukał innej?
tak jak u Ciebie Teo?
czego nie dawłaś, że twój były poszukał innej?
Teo napisał/a:truskaweczka19 napisał/a:Monia go z tego co czytałam właśnie doceniała, bardzo kochała, więc przepraszam bardzo, ale to nie ona go wepchnęła w ramiona innej kobiety, "wepchnął się" sam.
No właśnie... Pytanie, czemu? Czego Monia nie miała/nie dawała, że mimo tej całej miłości i wsparcia, on jednak poszukał innej?
tak jak u Ciebie Teo?
czego nie dawłaś, że twój były poszukał innej?
Tyłka, bo był 2000 km ode mnie i nie umiał swojego małego trzymać w rozporku
Nie dawałam też fizycznej bliskości bo był 2000 km ode mnie
W ogóle mnie nie było, bo był 2000 km ode mnie
Jeszcze nie dawałam naiwnego zainteresowania. Nooo i nie byłam "nowa"
Wiesz, mój się puścił, bo mój był chamem. Ale jednak chyba dawałam mimo wszystko więcej, bo się niedawno zgłosił i pytał o szanse i wyznawał, ze ze mną lepiej jednak było i w ogóle żałuje swojej decyzji
Zawsze wiedziałam, że ja byłam dla niego skarbem i lepszej nie trafi XD To, że on uznał to za oczywistą oczywistość i pomylił się straszliwie uważając, że jest taki zajebisty, ze może mieć takich jak ja na pęczki, to już nie moja wina
Teraz płacze po nocach i cierpi katusze, ale mnie to już nie interesuje ![]()
Animus, wiesz co, mam mieszane uczucia co do kontynuowania tego zagadnienia, bo nie wiem, czy Monia sobie wogole zyczy, zeby wyciagac stare sprawy i jeszcze raz to szarpac, pomyslales o tym? Skoro pisze, ze jest szczesliwa, to dlaczego jej nie wierzyc, tylko wychodzic przed orkiestrę z niewczesnymi analizami?
Przeczytalam poczatek tej historii, znam koniec i sadze, z Monia postapila tak, jak dla niej bylo najlepiej i jak mozna bylo najlepiej.
Mam wrazenie, ze nie tylko probujesz rozmydlic odpowiedzialnosc za zdrade męża Monii i rozciagnac ja na jej osobe, ale wrecz sklonic Monie do wziecia odpowiedzialnosci na siebie. Tymczasem bezposrednio za zdrade zawsze odpowiedzialna jest osoba zdradzajaca. Oczywiscie mozna szukac (i byc moze warto) powodow, ktore posrednio doprowadzily do rozluznienia relacji (analiza zwiazku i relacji), i w efekcie do zdrady jednego z partnerow, ale pzreciez nie po to, na boga, by usprawiedliwiac zdrade, a jedynie, by poznac mechanizm i "zabezpieczyc sie na przyszlosc" - w obecnym zwiazku lub nastepnym. Wiec sugerowanie, ze ktos kogos popchnal do zdrady jest naduzyciem i moim zdaniem, jaest bardzo niesprawiedliwe i krzywdzace dla tej osoby, ktora, mimo, ze sie nie ukladalo, a zwiazek rozluznial, zdecydowala sie pozostac wierna. Mowie o sytuacji, kiedy partnerzy obiecywali sobie wczesniej lojalnosc. Zdrada wtakiej sytuacji to zwyczajne oszustwo i niedotrzymanie umowy. Niestety mnostwo kobiet (a pewnie i mezczyzn) daje sie wciagac w pewna pulapke myslową i daja sobie wmowic czesc winy za zdrade partnera, - dlatego tez trudno im potem winowajce z tego rozliczyc.
Benita ja mam takie samo jako facet zdanie za zdradę odpowiada zdradzający.
768 2014-02-07 11:52:28 Ostatnio edytowany przez Animus (2014-02-07 12:04:01)
Mam wrazenie, ze nie tylko probujesz rozmydlic odpowiedzialnosc za zdrade męża Monii i rozciagnac ja na jej osobe, ale wrecz sklonic Monie do wziecia odpowiedzialnosci na siebie. Tymczasem bezposrednio za zdrade zawsze odpowiedzialna jest osoba zdradzajaca. Oczywiscie mozna szukac (i byc moze warto) powodow, ktore posrednio doprowadzily do rozluznienia relacji (analiza zwiazku i relacji), i w efekcie do zdrady jednego z partnerow, ale pzreciez nie po to, na boga, by usprawiedliwiac zdrade, a jedynie, by poznac mechanizm i "zabezpieczyc sie na przyszlosc" - w obecnym zwiazku lub nastepnym. Wiec sugerowanie, ze ktos kogos popchnal do zdrady jest naduzyciem i moim zdaniem, jaest bardzo niesprawiedliwe i krzywdzace dla tej osoby, ktora, mimo, ze sie nie ukladalo, a zwiazek rozluznial, zdecydowala sie pozostac wierna. Mowie o sytuacji, kiedy partnerzy obiecywali sobie wczesniej lojalnosc. Zdrada wtakiej sytuacji to zwyczajne oszustwo i niedotrzymanie umowy. Niestety mnostwo kobiet (a pewnie i mezczyzn) daje sie wciagac w pewna pulapke myslową i daja sobie wmowic czesc winy za zdrade partnera, - dlatego tez trudno im potem winowajce z tego rozliczyc.
No i dlaczego niby Monia wepchnęła męża w ramiona tamtej kobiety? Wiadomo, na pewno nikt nie jest idealny, ale bez przesady! To jej mąż to była właśnie ciapa jak napisała Teo, nie wiedział czego chciał. Monia go z tego co czytałam właśnie doceniała, bardzo kochała, więc przepraszam bardzo, ale to nie ona go wepchnęła w ramiona innej kobiety, "wepchnął się" sam.
Truskaweczko19, prześledź łaskawie cały proces wielomiesięcznych przypomnień i technik molestowania, to się może doczytasz. Ostatecznie, kto tej sytuacji nie wytrzymywał, Twoim zdaniem? Gdyby jakiś Mężczyzna stosował takie techniki psychomanipulacji, mniejsza - świadomie czy nie, to pewnie piszący w wątku mieliby zupełnie inne podejście.
Teo napisała, że ciapa. Tak, ciapa, bo się podzielił ciężarem, zamiast postąpić po męsku i ciąć zdecydowanie.
Benita72, zbierzmy fakty.
Analizy dokonałem na wyraźną sugestię MoniiCo. Bez Jej domagania się, bym dokładnie przeczytał wątek bym tego nie robił.
Na pojmowaniu i postrzeganiu zdrady pokutują stare poglądy. W czasach, kiedy Mężczyzna zakładał rodzinę, żenił się, a Kobieta była mu poddana, odpowiedzialność za wypadki i trwałość relacji spoczywała na Nim. Co sobie wybrał, to miał i na kogo się Kobieta zgodziła, tego miała. Ta sytuacja należy już jednak do przeszłości, z małymi wyjątkami. Dlaczego? Bo zmieniło się wychowanie Mężczyzn i zmieniło się wychowanie Kobiet, a w konsekwencji zmieniła się świadomość i mentalność. Teraz dwoje zakładają stadło rodzinne, ale "wspaniałomyślni myśliciele" i "wspaniałomyślne myślicielki" nadal mówią o odpowiedzialności, podczas gdy za dotrzymanie obustronnych umów nie ma już odpowiedzialności, ale współodpowiedzialność. Niewiele "wspaniałomyślnych myślicielek" zgodziłoby się na to, aby w chwili zdrady zastosować zasadę: to ja już nie chcę od Ciebie nic i Ty nie chciej ode mnie nic. O nie, nadal dowodzą przed sądem ( w większości, bo znam wyjątki) współodpowiedzialności finansowej i łożenia na dzieci i siebie.
Bądźmy konsekwentni: jeśli On jest odpowiedzialny za zdradę niechże Ona weźmie odpowiedzialność za to, co zabiera ze sobą, jako dobro, które wcześniej było wspólne (zabiera dom lub mieszkanie, to łoży na utrzymanie, zostaje przy Niej dziecko, to je utrzymuje).
Jeśli nie przyjmiemy tej zasady, to należy zauważyć, że Kobiety w wielu wypadkach wywołują odejście, bo prawo jest po ich stronie.
Bezpośrednio za zdradę, czyli za decyzję, odpowiedzialny jest zdradzający i tu się zgodzę. Ale poprzestać na tym, co bezpośrednie, to abstrahować od wielu czynników pośrednich. Ot, przykład: Mąż wjeżdża samochodem na podwórko i łapie kapcia na cztery koła. Samochód unieruchomiony. Kto kierował? On. Kto bezpośrednio odpowiedzialny za kapcie? On. Kto wysypał pozakręcane gwoździe na podwórku? I tu się zaczyna szukanie przyczyny. Przyczyny, a nie winy.
W wielu miejscach pisałem, że rozważania w kategoriach winy są dla mnie jałowe i bezpłodne, bo wzajemne obwinianie się to jest technika ... Nie o winę chodzi, ale o przebieg relacji. A na ten przebieg mają wpływ obie strony.
W przypadku tego wątku Mąż MoniiCo wiele razy podpowiadał Żonie, co jest dla Niego najważniejsze, tym samym sugerował, w jaki sposób mu się zrewanżować. I dokładnie te podpowiedzi MoniaCo wykorzystała i zrealizowała.
Co do kontynuacji; Każdy z nas pisze na forum. Od momentu napisania oddaje treść pod osąd Czytających. Wszystko, co napisze, służy już tej wspólnocie Czytających, a tym samym przestaje być jego wyłączną własnością. Prawo do zmiany ma Moderator i Administrator, a decyzję o kontynuacji podejmuje każdy Czytający. Ty napisałaś swoje, czyli de facto kontynuujesz. W ramach tej kontynuacji wykazujesz potrzebę braku kontynuacji.
I słów kilka do MarkaP, jako faceta. MarkuP, to zupełnie nie ma znaczenia, czy masz takie samo zdanie jako facet, czy odmienne. Jeśli chodzi o rację, to przysługuje Ci taki sam głos jak byś nie był facetem. Racje mają swoją wagę. Niektóre racje mają wagę tezy lub hipotezy. To weryfikacja hipotezy przez rzeczywistość lub argumenty za tezą decydują o przewadze racji. Racje są podzielone i przysługują obu stronom, ale słuszność w określonym przypadku przysługuje już tylko jednej stronie. Gdy pytasz o drogę do miejsca M (jak miłość) i spotykasz grupę turystów, którzy wskazują Ci drogę w lewo, a potem spotykasz starca, który dobrze zna okolicę i ten wskazuje Ci drogę w prawo, to masz wolność wyboru, gdzie skręcisz i czy uwzględnisz racje większości, czy racje starszeństwa. Twoje ryzyko osobiste. Masz ochotę być facetem, to bądź i dopasowuj swoje poglądy do większości z powodzeniem takim samym, jak to czynili Twoi przodkowie w czterdziestoleciu powojennym.
W tej sprawie proponuję Ci, MarkuP, lekturę wiersza "Odpowiedź Brzechwie" Mariana Hemara, który był napisany na okoliczność pewnej rozbieżności racji. Szczególnie dedykuję Ci puentę, która brzmi:
"Ale się nie pchaj z nędzną swą ironią,
do tych, co Ciebie, choć wbrew tobie, bronią."
769 2014-02-07 13:40:40 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-02-07 13:55:29)
Jeżeli Monia jest obecnie szczęśliwa i zadowolona z życia to przeszłość, jako rozdział zamkniety nie powinien jej "ruszać". Było - minęło.
Niemniej uwzględnić wytknięte błędy nie zawadzi by ich nie powielać
... szczególnie jeśli się weźmie pod uwagę, że "z boku widzi się sytuację inaczej" oraz iż wypowiada się przedstawiciel tej drugiej, często-gęsto NIE DO ZROZUMIENIA, płci ![]()
Pytanie brzmi: czy Animus zrobił krzywdę Moni swoja analizą?
Żadnej...swoje wnioski to ja już wyciągnęłam. I nie zamierzam ponownie niczego analizować.
To przeszłość.
I bardzo słusznie,bo.... co było,a nie jest nie pisze się w rejestr....Jedno jest pewne, żaden facet nie zasługuje na nasze łzy.Zdrada,rozwód poboli i przestanie,a życie w takim związku może doprowadzić do niepotrzebnego roztroju nerwowego. Przecież nie od dzisiaj wiadomo, że życie to nie droga usłana różami, bo chociaż to piękny kwiat,ale też posiada kolce.Czasami jest się pod wozem,czasami na wozie,ale kobiety są silne mimo wszystko,potrafią wszystkie zawirowania przetrzymać,a życie toczy się dalej i lepiej nie oglądać się za siebie i nie rozpamiętywać tego co było,bo - nie warto.
Nasze zdrowie jest ważniejsze.
Anhedonia i Animus.
Nie rozumiecie nadal. Watek zalozyla Monia w trudnych dla siebie chwilach, bo potrzebowala wsparcia. Wtedy tez potzrebowala pewnie pomocy w podejmowaniu decyzji (zostac czy opuscic meza) i rozumialabym, gdyby wtedy znalazl sie ktos z hm..., analizą, jako glos przeciwnym temu czy innemu krokowi. Wtedy moze coskolwiek by skorzystala. Obecnie Monia nie zglasza tu zadnego problemu i cieszy sie ze swojej sytuacji i nowego zwiazku, wiec jakikolwiek komentarz jest po prostu wsciubianiem nosa w nie swoje sprawy i nieswoje zycie, na dodatek krakaniem jak ta czarna wrona. Jest to niesmaczne i niezyczliwe, w mojej ocenie, choc moze sie myle.
Ponadto, wszyscy tu jestesmy niejako goscmi Monii. Czy bylibyscie skorzy tak samo komentowac poczytania gospodyni, gdyby rzecz sie odbywala w realu?? Chyba zabrakloby odwagi, prawda? O, chwała internetowi!!!
Animus, o teorii moge podyskutowac, ale na jakims ogolnym watku, bo tu to uwazam to za offtop po prostu. Nie patrzmy na konkretnych ludzi jedynie przez pryzmat naukowych teoryjek, bo mędrcy tez czasem sie myla..
I jeszcze. Anhedonia - czy Animus kogos skrzywdzil. Nie, ale w moim odczuciu troche probowal. Probowal zburzyc jej zadowolenie obecnym zwiazkiem i zasiac ziarno watpliwosci.
To tyle moi komentarzy w tym watku.
773 2014-02-07 14:34:04 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-07 14:34:26)
No cóż..sama zachęciłam Animusa, żeby zapoznał się z moim wątkiem, bo wypowiadał się o mnie, nie wiedząc nic zupełnie.
Musiałam być więc przygotowana na jego filozofie. No cóż...jego analiza zupełnie nietrafiona, bo nie zna wszystkich niuansów.
Ile ludzi, tyle opinii..każdy może pisać na ile mu fantazja pozwoli.
Najważniejsze jednak co ja myślę, co czuję, oraz fakt, że już jestem ponad to wszystko.
Natolinko,
jednak warto sie ogladac do tylu. Warto przeanalizowac i zastanowic sie co bylo nie tak. Warto - bo to co bedzie jest wynikiem i konsekwencja tego co bylo, a nie chcemy powtarzac bledow, pawda?
Wiec jesli zyje sie swiadomie warto przeanalizowac posiadany material zanim sie go odlozy ad acta. Chociazby po to, zeby nieswiadomie nie krzywdzic w przyszlosci (chocby nawet niechcacy).
Dla dobra wlasnego i innych, ktorym z nami kiedys bedzie po drodze.
Nie przerobienie lekcji od zycia jest lekkomyslnoscia.
775 2014-02-07 14:43:33 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-07 14:44:09)
Natolinko,
jednak warto sie ogladac do tylu. Warto przeanalizowac i zastanowic sie co bylo nie tak. Warto - bo to co bedzie jest wynikiem i konsekwencja tego co bylo, a nie chcemy powtarzac bledow, pawda?
Wiec jesli zyje sie swiadomie warto przeanalizowac posiadany material zanim sie go odlozy ad acta. Chociazby po to, zeby nieswiadomie nie krzywdzic w przyszlosci (chocby nawet niechcacy).
Dla dobra wlasnego i innych, ktorym z nami kiedys bedzie po drodze.Nie przerobienie lekcji od zycia jest lekkomyslnoscia.
najpierw było przerobione a potem ad acta.
Dużo wysiłku to kosztowało, ale mam to już za sobą.
(...) Warto przeanalizowac i zastanowic sie co bylo nie tak. Warto - bo to co bedzie jest wynikiem i konsekwencja tego co bylo (...)
Tak wlasnie jest.Czesc Miriamm.
To , co mamy dzis , jest niczym innym jak konsekwencja naszych czynow badz Nieczynow :-)) z wczoraj.
I mozemy to obracac jak chcemy, szukac "win " w rodzicach/ spoleczenstwie /wojnach/nawozach stucnych :-))) i tak i tak ta oczywistosc pozostanie niezmienna.
Musze sobie troche o tym sama przed soba codziennie przypominac , teraz na ten przyklad:
nie jedz tej drugiej oponki, bo ci oponka urosnie ! :-)))
Pewne doświadczenia dają nam mądrość, którą wykorzystujemy później.
Ale grzebanie w już zabliźnionych ranach nie ma sensu.
Pomaranczowa, czesc,
tak :-) racja - co do jedzenia i co do zycia :-)
Juz sie tego nauczylam. Za duzo by pisac. Nie bede Moni robic off topa.
Monia, dobrze, ze te sprawy juz za Toba. Zamkniete. I zrozumiane. Ze jest juz zgoda ze soba.
Anhedonia i Animus.
Nie rozumiecie nadal. Watek zalozyla Monia w trudnych dla siebie chwilach, bo potrzebowala wsparcia. Wtedy tez potzrebowala pewnie pomocy w podejmowaniu decyzji (zostac czy opuscic meza) i rozumialabym, gdyby wtedy znalazl sie ktos z hm..., analizą, jako glos przeciwnym temu czy innemu krokowi. Wtedy moze coskolwiek by skorzystala. Obecnie Monia nie zglasza tu zadnego problemu i cieszy sie ze swojej sytuacji i nowego zwiazku, wiec jakikolwiek komentarz jest po prostu wsciubianiem nosa w nie swoje sprawy i nieswoje zycie, na dodatek krakaniem jak ta czarna wrona. Jest to niesmaczne i niezyczliwe, w mojej ocenie, choc moze sie myle.
Ponadto, wszyscy tu jestesmy niejako goscmi Monii. Czy bylibyscie skorzy tak samo komentowac poczytania gospodyni, gdyby rzecz sie odbywala w realu?? Chyba zabrakloby odwagi, prawda? O, chwała internetowi!!!
Animus, o teorii moge podyskutowac, ale na jakims ogolnym watku, bo tu to uwazam to za offtop po prostu. Nie patrzmy na konkretnych ludzi jedynie przez pryzmat naukowych teoryjek, bo mędrcy tez czasem sie myla..
I jeszcze. Anhedonia - czy Animus kogos skrzywdzil. Nie, ale w moim odczuciu troche probowal. Probowal zburzyc jej zadowolenie obecnym zwiazkiem i zasiac ziarno watpliwosci.
To tyle moi komentarzy w tym watku.
Benitko, już abstrahując od całej sytuacji. To jest forum. FORUM. Publiczne. Tu nie ma prywatnych pokoików, tu nikt nikomu z butami na chama nie pcha się w życie. Przecież nikt nie wyciągnął jakiejś wielkiej tajemnicy rodzinnej i jej nie opublikował. Tutaj sama Monia pisała wszystko, co jej na wątrobie leży przez X stron. Ona sama nas wpuściła do swojego prywatnego życia. To tu jest i nie zniknie. Każdy ma prawo do wyrażenia swojego zdania, nawet jak jest już "po ptokach". Nie możesz twierdzić, że ten, kto teraz się tutaj wypowiada "wściubia nos w nieswoje sprawy", bo te sprawy zostały podane, opublikowane i zaserwowane wszystkim zainteresowanym.
Nikt nikomu nie chciał sprawiać przykrości moim zdaniem i nikt nie próbował niczego zburzyć, bo jeśli Monia jest na stabilnych fundamentach pewna tego co robi, pewna tego co było i idzie do przodu, to nic ani nikt jej niczego nie zburzy i nie naruszy.
780 2014-02-08 09:55:09 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2014-02-08 12:54:56)
(..)Gdy pytasz o drogę do miejsca M (jak miłość) i spotykasz grupę turystów, którzy wskazują Ci drogę w lewo, a potem spotykasz starca, który dobrze zna okolicę i ten wskazuje Ci drogę w prawo, to masz wolność wyboru, gdzie skręcisz i czy uwzględnisz racje większości, czy racje starszeństwa. Twoje ryzyko osobiste. Masz ochotę być facetem, to bądź i dopasowuj swoje poglądy do większości z powodzeniem takim samym, jak to czynili Twoi przodkowie w czterdziestoleciu powojennym.
W tej sprawie proponuję Ci, MarkuP, lekturę wiersza "Odpowiedź Brzechwie" Mariana Hemara, który był napisany na okoliczność pewnej rozbieżności racji. Szczególnie dedykuję Ci puentę, która brzmi:
"Ale się nie pchaj z nędzną swą ironią,
do tych, co Ciebie, choć wbrew tobie, bronią."
Animus, Du bist ein sehr , sehr , sehr, seeeehr besonderes DU,
mowilam Ci to juz ?